Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Platforma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Platforma. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2015

DWIE PERSPEKTYWY

Przez długie osiem lat czekałem na upadek reżimu PO-PSL – największego nieszczęścia, jakie dotknęło Polaków od czasu magdalenkowego szalbierstwa. Nie było w historii III RP ekipy, która uczyniłaby większe spustoszenia. Nigdy też, po roku 1990, nie działała grupa równie regresywna i agresywna, ściśle powiązana z triumwiratem III RP i ludźmi komunistycznej bezpieki. Poniesione w tym czasie straty kulturowe, ekonomiczne i moralne, będziemy odczuwali przez kilka następnych pokoleń.
Być może przyjdzie czas, gdy rzetelni analitycy ocenią ten okres ośmioletniej zapaści – nie tylko poprzez pryzmat polityczny bądź prawny, ale w kontekście ogromu krzywd i strat, jakich doznało polskie społeczeństwo. Taki bilans musi zostać sporządzony, choćby po to, by nigdy więcej podobna grupa szalbierzy i politycznych rzezimieszków nie mogła rujnować naszej ojczyzny.
            Nie jest tajemnicą, że czas rządów PO-PSL, można oceniać z dwóch różnych perspektyw, osadzonych w indywidualnych doświadczeniach i okolicznościach. W przededniu „rozstrzygnięcia wyborczego” warto sobie uświadomić tę różnicę, nawet nie po to, by epatować łatwym populizmem, ale dlatego, by w przyszłości nie popełniać błędów w ocenie cudzych intencji i celów.
Pierwsza perspektywa dotyczy polityków Prawa i Sprawiedliwości, działaczy partyjnych, redaktorów naczelnych „wolnych mediów”, publicystów i intelektualistów kojarzonych z opozycją. Ludzi, którzy przez ostatnie osiem lat nie utracili więzi towarzyskich, zawodowych lub finansowych, z grupą nazywaną establishmentem III RP. Tych osób nikt nie pozbawił poselskich apanaży, nie odebrał im dochodów ani profitów z uczestnictwa w spektaklach „demokracji parlamentarnej”. Przez ostatnie lata mieli dostęp do „salonów politycznych” III RP, posiedli możliwość brylowania w ośrodkach propagandy oraz budowania swoich pozycji w oparciu o przekaz publiczny. To prawda, że również ich srodze doświadczono – utratą przyjaciół poległych w Smoleńsku, seansami pomówień, oszczerstw i nienawiści, jednak przypadki te zawsze znajdowały się w centrum uwagi wyborców i były rekompensowane wsparciem moralnym i wzrostem zaufania społecznego.
Trzeba także pamiętać, że w ostatnich latach powstało wiele nowych tytułów prasowych,  powołano telewizję i media elektroniczne, kojarzone z przekazem „wolnego słowa”. Zyski z tych przedsięwzięć zasiliły kieszenie „niezależnych” dziennikarzy, zaś udziały w spółkach medialnych stały się źródłem dochodów dla prezesów i redaktorów naczelnych. Co najważniejsze - Polacy obdarzyli tych ludzi ogromnym zaufaniem, udzielając im nieograniczonego kredytu i namaszczając na rzeczników interesu społecznego. Wielu z tych ludzi – często niewspółmiernie do predyspozycji moralnych i intelektualnych, zostało wykreowanych do roli „niepokornych” opozycjonistów lub obdarzonych mianem autorytetów moralnych. Nie pomylę się też twierdząc, że dla niektórych przedstawicieli środowiska „wolnych mediów”, okres rządów PO-PSL stanowił czas najlepszej prosperity i pozwolił osiągnąć status, jakiego nigdy nie uzyskaliby w warunkach autentycznej demokracji i wolności słowa.

poniedziałek, 17 marca 2014

NA ŚCIEŻKACH PEERELU. OD SB DO PLATFORMY


Jednym z groźniejszych mitów, rozpowszechnianych bezkarnie przez ludzi bezpieki jest ten o rzekomej odrębności tzw. wywiadu PRL od struktur Służby Bezpieczeństwa oraz wyjątkowej pozycji ludowych „wywiadowców” w hierarchii służb komunistycznych. Oficerowie Departamentu I SB MSW kreują się na ludzi honorowych i profesjonalistów, którzy nie tylko nie mieli nic wspólnego z pospolitymi esbekami, ale Sowietom się nie kłaniali i dzielnie służyli ojczyźnie.
Mitologia ta pozwala tworzyć osobliwe legendy na temat rzekomych dokonań funkcjonariuszy Departamentu I, służy kreowaniu wyobrażeń o ich „fachowości”, a nawet prowadzi do formułowania roszczeń o szczególnych „zasługach dla Polski”.
Wyrazem tej optyki mogłyby stać się słowa byłego funkcjonariusza SB Gromosława Czempińskiego, który poruszony zapowiedzią odebrania esbekom wysokich emerytur stwierdził przed kilkoma laty: „Nie myślałem, że będę traktowany jak esbek. Działaliśmy dla kraju, dla narodu.” (…) Narażałem życie dla tego kraju i teraz mam być traktowany, jako obywatel trzeciej kategorii.
Podstawowe informacje na temat genezy i działalności Departamentu I SB MSW przeczą tym twierdzeniom. Treść Zarządzenia Nr 0045/70 ministra spraw wewnętrznych z 17 maja 1970 r. w sprawie zakresu pracy oraz regulaminu organizacyjnego Departamentu I MSW stanowi, iż „Departament I MSW jest jedyną jednostką w systemie służby bezpieczeństwa upoważnioną do organizowania wywiadu za granicą”. Zapis ten uświadamia, że wywiad PRL był  integralną jednostką Służby Bezpieczeństwa, a nie wydzielonym pionem działającym w strukturach MSW.
Organ ten wykonywał typowe zadania komunistycznej policji politycznej; prześladował i inwigilował opozycję, zwalczał przedstawicieli legalnego rządu II RP, walczył z Kościołem i represjonował Polaków, jednym słowem – robił to wszystko, co przez lata czerwonego terroru robiły wszystkie formacje komunistycznej bezpieki. Celną definicję komunistycznego wywiadu zawiera dokument zatytułowany „Geneza i zmiany organizacyjno-strukturalne Departamentu I MSW”. Jego autorem płk Stefan Słomka z Departamentu I, a powstało ono około 1986 roku, zapewne w celach szkoleniowych. Przedstawiając przyczyny powołania tej formacji płk Słomka stwierdzał: „Realizacja zadań postawionych przed Resortem Bezpieczeństwa Publicznego wymagała m.in. podejmowania działań o charakterze wywiadowczym. W tym celu w Resorcie Bezpieczeństwa Publicznego utworzono wyspecjalizowany organ – wywiadu politycznego – którego zadaniem było wykonywanie pracy według reguł i zasad właściwych aparatowi wywiadowczemu.”(wytł.moje)

środa, 18 września 2013

SUKCESORZY KŁAMSTWA


Należy rozważyć i zadecydować:
1.czy nie powinno się rozpracować dokładnie życiorysów i kwalifikacji naukowych tych ekspertów,
2 czy nie powinno się rozpracować dokładnie życiorysów i kwalifikacji zawodowych profesorów, autorów elaboratu
3 Czy nie powinno się postąpić podobnie w stosunku do ekspertów, którzy uczestniczyli przy pracowaniu elaboratu,
Wreszcie należy się – moim zdaniem – zainteresować:
a) kwalifikacjami zawodowymi biegłych, którzy opinie podpisali, jest ich 12-tu, na pierwszy rzut oka można już stwierdzić, że niektórzy z nich nie byli nawet profesorami;
b) ich życiem i zachowaniem się poprzedzającym wydanie opinii i po tym;
c) opinią jaką cieszą się wśród swoich kolegów jako fachowcy i jako ludzie;

Ten cytat nie pochodzi z tajnej instrukcji PO w sprawie Smoleńska, ani nie ujawnia poleceń oficera prowadzącego wydawanych funkcjonariuszom medialnym. Nie jest też planem przygotowań do debaty smoleńskiej, w której rząd miał odgórnie ustalać „parytety” - większość prelegentów to naukowcy „W” (zwolennicy teorii wypadku), a tylko kilku „Z” (zwolennicy zamachu).
Ludzie, którzy tworzą dziś podobne instrukcje i usiłują zdyskredytować grupę ekspertów pracujących z zespołem smoleńskim Antoniego Macierewicza, dysponują jednak obszernym materiałem, na którym mogą wzorować swoje działania. Pochodzenie tego materiału, po raz kolejny potwierdza istnienie głębokich analogii między zbrodnią katyńską i zbrodnią smoleńską.
18 września 1951 roku Izba Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych przyjęła rezolucję dotyczącą powołania „Komisji specjalnej do przeprowadzenia śledztwa w sprawie faktów, wydarzeń i okoliczności masakry w lesie katyńskim” – jak brzmiała oficjalna nazwa organu, określanego później mianem Komisji Katyńskiej Kongresu.
Na powołanie komisji natychmiast zareagowały władze komunistyczne. Rozpoczęto przygotowania do wielowątkowej kampanii propagandowej, mającej zdezawuować ustalenia Kongresu. Nie mogąc w inny sposób podważyć prawdy o sprawstwie Sowietów, skupiono się na działaniach dyskredytujących ekspertów i naukowców biorących udział w ekshumacji w roku 1943 lub współpracujących z Komisją.
Plan działań w tej sprawie przygotował Henryk Świątkowski - ówczesny przewodniczący Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i założyciel Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli, a w latach terroru stalinowskiego, (1945-1956) pełniący funkcję ministra sprawiedliwości.
Świątkowski planował skupić atak propagandowy na niemieckiej pracy wydanej w 1943 roku (Amtliches Material zum Massenmord von Katyn) i obalić prezentowane w niej tezy przedstawicieli medycyny sądowej. W tym celu proponował posłużyć się opiniami „postępowych” polskich i zagranicznych lekarzy, którzy odwołali wcześniejsze zeznania dotyczące zbrodni katyńskiej lub otwarcie krytykowali ustalenia komisji niemieckiej. Szczególny nacisk w kampanii położono na „rozpracowywanie życiorysów” i podważanie kompetencji zawodowych ekspertów. Swoje propozycje Świątkowski przesłał Jakubowi Bermanowi i to on prawdopodobnie podjął ostateczne decyzję.
Zamieszczony na wstępie fragment jednej z notatek ministra sprawiedliwości wyraźnie wskazuje, w jakim kierunku zmierzały działania dyskredytujące. Są one tak charakterystyczne, że można przyjąć, iż podobne zalecenia mogłyby dziś inspirować ośrodki propagandy do ataków na osoby współpracujące z zespołem smoleńskim.

piątek, 2 sierpnia 2013

ORĘDZIE NIENAWIŚCI


Od przegranych wyborów parlamentarnych w roku 2005 jedynym czynnikiem integrującym środowisko Platformy stała się nienawiść do wszystkiego, co związane z partią Kaczyńskich. W równej mierze była ona efektem ambicjonalnej traumy Donalda Tuska oraz niemniej mocnego lęku, jaki musiał odczuwać Bronisław Komorowski, obawiając się publikacji treści aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI. Wielu innych polityków PO, biznesmenów, dziennikarzy i ludzi życia publicznego odczuwało wówczas zagrożenie możliwością ujawnienia ich kontaktów i interesów prowadzonych pod dyktando wojskowej bezpieki. Wkrótce więc pod szyldem Platformy zgromadziło się dość wszelkiego rodzaju renegatów, frustratów i „skrzywdzonej” rządami PiS-u agentury, by uczynić z tego środowiska skansen agresywnych typów, złączonych wspólnotą nienawiści i żądzą odwetu.
Działający w ideowej pustce ludzie PO musieli znaleźć formułę, która pozwoliłaby im dotrzeć do społeczeństwa. Nie potrafiąc przedstawić żadnej koncepcji pozytywnej, postanowili odwoływać się do negatywnych emocji i najniższych instynktów, tworzenia fałszywych obrazów, budowania irracjonalnej niechęci i lęków. Na tym fundamencie zbudowano pozycję Platformy, wmawiając społeczeństwu, że wybór ekipy Tuska uchroni Polaków przed straszliwą katastrofą „kaczyzmu”. Bez PiS-u i braci Kaczyńskich, środowisko PO nie tylko nie potrafiłoby zbudować żadnego przekazu, ale nie miało motywacji do działania. To nienawiści do rywali politycznych i lęk przed utratą władzy od początku wyznaczały poszczególne etapy działań: począwszy od czystek w służbach specjalnych i poszukiwania prokuratorskich „haków”, poprzez aferę marszałkową i bondaryzację służb, po zbliżenie z putinowską Rosją i zastawienie pułapki smoleńskiej.
Kampania nienawiści, jaką do dziś prowadzi reżim, nie jest niczym nowym.
Ruchy i systemy totalitarne wszelkich odcieni potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu; nie tyle, by utrzymać gotowość do walki, ile by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo, a tym samym uniezdolnić do oporu. Nieustające, bezgłośne, lecz całkiem jasne orędzie powiada: „Wy jesteście doskonali, tamci są zgnili ze szczętem. Już dawno żylibyście w raju, gdyby złość waszych wrogów nie stała na przeszkodzie” – pisał w latach 70. Leszek Kołakowski.
Nie mógł wiedzieć, że 40 lat później, tymi słowami będzie można zdefiniować środowisko, które pod przykrywką „obywatelskości” uczyniło z nienawiści główną broń polityczną. 

niedziela, 16 czerwca 2013

ROKITIADA – O SUKCESORACH MICHNIKOWSKIEJ METODY

Z rosnącą irytacją i zdumieniem obserwuję cyrk rozpętany wokół prominentnej postaci PO - Jana Rokity. Nie dziwi mnie, że autorami spektaklu są dziennikarze portalu „wPolityce” i bliskie im grono „niepokornych” żurnalistów. Po nagłaśnianiu dywagacji Staniszkis, żenującej inscenizacji z Gowinem i grze wokół Wiplera – trzeba wielkich pokładów prostoduszności, by upierać się, że mamy do czynienia z poważnymi „analitykami” życia politycznego lub nie dostrzegać intencji tego środowiska.   
Irytuje natomiast, że ten niewybredny spektakl, rozgrywany w fatalnej odsadzie i przewidywalnym scenariuszu, znajduje tylu bezkrytycznych odbiorców, a nawet jest wspierany przez polityków opozycji. W państwie, w którym tysiące zwykłych obywateli jest krzywdzonych i prześladowanych przez kastę komorniczą i tzw. wymiar sprawiedliwości, deklaracja Jarosława Kaczyńskiego o udzieleniu pomocy Rokicie, brzmi co najmniej niemądrze. Byłoby lepiej, gdyby politycy opozycji miast bawić się w „pijarowskie” zagrywki, twardo walczyli z sądowo-prokuratorskimi patologiami i wskazali Polakom realne środki na przywrócenie prawa i elementarnej sprawiedliwości. Mówienie po raz setny o „zagrożeniu demokracji” i potrzebie „działań naprawczych” – nie należy do arsenału takich środków.
Warto sobie uświadomić, że czynienie z polityka Platformy osoby prześladowanej przez reżim, to siarczysty policzek wymierzony tym wszystkim, którzy przez ostatnie lata zostali doświadczeni podłością, cynizmem i głupotą przedstawicieli „trzeciej władzy”.

czwartek, 9 maja 2013

OD ALBINA DO GOWINA

Gdyby na miano ludzi prawych zasługiwali ci, których wyrzucano z reżimowej ferajny, musielibyśmy je przyznać Bucharinowi i Zinowjewowi – usuniętym z partii bolszewickiej za „opozycyjność” i „prawicowe odchylenie”. W realiach PRL-u powinniśmy nimi obdarzyć Gierka i Jaroszewicza, których nie tylko wykluczono z komunistycznej zgrai, ale internowano i próbowano sądzić.
Dla ludzi trzeźwo oceniających obecną rzeczywistość, wydaje się oczywiste, że oparcie oceny prawości na tak niepewnym gruncie, jest głęboko niedorzeczne i fałszywe.
Jak zatem wytłumaczyć zachowania tych polityków i publicystów, którzy od wielu dni fundują nam żenujący spektakl „Gowiniady” i próbują przedstawić postać byłego ministra sprawiedliwości jako niezłomnego, prawego „konserwatystę”, skrzywdzonego przez Donalda Tuska?
Zagadka jest tym mocniej intrygująca, że ci sami ludzie, deklarujący dziś „uchylanie drzwi” dla Gowina, dopatrują się w naszej rzeczywistości analogii z czasami PRL-u, otwarcie mówią o władzy monopartii dążącej do „miękkiego totalitaryzmu” i obarczają reżim Tuska odpowiedzialnością za setki poważnych afer oraz śmierć polskiej elity.
Jarosław Gowin miałaby być w tym układzie „szlachetnym wyjątkiem” - tylko dlatego, że w jakiś marginalnych kwestiach przeciwstawiał się szefowi rządu, został pozbawiony stanowiska i wyrzucony z państwowej posady.
Trudno byłoby wskazać inne przyczyny, bo budowane ad hoc opowieści o „konserwatyzmie” Gowina, można włożyć między bajki. Zrozumie to każdy, kto prześledzi zachowania tej postaci od czasu dojścia do władzy koalicji PO-PSL lub dostrzeże sejmowe wybory Gowina w sprawach związanych z tragedią smoleńską czy licznymi aferami koalicji PO-PSL. Te elementarne kryteria pozwalają uznać, że mamy do czynienia z konformistą podążającym zawsze za linią partii, którego pryncypialność ogranicza się do werbalnych deklaracji.

niedziela, 27 stycznia 2013

O FAŁSZYWYCH PROROKACH I ZŁUDNYCH NADZIEJACH


Opowiadanie historyjek o „wewnętrznych konfliktach”, „walkach frakcyjnych”, „odłamach” i „podziałach” w łonie partii rządzącej, należy do ulubionych zajęć żurnalistów. W ostatnich latach powstało co najmniej kilkadziesiąt tekstów, których autorzy zachłystywali się „wojną Tuska ze Schetyną”, wieścili rychłą zemstę „schetynistów”, dopatrywali w PO istnienia „frakcji prezydenckiej” lub oczekiwali na kontratak „liberalnego skrzydła”.  
Najnowszą odmianą owych dykteryjek są mrożące krew w żyłach opowieści o  „decydującym starciu” między Tuskiem a Gowinem, rosnącej w siłę „frakcji konserwatywnej” oraz bliskim „rozłamie” w PO. Podobnie, jak miało to miejsce we wrześniu ubiegłego roku, celują w tym byli publicyści „Rzeczpospolitej” i „UważamRze”. Nie chcę nawet przypominać, ileż to razy w czasie ostatnich lat miało dochodzić do rozłamów, walk frakcyjnych itp. straszliwych klęsk Tuska. Miarą prawdziwości tych „analiz” jest oczywiście fakt, że do tej chwili w partii władzy nie nastąpił żaden podział, nikt nie zagroził pozycji premiera i w żadnym obszarze nie widać oznak rozpadu. Gdyby wywody owych żurnalistów miały jakikolwiek sens, powinniśmy już wielokrotnie doświadczyć skutków tych podziałów i oglądać widowiskowe spektakle polityczne.
Chcąc zrozumieć - skąd biorą się podobne opinie, trzeba cofnąć się w odległą acz niezamkniętą przeszłość.

czwartek, 15 listopada 2012

KALENDARIUM PAŃSTWA POLICYJNEGO


Od dnia reelekcji układu rządzącego, następuje systematyczny wzrost represji i szykan ze strony organów bezpieczeństwa. Ofiarami aparatu ścigania i tzw. wymiaru sprawiedliwości padają najczęściej osoby, które w jakiejkolwiek formie wyrażały sprzeciw wobec działań reżimu lub manifestowały niezależność poglądów. Dotykają one również ludzi przypadkowych, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w polu zainteresowania tych instytucji.
O tym, że mamy do czynienia z procesem narastającym i nieprzypadkowym, powinna przekonywać skala tych zdarzeń. Poniższa lista nie obejmuje wszystkich przypadków, pozwala jednak ocenić rozmiar zjawiska i dostrzec, w jakim kierunku zmierza dziś reżim Donalda Tuska.
-         W październiku ubiegłego roku opolska policja skierowała do tamtejszego sądu wniosek o ukaranie posła-elekta PiS Patryka Jakiego – „za przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu”. 10 września 2011 r. funkcjonariusze policji w cywilu zakłócili uroczystości miesięcznicy smoleńskiej, wyciągając z tłumu współorganizatora obchodów – kandydata PiS. Jakiego wylegitymowano i spisano i tylko interwencja uczestników protestu zapobiegła jego zatrzymaniu.
-         Również w październiku 2011 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 23-latkowi z Chełmży - za zbezczeszczenie miejscowego cmentarza żołnierzy radzieckich. Oskarżono go o to, że na pomniku „ku czci bohaterów Armii Czerwonej” miał namalować napis "Niszcz Komunę" i szubienicę z czerwoną gwiazdą. Dwa miesiące później, warszawska policja objęła całodobowym monitoringiem wszystkie stołeczne pomniki sowieckich okupantów.
-         W trakcie listopadowych uroczystości Święta Niepodległości na placu Matejki w Krakowie, policja brutalnie zaatakowała profesora Akademii Sztuk Pięknych Stanisława Markowskiego, fotografika i twórcę muzyki do hymnu „Solidarności”. Powodem ataku był transparent z portretem pary prezydenckiej, trzymany przez profesora. Policjanci próbowali wydrzeć go siłą i nie dopuścić Markowskiego do złożenia kwiatów przed Grobem Nieznanego Żołnierza. „Czegoś takiego nie przeżyłem od 1989 r.” – relacjonował zdarzenie Stanisław Markowski.
-         na początku listopada 2011 z warszawskiej UKSW został usunięty prof. Zdzisław Krasnodębski. Choć oficjalnie zwolnienie tłumaczono „sprawami dydaktyczno-organizacyjnymi”, usunięcie wykładowcy sugerowała wcześniej Magdalena Środa, a  władze UKSW mówiły wprost o zaangażowaniu politycznym profesora i jego „zbyt jednostronnej“ publicystyce.
-         11 listopada 2011 zaproszeni do Polski lewaccy bojówkarze z niemieckich organizacji terrorystycznych, przy wsparciu swoich polskojęzycznych kamratów, zaatakowali uczestników Marszu Niepodległości. Poważne obrażenia odniosło kilkadziesiąt osób. Doszło też do licznych prowokacji ze strony policyjnych tajniaków. Jeden z nich napadł na Daniela Kloca i skopał mężczyznę po twarzy. Sędzia Iwona Konopka skazała jednak Kloca za „napaść na funkcjonariusza”, a o jego złych zamiarach świadczyć miało to, że wyjazd na Marsz Niepodległości był „zorganizowany”. W stosunku do policyjnego sadysty, Karola C. prokuratura domaga się obecnie umorzenia postępowania.
-         W grudniu ub.r. zatrzymany został Marek Wernic, spisany przez policję po tym jak usunął kwiaty spod warszawskiego pomnika Armii Sowieckiej. Mężczyznę zabrano z domu o godz. 6 rano, dokonano przeszukania i zarekwirowano mu puszkę farby z warsztatu. Był przetrzymywany przez dziesięć godzin na komisariacie, bez przedstawienia zarzutów. Podczas kolejnego zatrzymania poddano go badaniom na wykrywaczu kłamstw.
-         W tym samym czasie, na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu i grzywnę 5 200 zł skazano Piotra Staruchowicza, który wcześniej spędził w areszcie pół roku. Autor słynnego hasła "Donald matole, twój rząd obalą kibole", stał się wrogiem publicznym nr.1, został brutalnie pobity przez policję i od wielu miesięcy nie opuszcza celi aresztu. Na utajnione rozprawy „Starucha” sąd nie wpuścił nawet przedstawicieli Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
-         W styczniu 2012 rzecznik dyscyplinarny Naczelnej Prokuratury Wojskowej wszczął kolejne postępowanie dyscyplinarne wobec prok. Marka Pasionka za udzielenie wywiadu „Gazecie Polskiej Codziennie”, w którym Pasionek ujawnił, że prokuratura nie skorzystała z pomocy służb specjalnych USA.
-         Również w styczniu br. lider KPN Adam Słomka został skazany na 14 dni aresztu za "naruszenie powagi, spokoju i porządku czynności sądowych" podczas ogłaszania skandalicznego wyroku ws. wprowadzenia stanu wojennego.
-         Miesiąc później bydgoska policja wzywała na przesłuchania organizatorów obchodów miesięcznic katastrofy smoleńskiej, próbując ustalić autorów transparentu „Tusk odpowiesz za Smoleńsk”, zamontowanego na bydgoskim wiadukcie.
-         Sąd Apelacyjny w Warszawie skazał w marcu br. poetę Jarosława Marka Rymkiewicza i nakazał mu przeprosić wydawcę „Gazety Wyborczej” oraz wpłacić 5 tys. zł na cel społeczny. Spółka Agora wniosła powództwo cywilne przeciwko Rymkiewiczowi, za to, że na łamach „Gazety Polskiej” w artykule „Pamięć jak krzyż – nie zniknie” odniósł się krytycznie do postawy redaktorów „Gazety Wyborczej”.
-         W kwietniu br. opolska policja i ABW zablokowały blog Jacka Walasa, sołtysa wsi Gracz, za to, że nazwał Bronisława Komorowskiego „złodziejem”, a Donalda Tuska „kłamcą”. Policjanci przeszukali mieszkanie Walasa oraz sprawdzili zawartość komputera. Czynności podjęto, w związku z „możliwością znieważenia głowy państwa”.
-         Również w kwietniu postawiono zarzuty znieważenia prezydenta RP twórcy portalu Antykomor.pl Robertowi Fryczowi,. Jednocześnie prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy ABW, którzy prowadzili postępowanie w tej sprawie.
-         Bydgoska policja w maju br. aresztowała ogromny baner z wizerunkiem Jana Pawła II, którym kibicie piłkarscy chcieli oddać hołd papieżowi w pierwszą rocznicę beatyfikacji. Kibiców ze Stowarzyszenia „Zawisza” zatrzymano na komisariacie i przesłuchiwano. Przez cztery godziny przeprowadzano rewizje osobiste, sprawdzano telefony komórkowe oraz przeglądano zdjęcia w aparatach fotograficznych. 
-         W maju br. warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie rzekomego znieważenia prezydenta i premiera podczas obchodów drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej. Znieważenie miało polegać na umieszczeniu na transparentach napisów o treści "zdrajca" pod wizerunkiem premiera oraz haseł: "Jarosławie prowadź do zwycięstwa, Tusk zdrajco, poczujesz zemstę Polaków", "Premierze Donaldzie Tusku, matole, zapraszam cię do sądu" czy "Komorowski zdrajca Polski".
-         Rolnicy z Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego planowali w czerwcu br. przeprowadzić legalną demonstrację w Bydgoszczy. Dzień wcześniej policyjne radiowozy objeżdżały miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim, legitymując i przepytując osoby, które chciały wziąć udział w proteście. Kilka osób wystraszonych wizytami policji zrezygnowało z udziału w demonstracji.- „Czujemy się, jakby wróciła komuna i lata 80.” - mówili rolnicy.
-         Sędzia Małgorzata Bilicka z  Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia ukarała grzywną uczestnika obchodów majowej miesięcznicy tragedii smoleńskiej za „zaśmiecanie miejsca dostępnego dla publiczności”. Wina mężczyzna polegała na zamontowaniu podstawy, w której umieszczono krzyż i ustawiono makietę samolotu.
-         Przedsiębiorca z Olkusza Jacek S. kierował do prokuratur liczne zawiadomienia o oszustwach dokonywanych przy budowach autostrad. Był kluczowym świadkiem w toczącej się od roku sprawie. W czerwcu br.mężczyzna został aresztowany za rzekome „prowadzenie samochodu po wpływem alkoholu”, choć w tym dniu w ogóle nie siadał za kierownicę, co potwierdziło wielu świadków oraz zdjęcia z kamer przemysłowych. Policjanci oskarżyli go również o próbę wręczenia łapówki, za co grozi kara do 10 lat więzienia.
-         W czerwcu zatrzymano 49-letniego Wojciecha Brauna. Mężczyzna był organizatorem protestów kibiców przeciwko Donaldowi Tuskowi i ITI. Policja wytypowała go na organizatora kontrmanifestacji podczas marszu rosyjskich bojówek w czasie Euro 2012. Wina Brauna polegała na tym, że koordynował przyjazd kibiców do Warszawy oraz "nawoływał do stosowania przemocy z powodu przynależności narodowej". Za te czyny sędzia Rafał Stępak skazał go na dwa miesiące aresztu. Ten sam zarzut otrzymał 50-letni Wojciech Wiśniewski, który w ogóle nie uczestniczył demonstracji. Jego rola polegać miała na pomocnictwie – udzielaniu Braunowi „rusofobicznych rad” przez telefon.
-         W lipcu br. sędzia Sylwia Kulma z IV Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie zastosowała cenzurę prewencyjną i zakazała wydawcy „Gazety Polskiej Codziennie” informowania o okolicznościach tragedii kolejowej pod Sękocinami oraz powiązaniach szefa firmy Kombud Ryszarda Szczygielskiego z Bronisławem Komorowskim. GPC na czas trwania procesu cywilnego zabroniono pisać o spółce Kombud w kontekście nieprawidłowości w sprawie katastrofy.
-         Policjanci wezwani w nocy do szpitala w Sławnie poturbowali lekarkę Jadwigę Gosiewską – matkę śp. Przemysława Gosiewskiego. Do zdarzenia doszło w sierpniu br., gdy Gosiewska nie zgodziła się na wypisanie ze szpitala dziecka przywiezionego od pijanej matki. Domagał się tego ojciec dziecka i on wezwał policję. Z zawiadomienia, które Jadwiga Gosiewska złożyła w Prokuraturze Rejonowej w Sławnie, wynika, że policjanci ubliżali jej, grozili odwiezieniem na komisariat i w końcu dopuścili się rękoczynu.
-         Sędzia sądu wojskowego Mirosław Hudała, oddelegowany do SO w Warszawie zdecydował w sierpniu br. o przedłużeniu aresztu Piotra Staruchowicza na kolejne trzy miesiące. Ksiądz Jarosław Wąsowicz, organizator pielgrzymek kibiców na Jasną Górę stwierdził wówczas– „Wszystko wskazuje, że „Staruch” jest więźniem sumienia”.
-         W Wieluniu zniszczono wystawę poświęconą Lechowi Kaczyńskiemu. Nieznani sprawcy wyrwali plansze z ram, a główne zdjęcie z twarzą polskiego prezydenta zostało doszczętnie zniszczone. Dało to pretekst do interwencji władz miejskich i przeniesienia wystawy w miejsce, które praktycznie uniemożliwiło jej oglądanie.
-         We wrześniu br. zatrzymano Katarzynę Ceran, narzeczoną Piotra Staruchowicza. Policja aresztowała kobietę o 6 rano, skuła ją kajdankami i pod silną eskortą przetransportowała do Komendy Stołecznej. Kobieta spędziła tam noc, w czteroosobowej celi. Powodem zatrzymania było rzekome wykroczenie, polegające na niezastosowaniu się do poleceń ochrony podczas meczu piłkarskiego.
-         W tym samym miesiącu, Robert Frycz, twórca portalu Antykomor.pl został skazany za „znieważenie prezydenta Rzeczypospolitej” na karę roku i trzech miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych przez 40 godzin miesięcznie.
-         Policja ze Stargardu Szczecińskiego błyskawicznie zatrzymała i spisała dwóch mężczyzn, którzy próbowali odpiłować radziecką gwiazdę z Kolumny Zwycięstwa w centrum miasta. Mandatem 500 zł ukarano również kierowcę samochodu z podnośnikiem, za nielegalną akcję i zajęcie pasa ruchu.
-         Przed październikowym marszem „Obudź się Polsko”, policja w całym kraju przeprowadziła akcję, podczas której wzywano na posterunki niektórych organizatorów, każąc im składać wyjaśnienia o cel wyjazdu, liczbę osób i godziny powrotu. Policjanci notowali numery rejestracyjne autokarów, interesowali się numerami telefonów i nazwiskami organizatorów. Policyjne radiowozy oraz auta tajniaków „eskortowały” wiele autokarów zmierzających do Warszawy i towarzyszyły im w drodze powrotnej.
-         Sędzia Agata Młynarczyk-Śmieja z Sądu Okręgowego w Katowicach zakazała dodruku książki Rafała Pieji „Przewodnik po służbach specjalnych od UB do ABW” oraz jej sprzedaży hurtowej i detalicznej. Książkę aresztowano na wniosek Jana Widackiego, który wytoczył wydawnictwu proces o ochronę dóbr osobistych.
-         Oficer WP Bogdan Balcerowiak jest ścigany przez prokuraturę w Wieluniu za   „zniszczenie mienia”. Na dębach rosnących w Strojcu koło Praszki mężczyzna umieścił tablicę upamiętniającą ofiary tragedii smoleńskiej. Prokurator Grażyna Hubicka, straty spowodowane wbiciem kilku gwoździ i kołków oceniła na 950 złotych. Sprawcy grozi za to nawet 5 lat więzienia.
-         Policjanci z Opola aresztowali w nocy matkę samotnie wychowująca dwoje małych dzieci. Została zabrana do aresztu z powodu niezapłaconej grzywny (2,3 tys.zł) wobec Urzędu Skarbowego. Dzieci w wieku dwóch i sześciu lat odebrano matce i odwieziono w piżamach do pogotowia opiekuńczego.
-   Przed tegorocznym Marszem Niepodległości policja przeprowadziła „rutynowe działania prewencyjne” wzywając organizatorów wyjazdów, rozpytując o liczbę uczestników, żądając imiennych list oraz numerów rejestracyjnych pojazdów. W tym celu policjanci odwiedzili m.in. siedzibę PiS w Szczecinie, ale też klasztor paulinów we Włodawie, gdzie podczas mszy świętej podano informację o wyjeździe i zachęcano do udziału w Marszu.

Niemal każdy dzień przynosi kolejne akty represji i nadużywania prawa. Nie są to już pojedyncze incydenty, ale planowe i konsekwentne działania mające na celu zastraszanie i represjonowanie obywateli. Gdy przed pięcioma laty środowiska prawniczych „autorytetów” wydały słynną Uchwałę w sprawie zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego,  miała być ona wyrazem sprzeciwu wobec „terroru” Prawa i Sprawiedliwości. Wprawdzie w okresie rządów PiS -u nie dochodziło nawet do części opisanych powyżej przypadków, to w uchwale Rady Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego srogo przestrzegano przed „tendencją do coraz szerszego posługiwania się regulacjami represyjnymi w celu sterowania życiem społecznym”, a troskę prawników wzbudzały rzekome przypadki „jaskrawego nierespektowania zasady domniemania niewinności, nadużywanie instytucji tymczasowego aresztowania i nieposzanowania dla godności zatrzymywanych, oraz upolitycznienie prokuratury”.
O tym, że III RP jest dziś państwem policyjnym nie świadczą ani nadzwyczajne uprawnienia służb ani bezkarność „stróżów prawa”, czy ilość represji i szykan. Najmocniejszym dowodem jest fakt, że pod rządami Tuska i Komorowskiego nigdy nie powstanie Uchwała w sprawie zagrożeń dla demokratycznego państwa prawnego.




Artykuł opublikowany w nr 46/2012 Gazety Polskiej.

czwartek, 30 sierpnia 2012

BURSZTYN, ZŁOTO I ZIELEŃ MUNDURÓW


Gdy Polską rządzi partia powołana przy udziale ludzi Departamentu I SB MSW, a większość procesów życia publicznego rozgrywa się według reguł kombinacji operacyjnych – wiodącą rolę w kreowaniu naszej rzeczywistości muszą odgrywać ludzie służb specjalnych. Nie tylko tych powołanych w III RP, nad którymi nikt nie sprawuje realnej kontroli, ale przede wszystkim ludzie policji politycznej PRL, przez lata służący sowieckiemu okupantowi. To oni zwykle reżyserują wydarzenia, które w odbiorze społecznym oceniamy jako afery czy decyzje polityczne i gospodarcze.
Od czasu przejęcia władzy przez układ PO-PSL, państwo polskie stało się areną, na której rozmaite grupy interesów, tworzące triumwirat służb, polityki i biznesu toczą walkę o wpływy i zyski. Jednym z elementów tej walki są akcje dezinformacyjne i medialne gry operacyjne,  podczas których zasila się konkurujących ze sobą polityków w kompromitujące materiały - prawdziwe bądź spreparowane oraz stosuje kontrolowane przecieki i „wrzutki”. Rolę wykonawców powierza się ośrodkom propagandy oraz dziennikarzom spełniającym mniej lub bardziej świadomie funkcję przekaźników i „pudeł rezonansowych”.
Nie warto wierzyć, że po roku 2008 ujawnienie jakiejś afery lub zdemaskowanie wycinka mechanizmów III RP to efekt dziennikarskiej dociekliwości lub dowód na sprawność instytucji państwowych. Główne media, wymiar sprawiedliwości oraz państwowe organy nadzoru stanowią integralną część obecnego aparatu władzy i w miejsce roli rzeczników społeczeństwa wykonują zadania zlecone przez triumwirat. W takim układzie, o tematach poruszanych przez media lub podejmowanych przez instytucje, decydują zwykle kreatorzy ze środowisk związanych ze służbami, to zaś co otrzymujemy jako informację jest spreparowanym i kontrolowanym przekazem.
Modelowym przykładem takiej sprawy jest afera z firmą Amber Gold, działającą na styku biznesu, polityki i służb specjalnych. Trafne są oceny, w których zwraca się uwagę na charakter powiązań istniejących  przy tego rodzaju działalności.
Mamy tu do czynienia z układem mafijnym lub paramafijnym. Myślę, że na tym gdańskim przykładzie można by było pokazać jak w ogóle działa Polska pod rządami Platformy Obywatelskiej” – uznał niedawno prof. Zdzisław Krasnodębski. Tę celną uwagę należałoby rozwinąć i dodać, że na przykładzie obecnej afery możemy również dostrzec elementy rozgrywki służb specjalnych. Świadczy o niej nie tylko metoda prowadzenia „narracji” oraz udział dziennikarzy znanych ze sprawnego posługiwania się wiedzą operacyjną i informacyjnymi „wrzutkami”. Media, które dziś szeroko rozpisują się o Amber Gold, przez ostatnie lata przemilczały dziesiątki spraw znacznie większego kalibru, zaś ich pracowników trudno posądzać o niechęć do władzy lub kierowanie się interesem społecznym. W tej operacji, cześć z nich spełnia rolę osłonową, próbując przekierować uwagę odbiorców na wątki i postaci drugorzędne. Inni jednak akcentują udział syna Donalda Tuska lub dążą do ujawnienia powiązań ludzi z partii rządzącej.
Musi się zatem pojawić pytanie: czy w przypadku głównych mediów mamy do czynienia z nagłym odrodzeniem dziennikarstwa śledczego i rzetelną próbą opisania układu rządzącego, czy może z kolejną odsłoną  spektaklu, w którym ścierają się interesy grup wpływów, a Polacy otrzymują erzac jawności życia publicznego? 
Na jedną z konsekwencji tej sprawy zwracają już uwagę niektórzy komentatorzy, podkreślając, że nagła troska władzy o klientów tzw. parabanków oraz sygnalizowana zapowiedź „rozwiązań systemowych” mających chronić Polaków przed oszustwami na  rynku finansowym może stanowić preludium do działań wymierzonych w Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, a pośrednio – w partię opozycyjną.  Jeśli tak się stanie, znaleźlibyśmy częściowe wyjaśnienie motywu obecnej kampanii.  Nie on jednak wydaje się najważniejszy.
W przypadku Amber Gold wzięto przecież na celownik samego Donalda Tuska oraz ludzi, którzy przez lata tworzyli tzw. układ trójmiejski, będący finansowym zapleczem Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a później PO. Jeśli media służące dotąd interesom władzy nagle wskazują na syna premiera, zaczynają kojarzyć z aferą polityków PO, a nawet piszą o zaniedbaniach  prokuratury i ABW – w tle muszą działać postaci znacznie silniejsze niż polityczna reprezentacja triumwiratu,. Wówczas rozgrywanie afery może być elementem bardziej złożonej strategii.
Ten, kto zdecydował o nagłośnieniu sprawy Amber Gold wiedział, że można uczynić z niej widowiskową „bombę medialną” i przez długi czas epatować opinię publiczną kolejnymi odsłonami. O firmie i przeszłości jej właściciela, pisano już w 2010 roku. W następnych latach pojawiały się informacje o zastrzeżeniach ze strony Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oraz pytania o źródła finansowania działalności AG.. Rozgłos sprawie nadano jednak dopiero w czerwcu i lipcu br. Najpierw ukazano bulwersujący „aspekt społeczny” działalności piramidy finansowej, następnie związki ze sprawą ludzi PO, w tym syna premiera, a ostatnim akordem może być ujawnienie mafijnych powiązań i sposobów finansowania gdańskiej firmy.
Warto zwrócić uwagę, że w reakcji na doniesienia medialne, przedstawiciele firmy oskarżyli KNF i ABW o „nękanie i próbę uniemożliwienia prowadzenia rzetelnego biznesu”, zaś bankructwo OLT Express i kłopoty Amber Gold z dostępem do kont bankowych  przypisali akcji „Ikar” prowadzonej przez ABW na zlecenie Komisji. Wkrótce Mariusz P. poinformował media o zawiadomieniu prokuratury o „możliwości popełnienia przestępstwa przez pracowników Komisji Nadzoru Finansowego, Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, pracowników Ministerstwa Skarbu Państwa oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego”.  W oświadczeniu skierowanym do mediów właściciel AG napisał zaś: „Proszę Państwa o jak najszybsze upublicznienie tej sprawy ze względu na jej bardzo poważny charakter mający znamiona dużej afery, w którą są zamieszani wysoko postawieni urzędnicy państwowi.”
Przyjęta przez Mariusza P. linia obrony wygląda na mocno ograną próbę ukazania firmy jako ofiary spisku instytucji państwowych, ale może też sugerować, że właściciel AG nadal ma poczucie bezkarności i wysyła sygnał do tych, którzy mogą pomóc w zatuszowaniu afery. Fakt, że wobec człowieka obwinianego o poważne przestępstwa finansowe nie zastosowano aresztu, a śledztwo znajduje się dopiero na etapie planowania, zdaje się potwierdzać, że organy ścigania nie zamierzają nadto „przyciskać” szefa AG, a  być może oczekują na polityczne dyspozycje.
W przypadku działalności piramidy finansowej, ostrożność prokuratury może wynikać z obawy przed ujawnieniem faktycznych dysponentów projektu. Przypomnę, że również w Rosji  doskonale funkcjonują piramidy, podobne do Amber Gold, przy czym oficjalni właściciele tych przedsięwzięć są „słupami” kierowanymi przez silnych mocodawców. Największe zyski czerpią ludzie FSB, zapewniając „słupom” bezkarność i dbając, by nieudany projekt został natychmiast zastąpiony drugim. Przykładem może być działalność Siergieja Mawrodiego, najbardziej znanego w Rosji oszusta finansowego, który ponownie naciąga Rosjan na inwestycję w złoto. Jego wcześniejszy projekt w nazwie MMM-2011, w który zainwestowało 36 mln osób w czerwcu br. ogłosił niewypłacalność. Obecnie przedsiębiorczy Rosjanin ogłosił kolejną edycję - MMM-2012 i może liczyć na ogromne zyski.
Po ujawnieniu informacji, że Prokuratura Okręgowa w Gdańsku prowadzi śledztwo w sprawie oszustwa i prania brudnych pieniędzy, w przekazach medialnych natychmiast pojawiły się przecieki i wymieniono nazwisko Mariusa O.- człowieka, który karierę zaczynał jako kurier Nikodema Skotarczaka, trójmiejskiego bandyty o ps. Nikoś. Na początku lat 90. Marius O. figurował już na liście najbogatszych Polaków, zarządzał firmą spedycyjną i ochroniarską oraz udziałami w banku. Dziś jest właścicielem kilkudziesięciu gdańskich spółek oraz posiadaczem wielu nieruchomości. Według śledczych, to w jego domu, w roku 2011 miały odbywać się narady na temat planowanych przez właściciela Amber Gold Marcina P. interesów, a O. miał zainwestować kilkanaście milionów złotych w jedną z istniejących spółek lotniczych.
Odnoszę wrażenie, że ta informacja oraz wiedza o źródłach finansowania Amber Gold i postaciach pozostających w cieniu takich przedsięwzięć, należy do najważniejszych wątków afery. Jeśli zostanie zdetonowana – nie tylko cały układ trójmiejski ale również partia rządząca znajdzie się w poważnych opałach. W tym przypadku, zwrócono bowiem uwagę na środowisko zwane „polską mafią”, w którym wiodącą rolę pełnią ludzie komunistycznej bezpieki.
Patron kariery Mariusa O., Nikodem Skotarczak, podobnie jak inni, najgroźniejsi wówczas przestępcy: Jeremiasz Barański, Andrzej Kolikowski czy Leszek Danielak, byli tajnymi współpracownikami SB i przez lata prowadzili działalność pod opieką swoich esbeckich patronów. To co nazywamy dziś „polską mafią” powstawało jako organizacja przestępcza złożona z ludzi partyjnej nomenklatury, pospolitych oprychów, funkcjonariuszy bezpieki i ich tajnych  współpracowników.  Cechą, która zasadniczo odróżniała "klasyczną" mafię - jako tajną społeczność sprzeciwiająca się władzy - od jej polskiej hybrydy, był fakt, że "naszą" mafię zorganizowało państwo komunistyczne, a formy jej działalności udoskonaliła III RP.
To zaś, że w latach 80. przestępcy, znani później jako ojcowie chrzestni mafijnych grup,. bez problemów wyjeżdżali na wielomiesięczne pobyty do RFN, doskonale ilustruje zakres tej opieki. Hamburg i inne niemieckie miasta nadmorskie stały się wówczas mekką polskich złodziei, którzy po okiem „polskiego wywiadu” – czyli esbeków z Departamentu I MSW zarabiali pieniądze dla swoich mocodawców. To tam rozpoczynali kariery, "Pershing", "Nikoś", "Wariat" czy "Oczko". Tam również, pod kierunkiem „Nikosia” zaczynał działalność Marius O., do dziś mieszkający w Hamburgu.
Relacje powstałe w latach PRL-u, bez problemów przeniesiono w czasy III RP, nadając im często pozory działań legalnych. Gangsterów – zajmujących najniższe miejsce w tej hierarchii,  zastąpiono wkrótce „ambitnymi biznesmenami” lub „dyzmami”, jak nazywano byłych TW, wykreowanych przez swoich oficerów prowadzących. To oni robili błyskotliwe kariery, zostawali szefami ZUS-u, PZU, dyrektorami w Orlenie lub posłami i ministrami. Sprawność tego układu poznaliśmy w trakcie obrad komisji orlenowskiej, sprawy Krzysztofa Olewnika czy podczas odsłon niektórych afer za rządów PO-PSL.
Obecny triumwirat - służb, biznesu i polityki, opiera się na relacjach powstałych w okresie „transformacji ustrojowej”, a najwyższe miejsca w nim zajmują byli funkcjonariusze „polskiego wywiadu”, rywalizujący o wpływy jedynie z ludźmi wojskowej bezpieki. Od kilku lat, to ci ostatni zdobywają kolejne obszary wpływu, korzystając z błogosławieństwa Kremla oraz przychylności najwyższych przedstawicieli państwa.  
Jeśli kontrolowane przecieki ze śledztwa lub „podpowiedzi” byłych esbeków spowodują rozwinięcie wątku finansowania Amber Gold, a za nazwiskiem Mariusa O.  pojawią się dalsze informacje – będziemy świadkami ważnej odsłony w walce o kawałek „polskiego sukna”. Wydaje się, że od reakcji Tuska i zachowań obecnej ekipy może zależeć, jak dalece reżyserzy tego spektaklu posuną się w odkrywaniu prawdy o mafijnym układzie.
Nie można bowiem wykluczyć, że obszar walki dotyczy zmian na scenie politycznej, a nawet zamysłu wykreowania ekipy zastępczej, która mogłaby podmienić skompromitowaną grupę Tuska i zapewnić triumwiratowi kolejne lata prosperity.
Patronem tych pozorowanych działań sanacyjnych byłby polityk cieszący się (jak wykazują sondaże) największym zaufaniem Polaków, nad którym media i środowiska opiniotwórcze roztaczają szczelny parasol ochronny.
Dlatego medialnej narracji w sprawie Amber Gold nie sposób oddzielić od nagłej aktywności Janusza Palikota. Występując z pozycji „obiektywnego obserwatora” ten przyjaciel i alter ego Bronisława Komorowskiego, ostro atakuje ekipę Tuska. Przed kilkoma dniami nie zawahał się nawet wskazać polityków PO uwikłanych w aferę Amber Gold.  „Wysłano go na misję do Gdańska, by ukręcił sprawie łeb” – ocenił działania ministra Gowina. I dodał – „Jego zadaniem jest ukrycie związków polityków PO z Wybrzeża: Tomasza Arabskiego, Sławomira Nowaka, Agnieszki Pomaskiej z ludźmi z Amber Gold”.
Ponieważ partia Palikota i związane z nią środowisko można określić mianem „partii prezydenckiej” - to, co robi przyjaciel Komorowskiego należy odczytywać w perspektywie planów Pałacu Prezydenckiego.
W ten scenariusz wpisuje się informacja podana niedawno przez gazetę szczególnie zaangażowaną w rozgrywanie afery Amber Gold. Dotyczy ona wniosku o dymisję premiera i propozycji zastąpienia grupy PO-PSL „rządem fachowców”, na którego czele miałby stanąć prof. Michał Kleiber. Taki projekt mają negocjować partie: Ruch Palikota, PiS, SLD i Solidarna Polska. Z inicjatywą miał wyjść Janusz Palikot, proponując osobę Kleibera jako kandydata opozycji na szefa rządu.
Jeśli nawet tego typu wiadomość stanowi „balon próbny” i ma na celu wysondowanie reakcji społecznych, nie można wykluczyć, że projekt ekipy zastępczej jest poważnie rozważany, a jego realizacja będzie zależeć od reakcji Tuska.
Afera Amber Gold może być dla premiera gwoździem do politycznej trumny lub rodzajem  propozycji „nie do odrzucenia”, przy pomocy której jedna grupa uzyska dominację nad drugą i zapewni sobie wpływ na decyzje gospodarcze i polityczne. Rozgłos nadany aferze posłuży do wykreowania nowego rozdania, a sprawa - podobnie jak dziesiątki innych, w których napotykamy na grę ludzi służb - nie zostanie rzetelnie wyjaśniona. Polakom pozostanie rola widzów w ponurym teatrze cieni.


Artykuł opublikowany w nr 35/2012 Gazety Polskiej 

piątek, 4 maja 2012

JAK WYGRAĆ BOJKOT

Histeria wokół „bojkotu EURO na Ukrainie” zdaje sięgać zenitu. Atmosferę podgrzało oświadczenie prezesa PiS-u, w którym czytamy, że partia opozycyjna „opowiada się za bojkotem rozgrywanych na Ukrainie meczy mistrzostw Europy w piłce nożnej oraz za dalszą presją na władze ukraińskie”.
Do akcji natychmiast wkroczyli żurnaliści – jak zawsze bezkompromisowi w ostrej krytyce elit politycznych  -  spod znaku opozycji.
Wytłumaczono nam zatem, że „Kaczyński popycha Ukrainę w stronę Moskwy”, a nawołując do bojkotu turnieju wykazuje „polityczną głupotę”. Te – jakże odważne oceny - dowodzą życiowej „mądrości etapu” oraz doskonałej orientacji w aktualnych trendach politycznych.
Od czasu sejmowego wystąpienia Donalda Tuska doskonale wiemy, że politycy PiS-u są „opętani nienawiścią do własnego państwa i pogardą do oponentów” i od zawsze działali na rzecz moskiewskiego reżimu, tworząc wiernopoddańcze „adresy do cara” i podejmując „podłe działania, które kiedyś w dawnej historii Polski doprowadziły ją do upadku.”
Nie powinno zatem dziwić, że nawet w obecnej sytuacji, ludzie opozycji wspierają interesy Moskwy dążąc do politycznej izolacji Ukrainy i wepchnięcia bohaterskiego Janukowycza w łapy płk Putina.
„Mądrość etapu” podpowiada nam, że tylko zgraje niemieckich kibiców, miliony puszek po piwie, uliczne bójki i stadionowe ryki – mogą ocalić kruchą suwerenność Ukrainy i  mocą fluidów zachodniej demokracji wskrzeszą wśród jej mieszkańców pragnienie wolności. Nie ulega wątpliwości, że organizacja piłkarskiej imprezy w państwie „ułomnej demokracji” sprawi, że zamordyści i ludożercy poczują się zawstydzeni obecnością światłych Europejczyków, natychmiast odstąpią od represji, pobić i morderstw, zaś do kolejnej uczty użyją pełnego kompletu sztućców.  
Z tej samej mądrości niezbicie wynika, że poparcie dla turnieju piłki kopanej jest wyrazem pożądanych „postaw patriotycznych”, dowodzi istnienia „więzi narodowych” i przynależności do „kultury Zachodu”, zaś wierne kibicowanie polskiej drużynie urasta do rangi obowiązku i narodowej racji stanu.
Otóż -  podzielam opinię o „politycznej głupocie” deklaracji złożonej przez szefa partii opozycyjnej. 
Trzeba to oświadczenie umieścić na tym samym poziomie „politycznego pragmatyzmu”, jaki w październiku 1986 roku nakazał grupce samozwańczych „autorytetów” apelować  do rządu USA o zniesienie sankcji gospodarczych wobec pereelowskiej junty – co w rezultacie - otworzyło drogę do legalizacji bandyckiego systemu i przyspieszyło powstanie hybrydy zwanej III RP.
„Polityczna głupota”  tego oświadczenia ma w sobie domieszkę groźnej schizofrenii i równie niebezpiecznej amnezji. Prowadzi bowiem do utrwalenia podwójnej, fałszywej miary, według której dzisiejsza III RP jawi się niczym państwo prawa i demokracji, zaś kraj Janukowycza wyrasta na skończone, kremlowskie dominium. Zapomina przy tym o prawdziwych intencjach „mężów Zachodu”, którzy w głębokim poważaniu mają panią Tymoszenko i całą ukraińską opozycję i obdarza rząd Donalda Tuska rolą moralnego arbitra i politycznego suwerena.
Autorem oświadczenia jest polityk, który do niedawna twierdził, że „rząd Donalda Tuska zgodził się na znaczne ograniczenie suwerenności Polski”, mówił o potrzebie „rozpędzenia establishmentu na siedem wiatrów”, wieścił „koniec tych nikczemnych rządów”, zaś przed dwoma tygodniami przypominał o „polskiej liście hańby”, na której widnieją nazwiska polityków PO i ostrzegał, że „ta władza prawa nie przestrzega. Można powiedzieć nagminnie prawa nie przestrzega”.
Warto zatem zapytać: dlaczego ten sam polityk apeluje do obecnego rządu, by stał się on strażnikiem wolności i demokracji i zagroził bojkotem ukraińskiej części mistrzostw? Jak ów polityk może oczekiwać, że ludzie Platformy  staną w obronie więzionej opozycjonistki lub okażą ostracyzm kremlowskiemu satrapie? Na jakiej podstawie rzecznik partii opozycyjnej oczekuje od rządu Donalda Tuska, że „wymusi na władzach Ukrainy europejskie standardy traktowania opozycji" – jeśli 22 kwietnia słyszeliśmy o traktowaniu nas jako „obywateli drugiej kategorii”?
Czyż to nie adresat apelu Jarosława Kaczyńskiego groził niedawno opozycji, że „żarty się kończą”? Czy to nie politycy tego ugrupowania mówili o „podżeganiu” Polaków do wystąpień publicznych i podsycaniu  „retoryki wojennej”, czy nie wzywali „organów bezpieczeństwa” do rozprawy z opozycją za „podżeganie do przestępstwa”?
Przed trzema miesiącami zamieściłem na tym blogu tekst zatytułowany „BOJKOT- CZYLI JAK WYGRAĆ EURO DLA POLSKI”. Nim bezkompromisowy dziennikarz Salonu 24 zdołał ukryć ten tekst, wywołał on dość wściekłych reakcji i wrzasków ze strony platformianych patriotów. Głosy te stanowiły dostateczny dowód, że ludzie zaczadzeni obecną władzą - nawet przy swoich intelektualnych ograniczeniach – trafnie dostrzegają, jakie zachowania opozycji byłby zabójcze dla tego rządu i mogły przyspieszyć jego upadek.
Szczególną wściekłość wywołały te słowa:
Nie istnieją żadne, racjonalne przesłanki, by środowiska  opozycyjne wobec tego rządu i zainteresowane jego upadkiem, wspierały propagandowy humbug – a tym samym - uwiarygodniały grupę skompromitowanych nieudaczników. Nie ma też najmniejszych powodów, by utożsamiać interes Polaków z celami grupy rządzącej lub łączyć sukces propagandowy EURO z pożytkami dla społeczeństwa. Myślenie w kategoriach My-Oni jest najbardziej właściwym i wspartym o realia sposobem postrzegania tej grupy.[...]
Jestem przekonany, że jedyną sensowną i wręcz naturalną postawą wobec tej propagandowej hucpy, jest jej całkowity bojkot – w każdej, dozwolonej prawem formie. Bojkot prowadzący do odrzucenia przekazu ośrodków propagandy i ostentacyjnej obojętności wobec wszystkiego co dotyczy Euro2012.
Jeśli opozycja nie ulęknie się medialnych terrorystów i znajdzie dość odwagi, by przejść od słów do czynów – EURO stwarza idealną okazję, by opinia światowa dowiedziała się  prawdy o polskiej rzeczywistości i poznała nasze najgłębsze problemy. Ten czas trzeba wykorzystać dla informowania mediów światowych o sytuacji związanej ze śledztwem smoleńskim, do wykazania kłamstw moskiewsko-warszawskiej propagandy, do zwrócenia uwagi na liczne przypadki łamania i ograniczania praw obywatelskich.  Stwarza on jedyną okazję, gdy otwarcie i bez załganych pośredników będziemy mogli pokazać prawdziwą twarz „liberalnych” przywódców i zwrócić uwagę na ich haniebne dokonania.
W czasie, gdy oczy milionów ludzi będą zwrócone na Polskę, należałoby oczekiwać twardych i jednoznacznych wystąpień środowisk opozycyjnych, w tym organizowania manifestacji i konferencji prasowych, z jednym, fundamentalnym żądaniem - ustąpienia grupy rządzącej. Istnieje potrzeba, by media opozycyjne wobec władzy stały się wówczas miejscem informowania opinii światowej o tym, co faktycznie wydarzyło się w czasie rządów PO-PSL, by potrafiły pokazać tragiczny bilans tych lat i obraz III RP – odarty z propagandowej osłony.”

Czas, jaki upłynął od publikacji tego tekstu utwierdził mnie w przekonaniu, że wezwanie do bojkotu propagandowej imprezy, powinno stać się obowiązkiem systemowej opozycji.
Nie w imię partyjnych lub partykularnych geszeftów – ale zwyczajnie – dla Polski. Kwietniowe wydarzenia, związane z obchodami drugiej rocznicy tragedii smoleńskiej, dobitnie wykazały, jak głębokie są dziś podziały i jak nieprzekraczalna otchłań oddziela nas od ludzi z grupy rządzącej. Zasypywanie jej - w imię „politycznego pragmatyzmu” – jest więcej niż głupotą, za którą opozycja i jej zwolennicy mogą zapłacić wysoką cenę.
Należałoby oczekiwać, że nim Jarosław Kaczyński zechce włączyć PiS w żałosną farsę  „bojkotu EURO na Ukrainie” i odegra rolę statysty w rosyjsko-niemieckim teatrze cieni   - zadba wpierw o interesy własnego elektoratu i wykorzysta szansę, jaką stwarza bojkot EURO w Polsce.



sobota, 28 kwietnia 2012

SUKCESORZY

Tak, nie ma nic bardziej haniebnego niż wywoływanie takiej zimnej wojny domowej, z marzeniem o gorącej wojnie domowej z wykorzystaniem śmierci swoich bliskich. Naprawdę, zejdźcie z tej drogi, bo ona prowadzi donikąd. Ona jest groźna nie tylko dla was, jest groźna też dla Polski.” -  Donald Tusk w Sejmie 13 kwietnia 2012 roku.

„Powstrzymajmy wspólnym wysiłkiem widmo wojny domowej. Nie wznośmy barykad tam, gdzie jest potrzebny most.” - Wojciech Jaruzelski przemówienie radiowe i telewizyjne z 13 grudnia 1981 roku

„Na tym polega dzisiaj ten największy polski dylemat, jak uniknąć tego, aby takie użyteczne, takie trywialne interesy polityczne nie zakłócały nam możliwości budowy wspólnoty narodowej, także w cierpieniu, wspólnoty wszystkich bez wyjątku Polaków” -   Donald Tusk w Sejmie 13 kwietnia 2012 r.

„Istnieje nadrzędny cel, jednoczący wszystkich myślących, odpowiedzialnych Polaków: miłość ojczyzny, konieczność umocnienia z takim trudem wywalczonej niepodległości, szacunek dla własnego państwa. To najmocniejszy fundament prawdziwego porozumienia.”- Wojciech Jaruzelski przemówienie radiowe i telewizyjne z 13 grudnia 1981 roku

„Każdego dnia widzimy, jak wielką wartością w czasach trudnych, w czasach kryzysu, jest narodowa zdolność do budowania jedności wokół najważniejszych celów. Podstawą do tego jest szacunek szczególnie w obliczu takiej tragedii do wszystkich, którzy są jej ofiarami”. – Donald Tusk w Sejmie 13 kwietnia 2012 r.

„Wszystkie doniosłe reformy będą kontynuowane w warunkach ładu, rzeczowej dyskusji i dyscypliny. Odnosi się to również do reformy gospodarczej. [...] Przed nami trudny okres. Po to, aby jutro mogło być lepiej, dziś trzeba uznać twarde realia, zrozumieć konieczność wyrzeczeń. Jedno chciałbym osiągnąć — spokój. Jest to podstawowy warunek, od którego zacząć się powinna lepsza przyszłość”. - Wojciech Jaruzelski przemówienie radiowe i telewizyjne z 13 grudnia 1981 roku

„Chcę zapewnić wszystkich Polaków, że wykorzystamy wszystkie możliwości państwa polskiego, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności, bez dróg na skróty i bez pokusy, aby wskazać jednego konkretnego winnego, bo taki mielibyśmy interes polityczny.” - Donald Tusk w Sejmie 13 kwietnia 2012 roku.

Sprawa spoczywa w szczególnie dobrych rękach i można być pewnym, że czynione jest wszystko, co możliwe, aby sprawcy zostali odnalezieni, ukarania, a okoliczności porwania wyjaśnione do gruntu”. – Jerzy Urban na konferencji prasowej 25 października 1984 roku poświęconej porwaniu księdza Jerzego.  

„Ofiarami tej tragedii są nie tylko zmarli, nasi bliscy, my wszyscy możemy stać się ofiarami tej tragedii, jeśli pozwolimy, aby nienawiść, pogarda dla innych, brak szacunku wylewały się każdego dnia z ust tych, którzy potrafią tylko krzyczeć w tej sprawie.” - Donald Tusk w Sejmie 13 kwietnia 2012

Porwanie księdza Popiełuszki jest oczywistą próbą wbicia noża w niezabliźnioną do końca ranę.[...] Cios zadany zwolennikowi określonej postawy politycznej miał stworzyć wrażenie, że zamiast proponowanego dialogu, władze dążą do brutalnej likwidacji swoich przeciwników. Mimo oczywistości, że temu właśnie miał służyć zamach, rzeczą smutną jest fakt, że są ludzie, którzy nie czekając na ostateczny wynik śledztwa, z góry przesądzili sprawę i zgodnie z celami prowokacji wzywają do wystąpień, do aktów nienawiści, do działań szkodzących krajowi, ukrywając swe intencje” -  fragment tzw. stanowiska Rady Krajowej PRON z 29 października 1984 roku.

W Polsce powstaje nowy front zimnej wojny wewnętrznej, dlatego celem mojego rządu będzie zapewnienie poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom, nie tylko wobec kryzysu ekonomicznego, ale także politycznego” -  wypowiedź Donalda Tuska z 19 kwietnia 2012 roku

Dywersyjne ośrodki zagraniczne oraz antysocjalistyczne podziemie zapowiadają i nawołują do poczynań godzących w gospodarkę narodową, podważających proces normalizacji. Najsmutniejsze jednak jest to, że wszystkie tego rodzaju wyczyny sieją tylko niepokój, targają ludzkie nerwy, utrudniają porozumienie, opóźniają przezwyciężanie kryzysu.” – W. Jaruzelski przemówienie na zakończenie obrad X Plenum KC PZPR 28 października 1982 roku.

"Słowa, które padają w ostatnich dniach, mogą mieć swoje konsekwencje i ci, którzy je dzisiaj wypowiadają - mówię o tych twardych słowach czasami pełnych nienawiści i agresji, słowach, które godzą bezpośrednio w serce Polski, w taki jednoznaczny interes narodowy Polski i Polaków - te słowa mogą mieć także niestety swoje praktyczne konsekwencje"- wypowiedź Donalda Tuska z 19 kwietnia 2012 roku

Zrozumiałe są  wątpliwości szerokiej opinii społecznej, oburzenie i niepokój. Ale ostrzegam- niechaj wrogowie naszego państwa, cyniczni gracze nie żerują na tej tragedii. Niech nie pchają podekscytowanej części społeczeństwa do działań grożących nieobliczalnymi konsekwencjami” – z telewizyjnego wystąpienia gen. Czesława Kiszczaka w dn. 29 października 1984 roku.

„Żarty się kończą i głównym zadaniem polskiego rządu będzie zapewnienie takiego poczucia bezpieczeństwa wszystkim Polakom, nie tylko wobec kryzysu, ale także wobec kryzysu politycznego, którego jesteśmy świadkami” - Donald Tusk 19 kwietnia 2012 roku

„Taka jest zagęszczająca się, zaostrzająca rzeczywistość — zarówno jej podskórny, pełzający nurt, jak i ostentacyjna, jątrząca forma. Z tymi zjawiskami władza dłużej współistnieć nie może. Odbudowane i utrzymane być muszą rubieże nadrzędnych interesów i stabilności państwa.” - Wojciech Jaruzelski, przemówienie na XI Plenum KC PZPR 10 czerwca 1981 roku.

„W ten sposób zachowują się politycy, którzy w imię zdobycia władzy podżegają Polaków do wystąpień publicznych i mówią o wojnie.  Apelujemy o zatrzymanie języka agresji - podżeganie do przestępstwa jest przestępstwem” - poseł PO Andrzej Halicki podczas konferencji prasowej w Sejmie w dn.19 kwietnia 2012 roku.

Żerowanie na tragedii jest podłością. Próba czynienia z Polski widowiska dla całego cywilizowanego świata dowodzi zupełnego zaniku patriotyzmu. Godzi się w tradycyjną polską tolerancję, ogłaszając przerażające teksty obwieszczające odpowiedzialność zbiorową za konkretny bandycki czyn konkretnych osób. [...] Polityczne prowokacje usiłujące dyskontować społeczne poruszenie tragedią [...] są groźne. Doprowadzić mogą do konfliktów i starć, do naruszenia w Polsce spokoju” – fragment komentarza PAP „Przeciw prowokacji”  z 26 października 1984 roku

„To, z czym mamy do czynienia to pełzający pucz [...] Wtedy gdy Jarosław Kaczyński mówi o odzyskaniu wolności to jest ta chora, nienawistna wyobraźnia. Mówi o politykach w kraju i za granicą, którzy mieli interes w spisku Milczenie pozwala na szerzenie się najbardziej szalonych hipotez.[...]  To nie chodzi o działaczy PiS, ale o ludzi, którzy uwierzą w ten zamach”  - Aleksander Smolar w TVN, 18 kwietnia 2012 roku.

Podziemie i jego różni polityczni kontrahenci to już nie obolałe dusze, zafascynowane „czystą demokracją" pięknoduchy czy wprowadzeni w błąd, niedoświadczeni ludzie. To najczęściej wysługująca się obcym, przez nich inspirowana i zasilana polityczna agentura. Dziś zarówno szkodliwość, jak i beznadziejność tego postępowania stają się coraz bardziej oczywiste.”  W. Jaruzelski referat Komitetu Centralnego na X Zjazd PZPR, 29 czerwca 1986 roku.

Apelujemy o to, aby organa bezpieczeństwa, organa, które zajmują się porządkiem prawnym, przyjrzały się temu, co czynią liderzy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele” - poseł PO Andrzej Halicki podczas konferencji prasowej w Sejmie w dn.19 kwietnia 2012 roku.

„Jesteśmy tolerancyjni wobec poglądów i opinii, nawet niesłusznych i krzywdzących. Te można zawsze sprostować i wyjaśnić. Nikt u nas nie jest i nie będzie represjonowany za przekonania. Dziś toczy się walka o przyszłość Polski, o to, czy uda się nadrobić opóźnienia, zapobiec groźbie trwałego pozostawania w tyle, o odzyskanie naszego miejsca w świecie, o sprostanie wyzwaniom współczesności. Dlatego też wobec działań szkodzących Polsce nie możemy być i nie będziemy pobłażliwi.” – W. Jaruzelski referat Komitetu Centralnego na X Zjazd PZPR, 29 czerwca 1986 roku.

To, co mówią politycy PiS, jest haniebne. Prokuratura powinna wyciągnąć z tego wnioski i stawiać zarzuty, kiedy łamane jest prawo. A kłamstwo i agresja w słowach polityków PiS jest łamaniem prawa i tym powinny zająć się państwowe służby „ - Grzegorz Schetyna w Radiu Zet ,19 kwietnia 2012 r.

Nie da się przesłonić widocznego na co dzień „gołym okiem" zanarchizowania i rozwydrzenia. Godzi ono w porządek publiczny, ale w pierwszym rzędzie godzi w spokój, w poczucie bezpieczeństwa każdego obywatela. Zagwarantowanie tego spokoju jest obowiązkiem władzy. Obowiązkiem społeczeństwa jest tym działaniom sprzyjać, docenić i uszanować niełatwy milicyjny trud.” – W. Jaruzelski, przemówienie na XI Plenum KC PZPR 10 czerwca 1981 roku.



Tekst zamieszczony w Warszawskiej Gazecie.

wtorek, 27 marca 2012

NOWE ROZDANIE - STARA INSCENIZACJA

W maju 2010 roku, Bronisław Komorowski odnosząc się wizerunku publicznego swojego przyjaciela i „alter ego” Janusza Palikota powiedział: „Ludzie o ostrym języku, o ostrym stylu uprawiania polityki, najlepiej wyrażają różne wątpliwości, różne zagrożenia i poglądy. To już jest kwestia taktyki politycznej”.
W tej ocenie zawiera się niezwykle dogodny mechanizm działań prowadzonych w ramach strategii nożyczek –ulubionej formy sprawowania władzy przez grupę rządzącą. Pozwala ona na symulowanie rzekomych rozbieżności politycznych, generowanie konfliktów i pozorowanie walki dobra ze złem. Dzięki niej społeczeństwo otrzymuje teatr pluralizmu i substytut demokracji, zaś końcowy efekt jest zawsze korzystny dla interesów decydentów.
Mając w ręku wszystkie najważniejsze narzędzia władzy, grupa rządząca nie może forsować obrazu monolitu i jednomyślności. O wiele korzystniejsze jest stworzenie mitu o kilku niezależnych, a czasem skonfliktowanych środowiskach oraz generowanie rzekomych sporów. Pozwala to również na zbudowanie fałszywej opozycji i zastąpienie nią autentycznych przeciwników politycznych.
Utworzenie partii Palikota było zatem klasycznym posunięciem w ramach tej strategii i pozwoliło scedować na tego polityka wszystkie działania i poglądy, których oficjalnie nie mógł wyrażać Bronisław Komorowski. Jego przyjaciel zebrał ponadto „skrajne skrzydła” tzw. formacji lewicowych oraz różnego rodzaju przedstawicieli środowisk patologicznych. 
Społeczeństwo dostało erzac polaryzacji sceny politycznej i wizję „nowej” (nieobciążonej bagażem Platformy) partii. To zaś, czego nie mógł głośno powiedzieć lokator Belwederu lub premier rządu - otwarcie głosił ich kamrat. Skuteczność tej metody poznaliśmy podczas najazdów hord barbarzyńców na Krakowskim Przedmieściu i eskalacji ataków na ludzi broniących krzyża. Dowodem efektywności był przede wszystkim wynik wyborów parlamentarnych i wprowadzenie egzotycznej formacji Palikota do parlamentu.
Otwierało to przed grupą rządzącą ogromne pole prowadzenia gier i kombinacji politycznych, bez narażania się na utratę władzy lub zdarzenia nieprzewidywalne.
W najbliższej przyszłości czeka nas zapewne inscenizacja związana ze zmianą koalicjanta i propagandowym zabiegiem poprawy wizerunku grupy rządzącej. Choć jej scenariusz jest niezwykle prosty, a nawet prymitywny to dzięki niskiej świadomości politycznej Polaków oraz wsparciu ze strony ośrodków propagandy wydaje się całkowicie realny.
By osiągnąć cele tej kombinacji, przez ostatnie miesiące usilnie uwiarygodniano Palikota, przedstawiając go jako rzekomą opozycję parlamentarną. W powiązaniu z równie fałszywym mitem o frondzie „schetynistów” i konfliktach na linii prezydent-premier – stwarzało to dogodne warunki do zainicjowania obecnej rozgrywki. Również dlatego, że w fałszywą narrację włączono PiS i środowiska autentycznej opozycji. Głoszone przezeń wizje przedterminowych wyborów i upadku rządu Tuska, doskonale wpisywały się w plany inscenizacji.
Do działań tych wykorzystano także Komorowskiego, który w niedawnym wywiadzie dla RMF FM zapewniał Polaków, że jego przyjaciel Palikot „to jest opozycja, to jest licząca się część opozycji. To jest nowe zjawisko na polskiej scenie politycznej” i przedstawiał go jako polityka „zdradzającego postawy propaństwowe” i „skłonnego podejmować ryzyko z tytułu przeprowadzenia reform koniecznych dla Polski”.
Na bazie rzekomego sporu o reformę emerytalną zbudowano zatem przekaz o „kryzysie koalicji” i wewnętrznych tarciach w PO. Ośrodki propagandy nagłaśniają zaś groźbę „zerwania koalicji” i wieszczą rychłe wybory parlamentarne. Stworzą one warunki do dokonania kolejnej roszady w granicach grupy rządzącej, pozwolą zatuszować błędy i wpadki Tuska i wywołają symulowany  efekt pluralizmu i demokracji.
Niewykluczone zatem, że do takich wyborów dojdzie - nawet jeśli bezpieczniejszą formą przeprowadzenia zmian byłyby ustalenia dokonane wewnątrz parlamentu. Doświadczenia ubiegłoroczne dowodzą jednak, że wybory nie stanowią żadnego zagrożenia dla grupy rządzącej, a ich wynik jest doskonale moderowany przez tzw. sondaże i zabiegi ośrodków propagandy.
Zastąpienie mocno „sfatygowanego” koalicjanta, nowym nabytkiem wydaje się nietrudne i pożyteczne, nie tylko ze względów wizerunkowych. Powrót Palikota do „macierzy” wiąże się z włączeniem do establishmentu III RP ludzi „lewicy” oraz szeregu środowisk o specyficznych poglądach i proweniencji. W antypaństwowych i antypolskich planach mogą one odegrać istotną rolę i być wykorzystane również do dalszej marginalizacji Kościoła. Takie rozwiązanie ogranicza - co prawda - możliwości prowadzenia gier „na opozycję”, ale daje szansę na powolne wygaszanie „projektu PO” i budowanie w jego miejsce kolejnej mutacji reprezentującej interesy grup zarządzających III RP. Dla samego Palikota stwarza zaś doskonałe miejsce startowe na stanowisko prezydenta.
Nie można też wykluczyć, że w ramach obecnej rozgrywki istnieje zamysł utworzenia tzw. rządu fachowców, do którego swój akces zgłosiłaby pewna grupa posłów opozycji. Taki rząd, działając pod szyldem walki z zagrożeniami ekonomicznymi mógłby powstać przy wsparciu PiS-u i funkcjonować jako nowa hybryda układu. Na początku marca wspominał o tym rzecznik PiS Adam Hofman: „Gdyby koalicja się nie dogadała, bylibyśmy gotowi na konstruktywne wotum nieufności, rząd fachowców, być może rozmowy z Pawlakiem. Koalicja z rządem fachowców, byleby powstrzymać sięganie do kieszeni Polaków jest lepsza niż to co jest”. Zadziwiająca „koncyliacyjność” niektórych polityków opozycji oraz umizgi i zapewnienia Gowina o „wzmacnianiu prawicowego skrzydła PO” mogą świadczyć, że takie scenariusze są również  brane pod uwagę.
Skuteczne przeprowadzenie inscenizacji z wymianą koalicjanta bądź stworzeniem „rządu fachowców” pozostanie oczywiście bez wpływu na stan państwa i poprawę realnej sytuacji Polaków. Nie rozwiąże to żadnych problemów i nie uleczy patologii III RP. Tego rodzaju zabiegi reanimacyjne mogą natomiast odsunąć groźbę upadku grupy rządzącej i na długi czas zapewnią ochronę jej interesów.

Tekst zamieszczony w Warszawskiej Gazecie.

wtorek, 20 grudnia 2011

KURACJA – CZYLI SOWA NA WOJNIE

Jest pewne, że tożsamość gen. Dukaczewskiego na wieki wieków będzie wypełniona istotnym elementem – bólem egzystencjalnym po utracie WSI. No trudno, gen. Dukaczewski będzie się musiał z tym pogodzić – był szefem WSI, ale WSI zostały zlikwidowane, w mojej ocenie zresztą za późno. Zachowanie zdrowego dystansu do formacji, w której się pełni lub pełniło służbę, jest warunkiem zachowania zdrowia psychicznego, i to radzę gen. Dukaczewskiemu. Nie wszystko, co robiły WSI, było świetne, profesjonalne. Wysoki profesjonalizm WSI to mit.” – mówił w czerwcu br. Grzegorz Reszka, były p.o. szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, w wywiadzie udzielonym „Gazecie Polskiej”.
Egzystencjalny ból” po stracie WSI wydaje się rodzajem przypadłości, która dotknęła nie tylko Marka Dukaczewskiego, a jej zasięg przypomina dziś „elitarną” epidemię.  Po roku 2006 ten sam ból odczuwało szereg tzw. publicystów i dziennikarzy III RP oraz rzesza szacownych polityków – z prawej i lewej strony sceny politycznej.   
Był to ból dotkliwy, słuszny i nieutulony. Likwidacja WSI – owego „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa” (jak określił tę służbę prof. Zybertowicz) sprawiła, że funkcjonujący dotąd triumwirat III RP (służb-biznesu-polityki) został mocno zdezorganizowany i osłabiony. Dlatego bezwzględnym priorytetem rządu Donalda Tuska stało się przywrócenie wpływów tego środowiska. Z chwilą przejęcia władzy przez Platformę wszelkie działania rządu zostały ukierunkowane na zablokowanie procesu weryfikacji żołnierzy WSI, przejęcie nowopowstałych służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego oraz pełną reaktywację postkomunistycznego układu. Tuż po powstaniu rządu PO-PSL nastąpiły czystki w służbach specjalnych, szykany wobec szefów służb; nagonka na Mariusza Kamińskiego, oskarżenia przeciwko Święczkowskiemu, przesłuchania i represje wobec funkcjonariuszy kontrwywiadu wojskowego. Jedną z pierwszych decyzji nowego rządu było powołanie na stanowisko dyrektora Departamentu Kadr MON gen Janusza Bojarskiego, byłego szefa WSI.
Zmiana ekipy politycznej uaktywniła również obrońców tej służby. Już w listopadzie 2007 r. złożono do TK wniosek o stwierdzenie niezgodności z konstytucją niektórych przepisów ustawy wprowadzającej ustawę o SKW i SWW. Kolejne miesiące przyniosły szereg zawiadomień do prokuratury przeciwko członkom Komisji Weryfikacyjnej oraz zawiadomień i pozwów przeciwko Antoniemu Macierewiczowi. W czerwcową noc 2008 roku, Sejm głosami obecnej koalicji uchwalił nowelizację ustawy o SKW i SW, która faktycznie zakończyła proces weryfikacji. W uzasadnieniu noweli napisano: „Projektowane przepisy generalnie otworzą drogę żołnierzom zawodowym zniesionych Wojskowych Służbach Informacyjnych do „zagospodarowania ich” niezależnie od faktu czy Komisja Weryfikacyjna wyda, czy też nie, swoje stanowisko.”
Intencje rządu wobec żołnierzy WSI zostały ujawnione w ówczesnym komunikacie MON, w którym napisano: „ ministerstwo stoi na stanowisku, iż nie można im odbierać szansy udowodnienia, że są dobrymi fachowcami, a ich wiedza i doświadczenie mogą być w dalszym ciągu wykorzystywane w odnowionych służbach wywiadu i kontrwywiadu wojskowego”.
Na wszelkie sposoby utrudniano pracę Komisji Weryfikacyjnej, zniesławiano i zastraszano jej członków, a wokół procesu likwidacji wytworzono atmosferę oskarżeń i klimat działań nielegalnych. Pod koniec 2007 roku rozpoczęto kombinację operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, szefostwa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, nazwaną przeze mnie aferą marszałkową. Polegała na działaniach zmierzających do uzyskania dostępu do tajnego aneksu z Raportu z Weryfikacji WSI, a gdy okazało się to niemożliwe, na zdyskredytowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej i dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Działania te mogły również mieć na celu dezawuowanie treści zawartych w aneksie oraz uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI.
Częścią operacji prowadzonej m.in. przez rządowe media była kampania oszczerstw i pomówień pod adresem Antoniego Macierewicza oraz akcja dezinformacji na temat skutków likwidacji wojskowych służb. Zadanie było o tyle łatwe, że zdecydowana większość Polaków nie mając żadnej wiedzy na temat działania tych służb i ich historii, ulegała komunałom podawanym przez dyspozycyjne media. Wiedzę na temat likwidacji WSI odbiorcy mieli czerpać głównie od brylującego w przekazach medialnych gen. Marka Dukaczewskiego.
Jednocześnie prokuratura wojskowa umarzała kolejne postępowania prowadzone na skutek zawiadomień złożonych przez Komisję Weryfikacyjną WSI, przy czym opinia publiczna nie miała żadnych możliwości, by dowiedzieć się, na jakiej podstawie dochodziło do umorzenia. Żadna ze spraw nie została rozpatrzona przez sąd i w żadnej nie pozwolono na uchylenie rzekomych tajemnic wojskowych służb.  Mimo, iż prokuratorskie decyzje o umorzeniu nie mają mocy rozstrzygnięć sądowych, nie korzystają z tzw. powagi rzeczy osądzonej, są tajne i pozbawione uzasadnień – zostały przez media i środowisko byłych WSI okrzyknięte koronnymi dowodami „niewinności”. Odbiorcy tak spreparowanego przekazu mieli nabrać przekonania, że likwidacja WSI była szkodliwa dla Polski, a sam likwidator i jego Raport nie zasługują na zaufanie.
Oceniając dzisiejszą informację nt wniosku prokuratury o uchylenie immunitetu Antoniemu Macierewiczowi, warto dostrzec, że poprzedziły ją intensywne działania żołnierzy i funkcjonariuszy  byłych WSI skupionych w stowarzyszeniu „Sowa”.
W sierpniu 2010 roku „Sowa” złożyła do Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o „podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej” oraz wystąpiła do RPO i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w Polsce z prośbami o objęcie „zakresem ich możliwego działania spraw w obszarze zmierzającym do naprawy niezgodnego z Konstytucją RP prawa”. 21 września 2010, w nawiązaniu do wcześniejszego zawiadomienia „Sowa” złożyła w prokuraturze „pismo procesowe zawiadamiającego zawierające opis poszczególnych przestępczych zachowań osoby podejrzanej”.  Jednocześnie stowarzyszenie zwróciło się do szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego z informacją „o ujawnieniu nowych informacji i okoliczności, które wpływają na treść Raportu o działaniach żołnierzy i pracowników WSI „ oraz prośbą o sporządzenie uzupełnienia Raportu dołączając m.in. „orzeczenia sądów, postanowienia prokuratury i ogólne analizy wykonane przez stowarzyszenie SOWA.” Miesiąc później ludzie byłych WSI wystąpili do przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka „z prośbą o objęcie obszarem działania Komisji bezczynności organów Państwa wobec krzywd wyrządzonych publikacją nieprawdziwych danych w Raporcie o działaniach żołnierzy i pracowników WSI”.
Na skutek zawiadomienia złożonego w sierpniu 2010 roku, postanowieniem z dn. 29 listopada 2010 r prokuratura podjęła śledztwo „w sprawie przekroczenia uprawnień służbowych i niedopełnienia obowiązków przez Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej przez zawarcie nierzetelnych danych w opracowanym raporcie”. Kilka dni później, stowarzyszenie złożyło kolejne „pismo procesowe zawiadamiającego” informując „o ustaleniu nowych okoliczności, wskazujących na uzasadnione podejrzenie naruszenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych przez Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej”
W piśmie zatytułowanym „Wprowadzenie” zamieszczonym na stronie internetowej stowarzyszenia „Sowa” można m.in. przeczytać:
Nie żywimy żalu do polityków PO, że przy ich akceptacji zostały rozwiązane Wojskowe Służby Informacyjne – każda władza ma prawo kształtować struktury państwowe według swoich wyobrażeń i pomysłów. Jednak nie możemy zrozumieć, dlaczego politycy PO do dziś nie rozliczyli członków Komisji Weryfikacyjnej, na czele z jej przewodniczącymi, za niezgodne z prawem wykonanie powierzonych im zadań – za popełnione przestępstwa w czasie przeprowadzania weryfikacji, za tendencyjny Raport i Aneks oraz za brak Sprawozdania z działalności komisji, którego wymagała ustawa uchwalona przez Sejm RP.”
Gen. Marek Dukaczewski w piśmie skierowanym do premiera Tuska z 25 maja br. przypomniał również o „problemach” środowiska WSI:  
Pragnę podkreślić, ze do chwili obecnej nasze problemy nie zostały rozwiązane mimo deklaracji przedwyborczych partii Pana Premiera oraz oburzenia wyrażonego w tzw. "Antyraporcie", jak również mimo uchwalenia przez posłów Platformy Obywatelskiej zmian w ustawie znoszącej WSI w dniu 25 lipca 2008 r., która nie uwzględnia zapisów zawartych w wyrokach Trybunału Konstytucyjnego”.
Odpowiedź z dnia 8 czerwca 2011 roku, udzielona generałowi przez Grzegorza Szymańskiego – z-cę dyrektora Centrum Informacyjnego Rządu dowodzi, że Dukaczewski nazbyt pochopnie ocenił bezczynność rządu. Dyrektor CIR przypominał bowiem, że już w listopadzie 2010 roku Tusk (zarządzeniem nr 80) uchylił decyzję premiera Jarosława Kaczyńskiego zawartą w zarządzeniu nr 53 z 29 maja 2007 roku. Zawierało ono tylko jedną dyspozycję – uznawaną przez ludzi WSI za niezwykle krzywdzącą dla tego środowiska: „Powierza się Szefowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego koordynacje działań w zakresie zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa wynikających z działań żołnierzy i współpracowników b. Wojskowych Służb Informacyjnych”.
W piśmie z 28 czerwca br. Dukaczewski podziękował zatem za uchylenie zarządzenia i wyraził nadzieję, iż ta decyzja „ pozwala wierzyć, ze sprawa skrzywdzonych przez Raport Antoniego Macierewicza i Komisje Weryfikacyjna żołnierzy i pracowników WSI zostanie w końcu rozwiązana zgodnie z zasadami obowiązującymi w demokratycznym państwie”.
Podziękowania zamieszczono również na stronie internetowej stowarzyszenia Sowa:
„Mimo, iż musieliśmy czekać na ten moment przeszło 3 lata, a uchylenie tego zarządzenia nastąpiło w wyniku naszych starań (szczegóły znajdują się w zamieszczonej poniżej korespondencji), to dziękujemy politykom PO, że stać ich chociaż na taki gest wobec kadr byłych WSI.”
Komentując działania stowarzyszenia, w artykule „SOWA IDZIE NA WOJNĘ” z maja 2011 roku (GP 18/2011) napisałem m.in.:
Nietrudno zauważyć, że zamiarem oficerów byłych WSI jest podważenie całego procesu likwidacji i weryfikacji tej służby, postawienie przed sądem osób dokonujących weryfikacji oraz sporządzenie nowego kontr - raportu, w którym działalność formacji zostanie przedstawiona zgodnie z wolą „pokrzywdzonych”. Nie można również wykluczyć, że w ofensywę środowiska WSI wpisany jest plan dyskredytacji Antoniego Macierewicza, a uderzenie w szefa parlamentarnego zespołu PiS ds.zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej koresponduje z polityczny „zapotrzebowaniem” grupy rządzącej. Na stronie internetowej stowarzyszenia podkreśla się, że śledztwo prokuratorskie wszczęte na wniosek stowarzyszenia i grupy dziewięciu oficerów WSI ma zakończyć się do 5 października 2011 roku, a zatem w terminie bliskim wyborom parlamentarnym. Gdyby w tym czasie prokuratura chciała postawić Macierewiczowi zarzuty karne, zostanie to natychmiast wykorzystane przez rządową propagandę dla podważenia ustaleń sejmowego zespołu PiS i posłuży jako pretekst do ataku na partię opozycyjną”
Wniosek o uchylenie immunitetu Antoniemu Macierewiczowi wpisuje się w ten scenariusz i w pełni potwierdza polityczne tło decyzji prokuratury. 
Zaledwie przed czterema dniami na stronie stowarzyszenia Sowa ukazał się tekst zatytułowany „Wprowadzenie do obszaru ‘Interwencje’, a w nim „dramatyczne” pytanie ludzi byłych WSI:  „Czy możemy liczyć na sprawiedliwość I, II, III i IV Władzy w demokratycznym państwie”
Po zacytowaniu odpowiednich zapisów Konstytucji, wskazano głównych winowajców „egzystencjalnego bólu”:  Niestety zapisy te nie dotyczą żołnierzy i pracowników WSI, którzy w oczach polskiego społeczeństwa zostali przestępcami i zdrajcami kraju, dzięki naiwności posłów PO, którzy po wystąpieniu posła Andrzeja Urbańskiego ramię w ramię z posłami PiS głosowali w Sejmie za tymi ustawami, a także dzięki cynizmowi Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego i Prezesa RM, Jarosława Koczyńskiego, którzy powołali polityczny skład Komisji Weryfikacyjnej i powierzyli kierowanie jej pracami dwóm nieodpowiedzialnym politykom: Antoniemu Macierewiczowi i Janowi Olszewskiemu.”