Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Putin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 grudnia 2013

Z KIM CHCĄ NAS JEDNAĆ POLSCY HIERARCHOWIE


Przed siedemdziesięciu laty, w nocy z 4 na 5 września 1943, Józef Stalin przyjął na Kremlu 3-osobową delegację przedstawicieli Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i nakazał zwołanie Soboru Biskupiego i wybór nowego patriarchy. Zdaniem emigracyjnych historyków prawosławia ta data wyznacza początek nowej organizacji kościelnej o nazwie "Rosyjski Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego" (Русская православная церковь Московского патриархата) (РПЦ МП) –(ROC). 
14 września 1943 r. sowiecki dyktator podpisał rozporządzenie „O utworzeniu Rady do spraw Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”, wyznaczając na jej przewodniczącego pułkownika NKWD G. Karpowa. Władze ZSRR potrzebowały poparcia Kościoła, by mobilizować Rosjan do obrony kraju. W przeciągu kilku miesięcy otwarto wiele kościołów i seminariów, zaczęto zwalniać z łagrów księży i biskupów.
Na czele ROC Stalin postawił metropolitę Sergiusza, który już w roku 1926 wsławił się deklaracją lojalności wobec państwa: ”Musimy nie słowami, lecz czynami pokazać, że jesteśmy wiernymi obywatelami Związku Sowieckiego, lojalnymi wobec władzy sowieckiej. Wszelki cios, skierowany przeciwko Związkowi Sowieckiemu – czy to wojna, czy bojkot, czy jakakolwiek klęska społeczna, czy zwykłe zabójstwo zza węgła, w rodzaju warszawskiego, uważamy za cios skierowany przeciwko nam.” Ówczesna deklaracja Sergiusza i jego polityka uległości wobec bolszewików była głównym powodem powstania głębokich podziałów w rosyjskim Kościele – część duchowieństwa i wiernych poparła decyzję metropolity, część wypowiedziała mu posłuszeństwo i zdecydowała się na emigrację. 13 września 1922 w mieście Sremski Karlovci w Serbii ogłoszono powstanie Synodu Biskupów Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza granicami Rosji (RCPzG). Duchowni emigracyjni ostro krytykowali Kościół działający w Rosji, zarzucając mu serwilizm i współpracę z reżimem komunistycznym.
W roku 1944 po śmierci Sergiusza (od którego imienia nazywano stalinowski ROC „sergianizmem”), patriarchą Moskwy i Rusi został wybrany metropolita leningradzki Aleksy. Wybór poprzedziło spotkanie patriarchy ze Stalinem i Mołotowem, podczas którego uzgodniono aktywną obronę polityki ZSRR oraz ustalono kalendarz wizyt zagranicznych nowego przywódcy ROC.
Ponieważ liturgia prawosławna przewiduje m.in. modlitwy za rządzących i za wojsko, Aleksy I wsławił się wprowadzeniem do liturgii specjalnej modlitwy za Stalina:
I jeszcze módlmy się za wielkie państwo radzieckie, o pokój, zdrowie i zbawienie całego ludu prawosławnego. I jeszcze módlmy się za zdrowie i zbawienie wszystkich mądrych i odważnych przywódców naszej ojczyzny prawosławnej. I jeszcze módlmy się za zdrowie i zbawienie wielkiego wodza Rosji Józefa Stalina i za całe mężne i zwycięskie jego wojsko”.
W roku 1955 patriarcha potwierdził, że ROC w Związku Sowieckim posiada pełną swobodę, a „polityka radziecka w pełni realizuje ideały chrześcijaństwa głoszone przez Cerkiew”. Przez cały okres ZSRR, stosunki między rządem komunistycznym a przywódcami Cerkwi opierały się na relacjach zwierzchnik – podwładny. Aleksy I był wiernym poddanym, za co został czterokrotnie odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru Pracy, w tym dwukrotnie przez Breżniewa. Duchowni ROC ściśle wykonywali polecenia władz sowieckich, prowadząc szczególnie ożywioną działalność na arenie międzynarodowej. Ta aktywność hierarchów w utworzonej przez Sowietów Światowej Radzie Pokoju, a następnie (od 1961) w Światowej Radzie Kościołów oraz działania w kierunku „ekumenicznego otwarcia”, spotykały się z pełną akceptacją Kremla i zostały wysoko ocenione przez KGB jako wzorcowe działania agentury wpływu. Koordynacją „strategicznych” poczynań ROC zajmowało się  Biuro Polityczne KPZR, zaś bieżąca działalność nadzorowana była przez IV Departament KGB (ds. kontroli polityki religijnej).
W roku 1971, po śmierci Aleksego I, KGB zdecydowała o powierzeniu rządów nad Cerkwią Siergiejowi Michajłowiczowi Izwiekowi, znanemu jako patriarcha Pimen. Do historii serwilizmu wobec władzy sowieckiej przejdą „telegramy żałobne” Pimena, w których  zmarłych przywódców KPZR, Andropowa i Czernienkę określał mianem „ludzi bezinteresownych, cieszących się miłością całego narodu” i wykazujących „wzniosłe    wartości duchowe”.

środa, 16 stycznia 2013

TAKI BIZNES


"Dochody firm zajmujących się politycznym PR składają się z dwóch równych części. Pierwsza to zapłata za pracę konsultantów politycznych, a drugie 50 proc. to zapłata za milczenie konsultantów o tym, co robili w części pierwszej. To taki biznes".
Ta odpowiedź Igora Mintusowa pochodzi sprzed blisko dwóch lat. Związany z administracją kremlowską rosyjski „ekspert od PR-u” został zapytany wówczas przez dziennikarza „Naszego Dziennika” o szczegóły dotyczące przygotowania konferencji MAK. Początkowo rozmówca nie chciał nawet potwierdzić, że jego firma „Niccoló Machiavelli” współpracuje z MAK i opracowuje dla zespołu Anodiny strategię propagandową. Gdy padły konkretne pytania - o przygotowanie konferencji, o zadania, jakie postawił przed firmą MAK, o przewidywany odbiór konferencji w Polsce, w Rosji i na świecie – Mintusow dał wyraźnie do zrozumienia, że na te tematy nie będzie rozmawiał.
Można przypuszczać, że za odmową udzielenia informacji kryło się „to drugie 50 procent” płacone firmie Mintusowa za milczenie. Publikacja „Naszego Dziennika” nosiła zatem trafny  tytuł – „Anodina płaci za milczenie”. Piotr Falkowski napisał wówczas: „Nie ma jednak wątpliwości, że jego firma, by dobrze wywiązać się z postawionego zadania, musiała przed konferencją 12 stycznia ub.r. znać treść projektu raportu i wiele szczegółów dotyczących katastrofy. Tymczasem jest ona wciąż formalnie objęta postępowaniem karnym Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej i to właśnie ta instytucja musiałaby wydać zgodę na wgląd osób postronnych do dokumentacji wytworzonej w toku postępowań procesowych, a taką były np. ekspertyzy sądowo-lekarskie dotyczące gen. Andrzeja Błasika.”

sobota, 27 października 2012

PAŹDZIERNIKOWA MISJA


W czasach PRL- u, październik był miesiącem przyjaźni polsko-radzieckiej. Z okazji kolejnych rocznic rewolucji polscy towarzysze udawali się z pielgrzymkami do Moskwy, a w kraju urządzano huczne imprezy dla upamiętnienia sowieckich zbrodniarzy.
Październik to również miesiąc, w którym prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wykazuje szczególną potrzebę kontaktów z rosyjskimi przyjaciółmi, a do tradycji tej instytucji weszło organizowanie corocznych spotkań - konsultacji z przedstawicielami Aparatu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej(RBFR).
Takie spotkanie miało miejsce przed rokiem,13 października 2011 r. gdy w siedzibie BBN goszczono delegację RBFR na czele z jej wiceprzewodniczącym, byłym dyplomatą sowieckim - Jewgienijem Łukjanowem. Oficjalny komunikat głosił, że „wiele uwagi poświęcono potrzebie intensyfikacji wymiany doświadczeń między Polską i Rosją w obszarze bezpieczeństwa pozamilitarnego”. Tego samego dnia odbyło się w BBN seminarium Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), a 14 października towarzysze z Rosji uczestniczyli w posiedzeniu  „eksperckiego okrągłego stołu "Polska w polityce bezpieczeństwa Rosji. Rosja w polityce bezpieczeństwa Polski".
Kontakty ludzi Komorowskiego z przedstawicielami kremlowskich siłowików sięgają początków obecnej prezydentury.  Już w maju 2010 roku, podczas wizyty Komorowskiego w Moskwie, nowy szef BBN gen. Stanisław Koziej spotkał się z sekretarzem RBFR Nikołajem Patruszewem – byłym dyrektorem FSB i jednym z najbliższych ludzi płk. Putina. Koziej dziękował wówczas Patruszewowi „za możliwość spotkania oraz złożył życzenia z okazji 65. rocznicy zakończenia II wojny światowej”. Stwierdził również, że po katastrofie smoleńskiej „Polska i Rosja nie mogą zmarnować szansy na rozwój współpracy dwustronnej w szeroko rozumianej sferze bezpieczeństwa”.
Kilka miesięcy później, w październiku 2010 roku, przedstawiciel BBN, naczelnik wydziału analiz międzynarodowych Bartosz Cichocki uczestniczył w konferencji nt. bezpieczeństwa zorganizowanej w Soczi przez rosyjską Radę Bezpieczeństwa.
Kolejna okazja do zacieśnienia kontaktów pojawiła się w styczniu 2011 roku, gdy gen. Nikołaj Patruszew przybył do Polski na zaproszenie BBN-u i jako honorowy gość brał udział w uroczystych obchodach dwudziestolecia Biura.
W tym samym czasie, środowisko skupione wokół Komorowskiego rozpoczęło prace nad Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego. Rekomendacje powstałe w ramach SPBN burzą dotychczasową koncepcję bezpieczeństwa III RP. Odtąd gwarantem stabilności Polski ma być państwo Putina, a na wzmocnieniu relacji polsko-rosyjskich zbudowano nową strategię bezpieczeństwa narodowego. Zgodnie z zaleceniami „ekspertów” SPBN priorytetem polskiej polityki powinno być rozwijanie bliskiej współpracy z sąsiadami, z uwzględnieniem szczególnej roli Rosji - „nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”.
Nie może zatem dziwić, że podczas wizyty Patruszewa w styczniu 2011r. podpisano „Plan współpracy między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej na lata 2011-2012”, a obie strony, jak głosił komunikat – „zgodnie odnotowały zasadność prowadzenia stałego dialogu, wolnego od koniunktury politycznej i obejmującego kwestie, dotyczące interesów bezpieczeństwa Polski i Rosji.”
Kilka miesięcy później, 24 maja 2011 r. w Moskwie odbyło się posiedzenie „wspólnej grupy koordynującej”, na którym BBN reprezentował wiceszef tej instytucji Zdzisław Lachowski – według archiwów IPN zarejestrowany jako kontakt operacyjny (KO) „Zelwer”.
Dyskutowano wówczas o stosunkach NATO-Rosja „ze szczególnym uwzględnieniem perspektyw budowy obrony przeciwrakietowej w Europie” oraz o zbliżającym się przewodnictwie Polski w Radzie UE. Biorąc pod uwagę, że podczas tzw. polskiej prezydencji grupa rządząca wykonywała zadania rosyjskiego konia trojańskiego, a podjęte w tym czasie decyzje stanowiły pasmo sukcesów rosyjskiej dyplomacji i służyły koncepcji „strategicznego partnerstwa Rosji i Unii Europejskiej” –moskiewskie konsultacje BBN można uznać za niezwykle owocne.
21 września 2011 w Jekaterynburgu odbyło się spotkanie „wysokich przedstawicieli odpowiedzialnych za sprawy bezpieczeństwa”. Zostało zorganizowane przez rosyjską RBFR. Wśród delegacji Azerbejdżanu, Mongolii, Ukrainy czy Kazachstanu znalazł się również szef BBN gen. Stanisław Koziej. Rok później, w czerwcu 2012 „międzynarodowe spotkanie wysokich przedstawicieli” odbyło się w Sankt Petersburgu, a delegacji BBN przewodniczył dyrektor departamentu analiz strategicznych gen. Kazimierz Sikorski. Komunikat ze spotkania głosił, że szef RBFR Patruszew przyjął w kuluarach polską delegację, a podczas rozmowy „omówiono perspektywy dalszej współpracy”.
            Tak bliskie, przyjacielskie kontakty prezydencki BBN utrzymuje tylko z jeszcze jednym państwem. Mowa o najbliższym sojuszniku Rosji – Azerbejdżanie, w którym od lat rządzi prokremlowski reżim Alijewa, a standardem są zabójstwa dziennikarzy i opozycjonistów. Z przedstawicielami azerskiego satrapy BBN prowadzi liczne konsultacje. Ostatnie miały miejsce w kwietniu br. i dotyczyły „pogłębienia współpracy rad bezpieczeństwa narodowego obu państw”. Komorowski odwiedził Azerbejdżan w lipcu 2011 roku. We wrześniu 2011 Alijew gościł w Warszawie, a do kolejnego spotkania prezydentów doszło podczas forum ekonomicznego w Davos, na początku stycznia 2012 roku. W lutym br. szef BBN Stanisław Koziej przyjął zaś u siebie ambasadora Republiki Azerbejdżanu.
6 marca br., podczas lotu do Afganistanu, Komorowski lądował w Baku, gdzie po raz kolejny spotkał się z Alijewem – przy czym o tej wizycie służby prezydenta i polskie media w ogóle nie poinformowały. Podobnie, jak miało to miejsce w przypadku wcześniejszych międzylądowań lokatora Belwederu: w Jekaterynburgu i  Irkucku (podczas lotu do Chin) czy w Armenii (w trakcie powrotu z Afganistanu), gdy polska opinia publiczna nie była informowana o spotkaniach  Komorowskiego z ludźmi płk Putina.
Październikowa tradycja została dochowana również w tym roku. 15 października w Moskwie odbyło się posiedzenie „wspólnej grupy koordynującej” Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatu Rady Bezpieczeństwa FR, podczas którego „omówiono plany wspólnych przedsięwzięć na lata 2013-2014”. Polskiej delegacji przewodniczył gen. Kazimierz Sikorski, a gospodarzem spotkania był zastępca sekretarza RBFR Jewgienij Łukjanow. Następnego dnia, w siedzibie Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych (RISI) pod patronatem BBN i RBFR zorganizowano polsko-rosyjski „okrągły stół ekspercki”. Ogłoszono również, że „w kolejnych latach przewiduje się kontynuowanie spotkań jako przedsięwzięć sprzyjających budowaniu wzajemnego zaufania i lepszemu zrozumieniu stanowiska stron w ważnych dla bezpieczeństwa sprawach.”
Moskiewskie „spotkanie konsultacyjne” odbyło się w tym samym czasie, gdy rosyjskie służby specjalne rozgrywały kombinację operacyjną związaną z publikacją zdjęć ofiar tragedii smoleńskiej, a rosyjskie ośrodki propagandy oskarżały o ten czyn „uczestników warszawskich bitew politycznych”. Zadaniowani przez służby rosyjscy „blogerzy” pouczali nas przy tym o moralności, kłamstwie i „ukrywaniu zabójców” lub nagłaśniali tzw. teorię maskirowski, według której katastrofa w Smoleńsku miałaby okazać się mistyfikacją.
Kombinacja rosyjska ma również swój wymiar polityczny i może być wykorzystana dla wzmocnienia roli obozu prezydenckiego oraz w działaniach zmierzających do obalenia skompromitowanego  układu Tuska i zastąpienia go „nowym rozdaniem”.
W każdym państwie, tego rodzaju ingerencja obcych służb w obszar życia publicznego, zostałaby odczytana jako poważne zagrożenie i wymusiła ostrą reakcję instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Tym bardziej, należałoby spodziewać się takich reakcji od przedstawicieli głowy państwa.
Jeśli nawet tak ostentacyjna wrogość ze strony „rosyjskich czynników” nie była w stanie powstrzymać środowiska Belwederu przed „zacieśnianiem przyjaźni” z putinowskim RBFR oraz wyrażaniem „zaufania i nadziei na dalszą współpracę” – nie powinno również dziwić milczenie Komorowskiego w sprawach związanych z tragedią smoleńską i obecnymi działaniami Rosjan.
Lokator Belwederu przed kilkoma dniami słał do Putina gratulacje z okazji 60-tych urodzin, życząc mu „zdrowia i wielu sukcesów” oraz wyrażając nadzieję, że „każdy mijający rok naszej misji przyczyni się do zbliżenia naszych narodów”.
Gdy dostrzec zakres kontaktów, jakie ludzie Komorowskiego utrzymują ze służbami Putina, ich charakter i rosnącą intensywność - nietrudno zrozumieć, na czym polega ta szczególna misja.


Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.

sobota, 16 czerwca 2012

MISTRZ I UCZEŃ

Inicjatywy legislacyjne Bronisława Komorowskiego obejmują wyłącznie te obszary życia publicznego, w których lokator Belwederu może powiększyć własne uprawnienia lub znacząco zaostrzyć przepisy prawa. Gdyby osoba polityka PO podlegała rzetelnej ocenie mediów, Polacy musieliby się dowiedzieć, że pomysły Komorowskiego są inspirowane prawodawstwem reżimu kremlowskiego i zmierzają w kierunku putinizacji III RP. 
Już pierwsza inicjatywa ustawodawcza: nowela ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych, dała Komorowskiemu realne narzędzie, przy pomocy którego można np. anulować każdy niekorzystny werdykt wyborczy lub zablokować zmiany groźne dla układu rządzącego. Na jej podstawie lokator Belwederu uzyskał prawo, by na wniosek Rady Ministrów wprowadzić stan wojenny lub stan wyjątkowy w sytuacji „szczególnego zagrożenia dla ustroju państwa” lub w przypadku  „działań w cyberprzestrzeni” – przy czym definicje obu tych zagrożeń nie zostały w ustawie sprecyzowane, co pozwala grupie rządzącej na dowolną interpretację.
Poszerzeniu władzy prezydenckiej służyły również propozycje przeprowadzenia „reform systemowych” w zakresie funkcjonowania służb specjalnych. Stanowią one integralną część „koncepcji bezpieczeństwa” tworzonych obecnie w ramach tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego. Opracowane w BBN-nie pomysły prowadzą do koncepcji funkcjonowania służb specjalnych w oparciu o układ personalny byłych WSI. Koncepcji, w której prezydent sprawujący zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi za pośrednictwem ministra obrony narodowej, będzie faktycznym decydentem w kwestiach bezpieczeństwa narodowego.
Projekt Komorowskiego ma dać gwarancje trwałości obecnej władzy i zabezpieczyć jej interesy w perspektywie kryzysu ekonomicznego lub politycznego. Wyraźnie też zmierza do wykreowania utajnionej formuły rządów prezydenckich, podobnych do istniejącej w putinowskiej Rosji.
Po raz kolejny Bronisław Komorowski uaktywnił się tuż po lewackich prowokacjach z 11 listopada ubiegłego roku, gdy niespodziewanie zgłosił postulat dokonania natychmiastowych zmian w ustawie o zgromadzeniach i wystąpił z gotową propozycją nowelizacji zaostrzającej prawo do organizowania zgromadzeń. Projekt prezydencki przewidywał m.in.: wprowadzenie możliwości identyfikacji osób biorących udział w zgromadzeniu oraz drakońskie kary finansowe wobec organizatorów manifestacji.
Nietrudno zauważyć, że inicjatywa legislacyjna Komorowskiego jest w całości wzorowana na putinowskim projekcie ustawy o zgromadzeniach publicznych, a w niektórych przypadkach zawiera wręcz identyczne propozycje. Wyprzedza wprawdzie projekt Putina – co może jedynie świadczyć, że na temat tego rodzaju regulacji polscy i rosyjscy „przyjaciele” rozmawiali już wcześniej.
Tak Komorowski, jak i partia Putina zgłosili nowelizację przepisów tuż po manifestacjach antyrządowych: Komorowski po 11 listopada 2011 roku, „Jedna Rosja” - po kwietniowych i majowych protestach rosyjskiej opozycji. 
W zakresie uzasadnienia nowelizacji zastosowano tę samą argumentację.
Celem prezydenckiej inicjatywy – możemy dowiedzieć się ze strony internetowej Komorowskiego - jest stworzenie mechanizmów i instytucji utrudniających wykorzystywanie instytucji zgromadzeń do zachowań chuligańskich, zagrażających ludziom i powodujących straty materialne. Zachodzi potrzeba dostosowania Prawa o zgromadzeniach do nowych warunków, ale jednocześnie w taki sposób, aby nie naruszyć podstawowej kwestii, jaką jest wolność zgromadzeń”. Zdaniem sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztofa Łaszkiewicza „w ciągu ostatnich 20 lat miały miejsce nowe zjawiska społeczne, które nakazują podjęcie działań formalnych". „Projekt prezydencki – stwierdził Łaszkiewicz - oparty jest na dwóch podstawowych przesłankach: pełnym poszanowaniu wolności organizowania pokojowych zgromadzeń oraz ochronie każdego, kto legalnie korzysta z tej wolności.”
W identyczny sposób potrzebę zaostrzenia przepisów uzasadniała partia Putina, powołując się na konieczność dostosowania prawa i ochronę obywateli: „Cel tej ustawy jest oczywisty – chodzi o zapobieganie destabilizacji sytuacji, o przeszkadzanie prowokatorom w podejmowaniu sprzecznych z prawem poczynań podczas masowych wieców. Koncepcja ustawy polega na zapewnieniu cywilizowanego prowadzenia wieców oraz bezpieczeństwa obywateli”- wyjaśniał szef "Jednej Rosji" Andriej Worobjow. „Należało wypracować nowe normy, z uwzględnieniem doświadczenia międzynarodowego. Ustawa uwzględniła najlepsze osiągnięcia krajów europejskich, Stanów Zjednoczonych i Kanady” – twierdził zaś rosyjski politolog Paweł Danilin w wypowiedzi dla „Głosu Rosji”.
Projekt Komorowskiego przewiduje m.in.:  zakaz zakrywania twarzy podczas demonstracji, szczególną odpowiedzialność przewodniczącego za przebieg zgromadzenia oraz za  zachowania uczestników demonstracji, wprowadzenie kar grzywny: do 7 tys. zł dla przewodniczącego zgromadzenia, „jeśli nie wykonuje on swych obowiązków i nie przeciwdziała naruszeniom porządku publicznego” oraz do 10 tys. zł dla uczestnika zgromadzenia, „który nie podporządkowuje się poleceniom przewodniczącego tego zgromadzenia”. Zgodnie z projektem, gminy mogłyby zakazać organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu lub czasie, „jeżeli doprowadzić to może do naruszenia porządku publicznego”. Projekt mówi też, że za przebieg zgromadzenia odpowiada jego przewodniczący, „który musi być łatwo rozpoznawalny wśród pozostałych uczestników demonstracji”, zaś „.uczestnicy manifestacji, jak również osoby postronne zakłócające jej przebieg, muszą stosować się do poleceń przewodniczącego”. Ponadto zgodnie z nowelizacją, w zgromadzeniach nie będą mogły uczestniczyć „osoby posiadające przy sobie broń, materiały wybuchowe, wyroby pirotechniczne i materiały pożarowo niebezpieczne”.
W tym samym kierunku zmierza nowela przyjęta obecnie przez rosyjską Dumę. Przewiduje obciążenie przewodniczącego odpowiedzialnością za przebieg zgromadzenia, przy czym  organizatorem może zostać uznana osoba, która faktycznie przewodziła tłumem, a niekoniecznie ta, która zgłaszała zamiar przeprowadzenia manifestacji oraz zaostrza kary finansowe. Kara grzywny za naruszenie ustawy o zgromadzeniach publicznych została podniesiona z obecnych 2000 (60 dol.) do 300 tys. rubli (9 000 dolarów) dla osób fizycznych oraz z 50 tys. (1600 dol.) do 1,5 mln rubli ( 48300 dol.) dla osób prawnych.  Takie kary można zapłacić np. za zakrywanie twarzy podczas demonstracji oraz za „niedopełnienie wszelkich nakazów służb porządkowych”. Uczestnik zgromadzenia, podczas którego naruszono prawo, będzie musiał zapłacić karę lub zamienić ją na kilkadziesiąt godzin prac społecznych. Jeżeli w wyniku działania demonstrantów ranny zostanie człowiek, kara wzrośnie do 300 tys. rubli lub 200 godzin prac społecznych. Za zakłócenie komunikacji miejskiej podczas manifestacji lub marszu przewidziano pół miliona rubli kary. W zgromadzeniach nie mogą uczestniczyć osoby posiadające broń lub „materiały wybuchowe i substancje łatwopalne”.
W obu przypadkach mamy do czynienia z regulacjami, które istotnie ograniczają wolność zgromadzeń i prowadzą do budowania państwa policyjnego. O intencjach pomysłodawców świadczą głównie te zapisy, które nakładają szczególne obowiązki i kary na organizatorów manifestacji. W projektach Komorowskiego i Putina chodzi zatem o zastraszenie opozycji i przeciwników politycznych, m.in. poprzez zastosowanie wobec nich drakońskich sankcji i obarczenie odpowiedzialnością za zachowania uczestników zgromadzeń.
Pomysły Komorowskiego idą jednak znacznie dalej niż nowela uchwalona przez rosyjską Dumę, bo przewidują np. możliwość rozwiązania zgromadzenia „w przypadku niemożności skontaktowania się z jego przewodniczącym”, obowiązek posiadania przez przewodniczącego „wyróżników określających jego funkcję przekazanych przez organ gminy” czy prawo do odmowy wydania zgody na organizację manifestacji „w przypadku, gdy organizator zgromadzenia zgłoszonego później, mimo wezwania ze strony organu gminy do zmodyfikowania czasu, miejsca i trasy zgromadzenia nie dokonał wymaganych zmian”.
Propozycje lokatora Belwederu są wyraźnie skierowane przeciwko liderom opozycji. W nowelizacji ustawy czytamy np.: „W celu zapobieżenia sytuacji, w której organizator zgromadzenia nie podejmuje aktywnych działań na rzecz jego przeprowadzenia w sposób pokojowy, zgodny z deklarowanym celem, proponuje się wprowadzenie wymogu, w myśl którego w przypadku, gdy organizatorem zgromadzenia jest osoba prawna lub podmiot nie mający osobowości prawnej przewodniczącym zgromadzenia był członek władzy statutowej takiej osoby lub podmiotu” – co w praktyce ma zmusić szefostwo partii politycznych czy stowarzyszeń, do przyjęcia roli przewodniczących zgromadzenia.
Przesłanką umożliwiającą wydanie zakazu manifestacji może być natomiast sytuacja, w której „zagrożenie dla życia lub zdrowia albo mienia w znacznych rozmiarach stanowi odbycie dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu i czasie.” Dla zablokowania manifestacji opozycji wystarczy zatem, by w tym samym czasie chęć demonstrowania zgłosili zwolennicy rządu lub każda inna grupa obywateli. Wobec braku precyzyjnych definicji – przepis ten stwarza wręcz nieograniczone możliwości ograniczania wolności zgromadzeń.
Dla każdego, kto zna prawdziwe poglądy i mentalność lokatora Belwederu, propozycje tego rodzaju rozwiązań prawnych, nie mogą zaskakiwać. Może natomiast dziwić, że o ile światowa opinia publiczna i liczne organizacje pozarządowe powszechnie krytykują  przywódcę Rosji za narzucenie ustawy dławiącej swobody obywatelskie, o tyle w przypadku Bronisława Komorowskiego – który znacząco przewyższył swojego mistrza -  panuje obłudne  milczenie.




Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.

poniedziałek, 12 marca 2012

CZAS NIEODWRACALNEJ RADOŚCI

Nie ma w Europie większego demokraty niż Władimir Władimirowicz  Putin. Zrozumie to każdy, kto poznał wyborcze deklaracje pułkownika KGB i ma wiedzę o dokonaniach jego poprzedników: od Iwana Groźnego i carycy Katarzyny, po Józefa Wisarionowicza. Z tej perspektywy, wizja 12 – letnich rządów Putina, oznacza dla Rosjan i „bliskiej zagranicy” świetlaną przyszłość.
 „W Rosji mają działać instytucje bezpośredniej demokracji i kontroli społecznej. Udział obywateli w zarządzaniu krajem będzie się rozszerzać. Miejscowe referenda, masowe badania opinii publicznej, w tym także za pomocą Internetu, powinny stać się sposobem na zapewnienie ciągłej łączności między władzą a społeczeństwem” – zapowiedział Putin na spotkaniu z członkami Ogólnorosyjskiego Frontu Narodowego. Zgodnie z tą deklaracją, Rosja odmówiła podpisania deklaracji OBWE o wolności słowa w internecie, wprowadziła monitoring sieci społecznościowych i blokady portali, zaś FSB nagrywa i rozpowszechnia rozmowy telefoniczne polityków opozycji.
Znamy też opinię kremlowskiego demokraty na temat norm współżycia z innymi narodami. Zechciał ją wyrazić w artykule „Rosja w zmieniającym się świecie”, opublikowanym w "Moskowskije Nowosti". Zdaniem Putina: „jednym z najważniejszych postulatów są niepodważalne gwarancje bezpieczeństwa dla wszystkich państw, niedopuszczalność użycia siły oraz bezwarunkowy szacunek dla podstawowych zasad prawa międzynarodowego.  Ignorowanie ich prowadzi do destabilizacji stosunków międzynarodowych.”
Nie ulega wątpliwości, że człowiek, na którego rozkaz zgładzono 250 tysięcy Czeczenów, w tym ponad 45 tysięcy dzieci, odpowiedzialny za mordy etniczne, bandycki atak na Gruzję oraz aneksję Abchazji i Osetii – doskonale rozumie, na czym polega „szacunek dla zasad prawa międzynarodowego”. 
Gdy władca Rosji zapewnia, że „w sposób uczciwy i otwarty broniliśmy swoich interesów, uczestniczyliśmy w budowie bardziej sprawiedliwego systemu politycznego oraz gospodarczego w ładzie światowym” i  deklaruje: „będziemy to robić również w przyszłości, by wszyscy partnerzy zagraniczni zdali sobie sprawę, że Rosja jest krajem demokratycznym, a także niezawodnym i przewidywalnym partnerem” – my - doświadczeni Katyniem i Smoleńskiem, możemy jedynie własną historią potwierdzić siłę rosyjskiej demokracji.
Będziemy niszczyć powiązania między sądami i służbami ochrony porządku publicznego oraz wykluczać możliwości samowoli służb ochrony porządku publicznego. W tym celu z ustawodawstwa karnego, z tak zwanych artykułów ekonomicznych, zostaną wyeliminowane wszystkie haczyki, które pozwalają przekształcić spór gospodarczy w sprawę karną jednego z uczestników” – obiecał niedawno Putin. 13 lat łagru dla Chodorkowskiego, zamordowanie  Markiełowa i Baburowej czy zabójstwo w więziennej celi Siergieja Magnickiego dowodzi, że znany demokrata nie rzuca słów na wiatr.
Ledwie Putin oświadczył, że wie, iż opozycja planuje fałszerstwa wyborcze i wezwał konkurentów, by „nie wychodzili poza ramy przestrzeni prawnej” oraz nie stosowali środków „nie do zaakceptowania przez społeczeństwo demokratyczne” - brytyjski „Sky News” poinformował że „tysiącom urzędników rosyjskich obiecano nagrody pieniężne w zamian za sfałszowanie głosów na korzyść Putina”. Nie umilkły echa wypowiedzi o wzroście zagrożenia terrorystycznego i planowanym zamachu na atrapę, a rosyjscy opozycjoniści  zaczęli się już zastawiać, kiedy szef rządu wykorzysta „atmosferę terroru” i zacznie likwidować swoich przeciwników. Gdy na spotkaniu z dziennikarzami zagranicznymi, władca Kremla uznał, że „nasilenie nastrojów opozycyjnych i akcje protestacyjne są zdrową oznaką rosyjskiej demokracji” –dwa dni później spałowano tysiące manifestantów na Placu Puszkina, a ponad 100 z nich trafiło za kratki.  
Nie przypadkiem - ta zdumiewająca zgodność słów i czynów przypomina nam taktykę działania grupy rządzącej.  I nie tylko poprzez wspólnotę haseł: „polityki miłości”, „zgoda buduje” czy „Putin kocha wszystkich”. Nawet nie powodu pogrzebania w smoleńskim lesie „kości niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy”, fascynacji „strategią kułaka” czy tworzeniem instytucji rządowych dla zadekretowania „pojednania polsko-rosyjskiego”.
„Rób co innego, niż mówisz” - jest bowiem podstawowym przykazaniem dla ludzi wyzbytych  zasad, dla władzy wspartej na kłamstwie, dla mniejszych i większych zamordystów. Zgodnie z nią, retorykę „miłości” wspiera się kampanią nienawiści, zapowiedź „standardów” toruje drogę aferzystom, zaś postulat „zaufania” prowadzi do kontroli społeczeństwa i samowoli esbeckiej kamaryli.
W logice działań podjętych przez grupę rządzącą po 2007 roku bez trudu można znaleźć źródła rosyjskich inspiracji – nawet - jeśli wymóg zachowania fasadowej demokracji wymuszał nieznaczną modyfikację metod. Nie powinno zatem dziwić, że reżim największego demokraty - odpowiedzialny za ludobójstwo, mordy polityczne, akty cenzury i prześladowania opozycji, bazujący na oligarchii i mafijnym sterowaniu gospodarką - dostrzega właśnie w „partii liberałów” stosownego partnera i  na ludziach z tego środowiska opiera swoją dominację w „priwislinskim kraju”. Sformułowaną w starożytności zasadę prawa przyrody, zgodnie z którą podobne dąży do podobnego, należy stosować również w polityce, o czym wielu obserwatorów życia publicznego zdaje się zapominać.
Już dojście Platformy do władzy zostało powitane na Kremlu ze zrozumiałą radością. Rządowe "Izwiestia" donosiły z tryumfem o porażce braci Kaczyńskich tytułując artykuł: "Blizniec-krig nie udałsja", co miało stanowić przeróbkę wojskowego terminu "blitz-krieg" w neologizm "blizniec-krieg"  -czyli „wojnę prowadzoną przez bliźniaków”. Po pobycie Tuska w Moskwie w roku 2008, płk Putin zapewniał, że "problemy z Polską dadzą się rozwiązać dzięki Tuskowi ", zaś wizyta na Westerplatte została skomentowana przez agencję Interfax słowami: "Miejmy nadzieję, że w Polsce wejdzie w życie nowe pokolenie, które nie ma uprzedzeń. Ono zrozumie, że Polska musi szukać przyjaciół nie tylko w Ameryce, ale także w Rosji ".
Kremlowski festiwal poparcia dla PO mogliśmy obserwować w trakcie wyborów prezydenckich w 2010 roku. Rosyjskie media rządowe orzekły wówczas, że "Komorowski nie musi nawet robić kampanii. I wygra.", zaś "Izwiestia" zachwalała: "liberał Komorowski ma image elastycznego i pragmatycznego polityka ".
„Z Polską, gdzie prezydentem jest pan Komorowski, a rządem kieruje pan Donald Tusk, będzie się nam udawać, jak sądzę, znajdować punkty styczne i porozumienie znacznie bardziej konsekwentnie i konstruktywnie niż działo się to dotychczas w warunkach stałego współzawodnictwa prezydenta i rządu” – podsumował wygraną polityka PO szef komisji spraw zagranicznych Dumy Konstantin Kosaczow, zaś organ Gazpromu "Izwiestija” mógł już tryumfalnie ogłosić: „Wybranie na prezydenta pragmatyka Komorowskiego ustawiło wszystko na swoje miejsca. Ideologicznie emocjonalna przesada epoki Kaczyńskiego dobiegła końca."
Nie mam wątpliwości, że perspektywa długiej dekady rządów Putina musi radować warszawskich epigonów i skłaniać ich do jeszcze gorliwszego praktykowania zasad  demokracji. Dał temu wyraz lokator Belwederu, gdy przed miesiącem ogłosił, że „Polska liczy na ponowną intensyfikację dialogu z Rosją po wiosennych wyborach prezydenckich w tym kraju.”  Zdaniem Komorowskiego „Polska uruchomiła swój własny reset w stosunkach z Rosją, ale jego dynamika dzisiaj nie odpowiada naszym oczekiwaniom". Należy zatem przypuszczać, że dopiero prezydentura Putina przyspieszy proces „pojednania” polsko – rosyjskiego i ukoi integracyjne dążenia członków „partii rosyjskiej”. Ludzie ci znajdują dziś silnego i naturalnego sojusznika w putinowskiej Rosji i choć wizja rządów kremlowskiego satrapy wzbudza coraz wyraźniejszy opór wśród społeczności światowych -  takich głosów nie usłyszymy ze strony zakładników kłamstwa smoleńskiego. 
Powrót Putina pozwoli natomiast na wzmocnienie środowiska Bronisława Komorowskiego i sprawi, że Pałac Prezydencki zacznie pełnić rolę głównego ośrodka władzy.
Miesiąc po tragedii smoleńskiej w organie putinowskiej „Naszej Rosji” napisano: „Moskwa powinna teraz maksymalnie wykorzystać czas, który ma do dyspozycji, by sprawić, aby korzystne zmiany w stosunkach z Warszawą stały się nieodwracalne”.
Recydywa rządów Putina czyni tę groźbę całkowicie realną.


Artykuł zamieszczony w Warszawskiej Gazecie

sobota, 10 marca 2012

AZERSKI ŚLAD - O TAJNEJ WIZYCIE BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

Gdyby priorytety polskiej polityki zagranicznej oceniać na podstawie kontaktów utrzymywanych przez Bronisława Komorowskiego, należałoby uznać, że jednym z najważniejszych partnerów III RP jest Republika Azerbejdżanu. Powinno jedynie dziwić, że opinia publiczna nie została poinformowana o niedawnej wizycie  Komorowskiego w tym kraju.
Szanowny Władimirze  Władimirowiczu
Proszę przyjąć moje szczere gratulacje z okazji wyboru na prezydenta Federacji Rosyjskiej.
Twoje zwycięstwo w wyborach świadczy o wysokim zaufaniu Rosjan do Ciebie i Twojego programu stabilności politycznej i społecznej, zapewnienia wzrostu gospodarczego, rozwoju instytucji demokratycznych, wzmocnienia legalności i porządku publicznego, ochrony duchowych i moralnych norm w życiu społecznym kraju.  Dzisiaj przyjaźń i dobre relacje oparte na sąsiedztwie i wielowiekowych dobrych tradycjach między naszymi krajami rozwijają się wszechstronnie i dynamicznie.
Ten fragment depeszy gratulacyjnej prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa z 5 marca br. dobrze oddaje obecny stan stosunków tej byłej republiki sowieckiej z jej wielkim sąsiadem. Pozwala również dostrzec, że Alijewa i Komorowskiego łączy reakcja na „zwycięstwo” Putina i farsę rosyjskich wyborów.
Komunikat służb prasowych prezydenta Azerbejdżanu dotyczący rozmowy telefonicznej Alijewa z Putinem z dnia 5 marca zawierał informację, iż  „strony wyraziły zadowolenie z pomyślnego rozwoju stosunków między Republiką Azerbejdżanu a Federacją Rosyjską w różnych dziedzinach i wyraziły nadzieję, że te związki będą się nadal wzmacniać.”
Komorowski rozmawiał telefonicznie z Putinem dwa dni później, a z oficjalnego komunikatu dowiemy się, że „Prezydent podkreślił, ze Polska i Rosja w ostatnich latach potrafiły nawiązać dialog, który służy rozwiązywaniu spraw trudnych i budowaniu współpracy dwustronnej. Prezydent wyraził przekonanie, że współpraca i dialog będą trwałym elementem w tworzeniu partnerskich relacji Federacji Rosyjskiej z Unią Europejską.”
Warto przypomnieć, że media rosyjskie szczególnie mocno nagłaśniały wypowiedź przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej Azerbejdżanu – obserwatora rosyjskich wyborów prezydenckich, który zapewniał, że  były one uczciwe i demokratyczne, a "rosyjska Centralna Komisja Wyborcza zrobiła wszystko, aby zapewnić przejrzystość głosowania tak, aby ludzie mogli swobodnie wyrażać swoją wolę.” Azerbejdżan – który w 2008 roku zorganizował wybory prezydenckie uznane przez opinie światową za niezgodne z  międzynarodowymi standardami - jest pionierem w zakresie rozwiązań służących inwigilacji osób odwiedzających lokale wyborcze. Chodzi o instalowanie w nich kamer internetowych. Ta  „nowoczesna metoda demokracji” została po raz pierwszy zastosowana w tegorocznych wyborach w Rosji.
Bronisław Komorowski przebywał z oficjalną wizytą w Azerbejdżanie w dniach 25-26 lipca 2011 roku, podczas podróży po  krajach Kaukazu Południowego.  Już wówczas trudno było odgadnąć cel tej dwudniowej wizyty. Wiemy, że podpisano umowę o współpracy w dziedzinie weterynarii oraz zrezygnowano z wiz w przypadku gdy któryś z obywateli Azerbejdżanu lub Polski posiada paszport dyplomatyczny. Z wypowiedzi Komorowskiego, iż „projekt ropociągu Odessa-Brody-Gdańsk jest nadal aktualny, a  Polska podtrzymuje swoje daleko idące zainteresowanie budową systemów przesyłowych, które by pomagały w rozwiązaniu problemów energetycznych Polski, ale przede wszystkim byłyby ważnymi rozwiązaniami dla całej UE” - można przypuszczać, że chodziło głównie o rozmowy dotyczące współpracy energetycznej.
Kalendarz dalszych kontaktów może wskazywać, że satrapa Azerbejdżanu jest obecnie jednym z najważniejszych partnerów Komorowskiego, zaś III RP łączą szczególnie bliskie związki z tym państwem.
We wrześniu Alijew został zaproszony na szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie, gdzie spotkał się z Komorowskim. Do kolejnego spotkania prezydentów doszło podczas forum ekonomicznego w Davos, na początku stycznia 2012 roku.  Z wypowiedzi Olgierda Dziekońskiego, ministra w Kancelarii Prezydenta wiemy, że zadeklarowano wówczas, iż Polska i Azerbejdżan chcą zaangażować się w przedłużenie rurociągu Odessa-Brody. Dziekoński stwierdził również, że „prócz deklaracji politycznych, w tej kwestii ważny jest rachunek ekonomiczny. Jeżeli nie będzie firm, które zechcą tę ropę kupić i koncernów zainteresowanych dostarczaniem surowca, to ten projekt zostanie piękną ideą polityczną. My chcemy, by piękne idee przekształcały się w rzeczywistość"
9 lutego br. szef BBN Stanisław Koziej gościł u siebie ambasadora Republiki Azerbejdżanu w RP Hasana Hasanowa, a spotkanie zostało poświęcone „określeniu obszarów współpracy dwustronnej BBN z instytucjami partnerskimi w Azerbejdżanie” oraz „ożywieniu dialogu Warszawy i Baku w sferze bezpieczeństwa”.
O kolejnym spotkaniu Komorowskiego z Alijewem nie dowiemy się z oficjalnych komunikatów prasowych.  Nie informują o nim żadne media III RP.
Doszło do niego 6 marca br., gdy Komorowski udawał się z wizytą do Afganistanu.  Podczas  międzylądowania w Baku spotkał się z Alijewem, zaś krótki komunikat służb prasowych prezydenta Azerbejdżanu głosi, że „obie strony wyraziły zadowolenie z pomyślnego rozwoju stosunków dwustronnych w różnych dziedzinach, w tym politycznej, gospodarczej, energetycznej itp. oraz nadzieję, że związki te nadal będą  się rozwijać.”
Informacji o spotkaniu próżno natomiast szukać na stronie internetowej Bronisława Komorowskiego. Podobnie, jak w przypadku wcześniejszych międzylądowań lokatora Belwederu: w Jekaterynburgu i  Irkucku (podczas lotu do Chin) czy w Armenii (w trakcie powrotu z Afganistanu w roku 2010), gdy polska opinia publiczna nie była informowana o spotkaniach  Komorowskiego z ludźmi płk Putina.
Jedyna wzmianka o lądowaniu w Baku pochodzi z tygodnika BBN (nr 75, 1-7 marca 2012 r) i ogranicza się do lakonicznego stwierdzenia: „6 marca 2012 r. prezydent RP Bronisław Komorowski udał się z wizytą do Afganistanu. Podczas międzylądowania w Azerbejdżanie Bronisław Komorowski spotkał się z prezydentem Ilhamem Alijewem, z którym omówił m.in. współpracę obydwu krajów, w tym perspektywy współdziałania w dziedzinie energetyki.”
Trudno przypuszczać, by Komorowski i Alijew spotkali się po raz kolejny tylko po to, by „wyrazić zadowolenie” lub „omówić perspektywy współpracy”.  Jeśli w istocie chodzi o „współdziałania w dziedzinie energetyki”, jej zakres może dotyczyć planów azerskiego koncernu Socar - choć niekoniecznie związanych z interesami energetycznymi państwa polskiego.
Nasilenie kontaktów Komorowskiego i Alijewa zdaje się mieć przyczyny głębsze niż wynika to z brzmienia dyplomatycznych formułek. Wprawdzie za wcześnie dziś na budowanie twardych hipotez, myślę jednak, że wyjazd do Afganistanu mógł stanowić zaledwie pretekst do dużo ważniejszego spotkania w Baku.  Wymowa spotkania mogła być tym większa, że odbyło się ono dwa dni po  wyborach prezydenckich w Rosji, a obaj prezydenci należą do żarliwych zwolenników zbliżenia z reżimem Putina.
Trudno natomiast wskazać racjonalny powód nagłej wizyty Komorowskiego w polskim kontyngencie. Po spotkaniu z żołnierzami, Komorowski poinformował: „Cel tej wizyty jest oczywisty. Zbliża się szczyt NATO w Chicago. Chcemy tam potwierdzić wolę wykonania strategii zakończenia misji w Afganistanie. Trzeba także zapoznać się z opinią Afgańczyków i dowódców operacji NATO”.  Warto jednak pamiętać, że natowski szczyt ma odbyć się dopiero pod koniec maja br., zaś sami Afgańczycy nie wykazywali szczególnego zainteresowania wizytą polskiego gościa. Media afgańskie nie poświęciły jej większej uwagi, zaś relacji ze spotkania Komorowskiego z prezydentem Hamidem Karzajem nie sposób w ogóle dostrzec wśród doniesień służb prasowych afgańskiego prezydenta.
W demokracji III RP istnieją niewielkie szanse, by którykolwiek pracownik mediów miał odwagę zapytać Komorowskiego o spotkania z Alijewem lub dociekać przyczyn zatajenia niedawnej wizyty w Azerbejdżanie.  Tym bardziej, jeśli sprawa dotyczy naszej przyszłości i bezpieczeństwa. Wydaje się więc, że jesteśmy zdani na własne domysły i szczątkowe informacje. Być może najbliższe miesiące przyniosą odpowiedź na niektóre z pytań.
Warto na koniec przypomnieć kilka prawd o azerskim reżimie i jego przywódcy. Są to rzeczy tym ważniejsze, że mogą zawierać podpowiedź w kwestii kontaktów Komorowskiego z Alijewem.
Elmar Chakhtakhtinski - przewodniczący Azerbaijani-Americans for Democracy (AZAD), amerykańskiej organizacji, która jest rzecznikiem wsparcia USA dla demokracji w Azerbejdżanie, tak napisał przed rokiem o swoim kraju:
Jest to państwo, w którym prorządowe bojówki są wysyłane wraz z policją do rozpędzania wieców opozycyjnych, blogerzy są ofiarami brutalnych ataków ubranych po cywilnemu "sportowców" a potem wrzucani do więzienia, dziennikarze są zabijani lub trzymani za kratkami wbrew decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a zachodnim stacjom radiowym odmawia się lokalnych częstotliwości. [...]Reżim ten uważa stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i innymi potężnymi demokracjami jako jedynie taktykę dla ochrony swoich własnych, bardzo partykularnych interesów. Nie ma ani woli ani chęci do reform, gdyż uważa wprowadzenie nawet podstawowych swobód politycznych za zagrożenie dla swojej władzy. Dlatego też chętnie zbacza ku Rosji kiedy ma nieporozumienia ze swoimi zachodnimi partnerami. [...]Wszystkie duże gałęzie przemysłu są monopolami ściśle kontrolowanymi przez krąg rządzących oligarchów, nie pozostawiając żadnego realnego miejsca dla innych przedsiębiorstw. Spadek cen ropy naftowej albo jakaś inna zapaść finansowa mogłyby łatwo doprowadzić do krwawych zamieszek z nieprzewidywalnymi konsekwencjami. [...]
Zamiast daremnych, krótkowzrocznych wysiłków zmierzających do zadowolenia rządzącej Azerbejdżanem dynastii zachodnia polityka powinna koncentrować się na wspieraniu tych sił wewnątrz Azerbejdżanu, które promują wspólne wartości demokracji i swobód jednostki.”

czwartek, 8 grudnia 2011

WOJNA CYWILIZACJI

„Europa zagrożona jest wojną nie z muzułmanami, ale z Rosją, dla której wartości cywilizacji europejskiej są całkowicie obce" – ostrzegł przed kilkoma dniami pierwszy prezydent niepodległej Litwy Vytautas Landsbergis podczas konferencji „Historia i pamięć. Sowiecka przeszłość 1952/90”. Jako główny problem Europy, Landsbergis wskazał na „amnezję, zapominanie o własnej historii i historycznej sprawiedliwości” i uznał, że skutki międzynarodowego kryzysu finansowego, „kryzysu uczciwości” zostaną wykorzystane przez Rosję do narzucenie Europie cywilizacji „pozbawionej sumienia”. 
Po śmierci Lecha Kaczyńskiego nie ma dziś  w Europie polityka zdolnego do równie dogłębnej i odważnej  oceny rzeczywistości.  To Landsbergis był autorem stwierdzenia, że „Lech Kaczyński stanowił przeszkodę dla planów współpracy z Rosją za wszelką cenę” i   zauważył, że  nikt w Europie nie postawi pytania: czy tragedia smoleńska była działaniem celowym, zamachem - w obawie przed narażeniem dobrych stosunków z Rosją . „Gdyby to się   okazało prawdą” -  konkludował  Landsbergis,  „pojawia się następne straszne pytanie - co robić ? Nie ma odpowiedzi. Zerwać stosunki? Wszyscy się boją , nikt więc tego pytania nie zada”
Od 10 kwietnia 2010 roku na tym lęku Rosja buduje swoją pozycję i poszerza obszar wpływów, przy czym proces ten bardziej przypomina wrogie działania zaczepne niż pokojową ekspansję. Kremlowscy stratedzy z sowieckich szkół KGB potrafią doskonale rozgrywać obawy i słabości polityków europejskich i przy udziale agentury oraz narzędzi dyplomatycznych i ekonomicznych prowadzą od dawna regularną wojnę cywilizacyjną.
Symbolem tego podboju nie musi być Nord Stream bądź zgoda na wejście Rosji do Światowej Organizacji Handlu. Wskazałbym raczej na postulat przyznania językowi rosyjskiemu statusu oficjalnego języka Unii Europejskiej. Taki projekt został zgłoszony oficjalnie na forum UE przez łotewską europosłankę Tatianę Żdanok i został natychmiast wsparty przez ambasadora Rosji przy NATO Dmitrija Rogozina. Przyznał on, że władze FR zamierzają do tego celu wykorzystać przepis pozwalający na wniesienie pod obrady PE projektu ustawy, jeśli zostanie on zgłoszony przez milion obywateli Unii. Według Rogozina, w krajach UE mieszka kilka milionów Rosjan, którzy z radością poprą ten projekt. Status języka rosyjskiego miałby przyczynić się do „podniesienia prestiżu Rosji”, ale także do „rozwiązania problemów Rosjan w krajach bałtyckich”. Jest to pomysł niezwykle groźny i niesłusznie bagatelizowany, za którym kryją się prawdziwe plany kremlowskich siłowików.
Jeśli zauważyć, że przed rokiem uchwalono w Rosji doktrynę wojskową pozwalającą na interwencję zbrojną  poza granicami FR, „wszędzie tam, gdzie naruszane są prawa obywateli rosyjskich”, zaś kwestie językowe należą do podstawowych „tematów zaczepnych”    wykorzystywanych przez FR wobec Łotwy, Litwy bądź  Estonii -  nietrudno zrozumieć, do czego może zmierzać ów pozornie niewinny pomysł.
Ta sytuacja pokazuje również, jak Rosja postrzega instytucje unijne i w jaki sposób zamierza wykorzystać obecność swoich obywateli w państwach UE. Jest to przykład, który winien zmusić do refleksji tych wszystkich, którzy nadal lekceważą skutki obłędnego planu otwarcia polskiej granicy z obwodem kaliningradzkim i nie dostrzegają związanych z tym niebezpieczeństw. 
Na przestrzeni ostatnich miesięcy można wskazać co najmniej kilkanaście decyzji lub wypowiedzi polityków rosyjskich formułowanych w trybie roszczeniowym i nacechowanych wrogością wobec Zachodu i Ameryki. Począwszy od żądania przekazania do Rosji „handlarza śmierci” Wiktora Buta, poprzez groźby szefa Rosyjskiego Stowarzyszenia Gazowego Walerija Jazewa pod adresem UE za wprowadzenie tzw. III pakietu energetycznego, po zapowiedź zerwania układu START i umieszczenie w Kaliningradzie radaru kontrolującego przestrzeń powietrzną całej Europy Zachodniej. Przed kilkoma tygodniami Rosjanie wprowadzili zakaz wjazdu dla 11 urzędników amerykańskich, m.in.  związanych ze sprawą Wiktora Buta. Uczyniono to w odwecie za zakazanie wjazdu do USA 11 rosyjskim urzędnikom winnym śmierci Siergieja Magnitskiego, prawnika, który oskarżył grupę oficerów służb specjalnych, policji i urzędników skarbowych o wrogie przejęcie firm funduszu Hermitage. W tle tej decyzji warto odnotować odważną wypowiedź republikańskiego senatora Johna McCaina, który po upadku Kadafiego wezwał Rosjan do  podążenia za przykładem Libijczyków i powstania przeciwko reżimowi Putina.
Wykorzystując słabość obecnej administracji amerykańskiej, Rosja zamierzała dyktować  warunki w kwestii tarczy antyrakietowej i groziła zerwaniem  przyszłorocznego szczytu Rady Rosja – NATO, jeśli dojdzie do umieszczenia w Europie elementów amerykańskiej instalacji. Początkowo – przy ogromnym wsparciu Niemiec - proponowano utworzenie wspólnego, rosyjsko-NATO -wskiego systemu i wpływu na decyzje o rozlokowaniu jego elementów na terytorium Sojuszu. Później Rosja zażądała gwarancji na piśmie, że system nie będzie jej zagrażał. Gdy oba żądania zostały odrzucone, Kreml wrócił do gróźb i zimnowojennej retoryki. Siergiej Ławrow oznajmił niedawno, że Moskwa podejmie kroki o charakterze wojskowo-techniczym, jeśli jej stanowisko w sprawie obrony przeciwrakietowej nadal będzie ignorowane przez USA i NATO.
To zachowanie potwierdza, jak ogromnym błędem była polityka „resetu” forsowana przez administrację Obamy i europejskich „przyjaciół Putina”. W jej efekcie doszło do tragedii smoleńskiej, ekspansji Gazpromu na rynki europejskie, umocnienia wpływów Kremla w państwach byłego bloku sowieckiego i wtargnięcia Rosji w politykę natowską. Histeryczne, niewspółmierne do zagrożenia reakcje w sprawie defensywnych instalacji tarczy są przykładem skutecznego, propagandowego humbugu, pozwalającego Rosji na wymuszenie kolejnych ustępstw i usprawiedliwienie własnych, wrogich wobec Zachodu działań. Rozgrywając temat, dokończono m.in. budowę Nord Streamu, który w planach Kremla ma wagę kilkuset dywizji Armii Czerwonej. Od znaczenia politycznego i ekonomicznego tej inwestycji niemniej ważny jest fakt, że rurociąg przy odpowiednim „oprzyrządowaniu" będzie spełniał rolę 1200 kilometrowej, gigantycznej anteny, obejmującej swoim zasięgiem powierzchnię wielu tysięcy kilometrów kwadratowych.
            W ostatnich tygodniach pojawiły się jednak oznaki mogące sugerować odwrót od fatalnej polityki „restetu” i dostrzeżenie zagrożeń, o których mówił Vytautas Landsbergis.  Choć trudno jeszcze ocenić, na ile są to trwałe tendencje,  wydaje się, że stosunki z Rosją wkraczają powoli w nową, realistyczną fazę. Niewykluczone, że momentem przełomowym stało się ogłoszenie prezydenckiej kandydatury płk Putina i świadomość związanych z tym zagrożeń. Przez media europejskie przetoczyła się wówczas fala publikacji niezwykle krytycznie oceniających ten pomysł. Po raz pierwszy od wielu lat można było przeczytać tak negatywne opinie na temat władcy Kremla  i prognozy, w których nie szczędzono przestróg związanych z perspektywą rządów Putina. Ponieważ większość tych głosów została całkowicie przemilczana przez polskojęzyczne media, warto przypomnieć o niektórych zdarzeniach.
Bez echa w Polsce przeszła publikacja  Ivara Amundsena – dyrektora organizacji Chechnya Peace Forum „Władymir Putin: Ostatni car Rosji?”, w której autor przypomniał o zbrodniach kremlowskiego reżimu i zasugerował, że prezydentura ma zapewnić Putinowi skuteczny immunitet na wypadek próby rozliczenia. W artykule podano również szczegółową informację o osobistym majątku Putina, z której wynika, że od dawna jest on najbogatszym człowiekiem świata.
Kilka dni później „The Daily Telegraph” ujawnił istnienie tajnej dyrektywy FSB z roku 2003, która zezwalała na „eliminację w krajach bliskiej zagranicy i w państwach Unii Europejskiej liderów nielegalnych ugrupowań terrorystycznych i organizacji, formacji ekstremistów i stowarzyszeń, osób, które nielegalnie opuściły Rosję” przez federalne organy ścigania. To na jej podstawie dokonano zabójstwa Aleksandra Litwinienki i planowano zamordowanie Ahmeda Zakajewa. Gazeta przypomniała, że prezydentem Rosji był wówczas płk Putin, który przeforsował ustawy o "przeciwdziałaniu terroryzmowi" i dał FSB prawo do zabijania "terrorystów" za granicą i ostrzegła, że  powrót Putina może oznaczać kolejną falę mordów politycznych. Wkrótce po tej publikacji, rząd brytyjski ogłosił, że zaprzestaje wymiany informacji wojskowych z Rosją na podstawie Traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie, ponieważ Moskwa odmawia jego wykonywania. Dostrzeżono wreszcie, że Rosja od czterech lat nie respektuje postanowień traktatu i odmawia dzielenia się informacjami wojskowymi.
W tym samym czasie pojawił się raport ministerstwa obrony Estonii, w którym ostrzegano, iż Rosja zwiększa wydatki militarne, podczas gdy państwa NATO prowadzą de facto politykę rozbrojenia sojuszu. Przypomniano, że do 2020 r. Rosja zaplanowała  zainwestowanie 503 miliardów euro na obronę i „jeśli nawet połowa tych pieniędzy zostanie rozkradziona, jest to wciąż ogromna suma, pozwalająca na stworzenie silnej armii”. Nękana kryzysem Ameryka i kraje natowskie nie będą w stanie ponieść takich wydatków.  Podkreślono również, że okres prezydentury Putina zostanie wykorzystany głównie dla wzmocnienia militarnego Rosji, a w przypadku nieuchronnego pojawienia się wewnętrznych problemów w tym kraju, Putin będzie zmierzał do wywołania globalnego konfliktu zbrojnego.
W październiku br. doszło do zatrzymania dwóch szpiegów rosyjskich, działających od 20 lat na terenie Niemiec. Ponieważ był to pierwszy tego rodzaju przypadek od czasu zjednoczenia Niemiec w roku 1990 – zdarzenie to można uznać wręcz za przełomowe. Aresztowanie agentów Kremla było również dowodem, że mimo skutków politycznego „resetu” nadal istnieje efektywna współpraca FBI z niemieckimi tajnymi służbami. Coraz częściej mówi się też o  zagrożeniach rosyjskim cyber – szpiegostwem, kradzieży tajemnic handlowych i ryzyku ataków komputerowych ze strony Rosji. Ostrzeżenia tej treści zawarto w raporcie amerykańskiego kontrwywiadu, wskazując na Rosję i Chiny jako głównych agresorów.
Z kolej raport amerykańskiego ośrodka badań strategiczno-politycznych Stratfor przynosi mocną tezę, iż Rosja zamierza wykorzystać kryzys zadłużeniowy w Europie, aby zwiększyć swoje wpływy polityczne na kontynencie, poprzez skupowanie europejskich aktywów, zachęcanie do inwestowania w Rosji i oferowania finansowego wsparcia dla mechanizmu ratowania strefy euro. Zwraca się uwagę, że dzięki wysokim cenom ropy naftowej Rosja zgromadziła  znaczne zapasy gotówki. Według oficjalnych danych, jej rezerwy walutowe wynoszą 580 miliardów dolarów, ale zdaniem Stratforu,  ma jeszcze dodatkowe 600 mld dol. Daje to Rosji  możliwości oddziaływania na pogrążoną w kryzysie Europę.
W wielu publikacjach zachodnich analityków pojawia się twierdzenie, że powrót Putina będzie prowadził do odbudowy „modelu państwa korupcyjnego”, zaś środki z eksportu ropy i gazu – podstawowego dochodu Rosji, zostaną wykorzystane dla zaspokojenia potrzeb  skorumpowanych oligarchów, oficerów służb i urzędników, na których Putin oprze swoje rządy. Znana publicystka „Financial Times” Catherine Bolton w tekście „Analiza: dopasowanie rzeczywistości do cara” powołuje się na dokumenty dostarczone gazecie przez Siergieja Kolesnikowa – uciekiniera z Rosji. Kolesnikow już przed rokiem ujawnił informacje o ogromnych malwersacjach finansowych dokonywanych przez Putina i jego otoczenie, w związku z przekształceniami Banku Rossija. Na konta Putina i związanych z nim oligarchów miały trafić miliardy dolarów, m.in. dzięki przejęciu aktywów Gazpromu. Powrót do tego tematu może oznaczać, że inwestorzy zachodni okażą się znacznie ostrożniejsi w inwestycjach rosyjskich, a Putinowi niełatwo przyjdzie budowanie „prywatnego imperium”.
            Szereg ostrych reakcji Kremla może z kolei świadczyć, że siłowicy dostrzegają poważną rysę na dotychczasowej polityce „resetu”. Wściekłość w Moskwie wywołały np. kontrole Komisji Europejskiej przeprowadzane w spółkach współpracujących i zależnych od Gazpromu, m.in. w polskim PGNiG, Gaz-Systemie oraz EuRoPol Gaz- ie.  KE podejrzewa, że kontrolowane spółki mogą być zaangażowane w antykonkurencyjne praktyki albo mają informacje o stosowaniu takich praktyk. Podobnie zareagowano na krytyczne oceny Zachodu wobec pomysłu powołania Unii Euroazjatyckiej i wzmocnienia wpływów na obszarze postsowieckim. W odpowiedzi na krytykę, autor tych koncepcji – płk Putin poradził politykom zachodnim, by  lepiej „zajęli się swoimi problemami: walką z inflacją, rosnącym zadłużeniem państw i… otyłością”.  O tym, jak  groźne dla kremlowskiego satrapy są głosy płynące z cytowanych powyżej publikacji świadczy fakt, iż doniesienia zagranicznych agencji zostały w Rosji objęte ścisłą cenzurą. Przed kilkoma dniami państwowa RIA Novosti nakazała swoim pracownikom, aby unikać cytowania krytycznych ocen na temat Putina zamieszczonych w prasie zachodniej. Do czasu wyborów prezydenckich przekłady z zagranicznej prasy mają być publikowane wybiórczo i zamieszczane na dalszych miejscach serwisów informacyjnych.
Szczególną złość Kremla wywołują te publikacje, w których analitycy wieszczą rychły upadek Putina lub przewidują wzrost znaczenia opozycji i wybuch rewolucji, która zmiecie dotychczasowy reżim. Obawy Putina dotyczą głównie oddziaływania internetu. By zapobiec rozprzestrzenianiu się takich koncepcji, rosyjska Rada Bezpieczeństwa i MSZ przygotowały projekt konwencji ONZ zatytułowanej "O zapewnieniu międzynarodowego bezpieczeństwa informatycznego", w której wśród głównych niebezpieczeństw wymieniono: "masową oddziaływanie psychologiczne na ludność w celu destabilizacji społeczeństwa i kraju", czyli e-rewolucję.
Jednak najmocniejszym dowodem końca polityki „resetu” może okazać się niedawne wystąpienie ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, którzy w liście do szefowej dyplomacji UE Catherine Ashton zaapelowali o „europejską strategię w relacjach z Rosją”. Napisano tam m.in.”Chociaż zapowiedziana zamiana funkcji między prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem a premierem Władimirem Putinem nie jest zachęcająca, musimy utrzymać kurs w kierunku ożywienia stosunków między UE a Rosją i przezwyciężenia politycznego oraz gospodarczego letargu”. W języku dyplomacji zabrzmiało to niczym żałobny „łabędzi śpiew”.
Jeśli płk Putin został zmuszony, by otwarcie posłużyć się  swoimi marionetkami i  przyznać do potrzeby „przezwyciężania letargu”, istnieje szansa, że dotychczasowa polityka bliska jest bankructwa i w niedalekiej przyszłości czeka nas korzystny „restart” w stosunkach z „cywilizacją pozbawioną sumienia”.


Artykuł zamieszczony w nr 47/2011 Gazety Polskiej.  

środa, 26 stycznia 2011

ZAMACH – CZYLI SEKWENCJE WYBORCZE PUTINA

Ilekroć Putin ubiegał się o prezydenturę, tylekroć wszczynał wojnę. Wygląda na to, że będzie się ubiegał o ponowny wybór, więc czuję niepokój” – stwierdził 30 września 2010 prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili.
To trafne spostrzeżenie przywódcy państwa otwarcie sprzeciwiającego się ekspansji „putinowskiej demokracji” warte jest głębszej refleksji. Spójrzmy zatem na fakty.
W sierpniu 1999 roku płk Putin, dzięki poparciu Anatolija Czubajsa i Borysa Bieriezowskiego został powołany na stanowisko premiera Rosji. Już wówczas upatrywano  w nim potencjalnego następcę Borysa Jelcyna. Zaledwie 3 lata wcześniej zakończyła się tzw. I wojna czeczeńska, w której zginęło 10 tys bojowników czeczeńskich i ponad 5 tys rosyjskich najeźdźców.
Po objęciu przez Putina stanowiska premiera niemal natychmiast nastąpiła seria krwawych zamachów, o które oskarżono „terrorystów czeczeńskich”:
- 4 września 1999 nastąpił wybuch samochodu pułapki pod blokiem dla wojskowych i ich rodzin w Bujnaksku w Dagestanie, zginęły 64 osoby,
- 9 września 1999 wybuch zniszczył dziewięciopiętrowy blok w południowo-wschodniej części Moskwy, zabijając co najmniej 93 osoby,
- 13 września 1999  identyczna eksplozja zniszczyła dom w południowej części Moskwy. Zginęło kilkadziesiąt osób,
- 16 września 1999 wybuchła bomba podłożona po dziewięciokondygnacyjny budynek mieszkalny w Wołgodońsku na południu Rosji, zabijając 18 osób i raniąc kilkadziesiąt.
Aleksander Litwinienko w książce „ FSB blows up Russia” twierdził, że zamachy terrorystyczne na budynki mieszkalne były przygotowane i przeprowadzone przez agentów FSB w celu zrzucenia odpowiedzialności na Czeczenów i uzyskania pretekstu do wznowienia wojny z Czeczenią oraz wzmocnienia szans płk  Putina w wyborach prezydenckich 2000 roku. Te same zarzuty pojawiły się w filmie dokumentalnym Andrieja Niekrasowa z 2007 „Bunt. Sprawa Litwinienki”. Natomiast w wyemitowanym przez niezależną telewizję ORT filmie „Disbelief” znalazły się m.in. relacje świadków, którzy w piwnicy domu mieszkalnego w Riazaniu znaleźli worki z materiałem wybuchowym, podłożone przez trzech agentów FSB. Agenci zostali schwytani, a następnie wypuszczeni po tym jak ogłoszono, że worki zawierały rzekomo niegroźny materiał i były podkładane w ramach ćwiczeń.
Zamachy bombowe dały premierowi Putionowi pretekst do rozpoczęcia  we wrześniu 1999 roku zmasowanych nalotów lotnictwa rosyjskiego na Czeczenię, a 1 października oddziały armii rosyjskiej przekroczyły granicę czeczeńską, rozpoczynając bezprzykładne w najnowszych dziejach świata ludobójstwo, zakończone eksterminacją ponad 250 tysięcy Czeczenów. Obwołany „obrońcą narodu rosyjskiego” Putin został w marcu 2000 roku wybrany na stanowisko głowy państwa. Wojna w Czeczenii i ogłoszone w lutym 2000 roku wielkie „zwycięstwo Rosji” stanowiło podstawowy element kampanii wyborczej Putina.  Tuż po jego wyborze, w kwietniu 2000 r. zakończono regularne działania bojowe, a wszystkie miasta i wsie czeczeńskie zostały obsadzone przez rosyjskich okupantów.
Sekwencję „zamachów  terrorystycznych” można ponownie dostrzec przed wyborami prezydenckimi w Rosji w roku 2004.
 - 5 lipca 2003  dwie samobójczynie wysadziły się u wejścia do kas sprzedających bilety na koncert rockowy odbywający się na moskiewskim lotnisku Tuszyno. Oprócz zamachowczyń śmierć poniosło 15 osób, a 59 zostały ranne,
- 9 grudnia 2003 w centrum Moskwy wysadziła się kobieta-zamachowiec powodując śmierć sześciu osób i raniąc kilkadziesiąt,
-         6 lutego 2004 wybuch w pociągu moskiewskiego metra zabił 41 osób i ranił ponad sto. Również w tym przypadku  aktu terrorystycznego dokonał zamachowiec-samobójca.
Charakterystyczną cechą tych tragicznych zdarzeń był fakt, że stanowiły dzieła terrorystów- samobójców, po których nie pozostał żaden ślad pozwalający na ustalenie sprawców i inspiratorów. 
Podczas kampanii wyborczej z roku 2004 Putin nawiązywał do zagrożenia „terroryzmem czeczeńskim”, powołując się na w/w zamachy i zapowiadając działania służb specjalnych w celu ochrony obywateli rosyjskich. 14 marca 2004 roku już w I turze został ponownie wybrany prezydentem, osiągając poparcie ponad 71 % wyborców.
Wielokrotnie już zwracano uwagę, że dokonywany od 2000 roku rozrost ogromnych uprawnień FSB odbywa się w Rosji pod hasłami „walki z terroryzmem”. Każdy zamach stanowił dla rządzących Rosją „siłowników” doskonały pretekst, by przyznać największej służbie specjalnej kolejne przywileje. Zdarzenia te uzasadniały również centralizację służb, prowadząc do stworzenia „koncepcji kułaka” – czyli zaciśnięcia wszystkich rodzajów służb wokół jednej struktury wzorowanej na sowieckim KGB.
Już przed trzema laty rozpoczęto w Rosji tworzenie ogromnej megabazy danych, nazywając ją "jednolitym systemem informacyjno-telekomunikacyjnym" (EITKS). Celem miała być walka z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością. Program umożliwia natychmiastowy dostęp do wszelkiego rodzaju informacji o osobie (nagrania audio, video, zdjęcia, odciski palców, dane biometryczne, próbki tekstu) w dowolnym miejscu w kraju i określenie tożsamości na podstawie nawet cząstkowej informacji. Opozycja w Rosji alarmuje, że system ten, podobnie jak monitoring miejsc publicznych jest wykorzystywany do nadzoru nad społeczeństwem i walki z przeciwnikami politycznymi. Kolejnym krokiem było uzyskanie przez FSB pełnego dostępu do baz danych o klientach firm telekomunikacyjnych. Uchwalone w 2005 roku prawo zobowiązywało operatorów, aby na własny koszt zapewnili służbom specjalnym "na odległość" i przez całą dobę pełny dostęp do baz danych o klientach, bez potrzeby uzyskiwania sankcji sądowej. Pod lupą FSB znaleźli już wówczas rosyjscy dostawcy Internetu, a praktyka stosowania tej ustawy wskazuje, że służy ona do cenzurowania i nadzorowania przepływu informacji w Internecie. W ten sam zakres „walki z terroryzmem” wpisuje się jedno z najnowszych osiągnięć płk Putnia:  nowelizacja ustawy, na podstawie której FSB może dziś wezwać każdego obywatela, którego działania „stwarzają warunki lub tworzą przyczyny do popełnienia przestępstwa”. Obywatele, którzy nie podporządkują się poleceniu lub ostrzeżeniu FSB, będą podlegać karom grzywny lub aresztu do 15 dni. Zdaniem rządu FR, nowa ustawa przyczyni się do „bardziej efektywnej pracy służb podczas operacji antyterrorystycznych”. Przeciwnicy Putina uważają, że nowe uprawnienia pozwolą FSB zatrzymywać działaczy opozycji i niezależnych dziennikarzy, udaremniać demonstracje i protesty oraz przetrzymywać ludzi w areszcie bez wyroku sądu. Na podstawie uchwalonych przez Dumę przepisów, FSB może przesłuchiwać dziennikarzy i żądać od wydawców usunięcia wskazanych przez służbę tekstów. Nieposłuszeństwo będzie karane grzywną, a nawet więzieniem.
Prócz rozbudowy uprawnień FSB  „utonięcie” generała –majora Jurija Iwanowa zastępcy szefa GRU, „samobójstwa” gen. Czerwizowa - byłego szefa Federalnej Służby Ochrony, gen Nikołaja Timoszenki - szefa Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, śmierć głównego ekonomisty Gazpromu - Siergieja Kliuka, który miał zastrzelić się we własnym samochodzie czy prowokację zakończoną aresztowaniem pułkownika GRU Władimira Kwaczkowa.
Zdarzenia te potwierdzają, że putinowskie FSB zdobywa kolejne obszary władzy i umacnia wpływy, a sam pułkownik sowieckich służb chce wrócić do roli prezydenta Federacji. Ich wspólnym mianownikiem – poza stałym już konfliktem GRU-FSB-   jest również fakt, że dotyczą oficerów biorących udział w wojnach czeczeńskich i operacjach GRU, w czasie, gdy Putin był kolejno szefem FSB, premierem i prezydentem Rosji. Można jedynie przypuszczać, że niektórzy z „samobójców” posiadali rozległą wiedzę na temat tajnych operacji z okresu rządów Putina i podobnie jak Litwinienko zapłacili najwyższą cenę milczenia.
Prowokacja, zamach bombowy czy mord polityczny – nadal stanowią w „demokracji putinowskiej” uznane narzędzia sprawowania i zachowania władzy i są wykorzystywane w interesie rządzących Rosją „siłowików”. Jeśli już dziś można przypuszczać, że w roku 2012 Putin będzie chciał ponownie objąć stanowisko głowy państwa, warto zwrócić uwagę na kolejną sekwencję „zamachów terrorystycznych”:
 - 29 marca 2010 r. dwie samobójczynie wysadziły się w moskiewskim metrze, zabijając 39 i raniąc 102 osoby. Choć do zamachu przyznała się grupa czeczeńskiego przywódcy Doku Umarowa, nie ma pewności, że to on stał za zdarzeniem.
- 31 marca 2010 - w dwóch wybuchach, do których doszło w mieście Kizlar w Dagestanie na rosyjskim Kaukazie Północnym, zginęło 12 osób, a ponad 20 zostało rannych,
 - 9 września 2010 w samobójczym zamachu na największym targowisku Władykaukazu, stolicy Północnej Osetii zginęło 15 osób, prawie 150 zostało rannych,
 - 22 stycznia br. w centrum handlowym "Europa" w Ufie w południowo-zachodniej Rosji doszło do potężnej eksplozji, w wyniku której zginęły co najmniej 2 osoby, a kilkanaście zostało rannych. Niewykluczone, że przyczyną był zamach terrorystyczny.
O rosyjskiej metodzie „walki zamachami” niejedno mogą powiedzieć Gruzini. Na początku stycznia br.  wydany został przez Interpol międzynarodowy nakaz zatrzymania majora GRU  Jewgienija Borysowa, oskarżanego o przeprowadzenie kilku zamachów bombowych w Gruzji, od września do listopada 2010 roku.  Organy ścigania Gruzji oskarżają Borysowa o planowanie i przeprowadzenie ataków terrorystycznych.
           Warto podkreślić, że tłem wielu zdarzeń w dzisiejszej Rosji jest zaostrzający się konflikt na linii Miedwiediew – Putin. Wskażę jeden z aspektów tego konfliktu. Na początku 2010 roku Instytut Rozwoju Współczesnego (INSOR), rosyjski think tank uważany za zaplecze Dmitrija Miedwiediewa, stworzył w ramach raportu „Wizerunek Rosji XXI wieku. Obraz jutra, którego sobie życzymy" mapę integracji Rosji z NATO, zawierającą listę możliwych wariantów: wejście Rosji do NATO lub sojusz i oparcie współpracy na tzw. radzie koordynacyjnej. Pierwszym krokiem na drodze do zbliżenia miałoby być zreformowanie i rozbudowanie rady NATO – Rosja, która zdaniem ekspertów INSOR utknęła w martwym punkcie, a także skupienie się na konkretnych zagadnieniach, jak na przykład poszukiwanie sposobów uregulowania sytuacji w rejonie granicy afgańsko-tadżyckiej czy walka z terroryzmem.
Chociaż INSOR jest przedstawiany jako „mózg Miedwiediewa”, jego koncepcje są odbierane nie tyle jako stanowisko rosyjskiego prezydenta, ile jako próba zaprezentowania nowego spojrzenia na współpracę z Zachodem, które było nie do pomyślenia za prezydentury Władimira Putina. Raport INSOR zawierał szczegółowy plan modernizacji Rosji w najbliższych stu latach. Składały się na niego m.in. wolne wybory, rzeczywista konkurencja pomiędzy partiami, całkowity brak cenzury, modernizacja technologiczna gospodarki rosyjskiej, likwidacja MSW i FSB i budowa nowych, bardziej efektywnych służb. Nietrudno zrozumieć, że podsuwane Miedwiediewowi koncepcje, a szczególnie likwidacja FSB czy wstąpienie Rosji do NATO – nie mogły podobać się płk Putinowi i moskiewskim decydentom – „siłowikom”.
Trzeba zatem zauważyć, że zamach na moskiewskim lotnisku poprzedziło ważne politycznie zdarzenie. Podczas spotkania z przedstawicielem Federacji Rosyjskiej przy NATO Dmitrijem Rogozinem Miedwiediew zaapelował do NATO o "otwartą i jednoznaczną odpowiedź" w sprawie roli Rosji w systemie europejskiej tarczy antyrakietowej.
Prezydent Rosji postawił ultimatum: „Albo porozumiemy się z NATO na określonych zasadach i stworzymy wspólny system w celu realizacji zadań obrony przeciwrakietowej albo się nie porozumiemy i wtedy w przyszłości będziemy musieli podjąć cały szereg nieprzyjemnych decyzji dotyczących rozmieszczenia uderzeniowej grupy nuklearnych wojsk rakietowych”. Szantażowi towarzyszyło zapewnienie, że „Rosja tak czy owak albo wspólnie z NATO, albo osobno znajdzie należytą odpowiedź na istniejący obecnie problem".
Jak już zwracałem uwagę, rosyjska koncepcja „tarczy antyrakietowej” nad Europą sprowadza się do ustanowienia „sektorów odpowiedzialności” i podziału państw europejskich na strefy wpływów w taki sposób, by państwa Bloku Sowieckiego znalazły się ponownie w orbicie rosyjskiego  „parasola antyrakietowego”. Rosyjski projekt prowadzi de facto do rozbicia integralności sojuszu północnoatlantyckiego i powrotu do podziału Europy na strefy wpływów politycznych i militarnych.
Można się zastanawiać:  czy ostra retoryka Miedwiediewa nie ma za cel wymuszenie na Sojuszu Północnoatlantyckim podjęcia decyzji pozwalających na wzmocnienie pozycji prezydenta Rosji w konfrontacji z zagrożeniem, jakie miałoby wynikać z prezydentury Putina?  Tego rodzaju akcent można było odczytać już w niedawnym orędziu Miedwiediewa do Zgromadzenia Federalnego. Powiedział wówczas:
 Chcę powiedzieć wprost, że w najbliższym dziesięcioleciu czeka nas następująca alternatywa: albo osiągniemy zgodę w kwestii obrony przeciwrakietowej i uruchomimy pełnowartościowy mechanizm współpracy, albo też dojdzie do kolejnego etapu wyścigu zbrojeń”.
Ważnym skutkiem wczorajszego zamachu w Moskwie jest rezygnacja Miediwiewa z uczestnictwa w szczycie międzynarodowego forum gospodarczego w Davos, podczas którego miało dojść do spotkań z inwestorami i szefami spółek działających na rynku rosyjskim. Miediwiediew miał również omówić plany modernizacji gospodarki rosyjskiej, w tym najważniejszego projektu „Skołkowo” – „miasteczka innowacyjnego pod Moskwą”, w który wielomiliardowe inwestycje zapowiedziały już m.in. amerykańskie korporacje Cisco i Boeing, fińska Nokia, holenderska Philips, banki inwestycyjne Marill Lynch, Goldman & Sachs, czy niemiecki Deutsche Bank
Nie można zatem wykluczyć, że prócz wywołania pożądanych zachowań społecznych (gniew, lęk, brak poczucia bezpieczeństwa) w zamachu na moskiewskim lotnisku należy dostrzegać akt skierowany przeciwko Miedwiediewowi i jego polityce „modernizacji” Rosji i „współpracy” z NATO.
Nietrudno zrozumieć, że destabilizacja obecnej sytuacji doprowadzi do radykalizacji postaw społeczeństwa rosyjskiego i posłuży usprawiedliwieniu postulatów definitywnej rozprawy z „czarnymi” - „czeczeńskimi terrorystami”. To zaś wywoła potrzebę rządów silnej ręki i wykreuje „męża opatrznościowego” Putina, który już niejednokrotnie pokazał, że „w obronie bezpieczeństwa” nie cofnie się przed żadną wojną i zbrodnią. W ten scenariusz wpisują się niedawne wydarzenia w Moskwie, Petersburgu i Rostowie nad Donem, gdzie grupy nacjonalistów i pseudokibiców wszczynały zamieszki, domagając się „Rosji - dla Rosjan”, atakując przy tym „czarnych” – przybyszów z Kaukazu.
Tak spektakularny akt terroru pozwoli również na przeforsowanie dalszych działań legislacyjnych służących rozbudowie uprawnień FSB i przekona Rosjan, że każde ograniczenie (i tak skromnych) praw obywatelskich ma służyć „walce z terroryzmem”.
Niezależnie – czy miałoby dojść do kolejnej eksterminacji Czeczenów, czy też płk Putin zadowoli się tylko „dokręceniem śruby” opozycji i wszechwładzą rządów „siłowików” – zamach na lotnisku  Domodiedowo jest zdarzeniem, którego skutki mogą się okazać korzystne dla obecnego  premiera i pomogą mu w drodze do prezydentury. 

piątek, 17 września 2010

PRZYJACIELE LUDOBÓJCÓW.

„Wiosną tego roku nad rzeką Assa w Inguszetii siedziała przy ognisku grupka dzieci. Przeleciały nad nią dwa rosyjskie śmigłowce wojskowe, zawróciły, spuściły bombę. Ognisko się dopalało, oświetlając trzy trupy i kilkoro ciężko rannych. Niedługo potem patrzyłam w oczy matki jednego z zabitych chłopców. Patrzyłam też w oczy matki, która pochowała trzech synów, kilkunastolatków - przy tym dwóch porwanych przez żołnierzy, a potem porzuconych gdzieś przy drodze, z wypatroszonymi wnętrznościami. Widziałam dzieci bez oczu i bez dłoni, okaleczone przez zabawki zrzucane na Czeczenię z rosyjskich śmigłowców. Widziałam dziewczynkę z dziurą w czaszce, pod którą pulsuje przykryty przezroczystą błoną mózg. Widziałam inną, zupełnie sparaliżowaną przez odłamek bomby, który utkwił w okolicy kręgosłupa. Rozmawiałam z piętnastoletnim świadkiem rozpruwania brzuchów dwóm żywym chłopcom czeczeńskim, których wnętrzności pijani żołnierze rzucali psom...”
Krystyna Kurczab - Redlich dla Rzeczpospolitej
***
Premier Polski Donald Tusk uważa psucie stosunków z Rosją, poprzez zbyteczne akcentowanie tematu czeczeńskiego, za nierozumne. O tym szef rządu Polski powiedział w środę na konferencji prasowej w Warszawie, komentując informację, że pod Warszawą od 16 do 18 września odbywać się będzie Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego.

***
Obozy filtracyjne – tak oficjalnie nazywa się obozy, do których trafiają podejrzani schwytani przez rosyjskich żołnierzy. Każdego dnia specjalne oddziały rosyjskie wyłapują potencjalnych przyszłych bojowników,  także dzieci, które ukończyły 15 rok życia. Wszyscy którzy przeszli przez obozy  nazywają je nie obozami filtracyjnymi, ale obozami koncentracyjnymi, gdzie człowiek jest pozbawiony jakichkolwiek praw. [...] Zatrzymani byli przetrzymywani w bardzo ciężkich warunkach: były to cysterny albo boksy, które były wypełnione do połowy kolan wodą, bez znaczenia czy to było lato czy zima. Jednak prawdziwy dramat zaczynał się w czasie przesłuchań tych osób, świadectwo na to dają osoby, które przeżyły „filtry śmierci ”.Na porządku dziennym były tortury, katowanie przesłuchiwanych.
Tortury psychiczne:
·         poniżanie godności osobistej więźnia oraz jego wierzeń religijnych
·         przymusowe przyglądanie się jak inni więźniowie są torturowani
·         pozorowane rozstrzelanie (stosowane notorycznie)
Tortury fizyczne:
·         „ jaskółka ”, czyli podwieszanie na związanych ze sobą rękach i nogach
·         zakładanie maski gazowej na twarz więźnia , a następnie zamykanie dopływu powietrza do momentu aż torturowany utraci przytomność.
·     Torturowanie prądem elektrycznym miejsc podatnych na ból: uszy, nos, ale przede wszystkim organów płciowych.
·         Wyrywanie paznokci podczas przesłuchań, a następnie polewanie ich lodowatą lub gorąco wodą.
·         Gwałty, wypalanie ogniem różnych symboli na ciele więźniów.
[...] Częstym procederem żołnierzy rosyjskich, którzy sprawowali pieczę nad obozami filtracyjnymi, była możliwość wykupu więźniów (martwych lub żywych) lub wymiana ich za jeńców rosyjskich. [...] Rodzinna osoby, która trafiła do obozu filtracyjnego, od razu kontaktowała się z odpowiednią osobą wyznaczoną do negocjowania cenny, jeśli udało się zebrać określoną sumę pieniędzy, które najczęściej były zbierane po znajomych, udawało się odzyskać członka rodzinny. Czas jaki minął od trafienia do obozu do odzyskania wolności wynosił kilka dnia, takiej osoby nie omijały tortury obozu, jeżeli udało się jej wyjść z niego dzięki rodzinnie najczęściej nie nadawał się do normalnego życia.
Jeńcom i zakładnikom mordowanym w obozach filtracyjnych Rosjanie usuwają organy wewnętrzne do transplantacji. Rodziny wykupują z obozów ciała pozbawione organów lub odnajdują w terenie. 

***
Rosyjscy żołnierze zatrzymali mnie na drodze w celu „sprawdzenia tożsamości”, choć nawet nie zajrzeli do papierów – opowiadał 16 stycznia 2004r. w Groznym trzydziestoletni Łom Ali. – Dokąd mnie zabrali – nie wiem. W pomieszczeniu bez okien, obitym dźwiękochłonną materią, podłączono mnie do aparatu przypominającego telefon i puszczono prąd. Żądali, żebym się przyznał do posiadania dwóch granatników, czterech automatów, pistoletu i ośmiu granatów F-1. Odmówiłem...”
 Potem Alemu szpikulcem do szaszłyków przybito lewą rękę do drewnianej ściany łaźni i tak trzymano kilka godzin. W dwa dni później, gdy ponownie odmówił podpisania czegokolwiek, przykuto tę samą rękę jeszcze raz. Łamano żebra, prawie do pęknięcia czaszki ściskano głowę specjalnym narzędziem, gaszono na nim papierosy, duszono plastikowym workiem... Żądano, by się przyznał do wysadzenia rządowego budynku w Groznym w grudniu 2002 roku. Obok znęcano się nad piętnastolatkiem z Urus-Martanu. Krócej. Umarł. Łom Alego po pół roku znalazła i wykupiła rodzina. 
***
Wysadzanie ludzi w powietrze to nowość wprowadzona przez wojska federalne wiosną 2002 roku. Najefektywniej zastosowano ją 3 lipca w Meskier Jurcie, gdzie eksplodowało 21 związanych lontem i wrzuconych do dołu mężczyzn, kobiet i dzieci. Ten sposób unicestwiania nie pozwala określić liczby zlikwidowanych ciał. Od wiosny, niemal co dzień w różnych zakątkach republiki psy wygrzebują fragmenty ludzkich ciał

***
Prawdopodobnie przez długie lata będziemy czekać zanim kwestia Czeczenii znajdzie dobre rozwiązanie. Są politycy w różnych miejscach, także wśród emigracji czeczeńskiej, którzy nie zawsze ułatwiają pracę” – Donald Tusk 15.09.2010 r.

***

Gwałty i tortury na dzieciach w obozie filtracyjnym" w Czernokozowie”.
Amnesty International otrzymała niepokojące zeznanie od człowieka ocalałego z "obozu filtracyjnego” w Czernokozowie ,że osoby zatrzymane, włączając kobiety i dzieci, są gwałcone i  poddawane brutalnym torturom.
Amnesty International przeprowadził wywiad w Ingushetii z 21 - letnim "Musą", który był przetrzymywany w obozie Czernokozowo między 16 stycznia a 5 lutym. Został zatrzymany we wsi Znamenskiy, kiedy uciekał od ostrzału Grozny'ego autobusem z jego matką i bratem. Musa został zatrzymany z 10 innymi ludźmi, włączając dwóch nastoletnich chłopców.
"Musa" został poważnie pobity i był torturowany kilka razy każdego dnia podczas jego zatrzymania. 18 stycznia,  został zmuszony, by przejść między "ludzkim korytarzem" 20-25 zamaskowanych ludzi uzbrojonych w pałki i młotki, którzy bili jego i inne zatrzymane osoby "Musa" został uderzony z tyłu  młotkiem, który złamał mu kręgosłup.
"Musa" świadczy, że 14 letnia dziewczyna została zgwałcona przez tuzin strażników więzienia w korytarzu na zewnątrz celi, w których on i inne osoby zatrzymane były trzymane. Dziewczyna przyszła odwiedzić jej zatrzymaną matkę i za cenę 5,000 Rubli ona dostała pozwolenie na pięciominutowe spotkanie. Jej pięciominutowe spotkanie stało się czterodniową próbą, podczas której została zamknięta w celi, bita i wielokrotnie zgwałcona przez straże.
"Musa" powiedział też Amnesty International o około 16 letnim chłopcu nazywanym Albert, pochodzącym ze wsi Davydenko, który został przeniesiony do jego celi po zbiorowym gwałcie i ciężkim pobiciu przez straże więzienia. Jedno z jego uszu zostało ucięte i straże odnosiły się do niego przez żeńskie imię "Maria". "Musa" sądzi, że, aż 10 ludzi zostało zgwałconych w obozie w czasie jego 21 - dni zatrzymania.
"Musa" dzielił celę przez jeden tydzień z Andrejem Babitskim, dziennikarzem Radia Wolności.
Pomiędzy jego innymi kolegami z celi podczas jego 21 - dni zatrzymania, był człowiek, którego ręce  zostały ciężko spalone  zapalniczkami przez straże więzienia i 17 letni chłopak, którego zęby były spiłowane metalowym pilnikiem i jego wargi zostały postrzępione, zostawiając go niezdolnym, do jedzenia, picia albo mówienia. "Musa" oszacował, że 10-15 nowych osób aresztowanych było sprowadzanych do obozu każdego dnia. Między nimi on widział 13-14-letnie dziewczyny. [...] Szokujące doświadczenie "Musy" jest zgodna z innymi doniesieniami, które pojawiły się z Rosyjskich  "obozów filtracyjnych", wbrew bezustannym zaprzeczeniom przez rosyjski rząd w stronę międzynarodowej społeczności i mediów, tortury i gwałty są powszechne w tych obozach, stwierdza Amnesty International. [...]
Tłumaczenie: Ahmed Yassin
***
„Mieszkałyśmy w Grozym niedaleko wiaduktu kolejowego, koło sklepu "Bogatyr". Była jeszcze zima, kiedy do naszej piwnicy weszli federałowie. Znęcali się nad mamą, zrobili co chcieli, a potem ją zastrzelili. Widziałam wszystko, co było wcześniej, ale nie widziałam, jak ją zabijali. Wyprowadzili ją do innej piwnicy. Nie znaleźliśmy jej ciała, dom się zawalił i przygniotły ją stropy. Całą wojnę spędziłam w Grozym z różnymi kobietami[...]

Dziewięcioletniego Salmana Musajewa spotkało to co setki czeczeńskich dzieci: podniósł z ziemii błyszczący przedmiot. Przypominał "Czupa-czipsa" - ulubionego przez dziecko lizaka. Okazał się bombą. Dwa oderwane palce lewej ręki, trzy prawej.
(z relacji czeczeńskich dzieci)
***
„Te dzieci, gdy je kaleczono i zabijano krzyczały zapewne głośniej, niż dzieci ze szkoły nr. 1 w Biesłanie, ale miały mniej szczęścia; ich cierpienia to codzienność Czeczenii. Dzieci z Biesłanu są ważniejsze; cierpią odswiętnie, na oczach przyklejonego do telewizorów świata.”
Krystyna Kurczab - Redlich wrzesień 2004.
***
„Dowódca 45. pułku Aleksiej Romanow pokazuje mi doły, do których po łapankach "zaczystkach" wrzuca się Czeczenów. Troskliwie mnie podtrzymuje - żebym nie zjechała po błocie do głębokiego na 6 metrów wykopu. Dół wygląda dokładnie tak, jak go opisywało niezliczone mnóstwo siedzących w nim ludzi. Od góry zwisa sznur, po którym trzeba wspinać się na przesłuchania. Chociaż trzyma mróz, z dołu unosi się specyficzny smród. Taki tu zwyczaj: Czeczeńcy powinni załatwiać się sobie pod nogi. I dwadzieścia cztery godziny na dobę stać na tej samej ziemi. A jak chcą mogą też siedzieć [...]
Anna Politkowska: Druga wojna czeczeńska.
***
Wieś Samaszki 1997 rok: Zarządzono blokadę całej wsi i  w ten sposób uniemożliwiono mieszkańcom ucieczkę - nastąpił zmasowany ostrzał. Wojska federalne i OMON-owcy w chustach z napisem „urodzony do zabijania” rozpoczęły "zaczistkę". Do piwnic pełnych ludzi wrzucano granaty. Domostwa podpalano i rabowano. Gdy ktoś próbował ucieczki: kobieta, mężczyzna, dziecko – kosili go serią z automatu, a trupy palili miotaczami ognia. Na ulicach, podwórkach i w domach leżały trupy mieszkańców. Na klatce piersiowej jednego z zamordowanych mężczyzn leżało serce wyrwane razem z kawałkiem płuca. Wszędzie walały się jednorazowe strzykawki z promedalem, jednym z narkotycznych analgetyków. Tych, których nie zabito od razu, transportowano do Mozoduku, gdzie ich potwornie bito, torturowano przy użyciu prądu, a potem zabijano... strzałem w tył głowy.
To co się działo wewnątrz wioski, najlepiej oddają relacje naocznych świadków:
Malika Giełgajewa: „Wjechał transporter, weszli do domu. Pamięta, że jeden miał ze dwa metry wzrostu, siostra w ogóle bała się otworzyć oczy. Zapytali czy są u nas bojownicy. „Tu leży ranny, proszę nas zostawić” Ten dwumetrowy powiedział „Dobra, niech będzie”. I poszli. Wszyscy się ucieszyli, a tamci znowu przyszli. Rzucili dwa granaty. Siostra i Aminat padły na ziemię. Raisę raniło. Dołożyli snajperską serię. Znów podeszli i z miotacza ognia. Dopiero wtedy sobie poszli. Ojciec z córką płonęli”
 Sabidat: „Przyszli, zabijali ludzi, podpalali domy. Widziałam, jak podpalili dom, wrzucając do środka ogień. Dwóch ludzi się paliło”.
Ukrainka obserwująca zajście z drugiego brzegu rzeki: „Na ulicy omonowcy bili jakiegoś starca, podbiegła czternastoletnia dziewczynka, żeby go obronić- żołnierze spalili ja miotaczem ognia”, „Kobiecie wyrwali z ręki dziecko i zastrzelili na jej oczach. Krzyczała: „Za co?! Przecież my nie jesteśmy bojownikami!” Odpowiedzieli: „Wystarczy, że jesteście Czeczeńcami”, „Na dworcu żołnierze powiesili dziesięcioro dzieci, potem jeszcze dwoje w szkole”, „Kobiety, dzieci, starców zapędzili do magazynu zbożowego. Wszystkich 130 mężczyzn rozstrzelali”

***.

Zjazd partyzantów czy zebranie terrorystów? Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego pod Warszawą” – „Głos Rosji” 15.09.2010r.
„Polska nie po raz pierwszy występuje w roli gospodarza przyjmującego czeczeńskich bojowkarzy, którym w ich ojczyźnie przedstawiono zarzuty o terroryzm - o wysadzenie w powietrze domów mieszkalnych, o ataki na szkoły, szpitale, o mordowanie starszych ludzi, kobiet i dzieci. [...] Obecnie sytuacja w polsko-rosyjskich stosunkach zaczęła się poprawiać. Bronisław Komorowski, od razu po wybraniu go na prezydenta państwa, ogłosił kurs na polepszenie stosunków z Moskwą. "Będę sprzyjać rozpoczętemu procesowi polsko-rosyjskiego zbliżenia i pojednania" - te słowa z przemowy inauguracyjnej prezydenta dały powód do mówienia o "resetowaniu" stosunków także na tym ważnym odcinku. Jednak dzisiejsze zebranie pod Warszawą może poddać w wątpliwość szczerość słów o "zbliżeniu" i "pojednaniu".
Jednocześnie wszystko świadczy o tym, że polska opinia publiczna doskonale rozumie: nadszedł czas na nawiązanie dobrych stosunków z Rosją.”

***
"Sytuacja jest skomplikowana. Czasami spotykam polskich polityków, którzy chcieliby zepsuć stosunki polsko-rosyjskie, nadmiernie akcentując temat czeczeński. Uważam, że to nierozumne Tutaj najważniejsze są umiarkowanie i zdrowy rozsądek"  - Donald Tusk 15.09.2010r.

***
Uwzględniając konieczność stworzenia bezpiecznej Europy, nie ogarniętej strachem, Polska przykłada sił, aby polepszyć stosunki z Rosją. To jest zgodne z naszymi wspólnymi interesami – zarówno Polski i Rosji, jak i całej Unii Europejskiej. Polska wspiera to zbliżenie z Rosją. Obrany kurs na polepszenie stosunków jest produktywny i przynosi pierwsze rezultaty” - Bronisław Komorowski 31.08.2010 rok.
*** 
Wy, państwowi działacze i politycy będziecie robić wrażenie, że nic nie wiecie o terrorze, którego ofiarą stała się maleńka Czeczenia, zakładniczka Kremla.... Ściskanie przez was ręki Putinowi będzie oznaczać aprobatę przejęcia doświadczeń Buchenwaldu i Oświęcimia przez rosyjskich okupantów Czeczenii. A wasze oklaski będą przyjęte przez moskwian jako zachwyt nad zamordowaniem 45 tysięcy czeczeńskich dzieci...”
- Prezydent Czeczeńskiej Republiki Iczkeria Abdul-Chalim Sadułajew 

***



Źródła: