Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 17 maja 2017

GDYBY PAN COGITO ODWAŻYŁ SIĘ STRZELAĆ...

Jakaż może być dyskusja, gdy wszystko postawione jest właśnie do góry nogami. Słowa mają tu znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego. Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właśnie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał sparaliżować akcję zbuntowanych ludzi, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki.
- Więc jakiż jest, twoim zdaniem, sposób przełamania tego zbiorowego paraliżu, wywołanego hipnozą kłamstwa?
- W każdym razie nie można go szukać na drodze polemiki. Sam fakt bowiem polemiki wciąga w orbitę i przenosi nas w płaszczyznę bolszewickiego absurdu.
- Więc jaki? Powiedz.
- Należy go szukać na drodze równie prostych odruchów psychicznych: strzelać!
- Jak to, strzelać? Do kogo?
- Zwyczajnie. Po prostu. Do bolszewików.

Dialog z „Drogi donikąd” Józefa Mackiewicza, brzmi dziś złowrogo i nieprzystępnie. Dla wielu jest równie niepojęty, jak hieroglify z wyspy File i równie przerażający, niczym wezwanie do zabijania Żydów. Nie tylko dlatego, że w mniemaniu większości nie ma dziś komunizmu ani żadnych bolszewików, ale z powodu lęku, jaki wywołują słowa nazbyt jaskrawe.
Jak przyjąć równie „prosty odruch” i słowa bez światłocienia, jeśli - nam strzelać nie kazano?
Nie kazano nazywać rzeczy po imieniu ani nadstawiać pięści zamiast policzka.
Nie pozwolono dostrzegać Obcych, zabroniono pamiętać i wiedzieć.
Ludzi, którzy na nienawiści oparli swój reżim i chcieli nas „jednać” z wrogami polskości – mamy nazywać Polakami.
Hierarchom – za ich zaprzaństwo i hańbę „pojednania” z kremlowskim bandytą – winniśmy szacunek.
Kazano nam cieszyć się kłamstwem o „zasypywaniu podziałów” i „odbudować wspólnotę” z łotrami, którzy żałobę nazywali nekrofilią i szydzili z ludzi modlących się przed krzyżem.
W miejsce tego, co prawem ludzi wolnych, nakarmiono nas mitologią demokracji i łgarstwem o „podziałach wśród Polaków”.
Wszystko zaś po to, byśmy w zderzeniu z agresją Onych – byli bezbronni. Bezbronni tym bardziej, im łatwiej uwierzymy w łgarstwo, jakoby reakcje rzekomej „opozycji” wynikały z „różnic politycznych i światopoglądowych”, były „prawem demokracji” i symptomem „pluralizmu”.
Pytania, które  Mackiewicz zadał w roku 1947 –„jak można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez przeprowadzenia „kanciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi jak: „sojusznik” i „najeźdźca”, „wierny” i „zdrajca”, „swój” a obcy, czy wrogi „agent”- nikt nie odważy się powtórzyć.
 „Kanciaste granice” dawno zostały zamazane, by żaden z Polaków nie odważył się zdefiniować zdrajcy, wroga i obcego.
Co po tym, że dziesiątki polityków i medialnych demiurgów dywaguje dziś o „chorych z nienawiści” i w ludziach rzekomej „opozycji” widzi „targowicę” i „spadkobierców komuny”?  Co po oracjach o walce ze „złogami komunizmu” i deklaracjach potępienia „antypolskiej narracji”?
Jaki pożytek z tradycji Żołnierzy Niezłomnych, jeśli ci, którzy nią gęby wycierają, bełkoczą o „konsensusie” z sukcesorami komuny i „porozumieniu” z antypolską hołotą?
Co po wspomnieniach o II Rzeczpospolitej, jeśli rządzą nami wyznawcy niewolniczego „georealizmu” i piewcy „przyjacielskich relacji” z Niemcami i Rosją?
Lęk, jaki towarzyszy mitologom demokracji nie pozwala przekroczyć granicy magdalenkowego szalbierstwa ani zmierzyć się z prawdziwą dychotomią My-Oni.
Nikt z tych, którzy sławią wolność okrągłostołowej pseudo państwowości, nie odważy się rozstrzygnąć:
- Jest III RP bękartem PRL-u, sukcesją sowieckiej okupacji i obrazą wolnej Rzeczpospolitej, czy przez trzy dekady tego państwa doświadczaliśmy zbiorowych imaginacji, a supremacja ludzi o sowieckim rodowodzie, to dowód ich potencjału intelektualnego i wyższości moralnej?
-Jest błąd semantyczny w definicji człowieka sowieckiego i władza takich postaci nie dowodzi  trwałości komunizmu, czy może definicja okazuje się prawidłowa, zaś buta homososów potwierdza stan naszego zniewolenia?
- Są w III RP stada apatrydów, zdrajców i wrogów polskości, czy też na postawach antypolskich, zaprzaństwie i nienawiści opiera się dziś model „nowoczesnego patriotyzmu”?
Jeśli w realiach tego państwa wciąż znajdujemy rys komunistycznego piekła - wolno nam karmić się kłamstwem o „śmierci komunizmu” i wierzyć, że od trzech dekad przemierzamy „wielki plac czyśćca”? Kto dał nam prawo zamykać oczy na piętno tej sukcesji – tylko dlatego, że widząc ją, bylibyśmy zmuszeni do porzucenia fałszywych dogmatów? 
A skoro nie ma logiki, pytań ani odpowiedzi -  płaszczyzna bolszewickiego absurdu wytycza naszą świadomość i dialog z Mackiewicza musi wydawać się polityczną fikcją.
Słowa pisarza pochodzą z epoki, do której chętnie odwołują się politycy „obozu patriotycznego”. W czasach, gdy Mackiewicz pisał „Drogę donikąd”(1955) żyli jeszcze Żołnierze Niezłomni. Dla nich - „Strzelać. Zwyczajnie. Po prostu. Do bolszewików”- było nakazem i polską powinnością.
Co znaczą dziś i czy można wypełnić obowiązek ludzi wolnych?
Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie namawiał do wygnania moskiewskich wasali, wieszania zdrajców, golenia łbów kolaborantom i Obcym. Nie z powodu „humanitaryzmu” czy lewackiej poprawności, ale zwyczajnie – z poczucia odpowiedzialności, w której wzgląd na realia III RP nie pozwala oczekiwać rzeczy niedopuszczalnych.
Nawet darzyć ich nienawiścią – byłoby zbyt wiele, bo jej niszczycielskie skutki niewarte postaci tak marnych.
Ale zaprzeczać ich obecności, nadawać wartość ich łgarstwom, zwać ich Polakami lub polityczną „opozycją” – jest aktem tchórzostwa i draństwa, których nie rozgrzeszają żadne mitologie  demokracji.
Jeśli polskość ma być więcej niż łatwym sentymentalizmem i prowadzić do odrodzenia prawdziwej wspólnoty, musi odrzucić wszystko co proponują nam Obcy: z ich mediami, establishmentem i „elitami” przywleczonymi na ruskich czołgach. Nie tylko ze względu na dyskursywną nicość i semantyczne zaprzaństwo, ale dlatego, że niemożliwe jest budowanie społeczności ludzi wolnych wraz z tymi, którzy noszą piętno niewolnictwa.
Jeśli patriotyzm ma nie być łzawym wspomnieniem, a honor kategorią z przeszłości - „pogarda dla szpiclów katów tchórzy” – to nie werset z wiersza Herberta, ale obowiązek, przed którym nie wolno uciekać.
Fałszerze języka, dla których „słowa mają znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego”, nie mogą nam mówić – co i jak powinniśmy robić. „Strzelać” do nich – to zignorować ten przekaz, nie słyszeć go i nie oglądać.
Mogą panowie Kaczyński i Duda pochylać się w nad bełkotem „opozycji” i spełniać żądania antypolskiej hałastry – bo nie sobie wyrządzają krzywdę, lecz tym, którzy uwierzyli, że w imię partyjnych interesów nie wolno zła nazywać po imieniu.
Zdrajcy paktujący z wrogiem i ślący dziś donosy do brukselskich eurołajdaków, nie mogą dyktować warunków polskości. „Strzelać” do nich – to uznać takich  za Obcych i wykluczonych z polskiej wspólnoty.
Mogą panowie Kaczyński i Duda nawoływać do „porozumienia i dialogu”, a nawet „wybaczać” nie w swoim imieniu, bo nie oni płacą cenę za zabójczy mezalians z Obcymi.
Piewcy ruskich łgarstw i szydercy ze śmierci Polaków, nie narzucą nam swoich „poglądów”. ”Strzelać” do nich – to zbojkotować zachowania, które nie mieszczą się w polskiej tradycji, skazać na hańbę i zapomnienie.
Mogą panowie Kaczyński i Duda tłumaczyć to „pluralizmem” i „prawem demokracji”, bo nie im zabrano marzenia o Niepodległej, gdy zastąpiono je państwem esbeków i kanalii.
Zawodowi kłamcy, półgłówki i propagandyści – nie są Polakom do niczego potrzebni. „Strzelać” do nich – to odmówić „polemiki” z łajdactwem, a wytworom owych miernot, cech racjonalności.
Mogą panowie Kaczyński i Duda słać apele do wrogich gadzinówek i traktować z atencją pospolitych chamów, bo kto raz został zakładnikiem mitologii demokracji, zawsze będzie głupcem i niewolnikiem.

Gdyby jednak przyszło komuś do głowy praktykować logikę mackiewiczowską – czeka go samotność. Tam, gdzie większość akceptuje życie w kłamstwie i dobrowolnie uczęszcza „na przyspieszone kursy padania na kolana” – „postawa wyprostowana” i logika mackiewiczowska stają się niedościgłą metaforą, a ludzi, którzy chcieliby je przyjąć, skazują na wykluczenie.
Tacy nie znajdą sprzymierzeńców. Ani wśród wyznawców partii rządzącej ani w kręgu autorytetów i zaprzedanych intelektualistów. Tym bowiem, wystarczy dar medialnego namaszczenia i bojaźliwa pewność, że propaganda chroni od wszelkich wątpliwości.
Gdyby więc Panu Cogito zamarzyło się „strzelać” i wbrew logice tłumu uwierzyć słowom Mackiewicza – niech będzie gotowy powtórzyć za Mistrzem:
Kiedyś nazwałem tę drogę "donikąd". Dziś uznana została przez "instynkt narodu" za docelową. W tym zdaniu nie ma (złośliwej) ironii. Jest tylko stwierdzenie faktu. Nie ja wygrałem. Wygrali ci, którzy organizują "instynkt narodu". Ja przegrałem z kretesem. Więc proszę o pobłażanie."



Teksty związane:



GDYBY PAN COGITO NIE BAŁ SIĘ POTWORA …

29 komentarzy:

  1. Panie Aleksandrze.
    Brak miłości do Polski i wynikający z tego niedostatku brak jednej zasadniczej gotowości. Gotowości do wojny, zbrojnego czynu, cierpienia i śmierci. Mężczyźni płochliwi jak kobiety, słuchają kobiet i żyją w świecie kobiecych lęków. Kobiece odrzucenie niebezpieczeństwa za wszelką cenę stało się męskim dogmatem. Nie ma też co liczyć na żony i matki błogosławiące swoich mężczyzn na wojnę.
    Potrzeba walki w imię Boga, Honoru i Ojczyzny. jednak prywatne bezpieczeństwo stało się Honorem, bezpieczeństwo najbliższych Ojczyzną, a mała stabilizacja Bogiem. Drzwi własnego mieszkania stanowią granicę heroizmu. Tolerancja dla upadlających i dla własnego upodlenia, dla kłamstwa i zdrady jest dziś ceną płaconą lekko i bez refleksji, za utrzymanie panteonu nowych bożków. Jak od zarazy trądu bronią się dziś Polacy od myśli, że trzeba chcieć więcej, a żeby mieć więcej, trzeba dojrzeć, że tak na prawdę nie ma się nic i stoi się znowu na początku drogi. I zaakceptować od nowa pracę i znój, ofiarę i niebezpieczeństwo. Do tego trzeba kochać.
    Wiele razy wskazywał Pan, że dla prowadzenia skutecznej wojny z onymi wystarczy odwaga, poszanowanie prawdy i sumienia oraz konsekwencja w prowadzeniu całkowicie bezkrwawych metod walki. Jestem jednak przekonany, że dla wytyczenia kanciastej granicy i rozpoczęcia marszu do Wolnej Rzeczpospolitej potrzeba mężczyzn i kobiet.
    Mężczyzn gotowych dla tej Rzeczpospolitej zaryzykować bezpieczeństwo i życie własne, swoich rodzin, oraz kobiet, które im na tę drogę pobłogosławią.
    Bez tego życiowego potencjału, bez takiej gotowości ducha, bez woli, która nie kruszeje przed takim wyzwaniem nie postawimy kroku.
    Nie będzie Polski Wolnej i Silnej, bez obywateli gotowych na śmierć dla Polski.
    Przykład, choć w skali mikro, jednak do bólu reprezentatywny: kamienica dwanaście rodzin, dwudziestu mężczyzn zdolnych do czynu. Pijaczków pięciu. Piekło przez dwie noce i jeden dzień. Niewydolna policja i straż miejska.
    Dwóch mężczyzn - lokatorów zaangażowanych w sprawę. Osiemnastu ukrytych za drzwiami, nic nie widzących, nic nie słyszących.
    Zdaję sobie sprawę, że zaangażowanych wyjątkowo rzadko zdarza się sto procent, jednak na takich proporcjach Polski nie wybudujemy.
    Wypada czekać na wychowanie pokolenia, które będzie gotowe swoją aktywnością zarówno wymusić skuteczne działania aparatów państwa jak i w razie potrzeby, przyjmując ryzyko, bronić swoich praw na własna rękę. Do tego aby dążyć do Polski trzeba Boga, Honoru i Umiłowania Ojczyzny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kościół, szkoła, strzelnica...
    Ciężko jest uczyć strzelania z Rozumu, bo to wymaga rozumu i wiedzy, a to z koleiwymaga chociaż chęci do porzerzania wiedzy.
    I tu jest ta dźwignia.
    Ale Norwidów z tym błyskiem na świecie niewiele.
    Pozostaje liczyć jednak w większości na wrodzony instynkt prawdziwych tubylców.

    OdpowiedzUsuń
  3. TAK TO ROZWAGA CZYNI NAS TCHÓRZAMI

    - Szekspir

    BĄDŹ ODWAŻNY GDY ROZUM ZAWODZI BĄDŹ ODWAŻNY
    W OSTATECZNYM RACHUNKU JEDYNIE TO SIĘ LICZY

    I NIE PRZEBACZAJ...

    - Herbert

    ===========================================

    Panie Aleksandrze,

    Kolejny wspaniały, porywający tekst, podający najprostsze i jak najbardziej realne rozwiązania.

    „Kanciaste granice” dawno zostały zamazane, by żaden z Polaków nie odważył się zdefiniować zdrajcy, wroga i obcego.

    Da Bóg, Panie Aleksandrze, że kiedyś znów się odważymy "po prostu [do nich] strzelać". Nawet jeśli to będziemy inni MY.

    ============================================

    I jeszcze przypomnienie słów płk. Ignacego Matuszewskiego, bliskiego współpracownika Marszałka, współtwórcy ODRODZONEJ POLSKI odzyskanej po zwycięskiej Bitwie Warszawskiej 1920 r. W której po raz pierwszy Wojsko Polskie strzelało do bolszewików i to tak skutecznie, że na wiele lat powstrzymało czerwoną zarazę. Chroniąc przed nią zarówno Polskę jak i Europę.

    Niebezpieczeństwo rządów komunistycznych nad Polską jest dlatego większe, niż niebezpieczeństwo rządów komunistycznych nad jakimkolwiek innym krajem, że władza w ręku „polskich” komunistów jest nie tylko władzą posłusznych obcych agentów, lecz także władzą psychopatów, gotowych niszczyć nie tylko z rozkazu, ale z własnego porywu, burzyć nie tylko teraźniejszość, ale i całą przeszłość, nie tylko dla politycznego zwycięstwa, lecz przede wszystkim dla dania upustu patologicznej namiętności.

    Kolaboracja z komunistami wszędzie na świecie jest błędem. Kolaboracja z komunistami w Polsce jest więcej niż błędem – jest szaleństwem.
    =>LINK.

    Serdecznie dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      Gdyby tzw. (dzisiaj nie wiedzieć z jakije racji) "wolny świat" w czasach I Solidarności zachował się wobec Rosji i jej sługusów tak, jak zachowuje się wobec zbrodniczych Chin, to nie byłoby żadnego tzw. "obalenia komunizmu". Miałby się świetnie wspierany przez europejskie i jankeskie łżeelity. Byleby tutejsi pozwolili rynkowi na "samoregulację". To pokazuje jak na przestrzeni pół wieku zdewaluowały się tzw. wartości wyznawane przez wybrańców "najwyżej rozwiniętych demokracji" na świecie i kogo desygnują w "pijarowych konkursach piękności" suwereni tych panstw do rządu dusz i naszej przyszłości. Lewizna nadal triumfuje, a amerykańska demokracja jest w stanie desygnować na prezydenta pajaca, którego śmią nazywać konserwatystą. My zaś postawiliśmy na "frakcję partii władzy" której rodowód wyjaśnia jej niemoc. Jest tylko frakcją wywodzącą się z Magdalenki.

      Pozdrawiam Panią serdecznie

      Usuń
    2. Bo to było tak, drogi Panie Mirku:

      - NIECH ZSTĄPI DUCH TWÓJ! - 2 czerwca 1979, Plac Zwycięstwa, Warszawa

      https://www.youtube.com/watch?v=MNYt_FFxePk

      - PRZYJACIELE

      https://www.youtube.com/watch?v=e77NC_0edz8

      - Spotkanie w Miami, 1987

      klik
      klik

      - A potem zabrakło Ronniego i Mocarz Ducha pozostał sam, ale do końca NIE ZDEZERTEROWAŁ /KLIK/, jak uczynił jego następca, dlatego teraz mamy to, co mamy. A u nas - nie bacząc na wynik przełomowych wyborów z 4 czerwca 1989, o których wspomina dr Paul Kengor -, wybrano do rządów komunę i zdrajców z Magdalenki, a prezydentem ustanowiono zbrodniarza Jaruzelskiego.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Nie mogę pamiętać, bo nigdy o tym nie słyszałam. Proszę o podanie źródła informacji. Byle nie był nim tow. Miller i jego ferajna z PZPR opierający się na wyznaniach włoskiego Münchhausena - Jasia G.

      Po raz kolejny: proszę o zaprzestanie komentowania moich komentarzy.

      Usuń
  4. Panie Meewroo,

    Cenne i głęboko prawdziwe są Pana uwagi na temat kryzysu męskości.
    Ma on oczywiście szersze przyczyny, wynikające z marnej kondycji naszego społeczeństwa, rozpadu więzi rodzinnych i hedonistycznego odmóżdżenia, ale problem wolno sprowadzić do niedostatku cech męskich.
    W moim odczuciu, rzeczą zasadniczą jest zanik wartości jaką stanowi ojcostwo. Bez niego, nie ma poczucia odpowiedzialności za innych, troski o przyszłość następnych pokoleń, odwagi w obronie własnego domu, poświęcenia i pracy dla bliskich. A skoro brakuje takich cech już na poziomie relacji rodzinnych, personalnych, o ile bardziej ujawnia się to w odniesieniu do spraw Ojczyzny i dobra wspólnego.
    Wyśmienicie Pan podkreślił, że postawa, jaką proponuję w tekście nie wymaga wielkiego heroizmu i ogromu poświęceń - „dla prowadzenia skutecznej wojny z onymi wystarczy odwaga, poszanowanie prawdy i sumienia oraz konsekwencja w prowadzeniu całkowicie bezkrwawych metod walki”. I napisał Pan:
    „Dla wytyczenia kanciastej granicy i rozpoczęcia marszu do Wolnej Rzeczpospolitej potrzeba mężczyzn i kobiet”.
    Tylko i aż tyle, bo przecież okazuje się, że nasze cechy męskości czy kobiecości są niewystarczające. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie potrafimy zachowywać się według reguł, jakie nie tylko płeć, ale rozum i serce powinno człowiekowi dyktować?
    Gdy wielokrotnie pisałem o prawdziwych podziałach i rzeczywistej dychotomii My-Oni, wskazywałem na czas posmoleński. Bo właśnie ten czas obnażył bezmiar obojętności na zło, pokazał tryumf fałszu i hipokryzji, ujawnił upiorną pustkę i niewolniczą mentalność tysięcy apatrydów zaludniających nasz kraj. Przyczyną – co z uporem i dziesiątki razy podkreślałem – nie były podziały biegnące wzdłuż rzekomych różnic politycznych, ale w głąb ludzkich sumień i systemów wartości, dotykające samych podstaw człowieczeństwa i narodowej tożsamości.
    Półwiecze okupacji sowieckiej, ale równie, jeśli nie bardziej groźne trzy dekady zabijania wspólnoty narodowej, dotknęły nas tak dalece, że z mężczyzn-ojców-obrońców, uczyniły mazgajowatych egocentryków, ludzi bez kręgosłupa, bez zasad i siły.
    To również skutek tej niedostrzeganej dychotomii, która nienazwana niszczy nas u samych podstaw kondycji ludzkiej.
    Na koniec swojego komentarza, napisał Pan:
    „Wypada czekać na wychowanie pokolenia, które będzie gotowe swoją aktywnością zarówno wymusić skuteczne działania aparatów państwa jak i w razie potrzeby, przyjmując ryzyko, bronić swoich praw na własna rękę.”
    Bardzo bym chciał, by takie były następne pokolenia Polaków, ale moją nadzieję studzi pytanie – od kogo, jak, z czyich przykładów ma czerpać to nowe pokolenie?
    Jeśli pójdzie w stronę niemęskich zachowań prezentowanych przez polityków III RP i "elity" tego państwa, jeśli ulegnie mitologii demokracji i będzie praktykowało płytki, emocjonalny pseudo patriotyzm, jeśli nie odważy się na powrót do normalności -obyczajowej,kulturowej, politycznej, nie doczekamy się prawdziwych mężczyzn i kobiet.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze.
      Mam głęboka nadzieję, że będą to dzieci moje i mnie podobnych, oraz że mają z kogo czerpać przykład. Pomijając tworzenie i prowadzenie soli tej ziemi - mikroprzedsiebiorstwa, wychowanie dzieci uważam za mój największy, obywatelski wkład a konto Rzeczpospolitej.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Benny+,

    To, że „Norwidów z tym błyskiem na świecie niewiele”- nie jest przeszkodą. Wystarczy, by tacy w ogóle pojawiali się w przestrzeni publicznej i mieli wpływ na kształtowanie postaw.
    Trzeba nam jak najwięcej indywidualności, ludzi wolnych od dogmatyki i pokusy podążania za stadem, zdolnych do tworzenia własnej wizji Niepodległej.
    To wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Urszulo,

    „Rozsądni mówią, że można współżyć z potworem, należy tylko unikać gwałtownych ruchów, gwałtownej mowy. Rozsądni wierzą w mechanizmy demokracji, deliberują uczenie o potrzebie konsensusu i próbują omijać potwora szerokim łukiem, zapewniając siebie i innych o potędze karty wyborczej i potrzebie konstruktywnych działań. Ich strach nie ma twarzy umarłego, umarli są dla nich łagodni.
    Rozsądni uznali, że ocaleli aby żyć, a ich świadectwo ma być dane w warunkach „demokracji”, w czasie politycznych debat i rzeczowej polemiki. Już dziś cyzelują przyszłe wystąpienia i z kilku sofizmatów próbują sklecić parcianą logikę – nie mieliśmy dokąd odejść, zostaliśmy na śmietniku, zrobiliśmy porządek, kości i blachę oddaliśmy do archiwum.
    Rozsądni „chcą łączyć nie dzielić”, głoszą dogmaty „dobrych zmian” i zapewniają o odrzuceniu „zemsty i odwetu”. Wprawdzie dialektyka oprawców nadal brzmi złowrogo i nie da się dostrzec żadnej dystynkcji w rozumowaniu, rozsądni ufają w cywilizowane normy i pokładają nadzieję w formie kamienia albo liścia”.

    Dziś, pod zwodniczym hasłem „Polska Wielki Projekt" rozpoczął się kongres ludzi „rozsądnych”. To są crème de la crème III RP- postaci ze "sztancy” politycznej poprawności, zagorzali heroldowie demokracji, obrońcy wszelakiego pluralizmu i myślenia według „georealistycznych” reguł.
    Pomyślałem sobie, że gdyby w tym towarzystwie zjawił się nagle wyznawca logiki mackiewiczowskiej i powiedział, co sądzi o kolejnych odsłonach reaktywacji komunistycznego truchła pod nazwą III RP, a nadto wezwał do „strzelania” do przyjaciół i kolegów z parlamentarnej „opozycji” – byłby wyklęty, zakrzyczany i pewnikiem zamknięty w zakładzie dla obłąkanych.
    Nie potrafię sobie wyobrazić, by to partyjne towarzystwo było zdolne podjąć rzeczową polemikę z tezami, jakie prezentuję tu od wielu lat.
    Jak wygląda dyskusja z piewcami mitologii demokracji, dowiedziałem się na przykładzie „polemicznego” tekstu pani dr Fedyszak-Radziejowskiej, który kończył się naukową konkluzją, że należałoby poznać tożsamość Aleksandra Ściosa.
    Intelektualna zapaść (a nie znajduję słowa bardziej adekwatnego) tego środowiska wzajemnej adoracji i uprawiane przezeń stadne bicie piany, jest najmocniejszym i chyba najbardziej jaskrawym dowodem istnienia mitologii demokracji.
    Ponieważ bredni o tajemniczej konwalidacji tego państwa, kwitnącej w nim demokracji i władzy suwerena, nie da się racjonalnie bronić na drodze wymiany argumentów i dyskusji nad realiami III RP, należało zbudować mitologię, która nie wymaga żadnego aparatu pojęciowego.
    Wystarczy kilka dogmatów, haseł jak cepy (np. postkomunizm) i mocna oprawa demagogii, by utrwalić ten mit w słabej, zależnej społeczności. Gdy i tego mało, sięga się po cenzurę i wykluczenie poglądów sprzecznych z obowiązującą wykładnią.
    U podstaw tej mistyfikacji leży strach przed zdefiniowaniem PRL-u, komunizmu i jego sukcesorów. Bo gdyby taka definicja powstała i została przyjęta z całą konsekwencją, nikt zdrowy na umyśle nie mógłby utrzymywać, że twór powołany w Magdalence jest wolną i niepodległą Rzeczpospolitą.
    Jest tu ten sam rodzaj „zaczadzenia bolszewickim fetorem”, o którym mówił Zbigniew Herbert w trakcie rozmowy z Jackiem Trznadlem: „Na początku była mała grupka agentów, którzy uczepili się intelektualistów, a intelektualiści odegrali na cześć „nowego” symfonię patetyczną... To było małe, głupie, nędzne, zakłamane”.
    Otóż, zrobić z tego „małego, głupiego, nędznego i zakłamanego” „Wielki Projekt” – jest zadaniem godnym intelektualistów III RP.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne zastępy solochów już przebierają nogami...

      Ich nie interesuje PRAWDA, Panie Aleksandrze, oni chcą tylko WŁADZY.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. Aleksander Ścios:

    "Mogą panowie Kaczyński i Duda nawoływać do „porozumienia i dialogu”, a nawet „wybaczać” nie w swoim imieniu, bo nie oni płacą cenę za zabójczy mezalians z Obcymi"
    ===========================


    „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej doceniając wybitną rolę premiera Tadeusza Mazowieckiego, oddaje hołd pierwszemu niekomunistycznemu premierowy Polski.”
    -------------

    Cóż jeszcze można dodać:

    "„Za” głosował m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński. I tu leży wspomniany problem.

    Jeśli nie odrzucimy i nie będziemy gloryfikowali takich „autorytetów moralnych”, to nie może być mowy o prawdziwej odnowie naszego kraju!"

    "Mieliście burzyć porządek okrągłego stołu, a nie go gloryfikować.
    Mieliście pokazać prawdę o tym kim byli zdrajcy, którzy sprzedali swoich rodaków za garść srebrników. "

    https://wzzw.wordpress.com/2017/04/24/%e2%96%a0%e2%96%a0-dla-mnie-mazowiecki-to-taki-sam-zdrajca-jak-michnik-a-jego-uczczenie-%e2%96%a0/

    Aż prosi się o dedykację słów z wiersza Broniewskiego tym 'demokratom' podnoszących rękę w tym głosowaniu:

    "Za tę dłoń podniesioną nad Polską -kula w łeb!"

    OdpowiedzUsuń
  8. SJP

    kanalizować

    1. zakładać kanalizację, instalację ściekową;
    2. kierować czyjąś aktywność na określony tor

    Kiedy w III RP pojawia się patriotyczny, antysystemowy ruch młodzieżowy, natychmiast jest przejmowany przez hydraulików systemu, najczęściej "popularnych" szmirusów medialno-estradowych (dawno temu Owsiak, Korwin-Mikke, przed dwoma laty Kukiz, obecnie Ziemkiewicz) i sterowany, np. w niegroźnym kierunku neoendeckim. Oczywiście rozsądnie rusofilnym. Myślę że obie partie systemu nawet temu sprzyjają i po cichu hołubią taką "uśmiechniętą" młodzież. Bardziej przypominającą osławione "młodzieżówki partyjne", niż młodych kontestatorów. Z nimi system rozprawia się bezlitośnie.

    Panie Aleksandrze, czy narastający bunt społeczny w USA - rezultat obłąkanego świata odwróconych pojęć i terroryzmu intelektualnego Obu Wybrzeży (Hollywood, Gazety, Uniwersytety), nie został w ub. r. unieszkodliwiony w podobny sposób? Oczywiście z zachowaniem proporcji $$$, bo szmira taka sama, tyle że tam pozłacana.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Sir,

    Pan oczywiście wie, że chociaż bardzo mi odpowiadają poglądy J. Mackiewicza na temat komunizmu, to - w przeciwieństwie do Pana -, nie uważam JM za wybitnego pisarza, na miarę np. Herlinga-Grudzińskiego. I z trudem przedzieram się przez jego książki. Przed kilkoma tygodniami (teraz za piękna pogoda na Mackiewicza) usiłowałam zmóc "Prawda w oczy nie kole" (wyd. Kontra, 2007). Jednak kiedy dotarłam do słów na str. 11:

    "Inna różnica, dzieląca mnie z obozem "mocarstwowców", miała już charakter swoisty: oni uważali Piłsudskiego za swego wodza, wyrocznię i człowieka genialnego, ja zaś za politycznego kretyna". [W przypisie red.: "kretyna" skreślono, wpisano: szkodnika]

    - ciepnęłam książką o pawiment i pomimo kolejnych podejść nie zdołałam jej dokończyć.

    I jakoś mi się to nieprzyjemnie pokojarzyło z endecją, choć wiem, że autora "Watykanu w cieniu czerwonej gwiazdy" trudno o nią pomawiać.

    Co Pan na to? :)))

    I czy mógłby mi Pan wytłumaczyć, jakiej w końcu Polski oczekiwał J. Mackiewicz?

    Pozdrawiam jw.

    PS. Żeby było jasne: za geniusza uważam wyłącznie Arystotelesa, jednak odmawianie Piłsudskiemu wybitnych zdolności politycznych i określanie go mianem "politycznego kretyna" to jakiś obłęd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo, Szanowny Autorze,

      PIłsudski przestał strzelać! Gdy droga na Moskwę była otwarta on wolał zatrzymać ofensywę i zawrzeć traktat z bolszewikami w imieniu dobrosąsiedzkiego koegzystowania. Był to jego wielki strategiczny błąd, bo pozostawił na pastwę bolszewików Białorusinów i Ukraińców którzy walczyli po naszej stronie, jak również milion Polaków poza granicą ryską.
      Co ich później spotkało - wiemy. Wolał Rosję Sowiecką od Rosji Białej. Można spekulować, że zwycięstwo białych nie przyniosło by hekatomby II WS i nie przekreśliło by możliwości federacji całej Białorusi z całą Ukrainą i Polską.
      Mackiewicz nie mógł niewiedzieć, że traktat pokojowy z Sowietami nic nie jest wart.

      Pozdrawiam.

      HA

      Usuń

  10. Władza zużywa - to w pewnym sensie naturalny proces, ale po pierwsze dzieje się to zbyt szybko, a po drugie obiecywaliśmy Polakom inną jakość rządzenia. I musimy ją poprawić

    — mówi w rozmowie z wPolityce.pl prof. Zdzisław Krasnodębski.

    http://wpolityce.pl/polityka/340718-nasz-wywiad-prof-krasnodebski-musimy-poprawic-jakosc-rzadzenia-mam-nadzieje-ze-kongres-pis-1-lipca-bedzie-tutaj-jasnym-sygnalem

    ==============

    No to już wiemy. "Jakość" będą poprawiać, tzn. będą się ładniej uśmiechać, a odważniejsi poddadzą oblicza liftingowi. I postarają się schudnąć.

    A co po nich zostanie "nie do ruszenia"? Z wywiadu wynika, że na pewno 500+ i (po części) "polityka historyczna".

    Żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasem mam wrażenie , że nic lepszego nie mogło spotkać PO, KODziarzy, resortowych dzieci … i innych czerwonych i zielonych popaprańców niż rządy PiS. Mogą bezkarnie rozwalać co tylko się da, co jest Polskie, co jeszcze zostało. Kiedyś musieli się bardziej starać ukryć prawdziwe intencje, szukać dziwnych argumentów … teraz wystarczy że krzykną , że to walka z PiS i wszystko im wolno.
    A biedak Błaszczak i jemu podobne ministry stoją , kiwają główkami i wmawiają nam, że to jest właśnie demokracja i że nic nie mogą zrobić.
    „Wam kury szczać prowadzić, a nie …..”

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawy ten manifest [https://mon.gov.pl/d/pliki/rozne/2017/05/KORP_WEB_Bmn.pdf].Tyle tylko,że coś zbyt blisko sołdatokracji na straży NWO w perspektywie 2032r. Potwierdza również przez współudziałowców zespołów opiniotwórczych(MSZ,MSWiA,MR,BBN,Inst.Zach.,OSW,PISM,specsłużby)funkcjonowanie "szorstkiej kohabitacji".Szkoda,że "głęboko nie zakotwiczono" w skutecznym odstraszaniu np. rekomendując przystąpienie do programu Nuclear Sharing.

    OdpowiedzUsuń
  13. Piotr K,

    Kłopot w tym, że wyobrażenia elektoratu PiS o intencjach tej partii są kompletnie oderwane od rzeczywistości. Posądzamy panów z PiS o poglądy, jakich nigdy nie formułowali.
    Gdyby prześledzić przedwyborcze wystąpienia prezesa Kaczyńskiego i obietnice Andrzeja Dudy, próżno szukać tam zapowiedzi „burzenia porządku okrągłego stołu”, deklaracji „pokazania prawdy o tym, kim byli zdrajcy” lub kwestionowania fałszywych „autorytetów” III RP.
    Tym bardziej, nie znajdziemy ani jednej obietnicy obalenia porządku III RP.
    Pan Duda obiecał nam „łączyć ponad podziałami” i „być prezydentem wszystkich Polaków”.
    Pan Kaczyński zaś zapewniał, że „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie” , „Nie idziemy do władzy po odwet czy wyrównanie rachunków. Idziemy po to, by uczynić to, co jest potrzebne” oraz - „jesteśmy gotowi zapominać i wybaczać”.
    Skoro „rewanżyści” i dyszący żądzą zemsty wyborcy PiS gładko przełknęli te obraźliwe dla Polaków brednie, po co dziś drzeć szaty nad realiami „dobrej zmiany”?
    Warto też prześledzić szereg wypowiedzi prezydenta Dudy na temat najnowszej historii, w tym nagłaśniany przeze mnie fragment o „krwi przelanej za ojczyznę, której nie wolno w żaden sposób dzielić”, by zrozumieć, że jego ocena półwiecza okupacji sowieckiej jest w pełni zgodna z oficjalną „historiozofią” III RP.
    Ten pan świadomie lub nie fałszuje obraz polskich dziejów.

    Bardzo chętnie zapominamy, że PiS jest partią systemową, co oznacza, że zawsze i do końca będzie bronił mitów związanych z funkcjonowaniem komunistycznego bękarta. Podstawowy mit – o istnieniu demokracji, jest przecież fundamentem, z którego partia Kaczyńskiego wywodzi swoje prawo do umacniania i ciągłej renowacji tworu zwanego III RP.
    Jeśli u podstaw oczekiwań elektoratu PiS leżą fałszywe wyobrażenia i błędne projekcje,(powstałe, co warto podkreślić, przy czynnym udziale propagandystów z partyjnych „wolnych mediów”) może to rodzić rozmaite frustracje, ale nie ma wpływu na funkcjonowanie partii pana Kaczyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani Urszulo,

    Mackiewicza uważam za pisarza wybitnego, co jednak nie oznacza, że bezkrytycznie akceptuję wszystkie jego poglądy. Był pisarzem, nie politykiem – co warto podkreślić. Jego projekty polityczne były konstruowane w oparciu o własne doświadczenia życiowe, ale nie zawsze uwzględniały polityczne realia.
    Słowa o Piłsudskim są idiotyczne, ale po to, by rozwikłać ich genezę, trzeba by zagłębić się w przedwojenne przygody autora, jego życiowe manifestacje (np. przejście na prawosławie) i ambicje.
    Ponieważ ta ocena Mackiewicza nie ma nic wspólnego z moim tekstem, nie uważam za konieczne pogłębianie tematu.
    Na pytanie - jakiej w końcu Polski oczekiwał J. Mackiewicz, odpowiedziałbym: silnej i wolnej od mitologii „georealizmu”.
    W tekście, z którego zaczerpnęła Pani cytat o Piłsudskim, znajduje się fragment, który doskonale przedstawia wizję polityczną Mackiewicza:
    „Gdyby mnie ktoś prosił, abym sformułował mój pogląd w „trzech słowach”, ująłbym go tak:
    Jest to pomysł utworzenia pomiędzy dwoma wrogimi dla nas blokami, niemieckim i rosyjskim, takich organizacji państwowych, albo takiego organizmu państwowego, który by mógł prowadzić wojnę na dwa fronty. To znaczy: obronić narody zamieszkałe pomiędzy Rosją i Niemcami, nie tylko przed każdym z tych wrogów pojedynczo, ale nawet w wypadku zaatakowania nas („nas” tzn. narody zamieszkałe jak wyżej) jednocześnie z zachodu i wschodu. Oto cała mądrość.
    Uważam ją istotnie za mądrość. Historia uczy nas, że koalicja rosyjsko-niemiecka jest dla nas notorycznie zgubna.”
    Jakby w oderwaniu od oceny wystawionej Piłsudskiemu, Mackiewicz napisał też:
    „Powiedziałbym, że w całej tej koncepcji, różnice pomiędzy moją krajowością i ideą mocarstwową z okresu Piłsudskiego nie są zbyt duże. Różnica główna polega na tym, że mocarstwowcy za źródło emocjonalne traktowali patriotyzm narodowy polski, ja zaś czerpię z patriotyzmu terenu, wyzbywając się egoizmu narodowościowego dla dobra wszystkich narodowości ten teren zamieszkujących.”

    Gdy zaś chodzi o zabiegi „popularnych szmirusów medialno-estradowych”, to nie tyle dziwi mnie ich uaktywnienie w obszarze „kanalizowania” ludzi młodych (od tego przecież są), ile bezmierna tępota polityczna i amnezja wyborców.
    Bo, jak można uważać Ziemkiewicza za poważną postać, skoro ten pan przez wiele lat „przytulał się” do Unii Polityki Realnej JKM?
    Dla mnie - nie ma nic bardziej kompromitującego, jak wyznawanie bredni głoszonych przez tego politycznego hochsztaplera. A skoro Ziemkiewicz dostrzegał też potencjał polityczny w wygłupach szansonisty Kukiza, tym bardziej dowodzi to ulegania mirażom „political fiction” i zagubienia w realiach III RP. Tacy ludzie nie powinni pozować na politycznych mędrców ani zawracać sobie głowy sprawami, o których nie mają pojęcia.
    Przed laty Ziemkiewicz pisywał całkiem niezłe teksty sf. I na tym powinien poprzestać.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  15. Rob Roy,

    Wiele razy pisałem na blogu - nie można pobłażać bestii i być zdziwionym, że zaatakowała.
    Jeśli partia Kaczyńskiego doszła do władzy na mocy paktu „nowego rozdania”, nie może uczynić nic, co podważałoby obecne status quo, a przede wszystkim, naruszało mitologię demokracji. Z niej bowiem PiS wywodzi pogląd, jakoby zachowania antypolskie, akty wojny hybrydowej i przykłady zaprzaństwa, były „naturalnym prawem demokracji”. Tym też prawem tłumaczy własną bezsilność i zaniechania w sprawach bezpieczeństwa.
    Nasi wrogowie wiedzą, że najsłabszym punktem PiS-u jest owa mitologia, a zarzut pogwałcenia tej świętości wywoła natychmiastową reakcję „obozu patriotycznego”. Politycy partii pana Kaczyńskiego prędzej potępią antysystemowych krytyków niż przyznają, że komunistyczna hybryda nie ma nic wspólnego z państwem prawa i demokracji.
    Tę dobrowolną rolę zakładnika, wielokrotnie już wykorzystywano. Wystarczyło krzyknąć – „PiS niszczy demokrację”, by zewsząd rozlegały się zapewnienia o jej poszanowaniu, zaś partyjne i medialne pajacyki podskakiwały w rytm prostackiego wrzasku.
    Ponieważ wyborcy godzą się na to łgarstwo i chętnie rozgrzeszają najbardziej haniebne działania swoich wybrańców, owa „opozycja” może czuć się całkowicie bezkarnie.
    Nikomu też nie przyjdzie do głowy „strzelać”, bo jakiekolwiek wykluczenie, ostracyzm czy nawet twarda retoryka, byłyby sprzeczne z mitem o funkcjonowaniu demokracji.
    Obecny stan zagrożenia będzie trwał tym dłużej, im częściej wyborcy PiS będą słyszeli, że ta władza stała się ofiarą agresorów i ma ograniczone pole kontrataku. Takie myślenie cechuje ludzi słabych i zagubionych w rzeczywistości III RP, ale jest też korzystne dla wyrachowanych cwaniaków, którzy z „bycia ofiarą” uczynili wygodny sposób rozgrzeszania własnych błędów i sprawowania rządu dusz.
    Dziś już nikt nie pamięta, że PiS nie otrzymało od nas władzy po to, by zapewniać eurołajdaków, że w III RP „demokracja ma się dobrze” lub mizdrzyć się do zgrai antypolskich zamordystów. Wyborcy wolą nie pamiętać, że nie czekali na celebrowanie „praw opozycji” i budowanie wspólnoty z apatrydami. Andrzej Duda nie został zaś prezydentem, by ukrywał przed Polakami wiedzę o Komorowskim i jego kamratach i dawał gwarancję zakulisowym układom.
    Dlatego każdy dzień, w którym realia tego państwa są zakłamywane projekcją fałszywych wyobrażeń o demokracji, jest dniem straconym i przybliża nas do nieuchronnej klęski. Za którą nie zapłacą panowie z PiS, lecz ci, którzy powierzyli im władzę.
    Im szybciej zrozumiemy, że uprawianie tej mitologii jest zabójcze dla polskich aspiracji i narodowych dążeń, tym większą mamy szansę uniknąć losu oszukanych głupców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisal Pan: "Andrzej Duda nie został zaś prezydentem, by ukrywał przed Polakami wiedzę o Komorowskim i jego kamratach i dawał gwarancję zakulisowym układom"

      - a może wlaśnie po to "wygral wybory" (wbrew logice...) i zostal Prezydentem???

      Dziś razem z Prezesem w odpowiedzi różnej maści krytykantom lejącym wodę na mlyn...(itd) mogą powtarzać za tow.Wieslawem: niczego nie obiecywaliśmy i slowa dotrzymaliśmy!

      Usuń
  16. Witam.

    Partia rządząca (za wyjątkiem p. Macierewicza) nie tylko boi się marzyć, ale nawet myśleć o strzelaniu. Bo to by oznaczało, że są rusofobami, a przecież obecni rządzący uważają, iż nie mają absolutnie podstaw, by tak uważać, bo gdzieżby tam… co by na to powiedziała zagranica?
    A tymczasem leży mi przed oczami takie coś i czytam sobie, że np. taki Suworow, gdy robił rzeź Pragi (ok 20 tys. mieszkańców) po prostu zdobywał fortece i obozy wroga. Pierniczył marzyć o strzelaniu, on po prostu realizował swój barbarzyński plan. I tak. Suworow, gdy upadało Powstanie Kościuszkowskie, gdy Praga została zdobyta, rozpuścił swoich żołdaków i pozwolił im na krwawą rzeź cywilów. Nie oszczędzając starców, kobiet, maleńkich dzieci. Jak pisał Henryk Mościcki: „Oderwane od piersi matek niemowlęta brano na spisy, by nie urosły do zemsty, zakonnice zamknięte w klasztorze Bernardynek, zgwałcono i zarżnięto, dziewiętnastu Bernardynów i siedmiu starców kalek, rezydujących w klasztorze, poniosło śmierć męczeńską. Z domów wywlekano nieszczęsnych, by wśród pijackiej uciechy wymyślną zadać im śmierć. Niebawem place zasłane były ohydnie zasiekanymi trupami, bez odzieży, w jednej przerażającej masie wtłoczonych w błoto, bezkształtnych, a jednak drżących jeszcze niekiedy spazmami życia gromad i zwalisk. Z pośród kul świstu i huku pękających bomb wydobywały się jęki i wołania, co przerażały serca i sięgały aż do nieba. Obok ciał ludzkich piętrzyły się stosy bezładnie porzuconych sprzętów, krwawiły się pokaleczone trupy koni, psów, kotów, nierogacizny, gdyż rozjuszone widokiem krwi żołdactwo nie przepuszczało nawet zwierzętom (…)”.
    W raporcie, co carycy Katarzyny Suworow doniósł: „Po przezwyciężeniu wszelkich trudności i przełamaniu zaciekłej obrony nieprzyjaciela nasze wojska (…). Na ten straszny widok zadrżeli Polacy. (…) Widząc swą straszną hańbę, zadrżała wiarołomna stolica”.
    Dopiero to wymusiło na warszawiakach kapitulację, a potem to już upadło Powstanie Kościuszkowskie, a wraz z nim Rzeczpospolita.
    Właśnie za to m.in. mamy, jako naród prawo „Zwyczajnie. Po prostu. Do bolszewików. Strzelać!”
    Odpowiedz na pytanie, co mogłoby sprawić, by politycy Pis przestali się bać być rusofobami i zaczęli strzelać, mnie nie interesuje?! Dlaczego?
    Bo tylko podłota nie widzi problemu, przeszkód, by po „tym wszystkim” jednać się z sukcesorami tych „Suworowów!”. Całe szczęście, że Suworowy od czasu do czasu nie chcą się jednać i gardzą chcącymi się jednać padalcami.

    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  17. O i jeszcze jedno.

    Po tym, co wygadywał dziś Siemoniak w sejmie nad wotum nieufności dla min. MON, zwłaszcza ten moment o WSI i aneksie (zrobił zarzut min MON o nieodtajnieniu aneksu), mam 100% pewności, że mógł sobie pozwolić na ten spektakl. Bo oczywistym jest, że bandyta żonglujący przed sądem dowodami swej winy wprost, dający niezbite dowody na swą winę, może to zrobić tylko wtedy, jeśli ma pewność, że sędzia i prokurator odpowiednio dostali w łapę. Widziałam to dziś w sejmie! Widziałam!!!
    Po tej bucie i zuchwałości tego zasrańca ja już nie mam złudzeń. A pis odwołałby min MON wraz z tymi 200 draniami choćby dziś, tyle tylko, że szkoda puścić władzy… te sondaże i piepszeni internauci, którzy stanęli murem z p. Macierewiczem… dlatego też jeszcze nie teraz, za krótko… ale następnym razem, kto wie, jak okrutnym szkodnikiem dla polskiej armii wyda się p. premier, p. minister MON.?

    OdpowiedzUsuń
  18. @Halka

    "Po tej bucie i zuchwałości tego zasrańca ja już nie mam złudzeń. A pis odwołałby min MON wraz z tymi 200 draniami choćby dziś, tyle tylko, że szkoda puścić władzy… te sondaże i piepszeni internauci, którzy stanęli murem z p. Macierewiczem… dlatego też jeszcze nie teraz, za krótko… ale następnym razem, kto wie, jak okrutnym szkodnikiem dla polskiej armii wyda się p. premier, p. minister MON.?"

    Nic dodać, nic ująć.
    Kariera Siemoniaka i jego pełne buty wystąpienia od dawna nie pozostawiają złudzeń, czyich interesów jest rzecznikiem. Dlatego Pani wniosek jest jak najbardziej prawidłowy.

    OdpowiedzUsuń
  19. @

    To każdy powinien usłyszeć!

    24.05.2017r. Wystąpienie A. Macierewicza podczas debaty nad wotum nieufności.

    https://www.youtube.com/watch?v=KeixV4UzpgA


    - Dziewięćset (900) osób oskarżonych w 400 postępowaniach.

    I opracowany przez v/min. Szackiego Strategiczny Przegląd Obronny:

    http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/22698?t=Strategiczny-Przeglad-Obronny-MON-ujawnilo-szczegoly

    OdpowiedzUsuń
  20. @

    I można by było mieć nieśmiałą nadzieję, gdyby nie działania obecnego prezydenta, w wielu aspektach - kontynuatora polityki Komorowskiego.

    http://niezalezna.pl/99375-prezydent-podal-date-kiedy-mialoby-sie-odbyc-referendum-konstytucyjne

    Wiele wskazuje na to, że jeżeli spełnią się zamiary Pałacu Namiestnikowskiego, tegoroczne Święto Niepodległości zostanie zastąpione referendum konstytucyjnym i odtąd największe polskie święto może powoli ustępować "czczeniu" kolejnej konstytucji. Jak (od zawsze dla mnie fałszywe) Święto 3 maja*.

    * Konstytucja [3 maja 1791] obowiązywała przez 14 miesięcy, w ciągu których Sejm Czteroletni uchwalił szereg ustaw szczegółowych, będących rozwinięciem jej postanowień. Sejm grodzieński aktem oblatowanym w Grodnie 23 listopada 1793 uznał Sejm Czteroletni za niebyły i uchylił wszystkie ustanowione na nim akty prawne. [WIKI]

    OdpowiedzUsuń