Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 16 marca 2014

NA ŚCIEŻKACH PEERELU. OD SB DO PLATFORMY


Jednym z groźniejszych mitów, rozpowszechnianych bezkarnie przez ludzi bezpieki jest ten o rzekomej odrębności tzw. wywiadu PRL od struktur Służby Bezpieczeństwa oraz wyjątkowej pozycji ludowych „wywiadowców” w hierarchii służb komunistycznych. Oficerowie Departamentu I SB MSW kreują się na ludzi honorowych i profesjonalistów, którzy nie tylko nie mieli nic wspólnego z pospolitymi esbekami, ale Sowietom się nie kłaniali i dzielnie służyli ojczyźnie.
Mitologia ta pozwala tworzyć osobliwe legendy na temat rzekomych dokonań funkcjonariuszy Departamentu I, służy kreowaniu wyobrażeń o ich „fachowości”, a nawet prowadzi do formułowania roszczeń o szczególnych „zasługach dla Polski”.
Wyrazem tej optyki mogłyby stać się słowa byłego funkcjonariusza SB Gromosława Czempińskiego, który poruszony zapowiedzią odebrania esbekom wysokich emerytur stwierdził przed kilkoma laty: „Nie myślałem, że będę traktowany jak esbek. Działaliśmy dla kraju, dla narodu.” (…) Narażałem życie dla tego kraju i teraz mam być traktowany, jako obywatel trzeciej kategorii.
Podstawowe informacje na temat genezy i działalności Departamentu I SB MSW przeczą tym twierdzeniom. Treść Zarządzenia Nr 0045/70 ministra spraw wewnętrznych z 17 maja 1970 r. w sprawie zakresu pracy oraz regulaminu organizacyjnego Departamentu I MSW stanowi, iż „Departament I MSW jest jedyną jednostką w systemie służby bezpieczeństwa upoważnioną do organizowania wywiadu za granicą”. Zapis ten uświadamia, że wywiad PRL był  integralną jednostką Służby Bezpieczeństwa, a nie wydzielonym pionem działającym w strukturach MSW.
Organ ten wykonywał typowe zadania komunistycznej policji politycznej; prześladował i inwigilował opozycję, zwalczał przedstawicieli legalnego rządu II RP, walczył z Kościołem i represjonował Polaków, jednym słowem – robił to wszystko, co przez lata czerwonego terroru robiły wszystkie formacje komunistycznej bezpieki. Celną definicję komunistycznego wywiadu zawiera dokument zatytułowany „Geneza i zmiany organizacyjno-strukturalne Departamentu I MSW”. Jego autorem płk Stefan Słomka z Departamentu I, a powstało ono około 1986 roku, zapewne w celach szkoleniowych. Przedstawiając przyczyny powołania tej formacji płk Słomka stwierdzał: „Realizacja zadań postawionych przed Resortem Bezpieczeństwa Publicznego wymagała m.in. podejmowania działań o charakterze wywiadowczym. W tym celu w Resorcie Bezpieczeństwa Publicznego utworzono wyspecjalizowany organ – wywiadu politycznego – którego zadaniem było wykonywanie pracy według reguł i zasad właściwych aparatowi wywiadowczemu.”(wytł.moje)
Zadaniem owego „wywiadu politycznego” była „ochrona powstałej władzy ludowej oraz budowanego ustroju socjalistycznego przed zakusami rodzimej reakcji i ośrodków dywersyjno-szpiegowskich państw kapitalistycznych”.
Z tej perspektywy warto dostrzec autentyczność niedawnej wypowiedzi Czempińskiego, w której wyraził swoją oceną działalności polskiego bohatera płk Ryszarda Kuklińskiego słowami: „w moich kategoriach Kukliński to jest zdrajca”.
Jako część aparatu represji, Departament I SB MSW trudnił się przede wszystkim zbieraniem informacji o „wrogach Polski Ludowej” – do których z pewnością możemy zaliczyć pułkownika Kuklińskiego. Szczególne znaczenie przywiązywano też do walki z Kościołem i działań operacyjnych skierowanych przeciwko Watykanowi.
Kierunek ten był „polską specjalnością” wśród wszystkich formacji megasłużb sowieckich, zaś informacje zdobywane przez „polskich wywiadowców” i ich agenturę służyły opracowywaniu szeregu kombinacji operacyjnych wymierzonych w Kościół oraz budowaniu długofalowej strategii Moskwy wobec Watykanu. Rozpracowywano najważniejsze ośrodki watykańskie – Sekretariat Stanu, Kongregację ds. Biskupów, Sekretariat ds. Niewierzących, Sekretariat Synodu Biskupów, Papieską Akademię Dyplomatyczną, kurie generalne jezuitów, dominikanów, franciszkanów czy salezjanów. W ramach działań przeciwko Kościołowi interesowano się również kościelnymi ośrodkami polonijnymi, episkopatami RFN, USA, Francji i krajów Beneluxu oraz centralami organizacji katolickich i ewangelickich w RFN.
Gromosław Czempiński mógłby wiele powiedzieć na temat tej „specjalizacji”. Doświadczenia związane z „kierunkiem kościelnym” ten funkcjonariusz SB nabywał w połowie lat 70 w Chicago, gdy został oddelegowany do tzw. instytucji przykrycia - MSZ PRL i formalnie zatrudniony jako wicekonsul. Ujawnione przez Sławomira Cenckiewicza dokumenty Towarzystwa Łączności z Polonią Zagraniczną „Polonia”, w tym raporty Czempińskiego kierowane do centrali, ukazują jego „kierunki pracy”: „Dotyczyły kilku zagadnień: strategii dezintegracji Polonii w kontekście tzw. pracy z „klerem polonijnym”, oceny wizyty przedstawicieli episkopatu Polski w Stanach Zjednoczonych w związku z 41. Kongresem Eucharystycznym w Filadelfii oraz opisu spotkania współzałożyciela Komitetu Obrony Robotników profesora Edwarda Lipińskiego z Polonią amerykańską w Chicago.” Czempiński zwracał też uwagę na „rewizjonistyczne” wypowiedzi kard. Wojtyły i w swoich raportach wyrażał oburzenie poglądami krakowskiego biskupa na temat współpracy z Polonią.
Po dekonspiracji w grudniu 1976 roku, Czempiński został odwołany z Chicago i następne trzy lata spędził w kontrwywiadzie SB (Departament II MSW), by ponownie wrócić do wywiadu. Jak podkreśla Cenckiewicz: „Nie wiadomo, czym konkretnie zajmował się wówczas Czempiński. Wiemy natomiast, że w latach 80. trafił do komórki zajmującej się kontrwywiadem zagranicznym w Departamencie I (Wydziału X).” W roku 1982 r. ponownie został zatrudniony formalnie w MSZ i objął funkcję I sekretarza Stałego Przedstawicielstwa PRL przy Biurze ONZ w Genewie. Przyjął kryptonim operacyjny „Aca” i przez prawie pięć lat kierował genewską rezydenturą wywiadowczą.
Cenckiewicz ujawnia interesującą charakterystykę Czempińskiego, sporządzoną w roku 1971 przez dyrektora Departamentu I SB MSW płk Józefa Oseka. Wynika z niej, iż kandydat na „wywiadowcę” prezentował: „skrystalizowany materialistyczny światopogląd”, „przynależność do PZPR”, „prawidłową ocenę polityczną zjawisk i wydarzeń w świecie i PRL”, uzdolnienia organizatorskie”, „łatwość wysławiania się, formułowania myśli, poglądów i argumentów” oraz wyrażał „całkowitą akceptację i aktywne poparcie programu i linii politycznej PZPR”.
Były szef MSW Zbigniew Siemiątkowski, autor książki o wywiadzie PRL pisał o takich „wywiadowcach”: „Ślubowali strzec niewzruszonej przyjaźni i sojuszu ze Związkiem Radzieckim oraz szpiegować dla partii i socjalizmu. (…) Pragnęli zaspokajać swoje ambicje, układać życie po swojemu, składając codzienną daninę lojalności partyjnym przełożonym

Te cechy niekoniecznie były przydatne po roku 1989, jednak ludzie komunistycznej bezpieki bez problemu znaleźli miejsce w wykreowanej przez siebie „nowej rzeczywistości”.
 W III RP – pisał Sławomir Cenckiewicz - przeszłość Czempińskiego zaczęła procentować. Umiejętnie połączył on swoje doświadczenia i wiedzę z okresu pracy w tajnych służbach PRL (kontakty, działanie w sytuacji ryzyka, znajomość mechanizmów gry rynkowej, kontakty z zachodnim światem biznesu, polityki i służb) z wygodnym alibi ‘najlepszego przyjaciela Amerykanów’, puszczających w niepamięć jego komunistyczną przeszłość.”
Dzięki sukcesowi tzw. operacji irackiej, kariera Czempińskiego nabrała tempa. W latach 1990-1992 był zastępcą dyrektora zarządu I UOP ds. operacyjnych. To wówczas z rąk Wałęsy, któremu pomógł „skompletować” akta „Bolka” otrzymał awans na generała brygady. Od roku 1993 był najpierw wiceszefem, a później szefem UOP (1993 – 1996). We wrześniu 1994 r. ostrzegł ówczesnego marszałka Sejmu Józefa Oleksego przed kontaktami z Władimirem Ałganowem, nadzorował sprawę „Olina” oraz operację „Majorka”, którą realizował inny „peerelowski Bond” Marian Zacharski.
Po odejściu ze służb w roku 1996 rozpoczął karierę biznesową. Jak podkreślał Cenckiewicz: „lista firm i spółek, w zarządach których zasiadał ten były oficer SB i UOP, nie ma końca.”
Szczególne związki biznesowe łączyły Czempińskiego z Janem Kulczykiem. Z notatki szefa wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego opublikowanej w roku 2004, a dotyczącej spotkania Kulczyka z agentem KGB Ałganowem wynikało, że Rosjanie poprzez firmy Rotch Energy i ŁUKOIL mieli przejąć Rafinerię Gdańską. Prywatyzacja Rotch Energy miała stanowić pierwszy etap przedsięwzięcia, którego finalnym celem było przejecie akcji PKN Orlen. W notatce Siemiątkowskiego znajduje się zapis: „J.Kulczyk twierdzi, iż osobą, która pośredniczyła w kontaktach z przedstawicielami Rotch Energy, był Gromosław Czempiński, koordynujący ponadto kontakty pomiędzy tą firmą i Łukoilem, za co był przez nie wynagradzany. Nie najlepsze obecnie relacje J.K. z G. Czempińskim wynikają z roszczeń tego ostatniego do kwoty 1 mln USD za pomoc przy prywatyzacji TP SA“. Podczas przesłuchania przed tzw. komisją orlenowską w styczniu 2005 roku, Czempiński potwierdził fakt zaangażowania służb specjalnych w prywatyzacji PKN Orlen. Stenogram z 40 posiedzenia komisji z dn. 12 stycznia 2005 roku zawiera tekst przesłuchania Czempińskiego przez Antoniego Macierewicza i ujawnia rolę byłego esbeka w procesie prywatyzacji sektora paliwowego.
Antoni Macierewicz podkreślał również rolę Czempińskiego w związku z działalnością Marka Dochnala, skazanego za korupcję na karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Polityk Prawa i Sprawiedliwości zwrócił uwagę „na parasol ochronny i związki między panem Czempińskim a panem Dochnalem, i pana Dochnala z przedstawicielami aparatu szpiegowskiego Federacji Rosyjskiej”. W jednym z programów telewizyjnych, Macierewicz  przywołał „klasyczny przykład pana Czempińskiego. To jest twórca, opiekun niejakiego Dochnala. To właściwie pan Czempiński stworzył Dochnala”.
Działalność byłego funkcjonariusza SB wykraczała jednak poza sprawy biznesowe. Jak wiemy wielu esbeków oraz współpracowników policji politycznej zaangażowało się w „życie polityczne” III RP. By zrozumieć istotę tej aktywności należałoby sięgnąć do wypowiedzi Czesława Kiszczaka z lutego 1989 roku.
Podczas posiedzenia kierownictwa MSW, szef bezpieki powiedział: "Służba Bezpieczeństwa może i powinna kreować rożne stowarzyszenia, kluby czy nawet partie polityczne. Ma za zadanie głęboko infiltrować istniejące gremia kierownicze tych organizacji na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych, musza być one przez nas operacyjnie opanowane. Musimy zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i kierowania ich polityka."
Wiele lat później, Ludwik Dorn opisując w „Nowym Państwie” (z 2.03.2001r.) powstanie nowej formacji politycznej o nazwie Platforma Obywatelska stwierdził m.in.: „Niezależnie od tego, że udział w tym przedsięwzięciu bierze szereg osobistości politycznych o życiorysach związanych z opozycją wobec PRL, to zarówno Andrzej Olechowski, główny animator Platformy (zarejestrowany tajny współpracownik kontrwywiadu zagranicznego PRL), jak i jego bezpośrednie zaplecze intelektualno-organizacyjne w postaci funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych (generałowie Petelicki i Czempiński) oraz grupa finansowego wsparcia (Business Centre Club, gdzie czołową rolę odgrywają byli pracownicy biur radców handlowych PRL-owskich ambasad) kojarzeni są z komunistycznym wywiadem - dawnym I Departamentem MSW. Platforma Obywatelska nie jest wyłącznie ekspozyturą "jedynki", ale w rękach realnej grupy kierowniczej stanowi użyteczne, w dużym stopniu kontrolowane narzędzie realizacji jej ekonomicznych interesów.
Gromosław Czempiński potwierdził swój udział w tworzeniu PO, gdy 7 lipca 2009 roku na antenie „Polsat News” wyznał: „Miałem dość duży udział, w tym że powstała Platforma, mogę powiedzieć, że odbyłem wtedy olbrzymią liczbę rozmów, a przede wszystkim musiałem przekonać Olechowskiego i Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą później oni świetnie realizowali”.
Zdaniem niektórych mediów powołanie Platformy poprzedziło spektakularne wydarzenie. W styczniu 2001 roku w warszawskim gmachu Intraco miało dojść do spotkania kilku byłych esbeków z Gromosławem Czempińskim. Zebranych wówczas „przyjaciół jednej służby”, pułkowników: Krzysztofa Smolińskiego, Romana Deryłę, Marka Szewczyka, Zygmunta Cebulę i Wojciecha Czerniaka, Czempiński miał namawiać do wsparcia Platformy i zachęcać do budowania wokół tej partii grupy doradców i specjalistów od służb specjalnych.
Rolę byłego funkcjonariusza Departamentu I SB w dziele budowania nowej partii politycznej potwierdził jeden z trzech pozostałych „ojców założycieli” PO Andrzej Olechowski mówiąc: „generał Czempiński na pewno też uczestniczył w jakiś sposób w formowaniu takich pomysłów. (…) Rozmawiałem z gen. Czempińskim na temat nowo tworzonej formacji.”
Niespodziewany zwrot w karierze Czempińskiego mógł nastąpić w grudniu 2011 roku, gdy  został zatrzymany przez CBA, a katowicka prokuratura postawiła mu zarzut przyjęcia łapówki w związku z  prywatyzacją LOT-u, STOEN-u oraz spółek z tzw. grupy G8. Prokurator Jacek Więckowski, który postawił zarzuty korupcyjne został odwołany z Prokuratury Apelacyjnej w grudniu 2012 roku. „Jesteśmy zdziwieni i zaskoczeni tą decyzją” - komentowali wówczas funkcjonariusze CBA, a media przytaczały wypowiedź jednego z prokuratorów, który stwierdził, że „dymisja Więckowskiego to sygnał, że śledztwo może zostać rozmyte”. Rzeczywiście, kilka tygodni później prokuratura umorzyła śledztwo z powodu przedawnienia zarzutu „przyjęcia w latach 1990-1996 łapówki w zamian za pomoc w załatwieniu kontraktu na dostawę sprzętu.”
Nietrudno zauważyć, że wkrótce po wydaniu decyzji o umorzeniu, Gromosław Czempiński stał się jednym z głównych komentatorów spraw publicznych i zaczął być chętnie zapraszany do rządowych mediów.
Wiedza na temat zaangażowania Czempińskiego w powstanie Platformy Obywatelskiej, nakazuje traktować te wystąpienia w wyrazistym kontekście politycznym. Wprawdzie były esbek jest usilnie przedstawiany jako „fachowiec od służb” lub niezależny ekspert, to kreacja taka wydaje się mieć niewiele wspólnego z prawdą. Gdy Czempiński snuje teorie na temat Smoleńska, atakuje Antoniego Macierewicza i ustalenia zespołu smoleńskiego lub wypowiada się krytycznie o pułkowniku Kuklińskim – nie sposób zapomnieć, że mamy do czynienia nie tylko z funkcjonariuszem „wywiadu politycznego”, który trudnił się „zwalczeniem wrogów Polski Ludowej”, ale jednym z twórców obecnego systemu politycznego i  partii rządzącej.


Tekst opublikowany w nr 2 (96)/2014 Nowego Państwa.

23 komentarze:

  1. Panie Aleksandrze,

    Często - czy tu, czy w realu -, słyszę: dlaczego ostatnio wciąż "atakujesz" PiS, nie wspominając o platformie, przecież... i wysypuje się worek tzw. argumentów.

    W oczywisty sposób dowodzi to pewnej ułomności/słabości intelektualnej zarówno zwolenników PiS jak i samej partii, bo tylko ludzie niepewni swego, bez niezłomnego przekonania o słuszności i niezbędności wytkniętego celu, dodatkowo: z licznymi kompleksami tzw. brzydkiej panny (jak wdrukowywał do polskich głów pewien wrzeszczący staruszek*), odbierają każdą, nawet najżyczliwszą krytykę, i choćby próbę podpowiedzi - jako "wściekły atak". I dobrze, jeśli od razu nie słyszę słowa "zdrada!"

    Tylko niewielu przytomnieje, kiedy odpowiadam: w porządku! wrócimy do tego po kolejnych (chyba już siódmych z rzędu?) przegranych wyborach, do 25 maja niedaleko!

    Ilość komentarzy pod Pańskim wpisem, przypominającym skąd się wzięła platforma, dowodzi, że albo to już wszystkim wiadome, albo - ku czemu się, niestety, skłaniam -, że na nikim to już nie robi wrażenia, bo wszyscy "milcząco" przyjęli: taka to ich (platformersów) uroda, że z bezpieki powstali i w bezpiekę się obrócą. A potem ich z honorami pochowają jak tego esbeka w stopniu (niezdegradowanego) generała, którego onegdaj złożyli obok "Łączki", w sąsiedztwie niezłomnych Polaków, których on za życia ścigał i katował.

    I rzeczywiście, skoro STĄD ICH RÓD - mogą o sobie za przykładem ojca założyciela powiedzieć: DLA NAS PŁK KUKLIŃSKI TO ZDRAJCA.

    Myślę, że dla wszystkich z tego bloga, a także dla czterech milionów Polaków, którzy nie poddają się ani "czerwonej zarazie" ani czarnej śmierci" - takim celem i zadaniem, o którym nigdy nie zapominamy, i o którym wiemy, że nie wolno nam się od niego uchylić, jest zrobienie wszystkiego co w naszej mocy, aby Polska odzyskała prawdziwą wolność i suwerenność.

    I żeby już żaden esbek (ani jego pomioty) nie poważył się pluć w twarz naszym bohaterom!

    Ponieważ przez wiele lat takie cele przyświecały i były artykułowane przez PiS, stanowiliśmy żelazny elektorat tej partii. Chciałoby się, żeby pozostało tak nadal. Niestety: niezłomna Ukraina, którą właśnie na oczach świata pozbawiają wywalczonej tak ofiarnie wolności, stała się ostatecznym sprawdzianem politycznych intencji. Ze wstydem i rozpaczą muszę napisać, że powolny mord na tym państwie dokonuje się także przy współudziale wszystkich sił politycznych Polski: skoro PiS utożsamił się w tej sprawie z ludźmi Układu SB - WSI - czyt. PO - Belweder.

    I to - a nie fakt, że paru "naszych" nie otrzyma tłustych euro-synekur - napawa mnie prawdziwym przerażeniem.


    Pozdrawiam Pana serdecznie


    *całość wypowiedzi W. Bartoszewskiego z 2007r: "Polska to brzydka panna bez posagu, która nie powinna być zbytnio wybredna.”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS.

      PS. Dwie, w sumie drobne, zdawałoby się, niewarte uwagi sprawy, w tym druga: oczywista prowokacja, które jednak bardzo mnie poruszyły:

      - pierwsza: to wspomniany w komentarzu bezwstydny pochówek w Alei Zasłużonych niezdegradowanego kata (mało! odznaczonego Virtuti Militari!!!) - obok ofiar

      - i druga: szyderczy wpis na Twitterze współpracownika Putina: sądząc po licznych wzmiankach na portalach, dotknął do żywego wiele osób! LINK

      klik
      klik

      Usuń
    2. Pani Urszulo,

      pisze Pani o tym, co widziałem od 2007 roku, ale bardzo chciałem wierzyć, łudzić się, że jest inaczej.

      W ciągu 25 lat tak zwanej "wolności" ( z której rozumienia śmialiby się nawet ograniczeni umysłowo postmoderniści w rodzaju Habermasa lub Lyotarda) wiara i intelekt Polaków najpierw uległy pauperyzacji, potem deterioryzacji. To dlatego nastąpił - na przykład - podział na "katolików" i "ateistów", podział ignorujący stosunek do Ducha, do kochającej tkanki świata. Wiara i Miłość są poza dyskusją intelektualistów i inteligentów, gdyż stanowią faktyczną kondycję człowieka, są nie tylko faktami, ale artefaktami, bez którego niemożliwe są tak poznanie jak i uczucia, jak "bycie".

      Tymczasem homo trocinus, bezpośredni następca homo sovieticusa próbuje wyhodować człowieka bez wiary i bez miłości, człowieka jak ściek, takiego, o którym pisał w Skardze Hesse:

      Isnienia dla nas niema, jesteśmy jak woda,
      co płynąc wszelki kształt przybiera żywa:
      dniem się staje i nocą, katedrą i grotą,
      a spragniona istnienia przez wszystko przepływa
      "

      Odrzucając dla kupki dinarów wartości podstawowe uczyniliśmy - jako Człowiek i jako gatunek, jako Naród - krok daleko bardziej zbrodniczy niż wszystkie holocausty od początku świata razem wzięte. Nie tylko odrzuciliśmy rację dziejową, nie tylko staliśmy się narodem bez właściwości, ale też staliśmy się ludźmi bez właściwości. Zamordowaliśmy Człowieka w sobie.

      Cokolwiek chcemy zrobić, musimy odnaleźć w sobie wiarę i miłość, jak część większego świata, świata poza innym porządkiem lub chaosem niż ten wynikający z tych dwóch, najbardziej bazowych aktów: wiary i miłości.

      Przychodzi czas, w którym nie wolno kalkulować, trzeba postawić te wartości przeciw wszystkim pokusom i strategiom, poplątanym, intelektualnym strategiom ucieczki, strategiom niewiary i zwątpienia.

      Nie umiem nawet nazwać goryczy, która mnie przepełnia z powodu tego, w jaki sposób działa Prawo i Sprawiedliwość. Ogrom nieprawości, które ma na rękach katolicki kościół, równoważył ogrom poświęcenia wyrażonego w słowach: "Nie lękajcie się". A teraz miałoby się okazać, że "Nie lękajcie się" jest kolejnym reklamowym neonem?

      Nie wchodzę w to. Nie zgadzam się na to. Nie będę oceniać p. Jarosława. Ale powtórzę: czas wrócić do Rzymu, Piotrze. Przywrócić codziennemu życiu akt wiary i akt miłości.

      To, co powiedział Wipler, co mówią maluczcy, choćby na urzędach, porażeni strachem o liry i dinary, o markową wodę kolońską i raty za mondeo, to najzwyczajniej w świecie jest nie tylko intelektualną, ale duchową hańbą. Hańbą, która przekreśla nie tylko sens ich istnienia, ale także sens ich narodzin. Dolarowe i rublowe termity nie mogą ustanawiać praw etyki i estetyki.

      Która z dróg pozostała: Nietzschego czy Bjoerneboe?

      Usuń
    3. Panie Przemku,

      Jakiś czas temu tak pisałam do swego najlepszego przyjaciela:


      "... wygląda na to, że jednak... nie doczekamy. Trudno! Pokolenia przed nami też nie dożywały wolności, a łajdactwa na świecie zawsze było więcej niż dobra. Myślę też, że świat (nie tylko Polska) w zawrotnym tempie traci wiarę białego człowieka. Wiarę w Boga. I myślę, że to jest nieodwracalne. I dopiero - jak w kole życia z bułgarskich cerkiewek - po wielu ciemnych wiekach może wrócimy do prawdziwego człowieczeństwa...? Na które składa się zarówno fizjologia (fizyka) jak i metafizyka.

      W XXI w. wkraczamy jako ludzkie zwierzę."


      Pozdrawiam Pana

      Usuń


  2. CREDO:

    http://www.youtube.com/watch?v=yCkaK_GJ6OY


    NASZE WESTERPLATTE

    Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych.

    (JP II, Westerplatte, 12 czerwca 1987r)


    OdpowiedzUsuń
  3. Urszula Domyślna

    Może jestem niepoprawnym optymistą, czyli według niektórych niedoinformowanym pesymistą, ale nie mogę popadać w aż takie czarnowidztwo względem Ukrainy.

    Pierwsze sankcje zostały wprowadzone zarówno przez UE jak i USA, a NATO składa Ukrainie propozycje ściślejszej współpracy:

    http://www.whitehouse.gov/the-press-office/2014/03/17/executive-order-blocking-property-additional-persons-contributing-situat

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/UE-przyjela-sankcje-wobec-21-osob-z-Krymu-i-Rosji-3083197.html

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/nato-potepilo-referendum-na-krymie-i-zlozylo-wojskowa-oferte-ukrainie/1gxlm

    To jasne, że nie będzie od razu otwartej wojny, to dopiero początek. Stany zapowiadają, że są gotowe pójść na coraz ściślejsze zwarcie, w zależności od tego, czy Putin zmięknie, czy nie. Ukraińcy wzmacniają armię i swoje zdolności obronne, na wschodzie tego kraju ruskie rozróby i prowokacje tracą na dynamice, cały proces trwa. Głównym rozgrywającym są tutaj Stany, które Unii potrzebują jedynie do współpracy i wsparcia w duszeniu Putina i do niczego więcej Unia nie jest Jankesom potrzebna. Wiadomo też, że do niczego wielkiego nie jest zdolna.

    Bo i tak w istocie co się stało na Krymie? Teatrzyk, którego nie uzna nikt i nigdy. Za kilka lat, gdy Rosja zacznie się dławić tą kością, będzie ją musiała wypluć.

    Pozdrawiam serdecznie

    PS. Jeśli mogę, to uprzejmie zwracam uwagę, że pod poprzednim tekstem Autora znajduje się korespondencja do Pani.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie VCR,

    Cóż: będę się upierać przy swoim! Żałosne "sankcje" - czyżby na pokaz dla własnego elektoratu? - ze strony UE/USA; obiecanki-cacanki NATO, które przedtem bezwstydnie złamało gwarancje dla Ukrainy z 1994r, na skutek których UA dobrowolnie zrzekła się swego arsenału atomowego za zapewnienie nienaruszalności granic i integralności kraju, nawiasem: gdyby go do dziś posiadała - inaczej śpiewałyby i Rosja i Zachód - mogą tylko przedłużyć to, co nieuniknione. Jeśli Ukraińcy nie wezmą swoich spraw w swoje ręce.

    Od dawna zgadzamy się chyba na tym blogu, ze ratunek dla Ukrainy stanowią wyłącznie jej właśni obywatele. Od ich zachowania zależą losy UA, a nie od gry pozorów jaką od początku uprawia Zachód.

    Jednak mnie w komentarzu bardziej chodziło o stanowisko Polski. I zwracałam uwagę na fakt, że PiS utożsamiając się w sprawie Ukrainy z reakcją PO i Belwederu - która, bądźmy szczerzy, jest ŻADNA -, przestaje się (wplątawszy w haniebną "zgodę narodową") odróżniać od "naszych ludzi w Polsce" - jak nazywają na Kremlu Tuska i Komorowskiego.

    Do pasji doprowadzają mnie nawoływania "ekspertów PiS" - do modernizacji armii, przygotowań do wojny, etc., etc. Nie mam pojęcia jak oni to sobie wyobrażają w wykonaniu Kozieja i Komorowskiego? Przecież władza tych postaci pochodzi z nadania putinowego - więc jak mieliby teraz kierować (prawdziwą) broń w stronę swego dobroczyńcy? Zezwolono im na parę "chlapnięć" pro-ukraińskich dla "pijaru" (choć, zauważmy, Koziej nawet tym wolał się, na wszelki wypadek, nie hańbić) - i chwatit!

    "Trzeba obalić ten rząd" - powiadają inni eksperci. Tylko nie rozumiem jak zamierzają to uczynić, skoro w sprawie, dzięki której mogło się to rzeczywiście powieść (większość Polaków, w tym także młodych i bardzo młodych = licealistów, jest zdecydowanie ZA UKRAINĄ) - PiS przeszedł (dobrowolnie) na stronę ludzi, których zamierza obalać?

    To już nawet nie groteska, bo zbyt ponure!


    Pozdrawiam serdecznie


    PS. Nie zamierzam uczestniczyć w żenującym (mnie) widowisku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Urszulo,

    Bardzo podoba mi się stwierdzenie o "pewnej ułomności/słabości intelektualnej" tych, którzy w
    krytyce partii opozycyjnej dopatrują się "aktu zdrady". To jest identyczna skaza, jaką można obserwować u "koncesjonowanych katolików", dla których wzmianka o zgorszeniu sianym przez belwederskich hierarchów jest równoznaczna z apostazją.
    Jednym i drugim do głowy nie przyjdzie, że nie wolno mieszać porządku politycznego z religijnym ani zastępować idei (tym bardziej religii) bałwochwalczą wiarą w ludzi. Stwierdzenie zaś, że członkostwo w partii opozycyjnej nie czyni człowieka nieomylnym, a szata biskupia- świętym, byłoby odebrane jako herezja.
    To dzięki takim gorliwcom, Polacy są ponownie skazani na dobrodziejstwo amnezji. Nikt nie przypomni o dziesiątkach błędnych decyzji personalnych bądź cudownych "strategiach" opozycji, nieodmiennie zakończonych porażką. Gdybym chciał dziś wyliczyć publikacje mędrków, którzy w roku 2010 i 2011 zachwycali się "umiarkowaniem" i "merytoryczną postawą" polityków opozycji, pewnie zasłużyłbym sobie na kolejnych wrogów.
    Problem polega na tym, że ci sami ludzie będą popełniali swoje brednie przed wyborami 2015 roku, a kilka dni po wyborach wytłumaczą Polakom, że ...za cztery lata są następne.
    Nikt też nie przypomni o haniebnej roli hierarchów w procederze "jednania" nas z wysłannikiem Putina. A przecież gdybyśmy mieli niezależnych dziennikarzy, czy nie powinni zapytać abp.Michalika, co sądzi dziś o Cyrylu - "mężu opatrznościowym dla świata", który swoim bełkotem kładzie podwaliny pod ruską inwazję:
    http://www.vrns.ru/news/2705/#.UybjhUbLi1s
    Czy wspólnie ze stalinowską Cerkwią nadal chce ruszać do boju o "moralną odnowę" Europy?

    Jeśli chodzi o tekst artykułu, są to tzw. oczywiste oczywistości, które nie tylko nie mają prawa "robić wrażenia", ale powinny skłaniać "naszych" do zintensyfikowania poparcia udzielanego polityce zagranicznej Tuska i spółki. Wiedza "skąd ich ród" jest dobra do konstruowania patriotycznych pogadanek i demagogicznych oracji. Niekoniecznie zaś do ostracyzmu towarzyskiego, bojkotu, czy wytyczeniu linii My-Oni.

    Pozdrawiam Panią serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podział na "My-Oni" został ustanowiony przez PO w pamiętnym spocie wyborczym "Oni pójdą do wyborów..."

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  6. viva cristo rey,

    Nie można dziś mówić o sankcjach, bo próby podszczypywania kilku kremlowskich (pomniejszych) bandytów w żaden sposób nie zasługują na takie miano. To raczej pusty, dyplomatyczny gest, bez znaczenia dla wydarzeń rozgrywanych na Ukrainie.
    Tzw. politycy Zachodu dywagując o "sankcjach ekonomicznych" zapominają o szczególnej właściwości Rosjan. Oni nie noszą pasków i nie muszą ich zaciskać. Pojęcia związane z ekonomią są w tym kraju pojmowane w sposób szczególny i zawsze muszą ustąpić na rzecz planów podboju. Putin i jego kamaryla "wyżywią się sami" i bez najmniejszego kłopotu przekonają Rosjan (entuzjastycznie nastawionych do napaści na Ukrainę), że muszą ścierpieć skutki sankcji ze strony zgniłego Zachodu. Te zresztą nie mogą być nazbyt dotkliwe, bo kto zrekompensuje straty poniesione przez niemieckie (bądź francuskie) firmy i banki?

    Nie podzielam opinii, że na Krymie rozgrywa się "teatrzyk, którego nie uzna nikt i nigdy". Tak mogą myśleć przedstawiciele "dojrzałych demokracji".
    Putin zaś ma w głębokim poważaniu wszelkie "uznanie" , bo "narzędzi demokracji" używa w identyczny sposób, jak czekista używa karabinu, a bandyta pałki. Służą one do wytworzenia "aktów dokonanych".Te zaś wskazują, że Moskale robią na Krymie co zechcą i dostali wolną rękę w sprawie zarządzania częścią terytorium Ukrainy. W tej sytuacji, "uznanie" ze strony przegranego, nie ma najmniejszego znaczenia.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się !
      _________________________ "Tzw. politycy Zachodu dywagując o "sankcjach ekonomicznych" zapominają o szczególnej właściwości Rosjan. Oni nie noszą pasków i nie muszą ich zaciskać."_______________________________

      Krótko i sensownie.

      Usuń
  7. ALEKSANDER ŚCIOS

    A pomyśleć, Panie Aleksandrze, że równo 13 lat temu Ludwik Dorn, wówczas podpora PC, "trzeci bliźniak" i współzałożyciel PiS - tak witał powstającą w 2001 platformę:

    Niezależnie od tego, że udział w tym przedsięwzięciu bierze szereg osobistości politycznych o życiorysach związanych z opozycją wobec PRL, to zarówno Andrzej Olechowski, główny animator Platformy (zarejestrowany tajny współpracownik kontrwywiadu zagranicznego PRL), jak i jego bezpośrednie zaplecze intelektualno-organizacyjne w postaci funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych (generałowie Petelicki i Czempiński) oraz grupa finansowego wsparcia (Business Centre Club, gdzie czołową rolę odgrywają byli pracownicy biur radców handlowych PRL-owskich ambasad) kojarzeni są z komunistycznym wywiadem - dawnym I Departamentem MSW. Platforma Obywatelska nie jest wyłącznie ekspozyturą "jedynki", ale w rękach realnej grupy kierowniczej stanowi użyteczne, w dużym stopniu kontrolowane narzędzie realizacji jej ekonomicznych interesów.

    Łza się w oku kręci, bo nagle okazuje się, że to wszystko, (może także i Zamach Smoleński - czyli de facto atak putinowskiej Rosji na "suwerenną" Polskę i osadzenie w Belwederze swoich ludzi - podobnie jak na Krymie: bez wypowiedzenia wojny (!!!) - także już straciły znaczenie? Skoro aktualnie można przejść do porządku nad niechlubnym rodowodem platformy i zawierać z nią i z Belwederem ponadpartyjne wojenne umowy o nieagresji i wspólnym działaniu? Z ludźmi, których IMIENNIE prezes PiS oskarżał - wcale nie tak dawno temu - o współudział w Zamachu?

    Pojąć tego nie sposób!

    A co do "koncesjonowanych katolików" - oni zawsze gotowi (oczywiście powodowani "chrześcijańską miłością bliźniego") ukamieniować żywcem każdego odstępcę od linii wytyczonej przez hierarchów. Ciekawe, czy niedawno wybrani przywódcy KEP zdołają choćby nieco zmodyfikować tę "linię"? Jak Pan sądzi?

    Jan Paweł II marzył o zjednoczonej, chrześcijańskiej Europie oddychającej dwoma płucami, pragnął nawrócenia Rosji na wiarę chrześcijańską. W aktualnej sytuacji wydaje się, że prędzej doczekamy nawrócenia Europy na wiarę KGB-owską, pod światłym patronatem Patriarchy Cyryla, (pseudonim operacyjny: Michajłow). W sierpniu 2012 roku uczyniono pierwszy krok: podpisując pamiętną ugodę, przystał na porozumienie z Cyrylem - Episkopat Polski - hierarchowie największego katolickiego państwa Europy...

    Nie zauważyłam (bo może jakieś było?) - stanowiska w tej sprawie obecnego papieża.


    PS. Nawiązując do "rodowodów": czy zauważył Pan zgodne (od lat) milczenie WSZYSTKICH MEDIÓW o niechlubnym, ubeckim pochodzeniu aktualnej Matki Narodu i Pierwszej Damy III RP?

    Kiedy się przypomni czegóż to szafa-lesiaka nie przyklejała panu Rajmundowi Kaczyńskiemu - powstańcowi warszawskiemu, członkowi NSZZ "S" (np. domniemaną przynależność do PZPR) - to już nie zdziwienie, ale złość ogarnia i na media i na "swołeczeństwo" i w końcu... niestety, na PiS!


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      Mieliśmy dziś okazję poznać argumentację polityka PiS-u w sprawie poparcia udzielonego Tuskowi. Rzecznik Adam Hofman podzielił się ze słuchaczami "Salonu politycznego Trójki" stwierdzeniem tak kompromitującym, że byłoby lepiej, gdyby ten pan nie wypowiadał się w ogóle.
      Hofman przyznał, że "PiS poparło działania premiera Donalda Tuska, gdyż liczyło, że Polska ma mocną pozycję w Unii i doprowadzi do podjęcia konkretnych działań w kwestii naszego bezpieczeństwa."
      http://www.polskieradio.pl/5/3117/Artykul/1077967,Hofman-premier-Tusk-popelnil-bledy-ws-Rosji

      Jeśli w stwierdzeniu Hofmana jest choćby cień prawdy, partia opozycyjna powinna głęboko zrewidować oceny zawarte w swoim "Programie 2014". Jak bowiem wiarę w "mocną pozycję Polski w UE" pogodzić z diagnozą polityki unijnej Tuska zwartą w tym dokumencie? Można tam przeczytać m.in.:
      "Ambicje polityczne zostały skomprymowane do dwóch celów – uzyskania
      dużych środków z funduszy europejskich na perspektywę 2014-2020 i zdobycie wysokich stanowisk w Unii Europejskiej, Sojuszu Północnoatlantyckim, ewentualnie w innych organizacjach międzynarodowych.
      Przesłanki były jasne – nie można narażać się państwom, które mają w Polsce
      swoje mocne lobby, trzeba natomiast realizować takie cele, które łatwo przedstawić opinii publicznej jako sukces. Można dodać jeszcze jeden kierunek działania -zdobycie dobrej opinii mediów zachodnich, co skądinąd przy rezygnacji z wchodzenia w jakiekolwiek spory z silnymi nie było trudne.
      Można więc powiedzieć: chodziło o pieniądze, stanowiska i wizerunek. Efektem takich zachowań były niekiedy nagrody lub ordery dla polityków PO. Cele w polityce zagranicznej ujmowano w krótkim określeniu „płynięcie w głównym nurcie”.

      Konkluzja dotycząca całości tej polityki była zaś taka:
      "Mamy więc do czynienia z autodegradacją, która jest fatalna dla naszych interesów międzynarodowych, ale spójna z mechanizmami typowymi dla „systemu Tuska”.

      Nie chcę nawet przypuszczać, że wypowiedzi polityków PiS oraz praktyka obecnej "strategii", w zderzeniu z treścią dokumentów programowych, mogą dowodzić dwóch rzeczy: nieuleczalnej schizofrenii politycznej oraz kompletnego lekceważenia wyborców.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Podzielam bardzo wiele myśli i ... uczuć zawartych w komentarzach pod tym tekstem.

    Pisanie o sprawach które Pan porusza jest bardzo ważne, bo porządkuje i systematyzuje wiele z tego co część z nas może sama przeżyła, widziała czy słyszała.
    Świadomość tego kto stoi (za każdym razem od 25-ciu lat) po "tamtej stronie" jest czasem nawet niechciana, bo paraliżowała i do dzisiaj paraliżuje niejednego z pokolenia dzisiejszych 50-cio i 60-cio latków. Nabyte w latach oficjalnej komuny "poczucie ostrożności", konformizm jako nagradzana postawa społeczna, stanowią elementy pajęczyny strachu z której wielu nie uwolni się pewnie do śmierci.
    Wywodzące się stąd poczucie bezsilności, przekonanie że "oni" i tak zrobią co będą chcieli, jest nieracjonalne, ale możliwe do zrozumienia.
    Dlatego, odmitologizowanie tych postaci, pokazanie jak bardzo są oni "zwykli", tego że ich dzisiejsza pozycja i władza stanowią jedynie skutek mafijnej ciągłości struktur z poprzednich lat, a nie są wynikiem ich wyjątkowych "mocy" i uzdolnień, to bardzo ważny element uzdrawiania ducha społeczeństwa.
    Czas już najwyższy, aby o tym co stanowiło i stanowi w istocie "siłę" tych środowisk mówić otwarcie.

    Przyznam jednocześnie, że nie sądzę by wiedza ta stała się w krótkim czasie powszechna i popularna.
    Zbyt wiele środowisk jest uwikłanych w te mechanizmy (np. hierarchia KK, znani "biznesmeni", ludzie sztuki itp)!
    pozdrawiam

    Zaścianek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaścianek,

      Szanowny Panie,

      Dziękuję, że wspomniał Pan o bardzo charakterystycznym mechanizmie. Od początku tzw. transformacji ustrojowej, "Oni" usilnie pracują nad zbudowaniem solidnej mitologii III RP. Jednym z jej fundamentów jest przeświadczenie, jakoby ludzie komunistycznej bezpieki oraz rzesze kapusiów byli jakąś szczególnie uprzywilejowaną grupą, ludźmi o wyjątkowych predyspozycjach i walorach, którzy nabyli prawo do wypowiadania się o sprawach polskich oraz uczestnictwa w podziale dóbr narodowych.
      Nie chodzi tylko o medialne występy takich postaci jak Czempiński, Dukaczewski czy Makowski, ale o umocnienie przekonania, że udział esbeków (oraz ich licznych seksotów - sekretnyje sotrudniki), w życiu publicznym, gospodarczym i politycznym jest czymś nieuchronnym i wręcz oczywistym. To ogólne przeświadczenie jest wielkim zwycięstwem całej zgrai komunistycznych wyrobników, którzy nie tylko nie dysponują żadnymi z przypisywanych sobie właściwości, ale są zwykle pospolitymi prostakami i głupcami.
      Kiedyś pytałem na blogu: dlaczego Polacy zaakceptowali donosicieli na najwyższych stanowiskach i przyzwolili na rządy miernot, których jedynym atutem była kolaboracja z bezpieką lub służba na rzecz okupanta? Skąd wzięło się to społeczne przyzwolenie na panoszenie kreatur, którym w czasach komuny nikt nie podałby ręki?
      Przyznam, że jest to dla mnie niepojęte, jak moi rodacy mogą oglądać i słuchać w telewizorach ludzi, którzy prześladowali nas w czasach komuny, służyli w armii lub służbach okupanta i byli pogardzani nawet przez sowieckich towarzyszy.
      Nie ma przecież rzeczy bardziej uwłaczającej, jak być zmuszonym do podziwiania "sukcesów" wrogów i prześladowców. Ten rys naszego życia codziennego jest może najmocniejszym piętnem sowieckiej mentalności i - jak dotychczas, nie widzę szans, byśmy mieli go przezwyciężyć.

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
  9. gestKozakiewicza


    Tu nie chodzi o tego rodzaju podziały. Prawdziwa dychotomia My-Oni byłaby zabójcza dla grupy rządzącej i nic bardziej nie przeraża "Onych", jak podkreślenie ich obcości, wykazanie odmienności, konsekwentne ignorowanie ich i odepchnięcie.
    Józef Mackiewicz już w roku 1947 pisał: "Nie wyobrażam sobie, jak można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez przeprowadzenia „kanciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi jak: „sojusznik” i „najeźdźca”, „wierny” i „zdrajca”, „swój” a obcy, czy wrogi „agent”.
    To dlatego obsesyjnym dążeniem komunistów było tworzenie różnych „frontów jedności narodu”, „kolektywów” i sztucznych „wspólnot”, w których czynnikiem integrującym miały być hasła niesione na komunistycznych sztandarach.
    Ta sama, bliźniacza obsesja towarzyszy od lat działaniom grupy rządzącej i znajduje wyraz w rozlicznych hasłach "zgody budującej", szczególnie słyszalnych z okolic Belwederu.
    Tu dopiero widać lęk przed prawdziwą dychotomią My-Oni i przed wytyczeniem ostrych podziałów, w których pojęcia „swój” i „obcy” nabierają podstawowego znaczenia i decydują o dokonywanych wyborach.
    Na czym polega ten podział, doskonale nam wyjaśnił Jarosław Marek Rymkiewicz, gdy mówił o „Polsce rosyjskich kolaborantów”:
    „Nawet nazywać ich nie warto – w ogóle nie warto się nimi zajmować, najlepiej jest uznać, że ich nie ma. Trzeba wychodzić, kiedy wchodzą, odwracać się, kiedy do nas podchodzą. Polska należy do nas, a oni niech sobie gadają w swoich postkolonialnych telewizjach, co chcą, niech sobie piszą w swoich postkolonialnych gazetach, co im się podoba. Nas to nie dotyczy. [...]
    W wielkiej wspólnocie żyjących nie ma miejsca ani dla wampirów, ani dla upiorów, ani dla zmór nocnych. Mickiewicz nie zaprasza ich do wspólnego stołu. „Czy widzisz Pański krzyż? / Nie chcesz jadła, napoju? / Zostawże nas w pokoju. / A kysz, a kysz!”. To są słowa Guślarza, który w II części „Dziadów” wygania z cmentarza upiory atakujące gminną wspólnotę. Jesteś upiorem, a więc zostaw nas w spokoju, a kysz, a kysz. Nie możesz z nami jeść przy naszym stole.”

    I tu mamy problem. Bo - owszem,te słowa cytowały niemal wszystkie "nasze" media i niemal wszyscy zachwycają się wypowiedziami polskiego poety, ale też - owszem, nikt i w żadnym stopniu nie chce przyjąć konsekwencji takiego podziału ani powiedzieć "nocnym zmorom" - a kysz.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Politycy opozycji zastanawiają się co się stało, że premier zaczął od kilkunastu dni "mówić Kaczyńskim". Odwiedza fabryki wojskowe, zaprzyjaźnione media i krytykuje Putina. Prawdopodobnie jego sztab PR uznał, że się mu to opłaci, a przymilanie się opozycji znacznie mu to ułatwia, neutralizuje tym samym siłę Kaczyńskiego, jaką była stanowczość wobec Rosji. Opozycja się dowie co to za przyczyna dopiero, gdy zobaczy wyniki wyborów w tym i następnym roku. Ale trzeba było to przewidzieć parę tygodni temu, a nie dzisiaj się zastanawiać nad tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PiS-owscy notable furt uprawiają narrację jakoby Tusk "wszedł w buty Kaczyńskiego". Innej widać na razie nie zapodano.

      NO TO TRZEBA BYŁO TYCH BUTÓW NIE ZDEJMOWAĆ, I Z HOŁOTĄ SIĘ NIE BRATAĆ, Panowie Szlachta!!!

      Bo tak, to - jak ktoś przytomnie zauważył -, "Tusk zgrabnie obszedł Kaczyńskiego z prawej flanki". I uzyskał znaczącą przewagę "wizażową". :))

      PS. "Usta partii" mają natomiast do wygłoszenia tylko ten słowotok, niestety: LINK

      Usuń
  12. Autor i Komentatorzy

    Bardzo zgrabny tekst Dawida Wildsteina:

    http://niezalezna.pl/53060-pozytywy-z-putina

    Jakoś nie mogę zgodzić się na geopolityczne czarnowidztwo, na każdym kroku punktujące jaki to ten Putin bezczelnie skuteczny, a Zachód do bani. Pażywiom, uwidim. Putin realizuje na razie swój blitzkrieg, niech się nacieszy. Czas jest w tej wojnie czynnikiem grającym na niekorzyść Ruska. Rzeczywiście, w przypadku Rosji sankcje wydają się mało skuteczne, bo sowieckie społeczeństwo zniesie w swoim menu nawet korę brzozy, a utwierdza nas w tym przekonaniu ruska propaganda. To w takim razie zaciśnijmy im pasa do samego kręgosłupa, sprawdźmy jak długo wytrzymają. Rozgrywka dopiero się zaczyna, bo przecież po stronie NATO nikt nie obiecuje, że zakończy się natychmiast. Czeka nas kilka lat zapasów, które przy rzetelnym szacunku sił, muszą być dla Rosji przegrane.

    To się przekłada na Polskę. Jeśli opozycja nie potrafi skutecznie wykorzystywać sytuacji, zamiast tego wzmacnia i uwiarygodnia swych wrogów, to to oznacza, że musimy poważnie liczyć się ze zmianami jakościowymi i głęboką redefinicją w obrębie obozu patriotycznego. O ile tam się nie ockną, boć zawsze jeszcze jest na to czas.

    Czy jednak to oznacza, że składamy broń? Nie, bo nie jest celem wolnych Polaków ich reprezentacja polityczna. Ta ostatnia jest tylko środkiem, służącym osiąganiu celów znacznie wyrastających ponad interesy jakiejś wyodrębnionej grupy politycznej. Jeśli celu nie da się zrealizować za pomocą dotychczasowych środków, to należy dobrać inne środki. Z punktu widzenia celu to nie dramat, choć oczywiście życie pojedynczego człowieka upływa.

    Wydaje się rozsądne, aby jasno sygnalizować, że dla obozu patriotycznego nie będzie problemem rozstanie się z taką reprezentacją polityczną, która nie realizuje jego celów.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. ALEKSANDER ŚCIOS!

    Gorąco popieram zgłoszony przez Pana na tt, a podjęty przez panów Wyszkowskiego i Gmyza postulat NATYCHMIASTOWEGO zamknięcia granicy z obwodem kaliningradzkim.

    Tylko... czy ktokolwiek z rządu PO/PSl ośmieli się nawet o tym pomyśleć?

    Za to OPOZYCJA POWINNA TO ZGŁOSIĆ NATYCHMIAST!!!


    PS. Jaszczurze, i inni, którzy macie niedaleko: popatrzcie od czasu do czasu na morze, bo a nuż ruski (może nawet z życzliwym poparciem NRD) - wysadzi nam desant "autochtonów" - i anektuje Półwysep Helski?


    Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń

  14. UKRAINA DAJE PRZYKŁAD:


    PAP: Rada Bezpieczeństwa Ukrainy poleciła MSZ wprowadzenie wiz dla Rosjan

    MSZ Ukrainy otrzymało polecenie wprowadzenia reżimu wizowego z Federacją Rosyjską - poinformował sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Parubij w środę po posiedzeniu rady.


    Agencja UNIAN: Ukraina opuszcza Wspólnotę Niepodległych Państw

    Według agencji UNIAN Ukraina opuszcza Wspólnotę Niepodległych Państw. - Podjęto decyzję nie tylko o zakończeniu przewodniczenia (przez Ukrainę) w WNP, ale i o rozpoczęciu procesu wyjścia z WNP - wyjaśnił sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Ukrainy Andrij Parubij.

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/agencja-unian-ukraina-opuszcza-wspolnote-niepodleglych-panstw/vvgsy

    OdpowiedzUsuń
  15. A i Janukowyczowi "AMBASADOROWIE" lecą jak ulęgałki...

    Pełniący obowiązki prezydenta Ukrainy Ołeksandr Turczynow zwolnił ze stanowiska ambasadora w Polsce Markijana Malskiego. Wraz z nim zostali zwolnieni ukraińscy ambasadorowie w Danii i Szwecji.

    OdpowiedzUsuń