Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nienawiść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nienawiść. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 sierpnia 2013

ORĘDZIE NIENAWIŚCI


Od przegranych wyborów parlamentarnych w roku 2005 jedynym czynnikiem integrującym środowisko Platformy stała się nienawiść do wszystkiego, co związane z partią Kaczyńskich. W równej mierze była ona efektem ambicjonalnej traumy Donalda Tuska oraz niemniej mocnego lęku, jaki musiał odczuwać Bronisław Komorowski, obawiając się publikacji treści aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI. Wielu innych polityków PO, biznesmenów, dziennikarzy i ludzi życia publicznego odczuwało wówczas zagrożenie możliwością ujawnienia ich kontaktów i interesów prowadzonych pod dyktando wojskowej bezpieki. Wkrótce więc pod szyldem Platformy zgromadziło się dość wszelkiego rodzaju renegatów, frustratów i „skrzywdzonej” rządami PiS-u agentury, by uczynić z tego środowiska skansen agresywnych typów, złączonych wspólnotą nienawiści i żądzą odwetu.
Działający w ideowej pustce ludzie PO musieli znaleźć formułę, która pozwoliłaby im dotrzeć do społeczeństwa. Nie potrafiąc przedstawić żadnej koncepcji pozytywnej, postanowili odwoływać się do negatywnych emocji i najniższych instynktów, tworzenia fałszywych obrazów, budowania irracjonalnej niechęci i lęków. Na tym fundamencie zbudowano pozycję Platformy, wmawiając społeczeństwu, że wybór ekipy Tuska uchroni Polaków przed straszliwą katastrofą „kaczyzmu”. Bez PiS-u i braci Kaczyńskich, środowisko PO nie tylko nie potrafiłoby zbudować żadnego przekazu, ale nie miało motywacji do działania. To nienawiści do rywali politycznych i lęk przed utratą władzy od początku wyznaczały poszczególne etapy działań: począwszy od czystek w służbach specjalnych i poszukiwania prokuratorskich „haków”, poprzez aferę marszałkową i bondaryzację służb, po zbliżenie z putinowską Rosją i zastawienie pułapki smoleńskiej.
Kampania nienawiści, jaką do dziś prowadzi reżim, nie jest niczym nowym.
Ruchy i systemy totalitarne wszelkich odcieni potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu; nie tyle, by utrzymać gotowość do walki, ile by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo, a tym samym uniezdolnić do oporu. Nieustające, bezgłośne, lecz całkiem jasne orędzie powiada: „Wy jesteście doskonali, tamci są zgnili ze szczętem. Już dawno żylibyście w raju, gdyby złość waszych wrogów nie stała na przeszkodzie” – pisał w latach 70. Leszek Kołakowski.
Nie mógł wiedzieć, że 40 lat później, tymi słowami będzie można zdefiniować środowisko, które pod przykrywką „obywatelskości” uczyniło z nienawiści główną broń polityczną. 

wtorek, 26 kwietnia 2011

KALENDARIUM AGRESORÓW. FAKTY WBREW PROPAGANDZIE

19.10.2010 r - po godzinie 11.00 do siedziby łódzkiego okręgu PiS wtargnął z bronią 62-letni Ryszard C. – były członek Platformy Obywatelskiej wykrzykując, że nienawidzi PiS i chce zabić Jarosława Kaczyńskiego.  Śmiertelną ofiarą mordercy został 62-letni Marek Rosiak, asystent europosła PiS Janusza Wojciechowskiego. Zamachowiec oddał do niego kilka strzałów z broni palnej. Druga z ofiar ataku Paweł Kowalski z biura posła PiS Jarosława Jagiełły, trafił do szpitala z siedmiocentymetrową raną na szyi, zamachowiec usiłował mu poderżnąć gardło.

19.10. 2010 – do posłanki PiS Beaty Szydło z niemieckiego serwisu został wysłany list z groźbami. W liście, oprócz obelg, znajdowały się zdania: "zaczęli was zabijać, mam nadzieję, że was wszystkich wybiją" i "ty się przestań pokazywać w mediach, bo możesz przez przypadek też trafić na celownik". Polscy śledczy proszą Niemców o pomoc w ustaleniu nadawcy e-maila.

20.10. 2010 - Pracownica posła PiS Bolesława Piechy otrzymała maila z pogróżkami. - Ktoś napisał, że skończy jak Eugeniusz Wróbel, czyli w Zalewie Rybnickim - mówi Piecha. Postanowił o sprawie zawiadomić policję.
Tego samego dnia syn posła zgłosi na policję fakt, że ktoś przebił opony w samochodzie posła. Do zdarzenia doszło w Katowicach w pobliżu dworca PKP.

20.10.2010 - Adam Hofman, poseł PiS, poinformował prokuraturę warszawską o groźbach jakie otrzymał kilka dni temu. W piśmie do prokuratury okręgowej w Warszawie Hofman stwierdza między innymi: „Do mojego Biura Poselskiego dzwoniono co najmniej dwukrotnie i grożono śmiercią. Spis nagrania automatycznej sekretarki oraz płytę z nagraniem tego zapisu dołączam. Zwracam się z prośbą o zapoznanie się ze sprawą i podjęcie właściwych działań.” Z zapisów nagrań: „Hofman … już nie żyjesz … masz dwa, trzy … dni … nie więcej … żegnam … jestem … tym, który wyrywa chwasty. Cześć.” „Panie Hofman, miej pan odwagę i nie kryj się. Bo ja już dla Ciebie drzewo znalazłem. Cześć.”

23.10.2010  - „Zabiję Kurskiego, niezależnie od tego, co się stało w Łodzi. Nienawidzę PiS” - usłyszał w słuchawce, według portalu rp.pl, oficer dyżurny wrocławskiej policji. Jak informuje policja, agresywny mężczyzna zadzwonił na numer alarmowy 112 i groził śmiercią politykowi PiS. Policjantom udał się szybko namierzyć rozmówcę i 54-letni mieszkaniec Wrocławia został zatrzymany.

25.10.2010- - „Prześladować PiS-iorów wszędzie, teraz i zawsze” - napisał na portalu internetowym Michał K., nawołując przy tym do spalenia biur wyborczych i poselskich PiS. Mężczyzna został zatrzymany i prokuratura przedstawiła mu zarzuty. Podczas przesłuchania 30-latek przyznał się do wszystkiego, usprawiedliwiał się jednak, że był to tylko "głupi żart".

2.11.2010 - Na dzień przed pogrzebem Marka Rosiaka Jarosław Kaczyński otrzymał anonim z groźbami, że jeśli przyjedzie do Łodzi, czeka go śmierć. Anonimowy list z groźbami o planowanym zamachu na Jarosława Kaczyńskiego został wysłany do biura poselskiego PiS w Będzinie w miniony piątek. Policja tropi nadawcę.
List z groźbami pod adresem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego był napisany odręcznie, w liczbie mnogiej i podpisany pseudonimem” - mówił na konferencji prasowej poseł PiS Waldemar Andzel. Jak dodał nie zawierał on błędów ani inwektyw, a autor, lub autorzy, zarzucają w nim prezesowi PiS, że polskie społeczeństwo jest dzielone.

13.11.2010 – W Brodnicy, nieznani sprawcy obrzucili środkami zapalającymi sklep Krystyny i Andrzeja Mrozowskich, wskutek czego doszczętnie spłonęło wnętrze kwiaciarni. Policja bada okoliczności i prowadzi działania celem ustalenia osób odpowiedzialnych za podpalenie.
Jacek Tyburski, pełnomocnik PiS w Brodnicy twierdzi, iż zdarzenie było celowym działaniem i stanowiło bezpośrednie zagrożenie życia mieszkańców kamienicy. Wiele wskazuje na to, że podpalenie było aktem politycznym, wymierzonym przeciwko właścicielce kwiaciarni Krystynie Mrozowskiej, która jest kandydatką PiS do Sejmiku Wojewódzkiego, a jej poglądy na temat bezpieczeństwa w mieście są powszechnie znane. Nie jest to pierwszy atak przeciwko Mrozowskim. Kilka dni wcześniej, w biały dzień (około godziny 11) przeżyli oni najazd wynajętych “ochroniarzy”, którzy siłą wtargnęli na ich, ulokowaną w centrum miasta posesję i uszkodzili przy tym samochód rodziny, zaś Andrzej Mrozowski ucierpiał podczas szamotaniny z napastnikami.

8.12.2010 -  W Legnicy, do biura poselskiego wiceprzewodniczącego PiS Adama Lipińskiego dwukrotnie przychodził 66-letni mężczyzna, który chciał się spotkać z posłem. Kiedy za drugim razem nie zastał Adama Lipińskiego, zrobił awanturę grożąc, że go dopadnie. – „I wyjadę z biura na wózku inwalidzkim” - relacjonuje gazecie poseł. Groził tym też dyrektorowi biura poselskiego. Wezwana policja zatrzymała agresora, który - jak się okazało - krążył przez dłuższy w okolicach biura posła. W chwili zatrzymania mężczyzna miał przy sobie kamień i żyletkę. Jednak prowadząca w tej sprawie śledztwo Prokuratura Rejonowa w Legnicy wypuściła mężczyznę na wolność, zakazując mu jedynie zbliżania się do biura poselskiego i jego pracowników na odległość 50 metrów

16.03.2011 -.Szef Biura Zespołu Parlamentarnego PiS ds. Katastrofy Smoleńskiej Bartłomiej Misiewicz otrzymał 11 lutego SMS o treści: „Proszę się nawrócić. Modlę się w Twojej intencji”. Pięć dni później przebito mu oponę w  samochodzie zaparkowanym pod jego domem w Łomiankach. Natomiast Piotrowi Bączkowi tego samego dnia powieszono na furtce domu martwą wiewiórkę.
 - „Od dnia przebicia opony codziennie o różnych porach dnia i nocy podjeżdża ciemne BMW, zawsze z czterema osobami w środku. Samochód ma charakterystyczny, głośny silnik. Często przyjeżdża około 1 lub 2 w nocy. Samochód okrąża posesję, czasem się zatrzymuje. Wtedy wysiada z niego kilku mężczyzn, którzy spacerują i przyglądają się mojemu domowi. 11 marca jednego z mężczyzn zauważyłem na terenie swojej posesji” -  tłumaczy Bartłomiej Misiewicz. 12 marca Misiewicz zawiadomił Komendę Policji w Łomiankach o podejrzeniu popełniania przestępstwa.

23.03.2011 – na jednym ze strzeżonych osiedli wrocławskich doszło do pobicia dziennikarza 24 –letniego Pawła Mitera, członka KSD, który dzięki skutecznej prowokacji dziennikarskiej obnażył skrajne upolitycznienie obecnych władz Telewizji Polskiej. Miter został zaatakowany przez nieznanych sprawców. – „Zostałem poobijany, wybito mi przedni ząb i przekazano ostrzeżenie, żebym uważał z kim rozmawiam i nie kontaktował się już z prasą” – powiedział Paweł Miter. Dzień wcześniej w tygodniku „Nasza Polska” ukazał się wywiad z Miterem, w którym dziennikarz powiedział po raz pierwszy, że otrzymywał SMS-y z pogróżkami. Pobicie zostało zgłoszone jednostce policyjnej we Wrocławiu.

11.04.2011 - w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu podczas usuwania namiotu Stowarzyszenia Solidarni 2010 przed Pałacem Prezydenckim został pobity dziennikarz „Gazety Polskiej” Michał Stróżyk. Drugim pobitym podczas tej akcji był Marek Wernica z Solidarnych 2010. Stróżyka pogotowie ratunkowe odwiozło do szpitala. Ma złamany ząb i objawy wstrząsu mózgu, założono mu kołnierz ortopedyczny.


19 kwietnia minęło 6 miesięcy od zbrodni łódzkiej – okrutnego morderstwa dokonanego przez  jednego z członków partii rządzącej na działaczu PiS. Wszystko co zdarzyło się później świadczy, że zbrodnia łódzka stanowiła akt otwarcia nowego rozdziału w systemowej kampanii nienawiści i walki z opozycją. Zdarzenia, które przywołuję wskazują nadto dobitnie, kto w dzisiejszej III RP jest agresorem, a kto ofiarą agresji.
Wszystkim głupcom i pospolitym oszustom, którzy bredzą o „nienawiści PiS-u”, „radykalizmie”, „faszyzmie” i  „antydemokracji” partii opozycyjnej, każcie wskazać choćby jedno zdarzenie porównywalne z przedstawionymi powyżej.
Każcie im wymienić tylko jeden przypadek, w którym z przyczyn politycznych doszło do ataku na polityka Platformy, gróźb karalnych, prób zastraszenia, pobicia lub zabójstwa członka grupy rządzącej.
Jeśli nie potrafią takich wskazać - nazwijcie ich łgarzami i łajdakami, zakłamującymi rzeczywistość i nawołującymi do kolejnych aktów bezprawia i przemocy wobec ludzi związanych z opozycją.
Każdy bowiem, kto nie zrozumiał logiki tragedii smoleńskiej, kto niczego nie pojął z morderstwa w Łodzi i nadal bredzi o  „agresji” i „radykalizmie” PiS-u lub z talentem hipokryty dzieli nieistniejącą odpowiedzialność – stoi po stronie łódzkiego bandyty, mordującego w imię politycznej nienawiści. Trzeba tym ludziom twardo uzmysłowić, że każdy następny dzień, w którym akceptują zło rozplenione w Polsce czyni ich odpowiedzialnymi za przyszłe wydarzenia, czyni z nich wspólników w dziele nienawiści.


Każde słowo, które będzie nawiązywało do tej kampanii nienawiści, będzie wzywaniem do morderstw. To bardzo mocno chciałem podkreślić. (...) Ktokolwiek je wypowie - czy to będzie polityk czy dziennikarz - będzie to wzywanie do morderstw.
Jarosław Kaczyński - 19.10.2010 r.


Linki do wiadomości:

piątek, 14 stycznia 2011

O WIERZE W POLSKĄ GŁUPOTĘ

Takiej wiary w polską głupotę, jaką tam zaprezentowano, się jednak nie spodziewałam” – to bodaj najtrafniejszy komentarz putinowskich łgarstw. Jego autorka – pani Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie dodała, że zaskoczył ją poziom bezczelności rosyjskiego przekazu.
Zaiste mocna, lecz przecież nie bezpodstawna jest wiara Rosjan w polską głupotę. Opierają ją na tak trwałym fundamencie, że tylko cienka granica dzieli ją od poczucia pewności.
Gwarantem rosyjskiej wiary jest  bowiem „aparat nienawiści”, powstały po roku 2007 jako nieformalna struktura państwa polskiego. Składa się na niego: formacja powołana m.in. przez funkcjonariuszy Departamentu I SB MSW, zwana Platformą Obywatelską, część ośrodków medialnych, stworzonych przez agenturę i beneficjantów „transformacji ustrojowej”, zarządzający esbecką kasą „biznesmeni” oraz rzesza popereelowskich sierot (tzw. artystów, publicystów, naukowców i wszelkiej maści samozwańczych „autorytetów”) - pretendujących do miana „elit” narodowych.  
Ta nieformalna struktura, zwana dziś grupą rządzącą powstała z lęku i nienawiści - podniesionych do rangi „programu politycznego”, ogłoszonego społeczeństwu jako manifest „partii miłości”.  Brała swój początek w równej mierze - z ambicjonalnej traumy, jakiej doświadczył Donald Tusk po przegranych w 2005 roku wyborach prezydenckich oraz z niemniej mocnego uczucia lęku Bronisława Komorowskiego, obawiającego się publikacji treści aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI. Wielu innych polityków PO, biznesmenów, dziennikarzy i ludzi życia publicznego odczuwało zagrożenie możliwością ujawnienia ich kontaktów i interesów prowadzonych pod dyktando wojskowej bezpieki. Poczucie zagrożenia zajmowanych dotąd pozycji społecznych, ograniczenie źródeł dochodu i wpływów, lęk przed ujawnieniem szeregu przestępstw i korupcji - był dostatecznym bodźcem integrującym to środowisko.
Wkrótce więc nagromadzenie pod szyldem PO wszelkiego rodzaju renegatów, frustratów i "skrzywdzonej" rządami PiS-u agentury uczyniło z tej grupy istny skansen agresywnych, twardogłowych typów, złączonych wspólną nienawiścią i żądzą odwetu. Już propagandowe hasło - „partii miłości” - rozpowszechniane w przekazie medialnym, wyraźnie wskazywało z kim mamy do czynienia. Przed wielu laty Mirosław Dzielski przedstawił definicję tej menażerii, przypominając, że „nienawiść przebrana w szaty miłości i wierząca na dodatek szczerze, że jest miłością – oto czym jest socjalizm.
Jedyną idee fixe środowiska PO, prawdziwym „credo” wokół którego integrowano wyznawców była totalna antynomia wobec PiS-u , przybierająca z czasem postać patologicznej nienawiści.
Ten genialny w swojej prostocie pomysł na rządzenie, wspierał się na odwołaniu do najniższych instynktów polskiego społeczeństwa; zawiści, gniewu, próżniactwa. Prymitywny przekaz szermował lękiem przez demonicznymi „kaczorami”, epatował setkami rzekomych afer, straszył groźbą  powrotu do władzy, obiecując jednocześnie życie bez narodowych trosk i obywatelskiej odpowiedzialności.
Oparcie całej koncepcji istnienia Platformy na antynomii wobec PiS-u i nienawiści do uosabiających ideę IV RP braci Kaczyńskich, musiało zatem prowadzić do niszczenia i dezintegracji struktur państwa, do zrywania więzów społecznych , tworzenie trwałych i coraz głębszych podziałów, walki z pamięcią, propagowania zachowań antypaństwowych i amoralnych, brutalizacji języka politycznego. Użycie do tego celu najgroźniejszej broni - ośrodków propagandy, zwanych mediami stanowiło zbrodnię na społeczeństwie. Tych bowiem, którzy byli wyznawcami zabójczej antynomii miało doprowadzić w ślepy zaułek zniewolenia fałszywym przekazem, narażając na zniszczenie podstawowego systemu pojęć i norm etycznych.
Ujawniła się złowroga prawda orwellowskiej wizji „Roku 1984”, zawarta w stwierdzeniu: „Jeżeli ktoś chce rządzić, rządzić nieprzerwanie, musi umieć burzyć w poddanych poczucie rzeczywistości”. A skoro poczucie rzeczywistości nie jest niczym innym, jak prawdą o otaczającym nas świecie, jej zburzenie stanowiło akt odebrania daru ludzi wolnych i uczyniło z milionów Polaków stado niewolników.
Dokonano w tym czasie rzeczy, która przez lata „Polski Ludowej” nie powiodła się sowieckim namiestnikom. Zniszczono poczucie tożsamości - tak dalece, że ludzie podlegli aparatowi nienawiści zdają się nie odczuwać żadnej więzi z własną tradycją, narodem i kulturą. Faktyczna dychotomia My-Oni nie dotyczy przecież odrębności poglądów politycznych (aparat nienawiści nawet nie udaje, że ma jakiekolwiek poglądy), ale sięga w najgłębsze pokłady człowieczeństwa. Nagonka na Prezydenta własnego państwa, tysiące wyzwisk i kalumnii, retoryka pogardy, wojna ze znakiem krzyża, szyderstwa z osób zmarłych, drwiny z majestatu śmierci  – nie stanowią instrumentów walki politycznej. Tak tworzy się podziały sięgające w głąb człowieka, pozbawia go elementarnego poczucia przynależności do określonej kultury, zabija w nim świadomość wspólnoty.
Nieszczęśnicy  powtarzający rosyjskie draństwa na temat śmierci polskiej elity nie są żadnymi „wyborcami Platformy”, bo żadna norma polityczna, tym bardziej moralna, nie pozwala na kpiny ze śmierci własnych rodaków. Kto tak czyni, nie ma prawa zasłaniać się „światopoglądem”.
Nie ma w polskiej tradycji nakazu nienawiści - tak wielkiej, by drwiła z naturalnego prawa do dochodzenia prawdy o śmierci osób bliskich. Nie ma przyzwolenia do tak bestialskiej postawy, by Polaków domagających się wyjaśnienia tragedii lżyć i oskarżać. Kto tak czyni, jest zaledwie bękartem, nie znającym swego miejsca na ziemi.
To nie polityczne podziały stworzyły tę dychotomię lecz celowe działania aparatu nienawiści, niszczącego więzy międzyludzkie. I nie o żadną „politykę” tu chodzi, ale o walkę z człowiekiem i jego systemem wartości. 
Na czym więc miał opierać się rosyjski „raport” jeśli nie na efektach działania aparatu nienawiści? Z czego Rosjanie mieli czerpać wiarę w polską głupotę, jeśli nie z zachowań milionów naszych współobywateli, dla których „moskiewska prawda” znaczy więcej, niż życie własnych rodaków. Za każdym słowem rosyjskich kłamstw kryje się działanie „polskich wspólników” – tej grupy, która z szerzenia nienawiści uczyniła swoje pseudo polityczne credo.
Dlatego 10 kwietnia Putin miał tu armię głupców, gotowych na każdą, niewolniczą posługę. 
Dlatego wczoraj przyszedł „po swoje”.

niedziela, 14 listopada 2010

PREZYDENT „OKRĄGŁEGO STOŁU”

Poziomem bufonady wyzierającej z wywiadu Bronisława Komorowskiego dla Onetu można byłoby obdzielić kilku zakompleksionych polityków Platformy. Ilość występujących w niemal co drugim zdaniu zwrotów „dzięki mnie” , „dzięki mojej aktywności”, „udało mi się” itp., ustępuje jedynie ilości nadętych frazesów. Zapewne z powodu starannej autoryzacji sam wywiad stracił wiele na oryginalności, bo kto pamięta rejestrowane na żywo wypowiedzi Komorowskiego może poczuć się zawiedziony brakiem wszechobecnego „no” - znamionującego głębię intelektu polityka PO.
Jak ze wszystkich wypowiedzi Komorowskiego, tak i z tej zionie ogrom nienawiści i szyderstwa wobec zmarłego Lecha Kaczyńskiego. Esencją  tych uczuć jest stwierdzenie, iż „wielu w Europie z ulgą przyjęło, że zakończył się etap walki o samolot, krzesło, o to, kto jedzie na jaki szczyt, itp.”.
Autor życzenia - „chciałbym skrócić zły okres prezydentury Lecha Kaczyńskiego”, które po trzech miesiącach znalazło spełnienie w lesie smoleńskim, nie potrafi ukryć swojego stosunku do poprzednika. 
 Nie chcę oceniać mojego poprzednika” – deklaruje Komorowski, by natychmiast stwierdzić: „Powiem tylko, że nieszczęście się zdarzyło kiedy jeden jedyny raz w ciągu całych dwudziestu lat prezydent zablokował cały pakiet reform systemowych, bo reformy służby zdrowia, to reforma systemowe. Zdarzyło się to raz i mam nadzieję, że drugi raz się to nie zdarzy”.
Czytając tego rodzaju wypowiedzi, trzeba zrozumieć, że w życiu publicznym III RP nie było jeszcze człowieka na tak eksponowanym stanowisku, który z równą dozą wrogości i brakiem elementarnych zasad kultury deptałby pamięć o zmarłym. Ze słów Komorowskiego wydobywa się ton całkowicie obcy polskiej tradycji, nakazującej szacunek - szczególnie wobec tragicznie zmarłego i pokonanego przeciwnika, który nie może bronić swojego honoru.  Zaciekłość, z jaką człowiek ten mówi o Prezydencie Kaczyńskim obnaża nie tylko autentyczny wymiar postaci Komorowskiego, ale świadczy o pokładach potwornego lęku, jaki  musi odczuwać dzisiejszy zwycięzca. Nie sposób inaczej wytłumaczyć tej odhumanizowanej postawy. 
Nie można również mieć wątpliwości, że w osobie Komorowskiego mamy do czynienia z politykiem jednej opcji, działaczem partyjnym oddelegowanym na stanowisko prezydenta Polski w celu ochrony interesów własnej partii.
Pytany o zakończenie prac sejmowej komisji i powrót do bieżącej polityki bohaterów afery hazardowej Komorowski ucieka od odpowiedzi chytrym banałem: „Nie jestem członkiem żadnej partii i proszę zwolnić mnie od komentowania spraw partyjnych”.
Hipokryzja tej wymówki jest porażająca, bo werbalna klauzula nie pozwala Komorowskiemu na ocenę własnej partii lecz nie przeszkadza w atakowaniu i krytyce partii opozycyjnej. Możemy wyobrazić sobie jazgot usłużnych mediów, gdyby Prezydentowi Kaczyńskiemu zdarzyło się powiedzieć to, co w wywiadzie wyznał Komorowski:
Wyobrażam sobie PiS bez Kaczyńskiego. Nawet nie przychodzi mi to ze specjalną trudnością. Odnoszę wrażenie, że coraz większa grupa członków PiS także wyobraża sobie PiS bez Kaczyńskiego.[...] „Na szczęście świat nie kończy się na Jarosławie Kaczyńskim i na PiS. Są obywatele, są wyborcy i oni oceniają kto jest warty nagrody, a kto kary za zdolność do współpracy lub jej brak. Wierzę, że doczekamy takiego momentu współpracy i bardzo tego chcę. Z Jarosławem Kaczyńskim lub bez Jarosława Kaczyńskiego.”
Ten głos wpisuje się w prowadzoną przez media kampanię rozbicia i dezintegracji partii opozycyjnej i stanowi bezsporny dowód, że Bronisław Komorowski jest osobiście zainteresowany osłabieniem, a w efekcie likwidacją  Prawa i Sprawiedliwości. Tak bezpośrednia ingerencja w sprawy jednej z partii politycznych nie zdarzyła się żadnemu z dotychczasowych prezydentów III RP.
W uzupełnieniu tego obrazu można przytoczyć słowa Komorowskiego dla PAP, w których chwaląc się „szukaniem porozumienia między wszystkimi siłami parlamentarnymi” stwierdził.: ”Myślę, że to widać dzisiaj również, pomimo, że nie wszędzie znalazłem partnerów, ale poczekamy, być może to, co się dzieje w tej chwili w PiS, jest zapowiedzią jakichś głębszych zmian i może doczekam się partnera po stronie tej takiej twardej prawicy.”
Chciałoby się zapytać: jakie wzorce demokracji praktykuje ten człowiek i czyim jest prezydentem, jeśli  wprost wyraża oczekiwanie na rozbicie jedynej partii opozycyjnej i chce mieć za „partnera” koncesjonowaną, namaszczoną przez media opozycję?
Znamy analogie tego rodzaju postawy.
Czy nie w taki sam sposób kształtowała sytuację polityczną władza komunistyczna w końcu lat 80., gdy do obrad „okrągłego stołu” zapraszano wyselekcjonowanych działaczy „opozycji demokratycznej” gotowych na „historyczny kompromis” z sowieckimi namiestnikami?  Ci, którzy oczekiwaniom tej władzy nie odpowiadali byli mordowani, wygnani z kraju, a w najlepszym wypadku trafiali na margines życia publicznego.
Zapewne Bronisławowi Komorowskiemu marzy się Polska bez przeciwników politycznych, bez braci Kaczyńskich, bez prawdziwej opozycji. Polska monopartii i jedno - myślenia. 
Część tych marzeń spełniła się 10 kwietnia, gdy wieloletnia kampania nienawiści znalazła finał w pułapce smoleńskiej. Czas, który nastąpił później przyniósł dalsze akty agresji i krwawy mord polityczny na działaczu PiS.
Bronisław Komorowski nigdy nie przeprosił za swoje zachowania i wypowiedzi, pełne pogardy i nienawiści wobec przeciwników politycznych. Za liczne pomówienia i potwarze, rzucane zza zasłony fotela marszałka Sejmu. Nigdy nie zdobył się na refleksję o własnej odpowiedzialności moralnej i politycznej.
Słowa tego człowieka brzmią dziś wyjątkowo groźnie, bo w obliczu klęski ułomnej demokracji  III RP  przynoszą otwartą zapowiedź  kolejnych odsłon polskiej tragedii.


Tekst opublikowany w Gazecie Warszawskiej


wtorek, 2 listopada 2010

LISTA OSÓB ZAMORDOWANYCH PRZEZ KOMUNISTÓW W LATACH 1981 - 1989.

PAMIĘTAMY O WAS :


CZEKALSKI JÓZEF, l. 48.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał klatki piersiowej i brzucha, postrzał lewej stopy;


GIZA JÓZEF, l. 28.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał boczny szyi;


GNIDA JOACHIM, l. 28.
Zmarł w dniu 25 stycznia 1982 r. w wyniku ran odniesionych w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w głowę;


GZIK RYSZARD, l. 35.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w głowę;


KUPCZAK BOGUMIŁ, l. 28.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał brzucha;


PEŁKA ANDRZEJ, l. 20.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji w KWK Wujek, postrzał w głowę;


STAWISIŃSKI JAN, l. 22.
Zmarł w dniu 25 stycznia 1982 r. w wyniku ran odniesionych w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w głowę;


WILK ZBIGNIEW, l. 20.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w plecy i postrzał od tyłu w okolicy lędźwiowej;


ZAJĄC ZENON, l. 22.
Zamordowany w dniu 16 grudnia 1981 r. podczas pacyfikacji strajku w KWK Wujek, postrzał w klatkę piersiową;


BROWARCZYK ANTONI, l. 23.
Zamordowany strzałem w głowę podczas rozpędzania demonstracji w Gdańsku, w dniu 17 grudnia 1981 r.;


KOSECKI TADEUSZ.
Zmarł na zawał serca pobity przez ZOMO w czasie pacyfikacji strajku na Politechnice Wrocławskiej w dniu 17 grudnia 1981 r.;


ADAMOWICZ MICHAŁ, l. 28.
Zmarł w dniu 5 września 1982 r. w wyniku ran postrzałowych odniesionych w czasie demonstracji w dniu 31 sierpnia w Lubinie;


POZNIAK MIECZYSŁAW, l. 26.
Zmarł w dniu 31 sierpnia w Lubinie, w wyniku rany postrzałowej brzucha odniesionej w czasie demonstracji w Lubinie;


TRAJKOWSKI ANDRZEJ, l. 32.
Zmarł w dniu 31 sierpnia w Lubinie, w wyniku rany postrzałowej głowy odniesionej w czasie demonstracji w Lubinie;


BARCHAŃSKI EMIL, l. 17.
Uczeń, więzień polityczny. Zaginął w dniu 16 czerwca 1982 r. Ciało wyłowiono z Wisły. W trakcie śledztwa był bity, miał być świadkiem na rozprawie kolegów;


CIELECKI WOJCIECH, l. 19.
Zastrzelony przez żołnierza LWP w dniu 2 kwietnia 1982 r., w Białej Podlaskiej;


CIEŚLEWICZ WOJCIECH, l. 29.
Zmarł w dniu 2 marca 1982 r. w wyniku pobicia przez ZOMO podczas demonstracji w Poznaniu, w dniu 13 lutego 1982 r.;


DURDA WŁADYSŁAW
, Zmarł w nocy z 3 na 4 maja 1982 r. zatruty gazami łzawiącymi użytymi do rozpędzania demonstracji w dniu 3 maja 1982 r., w Szczecinie. Milicja odmówiła wezwania pogotowia;


GRUDZIŃSKI ADAM, l. 36.
Zmarł na serce po pobiciu w obozie internowania w Zalężu, w październiku 1982 r.;


JURGIELEWICZ ZDZISŁAW, l. 29.
Zmarł w dniu 21 września 1982 r. po pobiciu w dniu 12 września 1982 r. w KM MO, w Giżycku;


KAMIŃSKI WACŁAW, l. 32.
Zmarł w dniu 28 listopada 1982 r., trafiony petardą w czasie demonstracji w dniu 11 listopada 1982 r., w Gdańsku;


KOŁODZIEJCZYK WANDA, l. 59.
Przewieziona do szpitala w stanie agonalnym ze śladami pobicia z aresztu śledczego na ul. Rakowieckiej w Warszawie, zmarła w dniu 4 stycznia 1982 r.;


KOT STANISŁAW.
Po pobiciu przez patrol ZOMO w dniu 31 marca 1982 r. zmarł w dniu 3 kwietnia 1982 r. w Rzeszowie;


KRÓLIK STANISŁAW, l. 39.
Pobity w czasie demonstracji w dniu 10 listopada 1982 r. w Warszawie, zmarł w dniu 16 listopada 1982 r.;


LENARTOWICZ JOANNA, l. 19.
Zmarła w dniu 5 maja 1982 r. po pobiciu w czasie rozpędzania demonstracji w dniu 3 maja 1982 r. w Warszawie;


LISOWSKI WŁODZIMIERZ, l. 67.
Zmarł w dniu 13 lipca 1982 r. po pobiciu podczas demonstracji w dniu 13 maja 1982 r. w Krakowie;


MAJCHRZAK PIOTR, l. 19.
Zmarł w dniu 18 maja 1982 r. po pobiciu przez ZOMO podczas demonstracji w dniu 13 maja 1982 r. w Poznaniu;


MAJEWSKI KAZIMIERZ, l. 46.
Na skutek inwigilacji, gróźb i nakłaniania do współpracy z SB popełnił samobójstwo w dniu 29 października 1982 r. w Jeleniej Górze;


MICHALCZYK KAZIMIERZ, l. 27.
Zmarł w dniu 2 września 1982 r. w wyniku obrażeń poniesionych w czasie rozpędzania demonstracji we Wrocławiu w dniu 31 sierpnia 1982 r.;


RACZEK STANISŁAW, l. 35.
Zmarł w dniu 7 września 1982 r. po pobiciu w czasie demonstracji w Kielcach w dniu 31 sierpnia 1982 r.;


RADOMSKI MIECZYSŁAW, l. 56.
Zmarł w dniu 3 maja 1992 r. w czasie zajść ulicznych w Warszawie;


ROKITOWSKI MIECZYSŁAW, l. 47.
Zmarł w dniu 3 kwietnia 1982 r. po pobiciu w areszcie śledczym w Zalężu;


SADOWSKI PIOTR, l. 32.
Zmarł w dniu 31 sierpnia 1982 r. trafiony petardą podczas demonstracji w Gdańsku;


SZULECKI ADAM, l. 32.
Zmarł w dniu 9 maja 1982 r. po pobiciu w czasie demonstracji w dniu 3 maja 1982 r. w Warszawie;


WILKOMIRSKI EUGENIUSZ, l. 52.
Zmarł w dniu 3 września 1982 r. po pobiciu przez ZOMO w czasie demonstracji w Częstochowie w dniu 1 września 1982 r.;


WŁOSIK BOGDAN, l. 30.
Zamordowany z broni palnej przez funkcjonariusza SB w czasie demonstracji w Nowej Hucie w dniu 13 października 1982 r.;


WOZNIAK TADEUSZ, l. 49.
Zmarł w dniu 1 września 1982 r. po pobiciu przez ZOMO podczas demonstracji w dniu 31 sierpnia 1982 r. we Wrocławiu;


ZDUNEK FRANCISZEK, l. 49.
Przewodniczacy Komitetu Budowy Kaplicy w Sobolewie w woj. lubelskim. Zastrzelony przez sierżanta MO;


BLESZCZYNSKI ZENON, l. 24.
Zmarł w nocy z 13 na 14 stycznia 1983 r. po pobiciu w areszcie śledczym w dniu 28 grudnia 1982 r.;


DRABOWSKA JANINA, l. 63.
Zmarła we wrześniu 1983 r. na skutek obrzęku płuc spowodowanego działaniem gazów łzawiących użytych do rozpędzania demonstracji w Nowej Hucie w dniu 31 sierpnia 1983 r.;


GRZYWNA ANDRZEJ, l. 62.
Zmarł w nocy z 29 na 30 sierpnia 1983 r. po pobiciu pałką po głowie w milicyjnym areszcie;


KOWALSKI RYSZARD, l. 44.
Przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" w Hucie Katowice, dwukrotny więzień polityczny. Zaginął w dniu 7 lutego 1983 r. Ciało wyłowiono z rzeki w dniu 31 marca 1983 r.;


LARYSZ JÓZEF, l. 41.
Przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w zakładach ELWRO. Internowany, zwolniony z pracy. Zmarł w dniu 7 marca 1983 r. po kolejnym przesłuchaniu w KW MO;


LYSKAWA BERNARD, l. 56.
Zmarł na zawał serca uciekając przed ZOMO po demonstracji w Krakowie w dniu 1 maja 1983 r.;


MIASKO ZDZISŁAW, l. 29.
Zmarł w dniu 3 czerwca 1983 r. po pobiciu na posterunku MO w Nowej Miłosnej;


MARZEC JERZY, l. 21.
Zaginął w dniu 21 czerwca 1983 r. po uroczystościach powitania Papieża. Ciało znaleziono nad Odrą w dniu 22 czerwca 1983 r. Powodem śmierci było zachłyśnięcie się krwią;


PODBORACZYŃSKI BOGUSŁAW, l. 21.
Działacz NSZZ "Solidarność". Prawdopodobnie zatrzymany przez funkcjonariuszy MO, ciało wydobyto z rzeki w dniu 30 kwietnia 1983 r.;


PRZEMYK GRZEGORZ, l. 19.
Zmarł w dniu 14 maja 1983 r. w wyniku obrażeń po pobiciu przez milicjantów na Komisariacie MO przy ul. Jezuickiej w Warszawie w dniu 12 maja 1983 r.;


STEFAŃSKI JACEK, l. 25.
Zmarł w dniu 9 września 1983 r. Pobity w dniu 2 września 1983 r. na ulicy przez "nieznanych sprawców". Brata Jacka i świadków wydarzenia funkcjonariusze MSW nakłaniali szantażem do zaniechania wyjaśnienia sprawy;


SYMONIUK ZBIGNIEW, l. 33.
Członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Internowany, więzień polityczny. Zmarł w dniu 8 stycznia 1983 r. Wg oficjalnej wersji popełnił samobójstwo w czasie odbywania kary 2 lat pozbawienia wolności w więzieniu w Białymstoku;


SMAGURA RYSZARD, l. 29.
Zmarł w dniu 1 maja 1983 r. w Krakowie po trafieniu petardą w czasie demonstracji;


SZYMANSKI ZBIGNIEW.
Zmarł w kwietniu 1983 r. po pobiciu przez ZOMO -wców : R. Rudowczaka i J. Niemca;


WASILUK HENRYK, l. 28.
Więzień polityczny. Zmarł w dniu 25 listopada 1983 r. Po zwolnieniu z więzienia popełnił samobójstwo przez samospalenie.

WEDROWNY JERZY, l. 28.
Aresztowany za udział w manifestacji w dniu 31 sierpnia 1983 r. Zmarł w areszcie śledczym we wrześniu 1983 r. w niewyjaśnionych okolicznościach, przed terminem rozprawy;


WITKOWSKI WŁODZIMIERZ, l. 31.
Zaginął podczas manifestacji w dniu 31 sierpnia 1983 r. we Wrocławiu. Zwłoki znaleziono w dniu 7 września 1983 r. wiszące na drzewie pod Oleśnicą;


ZIOŁKOWSKI JAN, l. 56.
Współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956 r. Zmarł w dniu 5 marca 1983 r. pobity w czasie przesłuchania w V komisariacie MO w Poznaniu;


BARTOSZCZE PIOTR, l. 34.
Działacz NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych. Zmarł w nocy z 7 na 8 lutego 1984 r. Ciało znaleziono w dniu 8 lutego 1984 r. w studzience melioracyjnej na polu ze śladami bicia i duszenia;


FRACZEK LECH.
Zmarł w dniu 25 maja 1984 r. po pobiciu w dniu 5 kwietnia 1984 r. na posterunku MO;


FRAS TADEUSZ, l. 33.
Nauczyciel, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w szkole. Zmarł w dniu 7 września 1984 r. Ciało znaleziono na przedmieściu Krakowa. Wg oficjalnej wersji wyskoczył z II piętra. Sekcja zwłok ujawniła ślady bicia i duszenia;


GEBOSZ ANDRZEJ, l. 31.
Zmarł w dniu 26 października 1984 r. po pobiciu podczas przesłuchania w DUSW Łódź - Śródmieście;


HAC ALEKSANDER, l. 44.
Przewodniczący KZ NSZZ "Solidarność" w Fabryce Samochodów Ciężarowych w Lublinie. Zmarł w dniu 18 pazdziernika 1984 r. Znaleziony w dniu 16 października 1984 r. w piwnicy domu przy ul. Królewskiej z ciężkimi obrażeniami głowy;


HANT EDYTA, l. 8. Uczennica,
Zmarła w dniu 29 marca 1984 r. Zginęła w parku od strzału oddanego z okien mieszkania przez sierżanta MO Halonia;


JASIŃSKI KRZYSZTOF, l. 25.
Działacz NSZZ "Solidarność". Internowany. Zmarł w dniu 10 listopada 1984 r. Zwłoki znaleziono na przystanku PKS w Elblągu z licznymi urazami;


KULKA STANISŁAW, l. 47.
W dniu 15 listopada 1984 r. został zastrzelony na szosie przez milicjanta Jana Żurka;


LAWRYNOWICZ HENRYK, l. 42.
W dniu 8 listopada 1984 r. został zatrzymany na Komisariacie Kolejowym. Zmarł w dniu 9 listopada 1984 r. Lekarz stwierdził krwiaka skroni i liczne obrażenia;


LAZARSKI KAZIMIERZ, l. 58.
Pobity we własnym mieszkaniu przez funkcjonariuszy MO. Zmarł w dniu 24 września 1984 r. Sąd Rejonowy w Oleśnicy skazał funkcjonariuszy Ryszarda Boryga, Zbigniewa Królaka i Józefa Jarosika na kary od 1 do 2 lat pozbawienia wolności;



POPIEŁUSZKO JERZY, l. 37.
Kapelan NSZZ "Solidarność". Porwany i bestialsko zamordowany w październiku  1984 r. przez funkcjonariuszy bezpieki

ROMANOWSKI JAROSŁAW, l. 23.
Zmarł w dniu 12 maja 1984 r. Zatrzymany przez MO. Wg oficjalnej wersji powiesił się w areszcie;


STRUSKI KRZYSZTOF, l. 28
. Zmarł w dniu 14 listopada. Zatrzymany przez funkcjonariuszy MO został wyrzucony z milicyjnego samochodu;


SZTENCEL PAWEŁ, l. 19.
Zmarł w dniu 22 grudnia 1984 r. na astmę sercową w areszcie śledczym przy ul. Smutnej w Łodzi.


TOKARCZYK ZBIGNIEW, l. 31.
Działacz NSZZ "Solidarność" i KPN. Internowany i szykanowany przez SB. Zmarł w nocy z 22 na 23 lutego 1984 r. Ciało znaleziono koło domu denata. Sekcja wykazała urazy wątroby i płuc oraz ślady ciosów;


WALCZAK BOGUSŁAW, l. 57.
Zmarł w marcu 1984 r. Został zatrzymany przez patrol MO w dniu 8 marca 1984 r. Żonie wydano ciało w dniu 16 marca 1984 r. twierdząc, że znaleziono je na ulicy;


ANTONOWICZ MARCIN, l. 19.
Zmarł w dniu 2 listopada 1985 r. Został zatrzymany przez patrol MO w dniu 19 października 1985 r. W milicyjnym samochodzie doznał śmiertelnych urazów głowy;


BUDNY JAN.
Zmarł w dniu 14 lutego 1985 r. Zatrzymany przez funkcjonariuszy MO Witolda Jabłońskiego i Kazimierza Klonowskiego w dniu 11 lutego 1985 r. Pobity w czasie przesłuchania. W szpitalu stwierdzono krwiaka mózgu, który był przyczyną zgonu;


BULKO ZDZISŁAW, l. 30.
Zmarł w dniu 17 grudnia 1985 r. Znaleziony w rowie pod Zamościem z ciężkimi obrażeniami. Zwolnieni przez niego z pracy za pijaństwo i kradzieże trzej ORMO-wcy grozili mu zemstą;


CZARNY MIKOŁAJ, l. 56.
Zmarł w dniu 14 lutego 1985 r. Został zatrzymany przez MO. Zmarł w wyniku urazów czaszki. Wg oficjalnej wersji spadł ze schodów;


FRANZ ROMAN, l. 32.
Zmarł w dniu 8 stycznia 1985 r. Został zatrzymany przez milicję na Komisariacie Kolejowym. Znaleziony martwy na ławce koło dworca PKP. Sekcja wykazała stłuczenie mózgu;


KRAWIEC JAN, l. 22.
Zmarł 30 października 1985 r. W dniu 30 października 1985 r. został zatrzymany na Komendzie MO w Miechowie. Wg oficjalnej wersji popełnił samobójstwo w areszcie przez powieszenie. Ciało nosiło ślady urazów piersi, brzucha i głowy;


KRZYWDA JACEK, l. 37.
Zmarł w dniu 26 czerwca 1985 r. Został pobity w bramie domu, w którym mieszkał, przez patrol MO;


SAMSONOWICZ JAN  – jeden z inicjatorów powstania Ruchu Młodej Polski, działacz NSZZ "Solidarność". Zamordowany przez Służbę Bezpieczeństwa 30 czerwca 1983 w Gdańsku ;


KASPROWSKI DARIUSZ, l. 23.
Zmarł w dniu 9 grudnia 1985 r. Wg. oficjalnej wersji powiesił się, w ZK w Koronowie. Na ciele  stwierdzono liczne urazy szyi, ramion i pleców;


MARTIN LESŁAW, l. 37.
Członek Komisji Rewizyjnej Zarzadu Regionu NSZZ "Solidarność". Zamordowany w dniu 23 stycznia 1985 r. Został zrzucony przez "nieznanych sprawców" z kładki dla pieszych nad ulicą, z wysokości 20m;


POPŁAWSKI PIOTR.
Pop cerkwi prawosławnej w Narwi. Zaginął w dniu 15 czerwca 1985 r. Zwłoki znaleziono w dniu 20 czerwca 1985 r. w lesie koło Zabludowa. Wg oficjalnej wersji popełnił samobójstwo;


PRZEPIORZYNSKI WITOLD,
członek NSZZ "Solidarność". Zaginął w dniu 9 maja 1985 r. Zwłoki znaleziono w dniu 17 maja 1985 r. w kanale portowym ze śladami silnych obrażeń;


SZUSTER ALEKSANDER, l. 25.
Zmarł w dniu 30 stycznia 1985 r. po pobiciu na Komisariacie MO w Świdniku. Przyczyną śmierci było złamanie podstawy czaszki;


ŚLUSARSKI RYSZARD, l. 25. Zmarł w dniu 4 marca 1985 r. po pobiciu przez funkcjonariuszy MO w mieszkaniu, na ulicy i w komisariacie. Śmierć nastąpiła w wyniku zmiażdżenia wątroby, nerek i pęknięcia jelit.


BEDNAREK MARIAN, l. 35.
Zmarł w dniu 27 grudnia 1986 r. po pobiciu na komisariacie MO;


SZKARLAT ZBIGNIEW, l. 43.
Działacz NSZZ "Solidarność", więzień polityczny. Zmarł w dniu 9 lutego 1986 r. Znaleziony na ulicy w dniu 2 lutego 1986 r. ciężko pobity, stwierdzono pęknięcie czaszki i uszkodzenie mózgu;


LUKS GRZEGORZ, l. 19.
Zmarł w dniu 14 stycznia 1987 r. Został zbity i skopany przez patrol MO w nocy z 29 na 30 sierpnia 1986 r. Przy niedostatecznej pomocy lekarskiej, zmarł w wyniku powikłań po pourazowej torbieli trzustki;


JERZ JACEK ANTONI ,l.38. Członek władz krajowych KPN, delegat na I Zjazd Solidarności, członek władz Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania, szef KPN w Radomiu, założyciel i wiceprzewodniczący NSZZ "Solidarność" w Radomiu.
Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach 31 stycznia 1983, zaledwie kilka tygodni po zwolnieniu z internowania. Wg IPN istnieje prawdopodobieństwo, iż został otruty Furosemidem

KALINOWSKI WACŁAW.
Zmarł w dniu 27 marca 1987 r. W dniu 22 marca 1987 r. został pobity w samochodzie milicyjnym;


STRZELECKI JAN, l. 69.
Zmarł w dniu 11 lipca 1988 r. Znaleziony ciężko pobity nad Wisłą w dniu 30 czerwca 1988 r.;


NIEDZIELAK STEFAN.
Proboszcz parafii Św. Karola Boromeusza. Zmarł w dniu 20 stycznia 1989 r. Ciało znaleziono w mieszkaniu denata. Sekcja wykazała liczne urazy i rozerwanie wiązadeł kręgu szyjnego jako przyczynę śmierci;


SUCHOWOLEC STANISŁAW.
Proboszcz parafii Najświętszej Marii Panny na Dojlidach. Zmarł w dniu 30 stycznia 1989 r. Wg wersji prokuratury śmierć nastąpiła w wyniku zatrucia tlenkiem metali spowodowanego pożarem w pokoju.

ZYCH SYLWESTER, l. 39.
Wikariusz parafii Św. Jakuba. Więzień polityczny. Zmarł 11 lipca 1989 r. Ciało znaleziono na dworcu PKS.



Proszą o pamięć i modlitwę……

Jesteśmy im to winni.

Ogólną liczbę ofiar (poza osobami, które zginęły w wyniku bezpośrednich akcji ZOMO i wojska, odcięcia telefonów, zablokowania transportu i bałaganu wywołanego przez komisarzy wojskowych) ocenia się na kilkaset osób.
Do dnia dzisiejszego nie ma kompletnej listy ofiar, a zbrodniarze i kaci nie zostali ukarani….
Mordercy są wśród nas. Niech to nie da wam spokojnie żyć .



Przypominam tę listę każdego roku. Wiemy, że po 2010 roku można sporządzić równie długą listę ofiar. Tej samej, morderczej nienawiści. Nie wolno o tym zapomnieć.


Tekst Listy został ukryty na Salonie 24.

środa, 20 października 2010

19 PAŻDZIERNIKA

Przed 26 laty, oprawcy z SB porwali i po kilku dniach torturowania bestialsko zamordowali księdza Jerzego.
Przed kilkoma godzinami, bandyta zamordował  Marka Rosiaka – asystenta posła PiS i ciężko ranił Pawła Kowalskiego, szefa biura poselskiego.
19 października powraca w polską historię, jako data naznaczona tym samym piętnem.
Te morderstwa zrodziła nienawiść. Nienawiść do ludzi i wyznawanych przez nich wartości, do wiary  przekraczającej miarę nędznych postaci. Ona kazała porwać, torturować i zabić księdza. Ona kierowała bandytą strzelającym do bezbronnych ludzi. Za jej przyczyną zginął polski Prezydent i dziesiątki towarzyszących mu osób.
Ta sama – tchórzliwa, zdradziecka nienawiść.
Jedyna broń kanalii.
Jak wówczas, tak i dziś zbrodnię poprzedziła kampania, w której nie cofnięto się przed żadną podłością, nie zrezygnowano z żadnych środków - byle wykazać fałszywy obraz człowieka, partii, środowisk. Wiemy, kto i dlaczego odpowiada za tę kampanię – sprzed 26 i sprzed kilku lat. Ci którzy ją rozpętali i nadal prowadzą, chcieli tych śmierci.
Cokolwiek nie powiedzą - chcieli śmierci księdza Jerzego, śmierci zabitych w Smoleńsku, śmierci dzisiejszej ofiary. Czy zwą się esbekami, politykami czy dziennikarzami – świadomie wybrali nienawiść, jako drogę prowadzącą donikąd.
Nie łudźmy się, że dzisiejsze wydarzenia zmienią cokolwiek w polskim krajobrazie. Przeciwnie -
spirala nienawiści będzie się nakręcała jeszcze szybciej, bo ludzie napędzający ten mechanizm są dziś coraz bliżsi osiągnięcia celów i nie muszą już ukrywać się za parawanem politycznych patronów. To, co wydarzyło się 19 października stanowi zaledwie zapowiedź, nie kulminację wojny.  Będą kolejne ofiary, akty nienawiści i zemsty.
Pora zrozumieć, że odrzucenie agresji przez środowisko Platformy lub rezygnacja z języka nienawiści, nie jest i nigdy nie będzie możliwe. Musiałoby doprowadzić do jej unicestwienia, do rzeczywistej samolikwidacji, poprzez pozbawienie jedynego, stałego fundamentu, na którym opiera się bytowanie tej grupy.
Przed pięcioma miesiącami, w tekście „ŚWIĘTY JERZY ZE SMOLEŃSKA” napisałem słowa, które dziś chciałbym przypomnieć:
26 lat po tamtej zbrodni czuję coraz mocniej, jak dzisiejsze doświadczenie tragedii smoleńskiej stanowi kontynuację tamtego kłamstwa i tamtej wizji świata, skazującej na śmierć księdza Jerzego. Jak wówczas, tak i dziś nienawiść wyznaczyła drogę - do tamy we Włocławku i do smoleńskiej pułapki.
Analogie sięgają jeszcze głębiej, gdy dostrzegamy metodę, jaką zakłamuje się rzeczywistość. Ta sama zbrodnicza dialektyka nakazywała widzieć w kapłanie „politykiera” współwinnego swojej śmierci, jak w ofiarach smoleńskiej tragedii nakazuje postrzegać szaleńców gotowych do aktu samobójstwa. W tej samej retoryce były kłamstwa o „motywach politycznych” stojących za męczeństwem księdza Jerzego, jak dzisiejsze oskarżenia o „rusofobię”, „upór” i „obsesyjną nieufność”, mające zdeterminować przebieg katastrofy. [...]
Przed 26 laty głosem tchórzów i zdrajców obwieszczono Polakom „konieczność szukania porozumienia” z mordercami księdza, podmieniając katów na rzeczników ofiar. Tym samy głosem mówi się dziś o „pojednaniu” z putinowską Rosją i każe wyrażać wdzięczność odwiecznym ciemiężycielom. To decyzją samozwańczych „reprezentantów narodu” i szemranych „autorytetów” zarządzono „historyczny kompromis”, mordując przedtem ludzi nazbyt nieugiętych, których głos mógł zmącić plany garstki miernot. Dziś, gdy zginęli najlepsi reprezentanci narodu, te same postaci gardłują o „pojednaniu” głosząc, że „kość niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy zostanie pochowana razem z prezydentem Kaczyńskim”.
Identycznie, – jak przed 26 laty buduje się koncepcję kłamstwa o przyczynach tragicznych zdarzeń; zaciera ślady, nęka niepokornych, zamyka usta świadkom prawdy. Na tej samej zasadzie utrwala się fałszywe wyobrażenia, i mocą medialnego przekazu wznosi konstrukcję cynicznej obłudy. Jak wówczas, tak dziś, za cenę marnych przywilejów i doraźnych korzyści, ci sami ludzie i ich środowiska stają się zakładnikami zbrodni.
Powstały na jej fundamencie układ,  ma na zawsze zamknąć drogę do wyjaśnienia prawdy, stając się „kamieniem węgielnym”, na którym powstanie nowe przymierze katów i ofiar.
Zawsze uważałem, że III RP, która zaczęła się nad grobem księdza Jerzego skończy się wówczas, gdy tajemnica śmierci kapłana zostanie ujawniona. To ona stanowiła gwarancję bezkarności komunistycznych oprawców, z niej uczyniono depozyt wiedzy, łączący ludzi bezpieki, Kościoła i opozycji. W państwie przez nich stworzonym, śmierć Kapłana miała stać się użytecznym, niewyjaśnionym „mitem”, dławiącym dążenia narodu pod fałszywym nakazem „pojednania”.
Z tej perspektywy mogłoby się wydawać, że tragedia smoleńska przygniecie nas podwójnym ciężarem zbrodni, spod której już nigdy nie zdołamy powstać. Groza tego zdarzenia, jego wymiar moralny, polityczny i historyczny, miały raz na zawsze zniszczyć marzenia o wolności, przeciąć ostatnią nić narodowych więzi.
Dziś wiem, że zamysły sprawców nie mogą się ziścić. Te sprzed 26 laty i te sprzed kilku tygodni. Wiem, bo ksiądz Jerzy pozostawił nam przedziwne i trudne przesłanie.
Tak trudne, że niezrozumiałe, aż do dnia wielkiej tragedii.
Podczas Mszy Świętej za Ojczyznę, 27 maja 1984 roku wygłosił kazanie, którego treść doprowadziła do wściekłości władców PRL-u. Powiedział wówczas:
W dużej mierze sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeżeli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować”.
Trudno o mocniejszy akt oskarżenia.
Za Polskę 2010, za zło, które na chwilę zatryumfowało w Smoleńsku. Jednak prawdziwa świętość nigdy nie przygniata świadomością winy, nie dając również daru nadziei. 10 kwietnia przypomniałem te słowa Kapłana z Żoliborza:
Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie lub utratę czegoś w imię wyższych wartości. Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia. Chrystus wielokrotnie przypominał swoim uczniom: "Nie bójcie się. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a nic więcej uczynić nie mogą”.
Jestem przekonany, że to, iż Polacy nie ulegli grozie smoleńskiej pułapki, nie zerwali kruchej wspólnoty narodu, zawdzięczamy księdzu Jerzemu. Wbrew zamysłom zła –  gdy miał zginąć naród, Bóg sprawił, że naród się narodził.
Mógł się narodzić i odnaleźć, bo towarzyszyła nam ostatnia modlitwa księdza Jerzego. Ta, z 19 października 1984 r. wypowiedziana w ostatniej homilii w kościele p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy, zakończona słowami:
-         Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”.

Nie wiem, ilu z nas potrafiłoby powtórzyć takie słowa. Wymagają świętości, która nie jest kategorią polityczną i siły wykraczającej poza doczesność. Wiem natomiast, że nie wolno dziś poprzestać na intelektualnej refleksji i werbalnym sprzeciwie wobec nienawiści.
Przesłanie księdza Jerzego nie wiedzie ku zgodzie kata i ofiary, nie ma nic wspólnego z relatywizacją zła. Wolność od lęku i zastraszenia wymaga konsekwentnych i realnych działań, a brak żądzy odwetu nie oznacza ślepoty i zapomnienia win. Prezydent Lech Kaczyński w swoim nie wygłoszonym przemówieniu katyńskim miał powiedzieć: „Nie da się budować trwałych relacji na kłamstwie. Kłamstwo dzieli ludzi i narody. Przynosi nienawiść i złość. Dlatego potrzeba nam prawdy. Racje nie są rozłożone równo, rację mają Ci, którzy walczą o wolność. My, chrześcijanie wiemy o tym dobrze: prawda, nawet najboleśniejsza, wyzwala. Łączy. Przynosi sprawiedliwość. Pokazuje drogę do pojednania.”
Nie wolno tych, którzy szerzą nienawiść, jak i tych, którzy ze strachu bądź wyrachowania nie odważyli się ich potępić, nazywać politykami i dziennikarzami.
Zasługują na pogardę i są tak samo winni hańby 19 października, jak ci, którzy nawoływali do „dożynania watah”.
Każdy, kto nie zrozumiał logiki tragedii smoleńskiej, kto niczego nie pojął z retoryki ostatnich miesięcy i nadal bredzi o  „winie dwóch stron” lub z talentem hipokryty dzieli nieistniejącą odpowiedzialność – stoi po stronie łódzkiego bandyty, mordującego w imię nienawiści.
Taka postawa nie ma nic wspólnego z „wyborem politycznym”. Jest hańbiącym niewolnictwem, przyjętym w imię nieludzkiej „poprawności” nakazującej nie odróżniać dobra od zła.
Nawet dziś, ci ludzie mają czelność pouczać nas o prawie do przeżywania tajemnicy śmierci i głoszą swoje pokrętne, sofistyczne oceny.
Konieczny będzie nasz sprzeciw i gniew, których nie potrafiliśmy okazać, gdy żył nasz Prezydent, gdy wokół mieliśmy ludzi na miarę wolnej Polski. Nie okazaliśmy go wcześniej, gdy Książę Poetów wykrzyczał nam, że „naród dostał w pysk, napluto na niego, na wszystkie jego marzenia”.
Milczeliśmy tak długo, aż wina za smoleńską tragedię naznaczyła nas wszystkich, dających przyzwolenie na zatarcie granic dobra i zła. 
Czy będziemy milczeć nadal?

sobota, 16 października 2010

ZŁOŚĆ WASZYCH WROGÓW...

Ruchy i systemy totalitarne wszelkich odcieni potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu; nie tyle, by utrzymać gotowość do walki, ile by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo, a tym samym uniezdolnić do oporu. – pisał w latach 70. Leszek Kołakowski.
Oparcie całej koncepcji istnienia Platformy na konflikcie z PiS-em i nienawiści do uosabiających ideę IV RP braci Kaczyńskich było w pełni świadomym wyborem „programu politycznego” realizowanym niezmiennie od dnia porażki Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w roku 2005. Bez PiS-u, bez braci Kaczyńskich środowisko Platformy pozbawione jakiejkolwiek podstawy ideowej nie potrafiłoby zbudować żadnego przekazu ani wyartykułować „pomysłu na rządzenie”. Bez tej nienawiści nie byłoby czystek w służbach specjalnych, korupcji na szczytach władzy, afery marszałkowej,  zbliżenia z putinowską Rosją, a wreszcie - pułapki smoleńskiej – jako finalnego efektu trzyletnich rządów PO.
Bez niej – nie zaistniałaby prezydentura Bronisława K., a on sam nie odegrałby żadnej politycznej roli. Cała logika tej prezydentury, jak i logika rządów PO została zbudowana na nienawiści i pogardzie dla przeciwnika politycznego.
W sierpniu 2007 roku Jan Rokita obwieścił, że "dekaczyzacja" Polski jest potrzebna, ale będzie miała sens tylko wówczas, gdy pójdzie za nią plan budowy dobrego państwa. A to wymaga naprawy czterech fundamentów: systemu konstytucyjnego, wymiaru sprawiedliwości, legislacji i systemu budżetowego. I przede wszystkim ustanowienia na serio twardych moralnych rygorów dla rządzących.” Wiemy dziś, że ten „plan budowy dobrego państwa” został sprowadzony wyłącznie do nienawistnej „dekaczyzacji”, a konieczne dla państwa reformy zastąpiono klasyczną „propagandą sukcesu” w wykonaniu funkcyjnych mediów. „Rygorem moralnym” PO stała się zaś spocona twarz Zbigniewa Chlebowskiego.
Polska jest mimowolnym świadkiem, ofiarą zła, którego źródłem są nieudolne, agresywne, wobec własnego kraju i obywateli, patologiczne rządy Jarosława Kaczyńskiego i PiS” -  grzmiał Donald Tusk na posiedzeniu Rady Krajowej PO 25 sierpnia 2007 roku i dodawał:  „Za dwie godziny, w moim ukochanym mieście zbiorą się ci, którzy zdradzili Polskę w jej największych marzeniach”  - określając tymi słowami członków PiS-u uczestniczących w gdańskiej konwencji partyjnej.
Człowiek, który we wszystkich wypowiedziach na temat PiS sięgał po retorykę nienawiści, stawiając przeciwnikom najcięższe oskarżenia,  ma dziś czelność formułować wobec  Jarosława Kaczyńskiego zarzut „mobilizowania ludzi przeciwko państwu”.
Kto pamięta, że na tym samym posiedzeniu Rady Krajowej PO Donald Tusk wzywał urzędników państwowych „by nie uczestniczyli w ponurych intrygach władzy Jarosława Kaczyńskiego" kierując do nich groźbę – „wy jesteście ludźmi, których obserwuje Platforma Obywatelska i opinia publiczna. Nikt, kto łamie prawo nie pozostanie bezkarny”?
Ten sam człowiek na konferencji programowej PO w Szczecinie w maju 2007 roku perorował, że „dzisiaj rządzi w Polsce trójca, która nigdy tej władzy tak naprawdę nie powinna dostać, dzisiaj rządzi Polską koalicja radykalna, ale przede wszystkim radykalna w niekompetencji [...]która dość sprawnie porusza się w świecie politycznej propagandy, która dość skutecznie znajduje tematy zastępcze, ale niestety jest coraz bardziej bezradna wobec wyzwań wymagających prawdziwych kompetencji, prawdziwych umiejętności".
Sprawujący dziś funkcję prezydenta Bronisław K. występując w Sejmie w lutym 2007 roku w sprawie wojewody mazowieckiego Wojciecha Dąbrowskiego powiedział o rządach PiS-u: "Jesteśmy w rękach drobnych cwaniaczków, drobnych pijaczków, którzy sięgają po najwyższe funkcje, także na poziomie regionów" . Autor hasła „zgoda buduje” w sierpniu 2007 nazwał partię rządzącą „sektą wierzącą w politycznego szatana” . "Oni uwierzyli- perorował - w to, że świat jest zły, ludzie są źli, zło jest silniejsze niż dobro. Taką wizję zaszczepili im bracia Kaczyńscy i ich najbliższe otoczenie”. [...] To ich zniszczy, przekształci w sektę wierzącą w politycznego szatana, i zepchnie na margines. [...] Oni sami się wykończą, choć przyznaję, że to trwa już dość długo”.
W lutym 2008 roku Bronisław K. porównał środowisko braci Kaczyńskich i Porozumienia Centrum do komunistów, wspominając sprawę umorzenia 700 tys. zł długów PC, a w kilka miesięcy później wyraził opinię, że „poprzednia ekipa była oszalała na punkcie nienawiści do WSI”. W związku z likwidacją tej służby wyraził również „współczucie” dla prezydenta Kaczyńskiego, bo "pewnie nie będzie się dobrze czuł z wiedzą, że uczestniczył w łamaniu praw człowieka w Polsce" i nie cofnął się przed określeniem Jarosława Kaczyńskiego człowiekiem, „który sprzedał swój honor za 300 zł” odmawiając mu zdolności honorowych, za rzekomo fałszywe usprawiedliwienia nieobecności w Sejmie.
Przykładów tego rodzaju nienawistnych wypowiedzi, oskarżeń i bezpodstawnych pomówień ze strony ludzi PO można przytaczać wiele. Są dowodem nie tylko autentycznej retoryki „partii miłości”, ale również bezgranicznego cynizmu i wiary w krótką pamięć Polaków. Definicję takiej postawy przed wielu laty przedstawił Mirosław Dzielski, przypominając, że „nienawiść przebrana w szaty miłości i wierząca na dodatek szczerze, że jest miłością – oto czym jest socjalizm.”
Jeśli dziś budujący partię prezydencką Janusz Palikot, rzecznik prawdziwych poglądów Bronisława K. twierdzi, iż „"Kaczyński chce doprowadzić do rozlewu krwi", chce tego żeby ktoś - nie do końca panujący nad swoimi emocjami - targnął się na Komorowskiego", a politycy PO deklarują „bronić Polaków przed agresją ze strony PiS-u” – celem tych prowokacji może być tylko kampania zmierzająca do ograniczenia lub delegalizacji działalności partii opozycyjnej. Stanie się ona niezbędna grupie rządzącej, by uchronić się przed porażką w wyborach parlamentarnych – nieuniknioną, gdy Polacy uzyskają dostateczną wiedzę na temat przyczyn i okoliczności tragedii smoleńskiej. Elementem tej kampanii były wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego o politycznym  „rokoszu” ze strony PiS, czy ostatnie słowa innego „autorytetu” Marcina Króla, przygotowującego grunt pod radykalne rozwiązania  stwierdzeniem „żeby bronić demokracji, trzeba stosować czasem antydemokratyczne metody".

Nieustające, bezgłośne, lecz całkiem jasne orędzie powiada: „Wy jesteście doskonali, tamci są zgnili ze szczętem. Już dawno żylibyście w raju, gdyby złość waszych wrogów nie stała na przeszkodzie” – pisał Kołakowski, kontynuując swój wywód o nienawiści jako broni skierowanej przeciwko własnemu społeczeństwu. Tego rodzaju fałszywa antynomia będzie konieczna ludziom PO, by wskazać w działaniach opozycji podstawową przeszkodę w realizacji świetlanych zamierzeń i obarczyć ją odpowiedzialnością za obecny stan państwa. Bez wątpienia - będzie łatwa do narzucenia elektoratowi zbudowanemu wokół kilku, sekciarskich haseł. Przy wsparciu funkcyjnych mediów i ośrodków propagandy, program „gdyby złość waszych wrogów nie stała na przeszkodzie” wydaje się całkowicie realny, a tak chętnie akcentowana „inności” środowiska Platformy zostanie odebrana jako przeciwwaga dla „zgniłych ze szczętem”.
Zapowiedź takiej koncepcji znajdziemy wyraźnie w słowach Donalda Tuska, wypowiedzianych podczas ostatniego posiedzenia Rady Krajowej PO. Zwracając się do członków partii i jej zwolenników Tusk stwierdził:
Będziecie musieli w tych czasach wielkich wyzwań dawać codziennie świadectwo, że jesteście inni, że jesteście naprawdę tymi, którzy dają nadzieję na normalne życie, (...) którzy dają Polakom nie tylko swoje kompetencje i czas, swoją determinację, ale którzy każdej godziny, każdego dnia pokazują, że Polska mimo tego zalewu agresji ze strony PiS przejdzie przez ten czas jako normalny kraj”.
W naszej najnowszej historii zostaliśmy tragicznie doświadczeni „innością” zbudowaną na retoryce nienawiści. Zawsze w imię „obrony demokracji” i „normalnego życia”, niesioną na sowieckich bagnetach lub czołgach „ludowego wojska”.
Prawdziwa antynomia MY - ONI była dla Polaków naturalną, obronną reakcją społeczeństwa na zakusy obcej władzy. Dziś – wyobcowana z polskości władza dąży do "integracji" ze społeczeństwem próbując przedstawiać się jako rzecznik naszych interesów i na nienawiści podniesionej do rangi „programu politycznego” chce zapewnić sobie przetrwanie i dominację.


Artykuł opublikowany w „Gazecie Warszawskiej”.