Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 17 stycznia 2013

ŚMIERTELNIE GROŹNY MIT PAWŁA LISICKIEGO


Wartość publicystyki mierzy się miarą słów i żadne inne atrybuty nie mogą decydować o czyjejś wiarygodności. Publicysta, który poważnie traktuje słowo i chce budować własny wizerunek musi brać pełną odpowiedzialność za to, co napisał  przed miesiącem, rokiem czy dziesięcioma laty. 
To przypomnienie jest konieczne, ponieważ aparat propagandy III RP posługuje się nie tylko semantycznym oszustwem, przypisując chamom walory polityków, osłów obdarzając mądrością, a funkcjonariuszy mianem dziennikarzy, ale powszechnie żeruje na odbiorcach dotkniętych amnezją, którzy nie są w stanie zapamiętać tego co „wybitny” żurnalista wypisywał w nieodległej przeszłości. Ten skuteczny mechanizm wyłonił już dość szemranych „autorytetów”, „prawicowych” mędrków i „niezależnych” publicystów, którzy codziennie muszą dziękować Bogu, że Polacy nie mają na tyle rozumu, by zdobyć się na  refleksję i rozgonić to załgane towarzystwo. 
Dlatego sądzę, że Paweł Lisicki, który od wielu tygodni pozuje na publicystę „prawicowego, niezależnego i niepokornego” powinien zostać skonfrontowany z opiniami, jakie jeszcze do niedawna głosił w sprawach dla Polaków najważniejszych. Rzeczy, które publicysta ten wypisywał od dnia tragedii smoleńskiej, są – w moim odczuciu – na tyle głupie i podłe, że nie wolno ich pomijać milczeniem.
Ten subiektywny wybór tekstów można uzupełnić wieloma innymi wypowiedziami Lisickiego, z których wyłania się obraz daleki od obecnej inscenizacji.

19 kwietnia 2010 roku w tekście „Czas łez, czas życia”, Lisicki – w pełnej harmonii z ówczesną retoryką dowodził – „Być może straszna tragedia pod Smoleńskiem będzie miała jeszcze jeden skutek. Być może przyczyni się do przełomu w stosunkach z Rosją. Oby. Wygląda wprawdzie na to, że Kreml podjął decyzję o ociepleniu stosunków z Polską już wcześniej. Jednak solidarność zwykłych Rosjan, wczucie się w polską sytuację pozwalają na pewne nadzieje. Mimo całej ostrożności wynikającej z doświadczenia nie wolno takiej szansy z góry przekreślać. Gdyby poza wyrazami współczucia udało się spełnić najważniejsze polskie postulaty w sprawie Katynia, można by mówić o rzeczywistym zbliżeniu. Czyż nie byłoby to zarazem realnym wypełnieniem testamentu Lecha Kaczyńskiego?

Dzień później w tekście –„Kampania pod znakiem żałoby”, naczelny „Rzeczpospolitej” pouczał  Polaków – „Pojmuję doskonale uczucia, które bliskim zabitych dyktują te słowa. Dzięki nim oswajają to, co pełne grozy i straszliwe, ową niespodziewaność i nieprzewidywalność śmierci włączają w wyższy sens. A jednak w tym okazywaniu bólu też trzeba umieć zdobyć się na powściągliwość i dokonać rozróżnienia między metaforą a prawdą. Trzeba pamiętać, że nie ma poświęcenia ani męczeństwa bez świadomości tych, którzy giną. […]Najgorsze co mogłoby się wydarzyć, to gdyby ten język bólu i żałoby przestał być retoryką pogrzebową i opanował debatę polityczną. Gdyby ów ton, zrozumiały w momencie dramatu, zaczął dyktować przebieg kampanii prezydenckiej. Byłoby to fatalne z kilku powodów. Po pierwsze wątpliwe moralnie. Warto pamiętać, że w Smoleńsku zginęli przedstawiciele różnych obozów politycznych. Jak znaleźć dla nich wspólny mianownik? I czy taka próba potraktowania ich wszystkich jako jednej ofiary nie byłaby uzurpacją?”

23 kwietnia poznaliśmy charakterystykę Jarosława Kaczyńskiego, którego Lisicki typował jako naturalnego kandydata PiS w wyborach prezydenckich:
Ludzie widzą w nim teraz przede wszystkim człowieka zdruzgotanego cierpieniem. Kogoś, kto niczym biblijny Hiob musi znieść śmierć najbliższych. Miliony mogły obserwować jego skupioną twarz przy trumnie brata. Patrzeć i współczuć. Widzieć nie polityka, nie ideologa IV RP, nie sprawnego i bezwzględnego gracza politycznego, ale żałobnika. […]Jarosław Kaczyński staje przed szansą na zwycięstwo. Wszakże odwołanie się do współczucia to za mało. By wygrać, powinien pokazać, że się zmienił. Nie tylko że potrafi znosić cierpienie, ale też że ono go przemieniło. Potrzebny jest mu inny ton i przede wszystkim gesty. Znaki wskazujące, że były premier potrafi puścić w niepamięć urazy i jednać się ze swymi politycznymi oponentami”

29 kwietnia 2010  w tekście „Walka na mity, walka o śmierć” Lisicki zatroszczył się o przebieg kampanii prezydenckiej:
Wygląda na to, że głównym tematem kampanii prezydenckiej nie będzie, niestety, spór o przyszłość Polski, ale o to, kto jest sprawcą katastrofy z 10 kwietnia. O to, kto sprawniej i lepiej przekona do swojej wizji tragedii. Zwolennicy pierwszego mitu – najczęściej można go znaleźć na łamach „Naszego Dziennika” lub w Internecie – widzą w katastrofie zamach, prawdopodobnie efekt spisku władz rosyjskich. Nic tu nie było przypadkowe.[…] Teorie spiskowe mają dwie zalety. Po pierwsze, pozwalają ludziom, którzy w nie wierzą, zracjonalizować śmierć i jej grozę. Przestaje być ona czymś nieodgadnionym, brutalną raną zadaną nie wiadomo po co i przez kogo. Staje się dziełem człowieka i to człowieka złego. Po drugie, dzięki temu ofiary tragedii stają się prawdziwymi herosami, obrońcami narodu przed zagładą; męczennikami, którzy oddali życie za Polskę. Wiadomo już, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Na kogo i przeciw komu głosować. Szkoda tylko, że zwolennicy tezy o zamachu nie są w stanie wskazać, jakimi motywami mieliby się kierować jego ewentualni organizatorzy. By przeprowadzić taki zamach, Rosjanie musieliby być absolutnymi szaleńcami. O to jednak nikt ich nie oskarża.”

W tekście „Nie tracić miary rzeczy” z 12 lipca 2010 poznaliśmy poglądy tego „konserwatysty” na temat sporu o krzyż umieszczony na Krakowskim Przedmieściu. Lisicki nie zapomniał również udzielić dobrych rad partii Jarosława Kaczyńskiego: „[…]nie uważam, żeby pozostawienie krzyża w obecnym miejscu było dobrym pomysłem. Czas żałoby się skończył i krzyż, który tak dobrze ją wyrażał, powinien zostać przeniesiony. Zamiast niego można umieścić przed pałacem tablicę, która będzie upamiętniała wszystko to, co stało się w Polsce po 10 kwietnia. Propozycję tę zgłosili niektórzy politycy PO i wydaje się ona rozsądna. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że krzyż ma znaczenie religijne, a państwo jest świeckie. To zły argument. Liczy się co innego. Zwolennicy zachowania krzyża twierdzą, że upamiętnia on nie tylko tragiczną śmierć ofiar katastrofy, ale też niezwykły sposób jej uczczenia. Przypomina o solidarności tysięcy ludzi, którzy postanowili oddać Lechowi Kaczyńskiemu hołd. To prawda, tyle że niecała. Bo w tym samym stopniu, w jakim jest symbolem pamięci, jest też, a przynajmniej może się łatwo stać, symbolem politycznym. Znakiem rozpoznawczym dla ludzi, którzy są zwolennikami legendy Lecha Kaczyńskiego. Którzy porównują tragedię smoleńską z Katyniem i uważają, że ofiary katastrofy były poległymi.
Ale w jakiej bitwie poległ Lech Kaczyński? Czy naprawdę wolno jednym tchem wymieniać przypadkową tragedię – katastrofę pod Smoleńskiem – ze świadomą ofiarą z życia, co stało się udziałem oficerów zamordowanych w Katyniu? Nie wolno. To zatracenie miary rzeczy. Obrona krzyża miała sens wtedy, kiedy zagrożona była sama tożsamość narodowej wspólnoty. Nie ma powodu, żeby dziś w demokratycznej walce miał się on stać narzędziem jednej partii. Żeby był bardziej znakiem PiS niż PO. Obecny prezydent ma przeto – mniemam – prawo domagać się przeniesienia krzyża poza pałacowy dziedziniec. Jeszcze jedno. Obrona krzyża zamyka ponownie partię Jarosława Kaczyńskiego w zaułku, z którego wydostała się w trakcie kampanii prezydenckiej. Przypomina o dawnym wizerunku Prawa i Sprawiedliwości jako ugrupowania nierozumiejącego współczesności, o ciasnych horyzontach, blisko związanego z Radiem Maryja. Wszystko to skutecznie odpycha umiarkowanych wyborców z centrum, których głosy Kaczyński zdobył.”

23 lipca w publikacji „Droga ku przepaści” Lisicki podsumował sytuację na Krakowskim Przedmieściu  - „Spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim wydaje się zakończony. Ale straty polityczne, które poniosła opozycja, są oczywiste. Budowany z trudem w czasie kampanii prezydenckiej wizerunek Jarosława Kaczyńskiego jako przywódcy umiarkowanego, całkiem się załamał.
Czy odpowiedzią mają być słowa Antoniego Macierewicza o zbrodni pod Smoleńskiem? Albo obrona krzyża jako pomnika wystawionego rzekomo poległemu prezydentowi? Który ma być znakiem „pełnej prawdy o Smoleńsku”? Tak jakby w tej pełnej prawdzie, o której mówią politycy PiS, mieściło się coś więcej niż to, co jednak wiemy z dotychczasowej prawdy: że lotnicy byli źle przeszkoleni, że nie powinni startować i lądować, że organizatorom zabrakło wyobraźni, a katastrofa była smutnym rezultatem mieszaniny zuchwalstwa, blagi, bałaganu z polskiej strony oraz niekompetencji po rosyjskiej? Wydaje się, że wiadomo wystarczająco dużo, żeby domagać się dymisji Bogdana Klicha oraz osób odpowiedzialnych za szkolenia w armii.  Zamiast tego słyszę Jarosława Kaczyńskiego, który twierdzi, że kto ataków na nieżyjącego prezydenta nie łączy z katastrofą „ma jakieś kłopoty z myśleniem”. Ale owo „połączenie” musiałoby prowadzić do tezy, że katastrofa została ukartowana przez atakujących prezydenta, w domyśle rząd. Przecież to absurd. Przyjęcie tej tezy to pójście drogą ku przepaści. W polityce nie wolno być zakładnikiem emocji.”

W podobny sposób, Paweł Lisicki wyrażał swoją troskę  o prawicę w tekście „Dreszcz z 10 kwietnia” – „Nie wiem, co się stało z częścią polskiej prawicy. Co się stało z jej zdrowym rozsądkiem? Gdzie jest jej instynkt samozachowawczy? Jedni mówią o męczennikach, inni o poległych pod Smoleńskiem, jeszcze inni o ofierze złożonej przez naród albo o zbrodni. Zamiast analizy króluje mętna mistyka. Sypią się metafory, padają podniosłe hasła i slogany. Niektórzy politycy PiS ogłosili, że nie zważając na nic, będą dziś bronić krzyża, miejsca pamięci o śp. Lechu Kaczyńskim na Krakowskim Przedmieściu. Działają pod wpływem szczególnej atmosfery, która uniemożliwia racjonalny namysł.”
Konkluzja tego artykułu pozwalała docenić intelektualne zaangażowanie autora: - „Zamiast widzieć ludzkie błędy, bałagan, niechlujstwo, złą organizację, tromtadrację; zamiast próbować wyciągnąć wnioski na przyszłość, tak aby podobna katastrofa nigdy się nie powtórzyła, autorzy takich wypowiedzi dzień po dniu przegrywają walkę o rozum, pławią się w cierpiętnictwie i pseudomartyrologii.”

Na koniec tego przeglądu zostawiam jeden z najbardziej reprezentatywnych tekstów Lisickiego –„Śmiertelnie groźny mit”  z 19 listopada  2010, w którym naczelny „Rzepy” rozprawił się z „mitami smoleńskiego spisku”. Ze względu na głębię zawartych tam refleksji, przytaczam go niemal w całości:
Do tej pory nie potrafiłem się dowiedzieć, jaki interes miałaby Rosja w przeprowadzeniu zamachu. Odpowiedź główna to zemsta i chęć zastraszenia. Rosjanie, nie mogąc znieść suwerennościowej polityki śp. Lecha Kaczyńskiego, postanowili go za karę zabić, jednocześnie terroryzując cały region. Po co? Rosjanie zawsze tacy byli. Nigdy nie odpuszczali wrogom, a kto im w oczy piaskiem sypał, tego w końcu usuwali.
Od  początku mi się wydawało, że opowieść ta kupy się nie trzyma. Na rosyjski spisek brak dowodów. Można wykazać bałagan, niekompetencję, chaos i głupotę. Tyle że to nie to samo, co zbrodnia z premedytacją.
Poza tym rachunek zysków i strat. Rzekoma korzyść – twierdzą zwolennicy spisku – to ukaranie zbyt samodzielnego polityka. A straty – pytam? Przecież byłyby nieporównywalnie większe. Gdyby ów rzekomy zamach wyszedł na światło dzienne, a nikt mnie nie przekona, że istnieją zbrodnie doskonałe, bezśladowe, oznaczałoby to całkowite zerwanie stosunków Rosji z Zachodem. W końcu u licha jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej czy nie? Krótko: Rosjanie musieliby być szaleńcami, żeby coś takiego przeprowadzić.
I argument następny. Ze wszystkiego, co do tej pory wiadomo, wynika, że polska załoga zdecydowała się lądować w warunkach, w których nie miała do tego prawa. Nawet jeśli założyć, że jakimś cudem ktoś wytworzył sztuczną mgłę, to pilot sam powinien był szukać innego lotniska.
Mit smoleńskiego spisku wydaje mi się zatem śmiertelnie groźny dla polskiej prawicy. Po pierwsze teza o zamachu jest tak radykalna, że pozwala przejść do porządku dziennego nad rażącymi zaniedbaniami polskich organizatorów lotu. Łatwo im wykazać, że nie przygotowywali morderstwa; tym samym rząd unika odpowiedzialności za nieudolność i błędy.
Po drugie, posługując się myśleniem zamachowym, prawica traci zdolność przekonywania wyborców do swoich racji. Zainfekowana irracjonalizmem będzie musiała przegrywać kolejne batalie o kształt państwa. Ostatecznie liczba osób, które przyjmą, że w zderzeniu z kilku-dziesięciocentymetrowej grubości brzozą nie łamie się skrzydło samolotu, jest ograniczona. Nic nie poradzę, że tak myślę.”

Komentarz do tych wiekopomnych mądrości będzie krótki.
Wolno panu Lisickiemu wypisywać co zechce i nawet dziś – gdy rosyjski mit „pancernej brzozy” legł w gruzach, a racje mają „pławiący się w cierpiętnictwie i pseudomartyrologii”- powtarzać swoje banialuki i stroić się w szaty „prawicowego” publicysty. Byłoby jednak doskonale, gdyby pokładając ufność w głupocie Polaków i wierząc w powszechną amnezję, zechciał pamiętać, że są rzeczy, które okrywają hańbą.   

113 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za to zestawienie. Kilka z tych tekstów, które Pan przytoczył, mocno utkwiło mi w pamięci. Zachowanie tego Pana - zawsze jednoznacznie stawającego po stronie onych, zwłaszcza gdy tylko sytuacja tego wymagała, powinno być wystarczającą przestrogą i ostrzeżeniem.
    Pozwolę sobie podlinkować mój niedawny tekst - wciąż aktualny:

    "Jak /Uważam Rze/ nabiło czytelników w butelkę. Złoto w kategorii Launch"

    http://blogmedia24.pl/node/60879

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Aleksandrze, jak Pan godzi to, że Cezary Gmyz, który zdetonował tyle niewygodnych prawd dla układu (wspomnę tylko Turowskiego), idzie razem z PL? Czy wyjaśnieniem jest li tylko proza codziennego życia?

    Z poważaniem,

    Paweł Chojecki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      Czytałem odpowiedź Gospodarza i całkowicie się z nią identyfikuję.

      Jednak problem który Pan poruszył będzie się co rusz pojawiał w różnej formie.
      Widać wyraźnie, że wysyp tzw. "prawicowych" blogów, portali i czasopism zaczyna przypominać chaos początku lat 90-tych, z wielką liczbą ugrupowań politycznych mianujących się tymi jedynymi reprezentantami "naszych" interesów.
      Identyfikacja "nasz" lub "nie nasz" będzie więc w najbliższym czasie podstawowym wyznacznikiem dla poczytności czy oglądalności, a tym samym miarą wpływu na rzeczywistość.
      I nie chodzi tu o pociągniecie mas dla głoszonych poglądów czy idei, lecz o typowo lewacką metodę "na destrukcję i aktywną dezorientację" części elektoratu prawicowego.
      Świetny przykład niedoszłego wieszcza - Zygmunta Kaczkowskiego pokazuje skalę trudności pojawiających się w prawidłowej ocenie ludzkich postaw (http://wpolityce.pl/artykuly/44852-slawomir-cenckiewicz-agent-heubauer-o-niedoszlym-wieszczu-narodowym-w-rocznice-powstania-styczniowego).

      Tak więc namawiam gorąco naszego Gospodarza do takich ocen.
      Widzę w nich głęboki sens, możliwość konfrontacji z własnymi poglądami - dla wielu z nas, a także szansę na niepopełnienie kolejnych błędów dla wielu zagubionych.

      Pozdrawiam Pana, ukłony dla Gospodarza
      Zaścianek

      Usuń
  4. Ten ostatni wywód faktycznie Lisickiemu nie przynosi intelektualnych laurów, a już w dziedzinie polityki międzynarodowej go ośmiesza (zerwanie Zachodu z Rosją; po co Rosji zamach jak się wyda cała sprawa itd.):

    Mocny102

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Kazefie,

    Obawiam się, że w przypadku tego pana wciąż jesteśmy "nabijani w butelkę", jeśli nawet przyjmuje ona nieco innych kształt. Gdyby Lisicki był poważnym publicystą i serio traktował własne słowa i czytelników, musiałby cofnąć się do tych nieodległych czasów i zmierzyć z ówczesnymi ocenami.
    Dziękuję za link do Pańskiego tekstu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Paweł Chojecki,

    To chyba niewłaściwie sformułowane pytanie, bo publicystyka Cezarego Gmyza broni się doskonale sama i nie muszę "godzić" dokonywanych przez niego wyborów z oceną postaci pana Lisieckiego.
    W czasie, gdy naczelny "Rzepy" wypisywał te androny, Cezary Gmyz również był w zespole redakcyjnym i nie dostrzegam w tym żadnej ujmy.
    Robił tam doskonałą robotę.
    Dostrzegam też, że wśród ludzi tworzących dziś pismo Lisickiego są publicyści, których bardzo cenię, jak Wildstein czy Gmyz. Byłoby absurdem, gdybym oceniał ich dokonania w takim kontekście.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Aleksandrze,

    Gratuluje! Trafiony zatopiony.
    Lisicki wypisuje rzeczy wyjątkowo podłe.
    Nie zawracalem sobie nim nigdy glowy, w jakis sposob nabrawszy przekonania, ze nie reprezentuje on nic wiecej niz Janke, czy Szczurbiurowy. Nie chce zatem rozmawiac o tym sluzalczym wylizuchu (w owczej skorze - jak zapewne powiedzialaby pani Urszula). Widze za to ciekawe roznice w sposobie postrzegania polskiej polityki, ktore prowadzą do zbieznych wnioskow.

    Pan za pierwszym razem trafia w dziesiątke znajdując cytaty po upublicznieniu ktorych baranek Lisicki powinien pasc martwy z wlasnorecznie przegryzionym gardlem. Ten niezwykly fakt, ze baranek nie pada niezwlocznie ze sztywnymi nogami do gory, jest zupelnie osobnym i nader istotnym tematem.

    Ja takich cytatow nie potrafie wykopac. Mam swoj obraz, czy tez moze mape, na ktorej przymierze okrąglego stolu jest otoczone wieloma liniami obrony. Są linie zewnetrzne, gdzie trwa bieząca walka, w momencie gdy pada linia zewnetrzna, obrony okrąglego stoliczka podejmuje sie kolejna linia. Co nie znaczy, ze najbardziej wewnetrzną linią dowodzą Kiszczak z Jaruzelskim. Wrecz przeciwnie. Kiedy padla linia obrony dowodzona przez Michnika i jego kapepowską menorę, dowodzenia kolejna linią nie przejąl Dukaczewski, ale malo znany dupek o nazwisku Janke. Majaczą sie juz we mgle kolejne linie obrony okraglego stolu, prawicy i patriotyzmu, pojawiają sie sylwetki dowodzących, a przypominają jako zywo Sakiewicza, Lisieckiego i Kaczynskiego z PiSem.

    Mojemu rozumowaniu brakuje argumentow, ktore potrafilyby kogokolwiek przekonac, ale ja z ludzmi rozmawiam raczej malo, zwlaszcza o istotnych sprawach, a tym bardziej o polityce w 3RP.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Mowiac bardziej precyzyjnie, glownodowodzacy batalią (jak to sie nazywa po rosyjsku?) daliby wiele by wystawic kilku Lisickich na przedpolach Sakiewicza i Kaczynskiego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż to będzie?
    "Kolejnym tematem, który pojawił się podczas obrad Rady Stałej był temat relacji z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Przewodniczący Episkopatu poinformował, że chodzi m.in. o utworzenie po obu stronach GRUP ROBOCZYCH do wzajemnych kontaktów. Ostateczne decyzje w tej sprawie podejmie cała Konferencja Episkopatu."
    http://www.episkopat.pl/?a=kalendarium_show&typ=INFORMACJE&id=16689

    Wykluczony

    OdpowiedzUsuń
  10. Bzdurą jest wypominanie Lisickiemu wypowiedzi sprzed lat, kiedy dziś mówi już co innego. Ewoluował i należy to docenić. Budujmy wspólnotę prawicowo - niepodległościową bez intryg i utarczek wewnętrznych. Inaczej znów przegramy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy red. Lisicki, po filmie A.Gargas, nawrócił się na zamach? Czy nadal jest na ruskim kursie i ścieżce, pisząc:

      "Od początku mi się wydawało, że opowieść ta kupy się nie trzyma. Na rosyjski spisek brak dowodów. Można wykazać bałagan, niekompetencję, chaos i głupotę. Tyle że to nie to samo, co zbrodnia z premedytacją".

      Nadal nie widzi dowodów?

      "Poza tym rachunek zysków i strat. Rzekoma korzyść – twierdzą zwolennicy spisku – to ukaranie zbyt samodzielnego polityka. A straty – pytam? Przecież byłyby nieporównywalnie większe. Gdyby ów rzekomy zamach wyszedł na światło dzienne, a nikt mnie nie przekona, że istnieją zbrodnie doskonałe, bezśladowe, oznaczałoby to całkowite zerwanie stosunków Rosji z Zachodem. W końcu u licha jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej czy nie? Krótko: Rosjanie musieliby być szaleńcami, żeby coś takiego przeprowadzić"

      Zbytnia wiara w NATO i UE to potęga rozumu czy dzięcięca naiwność?

      Dla mnie Pan Lisicki jest skompromitowany i nie są to wypowiedzi sprzed lat, jak piszesz.

      MagdaFigurska

      Usuń
  11. Aleksandrze,

    jestem Ci bardzo wdzieczny za ten tekst - mnie najprawdopodobniej zabrakło odwagi.
    Od wielu dni nie komentuje incjatywy Lisickiego, pomyslało mi się że skoro tyle razy jest nam powtarzane że wyłacznie burzymy zamiast budować, to moze jest w tym jakies ziarnko prawdy. Dodatkowo incjatywę Lisickiego popularyzują i osoby co do których nie ma najmniejszych wątpliwości.

    Wszystkie (chyba wszystkie) po prostu haniebne teksty Lisickiego o 10.04 znam. Chciałbym zwrócić uwage na to kiedy powstały. A powstały wówczas gdy bylismy w defensywie - to dlatego "niepokorny autor" wysyłał wówczas tych którzy kwestionowali raporty Millera i generalicy Anodiny, wysyłał nas do lasu, kpiaco zachęcając do założenia jakiejś partyznatki.

    Dzis Lisicki powiada iż ma coraz wieksze wątpliwości.

    W rulonik zawinąć mozna by sobie jakieś przeprosiny (które zresztą nigdy nie padły) za wczesniejsze pacyfikacje nastrojów.
    Pan Lisicki uzyskał wsparcie grupy Media Point - taka ciekawostka: Media Point piórem pana Adamskiego została pół roku temu przedstawiona jako firma wiecej niz podejrzana.

    Gdzie?
    Pan Adamski opisał rzecz w bodaj sierpniowym czy lipcowym Uważam Rze - kierownym wówczas przez dziś jeszcze bardziej "niepokornego" Lisickiego.

    Bardzo dziękuje za ten tekst.

    MM (n)

    OdpowiedzUsuń
  12. Magda Figurska,

    "uważam rze" nie powinnismy sie zbytnio pochylać nad obecnymi stanami świadomości człowieka który w czasach gdy dominował przekaz o pijanym generale Błasiku to nas, a nie tych którzy formułowali te kalumnie, ustawiał do pionu.

    Stały gość TVN czy TOKFM to nas postanawiał pouczyć co trzeba o tej tragedii myśleć.

    Ma racje Piotr Lisiewcz piszący w najnowszej Gazecie Polskiej że my pamietamy.
    Pamietamy nie tylko co kto pisał, kiedy pisał (owe "kiedy" uważam za bardzo ważne - chyba pamietamy w tamtych czasach powstał i koncept by Rosjanom tak wierzyc i tak im dziekować że kto nie zapali świeczki "wyzwolicielom" ten człowiekiem nienawiści) i dziś musi z pozycji szyderczych przejśc na pozycje wątpiace...

    "Lud smoleński" optujący za zamachem redaktor Lisicki mógł obsmiewać wówczas gdy bylismy w defensywie.

    Dziś, powtórzenie tych tekstów które przytoczył Aleksander Ścios, nie jest mozliwe.

    Ktos napisał wyżej że Lisicki ewouluje.

    Wszystko mi mówi że tak samo jak jak grupa Media Point.
    Karmiona pochopnie przez władze tak:

    http://wpolityce.pl/artykuly/44760-co-jeszcze-wladza-moze-zrobic-dla-swoich-mediow-we-wprost-reklamuje-wycieczki-do-lasu-co-dalej-powietrze-wedkowanie

    Za to gotowa by tej władzy robic mocno koło pióra i po spektakularnej akcji z Hajdarowiczem - okazuje sie że to spólka bardzo niepokorna...

    Wierzymy tak panu Lisieckiemu jak znalezionemu przez niego nowemu "inwestorowi".

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest niewielka elita polskiej prawicy, ale wolę określenie "polskiej części społeczeństwa o tradycjach narodowo-patriotycznych oraz konserwatywnych".
    Ta elita to garstka ludzi głownie wywodząca się spośród osób duchownych plus Pan Ścios, może Pan Sakiewicz, i paru innych.
    Obok znajduje się następna grupa patriotów wywodząca się z dawnej polskiej inteligencji.
    Dalej jest grupa ludzi publicznych , wśród których są między innymi dziennikarze, tzw. dziennikarze prawicowi oraz dziennikarze nastawieni krytycznie do ludzi obecnej władzy i ich różnej maści przybudówek.
    Zgadzam się z tekstem Pana Ściosa, w którym przypomina on tzw. "mądrości etapu" pana Lisickiego.
    Pan Lisicki, w moim mniemaniu należy do tych ostatnich, wymienionych przeze mnie na końcu listy.
    Uważam, że nie należy boczyć się na żadnego człowieka działającego publicznie , który dziś , tu i teraz krytykuje obóz reżimowy.
    Należy jednak pamiętać , że osobę o takiej przeszłości nie należy wpuszczać na salony rzeczywistej elity !
    Oni, to takie mięso armatnie, zwane przeze mnie mięsem dziennikarskim, potrzebne do osiągnięcia celu, jakim jest Polska wolna, niepodległa, rządzona przez ludzi mądrych, inteligentnych, i oddanych bez reszty narodowi.
    Oni tez są potrzebni.
    Na tym polega strategia.
    Należy im przypominać to zło co czynili w przeszłości , gwoli większego zaangażowania w obecną walkę.
    Natomiast nie należy oczekiwać od nich jakiejś wielkie lojalności czy mądrości.
    Jestem w przeciwieństwie do Pana Ściosa, za zdrowo-rozsądkowym budowaniem zgody na tzw. prawicy, mając pełną świadomość, że przez pewne progi mogą przechodzić tylko pewni ludzie.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "... Należy im przypominać to zło co czynili w przeszłości , gwoli większego zaangażowania w obecną walkę."

      Proszę wybaczyć, ale dla mnie to naiwność.
      O ile u zwykłego zjadacza chleba taka reakcja jest możliwa, bo często wynika z dotychczasowego bezrefleksyjnego podejścia do rzeczywistości, tego co w skrócie nazywamy "walką o przetrwanie", o tyle u osób tej profesji i tego formatu co red. Lisicki w grę wchodzić może co najwyżej kolejne stadium (rozwoju?) osobowości wg. reguły "prawdy etapu"!

      A już przypisywanie takim postaciom roli "mięsa armatniego" w wojnie światopoglądowej uważam za całkowicie nieuprawnione.
      Niedocenianie drugiej strony to groźna przypadłość!

      Pozdrawiam
      Zaścianek

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  15. viilo,

    Przyznaję, że "zawracanie sobie głowy" postaciami typ Lisickiego nie należy do moich ulubionych zajęć. Tacy ludzie nie mają nic do powiedzenia i są w swoich ocenach równie przewidywalni jak funkcjonariusze ośrodków propagandy.Dlatego czytanie ich wytworów traktuję jako stratę czasu.
    Należało jednak przypomnieć myśli tego żurnalisty z dwóch powodów.
    Po pierwsze, by uzmysłowić czytelnikom ogrom błędnych ocen i niemoc intelektualną byłego szefa "Rzeczpospolitej".
    Po wtóre, bo on i jemy podobni kreują się dziś na "prawicowców i konserwatystów" i chcą korzystać z miana niezależnych dziennikarzy. Nie dlatego, że zasłużyli na to swoją twórczością, ale dlatego, że nagle stali się ofiarami reżimu. Tego samego reżimu, z którym wcześniej chętnie flirtowali.
    Na to zafałszowanie nie wolno pozwolić, bo niezależność to nie autonomia wobec wydawcy pisma (jak się niektórym wydaje) ale zdolność do odkrywania prawdy - wbrew stereotypom czy politycznym konotacjom.
    To wartość niedostępna dla pana Lisickiego i setek innych żurnalistów.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panski artykul o Lisickim jest bardzo potrzebny, porzadkuje wiedze o nim.

      Wyrzucenie Lisickiego z roboty robi z niego ofiare rezymu w ten sam sposob jak kolejne aresztowania i odsiadki Michnika robily z niego polskiego opozycjoniste. Oba przypadki to kreowanie zafalszowanego publicznego wizerunku, ubieranie owczej skory.

      Lisicki to potenjalny obronca okraglostolowego ukladu, wie o tym on sam i wie dyktatura ciemniakow.

      Usuń
  16. VIILO,

    Panie Viilo! Prawdopodobnie Pan mnie podpuszcza z tą owczą skórą za to, że dałam się nabrać pod "Powrotem brązowych butów", ale na wszelki wypadek się odniosę: rzadko, jeżeli w ogóle, używam nachalnych porównań, w rodzaju: wilk/lis w owczej skórze. Pan Ścios może zaświadczyć! :)

    A wracając do Lisa Naczelnego (Lisicki) – to Lis Właściciel (Lisiecki = Media Point Group; wg Króla Lisów – Donbas) mu niczego nie wykole, ani nie odgryzie, dopóki sprawnie - jak Lis z Okienka, będzie "tumanił i przestraszał" żądny odwetu elektorat PiS i innych Polaków poczciwych.
    Który to elektorat zamiast wziąć, i po prostu - przywalić, woli odszczekiwać się medialnie,
    w dodatku per procura. "ALE IM DOŁOŻYLI!" mówi wtedy (zadowolony) elektorat i czuje się jak ci z Gloria Victoribus.

    Pozdrawiam

    PS. Przepraszam za łopatologiczną systematykę lisów, ale mnie samej oni się mylą, więc uporządkowałam. Aha! Jest jeszcze Lisiewicz z GP – ale ten akurat bardzo porządny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      To prawda, potrzebowalem wplesc tę owcę w narrację przed "barankiem Lisickim" rozladowujac rownoczesnie monotonię epitetow w "sluzalczy wylizuch w owczej skorze" i liczac na wymiane kilku zdan z Panią.

      Nie jestem pewien czy dala sie Pani nabrac dwa artykuly wczesniej. Do dzis nie rozumiem po co Jaszczurowi te wiezienia arabskiej (dune coon) policji obyczajowej skoro mamy tyle wielkich stadionow w duzych miastach i ogrodzone Orliki w kazdej wsi.
      Cudze chwalicie...

      Drugie "i" w Lisieckim to byla niezamierzona literowka.

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
  17. Ad Anonim z 18 stycznia 2013 10:03

    "Bzdurą jest wypominanie Lisickiemu wypowiedzi sprzed lat, kiedy dziś mówi już co innego. Ewoluował i należy to docenić. Budujmy wspólnotę prawicowo - niepodległościową bez intryg i utarczek wewnętrznych. Inaczej znów przegramy."

    Gratuluję!!!

    Wzorcowe przykłady sformułowań ONYCH (Gloria Victoribus, NE i okolice) . Tagi zaznaczyłam. Powinno się jeszcze zaczynać od "PRZYJACIELE"!


    OdpowiedzUsuń
  18. Mariusz Molik,

    Ja nawet nie bardzo rozumiem, z czego miałaby wynikać obawa pisania o takich rzeczach.
    Co więcej - uważam za konieczność, by przypominać, z kim naprawdę mamy do czynienia i jak wygląda "opozycyjność" takich postaci.
    To oni są dziś rzecznikami zacierania prawdy i relatywizowania tego, co nie podlega dyskusji.
    Oni też mają gęby pełne frazesów o "budowaniu" i "łączeniu prawicy". Mają zaś, bo żerują na ludzkiej naiwności, amnezji i braku wiedzy.
    Mamy prawo oceniać pana Lisickiego w wymiarze dla niego najsroższym - poprzez jego słowa. To właśnie robię i do tego zachęcam wszystkich, których stać na samodzielne myślenie.
    Nie wiem, czy Lisicki ma dziś "większe wątpliwości" i mówiąc szczerze nic mnie to nie obchodzi. Ten pan nigdy nie wrócił do swoich idiotycznych, ahistorycznych wywodów i nigdy nie przyzna się, dlaczego wypisywał wówczas takie dyrdymały.
    W tamtym czasie, gdy szalała rosyjska propaganda, gdy opluwano rzeczników prawdy i ofiary Smoleńska, gdy bandycka horda, podpuszczona przez przyjaciół Komorowskiego biła obrońców krzyża - Lisicki nie miał żadnych wątpliwości. Napisał nawet - "nic nie poradzę, że tak myślę".
    Ja zatem nic nie poradzę, że gardzę takimi postaciami.

    Pozdrawiam Cię

    OdpowiedzUsuń
  19. Nurni (MM),

    "Pan Lisicki uzyskał wsparcie grupy Media Point - taka ciekawostka: Media Point piórem pana Adamskiego została pół roku temu przedstawiona jako firma wiecej niz podejrzana".

    Doprecyzowuję! --- /Wielosylabowiec specjalnie dla Pana Aleksandra. Za "prestidigitatorów" jednym tchem! :) /

    Analizując historię ostatnich lat „Wprost” na polskim rynku prasowym, Łukasz Adamski stawia tezę, że zmiana programowa tygodnika zaczęła się wraz z przejęciem tytułu przez Platformę Medialną Point Group. Jego zdaniem metody, jakie nowy właściciel „Wprost” Michał Lisiecki zaczął wprowadzać do pisma, przypominały chwyty stosowane już wcześniej (...) w konsekwencji wszystkie tytuły Point Group zaczęły z czasem stawać się do siebie podobne.

    http://www.sdp.pl/wprost-skazony-lisem-przeglad-mediow-uwazam-rze-lukasz-adamski


    Ciekawe, czy "pan Adamski" znajdzie się w AAAAbsolutnie Niepokornym i Wielce Szacownym (na zdjęciu widać nawet pana Szewacha Weissa >TU< ) Zespole Redakcyjnym DO RZECZY? To by dopiero było! :)))

    =====

    Marek Król* - Popełniliśmy błędy i ponieśliśmy klęskę wydawniczą, to prawda. Lecz sytuacja innych tytułów nie jest dziś lepsza. (...) Byliśmy zmuszeni do sprzedaży. Zaczął narastać deficyt, spadły reklamy. Jak się zaczyna wojnę z rządzącymi, to spadają m.in. reklamy firm, gdzie Skarb Państwa ma kontrolę. (...)W pewnym momencie sprzedawaliśmy więc wszystko, co było można. Koniec końców mamy dziś „Wprost”, jaki mamy.

    I jak pan się z tym czuje?

    Jakbym jedyną córkę oddał do burdelu.

    Do kogo dziś należy „Wprost”?

    Point Group to m.in. oligarchowie z Donbasu i silna frakcja ludzi Kwaśniewskiego. Ktoś może mi niestety zarzucić, że sprzedałem tygodnik obcym interesom. Widać to zresztą po linii „Wprost”.


    http://wpolityce.pl/wydarzenia/14632-marek-krol-w-uwazam-rze-o-tygodniku-wprost-pod-nowymi-rzadami-czuje-sie-jakbym-jedyna-corke-oddal-do-burdelu

    *TW Rycerz, ex - KC PZPR, wieloletni naczelny "Wprost".

    =============================================================

    SUMMARY:

    "There and Back Again".

    Well...

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobry wieczór, Panie Aleksandrze,

    Miło powitać "na żywo" na Pańskim blogu.
    Ostatnio nie przydarza się to zbyt często. :)

    Pozdrawiam serdecznie, choć muszę nadmienić,
    że niedługo będzie miał Pan "przerąbane" wszędzie!
    A my - wraz z Panem. :))

    OdpowiedzUsuń
  21. Stanley Panama,

    W kwestii takiej strategii, mamy zupełnie różne opinie. Nie będę jednak próbował przekonywać Pana, że nie chodzi tu o "boczenie się" ani nawet o gradację "ludzi potrzebnych".
    Sprawa jest znacznie prostsza i dotyczy zdolności do widzenia rzeczy takimi, jakie są.
    Publicystę oceniamy poprzez słowa, polityka poznajemy po czynach, działanie dobra - po owocach.
    Można sobie imaginować istnienie różnych grup dążących do jednego celu, a nawet stosować ich gradację, ale jeśli wymiesza Pan dobro ze złem, wartość z bylejakością, a mądrość z głupotą - nie otrzyma Pan nowej elity lecz starą "breję" - tę samą, która od dwóch dekad zatruwa życie publiczne III RP.
    Stan tego państwa nie jest wynikiem selekcji i mądrego podziały na My - Oni, lecz właśnie efektem łączenia ze sobą rzeczy nieprzystawalnych - ludzi PRL-u z tradycją Rzeczpospolitej, propagandystów z wolnymi mediami, złodziei z gospodarką rynkową, a zamordystów z mechanizmami demokracji.
    Dopóki ten mezalians nie zostanie ukrócony, będziemy mieli "niezależnych konserwatystów" w stylu Lisickiego czy "prawicowców" w rodzaju JKM czy ludzi Nowego Ekranu.
    Kto woła dziś o takie "budowanie jedności" - działa na szkodę Polaków i niewiele zrozumiał z doświadczeń ostatnich lat.

    Pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rewelacyjna odpowiedź, Panie Aleksandrze, zapisuję do "złotych myśli".
      Publicystę - poprzez słowa, polityka - po czynach, dobro - po owocach.
      Dobro wymieszane ze złem nie daje nowej jakości lecz starą breję.

      MEZALIANSOM - nasze wyniosłe: "w życiu!" :)

      Usuń
    2. Podtrzymuję.
      Doskonała refleksja. Do cytowania i powtarzania.
      Ja szczególnie wyróżniam ten fragment:

      "Stan tego państwa nie jest wynikiem selekcji i mądrego podziału na My - Oni, lecz właśnie efektem łączenia ze sobą rzeczy nieprzystawalnych - ludzi PRL-u z tradycją Rzeczpospolitej, propagandystów z wolnymi mediami, złodziei z gospodarką rynkową, a zamordystów z mechanizmami demokracji."

      Usuń
    3. Podzielam Pana zdanie co wulgarności dziennikarza,Pana Lisickiego dotyczącego hańbiących scen przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu.
      Jest Pan trochę idealistą, podobnie jak ja jakiś czas temu.
      Jednak obserwowanie życia w różnych częściach świata, zmieniło moje zdanie co do sposobów osiągania pewnych celów.
      Strategia jest szalenie ważna, a sojuszników nie wybiera się na zasadzie ideału, ale doraźnych potrzeb.
      Od strony politycznej , amerykanie popierali lub tworzyli każde totalitarne władze w Afryce czy Ameryce Łacińskiej, w celu ciągnięcia z tego korzyści i trzymania za mordę w kompletnej biedzie wiele narodów.
      Dziennikarz, jak Pan widzi , potrafi kreować rzeczywistość i jest bardzo wpływowy jak chodzi o sposób myślenia mas.
      Dobrze jeśli mówi prawdę, bo taka powinna być jego etyka.
      Ale równie dobrze jak przestaje mówić kłamstwa, a może jeszcze lepiej.
      Dlatego ja bym chętnie miał na podorędziu i dziennikarzy uczciwych, i szmaty które są mi dzisiaj potrzebne a nadają na falach mojej wizji państwa.
      Jak ktoś napisał powyżej, że jak by Pan chciał pisać w rzetelnej gazecie , to albo musiał by Pan czekać do końca życia, lub samemu założyć takie pismo, składające się z tylko jednej, pańskiej, osoby.
      Ja mam podobny charakter do Pana. Nie należę do żadnej organizacji, do żadnej partii, do żadnego ugrupowania czy kółka, bo z nikim się nie zgadzam poza sobą, choć i ze sobą się czasami kłócę...... he he he !
      Pozdrawiam.
      W dalszym ciągu jestem Pana fanem

      Usuń
    4. @ Stanley Panama

      "Od strony politycznej , amerykanie popierali lub tworzyli każde totalitarne władze w Afryce czy Ameryce Łacińskiej"

      Nie tworzyli bolszewickich rzadow na Kubie i w Kongo.

      Zastepowanie kwantyfikatora szczegolowego (niektore) ogolnym (kazde) to tani chwyt propagandowy.

      Zakladam pozytywnie, ze rozroznia pan kwantyfikatory, a bolszewie na Kubie i w DRK uznaje za totalitaryzm.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  22. Pani Urszulo,

    Na temat finansowania mediów (w tym "naszych") oraz osób, które za tym stoją należałoby napisać obszerny tekst. Nie wiem wprawdzie, czy byłyby to rzeczy interesujące dla odbiorców tych mediów, ale po takiej publikacji miałbym z pewnością "przerąbane" u wszystkich.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

  23. Panie Aleksandrze,

    dziekuje za prosty i prawdziwy tekst.

    Ja rowniez szanuje osobe Bronislawa Wildsteina i nie oceniam negatywnie jego udzialu
    w przedsiewzieciu o nazwie 'Do Rzeczy'

    Czy gdyby Panu zaproponowano wspolprace z tym tygodnikiem to by sie Pan opieral ?
    Mam nadzieje,ze nie bo niezaleznosc,jak Pan na pisal w jednym z komentarzy,to zdolnosc i mozliwosc odkrywania prawdy a nie tylko autonomia wzgledem wydawcy lub red.naczelnego.
    Ciekaw jestem Pana zdania na ten temat.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. POLECAM, nawet bardzo!

    ŻOŁNIERZE ZNIEWOLENIA - prof. Zybertowicza na Niezależna. pl
    Tagi: cyngle, Media, Opinie, prasa

    "Dziennikarze III RP nie stoją w obliczu gułagu ani plutonów egzekucyjnych NKWD. Stoją tylko w obliczu swoich schematów myślowych, swoich pokus i słabości. W obliczu nawyków, które kierują ich poznawczymi i emocjonalnymi odruchami. W obliczu presji środowiska, które myśli podobnie jak oni".


    http://niezalezna.pl/36793-zolnierze-zniewolenia

    Także wczorajsze "Rozmowy niedokończone" pt."MEDIALNI FUNKCJONARIUSZE KONTRA DZIENNIKARZE" (prof. Andrzej Zybertowicz i o. Piotr Dettlaff),
    które właśnie po trochu odsłuchuję, jestem w 2o minucie, i jak dotąd – sama prawda.

    Aha! Z mediów "naszych" AZ wymienia RM, TV Trwam, Nasz Dziennik i Gazetę Polską,
    po czym dodaje: "wskazuje się także na inne media..." :)


    http://vod.gazetapolska.pl/3148-medialni-funkcjonariusze-kontra-dziennikarze-prof-zybertowicz

    OdpowiedzUsuń
  25. tobiasz11,

    Odpowiedź na Pańskie pytanie jest prosta - nie podjąłbym współpracy z tym tygodnikiem.
    Zwrócę natomiast uwagę, że mój tekst nie dotyczy działań pana Lisickiego jako wydawcy nowego tygodnika, tym bardziej, nie niesie oskarżeń pod adresem tego pisma. Wartość publicystyki mierzy się miarą słów. I niczym więcej. Każdy z obecnych i przyszłych autorów nowego tygodnika podlega tylko jednej weryfikacji - na podstawie tego co napisał, poprzez trafność ocen i głoszonych poglądów. Tak też oceniam pana Lisickiego.
    Panowie Wildstein czy Gmyz sami decydują gdzie zamieszczają swoje artykuły i ani mi w głowie weryfikować ich dokonania poprzez fakt, że będzie to tygodnik Lisickiego. Ci publicyści mają swoje nazwiska i markę, na którą rzetelnie zapracowali.
    Moja niezależność jest jednak nieco innej próby i byłbym skończonym pyszałkiem, gdybym próbował swoje publikacje zestawiać z tak uznanymi autorami. Nie warto też zapominać, że ci ludzie działają otwarcie w sferze publicznej, łącząc dziennikarstwo z aktywnością w wielu innych obszarach.
    To ważne rozróżnienie, bo w moim przypadku chodzi o publikacje anonimowego autora, który za cały majątek ma jedynie słowo. Moim atutem nie może być wykształcenie, pozycja społeczna, stanowisko czy życiorys.
    Wbrew temu co się powszechnie sądzi, taka sytuacja wymaga od autora znacznie więcej, m.in. całkowitej jednoznaczności polegającej również na tym, że głoszone przezeń poglądy nie będą "zgrzytały" w konfrontacji z miejscem, w którym zamieszcza swoje teksty. To podstawowa kwestia wiarygodności, o czym próbowałem przekonywać rezygnując z publikowania na S24 czy w "Warszawskiej Gazecie".
    Nigdy nikogo nie namawiałem i nie będę namawiał do takiej optyki. Są to indywidualne decyzje, których nie wolno wymuszać po żadną presją. Czasem bowiem wynikają z tak nierozważnej i staroświeckiej zasady, jaką jest honor.


    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  26. OT

    Panie Aleksandrze,

    zajrzałam do tweetów, przeczytałam, co mówi Andrzej Gwiazda o zadośćuczynieniu (materialnym) za represje w PRL. I wyznam, że w przeciwieństwie do AG - mam w tej kwestii mieszane uczucia. (Nawiasem: ciekawa jestem, czy pan Gwiazda sam wystąpił o takie odszkodowanie?)
    Otóż - pomijając wzgardliwym milczeniem bełkot TW Bolka - myślę, że łamańce typu: III RP jest ciągłością PRL więc niech płaci! - nie są w tym wypadku stosowne. Może gdyby chodziło o kogoś innego, choć też mam wątpliwości... Ale jak można występować o pieniądze za walkę o wolną Polskę, w której od 1989 jest się senatorem, elitą, celebrytą, etc. - tego, przyznam, nie rozumiem.

    Ciekawa jestem Pańskiego zdania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://wzzw.wordpress.com/2013/01/17/gwiazda-mamy-ciaglosc-iii-rp-z-prlem/

      Usuń
  27. Pani Urszulo,

    Tekst prof.Zybertowicza stanowi doskonałe uzasadnienie dla stosowania terminu "funkcjonariusze" - w odniesieniu do większości postaci medialnych III RP. Tych ludzi trzeba traktować jak medialnych terrorystów i w żadnym wypadku nie przydawać im miana dziennikarzy.
    Byłoby jednak świetnie, gdyby za tą trafną diagnozą podążała głębsza refleksja - związana z powinnościami wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa.
    Pisałem już, że póki praktyka owych mediów ogranicza się do kontrakcji wobec ośrodków propagandy, komentowania tego co inni powiedzieli lub napisali, do biernego uczestnictwa w medialnych spektaklach i prowokacjach - nie ma to nic wspólnego z niezależnością.
    Tu trzeba uwolnić się od podległości informacyjnej i zdobyć na własny głos. Własny, zatem nie nawiązujący do produktów propagandy czy wypowiedzi różnych nieszczęśników.
    Ponieważ jest to zadanie znacznie trudniejsze od "bycia w opozycji" wobec reżimu i jego przekaźników - przyjdzie nam jeszcze długo pracować na taką niezależność.
    Gdy obserwuję zachowania niektórych "naszych" dziennikarzy, szczerze wątpię, by ludzie ci rozumieli o czym napisałem.

    Proszę mi wybaczyć, ale nie podejmę teraz tematu odszkodowań. Ma on raczej marginalne znaczenie (również ze względu na skalę zjawiska) i w żaden sposób nie jest związany z tematem wpisu. Nie chciałbym porzucać tego wątku.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  28. Szanowny Panie Aleksandrze,

    dziekuje za wyczerpujaca odpowiedz i zycze Panu znalezienia w przyszlosci takiego miejsca,w ktorym bedzie sie Pan czul swobodnie i ktore zapewni Panu jednoczesnie mozliwosc publikowania swych tekstow bez narazenia na utrate honoru.
    Ze swej strony chcialbym wyrazic tylko zal,ze z powodu braku takowych mediow w chwili obecnej ,Panskie analizy i oceny nie sa wystarczajaca dostepne dla szerszej rzeszy odbiorcow.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. "W końcu u licha jesteśmy w NATO i Unii Europejskiej czy nie?"

    Tak, panie Lisicki, wszyscy zobaczylismy to juz na pogrzebie Pary Prezydenckiej, sp. Marii i Lecha, jak baaardzo jestesmy w Nato i UE.


    "Krótko: Rosjanie musieliby być szaleńcami, żeby coś takiego przeprowadzić"

    pragne przypomniec panu redaktorowi prawicowemu Lisickiemu, ze Delegacja Polska z dnia 10.04.2010 udawala sie do miejscowosci Katyn. To takie miejsce na ziemi rosyjskiej, gdzie kilka zaledwie dziesiatek lat temu pozbawiono zycia, strzalem w potylice, 20.000 (dwadziescia tysiecy) Polskich Oficerow. Nie uczynili tego kosmici ale Rosjanie. Czy pan redaktor moglby mi przyblizyc w jakim stopniu zaklocilo to relacje Rosjan z Zachodem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam od razu, a potem umknęło, przepraszam :)

      Zachwyciła mnie Pańska lapidarna, ale precyzyjnie celna
      replika na rozedrgane rozterki redaktora L.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  31. Juz od dawna wiedzialem,ze ten Lisicki, Janke i Semka sa przebranymi za prawicowych dziennikarzy PObolszewikami! Nazywam ich "flip-flapy" albo "slizgacze"! Pozdrawiam pana Aleksandra Sciosa bardzo serdecznie. - Janusz z Toronto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Januszu,

      Pan Lisicki z pewnością zasługuje na zestawienie z I.Janke. Są jednak tacy, którzy wierzą, że rozdarci w komicznym rozkroku żurnaliści to najprawdziwsza "prawica". Na taką wiarę nie ma antidotum. Zabija bezboleśnie.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  32. Stanley Panama,

    Zakładam, że przeczytał Pan moją wcześniejszą odpowiedź, dlatego nie bardzo rozumiem, czemu zawdzięczam sugestię jakoby moja opinia była oderwana od realiów. Jeśli w ten sposób postrzega Pan moje teksty, obawiam się, że nie zechciał Pan się na nimi głębiej zastanowić.
    Nie chcąc po raz wtóry powtarzać rzecz oczywistych, zwrócę jedynie uwagę, że gdyby prezentowana przez Pana optyka miała jakikolwiek sens żylibyśmy dziś w całkiem innej rzeczywistości. Nic bowiem tak nie weryfikuje "mądrych rad" jak fakty i późniejsze wydarzenia.
    Proszę zatem pamiętać, że od pięciu lat wszelkiej maści stratedzy i doskonali analitycy życia politycznego (zawsze spod znaku przyjaciół opozycji) powtarzają jak mantrę jedno zaklęcie - jeśli PiS chce sięgnąć po władzę musi zmienić zbyt twardą retorykę i pociągnąć za sobą mityczne centrum. W ten pogląd wpisuje się również opinia jakoby należało wykorzystać wszelkie środowiska (w tym dziennikarskie) do zbudowania "szerokiego spektrum".
    Otóż uważam, że nie ma pomysłu bardziej głupiego, błędnego i niebezpiecznego, a każdy kto go głosi zasługuje na miano największego wroga partii Jarosława Kaczyńskiego.
    Nie chcą rozwodzić się nad krytyką takiego stanowiska (znajduje się ona w wielu moich tekstach) zwrócę uwagę, że jakakolwiek próba realizowania tej cudownej strategii kończyła się dla PiS-u katastrofą - o czym jej piewcy nie chcą już pamiętać. Tak było w wyborach prezydenckich 2010 roku oraz rok później. To są fakty. Jedynym efektem stosowania tych światłych rad była dezintegracja partii Jarosława Kaczyńskiego, przy czym w roku 2010 renegatami okazali się ludzie forsujący tę właśnie strategię. Kto wierzy w przypadek - niech lepiej nie zajmuje się polityką.
    O całkowitej nieskuteczności takiej postawy świadczy również fakt, że na przestrzeni ostatnich pięciu lat opozycja nie osiągnęła żadnego znaczącego sukcesu i w niczym nie poprawiła swojego położenia. Tylko w jednym obszarze - badania okoliczności tragedii smoleńskiej i tylko w przypadku jednej formy przekazu, możemy mówić o sukcesie. Jest on na tyle znaczący, że prowadzi do budzenia świadomości Polaków, ale również (co bardzo ważne) zmusza grupę rządzącą do panicznej kontrakcji. To jednak zasługa Antoniego Macierewicza oraz ludzi, którzy poświęcili się temu zadaniu. Z pewnością - nie jest to dzieło partyjnych strategów i gwiazdek medialnych PiS-u.
    Proszę zatem oceniać moje poglądy od strony faktów, nie własnych wyobrażeń.
    Obecna sytuacja jest dowodem, że opozycja osiąga cel tam, gdzie działa konsekwentnie, ukazując prawdziwe oblicze władzy i posługując się twardą retoryką. Na takiej drodze nie ma miejsca dla bełkotu pana Lisickiego i jemu podobnych.
    Nie nawołuję do budowania środowiska "idealistów" - oderwanych od realiów i zamkniętych w "wieży z kości słoniowej" - lecz przeciwnie, chciałbym, by ludzie odrzucili zgubne zabobony (jak np. wiarę w mityczne centrum czy mechanizmy demokracji), zdobyli na odwagę nazywania rzeczy po imieniu (My-Oni,Polacy-apatrydzi) i odważyli chcieć więcej niż tylko "zreformowaną" III RP. Jeśli stawianie spraw na nogach nazwiemy idealizmem - czym wówczas jest postawa owych światłych strategów i analityków?

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Aleksandrze Ścios.
      Jest Pan człowiekiem o dużo większej wiedzy i moralności niż ja.
      Dlatego przepraszam za zamieszanie jakie wywołałem na forum pańskiego Blogu. Przepraszam Pana.
      Chciałem po prostu się podzielić swoimi przemyśleniami.
      Cóż mogę powiedzieć na koniec ?
      Mogę tylko prosić dobrego Pana Boga o opiekę , troskę nad Panem i ludziom Panu podobnym.
      Mam nadzieję, że z Boską pomocą, sprawy w Polsce potoczą się w dobrym kierunku.
      Życzę Panu oraz Pana przyjaciołom wszelkiej pomyślności i wytrwałości w głoszeniu prawdy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  33. Aleksandrze,

    napisz proszę jak sobie radzić z entuzjastyczną reklamą dzieła pana Lisickiego, formułowana przez osoby które niczego nie muszą nam przecież niczego udowadaniać.
    Wątpię bym przeoczył jakis tekst czy to Cezarego Gmnyza czy Bronisława Wildsteina.

    Akurat Gmyz trafia tu zawsze w dziesiątkę czy to podnosząc rolę Tomasza Turowskiego (wg mnie inny organizator wizyty Prezydenta nie gwarantował tragedii) czy samodzielnie dochodząc do obecności "wysokoenergetycznych cząsteczek" na tupolewie.

    MM (n)

    OdpowiedzUsuń
  34. MM,Nurni,

    To chyba nietrudne do zrozumienia, że Gmyz i Wildstein reklamują gazetę, w której publikują swoje teksty. Mogę też zrozumieć, że Paweł Lisicki jest/będzie uznany najlepszym pod słońcem redaktorem naczelnym tygodnika z własnym nazwiskiem i w ten sposób jest postrzegany przez przyjaciół.
    W niczym nie zmienia to negatywnej oceny publicystyki tego pana. Powtórzę raz jeszcze, że gdyby był to poważny publicysta (za jakiego zapewne się uważa), musiałby wrócić to swoich haniebnych ocen i poddać je weryfikacji. Działając jak obecnie, potwierdza, że ma odbiorców w głębokim poważaniu.

    OdpowiedzUsuń
  35. Stanley Panama,

    Szanowny Panie,

    Jest Pan wobec mnie bardzo życzliwy, ale traktuję te oceny jako całkowicie niezasłużone. Zapewniam też Pana, że nie ma najmniejszych podstaw do przeprosin. Cenię komentarze, w których autorzy przedstawiają własny punkt widzenia - odmienny od mojej wizji. Szczególnie, gdy są to opinie rzeczowo uzasadnione. Takie wypowiedzi pozwalają na prowadzenie dyskusji i pogłębienie tematu.
    Dlatego zachęcam Pana do komentowania, a szczególnie wtedy, gdy będzie Pan miał odmienne zdanie. Przepraszam, jeśli w poprzedniej odpowiedzi użyłem nazbyt obcesowych sformułowań. Było to spowodowane intencją skrócenia wywodu i wyrazistego zarysowania problemu.
    Za pamięć w modlitwie i dobre myśli - serdecznie Panu dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  36. dlaczego pan Ścios nie prostuje wypowiedzi Urszuli cytującej"Pan Lisicki uzyskał wsparcie grupy Media Point" - która ewidentnie myli osoby Pan Paweł Lisicki to Paweł Lisicki, a Michał Lisiecki to Michał Lisiecki i ten drugi stoi za Platformą Mediową Point Group S.A.
    Czy następną osobą, której wypowiedzi będzie pan Ścios analizował będzie pan Ziemkiewicz? (chociażby ostatni tekst w GP), Pan Ziemkiewicz też będzie w tygodniku Lisickiego.
    Niestety pan Ścios czyniąc ten tekst stracił jednego czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
  37. ral,

    W zasadzie powinienem usunąć ten "komentarz", bo prócz głupowatych insynuacji zawiera błędne informacje. Skoro jednak pojawił się wytrawny tropiciel fałszu na moim blogu, wyjaśniam, że nie prostuje się wypowiedzi prawdziwych, a do takich należała wypowiedź Pani Urszuli.

    "Konserwatywny" i jak najbardziej "prawicowy" tygodnik Pawła Lisickiego będzie wydawany przez Platformę Mediową Point Group, której prezesem jest Michał M. Lisiecki.
    http://media.point-group.pl/pr/232393/tygodnik-do-rzeczy-tygodnik-pawla-lisickiego-juz-niebawem-na-rynku

    Ta sama Platforma jest m.in. wydawcą tygodnika "Wprost".

    Jeśli moim czytelnikiem ma być ktoś, kto myli fakty i nazwiska, a do tego posługuje się insynuacją i pomówieniami - nie będę rozpaczał po takiej stracie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Panie Aleksandrze,

    Wprawdzie - w moim przekonaniu - jeden wart drugiego, ale jednak przytoczę utyskiwania tow. Marka Króla, na prezesa Media Point Group, Michała Lisieckiego, któremu tow. Król najpierw sprzedał "Wprost" (czując się przy tym "jakby oddawał jedyną córkę do burdelu" - niemniej... oddał!!), a potem został pozbawiony przez bezwzględnego właściciela stałego felietonu za...

    Zresztą proszę przeczytać co pisze dla - a jakże! - "wSIECI" :))

    Nawiasem: język TW Rycerza - wielce charakterystyczny, choć mało wyrafinowany i rycerski, mnie się natychmiast skojarzył z oficyjerskim - vulgo;) - koszarowym słownictwem "Psów" oraz ostatnich felietonów Waldemara Łysiaka. Autor chyba lepiej prezentowałby się w tzw. "męskim" środowisku "DO RZECZY", no ale akurat medialne szachy ustawiono inaczej... Zresztą, tam zdaje się już pilnuje "niepokornych" anioł Gabryel

    Pozdrawiam serdecznie ;*

    PS. Golgota M. Króla przypomniała mi niedawną - T. Wróblewskiego & P. Lisickiego za przyczyną Heroda - Hajdarowicza. Z tym, że za casus belli posłużył nie "A aa a", lecz trotyl.

    OdpowiedzUsuń
  39. Tekst Marka Króla "wPolityce":

    Jak Michał M. Lisiecki, który dziś chce zarabiać na konserwatywnym odbiorcy, wyrzucał mnie z pracy za "odchylenie prawicowe"

    "W opinii prezesa Platformy Medialnej Point Group Michała Lisieckiego (...) publikacja 19 kwietnia 2010 roku mojego felietonu „Nie polezie orzeł w GWna” stanowi naruszenie art.10 Prawa Prasowego. Zgodnie z tym artykułem

    „zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu”.

    To gumowe peerelowskie prawo obowiązuje do dziś i można je zastosować wobec każdego dziennikarza. Mój felieton nie służył państwu, bo zdaniem Lisieckiego, zawierał

    „obraźliwe sformułowania w stosunku do pana Adama Michnika, szydzące z jego ułomności jakim jest jąkanie, poniżające go w oczach opinii publicznej”.

    To tylko część z moich zbrodni, które zarzucił mi prezes Lisiecki. Przyznaję, felieton był emocjonalną reakcją na niekiedy obrzydliwe działania przeciwników pochówku prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Po wielu latach obserwacji tzw. salonu warszawki doskonale wiedziałem jak się organizuje takie spontaniczne akcje sprzeciwu. Przedstawiłem to w rzekomej rozmowie Adama z Andrzejem z Krakowa.

    „Aaandrzej naa…na…napisz list. Zde…zde…zdewaweluj Kaczora. (…) A my w…w…w Gazecie cię po…po…poprzemy”

    - zachęcał reżysera red.Adam. Tak też się stało, Gazeta w licznych tekstach poparła protest reżysera i jego żony. Używając różnych argumentów postulowali, by powstrzymać się przed pochówkiem Kaczyńskich na Wawelu. Wsparł ich cały postępowy salon na czele z dyżurnym postępakiem partii i rządu Kazimierzem Kutzem. Ten drugi, nieco mniej wybitny reżyser ostrzegał przed prawicowo-romantyczną hydrą, która wylęgnie się z wawelskiego pochówku. Niestety naród znowu zawiódł salon i Polacy, jak napisałem, godnie i po królewsku pochowali swego prezydenta na Wawelu.

    Tytuł felietonu „Nie polezie orzeł w GWna” był zarazem jego puentą obśmiewającą wyobrażenia środowiska Gazety o własnych możliwościach manipulowania opinią publiczną. Kilka dni po ukazaniu się tego felietonu we „Wprost” zadzwonił do mnie roztrzęsiony prezes Lisiecki informując, że zawiesza moje obowiązki jako felietonisty. Twierdził, że zażądał tego Michnik grożąc procesem sądowym. W moim felietonie nie było nazwiska Michnika ani Wajdy.

    Nie wiedziałem, że według prawa prasowego III RPRL każdy jąkający się Adam jest Michnikiem, a Andrzej z Krakowa –Wajdą. Taką wykładnię wsparł sędzia Sądu Pracy. Stwierdził on, że choć nie użyłem tych nazwisk, to wszyscy wiedzieli o kogo chodzi. Moja myślozbrodnia zyskała prawnicze uzasadnienie, a więc ostrzegam dziennikarzy by nie używali w tekstach imion Adam i Andrzej. Rada Etyki Mediów w orzeczeniu (...) potwierdziła, że sprzeniewierzyłem się zasadom Karty Etycznej Mediów.

    (...) Michał Lisiecki, który wyrzucił mnie z „Wprost” za prawicowe odchylenia i poniżanie autorytetów oralnych III RP jest dziś wydawcą powstałego ze zgliszczów dawnego „Uważam Rze” tygodnika Pawła Lisickiego. Nie wiem tylko po co konserwatywny, za moich czasów, „Wprost” przekształcił w lewacki tygodnik pod kierownictwem Tomasza Lisa. Cóż, brakuje mi inteligencji postępaków III RP. Być może ktoś z biznesu poradził Lisieckiemu, że nie należy wszystkich jajek wkładać do jednego lewicowego koszyka. Zwłaszcza, że jajek jest niewiele i jak nieszczęścia chodzą parami. Gdy ktoś mnie zapyta, gdzie polezie orzeł, odpowiem tak jak w 2010 roku. Skoro orzeł nie polazł w GWna to i w jaja też nie polezie. Przepraszam z góry za wulgaryzmy i proszę o niski wymiar kary ze względu na wiek i brak inteligencji."

    CAŁOŚĆ ARTYKUŁU W PONIEDZIAŁKOWYM WYDANIU TYGODNIKA "W SIECI"


    OdpowiedzUsuń
  40. Szanowna Pani Urszulo,

    tekst pana Króla ma na celu tylko jedno: stanowi atak na tygodnik Lisickiego ze strony tygodnika Karnowskiego. W tle target, czytelnicy, kasa. I Platforma Medialna Point Group. "wSieci" atakuje "Na rzeczy"...
    A nam biednym zewsząd nędza - chciałoby się spuintować, ale na szczęście mamy jeszcze "Nasz Dziennik", "Gazetę Polską", "Telewizję Trwam". Zgadzam się w tym miejscu z prof. Zybertowiczem, którego Pani cytowała. I tu stawiam kropkę.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  41. KAZEF,

    A mnie się wydaje, Szanowny Panie Kazefie ;), że ten atak to tylko tak na niby, żeby stworzyć wrażenie istnienia dwóch opcji. Zawsze przecież (pozorowany) konflikt i (pozorne) różnice - w tym wypadku: kto bardziej "konserwatywny": ex sekretarz KC PZPR, czy jego zastępca? - zaciekawiają czytający elektorat prawicy i powodują jego szczelniejsze "zagospodarowanie", czytaj: zwabienie i osiągnięcie maximum zysków.

    To tak jak z gwiazdami filmowymi pozorującymi kłótnie, zerwania, rozwody - po to, żeby skupić na sobie uwagę tabloidów, które - bo to obieg zamknięty i naczynia połączone - chętnie w tym uczestniczą, i osiągają wyższe nakłady, a tym samym, dochody.

    I myślę jeszcze, że na jedno skinienie kogo trzeba, odpączkowane "lubczasopisma" skupią się z powrotem w zdrową bulwę Rzepy Pospolitej, żeby, stwarzając wrażenie ruchu i różnorodności, znów się rozmnożyć przez podział, choć to też obieg zamknięty: raptem kilka "gwiazd" (medialnych), kilkudziesięciu "liczących się" autorów + obrotowy Ziemkiewicz, który jest jak "mędrzec Europy": za, a nawet przeciw.

    Naturalnie, te wymienione przez prof. AZ są istotnie w miarę "nasze", choć też nie wolne od błędów i zaniechań. Jak np. milczenie NDz podczas hołdowania przez Cyryla Episkopatu Polski, czy bałagan i spadający poziom GP(C), zwłaszcza portalu niezależna.pl - bo naczelnemu zachciało się zostać gwiazdorem telewizyjnym i nikt nie pilnuje interesu.

    Pozdrawiam serdecznie

    PS. Obie wirtualne opcje + w internecie Salon 24 - zagospodarowują prawicę tzw. konserwatywno - internacjonalistyczną :)))
    Prawicę konserwatywno - narodową udaje (i skutecznie ją ośmiesza) zreorganizowane UważamRze oraz portal Nowy Ekran. Przynajmniej ja to tak widzę :)

    OdpowiedzUsuń
  42. @Urszula Domyślna

    Na rynku papierowej prasy "konserwatywnej" (nie lubię tych wszystkich etykietek, stąd cudzysłów) nie ma miejsca na tygodnik Lisickiego obok Karnowskiego. Stąd spór nie jest pozorny. Pecunia non olet i nie ma go zbyt wiele.
    A że po czasie może dojść do powstania Bulwy Pospolitej? To całkiem możliwe.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  43. Wersję winy pilotów Rosjanie mieli gotową niemal zaraz po katastrofie.
    Dlaczego Rosjanie (wiem co piszę, Rosjanie!) zdetonowali ładunek w fazie lądowania samolotu, a nie np. gdy samolot leciał wysoko nad ziemią? Aby łatwo im było "przykryć" zamach właśnie tym nieudanym lądowaniem, a całą winą obarczyć polskich pilotów. Gdyby detonacji dokonano wysoko w powietrzu, nie możliwe byłoby wytłumaczenie, że samolot spadł, ponieważ podczas lądowania przekroczył bezpieczny pułap. Pojawiłyby się podejrzenia, niebezpieczne dla strony rosyjskiej.
    Rosjanie przygotowali wersję winy polskich pilotów podczas lądowania na długo przed wizytą polskiej delegacji w Smoleńsku. Nie mogło być innej wersji niż wina pilotów i problemy podczas lądowania. Tak też ustawiono czas eksplozji ładunku - w fazie lądowania samolotu. Inna wersja nie mogła wchodzić w rachubę! Bo trudniej byłoby Rosjanom wytłumaczyć upadek samolotu.
    Potem nasz rząd (słunne SMSy Platformy) przejął błyskawicznie tę wersję. To dlatego tak podkreślano z całą mocą wine polskich pilotów podczas lądowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie zgadzam sie z tym co jest przesłaniem Pani postu.

      Trzeba jednak zaznaczyć że natura wybuchów jest cały czas badana, a doktor Szuladziński już wiele miesięcy temu zasugerował że istnieją i takie ładunki wybuchowe które można "dostarczyć" w trakcie lotu. Czyli mówiąc kolokwialnie: wstrzelić w samolot.

      Pisze o tym bo od bardzo dawna akurat ta teoria wydaje mi sie byc najbliższa prawdy, własnie ordynarne zestrzelenie samolotu wówczas gdy był poza okiem (mgła) satelitów szpiegowskich, a do wykonania zadania potrzebny był jeden człowiek.

      Mniejsza jednak o nasze wyobrażenia. Decydujące będą żmudne badania (a żmudne dlatego że nasi naukowcy muszą dojść do prawdy mając ledwie szczątki materiału dowodowego). Z drugiej strony otuchą napawają słowa profesora Witakowskiego o tym że przy dzisiejszym poziomie nauki jesteśmy w stanie zweryfikować nawet twierzdzenia o tym że jeden z faraonów cierpiał na dośc wstydliwą chorobę.

      Pozdrawiam,

      MM (n)

      Usuń
  44. NAJPIERW OKŁADKA - KLIK!

    TERAZ NADTYTUŁ: TYGODNIK AUTORÓW NIEPOKORNYCH. NAJWIĘKSZY W POLSCE.

    UWAŻAM RZE

    Już dwie trzecie Polaków popiera partię Bronisława Komorowskiego.

    BRONISŁAW PIERWSZY

    ====

    Panie Aleksandrze,

    wczoraj pisałam: "Prawicę konserwatywno - narodową udaje (i skutecznie ją ośmiesza) zreorganizowane UważamRze". Zdaje się, że miałam rację.

    Tylko co to ta partia "prezydencka"? Pewnie ma dopiero powstać? A może już powstała?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  45. Przypomnienie niedawnych tekstów P.Lisickiego jest jak najbardziej pożyteczne. Wobec dynamicznych zmian i mnożeniu bytów na rynku prasowym i w internecie warto wiedzieć co kto sobą reprezentuje.
    Teksty, które popełnił Lisicki są głupie i bardzo szkodliwe a dla autora są powodem do wstydu na długie lata jeśli nie na całe życie.
    Ma oczywiście, jak każdy, możliwość poprawy i odbudowania swojej reputacji. Ale czy sam Lisicki rozumie sedno i wagę problemu? Wątpię. Jak napisał gospodarz: „zdolność do odkrywania prawdy - wbrew stereotypom czy politycznym konotacjom - to wartość niedostępna dla pana Lisickiego i setek innych żurnalistów.”

    „Okolicznością łagodzącą” dla hańby jaką się okrył taki Lisicki jest jedynie to, że upodlenie Polaków po 10.04.2012 jest powszechne i obejmuje wszystkie grupy społeczne. Ilość bzdur i kłamstw jaka w związku z tym powstaje jest ogromna.


    Pan, Panie Aleksandrze też nie jest nieomylny ale z Pańskich „wpadek”, które potrafiłbym wskazać przypominam sobie jedynie dementowanie podziału w PiS po wywiadzie Ziobry z Karnowskimi. To rzecz bez znaczenia.


    P.S. Myślę, że dobrą przeciwwagą dla bzdur Pawła Lisickiego o zbliżeniu z Rosją był reklamowany tu wcześniej tekst Pawła Lisiewicza na niezalezna.pl „Nie ma patriotyzmu niesmoleńskiego” . Cyt.: „Dezercja z walki o Smoleńsk to rezygnacja z honoru, jednej z najważniejszych wartości przedwojennego pokolenia.”

    OdpowiedzUsuń
  46. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  47. Mam nadzieję , że ten artykuł jest tylko przyczynkiem do szerszego spojrzenia na obecne zakusy i zamiary "pewnych" środowisk". Tak tylko sklejam kilka faktów:
    1. Komorowski pod pomnikiem Dmowskiego - http://sol.myslpolska.pl/2012/10/bronislaw-komorowski-zlozy-hold-romanowi-dmowskiemu/. Potraktowałbym to jako sygnał.
    2. http://niezalezna.pl/37311-narodowcy-i-koledzy-z-wojska. Tym razem gruby kaliber w postaci gen. Dukaczewskiego{byłego szefa Wsi, obecnie SOWA i Pro Militio(patrz Komorowski)}, który to wystąpił ostatnio przeciwko nagonce na Młodzież Wszechpolską i ONR - "Pamiętamy, co się działo 11 listopada i jak reagowaliśmy na wystąpienia ludzi ONR i wszechpolaków;
    3. Zwornik w postaci Dukaczewskiego kieruje moje myśli w stronę LPR i pana R. Giertycha, doradcy min. Sikorskiego, obrońcy syna premiera Tuska oraz pana Roberta Winnickiego, szefa Młodzieży Wszechpolskiej, który z jednej strony mówi, że celem Ruchu Narodowego będzie „zorganizować naród i obalić republikę okrągłego stołu”, zaś z drugiej w kwestii pojednania Cyryla z Michalikiem uważa ,ze "jest(ono) przejawem polityki przez wielkie P. Dla polskiej prawicy jest zaś dobrym przypomnieniem, co stanowi główne zagrożenie dla kultury i cywilizacji, dla Polski i Polaków: nie jest nim Moskwa, lecz demoliberalizm, laicyzm i konsumpcjonizm”. Bardzo ciekawe kierunku myślowe.
    4. Kolejna ciekawostka tym razem w departamencie dziennikarstwa- Zhttp://www.fronda.pl/a/ziemkiewicz-dla-frondapl-nie-zastapie-kaczynskiego-ale-intelektualnym-liderem-srodowisk-narodowych-z-checia,25557.html, R. Ziemkiewicz jako nowoczesny eNDek.
    5. http://ryszard.opara.nowyekran.pl/post/86106,apel-do-sympatykow-i-spolecznosci-nowego-ekranu, zmiana frontu
    6. Casus pana Lisickiego i innych medialnych, koniunkturalnych "dziennikarzy" potwierdzających zmianę

    Pewnie i znalazło by się więcej ciekawostek. Ale jak dla mnie coś śmierdzi. Zbyt dużo, niby zbyt różnych poglądowo ludzi, zbyt często wyciera sobie usta pojęciem narodowej demokracji. Czy przypadkiem ich wszystkich nie łączy wspólna idea? Może jakiegoś swoistego kamuflażu w obliczu nadchodzących w Polsce wydarzeń? Może fasady pod budowę partii prezydenckiej. Różne ptaszki ostatnio odlatują w ciepłe salony Belwederu.
    Wykluczony

    OdpowiedzUsuń
  48. KONFEDERACJA POLSKA
    I wielki pozytyw w kwestii oddolnych działań społecznych:
    http://niepoprawni.pl/blog/208/odwojowac-polske

    "Diagnoza stanu w jakim się Polska zalazła jest dobrze znana i opisana. Wszystko to przed czym tzw. „opozycja niekonstruktywna” ostrzegała w latach 1988-89 sprawdziło się. „Oszołomy” miały rację. Teraz najważniejszym działaniem dla Polski jest przełamać zmowę „okrągłego stołu”. Polacy stracili 23 lata. Sytuacja obecnie pod wieloma względami jest dużo gorsza niż w 1988 r.
    Pod jednym jednak względem lepsza. Społeczeństwo zrozumiało, że zostało oszukane. "

    OdpowiedzUsuń
  49. ŚMIERTELNIE GROŹNY MIT PAWŁA LISICKIEGO ....i, też Rafała M.Ziemkiewicza .

    Warto .

    Naprawdę Warto zapamiętać poniższe słowa ,które zacytuję poniżej - nowego ewentualnego przywódcy "Nowej Narodowej Wielkiej Prawicy " :))) ,którego wręcz" proszą" :))...o Jego Wielką Misję :) - po odpuszczeniu "dziennikarstwa michnikowskiego ":))) - (projekt Nowego Ekranu - na chwilę obecną stał się niewypałem).
    Czyżby ,Ziemkiewicz miał byłby być lepszy niż J.K. Mikke ?! a potem "Nowy Ekran" ?!

    /Ogłaszanie jako rzeczy pewnej i oczywistej, iż w Smoleńsku przeprowadzono skutecznie zamach, jest przedwczesne i szkodzi sprawie. I to nie tylko w perspektywie bieżącej polityki (co jest bezdyskusyjne, wystarczy spojrzeć na sondaże); może zaszkodzić także w przyszłości./

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/45326-ziemkiewicz-oglaszanie-jako-rzeczy-pewnej-i-oczywistej-iz-w-smolensku-przeprowadzono-skutecznie-zamach-jest-przedwczesne-i-szkodzi-sprawie

    Panie Aleksandrze .

    Czekam (znowu) bardzo niecierpliwie, aż Pan w swój Własny sposób zrobi z Ziemkiewiczem ,to co Pan zrobił z "Nowym Ekranem " !.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  50. Pani Urszulo,

    Okładka, na którą Pani zwraca uwagę nie jest odosobnionym incydentem, bo dwa dni później również GPC, powołując się na tak wybitnego"analityka" jak Norbert Maliszewski, poinformowała, że "Komorowski tworzy własną partię". Tak również sądzi poseł PiS-u Joachim Brudziński.
    Jest to wiadomość równie prawdziwa, jak dywagacje o "wojnie" Bondaryka z Tuskiem i przejściu szefa ABW pod skrzydła Komorowskiego. Lokator Belwederu ma już partię, każdą, jaką sobie zażyczy. Na cóż jednak są "wybitni analitycy" i "dobrze poinformowani" politycy, jak nie po to, by zapełniać miejsca w gazetach?

    Pozdrawiam serdecznie



    OdpowiedzUsuń
  51. marcinis,

    Cieszę się, że ma Pan wobec moich tekstów tak życzliwą pamięć, bo sam potrafiłbym wskazać znacznie więcej "wpadek".
    Jednak w przypadku pana Lisickiego nie chodzi o dziennikarską pomyłkę lub efekt błędnego wnioskowania. Jego teksty z tamtego okresu są efektem świadomego wyboru i wyraźnego opowiedzenia po stronie reżimu.
    Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, dlatego podziwiam dziś głupotę "naszego" elektoratu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  52. Peter Wykluczony,

    Podoba mi się Pański zestaw faktów i sam dokonałbym uzupełnienia o kilka innych wydarzeń.
    Teksty na temat "obecnych zakusów i zamiarów "pewnych" środowisk" znajdują się pod tagiem: "Komorowski".

    OdpowiedzUsuń
  53. WiW,

    Tekst pana Ziemkiewicza może dowodzić nieznajomości aktualnych ustaleń w sprawie Smoleńska. Jeśli zaś jest rodzajem "kubła zimnej wody" wylanego na rozpalone głowy, to autor zrobił to fatalnym stylu i jeszcze gorszym momencie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  54. Niby obok tematu .

    Jednak polecam .

    Jarosław Marek Rymkiewicz :

    /10 sierpnia 1863 r. pod Chromakowem, po nieudanej bitwie z Rosjanami, 120 powstańców schroniło się w owczarni. Moskale otoczyli ich i spalili żywcem.
    W lutym tegoż roku 1863 urodziła się Maria Rodziewiczówna. Rok później przyszedł na świat Stefan Żeromski. Minęły jeszcze trzy lata i w roku 1867 urodził się Józef Piłsudski. /

    /W roku 1895 nie ukazałoby się opowiadanie Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony” – jedno z największych arcydzieł literatury polskiej – przerażająca, posępna analiza stanu polskiej duszy – opowiadanie, z którego Polacy dowiedzieli się wtedy, kim są oraz skąd się wzięli./

    http://niezalezna.pl/37627-pokolenie-powstania-styczniowego

    „Rozdziobią nas kruki, wrony” ....- naklejałem wspólnie z moim z kolegą a potem w pojedynkę ...na przystankach autobusowych ...chyba z miesiąc-dwa miesiące po 13 Grudnia 1981 .



    OdpowiedzUsuń
  55. Dziękuję
    Zdecydowanie bardziej dziś rozumiem, dlaczego podział na My-Oni, jest dla Onych zabójczy.
    I tu jeszcze tylko na potwierdzenie Pańskich trafnych analiz odnośnie BBN:
    http://www.bbn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/1/1-12855.jpg

    Wykluczony

    OdpowiedzUsuń

  56. Aleksander Ścios19 stycznia 2013 21:09




    "Proszę zatem pamiętać, że od pięciu lat wszelkiej maści stratedzy i doskonali analitycy życia politycznego (zawsze spod znaku przyjaciół opozycji) powtarzają jak mantrę jedno zaklęcie - jeśli PiS chce sięgnąć po władzę musi zmienić zbyt twardą retorykę i pociągnąć za sobą mityczne centrum. W ten pogląd wpisuje się również opinia jakoby należało wykorzystać wszelkie środowiska (w tym dziennikarskie) do zbudowania "szerokiego spektrum".
    Otóż uważam, że nie ma pomysłu bardziej głupiego, błędnego i niebezpiecznego, a każdy kto go głosi zasługuje na miano największego wroga partii Jarosława Kaczyńskiego. "


    Panie Aleksandrze,
    Czy mógłby mi Pan pomóc zrozumieć, jak to się stało:

    1.PIS w 2005 wygrał wybory stosując bardzo skuteczną retorykę w kampaniach wyborczych a kampaniami tymi kierowali Bielan & Kurski

    2. następne wybory - 2007 - a Bielan & Kurski zamiast awansować ze stopni generałów na stopień felmarszałka zostają uznani za wrogów ludu. Wybory przegrane.

    3. następne wybory 2010 - Kurski gdzieś tam jeszcze się czasem pokazuje, Bielan zniknął. Kampania wyborcza do niczego. Wybory przegrane.

    4. wybory 2011 powtórka punktów 2 i3. Efekt taki sam.
    I nie jest to rezultat powtarzania mantry. Jest to rezultat zatrudniania niewłaściwych ludzi.
    Kto zatrudnił niewłaściwych?
    Kto się pozbył właściwych (tj. skutecznych)?

    Mógłby mi Pan pomóc to zrozumieć?

    OdpowiedzUsuń
  57. Off-top, ale w temacie ostatnich wpisów P. Aleksandra

    http://vod.gazetapolska.pl/3186-sluzby-maja-klopot-z-wykreowaniem-nowego-tuska-ale

    Przy okazji, stan umysłu "naszych" dziennikarzy doskonale ilustruje szyderczy uśmieszek P. Kotomskiego, którym ten kwituje to, co powiedział dr Darski...

    OdpowiedzUsuń
  58. Indis,

    Nie potrafię powiedzieć - kto zatrudnił "niewłaściwych ludzi". Mogę jedynie przypuszczać, że była to decyzja Jarosława Kaczyńskiego i polityków z jego najbliższego otoczenia. Tych samych, których spotykamy dziś brylujących w ośrodkach propagandy lub zapewniających nas o rychłym zwycięstwie. O tym, że Jarosław i Lech Kaczyńscy popełniali rozliczne błędy personalne, nie trzeba chyba przekonywać. Późniejsza działalność ludzi takich jak Marcinkiewicz, Sikorski czy Kaczmarek, jest dostatecznym dowodem.

    Trzeba natomiast podkreślić, że między wyborami roku 2007 i kolejnymi, w roku 2011 istnieje ogromna przepaść. Wyznacza ją okres rządów PO-PSL, których zwieńczeniem była tragedia smoleńska. Ta przepaść dotyczy również metod propagandowych i zastosowanej w roku 2011 technologii fałszerstw wyborczych.
    Wyznacza ją także pozycja Bronisława Komorowskiego, którego "kariera" w latach 2007-2010 jest kluczem do prawidłowej oceny zdarzeń prowadzących do Smoleńska.
    Niezależnie od założeń "strategii" wyborczej z r.2011, pominięcie okoliczności, które doprowadziły do pułapki smoleńskiej oraz przemilczenie skutków tego zdarzenia - było kompletnym idiotyzmem, graniczącym z sabotażem politycznym. Tragedię smoleńską należało bezwzględnie "wykorzystać", nie zwracając uwagi na jazgot medialnych terrorystów. To był obowiązek wobec tych, którzy zginęli. Nie było i nie ma sprawy ważniejszej dla przyszłości Polski, a skupianie się na rzeczach trzeciorzędnych nie mogło zapewnić opozycji zwycięstwa. Ponieważ nie istnieje żaden "elektorat centrowy", a do apatrydów i zwolenników PO nie trafiają racjonalne argumenty (tym bardziej dotyczące kwestii ekonomicznych czy społecznych) - należało odwoływać się do potencjału i uczuć, które pojawiły się wśród Polaków tuż po 10 kwietnia. Pojawiły na krótko i zostały zduszone ponieważ ktoś w PiS uznał, że nie należy "grać tragedią" i narażać się na nienawistny bełkot propagandystów.
    Jeszcze poważniejsze błędy popełniono w roku 2010, podczas wyborów prezydenckich. W tym przypadku wiadomo przynajmniej, że twórcami "strategii" Kaczyńskiego byli późniejsi renegaci. Może za ileś lat dowiemy się, kto naprawdę przeprowadził tę kombinację operacyjną i jak została zaaranżowana. Była to niezwykle udana akcja, bo po to, by pół roku po Smoleńsku brat Lecha Kaczyńskiego przegrał prezydenturę z kimś pokroju Komorowskiego, trzeba było cudu. Nie tylko cudu na urną.

    Niestety, w jakichkolwiek obecnych analizach i prognozach ludzi opozycji, te dwa fakty -przegrane wybory 2010 i 2011 roku, nie są brane pod uwagę. Nie wyciągnięto też konsekwencji wobec ludzi odpowiedzialnych za porażkę w wyborach parlamentarnych i za późniejszą frondę "ziobrystów".
    Gdyby było inaczej, nikt przy zdrowych zmysłach nie pokładałby nadziei w wyborach 2015 roku, nikt nie nawoływałby do "tonowania retoryki" PiS-u, wiary w sondaże czy pozyskiwanie mitycznego "centrum".

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  59. Jaszczur,

    Pan się dziwi? U dziennikarzy, których ekscytuje bełkot frustrata, którzy zachłystują się plotkami zasłyszanymi od ludzi PO, wzmianka o prawdziwych mechanizmach "życia politycznego" III RP musi wywoływać takie uśmieszki.

    OdpowiedzUsuń
  60. '
    ALEKSANDER ŚCIOS - "SKĄD ICH RÓD"

    Panie Aleksandrze,

    Postanowiłam przypomnieć Pański przełomowy artykuł - UWAGA! Z 2008 ROKU (!) - aby ci, którzy jeszcze "nie widzą jasno" - nareszcie przejrzeli. Cieszę się, że jest takich, przynajmniej w GP, coraz więcej, mimo pobłażliwych uśmieszków niedokształconych młodzianów, którzy takie widzenie sprawy (jak Pana i Pana Darskiego), uważają prawdopodobnie za dziwactwo, żeby nie powiedzieć: oszołomstwo. Może dokumenty, prezentowane w artykule, spowodują, że zabiorą się do solidnych studiów. Wtedy, o ile nie są lemingami, uśmiech zapewne uwięźnie im w krtani...

    Pozdrawiam serdecznie

    ============================================

    Aleksander Ścios
    22 lipca 2008

    SKĄD ICH RÓD…

    Geneza wszystkich formacji wojskowych i cywilnych, strzegących w czasach powojennej Polski „zdobyczy” ustroju socjalistycznego, jednoznacznie wskazuje, że powstały one z nakazu i inspiracji Sowieckiej Rosji. Od samego początku działalność tzw. „polskiego” rządu i „polskich” organów bezpieczeństwa, była naznaczona piętnem zdrady i służyła interesom sowieckiego okupanta. By stworzyć PRL, komunistyczna władza musiała z ogromnej części polskiego społeczeństwa uczynić narzędzie przydatne dla systemu.

    Historia sowiecko-polskiego „bezpieczeństwa”, dzieje zniewolenia kilku pokoleń Polaków, to dzieje agentury.

    Jeśli na podstawie zachowanych dokumentów archiwalnych prześledzić ewolucję, jaką na przestrzeni 45 lat komunistycznej Polski przeszły te formacje, dostrzeżemy z łatwością, że mimo zmiany warstwy semantycznej, pozostały one do końca czasów PRL –u wiernymi wykonawcami woli okupanta sowieckiego, a ich jedyną racją istnienia była walka z polskim społeczeństwem. Władza tych ludzi, oparta na sowieckich dywizjach NKWD, traktujących Polskę jak terytorium okupowane nigdy nie była niczym innym, jak aktem zdrady i kolaboracji.

    Mocniej niż jakiekolwiek słowa, niech przemówią te dokumenty:



    SZCZEGÓŁOWY ROZKAZ BOJOWY NR 008 SZTABU 64 DYWIZJI NKWD DLA DOWÓDCY 2 PUŁKU POGRANICZNEGO MAJORA KORŻENKO
    m. ŁÓDŹ 9.2.45 rok godz. 12.00 1945 rok mapa 200.000

    W związku z rozkazem p.o. zastępcy Ludowego Komisarza NKWD ZSRR generała-lejtenanta STACHANOWA i p.o. szefa Głównego Zarządu W[ojsk] W[ewnętrznych] NKWD generała-majora SKORODUMOWA z dnia 3.2.45 roku Nr 31192, w którym 2 pułk pograniczny otrzymał zadanie ochrony Rządu Polskiego
    ROZKAZUJĘ:
    1.W celu wypełnienia zadania ochrony i obrony Rządu Polskiego i radzieckiego przedstawicielstwa przy Rządzie Polskim wydzielić 2 batalion strzelecki, który od 9.2.45 roku rozlokować na Pradze.
    (…).
    5.Do pełnienia służby wartowniczej przy Przedstawicielstwie Radzieckim utworzyć grupę wartowniczą, poprzez specjalny dobór szeregowych i podoficerów, z którymi przeprowadzić jednodniowe szkolenie.
    6.Ochronę Rządu Polskiego zorganizować zgodnie z moimi osobistymi rozkazami.
    7.Wspólnie z szefem oddziału kontrwywiadu „Smiersz” przeprowadzić dobór składu osobowego pod kątem dopuszczenia do pełnienia służby wartowniczej.
    8.Przeprowadzić zajęcia dodatkowe z kadrą 2 batalionu strzeleckiego z przygotowania liniowego, zwracając szczególną uwagę na zewnętrzny, wojskowy wygląd i sprawność bojową.
    (…)
    DOWÓDCA DYWIZJI SZEF SZTABU PODPUŁKOWNIK (GORIEŁOW)
    GENERAŁ MAJOR (BROWKIN)
    mps, kopia
    dyg. CPAAR, sygn. 38669-1-20, k. 9.
    CAW, Kolekcja akt z archiwów rosyjskich ..., t. 836, k. 2.

    ****

    FRAGMENT Z DZIENNIKA EWIDENCJI DZIAŁAŃ BOJOWYCH JEDNOSTEK ZBIORCZEJ (64) DYWIZJI NKWD

    Wyniki służby i działalności bojowej za 1945-1946 rok.
    W okresie 1945-1946 jednostki dywizji prowadziły walkę z bandytyzmem na terytorium Polski. W wyniku przeprowadzonych operacji zlikwidowano 201 grup bandyckich, wśród których całkowicie - 85, częściowo - 116. Zabito przy tym 1.475 bandytów.
    Oprócz tego w wymienionym okresie jednostki [dywizji] zabiły - 872 żołnierzy i oficerów przeciwnika. Zatrzymano 3.570 bandytów z AK i UPA.
    W tym okresie podczas prowadzenia operacji oddziały zatrzymały ogółem - 47.329 osób.
    (…)

    OdpowiedzUsuń
  61. W okresie 1945-1946 podczas prowadzenia operacji oddziały zdobyły ogółem: 7.052 sztuki broni, wśród nich zespołowej - 507, automatycznej - 981.
    Nasze straty: zabitych 177 osób, rannych - 133 osoby.

    rkps, kopie
    oryg. CPAAR, 38669-1-15, k. 138ó139.
    CAW, Kolekcja akt z archiwów rosyjskich ..., t. 716, k. 275-6.
    Dokumenty znajdują się w Biuletynie nr 17 Wojskowej Służby Archiwalnej z 1994r. w opracowaniu Wandy Roman – „Działalność Zbiorczej Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD na terenie Polski w latach 1944-1946 w świetle wybranych dokumentów”

    ****

    Instrukcja operacyjna Zarządu II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego
    ZASADY OGÓLNE
    Głównym zadaniem wywiadu wojskowego jest zdobywanie, opracowywanie i przekazywanie
    kierownictwu Partii i Rządu, kierownictwu Ministerstwa Obrony Narodowej i siłom zbrojnym
    PRL materiałów i informacji wywiadowczych o potencjalnych przeciwnikach Polskiej
    Rzeczypospolitej Ludowej i państw wspólnoty socjalistycznej.

    Warszawa, dnia 15 XII 1976 r.
    Zatwierdzam i wprowadzam do użytku służbowego w Pionie Operacyjnym Zarządu II Sztabu
    Generalnego WP „Instrukcją o pracy operacyjnej Zarządu II Sztabu Generalnego WP".
    Traci moc „Instrukcja o pracy operacyjnej Zarządu II Sztabu Generalnego WP (tymczasowa)" z dnia 30 listopada 1972 r.
    SZEF ZARZĄDU II SZTABU GENERALNEGO WP
    Gen. bryg. Czesław KISZCZAK

    źródło: Raport z Weryfikacji WSI (aneks nr.2) str.207

    ****

    Zatwierdzam.
    Minister
    Bezpieczeństwa Publicznego
    Stanisław Radkiewicz
    Lublin, 13 II 1945 r.
    INSTRUKCJA
    (TYMCZASOWA)
    [o] pozyskaniu, pracy i ewidencji agenturalno-informacyjnej sieci.
    I. WYBÓR KANDYDATÓW DLA WERBOWANIA I WERBOWANIE
    Jeżeli otrzymamy informację, że jakiś osobnik zajmuje się przestępcza działalnością, to najszybsze i najpewniejsze dane o jego wrogiej działalności otrzymamy tylko w tym wypadku, jeżeli będziemy mieli przy nim wiernego, oddanego nam człowieka, tzw. agenta.
    Ażeby znaleźć takiego wiernego nam człowieka, pracownik operacyjny, otrzymawszy dane o wrogiej działalności jakiegokolwiek osobnika, powinien natychmiast dowiedzieć się o jego miejscu zamieszkania i pracy, żeby zorientować się w otaczającym go towarzystwie. Znając miejsce zamieszkania, dowiemy się, z kim interesujący nas osobnik zamieszkuje, kto mieszka w sąsiedztwie, jakie są wzajemne ich stosunki i charakterystyki. Znając miejsce pracy, dowiemy się, czym dany osobnik się zajmuje, co robi jego otoczenie, i poznamy jego bliskie znajomości.(…)

    ****

    MINISTERSTWO
    BEZPIECZEŃSTWA
    PUBLICZNEGO
    Warszawa, dnia 15 sierpnia 1953 r.
    ROZKAZ nr 025/53
    o pracy aparatu bezpieczeństwa publicznego z siecią agenturalną.
    Realizacja budownictwa podstaw socjalizmu odbywa się w warunkach ostrej walki klasowej w mieście i na wsi. Im większe są sukcesy i osiągnięcia Państwa Ludowego, tym zacieklej skompromitowane i odizolowane wrogie reakcyjne elementy, inspirowane i hojnie opłacane przez wywiady imperialistyczne, chwytają się bardziej perfidnych i zamaskowanych metod walki, stosując szpiegostwo, dywersję´, sabotaż, terror i wrogą propagandę w różnych dziedzinach życia gospodarczego i polityczno-społecznego naszego kraju. Organa Bezpieczeństwa Publicznego powołane są do walki z wrogami Polski Ludowej, do wykrywania, unieszkodliwiania wszelkich wrogich elementów, paraliżowania zamierzeń wrogich ośrodków imperialistycznych.
    Podstawowym narzędziem dla realizacji zadań organów bezpieczeństwa jest sieć agenturalna. Praca z siecią agenturalną to praca wydatkowo ważna, wymagająca ideowości i uświadomienia politycznego, praca decydująca o rozgromieniu wrogich zamierzeń, o naszych sukcesach. W poszczególnych ogniwach aparatu bezpieczeństwa zdołano osiągnąć poważne wyniki wtedy, gdy właściwie były stosowane przemyślane formy i metody pracy agenturalnej. W całym jednak aparacie bezpieczeństwa praca agenturalna wykazuje braki, które wróg wykorzystuje i w rezultacie w wielu wypadkach bezkarnie prowadzi przestępcza, szpiegowskà, sabotażowo-dywersyjną działalność. (…)
    MINISTER
    (–) ST[ANISŁAW] RADKIEWICZ

    OdpowiedzUsuń
  62. ***
    KOMITET DO SPRAW
    BEZPIECZEŃSTWA PUBLICZNEGO
    Warszawa, dnia 11 marca 1955 r.
    INSTRUKCJA nr 03/55
    o zasadach prowadzenia rozpracowania agenturalnego i ewidencji operacyjnej w organach bezpieczeństwa publicznego PRL
    Organy bezpieczeństwa publicznego Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pod kierownictwem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Rządu, przy szerokim poparciu mas pracujących, prowadzą walkę z antypaństwowa działalnością agentury wywiadów imperialistycznych, ośrodków i ugrupowań reakcyjnej emigracji, Watykanu, niedobitków reakcyjnego podziemia i innych wrogich elementów.
    Podstawowym zadaniem organów bezpieczeństwa jest wykrywanie w porę, zapobieganie i likwidowanie przestępczej działalności szpiegów, terrorystów, dywersantów, sabotażystów, uczestników reakcyjnego podziemia, rewizjonistów oraz antypaństwowej działalności reakcyjnego kleru, kułactwa i innych wrogów PRL.

    ***
    KOMITET DO SPRAW
    BEZPIECZEŃSTWA PUBLICZNEGO
    Warszawa, dnia 11 marca 1955 r.
    INSTRUKCJA nr 04/55
    o zasadach pracy z agenturą w organach bezpieczeństwa publicznego PRL
    Agentura stanowi podstawowy oręż organów bezpieczeństwa publicznego w walce ze szpiegami wywiadów imperialistycznych, terrorystami, dywersantami i szkodnikami, uczestnikami reakcyjnych podziemnych organizacji i grup, rewizjonistami oraz innymi wrogami PRL.
    Stosowanie tego ważnego i ostrego oręża przeciwko wrogom narodu polskiego może być skuteczne tylko pod warunkiem prawidłowego rozumienia polityki Partii i Rządu, słusznej oceny sytuacji politycznej i operacyjnej, ścisłego przestrzegania ustawodawstwa PRL, dyscypliny oraz znajomości ukształtowanych przez praktykę zasad pracy z agenturą, obowiązujących każdego pracownika operacyjnego. (…)

    ***
    POLSKA RZECZPOSPOLITA LUDOWA
    MINISTERSTWO SPRAW WEWNĘTRZNYCH
    INSTRUKCJA nr 03/60
    z dnia 2 lipca 1960 r.
    O PODSTAWOWYCH ŚRODKACH I FORMACH PRACY OPERACYJNEJ SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA
    Służba bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powołana jest do zwalczania działalności wymierzonej przeciwko ustrojowi Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, budownictwu socjalistycznemu i interesom mas pracujących. W wykonaniu tej funkcji służba bezpieczeństwa zajmuje się ujawnianiem, rozpoznawaniem i likwidowaniem szpiegowskiej działalności imperialistycznych wywiadów oraz działalności dywersyjnej, sabotażowej i terrorystycznej, jak też wszelkiego rodzaju wrogiej działalności wymierzonej przeciwko socjalistycznemu rozwojowi naszego kraju i obliczonej na utrudnianie i hamowanie realizacji polityki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Rządu PRL.
    Aparat bezpieczeństwa MSW, jako jeden z organów państwowych w systemie władzy ludowej, spełnia swe zadania w służbie narodu w oparciu o jego zaufanie i pomoc wszystkich tych, którym droga jest przyszłość naszego kraju. (…)

    ***
    Załącznik do Zarządzenia nr 006/70
    Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 1 lutego 1970 r.
    TAJNE SPEC[JALNEGO]
    ZNACZENIA
    INSTRUKCJA
    o pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa resortu spraw wewnętrznych

    (…) W wyniku realizacji wytyczonego przez Partię programu budownictwa socjalistycznego wzmocniły się polityczne, ideologiczne i ekonomiczne podstawy socjalizmu w naszym kraju. Pogłębiła się jedność polityczna społeczeństwa, ugruntowała się świadomość socjalistyczna, wzrosła kierownicza rola Partii. W następstwie tego dokonały się także pozytywne przemiany w postawach byłych członków wrogich ugrupowań. Zawężona została baza społeczno-polityczna i ograniczona możliwość oddziaływania zagranicznych ośrodków wywiadowczo-dywersyjnych i elementów wrogich w kraju.
    Doświadczenie budownictwa socjalistycznego i komunistycznego wskazuje, że nawet po likwidacji antagonistycznych przeciwieństw klasowych pozostają wrogie grupy i osoby występujące przeciwko systemowi socjalistycznemu będą podatne na oddziaływanie wrogich ośrodków dywersji i szpiegostwa, albowiem dopóki będzie istniał imperializm – nie zaprzestanie on inspirowania i organizowania antykomunistycznej działalności. (…)

    OdpowiedzUsuń

  63. Socjalizm jako system społeczny sprawdził się w praktyce jako system najlepszy i zdobył sobie duży autorytet wśród mas pracujących całego Świata. (…) W ostatnich latach głównym narzędziem działalności dywersyjnej imperializmu jest rewizjonizm, syjonizm i trockizm – działające we wzajemnym politycznym i organizacyjnym powiązaniu.

    Ośrodki dywersji inspirują wrogą działalność w kraju, wspierają ją finansowo i technicznie. Pierwszoplanowym zadaniem Służby Bezpieczeństwa jest ujawnianie tych powiązań.
    Proces budowy socjalizmu w naszym kraju odbywa się w warunkach istnienia stosunkowo silnej struktury kleru katolickiego. Proces przeobrażeń socjalistycznych spowodował również wśród kleru pozytywną polaryzację, wzrosła liczba księży uznających nieodwracalność zmian socjalistycznych w strukturze społecznej naszego kraju. Niemniej większa część hierarchii kościelnej stoi na pozycjach antykomunistycznych.

    Rozpoznanie zamiarów hierarchii kościelnej i postawy kleru jest istotnym problemem pracy Służby Bezpieczeństwa. (…)

    Resort spraw wewnętrznych i jego organy bezpieczeństwa powołany do ochrony ustroju, interesów politycznych i gospodarczych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przed wrogą działalnością prowadzi działania w tym zakresie w oparciu o wytyczne Partii, dyrektywy Rządu, przepisy prawa, we współdziałaniu z właściwymi organami państwowymi, a w szczególności z organami Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Generalnej i Najwyższej Izby Kontroli.(…)

    ***
    Ostatnia z prezentowanych tu instrukcji obowiązywała do grudnia 1989 roku. Kolejne zarządzenie jest już dowodem systemowego kłamstwa III RP - gdy komuniści wspólnie z uzurpatorską częścią koncesjonowanej opozycji, postanowili okłamać polskie społeczeństwo po raz kolejny. Zniknięcie z instrukcji ideologicznych „inwokacji” miało świadczyć, że mamy do czynienia z „nową” jakością. To semantyczne oszustwo legło u podstaw obecnego państwa:

    TAJNE SPEC[JALNEGO]
    ZNACZENIA
    MINSTERSTWO SPRAW WEWNĘTRZNYCH
    ZARZĄDZENIE
    nr 00102 MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH z dnia 09 grudnia 1989 r
    w sprawie zasad działalności operacyjnej Służby Bezpieczeństwa

    Na podstawie art. 3 i 4 w związku z art. 5 ust. 1 ustawy z dnia 14 lipca 1963 r. o urzędzie Ministra Spraw Wewnętrznych i zakresie działania podległych mu organów (DzU nr 33, poz. 172 i z 1989 r. nr 34, poz. 180) zarządza się, co następuje:

    § 1. 1. Służba Bezpieczeństwa w działalności operacyjnej zajmuje się ochroną konstytucyjnego porządku prawnego Państwa.
    2. Do podstawowych zadań operacyjnych Służby Bezpieczeństwa należy rozpoznawanie, wykrywanie i przeciwdziałanie zagrożeniom godzącym w konstytucyjne zasady ustroju politycznego i społeczno-gospodarczego, bezpieczeństwo organów państwowych oraz podstawowe prawa i wolności obywatelskie.
    § 2.1. Służba Bezpieczeństwa w działalności operacyjnej kieruje się przede wszystkim zasadami: praworządności, tajności i obiektywizmu,
    2. Służba Bezpieczeństwa przekazuje organom państwowym oraz innym instytucjom uzyskane w toku działalności operacyjnej, potwierdzone informacje o istotnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa lub funkcjonowania tych organów i instytucji.(…)

    ***
    Wszystkie powyższe instrukcje pochodzą z opracowania Biura Edukacji Publicznej IPN – INSTRUKCJE PRACY OPERACYJNEJ APARATU BEZPIECZEŃSTWA(1945–1989) – Warszawa 2004.
    wersja PDF: http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=6306

    OdpowiedzUsuń

  64. Ludzie, wywodzący się z „bezpieczniackich” formacji, stanowią dziś, w wolnej Rzeczpospolitej grupę niezwykle potężnych osób i nadal wywierają ogromny wpływ na całe życie polityczne i gospodarcze. Domagają się by państwo respektowało ich prawa, nabyte w okresie służby, by zachowało ich resortowe przywileje i traktowało jak pełnoprawnych obywateli. Żądają uznania, że ich praca służyła Polsce, a oni sami mają zasługiwać na szacunek, należny tym, którzy strzegli porządku i praworządności.

    Byli ubecy, przyjmujący pozę „fachowców od bezpieczeństwa”, oficerowie LWP - udający patriotów, spadkobiercy zbrodniczego Głównego Zarządu Informacji, przemianowani na WSW i WSI – domagają się pełni praw obywatelskich, honorów, zaszczytów i kasy. Są obecni wśród nas, zajmują eksponowane stanowiska, zasiadają w spółkach, radach, tworzą własne stowarzyszenia i organizacje.

    Z głosem funkcjonariuszy systemu współbrzmi gromki wrzask, jaki podnoszą wszelkiej maści agenci, szpicle, tajni i jawni współpracownicy komunistycznej bezpieki oraz rzesze ich mniej lub bardziej upodlonych obrońców. Do nich zdaje się należeć III RP.

    Gdy czyta się te dokumenty można zrozumieć, dlaczego PRL było państwem agentury i dlaczego komunizm uczynił z tysięcy Polaków swoje najwierniejsze narzędzia. Nietrudno też pojąć, dlaczego III RP jest państwem, w którym zdrada, donosicielstwo i oszustwo zostały wyniesione do rangi przymiotów, za które nie grozi wykluczenie ze społeczności ludzi przyzwoitych, normalnych..

    Przypominam te dokumenty, by ci, którzy chcą wiedzieć, ale i ci, którzy chcieliby zapomnieć - zawsze pamiętali, skąd wywodzi się formacja Jaruzelskich, Kiszczaków, Dukaczewskich, Stachowiczów i Czempińskich. Wierzę, że jeśli ta świadomość stanie się powszechnym dobrem społeczeństwa, nigdy już nie będzie możliwa Polska Maleszków, Myszków, Bonich i Wałęsów.


    http://bezdekretu.blogspot.com/2008/07/skd-ich-rd.html

    OdpowiedzUsuń
  65. W GPC ukazały się ostatnio wartościowe teksty nawiązujące tematycznie do "SKĄD ICH RÓD".

    Polecam:

    Piotr Lisiewicz - "Piski styczniowe"
    http://niezalezna.pl/37643-piski-styczniowe

    Dorota Kania - "Resortowe dzieci"
    http://niezalezna.pl/37505-resortowe-dzieci

    Ryszard Legutko - "Genealogia III RP"
    http://niezalezna.pl/37677-genealogia-iii-rp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urszula,

      przede wszystkim trzeba napisac że w prasie (tak GP jak i "w sieci") ukazało się ostatnio mnóstwo bardzo ciekawych artykułów o powstaniu styczniowym. Wiele odkryć.
      A to powstanie wychowało takich ludzi jak Józef Piłsudski.

      Możemy dowiedzieć się jak niepodległa Polska traktowała żyjących jeszcze powstańców 1863 roku. To bardzo ciekawe w kontekscie tego kto w tej naszej "niepodległej" odbiera sowite emerytury i w kontekscie nagonki na Romaszewskiego.

      Nie mniej ciekawe, a przyznaje że dla mnie nowe, są opisy dzialań Józefa Piłsudskiego. Okazuje się że Aleksander Scios, autor tekstu "długi marsz" tak naprawde niczego nowego nie wymyślił...

      Pozdrawiam

      N

      Usuń
    2. Mariusz/Nurni,

      naturalnie, zauważyłam i bardzo się z tego cieszę. Ponadto zarówno Niezależna jak i wPolityce, także Nasz Dziennik i inne, relacjonowały mnóstwo SPOŁECZNYCH, organizowanych lokalnie uroczystych obchodów 150 rocznicy najbardziej bohaterskiego ze wszystkich naszych powstań!

      Aż chce się zawołać za Sienkiewiczem: "TOBIE, WIELKA, ŚWIĘTA PRZESZŁOŚCI, I TOBIE, KRWI OFIARNA, NIECH BĘDZIE CHWAŁA I CZEŚĆ PO WSZYSTKIE CZASY".

      Bo takie bohaterskie zrywy nigdy nie idą na marne.

      5 grudnia 1867 urodził się Józef Piłsudski - [ cyt. za Piotrem Lisiewiczem ] - "jedyny w ciągu tych dwóch stuleci, który skutecznie zapewnił Polsce niepodległość, widział w Powstaniu Styczniowym „wielkość, zaprzeczającą wszystkiemu temu, co my o sobie mówimy”. Gdyby w 1863 r. jej nie było, nie byłoby roku 1918. Ostatnia moskiewska okupacja wśród tragicznych skutków pozostawiła nam i ten – Węglarczyków i Maziarskich w charakterze elity. Przywrócenie chwały powstańcom styczniowym, warszawskim czy Żołnierzom Wyklętym będzie końcem rządów elit wynarodowionych. Stąd ich popiskiwania, gdy widzą na ulicach morze biało-czerwonych flag."

      Pozdrawiam

      Usuń
  66. Aleksander Ścios :

    "Tekst pana Ziemkiewicza może dowodzić nieznajomości aktualnych ustaleń w sprawie Smoleńska. Jeśli zaś jest rodzajem "kubła zimnej wody" wylanego na rozpalone głowy, to autor zrobił to fatalnym stylu i jeszcze gorszym momencie. "

    Panie Aleksandrze .

    Niestety ,czasem tak bywa - chociaż generalnie z Panem się zgadzam i też jak jeszcze parę lat temu wspominałem ,również przed Smoleńskiem wspominałem ,że Pan w swoich słowach i pisaniu swoim o dużo lepiej przedstawia rzeczywistość ,którą ja widzę i obserwuję od wielu lat .

    Dlatego ,też wcześniej w moim komentarzu ...w nawiązaniu do słów Rymkiewicza wspomniałem pewną historię z mojego młodzieńczego życia:

    - Rozdziobią nas kruki, wrony” ....,które naklejałem wspólnie z moim z kolegą a potem w pojedynkę ...na przystankach autobusowych ...chyba z miesiąc-dwa miesiące po 13 Grudnia 1981 .

    W tamtym komentarzu jednak zapomniałem dodać ,że po naklejeniu z dużej litery ...

    ROZDZIOBIĄ NAS KRUKI WRONY ....,że.... - po tym napisie naklejaliśmy wcześniej wspólnie z moim kolegą ....wycięte nagłówki z pierwszych numerów TYGODNIKA SOLIDARNOŚĆ !

    ...a w nawiązaniu do powyższego - jestem 100% pewny ,że Ziemkiewicz podobnie jak Pan Panie Aleksandrze -po... tysiąckrotność - przewyższa swoją wiedzą ...moją wiedzę na temat tego jak Pan wspomniał:

    " aktualnych ustaleń w sprawie Smoleńska".

    Naprawdę Panie Aleksandrze .

    Nie oszukujmy się .

    Ja nie posiadam tej wiedzy .

    ....ale jednak ...

    Żaden poważny ,ewentualny przywódca Polski nie może oglądać się na bieżące sondaże !

    Przepraszam bardzo mocno Pana ,że znowu przypomnę początek mojego wcześniejszego komentarza :


    /WiW22 stycznia 2013 20:17
    ŚMIERTELNIE GROŹNY MIT PAWŁA LISICKIEGO ....i, też Rafała M.Ziemkiewicza ./
    ....

    a jeszcze bardziej przepraszam Pana - proszę Pana, za niżej wklejony tekst Rafała - od Michnika( a wcześniej od Korwin-Mikke ) - Ziemkiewicza .

    Cytuję w całości tekst Ziemkiewicza po Smoleńsku :

    /18.04.2010 18:37210
    A może przewodniczący "Solidarności"?

    Ta myśl przyszła mi do głowy w trakcie pogrzebu Prezydenta. I zastanawiam się nad nią cały czas:
    Janusz Śniadek ?!
    Patrząc, jak przemawia, nabrałem przekonania, że byłby w stanie wygrać. Zwłaszcza z Komorowskim, który ani charyzmą, ani zręcznością się ostatnio nie wykazał.
    W porównaniu z wariantem uważanym dziś za bezalternatywny - czyli startem Jarosława Kaczyńskiego - widzę szereg plusów tej kandydatury.
    - jest ponadpartyjna i mogłaby symbolicznie zjednoczyć prawicę (poza UPR)
    - Sniadek, w przeciwieństwie do JK, nie ma elektoratu negatywnego. Przeciwnicy zostaliby kompletnie wybici z dyskursu, nie mieliby się do czego odwołać, podczas gdydrogi ataku na JK mają już nie tylko przetarte, ale wręcz wyasfaltowane
    - samą swoją kandydaturą JŚ ustawia kampanię na osi Polska solidarna - Polska liberalna (czytaj: Polska wydymachy vs. Polska nachapanych), czyli na tej, gdzie kandydatowi PO jest najtrudniej
    - jako przewodniczący "Solidarności" JŚ jest niewiele mniej wiarygodny od JK w roli dziedzica czegoś, co można nazwać "dziedzictwem Lecha Kaczyńskiego"
    Są też powody, dla których lepiej byłoby, żeby JK nie był prezydentem. Jesli by nim został, PiS traci szansę odegrania znaczącej roli w wyborach parlamentarnych. Każde veto, każda awantura, a byłoby ich co niemiara, będzie osłabiać popularność jego partii. A PiS i tak będzie mocno osłabiony, bo z Belwederu kierować nim nie sposób, a z osobowości został mocno wypłukany. A przecież odzyskanie władzy - to tylko parlament. Prezydentura może służyć jedynie zablokowaniu PO, by nie uchwyciła wszystkiego i nie "zabetonowała" swej władzy na długie lata.
    Osiem lat przewodniczenia "Solidarności" daje niezbędne minimum doświadczenia, by ubiegać się o ten urząd.
    Zanaczam, że nie znam blisko Janusza Śniadka, nie wiem nic o jego predyspozycjach osobowościowych na głowę państwa, analizuję jedynie kwestie polityczne i wizerunkowe. Ale może warto się nad jego kandydaturą poważnie zastanowić - bo przyszłość rysuje się groźnie?/


    OdpowiedzUsuń
  67. Dokończenie (niestety są ograniczenia tekstowe na tym blogu).

    M/innymi w powyższym tekście - Ziemkiewicz napisał :

    /Są też powody, dla których lepiej byłoby, żeby JK nie był prezydentem. Jesli by nim został, PiS traci szansę odegrania znaczącej roli w wyborach parlamentarnych. /

    Panie Aleksandrze .

    Był wiele lat temu "nadzieją białych" - Janusz Korwin-Mikke.

    Potem .....PO Smoleńsku ...był PJN ....w trakcie ...rodzenia ...nowych "białych działał"Korwin-Mikke ,w którego szeregach jeszcze daleko przed Smoleńskiem nie byle jaką rolę odgrywał Ziemkiewicz .

    Potem w trakcie "Niewypału Nowego Ekranu " - powstawała - SOLIDARNA POLSKA ....a Korwin-Mikke dalej działał i działa ....

    ...a teraz znowu wyrasta NOWA BIAŁA SIŁA :))) z spod skrzydeł Korwin-Mikkego ...w namaszczenia ...walki z Michnikowszczyzną .,.,. Rafała M. Ziemkiewicza .


    Jeśli Pan może ,to niech swoim praktycznym i również analitycznym spojrzeniem sprawdzi tę "wyjątkową osobowość " - Ziemkiewicza .

    OdpowiedzUsuń
  68. P.S.

    Podaję link do zacytowanego tekstu R.M.Ziemkiewicza ...

    .....Les Bleus sont LaRafał Ziemkiewicz 12691 publicysta, pisarz.....


    18.04.2010 18:37210

    http://rafalziemkiewicz.salon24.pl/172302,a-moze-przewodniczacy-solidarnosci

    OdpowiedzUsuń
  69. Nurni,

    Nie wiem, czy zauważyłeś, a jeżeli nie: gorąco polecam (także p. Ściosowi) bardzo ciekawą wypowiedź na portalu Arcana dr Henryka Głębockiego, którego niezwykle cenię, a po przeczytaniu "Diabła Asmodeusza" (rzeczy o hr. Gurowskim) >TU< to aż słów mi brak! :)

    http://www.portal.arcana.pl/Wielopolski-nie-mial-racji-video,3541.html

    Niezwykle budujące: NIKT z ówczesnych nie poszedł na ugodę (pra-okrągłego stołu) z margrabią Wielopolskim, ani też nikt nie zaliczał do "ludzi honoru" carskich namiestników! Wspaniali byli wówczas Polacy!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  70. Pani Urszulo,

    Dziękuję za przypomnienie tych tekstów. Nie jestem tylko przekonany, czy Polaków interesuje skąd wywodzą się ludzie strojący się w szaty "polskich oficerów" i patriotów. Wielu z nich - o czym też zapominamy, decyduje dziś o naszym bezpieczeństwie i to w jego najważniejszym, narodowym wymiarze.
    Całkowicie bez echa przeszła np. informacja o powołaniu przed dwoma dniami (z "błogosławieństwem BBN) Stowarzyszenia Wspierania Bezpieczeństwa Narodowego. Jego utworzenie ma związek z zakończeniem prac nad prezydenckim Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego. Z informacji zamieszczonej na stronie BBN wiadomo, że inicjatorem powstania nowej organizacji jest Krajowe Stowarzyszenie Ochrony Informacji Niejawnych (KSOIN), którego przedstawiciele uczestniczyli w SPBN. KSOIN zajmuje dziś pozycję lidera na rynku ochrony informacji niejawnych, a jego przedstawiciele doradzają premierowi i ministrom.
    Prezesem KSOIN jest zaś Mieczysław Tadeusz Koczkowski, którego nazwisko spotkamy na stronach Raportu z Weryfikacji WSI. Płk Koczkowski był głównym specjalistą w składzie Zarządu III WSI w latach 1998-2000 i uczestnikiem moskiewskiego kursu w marcu 1982 roku. W gronie "wykładowców i ekspertów" KSOIN spotkamy nazwiska najwyższych rangą dowódców WSI: gen. dyw. Bolesława Izydorczyka (kursy GRU w 1982r) , kadm. Kazimierza Głowackiego (kursy GRU w 1985r) ,płk Krzysztofa Brodę ( studia w Akademii Wojskowo-Politycznej ZSRR w 1989r) czy płk. Andrzeja Glonka b. szefa Zarządu Ochrony Informacji WSI.
    Zamiast komentarza - co myślę o takich "fachowcach" majstrujących dziś przy sprawach bezpieczeństwa narodowego, przytoczę wypowiedź Wiktora Suworowa, w której mówi o gen. Marku Dukaczewskim i ludziach służących Moskwie:
    "No tak, towarzysz z tej samej uczelni, którą i ja kończyłem. Jesteście lekkomyślni, jeśli myśleliście, że szkoleni w Związku Sowieckim oficerowie będą bronić niepodległości waszego kraju. Nie wierzcie w to, że usuwając tych oficerów, pozbędziecie się fachowców i Polska będzie bezbronna. Sami wielokrotnie wymyślaliśmy takie bajki, aby wpływać na bieg wydarzeń w różnych miejscach świata.
    Polskie służby muszą same wyszkolić kadry, w przeciwnym razie czeka was powtórka z historii. Gdybym dziś był premierem w waszym kraju, natychmiast zwolniłbym wszystkich ludzi, którzy służyli Moskwie. Dałbym im solidne emerytury i na zawsze odsunął od tajemnic kraju. Niech sobie tak jak ja piszą książki. Niech robią na drutach byle tylko nie zajmowali się bezpieczeństwem Polski. Zwolnijcie potencjalnych agentów innych państw, póki jeszcze możecie to zrobić".

    Pozdrawiam serdecznie


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Cóż, dziennikarze o tym nie napiszą: aż tak dalece nie sięga ich "niepokorność",
      a opozycja woli markować politykę, zamiast ją uprawiać i dlatego "odwołuje Arłukowicza" i debatuje o "związkach partnerskich".

      Usuń
    2. Udział w takich spektaklach ośmiesza opozycję i przedłuża drogę długiego marszu. Czekam jeszcze na kompromitację pod tytułem "konstruktywne wotum nieufności".

      Usuń
    3. Słowa Suworowa wyczerpują opis celu strategicznego. I też jestem zażenowany udziałem opozycji w farsie o związkach partnerskich, i podobnych.

      Pisał kiedyś Auden: "intellectual disgrace stares from every human face and the seas of pity lie locked and frozen in each eye". Co wyczerpuje ocenę postępowania opozycji i jego przyszłych skutków.

      Usuń
    4. Celnie. Te zaś słowa, czy nie wyczerpują oceny postępowania "światłych" Europejczyków, którzy dotąd nie rozpoznali intencji imperium Zła:

      In the nightmare of the dark
      All the dogs of Europe bark,
      And the living nations wait,
      Each sequestered in its hate

      Usuń
    5. tak właśnie jest. na to noszę audenowską receptę (nomen omen, z wiersza 1 września 1939):

      may i composed like them
      of eros and of dust
      beleaguered by the same
      negation and despair
      show an affirming flame

      nie ma sensu oglądać się na tych, co niezdolni są do tego aktu.

      Usuń
  71. WiW,

    Nie przewiduję dalszych tekstów na ten temat. Może dlatego, że większość czytelników i tak pamięta tylko ostatnie artykuły publicystów i nie ma ochoty dowiadywać się, o czym niektórzy z "naszych" pisali przed kilkoma laty.

    OdpowiedzUsuń
  72. Panie Aleksandrze,

    od zawsze zgadzam się z Panem, że warunkiem sine qua non Niepodległej Polski było natychmiastowe odsunięcie, osądzenie i pozbawienie praw publicznych twórców i "utrwalaczy" tzw. władzy ludowej = komunizmu w naszym kraju. Ci ludzie za ojczyznę uważają Kraj Rad - także w jego aktualnej pseudo - carskiej mutacji. Jemu służą, nie Polsce.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  73. '
    A jak wyglądają i jak się zachowują współczesne ruskie nababy, proszę KONIECZNIE zerknąć >tutaj<.

    Najzabawniejsze, ze jednym z nich jest "opozycjonista" Lebiediew.
    Teraz już Pan wie, dlaczego nie wierzę w żadną ruską opozycję?

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oligarcha i kagebista Lebiediew nie jest żadną opozycją, zatem nie powinna Pani oceniać działań rosyjskiej opozycji na takich przykładach.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ależ Panie Aleksandrze! Przecież to jeden z najważniejszych przywódców wszystkich marszów przeciw Putinowi, właściciel, (jak piszą SkyNews) "Novaya Gazeta, one of the only independent newspapers in Russia, and a prominent critic of the Putin administration".

      To kto w takim razie jest ta opozycją? Bloger Navalny? Kasparow?

      Usuń
    3. Urszula,

      Waleria Nowodworska? http://niezalezna.pl/19849-kreml-rozdeptal-opozycje
      Lew Nawrozow (na emigracji w USA, ledwie znany)?

      Usuń

    4. Dzięki, Jaszczurze, za link, który wykorzystałam w odpowiedzi;
      czytałam ten wywiad, ale nie potrafiłbym go odnaleźć:)
      O Lwie Nawrozowie nigdy przedtem nie słyszałam,
      podobnie jak o Bondariewie, którego wymienia p. Ścios.

      Pozdrawiam

      Usuń
  74. Pani Urszulo,

    Przyzna Pani, że określanie pułkownika KGB Lebidiewa opozycją wobec pułkownika KGB Putina, byłoby trochę komiczne.
    Na moim blogu jest link do strony internetowej rosyjskich opozycjonistów, a z nazwisk wolałbym wskazać Walerię Nowodworską, Bukowskiego czy Bondariewa. Są wśród Rosjan ludzie, którzy głośno mówią o tragedii smoleńskiej i winie Putina. Sądzę, że jest to ważna wskazówka.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

  75. Proszę nie żartować, Panie Aleksandrze!

    Nie uwierzę, ze nie zauważył Pan ironicznego tonu moich komentarzy o "rosyjskiej opozycji" uosabianej przez KGB-owskiego troglodytę! Proszę też wziąć pod uwagę, że podani przez Pana, to dysydenci - emigranci i jedna starsza kobieta, wszyscy bez najmniejszego znaczenia politycznego, a mówimy przecież o opozycji politycznej, czyli zdolnej do przejęcia władzy, nie tylko do jej krytyki, prawda?

    Dlatego myślę, że to nie wymienieni przez Pana, lecz przeciwnie, właśnie osoby pokroju Lebiediewa i jemu podobnych (opcja nieważna) pociągają za sobą demonstrujące tłumy TAK ZWANEJ opozycji.
    O której, wskazywana przez Pana, Waleria Nowodworska mówi:

    "To są strzępy, porozrzucane kawałki. Odrębny blok tworzy Borys Niemcow, lider partii Sojusz Sił Prawicowych (SPS), odrębny Władimir Ryżkow, przewodniczący Partii Republikańskiej Rosji (RPR). Jest jeszcze były minister finansów i premier Michaił Kasjanow i jego Rosyjski Sojusz Ludowo-Demokratyczny. Żadnemu z tych polityków nie udało się stworzyć silnej partii opozycyjnej. Organizują wspólne akcje z komunistami i faszystami, zamiast twardo i zdecydowanie nawoływać do bojkotu władzy. A trzeba wiedzieć, że Kreml niczego nie boi się bardziej niż bojkotu. Panuje straszne rozdrobnienie. Pojedynczy ludzie, jak np. Konstantin Borowoj z Partii Swobody Gospodarczej, usiłują postawić na nogi jakiś konkretny ruch, ale co z tego, kiedy ludzie, zwłaszcza mający wiele do stracenia przedsiębiorcy, boją się angażować w politykę i walczyć o swoje prawa. W mojej partii, czyli w Sojuszu Demokratycznym, brakuje ludzi, być może w Rosji nie ma też zapotrzebowania na ruch liberalny. Poza tym popieranie partii biednej, mającej nikłe widoki na pozyskanie dużego elektoratu nie cieszy się specjalną popularnością. Kreml rozdeptał opozycję. Anatolij Czubajs, uważany za ojca rosyjskiej prywatyzacji, narzeka dziś, że nie ma na kogo głosować, więc nie pójdzie na wybory. Tyle że jeszcze dwa lata temu na zlecenie Kremla niszczył Sojusz Prawych Sił (SPS). Gdzie w tym logika?

    [...] Mamy partię oszustów i złodziei, czyli Jedną Rosję, mamy partię bandytów, tworzoną przez komunistów, i skrajnie nacjonalistycznych populistów z Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR). W wyborach wezmą też udział takie partie, jak Słuszna Prawda i Sprawiedliwa Rosja, oraz zdrajcy demokracji z Jabłoka. Żadnej z tych partii nie wróżę powodzenia.

    [...] Tak naprawdę, w Rosji nie ma wyborów. To jest propagandowa impreza organizowana przez władze. Nawet te niewielkie osiągnięcia, których dokonano w epoce Jelcyna, zostały unicestwione. Ludzie już nie potrafią wybierać. Więc głosują jak im nakażą władze, albo słuchają się blogera, adwokata Aleksieja Nawalnego i idą głosować na komunistów i faszystów. Wszystko po to, żeby ich głosu nie otrzymał Kreml. Prawdziwego bojkotu wyborów, który miałby siłę rażenia, nie ma. Wszyscy nawołują do tego, także opozycja, by iść na wybory i głosować na jakąkolwiek partię oprócz Jednej Rosji, czyli do wsparcia swym głosem zwykłych bandytów i nacjonalistów. Albo mówią, żeby rysować na kartach do głosowania diabełki, by stały się nieważne. To wszystko jednak nieuchronnie prowadzi do wysokiej frekwencji wyborczej, co służy Kremlowi do legitymizacji wyniku głosowania. [...]rosyjskie władze boją się bowiem wyłącznie pustych lokalów wyborczych. Dla Kremla jest bardzo ważne, by przy urnach panował tłok."

    http://niezalezna.pl/19849-kreml-rozdeptal-opozycje

    ==========

    Linki do rosyjskich stron są dla mnie nie do zniesienia. Naruszają moją wrażliwość i wyrabiają złe zdanie o ludziach, na których robią wrażenie dopiero zdjęcia stosów ludzkich trupów i prymitywne karykatury.

    Pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
  76. ALEKSANDER ŚCIOS

    Czy zna Pan TEN wywiad ?

    Źródło wprawdzie niezbyt wiarygodne, ale tekst, której fragmenty za chwilę przytoczę, jakoś tam do mnie przemawia. Czy może być w tym ziarno prawdy? Jak Pan sądzi?

    Pozdrawiam serdecznie

    ==================

    "Nowa, wielka partia miała być czymś na kształt nowoczesnej KPZR. Masowo zapisywano do niej urzędników wszelkich szczebli, przedsiębiorców. Jedna Rosja była partią trochę prawicową, a trochę lewicową, była raz liberalna, a raz wzywała do zwiększenia roli państwa. W założeniu miała być dla wszystkich i posłusznie realizować politykę Kremla.

    Ale jedna partia to za mało. Surkow był przecież reżyserem całego spektaklu udawanej demokracji. Musiał więc obsadzić również role tych złych, czyli opozycji. Dlatego wymyślił radykalną, populistyczną partię Rodina. Potem skaptował do współpracy z Kremlem osłabionych komunistów i kolejne marionetki – nacjonalistów Władimira Żyrinowskiego.

    W połowie poprzedniej dekady dzieło było już dopięte. Co prawda gdzieś po korytarzach Dumy przemykali jeszcze nieliczni opozycyjni liberałowie, ale ich dni były policzone.

    Od wyborów w grudniu 2011 r. parlament jest już ułożony dokładnie według scenariusza Surkowa. Jest potężna partia władzy obudowana koncesjonowaną opozycją. Bez zbędnych aktorów.

    http://www.newsweek.pl/wydania/1429/wladca-marionetek---kim-jest-pr-owiec-putina,100381,3,1

    OdpowiedzUsuń
  77. Panie Aleksandrze, jeszcze jedno:

    w odpowiedzi z 24 stycznia 2013 23:01 wyraził Pan wątpliwość, cyt.
    "Nie jestem tylko przekonany, czy Polaków interesuje skąd wywodzą się ludzie strojący się w szaty "polskich oficerów" i patriotów. Wielu z nich - o czym też zapominamy, decyduje dziś o naszym bezpieczeństwie i to w jego najważniejszym, narodowym wymiarze."

    Panu tak nie wolno myśleć! Ani zaprzątać sobie głowy tym, czy coś zainteresuje Polaków. Pan powinien to zainteresowanie (jak na krnąbrnych, leniwych uczniach) PO PROSTU WYMUSIĆ! Dlatego bardzo proszę: pisać to, co Pan uważa za słuszne i ważne, i nie przejmować się "odbiorcami" do których to jeszcze (!) nie dociera.

    Żyjemy w czasach globalnego zamętu XXI wieku. Takie głosy jak Pański, są po prostu niezbędne. Żebyśmy się nie pogubili i nie zatracili miary. Żebyśmy pozostali wolnymi ludźmi. Bo wolność - to przecież głównie niezależność myślenia, prawda? I tej nas Pan uczy i do niej zachęca.

    Proszę nie zmieniać "linii" :), nie kierować się wyimaginowanym "zapotrzebowaniem", pisać, jak zawsze - O PRYNCYPIACH.

    Zresztą... czy nie zauważył Pan jak wielu towarzyszy Mu sprzymierzeńców?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  78. Pani Urszulo,

    W tekście Nowodworskiej (dziękuję za przypomnienie) jest bardzo ważne zdanie - "trzeba wiedzieć, że Kreml niczego nie boi się bardziej niż bojkotu". Mówi to osoba doskonale rozumiejąca istotę systemu komunistycznego, którego hybrydą są rządy "siłowików".
    To zdanie powinni sobie wyryć w pamięci politycy polskiej opozycji, "nasi" dziennikarze i wszyscy przeciwnicy grupy rządzącej. Reżimy budowane na kłamstwie, traktujące mechanizmy demokracji jako formę alibi, a jego narzędzia jako pałkę przeciwko opozycji, nigdy nie zostaną pokonane przy pomocy karty wyborczej, debaty politycznej, wotum nieufności itp. zabobonów. Tylko całkowity bojkot reżimu, jego ośrodków propagandy, instytucji i organów oraz odrzucenie wszystkiego co tworzą "zjawy" III RP, może być skuteczną bronią. Dopóki to nie nastąpi, czeka nas długi marsz.

    Nie znałem tekstu o pijarowcu Putina (kiedyś taką robotę wykonywali szefowie wydziałów propagandy), ale nietrudno dostrzec, że podobny model - "jedna potężna partia władzy obudowana koncesjonowaną opozycją" jest budowany w III RP.Od czasu operacji TRUST Sowieci nie wymyślili lepszej strategii.Bo i po co, skoro ta jest nadal skuteczna.

    "Linii" nie mam zamiaru zmieniać i przyjmuję do wiadomości, że są rzeczy, o których mi nie wolno myśleć :)
    Mogę jednak pozwolić sobie na małą refleksję, powstałą po obserwacji ostatnich zachowań.
    Wymuszać niczego nie będę, bo byłoby to nieskuteczne. Rzecz jest banalnie prosta, a przypomniał nam o niej Antoni Macierewicz w dzisiejszym wywiadzie dla Stefczyk.info - "upowszechnianie prawdy jest jedynym skutecznym przeciwdziałaniem dla kłamstwa".
    http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/prawda-odpowiedzia-na-film-national-geographic,6528720850

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  79. "Tylko całkowity bojkot reżimu, jego ośrodków propagandy, instytucji i organów oraz odrzucenie wszystkiego co tworzą "zjawy" III RP, może być skuteczną bronią. Dopóki to nie nastąpi, czeka nas długi marsz."

    Dzisiejsza hucpa z głosowaniem nad związkami jednopłciowymi jest tego najlepszym przykładem. Najlepszy do tej pory wyszukany tytuł brzmi:
    "Konserwatyści w PO właśnie się policzyli". Oj głupi Wy głupi...

    Wykluczony

    OdpowiedzUsuń
  80. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  81. Tą swoistą dyskusję można byłoby jedynie przyrównać to patologicznego picia wódki z "Moskalem" przy stole, który potrzebuje kompana(bo smutno samemu) po drugiej strony i którym jednocześnie gardzi, gdyż jedynym celem jest żłopanie na umór. Przy czym to żłopanie trwa już przeszło 200 lat i nie było raczej czasu na otrzeźwienie. Dziś opozycja, wzgardzony ale jakże użyteczny kompan do żłopania, powinna wstać od stołu i trzepnąć Moskala prosto w ryj. Mogłoby się nawet okazać, że sam jeno podmuch zwali go z nóg. Jakże trzeba być zniewolonym, aby dalej z nim siedzieć i żłopać.
    Wykluczony

    OdpowiedzUsuń
  82. Chciałem .

    Bardzo, chciałem coś jeszcze dopisać w moich ostatnich komentarzach, ale mój umysł nie był wstanie przekazać moich myśli w formie pisanej,czy też mówionej .

    Jednak ,po kilku dniach ...trafiłem na słowa ,które w dużej części odzwierciedlają to co myślę a zarazem ,nie byłem wstanie tego w inny sposób wyjaśnić i wyrazić .

    Jarosław Marek Rymkiewicz :

    /Joasiu, jestem jednak trochę innego zdania niż Pani. Mamy, owszem, całkowitą jasność – w tej sprawie, o której Pani mówi. Przegraliśmy, a to była wielka bitwa o wszystko, a więc przegraliśmy wszystko 13 grudnia, rewolucja Solidarności nie powiodła się, jeszcze jedno polskie powstanie zostało zduszone siłą, brutalnie przez dzicz moskiewską spacyfikowane – i Polską rządzą teraz, rządzą nadal ci sami ludzie, którzy rządzili nią w epoce PRL‑u. Może z czasem oni trochę się zmienili, nawet ucywilizowali (w PRL‑u też się z czasem, z dziesięciolecia na dziesięciolecie, trochę zmieniali, cywilizowali), ale to jest ta sama formacja polityczna i duchowa. Mówiąc inaczej i wyraźnie: to nie jest polska formacja polityczna i polska formacja duchowa. To jest obce./

    /. Jeszcze inaczej: to są namiestnicy czegoś, przysłani tu przez coś, po to, żeby czymś tu zarządzać – żeby nas, powolutku-powolutku, zlikwidować; żebyśmy, powolutku-powolutku, zniknęli w smoczej paszczy./

    / To jest coś innego – coś, co się zalęgło i odwiecznie istnieje w głębi polskiej duszy. No może nie odwiecznie, może od jakichś trzystu lat – od pierwszych lat XVIII wieku, kiedy to wojska cara Piotra I weszły w granice Rzeczypospolitej./

    /Opisywała tę złowieszczą ideę, tę polsko-ruską formację duchową polska literatura, opisywali ją Stefan Żeromski i Eliza Orzeszkowa. Byli tym porażeni i przerażeni./

    http://bezdekretu.blogspot.com/2013/01/smiertelnie-grozny-mit-pawa-lisickiego.html#comment-form

    Pozdrawiam .

    Chociaż nigdy nie byłem "porażony" i też ..." przerażony".

    Bardzo Serdecznie Wszystkich Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  83. Mimo że czytuje tygodniki Lisickiego to nie czytuje jego samego.Tym bardziej jestem zaskoczony tym co napisał w listopadzie 2010r. na temat potencjalnej reakcji zachodu na domniemany zamach.No przykro to pisać ale albo agent albo idiota.

    OdpowiedzUsuń
  84. Nie rozumiem tej całej krytyki Lisieckiego. Założę się, że ci, którzy najwięcej tu krytykują to jacyś fani gier mmo rpg z gimnazjum...

    OdpowiedzUsuń