Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2012

NIESPEŁNIONY TESTAMENT JANA PAWŁA II (1)


"Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" – tymi słowami 27 listopada 1984 roku Jan Paweł II zobowiązał polski Kościół do wyjaśnienia całej prawdy o śmierci księdza Jerzego.
Treść ówczesnej rozmowy papieża z kardynałem Glempem znamy z informacji przekazanych Departamentowi I MSW przez kontakt informacyjny „Prorok” - osobę z najbliższego otoczenia Jana Pawła II. Notatkę z rozmowy przedstawił najważniejszym osobom w państwie dyrektor Departamentu I MSW gen. Zdzisław Sarewicz. Relacjonując spotkanie prymasa z papieżem, Sarewicz pisał: "Kardynał Glemp, omawiając sprawę porwania i zabicia ks. Popiełuszki, stwierdził, że był to gest "twardych komunistów" wymierzony przeciwko gen. Jaruzelskiemu osobiście. Potępiając tę prowokację, prymas położył zarazem duży nacisk na fakt, iż ks. Popiełuszko postępował nierozważnie i nie stosował się do rad i poleceń kierownictwa Kościoła".
Kard. Glemp miał też zrelacjonować spotkanie abp. Dąbrowskiego z gen. Kiszczakiem, który zapewnił Episkopat, że "osobiście przyjmuje odpowiedzialność za przebieg dochodzenia w sprawie bezpośredniej i pośredniej odpowiedzialności za śmierć Popiełuszki". Zdaniem kard. Glempa – pisał szef wywiadu PRL – min. Kiszczak sprawiał wrażenie bardzo szczerego, ale musiał przyznać, że prowadzącym dochodzenie nie będzie łatwo dotrzeć do inspiratorów zabójstwa, ponieważ jego bezpośredni sprawcy nie chcą zeznawać. Prymas stwierdził, że go to nie dziwi. Zdumiony Jan Paweł II miał wówczas zareagować słowami: "Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani".
Przez 26 lat, jakie upłynęły od męczeńskiej śmierci księdza Jerzego, Kościół w Polsce nie spełnił nakazu danego mu przez Jana Pawła II.
Wszystko co wiemy o późniejszej postawie prymasa Glempa i zachowaniach  hierarchów zdaje się świadczyć, że podzielili oni opinię na temat tego mordu narzuconą Polakom przez komunistyczną propagandę i uczynili wiele, by prawda o zleceniodawcach zabójstwa została głęboko pogrzebana.
Gdy czytamy ówczesne świadectwa, w tym donosy przekazywane przez kościelną agenturę, możemy pełniej zrozumieć, dlaczego śmierć księdza Jerzego stała się mordem założycielskim III RP.
Wiemy, że jeszcze przed  śmiercią Kapelana „Solidarności”   prymas Glemp wykazywał wobec niego postawę co najmniej niechętną. „Zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej” – wspominał ks. Jerzy po jednej z rozmów z prymasem.
W liście z 1983 roku, skierowanym do biskupa Stanisława Miziołka i księdza Zdzisława Króla, ksiądz Jerzy pisał - „Dnia 14 grudnia br. J.E.Ksiądz Kardynał Prymas w rozmowie ze mną stwierdził, że nic nie zrobiłem w Duszpasterstwie Medycznym i powinienem poprosić o zmianę pracy, a w środowisku robotniczym szukam tylko własnego rozgłosu i własnej chwały”.
Przyjaciel księdza Jerzego, ks. Jan Sikorski w wywiadzie udzielonym Biuletynowi IPN wspominał, że rozmowa z prymasem doprowadziła ks. Jerzego do łez:
Płakał i u mnie po spotkaniu z księdzem prymasem. Byłem przypadkowym świadkiem tego spotkania. Wychodziłem z nim z seminarium, kiedy z przeciwka szedł ksiądz prymas, i natknęliśmy się na siebie. I powiedział: „a to chodź, to porozmawiamy”, i wziął go ksiądz prymas do rozmównicy. Jerzy potem przyszedł do mnie do mieszkania, był bardzo przejęty tym, że – jak mówił – nie został zrozumiany.
O relacjach prymasa z księdzem Jerzym, doskonale wiedziała bezpieka. Co więcej – sama te relacje kształtowała i poprzez agenturę wywierała wpływ na opinie dotyczące kapelana „Solidarności”. Instrukcję o jednoznacznej treści - „Nadal przekazywać prymasowi opinie, które będą dyskredytowały ks. Popiełuszkę” – otrzymał 30 września 1983 r. tajny współpracownik SB o pseudonimie „Jankowski” od swojego oficera prowadzącego, płk Adama Pietruszki. Dziś wiemy, że TW Jankowski to ksiądz Michał Czajkowski.
Od roku 1982 zadanie „Jankowskiego” polegało nie tylko na przekazywaniu informacji dotyczących działalności ks. Popiełuszki, jego zaangażowania w pomoc ludziom opozycji, ale również na dezinformowaniu i dyskredytowaniu kapłana w oczach prymasa Glempa. Mocodawców „Jankowskiego” interesowało wszystko: zachowanie ks. Jerzego, jego kontakty z hierarchami, treść kazań podczas mszy odprawianych za Ojczyznę. TW skrupulatnie, a czasami nadgorliwie wywiązywał się z powierzonego mu zadania. Nie stronił od formułowania kąśliwych uwag na temat kapelana „Solidarności”, na przykład nazywając go „zmanieryzowanym mitomanem”.
Z donosu ks. Czajkowskiego z dn. 10.03.1984 roku możemy się dowiedzieć, że już wówczas między Janem Pawłem II a prymasem Polski istniały poważne różnice zdań w ocenie działalności księdza Jerzego,. TW „Jankowski” donosił:
W czasie przedwczorajszej z nim (ks.Jerzym) rozmowy stwierdziłem, iż poczuł się on bardziej pewnie i jest przekonany, że prymas Glemp „już nie będzie go ścigał za zwalczanie komunistów”. Powodem tego było przywiezienie przez bp. Kraszewskiego błogosławieństwa od papieża oraz podarowania papieskiego różańca ks. Popiełuszce. Popiełuszko mówił, że bp Kraszewski po powrocie z Watykanu odbył rozmowę z kard. Glempem na jego temat. Przebieg rozmowy był gwałtowny, gdyż biskup bronił Popiełuszki i stwierdził, że wobec papieża też gorliwie występował z taka obroną. W jej wyniku udało się bpowi Kraszewskiemu „zastraszyć” prymasa autorytetem papieskim. Doszło to tak daleko, że kard. Glemp ofiarował ks. Popiełuszko książkę o kard. Hlondzie z osobistą dedykacją. W bardzo ciepłym nastroju przyjął go i obiecał, że po powrocie z Południowej Ameryki nawiążą do tego spotkania. Ks. Popiełuszko ocenia tę zmianę prymasa względem jego osoby jako wynik zabiegów bp. Kraszewskiego u papieża. [...] Po wysłuchaniu takich zapewnień biskupa papież miał polecić obronę ks. Popiełuszki przez Kościół za wszelką cenę.” (podkr.moje)
Na wizerunek księdza Jerzego „pracowało” wielu innych donosicieli. W publikacji historyków IPN „Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982–1984”, tom 1. znajdują się m.in. cytaty z akt śledztwa  prowadzonego przez Prokuraturę Wojewódzką w Warszawie w roku 1983, w których znalazły się donosy tajnych współpracowników bezpieki. Przedstawiały księdza Jerzego jako kapłana „zaangażowanego politycznie”, „karierowicza żądnego politycznego przywództwa”, podkreślały jego antykomunizm, mówiły o „krnąbrności” wobec władz kościelnych i państwowych, wskazywały na wypowiedzi i działania o rzekomo politycznym kontekście.
W artykule „Wywiad PRL na tropie księdza Jerzego”, zamieszczonym w „Rzeczpospolitej” Sławomir Cenckiewicz przypominał, że w działania przeciwko kapłanowi włączona była cała bezpieka, w tym tzw. wywiad PRL – stanowiący integralną część aparatu represji. Z akt rezydentury Departamentu I MSW w Rzymie wynika, że interesowano się księdzem Jerzym na długo przed jego śmiercią. Przykładowo, w styczniu 1984 r. SB uzyskała ze źródeł agenturalnych szczegółowe informacje na temat opinii redaktora naczelnego polskiego wydania "L'Osservatore Romano" ks. Adama Bonieckiego dotyczące krytyki ks. Popiełuszki przez niektórych  hierarchów: "W dniu 5 I 1984 r. wrócił do Rzymu z pobytu w Polsce ks. A. Boniecki. W dniu 6 I 1984 r. był on na obiedzie u papieża i jak twierdzi, przekazał mu szczegółowe sprawozdanie ze swojego pobytu w Polsce. W Warszawie Boniecki spotkał się z ks. Popiełuszko. Uznaje go za bohatera i niepodziela oceny abp. Bronisława Dąbrowskiego i ks. Janusza Bolonka, którzy uważają, że Popiełuszko jest osobnikiem niedoważonym i nienadającym się do odgrywania ofiary prześladowania...”(pisownia oryg).
Według wywiadowców – pisze Cenckiewicz - ks. Boniecki miał też skrytykować polskich hierarchów, a zwłaszcza prymasa Glempa, za to, że udają, iż nie wiedzieli o "istnieniu prywatnego mieszkania Popiełuszki w Warszawie przy ul. Chłodnej", co z kolei wykorzystywała propaganda komunistyczna, publikując na ten temat sensacyjne artykuły w prasie. "Zdaniem Bonieckiego zachowanie J. Glempa w stosunku do "rzekomo" rozpolitykowanych kapłanów jest skandaliczne".
Dzięki sieci agenturalnej w Watykanie, Departament I doskonale wiedział, że stanowisko Jana Pawła II jest zbieżne z opinią zaprezentowaną przez ks. Bonieckiego. Papież miał zwlekać z przyjęciem kardynała Glempa, który 16 stycznia 1984 r. przybył do Watykanu. Zdaniem rezydentury Jan Paweł II miał pretensje do kardynała Glempa za zbytnią uległość wobec reżimu Jaruzelskiego, napominanie "rozpolitykowanych kapłanów" związanych z "Solidarnością", "autocenzurę", której dopuścił się przygotowując tekst orędzia na Boże Narodzenie w 1983 r. oraz za wyrażoną w kazaniu z 6 stycznia 1984 r. jednostronną krytykę instalacji rakiet NATO w krajach zachodniej Europy - bez przypomnienia, iż jest to reakcja na agresywne zamiary bloku sowieckiego wobec wolnego świata.
Zbierany przez lata „materiał oskarżycielski” bezpieka postanowiła ponownie wykorzystać po  śmierci księdza Jerzego. Gdy zdano sobie sprawę, że Jan Paweł II podziela opinię, że za mordem stoją najwyżsi przedstawiciele władzy oraz wykazuje głębokie zainteresowanie wyjaśnieniem wszystkich okoliczności zabójstwa, przystąpiono w Watykanie do dezawuowania postaci księdza  i podważania męczeńskiego charakteru jego śmierci. Najważniejszym celem – jak twierdzi Sławomir Cenckiewicz – jaki chciano osiągnąć, było upowszechnienie tezy władz PRL o "spisku twardogłowych" przeciwko Jaruzelskiemu.
Teza ta znalazła się w notatce z rozmowy agenta Departamentu I SB MSW, którego w meldunkach i szyfrogramach opisywano jako "źródło nr 13963". W dniu 12 grudnia 1984 r. odbył on rozmowę z abp. Bronisławem Dąbrowskim ówczesnym sekretarzem Episkopatu Polski. Opinia wyrażona przez arcybiskupa jest identyczna z obowiązującym do dziś kłamstwem o inspiratorach zbrodni na księdzu Jerzym. Warto też zwrócić uwagę, co hierarcha ma do powiedzenia na temat kpt. Piotrowskiego, jednego z porywaczy księdza Jerzego. Źródło„nr 13963” donosiło:
"Zdaniem abp. Dąbrowskiego odpowiedzialność za tę zbrodnię należy przypisać elementom politycznym wrogim wobec gen. Jaruzelskiego, a zatem chodzi niewątpliwie w tym przypadku o prowokację, posiadającą dotąd pewne cechy utajone. Kpt. Piotrowskiego – Dąbrowski określił jako "starego znajomego", gdyż zarówno on, jak i Glemp spotykali go kilka razy, podczas kiedy pełnił on służbę jako funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu i Departamentu ds. Kościelnych i Narodowościowych MSW w czasie wizyty papieża w Polsce oraz przy okazji spotkań z Wałęsą. W jego ocenie Piotrowski jest typem bardzo ambitnym, który uważał, że należy mu się stopień pułkownika. Trzej sprawcy przestępstwa działali pod Toruniem w łatwych warunkach, ponieważ strefa ta jest dobrze kontrolowana. Mogli więc liczyć na poparcie organizacyjne czynników radykalnych w aparacie SB i tajnej jaczejki OAS (Organizacja Anty-Solidarność), jak również na poparcie "bazy sowieckiej". Jako wykonawcy działali oni niewątpliwie na rozkaz przeciwników gen. Jaruzelskiego uplasowanych w MSW tzn. ludzi zaufanych Mirosława Milewskiego".
            Wielu historyków zwracało uwagę, że relacje władz komunistycznych z Kościołem uległy zasadniczej zmianie po zabójstwie księdza Popiełuszki. Mimo, iż oświadczenia hierarchów z tego okresu wyrażają sprzeciw wobec zabójstwa kapłana, próżno poszukiwać w nich wskazania winnych zbrodni lub potępienia inspiratorów. Można odnieść wrażenie, że z chwilą zabójstwa Kapelana „Solidarności” odblokowały się możliwości porozumienia z władzą, usunięta została przeszkoda oddzielająca od siebie dwie przeciwstawne siły i otworzyła się droga do „historycznego kompromisu”.
Gdzie szukać podstawy wzajemnych stosunków hierarchów i władzy komunistycznej w latach 80.? Na czym opierała się ta relacja? To jak dalece była zgodna z intencjami władz można odczytać ze stenogramów XVII Plenarnego Posiedzenia KC PZPR, które miało miejsce cztery dni przed wyłowieniem z Wisły zwłok księdza Jerzego. To wówczas gen. Jaruzelski mógł powiedzieć: „Myślę, że (...) prymas potrafi współdziałać z nami, żeby w interesie ogólnym, w interesie narodu, nie dopuścić do nieobliczalnego biegu wydarzeń”.
Może najtrafniej relację tę opisał Stanisław Ciosek, który z ramienia KC PZPR objął nadzór nad MSW po morderstwie na księdzu Jerzym. W wywiadzie sprzed kilku lat, Ciosek pytany – „Skąd się brała wasza skłonność do Kościoła?” – odpowiedział - „Hierarchia i instytucja bardziej rozumiała, i traktowała jako bardziej przewidywalną, drugą hierarchię i instytucję”. I dodał: „Stara jest zasada przetrwania Kościoła, jak w tym porzekadle: Kościół opłakuje zmarłego, ale do trumny z nim się nie kładzie itd. Zachowuje dystans. Tak samo tutaj było. Miałem masę rozmów z ludźmi Kościoła. I mogę powiedzieć, że Kościół był bardzo wstrzemięźliwy, gdy chodzi o wybory, o Okrągły Stół i podzielenie się władzą z "Solidarnością". Bo nie wiedział, jaka będzie ta nowa władza. Jakby przeczuwał zresztą, że lepiej było mu z komunistami niż z nie wiadomo kim...”.
Gdy coraz pełniej poznajemy fakty dotyczące działań agentury w Kościele, nowego znaczenia nabierają również słowa gen. Kiszczaka, zawarte w „Liście otwartym do prezesa Instytutu Pamięci narodowej w sprawie zabójstwa ks. Popiełuszki” z 2003 r. Szef bezpieki napisał tam m.in.:
W czasie procesu toruńskiego zobowiązaliśmy oskarżonych do zachowania tajemnicy służbowej i państwowej (jeżeli coś nie dotyczy sprawy zabójstwa i nie przeszkodzi w ich obronie, to nie mają prawa tego ujawniać). Chodziło zwłaszcza o to, żeby nie ujawniać agentury pośród księży oraz faktów kompromitujących niektórych duchownych. Wiedzieli o tym obrońcy, osobiście lojalnie poinformowałem także sekretarza Episkopatu Polski, abp. Bronisława Dąbrowskiego.
Jak mocne były wpływy esbeków na decyzje hierarchów Kościoła, może świadczyć przykład represji, jakim tuż po zamordowaniu  Kapelana „Solidarności” poddano księdza Stanisława Małkowskiego – przyjaciela księdza Jerzego. 
O tym napiszę w drugiej części.


.....................................................


Dwa teksty zatytułowane „NIESPEŁNIONY TESTAMENT JANA PAWŁA II” powstały w styczniu 2010 roku. Przypominam je dziś, po doświadczeniach tragedii smoleńskiej i beatyfikacji  księdza Jerzego. Te epokowe wydarzenia -  tak od siebie różne, a przecież złączone Bożą logiką -  pozostały  bez wpływu na postawy hierarchów naszego Kościoła.
Śmierć polskiej elity stała się okazją do „pojednania” z ludobójcami i kierowania homagium do człowieka, który na nienawiści i walce z symbolem chrześcijaństwa zbudował swoją prezydenturę. Zaprzepaszczono i haniebnie przemilczano dar świętości księdza Jerzego, zabitego  - jak głosił papieski dekret - z nienawiści do wiary.  Zrobiono tak, bo była to ta sama nienawiść, która wyznaczyła drogę do tamy we Włocławku i do smoleńskiej pułapki. Przemilczano tę świętość, bo tragedia z 10 kwietnia i obecna postawa rządzących są kontynuacją tamtego zaprzaństwa i tamtej wizji świata, która skazała na śmierć księdza Jerzego.
Jak 28 lat temu, głosem tchórzów i zdrajców nakazywano Polakom szukać „porozumienia” z mordercami księdza, a z katów uczyniono  rzeczników ofiar – tak dziś, tym samym głosem mówi się nam o „pojednaniu”  i każe wyrażać wdzięczność odwiecznym ciemiężycielom.
Wówczas - droga od włocławskiej tamy, do pałacu w Magdalence zajęła całe pięć lat. Wyznaczyły ją kolejne morderstwa - na działaczach „Solidarności” i niepokornych księżach, których głos mógł zmącić plany  miernot i przeszkodzić zamysłom samozwańczych reprezentantów narodu.
Dziś, gdy aparat nienawiści działa sprawniej, a wśród nas coraz mniej  ludzi godnych i odważnych - „pojednanie” z bandytami może nastąpić wcześniej. Powstały z niego układ na dziesięciolecia zamknie drogę do prawdy, stając się depozytem zbrodni  i gwarantem nowego przymierza katów i ofiar.
Nie mam wątpliwości, że  jest to cena, jaką płacimy za niespełniony testament polskiego papieża. 

czwartek, 10 marca 2011

ŚWIĘTY – UMORZONY

Katowicki IPN od kwietnia 2006 roku prowadzi śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Dochodzenie miało ustalić, czy istniał spisek komunistycznych służb specjalnych zmierzający do zgładzenia Papieża oraz czy i jaki udział miały w ewentualnym spisku tajne służby PRL. Śledztwo od początku spotykało się z żywym zainteresowaniem i krytyką niektórych środowisk. Najczęściej używanym argumentem był klasyczny zarzut o marnotrawieniu publicznych pieniędzy, choć zdarzały się też bardzie kuriozalne wymysły, jak np. wypowiedź wiceprzewodniczącego PO, który twierdził, że IPN nie powinien zajmować się zamachem na Papieża, ponieważ „sprawa nie dotyczy terytorium Rzeczypospolitej”. Polityk z grupy rządzącej najwyraźniej zapomniał, że, Jan Paweł II, czyli Karol Wojtyła, do śmierci miał polskie obywatelstwo, polski paszport i był zameldowany przy ul. Kanoniczej w Krakowie.
Ataki na katowicki IPN nasiliły się, gdy Instytut dostał dokumenty włoskiej komisji parlamentarnej, tzw. Komisji Mitrochina, oraz protokoły z przesłuchań Alego Agcy. Prokuratorzy dotarli również do akt niemieckiej i czeskiej bezpieki, poszukując w nich śladów nt. zamachu.. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Do dziś na stronie internetowej esbeckiego Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa widnieje artykuł – paszkwil Gazety Wyborczej „IPN z Archiwum X”, w którym dwie pracownice tego pisma w niewybredny sposób atakują prokuratorów z katowickiego oddziału Instytutu. Przed kilkoma dniami GW epatowała czytelników informacją, że śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II kosztowało IPN prawie 330 tys. złotych. Ten sam argument – prowadzenie zbyt kosztownych śledztw, był podnoszony w związku z wnioskiem Prokuratora Generalnego o odwołanie szefa pionu śledczego IPN Dariusza Gabrela.
Podobnie, jak sprawa zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki, tak śledztwo dotyczące zamachu z 13 maja 1981 roku nie przypadkiem wzbudza niechętne reakcje niektórych środowisk. Z jednej strony są to funkcjonariusze sowieckiej policji politycznej PRL, zainteresowani ukryciem swojej roli w zbrodniach reżimu, z drugiej – ich okrągłostołowi partnerzy z kręgów koncesjonowanej opozycji, chwalcy narodowej amnezji, rozliczni agenci i tajni współpracownicy bezpieki. Od 20 lat ten „klub strażników tajemnic” dba, by prawda o zbrodniczym charakterze władzy Kiszczaka i Jaruzelskiego nie dotarła do Polaków. Dotyczy to szczególnie tych obszarów funkcjonowania państwa komunistycznego, gdzie dochodziło do współdziałania sowieckich służb z agenturą ulokowaną w Kościele. Bez tej współpracy nie byłby możliwy mord na księdzu Jerzym i trwające do dziś kłamstwo procesu toruńskiego. Tym bardziej – nie byłby możliwy zamach w Watykanie. Nadal niespełniony pozostaje testament Jana Pawła II, który w słowach z 27 listopada 1984 roku „Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" – zobowiązał polski Kościół do wyjaśnienia całej prawdy o śmierci księdza Jerzego.
Od chwili wyboru Jana Pawła II, Watykan był w ścisłej czołówce państw, którymi interesował się wywiad komunistyczny. Sam zaś Karol Wojtyła podlegał obserwacji bezpieki już od 1949 r., a jego późniejszą inwigilacją zajmowała się armia esbeków, wśród nich m.in. Grzegorz Piotrowski, późniejszy zabójca księdza Jerzego.
Dokumenty wytworzone w związku z pracą rzymskiej rezydentury wywiadu PRL, noszącej kryptonim „Baszta”, nie pozostawiają wątpliwości, że celem tych działań była walka z Kościołem i Papieżem zarówno w relacjach z władzami PRL, jak i na płaszczyźnie międzynarodowej.  Zdobywane tą drogą informacje, były wykorzystywane dla globalnych celów polityki Związku Sowieckiego. Instrukcja pracy tzw. wywiadu PRL, przygotowana przez KGB w 1980 r., dobitnie świadczy, że był on ogniwem  megasłużb sowieckich. Zgodnie z tą instrukcją, KGB i SB prowadziły wspólnie długofalowe działania operacyjne w celu: „wywierania wpływu na papieża, pogłębiania różnic poglądów między Watykanem a Stanami Zjednoczonymi, pogłębiania wewnętrznych różnic w Watykanie, analizowania, planowania i prowadzenia działań operacyjnych szkodzących watykańskim planom umocnienia kościołów i rozwoju nauki religii w krajach socjalistycznych, wykrywania kanałów, którymi Kościół katolicki w Polsce zwiększa swe wpływy i podsyca działalność Kościoła w Związku Sowieckim”.
Jednym z priorytetów operacji zagranicznych Departamentu I SB MSW w czasie pontyfikatu Jana Pawła II stało się rozbudowywanie agentury wśród Polaków w Rzymie i w Watykanie. Znamy dziś nazwiska oficerów kierujących rzymską rezydenturą, pseudonimy agentów: „Prorok”, „Konrado”, „Potenza”, czy „Russo” oraz kilka nazwisk księży – tajnych współpracowników. Zdemaskowanie agenta-jezuity, Tomasza Turowskiego znacząco poszerza wiedzę o działaniu tej rezydentury i metodach, jakimi posługiwano się, by dotrzeć w pobliże Jana Pawła II.  „Każda informacja, którą przekazywał tajny współpracownik, miała znaczenie. Teraz uspokajają oni swoje sumienie, powtarzając jak mantrę, że nie mówili nic istotnego. To iluzja. Kwestionariusz pytań dotyczących kardynała Wojtyły, które SB zadawała swoim tajnym współpracownikom, był niezwykle wyczerpujący. Niektóre są oczywiste - jaki jest jego stosunek do ZSRR. Ale pojawiały się też takie, których sens jest zagadkowy - jakiej marki żyletek używa Wojtyła? […] Pozornie błahe informacje układały się jak puzzle. Powstawał portret figuranta. Otwierały się możliwości operacyjne - szantażu, a niekiedy nawet fizycznego unicestwienia niepokornego księdza” – przypominał przed laty historyk IPN Marek Lasota. Nie trzeba przekonywać, że informacje uzyskane przez wywiad PRL musiały być niezwykle przydatne w planowaniu zamachu na Ojca Świętego. Nie bez powodu w strukturze megasłużb sowieckich Departament I, a w szczególności jego wydział III, prowadzący działania na terenie Watykanu, cieszył się uznaniem moskiewskich zwierzchników. Jeśli dziś historycy i dziennikarze badający akta bezpieki napotykają wyraźną lukę w materiałach z okresu zamachu, może to świadczyć, że zadbano o dokładne „wyczyszczenie” archiwów.
Przed kilkoma miesiącami prokurator Ewa Koj z katowickiego IPN-u oświadczyła, że z dotychczasowego przebiegu śledztwa wynika, że nie było tzw. polskiego śladu w sprawie zamachu. „Mówię to na podstawie tego, co udało nam się znaleźć w archiwach w zbiorze zastrzeżonym, związanym z wywiadem wojskowym i z wywiadem cywilnym. Tam nie ma żadnych śladów, które by wskazywały, że wywiad polski był w jakiś sposób zaangażowany w zamach. Niewątpliwie służby specjalne innych krajów korzystały z materiałów informacyjnych o Janie Pawle II, które zbierały nasze służby, ale nic nie wskazuje, że nasze służby wiedziały o planowanym zamachu na życie papieża” - stwierdziła prok. Koj. Według jej słów, śledztwo zakończy się umorzeniem, a uzasadnienie decyzji o umorzeniu wraz ze streszczeniem protokołów z przesłuchania Ali Agcy zostanie wydane w formie publikacji prawdopodobnie na początku maja br., tuż po beatyfikacji Jana Pawła II.
Można oczywiście zwrócić uwagę na mocno niefortunne sformułowania zawarte w oświadczeniu pani prokurator. Trudno przecież organy komunistycznej bezpieki nazwać „wywiadem polskim” i określać je mianem „nasze służby”. Nie to jednak wydaje się najważniejsze. Jeśli śledztwo w sprawie zamachu na polskiego Papieża zostanie umorzone, a nad sprawą zapadnie urzędowa zasłona milczenia, nigdy nie zostaną wyjaśnione przynajmniej dwa istotne wątki. 
Pierwszy dotyczy wiedzy zgromadzonej w archiwach watykańskich, głównie ustaleń watykańskiego „łowcy szpiegów” jezuity Roberta Grahama. Na dokumenty te powoływał się John Koehler - oficer wojskowego wywiadu USA, był doradca prezydenta Reagana, gdy w wywiadzie dla dziennika "La Stampa" stwierdził, że w zamach zamieszani byli także polscy duchowni. Koehler twierdził również, że stosowano skomplikowaną, okrężną drogę zadaniowania agentów, by zwieść wywiady zachodnie. Zadania dla polskiej agentury miały przechodzić przez niemiecką Stasi, a kopie tych operacji trafiły do archiwów służb węgierskich. Wydaje się, że ten ważny trop nie był przedmiotem badań IPN i nawet nie próbowano prowadzić poszukiwań w watykańskich czy węgierskich archiwach.
Druga sprawa jest bardziej szokująca. Z ujawnionego przez IPN  dokumentu "Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971-1989 Departamentu IV" wynika, że wraz z grupą polskich pielgrzymów udających się na inaugurację pontyfikatu Jana Pawła II jechało trzech oficerów SB: Adam Pietruszka, Zenon Chmielewski i Jan Zacherowski. Wszyscy oni byli w tłumie wiernych podczas mszy intronizacyjnej 22 października 1978 r. Od tej pory, podczas wystąpień papieskich na Placu św. Piotra zawsze był obecny funkcjonariusz MSW.
Jednak tylko raz zdarzyło się, że przed bazyliką watykańską czekało aż trzech oficerów peerelowskiej bezpieki. Na podstawie badania akt paszportowych funkcjonariuszy IV Departamentu, IPN ustalił, że stało się to podczas audiencji generalnej w dniu 13 maja 1981 roku. Jeśli zatem śledztwo zostanie umorzone, bo „nic nie wskazuje, że nasze służby wiedziały o planowanym zamachu na życie papieża” – trzeba będzie wyjaśnić niezwykłe zdolności antycypacji zdarzeń przez wywiad PRL.
Gdy dziś jesteśmy świadkami propagandowych gier, związanych z obecnością „elit” III RP na uroczystościach beatyfikacyjnych Jana Pawła II, warto pamiętać, że są wśród nich ludzie, którzy nadal ukrywają prawdę o zamachu na Świętego.

Artykuł opublikowany w nr 10/2011 Gazety Polskiej
 Miło mi Państwa poinformować, że Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski wydało książkę mojego autorstwa  - „ZBRODNIA SMOLEŃSKA. Anatomia dezinformacji , zawierającą zbiór  artykułów i tekstów powstałych po 10 kwietnia 2010 roku. Osoby zainteresowane publikacją mogą znaleźć więcej informacji pod  linkiem do strony internetowej Wydawnictwa ANTYK.  

wtorek, 19 stycznia 2010

NIESPEŁNIONY TESTAMENT JANA PAWŁA II (2) ZAKOŃCZENIE.

Nie upłynął miesiąc od porwania księdza Jerzego, gdy prymas Polski skierował list „Do wszystkich rządców parafii oraz rektorów kościołów w archidiecezji warszawskiej”. Mogliśmy w nim przeczytać:

W ostatnim czasie do władzy Kościelnej napływają skargi, a nawet oburzenia wiernych, że niektórzy księża dają się ponieść uczuciom światowym i zamiast głoszenia prawd Bożych wdają się w polemiki nieteologiczne, nie mające także nic wspólnego z prawdziwym patriotyzmem. Te uwagi, potwierdzone przez bardzo poważnych katolików, wywołują zgorszenie wiernych. Odnoszą się one szczególnie do wystąpień ks.mgr. Stanisława Małkowskiego – kapłana archidiecezji warszawskiej.

Kapłan ten wielokrotnie został ostrzeżony i dn. 15 listopada br. przez Biskupa Pomocniczego upomniany, mimo to dawał się potem ponieść emocjom, a głoszone przez niego słowo było obce duchowi Ewangelii.

Biorąc to pod uwagę polecam wszystkim Rządcom kościołów i kaplic, aby nie dopuszczali księdza Stanisława Małkowskiego do głoszenia słowa Bożego u siebie. Ksiądz Małkowski może sprawować święte czynności na Wólce Węglowej, gdzie jest miejsce jego kapłańskiej pracy. - 24 listopada 1984 r. Józef kardynał Glemp Prymas Polski.

Nie trzeba wyjaśniać, co tego rodzaju oświadczenie mogło oznaczać dla przyjaciela księdza Jerzego, z jak realnym zagrożeniem było związane. Ksiądz Małkowski musiał być świadomy swojego położenia, skoro w liście skierowanym do prymasa z dn.16 stycznia 1984 roku pisał:

Wobec zagrożenia mojego życia ze strony władzy świeckiej i zagrożenia mojej dobrej opinii ze strony władzy kościelnej, proszę Księdza Prymasa o znak solidarności wobec mnie.

Wydany dekret Eminencji wobec mojej osoby może być poczytany przez przedstawicieli władz państwowych (jak sądzę już jest poczytany) za rodzaj zachęty do represjonowania mnie z powodu przekonań. Dlatego proszę o uchylenie dekretu (...), który stawia mnie w sytuacji opresji ze strony obu władz, w sytuacji podobnej do tej, w jakiej przed śmiercią znajdował się mój przyjaciel ksiądz Jerzy Popiełuszko”.

„Znaku solidarności” ksiądz Małkowski się nie doczekał. W odpowiedzi udzielonej mu przez sekretariat prymasa, możemy przeczytać, że „pismo Eminencji miało właśnie na celu ochronę wielebnego księdza”.

Jak po latach ksiądz Małkowski wspominał, że tylko dwie osoby - Jerzy Urban i Jacek Kuroń – stawiały mu wówczas zarzuty podobne do tych, zawartych w liście prymasa.

Gdybym poszukiwał potwierdzenia tezy, że od chwili męczeńskiej śmierci księdza Jerzego władze komunistyczne, niektórzy hierarchowie Kościoła i ludzie „demokratycznej opozycji” znaleźli wspólną „drogę kompromisu”, zakończoną porozumieniem „okrągłego stołu” - wskazałbym ten właśnie, mało znany dokument. Jego wymowa – w kontekście wydarzeń, jakie miały miejsce po 19 października 1984 roku oraz faktu, że ksiądz Małkowski figurował pod numerem 1 (przed księdzem Jerzym) na esbeckiej liście księży przeznaczonych do zgładzenia – wydaje się niezrozumiała tylko wówczas, jeśli chcielibyśmy zapomnieć, że ówczesne wypowiedzi władz komunistycznych i głos hierarchów Kościoła brzmiały niemal identycznie.

To w oświadczeniu Episkopatu Polski z dn.22 października 1984 roku padły słowa: Porwanie księdza Jerzego Popiełuszki – znanego kapłana w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie - budzi głęboki niepokój. [...] Posiadane dotychczas wiadomości o okolicznościach porwania, wskazują na to, że sprawcy działali z motywów politycznych.”

W istocie - komunikat powtarzał tezę PRL-owskiej propagandy, jakoby ksiądz Jerzy był tak naprawdę działaczem politycznym, a jego śmierć miała polityczny kontekst. Zdanie to wzbudziło wówczas takie wzburzenie, że członkowie Niezależnego Zrzeszenia Studentów planowali zorganizowanie wiecu przed siedzibą prymasa, oskarżając go o „trzymanie z władzą, nie z narodem”.

W tym kontekście trzeba dostrzec, co po zamordowaniu księdza Jerzego mówili między sobą komuniści. W Biuletynie IPN 10/2004 znajdziemy cytowany już kiedyś przeze mnie tekst wystąpienia gen. Jaruzelskiego podczas posiedzenia kierownictwa KC PZPR, datowany między 3, a 11 listopada 1984 roku – czyli tuż po pogrzebie księdza Jerzego, a przed dekretem prymasa Glempa. Fragment stenogramu wystąpienia Jaruzelskiego został zamieszczony w artykule Grzegorza Majchrzaka i Jana Żaryna – „Dwa nowotwory”.

To bardzo ważny dokument, ukazujący prawdziwy stosunek komunistów do polskiego Kościoła na początku lat 80-tych. Działalność księdza Małkowskiego jest dla Jaruzelskiego na tyle dotkliwym problemem, że wspomina o tym wprost: Ten Małkowski to już w ogóle wariat, ale to jest ich sprawa, jeśli dają mu ambonę, to ponoszą za to odpowiedzialność.”

Dowiemy się, że propagandowym antidotum na takich jak Małkowski i Popiełuszko ma być „premiowanie, popularyzowanie księży pozytywnych, duchownych pozytywnych. Jaruzelski nie kryje swoich intencji: „Towarzysze, nam znacznie wygodniej jest prać potem jakiegoś takiego księdza Jancarza czy kogoś innego, pokazując obok, a właśnie to jest wzór postawy obywatelskiej. Przecież to jest dla nas bardzo wygodna płaszczyzna, że my nie walczymy z Kościołem, nie walczymy z duchowieństwem. Na odwrót – szanujemy, pokazujemy tych, którzy są patriotami, ale tym ostrzej możemy wtedy bić w tamtych.”

Człowiek, który odpowiada za śmierć księdza Jerzego, zdaje się doskonale rozumieć w jaki sposób wykorzystać ten mord w „dialogu” z Kościołem. W ówczesnych słowach I sekretarza partii znajdziemy zarys „koncepcji kłamstwa”, która legła u podstaw „historycznego kompromisu”. To głos niezwykle bliski tezom z dekretu prymasa Polski. Jaruzelski mówi:

„Polityka włączana zbyt nachalnie do działalności kościelnej Kościół obiektywnie kompromituje. [...]I Kościół to też czuje, czy mądrzy ludzie w Kościele, i tego się też obawia. Co mądrzejsi czują, że stereotyp nieskazitelnego Popiełuszki niełatwo będzie utrzymać. On jest męczennikiem nie za wiarę, ale za politykę, za sianie nienawiści.”

Na końcu tego ważnego tekstu, Jaruzelski kreśli strategię postępowania wobec Kościoła, po zamordowaniu księdza Jerzego. Wspominając to zabójstwo mówi:

Nas ten przypadek wiele nauczył pod tym względem. Oby Kościół też się z tego nauczył nie mniej niż my. I chodzi o to tylko, proszę towarzyszy, żeby te działania, o których tutaj mówię, nie zabrzmiały jako jakaś z naszej strony kampania antykościelna, czy jeszcze gorzej antyreligijna. Bo byłoby to nieszczęście. Na odwrót – to musi być budowane i propagandowo osłonione w ten sposób, że my to robimy w obronie stosunków, w obronie dobrych, pozytywnych stosunków, którym szkodzi ekstrema. Że jest to sprzeczne ze wskazaniami papieża, m.in. wypowiedzianymi na lotnisku w Balicach, kiedy odlatywał po zakończeniu swojej wizyty w Polsce. Warto może wyciągnąć, przecież w ciągu tych dwóch wizyt było tam i kilka sformułowań pozytywnych. Niektóre nawet w Belwederze cytowałem. Pokazywać, powiedzieć, czy to jest zgodne, zgodne ze stanowiskiem papieża, zgodne ze stanowiskiem prymasa? My w obronie papieża występujemy, w obronie linii porozumienia z Kościołem, przeciwko ekstremie”.

Trzeba przypomnieć, że prymas Glemp był tym człowiekiem we władzach polskiego Kościoła, który najmocniej sprzeciwiał się uznaniu męczeństwa za wiarę księdza Jerzego.

Pisał o tym obszernie Cezary Gmyz w artykule „Zabrakło zeznań prymasa”, zamieszczonym w Rzeczpospolitej. Autor przypomina, że o beatyfikację księdza Jerzego wierni zabiegali natychmiast po Jego śmierci. Trzeba było jednak 12 lat, by proces beatyfikacyjny mógł się rozpocząć. Gmyz pisze, że „największą przeszkodą na drodze do wyniesienia na ołtarze była odmowa prymasa złożenia zeznań w procesie. [...] Dopiero objęcie zwierzchnictwa archidiecezji warszawskiej przez abp. Kazimierza Nycza w 2007 r. spowodowało, że prace przyspieszyły”. Powołuje się również na akta Wydziału XI Departamentu I SB (tzw. wywiad PRL), w których zachowała się notatka informacyjna z dn.04.06.1986 roku ze źródła o kryptonimie „Sanyo” (prawdopodobnie chodzi o podsłuch) na temat ewentualnej beatyfikacji księdza Jerzego . „Kardynał Glemp wypowiedział się, iż dopóki on jest prymasem, nie może być o tym mowy, nie dopuści do tego” – czytamy w dokumencie. W notatce znalazła się inna, niezwykle ważna informacja, mogąca świadczyć, że w roku 1986, u progu porozumienia „okrągłego stołu” prymas i Episkopat wspólnie z komunistami nadal zabiegali o propagandowe „upolitycznienie” księdza Jerzego.:

„Wydawnictwo „Spotkania” /Jegliński/ wydało pamiętniki – dzienniki Popiełuszki, w których są zawarte nieprawdziwe dane lub przekłamania, odnoszące się do kardynała Glempa i Episkopatu. Glemp i Episkopat chcą do tego bezpośrednio ustosunkować się. Z sugestii Glempa temat ten ma poruszyć w specjalnie wydanej publikacji /prawdopodobnie w Oficynie Poetów i Malarzy w Londynie/ dr.Peter RAINA. Publikacja ma się ukazać w końcu br lub na początku 1987 roku. Dr.RAINIE udostępniona zostanie publikacja zgromadzona w Episkopacie, w tym z procesu toruńskiego, wraz z dokumentami z Urzędu ds.Wyznań, w których zwracano Episkopatowi uwagę, iż kazania Popiełuszki są wystąpieniami politycznymi. Będą także zamieszczone dane jak Episkopat reagował na te wystąpienia oraz na niesubordynacje Popiełuszki

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w recenzji z filmu „Popiełuszko” napisał:

„Ze scen, które mi się nie podobały, to rozmowa bohatera filmu z Księdzem Prymasem Józefem Glempem, który nawiasem mówiąc gra samego siebie. Jest ona bowiem pokazana inaczej niż relacjonował to ks. Jerzy. Poza tym, skrywaną nadal tajemnicą jest to, że Popiełuszko, tak jak wielu innych kapelanów „Solidarności” nie cieszył się poparciem swoich przełożonych. Co więcej, był przez nich niezrozumiany. Z relacji jego przyjaciół wynika także, że w środowisku kościelnym czuł się on osamotniony. Bolał nieraz na tym bardzo. Inna sprawa, że bezpieka, jak to z kolei wynika z akt IPN, poprzez swoich tajnych współpracowników robiła co mogła, aby we wspomnianym środowisku zniszczyć dobre imię kapelana z Żoliborza, co niestety wiele razy się jej udawało. Niedawno czytałem dokumenty Departamentu I SB, czyli wywiadu, mówiące o tym, że podważanie wiarygodności młodego księdza odbywało się nawet w Watykanie, tak przed jak i po jego śmierci. Dla przykładu, jeden z tajnych współpracowników starał się wmówić osobom z najbliższego otoczenia Jana Pawła II, że ks. Popiełuszko to „człowiek chory psychicznie” i „manipulowany przez opozycję”. Suchej nitki nie zostawiono też np. na jego przyjacielu, ks. Stanisławie Małkowski, także kapelanie podziemnych struktur, która esbecy również starali się zgładzić.”

Ten sam obraz wyłania się z rozmowy, jaką Cezary Gmyz przeprowadził 3 marca 2009 r. z księdzem Stanisławem Małkowskim. Pytany, co sądzi o tym, że prymas Glemp nie złożył zeznań w czasie procesu beatyfikacyjnego, ksiądz Małkowski odpowiada:

Specjalnie mnie to nie zdziwiło. Takie zeznania, składane pod przysięgą, mogłyby być dla księdza prymasa niewygodne. Pewnie wolałby, by młodzież zapamiętała pasterza diecezji, jak w filmie „Popiełuszko”, przedstawionego w sposób ciepły. W rzeczywistości ks. prymas był dla księdza Jerzego znacznie ostrzejszy.”

Sam prymas Glemp twierdzi, że nie czynił żadnych przeszkód, by proces beatyfikacyjny mógł się rozpocząć. W wywiadzie dla KAI, w którym wyjaśniał swoje stanowisko w tej sprawie, znalazły się słowa, w których prawdziwość nie sposób wątpić:

Nie zgadzałem się na rozpoczęcie procesu natychmiast po śmierci ks. Popiełuszki, mimo że takie sugestie padały. Stałem na stanowisku, iż proces winien rozpocząć się we właściwym momencie i na taki moment czekałem. Byłem przekonany, że dobru procesu beatyfikacyjnego nie służą emocje, tym bardziej te z podtekstem politycznym”.

Na pytanie - czy po zamordowaniu kapelana „Solidarności”, prymas uważał go za męczennika, pada odpowiedź :

Nie miałem jasności. Pierwsza odpowiedź była taka, że powodem zabójstwa był fakt, iż ks. Popiełuszko nie podobał się SB jako przeciwnik polityczny. Trudno było od razu mówić o męczeństwie za wiarę – nie było to oczywiste. Czy był bohaterskim obrońcą wolności, czy też charyzmatyczną ofiarą za wiarę Kościoła.”

Ten głośno wypowiedziany „dylemat”, – z którym prymas Polski – w odróżnieniu od tysięcy Polaków nie potrafił sobie poradzić, wydaje się niczym innym jak konsekwencją przyjęcia propagandowych tez Jaruzelskiego - „Co mądrzejsi czują, że stereotyp nieskazitelnego Popiełuszki niełatwo będzie utrzymać. On jest męczennikiem nie za wiarę, ale za politykę, za sianie nienawiści”. Echa tych słów przetrwały do dnia dzisiejszego i są jedną z podstawowych przeszkód, które polskiemu Episkopatowi uniemożliwiły wykonanie testamentu Jana Pawła II.

Cytowany już w pierwszej części tekstu Sławomir Cenckiewicz, w artykule „Wywiad PRL na tropie księdza Jerzego” zwraca uwagę na zgodny kontekst wypowiedzi przedstawicieli Episkopatu, „środowiska watykańskiego Sekretariatu Stanu” i władz PRL. Opisując treść raportów przedstawianych przez gen. Sarewicza najważniejszym osobom w państwie, Cenckiewicz pisze:

Szef wywiadu z zadowoleniem informował, że coraz szersze kręgi watykańskie uznają porwanie i zamordowanie ks. Jerzego za "prowokację polityczną" wymierzoną w ekipę Jaruzelskiego. Zdaniem Sarewicza, środowisko watykańskiego Sekretariatu Stanu miało z dużym uznaniem wypowiadać się o "konsekwencji, z jaką władze [PRL] podeszły do sprawców przestępstwa". Szef wywiadu uspokajał też elitę PRL, zapewniając, że ani w Watykanie, ani w polskim episkopacie nikt nie myśli o beatyfikacji ks. Jerzego. Na potwierdzenie przywoływał w tym miejscu słowa abp. Dąbrowskiego, który miał w Rzymie oświadczyć, że "episkopat nie dopuści, aby doszło w tym przypadku do pomieszania wiary z polityką".

Wiemy, że również w następnych latach władzom PRL zależało, aby sprawę śmierci ks. Jerzego prezentowano wyłącznie przez pryzmat wersji przygotowanej przez kierownictwo PZPR i MSW. Cenckiewicz wskazuje, jak podczas jednej z rozmów ze stroną watykańską w 1985 r. powiedział o tym wprost minister Adam Łopatka, szantażując jednocześnie polski Kościół: "Władze państwowe są za tym, aby strona kościelna przyjęła w tej sprawie inną metodę postępowania w myśl hasła: "ciszej nad tą trumną". Jeśli obecna koncepcja i akcja wykorzystania tego tragicznego wydarzenia przeciw władzom i spokojowi społecznemu miałaby być kontynuowana, to władze mogą opublikować dane "kim naprawdę był ks. J. Popiełuszko", bowiem zgromadzone informacje o nim i jego działalności bardzo mocno odbiegają od obrazu, który chce mu się nadać w koncepcji kościelnej. Zależy nam na tym, aby do tego nie doszło”.

Wiemy także, że wszystkie zabiegi polskiej i watykańskiej agentury okazywały się daremne, w obliczu postawy Jana Pawła II. Przed przyjazdem do Polski w roku 1987, „realiści” skupieni wokół prymasa Glempa starali się papieżowi wyperswadować odwiedziny grobu księdza Jerzego. Bezskutecznie.

Papież postawił na swoim. Co więcej - modlił się przy grobie księdza Jerzego, zwracając się bezpośrednio do niego. Tego faktu Glemp nie mógł nie wziąć pod uwagę, ponieważ taka forma modlitwy oznaczała, że Jan Paweł II uważa ks. Jerzego za świętego.

Nie wiemy, czy polski Episkopat ponownie usłyszał wówczas nakaz - "Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani".

Wiemy natomiast, że Kościół dopuścił do mordów na kapłanach, a polski Episkopat nie wykazał żadnych starań, by zabójstwa te wyjaśnić.

W dniu 20 stycznia 1989 roku zamordowano księdza Stefana Niedzielaka.

W dniu 30 stycznia 1989 roku został zamordowany ksiądz Stanisław Suchowolec.

W dniu 11 lipca 1989 roku zabito księdza Sylwestra Zycha.

W tym samym czasie ludzie, którym Polacy bezgranicznie zaufali, którym powierzyli swój los, prowadzili z mordercami zakulisowe, „dyplomatyczne” ustalenia. Dotyczyły powierzenia najwyższego urzędu w państwie człowiekowi odpowiedzialnemu za zamordowanie księdza Jerzego, księży ; Stefana, Stanisława, Sylwestra i setek innych polskich patriotów.

Z notatki ppłk SB Edwarda Kotowskiego (ps. Pietro” - oficera prowadzącego trzech informatorów bezpieki: Juliusza Paetza - „Fermo”, Józefa Kowalczyka – „Cappino” oraz KI „Prorok”) dotyczącej rozmowy z biskupem Jerzym Dąbrowskim, zastępcą Sekretarza Episkopatu Polski, odbytej 23 czerwca 1989 roku, z inicjatywy Dąbrowskiego:

Jednym z testów dalszego rozwoju sytuacji w kraju będzie rezultat przeprowadzenia wyborów Prezydenta PRL. Kierownictwo Episkopatu uważa, że najlepszym kandydatem byłby tu Gen. W. Jaruzelski, ale pod warunkiem że wybierany byłby spośród kilku kandydatów. To ten wybór uczyni wiarygodnym. Zdaniem bp. J. Dąbrowskiego, wybór Gen. W. Jaruzelskiego jest możliwy, o ile inni kandydaci będą tak dobrani, że na ich tle ten wybór stanie się oczywistą koniecznością. Dodał, że po raz drugi partia nie może już tak się skompromitować, jak to nastąpiło podczas wyborów, i stąd ten wybór powinien być gruntownie przygotowany.”

Z tej samej notatki wiemy również, jaka sprawa była wówczas najważniejsza dla hierarchy polskiego Kościoła? Kotowski notuje słowa bp Dąbrowskiego:

Stwierdził, że najważniejszą sprawą jest odbudowa partii, "która jest w stanie rozkładu i zbuntowała się przeciwko swojemu kierownictwu". ("A może trzeba ją rozwiązać i odbudować od nowa?").

Ksiądz Stanisław Małkowski – który według esbeckich kalkulacji miał być zamordowany przed księdzem Jerzym, pytany niedawno - co dziś robiłby ksiądz Popiełuszko, gdyby żył – odpowiedział: „Może byłby tu ze mną na Wólce Węglowej. Zresztą jest. Często czuję jego obecność obok mnie”.

Wkrótce – dla nas wszystkich – obecność księdza Jerzego na ołtarzach stanie się faktem. Tak, jak obecność Jana Pawła II. W tym, dobrym dziele ma swój udział polski Episkopat.

Myślę, że tych dwóch, wielkich świętych można przyjąć tylko w całym wymiarze ich słów, życiorysów, postaw. Lub, nie przyjmować w ogóle. Dlatego wiem, że ich wspólny testament -"Kościół nie może dopuścić, by zleceniodawcy zabójstwa księdza pozostali nieznani" – zostanie spełniony.

Źródła:

http://www.kuriercodziennychicago.com/images/prymasglemp.pdf

http://cogito.salon24.pl/77790,bo-zlych-inaczej-pokonac-nie-mozna

http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=3935

http://www.rp.pl/artykul/20,270344.html

http://grafik.rp.pl/grafika2/276547

http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=1535

http://www.bibula.com/?p=7252

http://www.rp.pl/artykul/9160,271629_Glemp__Nie_bylem_przeciwny_beatyfikacji_ks__Jerzego.html

http://www.rp.pl/artykul/9157,269026.html

http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=4785