Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CBA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CBA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 października 2010

ANTYKORUPCJA – WRÓG PLATFORMY.

Podobno, aż 89 proc. Polaków twierdzi, że korupcja to poważny problem, uznając jednocześnie, że najwięcej łapówek biorą funkcjonariusze publiczni. Tę powszechną ocenę potwierdza tzw. Indeks Percepcji Korupcji z 2008 roku, w którym uwzględniono 180 krajów. W gronie 30 państw regionu Europy Zachodniej i Środkowej (27 państw oraz Norwegia, Islandia i Izrael) zostaliśmy sklasyfikowani na 28. pozycji. Za bardziej skorumpowane uważa się tylko Bułgarię i Rumunię. Podobnie oceniono Polskę w Raporcie Departamentu Stanu USA z 2009 roku, w którym znalazło się stwierdzenie, że jesteśmy państwem korupcji. „Rząd nie wprowadza skutecznie w życie przepisów antykorupcyjnych. Panuje przekonanie, że korupcja jest akceptowana zarówno w sferach rządowych, jak i w samym społeczeństwie” – można przeczytać w raporcie.
Jednocześnie jesteśmy krajem, w którym istnieje Centralne Biuro Antykorupcyjne, specjalny urząd Pełnomocnika ds. Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych, dziesiątki organów kontroli urzędniczej i równie wiele organizacji zajmujących się zjawiskiem korupcji, a niemal każda profesja – od żołnierza po psychoterapeutę, ma spisany własny „kodeks etyczny”.
Nie warto chyba przypominać, że w roku 2005 rządząca dziś partia, głosem Pawła Grasia w piśmie skierowanym do Dyrektora Programu „Przeciw Korupcji” Fundacji Batorego deklarowała „Katalog działań antykorupcyjnych Platformy Obywatelskiej”, w którym możemy przeczytać kilka zabawnie brzmiących zapowiedzi:  zniesienia przywilejów władzy, które stworzyły system interesowności i korupcji rządzących, zaostrzenia odpowiedzialności karnej funkcjonariuszy publicznych poprzez wprowadzenie wymogu najwyższej staranności czy wprowadzenia bezwzględnej zasady jawności i powszechnej dostępności wszystkich urzędowych dokumentów”.
Najlepsza z nich była jednak deklaracja „uzdrowienia procesów gospodarczych” i oświadczenie, iż w „programie PO przygotowaliśmy pakiet rozwiązań dotyczących uzdrowienia procesów gospodarczych – dotyczą one procedur przetargowych, systemu kontroli działalności gospodarczej oraz procesów prywatyzacji.”
Równie interesujące fantazje można znaleźć w  obietnicach  Platformy z roku 2007, szczególnie w zakresie postulatów związanych z CBA. Czytamy tam m.in.:  podległa (Szefowi CBA) instytucja jest kolejną formacją o charakterze policyjnym, uprawnieniami powielającą inne służby. [...] Tak więc uzasadnione są obawy, że korupcja nadal będzie się mieć całkiem nieźle. Wadliwą koncepcję pogłębia dodatkowo polityczna zależność szefa nominowanego przez premiera, co zawsze będzie rodzić pokusę wykorzystywania tej służby w celach politycznych. Tak więc trzeba je gruntownie zreformować.
Tyle teoria, podniesiona na szczyty cynizmu. W zakresie faktów wiemy bowiem, że od chwili objęcia władzy grupa rządząca nie wprowadziła żadnych regulacji prawnych służących walce z korupcją. Przeciwnie -   Donald Tusk i stworzone przez niego patologiczne zaplecze, na jakim oparty jest obecny układ są źródłem narodzin wszelkich afer, z których już ujawnione stanowią zapewne jedynie wierzchołek przestępczej góry. Nikt też w większym stopniu nie ponosi odpowiedzialności za dzisiejszy stan państwa, jak ten  kto świadomie doprowadził do zniszczenia mechanizmów regulujących życie publiczne; ograniczenia roli opozycji, zawłaszczenia spółek skarbu państwa, czystek w służbach specjalnych, politycznych nagonek i medialnych manipulacji.
Na miano szczytu hipokryzji zasługuje publiczna deklaracja Tuska z lutego  2008 roku: „Wolę mieć przesadnie zdeterminowanego szefa CBA, który będzie nawet w sposób przesadny kontrolował moją władzę, niż kogoś, kto będzie wpatrywał się we mnie jak w swojego szefa i omijał szerokim łukiem ludzi obozu władzy. Oczekuję jednak bezwzględnej walki z korupcją przez Biuro. Być może wykaże się w nowej sytuacji politycznej większą niezależnością.”
Już w roku następnym Donald Tusk - w akcie zemsty za ujawnienie afery hazardowej, dokonał faktycznej likwidacji jedynej służby powołanej do walki z korupcją na najwyższych szczeblach władzy, bezprawnie zwolnił Mariusza Kamińskiego i powierzył władzę nad CBA „partyjnemu komisarzowi” oraz grupie nieudolnych i obarczonych poważnymi oskarżeniami (m.in. w sprawie zabójstwa Krzysztofa Olewnika) funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego. Nominując Pawła Wojtunika na stanowisko szefa CBA Tusk stwierdził, że oczekuje od niego - „zera polityki w pracy, 100 proc. profesjonalizmu i pełnej bezwzględności w tępieniu zjawisk korupcyjnych".
Zgodnie z logiką właściwą ludziom Platformy,  już 13 stycznia br. funkcjonariusze CBA dokonali przeszukania w domu politycznego rywala Tuska - Pawła Piskorskiego, a prokuratura postawiła mu zarzuty w sprawie sprzed kilkunastu lat. W ocenie wielu komentatorów, działanie to służyło wyeliminowaniu szefa PD z dalszej gry politycznej, a użycie służby antykorupcyjnej miało stworzyć wrażenie jakoby sprawa miała najwyższą wagę.
Kolejne działania Wojtunika nie pozostawiały złudzeń, że doskonale zrozumiał nakaz „apolityczności”.  Już 11 grudnia 2009 roku Wojtunik złożył do Prokuratora Generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Mariusza Kamińskiego, powołując się po tygodniu urzędowania na „wnikliwą i długotrwałą  analizę materiałów odtajnionych”.  Dwa kolejne zawiadomienia w sprawie Kamińskiego złożył Wojtunik na początku lutego br., następne w marcu, a po każdej odmowie wszczęcia śledztwa przez prokuraturę zadbał o terminowe składanie zażaleń. Nie może zatem dziwić, że rok 2010 upłynął CBA na tropieniu rzekomych nadużyć poprzedników, a sukcesy tej służby można ograniczyć do kontynuacji spraw  rozpoczętych przez Mariusza Kamińskiego, z tym jednak zastrzeżeniem, że dotyczą wyłącznie urzędników samorządowych i komunalnych niskiego szczebla. Gdyby ktoś zechciał zdobyć wiedzę o obecnym poziomie korupcji w Polsce na podstawie lektury działu „aktualności” strony internetowej CBA, nigdy nie dowiedziałby się o „zaszczytnym” przedostatnim miejscu, jakie nasz kraj zajmuje w  międzynarodowym Indeksie.
Dostrzegłby natomiast, że od chwili przejęcia władzy nad CBA trwa bezwzględna kadrowa czystka. O jej rozmiarach mówił Mariusz Kamiński w programie telewizyjnym Bronisława Wildsteina w styczniu br: „ Jesteśmy na etapie rozstrzeliwania kadry kierowniczej CBA. Dzieją się rzeczy niebywałe. Moi najbliżsi współpracownicy są odwoływani z funkcji, poddawani badaniom wariograficznym, na wykrywaczach kłamstw, w celu udowodnienia mi i innym funkcjonariuszom przestępstw, jakich mieli się dopuścić. Trwają postępowania dyscyplinarne. Chodzi o zgnojenie i złamanie kręgosłupa”.
We wczorajszym liście otwartym do Donalda Tuska Kamiński sprecyzował:  Z CBA usunięto ok. 90% kadry kierowniczej pionów operacyjno- śledczych, w większości doświadczonych oficerów policji i służb specjalnych. W ich miejsce przyjęto osoby, które w wielu wypadkach rozpoczęły służbę w latach 80 w MO i ich jedynym motywem jest dorobienie do emerytury.”
Jakie standardy etyczne reprezentuje człowiek powołany przez Tuska na szefa służby antykorupcyjnej, niech świadczą słowa samego Wojtunika z 17 października 2009 roku z wywiadu dla „Rzeczpospolitej”. Z ust pełniącego obowiązki szefa CBA padła wówczas deklaracja:
Żadnej czystki czy masowej wymiany kadrowej nie przewiduję. Każdy ma u mnie kredyt zaufania, a najważniejsze kryterium, jakim się zawsze kierowałem, to kompetencje. [...] nie będzie się otaczał ludźmi z CBŚ”. W tym samym wywiadzie Wojtunik oświadczył: "Biuro ma być służbą antykorupcyjną i nie może być postrzegane jako instytucja kojarzona z taką czy inną polityczną opcją".
Na tych działaniach nie kończy się jednak planowa likwidacja walki z korupcją. Już w czerwcu br. Antykorupcyjna Koalicja Organizacji Pozarządowych (AKOP) zwróciła się do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w związku z przygotowywanym projektem ustawy o zmianie ustawy o CBA. W projekcie tym przewiduje się m.in. usunięcie  definicji korupcji, co zdaniem organizacji doprowadzi do nakładania się kompetencji CBA i uprawnień pozostałych formacji odpowiedzialnych za walkę z przestępczością (w szczególności policji i ABW). Istnieje też zagrożenie, że CBA może stać się kolejną instytucją, wyposażoną w środki niejawnej inwigilacji, w tym m.in. w kontrolę operacyjną, służącą zwalczaniu przestępczości o charakterze pospolitym.
W ustawie planuje się również rezygnację z wymogu uzyskania zgody sądu na zbieranie niejawnych danych osobowych (art. 22). Odtąd CBA, bez żadnej kontroli sądowej będzie mogło gromadzić dane ujawniające pochodzenie rasowe lub etniczne, poglądy polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność wyznaniową, partyjną lub związkową, oraz dane o stanie zdrowia, kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym.
W przekazanym do KPRM stanowisku czytamy m.in.: „AKOP oczekiwała, że wprowadzając zmiany do ustawy o CBA wynikające z realizacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego, rząd zrealizuje także obietnice złożone podczas kampanii wyborczej 2007 roku. Platforma Obywatelska ostro krytykowała wówczas sposób funkcjonowania i działania CBA. W przesłanych Koalicji obietnicach wyborczych zapisała między innymi podporządkowanie CBA Sejmowi. W przedstawionej nowelizacji nie znajdujemy realizacji tych obietnic.”
Planowana regulacja uczyni zatem z CBA klasyczną policję polityczną, wykorzystywaną do nękania osób niewygodnych dla władzy oraz do walki z opozycją. Likwidacja definicji korupcji pozwoli natomiast na  dowolną interpretację tego terminu i stosowanie go lub unikanie w zależności od okoliczności politycznych.
 Po etapie kadrowych „czystek” i pozorowanych działań,  przyjdzie czas na uczynienie ze służby kolejnego, siłowego narzędzia służącego interesom grupy rządzącej. Zarzut sformułowany w liście Mariusza Kamińskiego, iż funkcje kierownicze w CBA powierzono osobom „podejrzewanym o współpracę z zorganizowanymi grupami przestępczymi, korupcję i ujawnianie przestępcom informacji ze śledztw” znajduje zatem potwierdzenie w katalogu celów, do jakich obecna władza zdaje się przeznaczać tę służbę.
Ponieważ na jej czele stoi człowiek, którego oficerskie słowo przeczy faktycznym decyzjom,  a zasada „rób co innego, niż mówisz” jest jedną z podstawowych reguł grupy rządzącej, można wskazać również  ten argument - „z deklaracji” Pawła Wojtunika, na poparcie tezy, że CBA zostanie wykorzystane do walki politycznej. Tuż po objęciu funkcji szefa Biura padło bowiem oświadczenie: „Dbałość o standardy prawne to rzecz najważniejsza, bo pokusa wykorzystania tej służby jest bardzo duża. Potrafię się jej oprzeć”.
Tym, którzy mają dziś swoje „pięć minut” w niszczeniu i korumpowaniu państwa warto zadedykować słowa Mariusza Kamińskiego: „Przyjdą czasy, że podsumujemy to co działo się w CBA”.


czwartek, 4 lutego 2010

WOJTUNIK – CENA HONORU

Gdy przed trzema miesiącami zadałem pytanie – WOJTUNIK - PARTYJNY KOMISARZ CZY SZERYF W CBA? , przyznam, że miałem cień nadziei, iż nowy szef służby antykorupcyjnej okaże się człowiekiem godnym miana oficera. Z każdą, kolejną decyzją, pan Wojtunik dawał jednak dowody, że został oddelegowany do CBA z intencją zniszczenia i ubezwłasnowolnienia jedynej, wolnej od esbeckich konotacji służby, a honor i godność są pojęciami obcymi wykonawcom politycznych dyrektyw.

Jeszcze 17 października 2009 roku Paweł Wojtunik w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” deklarował :

Nie przewiduję czystek w CBA i każdy ma u mnie kredyt zaufania”. Stwierdził również, iż „nie będzie się otaczał ludźmi z CBŚ”.

Ile znaczą słowa wysokiego oficera III RP, niech świadczą następujące fakty:

Pierwszą decyzją Wojtunika po wkroczeniu do Biura było zdymisjonowanie Ernesta Bejdy i Macieja Wąsika - współtwórców CBA. Natychmiast na stanowisko swojego zastępcy Wojtunik mianował Janusza Czerwińskiego, który od niedawna kierował poznańską delegaturą CBA, ale w latach 2006-07 był szefem CBŚ (wtedy Wojtunik był jego zastępcą).

Czerwiński został w grudniu ub. r obwiniony przez szefa stołecznego CBŚ Jarosława Marca , iż zimą 2006 roku miał zakazać Marcowi zajmowania się sprawą porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Zeznania tej treści Marzec złożył przed sejmową komisją śledczą, podczas zamkniętego posiedzenia. Według jego zeznań, gdy w lutym 2006 r. został szefem warszawskiego CBŚ, chciał zapoznać się z tym, czym zajmują się podlegli mu funkcjonariusze - wśród spraw było śledztwo dotyczące porwania Krzysztofa Olewnika, którym zajmowała się specjalna grupa pod kierownictwem Grzegorza K. Ktoś z tej grupy natychmiast zawiadomił szefa CBŚ Czerwińskiego o zainteresowaniu Marca sprawą. Marzec zeznał, że Czerwiński wezwał go na „dywanik” i zakazał mu zajmowania się sprawą Olewnika. Powiedział, że nadzoruje ją osobiście. Jak stwierdził szef sejmowej komisji Marek Biernacki – „Wzbudziło to zastanowienie wśród członków komisji. Rola pana Czerwińskiego w całej sprawie wymaga wyjaśnienia.”

W ramach dalszych czystek, zarządzonych przez Wojtunika, stanowiska w CBA został również pozbawiony dyrektor Zarządu Operacji Regionalnych, przeniesiony do dyspozycji przełożonego, oraz dyrektorzy regionalni z Katowic i Krakowa.

- 5 stycznia 2010 roku Wojtunik powołał nowego dyrektora delegatury CBA w Katowicach Macieja Stańczyka - wcześniej zastępcę dyrektora Centralnego Biura Śledczego.

- 18 stycznia 2010 r. Paweł Wojtunik powołał trzech nowych dyrektorów: Jacka Lasia (z CBŚ) na stanowisko dyrektora delegatury CBA w Lublinie, Marka Kacprzaka – na stanowisko dyrektora Zarządu Postępowań Kontrolnych CBA i Tomasza Białka (z BOR-u) na stanowisko dyrektora Departamentu Ochrony CBA.

- 21 stycznia 2010 roku na stanowisko dyrektora delegatury w Rzeszowie został powołany Janusz Kawalec – wcześniej zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Kielcach.

Nie o wszystkich decyzjach personalnych wiemy, ale klucz zmian jest podobny - awansują dawni funkcjonariusze CBŚ i Policji, usuwani są ludzie, którzy zaczynali służbę razem z Mariuszem Kamińskim. Sam Kamiński, w programie Bronisława Wildsteina w TVP poinformował o działanich Wojtunika:

Jesteśmy na etapie rozstrzeliwania kadry kierowniczej CBA. Dzieją się rzeczy niebywałe. Moi najbliżsi współpracownicy są odwoływani z funkcji, poddawani badaniom wariograficznym, na wykrywaczach kłamstw, w celu udowodnienia mi i innym funkcjonariuszom przestępstw, jakich mieli się dopuścić. Trwają postępowania dyscyplinarne. Chodzi o zgnojenie i złamanie kręgosłupa”.

Powierzając Wojtunikowi stanowisko szefa CBA, Tusk stwierdził, że oczekuje od niego - „zera polityki w pracy, 100 proc. profesjonalizmu i pełnej bezwzględności w tępieniu zjawisk korupcyjnych". Po trzech miesiącach działalności Wojtunika możemy zobaczyć – co, w rozumieniu premiera rządu oznacza „zero polityki” i „profesjonalizm”.

Biura, przeznaczonego do walki z korupcją na najwyższych szczeblach władzy użyto, jako narzędzia w bieżącej, politycznej walce. 13 stycznia br. funkcjonariusze CBA dokonali przeszukania w domu Pawła Piskorskiego, a prokuratura postawiła mu zarzuty w sprawie sprzed kilkunastu lat. W ocenie wielu komentatorów, działanie to służyło wyeliminowaniu szefa PD z dalszej gry politycznej, a użycie służby antykorupcyjnej miało stworzyć wrażenie, jakoby sprawa miała najwyższą wagę.

Dyspozycyjność wobec rządzących - czyli tzw. „profesjonalizm” Wojtunika mieliśmy okazję poznać na przykładzie działań podjętych przeciwko poprzedniemu szefowi CBA. Tak w wywiadzie dla dziennika „Polska” Wojtunik opowiadał o swoich relacjach z Mariuszen Kamińskim: „w bardzo miłej atmosferze spotkaliśmy się i rozstaliśmy także z moim poprzednikiem. To był rozwód na bardzo wysokim poziomie kultury osobistej i państwowej. Nie będę go oceniać. Byłoby to niezręczne z powodu zarówno pełnionych przez nas funkcji, jak i tego, że łączą nas poprawne relacje”.

Tak zaś wyglądają fakty:

11 grudnia 2009 roku Wojtunik przesłał do Prokuratora Generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Mariusza Kamińskiego. W komunikacie napisano: „Po wnikliwej i długotrwałej analizie materiałów odtajnionych oraz okoliczności ich odtajnienia powstało uzasadnione podejrzenie iż ówczesny Szef CBA mógł przekroczyć swoje uprawnienia i ujawnić w sposób nieuzasadniony informacje stanowiące tajemnicę państwową, co spowodowało zagrożenie dla bezpieczeństwa prowadzonych spraw operacyjnych.”

Kolejne dwa zawiadomienie złożył Wojtunik na początku lutego br. Jak poinformował Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych – „Jedno dotyczy odtajnienia materiałów CBA, co mogło narazić operacje biura na dekonspirację (chodzi o sprawę hazardową). Drugie – spraw logistyczno-organizacyjnych w CBA i podejrzenia o pewnej nieprawidłowości”.

Zapowiadane są kolejne donosy np. w sprawie rzekomych nieprawidłowości przy akcji CBA wobec Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich.

Ten sam rodzaj zarzutów i scenariusz działań znamy już z roku 2008, gdy czystek w ABW dokonywał Krzysztof Bondaryk, a ze służbami wojskowymi rozprawiał się płk Reszka.

Osławione audyty i raporty – które miały wówczas przynieść dowody przestępstw, popełnianych przez poprzednie szefostwo służb – okazały się pospolitym, propagandowym kłamstwem, a w żadnej ze spraw nie postawiono nikomu zarzutów.

Posuwając się do tego rodzaju działań, Paweł Wojtunik wpisał się na listę wysokich rangą donosicieli i prześladowców - którzy od chwili powstania rządu PO-PSL, działając na polityczne zamówienie decydentów represjonują funkcjonariuszy służb i podporządkowują je esbeckiej kamaryli.

Donosy Wojtunika na kolegów ze służb, należą już do „obyczaju” obecnego szefa CBA.

W sierpniu 2009 roku „Gazeta Wyborcza” informowała, że naczelnik gdańskiego Centralnego Biura Śledczego był śledzony. Rzekomo przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego - choć nikt nie był w stanie tej informacji potwierdzić. Padały sugestie, że funkcjonariusze CBA namawiają gangsterów do złożenia zeznań obciążających trójmiejskich policjantów. Jeden z nich – Jacek W. przebywający w areszcie śledczym - miał nawet próbować popełnić samobójstwo po rozmowie z CBA. Pojawiły się komentarze o wojnie tajnych służb. Wówczas to Paweł Wojtunik – szef CBŚ powiadomił Prokuraturę Krajową o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy CBA. Akta sprawy trafiły do V Wydziału Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie, zajmującego się przestępczością zorganizowaną i korupcją. 24 września wydano postanowienie o wszczęciu śledztwa - „w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego Delegatury w Gdańsku przy wykonywaniu czynności służbowych, czym działano na szkodę interesu publicznego, tj. o czyn z art. 231 § 1 kodeksu karnego”.

Nie wiadomo na jakim etapie obecnie znajduje się śledztwo. O sprawie przypomniała Niezalezna.pl, publikując m.in wypowiedź Stanisława Rakoczego z PSL - przewodniczącego sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, który sytuację nazwał „kuriozalną”.

Przed trzema miesiącami obecny szef CBA deklarował, iż „Dbałość o standardy prawne to rzecz najważniejsza, bo pokusa wykorzystania tej służby jest bardzo duża. Potrafię się jej oprzeć” . Dziś już wiemy, że publiczne deklaracje tego oficera nie zasługują na wiarę. To wiedza bardzo ważna, bo dotyczy funkcjonariusza odznaczonego brązową i srebrną odznaką „Zasłużony Policjant” oraz Brązowym Krzyżem Zasługi - policjanta, który odbywał służbę w Scotland Yard, a w roku 2007 r. był oddelegowany do Wielkiej Brytanii jako kandydat na oficera łącznikowego polskiej policji przy Ambasadzie RP w Londynie.

Jeśli zatem w III RP wzorem postawy oficerskiej mają być ludzie tak służalczy i załgani jak Paweł Wojtunik – źle to wróży polskim służbom i naszemu bezpieczeństwu

Przypomnę, jak w jednym z wywiadów Paweł Wojtunik użył sugestywnego obrazu, dla ukazania rzekomego dramatyzmu decyzji o przyjęciu propozycji szefowania CBA. Powiedział wówczas.: „To jak skok na bungee. Skoczyłem i cały czas zastanawiam się, czemu nie przywiązałem nogi do liny. Lecę w dół, macam się po tej nodze, a liny nie ma. Tym bardziej podniecający jest ten skok, chociaż nie wiem, jak się skończy.”

Teksty „WOJTUNIK – PARTYJNY KOMISARZ CZY SZERYF W CBA?” zakończyłem wówczas uwagą, że w tej wypowiedzi – jak w wielu innych, Wojtunik wykazał zadziwiający brak wyobraźni. Łatwo jest bowiem przewidzieć, jak skończy się skok na CBA bez „przywiązanej do nogi liny”. Tym łatwiej, że Mariusz Kamiński podpowiada Wojtunikowi - „przyjdą czasy, że podsumujemy to co działo się w CBA”.

Źródła:

http://cogito.salon24.pl/138943,wojtunik-partyjny-komisarz-czy-szeryf-w-cba

http://cogito.salon24.pl/139185,wojtunik-partyjny-komisarz-czy-szeryf-w-cba-zakonczenie

http://www.tvn24.pl/0,1624358,0,1,szef-cba-czystek-nie-bedzie--agent-tomek-zostaje,wiadomosc.html

http://www.wprost.pl/ar/175291/Nie-bedzie-czystek-w-CBA/

http://www.rp.pl/artykul/265085,408228.html

http://www.cba.gov.pl/wai/pl/20/366/Nowi_dyrektorzy_w_CBA.html

http://www.cba.gov.pl/wai/pl/20/343/Nowy_dyrektor_delegatury_CBA_w_Katowicach.html

http://www.cba.gov.pl/wai/pl/20/372/Nowy_dyrektor_delegatury_CBA_w_Rzeszowie.html

http://wyborcza.pl/1,76842,7498056,Kaminski__Trwa_gnojenie_moich_ludzi_w_CBA__Ale_ja.html

http://www.cba.gov.pl/wai/pl/20/334/Zawiadomienie_CBA_do_Prokuratury.html

http://www.rp.pl/artykul/2,428516.html

piątek, 20 listopada 2009

WOJTUNIK – PARTYJNY KOMISARZ CZY SZERYF W CBA? -ZAKOŃCZENIE

Wbrew deklaracji Wojtunika, iż nie chce krytykować ludzi, których zastał w CBA, we wszystkich wywiadach znajduje się mnóstwo wypowiedzi krytycznych i krzywdzących dla służby Mariusza Kamińskiego. Krzywdzących głównie dlatego, że nowy szef Biura nie wskazuje żadnych przesłanek na jakich opiera swoje sądy, ograniczając się do enigmatycznych, zaczerpniętych z rządowej agitacji frazesów.

Możemy zatem przeczytać, że zdaniem Wojtunika „większość tej kadry powinni stanowić profesjonaliści, wyspecjalizowani w skomplikowanych czynnościach operacyjno-rozpoznawczych i śledczych. Szeroko rozumiana kadra CBA to grupa zaangażowanych młodych ludzi, ale od funkcjonariuszy w takiej elitarnej służbie wymaga się profesjonalizmu na najwyższym poziomie. Nie wszyscy tutaj zdążyli go nabyć, stąd pewnie nieporozumienia i problemy przy realizacji skomplikowanych operacji. [...] Z tymi, którym prokuratorzy postawią zarzuty, będziemy się rozstawać. Generalnie: chciałbym, aby kadra w CBA była bardziej doświadczona i wyspecjalizowana policyjnie.[...] elitarne służby państwa nie powinny zatrzymywać na siłę osób, które pracują tu jednie dlatego, że dobrze zarabiają, a instytucja trwa.

Nietrudno się domyśleć, że w III RP „profesjonaliści” to ludzie ze stażem w bezpiece, prześladowcy opozycji i Kościoła, masowo zatrudnieni w policji i służbach specjalnych. Tego rodzaju „profesjonalizację” przeprowadzono już w ABW, gdzie do służby powróciło wielu dawnych esbeków. I choć praktyka jest z pewnością ważnym atrybutem funkcjonariusza służb specjalnych, nie sposób tylko z nią utożsamiać profesjonalizmu. Nieszczęściem polskich służb pozostaje fakt, że młode pokolenie funkcjonariuszy jest w dużym stopniu kształcone i formowane przez ludzi komunistycznej bezpieki i już w trakcie tej edukacji nabywa wszystkich, negatywnych cech swoich mentorów. Rzeczą pozytywnie wyróżniającą ludzi tworzących CBA, był brak doświadczenia tego rodzaju formacji – przez co uniknięto zgubnych nawyków „resortowych”, układów personalnych i towarzyskich. Struktura wiekowa funkcjonariuszy i pracowników CBA nie pozostawia wątpliwości, że jest to służba oparta na ludziach młodych; 52% jej składu stanowią osoby w wieku 30-40 lat, 32% ma poniżej lat 30, a tylko 16 % przekroczyło 40 lat.

Paweł Wojtunik zdaje się być wyznawcą mitu, jakoby praca w służbach specjalnych wymagała szczególnej i tajemnej wiedzy nabywanej latami,( a tę rzekomo posiadają tylko funkcjonariusze policji politycznej PRL) a zatem budowa od podstaw nowej służby, niezależnej od „zawodowców” z SB miała być skazana na porażkę.

Przeczy tej szkodliwej tezie dorobek 3 lat działalności CBA i fakt, że nigdy nie wykazano, by brak owego „doświadczenia” zaważył na profesjonalizmie akcji Biura. Żaden sąd, ani prokuratura nie podważyła legalności i fachowości działań CBA, zatem dywagacje pana Wojtunika są wyłącznie projekcją jego domysłów i fobii. W sprzeczności z jego twierdzeniami są liczby, wykazane choćby w „Informacji o wynikach działalności CBA za rok 2008” , z której możemy się dowiedzieć, że „odnotowano stały wzrost liczby prowadzonych postępowań przygotowawczych w porównaniu z latami 2006 i 2007. [...] Zarząd Operacyjno-Śledczy i komórki organizacyjne Zarządu Operacji Regionalnych (w tym delegatury CBA) prowadziły łącznie 670 postępowań przygotowawczych oraz spraw operacyjnych, to jest ponad dwukrotnie więcej niż w roku poprzednim. W ramach prowadzonych śledztw 346 osobom postawiono łącznie 1075 zarzutów popełnienia przestępstwa. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono ponadto środki pieniężne w wysokości przekraczającej 10.140.000 zł w walucie polskiej, równowartość kilkuset tysięcy złotych w walutach obcych oraz podobnej wartości mienie ruchome”. A nie jest to przecież jedyny zakres działań CBA, bo służba ta prowadzi jeszcze czynności kontrolne, działania analityczne, prewencyjne i edukacyjne.

Dlatego twierdzenia nowego szefa Biura, iż bardzo mu zależy, „żeby zmienić wizerunek CBA, bo do tej pory kojarzyło się z podsłuchami i działaniami na granicy prawa. A ja chciałbym, żeby ludzie tej instytucji zaufali” – fatalnie świadczy o jego zawodowej rzetelności i stosunku do faktów, obrazuje natomiast poziom indoktrynacji tego funkcjonariusza i łatwość, z jaką powiela propagandowe stereotypy. Jedyną służbą, która może Polakom kojarzyć się z podsłuchami jest Agencja pana Bondaryka, masowo podsłuchująca dziennikarzy i adwokatów – na co żaden „profesjonalista” ze służb nie zwrócił uwagi. Byłoby rzeczą niezwykle pożyteczną móc prześledzić wyniki działalności ABW, dysponującej ogromnym budżetem i kompetencjami i zestawić je z osiągnięciami służby Mariusza Kamińskiego. Niestety, ABW nie publikuje żadnych raportów ze swojej działalności.

Niezwykle ciekawie wyglądają oceny, jakie Wojtunik dokonuje w sprawie byłej posłanki Sawickiej. Warto je szerzej zacytować, bo w zestawieniu z ustawowymi uprawnieniami CBA dotyczącymi złożenia propozycji przyjęcia lub wręczenia korzyści majątkowej (art.19 ustawy o CBA) brzmią wprost nowatorsko. Udzielając obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej” w dniu 17.10.br. Wojtunik na pytanie – „Czy np. przy sprawie Sawickiej nie została przekroczona granica między tropieniem przestępstwa a jego prowokowaniem?” – odpowiada:

„Działania tego typu powinny być prowadzone w sprawach, gdzie jest prawie pewność, że osoba jest przestępcą. Nie powinno się ich prowadzić pod byle kogo i w sprawie o korupcję małej wartości. Możliwości poprowadzenia prowokacji (kontrolowanego wręczenia łapówki) nie są stworzone po to, by prowokować wszystkich. Druga strona tej sprawy to kwestia uwikłania w romans. Jeżeli nie rozróżniono, co jest zdobyciem zaufania, a co stworzeniem zależności i więzi emocjonalnej, zaspokojeniem miłości, to niedobrze. Działania tego typu nie mogą polegać na niszczeniu komuś życia poprzez rozkochanie i porzucenie.”

Nietrudno się domyśleć, że te perory wynikają z „wiedzy” gazetowej, o czym zresztą sam Wojtunik informuje mówiąc, iż odwołuje się do informacji medialnych. Jeśli to na ich podstawie nowy szef CBA kształtuje swój stosunek do służby, świadczy to jak najgorzej o jego zawodowstwie. Tego rodzaju „publicystyczne” oceny w sprawie, w której toczy się proces sądowy - nigdy nie powinny paść z ust człowieka, mieniącego się profesjonalistą. Na marginesie można zauważyć, że to „byle kogo” dotyczyło posłanki Sejmu RP i wójta dużej gminy, a „mała wartość” to kwota 100 tys.zł.

Równie nieodpowiedzialnie brzmi opinia Wojtunika na temat przekazania przez Mariusza Kamińskiego najważniejszym osobom w państwie informacji w sprawie sprzedaży majątku stoczniowego i występujących w tej sprawie nieprawidłowości.

Wojtunik twierdzi, iż „ Ustawa o CBA mówi, że takie materiały w formie niejawnej udostępnia się prokuraturze celem wszczęcia postępowania. Nie znam w polskim prawie trybu udostępniania materiałów z kontroli operacyjnej innym organom państwa niż prokuratura.”

Być może Wojtunik nie zna, lecz ustawa o CBA przewiduje w art.2.1 ust.6, iż do zadań CBA należy „ prowadzenie działalności analitycznej dotyczącej zjawisk występujących w obszarze właściwości CBA oraz przedstawianie w tym zakresie informacji Prezesowi Rady Ministrów, Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Sejmowi oraz Senatowi”. Ponieważ Wojtunik udzielając tego wywiadu (trzy dni po nominacji) nie mógł – co sam przyznaje - posiadać pełnej wiedzy na temat materiałów przekazanych w sprawie stoczni, tego rodzaju twierdzenia są całkowicie nieuprawnione i fatalnie świadczą o zawodowej rzetelności funkcjonariusza.

Na podobnym poziomie znajdują się generalizujące opinie, dotyczące sukcesów CBA. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, pytany o osiągnięcia tej służby w okresie 3 lat Wojtunik znacząco milczy, a następnie stwierdza:

Ja nie znam sukcesów CBA, takich czystych, bo większość spraw, które były pokazywane, mnie się nie podobała. Bo nie podoba mi się pokazywanie w mediach zdjęć z parku z ukrytej kamery. Nie podoba mi się, że poprzez tego typu działania powstaje fobia i lęk przed tą służbą, która ma propaństwowy charakter”.

Można się domyśleć, że ponownie chodzi mu o sprawę posłanki Sawickiej i konferencję z roku 2007. Nie wdając się w oceny tej akcji, dość zauważyć, że jej medialne nagłośnienie leżało jak najbardziej w interesie państwa zwalczającego korupcję oraz w interesie obywateli, mających pełne prawo do informacji na ten temat. Publiczne pokazanie dowodu operacyjnego nie może być czymś nagannym, bo wartość tego dowodu nie polega na jego tajności, a jest uwarunkowana celem, któremu dowód ma służyć. Poza tym - pokazanie nagrań operacyjnych w żaden sposób nie mogło wywołać „fobii i lęku” u przeciętnego Polaka, mogło być natomiast skutecznym, prewencyjnym straszakiem wobec tych ludzi establishmentu, którzy byli uwikłani w korupcyjne układy. Trzeba pamiętać, że CBA powołano do walki z korupcją elit, nie zaś dla ścigania pospolitych złodziej, zatem wymiar prewencyjny takich działań dotyczył wyłącznie ludzi na najwyższych, państwowych stanowiskach. To właśnie na ściganiu korupcji władzy polega propaństwowy charakter CBA i jeśli w kimkolwiek ma wzbudzać lęk, to wyłącznie w ludziach czyniących z tej władzy źródło prywatnych dochodów.

Wojtunik uprawia propagandę, gdy dezawuuje realne osiągnięcia CBA, mieszając w to zasady pracy operacyjnej i twierdząc, iż Polacy na podstawie wiedzy o przestępczych propozycjach posłanki Platformy nabawili się „fobii i lęków”. Jest to celowa manipulacji, bo trudno mi wierzyć, by szef CBA nie wiedział, jakie zadania ustawowe ma jego służba i nie umiał odróżnić efektu propagandowego, od działania w służbie państwa i społeczeństwa.

W wywiadzie dla dziennika „Polska” padają inne nieuprawnione i negatywne oceny: „CBA zawsze lubiło błyszczeć w mediach” – stwierdził Wojtunik. I deklarował - Teraz nie będziemy strzelać z armat do wróbli. Urządzać pokazowych zatrzymań w świetle kamer, z kominiarkami na twarzy, a po nich konferencji prasowych”.

Na miejscu będzie przypomnieć, że wszystkim medialnym relacjom z akcji CBŚ, kierowanego przez Wojtunika towarzyszyły filmy lub zdjęcia pokazujące „rzuconych na glebę” i skutych przestępców, zamaskowanych policjantów, widoku broni czy pieniędzy. Epatowano odbiorców tymi widokami, a prawie w każdej relacji występował zamaskowany funkcjonariusz, wypowiadający się ponurym, zmodyfikowanym głosem. Jako niemal wzorcowy przykład takich działań, można wskazać kwietniową „akcję hazardową”, czy zatrzymanie szefa warszawskich gangów Marcina K., pseudonim Belmondziak. Przekazom tym towarzyszy projekcja filmów operacyjnych autorstwa funkcjonariuszy CBŚ. Czy również w tych przypadkach pan Wojtunik upatrywałby „działania wzbudzające fobie i lęki”, czy też zarzut ten dotyczy tylko jednej akcji CBA i ścigania korupcji politycznej wśród członków Platformy?

Myślę, że widoczną w wypowiedziach Wojtunika niechęć wobec CBA, można w jakimś stopniu wyjaśnić zdarzeniem, które miało miejsce przed kilkoma miesiącami. W sierpniu 2009 roku „Gazeta Wyborcza” doniosła, że naczelnik gdańskiego Centralnego Biura Śledczego był śledzony. Rzekomo przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, choć nikt nie był w stanie tej informacji potwierdzić. Padały sugestie, że funkcjonariusze CBA namawiają gangsterów do złożenia zeznań obciążających trójmiejskich policjantów. Jeden z nich – Jacek W. przebywający w areszcie śledczym - miał nawet próbować popełnić samobójstwo po rozmowie z CBA. Pojawiły się komentarze o wojnie tajnych służb. Wówczas to Paweł Wojtunik – szef CBŚ powiadomił Prokuraturę Krajową o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy CBA. Akta sprawy trafiły do V Wydziału Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie, zajmującego się przestępczością zorganizowaną i korupcją. 24 września wydano postanowienie o wszczęciu śledztwa - „w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego Delegatury w Gdańsku przy wykonywaniu czynności służbowych, czym działano na szkodę interesu publicznego, tj. o czyn z art. 231 § 1 kodeksu karnego”.

Nie wiadomo na jakim etapie obecnie znajduje się śledztwo. O sprawie, przed miesiącem przypomniała Niezalezna.pl, publikując m.in wypowiedź Stanisława Rakoczego z PSL - przewodniczącego sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, który sytuację nazwał „kuriozalną”. Nie chcę dokonywać ocen tej sprawy, ale fakt, że na jej gruncie może dojść do konfrontacji Wojtunik – kontra Wojtunik urasta do miary absurdu.

Szczególne miejsce w wywiadach prasowych, nowy szef CBA poświęcił osobie swojego poprzednika. W mojej ocenie, jest to ten obszar, w którym najwyraźniej widać, jak bardzo deklaracje Wojtunika nie przystają do rzeczywistości.

Pytany przez dziennikarkę „Polski”, jak został przyjęty w CBA, Wojtunik odpowiada: „w bardzo miłej atmosferze spotkaliśmy się i rozstaliśmy także z moim poprzednikiem. To był rozwód na bardzo wysokim poziomie kultury osobistej i państwowej” i kilka zdań dalej mówi o Kamińskim „Nie będę go oceniać. Byłoby to niezręczne z powodu zarówno pełnionych przez nas funkcji, jak i tego, że łączą nas poprawne relacje”.

Wygląda to na godną postawę nowego szefa i nawet pytanie dziennikarki o wypowiedź Kamińskiego z konferencji prasowej na której powiedział, iż ceni Wojtunika wysoko, ale wypełnia on jedynie polecenia innych – nie była w stanie zmusić rozmówcę do reakcji. Wojtunik oświadczył, że ma „pełne zaufanie do premiera Tuska”, od którego otrzymał gwarancje pełnej niezależności” i jest „osobą niezależną i bardzo asertywną”. To budująca deklaracja.

Należy z niej wnioskować, że wszystko co dotyczy Mariusza Kamińskiego jest decyzją nowego szefa CBA i tylko jemu Kamiński może zawdzięczać problemy związane ze swoją dymisją. Przypomnę zatem, że poprzedni szef CBA został zdymisjonowany, ale nie może uzyskać wymówienia z pracy, bo – zdaniem Wojtunika – nadal jest funkcjonariuszem Biura. Najprostsza interpretacja jest taka, że mamy do czynienia z próbą kneblowania Kamińskiego, który jako funkcjonariusz nie powinien się wypowiadać publicznie bez zgody przełożonego.

Sam Mariusz Kamiński stawia sprawę jasno : „- Pan Wojtunik nie jest wobec mojej osoby niezależny. Decyzje zapadają w bezpośrednim otoczeniu Donalda Tuska. Ale szef CBA nie może mi niczego zabronić. Nie jestem już funkcjonariuszem CBA. To są groteskowe tricki”.

Choć Wojtunik deklaruje „poprawne relacje”, łączące go z poprzednikiem i niechęć do publicznych ocen jego zachowania, na stronie internetowej CBA w dniu 27 października br. – natychmiast po zakończeniu konferencji prasowej Kamińskiego ukazało się następujące oświadczenie: W związku z dzisiejszą konferencją prasową zorganizowaną przez Pana Mariusza Kamińskiego, CBA nie chce polemizować z opiniami formułowanymi przez swojego byłego Szefa, ani komentować ich treści. Biuro skupia się na realizowaniu ustawowych zadań, zaś polemika i odnoszenie się na obecnym etapie do przekazanych informacji szkodziłoby interesom służby. Działania Szefa CBA Pana Pawła Wojtunika nie mają charakteru represyjnego czy ograniczającego aktywność polityczną byłego Szefa CBA. Wynikają jedynie z mocy ustawy o CBA oraz innych przepisów wewnętrznych i mają na celu zagwarantowanie należytej ochrony informacji niejawnych dotyczących działalności CBA oraz przestrzeganie prawa przez wszystkich funkcjonariuszy. Priorytetem obecnego kierownictwa CBA jest przede wszystkim bezpieczeństwo funkcjonariuszy Biura, w szczególności działających pod przykryciem”.

Jego treść świadczy, że Paweł Wojtunik ocenia działalność swojego poprzednika, podjętą w obronie dobrego imienia i prawa do wyrażania opinii, jako „aktywność polityczną”. Ostatnie zdanie oświadczenia sugeruje, jakoby w CBA istniał stan zagrożenia dotyczący najbardziej utajnionych funkcjonariuszy działających pod przykryciem i tylko nowe kierownictwo jest w stanie to zagrożenie zlikwidować. To szczególnie obrzydliwa insynuacja, która dowodzi, że za działaniami obecnego szefostwa CBA mogą kryć się te same osoby i środowiska, które wywołały medialną histerię związaną z likwidacją WSI i powołaniem Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Z podobną insynuacją mamy do czynienia, gdy w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Wojtunik pytany czy ma gwarancje, że „nic z CBA nie zostało wyniesione i np. przed wyborami prezydenckimi nie zostanie "zdetonowane" – odpowiada: „Nie mam. Ludzie są jednak tylko ludźmi. Zrobię wszystko, żeby już nie było stąd przecieków, bo to kompromituje służby”.

Niewiele osób pamięta medialne kłamstwa o rzekomych przeciekach z SKW i Komisji Weryfikacyjnej, rozpowszechniane przez funkcyjnych dziennikarzy, czy rozgrywane przez Dukaczewskiego, Komorowskiego, Zemke. To według tego ostatniego „utrata kontroli nad bardzo ważnymi dokumentami dla funkcjonowania służb miała prowadzić do strat, także ludzkich”. Przez całe miesiące wmawiano Polakom, że działania Macierewicza i likwidacja WSI naraziły życie agentów pracujących zagranicą, że zdekonspirowano polskie służby, a z SKW skradziono tajne dokumenty. Żadna z tych informacji nie została potwierdzona.

Gdy dziś obserwujemy podobną taktykę działania w stosunku do CBA – trudno oprzeć się wrażeniu, że „ci sami sprawcy są tu czynni”.

Paweł Wojtunik użył w jednym z wywiadów sugestywnego obrazu, dla ukazania rzekomego dramatyzmu decyzji o przyjęciu propozycji szefowania CBA. Powiedział m.in.: „To jak skok na bungee. Skoczyłem i cały czas zastanawiam się, czemu nie przywiązałem nogi do liny. Lecę w dół, macam się po tej nodze, a liny nie ma. Tym bardziej podniecający jest ten skok, chociaż nie wiem, jak się skończy.”

Jak w wielu swoich wypowiedziach, tak i w tej Wojtunik wykazał zadziwiający brak konsekwencji. Łatwo bowiem przewidzieć, jak skończy się skok na CBA bez „przywiązanej do nogi liny”.

Źródła:

http://wyborcza.pl/1,75478,7151535,Pawel_Wojtunik__Wierze_w_CBA.html

http://wyborcza.pl/1,75478,7155549,CBA_bez_przeciekow.html

http://www.wprost.pl/ar/175291/Nie-bedzie-czystek-w-CBA/

http://polska.mil.pl/forum/viewtopic.php?t=4245&sid=6609eba83da6b30358c1b09fda4e1876

http://wyborcza.pl/1,75478,7146760,CBS_dowodzi_w_CBA.html

http://www.kprm.gov.pl/s.php?id=3749

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6534592,Jednorecy_bandyci_walcza_o_przetrwanie.html

GRACZE 1

http://www.newsweek.pl/artykuly/wydanie/1048/las-vegas-po-polsku,30803,2

http://praca.wp.pl/kat,1348,title,CBS-uderza-w-hazard-to-koniec-jednorekich-bandytow,wid,11004269,wiadomosc.html?ticaid=191f9&_ticrsn=5

http://interwencja.interia.pl/wczoraj/news?inf=1366039

http://www.tvn24.pl/12692,1605563,0,1,sms-przed-akcja-cbs-przeciek,wiadomosc.html

http://www.rmf.fm/fakty,135055,Popowski,i,byly,oficer,CBS,Porywacze,Olewnika,znali,techniki,operacyjne,policji,Wierzymy,ze,kret,sie,znajdzie.html

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/370515,wsrod_policjantow_z_cbs_ze_sprawy_olewnika_byl_kret.html

http://www.cba.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=20&y=2009&m=10

http://www.rmf.fm/fakty,135997,Wojtunik,Szkatula,bedzie,wisienka,na,torcie.html

http://www.rp.pl/artykul/380587_Nowy_wiceszef_CBA_stanie_przed_komisja_sledcza.html

http://www.polskatimes.pl/opinie/wywiady/186104,wojtunik-nie-nosze-na-policzku-sladu-pocalunku-w-ksztalcie,id,t.html#material_1

http://www.rp.pl/artykul/90217,218889.html

http://sk9.pl/abc3ac

http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091027/KRAJSWIAT/799919239

http://wyborcza.pl/1,75478,6964372,CBS_donosi_na_CBA.html

http://wyborcza.pl/1,75478,6969154,Prokuratura_zbada_donos_CBS_na_CBA.html

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/26302

http://www.cba.gov.pl/portal/pl/20/242/Informacja_o_wynikach_dzialalnosci_Centralnego_Biura_Antykorupcyjnego_w_2008_rok.html

http://news.money.pl/artykul/kaminski;nie;dam;zamknac;sobie;ust,230,0,551142.html

http://www.cba.gov.pl/portal/pl/20/321/Oswiadczenie_CBA.html

środa, 18 listopada 2009

WOJTUNIK – PARTYJNY KOMISARZ CZY SZERYF W CBA?

Powołanie na stanowisko p.o. szefa CBA Pawła Wojtunika miało stworzyć przeświadczenie, że najważniejsza służba antykorupcyjna trafiła w ręce kompetentnego fachowca. Media ze szczególnym naciskiem podkreślały, że do Biura trafił człowiek apolityczny, doskonały zawodowiec, „gliniarz z powołania, który nie da się wykiwać”. Wskazywano na zasługi Wojtunika na stanowisku szefa CBŚ, udział w wyjaśnieniu „afery starachowickiej” czy walkę z mafią.

Tymczasem, przez okres ostatnich dwóch lat niewiele słyszeliśmy o spektakularnych sukcesach CBŚ, a sama służba była określana mianem „tygrysa na papierowych nogach”. Gdy Wojtunik obejmował szefostwo CBŚ pokładano w nim nadzieję, że „przywróci tę elitarną jednostkę do świetności”. Jedną z pierwszych jego decyzji, na początku 2008 roku było stworzenie listy 100 najgroźniejszych przestępców oraz biznesmenów inwestujących "brudne" pieniądze, których nękanie miało odtąd stać się głównym zajęciem funkcjonariuszy CBŚ. Działania gangsterów miały być non stop monitorowane. "Nie zaznają spokoju, nawet za kratami" – zapowiadał wówczas nowy dyrektor CBŚ.

O efektach tych działań nie mieliśmy okazji niczego się dowiedzieć, za to usłyszeliśmy o kompromitującej pomyłce funkcjonariuszy, dotyczącej zatrzymania niewinnego informatyka. Medialnym informacjom o pracy CBŚ – na co warto zwrócić uwagę – towarzyszyły zwykle sceny zatrzymań, rzuconych na ziemię przestępców i widok zamaskowanych funkcjonariuszy.

Po objęciu funkcji po. szefa CBA Wojtunik – wbrew zasadzie, iż cisza sprzyja pracy służb – zaczął udzielać obszernych wywiadów prasowych. Lektura tych wywiadów stanowi o tyle pożyteczne doświadczenie, że pozwala ocenić wiarygodność pana Wojtunika i wykazać liczne rozbieżności między werbalnymi deklaracjami, a faktami.

Już w trzy dni po objęciu stanowiska, nowy szef CBA udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Na uwagę dziennikarza, że oto przeciwnik powstania CBA został szefem tej służby, Wojtunik odpowiedział: „Uważałem, że cała para, jeśli chodzi o wzmocnienie ścigania korupcji, powinna pójść w policję. I jeszcze się nie odkochałem w CBŚ, ale dziś staram się zakochać w CBA. Jeszcze nie dotarło do mnie, że nie jestem policjantem”. Już wówczas Wojtunik wiedział, że „Problem tej firmy (CBA) polega na tym, że jest wyizolowana ze współpracy z innymi służbami, a młoda kadra zajęła się dużymi sprawami, nie mając doświadczenia. Dbałość o standardy prawne to rzecz najważniejsza, bo pokusa wykorzystania tej służby jest bardzo duża. Potrafię się jej oprzeć” – deklarował.

Mogliśmy również przeczytać, że nowy szef ma wyrobioną opinię o służbie, którą objął: „CBA – stwierdził Wojtunik - nie może być postrzegane jakkolwiek politycznie, ale jako policyjna służba antykorupcyjna. Nieporozumienie wzięło się stąd, że ta służba sama siebie postrzegała jako służbę specjalną do specjalnych spraw, specjalnych poruczeń. Chciałbym, żeby ci ludzie działali bez sympatii i ścigali tylko tych, którzy popełniają przestępstwa korupcyjne.”

W ocenie Wojtunika, żadna z przeprowadzonych przez CBA akcji – począwszy do sprawy Sawickiej, po ujawnienie afery stoczniowej – nie zasługuje na miano profesjonalnej i w każdej nowy szef Biura dopatruje się poważnych uchybień i błędów. Co o tym zdecydowało? Wojtunik szuka dwóch wyjaśnień: - „ Nie wiem, czy zdecydowała zła wola, czy polityczna obsada kierownictwa. To są oceny dla firmy fatalne.”

Choć nowy szef CBA zapewniał w mediach, że nie będzie przeprowadzał żadnych czystek, pierwszą jego decyzją po wkroczeniu do Biura było zdymisjonowanie Ernesta Bejdy i Macieja Wąsika - współtwórców CBA. Natychmiast na stanowisko swojego zastępcy mianował Janusza Czerwińskiego, który od niedawna kierował poznańską delegaturą CBA, ale w latach 2006-07 był szefem CBŚ (wtedy Wojtunik był jego zastępcą).

Funkcji został również pozbawiony dyrektor Zarządu Operacji Regionalnych CBA - przeniesiony do dyspozycji przełożonego, oraz dyrektorzy regionalni z Katowic i Krakowa. Nie o wszystkich decyzjach personalnych wiemy, ale klucz zmian jest podobny - awansują dawni funkcjonariusze CBŚ, usuwani są ludzie, którzy zaczynali służbę razem z Mariuszem Kamińskim.

Pod koniec października rzecznikiem CBA został Jacek Dobrzyński – dotychczasowy rzecznik podlaskiej Policji. Natychmiast – wzorem ABW, po objęciu szefostwa przez Bondaryka – strona internetowa CBA stała się trybuną broniącą „dobrego imienia” nowego szefa, a większość komunikatów, wydawanych przez Biuro Prasowe poświęca się sprostowaniom rzekomo nieprawdziwych doniesień medialnych.

O zmianach personalnych informował Wojtunik również w najnowszym wywiadzie, udzielonym dziennikowi „Polska”. Przyznał, iż „zwolnił kilka osób” i to jest odpowiedź na pytanie co mu się w CBA nie podobało.

Fatalny był rozgłos medialny wokół tej instytucji. – dowodził Wojtunik - Źle się też stało, że CBA było podejrzewane o wycieki informacji. Nie podobał mi się także sposób zorganizowania Biura, bo odnoszę wrażenie, że ta struktura powstała pod konkretne osoby, a nie potrzeby. Stąd myślę, że wcześniej czy później zaproponujemy pracownikom CBA zmiany organizacyjne”. Miesiąc wcześniej, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” nowy szef deklarował: „ Zrobię wszystko, żeby już nie było stąd przecieków, bo to kompromituje służby”.

Ponieważ jest to bardzo słuszna teza, trzeba przypomnieć, że CBŚ pod rządami Wojtunika „zasłynęło” ze znacznie ciekawszych przecieków, a na ludziach tej służby ciążą poważne zarzuty. Nie wiadomo też, co Wojtunik miał na myśli mówiąc o „wyciekach informacji” z CBA, bo nie słychać o jakimkolwiek śledztwie prowadzonym w tym kierunku, a jedyny przeciek, dotyczący materiałów CBA nastąpił z kancelarii premiera Tuska.

Powierzając Wojtunikowi stanowisko szefa CBA Tusk stwierdził, że oczekuje od niego - „zera polityki w pracy, 100 proc. profesjonalizmu i pełnej bezwzględności w tępieniu zjawisk korupcyjnych" i przywołał „poważne zaangażowanie” Wojtunika w kwestie nielegalnych aspektów rynku hazardowego”. Na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zamieszczono nawet oświadczenie, w którym wymienia się sukcesy CBŚ pod rządami Wojtunika. Czytamy tam m.in.: „Od momentu objęcia stanowiska dyrektora CBŚ przez Pawła Wojtunika CBŚ przeprowadziło ponad 3300 postępowań przygotowawczych, zatrzymano ponad 5,5 tysiąca osób, ponad 8400 osobom postawiono łącznie ponad 27 tysięcy zarzutów, rozbito 270 grup przestępczych, zatrzymano 2700 członków grup przestępczych. Najważniejsze działania: realizacja sprawy „jednorękich bandytów” - akcja w kilkunastu województwach, zabezpieczono 300 automatów do gier, sprawa rozwojowa w toku”.

W kontekście tego oświadczenia warto przypomnieć, że widowiskową akcję CBŚ z 3 kwietnia 2009 r. podczas której zatrzymano 300 automatów do gier i odtrąbiono sukces w walce z przestępczością hazardową, poprzedził przeciek, dzięki któremu na dzień przed akcją niektórzy operatorzy automatów do gier otrzymali smsa od spółki Fortuna ostrzegającego przed kontrolą. Odbiorcy informacji mogli przeczytać m.in.: "Informujemy, że w związku ze zmianą przepisów od dnia jutrzejszego planowane są kontrole na terenie całego kraju. Proszę przygotować punkty i automaty do kontroli (oznakowanie automatów, regulaminy, informacja o zakazie gry do lat 18) Automaty mogą być w trakcie kontroli testowane”.

Nic nie słychać, by w sprawie tego przecieku ustalono winnych, lub prowadzono jakiekolwiek postępowanie. Natychmiast po akcji CBŚ pojawiły się protesty przedstawicieli Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, którzy działania policji określili jako spisek, mający na celu „wyparcie z rynku na rzecz potężnej firmy Gtech, która obsługuje Totalizator Sportowy i zatrudnia sztab PR-owców i lobbystów”.

Akcja CBŚ, którą okrzyknięto „uderzeniem w hazard”, zwiastująca rzekomo „koniec jednorękich bandytów” – w ocenie wielu publicystów i ludzi z branży hazardowej miała mieć głównie efekt propagandowy i nie przyniosła żadnych, znaczących rezultatów. Podobnie, jak kilkuletnie śledztwo, prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Białymstoku, przy współudziale CBŚ.

W tekstach dotyczący afery hazardowej cytowałem bulwersującą wypowiedź Sebastiana Michalkiewicza, naczelnika stołecznego Centralnego Biura Śledczego, który obawy o przestępczych powiązaniach lobby hazardowego na kilka miesięcy przed wybuchem afery skwitował w następujący sposób: „To wygląda po prostu na dobry interes. Procedura koncesyjna jest bardzo restrykcyjna, nie mamy żadnej informacji, żeby w ten biznes wchodziły grupy przestępcze. Nie mamy też żadnych informacji, żeby np. opłaty za automaty wstawiane w różne miejsca były zakamuflowanym haraczem.”

Na jakiej podstawie Donald Tusk mówił o „poważnym zaangażowaniu” Wojtunika w kwestie nielegalnych aspektów rynku hazardowego? Jeśli tą podstawą miała być kwietniowa, „spalona” akcja CBŚ – trudno o bardziej nieudolny przykład działania tajnej służby.

Warto także przypomnieć, że podczas prac komisji sejmowej pracującej nad sprawą zabójstwa Krzysztofa Olewnika, były zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik zeznał, iż był przekonywany przez CBŚ, że Krzysztof Olewnik żyje, jest więziony w Austrii i niebawem go uwolnią. W kwietniu ubiegłego roku media informowały, że w grupie CBŚ, która zajmowała się sprawą porwania Olewnika był „kret”, przekazujący przestępcom informacje o śledztwie. W związku z tym, nastąpiły zatrzymania funkcjonariuszy Biura. Natomiast w czerwcu 2008 roku w siedzibie olsztyńskiego CBŚ, gdzie przechowywano m.in. dowody ze sprawy Olewnika doszło do pęknięcia rury kanalizacyjnej w magazynie dowodów rzeczowych, przez co zniszczone zostało 231 dowodów ze śledztwa dotyczącego porwania. Sprawa nie obciąża bezpośrednio Wojtunika, ale warto zwrócić uwagę w jaki sposób szef CBŚ zareagował na te wiadomości. Pytany w kwietniu 2008 roku przez dziennikarzy RMF FM –czy w śledztwie dotyczącym Olewnika będą zatrzymani następni funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego - Paweł Wojtunik odpowiedział : „Tego bym nie chciał. Proszę mnie zrozumieć jako przełożonego jednego z policjantów, który wczoraj został zatrzymany. Niestety, moje serce staje po stronie tego policjanta, niezależnie od tego, jakie błędy popełnił”. Pytany - czy dochodzą do niego sygnały, obawy ludzi z CBŚ, że mogą być następne zatrzymania, Wojtunik stwierdził: Dochodzą takie sygnały, ale ja naprawdę wierzę w to, że zarzuty dotyczące naszego policjanta z CBŚ dotyczą błędów i niedociągnięć w prowadzonym postępowaniu, a nie dotyczą celowego sprowadzana śledztwa na fałszywy trop”.

Trzeba przyznać, że wobec powszechnej wiedzy na temat roli przedstawicieli policji w fałszowaniu sprawy Krzysztofa Olewnika, tworzeniu fikcyjnych tropów i współpracy z gangsterami – takie twierdzenie w ustach „prawdziwego gliny” musi brzmieć zaskakująco. Zasada lojalność szefa wobec podwładnych, zdaje się tu dominować nad intencją oczyszczenia szeregów CBŚ z ludzi współpracujących z mafią.

Być może powodem, dla którego Wojtunik nie chce dostrzegać udziału funkcjonariuszy CBŚ w sprawie Olewnika jest fakt, że jego kolega - nowo mianowany zastępca szefa CBA – Janusz Czerwiński ma zostać wezwany na świadka przez sejmową komisję śledczą. Potwierdził to szef komisji Marek Biernacki. Parlamentarni śledczy chcą przesłuchać Czerwińskiego, ponieważ jako wicedyrektor Centralnego Biura Śledczego od sierpnia 2004 r. do stycznia 2006 r. nadzorował grupę zajmującą się sprawą Olewnika. W tym czasie CBŚ lansowało błędną tezę o samouprowadzeniu. Zespół został powołany po interwencji Kazimierza Olejnika, ówczesnego zastępcy prokuratora generalnego. Były prokurator przyznał, że kilkakrotnie rozmawiał o sprawie Olewnika z Czerwińskim. – „Informował mnie, że Krzysztof Olewnik żyje i zostanie odnaleziony – mówi Olejnik.

Czerwiński to dla mnie dziwna osoba, która zawsze gdzieś przy całej sprawie krążyła” – twierdzi natomiast Danuta Olewnik, siostra uprowadzonego i zamordowanego Krzysztofa.

W tej sytuacji, nominacja Czerwińskiego na ważne stanowisko w służbach specjalnych, stawia pod znakiem zapytania intencje Wojtunika i jego oficjalne deklaracje.

Rozbieżność ta jest szczególnie widoczna, gdy przyjrzymy się wypowiedziom nowego szefa CBA w niedawnym wywiadzie dla „Polska Times”, zatytułowanym „ Nie noszę na policzku śladu pocałunku w kształcie logo partii”. Zachowanie Wojtunika jest o tyle rażące, że przez cały czas kreuje się na obiektywnego i apolitycznego fachowca, którego jedyną troską jest dobro służby. Tymczasem wszystko, o czym mówi w wywiadzie zadaje się świadczyć, że odczuwa ambicjonalną niechęć wobec CBA i dokonuje ocen poprzez pryzmat propagandowo –medialnych przekazów. Najwyraźniej też, pan Wojtunik nie potrafi pozbyć się kompleksów niskobudżetowego „gliniarza”.

Na czym – zdaniem Wojtunika polega problem strukturalny CBA? „Czterech funkcjonariuszy przypada tu na jedną osobę z kierownictwa - to dużo, prawda? I zbyt wiele tu departamentów, komórek, podkomórek. Wszystko to bardzo dobrze opłacane, atrakcyjne posady. [...] Czasem ze smutkiem patrzę, za jak małe pieniądze w stosunku do pracowników CBA pracują funkcjonariusze CBŚ”.

Gdy dowcipna dziennikarka prowadząca wywiad zapytała – „To może słuszny był pomysł, aby darmozjadów zwolnić, a samo Centralne Biuro Antykorupcyjne rozwiązać? – Wojtunik wspaniałomyślnie stwierdził, że Biura nie powinno się likwidować, lecz wymaga ono skorygowania kursu”. Chciałbym widzieć - w jaki sposób nowy szef będzie korygował kurs służby antykorupcyjnej o najniższym od lat budżecie i zatrudnieniu?

Wbrew rządowej propagandzie, rozpisującej się nad „ekstrawagancjami agenta Tomka” - od chwili objęcia władzy przez Platformę, CBA było jedyną służbą, której co roku obcinano budżet. Rząd PiS, przygotowując projekt budżetu na rok 2008, zapisał na rzecz CBA kwotę 158 mln zł. W budżecie uchwalonym przez koalicję PO-PSL kwotę tę znacząco obcięto do wysokości 116 mln. W roku następnym obniżono ponownie o 5 mln, a o połowę – do 6,3 mln obcięto fundusz operacyjny CBA. Mniej pieniędzy przeznaczono również na wydatki majątkowe. Stan zatrudnienia w CBA w 2007 roku wynosił 60 proc. planowanego, obecnie zaledwie - 80 proc. Dla przykładu – tegoroczny budżet ABW to blisko pół miliarda złotych, dla SKW przewidziano 137 mln zł, a AW otrzyma 134,9 mln. Budżet CBA na rok 2009 wynosi 104,9 mln zł. Niższy budżet (89,2 ml) ma jedynie znacznie mniej liczebna, o mniejszych kompetencjach Służba Wywiadu Wojskowego.

Kłam opiniom Wojtunika zadaje „Wystąpienie pokontrolne” Najwyższej Izby Kontroli z kwietnia br., dotyczące kontroli budżetu CBA, w którym możemy przeczytać, że w 2008 r. Ministerstwo Finansów dodatkowo obniżyło budżet Biura o kolejne 1,247,800 zł , a „ograniczenie środków w ostatnim kwartale 2008 r. w ocenie NIK, postawiło CBA w trudnej sytuacji finansowej, co skutkowało koniecznością rezygnacji z części planowanych zakupów inwestycyjnych”. W 2008 roku CBA zatrudniało 740 osób, z tego 696 funkcjonariuszy (94%) i tylko 44 pracowników cywilnych (6%). Już na początku maja 2008 roku rząd PO-PSL zmniejszył uposażenie funkcjonariuszy CBA poprzez zmianę tzw. wielokrotności kwoty bazowej z 3,96 do 3,5, podwyższając ją jednocześnie dla ABW, z 2,92 do 3,34, z mocą wsteczną od stycznia 2008r. Ta „urawniłowka”, miała w zamyśle PO „skończyć z przywilejami CBA.

Wbrew deklaracji Wojtunika, iż nie chce krytykować ludzi, których zastał w CBA, w całym wywiadzie znajduje się mnóstwo wypowiedzi krytycznych i krzywdzących dla służby Mariusza Kamińskiego. Krzywdzących głównie dlatego, że nowy szef Biura nie wskazuje żadnych przesłanek na jakich opiera swoje sądy, ograniczając się do enigmatycznych, zaczerpniętych z rządowej agitacji frazesów.

CDN...

Wykaz źródeł opublikuję w drugiej części tekstu.

poniedziałek, 16 listopada 2009

O WINNYCH W AFERZE, KTÓREJ NIGDY NIE BYŁO

W wydanym przed trzema dniami dokumencie Biura Bezpieczeństwa Narodowego, zatytułowanym „Ocena działań ABW dotyczących nieprawidłowości w procesie sprzedaży stoczni”, możemy przeczytać m.in.:

Z przygotowanej w BBN analizy dokumentów (przesłanych, na początku października br., przez Centralne Biuro Antykorupcyjne do najwyższych organów państwa – wpływ do BBN 28.10.2009 r.) oraz faktów ujawnionych opinii publicznej – dotyczących nieprawidłowości związanych z procesem sprzedaży majątków Stoczni Gdynia S.A. oraz Stoczni Szczecińskiej Nowa Sp. z o.o., wynika, że mogło dojść do naruszenia prawa przez prowadzących jak i nadzorujących proces sprzedaży stoczni.

W ocenie BBN, naruszenia prawa dotyczą nieprawidłowości podczas realizacji przetargów na sprzedaż majątków Stoczni Gdynia S.A. oraz Stoczni Szczecińskiej Nowa Sp. z o.o. (braku zachowania bezstronności i zasad uczciwej konkurencji w przeprowadzonym przetargu nieograniczonym – art. 82 ust. 1 ustawy o postępowaniu kompensacyjnym w podmiotach o szczególnym znaczeniu dla polskiego przemysłu stoczniowego).”

Treść tego ważnego dokumentu została tradycyjnie przemilczana przez główne media - mimo, iż ze względu na wagę poruszanych spraw warta jest omówienia i prezentacji. Skoro jednak na mocy odgórnej dyspozycji postanowiono, iż nigdy nie było i nie będzie żadnej afery stoczniowej – przemilczenie tego dokumentu staje się oczywistym obowiązkiem każdego dziennikarza IIIRP.

BBN wskazuje na przynajmniej dwa obszary w których mogło dojść do poważnych nieprawidłowości, w związku ze sprzedażą aktywów stoczniowych.

Pierwszy dotyczy urzędników Ministerstwa Skarbu i Agencji Rozwoju Przemysłu, którzy przygotowywali i prowadzili przetargi. W dokumencie znajdziemy precyzyjne wskazanie konkretnych przepisów prawa, które mogły zostać naruszone:

„Charakter ww. naruszeń wskazuje na możliwość popełnienia przestępstwa poprzez:

przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków (art. 231 k.k.); utrudnianie przetargu publicznego (art. 305 k.k.). Ponadto, w przypadku sprzedaży poszczególnych części, a nie całości majątku – poprzez zmniejszenie wartości majątku może dojść również do narażenia Skarbu Państwa na znaczną szkodę majątkową (art. 296 k.k. w zw. z art. 115 § 6 k.k.). Mowa jest także o „braku zachowania bezstronności i zasad uczciwej konkurencji w przeprowadzonym przetargu nieograniczonym – art. 82 ust. 1 ustawy o postępowaniu kompensacyjnym w podmiotach o szczególnym znaczeniu dla polskiego przemysłu stoczniowego).

Raport BBN wyraźnie wskazuje, że źródłem ustaleń są dokumenty przesłane na początku października przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Oczywiście – nie możemy poznać treści tych dokumentów, możemy jednak dokonać porównania ustaleń BBN-u z raportem CBA przygotowanym w ramach działań dotyczących tzw. tarczy antykorupcyjnej.

Jest to opracowanie o nazwie „ Rekomendacje postępowań antykorupcyjnych przy stosowaniu procedury udzielania zamówień publicznych” z roku 2009, w którym czytamy m.in.: „Centralne Biuro Antykorupcyjne, realizując zadania nałożone przez ustawodawcę, zwraca uwagę na mogące pojawić się nieprawidłowości w wydatkowaniu środków publicznych w toku realizacji zakupu usług lub dostaw, a także procesów inwestycyjnych”.

W części IV analizy CBA – „ Odpowiedzialność za naruszenie przepisów przy udzielaniu zamówień publicznych” – znajdziemy omówienie dokładnie tych przepisów prawa, o których złamaniu – w przypadku przetargów stoczniowych mówi raport Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Innymi słowy – CBA na długo przed tym, nim doszło do przestępstw przy prywatyzacjach stoczniowych, sporządziło szczegółową analizę, w której zawarto omówienie najważniejszych zagrożeń procesu prywatyzacji oraz wskazano sposoby na ich uniknięcie. W dokumencie sporządzonym przez CBA wyraźnie ostrzega się, że „ Nieprzestrzeganie przez zamawiającego norm wyrażonych w przepisach określających reguły wydatkowania środków publicznych może przynieść negatywne skutki ekonomiczne dla finansów jednostki, a w rezultacie doprowadzić do poniesienia przez niego odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, naruszenie przepisów prawa zamówień publicznych czy też odpowiedzialności karnej”.

Warto zwrócić uwagę na ten fakt – zadający kłam twierdzeniem medialno -rządowej propagandy, jakoby CBA nie dopełniło swoich obowiązków, wynikających z tzw. tarczy antykorupcyjnej.

Raport Biura Bezpieczeństwa Narodowego nie pozostawia wątpliwości - która ze służb jest winna naruszenia prawa i gdzie należy poszukiwać winnych zaistniałej sytuacji. Ponieważ zastosowana w raporcie argumentacja jest bardzo ważna (również dla oceny działań służby Mariusza Kamińskiego) –warto posłużyć się dłuższym cytatem:

Wyjaśnienia wymaga zatem rola Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w procesie sprzedaży stoczni. Nie ulega wątpliwości, że procesy sprzedaży (prywatyzacyjne, zmian właścicielskich) strategicznych sektorów gospodarki narodowej pozostają w kompetencjach ustawowych ABW (rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw szpiegostwa, terroryzmu, naruszenia tajemnicy państwowej oraz innych przestępstw godzących w bezpieczeństwo państwa) i wszelkie informacje wskazujące na nieprawidłowości w sprzedaży lub też nieprawdziwe informacje publiczne dezawuujące ten proces powinny spotkać się z oficjalnymi działaniami Agencji.

Wobec powyższego, jeżeli informacje CBA na temat sprzedaży stoczni nie mają uzasadnienia faktycznego, ABW winna zgłosić zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez Szefa CBA, na podstawie art. 231 k.k. (a nawet art. 235 k.k. poprzez tworzenie fałszywych dowodów popełnienia przestępstwa).

Ponieważ do chwili obecnej ABW takiego zawiadomienia nie zgłosiła, zasadne wydaje się zatem stwierdzenie, że działania Szefa CBA były słuszne (potwierdzeniem tego może być również decyzja Prokuratury Okręgowej w Warszawie z 4 listopada br. o odmowie wszczęcia śledztwa, z doniesienia Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przeciwko Szefowi CBA).

Wobec powyższego, załamanie transakcji sprzedaży stoczni powinno być również wyjaśniane pod kątem ewentualnego niedopełnienia obowiązków z art. 231 k.k. przez kierownictwo ABW. Wyjaśnienia wymagają m.in.: kto i w jakim zakresie sprawował nadzór nad działaniami ABW i CBA w związku z wykrytymi nieprawidłowościami podczas sprzedaży majątku stoczni oraz jakie były formy tego nadzoru; działania podejmowane przez ABW w związku z informacją CBA o nieprawidłowościach w sprzedaży majątku stoczni.”

(wytł.moje)

Jest zrozumiałe, że wszelkiego rodzaju propagandyści będą starali się unikać tego rodzaju rzetelnych i merytorycznych opracowań, posiłkując się w obronie rządzącej kliki kilkoma kłamliwymi frazesami, opartymi na niewiedzy społeczeństwa. To z tych powodów możliwa była sytuacja, gdy mój tekst „W INTERESIE WSI” został bez uprzedzenia usunięty i spotkałem się z zarzutem „naruszenia przepisów prawa”. Przypomnę, że chodziło jedynie o twierdzenie, iż Mariusz Kamiński prowadzi samotną walkę ze strukturami państwa, ochraniającymi przestępców w rządzie Donalda Tuska.

Ważna w tym kontekście wydaje się konkluzja, kończąca raport Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Czytamy bowiem, że „W ocenie BBN, w przypadku potwierdzenia nieprawidłowości w procesie sprzedaży stoczni, działania osób prowadzących ich sprzedaż, jak i nadzorujących ten proces, jak również działania osób utrudniających wyjaśnianie potencjalnych nieprawidłowości w procesie sprzedaży stoczni, będą wskazywały na możliwość popełnienia czynu noszącego znamiona korupcji politycznej, poprzez tzw. handel wpływami ze względu na realizację określonych założeń lub zapotrzebowań politycznych (art. 230 k.k., art. 230a k.k.).”

To bodaj najmocniejsze twierdzenie tego dokumentu, wskazujące jednoznacznie, że w sprawie stoczni mogliśmy mieć do czynienia z korupcją polityczną na ogromną skalę. Zupełnie inną rzeczą wydaje się fakt, iż w obecnej konfiguracji polityczno – jurystycznej nie możemy liczyć na obiektywne i rzetelne wyjaśnienie sprawy wspólnych działań najwyższych urzędników państwowych z międzynarodowym handlarzem bronią.

http://www.bbn.gov.pl/portal/pl/2/1981/Ocena_dzialan_ABW_dotyczacych_nieprawidlowosci_w_procesie_sprzedazy_stoczni.html

http://antykorupcja.edu.pl/index.php?mnu=42&id=1301

wtorek, 27 października 2009

FAKTY - PRZECIW KŁAMSTWOM RZĄDU –2

Przed wybuchem „afery stoczniowej”, rządowa ocena działań służb specjalnych w ramach „tarczy antykorupcyjnej” wyglądała następująco:

10.09.2009 - Sejmowa komisja ds. służb specjalnych nt. stoczni:

Posłowie opozycji z sejmowej komisji ds. służb specjalnych negatywnie ocenili przedstawioną przez ABW i MSP informację o zagrożeniach dla procesów prywatyzacyjnych przy sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Według Konstantego Miodowicza (PO) zaangażowanie służb w sprawę było odpowiednie. Miodowicz powiedział po czwartkowym posiedzeniu komisji, że o zerwaniu transakcji przez katarski fundusz zdecydowały względy biznesowe.

- W ocenie Ministerstwa Skarbu służby bardzo dobrze współpracowały z nim i przekazały istotne informacje, które pozwoliły właściwie prowadzić proces prywatyzacji - powiedział poseł PO.

Wszyscy twierdzą, że była świetna współpraca między administracją skarbu państwa a służbami specjalnymi, ale faktem jest, że krachu tej transakcji nikt nie przewidział - podkreślił Jarosław Zieliński - To może dziwić - dodał.

Według Zbigniewa Wassermanna (PiS) sprawa stoczni pokazuje stosunek służb do komisji. - Komisja powinna nadzorować pracę służb, być wcześniej informowana o toczących się sprawach. Tymczasem przedstawiciele służb zamiast przedstawiać komisji rzetelną informację, skupiają się na swoich ocenach, lansowaniu swojego spojrzenia, czy politycznych uwagach na temat spraw, które komisja powinna kontrolować - mówił PAP.

11.09.2009 - Informacja rządu w sprawie sytuacji w polskim przemyśle stoczniowym 6 kadencja, 49 posiedzenie, 3 dzień

Aleksander Grad :

„Pytanie o badanie inwestorów. Nie tak dawno, chyba wczoraj, już dwukrotnie odbyło się posiedzenie Komisji do Spraw Służb Specjalnych. Ten temat był bardzo wnikliwie wyjaśniany. W tej sprawie, jak i w ogóle w procesach prywatyzacyjnych postępujemy zgodnie z programem tzw. tarczy antykorupcyjnej, który został przyjęty przez pana premiera. Jest on jako zalecenie skierowany do wszystkich służb, od ABW, Agencji Wywiadu po CBA. Wszystkie procesy prywatyzacyjne, duże i nieduże, wszelkie procesy przetargowe, w tym również sprzedaż stoczni, miały osłonę służb. W związku z tym badanie... Proszę nie mylić dwóch rzeczy. Jeżeli zarządca kompensacji przyjmuje zgłoszenie podmiotu do udziału w licytacji, to on nie może go, zgodnie z prawem, zgodnie z ustawą i zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej, odrzucić, mówiąc, że nie podoba mu się jakiś prezes w tej firmie albo coś innego. W momencie, kiedy wydaje się decyzję np. MSWiA czy kiedy bada się źródło pochodzenia środków finansowych, to wszystko jest robione. Proszę być spokojnym, to zostało zrobione. [...]

Tak więc prosiliśmy o osłonę tych procesów. Ta osłona została zapewniona. Otrzymywaliśmy na bieżąco informacje, czy jakieś interesy państwa mogą być zagrożone.

6 października 2009r. Mariusz Kamiński przedstawił Tuskowi raport na temat nieprawidłowości przy prywatyzacji polskich stoczni.

Od tej chwili ocena działań CBA w ramach „tarczy” wygląda następująco:

8.10.2009 - Sejmowa Komisja do Spraw Służb Specjalnych pozytywnie zaopiniowała w czwartek wniosek premiera o odwołanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego - poinformował dziennikarzy po posiedzeniu komisji jej wiceprzewodniczący Konstanty Miodowicz (PO).

"Osoba, na której ciążą tak ciężkie zarzuty jak te, które sformułowano wobec Kamińskiego, nie może nadal zajmować stanowiska szefa służby stojącej na straży praworządności" - powiedział Miodowicz.

09.10.2009 - Kolegium ds. służb specjalnych za odwołaniem Kamińskiego

Kolegium ds. Służb Specjalnych pozytywnie zaopiniowało 9 października wniosek premiera Donalda Tuska o odwołanie szefa CBA Mariusza Kamińskiego

13.10.2009 - Ministerstwo skarbu na początku tego roku zwróciło się do służb specjalnych o objęcie ochroną przetargów na stocznie. Najbardziej przydatne okazały się materiały, jakie dostarczyły ABW, kontrwywiad i wywiad - poinformował 13 października rzecznik resortu skarbu Maciej Wewiór. Dodał, że w odróżnieniu od CBA, resort otrzymywał "materiały od ABW, wywiadu i kontrwywiadu, które były pomocne w przeprowadzaniu tej procedury".

14.10. 2009 - Wiceprzewodniczący sejmowej komisji do spraw służb specjalnych - Konstanty Miodowicz - powiedział w Radiu Kielce, że premier podjął słuszną decyzję odwołując Mariusza Kamińskiego z funkcji szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

W opinii posła Platformy Obywatelskiej Kamiński to partyjny ekstremista, który szkodził interesom państwa polskiego. Zdaniem Miodowicza były szef CBA i jego współpracownicy powinni zostać zatrzymani do dyspozycji prokuratury , która powinna się zastanowić , czy nie dać im sankcji.

22.10.2009 Informacja bieżąca. 6 kadencja, 52 posiedzenie, 2 dzień 8 punkt porządku dziennego: Minister Aleksander Grad:

„Wobec tego jeszcze odniosę się do jednej kwestii, która wiąże się wprost z wypowiedziami publicznymi i CBA, poprzez oczywiście przecieki prasowe, ale już wypowiedziami byłego szefa CBA. Otóż uważam, że to, co powiedział w ostatnim czasie, że nikt nie występował o nadzór nad tym procesem, jest ewidentnym kłamstwem, w oparciu o dokumenty, którymi dysponujemy my, kancelaria pana premiera. Powstaje pytanie, jaki jest tego cel. Skoro ten superszpieg badał jakąś inną sprawę przez kwiecień, maj i czerwiec, zaczął to czytać po urlopie, po wakacjach, w czerwcu i zorientował się, że chyba coś jest nie tak, i naprędce, w ciągu tygodnia, w oparciu o strzępy rozmów w związku z inną sprawą, formułuje takie twarde, daleko idące tezy i oskarżenia, to pytam, jaki jest cel, jaki jest profesjonalizm działania tej służby. Dlaczego wygląda to w taki sposób? Przecież jestem funkcjonariuszem publicznym, jak i moi współpracownicy, i my musimy wiedzieć, chcemy mieć osłonę przed, nie wiem, może nieuczciwym inwestorem, może złymi lobbystami, ze strony tego typu instytucji państwowych, a nie ja mam się jeszcze osłaniać i zastanawiać, w jaki sposób ta instytucja nas w coś wkręca.

Dlaczego w maju nikt nie powiedział w tej sprawie ani jednego słowa? Od pozostałych służb w ciągu roku dostałem 22 informacje, które były bardzo pożyteczne w odniesieniu do tego procesu. Od CBA nie otrzymałem nic. W związku z tym uważam, że sposób działania i osłony wokół tego jest co najmniej dziwny.

Jak ważna dla rządu Donalda Tuska była „tarcza antykorupcyjna”?

PLAN PRAC RZĄDU NA II POŁOWĘ 2008 ROKU

1. Zadanie do realizacji.: Usprawnienie funkcjonowania służb specjalnych w RP, poprzez koordynację współpracy między Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, a także współpracy wymienionych służb z poszczególnymi resortami w zakresie zabezpieczania pod względem antykorupcyjnym przetargów rządowych i programów prywatyzacji 2. Ew. odniesienie do obowiązku prawnego lub dokumentu o charakterze strategicznym, przewidującego realizację zadania lub określającego cele, których realizacji dane zadanie służy: - 3. Termin realizacji zadania: IV kwartał 2008 r. 4. Osoba odpowiedzialna w randze ministra, sekretarza lub podsekretarza stanu: Min. Jacek Cichocki Sekretarz Stanu, Sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych.

03.12.2008, - Obrady Kolegium do Spraw Służb Specjalnych

„Tarcza antykorupcyjna”, mająca na celu osłonę najważniejszych procesów prywatyzacji i zamówień publicznych, plany pracy służb specjalnych na rok 2009 oraz informacja Szefa ABW na temat Raportu Sytuacyjnego Centrum Antyterrorystycznego z dnia 24.11.2008 r. były m.in. przedmiotem obrad Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, które odbyło się w 2 grudnia 2008 r.

Zadaniem służb specjalnych w ramach „tarczy antykorupcyjnej” jest prowadzenie działań profilaktycznych, zapobiegających powstawaniu nieprawidłowości w procesach prywatyzacji i zamówień publicznych. Wyselekcjonowano najistotniejsze – z racji wartości lub znaczenia dla interesów państwa – przetargi i prywatyzacje. Służby specjalne, we współpracy z odpowiednimi resortami, zajmują się obecnie ochroną tych procesów. Premier Donald Tusk podkreślił, że sam fakt uświadomienia opinii publicznej i pracownikom instytucji państwowych powstania „tarczy antykorupcyjnej” ma duże znaczenie profilaktyczne i wyraził opinię, że działania prowadzone przez służby będą miały istotne znaczenie dla redukcji zagrożeń korupcyjnych w naszym kraju.

Kolejne posiedzenie w sprawie „tarczy” odbyło się w czerwcu 2009 r.(po zakończeniu przetargów na majątek stoczniowy)

03.07.2009, - Komunikat z posiedzenia Kolegium ds. Służb Specjalnych

Przedstawione przez Sekretarza Kolegium Jacka Cichockiego oraz szefów służb sprawozdania z działalności służb specjalnych w 2008 r. zdominowały posiedzenie Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, które odbyło się 16 czerwca 2009 r. Prezes Rady Ministrów Donald Tusk podkreślił konieczność kontynuowania czynności profilaktycznych, zapobiegających powstawaniu nieprawidłowości w procesach prywatyzacji i zamówień publicznych, co przyczynia się do redukcji zagrożeń korupcyjnych w naszym kraju. Po dyskusji Kolegium pozytywnie zaopiniowało przedłożone dokumenty.

Plan prac rządu na rok 2009 nie zawiera żadnej wzmianki o „tarczy antykorupcyjnej”.

Źródła:

http://www.niw-serwis.com/polska_warszawa_10.09.2009_sejmowa_komisja_ds._sluzb_specjalnych_nt._stoczni_.html

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/5479C249

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/358353,kaminski_robia_ze_mnie_przestepce_i_klamce.html

http://www.niemczyk.net.pl/polska_warszawa_09.10.2009_kolegium_ds._sluzb_specjalnych_za_odwolaniem_kaminskiego_.html

http://www.niemczyk.net.pl/polska_warszawa_13.10.2009_msp_przydatne_informacje_od_abw_wywiadu_i_kontrwywiadu_.html

http://www.polskieradio.pl/iar/wiadomosci/artykul116984.html

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/2FAA1010

http://www.kprm.gov.pl/templates/admin/userfiles/files/Plan_prac_Rzadu_RM_zmiany_po_RM_8_07.pdf

http://www.premier.gov.pl/s.php?id=2809

http://www.premier.gov.pl/s.php?id=3485

http://bip.kprm.gov.pl/g2/2009_05/849_fileot.pdf