Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 11 sierpnia 2017

PREZYDENT MUSI BYĆ NICZYM LATARNIA…

Daleki jestem od posądzania pana prezydenta o działania nierozważne lub przypadkowe. Z jeszcze większym dystansem oceniam rozmaite „teorie ambicjonalne” oraz diagnozy o „konfliktach silnych osobowości”. Nie byłoby tego typu fantazji, gdyby głoszący je zechcieli zrozumieć treść zeznań Andrzeja Dudy z 29.10.2010 roku, złożonych przed zespołem smoleńskim Antoniego Macierewicza, ale też potrafili dostrzec, kim naprawdę jest ów wyniesiony na wyżyny prawnik, na tle historycznej postaci obecnego ministra obrony narodowej.
Prezydent musi być niczym latarnia morska - szukać tych, którym należy pomóc i ostrzegać przed zagrożeniem” –  20 maja 2015 roku napisał na Twitterze ówczesny kandydat na prezydenta i – paradoksalnie, trzeba było ponad dwóch lat, by ten „pijarowski” frazes nabrał stosownej treści.
Bo rzeczywiście - prezydent Andrzej Duda jest dziś „latarnią morską” i prawdziwie „ostrzega przed zagrożeniami”.
Jest „latarnią” dla ludzi Targowicy i tzw. elit III RP, które trafnie wiążą z nim nadzieje na zablokowanie zmian i reaguje dokładnie tam, gdzie zagrożone są najżywotniejsze interesy sukcesorów komuny.
W działaniach tego pana dostrzegam też logikę wpisaną w wielowątkową operację wojny hybrydowej oraz w strategię środowiska, które od 2013 roku aranżowało „nowe rozdanie” – zakończone wygraną A. Dudy i partii pana Kaczyńskiego.
Nie jest to opinia stworzona na gruncie ostatnich decyzji pana prezydenta.
Wysyp różnej maści mędrców, którzy dopiero dziś dywagują o „zawiedzionych nadziejach”, „zawróconym prezydencie”, a nawet „strażniku ubekistanu” i z zapałem wygłaszają gołosłowne teorie, potwierdza jedynie tragiczną kondycję „wolnych mediów”. To ludziom z rządowych przekaźników, wyborcy PiS zawdzięczają bolesne „zderzenie ze ścianą” i perspektywę dalszych rozczarowań. To one hołubiły i kreowały na „męża stanu” postać, która od dawna powinna być oceniana wyłącznie w kontekście realnych poczynań, ale też ogromu zaniechań.
We wrześniu 2015 roku, w tekście „NIEPRZEMIJAJĄCY UROK REŻIMU BELWEDERSKIEGO” napisałem, że „prezydentura pana Dudy otoczona jest przedziwną atmosferą. Za niedopuszczalne i niepoprawne uważa się stawianie jakichkolwiek pytań panu prezydentowi, zaś wyrażanie opinii krytycznych, jest uznane za działanie wrogie.
Ta atmosfera doskonale pokazuje rzeczywistą wartość "nowego rozdania", obnaża jakieś potężne lęki i skrywa niejasne, mętne intencje.  Wydawałoby się , że po pięcioletniej "cмутное время", powinniśmy zacząć traktować głowę państwa, jako "naszego", polskiego przedstawiciela. To by oznaczało, że możemy doń kierować swoje oczekiwania i postulaty, a co więcej - liczyć na ich wysłuchanie. To również oznacza pewną transparentność działań pana prezydenta, formułowanie jasnych celów, wniosków i ocen.”
Rozpostarcie nad prezydentem Dudą medialnego „parasola ochronnego” (identycznie ośrodki propagandy osłaniały B.Komorowskiego) sprawiło, że dopiero ataki na ministra Macierewicza, weto prezydenckie i widowiskowa odmowa nominacji generalskich, otworzyły oczy niektórym wyborcom PiS. Otworzyły, ale często na teorie bałamutne i bezpodstawne. Przypisywanie panu prezydentowi, jakoby ulegał wpływom niemieckim (a nawet żydowskim) i tłumaczenie tym procesu „wybudzenia”, jest może miłe dla ucha niektórych fantastów i agentury Putina, ale trudne do obrony na gruncie faktów. 
Bo tu i teraz, nadal działają nasze „rodzime szatany” i nie warto „umiędzynaradawiać” czegoś, co na odległość cuchnie wojskowymi onucami.
Przez ponad dwa lata nikogo nie dziwiło, że pan prezydent z rozmysłem i wielką determinacją unika tematów, które łączył wspólny mianownik - dotyczyły środowiska b.WSI lub dotykały obszaru odpowiedzialności Bronisława Komorowskiego – politycznego patrona tego środowiska.
Otoczenie Andrzeja Dudy nigdy nie podjęło recenzji działań Belwederu w latach 2010-2015, w związku z kwestiami bezpieczeństwa narodowego, nie przeprowadzono żadnego audytu w BBN i Kancelarii Prezydenta (np. w/s dokumentów wywożonych z BBN w dniu porażki wyborczej BK), zignorowano liczne apele o wznowienie śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego (kwestia udziału wojskowej bezpieki, podnoszona przez prok. Witkowskiego), przemilczano  prośby o pośmiertne uhonorowanie gen Kuklińskiego Orderem Orła Białego oraz degradację Kiszczaka i Jaruzelskiego, utajniono Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, a nawet odmówiono odpowiedzi – czy tajny dokument znajduje się w posiadaniu prezydenta. Na stronie BBN nadal straszy „doktryna Komorowskiego” i tzw. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, sporządzona przez S.Kozieja, a w wśród urzędników Biura, można znaleźć szereg postaci z czasów Komorowskiego.  Gdy w czerwcu 2015, Sławomir Cenckiewicz postulował: „Obóz polityczny, który odchodzi z Kancelarii Prezydenta to obóz, który zdefiniował przeciwników politycznych jako wrogów. Analiza całego tego materiału o charakterze bardzo często operacyjnym, ten cały olbrzymi potencjał wiedzy musi zostać udźwignięty przez analityków nowego prezydenta” – nikt nie odważył się domagać od „naszego” prezydenta tak arcyważnych działań.
W efekcie, środowisko Andrzeja Dudy nie tylko nie podjęło żadnych wyzwań, ale dokonało widowiskowego szalbierstwa, epatując wyborców tzw. „raportem otwarcia Kancelarii Prezydenta”, który w miejsce poważnej analizy przynosił zbiór drugorzędnych frazesów na poziomie bilansu gminnego buchaltera.
Nie dziwiło także to, że w działaniach prezydenta można było dostrzec intencję kontynuowania niektórych aspektów „komorowszczyzny”. Ludzi lokatora Belwederu pozostawiono w KP i w BBN, do ochrony obiektów prezydenckich zaangażowano te same firmy ochroniarskie (w tym prowadzone przez b.esbeków), przedłużono kadencję gen. Gocuła na stanowisku Szefa Sztabu Generalnego, wzorem poprzednika - ukryto Aneks do Raportu WSI i odmówiono udostępnienia dokumentu prokuraturze, wznowiono „strategiczne partnerstwo” z chińskimi komunistami, a w obszarze obronności próbowano zakonserwować układ z czasów Komorowskiego. Regułą stał się udział urzędników BBN w imprezach-dyskusjach, w których w latach ubiegłych uczestniczyli też ludzie Komorowskiego (np. organizowanych przez Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie, którego jednym z założycieli i wieloletnim prezesem był Komorowski).
Już we wcześniejszych odsłonach „esbeckiego gambitu” (operacji wymierzonej w ministra obrony narodowej), można było podziwiać zdumiewającą logikę działań pana prezydenta.
Gdy w marcu br. środowisko Andrzeja Dudy skorzystało z przekazu TVN, by nagłośnić „dyscyplinujący” list do Antoniego Macierewicza, okazało się, że na poczesnym miejscu tej korespondencji znajduje się tematyka „zaniepokojenia brakiem obsady ataszatów” w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Bułgarii czy na Ukrainie, a pan prezydent domaga się natychmiastowego „podjęcia stosownych działań   w sprawie  obsady stanowisk attache”.
To zaskakujące, bo właśnie sprawa personelu ataszatów „od zawsze” leżała w centrum zainteresowania b. WSI, a na forum internetowym stowarzyszenia „Sowa” łatwo znaleźć teksty, w których powiela się ataki funkcjonariuszy medialnych na szefa MON i stawia zarzuty usuwania z placówek ludzi związanych z tym środowiskiem. W obronie attache wojskowego w Waszyngtonie, gen. Jarosława Stróżyka (od 1996 w WSI, powołanego na attache 29 kwietnia 2010) wystąpił nawet wybitny znawca obyczajów anglosaskich, M. Dukaczewski. Przez wiele lat, oficerowie WSI zajmowali stanowiska polskich attache na placówkach zagranicznych. Lista 90 oficerów – attache wojskowych, opublikowana na str.35-39 Raportu z Weryfikacji WSI pokazuje skalę zjawiska i dowodzi, że ten obszar znajdował się w wyłącznej dyspozycji „wojskówki”. Kariery J.Bojarskiego, J.Stróżyka i wielu innych kierowanych na ataszaty po roku 2007, świadczą natomiast, że likwidacja WSI nie ukróciła wpływu na obsadę stanowisk. Trudno uznać za przypadkowe, że właśnie w ośrodku propagandy, którego założycielem był współpracownik służb wojskowych PRL i które przez wiele miesięcy nagłaśniało temat obsady ataszatów, pojawił się „dyscyplinujący” list pana prezydenta. Tak, jak trudno uwierzyć, by temat ten na tyle zaprzątał uwagę pana prezydenta, że zdecydował się na listowne pouczenia Antoniego Macierewicza. Panu Dudzie nie przeszkadzało, gdy polskie interesy reprezentowali byli oficerowie z nadania „długiego ramienia Moskwy”. Dopiero ich usunięcie wywołało zainteresowanie i reakcję ośrodka prezydenckiego. 
Wiele wskazuje, że te same motywacje, sprowadzone do kwestii personalnych, a szerzej – obrony układu stworzonego przez poprzednika, leżą też u podstaw decyzji o odmowie wręczenia nominacji generalskich w dniu 15 sierpnia. Oficjalna argumentacja, przedstawiona przez prezydenta : „trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich” – nie zasługuje na wiarę.
Od października ubiegłego roku, Andrzej Duda i jego urzędnicy uczestniczyli w licznych spotkaniach (m.in. w Dowództwie Generalnym RSZ, w Dowództwie Operacyjnym i  Sztabie Generalnym Wojska Polskiego), podczas których omawiano zmiany w systemie dowodzenia wojskiem. W listopadzie 2016, szef BBN, Paweł Soloch stwierdził, że „prezydent czeka na rekomendacje trwającego w MON Strategicznego Przeglądu Obronnego”. "Zakładam – dodał Soloch, „że do końca roku będziemy w podstawowych zarysach wiedzieli, jak głęboko będzie ten system zmieniany".
Wyjątkowo fałszywie, a wręcz niegodziwie brzmią komunikaty BBN, w których czytamy, że „prezydent oczekuje szybkiego zakończenia prac nad projektem reformy systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi”. Takie żądania, pod adresem ministra Macierewicza formułuje polityk, który przez połowę swojej kadencji nie podjął żadnej inicjatywy ustawodawczej na rzecz obronności i wykazywał rażącą indolencję i ignorancję w kwestiach bezpieczeństwa narodowego. Formułuje zaś, za pośrednictwem „specjalisty od obrony cywilnej i pożarnictwa”, urzędnika, który nie miał czasu sporządzić (po wielokroć zapowiadanego) „przeglądu i audytu szeroko pojętego bezpieczeństwa narodowego” i jak żaden inny zasługuje na miano „mistrza nic nierobienia”.
Wiceminister obrony Tomasz Szatkowski przypomniał, że „podczas pracy nad Strategicznym Przeglądem Obronnym komunikacja z BBN była bardzo dobra, zaś przedstawiciele BBN-u brali udział we wszystkich tych częściach SPO, w których chcieli brać udział”, zaś w komunikacie MON z 8.08. br. podkreślono, że „Na prośbę Szefa BBN odbył się cykl spotkań konsultacyjnych z udziałem podsekretarza stanu w MON Tomasza Szatkowskiego, mających na celu wymianę poglądów oraz udzielenie niezbędnych wyjaśnień Szefowi BBN. Dodatkowo w maju br. do konsultacji Prezydenta RP został przesłany przez MON projekt nowelizacji ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej oraz niektórych innych ustaw w zakresie reformy SKiD.”
Oznacza to, że prezydencki zarzut „braku uzgodnień”, w sprawie systemu dowodzenia wojskiem, jest kiepskim pretekstem do rozpętania nowej awantury. Po co Andrzej Duda próbuje generować kolejny konflikt, który nie tylko trudno uzasadnić, ale nawet go dostrzec? To tym bardziej zaskakujące, że ani prezydent ani szef BBN słowem nie wspominają o realnym problemie - postać kluczowa w procesie podejmowania prezydenckich decyzji o awansach generalskich, dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi gen. bryg. Jarosław Kraszewski, stracił dostęp do informacji niejawnych i (przynajmniej na razie) nie może wykonywać swoich obowiązków.
Gdyby odmowa wręczenia nominacji, była motywowana taką przesłanką, świadczyłoby to o małostkowości i mściwości pana prezydenta. Mało to wiarygodne, bo jak trafnie zauważyła premier Szydło – „postępowanie w sprawie gen. Kraszewskiego nie powinno mieć wpływu na procedurę dotyczącą awansów”.
Decyzja Andrzeja Dudy ma zatem głębsze i poważniejsze tło. Zostało ono wyraźnie naświetlone w komunikacie MON z dn.8.08.br.: „Kluczowym czynnikiem tych zmian jest ukształtowanie nowej kadry dowódczej. Bez niej wszystkie pozostałe reformy mogą zostać zaprzepaszczone” i powtórzone następnego dnia przez ministra Macierewicza – „jak bardzo potrzebne są nowe kadry generalskie i oficerskie w Wojsku Polskim. Bez nowych kadr nie nastąpi realna zmiana, która jest niezbędna dla rzeczywistego wzmocnienia armii.”
Dopiero w takim kontekście, decyzja pana prezydenta jawi się jako celne, precyzyjne uderzenie – nie tylko w politykę kadrową szefa MON, który od wielu miesięcy wymienia wyższych oficerów zakorzenionych w „ludowym wojsku”, ale w cały system realnych reform organizacyjnych, personalnych, strategicznych i modernizacyjnych, zapoczątkowanych w armii przez Antoniego Macierewicza. Kluczem do dokonania głębokich zmian, są nowe kadry oficerskie i generalskie. Blokując nominacje, pan prezydent staje się (choćby mimowolnym) rzecznikiem dziesiątków „pokrzywdzonych” oficerów i generałów, którzy niemal każdego dnia wylewają żale w ośrodkach propagandy III RP – dając tym żelazny dowód, że nie tylko nie zasługują na miano oficerów, ale nawet mężczyzn.
Słusznie pokomunistyczne lobby, zakorzenione dotąd w polskiej armii, uważa zmiany kadrowe za największe zagrożenie dla swoich interesów. Uzasadnione obawy budzą też dwie wojskowe ustawy: tzw. dezubekizacyjna i degradacyjna, które po rocznej peregrynacji wśród luminarzy „dobrej zmiany”, mają wreszcie szanse na uchwalenie przez Sejm. W połączeniu z obecną polityką kadrową szefa MON, stanowiłby prawdziwy „młot na czerwonych” i pozwoliły skutecznie oczyścić Siły Zbrojne z wpływów „długiego ramienia Moskwy”.
Tym pilniejsza staje się potrzeba szybkiego usunięcia Antoniego Macierewicza. To priorytet „esbeckiego gambitu” i akcji propagandowych w ramach wojny hybrydowej. Ten cel został wyraźnie sformułowany przez polityka, który często chwalił Andrzeja Dudę i był też darzony uznaniem przez pana prezydenta. „Tak naprawdę politycznym rozwiązaniem tego konfliktu jest odejście Macierewicza” – oznajmił niedawno Tomasz Siemoniak, autor innej doskonałej rady – „więcej Andrzeja Dudy, mniej Antoniego Macierewicza”.
To zrozumiałe, bo na tle realnych osiągnięć „dobrej zmiany” i strategii unikania tematów związanych ze środowiskiem b. WSI, działania szefa MON stanowią poważną „anomalię” i faktycznie zagrażają układowi pokomunistycznemu.
Niezależnie, jak bałamutne powody wskazuje dziś prezydent i jego urzędnicy, i jak dalece żurnaliści „wolnych mediów” wtórują kłamstwu o „sporze kompetencyjnym” itp. motywach, reakcje ośrodka prezydenckiego skutecznie paraliżują zmiany w polskiej armii i są wymierzone w osobę szefa MON.
W połączeniu z niedawnym wetem ustaw sądowych i (słusznie) przewidywaną blokadą tzw. medialnej ustawy dekoncentracyjnej, stworzy to swoisty „pakiet ochronny” na rzecz zachowania wpływów sukcesorów komuny i – w zgodzie z przeznaczeniem „latarni” - wytyczy kierunek kolejnych ataków.    
Ta sytuacja ma jeszcze jeden, interesujący aspekt.
Jeśli trafna jest hipoteza, że akuszerami „nowego rozdania” z roku 2015 byli ludzie związani ze środowiskiem WSI, „wybudzenie” pana prezydenta potwierdzałoby też zasadę stosowaną w latach ubiegłych – gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydencki i jakiekolwiek spory w tym zakresie, będą rozstrzygane na korzyść tego ośrodka.
To ważna wskazówka, w przewidywaniu reakcji PiS na prezydenckie kontry.

77 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Aleksandrze,

    cóż napisać po takim tekście? Jak skomentować?

    Gdyby pisał Pan pierwszy raz o wybudzeniu śpiocha i celach tego wybudzenia, wielu nie dowierzało, zalecało poczekać, nie wysnuwać zbyt szybkich wniosków.
    Mimo że dowodów było aż nadto.
    Ale my, którzy od lat czerpiemy wiedzę i mądrość z Pańskich analiz, wiedzieliśmy, że ma Pan rację. Że gra została uruchomiona, kolejne ruchy rozplanowane.

    Teraz, gdy doszły kolejne argumenty, kolejne prezydenckie czyny i zaniechania, nikt nie powinien i nie może już mieć wątpliwości.
    Mając pewność co do proweniencji odgrywanego spektaklu, opisał Pan stan rzeczy z tak dużym spokojem.
    A my ze spokojem to czytamy, choć przecież są to fakty porażające i stan rzeczy dla wolnej Rzeczypospolitej, do której zmierzać byśmy chcieli, fatalny.

    Bardzo proszę o jak najszersze rozpowszechnienie tekstu Pana Aleksandra! Żeby jego spokojna, konsekwentnie uargumentowana analiza dotarła do jak najszerszego kręgu osób. Żeby nikt nie mówił, że nie widział, nie wiedział, czytał co innego w "prawicowych mediach"...
    Ten głos jest jak latarnia wśród niespokojnej nocy. Błyszczy jasnym światłem. Uparcie tchnie prawdą.

    Wielkie podziękowanie i ukłony dla Gospodarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mniemam że grają z nami w dobrego i złego policjanta złego odkryliśmy warto by się zastanowić kto gra rolę dobrego? Niejakie podejrzenia mam....')

      Usuń
  2. Wyglada na to, ze prezydent przeszedl na strone "dark side of power" (czyli ciemnych mocy) jesli uzyc terminologii znanego filmu. Wiele przemawia za tym, ze PO czy WSI maja jakies "haki" na niego co powoduje, ze musi sabotowac wysilki PiS-u i aktualnej administracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie musiał przechodzić, bo mentalnie zawsze był po "tej" stronie.

      Usuń
  3. Bardzo dziękuję za ten tekst, który odczytuję również jako odpowiedź na pytanie zadane w moim komentarzu pod Pana poprzednim wpisem. Nie wiem czy to Pana interesuje, ale podążałam dokładnie takim samym tokiem rozumowania. Zatem - mamy określoną sytuację i trzeba bez lęku przyjąć to do wiadomości. Prognozy nie są dobre. Na razie nie przychodzi mi na myśl żadne dające się praktycznie zastosować rozwiązanie. A czy Pan uważa, że - wobec zaślepienia ludzkiego, wobec durnoty mediów - że istnieje taki splot zdarzeń, który pozwoliłby żywić nadzieję na uzdrowienie? Sam Antoni Macierewicz nie udźwignie przecież tego brzemienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Aleksandrze,

    zastanawiam się, czy swojego "egzaminu na prezydenta" pan Duda nie zdał w dniu 10.IV.2010 r., kiedy to - według jego własnych słów - najpierw ponoć przeciwstawiał się Komorowskiemu, ale kiedy usłyszał o telegramie od Miedwiediewa, wymiękł i przestał robić trudności. Może wtedy właśnie uznano, że "jeszcze mogą być z niego ludzie".

    W każdym razie możemy już nie łamać sobie głów, jak Komorowski mógł przegrać wybory. To już się wyjaśniło. Został wymieniony na nowszy model. Swoją drogą, tak się dziadyga nadymał, pewny znaczenia swoich zasług dla WSI - a tymczasem jak tylko przestał być przydatny, dostał kopa w zadek i wylądował w pokrzywach.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka dokument pt.>>Afera marszałkowa<< kończy się datą marzec 2014.Pewna osoba,która jak mi się wydaje,jest wyznawcą makiawelizmu,w maju 2015r opublikowała tekst,którego fragment zacytuję: "Jednakże po rozpadzie ZSRR i osłabieniu kontroli Rosji nad Polską(rządy B.Jelcyna),patriotyczna część polskiej generalicji pod politycznym parasolem prez.L.Wałęsy,ministrów ON-J.Onyszkiewicza i B.Komorowskiego oraz wiceministra R.Szeremietiewa odbudowała 15.dywizję(Olsztyn)oraz zbudowała silne Brygady OT w strategicznie ważnych rejonach: Przemyśl,Zamość,Mińsk Mazowiecki,Białystok,Gliwice,Kłodzko,Opole,Wrocław oraz liczne bataliony ochrony i obrony obiektów"[koniec cytatu].Zwracam uwagę na te dwie daty oraz miejsca.Obecnie ta osoba deklaruje niby aprobatę dla WOT i odejść generałów,natomiast jest równocześnie jedną z osób powiązanych z osobami,którym honorowego patronatu udzielił obecny szef BBNu Soloch.Jedna z audycji informacyjnych IPP przekazała również wiadomość o przyłączeniu się R.Szeremietiewa do krytykantów MON Macierewicza i to w stanie trwającej wojny.O ile sobie przypominam,to pan RSz już raz był prostowany przy innej nieco sprawie,potem się niby naprostował,ale naprostowanie jak widać trwało dość krótko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szeremietiew Romuald jak wielu zasłużonych w walce z komuną podąża od lat bardzo krętymi ścieżkami co uświadamiał nam niejednokrotnie również nasz Autor. To taki RAZ tu RAZ tam.
      Doskwiera mi od długiego czasu brak - obojętnie jak źle się to kojarzy - listy zdrajców, szumowin politycznych, medialnych, kuglarskich i szczególnie szkodliwych Obcych. Do pewnego czasu robiliśmy taki wykaz stojących "pod pręgirzem" na Rodaku, ale to daleko niewystarczające. Taki wykaz współczesnych targowiczan. Nie z punktu widzenia jakiejkolwiek partii, a jedynie i wyłącznie z punktu widzenia polskiej racji stanu. Ze względu na profesjonalizm i warsztat, aż mnie korci aby zwrócić się z prośbą do Pana Aleksandra, ale mam świadomość, że to byłby gotowiec dla chcących Go wykonczyć. Jeżeli Szanowni Państwo dostrzegają potrzebę uwypuklenia zasług zaprzańców w dziele niszczenia Polski, to zapraszam do nadsyłania danych:nazwisko szubrawca,krótki opis/ocena, link(i)do tekstu uzasadniającego "pręgierz". Możemy w ten prosty sposób przekazać "ciemnemu ludowi" pozostającemu w domu podczas wyborów, a mimo to mieniącemu sie suwerenem jak i uczestnikom tych krasomówczych konkursów who is who. Jakie media do kogo należą, o czym nadają całą dobę, cały rok i które gęby w TV czy głosy w radio jakie stanowią zagrożenie dla Polski i dla zdrowia nie tylko psychicznego Polaków. Uważam że zamieszanie w tym zakresie jest gigantyczne i odnoszone przez nich sukcesy zawdzięczamy właśnie brakowi wiedzy o nich. Wszak wyznawcy oczarowani są "naszymi" mediami ze "strefy wolnego słowa" która to nie toleruje wolności na jaką mógłby ją wywindować Aleksnder Ścios. Tam też jest spora gromadka czekających na "pręgierz".

      Pozdrawiam Wszystkich Państwa
      rodaknet.com

      Usuń
    2. Wsojtek,

      O panu Szeremietiewie rozmawialiśmy już na tym blogu i nie sądzę, by tej postaci należało poświęcać więcej czasu i miejsca.

      Usuń
    3. rodakvision1,

      Szanowny Panie Mirosławie,

      Sporządzenie "listy Obcych" to potrzebne, choć szalenie trudne zadanie.
      Nie tylko dlatego, że wymaga rzetelnej (uczciwej) oceny ludzkich postaw, ale z uwagi na odbiór społeczny tego rodzaju zestawienia.
      Każdy z nas ma, a przynajmniej powinien mieć, solidną i nieomylną busolę - własne sumienie i tylko ono powinno wytyczać granice naszej akceptacji lub sprzeciwu.
      Jeśli komuś brakuje tej busoli lub ma ją na tyle "rozstrojoną", że nie potrafi dokonać oceny, czy pomoże w tym lista sporządzona przez inne osoby?
      Jak trudne to zadanie, niech świadczy przykład odbioru pewnego "sondażu". Czytelnicy bezdekretu znają mój stosunek do tej formy indoktrynacji, ale chcę wskazać ów sondaż, jako dowód ogromnego zagubienia naszych rodaków.
      "Rząd Prawa i Sprawiedliwości lepiej dba o interes narodowy niż gabinety Donalda Tuska i Ewy Kopacz — tak wynika z sondażu Ipsos dla „Wiadomości” TVP 1" - doniosły "wolne media".

      https://wpolityce.pl/polityka/352890-sondaz-ipsos-dla-wiadomosci-wiekszosc-polakow-nie-ma-watpliwosci-to-rzad-pis-lepiej-dba-o-interes-narodowy-niz-gabinety-tuska-i-kopacz

      W tym "sondażu" na rząd PiS miało wskazać 45 proc. Polaków, na rząd PO-PSL "tylko" 33 proc. Owa różnica ma być powodem do radości i dobrego samopoczucia "dobrej zmiany".
      Mnie przeraziłby taki "sondaż". Jeśli po dwóch latach rządów PiS, 1/3 Polaków nadal uważałaby, jakoby PO-PSL "dbało o interes narodowy" - byłby to dowód kompletnej degeneracji i zidiocenia tej części społeczeństwa. Ale też dowód, że norma sumienia jest dziś nieznana lub została zastąpiona medialnym śmieciem.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
    4. Ma Pan oczywiście rację, ale ja nie uważam żeby stronnicy i wybrocy PO-PSL, czy inne totalniackie badziewie spełniało wymogi niezbędne do szczycenia się mianem Polaków. Niejednokrotnie była o tym mowa, że miejsce urodzenia i język jakim z tytułu tego przypadku się posługują były determinujące dla bycia Polakiem. Potrzebna jest jasna - najlepiej czynem - deklaracja. Kontynuując tę myśl, te - jeśli mielibyśmy im wierzyć - sondaże wskazują na inne straszne zjawisko, że Polaków zaczyna być zbyt mało, żeby obronili polskość, że ani się obejrzymy jak na Wisłą pozostanie jedynie euroregion, "Ten Kraj" gościnny dla swoich panów ze stron obu. Jako, że gotowość Polaków do utraty "świętego spokoju" jest niemal zerowa. Ich postawy kształtowali ruskie trepy, peerelczycy i w najlepszym wypadku "elity trwania". Pozwoliłem sobie słać wici, ale te prawdziwe, bojowe nie mają szans na sukces w społeczności o rozbrojonych sercach i skamlącej o więcej ++++,a pozbawionej woli walki o Polskę+ i niezbędnych do niej przywódców. Jeżeli nic nie tąpnie, to odwieczny proces "cywilizacyjny" idący z zachodu będzie kontynuowany i ściągnie nas w przepaść genderyzmu, zatracenia w cywilizacji śmierci i wreszcie islamu.

      Jeszcze słowo o busoli. Większość nie ma żadnej busoli. Hierarchowie odebrali ją zabiegami o carski tron i porzuceniem wiernych na pastwę teologów wywolenia i równości w miłości. Szkoły dawno już przestały kształtować i edukować. Są narzędziem genderyzmu i kosmopolityzmu. Media szkoda mówić, bo trzeba by "sowią polszczyzną". Władze jakie są każdy widzi, jak chce. Elit brak. I taki jest suweren, takie są zasoby możliwości wyborców, a co za tym idzie demokratycznie nie ma w przewidywalnej przyszłości szans na zmiany. Busola o której Pan pisze jest rzadkim i ukrywanym instrumentem. Nie spełnia zatem swojej państwo-narodowo twórczej roli. "Długi marsz" narazie do "Egiptu". Potem zniewolone oczekiwanie na "Mojżesza", a potem...?Wisła granicą między odwiecznymi wrogami.

      A lista lektur i tak potrzebna.

      Hmmm, a mówią, że Pan jest czarnowidzem :-)

      Serdecznie Pana pozdrawiam

      Usuń
  6. " gwarantem zachowania status quo jest ośrodek prezydencki i jakiekolwiek spory w tym zakresie, będą rozstrzygane na korzyść tego ośrodka."

    Wybrałem to przedostatnie zdanie z Pana tekstu, bo wydaje się być kluczowe do oceny aktualności i przyszłości.
    Co robić?
    Moim skromnym zdaniem - nie zajmujmy się biadoleniem nad dawno rozlanym mlekiem lecz - wiem, że to nieprzyjemne - otwórzmy szeroko oczy na rzeczywistość a z tej najbardziej na złośliwe motania naszych(?) mediów.
    Innymi słowy - najskuteczniej robią z ludzi głupców ci, którym wielu ufa, zresztą stosują wyrafinowane techniki medialne, z których nie wykluczyłbym też tych z zastosowaniem bodźców podprogowych, a którzy ze swej natury (wiem, że to truizm) powinni pracować dla "prostowania ścieżek".
    Jest też niedobrze i dlatego, że współpracowników "brązowe buty" mają wśród - patrzcie - jak bezwstydnych! - czołowych hierarchów KK.
    Martwiące są te Pana artykuły (" To ważna wskazówka, w przewidywaniu reakcji PiS na prezydenckie kontry")ale pozwalają iść z wyprostowaną głową.
    Złudzenia są wprawdzie cokolwiek słodzące ale zawsze prowadzą na manowce.
    Mamy szczęście, że dla nas to Pan jest "niczym latarnia" oświetlająca pewną drogę do wolności i godności - "Mistrzu! dobrze nam tu być"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jan kowalski,

      Ma Pan rację – to zdanie ma sugerować, jakie wybory i decyzje podejmie partia pana Kaczyńskiego w obliczu prezydenckiej frondy.
      Ważnym sprawdzianem, będzie sprawa prezydenckich propozycji ustaw sądowych. Nie mam wątpliwości, że zostaną one skonstruowane w taki sposób, by nie naruszyć interesów mafii sądowej i nie dokonać żadnych istotnych zmian.
      Jeśli PiS je zaakceptuje i przy udziale rządowych przekaźników przekona wyborców (nie będzie to trudne) do prezydenckich propozycji, będzie to preludium przed zgodą na dymisję Antoniego Macierewicza.
      Chcę natomiast wyraźnie podkreślić, że w zakresie stosunków prezydent –rząd nie ma dziś prostego przełożenia na relacje z czasów lokatora Belwederu. Wówczas środowisko Komorowskiego decydowało o wszystkich aspektach strategii obronnej, o polityce kadrowej w armii, „reformie służb specjalnych” i działaniach sektora zbrojeniowego. W czasach Komorowskiego, minister obrony narodowej był tylko polityczną marionetką, co doskonale potwierdza casus T.Siemoniaka.
      Pan Duda nigdy nie stworzy takiego reżimu i nie uzyska podobnego statusu.
      Musi jednak sprawić, by proces szybkich i dogłębnych reform w armii został zablokowany oraz zadbać, by stanowisko szefa MON zajął np.ktoś pokroju Gowina.
      To wystarczy, by mechanizm rozregulowany "anomalią" Antoniego Macierewicza, nadal mógł działać.

      Dziękuję Panu i pozdrawiam

      Usuń
  7. Witam.
    A ja przez cały czas czytania tego wpisu, miałam tylko jedno pytanie: Czy to Andrzej D. (a nie Bronisław K.) zasłuży na miano prezydenta najgorszego, najniebezpieczniejszego dla niepodległości Polski?

    PS.
    A o tym, że szlag mnie chce trafić, to już nie będę Państwu pisać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Halko,

      Łatwiej oszukać Polaków postacią jednowymiarową, prymitywną i skompromitowaną, o jednoznacznej proweniencji, czy też osobą, która zyskała zaufanie społeczne i została "sformatowana" pod obraz bogobojnego patrioty?
      Która z tych osób jest bardziej niebezpieczna?

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
    2. Panie Aleksandrze,

      1. Zło na końcu i tak służy dobru.
      2. Bóg działa przewrotnie wobec tych, którzy są przewrotni.
      Nie upiecze się to temu panu. Media doskonale pokazują/ przekazują, co dzieje się z ludźmi, od których demon w pewnym momencie "odpina kroplówkę"?

      I ja pozdrawiam Pana.

      Usuń
  8. Szanowny Panie Kazefie,

    „Żeby nikt nie mówił, że nie widział, nie wiedział, czytał co innego w "prawicowych mediach"...
    Dziękuję Panu za tak życzliwą ocenę tekstu, obawiam się jednak, że w realiach III RP nie jest możliwy taki stopień świadomości naszych rodaków. Nie tylko dlatego, że rozmawiamy na niszowym blogu autora, który bywa powszechnie zamilczany przez „dobrą zmianę”, ale głównie z tej przyczyny, że mitologia demokracji poczyniła ogromne spustoszenia w tej świadomości.
    Jeśli nawet, w umysłach niektórych wyborców PiS pojawia się dziś refleksja nad kondycją Andrzeja Dudy, nie dałbym głowy, że przetrwa ona do czasu wyborów prezydenckich.
    Większość z nich kształtuje swoje poglądy na podstawie aktualnego przekazu medialnego – a zatem to, co zostało usłyszane, przeczytane lub obejrzane w ostatnim okresie, ma decydujący wpływ na stan wiedzy i dokonywanych wyborów.
    Jeśli w rządowych przekaźnikach dominuje dziś narracja – „nie pogłębiajmy konfliktów w obozie władzy”, „jest dobrze, a będzie lepiej”, można założyć, że prawdziwy obraz skrzeczącej rzeczywistości zostanie zastąpiony miłą dla ucha i oka inscenizacją. Tak, jak dzieje się do tej pory.
    Uwadze wyborców zwykle umyka fakt, że wielu z medialnych małych demiurgów, kojarzonych (nie wiadomo dlaczego) z prawicą, poszło dziś „w urzędy”, otrzymało różnego rodzaju odznaczenia, czerpie solidne profity ze swoich spółek i jest „na garnuszku” obecnej władzy. Ci ludzie – a już to się dzieje, będą robili wszystko, by osłonić postępki pana prezydenta i odwrócić uwagę wyborców od rzeczywistych zagrożeń. Dość przeczytać wywody Wildsteina, Karnowskiego czy Zaremby, by dostrzec ten mechanizm.
    Wiemy też, że wyborcy PiS nie stawiają swoim faworytom żadnych wymagań, nie oczekują od nich wysiłku ani pracy, nie oceniają ich poprzez pryzmat decyzji, konsekwencji w działaniu, wierności hasłom czy zwykłej przyzwoitości. Norma – „mieć święty spokój” zastępuje wszystko, co stanowi powinność człowieka rozumnego, zaś odwołanie do zbiorowej hipnozy i uleganie emocjom, staje się podstawowym gwarantem „prawicowej wspólnoty”.
    Dominuje raczej postawa akceptacji dla wszelkich decyzji i ocen, wiara w dobrą wolę polityków i prezydenta, bezgraniczna ufność, a nierzadko - groteskowa hołdowniczość i gloryfikacja. Panuje również przekonanie, że wśród polityków partii pana Kaczyńskiego znajdują się osoby o najwyższych standardach moralnych i intelektualnych, działające zawsze „dla dobra ogółu” i „w imię wyższych racji”. Każda decyzja, oświadczenie lub deklaracja są wówczas odbierane w kategoriach niepodważalnych dogmatów, zaś postaci reprezentujące PiS urastają do rangi politycznych herosów i mężów stanu.
    To oczywiście zachowania patologiczne i głupie, które powodują raczej skarlenie i deprawację owej klasy politycznej niźli prowadzą do społecznego dobra.
    Nie ma przecież nic bardziej demoralizującego dla polityka, jak peany ze strony wyborców i nie ma postawy głupszej, jak rezygnacja z prawa do samodzielnych ocen i krytycznego myślenia.
    Wiele lat temu, tuż przed zamachem smoleńskim, sformułowałem ostrzeżenie - co dzieje się z politykiem, nad którym roztoczono parasol fałszu i mitologii i uczyniono z niego postać inną niż jest w rzeczywistości:
    „Pisząc kiedyś o tchórzostwie Bronisława Komorowskiego, przytoczyłem słowa Bułhakowa, iż "tchórzostwo nie jest jedną z ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą”. Na każdego, kto za wszelką cenę starał się ukryć swoją przeszłość i okazywał lęk przed jej ujawnieniem przychodzi chwila, gdy na odwagę jest już za późno. Wówczas - tchórz staje się postacią tragiczną, bo przeświadczoną o własnej wielkości i nietykalności.
    Myślę, że Bronisław Komorowski jest bliski tej chwili. Gdy ona nastąpi – dla nas będzie za późno.”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że pan Andrzej Duda znajduje się niebezpiecznie blisko granicy, poza którą zaciera się świadomość dobra i zła. Jej przekroczenie sprawia, że człowiek słaby, mierny i przeciętny, zaczyna wierzyć w swoją wielkość i wyjątkowość, a w czynieniu pospolitych draństw zaczyna dostrzegać rys szlachetnej misji.
      Pan prezydent jest oceniany przez Polaków poprzez pryzmat telewizyjnych obrazków i patriotycznego pustosłowia. Ma wyznawców, nie wyborców.
      Wystarczy więc kilka płomiennych wystąpień i parę udanych inscenizacji patriotyczno-religijnych, by wielu z nich zapomniało rzeczywiste zachowania tego pana lub rozgrzeszyło go z każdego zaprzaństwa. Środowisko pana Dudy doskonale rozumie ten mechanizm i potrafi go bezbłędnie wykorzystać.

      Bardzo dziękuję za komentarz i serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  9. Martyna Ochnik,

    Nie chciałbym dywagować o „splotach zdarzeń”, bo takich scenariuszy nikt nie potrafi przewidzieć. Wolałbym raczej mówić o konkretnej sytuacji, np. powstałej po dymisji Antoniego Macierewicza.
    Jak – z mojego punktu widzenia, wyglądałby pozytywny scenariusz, nakreśliłem w tekście „ESBECKI GAMBIT CZY MAT MACIEREWICZA ?” z kwietnia br.
    Pozwolę sobie zacytować fragment:
    „Ewentualna dymisja Antoniego Macierewicza, musi wywołać negatywne reakcje elektoratu PiS, a przynajmniej tych wyborców, których stać na rozstanie z partyjną demagogią. Sądzę jednak, że te nastroje zostaną sprawnie okiełznane i skanalizowane przez partyjnych wyrobników z „wolnych mediów". Kilka występów polityków PiS oraz wytężona praca tzw. „sondażowni”, szybko przekonają wyborców o nieomylności strategii J.Kaczyńskiego.
    Już dziś jednak ujawnia się lęk, który będzie towarzyszył uczestnikom „esbeckiego gambitu”. Straszenie „rozłamem w PiS”, złowieszcze opowieści o „radykalizacji” i „strategii ślepego marszu”, należą do tego samego arsenału środków dezynfekcyjnych, jakimi posługują się przedstawiciele ”opozycji” i są obliczone na wprowadzenie odbiorcy w błąd. Gdy R. Sikorski próbuje „mobilizować” prezesa PiS alarmującą teoryjką – „jeżeli Macierewicz nie wyleci, to znaczy, że ma na Kaczyńskiego haki", jest w tym ten sam ładunek fałszu, jak w prognozach małych demiurgów z „wolnych mediów”.
    Jedna brednia ma uśmierzyć nastroje społeczne, druga zaś, przekierować je w stronę konfabulacji i niedorzecznych podejrzeń o „nieczystą grę” Macierewicza. Obie służą propagandowej osłonie „esbeckiego gambitu”.
    Lęk przed niekontrolowaną reakcją elektoratu i utratą rządu dusz „na prawicy”, może mieć jednak racjonalne podstawy.
    Odejście z rządu szefa MON i chwilowa (lecz silna) fala krytyki PiS-u, to właściwy czas dla stworzenia nowej siły politycznej – autentycznej opozycji antysystemowej. Tego boją się wszyscy uczestnicy kombinacji wymierzonej w Antoniego Macierewicza, a szczególnie ci, którzy pod osłoną patriotycznej retoryki i pozorowanych zmian, chcieliby kontynuacji komunistycznej hybrydy."

    https://bezdekretu.blogspot.com/2017/04/esbecki-gambit-czy-mat-macierewicza.html

    W takim scenariuszu, Pani stwierdzenie – „Sam Antoni Macierewicz nie udźwignie przecież tego brzemienia”, staje się pytaniem o decyzje Antoniego Macierewicza oraz o zdolność do działania tej części wyborców PiS, którzy odmówią dalszego uczestnictwa w tragifarsie pt. ”dobra zmiana”.

    Dziękuję Pani i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze;
      dziękuję za odpowiedź, bo ja trochę obawiam się zadawać tu pytania, ponieważ nie mam tak rozległej wiedzy jak dyskutanci pańskiego bloga. Koncentruję się też raczej na konkretach (jak to bywa u kobiet ze zmysłem praktycznym) i nie potrafię też tak zgrabnie wyrażać swoich zachwytów. Skoro jednak był Pan uprzejmy odpowiedzieć mi tak obszernie, to jeszcze trochę pozwolę sobie podrążyć. ESBECKI GAMBIT(...) znam. Rozumiem zaniepokojenie utrwalaczy status quo, czytelne są dla mnie (przynajmniej pewne) reakcje, interpretacje, doniesienia, przekierowywanie uwagi, sterowanie emocjami itp mające prowadzić skołowany naród do konkluzji "widać tak trzeba" i dalszej uległości, a w rezultacie do postrzegania kajdan jako cenną biżuterię. Mnie interesuje zatem najbardziej jedno zdanie z pańskiej odpowiedzi - "Odejście z rządu szefa MON i chwilowa (lecz silna) fala krytyki PiS-u, to właściwy czas dla stworzenia nowej siły politycznej – autentycznej opozycji antysystemowej". Ponieważ żadna opozycja (tak mi się wydaje, może jestem w błędzie) nie tworzy się samoistnie a potrzebuje pewnego ośrodka/postaci, wokół których koncentrowaliby się ludzie niezadowoleni z istniejącego stanu rzeczy, to należałoby ten ośrodek/postać znać/rozpoznać. Antoni Macierewicz? Czy chciałby? Czy byłby na to gotów? Tego zdaje się nie wiemy? A może jednak mamy jakieś dane pozwalające dopuszczać myśl, że tak? Jeżeli ten ośrodek/postać nie będą zdefiniowane, grozi nam "antysystemowość" typu Kukiza, o którym wiemy, że był animowany siłami działającymi z zaplecza, a których proweniencja jest także znana czy rozpoznawalna.
      To takie moje kobiece troski w niedzielny poranek, może naiwne o ile ktoś zna mechanizmy zakryte. Krótko mówiąc - lubię kiedy można coś robić konkretnego. I chętnie oddam swoje siły i czas na pomoc w przedsięwzięciu zbożnym i szlachetnym, bo życie ucieka, a nieznośna jest dla mnie myśl, że biernością umacniamy pozycje zła.
      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  10. Wąż Wystygły,

    „No, zachowałem się tak, jak zachowałem się...”.
    Te słowa z przesłuchania pana Andrzeja Dudy przed komisją smoleńską, powinny stanowić życiowe motto pana prezydenta.
    Czy w tym wyznaniu było przyznanie do błędu, strachu lub słabości – pewnie nigdy się nie dowiemy, bo pan Duda jest dziś wolny od tego rodzaju rozterek i nie sądzę, by miało się to zmienić.
    On już nie musi na nic odpowiadać, bo wzorem swojego poprzednika został uwolniony od dociekliwości wyborców i nie zostanie postawiony wobec niewygodnych pytań.

    Napisał Pan – „możemy już nie łamać sobie głów, jak Komorowski mógł przegrać wybory. To już się wyjaśniło.”
    Dla nas, być może stało się bardziej czytelne, ale nie sądzę, by obecna sytuacja wyjaśniała wyborcom PiS mechanizm, który doprowadził do wygranej Andrzeja Dudy.
    Wszechobecna mitologia demokracji i wiara, że kartka papieru może zmienić system oparty na zbrodni, kłamstwie i zdradzie, nadal jest bardzo silna.
    Jest jeszcze inna przeszkoda. Wiele miesięcy temu, pan Cezary Gmyz przypomniał mi na twitterze, jak bardzo pomyliłem się w prognozach przedwyborczych.
    Ta pomyłka miała ciążyć nad treścią wielu innych tekstów publikowanych na bezdekretu i sprawić, że zamieszczane tu analizy stają się mocno niewiarygodne. Podobnie, jak sam autor, który w nowej, świetlanej rzeczywistości, wolnej od samowoli służb, nieznanych sprawców i aktów seryjnych samobójców, nadal tchórzliwie ukrywa swoją tożsamość i skrytobójczo atakuje luminarzy „dobrej zmiany”.
    Otóż - niemożliwe jest, by ludzie „wolnych mediów”, tzw. dziennikarze śledczy i inni mędrcy „prawicowej” publicystyki, kiedykolwiek uznali, że współuczestniczyli i nadal uczestniczą w ponurej mistyfikacji – grze, prowadzonej przez środowisko akuszerów „nowego rozdania”, w której wygrana Andrzeja Dudy była częścią scenariusza rozpisanego w zaciszu gabinetów.
    Nie jest możliwe, by ktokolwiek z tego grona przyznał, że został oszukany i wespół z milionami Polaków wystawiony na pośmiewisko.
    Ten „mechanizm obronny” sprawia, że obowiązująca narracja: Ścios się pomylił, my mieliśmy rację – jest niepodważalna.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  11. Panie Aleksandrze!
    Dziekuje za Pana tekst!To co od dluzszego czasu budzilo w wielu Polakach sluszne podejrzenia stalo sie zupelnie jasne.Uslyszawszy o decyzji PAD w sprawie nominacji generalskich odczulam zgroze i to uczucie nie opuszcza mnie ani na chwile.
    Boze miej w swej opiece Nasza Ojczyzne!
    Przesylam Panu najserdeczniejsze podziekowania za wiele lat rozjasniania mroku.
    Pozdrowienia od Pana wiernej czytelniczki Maggan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maggan /Tadeusz Dziechciowski,

      Byłoby dobrze, gdyby takie sytuacje wywoływały nie tylko poczucie grozy, ale gniewu.
      Bo nie wolno nam akceptować takiej skali oszustwa i zaprzaństwa.

      Bardzo Pani dziękuję za dobre słowa i serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  12. Panie Aleksandrze.
    Wylała się na Pana, przyjemna i zasłużona, choć może lekko konfundująca rzeka pochlebstw. Czytam Pana od niewielu lat i jednego, tego najważniejszego nie jestem Panu w stanie odmówić. Budzi Pan i formuje Polaków. Ze świetnym przeświadczeniem, że nie potrzeba uformować ich milionów. Dzięki Pańskiej pracy, z Bożą pomocą mogę zakomunikować Panu:
    Jesteśmy gotowi. Nie jak pokolenie Kolumbów. Choć nie testowani pod dużymi obciążeniami, to jednak nauczeni myślenia i trzeźwi. Gotowi, choć wilgotni jeszcze od śluzu matrixu. Nie powiemy jednak, że spaliśmy, gdy się działo i że posnęliśmy na powrót, chociaż nie chcieliśmy. Uzyskaliśmy obywatelskie brzemię świadomości i tylko poprzez wewnętrzna zdradę możemy je zrzucić.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Przed kilkoma laty G.Braun, na jednym ze spotkań powiedział: "uważam, że kwestia polska zostanie wreszcie definitywnie rozwiązana rękoma najżarliwszych, polskich patriotów". Wówczas sądziłam, że to publicystyczna fikcja. Tymczasem okazuje się, że miał rację.
    Analizując zachowania Dudy w rodzaju łapania hostii, żarliwych i łzawych przemówień, wyraźnie widać jak bardzo to było naciągane, wręcz teatralne, a jednocześnie pociągające dla bądź co bądź ufnych Polaków.

    Komuniści dobrze wiedzą jak posłużyć się Polakami, grając patriotyczną melodię.
    Planują swoje działania z kilku-, a nawet kilkunastoletnim wyprzedzeniem i efekty tego obecnie obserwujemy.
    Czy powinniśmy li tylko obserwować? Wszak tym samym dajemy czas i przyzwolenie na mobilizację antypolskiej hołoty i wszelkiej maści polskojęzycznej agentury, której to obca jest myśl o istnieniu Wolnej i Praworządnej Rzeczypospolitej! Stąd ataki na Antoniego Macierewicza, który jest ostatnią jej ostoją i latarnią wskazującą polski kierunek.
    Duda zaś, stał się co najwyżej, tlącym się knotem, którego opary wywołują bojaźń!
    Wyrazy uszanowania, Panie Aleksandrze

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak się Pan odniesie do IPPtv gdzie co chwilę Pana cytują. Czy to może być kiedyś realną siła polityczną czy moze już jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grzegorz chochlinski,

      To dobrze, jeśli są miejsca, gdzie ktoś powołuje się na moje teksty. Byle robił to ze zrozumieniem i bez dodatkowych nadinterpretacji.
      Środowiska IPP nie postrzegam jako realnej siły politycznej.

      Usuń
    2. Wykluczone! Uniemożliwa to zoologiczna nienawiść Pastora Chojeckiego do Kościoła Katolickiego (niedawne nazwanie księży chodzących po kolędzie "dziadami") oraz tatuaże na rękach Mariana Kowalskiego i jego ideowa niejednoznacznośc (cytuję wypowiedź "określali mnie jako katolickiego faszystę i jak tu człowieku z takiego gnoju się zmyć"). Sporo opini przez nich wyrażanych jest trafne, ale nie wszystkie. Na odcinku chińskim odpłyneli tak bardzo poza granice rozumu, że podjerzewam obłęd lub jaczejkę CIA.

      Usuń
    3. Don Pedro
      Tymi tatuażami mnie przekonałeś...

      Usuń
    4. Don Pedro mówi o "jaczejce CIA"!
      A co to za king kong ? Jakaś mutacja KGB?

      "Na odcinku chińskim" zaś to akurat IPP zdrowo rzecz pojmuje - z komuną, jak z diabłem - paktowanie w tej czy innej formie zawsze prowadzi... do piekła.

      Usuń
    5. Don Pedro. Widzę, że w Szechter Zeitung przymiotnik "zoologiczny" jest ciągle w użyciu.

      Usuń
  15. Szanowny Panie Aleksandrze

    Chciałbym zapytać o Pana Wojciecha Sumlińskiego.
    Dla mnie jest osobą wybitną i szalenie! odważną.
    Jednak czy, wbrew jego szlachetnym intencjom, nie został on "rozegrany" w celu dyskredytacji poprzedniego prezydenta? I mimo walki na rzecz prawdy, upadku systemu zbudowanego przez ludzi poprzedniego ustroju, przyczynił się do realizacji ich interesów? Czy też to właśnie w wyniku działań Pana redaktora, ludzie prlu postanowili dokonać pewnych korekt?

    Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  16. Martyna Ochnik,

    Zapewniam Panią, że nie trzeba „zgrabnie wyrażać swoich zachwytów”, by zadać na moim blogu pytanie lub otrzymać obszerną odpowiedź.
    Jeśli kiedyś wprowadzę taki wymóg, natychmiast Panią powiadomię i prześlę formułę z odpowiednim zestawem laudacji :)
    Mój kwietniowy tekst dotyczy oczywiście pytania o decyzję Antoniego Macierewicza.
    Bez wątpienia, tylko on byłby najlepszym liderem nowej siły politycznej. Dlatego napisałem wówczas:
    „Po to, by nie była to kolejna „trzecia siła”, inspirowana przez środowiska esbeckie, trzeba jednego warunku – wiarygodnego i silnego przywódcy, który z klęski zawiedzionych nadziei i traumy utraconych szans, potrafiłby zbudować potencjał ruchu politycznego. Można przypuszczać, że taki ruch zdobyłby poparcie ogromnej większości „twardego” elektoratu PiS, ale też przyciągnął wyborców z innych środowisk, wykluczonych dziś na mocy systemowych inscenizacji.
    Lęk przed podobnym scenariuszem jest tym większy, że ze strony Antoniego Macierewicza nigdy nie groziły i nie grożą działania wymierzone w partię J. Kaczyńskiego, a tym bardziej, sprzeczne z interesem Polski. Żadna „partia ludu pisowskiego” nie musi być wrogiem pana Kaczyńskiego ani dążyć do marginalizacji PiS-u. To sprawia, że próba przymusowej „radykalizacji” takiej inicjatywy lub szermowanie zarzutem „ataku na PiS”, byłoby absurdalne i skazane na porażkę.”

    Na zadane przez Panią pytanie: „Czy chciałby? Czy byłby na to gotów?”- rzeczywiście, nie potrafimy odpowiedzieć. Są jednak takie formy wsparcia, które nie wymagają bezpośredniego angażowania w akcje polityczne.
    Ten ruch musiałby mieć politycznego „patrona”, silną i rozpoznawalną osobowość, która zagwarantuje, że nie stanie się kolejną odsłoną esbeckiej „trzeciej siły”.
    Pod moim poprzednim tekstem, Pan ObserVator sformułował wielce ciekawe trzy „zasady”: organizacja, siła, odpowiedni moment dziejowy.
    Napisałem wówczas, że pytanie: jak się organizować, jak zbudować siłę i na jaki moment dziejowy czekać, jest w istocie pytaniem o naszą zdolność (potencjał) do działania.
    To samo pytanie trzeba stawiać w kontekście oczekiwań dotyczących przywództwa nowego ruchu politycznego: czy chcemy i potrafimy tak się zorganizować i stworzyć taką siłę, by w realiach III RP zaistniał odpowiedni moment dziejowy?
    Sądzę, że gdyby taki potencjał był widoczny, Antonii Macierewicz podjąłby kolejne wyzwanie.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jakoś się ujawnijmy :) Przynajmniej ja jestem chętna, ale to niewiele znaczy, wiem. A co do laudacji - mam z tym w ogóle problem, bo zawsze obawiam się, że przynieść one mogą więcej złego niż dobrego. Co prawda nie znam Pana osobiście, więc nie wiem na ile jest Pan odporny na pochlebstwa. Na podstawie Pana tekstów skonstruowałam sobie oczywiście pewien obraz Pana - człowieka jasno określonych zasad - ale wolę dmuchać na zimne :) Gdyby Pan kiedyś zechciał stworzyć taki formularz, to proszę o udostępnienie. No dobrze - myślę, że poruszając kwestie fundamentalne możemy zostawić sobie pewien margines na poczucie humoru.
      Zatem kończę, pozdrawiam i potwierdzam swoją deklarację.

      Usuń
  17. rodakvision1,

    Szanowny Panie Mirosławie,

    A czy to mało rzeczy o mnie mówią? :) Dobrze więc, że Pan się objawia jako większy czarnowidz, choć przecież w ocenie kondycji naszego społeczeństwa, mamy identyczne odczucia.
    Jak już napisałem – Pański pomysł sporządzenia „listy Obcych” jest potrzebny. Ja stawiałbym jedynie pytania o kryterium: jakie cechy, postawy i zachowania powinny decydować o granicy My-Oni?
    W kilku wcześniejszych tekstach wskazywałem na taki weryfikator – Smoleńsk.
    Bo stosunek do tej narodowej tragedii, zawiera również prawdę o nienazwanej i niedostrzeganej dychotomii My-Oni. O podziałach, które nie dotyczą „różnic politycznych”, lecz sięgają tragicznych doświadczeń okupacji sowieckiej, biegną w głąb ludzkich sumień i systemów wartości i ujawniają się w braku lub w poczuciu tożsamości narodowej.
    Każde pokolenie miało tego rodzaju weryfikator: Targowica, Powstanie Listopadowe i Styczniowe, walka o Niepodległą, wojna 1920 roku, Powstanie Warszawskie. Wokół tych wydarzeń kształtowały się postawy i wybory naszych rodaków i każde z nich bezbłędnie oddzielało ziarno od plew.
    Gdy widzimy, jak wyglądają reakcje i zachowania w obliczu tragedii smoleńskiej, mamy obowiązek pytać: kim są ludzie drwiący ze śmierci Polaków, z jakiego świata pochodzą i jakim hołdują wartościom? Kim są ci, którzy wybierają rosyjskie łgarstwa i nie chcą dochodzić prawdy o przyczynach narodowej tragedii? Czy wolno nazywać ich rodakami i obdarzać mianem Polaka – tylko dlatego, że zrządzeniem losu urodzili się na polskiej ziemi?

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  18. Panie Meewroo,

    To rzeczywiście „konfundująca rzeka”, w której łatwo można utonąć.
    Dlatego zawsze staram się mieć w pamięci ostrzeżenie Leca-„Biada, gdy głowa oklaskiwanego dostanie się między dłonie oklaskujących”.
    Ale Pańskie słowa sprawiły mi szczególną radość.
    To jest deklaracja, jaką chciałbym zawsze słyszeć od Czytelników bezdekretu. Nawet, gdyby zabrakło tego bloga:

    „Jesteśmy gotowi. Nie jak pokolenie Kolumbów. Choć nie testowani pod dużymi obciążeniami, to jednak nauczeni myślenia i trzeźwi. Gotowi, choć wilgotni jeszcze od śluzu matrixu. Nie powiemy jednak, że spaliśmy, gdy się działo i że posnęliśmy na powrót, chociaż nie chcieliśmy. Uzyskaliśmy obywatelskie brzemię świadomości i tylko poprzez wewnętrzna zdradę możemy je zrzucić.”

    Bardzo Panu dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  19. Alicja Kluz,
    Szanowna Pani Alicjo,

    Jak prawdziwe są Pani słowa – „Komuniści dobrze wiedzą jak posłużyć się Polakami, grając patriotyczną melodię” - powinien świadczyć przykład szczególny.
    Środowisko byłych esbeków, występujące dziś pod szyldem tzw. Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP w obronie „represjonowanych emerytów mundurowych”, od wielu miesięcy prowadzi akcje na rzecz zniesienia tzw. ustawy dezubekizacyjnej.
    Reprezentowani przez M. Dukaczewskiego i A. Rozenka (urbanowskie „NIE”) esbecy, wyśmienicie posługują się bogoojczyźnianą retoryką i hasłami patriotycznymi. Ci ludzie wydali nawet swój „śpiewnik obywatelski”, w którym obok hymnu narodowego, „Murów” J.Kaczmarskiego czy wiersza Asnyka „Miejcie nadzieję”, umieścili tekst „hymnu Unii Europejskiej”.

    Józef Mackiewicz napisał kiedyś: "Prowokacja polityczna to użycie najświętszych symboli narodowych i najgłębszych jego uczuć przeciwko narodowi".
    Ten rodzaj prowokacji stosowało wielu wrogów polskości –od targowiczan poczynając, poprzez moczarowców i endokumunę, po dzisiejszych „obrońców demokracji” i esbeków.
    Prezydent Duda – człowiek wyjątkowo „złotousty” i łatwo sięgający po patriotyczne frazesy, obecny zawsze tam, gdzie warto bywać, doskonale wpisuje się w tą tradycję.

    Dziękuję Pani i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. skok w pszenżyto,

    Nie bardzo wiem, jak rozumieć pytanie – „czy, wbrew jego szlachetnym intencjom, nie został on "rozegrany" w celu dyskredytacji poprzedniego prezydenta?”
    Dyskredytacja lokatora Belwederu, to zadanie stosunkowo łatwe – pod warunkiem, że posiadamy wiedzę o rzeczywistych postępkach i dokonaniach tego pana. Gdyby tak było, BK nie tylko nie mógłby dziś odgrywać roli byłego prezydenta, ale winien znaleźć się w więziennej celi.
    W kontekście, w jakim stawia Pan to pytanie, również moje, kilkuletnie pisanie nt. Komorowskiego, można traktować jako pracę na rzecz „rozegrania”.
    To błędna perspektywa.
    Komorowski nie dlatego został (chwilowo) „odstawiony na boczny tor”, że Sumliński czy Ścios pisali o nim teksty, ale dlatego, że taki ruch był korzystny dla interesów akuszerów „nowego rozdania” i wynikał z pragmatyki kombinacji operacyjnych.
    Proszę pamiętać, że publikacje W. Sumlińskiego zostały całkowicie przemilczane i zignorowane przez ówczesną opozycję-PiS, a identyczny los spotykał moje teksty. Partia pana Kaczyńskiego nigdy nie wykorzystała ich w walce o prezydenturę – ani w roku 2010 ani w 2015.

    Trzeba natomiast rozumieć, że od początku III RP, cyklicznie i konsekwentnie przeprowadza się proces „wymiany wody”.
    Polega on m.in. na usunięciu w cień postaci nazbyt skompromitowanych i zużytych nadmierną eksploatacją. Czasem usuwa się tak niewygodnych wspólników lub świadków, co w kontekście zbrodni smoleńskiej ma zasadnicze znaczenie.
    Jeśli tego stanu nie można osiągnąć w sposób „naturalny” (np. poprzez auto-dyskredytację delikwenta), stosuje się rozmaite kombinacje operacyjne, w rodzaju „afery Rywina” czy (obecnie) tzw. „afery taśmowej”.
    Przy pomocy tej ostatniej, usunięto w cień D.Tuska i ludzi z jego najbliższego kręgu.
    „Odstawienie” Komorowskiego rozegrano już w innej konwencji, posługując się mitologią karty wyborczej, bajkami o przepływie elektoratu, różnicach strategii wyborczych, itp. szalbierstwami z zakresu pseudonauki, zwanej politologią.
    Dlatego uważam, że problem, jaki sugeruje treść Pańskiego pytania, w ogóle nie ma zastosowania w realiach III RP.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odpowiedź

      Chodziło mi o to, że pomimo wielu publikacji Pana Wojciecha nie został on zlikwidowany [ morderstwo, inny szantaż na członkach rodziny]. Jak wiadomo ci ludzie nie cofną się przed najobrzydliwszą zbrodnią. Pomimo tego dopuszczono do tego że Pan Wojciech nadal publikuje. Chciałem zapytać czy pozwolono na te publikacje specjalnie i z rozmysłem. De facto wykorzystując je do uzyskania zamierzonego celu jakim była dyskredytacja poprzedniego prezydenta

      Usuń
  21. 1/2

    Witam.
    Rozumiem, że dla PAD’a martwy płk. Kukliński jest mniej groźny niż pułkownicy „od Macierewicza”, skoro pośmiertnie awansował pułkownika Kuklińskiego na generała brygady?

    Aaaa coś Państwu napiszę.
    Miałam okazję ostatnio zwiedzać Baterię Vineta.
    Fajnie było w tym podziemnym mieście do momentu, aż przewodnik zaczął swoje: Kukliński bohater czy zdrajca? Słuchałam z bólem. Zrobiłam w tył zwrot, by czym prędzej wyjść i zapomnieć o steku bredni, potwarzy, kłamstw i manipulacji, które nawygadywał ów przewodnik do około 50 osób zwiedzających ten fort wraz ze mną.
    Nagle poczułam, że jeśli wyjdę bez słowa, to się porzygam, bo nikt w tej chwili ani nie prześladuje mnie za prawdę, ani nie podda torturom, ani nie zaaresztuje… nic! I… podeszłam dyskretnie do przewodnika i mówię:
    JA: LWP było polskim wojskiem tylko z nazwy. Było zarządzane przez sowietów, sowieckich szpicli i sługusów. Zaś PRL nie był Polską!
    ON: Proszę Pani, to było polskie wojsko!
    JA: nie było!
    ON: było!
    Ja: nie było! NIGDY nie było!
    ON: Jestem historykiem… też mi argument… i zaczął wywód, na który pozwoliłam mu tylko dlatego, by się „wypstrykał” do cna.
    JA: Pan naprawdę ma wątpliwości, który z nich jest zdrajcą, a który bohaterem?
    ON: Jaruzelski może nie był piękną, pozytywną, jednoznaczną postacią, ale jednak wprowadzając stan wojenny uchronił….
    JA: w myślach – Nie! Dość! W tym momencie zauważyłam, że przy nas utworzył się taki półokrąg składający się z 6 mężczyzn i jednej kobiety wiek (60-65lat + jeden mężczyzna ok. 35 letni). Przysłuchiwali się wyraźnie zaciekawieni naszą rozmową.
    JA: na głos – uważa Pan, że Jaruzelski zachował się w porządku?
    ON: na ile to było możliwe to TAK. Wie Pani, raz tu miałem zwolennika Jaruzelskiego wśród wycieczki i zrąbał mi cały przekaz, dlatego teraz jestem ostrożny i staram się być obiektywny.
    JA: A grudzień 70. Ten – Pana zdaniem – porządny człowiek nakazał strzelać/ wymordował bezbronnych robotników, cywilów!
    ON: no to są takie negatywne momenty z jego życia.
    JA: Pan wspomniał, że Kukliński jest zdrajcą, bo brał forsę od CIA za współpracę. Proszę mi pokazać taki dokument. Kukliński zapłacił wysoką cenę. Sowieci sprzątnęli mu synów!
    ON: To jest nie do końca wiadome, to kontrowersyjne.
    JA: Mówi Pan o sobie, że jest historykiem. Czytał Pan książkę Cenckiewicza o Kuklińskim?
    ON: Jeszcze nie.
    JA: A to szkoda.
    ON: Ale przeczytam…
    JA: Wie Pan co… do dupy! Do dupy to, co Pan robi i mówi.
    I gdy zaczęłam odchodzić, nagle mężczyzna stojący przy nas, wyraźnie nie wytrzymał i wydarło z niego: „polskie wojsko?! LWP nie było polskie, to byli ruscy! Ja byłem w tym wojsku! Traktowano nas jak bydło! Mieli nas za nic! Więc niech mi Pan tu nie opowiada, że LWP to była polska armia, bo nie była!
    Nie czekając już na jego brednie, tak go porzuciłam zwyczajnie i już sama sobie zwiedzałam bunkier, bo po cholerę mi taki przewodnik? CDN…

    OdpowiedzUsuń
  22. 2/2

    Zwiedziłam sztab dowodzenia, gdzie nawet były dwie figury – zdaje się woskowe mojego bohatera i jego zdrajcy. A tak tak przy stole, nad planami siedział „woskowy” Jaruzelski – kurde jak żywy! A za nim w cieniu stał Kukliński z notatkami. Strzeliłam sobie fotę i długo się wpatrywałam w ten duecik. Minęłam jeszcze jakiś gabinet z mapami i nagle drogę zagrodził mi przewodnik. He! On tam na mnie czekał. I powiedział do mnie: „Wie Pani co? Dla mnie Kukliński też jest bohaterem!”.
    JA: „Wie Pan co? To i tak do dupy! Ma Pan okazję mówić ludziom prawdę, a Pan co?! A do dupy! Zachowuje się Pan gorzej niż Węglarczyk, bo on napisał paszkwil raz, po którym Kukliński dostał zawału, a Pan co?!
    I zostawiłam tego chłopa z tym pytaniem, nich spada!
    Wiem jedno. Przewodnik do końca życia, będzie unikał kobiet ubranych w T-shirt o wściekłym orange kolorze, przyciemnianych okularach i wojskowym kapeluszu australijskiej armii w kolorze KHAK’i.

    To jest to, co napisał p. Przemek. Dlatego jest tak do dupy i wciąż gnijemy w IIIRP, bo wszędzie milczymy i okłamujemy się… i tak każdy z każdym i każdego.

    Pozdrawiam i dobranoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Halko Wspaniała,

      Pani nie tylo Myśli i celnie komentuje tutaj "pod Hodowem".
      Pani czyni, jak zawsze czyniły Polskie Kobiety w obliczu zagrożeń, chowając następne pokolenia - jeśli zaszła potrzeba - "kamieni rzucanych na szaniec". A i w szyku stawały, gdy zachować się było trzeba jak trzeba. Pani z tych - tak to widzę - co i przed szyk wyjdzie, gdy - jak dzisiaj - o mężczyzn trudno, bo wielu sobie dało wmówić, że nowoczesny patriotyzm to płacenie podatków i... okolicznościowe słuchanie tego co to "nasz" był, ale już PADł. Noooo i ten wojskowy kapelusz australijskiej armii w kolorze KHAK’i.

      Serdecznie Panią pozdrawiam

      Usuń
    2. Szanowny Panie Rodakvision1

      A z przewodnikiem to ja jeszcze nie skończyłam. Jak już uzyskam jego tożsamość, to mu pierdzielnę e-mail’a - „odłamkowym” - fotkami z książki Cenckiewicza: „Atomowy szpieg”, w których obalę wszystkie jego manipulacje, którymi przez 1,5 h uraczał mnie i innych zwiedzających (w tym młodzież i dzieci!!!).

      I do siebie mam „ale…”, że mu w czasie rzeczywistym „nie wywróciłam koryta”, jak to wcześniej zrobił mu ten zwolennik Jaruzelskiego.

      Pozdrawiając Pana, macham do Pana moim „zabójczym” kapeluszem.

      Usuń
    3. Pani Halko,

      Bardzo pouczająca historia. Gdyby w realiach III RP więcej było odważnych „kobiet ubranych w T-shirt o wściekłym orange kolorze, przyciemnianych okularach i wojskowym kapeluszu australijskiej armii w kolorze KHAK’i” (a nawet ubranych inaczej), śmiałość rozmaitych łgarzy i kanalii, zostałaby ograniczona.
      Oni wygrywają na naszym milczeniu.
      Bardzo dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  23. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Może z czasem uda się nam dopracować kryteria: "jakie cechy, postawy i zachowania powinny decydować o granicy My-Oni?"
    Bez wątpienia jest to trudne i bardzo odpowiedzialne przedsięwzięcie, a w jego efekcie długotrwałe ze względu na długość owej „listy Obcych”. Mam zatem kolejną propozycję - pozytywną - "igły magnetycznej" do polskiej busoli. Jak wiemy w pobliżu "żelastwa" nawet "zardzewiałego i Obcego" każdy kompas oszuka. Pokażmy zatem "biegun północny" naszym Rodakom, by po "mchu na drzewach", "Wielkim Wozie", czy rycerskim "Orionie" mogli kontrolować wskazania busoli. Tu już Pan niczego nie ryzykuje poza ewentualnymi dąsami, czy pomrukami postaci nieistotnych. Każda sznująca się szkoła, a tym bardziej "Ściosany Uniwersytet Narodowy" powinien mieć swoją listę lektur i autorów. To po pierwsze, ale daleko nie wystarczające w dobie "zgenderyzowanej mediokracji". Potrzeba listy wartościowych źródeł informacji w internecie i co najważniejsze w "operacyjnej bierzączce" listy godnych zaufania "autorytetów", "gąb telewizyjnych", radiowych głosów i dziennikarzy, a nawet - choć to brzydzi ludzi myślących - celebrytów.

    Na Pańskim TT jakiś wybitny "analityk twiterowy" zauważył, że Pańskie ego musi być niebotyczne, bo... obserwuje Pan 4 inne twitery. Mnie porzeraża, że nasi rodacy obserwują po kilkadziesiąt do kilkuset i więcej. To jest dowód na ptrzebę "igły magnetycznej". Za dużo "zardzewiałego żelastwa" wokół. Oni muszą stawać się ONYMI jeżeli tamci mają takie narzędzia dezintegrujące busolę.
    Myslę, że takie listy to jest ważki element "pracy u podstaw". Także wśród młodzieży.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rodakvision1,

      Szanowny Panie Mirosławie,

      Do tej chwili wydawało mi się, że przez 10 lat pisania w przestrzeni internetowej, próbuję pokazywać "biegun północny". Może nieudolnie i nie zawsze trafnie, ale konsekwentnie.
      Muszę Panu powiedzieć, że nie jestem zwolennikiem tworzenia jakichś skryptów, kompilacji i poradników. Wychodzę z założenia, że ten blog odwiedzają ludzie o dostatecznej wiedzy, zdolni do samodzielnego myślenia, własnych refleksji i wniosków. Czytelnicy bezdekretu z łatwością też mogą rozpoznać – których autorów cenię, jakie książki polecam, jakie treści uważam za ważne.
      Jakiś czas temu, proszony o to przez młodego człowieka, zamieściłem nawet zestaw lektur, które uważam za ważne dla formacji intelektualnej i historycznej. Na tej liście znalazły się:
      - prace Mariana Zdziechowskiego, w szczególności – „Od Petersburga do Leningrada”,
      - „Szkice o nacjonalizmie i katolicyzmie polskim” – ojca Józefa M.Bocheńskiego,
      - „Historia powszechna” - Franza Josefa Holzwartha (rzecz monumentalna, a niegdyś obowiązkowa),
      - „Między Niemcami a Rosją” - Adolfa Marii Bocheńskiego,
      - „Wskrzeszenie Państwa Polskiego” - Michała Bobrzyńskiego,
      - Józefa Mackiewicza – wszystko co napisał, bo jest największy,
      - „Dziennik pisany nocą” i "Inny świat"- Gustawa Herlinga-Grudzińskiego,
      - „Bolszewizm” - Adama Krzyżanowskiego
      - „Rok 1920” - Józefa Piłsudskiego
      - „Cywilizacja komunizmu” – Leopolda Tyrmanda
      - twórczość Zbigniewa Herberta
      Z rzeczy nowszych, na pewno warto sięgnąć po:
      „Historię polityczną Polski 1935 – 1945” Pawła Wieczorkiewicza, „Długie ramię Moskwy” - Sławomira Cenckiewicza, „W obronie niepodległości. Antykomunizm w II Rzeczypospolitej” – pod red. Jacka Kloczkowskiego i Filipa Musiała, „Z dziejów agonii i podboju. Prace zebrane z zakresu najnowszej historii Polski” - Janusza Kurtyki, „Harcerska droga do Niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Robotników” Justyny Błażejowskiej, czy „Nowe kłamstwa w miejsce starych. Komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji” -Anatolija Golicyna.
      Nie podejmę się natomiast wskazania jakiejkolwiek książki, która wiernie i w prawdzie przedstawiałaby najnowsze dzieje PRL i okresu tzw. transformacji ustrojowej. Moim zdaniem, taka książka jeszcze nie powstała, co zresztą pokazuje, w jak zakłamanej i tragicznej rzeczywistości przychodzi nam szukać polskiej drogi do wolności.

      Zadania, które Pan sformułował: sporządzenia - „listy wartościowych źródeł informacji w internecie i co najważniejsze w "operacyjnej bierzączce" listy godnych zaufania "autorytetów", "gąb telewizyjnych", radiowych głosów i dziennikarzy, a nawet - choć to brzydzi ludzi myślących – celebrytów” - również bym się nie podjął.
      Choćby dlatego, że w przestrzeni internetowej nie dostrzegam takich miejsc, a w realiach III RP, takich autorytetów.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  24. SPSIELIŚMY JAKO NARÓD, PANIE ALEKSANDRZE

    Jutro 97 rocznica Bitwy Warszawskiej, jednej z kilkunastu, które w opinii historyków zaważyły na losach ludzkości.

    W r. 2020 (za niecałe 3 lata) będziemy obchodzić stulecie tej największej po Odsieczy Wiedeńskiej chwały oręża polskiego. Jestem przekonana, że i wtedy nie powstanie pomnik (łuk triumfalny), wybudowany przez państwo polskie, czczący zwycięstwo i bohaterów.

    Wspomniano tu o Hodowie, wobec tego cytat z WIKI:

    Już 4 dni po bitwie król Jan III Sobieski przekazał na lekarstwa dla husarzy i pancernych 1000 zł, a hetman Stanisław Jan Jabłonowski przekazał 400 zł na cyrulika Mikołaja na leczenie rannych w szpitalu w Złoczowie. 27 czerwca król przyjął żołnierzy we Lwowie i obdarował ich pieniędzmi i końmi. W 1695 roku król kazał postawić im pomnik, który przetrwał do naszych czasów. Latem 2014 roku przeprowadzono jego renowację, a 25 października tego samego roku dokonano uroczystego odsłonięcia podczas obchodów 320. rocznicy bitwy przy udziale władz obwodu tarnopolskiego i rejonu zborowskiego. => KLIK!!

    Niestety, to teraz "Ukraina"...

    Konkluzja:

    Ciągłość PRL/III RP przejawia się także w tym, że "WŁADZA" (każda) boi się stawiać pomników upamiętniających polskie zwycięstwa nad komuną i bolszewią. Najwyraźniej towarzysze radzieccy wciąż nie pozwalają.

    Dlatego nie powinno dziwić, że i prezydenci III RP "są uzgadniani" z Sowietami/Rosją.

    III RP-owskie Latarnie. Tyle że nie morskie, ale takie, na których kiedyś Polacy wieszali zdrajców.

    Świetny tekst, Panie Aleksandrze, pozdrawiam serdecznie.

    PS. Coś mi mówi, że Pan celowo opuścił przymiotnik w tytule. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DSroga Pani Urszulo,

      Spsieliśmy pani Urszulo, a dowodów na ten stan rzeczy przytoczyć można aż nadto. Co jest najbardziej ponure to to, iż mam niedoparte wrażenie, że proces ten przybrał na sile wraz z "momentem obalenia komuny". Za peerelu opór jednak był większy i bardziej zdeterminowany wobec ich "hard power". W IIIRP, nowotworze na ciele Polski "soft power" okazuje się o wiele skuteczniejszy w zniewalaniu Polaków przy pomocy "naszych" - Obcych i Tutejszych - współobywateli oraz całej gamy narzędzi jakie daje "wolność, demokracja, niepodległość, "strefa wolnego słowa", główny i obcy nurt w mediach, edukacja inaczej, podróże, pełne sklepy, emigracja ekonomiczna, autorytety, celebryci...". Wszystko to wynaradawia dużo skuteczniej niż prostacka czerwona propaganda, szantaż i przemoc.
      Profesor Marek Chodakiewicz wprawdzie mawia, że jak wiesz kim jesteś(cie), to nic ci (wam) nie grozi, ale ilu jest Czytelników tego bloga i wogóle tych co wiedzą?
      Demokracja pokazuje, że baaardzo maleńko, a hierarchia to żyruje.

      Pisze Pani o Bitwie Warszawskiej, przywołuje historyczne fakty uchonorowania bohaterów spod Hodowa i o tym jak szybko i z jaką troską te wielkie wydarzenia uchonorowało państwo polskie. Po pierwsze zatem. Ostatnie państwo polskie skończyło się w 1939r. i ono zachowało się "jak trzeba". Potem już był tylko ruski potworek peerelowski pod okupacją Moskali, a teraz nowotwór IIIRP. Po jednym jak i po drugim trudno spodziewać się zachowań "jak trzeba". Jesteśmy jedynie świadkami mniej lub bardziej cepeliowskich imprez upamiętniających w zależności od tego, która "frakcja partii władzy" została zainstalowana przy żłobie.

      Przytacza Pani, że:
      "król Jan III Sobieski przekazał na lekarstwa...",
      "hetman Stanisław Jan Jabłonowski przekazał 400 zł..."
      "król przyjął żołnierzy we Lwowie i obdarował ich pieniędzmi i końmi..."
      "król kazał postawić im pomnik..."

      Taką mieli wolę i tak zdecydowali. Żadni totalniacy czy inna antypolska swołocz nie była w stanie tego zmienić. Nie radzono, nie uchwalano, nie blokowano, nie pyskowano, nie dawano głosu zaprzańcom, czy "ciemnemu ludowi". Czyniono co czynić trzeba było z woli Boga, króla i wielkiego poczucia obowiązku wobec Rzeczpospolitej. Czyny były w cenie, a nie paplanina. Ilekroć ta druga brała górę źle się działo w naszej ojczyźnie, a teraz jeno paplanie i zrzędzenie. Jak nie "oblężona twierdza", to "ciepła woda w kranie" na "zielonej wyspie". Im więcej następowało demokracji, tym więcej pustosłowia, degeneracji elit równanych w dół i mniej gotowości do czynu rozpuszczonego w roztworze niekończących się wyborów, debat, konsultacji i głosowań "za a nawet przeciw". Każdy woli święty spokój i tak głosuje. Nasz czyn poszedł do lamusa wszak wybieramy swoich repów i niech oni czynią. My z pilotem w ręku sprawujemy nad nimi kontrolę i pozyskujemy niezbędną do niej wiedzę. Hej!

      cdn

      Usuń
    2. W IIRP zaś z woli Marszałka zadbano o weteranów Powstania Styczniowego, z woli Józefa Piłsudskiego, a nie tych co im radził "kury szczać prowadzać" i wzywał, aby "bić kurwy i złodziei". I nie miał na myśli profesjonalistek najstarszego zawodu świata, tylko demokratycznych wybrańców, między innymi.
      Zadbał o codzienny byt bohaterów nie jak dzisiaj oferując sejmową jałmużnę, a godziwe, czasami dosyć dostatnie życie. Kawalerom WM, którzy dzisiaj w tow.arzystwie "Wolskiego" w grobie się przewracają przysługiwało znaczne wsparcie od państwa.
      "Ustawa o Orderze Virtuti Militari przyznawała jego posiadaczom, w tym uczestnikom powstania 1863–1864 r., wiele nie tylko honorowych przywilejów. Osobie wyróżnionej tym odznaczeniem przysługiwała roczna pensja orderowa w wysokości 300 zł. Ponadto przysługiwał jej tytuł kawalera Orderu Virtuti Militari odnośnej klasy oraz określone przywileje: prawo pierwszeństwa przy przyjęciu do korpusu inwalidów, przy nadziale ziemi, przy obsadzaniu posad rządowych i przy przyjmowaniu dzieci odznaczonych na miejsca stypendialne w zakładach wychowawczych rządowych."

      Państwo dbało, bo tacy to byli Polacy:
      "W styczniu 1946 r. zmarł w wieku 102 lat Antoni Suss, a w dwa miesiące później Feliks Bartczak w wieku 100 lat, znany z tego, że przez cały okres okupacji chodził po Warszawie w powstańczym mundurze, ale bez orzełka, by go „szwabska ręka nie zhańbiła”".
      ( http://blogpublika.com/2016/01/21/21-stycznia-1919-r-nadanie-uczestnikom-powstan-narodowych-uprawnien-zolnierzy-wojska-polskiego )

      Jak wyglądała opieka państwa nad weteranami powstania styczniowego i na co ci starsi już wówczas ludzie mogli liczyć? Przede wszystkim na godne, a nawet umiarkowanie dostatnie życie, zapewniane przez Państwo dzięki specjalnym świadczeniom. 2 sierpnia 1919 roku weszła w życie ustawa o stałej pensji dla weteranów powstania 1831 i 1863 roku. To nie wszytko. Sporo informacji na temat troski o weteranów Powstania Styczniowego w II RP - tutaj

      Przytaczane sumy mogą dzisiaj niewiele nam mówić, ale wystarczy pomnożyć przez 10, aby zobaczyć jakiej jakości opieką byli ci Weterani otaczani przez Tą za którą przelewali krew. Otaczał ich ponadto wielki szacunek. Wojskowe honory zoobowiązani byli im oddawać jako pierwsi oficerowie z genaralicją i Marszałkiem Piłsudskim na czele. Ludzie kłaniali się im na ulicach, bo byli rozpoznawalni po specjalnych mundurach.

      Porównywanie Polski do późniejszych tworów jest niemożliwe ze względu na zupełny brak kompatabilności tych państw.

      Z rozkazu specjalnego Józefa Piłsudskiego wydanego 21 stycznia 1919 roku, na mocy którego weterani powstania styczniowego uzyskują uprawnienia żołnierzy Wojska Polskiego.
      "Przegrali wojnę i po ich klęsce niewola wciskać się poczęła do dusz polskich, czyniąc z Polaków nie niewolników z musu, lecz nieledwie z własnej chęci, szukających poprawy losu przez protekcję u swych panów rozbiorców i w ogóle obcych."

      Ten fragment rozkazu Naczelnika spełnia wszystkie wymogi trafnej diagnozy tak powojennego jak i dzisiejszego stanu "dusz polskich" i ich dobrowolnego poddania się niewolnictwu "z własnej chęci szukających poprawy losu przez protekcję u swych panów rozbiorców i w ogóle obcych."

      Proszę wybaczyć, że wyszedłem przed szereg i opublikowałem swój komentarz przed panem Aleksandrem.

      Ukłony dla Pani

      Usuń
    3. Pani Urszulo,

      Pomniki stawia się po zwycięstwie. W III RP każdy pomnik – choćby wzniesiony w najczystszych intencjach, będzie miejscem fałszowania rzeczywistości. Nie z winy tych, którzy go postawili, ale tych, którzy sukcesję komunistyczną próbują nazywać Niepodległą.
      Dopiero, gdy zerwiemy z tradycją formacji okupacyjnych – w armii, policji i służbach i do ostatniego wykorzenimy sukcesorów komuny, można mówić o wygranej.
      Pomysł Pomnika i Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 jest przedni i rozumiem intencje towarzyszące temu projektowi.
      Rzecz w tym, że łatwiej dziś postawić dziesiątki pomników i muzeów, niż oczyścić skrawek Polski z okupacyjnej mentalności lub zgasić jedną „czerwoną latarnię”.
      Dlatego człowiek, który przeprowadza to dzieło w najważniejszym obszarze - polskiej armii, spotyka się z tak zmasowanym oporem

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  25. Świetny ten "okrągłostołowy klik".Latarnia...Kojarzy mi się oprócz latarni morskiej z przysłowiami.Pierwsze to >>Pod latarnią najciemniej<<. Drugie to motto >>Istnieją powiązania interesów tak przemożne,że nikt nie ma ochoty ich tknąć<< z jednej z książek pana @A.Ściosa. Oba można odnieść do popisu w montażu kolejnego "frontu jedności narodu",o czym informuje przykładowo ten "niezależny organ" [https://niezalezna.pl/200862-szef-mon-ucina-spekulacje-nie-ma-ani-konfliktu-ani-tym-bardziej-sporu].Ciekawe,jakie jeszcze inne uzasadnienia FJNbis popełnią różne inne "niezależne organy" wykorzystując zwycięstwo Piłsudskiego i jego sztabu z 1920r zwane dość mylnie cudem zamiast genialnym manewrem.Ciekawe też,jak interesownie i czy równolegle z korzyścią dla Polaków w postępie zakopywania "szorstkiej kohabitacji" PAD/MON będzie się rozwijać lustracja pod nadzorem wojskówek [https://mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/o-polsko-ukrainskiej-wspolpracy-j2017-08-14].Czyżby tzw. ktoś posłużył się akcją "kamizelka pana red.Muchy",aby mieć nadzór stricte wojskowy nad procesem polsko-ukraińskiego pojednania [https://pl.wikipedia.org/wiki/Stepan_Połtorak]]? A może to całkiem inny proces czyli osławione "odcinanie radykalnych przystawek" np.krytykujących rosnącą falę banderyzmu czy też zwracających uwagę na rosnącą liczbę Ukraińców w Polsce? Już dawno zwracano uwagę na te tematy,a obecnie im szybciej nie tylko historycy wezmą się konkretnie do roboty tym lepiej- bo przeciw reżimowi terrorystów państwowych putina/cyryla/kadyrowa jako wrogowi nr1. Z szacunku do śp.ks.Skorupki,czynnego uczestnika operacji warszawskiej z 1920r,pominę uczestnictwo jednego z obrotowej hierarchii KEP w tegorocznych uroczystościach upamiętniających tamto zwycięstwo Polaków.Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " zwycięstwo Piłsudskiego i jego sztabu z 1920r zwane dość mylnie cudem zamiast genialnym manewrem."

      Ano właśnie, że jednak cudem było to zwycięstwo Żołnierza Polskiego biorąc pod uwagę, iż Polska jako państwo zaistniała półtora roku wcześniej.
      Z a l e d w i e !!!
      Mieszane uczucia budzi też we mnie ogniskowanie tego olbrzymiego ofiarnego mozołu Narodu w osobie Piłsudskiego, fakt, dziejowego polityka, który przecież - w owej czarnej godzinie - pękł składając dymisję na ręce Witosa.
      Smuci mnie, że genialny strateg, jakim bez wątpienia był, ściągnięty z "wygnania" na dosłownie ostatnią chwilę, szef sztabu gen Rozwadowski nie ma dotąd w stolicy (ani chyba gdziekolwiek?) należnego pomnika.
      Chciałoby się aby również wobec osoby Naczelnika miał zastosowanie logocentryczny model uprawiania historii.
      Oczywiście, są to tylko moje amatorsko-autorskie rozważania, bo warsztatu historycznego nigdy nie posiadłem więc gdy powyższym nadepnąłem na minę to ja uprzejmie...

      Usuń
    2. Wsojtek,

      Nie bardzo rozumiem te rozważania na temat Ukrainy, ale podkreślę: im bliżej nam do Ukrainy, im mocniej wspieramy ich w walce z Rosją (a powinna być to pomoc wszechstronna, w tym militarna) – tym lepiej dla Polski i Polaków.
      Każdy, kto zastanawia się dziś nad sensem relacji z Ukrainą lub próbuje straszyć banderyzmem i„dzielić włos na czworo”, powinien rzetelnie odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego Piłsudski walczył o wolną Ukrainę?
      Bez znalezienia odpowiedzi, nie ma myślenia w polskich kategoriach.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Panie Aleksandrze.
      Pomagać Ukrainie powinniśmy i to czynimy również zatrudniając ich tutaj milionami co skutkuje miliardami dolarów wysyłanymi tam co roku.
      Jednak ta konieczna wszechstronna pomoc( święta racja!) nie może pominąć kwestii leczenia ich schorowanej psyche. Objawia się owo niezaprzeczalne kalectwo paskudnymi wykwitami w postaci nachalnego(!) kultywowania banderyzmu.
      Otwarcie i opatrzenie tego wrzodu jest potrzebne im i w równej mierze nam, bo jeśli nie to - jakiż z nas rycerski Naród??
      I na tym skończę.

      Usuń
    4. jan kowalski,

      Odpowiem Panu cytatem z wczorajszej wypowiedzi ministra Macierewicza:
      "Niepodległa Ukraina jest istotną gwarancją bezpieczeństwa Polski oddzielając nas ponad tysiącem kilometrów innego państwa, walczącego dzielnie o swoją niepodległość, od zagrożenia rosyjskiego.
      Kto nie rozumie tych prostych faktów albo jest niemądry, albo działa na szkodę Polski".

      Od siebie dodam, że jeśli chcemy zaczynać budowanie relacji z Ukrainą od "leczenia ich schorowanego psyche", nie tylko niczego nie osiągniemy, ale postąpimy dokładnie tak, jak życzą sobie Moskale.
      Gra na (rzekomo powszechnym) banderyzmie i budowanie lęku przed "zalewem" Ukraińców - to klasyczna ruska strategia podstępu i dezinformacji.

      Usuń
    5. Panie Aleksandrze.
      Dziękuję za zamieszczanie moich komentarzy i klarowne odpowiedzi nawet jeśli podawane metodą " na dentystę" czyli bez znieczulenia.
      Precyzując swoje wołanie o rycerskie zachowania z naszej strony - najbardziej i bodaj wyłącznie chodziło mi o godny pochówek owych setek tysięcy zamęczonych genocidalnie Rodaków na ich rodzinnej ziemi.
      Uważam, że rezygnacja z tego archetypicznego obowiązku nieuchronnie naznacza nasze pokolenie podłością.

      Uszanowanie.

      Usuń
  26. Dawno mnie tutaj u Pana nie było i musiałam nadrabiać zaległości... Przyznaję, ze wstydem, że zaufałam PADowi - jednak ON tymi vetami, odmową nominacji generalskich, a zwłaszcza Pan TYM tekstem mnie ODCZAROWAŁ... za co serdecznie Panu dziękuję. Tak po prostu - DZIĘKUJĘ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krystyna R-M,

      Jeśli takie teksty zdejmują "zły czar", bardzo się cieszę.
      Dziękuję Pani i pozdrawiam

      Usuń
  27. Aleksander Ścios:

    " Nie jest to opinia stworzona na gruncie ostatnich decyzji pana prezydenta.
    Wysyp różnej maści mędrców, którzy dopiero dziś dywagują o „zawiedzionych nadziejach”, „zawróconym prezydencie”, a nawet „strażniku ubekistanu” i z zapałem wygłaszają gołosłowne teorie, potwierdza jedynie tragiczną kondycję „wolnych mediów”."
    ==============================

    Szanowny Panie Aleksandrze,

    rządowe i nierządowe media są od początku przychylne PAD. Przynajmniej w mojej ocenie. Już wcześniej zwracałem uwagę na pańskim blogu na to, że nie atakowano Dudy z taką zaciętością i szałem nienawiści, jak na przykład Antoniego Macierewicza. Owszem, jakieś żartobliwe uszczypliwości i nic więcej.

    Dzisiaj po tej "koalicyjnej" stronie medialnej mamy tylko kilka wyjątków, które w bardziej prawdziwy sposób opisują działalność Dudy, a ten już do dnia dzisiejszego wiele złego zrobił dla Polski.

    Obecnie te mentalne parchy z tzw. opozycji widzą w Dudzie przyjaciela, człowieka, który jest prezydentem wszystkich Polaków, zbawcą, tylko nie tych Polaków chcących rozliczenia, w mojej ocenie, antypolskich kanalii i szubrawców.

    Pisałem też wcześniej, że jeśli są to gry Dudy z Kaczyńskim, to są to gry niedobre, rozbijające prawicową jedność - ta jest przecież bardzo potrzebna do wyrwania chwastów z polskimi dokumentami...

    Dziękuję za kolejny świetny tekst i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Skandaliczne, konfrontacyjne w stosunku do ministra Macierewicza przemówienie prezydenta Dudy w dniu Święta Wojska Polskiego:

    "Są różne koncepcje, różne wizje, ale jestem przekonany, że wszyscy politycy w Polsce, rozumieją, że najważniejszą sprawą jest dobro wspólne, a dobro wspólne to przede wszystkim Rzeczpospolita. To jest armia Rzeczypospolitej Polskiej, to nie jest niczyja armia prywatna, to armia, którą powinniśmy wspólnie kształtować, to armia, która własną piersią broni Polski.

    Wierzę w to, że spokojnie i z rozwagą uda nam się przeprowadzić modernizację polskiej armii i zwiększyć jej liczebność. (…) Potrzebujemy dobrze przeszkolonych polskich żołnierzy, ale także przeszkolonych rezerw. Polska armia jest jedna i nie można jej różnicować poprzez rodzaje wojsk. (…) Wierzę w to, że spokojnie z rozwagą uda nam się przeprowadzić modernizację polskiej armii i zwiększyć jej liczebności.

    Zapewniam ze swojej strony jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych o woli jak najlepszego współdziałania, ale także o tym iż rozumiem funkcję prezydenta, najwyższego Zwierzchnika Sił Zbrojnych i jestem przekonany iż właśnie moim obowiązkiem jako prezydenta jest stać na straży wszystkich tych wartości, o których przed chwilą mówiłem. Staram się tę rolę wypełniać jak najlepiej i zapewniam, że będę to czynił przez całą swoją prezydencką służbę."

    -------------
    Czy to wymaga dodatkowego komentarza? Nie sądzę. Może tylko dodam, że współgra z tym, co niedawno gadał Komorowski. Ktoś z BBN, który pisał przemówienie wybudzonemu Dudzie, nadaje na tych samych falach, co autor bon-motów byłego prezydenta wypowiedzianych w maju br.

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/komorowski-sposob-myslenia-ze-panstwo-to-dobro-wspolne-jest-dzis-zagrozony/ch1qzj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja usłyszałam jeszcze coś takiego mniej więcej, że ważne są nowe kadry, ale ważne jest też doświadczenie. i że nie byłoby zwycięstwa w 1920 roku, gdyby nie doświadczeni żołnierze, którzy zdobywali to doświadczenie pod zaborami. Bardzo to niedokładne, bo przywołuję z pamięci, może gdzieś jest cały tekst, teraz już nie mam czasu poszukać. Może jutro. A żeby nie kończyć w tak ponurej tonacji, to zauważyłam, że PAD miał dzisiaj prawdziwe szczęście. Głos jego, doskonale słyszalny był już w połowie odległości między Marszałkowską a Placem na Rozdrożu. Potem zapowiedziano odtworzenie Legionów i wtedy coś się popsuło - raz było słychać tę przejmującą pieśń, a raz ciszę. Tak to bywa z nagłośnieniem - zawsze wda się jakiś chochlik.

      Usuń
  29. Dla kontrastu z konfrontacyjnym, pełnym jadu i źle ukrywanych kompleksów małego zawistnika wystąpieniem prezydenta Dudy


    WYPOWIEDŹ SZEFA MON W POLSKIM RADIU:

    - Dziś obchodzimy rocznicę największego zwycięstwa Polaków w tysiącletnich dziejach. Dzisiaj żołnierze mają prawo do poczucia dumy, dobrze spełnionego obowiązku i oczekiwania, że ich trud zostanie doceniony - powiedział w rozmowie z Jedynką minister obrony Antoni Macierewicz. Przypomniał, że 14 sierpnia wręczył w armii 780 awansów. - Armia naprawdę się zmieniła i zasłużyła na to, by widzieć w niej równego partnera naszych sojuszników amerykańskich, brytyjskich, francuskich, także niemieckich, łotewskich czy ukraińskich (…) - mówił. - Nasi żołnierze są dzisiaj najlepszymi z najlepszych - dodał.

    - Możemy być dumni z wojsk, żołnierzy, m.in. tych, którzy stanowią trzon obrony flanki wschodniej NATO - to nasze najbardziej istotne zadanie z punktu widzenia bezpieczeństwa Europy i NATO - stwierdził szef MON.

    Rosja zagrożeniem

    Antoni Macierewicz podkreślił, że obecne zagrożenie ze strony Rosji wymaga zdecydowanej reakcji. - Jest powiedzenie, że Rosja nigdy nie jest tak silna, jak sama o sobie mówi, ani tak słaba, jak chcieliby ci, którzy są jej obserwatorami - zauważył minister. Zaznaczył, że napięcie w regionie narasta od czasu agresji na Gruzję w 2008 roku, co w coraz większym stopniu uświadamia światu, że Rosja nie respektuje prawa międzynarodowego i kieruje się przemocą, dąży do zaboru terytoriów.

    - Tylko determinacja i siła może powstrzymać narastającą agresję rosyjską - ostrzegał gość Jedynki. Stwierdził, że dlatego ważna była decyzja szczytu NATO, która została podjęta dzięki gigantycznemu wysiłkowi dyplomacji i polityki polskiej, ale też dzięki olbrzymiemu zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych.

    Szef MON zaakcentował, że udział wojsk w walce z ISIS na flance południowej był niezbędny. Zaznaczył, że krytykowano go, iż w ten sposób Polskę naraża na atak terrorystów i podkreślił, że gdyby nie stabilność narodu polskiego, jeśli chodzi o rozumienie tego, że musimy zwiększać armię, i że sojusz z USA jest polską racją stanu, to zapewne tej gwarancji bezpieczeństwa, jaką stanowią wojska NATO i USA, byśmy nie mieli.

    - Chcę przypomnieć, że jeszcze w maju 2016 roku wojsk NATO w Polsce miało nie być - bo przeciw temu protestowało jedno z mocarstw europejskich. Miały być na Litwie, Łotwie, Estonii, Rumunii ale nie w Polsce - powiedział Antoni Macierewicz. Tak ostatecznie się nie stało.

    Szef MON mówił też o przyświecających mu zasadach. - Przychodziłem do tej służby ze świadomością, że po pierwsze trzeba zrobić wszystko, żeby armia była silna (…), po drugie, że racją stanu jest sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, po trzecie, że niepodległa Ukraina jest istotną gwarancją bezpieczeństwa Polski oddzielając nas ponad tysiącem kilometrów innego państwa, walczącego dzielnie o swoją niepodległość, od zagrożenia rosyjskiego. Kto nie rozumie tych prostych faktów albo jest niemądry, albo działa na szkodę Polski - dodał minister obrony.

    Bitwa Warszawska

    Bitwa, której rocznica przypada dziś, zwana też Cudem nad Wisłą, trwała blisko dwa tygodnie. Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej mówił, że ważna była tutaj praca wywiadu i kryptologów, którzy złamali szyfry wrogiej armii już we wrześniu 1919 roku, oczywiście obok geniuszu Józefa Piłsudskiego. Bez jego ostatecznej decyzji nie tylko ta bitwa, ale i wojna, a także niepodległość byłaby przegrana - zaznaczył szef MON.

    Stalin chciał likwidacji samodzielnego bytu narodowego - mówił Antoni Macierewicz. Szef MON przypomniał, że Polacy byli jedynym narodem, który dwukrotnie zajmował Moskwę i Rosjanie dobrze to pamiętają.

    Umieliśmy, mimo wyniszczenia, stworzyć wielką siłę wojskową (…) Przekształciliśmy się w naród zwycięski - zaznaczył.

    Cz. 1.

    OdpowiedzUsuń
  30. Gość Jedynki zauważył, że od zawsze wielką rolę w zachowaniu Polaków jako narodu pełni psychologia, a nasi wrogowie dobrze wiedzą, że najskuteczniejszą bronią przeciw Polakom jest zniszczenie ich poczucia własnej wartości i stłamszenie ich ducha. - To jest najważniejszym narzędziem w walce z Polakami. Dziś widzimy to doskonale w działaniach agentury wpływu, przy próbie uczynienia pozoru, że mamy do czynienia z pęknięciem w narodzie, jakimś wewnętrznym chaosem narodowym, dwoma różnymi narodami, które ze sobą walczą. To absolutnie nieprawda. To jest próba wytworzenia takiego przekonania, a prawda jest zupełnie inna, ale chce się osłabić ducha narodowego, bo tu jest nasze zwycięstwo i nasza klęska - oznajmił minister.

    http://www.polskieradio.pl/7/1552/Artykul/1818404,Szef-MON-obrona-przed-agresja-Rosji-wymaga-determinacji

    Cz. 2

    OdpowiedzUsuń
  31. Szlachetny Kazef cytuje dzisiejszego dziwnie rozemocjowanego PAD: " najważniejszą sprawą jest dobro wspólne"
    Słuchajcie Państwo, no, może ktoś powie, że to trywialny zabieg, ryzykuję ale - wrzuciłem tę w/w frazę na translate gogle - łacina i oto co mi wyszło: COMMUNE est maxime
    Znajomo coś, nie??

    OdpowiedzUsuń
  32. skok w pszenżyto,

    Jak rozumiem, formułuje Pan pewien ogólny wniosek na tej podstawie, że Sumliński nie tylko nadal pisze, ale nadal żyje. Proszę wybaczyć, ale to jest myślenie bliskie kategorii, która ruskiej agenturze pozwala rozpowszechniać tezę: Macierewicz wrócił ze Smoleńska, kierował komisją smoleńską, dziś jest szefem MON – i żyje. Znaczy się – podejrzany i szpion.
    Dla porządku odnotuje, że również ja bywam posądzany o niecne intencje – bo nie tylko „radykał”, ale nadal anonim i od 10 lat pozwalają mu pisać. Znaczy się – szpion.
    Kontekst Pańskiego pytania jest oczywiście inny, ale wnioski mogą być niebezpiecznie zbieżne.
    Sądzę, że takie stereotypy myślenia są celowo rozpowszechniane, ale też znajdują żyzny grunt w naszej „społeczności patriotycznej”. Powodem jest nie tylko niski stan wiedzy, ale nadzwyczajna podatność na manipulację, uleganie emocjom oraz niskim skłonnościom, jak zawiść, upodobanie do plotek i szukania łatwych sensacji.
    Słusznie Pan napisał – „Jak wiadomo ci ludzie nie cofną się przed najobrzydliwszą zbrodnią”.
    Proszę jednak pamiętać, że w realiach III RP sukcesorzy komuny nie muszą już stosować masowego terroru.
    Wprawdzie komunizm nigdy nie ewoluował (gradacja: stalinizm-odwilż-pierestrojka, jest fałszywa), to zakres środków stosowanych przez komunistycznych bandytów, jest warunkowany realnymi potrzebami.
    Gdy trzeba było wyniszczyć narody, by stworzyć przestrzeń dla „nowej elity”, mordowano milionami. Gdy interesy wymagają zaledwie drobnych korekt, wystarczą „punktowe” uderzenia – w konkretne osoby lub środowiska.

    Dziś, jeśli bandyci decydują się na „ostateczną eliminację”, dotyczy to głównie grona niewygodnych wspólników. Tych, którzy za dużo wiedzą, za mało milczą lub mają zbyt wygórowane ambicje. Czasem dlatego, że są już niepotrzebni. Skazani w procesie o porwanie K.Olewnika, L.Tobiasz, A. Lepper, S. Petelicki – to wręcz „klasyczne” przypadki, w których mafijny układ III RP pozbywa się osób z własnego kręgu. To są zwykle bezpieczne „eliminacje”, bo przedstawiciele każdego rządu III RP doskonale wiedzą, że spraw „wewnętrznych rozrachunków” nie wolno ruszać ani nadmiernie drążyć. Wiedzą to również ( i respektują) ludzie z partii Kaczyńskiego.
    Zabicie znanego dziennikarza lub jednego z najważniejszych polityków, to już zupełnie inna operacja. Zazwyczaj „nieopłacalna” dla sukcesorów komuny, bo mogąca wywołać nieprzewidywalne reakcje lub groźne konsekwencje.
    Takie „przypadki” trudno zatuszować, a zabójstwo może przynieść skutki gorsze od dotychczasowych: wzrost zainteresowania działalnością zabitych osób, umocnienie ich legendy, mobilizację różnych środowisk, niekontrolowane śledztwa itp.
    Pragmatyka towarzysząca istnieniu tworów takich jak III RP, wymaga również, by istniały różne „wentyle bezpieczeństwa” oraz obszary uwiarygodniające rzekomy pluralizm, wolność czy demokrację. Dlatego zezwala się na działania określonych osób lub grup, dbając jednak, by nie przekraczały określonych granic (tu: reakcja środowiska b.WSI na zainteresowanie dziennikarzy, w tym W. Sumlińskiego sprawą fundacji Pro Civili).

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze inna okoliczność, której nie chciałbym poświęcać zbyt wiele miejsca. Niektórzy dziennikarze mają wyjątkowe skłonności do ulegania „urokom” ludzi ze służb i nader łatwo stają się przekaźnikami treści dezinformujących. Bywa tak, że relacje dziennikarz – informator, przybierają postać bardzo zażyłych stosunków. By zbudować pozycję takich dziennikarzy i wytworzyć wokół nich klimat zaufania społecznego, podtyka się im rzeczy nadzwyczaj „sensacyjne” i pozornie szkodzące interesom służb. Dopiero, gdy figurant zostanie dostatecznie uwiarygodniony, staje się przekaźnikiem dezinformacji – nawet bezwiednym.
      Warto mieć na uwadze, że ocena zewnętrznych okoliczności, nie zawsze odpowiada rzeczywistym zamysłom sprawców, a jeszcze mniej, celom kombinacji lub strategii.
      Bucharin, Żdanow czy Kamieniew zostali zamordowani przez swoich bandyckich kamratów, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby ich antykomunistami. Gomułka, Gierek czy Jaroszewicz, byli „prześladowani” przez oprychów z własnej kompartii, ale nie powiemy o nich, że tworzyli opozycję.
      Michnika, Kuronia i Wałęsę, traktowano niczym „wrogów ustroju”, ale nie będziemy utrzymywać, że te postaci pokonały komunę i przypieczętowały jej los w Magdalence.
      Skłaniałbym się do tezy, że w systemie komunistycznego kłamstwa, zabójstwo lub represje nie zawsze są znakiem szlachetnego oppositio, a ich brak wydaje się podejrzany. Czasem bywają sposobem na osiągnięcie mniej godnych celów.

      Usuń
  33. Piotr K,

    Miarą stosunku tzw. establishmentu do prezydenta Dudy, są przesławne „rankingi zaufania”, w których ten pan ma rzekomo zajmować poczesne miejsce.
    Doskonale pamiętamy, że poprzedni lokator Belwederu, przez całą kadencję wiódł prym wśród polityków obdarzonych największym zaufaniem publicznym, wygrywał we wszelkich rankingach, a nawet zdobywał sympatię wyborców PiS. Jego 77 procentowe wyniki (CBOS w 2014) ustępowały tylko osiągnięciom Kim Dzong Una.
    Wówczas ta "norma sondażowa" była trafnie odbierana jako projekcja ordynarnej propagandy i traktowana z należytą nieufnością.
    Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył w wytwory „sondażowni” i mogły one poruszać jedynie ludzi o mocno ograniczonych horyzontach.
    Logika tych „rankingów” jest prosta i czytelna: czołowe miejsca zajmują „nasi”, ostatnie, ci, których „elity” III RP nie lubią lub się ich boją. Zestawienia te są projekcją intencji owych „elit” i mają za zadanie kształtować sympatie i antypatie społeczeństwa.
    Warto przypomnieć, że przywileju brylowania w „rankingach” nigdy nie dostąpił prezydent Lech Kaczyński
    Trafnie Pan zauważył, że pan prezydent nie spotyka się z żadną krytyką ze strony ośrodków propagandy. To raczej zrozumiałe, skoro w dniach „ulicznych protestów” targowiczan, skandowano hasło - "Jesteś naszym prezydentem, więc zawetuj jedną więcej". Drobne uszczypliwości, mają raczej tuszować sympatie tych ośrodków niż stanowią poważny problem. Dla ludzi, którzy rozumieją mechanizmy rządzące III RP i dostrzegają rolę ośrodków propagandy, te relacje powinny być ważną wskazówką.

    Dziękuję Panu i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Panie Kazefie,

    Te zawistny człowiek nie potrafił opanować erupcji ambicji i nakazu respektowania interesów Onych i nawet w Święto Wojska Polskiego musiał „zdyscyplinować” ministra Macierewicza.
    Niezależnie, w jakim kontekście przestawiają te słowa żurnaliści „wolnych mediów” i wiceministrowie z nadania Dudy, nie mam wątpliwości, że odnoszą się one do szefa MON i stworzonej przezeń Obrony Terytorialnej.
    To bardzo precyzyjny atak.
    Proszę zauważyć, że ta nowa formacja jest atakowana przez „opozycję” w sposób identyczny, jak w latach 2006-2007 traktowano SKW – tylko dlatego, że była utworzona przez Antoniego Macierewicza i wolna od wpływów „długiego ramienia Moskwy”.
    Ci ludzie doskonale wiedzą, że powstanie takich formacji, jest milowym krokiem na drodze uwolnienia armii od sowieckiej mentalności i w sposób rzeczywisty wzmacnia nasze bezpieczeństwo. Stąd opór, krytyka i sprzeciw.

    Zwrócił Pan uwagę na cechę bardzo charakterystyczną i wspólną Dudzie i Komorowskiemu. Te persony nie przypadkiem kreują się na obrońców porządku konstytucyjnego i na każdym kroku i w każdym kontekście „podpierają” swoje nikczemności konstytucją III RP. Tą konstytucją, którą stworzyli komuniści, na którą wciąż powołuje się mafia sądowa, wycierają nią gębę esbecy, zdrajcy i sowieccy sługusi.
    Dlaczego? Ano dlatego, że została ona tak skonstruowana i umieszczono w niej takie zapisy, by władza sukcesorów komuny była bezpieczna, trwała i całkowita. To jest ich konstytucja.
    Dla mnie - odwołanie do „porządku konstytucyjnego”, stanowi jak najgorszą rekomendację i jest wyrazem dążeń do umocnienia interesów układu III RP.
    Nie mam też wątpliwości, że pomysły referendalne pana prezydenta, będą zmierzały do rewitalizacji tego tworu. Jego „wyjście przed szereg” jest zamierzoną taktyką i ma uprzedzić, ewentualnie niekorzystne zmiany, jakie mógłby planować PiS.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  35. Pani Urszulo,

    Dziękuję za prezentację wypowiedzi ministra Macierewicza. Warto sobie uzmysłowić, jak dalece opinie szefa MON różnią się od banialuk opowiadanych przez pana prezydenta.
    Antonii Macierewicz bardzo mocno podkreślał zagrożenia płynące ze strony Rosji i przypomniał arcyważną zasadę: „Tylko determinacja i siła może powstrzymać narastającą agresję rosyjską”.
    A jak zagrożenie rosyjskie postrzega głowa państwa? Pan Duda przedstawił swoje stanowisko, tuż przed warszawskim Szczytem NATO:
    „Absolutnie nie uważam, aby Rosja była naszym wrogiem Nigdy takie słowo nie padło z moich ust ani żadnego odpowiedzialnego polityka w Polsce, aby Rosja była naszym nieprzyjacielem czy wrogiem. Rosja jest przede wszystkim sąsiadem (…) jest partnerem specyficznym”.

    Napisałem wówczas, że tymi kilkoma słowami, pan prezydent sprawił ogromny prezent Rosjanom oraz naszym „przyjaciołom” z Niemiec i Francji, którzy nie tylko nie widzieli potrzeby wzmacniania wschodniej flanki NATO ani instalowania tu stałych baz wojskowych, ale nasze obawy przed atakiem rosyjskim uważali za przesadne i wynikające z „polskiej rusofobii”.
    Przeciwnicy takich rozwiązań otrzymali mocny argument, iż obawy o bezpieczeństwo Polski, nie są ani poważne ani racjonalne, zaś w relacjach polsko-rosyjskich nie ma mowy o wrogich działaniach Moskwy.
    Nie mam wątpliwości, że gdyby efekty warszawskiego szczytu zależały wyłącznie od prezydenta Dudy i jego doradców, nie tylko nie mielibyśmy baz natowskich, ale zakonserwowano by układ sił stworzony przez ekipę PO-PSL.
    W tym samy czasie, Antonii Macierewicz przekonywał:
    „Rosja jest dzisiaj największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa świata. Żadne państwo w historii ostatnich kilkudziesięciu lat tak nie podważyło ładu światowego, jak Rosja, atakując najpierw Gruzję, a później Ukrainę. I stale okupując terytorium niepodległego państwa, otwarcie wskazując, że nie chce akceptować niepodległości tego państwa i jego suwerenności. (…) - Tak długo, jak długo trwa ta okupacja, jak długo wybitni przywódcy rosyjscy będą sobie pozwalali na sformułowania, że Warszawa jest na ich celowniku, tak długo Polacy będą uważali, że to jest zagrożenie dla ładu i bezpieczeństwa europejskiego i światowego”.
    To zestawienie pokazuje rzeczywistą rozbieżność poglądów prezydenta i szefa MON na kwestie zagrożenia rosyjskiego. Nie ma sensu udawać (jak tuż po szczycie NATO zaczęli robić urzędnicy KP i żurnaliści „wolnych mediów”), że nie istnieje konflikt na poziomie wręcz elementarnym – zdolności do rozpoznania i zdefiniowania niebezpieczeństwa.
    To, że Andrzej Duda jest kompletnym dyletantem w kwestiach bezpieczeństwa narodowego, można z łatwością wykazać i uczyniłem to już w tekście „LIDER (NIE)BEZPIECZEŃSTWA”. Nie tłumaczy to jednak przyczyn, dla których prezydent blokuje reformy w Siłach Zbrojnych i wszelkimi sposobami utrudnia działania szefa MON.
    Kto i jak uczył Dudę historii, nie jest już ważne, ale poznanie kręgu rzeczywistych doradców pana prezydenta, byłoby wielce pouczające.


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  36. tylko jak spokojnie żyć panie Aleksandrze? Jak żyć? Dziękuję za dzielenie się mądrością i serdecznością.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytam wszystkie Pana artykuły od dawna, pierwszy raz się odezwałam, bo z zasady jestem małomówna, ale wszystko co Pan tu napisał to prawda o PAD, i jako jego wyborca jestem bardzo rozczarowana. Cóż, nie można za to winić ani Prezesa PiS, ani Pani Premier RP która jeżdziła z PAD i bardzo za nim agitowała. Mamy rozum, wolną wolę, i powinniśmy dokładnie sprawdzać każdego kandydata na wysokie urzędy przed wrzuceniem kartki wyborczej na danego kandydata.
    Mam Nauczkę. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  38. ŻEBY BYŁO TAK JAK BYŁO!!!

    Panie Aleksandrze,

    Zgodnie z Pańskimi przewidywaniami, NIEZŁOMNY prezydencki latarnik, przy pomocy ludzi "starego reżimu" (a jakże!) - przywraca w III RP #Złą Zmianę, wyczekiwaną przez "lepszy sort" Obywateli RP. Urrraaaa...

    Szefem zespołu przygotowującego dla prezydenta projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym jest prof. Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i bliski współpracownik Jarosława Gowina. Na przełomie sierpnia i września zespół przedstawi projekty prezydentowi.

    - "Nie ma u nas tradycji, żeby prokurator generalny w jakikolwiek sposób mógł ingerować w pracę, w funkcjonowanie Sądu Najwyższego jako instytucji. Nie wspomnę już o sędziach – powiedział prezydent Andrzej Duda stawiając weto ustawom o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. I zapowiedział, że rozpocznie prace nad własnymi projektami. - Mam nadzieję, że przy pomocy ekspertów te ustawy uda się przygotować w ciągu dwóch miesięcy".

    Prezydent powołał zespół, który ma przygotować zapowiedziane projekty. Jego skład Kancelaria Prezydenta starała się utrzymać w tajemnicy, ale jak nieoficjalnie dowiedziało się OKO.press, pracami zespołu kieruje karnista z Uniwersytetu Warszawskiego - prof. Michał Królikowski. Pytany o to przez dziennikarza serwisu prof. Królikowski odpowiedział wymijająco. Biuro prasowe Kancelarii Prezydenta RP i rzecznik Krzysztof Łapiński nie udzielili odpowiedzi.

    Prof. Michał Królikowski w 2006 roku został dyrektorem Biura Analiz Sejmowych w Kancelarii Sejmu. Posadę otrzymał dzięki ówczesnemu marszałkowi Markowi Jurkowi. 14 grudnia 2011 roku został powołany na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zakończył urzędowanie 5 listopada 2014 roku. [...]


    https://dorzeczy.pl/kraj/38883/Ustawy-o-sadach-pisze-dla-prezydenta-byly-wiceminister-rzadu-PO-PSL.html

    * * *

    O zapowiadanej "nowej konstytucji" pan Duda też nie zapomina!

    Wg IAR:

    25 sierpnia - prezydent Andrzej Duda zainauguruje w Sali BHP Stoczni Gdańskiej cykl debat przed referendum konsultacyjnym o zmianach w konstytucji. Plebiscyt ma odbyć się 11 listopada 2018 roku.

    Wiceszef Kancelarii Prezydenta, a przy tym pełnomocnik głowy państwa ws. referendum - Paweł Mucha - zapowiedział, że Andrzej Duda wygłosi wtedy ważne przemówienie. Kolejne konsultacje społeczne i rozmowy są już przygotowywane, wstępny harmonogram spotkań może być podany przy okazji konferencji w Gdańsku.

    Te spotkania przez Rzeszów, Kielce, ale i Szczecin, Warszawę, miasta wojewódzkie i inne ośrodki będą już realizowane. Jesteśmy na etapie związanym z przygotowaniem, przedyskutowaniem i określeniem tych zakresów, które będą podstawą sformułowania później przez Pana prezydenta pytań referendalnych.

    „Solidarność” zapowiada gdańskie spotkanie jako debatę nad Obywatelskim Projektem Konstytucji zgłoszonym w 1994 roku przy okazji tworzenia ustawy zasadniczej dla III RP. - Minister Paweł Mucha przyznał w rozmowie z Polskim Radiem, że projekt „Solidarności” będzie naturalnym aspektem debaty, ale wielomiesięczne konsultacje będą miały szerszy charakter.

    "Naturalne jest to, że będziemy rozmawiać i z Solidarnością, i z innymi związkami zawodowymi, i z organizacjami pracodawców. Będziemy też rozmawiać z ugrupowaniami politycznymi, ze stowarzyszeniami, z przedstawicielami opozycji demokratycznej (…) Bardzo wiele podmiotów zwróciło się do Kancelarii Prezydenta i do Pana prezydenta z propozycją współpracy i współdziałania. Wiele środowisk będzie w sali BHP"

    https://wpolityce.pl/polityka/353654-iar-w-przyszly-piatek-ruszy-cykl-debat-przed-referendum-ws-zmian-w-konstytucji-co-zaplanowal-palac-prezydencki

    = = = = = = = = = =

    Pozdrawiam Pana :)

    OdpowiedzUsuń
  39. niebieski_kapturek,

    Napisała Pani: „Mamy rozum, wolną wolę, i powinniśmy dokładnie sprawdzać każdego kandydata na wysokie urzędy przed wrzuceniem kartki wyborczej na danego kandydata.”
    To prawda, ale na tym nie kończą się powinności człowieka rozumnego.
    Bo „sprawdzenie” Andrzeja Dudy w roku 2015, gdy został „wyciągnięty z kapelusza” prezesa PiS, było praktycznie niewykonalne.
    Tylko ci, którzy mieli w pamięci zeznania pana Dudy złożone przed zespołem smoleńskim, mogli ocenić tę postać, jako człowieka słabego, chwiejnego i łatwo ulegającego wpływom.
    Pozostali, musieli uwierzyć w geniusz polityczny szefa PiS i poddać się patriotyczno-religijnym oracjom kandydata. Co było wyjątkowo trudne, jeśli ktoś pamiętał o forsowaniu przez pana Kaczyńskiego tak wyśmienitych kandydatur, jak: Marcinkiewicza, Sikorskiego, Kluzik-Rostkowskiej i wielu innych.
    Nic jednak nie usprawiedliwia postawy wyborców po zaprzysiężeniu Andrzeja Dudy.
    Od tej chwili, obowiązkiem ludzi rozumnych (ale też odpowiedzialnych za Polskę) było uważne przyglądanie się działaniom pana prezydenta: jego nominacjom, pierwszym decyzjom, wypowiedziom.
    Obowiązkiem, rzekłbym oczywistym, bo mieliśmy do czynienia z kompletnym dyletantem politycznym, postacią wcześniej nieznaną, bez doświadczenia i osiągnięć.
    Zapewniam, że „materiału analitycznego” było aż nadto. Dlatego w czerwcu 2015 pisałem:
    „Nie słyszałem z ust Andrzeja Dudy słów, które świadczyłyby o intencji zerwania z ciągłością tworu zwanego III RP – a tylko taka deklaracja ma dla mnie znaczenie.
    Nie usłyszałem wypowiedzi o konieczności rozliczenia stanu ośmioletniej zapaści, w jaką wepchnęły nas rządy PO-PSL i zweryfikowania okresu haniebnej prezydentury Komorowskiego – a tylko te działania mają dla mnie głęboki sens.
    Nie usłyszałem też, by nowy prezydent lub kandydatka na premiera uznali za bezwzględny priorytet sprawę zamachu smoleńskiego i chcieli dążyć do znalezienia winnych śmierci moich rodaków.
    I proszę, wszelkiej maści domorosłych analityków i jednodniowych mędrców, by nie przekonywali, że potrzebna jest dziś „łagodna retoryka” i przekaz kierowany do „centrowego wyborcy”, a zmieni się ją, gdy PiS dojdzie już do władzy. Opowieści takie poruszają może umysły dwudziestolatków, ale nie robią wrażenia na kimś, kto od ćwierćwiecza wypatruje autentycznej opozycji.
    Mam zatem prawo nie podniecać się pustosłowiem o „odbudowaniu wspólnoty” i nie jestem zainteresowany „zasypywaniem podziałów”, których nie stworzyli Polacy. Mam prawo oczekiwać konkretnych, politycznych decyzji i nie piać z zachwytu nad widokiem pana Dudy kłaniającego się patronowi wojskowej bezpieki.”

    Wówczas, w roku 2015 dominował radosny nastrój bełkotliwych (acz politycznie poprawnych) dywagacji i wyborcy PiS nie domagali się od swoich wybrańców odpowiedzi na zasadnicze pytania:
    - czy i jak zamierzają dokonać polityczno-prawnej oceny rządów PO-PSL i prezydentury B. Komorowskiego?;
    - czy słowa Jarosława Kaczyńskiego z lipca 2010 roku - „Nie będę współpracował z nikim, kto był nie w porządku wobec mojego brata i innych poległych. Bo zachowania wobec nich były haniebne, one politycznie i moralnie wykluczają współpracę” – nadal wytyczają granicę moralnego konsensusu, czy też stały się już nieaktualne?;
    - jakie miejsce w polityce nowego prezydenta i nowego rządu zajmie sprawa zamachu smoleńskiego i co uczynią te ośrodki dla wyjaśnienia okoliczności tragedii oraz ukarania inspiratorów, sprawców i popleczników?;
    - czy i w jaki sposób nowe władze chcą podjąć walkę z wrogą działalnością ośrodków propagandy (zwanych „mediami III RP”) i jak zamierzają oczyścić życie publiczne z obecności ruskich rabów i zgrai antypolskich „autorytetów”? ;
    - jakie kroki zostaną podjęte w celu stworzenia polskiego wymiaru sprawiedliwości – a wcześniej ukarania sędziów i prokuratorów wysługujący się reżimowi oraz rozbicia prawniczych klanów, wywodzących się z czasów „socjalistycznej praworządności”?

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za zadawanie takich pytań, można było wówczas „zarobić” miano „wroga PiS”, a nawet podpaść pod poważniejsze oskarżenia.
      A przecież nie byłoby dzisiejszego „rozczarowania” postawą pana prezydenta, gdyby wyborcy zechcieli skorzystać z przysługujących im praw i – zamiast przyjmowania głupiej i niewolniczej postawy wobec prezydenta i polityków PiS, kierowali się własnym dobrem i interesem.
      To są proste zasady, znane w całym cywilizowanym świecie.
      Prawem wyborców jest wymagać od tych, którzy za niemałe pieniądze i równie wielkie zaufanie, chcą uchodzić za reprezentantów naszych interesów.
      Takim politykom trzeba uświadamiać, że biorąc pieniądze i strojąc się w szaty „przedstawicieli patriotycznej części społeczeństwa”, winni przede wszystkim słuchać, uczyć się i ciężko pracować – na rzecz tych, którzy wywindowali ich na te pozycje.Nas nie muszą interesować "koncepcje" zaplecza pana prezydenta, bo to nie owo "zaplecze" powierzyło mu zadanie służenia Polakom.
      Jeśli się nie żąda, nie stawia wymagań i twardych warunków, lecz ucieka od refleksji i odważnych ocen – świadczy to o obojętności, głupocie lub skrajnym infantylizmie.

      Dziękuję za Pani świadectwo i pozdrawiam

      Usuń
  40. Pani Urszulo,

    Inicjatywa Andrzeja Dudy – „inauguracja cyklu debat przed referendum konsultacyjnym o zmianach w konstytucji”, została precyzyjnie przygotowana i już dziś można wskazać kierunek, w jakim będą odbywały się „debaty”.
    W linkowanym przez Panią tekście, znajduje się wzmianka o zaproszeniu „przedstawicieli kilkudziesięciu organizacji społecznych biorących wcześniej udział w tzw. Platformie Oburzonych”. To nie przypadek.
    Owa PO, powstała z inicjatywy P.Kukiza i Piotra Dudy w roku 2013 i rozpoczęła działalność od kongresu zorganizowanego właśnie w Sali BHP Stoczni Gdańskiej.
    „Oburzeni”– mający stanowić „alternatywę” dla PiS i PO, słali kuriozalne listy do lokatora Belwederu, upatrując w nim niezależnego i życzliwego arbitra – za co Komorowski zaprosił ich nawet do Belwederu.
    Domyślam się, że to towarzystwo będzie dziś głównym wspornikiem prezydenckich „debat”, zaś postulaty tandemu Kukiz-Duda, będą nadawały kierunek propozycjom konstytucyjnym.
    P. Kukiz, którego szczera nienawiść do Antoniego Macierewicza („Tego człowieka po prostu nie trawię") powinna podobać się środowisku prezydenckiemu, ma kolejną szansę na odegranie roli „politycznej alternatywy”. Jak na kompletnego ignoranta przystało, chętnie sprosta temu zadaniu.

    Nie jestem zaskoczony informacją, że właśnie Michał Królikowski – wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL stoi na czele zespołu piszącego projekty prezydenckich ustaw sądowych. Opinie tego pana wręcz predestynują go do roli prezydenckiego doradcy:
    http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-michal-krolikowski-nie-do-zaakceptowania-w-panstwie-prawa_1008602.html

    To człowiek bardzo bliski prezydentowi, ale też protegowany Jarosława Gowina – ministra sprawiedliwości w rządzie PO-PSL. Udział Królikowskiego gwarantuje, że w połączeniu z propozycjami zgłoszonymi przez stowarzyszenie sędziów „Iustitia”, będą to projekty sankcjonujące nienaruszalność mafii sądowniczej.
    Tymczasem w ostatnim z wywiadów J. Gowina znalazły się ciekawe słowa. Gowin tłumaczył, jak wyglądała sprawa z ewentualnym objęciem przez niego stanowiska ministra obrony:
    "Intensywnie przygotowywałem się do tej roli, Jeżeli w przyszłości okoliczności polityczne sprawią, że to na mnie spadnie wskazanie jeśli chodzi o resort obrony, to będę do tego przygotowany.”
    https://wpolityce.pl/polityka/353488-gowin-roznica-zdan-miedzy-prezydentem-i-mon-musi-zakonczyc-sie-przywroceniem-jasnego-porzadku-konstytucyjnego

    Nie mam wątpliwości, że Pałac Prezydencki już szykuje działacza PO do objęcia funkcji szefa MON, po udanym finale „esbeckiego gambitu”. Sam Gowin niespecjalnie to ukrywa i jego krytyka działań Antoniego Macierewicza (w linkowanym wywiadzie) przypomina żałosne „przebieranie nogami”.
    Już kilka miesięcy temu oglądaliśmy preludium przed personalną ofensywą pana Dudy. Dotyczyła dwóch roszad: skierowania M.Magierowskiego do MSZ i M.Sadurskiej do zarządu PZU. Te osoby miały być „oczami i uszami” prezydenta w obszarze działań PiS.
    Dziś pokusiłbym się nawet o prognozę, że zamysł prezydenta Dudy idzie w stronę obsadzenia dwóch kluczowych stanowisk: Gowin ma zostać szefem MON, Królikowski ministrem sprawiedliwości. Taka zagrywka pozwoliłby zabezpieczyć interesy „elit” III RP i dała prezydentowi realny wpływ na poczynania „dobrej zmiany”.

    cdn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na interesującą wypowiedź "mistrza nicnierobienia". Szef prezydenckiego BBN podzielił się dziś swoimi przemyśleniami. Znalazły się tam słowa:
      "Różnimy się natomiast w sprawie proponowanego przez nas Dowództwa Sił Połączonych, którego nie ma w koncepcji MON."
      https://wpolityce.pl/polityka/353728-nasz-wywiad-pawel-soloch-szef-bbn-o-relacjach-pad-z-mon-i-kulisach-zmian-w-wojsku-prezydent-musi-miec-wplyw-na-ksztalt-sil-zbrojnych

      To rzeczywiście poważna różnica, ponieważ koncepcja powołania takiego dowództwa powstała w czasie kadencji B.Komorowskiego i stanowiła jeden z filarów planowanej wówczas "reformy dowodzenia". Miało to zapewnić wpływ prezydenta na system kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi.
      Jeśli tego dotyczy spór Pałacu z MON, jest to konflikt podstawowy - o to, czy polska armia będzie dowodzona według czytelnych i efektywnych reguł, czy też reguły te zostaną podporządkowane środowisku prezydenckiemu.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  41. Boma,

    Tylko – jak żyć? Jak najpełniej, pogodnie i z nadzieją, czerpiąc radość z każdej przeżytej chwili i darowanego nam czasu.
    Troska o nasz kraj, nie może burzyć umysłu ani zabijać spokoju. Nastrój przygnębienia i apatii, nie przystoi ludziom wolnym.
    Jeśli dzieje się zło – trzeba z nim walczyć i stawiać mu czoła. Trzeba je nazywać po imieniu i nie bać się niedogodności związanych z taką postawą.
    Jak przypominał Poeta -„w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”.

    Bardzo dziękuję i pozdrawiam Panią.

    OdpowiedzUsuń