Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 sierpnia 2012

PATRON POJEDNANIA ZRODZONEGO Z KRWI

Prolog

 „Nie do przecenienia jest rola, jaką w wymiarze pojednania narodów pełni obecnie Rosyjski Kościół Prawosławny, a zwłaszcza Cyryl I, patriarcha Moskwy i Wszechrusi. To osobowość charyzmatyczna” – były pułkownik SB Tomasz Turowski, wieloletni oficer komunistycznej bezpieki, szpiegujący w Rzymie Jana Pawła II. – wypowiedź z 23 marca 2010 r.

Myślę, że patriarcha Cyryl jest mężem opatrznościowym dla świata, Kościoła prawosławnego i naszych wspólnych kontaktów” – kard. Józef Glemp, prymas Polski, wypowiedź z  26 lipca 2012 r.

Patriarcha Cyryl wychwala i głosi przestępczy system putinowski, a nie Chrystusa Ukrzyżowanego”  – metropolita Agatangel zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Za Granicą, wypowiedź z 30 lipca 2009r.

Kalendarium

W kwietniu 2009 r. podczas odbywającej się w Moskwie trzeciej sesji spotkań tzw. Grupy ds. Trudnych, „istotnym wydarzeniem” nazwano spotkanie współprzewodniczących grupy  z arcybiskupem Hilarionem, metropolitą wołkołamskim oraz z kierownictwem wydziałów synodalnych Patriarchatu Moskiewskiego. Podczas spotkania „hierarchowie wyrazili poparcie dla prac grupy oraz zapewnili o gotowości wspierania dialogu społecznego na tematy historyczne”.
Miesiąc później – w maju 2009 roku - podczas obrad grupy w Krakowie, z jej przedstawicielami spotkał się kard. Stanisław Dziwisz..
Polskim współprzewodniczącym Grupy ds.Trudnych jest Adam Daniel Rotfeld – pereelowski dyplomata zarejestrowany przez komunistyczną bezpiekę jako tajny współpracownik o pseudonimach „Ralf”, „Rauf"i „Serb”. Ze strony rosyjskiej grupie przewodniczy były dyplomata sowiecki Anatolij Torkunow.

31 sierpnia 2009 roku wizytę w Polsce złożył Władymir Putin. Doszło do "wiekopomnego wydarzenia" – jak nazwał je Donald Tusk. W opublikowanym wówczas „Liście do Polaków” premier Rosji napisał:
Cienie przeszłości nie powinny już dłużej zaćmiewać dzisiejszej, a tym bardziej jutrzejszej, współpracy między Rosją i Polską. Naszym obowiązkiem wobec poległych, wobec samej historii jest dołożyć wszelkich starań dla uwolnienia stosunków rosyjsko-polskich od brzemienia nieufności i uprzedzeń, który otrzymaliśmy w spadku. Musimy zamknąć tę stronę i zacząć zapisywać nową.”
Podobne słowa padły podczas przemówienia Putina na Westerplatte:
„Mam naprawdę nadzieję, że relacje między Rosją a Polską będą uwolnione od problemu przeszłości i będzie można budować nowe relacje w oparciu o współpracę, która jest warta tych dwóch wielkich europejskich narodów”.
Wypowiedź rosyjskiego polityka została natychmiast podchwycona przez hierarchów Kościoła. Po lekturze „Listu do Polaków”, abp Henryk Muszyński stwierdził: „Tekst Władimira Putina dla "Gazety Wyborczej" to ważny krok w kierunku wzajemnego zbliżenia Polaków i Rosjan” Zapytany o szanse na wypracowanie przez Kościół w Polsce i Cerkiew prawosławną w Rosji wspólnego dokumentu o pojednaniu, abp Muszyński odpowiedział, że nie wie, czy i kiedy taki dokument powstanie. – „Wiem, że jest to potrzebne, by nie powiedzieć konieczne. Przyszłość idzie w tym kierunku, nie tylko dlatego, że nie ma alternatywy, ale dlatego, że jest to jeden z istotnych postulatów chrześcijańskiego życia - powiedział hierarcha. Nie można oczekiwać, że od razu znajdziemy się w takim momencie, jak z Niemcami. Sprawa wymaga cierpliwości. Ze strony Kościoła na początek ważna jest modlitwa i dialog na wszystkich możliwych płaszczyznach. Pojednanie może nastąpić jedynie w oparciu o obiektywną, pełną prawdę”.
„Czytałem list Władimira Putina z wyrazami uznania” zadeklarował natomiast abp Józef Życiński – „wierzę w możliwość pojednania polsko-rosyjskiego”. Pytany: czy pamiętając o zaborach, komunistycznej okupacji, mordzie katyńskim  - my jako Polacy winniśmy przepraszać za coś Rosjan?  - metropolita lubelski stwierdził: „Nigdy w relacjach pomiędzy krajami winy nie pozostają wyłącznie po jednej stronie. W naszym stylu bycia jest przecież coś, co tak bardzo denerwowało Dostojewskiego.[...] Mamy tendencję do traktowania Rosjan z poczuciem wyższości. Siebie traktujemy jako przedstawicieli wyższej kultury Zachodu”.

22 września 2009 roku na zaproszenie Sekretariatu Episkopatu Polski przybyła do naszego kraju oficjalna delegacja Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, na czele z przedstawicielem biskupa twerskiego, archimandrytą Arkadijem Gubanowem.
Delegację Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej przyjmujemy z radością” – zapewnił sekretarz generalny EP bp Stanisław Budzik i dodał „Mamy nadzieję także na to, że Kościoły pomogą w pojednaniu polsko-rosyjskim”. Abp Sławoj Leszek Głódź wyraził zaś nadzieję „na wypracowanie wspólnego dokumentu mówiącego o pojednaniu polsko-rosyjskim”.

W listopadzie 2009 roku, Adam Rotfeld po spotkaniu członków Grupy ds. Trudnych w Moskwie wyraził życzenie, by obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej odbyły się z udziałem przedstawicieli Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i Kościoła katolickiego oraz zapowiedział, że „strona rosyjska zwróci się do RKP a my do Kościoła katolickiego z prośbą, aby podczas uroczystości reprezentowane były na stosownie wysokim szczeblu”. W tym samym czasie grupa rekomendowała „przywódcom obu państw” powołanie rządowych centrów „dialogu i pojednania”.

9 grudnia 2009 roku  - Watykańskie Biuro Prasowe poinformowało o nawiązaniu pełnych stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolska i Federacją Rosyjską.

W grudniu 2009 roku metropolita Hilarion, przewodniczący wydziału ds. zewnętrznych kontaktów kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego skierował „bardzo życzliwy list” do polskich hierarchów oraz przesłał życzenia na ręce abp. Muszyńskiego z okazji nominacji na stanowisko Prymasa Polski.

28 stycznia 2010 roku  z wizytą do Polski przybył Filip Riabych, zastępca przewodniczącego wydziału zewnętrznych kontaktów kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego. Tematem rozmowy z bp. Stanisławem Budzikiem, sekretarzem generalnym KEP była „potrzeba wspólnego chrześcijańskiego świadectwa we współczesnym świecie”.

3 lutego 2010 roku Władimir Putin podczas rozmowy telefonicznej zaprosił premiera Tuska do „wspólnego uczczenia pamięci ofiar Katynia”. Zaproszenie to zdecydowało o rozdzieleniu wizyt premiera i prezydenta i stanowiło najważniejszy element w zastawieniu pułapki smoleńskiej.
„Należą się słowa uznania dla osobistej dyplomacji premierów, ale także dla Grupy ds. Trudnych, która włożyła bardzo dużo wysiłku właśnie w to, aby rozwiązanie sprawy katyńskiej uczynić elementem pojednania polsko-rosyjskiego” – stwierdził wówczas minister Radosław Sikorski  i uznał, że „wspólne uroczystości będą kolejnym krokiem ku polsko-rosyjskiemu pojednaniu”.
Zdaniem abp. Henryka Muszyńskiego, inicjatywa Putina i przyjęcie zaproszenia przez Tuska „jest bardzo ważnym krokiem w kierunku budowania nowej, pełniejszej wspólnoty opartej na prawdzie i pojednaniu” Abp Muszyński dodał, że zaproszenie wystosowane przez Putina zbiega się z inicjatywą Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, co można interpretować jako "chęć zbliżenia, wzajemnego porozumienia i pojednania z Polską”
Komentując to zaproszenie Daniel Rotfeld – współprzewodniczący Grupy ds. Trudnych zapowiedział, że „w relacjach Kościoła katolickiego w Polsce i prawosławnego w Rosji będziemy świadkami czegoś niezwykle istotnego, na miarę dziejową”.

25 lutego 2010 roku na rozmowy z przedstawicielami Episkopatu Polski przybyli do Warszawy: ihumen Filip Riabych oraz ks. Siergiej Zwonariow, sekretarz ds. zagranicznych., „Z powodu trudności komunikacyjnych” do Polski nie dotarł przewodniczący wydziału zewnętrznych kontaktów kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Hilarion. W oficjalnym komunikacie poinformowano o rozpoczęciu prac nad "wspólnym listem o pojednaniu polsko-rosyjskim, roli Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej oraz wzajemnym przebaczeniu" i powołaniu w tym celu wspólnej komisji.
W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Hilarion potwierdził natomiast udział Cerkwi w obchodach 70. rocznicy tragedii katyńskiej i zadeklarował: „Katyń to nasz wspólny ból. Nasze narody powinny zrozumieć, że nie jesteśmy dla siebie nawzajem wrogami, że czasy, kiedy między nami dochodziło do konfliktów i sporów, odeszły w przeszłość. Trzeba szukać tego, co nas łączy, a nie dzieli”.
Widzę konieczność pojednania polsko-rosyjskiego”  – uznał wówczas abp. Muszyński, a oceniając zaproszenie Putina powiedział „Zapowiedziane spotkanie w Katyniu jest ważnym aktem politycznym. Premier Rosji po raz pierwszy staje się organizatorem uroczystości w Katyniu i zaprasza na to miejsce.”
Z wypowiedzi przedstawicieli Kościoła wynikało, że podpisania wspólnego dokumentu z rosyjską Cerkwią należy się spodziewać już w roku 2010. Również Adam Rotfeld, pytany o termin wspólnego orędzia wyznał „nie wykluczam, że może się to wydarzyć jeszcze w tym roku, ale wolałbym nie dodawać nic więcej...”.

23 marca 2010 roku ambasador tytularny RP w Moskwie Tomasz Turowski informując Katolicką Agencję Informacyjną o przygotowaniach do 70. rocznicy zbrodni katyńskiej stwierdził: „Dokonuje się forma ekumenicznego pojednania ze strony zarówno katolickiej jak i prawosławnej i to w tak symbolicznym miejscu jak cmentarz w Katyniu” i dodał:
Ogrom krwi narodu rosyjskiego, tych którzy zginęli podczas represji rosyjskiej, ze strony Kościoła prawosławnego miesza się tam z krwią polską. To jest testament dla przyszłych pokoleń polskich i rosyjskich, żeby krew przelana poprzez tych samych katów, poprzez tych, którzy wykonywali wyroki i na swoich współobywatelach i na Polakach - była zaczynem realnej przyjaźni i realnego pojednania między Polska i Rosją"

12 kwietnia 2010 – w wywiadzie dla rosyjskiego radia FINAM FM. Tomasz Turowski oznajmił: „I Rosja, i Polska należą [...] do tej samej ogromnej judeo-chrześcijańskiej tradycji, a wielkie rzeczy w tej tradycji zawsze rodziły się we krwi. I jestem pewien, że z tej krwi wyrośnie to, na co my wszyscy czekamy - nowe, dobre stosunki pomiędzy Polską i Rosją.

15 kwietnia 2010 roku abp Józef Życiński podczas homilii wygłoszonej w lubelskiej katedrze powiedział: Krew naszych rodaków, która wsiąkła w ziemię rosyjską, na tym terenie, gdzie przedtem wsiąkała krew bohaterów rozstrzelanych za miłość do ojczyzny – niech z tej gleby wyrosną dojrzałe kłosy rodzące chleb pojednania”.
W tej samej homilii padły słowa: „Nie wolno nam obecnego przeżywania ostatnich akordów dramatu sprowadzić do niechęci wobec Rosjan czy do sporządzania prywatnych list podejrzanych i odpowiedzialnych.[...] Jednoczy nas poczucie dramatu śmierci a nie przekrzykiwania ideologów”

17 kwietnia 2010 roku prymas Henryk Muszyński podczas mszy żałobnej w intencji Marii i Lecha Kaczyńskich, w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie powiedział m.in.: „Dramat, który rozegrał się na rosyjskiej ziemi – jak nigdy dotąd – połączył Polaków i Rosjan, których podzieliła na dziesiątki lat zbrodnia na polskich oficerach dokonana w Katyniu w 1940 roku. Teraz jednak, po tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia br., przekonujemy się, że krew przelana przed 70 laty, potrafi łączyć zarówno polityków, jak i zwykłych szarych ludzi. [...] Z perspektywy 70 lat widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że niewinnie przelana krew ofiar tego samego, nieludzkiego systemu, która wsiąkła w tę samą ziemię i dzieliła nas przez pokolenia, nie musi koniecznie dzielić, a może także łączyć.

18 kwietnia 2010 roku kard. Stanisław Dziwisz podczas mszy pogrzebowej na Wawelu zwrócił się do prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. – „Siedemdziesiąt lat temu Katyń oddalił dwa narody, a ukrywanie prawdy o niewinnie przelanej krwi nie pozwalało zabliźnić się bolesnym ranom. Tragedia sprzed ośmiu dni wyzwoliła wiele pokładów dobra, tkwiących w osobach i narodach. Współczucie i pomoc, jakiej doświadczyliśmy w tych dniach od braci Rosjan, ożywia nadzieje na zbliżenie i pojednanie naszych dwóch słowiańskich narodów.”

23 kwietnia 2010 roku – sekretarz EP  bp. Stanisław Budzik stwierdził: Mam nadzieję, że wspólne przeżywanie katastrofy, jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem będzie nowym otwarciem, kamieniem milowym na drodze porozumienia i pojednania polsko-rosyjskiego”. Bp. Budzik przypomniał, że hierarchowie polskiego Kościoła „zinterpretowali tragiczne wydarzenia pod Smoleńskiem jako okazję do pogłębienia dialogu polsko-rosyjskiego” oraz powołał się na słowa abp Michalika, który w homilii wygłoszonej na Placu Piłsudskiego uznał, że „życzliwość i wrażliwość rosyjskiego ludu znaliśmy od zawsze, ale w Smoleńsku we wzruszający sposób współbrzmiała z nią serdeczność i pomoc najwyższych przywódców Rosji, oni tam pierwsi pospieszyli z pomocą.”
Bp. Budzik poinformował również, że w najbliższych tygodniach możemy spodziewać się wizyty w Polsce metropolity Hilariona, a od początku marca dwa zespoły: polski i rosyjski pracują nad wspólnym dokumentem – orędziem do obu narodów.
 
7 grudnia 2010r. – z wizytą do Polski przybył prezydent Rosji Miedwiediew. Kardynał Kazimierz Nycz ocenił, że „wizyta prezydenta Miedwiediewa może mieć pozytywny wpływ na relacje między Kościołem katolickim w Polsce i Cerkwią prawosławną w Rosji” i nie wykluczył, że „wpłynie na prace wspólnej komisji Kościoła w Polsce i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, która opracowuje dokument o pojednaniu obydwu narodów.”

5 października 2011 r. - Benedykt XVI spotkał się  z Anatolijem Torkunowem i Adamem Rotfeldem – współprzewodniczącymi Grupy ds.Trudnych. Obaj „zwrócili uwagę papieża że Kościół katolicki i Rosyjski Kościół Prawosławny są sobie bardzo bliskie i mają one duży wpływ na tożsamość Polaków i Rosjan.”

Epilog

Przedstawione powyżej kalendarium wymienia tylko niektóre wydarzenia związane z procesem „pojednania” hierarchów Kościoła katolickiego z rosyjską Cerkwią. Wbrew oficjalnym oświadczeniom, proces ten ma niewiele wspólnego z treściami religijnymi, a jego genezy należy upatrywać w decyzjach politycznych podjętych po wizycie Władymira Putina w Polsce. Przed wrześniem 2009 roku pomiędzy przedstawicielami obu Kościołów nie istniały jakiekolwiek bliższe kontakty. Stwierdzenie zawarte w jednej z niedawnych publikacji, iż „wizyta w Polsce patriarchy Moskwy następuje po 24 latach dialogu” – nie znajduje najmniejszego usprawiedliwienia w faktach i jest próbą tworzenia fałszywej, ahistorycznej perspektywy.  
W latach 2000-2009 w relacjach Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z Kościołem w Polsce doszło zaledwie do trzech ważniejszych incydentów:
-         w marcu 2004 roku prymas Polski przyjął przebywającego z wizytą w naszym kraju ówczesnego przewodniczącego wydziału zewnętrznych kontaktów kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego, metropolitę smoleńskiego i kaliningradzkiego Cyryla, który odbierał wtedy doktorat honoris causa Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie;
-         we wrześniu 2005 r. na VI Zjazd Gnieźnieński przybył do Polski bp Hilarion (obecny szef wydziału zewnętrznych kontaktów kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego), pełniący wówczas urząd prawosławnego biskupa Wiednia i Austrii;
-         w styczniu 2008 r. abp Henryk Muszyński odwiedził Moskwę oraz bliźniacze miasto Gniezna - Siergijew Posad, gdzie uczestniczył w spotkaniach ekumenicznych i spotkał się z miejscowymi katolikami. To podczas tej wizyty, ambasador Polski w Rosji Jerzy Bahr zaproponował Muszyńskiemu nawiązanie kontaktów z mnichami rosyjskimi z klasztoru św. Nila na wyspie Stołobnoje koło Ostaszkowa, którzy chcieli u siebie zbudować kaplicę poświęconą pamięci Polaków zamordowanych w 1940 r.
Delegacji mnichów z Nilskiego Monasteru przybyła do Polski we wrześniu 2009 roku wraz z oficjalną delegacją Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i dopiero to wydarzenie można traktować jako początek „dialogu i pojednania”.
W obowiązującej dziś narracji medialnej przemilcza się rolę głównego patrona procesu „zbliżenia” między Kościołami. Zapewne dlatego, że jest to organ polityczny, działający na zlecenie „przywódców państw”. Takim mianem wolno określić tzw. Grupę ds. Trudnych, powołaną w roku 2002, podczas pierwszej wizyty Putina w Polsce. Przez lata Grupa nie odgrywała żadnej roli, aż do grudnia 2007 roku, gdy po dojściu do władzy obecnej ekipy reaktywowano jej działalność i wyznaczono nowych członków. Polskim współprzewodniczącym został Adam Daniel Rotfeld – peerelowski dyplomata zarejestrowany przez SB jako jej tajny współpracownik o pseudonimach „Ralf”, „Rauf"i „Serb”.
W sztandarowym dziele członków Grupy zatytułowanym „Białe plamy – Czarne plamy. Sprawy trudne w polsko-rosyjskich stosunkach 1918-2008”, we wstępie autorstwa Rotfelda i sowieckiego dyplomaty Torkunowa, znajdziemy argumentację charakterystyczną dla urzędowych piewców „pojednania”:
Przywódcy obu naszych państw doszli do wniosku, że kwestie historyczne stały się w istocie przeszkodą w rozwoju współczesnych stosunków między naszymi krajami, między narodami Polski i Rosji. W centrum uwagi znalazła się potrzeba wyjaśnienia i zrozumienia, jak wspólnym wysiłkiem można uporać się ze wspólnymi problemami historycznymi.
Wysiłek taki może przynieść sukces jedynie wtedy, gdy obie strony odnoszą się do argumentów partnera z największą uwagą, demonstrują gotowość poszukiwania kompromisu i wyrażają szczere pragnienie doprowadzenia do tego, by historią zajmowali się historycy, a narodom została przywrócona prawda.”
W sprawozdaniu z działalności grupy podano, iż  jej członkowie „z aprobatą przyjęli informację współprzewodniczących o ich kontaktach z przedstawicielami Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Przy tej sposobności odnotowano, że sygnały o gotowości włączenia się obu Kościołów w dialog społeczny oraz w doprowadzeniu do zbliżenia między narodami Polski i Rosji będą sprzyjały tworzeniu duchowego wymiaru relacji między naszymi krajami. Współdziałanie Grupy i jej współprzewodniczących z władzami kościelnymi było kontynuowane, co w znacznej mierze sprzyjało powodzeniu naszej pracy na dalszych etapach.”
Nie ulega wątpliwości, że po roku 2008 kontakty hierarchów polskiego Kościoła z rosyjską Cerkwią zostały nawiązane dzięki pośrednictwu członków Grupy ds. Trudnych oraz staraniom dyplomatów z moskiewskiej ambasady III RP. Ten fakt ma zasadnicze znaczenie w ocenie mechanizmów towarzyszących „pojednaniu”, pozwalając jednocześnie dostrzec, że nad pseudoreligijną retoryką dominują intencje polityczne.
Nie sposób przeoczyć zdumiewającego podobieństwa w wypowiedziach ludzi Kościoła i przedstawicieli Grupy ds. Trudnych. Uwagi Rotfelda i Torkunowa na temat tragedii smoleńskiej, zawarte w publikacji „Białe plamy – Czarne plamy” są identyczne z cytowanymi powyżej ocenami hierarchów. W książce tej napisano bowiem.:
Wydarzenia z 7 i 10 kwietnia 2010 stały się punktem zwrotnym w relacjach między naszymi państwami. Nie tylko dlatego, że zerwały tkaną przez 70 lat pajęczynę kłamstwa – ale co ważniejsze – uświadomiły milionom Polaków i Rosjan, że w masowych grobach w lesie pod Smoleńskiem spoczywają obok polskich jeńców tysiące innych, bezimiennych ofiar represji stalinowskich. Z rąk oprawców NKWD zginęli tam niewinni ludzie różnych narodowości – Rosjanie i Ukraińcy, Białorusini i Żydzi, których dotknęły represje i terror czasu stalinowskich czystek. Polacy i Rosjanie uwierzyli, że kamieniem węgielnym nowego typu stosunków między naszymi narodami jest wspólnota losu i prawda.  [...] To, co się wydarzyło na wiosnę 2010 roku jest szansą. Można ją wykorzystać jedynie poprzez wyjście naprzeciw sobie w sposób trwały i instytucjonalny. [...] Toczy się intensywny – bez precedensu w historii – dialog między przedstawicielami Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce”.
Jest wręcz coś makabrycznego w tej wspólnocie zatroskania nad „pojednaniem polsko-rosyjskim” – wyrażanym natychmiast w obliczu tragicznej śmierci polskiego prezydenta i polskiej elity. Głosy hierarchów i piewców „pojednania” nie mieszczą się bowiem w żadnej logice ludzkich reakcji, są wyrazem jakiejś antypolskiej aberracji, która w śmierci rodaków nakazuje upatrywać szansę na „zbliżenie dwóch narodów”.  Aberracji tym większej, że proces ten nie został poprzedzony jakimkolwiek wyznaniem win, rachunkiem krzywd i próbą ich naprawienia.

Jeszcze większe wrażenie musi sprawiać zestawienie wypowiedzi byłego pułkownika bezpieki Tomasza Turowskiego z głosami niektórych hierarchów. Straszliwy w swej wymowie passus o krwi będącej „zaczynem pojednania polsko –rosyjskiego” jest nazbyt ważki i specyficzny, byśmy mogli tę zbieżność uznać za przypadkową. Na szczególną uwagę zasługują słowa o „mieszaniu z krwią polską ogromu krwi narodu rosyjskiego”  - niosące najgroźniejsze, semantyczne i historyczne  fałszerstwo, w którym krew ofiar zrównuje się z losem katów. W wizjach kreślonych przez Turowskiego i powielanych przez hierarchów, nie ma wskazania winnych śmierci tysięcy naszych rodaków ani potępienia dwóch stuleci rosyjskiego terroru. Zamiast Rosjan-oprawców i nazwania zbrodni - znajdujemy „wspólnotę krwi”, brednie o „słowiańszczyźnie” i „tradycji judeochrześcijańskiej” oraz  mityczny „nieludzki system” mordujący miliony istnień ludzkich. Polityczny dogmat, iż  „kwestie historyczne stały się w istocie przeszkodą”  determinuje język zwolenników „pojednania” i leży u podstaw oceny relacji polsko-rosyjskich.
Mając na uwadze rolę, jaką Turowski spełniał przed 10 kwietnia – jako architekt procesu „zbliżenia”, przyjaciel ludzi Kościoła i współpracownik służb III RP - nie wolno odrzucić tezy, że słowa byłego esbeka z marca 2010 roku wytyczyły „duchowy” i „historyczny” wymiar interpretacji tragedii smoleńskiej i stały się źródłem autentycznej inspiracji dla przedstawicieli Kościoła.

To retoryka Turowskiego wyznacza ramy owego „pojednania” - jest jego wizytówką i piętnem.  Tego faktu nie ukryją dziś żadne zabiegi propagandowe, demagogiczne zarzuty o „rusofobii” i „atakach na Kościół”. U podstaw obecnego procesu leży przede wszystkim interes polityczny Putina, realizowany poprzez narzędzie, jakim jest Rosyjski Kościół Prawosławny. W rękach kagiebowskich ludobójców jest to narzędzie niezwykle groźne, o czym świadczy m.in. niedawna deklaracja jednego z czołowych przedstawicieli Patriarchatu Moskiewskiego, który przyznał, że „Rosyjska Cerkiew liczy na to, że prawosławne narody zmienią ludzkość, a w szczególności oblicze Starego Kontynentu. Cywilizacja wschodniego chrześcijaństwa powinna zjednoczyć swoje siły w obronie tradycyjnych wartości, stojących u podstaw kultury europejskiej”.
Tego rodzaju zjednoczenie pod patronatem KGB - najbardziej zbrodniczej organizacji świata - dokonywane z pogwałceniem prawdy historycznej, praw ludzkich i boskich, jest drogą agresywnej ekspansji i wiedzie wprost do haniebnego zniewolenia społeczeństw i narodów. Jest „pojednaniem” poprzez strzał w potylicę – jedną formą zażegnywania sporów, jaką znają ludobójcy. 
Polski prezydent Lech Kaczyński, w niewygłoszonym w dniu 10 kwietnia przemówieniu, miał powiedzieć:
Nie da się budować trwałych relacji na kłamstwie. Kłamstwo dzieli ludzi i narody. Przynosi nienawiść i złość. Dlatego potrzeba nam prawdy. Racje nie są rozłożone równo, rację mają Ci, którzy walczą o wolność. My, chrześcijanie wiemy o tym dobrze: prawda, nawet najboleśniejsza, wyzwala. Łączy. Przynosi sprawiedliwość. Pokazuje drogę do pojednania”.
Te słowa powinny nam przypominać, że farsa „wspólnego orędzia” oraz polityczny wymiar wizyty Cyryla I w Polsce  nie mogą przysłonić obecnych relacji polsko-rosyjskich ani zmusić nas do rezygnacji z dochodzenia prawdy o śmierci naszych rodaków.
Słowa te niosą potwierdzenie, że piewcy fałszywego „pojednania” przegrają – bo „nie da się budować trwałych relacji na kłamstwie”.


Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie




Wcześniejsze teksty na ten temat:

POJEDNANIE Z CERKWIĄ PUTINA:

TAKTYKA KOMPROMISU-TAKTYKA ZDRADY:


PRZECIWKO "POJEDNANIU":

JAK KAMIEŃ NAGROBNY:

CZY TRZEBA BYŁO MOCNIEJSZYCH SŁÓW?

POJEDNANIE ZE SZCZEGÓLNYM BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM:

DROGA DO CERKWI:

czwartek, 24 maja 2012

SŁUŻBY WOKÓŁ SMOLEŃSKA

Gdybyśmy mieli wskazać scenę, która być może najtrafniej charakteryzuje postawę służb specjalnych wobec tragedii smoleńskiej, należałoby otworzyć książkę Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego zatytułowaną „Musieli zginąć” i przeczytać opisy dwóch wydarzeń. Pierwsze dotyczy zachowań funkcjonariuszy BOR-u, wysłanych przed 10 kwietnia do Smoleńska, by chronili prezydenta Polski. Autorzy książki cytują słowa jednego z funkcjonariuszy BOR: „Poprzedniego dnia w hotelu ostro popili z Rosjanami. Cały BOR o tym mówił zaraz po tragedii, podobnie jak o autach dla prezydentów – że kolumny samochodowej dla głowy państwa nie podstawiono. Jeden z chłopaków ma – jak sądzę jego zachowanie w różnych sytuacjach – problemy z alkoholem. Dziwne, że go wysłano do Smoleńska”.
Druga ze scen miała miejsce dzień po tragedii smoleńskiej. Na stronie 183 książki można przeczytać: „w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego przy ul. Oczki w Warszawie urządzono suto zakrapianą alkoholem imprezę. Jeden z szefów Biura Kadr SKW miał się upić do nieprzytomności. Tylko dwaj oficerowie nie chcieli w niej uczestniczyć, poszli pod Pałac Prezydencki oddać hołd poległym pod Smoleńskiem”.
Wspólne libacje z kagebistami czy impreza zorganizowana dzień po tragedii, w czas narodowej żałoby – mogą szokować tylko tych, którzy żyją w przeświadczeniu, że służby III RP są profesjonalnymi formacjami wolnego państwa i zajmują się sprawami naszego bezpieczeństwa.  Gdyby taka opinia była choć w części uzasadniona – nie żylibyśmy dziś w stanie całkowitej kapitulacji i nie musieli znosić ciosów i upokorzeń ze strony reżimu pułkownika Putina.
Jeśli 10 kwietnia 2010 roku doszło do tragicznego zdarzenia, które totalnie obezwładniło i skompromitowało cały system bezpieczeństwa, a w wyniku tego zdarzenia państwo polskie dobrowolnie wyrzekło się części swoich zewnętrznych prerogatyw oraz zrezygnowało z istotnych składników suwerenności – stało się tak, ponieważ III RP już na początku swojej drogi została pozbawiona profesjonalnych i propaństwowych służb.
Na mocy paktu komunistycznych kacyków z wyselekcjonowaną opozycją zastąpiono je zgrają  pospolitych sowieciarzy z przestępczych organizacji zwanych „służbami PRL”, a nadając tym organizacjom nowe szyldy, kazano Polakom wierzyć, że zyskali służby specjalne wolnego i niepodległego państwa.
Tymczasem służby te stanowiły integralny element megasłużb sowieckich i nigdy nie posiadały autonomii działania. Były zaledwie ekspozyturą służb ZSRR na obszar PRL-u, realizując wyłącznie interesy okupanta i strzegąc władzy namiestników sowieckich. Działania ludzi policji politycznej PRL nie miały zatem nic wspólnego z zadaniami wywiadów wolnego świata. Nie obejmowały ochrony bezpieczeństwa państwa i obywateli i nie strzegły jego suwerenności. Ta „pierworodna skaza”, już na starcie III RP przesądziła o jakości i roli służb.
Ponieważ po roku 1989 szkoleniem nowych kadr zajmowali się wyłącznie funkcjonariusze bezpieki i oni również obsadzali kierownicze stanowiska w służbach- na działaniach agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych III RP ciąży nadal esbecki model funkcjonowania i związana z nim mentalność. 
Pijacka komitywa z kagebistami czy urządzanie libacji w czasie największej żałoby narodowej wydaje się zatem czymś w pełni naturalnym dla ludzi służb III RP – wyrosłych z tradycji megasłużb sowieckich, kierowanych lub inspirowanych przez funkcjonariuszy podległych ongiś Moskwie. Od moralnej oceny tych sytuacji, ważniejsza jednak wydaje się opinia na temat działań służb w okresie poprzedzającym tragedię smoleńską.
Nawet powierzchowna analiza tematu wyraźnie wskazuje, że zdarzenie to przyniosło służbom III RP całkowitą kompromitację. Nie tylko dlatego, że nie potrafiły zapobiec katastrofie i profesjonalnie chronić życia prezydenta i najwyższych oficjeli -  ale przede wszystkim w związku z zachowaniami tych formacji przed i po 10 kwietnia.
Jeżeli skutki tragedii smoleńskiej możemy porównać do następstw zbrojnej agresji, w wyniku której ginie głowa państwa i całe dowództwo wojsk, a pozostała w kraju władza wykonawcza ogłasza całkowitą i bezwarunkową kapitulację – służbom specjalnym należałoby wówczas przypisać rolę tych, którzy pierwsi wywiesili białą flagę.
Stało się to na długo przed 10 kwietnia, gdy Polska znalazła się w centrum zainteresowania rosyjskiego wywiadu, a w polskim życiu publicznym zaczęły dominować postaci forsujące ideę „przyjaźni” z reżimem Putina. Stało się to wówczas, gdy przy zamkniętej kurtynie medialnej i wrzasku propagandy podejmowano obłędne decyzje polityczne i gospodarcze służące interesom moskiewskich ludobójców.
W czasie, gdy szef FBI Michael McConnell porównywał aktywność służb specjalnych Federacji Rosyjskiej do okresu „zimnej wojny”, zaś wywiady Czech, Gruzji, Słowacji i Łotwy alarmowały o wzmożonej aktywności agentury i służb rosyjskich – jedynie państwo zarządzane przez Donalda Tuska oraz służba kontrwywiadowcza Krzysztofa Bondaryka nie wykazywały najmniejszych oznak niepokoju o bezpieczeństwo Polski. Główna troska ABW dotyczyła wówczas znalezienia materiałów kompromitujących ludzi Komisji Weryfikacyjnej WSI oraz inwigilacji i działań operacyjnych przeciwko prezydentowi Polski
Do annałów osobliwość służb specjalnych przejdzie z pewnością ówczesny raport ABW na temat zamachu gruzińskiego, w którym służba Krzysztofa Bonadaryka w całości powieliła tezy rosyjskiej propagandy o rzekomej „prowokacji gruzińskiej”.
Gdy służby państw zachodnich ostrzegały, że w NATO aktywnie działa wywiad rosyjski, a prestiżowy tygodnik "The Ecoomist" przynosił informację o obsadzeniu rosyjskimi szpiegami przedstawicielstwa Rosji przy Pakcie Północnoatlantyckim– jedynie służby III RP zdawały się nie dostrzegać żadnych zagrożeń płynących z ekspansji rosyjskich „dyplomatów” i podejmowanych przez nich zabiegów o rozdzielenie wizyt prezydenta i premiera w Katyniu.
W tym samym czasie, gdy prezydent Rosji ogłaszał doktrynę wojskową uznającą NATO i nowe państwa sojuszu za największych wrogów Federacji, gdy po raz pierwszy od upadku ZSRR rosyjska armia dostała nieograniczone prawo na prowadzenie działań militarnych poza granicami oraz miliardy dolarów na zbrojenia, zaś wysoki przedstawiciel partii rządzącej Rosją uznał, że „gdyby nie Armia Czerwona, to Polacy byliby dziś służącymi i prostytutkami u Aryjczyków" – służby wojskowe III RP zastanawiały się, jak zatuszować zniknięcie szyfranta z WSI, a rząd Donalda Tuska konstruował prawo umożliwiające formacji „moskiewskich kursantów” powrót do czynnej służby i usilnie przepraszał kolejne „ofiary” Komisji Weryfikacyjnej.
To w słowach ostatniego szefa WSI  - „nie ma podstaw, aby wątpić w wiarygodność działań Rosjan. W tej chwili nie ma potrzeby używania służb, dlatego że poziom zaufania w tej konkretnej sprawie jest na tyle wysoki, że można pytać o wszystko " – znajdziemy najpełniej wyrażone stanowisko ludzi postpeerelowskich formacji w sprawie tragedii smoleńskiej. 
Gdybyśmy uznali, że służby wywiadowcze stanowią forpocztę w relacjach z sojusznikami – za znak zbliżających się czasów należałoby wskazać współpracę polskich służb z białoruskim KGB, datowaną od roku  2008, gdy wydano zakaz wjazdu do Polski Józefowi Porzeckiemu – wiceprezesowi zwalczanego przez Łukaszenkę Związku Polaków na Białorusi. Z kolei pod koniec 2009 roku służby III RP przekazały do KGB dane o transakcjach Białorusinów w naszym kraju – na tyle ważne, że białoruska bezpieka szantażowała tymi informacjami swoich obywateli oraz pracowników polskiego konsulatu w Grodnie. Ujawniony niedawno kazus Alesia Bialackiego był jedynie „wypadkiem przy pracy” potwierdzając, że współpraca z reżimem Łukaszenki trwała od dawna.
Ponieważ to służby specjalne rozpoznają sytuację międzynarodową i przygotowują grunt pod nowe sojusze – nie ulega najmniejszych wątpliwości, że proces „pojednania” polsko-rosyjskiego musiał być poprzedzony wielomiesięcznymi kontaktami ludzi specsłużb na wielu – jawnych i tajnych poziomach. Takie kontakty musiały być podejmowane w związku z wizytą Putina na Westerplatte w roku 2009, negocjowaniem kontraktu gazowego oraz na długo przed spotkaniem Tuska i Putina w Katyniu. O specyfice tych więzi nie dowiemy się z oficjalnych komunikatów, istnieją jednak mocne przesłanki, by dostrzec jak ścisła była to współpraca.
Może o niej świadczyć działalność Tomasza Turowskiego – wieloletniego funkcjonariusza komunistycznego wywiadu.
To tej postaci należy przypisać rolę inicjatora i moderatora procesu „zbliżenia” polsko-rosyjskiego. Wynika to z aktywności Turowskiego w latach 2007-2010 oraz jego bliskich związków z moskiewską Akademią Ekonomii i Prawa (MAEiP) i powołaniem do życia tzw. Klubu Polskiego w Moskwie. W marcu 2008 roku powstał Klub Rosyjski w Warszawie, założony pod patronatem byłego ambasadora PRL w Moskwie Stanisława Cioska, prezesa Stowarzyszenia "Polska-Wschód" (wcześniejsza nazwa: Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej) Stefana Nawrota oraz „przyjaciela uczelni” Tomasza Turowskiego. Zwieńczeniem działalności ambasadora tytularnego były wydarzenia kończące rok 2010. Podczas wizyty w Polsce prezydenta Rosji Miedwiediewa, Warszawę odwiedziła również delegacja MAEiP i 6 grudnia w Pałacu Kultury i Nauki – w obecności Turowskiego - odbyło się wspólne posiedzenie „Klubu Rosyjskiego” w Warszawie i „Klub Polskiego” w Moskwie. Oficjalny komunikat głosił, iż „w oparciu o zasady dobrego sąsiedztwa i pojednania, podpisano porozumienie w sprawie utworzenia na ich bazie, "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Warszawie i "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Moskwie”. 25 marca 2011 r uchwalono ustawę o powołaniu Centrum, nadając mu kompetencje instytucji rządowej odpowiedzialnej za zadekretowanie „przyjaźni polsko-rosyjskiej”.
Nie ulega wątpliwości, że Tomasz Turowski był jednym z najaktywniejszych architektów tego procesu, a jego działalność przerwała dopiero publikacja Cezarego Gmyza na temat przeszłości ambasadora.
Gdy przed dwoma miesiącami, Sąd Apelacyjny w Warszawie uwolnił Turowskiego od zarzutu „kłamstwa lustracyjnego” i uznał, iż  "sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu, a postępowanie lustracyjne nie powinno się odbyć" – w tle tego wyroku pojawiła się kwestia współpracy ambasadora tytularnego ze służbami III RP. Konkluzja wyroku mogła bowiem wskazywać, że  ten były oficer Departamentu I SB MSW i wieloletni watykański „nielegał” jest nadal funkcjonariuszem lub współpracownikiem Agencji Wywiadu. Mając na uwadze rodowód służb III RP - taka informacja nie byłaby zaskakująca. 
Gdyby tak w istocie było, należałoby całkowicie zweryfikować ocenę aktywności Turowskiego w latach 2007-2010 oraz w zupełnie innym świetle spojrzeć na jego rolę w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Jeśli służby sowieckie, a później rosyjskie doskonale znały pełne dossier agenta „Orsoma” – jego nagłe skierowanie na moskiewską placówkę należałoby raczej oceniać jako formę nawiązania głębokiej współpracy służb III RP ze służbami Federacji Rosyjskiej. Wówczas pojawia się pytanie o rolę Agencji Wywiadu i innych tajnych formacji III RP w wielomiesięcznym procesie „zacieśniania” przyjaźni polsko-rosyjskiej oraz w przygotowaniach zmierzających do tragicznego lotu. Odpowiedź na pytanie: jaką misję wypełniał Tomasz Turowski - mogłaby przynieść rozstrzygnięcie w kwestii określenia środowisk  odpowiedzialnych za śmierć prezydenta i polskiej elity oraz wiedzę o rzeczywistej roli służb specjalnych.


Artykuł opublikowany w nr 4/2012 miesięcznika „Nowe Państwo”

środa, 29 lutego 2012

BRATERSTWO WYROSŁE Z KRWI

Wczorajszy wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie Tomasza Turowskiego, może stanowić jedno z najważniejszych wydarzeń przybliżających nas do oceny okoliczności związanych z tragedią smoleńską.
Orzeczenie S.A. zdaje się potwierdzać, że postać ambasadora tytularnego w Moskwie stanowi klucz do zrozumienia procesów zapoczątkowanych na długo przed dniem 10 kwietnia 2010 roku.
Tomaszowi Turowskiemu możemy przypisać rolę inicjatora i moderatora procesu „zbliżenia” polsko-rosyjskiego. Wynika to z jego aktywności w latach 2007-2010 i bliskich związków z moskiewską Akademią Ekonomii i Prawa (MAEiP). Tuż po zwycięstwie wyborczym Platformy Obywatelskiej, z inicjatywy MAEiP powołano do życia tzw. Klub Polski w Moskwie. Inicjatywie patronował rektor MAEiP Władymir Bujanow, który od lat próbował wiązać swoją placówkę z polskimi uczelniami. Tomasz Turowski -  jako ambasador tytularny w Moskwie oraz doradca szkół wyższych, prowadził w tym czasie ożywioną działalność na rzecz integracji środowisk uniwersyteckich. Jego bliskie związki z MAEiP zaowocowały podpisaniem umów o współpracy z polskimi uczelniami, m.in. z Uniwersytetem Warszawskim. W marcu 2008 roku powstał Klub Rosyjski w Warszawie, założony pod patronatem byłego ambasadora PRL w Moskwie Stanisława Cioska, prezesa Stowarzyszenia "Polska-Wschód" (wcześniejsza nazwa: Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej) Stefana Nawrota oraz „przyjaciela uczelni” Tomasza Turowskiego.
Zwieńczeniem działalności ambasadora tytularnego były wydarzenia kończące rok 2010. Podczas wizyty w Polsce prezydenta Rosji Miediwiediewa, Warszawę odwiedziła również delegacja MAEiP. Zapowiedziano podpisanie kolejnej umowy o współpracy, (tym razem z Wyższą Szkołą Menedżerską w Warszawie) zaś 6 grudnia w Pałacu Kultury i Nauki – w obecności Turowskiego - odbyło się wspólne posiedzenie „Klubu Rosyjskiego” w Warszawie i „Klub Polskiego” w Moskwie. Oficjalny komunikat głosił, iż „w oparciu o zasady dobrego sąsiedztwa i pojednania, podpisano porozumienie w sprawie utworzenia na ich bazie, "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Warszawie i "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Moskwie”.
Obecna władza w błyskawicznym tempie przeforsowała specjalną ustawę o powołaniu takiego Centrum, nadając mu uprawnienia instytucji rządowej odpowiedzialnej za zadekretowanie „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. Cele działalności Centrum są niemal identyczne z treścią zarządzeń ministrów spraw wewnętrznych PRL z 1975 i 1989 roku, w sprawie ustalenia statutu TPPR Choć projekt ustawy wpłynął do Sejmu w dniu 3 grudnia 2010 roku, to już 25 marca 2011 została ona uchwalona. Za przyjęciem był cały klub PO i PSL, przeciwko 138 posłów PiS-u. W kwietniu 2011 ustawę podpisał Bronisław Komorowski.
Nie ulega wątpliwości, że Tomasz Turowski był jednym z najaktywniejszych architektów tego procesu, a jego działalność przerwała dopiero publikacja Cezarego Gmyza na temat agenturalnej przeszłości ambasadora.
 Moskiewska MAEiP – z którą łączyły Turowskiego bardzo bliskie związki, jest – nawet jak na warunki rosyjskie – bardzo szczególną uczelnią.
Pielęgnuje się w niej „tradycje ZSRR”, „dzieła Wojny Ojczyźnianej” i wojny afgańskiej oraz pamięć weteranów Armii Czerwonej. W ramach Akademii działają m.in. kluby patriotyczne „Pamięć” oraz klub przyjaźń rosyjsko-wietnamskiej, a częstymi gośćmi uczelni są sowieccy generałowie i delegacje KC Komunistycznej Partii Wietnamu. W gronie wykładowców uczelni znajdziemy wielu pracowników rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, weteranów GRU i KGB oraz tak egzotyczne postaci, jak minister spraw zagranicznych rządu Republiki Beninu, czy ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Republiki Socjalistycznej Wietnamu.
Podstawowe pytanie, jakie pojawia się przy okazji aktywności Turowskiego dotyczy ustalenia pozycji, z jakiej prowadził swoją szczególną działalność. Z oświadczenia MSZ, wydanego po ujawnieniu przeszłości Turowskiego wynika bowiem, że został on przywrócony do służby dyplomatycznej 14 lutego 2010 roku, po trzyletniej przerwie i natychmiast skierowany do Moskwy na stanowisko kierownika wydziału politycznego ambasady RP. W jakim charakterze występował zatem Tomasz Turowski w latach 2008-2010, działając jako „akuszer” polsko-rosyjskiego „pojednania”? Nie był wówczas urzędnikiem polskiego MSZ ani pracownikiem ambasady w Moskwie.  Warto przypomnieć, że po powrocie do Polski w roku 2005, Turowski pracował w MSZ jako radca-minister w dyspozycji Biura Kadr i Szkolenia oraz radca-minister w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Od lutego do maja 2007 roku pełnił funkcję ambasadora tytularnego w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Z  informacji przekazanych przez ministerstwo wynika, ż, trzy miesiące po tym awansie, nastąpiło "rozwiązanie stosunku pracy w MSZ".
Jeśli zatem wytłumaczyć jego wspólne wizyty w MAEiP z ambasadorem Bahrem czy rolę „eksperta ministerstwa” podczas uczelnianego wykładu z kwietnia 2009 roku? Kogo wówczas reprezentował Turowski i w jakim charakterze „zacieśniał” przyjaźń polsko-rosyjską?
Myślę, że również w tym zakresie wczorajsze orzeczenie Sądu Apelacyjnego przynosi podpowiedź.
Z doniesień prasowych wynika, że SA uwzględnił apelację pełnomocników Turowskiego, którzy wnosili o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym uznano ambasadora tytularnego za „kłamcę lustracyjnego” i zakazano mu na 3 lata pełnienia funkcji publicznych.  Zdaniem mediów - z tajnego uzasadnienia wyroku SA ujawniono tylko dwa zdania o tym, że "sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu, a postępowanie lustracyjne nie powinno się odbyć".
Nieco więcej informacji można wyczytać z {również tajnego) uzasadnienia Sądu Okręgowego z 10.10.2011 r., w którym napisano:   „Nie można wykluczyć, że zaszła sytuacja nielojalności państwa wobec swojego funkcjonariusza, który został postawiony w sytuacji bez wyjścia”.
W świetle powyższych stwierdzeń, uwolnienie Tomasza Turowskiego od zarzutu „kłamstwa lustracyjnego” może wskazywać, że ten były oficer Departamentu I SB MSW i wieloletni watykański „nielegał”, nadal jest funkcjonariuszem lub współpracownikiem w czynnej służbie i pracuje dla Agencji Wywiadu III RP. Gdyby tak było, Turowski winien  złożyć do zbioru zastrzeżonego IPN tajną "Deklarację o pracy lub służbie w organach bezpieczeństwa państwa",  do której dostęp ma wyłącznie "osoba wyznaczona" przez szefa służby. Jeśli Turowski nie złożył takiej deklaracji lub nie trafiła ona do zbioru zastrzeżonego, IPN, działając  na podstawie pozyskanych materiałów - miał prawo zakwestionować jego oświadczenie lustracyjne i wystąpić z wnioskiem do sądu. Jeśli deklaracja znajdowała się w zbiorze zastrzeżonym, a IPN o tym nie wiedział – doszło do dekonspiracji czynnego funkcjonariusza Agencji Wywiadu. 
 Przypomnę, że taką tezę postawiła przed kilkoma miesiącami„Gazeta Wyborcza” , sugerując, że Turowski był funkcjonariuszem lub współpracownikiem AW, a jego praca w MSZ (od 1993r) stanowiła „przykrycie” dla działalności wywiadowczej. Dowodem miał być również fakt, że Rosjanie już raz - w 1998 r. - podejrzewali Turowskiego o działalność agenturalną, a jego nazwisko znalazło się na liście 19 polskich dyplomatów "biorących udział w działalności wywiadowczej na terenie krajów WNP".
Nietrudno zrozumieć, że wczorajsze orzeczenie Sądu Apelacyjnego może potwierdzać, że ambasador tytularny  działał w III RP jako czynny oficer lub współpracownik Agencji Wywiadu.
Gdyby tak było, należałoby całkowicie zweryfikować ocenę aktywności Turowskiego w latach 2007-2010 oraz w zupełnie innym świetle spojrzeć na jego rolę w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Ponieważ trudno przypuszczać, by służby sowieckie, a później rosyjskie, nie znały pełnego dossier agenta „Orsoma” – jego nagłe skierowanie na moskiewską placówkę należałoby raczej oceniać, jako nawiązanie szczególnej formy współpracy między służbami III RP, a służbami Federacji Rosyjskiej. Wówczas pojawia się pytanie o rolę Agencji Wywiadu, a generalnie, tajnych służb III RP w całym, wielomiesięcznym procesie „zacieśniania” przyjaźni polsko-rosyjskiej oraz w przygotowaniach zmierzających do tragicznego lotu. Odpowiedź na pytanie: jaką misję wypełniał w tym okresie Tomasz Turowski - może przynieść zasadnicze rozstrzygnięcie również w kwestii odpowiedzialności za śmierć Prezydenta i polskiej elity.  
Teza, iż ambasador Turowski był czynnym oficerem polskich służb musi prowadzić do wniosków, przy których bledną dotychczasowe ustalenia w sprawie tragedii smoleńskiej , zaś refleksja wynikająca z tej informacji otwiera nas na rzeczywistość, którą tylko niewielu z nas potrafiłoby podźwignąć...


Linki:




Tomasz Turowski podczas wywiadu, jakiego udzielił w dniu 12 kwietnia 2010 roku rosyjskiemu radiu FINAM FM. Powiedział: „I Rosja, i Polska należą [...] do tej samej ogromnej judeo-chrześcijańskiej tradycji, a wielkie rzeczy w tej tradycji zawsze rodziły się we krwi. I jestem pewien, że z tej krwi wyrośnie to, na co my wszyscy czekamy - nowe, dobre stosunki pomiędzy Polską i Rosją”.  


czwartek, 31 marca 2011

POKOLENIA PRZYJACIÓŁ ROSJI



Kwiecień 2010 roku musiał być dla rosyjskich służb specjalnych jednym z najbardziej pracowitych miesięcy. W tym samym czasie, gdy wokół pułapki smoleńskiej rozkręcała się kampania dezinformacji, Rosja pilnowała przebiegu krwawej rewolucji w dalekim Kirgistanie. Dla wielu  obserwatorów sceny politycznej było jasne, że usunięcie prezydenta Bakijewa stanowiło karę za paktowanie z Amerykanami w  sprawie bazy lotniczej Manas, a płk Putin postanowił wymienić nazbyt samodzielnego satrapę i pokazać światu, kto sprawuje władzę w tym rejonie Azji Środkowej. Przyszło mu to tym łatwiej, że Kirgistan jest krajem niemal całkowicie zależnym od Rosji, a wszelkie formy aktywności publicznej i politycznej są w pełni kontrolowane. Od lat też Rosja dba, by nowe pokolenia Kirgizów wyrastały na obywateli przyjaźnie nastawionych do wielkiego sąsiada i wykazywały zrozumienie dla dominującej roli Moskwy.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, na straży podległości sowieckich republik i krajów satelickich stała Armia Czerwona, sowieckie służby i lokalna agentura. Dziś nie wydaje się to już konieczne, skoro Kreml doskonale rozwinął równie skuteczne narzędzia wpływów, a rolę „sowieckich doradców” przejęli menadżerowie rosyjskich koncernów. Jedna z największych uczelni Kirgizji – Kirgisko-Rosyjski Słowiański Uniwersytet (KRSU) w Biszkeku od lat korzysta ze wsparcia  Gazprom Neft-Asia, a przyznawane przez rosyjski koncern rozliczne  stypendia naukowe i socjalne pozwalają Rosjanom prowadzić niezwykle efektywną „politykę wychowawczą”. To dzięki rosyjskiej firmie, młodzi Kirgizi mogą zdobywać wyższe wykształcenie, a szczególnie utalentowani odbywają szkolenia na rosyjskich uczelniach, otrzymując przez cały okres nauki ufundowane przez Gazprom stypendia. Tak zdobyte wykształcenie daje szansę, że po powrocie do kraju absolwent zostanie zaliczony do kirgiskiej elity i  znajdzie lukratywne zajęcie. Ponieważ studia na wyższych uczelniach Kirgistanu są wyjątkowo drogie, a całe szkolnictwo wyższe płatne, system stypendialny Gazpromu w tym małym i skorumpowanym państwie spełnia tę samą rolę, jaką przed laty spełniały rezydentury KGB.
Przykład Kirgistanu wart jest dostrzeżenia, gdy uświadomimy sobie, że metody pozyskiwania agentury, w tym tej najcenniejszej - agentury wpływu, nie muszą być związane wyłącznie z aktywnością oficerów wywiadu, a rosyjska strategia ekspansji, twórczo rozwinięta przez Putina, nakłada również obowiązki na wielkie koncerny energetyczne i rosyjskie firmy państwowe.  
Z ujawnionej niedawno przez Wikileaks notatki amerykańskiego dyplomaty ze spotkania z wysokim przedstawicielem Gazpromu wynika, że do celów rosyjskiego koncernu należy "uzyskanie maksymalnej kontroli nad globalnymi zasobami energetycznymi". Firma jest ponadto narzędziem polityki socjalnej, a jej priorytety to zaopatrywanie w gaz samych Rosjan oraz "wypełnienie pewnych socjalnych zobowiązań". Przedstawiciel Gazpromu opisał swoją firmę jako socjalistycznego monopolistę. Na tym jednak nie kończy się misja koncernu. Co najmniej od kilku lat, jest on jednym z najważniejszych narzędzi rosyjskiej polityki zagranicznej, służąc utrwalaniu dotychczasowej strefy wpływów oraz odzyskaniu przez Moskwę mocarstwowej pozycji. To m.in. dzięki Gazpromowi rosyjska ropa i gaz stanowi broń równie skuteczną, jak w czasach Związku Sowieckiego stanowiły czołgi i rakiety Czerwonej Armii, a szefowie koncernu prowadzą politykę służącą interesom kremlowskich „siłowików”. O tym, że Gazprom nie jest tradycyjną firmą nastawioną na zysk, świadczy udział w przedsięwzięciach niedochodowych, jak Nord Stream czy projektu budowy linii kolei magnetycznej Berlin - Moskwa biegnącej przez Białoruś i Polskę. W pierwszym przypadku, mamy do czynienia z „ekonomicznym paktem Ribbentrop-Mołotow”, w drugim - z ustanowieniem kolejnego (obok gazociągu Jamał) eksterytorialnego korytarza do Niemiec i Europy Zachodniej. Oba są projektami politycznymi, w których zysk zdefiniowano w perspektywie rosyjskiej ekspansji na Europę. 
O rzeczywistym znaczeniu Gazpromu nie świadczą niekorzystne dla firmy wskaźniki ekonomiczne, lecz walory, jakich nie posiada żadna inna spółka. To dzięki nim, Gazprom mógł w roku 2005 powierzyć stanowisko szefa rady nadzorczej Nord Stream Gerhardowi Schröderowi i obsadzić konsorcjum ludźmi Stasi, a na początku 2008 zaproponować Romano Prodiemu, „człowiekowi KGB we Włoszech”, by stanął na czele spółki budującej gazociąg South Stream. Możliwość wykorzystania aktywów sowieckich megasłużb jest atrybutem, jakiego nie posiadają żadne firmy energetyczne, a podążające za koncernem zastępy agentów nadal wykonują robotę na rzecz swoich dawnych mocodawców.
Przykład Kirgistanu wart jest wspomnienia również dlatego, że podobną strategię działania Gazprom planuje w Polsce. „Miejmy nadzieję, że w Polsce wejdzie w życie nowe pokolenie, które nie ma uprzedzeń. Ono być może zrozumie, że Polska musi szukać przyjaciół nie tylko w Ameryce, ale także w Rosji" - pisał we wrześniu 2009 roku komentator agencji Interfax po wizycie premiera Putina na Westerplatte.
Trudu wychowania nowego pokolenia „przyjaciół Rosji” podjął się Gazprom, fundując stypendia doktoranckie dla młodych naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego. Dzięki umowie, podpisanej z Uniwersytetem w maju 2010 r., Gazprom Export i EuroPol Gaz stali się na początek fundatorami 18 stypendiów. W programie stypendialnym mają uczestniczyć młodzi naukowcy prowadzący badania „na temat stosunków polsko-rosyjskich w wymiarze politycznym, gospodarczym lub kulturowym”. Choć wytłumaczeniem dla tego typu działań ma być poszukiwanie środków na dalszy rozwój kadry naukowej, trudno nie dostrzec konsekwencji sponsorowania polskich naukowców przez rosyjską „firmę specjalnego znaczenia”.
Zadziwiająco, a miejscami szyderczo muszą brzmieć zapewnienia dyrektora generalnego Gazpromu Aleksandra Miedwiediewa, gdy przekonuje, że firma „nie szkoli rosyjskich agentów”, a „program stypendialny jest wielkim wysiłkiem skierowanym na poprawę relacji polsko-rosyjskich”. Szyderczo, ponieważ w zakres tych samych wysiłków służących „poprawie stosunków”, Miedwiediew zalicza zawarcie skrajnie niekorzystnej umowy gazowej z Polską, zapisanej już w historii, jako haniebny symbol wasalnych i asymetrycznych stosunków między Warszawą, a Moskwą. Wydaje się też, że szef Gazpromu zapomniał, iż w roku 2005 jego koncern otrzymał polecenie od ówczesnego prezydenta Putina, by nowa strategia eksportowa Gazpromu zmierzała do przejmowania przez firmę udziałów w spółkach gazowniczych i elektroenergetycznych, w zamian za przedłużenie kontraktów na dostawy gazu. W zgodzie z tą strategią, na początku 2009 roku Gazprom wymusił od rządu Donalda Tuska renegocjację umowy rządowej z 1993 roku i przejął władzę w spółce zarządzającej polskim odcinkiem Jamalu. Tak dalece płk Putin musiał być pewny swojej strategii, że w lipcu 2009 roku rząd rosyjski postanowił nie podnosić podatków od Gazpromu, które w latach 2010-12 miały przynieść budżetowi 1,5 do 2 mld dolarów rocznie. Ponieważ dodatkowe dochody zostały już zaplanowane w budżecie Rosji, Gazprom obiecał, że zapewni je rządowi, zwiększając eksport gazu i podnosząc jego ceny dla zagranicznych odbiorców. Zawarcie umowy z Polską, w imię „poprawy stosunków”, pozwoliło firmie wypełnić to zobowiązanie.
Prawdą jest natomiast, że Gazprom nie musi szkolić rosyjskich agentów. To zadanie ostatecznie wykonują ludzie z Łubianki, a o najcenniejsze wpływy agenturalne w Polsce zadbał już w latach 80. gen. Witalij Pawłow. Okres ostatniego dwudziestolecia służył tylko  umocnieniu tych wpływów.
Dyrektor Gazpromu wyjawił natomiast, jak będzie wyglądała dalsza strategia rosyjskich podbojów i warto potraktować ten głos z najwyższą uwagą.  Następnym krokiem – napisał Miedwiediew, jest odejście od kontraktów biznesowych i rozpoczęcie wymiany kulturalnej i akademickiej. Właśnie dlatego inwestujemy w młodych ludzi z nadzieją, że będą kontynuować budowanie lepszych relacji pomiędzy naszymi krajami, by pomóc nam przezwyciężyć zimnowojenne stereotypy”.
Mamy zatem do czynienia ze śmiałym, choć nie nowatorskim wytyczeniem kierunków  długofalowej strategii kremlowskich siłowików. Dotychczas bowiem, sowieckie rezydentury prowadziły energiczne kampanie werbunkowe na niemal wszystkich uniwersytetach „wolnego świata”. Zwabieni do „rewolucyjnego podziemia”, otumanieni lewackim bełkotem i „walką z faszyzmem”, młodzi ludzie z wpływowych rodzin zasilali następnie struktury państwowe USA, Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec. Wielu z nich przyniosło potem chlubę swoim oficerom prowadzącym i polityczne zyski swojej przybranej ojczyźnie.  „Piatiorka z Cambridge”, czyli Kim Philby, Guy Burgess, Anthony Blunt, Donald Maclean oraz John Cairncross nie byli jedynymi, głęboko ukrytymi agentami Kremla, zwerbowanymi podczas studiów uniwersyteckich. Można sądzić,  że wielu, prawdziwie cennych agentów nadal nie zostało zidentyfikowanych, a niektórych nazwisk nie poznamy nigdy.
Również zapowiedź „przezwyciężania zimnowojennych stereotypów” nie jest niczym nowym, jeśli pamiętać, że już po 1945 roku agenci Moskwy przystąpili do budowania sieci organizacji międzynarodowych sterujących opinią publiczną, by wymienić tylko: Światową Federację Młodzieży Demokratycznej, Międzynarodową Demokratyczną Federację Kobiet, Międzynarodową Organizację Dziennikarzy, Międzynarodową Organizacja Radia i Telewizji, Międzynarodowy Związek Studentów, itp. Wiele z nich, stosując retorykę „walki o pokój” wiernie służyło interesom Kremla.
Jest jednak w cytowanej wypowiedzi Miedwiediewa nowy, ważny wątek dotyczący „rozpoczęcia wymiany kulturalnej i akademickiej”. Brzmi sensownie i całkiem nieszkodliwie, bo kto we współczesnej „globalnej wiosce” podważałby potrzebę kontaktów akademickich i kulturowych?
Warto zatem dostrzec, że przez ostanie trzy lata identyczny cel przyświecał działaniom Tomasza Turowskiego - moderatora procesów „zbliżenia” polsko-rosyjskiego, zdekonspirowanego jako komunistyczny szpieg i wieloletni oficer megasłużb sowieckich. W latach 2007-2010 Turowski, występując jako ambasador tytularny w Moskwie oraz doradca szkół wyższych, prowadził ożywioną działalność na rzecz integracji środowisk uniwersyteckich.   Jego bliskie związki z  moskiewską Akademią Ekonomii i Prawa (MAEiP) zaowocowały podpisaniem  szeregu umów o współpracy tej uczelni z Akademią Humanistyczną im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, Wyższą Szkołą Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie czy Wyższą Szkołą Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu. W listopadzie 2008 roku, Turowski asystował przy podpisaniu umowy o współpracy MAEiP z Uniwersytetem Warszawskim. Umowa zakładała m.in. powołanie na UW nowego wydziału prawa rosyjskiego, wymianę publikacji prac naukowych oraz wymianę wykładowców, studentów i doktorantów uczelni partnerskich. Nie wiadomo, czy i na ile ten fakt zaważył o późniejszym podpisaniu umowy stypendialnej z Gazpromem.
Moskiewski MAEiP należy do uczelni kultywujących tradycje ZSRR, „dzieła Wojny Ojczyźnianej” i wojny afgańskiej oraz pamięć weteranów Armii Czerwonej. W gronie wykładowców i profesorów znajdziemy pracowników rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz weteranów służb sowieckich. Do bardziej znanych absolwentów tej uczelni, można zaliczyć kuzyna obecnego premiera Rosji, Igora Putina.
W październiku 2007 roku Moskiewska Akademia powołała do życia tzw. Klub Polski w Moskwie. W deklaracji założycielskiej klubu napisano.: „Z zadowoleniem zauważamy, że charakter współczesnych relacji między naszymi narodami jest w pełni zgodny z podstawowymi interesami Rosji i polskiej młodzieży. Uważamy, że naszym obowiązkiem jest dalszy rozwój i wzmocnienie tradycyjnej przyjaźni i wielowymiarowej współpracy między uczniami i nauczycielami z rosyjskimi i polskimi.”
Pięć miesięcy później, 10 marca 2008 roku, z inicjatywy uczelni moskiewskiej i jej polskich partnerów powstał Klub Rosyjski w Warszawie, któremu patronowali m.in. były ambasador PRL w Moskwie Stanisław Ciosek, prezes Stowarzyszenia "Polska-Wschód" (wcześniejsza nazwa: Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej) Stefan Nawrot oraz „przyjaciel uczelni” Tomasz Turowski. Zwieńczeniem działalności Turowskiego, jako rzecznika integracji środowisk uniwersyteckich, są wydarzenia kończące rok 2010, gdy 6 grudnia odbyło się wspólne posiedzenie „Klubu Rosyjskiego” w Warszawie i „Klub Polskiego” w Moskwie. Oficjalny komunikat głosił, iż „w oparciu o zasady dobrego sąsiedztwa i pojednania, podpisano porozumienie w sprawie utworzenia na ich bazie, "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Warszawie i "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Moskwie”. Wśród głównych celów działania „Centrów” wymieniono: „wspieranie współpracy w zakresie szkolnictwa wyższego, nauki i kultury, wymianę młodzieży i studentów” oraz „realizację wspólnych projektów i programów w dziedzinie edukacji i nauki”.
Trudno przypuszczać, by związek między aktywnością Tomasza Turowskiego, moskiewskiej uczelni oraz kręgami „rosyjskich przyjaciół”, a „planami inwestycyjnymi” Gazpromu, był dziełem przypadku. W tak strategicznych kwestiach polityka Putina nie pozostawia miejsca na koincydencję, a wszystkie struktury formalne i nieformalne zostają podporządkowane jednemu dążeniu.
Nie sposób nie zauważyć, że wspólnym celem tych działań jest polska młodzież i polskie środowiska uniwersyteckie, a zatem te grupy społeczne, które w znacznym stopniu decydują  o kierunkach rozwoju i naszej przyszłości.
„Właśnie dlatego inwestujemy w młodych ludzi z nadzieją, że będą kontynuować budowanie lepszych relacji pomiędzy naszymi krajami, by pomóc nam przezwyciężyć zimnowojenne stereotypy” – wyjawił Aleksander Miedwiediew.
Trzeba te słowa odebrać jako zapowiedź realnego, zasadniczego zagrożenia. Nie tylko ze względu na perspektywę działań werbunkowych w środowiskach uniwersyteckich i groźbę pozyskiwania cennej agentury wpływu. W tym dążeniu chodzi o rzecz znacznie poważniejszą – o intencję kreowania nowego pokolenia „przyjaciół Rosji” i wpływania na postawy ludzi niedoświadczonych i podatnych na demagogię. Dziś, tylko niewielka część Polaków rozumie, na czym polega „budowanie lepszych relacji” w wykonaniu putinowskiego reżimu, a jeszcze mniej pamięta, jaki „model wychowawczy” narzucali nam sowieccy okupanci. Większość ludzi młodych jest całkowicie bezbronna wobec rosyjskiej strategii, ponieważ dwie dekady III RP wykorzystano na stworzenie pokolenia historycznych analfabetów. Nawet, jeśli przykład Kirgizji wyda się daleki od polskich realiów, stanowi mocny znak ostrzeżenia przed skutkami kremlowskiej polityki..  
Fałszywe przesłanki propagandowego procesu pojednania, zainicjowanego nad smoleńskimi trumnami, demaskują prawdziwe intencje Rosjan. Są one tym groźniejsze, że korzystają ze wsparcia „firm specjalnego znaczenia” i wrogiej, doskonale ulokowanej agentury, a kierują się w stronę młodego pokolenia Polaków, by za fasadą „wymiany kulturalnej i akademickiej”  poszerzać obszar kolonialnej dominacji.


Artykuł zamieszczony w Gazecie Polskiej nr 13/2011


czwartek, 17 marca 2011

KADRY I AKTYWA

W raporcie z maja 1992 roku, opracowanym przez Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych rządu  Jana Olszewskiego znalazł się następujący fragment:
Stwierdzono fakty piastowania przez byłych tajnych współpracowników służb specjalnych PRL wysokich i odpowiedzialnych stanowisk w parlamencie, administracji państwowej. Kancelarii Prezydenta i we władzach sądowniczych. Ustalono obecność tego typu ludzi w kierownictwach niemal wszystkich liczących się partii politycznych, w państwowych środkach masowego przekazu, bankach, służbie dyplomatycznej i instytucjach gospodarczych. Wszystkie te osoby mogą być bardzo łatwymi obiektami szantażu zmierzającego do wymuszenia na ich decyzji przynoszących krajowi niepowetowane szkody: polityczne, materialne i moralne.”
Choć od sporządzenia tego dokumentu minęło blisko 20 lat, w strukturach państwowych III RP nadal działa rzesza „zaufanych wśród przyjaciół” i niemniej liczna grupa tajnych współpracowników i oficerów komunistycznej bezpieki. Wciąż zatem aktualne są zagrożenia, o których wspomina raport z 1992 roku. Swoistą stajnią Augiasza, w której czas zatrzymał się na poziomie „czerwonych dynastii” wydaje się służba dyplomatyczna. Doskonale trzymają się tam stare struktury, a za granicą reprezentują nas ludzie minionego systemu, zaangażowani w aktywną obronę komunizmu i sojuszu z ZSRR. Od chwili ogłoszenia procesu „pojednania” z reżimem Putina, kluczową placówką dyplomatyczną III RP stała się ambasada w Moskwie, zatem kierunek wschodni trzeba zaliczyć do priorytetów polskiej dyplomacji. Obecność funkcjonariuszy SB, pułkownika Tomasza Turowskiego czy obecnego kierownika wydziału promocji handlu i inwestycji ambasady RP Marka Ociepki,  potwierdza szczególną rolę tej placówki.
Generalnie, relacje służby specjalne – dyplomacja oraz obecność oficerów wywiadu na placówkach dyplomatycznych, należą do kanonu pracy wszystkich służb. Ujawniona przed kilkoma dniami informacja ABW, iż ok. 300 dyplomatów akredytowanych w Polsce to oficerowie obcych służb specjalnych, nie jest żadną sensacyjną wiadomością. W niemal każdej ambasadzie większego państwa pracują ludzie obcych służb i póki ich działalność nie przynosi gospodarzom szkody, są obserwowani i tolerowani przez kontrwywiad. Problemem dla kontrwywiadu są natomiast ci, którzy działają pod przykryciem - prowadząc operacje agenturalne i występując oficjalnie w charakterze ambasadorów, urzędników lub pracowników ambasady.
W kontekście ujawnionej przez ABW informacji, trzeba zauważyć, że niemal natychmiast po rozpoczęciu procesu lustracyjnego Tomasza Turowskiego, Gazeta Wyborcza zaczęła dywagować, jakoby pułkownik SB miał być czynnym oficerem wywiadu III RP. Według gazety powodem, dla którego obrona Turowskiego domagała się odrzucenia wniosku IPN o uznaniu go za kłamcę lustracyjnego, może być fakt, że przeszedł on do służby w strukturach najpierw Urzędu Ochrony Państwa, a potem Agencji Wywiadu. Na dowód prawdziwości takiej tezy przytaczano publikację rosyjskiej "Niezawisimoj Gaziety", która w 1998 roku ujawniła listę 19 pracowników Ambasady RP w Moskwie, mających pełnić "funkcje wychodzące poza ramy działalności dyplomatycznej". Wśród wymienionych wówczas przez NG najwyższy rangą był minister pełnomocny Tomasz Turowski.
Bez wątpienia taka sytuacja jest możliwa, skoro przejmowanie aktywów, w tym najcenniejszej agentury stanowi w służbach przyjętą praktykę. Jeśli odnotować, że Cezary Gmyz, opisując działalność Turowskiego ujawnił, że do pracy na moskiewskiej placówce miał rekomendować „Orsoma” były szef wywiadu Zbigniew Nowek, informacja o pracy Turowskiego dla służb III RP nabiera cech prawdopodobieństwa. Wówczas jednak pojawia się pytanie: dlaczego wywiad miałby kierować dyplomatę-agenta do ambasady RP w Moskwie, właśnie z zadaniem przygotowania wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu oraz wątpliwość - na rzecz jakich służb Turowski wykonywał tę ostatnią misję?
Agenturalna przeszłość tego człowieka z lat PRL-u (doskonale znana służbom rosyjskim) musiała przecież stwarzać ryzyko, że może stać się on obiektem szantażu „zmierzającego do wymuszenia decyzji przynoszących krajowi niepowetowane szkody”. Nie wolno również zapominać o roli Turowskiego w latach 2007-2010, jako moderatora procesu zbliżenia polsko-rosyjskiego oraz jego działalności na rzecz integracji polskich środowisk uniwersyteckich z moskiewską akademią MAEiP. Uczelnia ta, znana z pielęgnowania tradycji ZSRR, utrzymuje również ożywione kontakty z rosyjskim ministerstwem spraw wewnętrznych i ludźmi służb FR.
Muszą zatem pojawiać się wątpliwości dotyczące rzeczywistych decydentów w sprawach polityki zagranicznej III RP oraz nigdy niewyjaśnionej roli służb w przygotowaniach zmierzających do tragicznego lotu. Gdyby bowiem Turowski był faktycznie na etacie Agencji Wywiadu, stawia to jego moskiewską misję w całkiem innym świetle. Tym bardziej, jeśli istnieją przesłanki świadczące, że kierunek wschodni w polskiej dyplomacji może stać się obszarem, na którym dojdzie (bądź już doszło) do zacieśnienia szczególnego rodzaju współpracy. 
W dniu 2 marca br. przed sejmową Komisją Spraw Zagranicznych odbyło się przesłuchanie dwóch kandydatów na ambasadorów RP - Henryka Litwina oraz gen. bryg. Grzegorza Wiśniewskiego, dotychczasowego attaché wojskowego ambasady RP w Moskwie. Gen. Wiśniewski jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej, z tego samego rocznika  co gen. Marek Dukaczewski – ostatni szef WSI.  To do Wiśniewskiego, już w roku 2009 mjr. Andrzej Szerszeń z oddziału służby meteo Dowództwa Sił Powietrznych kierował pisma, wskazując na utrudniony dostęp do danych meteo ze Smoleńska i konieczność podjęcia rozmów na temat współpracy w zakresie tzw. geografii wojskowej ze stroną rosyjską. W październiku 2009 r. stosowne pismo w tej sprawie wpłynęło też do Departamentu Spraw Zagranicznych Ministerstwa Obrony Narodowej. Jednak ani MON, ani attaché wojskowy ambasady w Moskwie nie podjęli żadnych działań. Obecnie gen. Wiśniewski obejmie obowiązki ambasadora w Republice Indonezji oraz Demokratycznej Republice Timoru Wschodniego.
 Drugi z kandydatów, Henryk Litwin został zatwierdzony na stanowisko ambasadora RP na Ukrainie. Wiemy, że po wygranych przez Janukowycza wyborach prezydenckich, nastąpiło wręcz błyskawiczne zbliżenie tego państwa z Rosją i powrót w strefę wpływów Kremla. Analogia do sytuacji w Polsce, zaistniałej po wyborze Bronisława Komorowskiego, wydaje się czytelna. Ukraina wykreśliła z ustawy o zasadach polityki wewnętrznej i zagranicznej zapis o dążeniu do członkostwa w NATO, a symbolem postępującej integracji stała się ścisła współpraca służb specjalnych obu państw i powrót na Krym funkcjonariuszy rosyjskiego kontrwywiadu. 
Henryk Litwin pracuje w dyplomacji od 1991 roku, piastując kolejno funkcje: konsula generalnego RP we Lwowie, dyrektora Departamentu Europa-Wschód, radcy i kierownika wydziału konsularnego w ambasadzie RP w Rzymie, kierownika wydziału politycznego ambasady w Moskwie (tę funkcję pełnił później Turowski),  naczelnika wydziału Federacji Rosyjskiej oraz zastępcy dyrektora Departamentu Polityki Wschodniej MSZ.
W lutym 2006 roku podczas przesłuchania przed Komisją Spraw Zagranicznych kandydata na ambasadora na Białorusi Henryka Litwina padło pytanie: czy pan kiedykolwiek współpracował ze służbami specjalnymi i odpowiedź kandydata: „nie byłem współpracownikiem służb specjalnych przed 1989 r.”. W pochodzącej z tego samego okresu informacji RMF 24 napisano:  Eksperci od spraw Białorusi podkreślają, że Litwin to świetny wybór. Jak przekonał się nasz reporter, jest także on wyjątkowym gadułą. Henryk Litwin przyznał się m.in., że współpracował ze służbami specjalnymi po 1989 r. Pewnie, że współpracowałem, to jest jasne. To słowo jest szerokie. Każdy kierownik placówki dyplomatycznej ma kontakty z przedstawicielami służb specjalnych Rzeczpospolitej Polskiej”.
Choć określenie „współpraca” jest rzeczywiście wieloznaczne, a w przypadku dyplomaty nie musi oznaczać etatu w służbach, czy w kontekście gwałtownego zbliżenia polsko-rosyjskiego nie należy pytać o charakter obecnych relacji dyplomacja – służby?   Gdzie w tych relacjach kończy się dyplomacja i działanie w interesie państwa,  a zaczyna gra w zupełnie innej dziedzinie?
Pytanie to nabiera sensu, gdy przypomnimy sobie informacje ujawnione w sierpniu 2008 roku przez ówczesnego wiceszefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który w wywiadzie udzielonym „Newsweekowi” stwierdził m.in. „Były szef WSI gen. Marek Dukaczewski był częstym gościem w gabinecie Sikorskiego wieczorami i nocami. Nawet do mnie dzwonili w różnych sprawach. Miałem wrażenie, że Sikorski konsultuje z nim wiele decyzji personalnych.”
Może w tego rodzaju nieformalnych „konsultacjach kadrowych” z szefem zlikwidowanej służby, tkwi klucz do zrozumienia mechanizmów dzisiejszej polityki zagranicznej oraz niektórych decyzji podejmowanych przez Sikorskiego? Czy ktoś zapytał ministra spraw zagranicznych, w jakim charakterze zapraszał na konsultacje obecnego prezesa zarządu stowarzyszenia „SOWA” i czy konsultacje te były kontynuowane w okresie poprzedzającym tragedię smoleńską? Gen. Dukaczewski należy z pewnością do ludzi dobrze poinformowanych w sprawie tragedii skoro, tuż po ujawnieniu rosyjskiej wersji stenogramów z kokpitu Tu-154 nawoływał do „sprawdzenia dokładnie działania niektórych osób na pokładzie” i wyraził zainteresowanie rozmową telefoniczną braci Kaczyńskich – „kiedy ta rozmowa była - czy przed informacją, że jest problem z lądowaniem, czy po? Interesuje mnie, czy prezydent poinformowany o tym, że jest problem, i zapytany, gdzie ma samolot lądować, konsultował z kimś swoją decyzję.”
Przed kilkoma laty Sławomir Cenckiewicz, wówczas szef Komisji Likwidacyjnej WSI przypomniał, że Rosjanie doskonale znali personalia oficerów „wojskówki”, metody pracy oraz  aktywa operacyjne (w tym agenturę) i oficerów prowadzących.  Wyjawił również, że najcenniejsza, nieewidencjonowana agentura tej służby została przez ostatnie lata wyprowadzona poza WSI.  Podzielił się przypuszczeniem, że może być teraz kontrolowana w zupełnie innych środowiskach.


Artykuł zamieszczony w nr 11/2011 Gazety Polskiej. 

środa, 2 marca 2011

TOMASZ TUROWSKI – ARCHITEKT PRZYJAŹNI Z MOSKWĄ

15 kwietnia 2010 roku zapadła ostateczna decyzja o pochowaniu Pary Prezydenckiej na Wawelu. Kilka godzin później, wylądował kolejny samolot z ciałami 34 ofiar tragedii smoleńskiej. Trwał piąty dzień żałoby narodowej.
Nie dla każdego był to dzień smutku. 1200 km od Warszawy, w moskiewskiej Akademii Ekonomii i Prawa (MAEiP) rozpoczynała się właśnie międzynarodowa konferencja poświęcona „bohaterstwu żołnierzy radzieckich – wyzwolicieli”, zatytułowana "Czyn narodu radzieckiego w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941/45”. W uroczystościach wzięli udział „czołowi naukowcy Federacji Rosyjskiej, Białorusi, Ukrainy, Polski, Socjalistycznej Republiki Wietnamu i innych krajów, uczestnicy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i zbrojnych konfliktów, przywódcy kombatantów i organizacji społecznych”.
Wśród uczestników byli m.in. bohaterowie Związku Radzieckiego: generał – pułkownik Nikołaj Antoszkin, kosmonauta, bohater  Wietnamu i Mongolii generał Władymir Gorbatko, generał Mahmut Achmatowicz Garijew, radca Ambasady Socjalistycznej Republiki Wietnamu w Rosji, Bich Ngoc Pham Th, Anatolij Pozdajew, szef Klubu „Rodina”, oraz rektor Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora Adam Koseski. Treść wystąpień w niczym nie odbiegała od retoryki okresu Związku Sowieckiego. „Chylimy głowy przed tymi, którzy zwyciężyli, by uratować ludzkość z faszystowskiej zarazy”, „obecność na uroczystych obchodach 65-lecia Zwycięstwa towarzyszy broni z Republiki Białoruś, Ukrainy i innych krajów wspólnoty międzynarodowej ma z pewnością wpływ na tworzenie pozytywnego klimatu”, „naszym obowiązkiem jest nie tylko zachowanie pamięci, ale również zwiększenie wspólnych wysiłków w walce o uczciwe przedstawianie historii II wojny światowej i udziału Związku Radzieckiego w Wielkim Zwycięstwie” – to cytaty z niektórych wypowiedzi.
W tym doborowym towarzystwie, z uwagą wysłuchano również wystąpienia chargé d'affaires ambasady RP w Moskwie Tomasza Turowskiego. Na zbiorowym zdjęciu uczestników konferencji przystrojonych w okolicznościowe kotyliony, uśmiechnięty Turowski znajduje się na eksponowanym miejscu. Zapewne – można byłoby zapytać, co polski dyplomata robił w takim gronie pięć dni po narodowej tragedii, w której zginął prezydent państwa i elita polskiego życia publicznego?  Czy w tym szczególnym okresie nie było innych zajęć dla urzędnika ambasady RP w Moskwie? Po tym, co dziś wiemy o osobie Turowskiego – ani złowroga symbolika tej sceny ani obecność pułkownika komunistycznej bezpieki na uroczystościach „bohaterów Związku Radzieckiego” -  nie mogą już dziwić.
Moskiewska Akademia Ekonomii i Prawa funkcjonuje od 1993 roku. W sposób szczególny pielęgnuje się w niej tradycje ZSRR, „dzieła Wojny Ojczyźnianej” i wojny afgańskiej oraz pamięć  weteranów Armii Czerwonej. W ramach Akademii działają m.in. kluby patriotyczne „Pamięć” oraz klub przyjaźń rosyjsko-wietnamskiej, a częstymi gośćmi uczelni są sowieccy generałowie i delegacje Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Wietnamu. W Polsce partnerami MAEiP są m.in. Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. W gronie wykładowców i profesorów uczelni znajdziemy wielu pracowników rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, weteranów służb sowieckich oraz tak egzotyczne postaci, jak minister spraw zagranicznych rządu Republiki Beninu, czy ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Republiki Socjalistycznej Wietnamu. W roku 2005 tytuł honorowego profesora MAEiP otrzymał Grzegorz Kołodko – minister finansów w rządach SLD.
W maju 2010 roku Turowski był obecny w MAEiP podczas uroczystej prezentacji wspólnego polsko-rosyjskiego podręcznika „Podstawy zarządzania”, a w swoim wystąpieniu chwalił znaczenie takich „wspólnych projektów badawczych i naukowych, służących poprawie współpracy między naszymi uczelniami, studentami i nauczycielami, co prowadzi do zbliżenia między naszymi narodami”.
Można przyjąć, że związki Tomasza Turowskiego z Akademią Ekonomii i Prawa sięgają okresu jego pierwszej misji dyplomatycznej, gdy od roku 1996 przebywał w Moskwie jako radca minister pełnomocny ambasady RP.  Z pewnością znał już doskonale tę uczelnię, gdy 14 lutego 2010 roku, wrócił do  pracy w MSZ i dzień później został skierowany na moskiewską placówkę, z zadaniem przygotowania  wizyt premiera i prezydenta w Katyniu.

Interesy Rosji, a polska młodzież.

Jeśli uważa się, że Tomasz Turowski mógł mieć zasadniczy wpływ na proces zbliżenia polsko-rosyjskiego, to jego działania w okresie poprzedzającym ostatnią misję należy z całą pewnością łączyć z moskiewską Akademią. Wydaje się to zrozumiałe, gdy zauważymy, że właśnie  MAEiP  odegrała rolę inicjatorki tego procesu.
Niemal natychmiast po zwycięstwie wyborczym Platformy Obywatelskiej, w październiku 2007 roku Moskiewska Akademia Ekonomii i Prawa powołała do życia tzw. Klub Polski w Moskwie. Inicjatywie patronował rektor  MAEiP Władymir Bujanow, który od lat próbował wiązać swoją placówkę z polskimi uczelniami. Tylko dwie z nich – WSPiZ im. Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz Akademia Humanistyczna w Pułtusku – współpracowały wówczas z rosyjską uczelnią. W zamyśle twórców, klub miał stanowić instytucjonalny symbol współpracy rosyjsko-polskiej, firmować wspólne akcje, wydawnictwa i inicjatywy studenckie oraz służyć „rozszerzeniu kontaktów rosyjsko-polskich w sferze edukacji i kultury”.
W deklaracji założycielskiej Klubu można przeczytać m.in:
„My, założycieli "Klubu Polskiego" - nauczyciele, uczniowie i pracownicy Moskiewskiej Akademii Ekonomii i Prawa oraz rosyjskich i polskich uniwersytetów, instytucji edukacyjnych i kulturalnych - z zadowoleniem zauważamy, że charakter współczesnych relacji między naszymi narodami jest w pełni zgodny z podstawowymi interesami Rosji i polskiej młodzieży. Uważamy, że naszym obowiązkiem jest dalszy rozwój i wzmocnienie tradycyjnej przyjaźni i wielowymiarowej współpracy między uczniami i nauczycielami z rosyjskimi i polskimi.
Pięć miesięcy później - 10 marca 2008 roku, z inicjatywy uczelni moskiewskiej i jej polskich partnerów powstał Klub Rosyjski w Warszawie. Uroczystość otwarcia odbyła się w Pałacu Kultury i Nauki. Nad działalnością obu klubów miała czuwać rada, w skład której weszli m.in.: były ambasador PRL w Moskwie Stanisław Ciosek, prezes Stowarzyszenia "Polska-Wschód" (wcześniejsza nazwa: Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej) Stefan Nawrot, Adam Koseski rektor WSH z Pułtuska, Waldemar Siwiński dyrektor Funduszu Edukacyjnego „Perspektywy”, Siergiej Skaczko z rosyjskiego Ośrodka Nauki i Kultury oraz Anna Szeląg z ambasady FR w Warszawie. Z oficjalnego komunikatu Akademii o otwarciu klubu wynika, że na uroczystości obecni byli „przyjaciele uczelni”, a wśród nich - Tomasz Turowski. W organie Stowarzyszenia „Polska-Wschód” - „Sprawy Wschodnie” napisano: „Warszawskiej inauguracji nie przygrywała orkiestra. Raczej towarzyszył szelest banknotów. Jeden z obecnych na uroczystości rektorów oficjalnie i formalnie zaproponował opodatkowanie się przez przyszłych klubowiczów określoną kwotą na niezbędne koszta administracyjne startu całej imprezy”.

Priorytety Ambasady RP w Moskwie

Powołanie „klubów przyjaźni” zapoczątkowało okres ożywionych kontaktów  między MAEiP, a polskimi partnerami. W listopadzie 2008 roku podpisano umowy o wieloletniej współpracy, gwarantujące wymianę studentów i wykładowców, wydawanie wspólnych podręczników oraz organizowanie uroczystości. W latach 2008-2010 organizowano rozliczne  spotkania i konferencje naukowe w Polsce i w Rosji.
Z archiwum MAEiP wynika, że Turowski uczestniczył w wielu przedsięwzięciach związanych z działalnością Akademii i „klubów przyjaźni”. W listopadzie 2008 roku znajdziemy go np. podczas podpisania umowy o współpracy MAEiP z Uniwersytetem Warszawskim. Umowa zakładała m.in. powołanie na UW nowego wydziału prawa rosyjskiego, wymianę publikacji prac naukowych oraz wymianę wykładowców, studentów i doktorantów uczelni partnerskich
Można również odnieść wrażenie, że współpraca z MAEiP należała do priorytetów Ambasady RP w Moskwie. W kwietniu 2008 roku przedstawiciele uczelni zostali zaproszeni przez ambasadora Jerzego Bahra na zorganizowaną przez Ambasadę konferencję nt „Perspektyw polskich inwestycji w Rosji i rosyjskich inwestycji w Polsce”. Rok później, 22 kwietnia 2009 roku moskiewska uczelnia w ramach działalności Klubu Polskiego zorganizowała wykład Tomasza Turowskiego, przedstawiając go jako „ambasadora tytularnego, eksperta Ministra Spraw Zagranicznych”. Na wykład zatytułowany "Umowy o partnerstwie i Współpracy UE-Rosja” – zaproszono m.in. ambasadora RP Jerzego Bahra.
6 maja 2008 roku ambasador Bahr oraz Tomasz Turowski byli gośćmi honorowymi międzynarodowej konferencji naukowej zorganizowanej przez MAEiP - "Rola prywatnych uczelni w kształtowaniu Europejskiego obszaru szkolnictwa wyższego" oraz otwarcia muzeum „15- lecia historii i rozwoju” Akademii. W archiwum moskiewskiej uczelni można znaleźć również informację, że w okresie od 20 lipca do 17 sierpnia 2008 r., uczniowie szkoły letniej MAEiP z Polski  -Aleksandra de Dios de Dios Turowska i Gabriela de Dios de Dios Turowska uczestniczyły w intensywnym kursie nauki języka rosyjskiego i pomyślnie zdały egzamin kwalifikacyjny. Wakacyjny kurs językowy był połączony ze zwiedzaniem historycznych zabytków Rosji.
Według relacji osoby znającej Tomasza Turowskiego zamieszczonej w „Naszym Dzienniku” Turowski po wystąpieniu z nowicjatu Jezuitów planował wstąpić w związek małżeński z Francuzką, którą w Meudon uczył języka rosyjskiego. „Okazało się jednak, że poślubił swoją uczennicę, ale nie tę Francuzkę, tylko Hiszpankę De Dios De Dios – relacjonował były przyjaciel Turowskiego. Informacja MAEiP może więc dotyczyć córek polskiego dyplomaty.

Pod patronatem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Z oświadczenia MSZ, wydanego po ujawnieniu przeszłości Turowskiego wynika, że został on  przywrócony do służby dyplomatycznej 14 lutego 2010 roku po trzyletniej przerwie i natychmiast skierowany do Moskwy na stanowisko kierownika wydziału politycznego Ambasady RP. Pojawia się zatem pytanie: w jakim charakterze występował Tomasz Turowski w latach 2008-2010, działając jako „akuszer” polsko-rosyjskiego  „pojednania”? Czy był wówczas urzędnikiem polskiego MSZ i wykonywał zleconą mu przez ministra Sikorskiego misję dyplomatyczną, czy może należał do wolontariuszy, związanych z moskiewską uczelnią? Warto przypomnieć, że po powrocie do Polski w roku 2005 Turowski pracował w MSZ jako radca-minister w dyspozycji Biura Kadr i Szkolenia oraz radca-minister w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Od lutego do maja 2007 roku pełnił funkcję ambasadora tytularnego w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Jak wynika z informacji przekazanych przez ministerstwo, trzy miesiące po tym awansie, nastąpiło "rozwiązanie stosunku pracy w MSZ".
Jeśli zatem Turowski nie był w tym okresie urzędnikiem Ambasady RP w Moskwie, ani pracownikiem MSZ, jak wytłumaczyć jego wspólne wizyty na MAEiP z ambasadorem Bahrem i  rolę „eksperta ministerstwa” podczas wykładu z kwietnia 2009 roku? Kogo wówczas reprezentował ?
Częściowego wyjaśnienia tej sytuacji, można poszukiwać w kluczowych dla sprawy Turowskiego ustaleniach Cezarego Gmyza, zawartych w artykule „Szpieg w Smoleńsku”. Opisując działalność pułkownika SB pomiędzy powrotem z placówki na Kubie i pracą w Departamencie Strategii i Planowania MSZ, a oddelegowaniem do Moskwy w lutym 2010 roku, autor artykułu stwierdza: „Udało się też ustalić, że po odejściu z MSZ Turowski współpracował z Wyższą Szkołą Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu”.
Rzeczywiście, w informacji MAEiP z konferencji z dn.6 maja 2008 roku wymienia się Tomasza Turowskiego jako „doradcę rektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu.”  Takie określenie może oznaczać, że chodziło o ścisłą współpracę z uczelnią. Nie wyjaśnia jednak, w jakim charakterze występował Turowski w kontaktach MAEiP z polskimi uczelniami i nie tłumaczy jego obecności wspólnie z ambasadorem RP Jerzym Bahrem podczas imprez organizowanych w ramach „klubów przyjaźni”.
Można postawić pytanie – dlaczego wieloletni funkcjonariusz elity pereelowskiego wywiadu, były ambasador i dyplomata podjął po roku 2007 współpracę z poznańską Wyższą Szkołą Hotelarstwa i Gastronomii? Wolno przypuszczać, że była to bliska współpraca, skoro na fotografiach z inauguracji roku akademickiego 2008/2009 Tomasz Turowski zasiada w pierwszym szeregu oficjeli biorących udział w uroczystościach.
Trudno znaleźć inne wytłumaczenie poza specyficzną rolą, jaką Turowski odgrywał w całym procesie „zbliżenia” polsko-rosyjskiego, zapoczątkowanego w roku 2007. Aktywność moskiewskiej uczelni, (z którą Turowski zdaje się być mocno związany) jest ukierunkowana na szczególny rodzaj  integracji środowisk uniwersyteckich. Choć kontakty te wyglądają na standardowe, to stosowana przez Rosjan retoryka, jak i obecność postaci z kręgu rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych i służb FR  pozwala identyfikować je z tą samą „tradycyjną przyjaźnią”, jaka cechowała wzajemne stosunki w okresie PRL-u. Fakt, że tworzenie wspólnoty uniwersyteckiej w ramach „klubów” odbywa się pod patronatem dawnego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i ludzi związanych ze służbami komunistycznymi, nadaje tej współpracy naukowej zgoła szczególny charakter.

Peerelowscy politrucy na uczelniach

Jeśli w działalności Turowskiego dostrzegać rodzaj misji, można uznać, że również w tym zakresie była ona owocna. Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu jest bowiem kolejną z polskich uczelni, które podjęły współpracę z MAEiP. Pierwszą umowę podpisano w październiku 2007 roku, kolejną, obejmującą m.in. kształcenie studentów, na początku marca 2010 roku.
Nieco wcześniej, bo w lipcu 2009 roku do siedziby poznańskiej szkoły wkroczyła Policja, dokonując również przeszukania w domu rektora uczelni Romana Dawida Taubera.  Zabezpieczono tysiące dokumentów, między innymi dokumentację dotyczącą studentów z ostatnich kilku lat, którzy wyjechali na praktyki zagraniczne. Z doniesień prasowych  wynikało, że powodem akcji policyjnej nadzorowanej przez Wydziału V do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu było podejrzenie korupcji. Na forach internetowych, wśród komentarzy o WSHIG pojawiły się wpisy, że za pieniądze można było tam zaliczyć semestr a nawet kupić dyplom ukończenia uczelni. Wśród informacji prasowych wskazywano również na fakt, że w 2003 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał umowy, podpisywane przez studentów Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii, za niedozwolone i nakazał wpisanie  wzoru umowy do rejestru klauzul niedozwolonych Okazało się, że jeden z punktów umowy mógł powodować bezzasadne podwyższenie czesnego.
WSHiG została założona przez  Romana Taubera w 1993 roku. Rektor szkoły urządzał wówczas słynne w Poznaniu pokazy i degustacje egzotycznych potraw, by wzbudzić zainteresowanie swoją placówką.  Jak podkreślały media, w pewnym okresie wdał się w spory z niektórymi przedstawicielami gmin żydowskich, a część oskarżeń z jednej i drugiej strony przelała się na ogólnopolskie gazety.
Dziś odwiedzających stronę internetową WSHiG wita „Oświadczenie” rektora Taubera: „W związku z pojawiającymi się pytaniami uprzejmie informujemy, iż kontrola przeprowadzona w naszej Uczelni przez Departament Kontroli i Nadzoru Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego potwierdziła zgodność działań organów Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii z przepisami prawa, statutem oraz uzyskanymi uprawnieniami, a także treścią udzielonego pozwolenia na działalność. Powyższe oznacza, iż w ocenie w/w organu kontrolnego wszystkie uprawnienia uzyskane przez naszych studentów w trakcie edukacji są całkowicie prawidłowe.”
Warto odnotować, że jednym z wykładowców poznańskiej szkoły jest dr hab. Lesław Wojtasik -  autor napisanej wspólnie z Tauberem książki „Reklama w turystyce i rekreacji”, a w roku 1983 autor propagandowych dzieł: „Elementy socjotechniki „Solidarności” oraz „Podziemie polityczne”.  W latach stanu wojennego, pułkownik (a później gen brygady) Wojtasik był zastępcą szefa Głównego Zarządu Politycznego WP, szefem Zarządu II Propagandy i Agitacji oraz rzecznikiem prasowym MON.
Jeśli Tomasz Turowski był doradcą WSHiG, zapewne mógł mieć wpływ na podpisanie w dniu 08 czerwca 2010 umowy o współpracy MAEiP z Międzynarodowym Instytutem Hotelarstwa, Gastronomii i Turystyki z siedzibą w Lozannie. Pod tą nazwą kryje się firma, założona w Szwajcarii przez Romana Taubera. Umowa przewiduje kierowanie studentów moskiewskiej uczelni na praktyki organizowane przez szwajcarską firmę. Na jej stronie internetowej, poznańska szkoła nosi nazwę Europejskiej Akademii Hotelarstwa i Gastronomii, a jedynym udostępnionym kontaktem jest adres WSHiG.  Z dokumentów rejestrowych wynika, że 8 października 2008 r. spółkę TAUBER INSTITUT INTERNATIONAL wykreślono z rejestru i obecnie znajduje się w stanie likwidacji. Przez trzy lata sekretarzem spółki była Teresa Węgrzyn, polonijna dziennikarka, współpracująca z Radiem Watykańskim i Tygodnikiem Powszechnym. W roku 2006 Roman Tauber powołał spółkę R.D.T. Institut International de l’hotellerie, de la Restauration et du Tourisme (holding) SA, obecnie z siedzibą w Lutry.

Na zasadach dobrego sąsiedztwa?

Zwieńczeniem działalności Tomasza Turowskiego, jako rzecznika integracji środowisk uniwersyteckich, są wydarzenia kończące rok 2010. Podczas wizyty w Polsce prezydenta Rosji Miediwiediewa, Warszawę odwiedziła również delegacja MAEiP. Zapowiedziano podpisanie kolejnej umowy o współpracy, (tym razem z Wyższą Szkołą Menedżerską w Warszawie) a 6 grudnia w Pałacu Kultury i Nauki w obecności rektorów zaprzyjaźnionych uczelni odbyło się wspólne posiedzenie „Klubu Rosyjskiego” w Warszawie i „Klub Polskiego” w Moskwie. Oficjalny komunikat głosił, iż „w oparciu o zasady dobrego sąsiedztwa i pojednania, podpisano porozumienie w sprawie utworzenia na ich bazie, "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Warszawie i "Polsko-Rosyjskiego Centrum” w Moskwie”. Jako główne cele działania „Centrów” wyznaczono:
- wspieranie współpracy w zakresie szkolnictwa wyższego, nauki i kultury, wymianę młodzieży i studentów;
- promocja języka polskiego w Rosji  i języka rosyjskiego w Polsce;
- realizację wspólnych projektów i programów w dziedzinie edukacji i nauki;
- organizacja wspólnych konferencji, seminariów, wystaw, imprez historycznych i kulturalnych, społecznych i sportowych;
- działania związane z publikacją wydawnictw naukowych, metod kształcenia, a także archiwalnej literatury historycznej.
Jeśli Turowskiemu przypisać rolę moderatora procesów „zbliżenia” polsko-rosyjskiego, łatwo zauważyć, że jego pozycja zawodowa i towarzyska w latach 2007-2010 była wprost optymalna dla osiągnięcia pełnego sukcesu. Dziś wiemy, że aktywność Turowskiego nie dotyczyła tylko organizacji wizyt premiera i prezydenta w Katyniu, a czekający 10 kwietnia na smoleńskim lotnisku agent „Orsom”, miał już za sobą niezwykle pracowity okres. 


Artykuł opublikowany w nr 9/2011 Gazety Polskiej.
  T.Turowski na uroczystościach w dn.15.04.2010.
                                          foto:www.site.mael.ru