Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaliningrad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaliningrad. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

OD KALININGRADU DO MARSZU NA EUROPĘ


Jeśli przedstawiciele reżimu mogą dziś uchodzić za rzeczników Ukrainy i przeciwników kremlowskiego satrapy, mamy do czynienia z tak niebywałym zjawiskiem, że nie sposób wyjaśnić go w racjonalnych kategoriach. Pokolenia przyszłych historyków i socjologów będą musiały zmierzyć się z odpowiedzią na pytanie - jak to możliwe, że najbardziej prorosyjska i regresywna grupa polityków, jaka kiedykolwiek pojawiła się w polskiej rzeczywistości, mogła uchodzić za formację „postępową” i „liberalną”? Uważam, że na miano „liberałów” bardziej zasługują peerelowscy towarzysze Olszowski i Grabski, niźli ludzie, którzy decydują dziś o polityce III RP.  Wielka w tym wina tzw. opozycji i związanych z nią mediów, że przez ostatnie osiem lat nie potrafiły pokazać oblicza tej obskuranckiej i twardogłowej zbieraniny.
Prowadzona od wielu miesięcy kampania medialna wykreowała owych „liberałów” nie tylko na  przeciwników Putina i koalicjantów europejskich „sił postępu”, ale sprawiła, że są postrzegani jako proamerykańscy i pro natowscy.
To już wizja bardzo niebezpieczna i byłoby prawdziwym nieszczęściem, gdyby w roku wyborczym politycy USA mieli zostać przekonani, że reżim Komorowskiego gwarantuje skuteczny opór przed zakusami Putina. W perspektywie procesów zachodzących w Ameryce (mocna opozycja Kongresu wobec Obamy) i bliskiego odejścia  najgorszego w dziejach prezydenta, takie okoliczności mają niezwykle istotne  znaczenie.
Poza tworzeniem fałszywego wizerunku, celem kampanii propagandowej jest wzbudzenie przeświadczenia, jakoby przedstawiciele reżimu mogli zapewnić Polakom bezpieczeństwo i byli gotowi bronić nas przed rosyjską agresją.
Czytelnikom tego bloga nie muszę wyjaśniać, że taka teza jest kompletnie nonsensowna - dla każdego, kto posiada wiedzę o rodowodzie PO i zachowaniach tej grupy przed, w trakcie i po zamachu smoleńskim. Jej niedorzeczność ujawnia się w polityce zagranicznej III RP, sprowadzonej do roli rosyjskiego konia trojańskiego, w decyzjach dotyczących energetyki, czy służb specjalnych, w obszarze wojskowości i kultury, w rozlicznych „strategiach” środowiska Belwederu, w setkach rozstrzygnięć politycznych i ekonomicznych. Trzeba byłoby zapomnieć o realiach lat 2008-2013, by uwierzyć, że tak prorosyjski reżim może być zdolny do zrzucenia niewolniczych pęt.
I jeśli możemy dziś mówić o zatrważającej skuteczności tej kampanii, to tylko dlatego, że większość naszych rodaków nie jest w ogóle zainteresowana przyszłością kraju lub nie potrafi sięgnąć pamięcią dalej niż w bieżący przekaz propagandy.
Wydawałoby się, że przypominanie prorosyjskich „dokonań” reżimu PO-PSL leży jednak w interesie opozycji i będzie podstawą każdej, racjonalnej kampanii wyborczej. To temat niewyczerpany i dostępny do eksploatacji przez wiele miesięcy. Nie tylko w kontekście Smoleńska, ale poprzez ukazanie, jak szkodliwe i groźne dla Polaków były decyzje podejmowane w imię utrwalania „przyjaźni polsko-rosyjskiej”. Tym bardziej, jeśli zagrożenia te nigdy nie zniknęły, a to, co robi reżim nadal sytuuje go w roli wykonawcy obcych dyspozycji.
W poprzednim tekście wskazywałem na priorytety interesów rosyjskich i niemieckich związanych z likwidacją polskich kopalni. Późniejsze wydarzenia potwierdziły intencje reżimowych graczy. By uniknąć nadmiernych emocji, ale też uchylić się od dosadnej krytyki, zaniechałem komentowania tego, co o tzw. porozumieniu z górnikami mówili  przedstawiciele „wolnych” mediów i politycy PiS.   
Uważam jednak za konieczne, by jasno i bez niedomówień postawić postulat arcyważny dla polskiego bezpieczeństwa i zrozumiały dla każdego, kto zna intencje naszych wrogów: trzeba uczynić wszystko, by w roku 2015 zamknąć granicę z Kaliningradem.
Na temat tego antypolskiego projektu pisałem już wielokrotnie i poniżej zamieszczam linki do niektórych tekstów. Nie będę więc przypominał rzeczy oczywistych ani po raz kolejny wyjaśniał – dlaczego zamknięcie granicy leży w polskim interesie.
W ostatnim czasie pojawiły się jednak dodatkowe argumenty, o których warto wspomnieć.

poniedziałek, 21 maja 2012

WEJDĄ

Tradycyjnie już, sprawy najważniejsze dla Polaków dokonują się w cieniu tematów zastępczych. Rozgrywanie ich decyduje dziś nie tylko o sukcesach propagandowych grupy rządzącej, ale pozwala na bezpieczne  – czyli dokonywane bez naszej wiedzy – przeprowadzenie kolejnych aktów kapitulacji państwa.
Szczęśliwie są środowiska uodpornione na ten prosty zabieg socjologiczny i doskonale zorientowane w polskich realiach. Trzeba było zatem sięgnąć do informacji kremlowskiej tuby propagandowej  -„Głosu Rosji”, by dowiedzieć się, że w czasie najbliższych 6 miesięcy powstanie w Rosji 38 punktów wizowych wydających obywatelom FR zezwolenia na wjazd do Polski. Pierwszy z nich otwarto już w Moskwie przy prospekcie marszałka Żukowa. W ceremonii otwarcia wziął udział ambasador RP w Moskwie Wojciech Zajączkowski oraz pracownicy MSZ Rosji.
Powstanie „centrów wizowych” jest zwieńczeniem wielomiesięcznych dążeń rządu Donalda Tuska do szerokiego otwarcia polskiej granicy z obwodem kaliningradzkim. W czasie, gdy uwagę polskiej opinii publicznej zaprzątały kolejne występy dyżurnych błaznów i klakierów, w dniu 11 maja br. weszła w życie ustawa o zasadach małego ruchu granicznego z Rosją, pozwalająca na przekraczanie granicy polsko-rosyjskiej przez mieszkańców tzw. strefy przygranicznej.
Ten rosyjsko-niemiecki projekt był najmocniej forsowanym zadaniem polskiej dyplomacji, czyniąc z niej de facto rosyjskiego „konia trojańskiego”. Pomysł był aktywnie wspierany przez związek „wypędzonych” z Prus Wschodnich i należał do priorytetów polityki Angeli Merkel i rosyjskich przywódców.
Po pozorem dokonania „ożywienia społecznego, kulturalnego oraz gospodarczego, głównie w branży handlowej i usługowej” przez blisko dwa lata realizowano plan zmierzający do  uczynienia z obwodu kaliningradzkiego „rosyjskich drzwi do Europy”, poprzez które Rosjanie wejdą w obszar polityki gospodarczej UE, a ich przedsiębiorcy uzyskają unijne fundusze.
Tuż przed tragedią smoleńską, 24 marca 2010 roku szefowie MSZ Polski i Rosji wspólnie wystąpili  do Komisji Europejskiej o wyrażenie zgody, by ruch przygranicznych objął cały obwód kaliningradzki. Osiągnięcie tego celu wydawało się niełatwe, ponieważ wynegocjowana kilka miesięcy później polsko-rosyjska umowa była od początku sprzeczna z prawem unijnym. Zakłada ono, że państwa UE mogą zawierać umowy dotyczące zewnętrznych granic lądowych, w których szerokość pasa przygranicznego wynosi od 30 do 50 km, podczas gdy obwód kaliningradzki rozciąga się z północy na południe na odległość ponad 100 km. Dla polskiej umowy, przewidującej objęcie ruchem bezwizowym całego obwodu, uzyskano zatem odrębną regulację  Sprawa należała do priorytetów tzw. polskiej prezydencji i obok wepchnięcia Rosji do Światowej Organizacji Handlu stanowiła podstawowy sukces dyplomacji ministra Sikorskiego.
14 grudnia 2011 podpisano umowę o małym ruchu granicznym, którą minister spraw zagranicznych Rosji nazwał „zwiastunem ruchu bezwizowego z całą UE”. Dzień później rosyjski szef obrony Serdiukow w szczególny sposób podziękował „polskim przyjaciołom” za ich dwuletnie starania, grożąc, że „jeśli tylko w Polsce pojawią się jakieś elementy amerykańskiej obrony antyrakietowej, to my podejmiemy adekwatne środki w odpowiedzi. Rosja nie dopuści do naruszenia strategicznej równowagi,  do czego doprowadzą działania naszych zachodnich partnerów”. Odpowiedzią na polskie zabiegi była także decyzja prezydenta Miedwiediewa z listopada ub.r. o rozmieszczeniu w obwodzie kaliningradzkim – najbardziej zmilitaryzowanym miejscu na kuli ziemskiej -  baterii rakiet Iskander, wymierzonych w cele na terytorium III RP oraz radaru nowej generacji Woroneż-DM, który pozwala śledzić ruch w przestrzeni powietrznej na odległość do 6 tys. km. Zapowiedziano także umieszczenie w obwodzie systemów rakietowych czwartej generacji typu ziemia – powietrze S-400 Triumf.
Nawet najbardziej wrogie działania strony rosyjskiej nie zahamowały procesu wyważania „drzwi do Europy”. Projekt umowy granicznej wpłynął do Sejmu 13 lutego 2012 r., pierwsze czytanie odbyło się już 29 lutego, drugie zaś 14 marca br. Ustawę przyjęto w błyskawicznym tempie, bo już 16 marca, zaś Bronisław Komorowski podpisał ją kilkanaście dni później.
Nie powinno dziwić, że grupa rządząca ukrywa przed nami ten błyskotliwy sukces i nie nadaje otwarciu granicy z Rosją należytej oprawy propagandowej. Przemilcza się w ten sposób nie tylko zagrożenia płynące z napływu „biznesmenów” spod znaku FSB i grup przedsiębiorczych  reketierów oddelegowanych na „odcinek polski”. Nie mówi się o tym, że region kaliningradzki należy do rekordzistów pod względem najgroźniejszej przestępczości, przoduje w liczbie zachorowań na gruźlicę, AIDS i choroby weneryczne. Jest głównym ośrodkiem przemytu narkotyków i miejscem największej korupcji. Warunki życia w obwodzie sprawiają, że mężczyźni dożywają tam średnio 59 lat, co stanowi jedną z najniższych przeciętnych na świecie. Przed kilku laty Aleksander Kulikow informował w regionalnej Dumie, że w Kaliningradzie "przestępcy kontrolują 60 proc. państwowych instytucji, 80 proc. banków i większość prywatnych przedsiębiorstw, a obroty tych firm wzrosły w ciągu pięciu lat aż siedemnastokrotnie".
Jest oczywiste, że otwarcie granicy z obwodem (a w praktyce z całym obszarem Rosji) spowoduje napływy tych zagrożeń - nie tylko na tereny przygraniczne. 
Uwagę zwraca przede wszystkim rażąca niesymetryczność działań polskiej dyplomacji w stosunku do wrogich poczynań strony rosyjskiej. Otwarcia granicy z FR dokonano rękami polityków obecnego rządu, nie wymagając od Rosji żadnych ustępstw ani nawet wzajemności w życzliwym traktowaniu polskich interesów.
Najpoważniejsze zagrożenie wynika jednak z historycznych konsekwencji tego kroku. Można się spodziewać, że staną się one widoczne w czasie kilku, najdalej kilkunastu lat.  Zgoda rządu III RP na budowanie politycznej koncepcji Prus Wschodnich jest aktem samobójczym i głęboko sprzecznym z naszymi interesami. Polsce wyznaczono rolę państwa tranzytowego, wręcz - „europejskiej wycieraczki” - po której rzesze Rosjan wejdą do Europy, a nad głowami Polaków zostanie zawiązany antypolski sojusz Moskwy i Berlina.

 


Teksy opublikowany w Warszawskiej Gazecie