Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 10 lutego 2015

GDYBY PAN COGITO MILCZAŁ O SMOLEŃSKU…


Jest już pewne, iż śmierć Kaczyńskiego zostanie wykorzystana do celów politycznych”. „Katastrofa pod Smoleńskiem i tragedia katyńska będą wykorzystane w kampanii wyborczej”.“Opozycja upolitycznia tragedię pod Smoleńskiem. Za rozważaniami lidera PiS na temat przyczyn katastrofy kryją się polityczne pobudki i emocje“. „Grając tematem Smoleńska i szukając winnych wśród Rosjan i polityków polskiego rządu, opozycja uprawia taniec na grobach ofiar”.
Te cytaty pochodzą z okresu kampanii prezydenckiej 2010 roku i zostały zaczerpnięte z rosyjskich mediów.
Chyba niewiele osób zdaje sobie sprawę, że zarzuty o „politycznej grze Smoleńskiem” i jej szkodliwym wpływie na kampanie wyborczą nie są samodzielnym wymysłem polskojęzycznych ośrodków propagandy lecz powstały na fundamencie moskiewskich instrukcji. Dopiero po publikacjach “Moskiewskiego Komsomolca”, “Wriemia Nowostij” i „Izwiestii” pojawiły się reakcje „dziennikarskich elit” III RP i sięgnięto do arsenału kremlowskich słów-paralizatorów. Sformułowano wówczas zarzut, jakoby Jarosław Kaczyński chciał wykorzystywać śmierć brata w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, zaś ówczesny kandydat PO Bronisław Komorowski, popisał się doskonałym wyczuciem moskiewskiej narracji i stwierdził: “druga strona, prowadząc kampanię, umiejętnie zagospodarowuje nastrój żałoby. Trzeba bardzo uważać, żeby nie tworzyć wrażenia nadużycia nastroju żałobnego”.
Ten medialny paralizator skutecznie obezwładnił przekaz partii opozycyjnej i zdecydował o porzuceniu „tematu smoleńskiego” podczas kampanii prezydenckiej 2010 roku. Taktykę Jarosława Kaczyńskiego (o czym niewielu chce pamiętać) wychwalali wówczas czołowi żurnaliści i tzw. eksperci PiS: „Nowy Kaczyński wytrąca PO z rytmu” – dowodził Piotr Semka. „Jakby (…) nie patrzeć na przemianę Kaczyńskiego”, - pisał Michał Karnowski w „Polsce”-, jeden jej skutek będzie trwały, o ile oczywiście prezes PiS wytrwa przy swojej nowej strategii. Tym skutkiem może być odzyskanie przez Prawo i Sprawiedliwość przynajmniej minimalnej zdolności koalicyjnej, a więc i potencjału współrządzenia”. W opinii Karnowskiego możliwa była wówczas „koalicja PiS z SLD jak z PSL”, zaś troska o „przyciągnięcie elektoratu Napieralskiego” dominowała w rozważaniach „niepokornych” żurnalistów.
Inny mędrzec - Paweł Lisicki, pouczał w maju i czerwcu 2010- „We współczesnej demokracji nie da się zwyciężać, nie docierając do politycznego centrum” i  konkludował –„Po 10 kwietnia zarówno sam Jarosław Kaczyński, jak i jego sztabowcy wykonali wiele pracy, by pokazać się od innej strony. Stąd słowa o końcu wojny polsko-polskiej, o rezygnacji z hasła IV Rzeczypospolitej czy o potrzebie pojednania się. Strategia ta przyniosła korzyści”.
Z kolei Piotr Skwieciński dowodził, że „zmniejszenie efektu obcości może pozwolić politykom PiS na optymistyczne spojrzenie w przyszłość. (…)Owo zmniejszenie efektu obcości musiałoby polegać, (…) na poprowadzeniu partii w kierunku odwrotnym do tego, w którym szła dotąd. Czyli w stronę konserwatyzmu znacząco mniej radykalnego niż obecnie, w pewnych aspektach wręcz na przejściu na pozycje centrowe.”
W chórze doradców nie mogło zabraknąć głosu prof. Staniszkis, która twierdziła, że „Jarosław Kaczyński wygra tylko w kampanii merytorycznej” i zalecała – „Nie dać się sprowokować i pokazać, że PiS jest cool”. Owa „merytoryczność” kampanii prowadziła do sytuacji, w której zarzut postawiony Komorowskiemu – iż nie chciał prywatyzacji służby zdrowia, zakończył się sądową porażką prezesa PiS.  
Do dziś nie wiemy, jaką rolę w wyborze tej fatalnej strategii odegrali Kluzik –Roskowska czy Paweł Poncyliusz. Powyborcza fronda członków sztabu wyborczego pozwala przypuszczać, że „ocieplenie wizerunku” i rezygnacja z „wykorzystywania” Smoleńska wyznaczały celową drogę do klęski. „Od początku ustaliliśmy, że w kampanii nie będziemy nawiązywać do katastrofy, ale po wyborach wrócimy do tego tematu” – przekonywała szefowa sztabu wyborczego J. Kaczyńskiego.
Odwrót nastąpił natychmiast po przegranych wyborach. PiS miał wówczas zlecić przeprowadzenie „badania opinii” i porównanie ówczesnych wyników partii z tymi z kampanii wyborczej.  Jeden z posłów PiS relacjonował we „Wprost” – „Okazało się, że zmiana retoryki, powrót do tematu Smoleńska i spór o krzyż nie odbiły się na naszym poparciu. Nasze wyniki właściwie ani drgnęły".
Wydawało się, że z bolesnej lekcji 2010 roku opozycja potrafi wyciągnąć wnioski i podczas wyborów parlamentarnych nie zrezygnuje z mocnej retoryki i potężnej „broni smoleńskiej”. Takie deklaracje pojawiały się po wyborach prezydenckich i w takim kierunku miała zmierzać strategia partii Jarosława Kaczyńskiego.
Stało się inaczej i nad wyborami 2011 roku ponownie zaciążyła taktyka „miękkiego wizerunku” oraz tzw. kwestie merytoryczne, mające przyciągać mityczny „centrowy elektorat”.  
Widać, że PiS pracuje nad wizerunkiem” – chwalił politolog Rafał Chwedoruk i wskazywał, że „od wielu miesięcy PiS nie eksponuje tragedii smoleńskiej”, za to „koncentruje się na koncepcjach społeczno-gospodarczych”.
Politycy tej partii nie zdecydowali się dotąd na zbyt wyraźne nawiązywanie do katastrofy smoleńskiej, choć PiS zaprosiło na listy wiele osób, które straciły w tragedii bliskich.” – zauważał w sierpniu 2011 Piotr Semka i podkreślał, że ”zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości akceptują ten lżejszy ton, gdyż wierzą w rozwagę i pryncypialność prezesa”. Kampanię zdominował temat telewizyjnych „debat” – umiejętnie rozgrywany przez reżimowych propagandystów oraz żurnalistów kojarzonych z opozycją. Pielgrzymki polityków PiS do tzw. głównych mediów kończyły się widowiskowymi porażkami (przesłuchanie J.Kaczyńskiego przez T.Lisa, wywiad J.Gugały z rzecznikiem PiS) zaś o klęsce miała zdecydować …wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego na temat Angeli Merkel.
Ale nawet ta bezbarwna i pozbawiona smoleńskich treści kampania została surowo oceniona przez „niepokornych” żurnalistów. Tuż po wyborach 2011 roku P.Lisicki dowodził –„  PiS od lipca 2010 roku stał się zakładnikiem emocji smoleńskich. Coraz wyraźniej głoszona przez niektórych polityków i zwolenników tej partii teza o zamachu jedynie odstraszała wyborców z centrum. PiS, a przynajmniej niektórzy jego przywódcy, przegrywał systematycznie walkę o rozum. I nawet jeśli najbardziej skrajnych zwolenników tezy o zamachu udało się na czas kampanii wyciszyć, to i tak pozostali oni w pamięci większości Polaków.” Zdaniem Lisickiego, opozycja przegrała, bo „to wyciszenie nie było zupełne. Bo jak interpretować wypowiedź Antoniego Macierewicza, który na tydzień przed wyborami ogłosił, że samolot z prezydentem nie zahaczył o brzozę?”.  Nie pojmuję – perorował publicysta -  jak można prowadzić kampanię pokazując łagodną i spokojną twarz lidera PiS – kto potrafi niech wierzy – i w ostatnim tygodniu przed głosowaniem pozwolić przypomnieć jego najbardziej negatywny wizerunek.”
Najciekawszym, choć niedostrzeżonym elementem „rozliczeń” powyborczych była z pewnością wypowiedź  dr Fedyszak-Radziejowskiej, iż „Jarosław Kaczyński miał i nadal ma swoim otoczeniu dobrze schowanego "kreta", do którego ma pełne zaufanie”. Szybko jednak o niej zapomniano.
Nie chcę zanudzać czytelników nadmiarem cytatów ani znęcać się nad wypowiedziami innych publicystów kojarzonych z opozycją.
Dość przypomnieć, że przegrane kampanie wyborcze z roku 2010 i 2011 nie wywołały żadnej refleksji nad błędną strategią i nie wpłynęły na odrzucenie rosyjskiego dogmatu o złych skutkach „politycznej gry Smoleńskiem”. Do dziś jest on uważany za główną przeszkodę na drodze do zwycięstwa wyborczego i bywa podnoszony jako kapitalny zarzut pod adresem nazbyt „radykalnych” polityków. Większość doradców i publicystów jest przeświadczona, że tylko „wyciszanie” tematyki smoleńskiej oraz uczestnictwo w medialnych „teatrach demokracji” może przybliżyć wygraną PiS. Ponownie słychać nawoływania do „nieulegania prowokacjom”, wezwania do „merytorycznych debat” itp. porady politycznych szarlatanów.
Należy je zdecydowanie odrzucić i uznać, że z doświadczeń ośmiu lat płyną dostateczne argumenty, by ludzi głoszących takie brednie uważać za niewolników fałszywych wyobrażeń lub świadomych nieprzyjaciół opozycji.  
Na tym tym samym biegunie fałszu znajdują się dziś tezy o „nieprowokowaniu Rosji” lub antypolskie bajdurzenia o „niewłączaniu” w wojnę na Ukrainie.
Gdyby w rozważaniach politologów i wywodach żurnalistów krył się choć cień prawdy, zaś wynik wyborczy w istocie zależał od „centrowych elektoratów”, „merytoryczności” i „ciepłego wizerunku” PiS - nie byłoby ośmioletniego pasma klęsk i upokorzeń.
To ci ludzie i głoszone przez nich ich błędne koncepcje są dziś największym zagrożeniem dla opozycji i po raz kolejny mogą zagrodzić drogę do zwycięstwa. Są to poglądy powielekroć skompromitowane i nieznajdujące potwierdzenia w faktach.  
Ci, którzy w trakcie obecnej kampanii będą doradzali PiS-wi unikania „gry Smoleńskiem”, są nie tylko więźniami kremlowskich paralizatorów, ale wyznawcami amoralnej konstrukcji semantycznej, w której prawo do piętnowania naszych reakcji przyznali sobie ludzie odpowiedzialni za zamach smoleński lub biorący udział w matactwach i ukrywaniu prawdy. Istota tej upiornej mistyfikacji polega przecież na tym, że mamy obawiać się reakcji przedstawicieli reżimu i szczekania propagandystów, że mamy unikać tematów „zbyt kontrowersyjnych”, by nie rozwścieczyć zgrai łajdaków i uspokoić sumienia tchórzy, że powinniśmy milczeć o narodowej tragedii, byle pozyskać głosy otumanionych obywateli.
Kto tylko tyle potrafi doradzić Polakom – niech nie wyciera gęby polskością i nie przypisuje sobie miana wolnego człowieka.
Bezwzględnym kryterium, wokół którego powinna odbywać się walka wyborcza, jest apolityczna, narodowa sprawa Smoleńska. Działania opozycji nie mogą być sterowane przez semantycznych terrorystów. Nie mogą wynikać z kalkulacji dokonywanych na podstawie „sondaży” lub pobrzmiewać w rytm reakcji reżimu. Partia Jarosława Kaczyńskiego i środowiska patriotyczne mają prawo dyktować warunki, na jakich rozmawiamy o sprawach polskich. Tym, którzy z podległości kremlowskiemu satrapie uczynili fundament swojej władzy – nic do tego.
Lokator Belwederu, organizując spotkania „w sprawie pomnika smoleńskiego” cynicznie wykorzystuje milczenie opozycji i już rozpoczął własną „grę Smoleńskiem”.
A przecież to na jej przykładzie trzeba pokazywać prawdziwą, nienawistną twarz Bronisława Komorowskiego i bezmiar zagrożeń związanych z drugą kadencją tego człowieka. To ona dowodzi wasalnej postawy reżimu wobec Rosji, obnaża intencje środowiska belwederskiego i ukazuje ryzyko związane z utrzymaniem władzy przez przyjaciół Putina.
Jaka inna sprawa może uzmysłowić Polakom zatrważający poziom bezpieczeństwa narodowego i kardynalne błędy popełnione przez samozwańczych „strategów” po moskiewskich uczelniach? Jak inaczej poznają ogrom niekompetencji reżimowych graczy, dowiedzą o braku profesjonalnych służb ochrony państwa, o słabości armii i polityczno-ekonomicznych skutkach „pojednania” polsko-rosyjskiego?

Nie wiem, co wykazują dziś wewnętrzne "sondaże" partii opozycyjnej i przyznam, że nic mnie to nie obchodzi. Jeśli po raz kolejny politycy PiS wzdrygają się przed przeprowadzeniem „terapii wstrząsowej”, bo wmówiono im, że powiedzenie prawdy może okazać się zabójcze dla notowań lub spowodować ubytek elektoratu – nie wierzą we własne siły ani w dojrzałość moich rodaków. Ludzie, którzy pretendują do roli naszych reprezentantów mają obowiązek (to trzeba podkreślić) "wykorzystania" tematu zbrodni smoleńskiej. Taki obowiązek spoczywa na każdym Polaku. Jedyną formą złej i haniebnej "gry Smoleńskiem" jest traktowanie tej sprawy w kategoriach sondażowych lub kierowanie się wizją  „straty wizerunkowej".
10 kwietnia 2013 roku opublikowałem na blogu tekst „GDYBY PAN COGITO PISAŁ O SMOLEŃSKU…”. W zakończeniu znalazły się słowa, które chciałbym przypomnieć tym, którzy pokładają nadzieje w wyborach 2015 roku:
 „Czas, w którym zbrodnia zostanie nazwana - postawi nas twarzą w twarz z potworem. Nie takim, jakiego widzieliśmy dotąd na ekranach telewizorów: ubranym w drogie garnitury i służbowe grymasy. Do końca nie wiadomo – czy będzie miał wtedy spoconą gębę i przyspieszony ze strachu oddech czy tylko przywdzieje kolejną maskę i śmiejąc się z gapiów regulaminowo zastuka kopytami. O jego twarzy zdecydują rozsądni, wybierając jedną ze ścieżek -  na prawo (gdzie) było źródło lub na lewo (gdzie) było wzgórze. Oni wiedzą, że nie można mieć zarazem źródła i wzgórza idei i liścia i przelać wielość bez szatańskich pieców ciemnej alchemii zbyt jasnej abstrakcji.
Drogę na wprost wskażą tylko poeci i kilku nieuleczalnych marzycieli.
Kiedykolwiek nadejdzie ten czas, na krótką chwilę przywróci nam prawa utracone przed laty. Pierwsze – do czerpania ze śmierci tych, których dosięgła nienawiść. Przed siedemdziesięcioma laty i dziś. Drugie – do semantycznego ładu i prostoty wyboru: tak lub nie. Ten czas rozstrzygnie - czy dołączymy do grona przodków czy staniemy się potworem.




57 komentarzy:

  1. Pościg "naszych mediów" za tzw. elektoratem centrowym przypomina tak samo szaleńczą ich gonitwę przez ostatnie lata za D. Tuskiem...
    Elektoratu centrowego nadal nie ma, D. Tuska już nie ma a oni wciąż to samo...
    Szczerze powiem, że już wolę prymitywne stokrotki i sobieniowskich, którzy się ze swoimi intencjami nie kryją niż część naszych "niepokornych" wodzących mniej zorientowanych po manowcach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomasz Ptak,

      Ten pościg to gonitwa za własnymi wyobrażeniami i wizją polityki z podręczników szkolnych. Część tych publicystów choruje na PO-PiS, inni zaś próbują usprawiedliwić środowiskowe kompleksy i zatuszować własne błędy.
      Bardzo się dziwię, że zwolenników takich pościgów nikt dotąd nie zapytał - gdzie jest ów "centrowy elektorat" i czym miałby się wyróżniać? Mitologia tego tworu była budowana od czasów nieboszczki UW i (jak widać) przeżyła swoich twórców.

      Usuń
  2. Trudno to zrozumieć.
    Wielokrotnie, zresztą i w tym miejscu, pytaliśmy czemu zbrodnia smoleńska tak łatwo znika z przekazu opozycji.

    Żeby było jasne: ona wcale nie musi być głównym motywem bieżącej kampanii.
    Ośmieleni tragedią 10 kwietnia współpracownicy Putina nad Wisłą przez kolejne 5 lat poczynili tyle szkód że doprawdy...
    Ale musi być wyraźnie przypominana by tłumaczyć źródła sukcesji ludzi którzy po 10 kwietnia mogli nas okradać na skalę trudną do wyobrażenia. Nie tylko pułkownik Putin skorzystał na tej "katastrofie".

    Jesteśmy wszyscy zbudowani znakomitym wystąpieniem A Dudy.
    Tu dygresja - z góry przepraszam jeśli w tym miejscu już nią dzieliłem.

    Kilka lat temu miał miejsce zjazd klubów Gazety Polskiej w Sielpi. Miałem okazje tam być (prawem kaduka gdyż nie należę do tych w mojej opinii bardzo cennych struktur). Znakomite panele (gościem był akurat pan profesor Wiesław Binienda) ale i obok dnia smoleńskiego arcyciekawe dyskusje.
    Dygresja w dygresji - całkiem ciekawy był i panel z panem Lipińskim który zastępował Jarosława Kaczyńskiego (nie mógł dojechać). Bez wątpienia najbardziej chłodny ze wszystkich - pan Lipiński sprawiał wrażenie skrzywdzonego tym że musiał tam pojechać, aktywni członkowie klubów GP sprawiali wrażenie nie mniej skrzywdzonych tym punktem programu.

    Jeden z paneli był bardzo ciekawy. Kilku dyskutantów, w tym Andrzej Duda. Dyskusja stała się w pewnym momencie b gorąca gdyż to był czas rokoszu Zbigniewa Ziobry i jego formacji.
    Część klubów GP przy okazji prywaty pana ZZ przybyła wręcz w barwach Solidarnej Polski czy jak to się wówczas ciało chciało nazywać.

    Pamiętacie Państwo bez wątpienia wystąpienie Andrzeja Dudy podczas ostatniej konwencji. Na pewno pamiętacie.
    Wystąpienie Dudy w Sielpi było dopiero że porywające i odwołujące się do zasad.

    Nieznany wówczas kandydat na prezydenta RP 2015 w bardzo stanowczych słowach które mogę dziś zrelacjonować jedynie posiłkując.się swą pamięcią, powiedział że nie ma żadnych obowiązków wobec ZZ i jego formacji, nie ma ich gdyż jedyne jakie ma i to na całe życie to wobec swoich nieżyjących już przyjaciół i prezydenta RP.
    I (to było ciekawe) nic go w tym momencie nie interesuje odbiór jego słów, nawet wśród ludzi których zaangażowania dla spraw polskich nikomu nie trzeba tłumaczyć.

    Mam nadzieje i nie będę pisał jak bardzo chciałbym się nie pomylić że takiego Dudę jeszcze zobaczymy.

    Jestem w opozycji do poglądu Aleksandra Ściosa iż ta kandydatura to coś w rodzaju etykiety zastępczej. Odpuszczenia wyborów prezydenckich.
    Nie widziałem nigdy Jarosława który przekonywał by że ma ważniejsze obowiązki niż .... , tak jak ostatnio pojednanie z inkryminowanym Ziobro czy innym Gowinem.

    Bardzo obawiam się przy tym że kandydatura, w mojej opinii znakomita, wpadnie w tryby doskonale nam już znajome, w "zgodę budującą"


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mariusz Molik,

      Masz z pewnością prawo oceniać kandydata Dudę na podstawie kilku wystąpień i utrzymywać, że jest on realnym przeciwnikiem lokatora Belwederu.
      Nie podzielam takiego poglądu i nadal uważam, że mamy do czynienia z pozorowaniem walki. Tym bardziej udanym, że po efektownej (co przyznaję) konwencji już zapanował nastrój hurraoptymizmu. Zwiastujący - jak zapewne pamiętasz, każdą klęskę opozycji. Nie znam wystąpień pana Dudy, których ton mógłby realnie zagrozić Komorowskiemu.
      Nadal nie usłyszeliśmy o przeszłości BK i jego działaniach w ostatnim ćwierćwieczu.Nikt nie pyta o Smoleńsk i zachowania Komorowskiego w pierwszych miesiącach po zamachu. Nie słyszymy o zażyłych kontaktach z Rosjanami (kilka jawnych i tajnych spotkań w r.2010) ani o procesie "pojednania" polsko-rosyjskiego.
      Nie ma punktowania błędów tej prezydentury ani pokazywania jej najgroźniejszych aspektów (reżim belwederski, podporządkowanie służb i wojska).
      Język, jakim posługuje się pan Duda i sposób argumentacji nie może zagrozić pozycji Komorowskiego. To nie jest "walka polityczna" na koncepcje dotyczące ochrony zdrowia czy spraw rolnictwa, lecz trud burzenia murów kłamstwa i obłudy i odkrywania prawdziwego oblicza BK. Do tego trzeba mocnego języka i zasobu konkretnych argumentów.
      Lokatora Belwederu trzeba wciąż prowokować (co jest niezwykle łatwe) i trzymać w nieustannym ogniu najtrudniejszych pytań. Jeśli pan Duda odważy się na taką konfrontację, chętnie ogłoszę, jak bardzo się myliłem w swoich ocenach.

      Usuń
  3. Witam
    Pozwolę sobie zalinkować poniższą inicjatywę. Wydaje mi się, że wzmianka o niej chyba tu się jeszcze nie pojawiła (przepraszam jeśli przeoczyłem)
    http://www.stopfalszowaniuwyborow.pl/
    Skład "ekipy" zaangażowanej w projekt pozwala chyba mieć nadzieję na poważne podejście do tematu.

    OdpowiedzUsuń
  4. I
    Oglądałem fragment wystąpienia A. Dudy i faktycznie ma coś w sobie. Mnie jednak nie porwał. Sztuczność konwencji wyborczej była dla mnie tak irytująca (może głównie za sprawą publiczności), że oglądając to z żoną kilka razy musieliśmy się powstrzymywać by tego nie wyłączyć bo „trzeba dać mu szansę”.
    Czytając jednak komentarze można dojść do wniosku, że new star is born.
    Jeśli pomyliłem się przy pierwszym wrażeniu nazywając Andrzeja Dudę panienką to gotów jestem to odszczekać i uznać go za wojownika. Na razie wstrzymam się z dalsza oceną ale chciałbym częściej się tak mylić.
    A najbardziej się zastanawiam, jakie to ma znaczenie w IIIRP, że PiS ma dobrego kandydata na prezydenta. Przecież opinia, że przeciwnikiem w tej grze jest po prostu mafia jest całkiem powszechna.


    II
    Kościół w Polsce osiągnął zdolność koalicyjną bo nie podważa wyników „śledztwa” zatem uznaje winę polskich pilotów. Kwitnie współpraca, zgoda i pokój. BK wycofał swojego psa gończego P.

    Ukraina miała prozachodnie ambicje ale została napadnięta i ograbiona. Przy tej okazji coraz większą zdolność koalicyjną nabiera... papież - potępiając zgorszenie i niestosowność „chrześcijańskiego” konfliktu. Koalicja z cerkwią nadzorowaną przez KGB jeszcze nigdy nie była tak blisko.

    Określenie jakiego z lubością używają środowiska kościelne: „ukraiński konflikt” przypomina mi „polskie obozy śmierci”. No co, przecież „konflikt” jest na terenie Ukrainy, to najlepiej nazwać to ukraiński konflikt.

    Co do zachodu. By zadowolić tzw zachód wystarczy by Putin pojednał się z homoseksualistami a Europa i Obama dostana spazmów z wrażenia. Jeszcze Nobla by dostał.

    Czy w takim kontekście Andrzej Duda będzie umiał upomnieć się o prawdę o ataku na Polskę sprzed 5 lat?

    OdpowiedzUsuń
  5. http://niezalezna.pl/64103-duda-nie-zgadzam-sie-na-sprzedawanie-ukrainy-w-zamian-za-metne-interesy-gospodarcze

    Dobre wystąpienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin Ís / viva cristo rey,

      Pozwolą Panowie, że nie będę komentował tych wystąpień. Odpowiedzi w sprawie pana Dudy udzieliłem pod wpisem Mariusza Molika, a ponieważ ten tekst nie dotyczy kandydata PiS, nie chcę podtrzymywać wątków pobocznych.

      Pozdrawiam

      Usuń

  6. Warszawo, więc i ciebie zmusił,
    I dumnych synów twych, Polaków,
    Do drzemki stek nasłanych z Rusi
    Wojskowych mydłków i prostaków?



    Panie Aleksandrze,

    Od tysięcy lat wiadomo, że wojny nigdy nie prowadzi się pod dyktando wroga.

    Takie same reguły dotyczą walki politycznej. Tym bardziej, kiedy - jak w III RP - nie ma się do czynienia z cywilizowanymi konkurentami w dążeniu do władzy, tylko ze śmiertelnymi wrogami, którzy nie tyle chcą z nami wygrać, ile nas unicestwić, a naszą ojczyznę poddać na powrót obcemu panowaniu.

    Dlatego nie potrafię zrozumieć jak to możliwe, że zwyrodnialcy, którzy dowcipkowali w (mediach!) na temat ślepego snajpera, którzy rechotali (w mediach!) nad smoleńskimi trumnami, wreszcie: którzy profanowali i wyrzucali krzyż smoleński sprzed pałacu - na naszych oczach zamienionego w czerwoną oberżę - nadal dyktują nam warunki?!

    Wojskowe trepy, mafijne lumpy i fornale, bezdennie głupi, nauczeni tylko kąsać, funkcjonariusze medialni, ustalają - prawem kaduka - TEMATY ZAKAZANE!

    RUSKIE BUCE ZABRANIAJĄ OPOZYCJI MÓWIĆ O SMOLEŃSKU, O ZAMACHU NA PREZYDENTA POLSKI - a my - i opozycja - się na to godzimy?

    Dlaczego przywódcy PiS, którzy powinni już wreszcie wiedzieć kto wróg, a kto przyjaciel (i że nie ma przyjaciół w mediach) - nadal słuchają tych samych "doradców" - jak pewna starsza pani bez godności, nadal uczestniczą w programach tych samych hien dziennikarskich i nadal przejmują się słowami obłudnych Semków, Lisickich, Karnowskich, Skwiecińskich i im podobnych - obecnie przefarbowanych w barwy narodowe?

    Dlaczego po prostu nie pluną im pod nogi i nie zaczną mówić otwartym tekstem - do ludzi - a nie do przesłuchujących ich śledczych, zwanych dziennikarzami?

    "Bo się nie da inaczej dotrzeć do wyborców"?

    To kupcie megafony i przemawiajcie na ulicy! I tam gdzie was słuchają, a nie przesłuchują i obrażają. Jesteście naszymi reprezentantami. Dlaczego pozwalacie sobą poniewierać byle chomątowi?

    Że "za nimi" Putin stoi? I CO Z TEGO?

    Chyba, że to wszystko to tylko ruski cyrk, udający teatr, a Annuszka dawno już kupiła olej słonecznikowy i zaraz go rozleje, a wy się na nim po raz n-ty od 2010 widowiskowo poślizgniecie, za co utrzymacie się w paręset osób w tzw. nomenklaturze?

    Przyznaję, że niemal w to uwierzyłam.

    Ale dzisiaj, kiedy słucham coraz mocniejszych wypowiedzi i coraz bardziej stanowczych słów Andrzeja Dudy, kiedy wreszcie widzę niekłamany zapał i wolę walki - na nowo nabieram nadziei.
    I chcę, bardzo chcę wierzyć, że może on się odważy przełamać zmowę milczenia.

    I że się nie udusimy "bezkształtem"...


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo

      10 kwietnia w Warszawie będzie ciekawie.

      Będzie Pani?

      Pozdrawiam serdecznie

      PS. Woland, swoje diablisko - wiecznie zła pragnąc - może narobić niezłego bigosu. Ech, fajnie by było...

      Usuń
    2. Pani Urszulo,

      Napisałem kiedyś, że w każdej sytuacji warto kierować się prostą zasadą: jeśli wróg nas gani, krytykuje i osądza, najwyraźniej robimy coś dobrego – coś, co osłabia jego pozycję i stanowi dlań realne zagrożenie.
      O tej prawdzie zapominają politycy opozycji i jest ona obca "naszym" publicystom.
      Dlatego dominuje myślenie w kategoriach - co powiedzą Oni i działania w rytm medialnych terrorystów.
      Nie trzeba wielkiej przenikliwości, by zrozumieć, że taka strategia wyznacza drogę do klęski.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  7. Niewykorzystanie narodowego zrywu posmoleńskiego przez opozycję jest grzechem nieodwracalnym, skutkiem którego jest prawie pełny powrót WSI do sterowania polską polityką i gospodarczą pogłębiająca się zapaścią wynikających z wyprzedawanych ostatnich sreber rodowych (dziś „Zadanie Specjalne” Anity Gargas i Cezarego „Trotyla” o Ciechu, Kulczyku, „ABC” et rządowych consortes ), jak i dojenia i doprowadzania do upadłości ostatnich sektorów, jakkolwiek do niedawna nie najgorzej prosperujących. Nie zapominając o najważniejszym skutku działalności sił nieczystych przeciwko Państwu Polskiemu, która jest oczywistą zdradą narodową - wszystkich razem wziętych do kupy czyli koalicja PO-PSL-TVN + POPSL-AT News pod nadzorem dworaków żyrandola - jaką jest całkowite storpedowanie dywersyfikacji źródeł energii. Bezpieczeństwo energetyczne to główna przyczyna smoleńskiego dramatu!
    Ale moim skromnym zdaniem ani wtedy, ani dziś przez me(r)dia nie przebiłby się stan faktyczny smoleńskiego mordu. To, że w głowach wymienionych przez Pana, Panie Aleksandrze, adoratorów ŚWIĘTEGO SPOKOJU nie było wówczas miejsca na słowo ZAMACH, które nawet nie zdołało im wtedy stawać w gardle, gdyż już na opłotkach pierwszych zwojów ginęło we mgle, to jedna sprawa. Przykład "coming out'u" w tym temacie, w wykonaniu nadredaktora Lisickiego w tym zacnym gronie jest znamienny.
    Sprawa druga, to dostęp do wiedzy na temat zamachu. Dotarcie do szerszego grona odbiorców w tamtym momencie było jeszcze mniejsze niż dziś. Dodatkowo jak w profesjonalny sposób zmanipulowane społeczeństwo codziennymi wrzutkami, kłamstwami i mataczeniami nabrało dystansu do Sprawy. Co wówczas mieliśmy? Jeden tygodnik GP. Jeden dziennik „Nasz Dziennik”, który się zajmował tematem. W Krakowie – z którego pochodzę – redakcja Dziennika Polskiego szybko została wymieniona. Pisano co nie co w Rzepie.”Uważam Rze” długo toczyło boje same ze sobą… w TVP Pospieszalski wisiał na włosku, a i tak nie mógł co tydzień „wałkować” serialu. O TV TRWAM musieliśmy toczyć bój? Czy zwycięski? Tylko w pewnym sensie… Internet to wówczas było stanowczo za mało. Za mało również z wielu powodów.
    Po trzecie, i to jest kolejna subiektywna przesłanka – ale nie jestem w niej zupełnie odosobniony, a i kolejne głosowania (a właściwie ich „podliczanie”) tylko mnie przekonują, że się nie mylę – poprzednie wybory prezydenckie również były „zafałszowane”.
    Z perspektywy czasu, wówczas nie było jak, ale trzeba było „grać trumnami”, dziś jest to mniej „nośny” do zwycięstwa temat. Lecz trzeba się go nie wypierać. Trzeba o nim przypominać. Trzeba do niego wracać. Trzeba być świetnie przygotowanym na pytania, mające w celu zdyskredytować Dudę w oczach nieprzekonanych. Trzeba go mieć na sztandarach, ale jako jeden z wielu…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lesław Smagowicz,

      Śmiem twierdzić, że jeśli sprawa Smoleńska do dziś istnieje w świadomości Polaków, zawdzięczamy to jednej osobie - Antoniemu Macierewiczowi. Gdyby nie zespół smoleński, ten temat należałby do zamierzchłej historii.
      Jestem przekonany, że taką ocenę sformułują w przyszłości rzetelni historycy i pokolenia naszych rodaków.
      To zaś, co nazywa Pan "dostępem do wiedzy na temat zamachu" nie jest bynajmniej powinnością "naszych" mediów lecz twardym obowiązkiem (mocno to podkreślam) każdego, kto myśli po polsku. Tu nie ma rozgrzeszenia ani szukania winnych.
      Największą krzywdą uczynioną Polakom, było wmówienie nam, że Smoleńsk to sprawa polityczna,zależna od tzw. poglądów i sympatii politycznych. Ogromną winę w krzewieniu tego łgarstwa ponoszą również polscy hierarchowie (kto pamięta haniebne słowa prymasa Kowalczyka o "zbijaniu kapitału politycznego na śmierci brata, siostry czy ojca" i jego - "Nie zgadzam się na żadne upolitycznienie tego wydarzenia"?)
      Już w roku 2010 pisałem, że ta zbrodnia nie dzieli nas według miary "różnic politycznych" lecz obnaża najgłębsze podziały biegnące w głąb ludzkich sumień i systemów wartości, dotykające samych podstaw człowieczeństwa i narodowej tożsamości. Ona nie rozbiła nas na „dwie Polski” (ani na partyjne spory) lecz ujawniła to, co ukrywano przez dziesięciolecia i odsłoniła prawdę, której bano się wykrzyczeć.
      Po to, by nie chcieć "wiedzy o Smoleńsku", nie interesować się zamachem na naszych rodaków i dawać wiarę w wersje okupanta i wroga - nie trzeba być wyznawcą PO, przeciwnikiem PiS-u czy głupkiem z mitycznego "centrum".
      To prosta miara: trzeba nie być Polakiem i należeć do armii apatrydów – bękartów bez ziemi i poczucia wspólnoty narodowej, zaludniających obszar między Odrą i Bugiem. Ten podział został ujawniony lecz nienazwany. Wielu go dostrzegło i przemilczało. Wielu doświadczyło i uciekło z przestrachem.
      Ukrywanie sprawy Smoleńska, traktowanie jej instrumentalnie - służy wyłącznie ukrywaniu tej prawdy, jest zaniechaniem na rzecz owej armii apatrydów. Karmi ich pustkę i uspokaja zafajdane sumienia.
      Mówienie o Smoleńsku w okresie wyborczym, jest równie naturalne, jak przypominanie o tej zbrodni w każdym innym czasie. Nie powinno to zależeć od wyboru "strategii" bądź efektu "badań sondażowych", lecz wynikać z polskich powinności. Dlatego ilekroć słyszę mędrków udzielających tej złotej rady - "ciszej nad Smoleńskiem", wiem, że mam do czynienia ze szczególnymi łotrami.

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry. Na fali "pokojowego nobla" eurokołchozowo-putinowski dogawor ws. Ukrainy(wszystko "tajne przez pufne") tworzy ,oprócz "koncepcji hanzeatyckiej" tzw.Prus Wschodnich,koncepcję ukraińskich "Prus Zachodnich"z Białorusią - międzypruskim korytarzem,który jest w strefie wpływów reżimu Putina (unia gospodarczo-militarna). Głównym orędownikiem w PRLbis tego rodzaju "pokoju" jest rządząca komorra i jej wszystkie,znane od dawna,antynarodowe i antysuwerenne mutacje,w tym te,które sprzyjają doktrynie globalizmu z reżimem carputlera za "pan brat",w tym również funkcjonariusze KEP od "pojednania z RCP".Do tego dochodzą rodzimi "opozycyjni" orędownicy serii ponadnarodowych zgód z PO; to ostatni przykład z serii na szczeblu samorządowym http://www.niezalezna.pl/64115-radni-pis-wyciagaja-reke ; nie POtrzeba więc "specwyborów". Nie sądzę,by tego rodzaju popis był właściwy dla jakiejkolwiek drogi ku prawdzie w jakiejkolwiek z afer rządzącej mafii,w tym także w sprawie wyjaśnienia 100410. Chyba,że ktoś,grając już tylko na przetrwanie,przygotowuje uznanie zgniłego kompromisu za prawdę,"by ludziom żyło się dostatniej".

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozdrowienia oczywiście dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Lasciate ogni speranza...." - wy, którzy łudziliście się, że może coś się zmieni, w kierunku wskazywanym przez Aleksandra Ściosa:

    "Oczekując na powyższe działania rządu mam nadzieję, że pani premier nie zlekceważy dramatycznych problemów polskiej wsi, lecz poważnie się nimi zajmie."

    http://wpolityce.pl/polityka/233532-kaczynski-pisze-list-do-kopacz-ws-rolnikow-szef-pis-apeluje-o-dzialania-ratujace-wies

    Kaczyński pisze list do Kopacz.... - ciężko być nieuleczalnym marzycielem, tu i teraz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotocanon

      !!!!!!! - to zamiast słów, które podobno damie nie przystoją, ale które mimo to wypowiedziałam po przeczytaniu komentarza.

      DLACZEGO TEN OKROPNY ŚCIOS MUSI MIEĆ ZAWSZE RACJĘ??!

      Pozdrawiam Pana i Pana Aleksandra

      Nieuleczalna Marzycielka

      Usuń
  12. Panie Aleksandrze,

    Czy to co właśnie podała Niezależna może być prawdą?

    UJAWNIAMY! Terroryści z Donbasu przyjadą do Polski.
    Zaprosiła ich nowa prorosyjska partia.

    http://niezalezna.pl/64141-ujawniamy-terrorysci-z-donbasu-przyjada-do-polski-zaprosila-ich-nowa-prorosyjska-partia

    OdpowiedzUsuń

  13. https://www.youtube.com/watch?v=uJV5ruXMqxs#t=13

    Zachęcam wszystkich Państwa do wysłuchania i rozpowszechniania przejmujących słów pana Wojciecha Sumlińskiego, którego, jeżeli tu nadal zagląda, bardzo serdecznie pozdrawiam.

    To jedyny - obok Aleksandra Ściosa - człowiek, który mówi otwartym tekstem prawdę o Komorowskim i WSI. Gdybyż jego półgodzinna wypowiedź zdołała dotrzeć do umysłów i serc Polaków...

    Tak, wiem. To są nieuleczalne marzenia. Niestety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      Gdybyśmy mieli profesjonalne służby, a III RP dbała o bezpieczeństwo swoich obywateli, taka informacja nie mogłaby się ukazać.
      Jakiekolwiek "prorosyjskie" partyjki, grupy i środowiska, byłyby dziś uznane za nielegalne, a w najlepszym wypadku zostały objęte ścisłą "opieką" kontrwywiadu.
      Główną siłą Rosji nie jest potencjał militarny, lecz sieć tysięcy powiązań agenturalnych. Partyjka, która w czasie ruskiej agresji na Europę chciałaby zaprosić pospolitych bandytów, już zasługuje na likwidację.

      Pozdrawiam

      Usuń
  14. Napisałam i komentarz zniknął:)
    Spróbuję jeszcze raz zebrać myśli. Pana Andrzej Dudę poznałam na jednym z pierwszych zjazdów tzw. ruchu smoleńskiego w Warszawie. Przywitał nas w Hotelu Victoria i muszę powiedzieć, że zrobił na mnie wielkie wrażenie. Swoją kulturą osobistą, ciepłem i dobrem jakie z niego biło. Powiedziałam wtedy, że takiego powinniśmy mieć Prezydenta. Było to jeszcze zanim obejrzałam film ,,Mgła''. Po tym obrazie pomyślałam, że się myliłam, że ,,wiara'' w prawo, to ścisłe jego przestrzeganie przez Pana Dudę w tak trudnym momencie Polski było nieprawidłowe. Kiedy usłyszałam, że kandydatem PiSu zostanie prawdopodobnie prof. Andrzej Nowak, byłam zadowolona. Sowietolog. Znawca ich zbrodni, kultury, czy jej braku. Mam wielki dla Pana Profesora szacunek. Ale gdy teraz się zastanawiam, to myślę, że może moje intuicje były dobre? Może tylko w taki sposób można zmierzyć się z komunizmem: może dobroć serca połączona z tą wielką raną, którą nosi w sercu Pan Duda po Smoleńsku, da nam poszukiwaną niezłomność?
    Ale zgadzam się z Panem, Panie Aleksandrze w całości. PiS wygrałby te wybory prezydenckie w 2010 roku, gdyby nie odwrót od prawdy. Dopiero w tych ostatnich wyborach samorządowych PiS swój potencjał zauważył w trwających przy nich ale nie z nimi wciąż zaangażowanych ludziach. Jednak to stało się zbyt późno. Historia płynie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata Kuna,

      Nie potrafię ocenić walorów intuicji, ale jestem przekonany, że prof.Andrzej Nowak byłby doskonałym kandydatem na prezydenta. Wielokrotnie podkreślałem, że gdyby (z jakiś powodów) miał nie kandydować Jarosław Kaczyński, tylko Andrzej Nowak mógłby stawić czoła lokatorowi Belwederu.
      Pan profesor dysponuje nie tylko ogromną wiedzą naukową, ale posiada dar wielkiej odwagi intelektualnej i celności słowa. To bardzo rzadka cecha wśród przedstawicieli "naszego" środowiska.
      Mogliśmy ją poznać w ostatnich dniach, gdy teksty prof.Nowaka wywołały żywe zainteresowanie blogosfery i publicystów. Warto dodać, że reakcje te ujawniły rzecz bardzo smutną, bo pokazały jak głęboka przepaść dzieli człowieka o szerokich horyzontach od wyznawców partyjnej dogmatyki.

      Pozdrawiam Panią

      Usuń
  15. Szanowny Panie Aleksandrze, pozwolę sobie skomentować Pana tekst w dwóch odcinkach. Po pierwsze obawiam się, że we współczesnej rzeczywistości odwoływanie się do pamięci o Smoleńsku może okazać się co najmniej przedwczesne. Zacytował Pan w swoim tekście posła PiS, który po wyborach w 2010 r. przyznał, że powrót do retoryki nasyconej patriotycznymi emocjami, a także akcentami religijnymi, nie spowodował żadnej zmiany wyników społecznego poparcia. W tym stwierdzeniu upatruje Pan uzasadnienia dla tezy o zaprzepaszczonej okazji na zwycięstwo PiS. Tymczasem ten "nieruchomy" elektorat mówi nam o zjawisku zgoła odmiennym, a mianowicie o wyczerpaniu się społecznej wrażliwości na ideologię. Zgodzę się, że stan emocji ogólnonarodowych bezpośrednio po 10 IV 2010 r. był znaczny i niestety został on przez ugrupowanie Kaczyńskiego oraz inne siły polityczne skutecznie stłumiony. Nie wykorzystano tej ogromnej szansy na mobilizację społeczeństwa w celu zasadniczej przebudowy życia publicznego, gospodarczego i kulturalnego w kraju, jaka nadarza się raz na kilka pokoleń.

    Niestety, odnoszę wrażenie, że w tych kalkulacjach nie tylko przeceniano wolę do działania środowisk opozycyjnych, ale także wolę całego narodu. Poczuciu niemocy ze strony opozycji towarzyszy bowiem generalny brak zainteresowania sprawami publicznymi przeciętnego obywatela. Nawet środowiska najbardziej aktywne w blogosferze (nie ujmując nikomu wkładu w budowanie świadomości obywatelskiej) reprezentują nurt pasywny w tym sensie, że nie były i nadal nie są gotowe do czynnego udziału i ponoszenia odpowiedzialności za życie publiczne. Nie wykazują też woli do przeniesienia swej działalności w sferę realną. Ta ostatnia pociągałaby bowiem za sobą koszty w postaci braku anonimowości, narażania bezpieczeństwa, a nawet zdrowia lub życia. Innymi słowy, brakuje gotowości do wyjścia na barykady i poświęcenia własnego egoizmu dla dobra wspólnoty. Dlaczego? Ponieważ praktycznie nikt z naszych rodaków od bardzo dawna już nie wierzy w zbawienną moc polityki, w budowanie nowego "raju na ziemi" czy jakąkolwiek zbiorczą ideę. Oczekiwanie na dobre rządzenie, prawo do godnej pracy, odpowiedniej płacy minimalnej, dogodnych pożyczek mieszkaniowych, ochrony zdrowia, wsparcia dla rodzin, to wszystko, czego obecnie wymagają. A do tych spraw bliżej jest związkom zawodowym, niż partiom czy parlamentowi. Partie i parlament stają się zatem w tych warunkach wręcz zbędne i szkodliwe, bo działają nieefektywnie, nie budują dróg, nie zapewniają sprawnego systemu edukacji i zdrowia ani bezpieczeństwa obywateli.

    I nie mówimy tutaj o zjawisku właściwym tylko Polakom. Kilka lat temu zbliżoną diagnozę społeczeństwa amerykańskiego przedstawił S. Huntington ubolewając nad tym, jak szybko po patriotycznej euforii wywołanej zamachami z 11 IX 2001 r. Amerykanie zaczęli zwijać flagi narodowe z samochodów czy demonstrować publicznie przywiązanie do własnego kraju powracając zarazem od spraw publicznych do trosk prywatnych. Tradycja, historia, religia, pamięć, honor były jedynie wybudzonymi na krótko ze snu artefaktami z narodowego skansenu, które nie odgrywały już znaczącej roli w życiu współczesnego człowieka. I nawet tak wielki szok, jaki dotknął Amerykę wówczas, nie był w stanie odmienić stanu zbiorowej świadomości dotkniętej znieczuleniem postpolitycznym. A cóż dopiero powiedzieć o możliwościach partii politycznych w Polsce.

    Do refleksji dla przywódców...c.d.n.

    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  16. Podsumowując, we współczesnych okolicznościach utrwalonego stanu bierności społecznej w zakresie partycypacji politycznej, przy jednocześnie rosnących nastrojach niezadowolenia z warunków socjalnych, nie widziałbym wiele miejsca dla postulatów ideologicznych, budowania IV RP czy nawiązywania do sprawy smoleńskiej. Nie oznacza to wszakże, iż w przyszłości nie powstaną nowe uwarunkowania, które wpłyną na zmianę politycznej świadomości. Jednakże obecnie nikt nie będzie gotowy umierać na barykadach ani podpalać Belwederu w imię Smoleńska. Liczy się "ciepły przypiecek i piwo grzane". To nie jest jeszcze ten czas.

    Dzisiaj pojawia się jednak okoliczność o tyle ważna, że wprawdzie pozbawiona utopijnych haseł w postaci "braterstwa robotników", ale tworzy podstawę do społecznego buntu, który przy roztropnej strategii może przynieść Polakom (niekoniecznie politykom) wymierne powodzenie. Protesty górnicze i rolnicze, do których mają szansę dołączyć kolejne branże, jest bowiem zjawiskiem znacznie bardziej mobilizującym społeczeństwo niż Smoleńsk, Ukraina czy stosunki z Rosją. Tutaj bowiem przedmiot sporu odnosi się do aktualnych potrzeb społecznych związanych z życiem codziennym, bytem materialnym, zatrudnieniem, a zarazem dotyka większej całości pod postacią kwestii godności człowieka i obywatela. Jest sprawą oczywistą, że różne środowiska polityczne będą chciałby zużytkować ten stan rzeczy dla korzyści partykularnych. Mamy jednak tutaj do czynienia z ruchami kierowanymi raczej oddolnie i nieufnie odnoszącymi się do klasy politycznej jako całości. Nie dążą one do obalenia państwa, ale do stworzenia państwa efektywnego, zapewniającego stabilność i bezpieczeństwo socjalne. Ośmielę się zasugerować, że wyłącznie środowisko antysystemowe lub wręcz antydemokratyczne byłoby w stanie zagospodarować tego rodzaju ruch społeczny.

    Za wcześnie jednak na prognozy polityczne, bo obecne perturbacje mogą się niebawem okazać krótkotrwałe i zamiast wstrząsnąć - umocnią obecny, patologiczny kształt państwa. Odnoszę jednak wrażenie, że najnowsze wyzwania zarówno natury społeczno-gospodarczej, jak politycznej czy międzynarodowej, znajdują się poza zasięgiem oddziaływania tradycyjnego systemu władzy politycznej. Tradycyjne partie (bez względu na barwy), podobnie jak i forma ustrojowa, wydają się wyczerpane, ogarnięte niemocą i nie nadążają za biegiem procesów, których źródła znajdują się od dawna poza kompetencjami Sejmu, rządu czy innych oficjalnych instytucji. Ich stanowiska i programy (o ile takowe istnieją) ujednoliciły się, co świadczy niezbicie o tym, że nie są w stanie zaoferować społeczeństwu absolutnie niczego. Nowe wyzwania wymagają nowej polityki i ta świadomość powinna towarzyszyć dążeniom do budowy kraju suwerennego, odpowiedzialnego i dostatniego. Tylko tyle (i aż tyle) oczekują dzisiaj Polacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chris K,

      Dziękuję za obszerny komentarz, ale przyznam, że nie znalazłem w nim argumentów uzasadniających tezę, jakoby "we współczesnej rzeczywistości odwoływanie się do pamięci o Smoleńsku może okazać się co najmniej przedwczesne".
      Cytat z posła PiS bynajmniej nie służy do "uzasadnienia tezy o zaprzepaszczonej okazji na zwycięstwo PiS". Taką tezę uzasadniają fakty, a mianowicie przegrane wszystkie wybory po 2010 roku.
      Obawiam się, że Pańskie rozważania pozostają jednak w obszarze silnej abstrakcji, bo w żaden sposób nie wolno stawiać tezy o "przedwczesności" tematyki smoleńskiej, jeśli nigdy wcześniej (w okresie wyborczym) opozycja nie sięgała po taką broń.
      Przyzna Pan, że tylko doświadczenie mogłoby zweryfikować prawdziwość owej tezy.
      Nie czuję się na siłach wyrokować na temat "woli narodu", ale uogólnienia nie są tu dobrą metodą. Nie sądzę, by posiadał Pan tego rodzaju wiedzę na temat blogerów czy internautów, by na jej podstawie móc stanowczo stwierdzić, że unikają "czynnego udziału i ponoszenia odpowiedzialności za życie publiczne".
      Są to raczej pewne uproszczenia i wyobrażenia, niemające umocowania w faktach.

      W kwestii "odwoływania się do pamięci Smoleńska" trzeba brać pod uwagę wpływ wielu czynników, a przede wszystkim wielowątkową operację "wygaszania" emocji. Doszło do niej tuż po 10 kwietnia i została ona rozpisana na głosy polityków opozycji, hierarchów, publicystów, przedstawicieli reżimu. Sądzę, że fatalna i błędna kampania prezydencka z roku 2010 miała większy wpływ na zniszczenie ówczesnego potencjału niż łgarstwa Anodiny, Millera i Laska.
      Dlatego nie podzielam opinii, że późniejsza (i dzisiejsza) obojętność Polaków na sprawę Smoleńska jest zjawiskiem zależnym od naszych narodowych przypadłości. Jeśli przez wiele miesięcy celowo i świadomie marnotrawiono ogromny potencjał, jakże można dziś mówić o "upadku postulatów patriotycznych"? Po półwieczu okupacji sowieckiej i ćwierćwieczu antypolskiej indoktrynacji, kto miał nas nauczyć myślenia w takich kategoriach i kto próbował podjąć podobną próbę?
      Jeśli nikt nie chce dziś "umierać na barykadach ani podpalać Belwederu w imię Smoleńska", to nie dlatego, że postulaty patriotyczne są anachroniczne (lub przedwczesne) ale dlatego, że nigdy nie sięgnięto po nie i nie odważono się ich głosić.
      W Pańskich rozważaniach dostrzegam też pewną znamienną niekonsekwencję.
      Bo jeśli uważa Pan, że temat Smoleńska i "postulaty ideologiczne" są przedwczesne, a nasze społeczeństwo nie wykazuje zainteresowania głębszą motywacją ( o czym i ja wielokrotnie pisałem), chciałbym się dowiedzieć, jak pogodzić taki pogląd z perspektywą zakreśloną w dwóch ostatnich zdaniach Pańskiego komentarza? - "Nowe wyzwania wymagają nowej polityki i ta świadomość powinna towarzyszyć dążeniom do budowy kraju suwerennego, odpowiedzialnego i dostatniego. Tylko tyle (i aż tyle) oczekują dzisiaj Polacy".
      Skąd Polacy mieliby czerpać siłę i motywację do takich działań, jak podołaliby nowym wyzwaniom i skąd czerpać przeświadczenie, że tego właśnie oczekują ludzie niezdolni dziś do walki i wysiłku?
      Sądzę, że konkluzja z Pańskich refleksji prowadzi do całkowicie odmiennych wniosków - bo jeśli nie dziś, to w ogóle i jeśli nie teraz, to nigdy.
      My nie mamy czasu na podręcznikowe procesy socjologiczne i na powolną ewolucję świadomości. W perspektywie, jaką wielokrotnie tu wskazywałem, czeka nas długi marsz, ale kto i kiedy go ukończy - tylko Bóg raczy wiedzieć.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Nie próbowałem podważyć Pana zasadniczego poglądu, że główne siły polityczne w kraju od wielu lat usilnie pracują nad utrwaleniem ogólnospołecznej amnezji i wykorzenieniem narodowej świadomości. I zgadzam się także, że stworzenie wolnego kraju wymagałoby zaangażowania ideowego i wysiłku patriotycznego. Ale nie znajduję żadnego przykładu świadczącego o tym, że działanie lub zaniechanie na tym polu z ramienia partii politycznych w dniu dzisiejszym przyniosłoby oczekiwany efekt w postaci nagłego przebudzenia narodowego Polaków. I również Pan niczego w tej materii nie udowadnia. Wspomina Pan natomiast regularnie o "długim marszu", co potwierdza tylko wizję rozłożonego w czasie procesu dojrzewania ludzi do potrzeby budowy nowego państwa. I tyle miałem właśnie do przekazania pisząc o co najmniej przedwczesnym odwoływaniu się do sprawy smoleńskiej. Nie przypisuję tego stanu tylko cechom narodowym Polaków, bo trudno obecnie szukać przykładu kraju rozwiniętego, w którym różne formy postpolityczności by nie występowały. Stąd moje odwołanie do USA. I to nie jest żadna abstrakcja tylko rzeczywistość natury ludzkiej oraz praw życia zbiorowego, które występowały wielokrotnie w przeszłości a obecnie utrwaliły się dzięki globalizacji. Polaków, Amerykanów czy Francuzów sprawy państwa i polityki międzynarodowej interesują okazjonalnie, a obywatele zmuszeni do udziału w niej zwykle okazują skłonność do konformizmu.
      Oczekują sprawnego państwa, ale nie będą w imię tej sprawy narażać życia. Skoro więc czeka nas marsz, to zamiast fundować sobie kolejne porażki, roztropniej byłoby odnieść się do faktycznych, artykułowanych obecnie potrzeb i postulatów społecznych. Nie ma tam przestrzeni dla Smoleńska, ale jest miejsce na początek walki o nową Polskę drogą organicznej pracy.

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Polacy, ci współcześni, nie są Polsce potrzebni, Polska się może bez nich obejść, bo jest i zawsze była Wieczną Ideą... Słowa Rymkiewicza się cisną na ...

      ...no właśnie na co? Na usta? Na sztandary? Na transparenty? Na hasło wyborcze?
      SMOLEŃSK? PATRIOTYZM? IDEA? POLSKA? ....

      Mazurki, polonezy, czy walce...

      Zapytajcie tysiące osób - prawie umiejętnie posługujących się językiem polskim, etnicznych mieszkańców ... "tej ziemi" - o tylko te ostatnie trzy słowa (mazurki, polonezy, czy walce...). Co nam odpowiedzą?

      Pytanie brzmi konkludując jednego z wieszczów: co odpowiedzą nam wnuki........?

      Wracając na ziemię, do naszej polemiki... Analizując profesora Nowaka, póki co wyprzedzającego o lata świetlne mieszkańców epoki "późnego (gnuśnego)Tuska" przesuwającego Jarosława Kaczyńskiego w ciemną część sceny politycznej, wydaje się, że automatycznie przesuwa on, ale tylko w czasie, temat smoleński z wiodącego w drugi, trzeci szereg... Zbyt ważny dla niego jest kapitał młodych ludzi, którzy jeszcze nie przerobili dostatecznie dobrze na własnej skórze upodlenia IIIRP, ale zzachipowanym programem antykaczyzmu, są równie nie zdolni do w pełni racjonalnego myślenia analitycznego, tak jak ich rodzice, których bezpośrednio dotknęła "biologiczna" bomba PRL-u . Jak świetnie o nich (o nas) mówi Marek Chodakiewicz... "potomkowie niewolników... - elity trwania..."

      To duża część - warta zagospodarowania. Przecież o tą samą część społeczeństwa zabiegał w swych działaniach profesor Lech Kaczyński. Przecież to ta część, będzie decydować o jakiejkolwiek przyszłości, o swojej tożsamości... Gra jest o wielką stawkę. O przewrót, lub o dalszą emigrację. A do zagospodarowania oprócz haseł, nadziei i obietnic są mniej lub bardziej sterowalny ludzki gniew (lekarze, górnicy, rolnicy). Historia PRL-u uczy nas, że kontrolować gniewu społecznego zawsze i do końca się nie da.

      Problemem jednak najważniejszym Panie Aleksandrze, od długiego czasu jest - i tu chyba wspólna zgoda - polski Kościół, który dał sobie wyrwać, tak misternie żłobiony wspólnymi wysiłkami przez Prymasa Tysiąclecia i Jana Pawła, złoty - wysadzany drogimi kamieniami, takimi jak ksiądz Jerzy - róg. Właściwie nie dał sobie go wyrwać, a wciąż oddaje go w długim procesie trwającym już od połowy 80-tych lat.

      I dlatego wszystkiego lawiruję. Lawiruję pomiędzy jasnym opowiedzeniem się: tak Smoleńsk to sprawa nadrzędna dla naszej tożsamości, i nieśmy go "wyprostowani wśród tych co na kolanach" ... ale upuszczając przy tym jak najmniej krwi. Tak znam powiedzenie Marszałka o dwóch groszach i dwóch kroplach tego cennego kapitału... Rymkiewicz mówi, że " każde powstanie, mimo że każde było militarną klęską, było zwycięskie. Wszystkie nasze wielkie powstania były wielkimi zwycięstwami polskiej cywilizacji..." Czy "powstanie smoleńskie" może być naszym - mówiąc przewrotnie - naszym najmniej krwawym powstaniem? Moja odpowiedź brzmi: - tak! Tylko potrzeba na realizację tego TAK, lata wytężonej, ciężkiej, pełnej wyrzeczeń pracy... CDN

      Usuń
    4. ...CD

      W przeciwieństwie do Chrisa K. uważam, że miejsce na Smoleńsk jest na transparentach nowej Polski, tylko z pewnością nie na największym i nie w centrum. To samo wydaje się, jak pisałem wyżej, ma na myśli profesor A. Nowak. Dopóki właściciel żyrandola trzyma sznurki w ręce, dopóty trzeba grać na wyrwanie ich. Są kolejne sygnały jak ten z CBA. Tylko trzeba je rwać...

      Pozwolę dopowiedzieć sobie Panie Aleksandrze - łącząc Pana dwie udzielone mi odpowiedzi, zarówno do tej powyżej: "Śmiem twierdzić, że jeśli sprawa Smoleńska do dziś istnieje w świadomości Polaków, zawdzięczamy to jednej osobie - Antoniemu Macierewiczowi. Gdyby nie zespół smoleński, ten temat należałby do zamierzchłej historii...", jak i do tej sprzed tygodnia: "Rozwagi nie należy mylić z lękliwością, zaś braku honoru z mądrą strategią.Bandyci zwykle likwidują "swoich" oraz tych, którzy dobrowolnie przyjmują postawę ofiary. Ponieważ obie te cechy są całkowicie obce Antoniemu Macierewiczowi, proszę nie pisać o "dopuście Bożym" lecz o przykładzie postawy godnej naśladowania." - korzystając z pierwszego cytatu z Pana "śmiem twierdzić", że "dopustem Bożym" jest ciągłe, bez nieszczęść działanie i życie wśród nas Antoniego Macierewicza, a dzięki niemu komisji, coraz to bardziej międzynarodowej.Tęskno mi do ciebie ziemio obiecana
      dniami i nocami z nut skraplam puchary,
      białej jak Dąbrowskiej bukiet nenufarów
      od Konarskiego maków pąsowo rumianej
      tęsknię choć o tobie łżą żeś trędowata
      ziemio śnieżnych marzeń w Kilara szkarłatach…

      Usycham bez twojej melodii mój domie
      lalki roztańczonej pod serca dyktando
      zamykając oczy nucę walc-murando
      z barw Kurylewicza tworzę polichromię
      z polskich dróg utkaną, welonem odzianą
      ciebie moich marzeń, ciebie mi zabraną…

      Gdzie jesteś macierzy – co z twym pożegnaniem
      tak cię porzucili w otchłań kłamstw i błota…
      ile lat w srebrnikach liczyć ma Golgota…
      serce słabo bije – ale nie przestanie
      póki gra nadzieja, póty gra Ogiński
      pierwsza para przodem w orszak chmurno-krwisty…



      Usuń
    5. Lesław Smagowicz,

      Dziękuję Panu za ten komentarz. Niewiele potrafiłbym dodać, zatem tylko o dwóch sprawach.
      Po ostatnich wystąpieniach prof. Nowaka pojawiło się szereg komentarzy, w których prześcigano się w udowadnianiu, jak wielka przepaść intelektualna dzieli tego autora od niektórych blogerów i publicystów. Mówiąc wprost - o poglądach Andrzeja Nowaka napisano szereg rzeczy głupich, nieprawdziwych lub wynikających z błędnych interpretacji.
      W Pańskim komentarzu znalazła się natomiast sugestia, jakoby prof. Nowak "automatycznie przesuwał, ale tylko w czasie, temat smoleński z wiodącego w drugi, trzeci szereg...".
      Nie chcę wdawać się w szczegółową polemikę, ale podkreślę, że czytając wypowiedzi Andrzeja Nowaka nigdy nie odniosłem takiego wrażenia.
      Gorąco polecam lekturę tekstu "Pamięć smoleńska" z kwietnia 2011 roku, w którym autor napisał m.in.
      "Nie możemy tylko pozwolić sobie wmówić, że powinniśmy już zapomnieć, że na pewno zapomnimy, że nie warto zabiegać o prawdę – bo “cóż to jest prawda”? Może za 50 lat, może nie my, ale nasze dzieci czy wnuki, będą mogły skosztować owoców tego uporu: wierności ofiarom. Może ten czas nadejdzie szybciej? Nie wiem, ale wiem, że jeśli za 50 lat nikt nie będzie pamiętał o katastrofie smoleńskiej, to nie będzie tutaj Polski. Przynajmniej tej, jaką znamy od tysiąca lat: wiernej Krzyżowi."
      Proszę koniecznie przeczytać ten tekst i skonfrontować zawarte tam myśli z sugestią o "automatycznym przesunięciu":
      http://www.bibula.com/?p=36002

      Druga uwaga nie dotyczy bezpośrednio Pańskiego komentarza. lecz wiąże się z osobą Jarosława Rymkiewicza. Jak wiemy, ten ceniony twórca otrzymał niedawno tytuł "Człowieka Wolności" tygodnika „wSieci”. Kilka lat wcześniej, podobny tytuł przyznała Rymkiewiczowi "Gazeta Polska".
      Traktuję te wydarzenia jako wyraz jakiejś niepojętej schizofrenii i nie pojmuję, jak tygodnik "wSieci" może honorować człowieka, którego wypowiedzi stanowią mocny akt oskarżenia wobec praktyk uprawianych przez samozwańcze "wolne media".
      Nie chcę stawiać zarzutu cynizmu lub działań wybitnie "pijarowskich", ale zestawienie myśli Jarosława Rymkiewicza z tym, co robią żurnaliści z owych mediów, powinno prowokować do refleksji.
      Bo, jak pogodzić taką np. myśl J.Rymkiewicza o „Polsce rosyjskich kolaborantów” -
      „Nawet nazywać ich nie warto – w ogóle nie warto się nimi zajmować, najlepiej jest uznać, że ich nie ma. Trzeba wychodzić, kiedy wchodzą, odwracać się, kiedy do nas podchodzą. Polska należy do nas, a oni niech sobie gadają w swoich postkolonialnych telewizjach, co chcą, niech sobie piszą w swoich postkolonialnych gazetach, co im się podoba. Nas to nie dotyczy." - z obsesją "polemik" z GW,TVN itp. i roztrząsaniem każdej reżimowej bredni przez środowisko żurnalistów z "wSieci"?

      Jak zestawić inną myśl Rymkiewicza - "Nie możemy pozwolić wewnętrznym Moskalom, żeby zawładnęli naszymi umysłami. Nie możemy dać im żadnej szansy – nawet jeśli krew znów musiałaby zostać przelana." - z bajdurzeniem owych żurnalistów o "mechanizmach demokracji", z ich wiarą w sondaże i w "konstruktywną" krytykę?
      Co naprawdę sądzą panowie Karnowscy o takich słowach Rymkiewicza - "W wielkiej wspólnocie żyjących nie ma miejsca ani dla wampirów, ani dla upiorów, ani dla zmór nocnych” - gdy w swojej niezależności deliberują o "zdolnościach koalicyjnych" opozycji, piszą o "taktycznych kompromisach" lub marzą o PO-PiS-ie?

      Pozdrawiam Pana

      Usuń
    6. Jeżeli mogę, to podsumuję nie rozwijając kolejnych wątków. Treść tego tekstu czytałem w oryginale którejś niedzieli dawno, dawno temu... u moich rodziców taka gazeta, jak ND leży na stole. Dodatkowo, będąc z Krakowa, na bieżąco mogę uzupełniać stan swojej wiedzy, na tematy poruszane przez profesora Nowaka. Tak więc, zdaję sobie sprawę o niezmienionym i stanowczym podejściu, krakowskiego historyka „warszawskiej szkoły historycznej”, do „Katynia naszych czasów”. To jedynie moja interpretacja słów Pana Andrzeja Nowaka. Pozwolę zacytować siebie samego, z innej mojej nocnej dyskusji z kolegą z Londynu: „Świetnie, że PR-owo Duda radzi sobie dobrze z nowoczesną kampanią. Świetnie, że Duda ma takie walory a nie inne, i nie są one naciągane. To prawdziwy strzał w 10-tkę i gdyby wszystko rozgrywało się w miarę w normalnych warunkach, to nie bałbym się o wynik końcowy wyścigu. Racz jednak zauważyć, że póki co, to całość tego biegu rozgrywa się tylko i wyłącznie: w „naszych powiatach”, w „naszej telewizji”, w „naszych gazetach i tygodnikach” (choć nie jednym głosem) i na szczęście w całym wolnym od „onetów” internecie. To wciąż daleko za mało! Świadomość między innymi takiej sytuacji podpowiada (taka jest moja intuicja) by prof. Andrzej Nowak napisał takie słowa przed konwencją, poparte troską (wizją dalszej degrengolady Polski, kolejnego upadlania przegranego n-ty raz PiS-u – co równa się niszczeniu pamięci też i o Smoleńsku oraz pozostałych geszeftów z kliku ostatnich lat) o przyszłość RP. Przyszłość nie tylko tę tu za rok, dwa, trzy. To człowiek z innej bajki. Nie takiej pisanej na kilka tysięcy funtów do przodu. Tylko na kilkaset lat do tyłu i kilkadziesiąt do przodu”.
      Wychodzę z założenia, że wizerunkowo (co w dalszej części tej notki, analizując Pana słowa i J.M.Rymkiewicza jakby nie miało znaczenia) Jarosław Kaczyński nierozerwalnie „skazany” jest póki co na tę tragiczną „łatkę”. Nie wiem jak nazwać inaczej takie słowa profesora z Krakowa, jak „przedwyborczą mądrością etapu”. Stąd jeżeli Nowak proponuje przesunięcie premiera Kaczyńskiego w okresie przedwyborczym o krok do tyłu, automatycznie przesuwa w tym samym kierunku Sprawę 10.04.10. Popieram to kolejną tezą: - gdyby kandydatem pod żyrandol 2015 nie był obrońca wsi a berliński ratlerek, wówczas można byłoby bez żadnych przeszkód grać „smoleńskim marszem”. Tu bez „specjalnej” wiedzy widać jak chłopina umoczony jest w pierwszy i trzeci etap smoleńskiej tragedii, jeżeli przyjmiemy wspólny mianownik, że drugim etapem jest te kilkanaście sekund poranka z 10 kwietnia. Choć w przypadku „berlińczyka” co nie ruszyć to można by działa odpalać..., ale że kandydat „schował” się za płotki i opłotki wsi, to trzeba walić w te sztachety...
      ...”W tym liście Andrzej Nowak dał tylko kilka przykładów co można, a co należy zrobić... Niech właśnie te PARTYJNE głowy ruszą przyzwyczajone do poselskich diet dupska i walczą. Niech walczą o Polskę na każdy sposób. (...) Wygrać można ze służbami żyrandola tylko atakiem, a nie kolejny raz przed wyborami zamilczaniem, dla NIE SIEBIE, niewygodnych tematów! Bezwzględnym atakiem właśnie na temat służb i roli w nich żyrandola, atakiem na rolę służb w 10.04.10.; atakiem na Komorowskiego co robił 10.04.10. w kancelarii Prezydenta RP (kto ma to robić jak nie Duda ?!!!); atakiem na Komorowskiego co robił przez 5 lat, jak nic nie robił; atakiem upubliczniającym kłamstwa Komorowskiego: kiedy jednego dnia mówi coś, a kiedy indziej robi coś innego; ulotki – miliony ulotek, a nie szukanie poparcia u dawno temu przekonanych. Chyba, że liczą na II turę... i w kulturalny sposób podczas wygranej w pyrrusowym stylu debaty, po której wszystkie mendia ogłoszą tryumf żyrandola z dożywotnią jego elekcją i dalszą jego sukcesję, przechodzącą wręcz w dynastię bronisławowiczów...”

      CDN

      Usuń
    7. CD

      Nawiązując do drugiego pańskiego wątku. Rymkiewicz kontra „W SIECI”. Niestety jestem ostatnio w „rozjazdach” i nie zwróciłem uwagi, na tak rozjechanie się okrakiem „opozycyjnego” tygodnika . Z wcześniejszych obserwacji wynikało, że więcej polemiki z reżimem zagląda do drugiego, wiodącego kolorowego magazynu wychodzącego co tydzień. Oczywiście nie mówię o zbrojnym ramieniu PiS, jakim jest tygodnik GP.
      Odbiegnę na chwilę. Założenie: ilu stałych odbiorców miałoby „medium” w dzisiejszej Polsce, które rozmawiałoby samo ze sobą? Dam przykład. Rok temu będąc na „turnusie zarobkowym za chlebem w Norwegii” starałem się przeciągnąć jednego z kolegów (absolwent katowickiego UŚ - lat35) na naszą, ciemną stronę mocy. Tematy poruszane: chrześcijaństwo-be, polityka-be. Miałem kilka świeżych „prawych” tygodników, a że uwielbiam czytać zawiłości – wklęsłości i wypukłości – meandrów języka polskiego, występującego we wszystkich felietonach Jana Polkowskiego, zaproponowałem o ile dobrze pamiętam,ten traktujący o postrzeganiu przez oko kamery amerykańskiej kinematografii Polski i Polaków. Był punkt zaczepienia. Kolega (bez cienia ironii), jak większość dzisiejszej oświeconej młodzieży żyje i oddycha kinem. Polkowski myśli i mówi po polsku – bardzo często „zbacza” w chrześcijańską część naszego świata, na którym on przecież stoi – zarówno stare jak i nowe Hollywood bardzo często kopie nas w podbrzusze. Myślałem będzie powód do kolejnego etapu naszych rozmów. Jakież było moje zdziwienie, gdy kolega nawet nie dotarł do pierwszych słów Polkowskiego, gdyż zatrzymał się na stronach malujących Złotego Melona w krzywym zwierciadle. To było dla niego do przeskoczenia. Teza: „medium” takie, w warunkach dzisiejszej mediokracji, stałoby się prawdziwym medium, takim bez zbędnego cudzysłowu. Tak więc co o powyższej schizofrenii, z przyznawanym tytułem „Człowieka wolności” przez wspomniane redakcje można dopowiedzieć? Prawa rynku..., prawa rynku a przesłanie..., prawa rynku... a ... walka o pełną pulę (czego?)... a ignorancja....a w dupie mam takie dywagacje.
      Jestem otoczony, jak my wszyscy – live i w eterze – apadrytami, jak ich Pan nazywa. Wszystko pięknie. Oni patrzą na nas, jeszcze na razie, jak patrzyło się na Indian w rezerwatach. Kiedy zaczną spoglądać na nas, jak na Żydów w gettach, okiem zwykłego SS-mana? Zdajemy sobie z tego sprawę. Oni, wydaje się nam, nie. W takim wiedząc to należałoby spróbować wybaczyć 77 raz i podjąć kolejną próbę dialogu. Nie da się? Hmm... No właśnie nie da się. My i oni spoglądamy na siebie mówiąc w dwóch, jakże niepodobnych do siebie, różnych polskich językach. Coś odkrywczego powiedziałem? Nie. Nihil novi. Nie byłem jednak w stanie zrozumieć tego zjawiska. Dopiero „spóźniona” lektura Ryszarda Legutki „Esej o duszy polskiej (wersja2012)” spowodowała moje „nowe” otwarcie się na problem. W końcu „ich” urodzonych na tej samej ziemi, „tej ziemi”, zrozumiałem. Teraz jasno widzę: nie ma i nie będzie nigdy w naszych próbach „polubownego rozwiązania matematycznych problemów naszego kraju” wspólnego mianownika. W okolicach Ziemkiewiczowszczyzny nazywają ten podział plemiennym. Cała prawda. Pół prawda. Gówno prawda. Do póki wszyscy razem do kupy (żeby już zakończyć w okolicach toalety, kiedy rzygać się chce) nie zrozumiemy swojego plemienia, my jego żyjące aktywa, nie nazwiemy NASZYCH obowiązków wobec zmarłych i wobec jeszcze nie narodzonych, dopóty możemy wszystko roztrząsać w podobnych dywagacjach. Mniej lub bardziej zahaczając dzidami (piórami) o palisadę (PO-LIS-adę)tych drugich tubylców.
      Tylko co zrobić, kiedy chocholi taniec grany jest na różnych instrumentach. Często źródeł tej melodii nie widać, a kobry, szczury, lemingi - ostatnio i krowy - często i my sami razem z nimi... choć dyndamy, to jednak Papkinami się nazywamy.

      Dziękuję za poprzednią odpowiedź i również serdecznie pozdrawiam.

      p.s. (ciągi światłowodów utoną w odmętach światłowodów kolejnych papek...)

      Usuń
  17. http://wpolityce.pl/swiat/233620-symbol-umowy-w-minsku-tyle-sa-warte-rozmowy-z-putinem-przerobione-zdjecie-robi-furore

    KLIK

    Fotografia pojawiła się na Twitterze z wymownym komentarzem:

    Ta sprawa będzie zapamiętana stąd do wieczności.

    Zachodni politycy mogą zaklinać się, że „porozumienie” z Mińska o zawieszeniu broni na wschodniej Ukrainie, to dla Europy krok w dobrym kierunku, ale ludzie i tak wiedzą, że zaufać Putinowi, to tak jakby wydać na siebie wyrok.

    OdpowiedzUsuń
  18. a mnie się marzy herb naprawdę polski , symbolizujący pełną suwerenność: z zamkniętą koroną na głowie orła zwieńczoną krzyżem... to tak na kanwie fraz autora o prawdzie , której się boimy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Chris K,

    W poprzednim komentarzu wspomniał Pan o diagnozie dotyczącej społeczeństwa amerykańskiego i szybkim odejściu od "patriotycznej euforii wywołanej zamachami z 11 IX 2001 r". To jeden z tych przykładów, które pozwalają sformułować tezę, że dla rozbudzenia patriotyzmu trzeba wydarzeń wielkiej wagi - zwykle gwałtownych i tragicznych, poruszających ludzkie umysły i sumienia. Warto pamiętać, że w tym przypadku, państwo amerykańskie i jego struktury "zdały egzamin" i prócz wzmocnienia wspólnoty narodowej wydarzenia te wyzwoliły mocny potencjał zaufania i więzi obywatel-państwo.
    Jeśli ktoś ubolewa, że "efekt narodowy" zamachów z 11 września był zbyt krótki, to naturalnym wytłumaczeniem wydaje się fakt, że Amerykanie mogli dogłębnie poznać okoliczności zamachu i w każdych okolicznościach mieli pewność, że mogą polegać na swoim państwie i jego reprezentantach. To bardzo ważne, że nikt nie próbował "grać" tą tragedią, nikt nie traktował jej jak politycznego "cepa", nie wyciszał i nie fałszował informacji o tym wydarzeniu. Nie oskarżano ofiar i ich rodzin, nie drwiono z narodowej symboliki i uczyniono wszystko, by sprawa została wyjaśniona, a sprawcy ukarani.

    Nie muszę chyba pisać, że w przypadku III RP, rzecz wygląda zupełnie inaczej. Wydarzenie o tak historycznym ładunku tragizmu i wadze przekraczającej miarę doświadczeń tego państwa, zostało podwójnie zdradzone i zmarnotrawione.
    W pierwszej kolejności uczyniło to państwo mieniące się polskim. Nie tylko przyjęło ono narrację naszych wrogów i sprawców tej zbrodni, nie tylko ogłosiło haniebne "pojednanie" z oprawcami i zabroniło Polakom dochodzenia prawdy, ale opluło ofiary, napiętnowało ich rodziny i zakazało pamięci o zbrodni smoleńskiej.
    To tak, jakby po zamachach z 11 września amerykański Kongres i prezydent USA ogłosili akt wieczystej przyjaźni z państwami muzułmańskimi i winą za tragedię obarczyli samych Amerykanów.
    Choćby dlatego (gdybyśmy nawet zamknęli oczy na setki innych różnic) zastawienie reakcji na zamachy z 11 września, z reakcjami na zamach smoleński, jest całkowicie absurdalne. Tu nie ma skali porównawczej, bo w jednym przypadku mamy państwo jako reprezentanta interesów narodowych, w drugim – jako wroga.
    Kolejną zdradę popełnił polski Kościół i opozycja mieniąca się patriotyczną. To na nich spoczywała odpowiedzialność za "wykorzystanie" zbrodni smoleńskiej i podtrzymywanie "patriotycznej euforii". Bez względu na własne korzyści i straty, bez uwagi na "sondaże" czy wyborcze "strategie".
    Właśnie dlatego, że w roku 2010 nie mieliśmy reprezentantów państwa polskiego, a Polacy zostali osamotnieni, te dwie siły powinny uczynić ze zbrodni smoleńskiej wydarzenie integrujące naród i budujące wspólnotę narodową.

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  20. Chris K,

    cd

    Twierdzi Pan - "nie znajduję żadnego przykładu świadczącego o tym, że działanie lub zaniechanie na tym polu z ramienia partii politycznych w dniu dzisiejszym przyniosłoby oczekiwany efekt w postaci nagłego przebudzenia narodowego Polaków."
    Ale przecież to przebudzenie nastąpiło - i to natychmiast po 10 kwietnia. Widzieliśmy je w reakcjach tysięcy osób podczas przejazdu trumien z ciałami Pary Prezydenckiej, podczas pogrzebów ofiar, na Krakowskim Przedmieściu, w trakcie rozmów z naszymi rodakami. Zaprzeczać temu byłoby nonsensem. Pytanie powinno brzmieć - dlaczego nie wykorzystano tego przebudzenia, czemu go nie podsycano, dlaczego nie sięgnięto po tak ogromny potencjał? Po to, by obudzić naród, a w konsekwencji - obalić antypolski reżim.
    Jeśli szuka Pan dowodu, że to zaniechanie miało istotne, a wręcz historyczne znaczenie - już go wskazywałem. To przegrane wybory, z roku 2010 i następnego. To nieprzerwany ciąg upokorzeń i haniebnych kompromisów. Od 10 kwietnia, do dziś.
    By stwierdzić, jakie znaczenie miało "wyciszenie" tematu zamachu smoleńskiego nie trzeba tworzyć historii alternatywnej. Wystarczy dostrzec, w jakim miejscu dziś jesteśmy.

    Myślę, że błędnie Pan pojmuje moją wizję "długiego marszu". Nie napisałem o nim dlatego, że oczekuję "rozłożonego w czasie procesu dojrzewania ludzi do potrzeby budowy nowego państwa", lecz z tej przyczyny, że staje się on tragiczną koniecznością. Długi marsz to narodowy dramat i wygnanie, a nie czterdziestoletnia wędrówka ludu po pustyni, po której nastąpi odrodzenie. Nikt nam nie gwarantuje, że zakończy się budową nowego państwa, bo jest równie prawdopodobne, że zaprowadzi nas na pustynię, z której nie będzie wyjścia.
    Ów marsz to właśnie efekt narodowej zdrady i zmarnotrawienia ofiary życia polskiej elity. To dowód, że nie chcieliśmy, nie potrafiliśmy uczynić z tej tragedii wydarzenia na miarę narodowego fundamentu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Aleksander Ścios

      >>Pytanie powinno brzmieć - dlaczego nie wykorzystano tego przebudzenia, czemu go nie podsycano, dlaczego nie sięgnięto po tak ogromny potencjał? Po to, by obudzić naród, a w konsekwencji - obalić antypolski reżim. <<

      Ale jak. Jak miałoby wyglądać to obalenie antypolskiego reżimu? Przenosząc się w czasy świeżo po 10 kwietnia - w jaki sposób? Ma Pan na myśli jakieś rozruchy, kartkę wyborczą, coś innego? Na jakim wspólnym mianowniku, pod czyim przywództwem?

      Usuń
    2. Aleksander Ścios,

      Nadal uważam, że przecenia Pan wpływ zarówno rządu, jak i opozycji na polityczną rzeczywistość w naszym kraju. Paniczna reakcja władz na chwilowe wrzenie po 10 IV 2010 r. czy obecna szarpanina ze związkami zawodowymi wystarczająco wskazują na słabość i lękliwość środowiska rządzącego Polską. Ich działania są już od dawna skompromitowane, czytelne i stosunkowo łatwe do przewidzenia. Postępują z coraz większą arogancją i w poczuciu bezkarności tylko dlatego, że zdecydowana większość naszych rodaków zajmuje się wyłącznie własnym podwórkiem. Zdają sobie sprawę, że gwarancją dla ich władzy jest narastające w społeczeństwie poczucie alienacji i bezsilności.

      I pozwolę sobie ponownie nie zgodzić się z Panem w ocenie analogii amerykańskiej. Otóż 11 września jest w USA postrzegany na mniej więcej zbliżonym poziomie, jak 10 kwietnia u nas, czyli zdecydowanie niedostateczne informacje o okolicznościach zamachu, liczne kontrowersje wokół aktywności środowisk wywiadowczych, niejasne powiązania między instytucjami rządowymi, państwami islamskimi (jak Arabia Saudyjska), a organizacjami terrorystycznymi. Liczba organizacji społecznych zajmujących się w USA tropieniem teorii spiskowych związanych z 11 września zawstydziłaby polskich przedstawicieli "wolnych mediów". Ale w skali całego kraju skrajni sceptycy pozostają mniejszością z wpływem ograniczonym, zbliżonym do tego, jaki wywierają wyznawcy UFO. Pozostała część albo zaakceptowała oficjalne raporty Waszyngtonu, albo konformistycznie wróciła do problemów dnia codziennego pozostawiając sprawy polityki "mądrzejszym". Nie można więc mówić, że doświadczenia zamachów w sposób trwały odmieniły postawy społeczeństwa amerykańskiego. I podobnie na gruncie polskim.

      Problem nie tkwi wcale w żadnej naiwnej wierze Polaków w rządy Tuska, Komorowskiego czy innego sofistę, tylko w tym, że Polacy przestali (w większości) wierzyć w cokolwiek, a zwłaszcza w zbawienną funkcję polityki. Życie publiczne i interes społeczny to dzisiaj dwa odgrodzone grubym murem światy, które nie tylko funkcjonują odrębnie, ale nie chcą się zupełnie znać ani tym bardziej sobie ufać.

      Pozdrawiam

      Usuń
  21. Dzień dobry.Ostatnio zauważone elementy niemiecko/eurokołchozowo/carskosowieckiej "operacji status quo" ze styku antylustracji/antysmoleńska :1) w sferze budowania "kościoła komorry" :21.01.artykuł H.Destrivelle http://www.osservatoreromano.va/pl/news/od-spotkania-do-pojednania-pol ,13.02.wywiad z abp.Budzikiem http://www.ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x86428/abp-budzik-z-pokora-chodze-sladami-abp-zycinskiego (czyli TW Filozofa) plus z amb.Nowina-Konopką http://www.ekai.pl/wydarzenia/x86295/ambasador-nowina-konopka-pojednanie-polsko-niemieckie-moze-bycwzorem-dla-swiata,2)w sferze przekupionych za granty komorry "samorządowców"(i przy niewykluczonych komorowskich "hakach" ) po zgodzie na likwidację polskiego górnictwa węglowego i strzelania do protestujących na Śląsku http://www.interia.pl/slideshow/galeria,iId,1697447,iAId,,14080,iSort,#1697442 i z ukraińskim dealem proputinowskiego gazorbana w tle http://www.defence24.pl/news_wiktor_orbn-z-robocza-wizyta-w-kijowie (z deszczu pod rynnę wpada właśnie Ukraina,przy niewykluczonej zachęcie G.Sorosa &Corp.,a wcześniej Sikorskiego i Balcerowicza); wszyscy wątpili,gdy zwracano uwagę,że niebezpieczeństwo dla suwerenności Polski tkwi w hanzeatyckiej koncepcji Prus Wschodnich i ukraińskich "Prus południowo-wschodnich" ,które właśnie zaczyna świętować tzw.świat niemieckiej demokracji http://www.niezalezna.pl/www.niezalezna.pl/64230-deputowani-bundestagu-beda-chcieli-nobla-dla-merkel . Nie chodzi o militarną wojnę z Polską,ale o ekonomiczno/gospodarcze rozgrabienie resztek polskiej suwerenności przez obce wpływy oraz przez komorrę (będącą na ich usługach) za pośrednictwem m.in."planu modernizacji" wg.SPBN; Pana link dotyczący prof.R.Szermietiewa (idącego zresztą na pasku grantów z AON gen.Packa) http://www.wpolityce.pl/swiat/233834-szeremietiew-rosja-moze-napasc-na-polske-sodze-ze-dojdzie-do-wybuchu-wojny wychodzi na przeciw oczekiwaniom rządzącej komorry (m.in.rządzenie przez zubożenie Polaków na rzecz kosztów i przewidywanych szwindli-jak to było wcześniej np. przy ProMilito i WAT-przy realizacji SPBN). Tymczasem rządząca komorra (i nie tylko),budując nastrój nadmiernego zagrożenia atakiem militarnym na Polskę,nic nie robi,by zamknąć "mały ruch graniczny" ze zmilitaryzowanym okręgiem kaliningradzkim,nie wypowiada paktu Sikorski/Ławrow zwany Programem2020,nie wypowiada układu SKW/FSB itp.,zaś reakcją amerykańską jest list do Kopacz dopiero teraz 15.02. http://www.defence24.pl/news_amerykanscy-kongresmeni-pisza-do-ewy-kopacz-w-sprawie-polskiej-tarczy. To wg. mnie jednak niewłaściwy adresat,gdyż łapę na polskiej zbrojeniówce trzyma belwederski lokator,którego zaledwie usłużnym narzędziem jest Ewa K. Tu parę uwag: a)piszący ów list być może traktują mały i duży pałac jako wspólnotę brudu (tak jak ja) ,b)piszący ów list wiedząc kim jest BK unikają niewygodnego tematu WSI-otoczenia Bronisława K.,co by oznaczało ich cichą zgodę na uwiarygodnianie tego skompromitowanego środowiska,albo uważają je za wystarczająco "zrehabilitowane"-a przez to godne dealu; byle tylko ów deal nie okazał się kolejnym dealem bezzębnym i bezoffsetowym,np.w ramach kolejnego resetu. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Bardzo Panu dziękuje za ten piętnujący, mądry i momentami emocjonalny tekst.
    Istotnie! Ci którzy powinni nas prowadzić najlepszą drogą, nie słuchali.
    Nie słuchali, nie chcieli i nie chcą nadal rozumieć.

    Po śmierci Anny Walentynowicz powstało przez chwilę wrażenie, że wraz z Nią odebrano Panu Cogito nie tyle cielesność, co zdolność wypowiedzi.
    Tak się na szczęście nie stało. Pan Cogito nadal do nas przemawia.

    I nie umilknie. Między innymi po to, by w dniu gdy staniemy twarzą w twarz z potworem, być w stanie zadać kolejnych 50 pytań!

    I z Bożą pomocą póść na wprost.

    Pozdrawiam Pana serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Panie Aleksandrze, Szanowni Państwo,

    We wczorajszej wP ukazał się wywiad z profesorem Ryszardem Legutką dotyczący kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy. Profesor jak najsłuszniej podkreśla, że granicząca z obłędem odpowiedź na kampanię tzw. obozu władzy, obnaża bezlitośnie jego prawdziwą twarz: "TWARZ CHAMA III RP", który w zagrożeniu wali na odlew czym popadnie: już to łopatą starej wiedźmy - premiery, już to nałęczowym cepem, a przede wszystkim ruskim młotem prezydenckim.

    Na odsiecz zagrożonej, spanikowanej WŁADZY biegną natychmiast usłużne reżimówki/ gadzinówki medialne plus... niezależni i samorządni prezydenci wszystkich polskich miast (!!!). Widać ostro na nich zagwizdano, skoro "prezydencki" komitet poparcia kandydata Bronisława K. powstaje już kilka dni po świetnym otwarciu kampanii PiS.

    Obserwujemy powtórkę barbarzyńskiej nagonki, jakiej doświadczał przez wiele lat śp. prezydent Lech Kaczyński oraz zachowań motłochu, zwanego współcześnie "celebrytami", od których nie odstają przedstawiciele rechoczącej nad smoleńskimi trumnami "władzy".

    A ja z przerażeniem spoglądam na tzw. media niezależne (także katolickie), z których wiele od lat zwodzi nas (i nasze portfele) swą domniemaną niepokornością, dumnymi hasłami wolności, itepe.

    I cóż widzę?


    Nasz kandydat, pozostawiony sam sobie przez "naszych" i "wspomagających", sam musi odpierać chamskie zagrywki funkcjonariuszy TVN, a "nasi dziennikarze" zamiast go na miejscu wspomóc, biadolą o tym później na swoich portalach: niezależna.pl, wpolityce.pl, czy w telewizji TVR - BO MAMY JUŻ PRZECIEŻ "NASZĄ" TELEWIZJĘ!

    Jakieś pomysły na wsparcie, na ciekawe wiadomości dotyczące znakomitego i naprawdę interesującego kandydata?

    ZERO. NUL.


    Niewidoczny (intelektualnie) jest także sztab PiS, który najchętniej... narzeka na przeciwnika, wymądrza się (jak go dopuszczą do głosu) po reżimówkach - a w niczym nie pomaga swemu kandydatowi.

    Obrazem absolutnego dna dziennikarskich "naszych" jest dla mnie fakt, że W NASZYCH MEDIACH od trzech dni króluje na czołówkach... wystawiony na odstrzał gawiedzi i "celebrytów" - niejaki Durczok z TVN (jak przedtem ku uciesze tychże - niejaki Owsiak z WOŚP). Nasz kandydat zajmuje dalsze miejsca zarówno w newsach jak i zapewne w umysłach państwa dziennikarstwa.


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściowo ma Pani rację... "Nasze" media w tym spektaklu kompletnie nie spełniają swoich zadań...
      Ale jestem zdania, że odstrzelenie Owsiaka (jeszcze w toku) i obecnie Durczoka to nie są zdarzenia nieistotne... Obaj są twarzami, symbolami III RP i obaj tę III RP podtrzymywali swoim "autorytetem"... Ich upadek otwiera wielu oczy...
      Bo być może trzeba upadku paru pomniejszych pacynek aby odsunąć tę największą...
      Poza tym - zawsze to dwóch żołnierzy mniej bo jeżeli jakimś cudem PiS wygra i nawet obejmie władzę to histeria mediów rządowych będzie niesamowita...
      Dlatego ja nie bagatelizuję tych dwóch wydarzeń - są one ważne w rozmontowywaniu III RP...
      Poza tym temat procesu Owsiaka znam z pierwszej niemal ręki i wiem co piszę...
      Oczywiście, że Durczokiem nie można żyć przez kolejne dni... Są dużo ważniejsze sprawy dlatego trzeba przystąpić do "grillowania" lokatora Belwederu a jednocześnie pamiętać, że w tej kampanii Owsiak (zwłaszcza tan jako członek komitetu honorowego) i Durczok już udziału nie wezmą i to jest wartość dodana...

      Usuń
    2. Pozostaję przy swoim zdaniu. Jestem przekonana, że gdyby na takie filary Systemu nie było "zlecenia" - włos by im z głowy nie spadł.

      Usuń
    3. Ależ oczywiście, że było na nie zlecenie...:) Z pewnością było na na gwiazdę TVN... Tutaj jednak podejrzewam, że chodzi o kwestie biznesowe związane ze sprzedażą/zakupem TVN...
      Tyle że musimy mieć świadomość, że tak naprawdę upadek III RP dokona się w dużej mierze jej własnymi rękoma a więc to nie ostatnie takie zlecenie...
      Należy się z tego cieszyć i robić swoje...

      Usuń
  25. Szanowni Państwo!

    Ci z nas - wspierający jedynego sensownego i mającego szansę na zwycięstwo kandydata PiS - którzy (być może) szukali wsparcia zza Wielkiej Wody, od rozmaitych USOPAŁ-ów, KONWENTÓW NARODOWYCH POLSKICH i podobnych, wielce patryotycznych organizacji - muszą chyba porzucić wszelką nadzieję. Bowiem i TAMCI ZZA WODY odsłonili swoje prawdziwe oblicza. Zresztą już przeszło rok temu, teraz tylko sprawę "doprecyzowano".

    CYTUJĘ ze strony KNP:

    Montevideo, 28.10.2013

    Szanowni Państwo!

    Zwracam się do Was w bardzo ważnej kwestii, która dotyczy Narodu Polskiego. Nie możemy bowiem tracić czasu, musimy się łączyć i działać wspólnie, RAZEM! Wielokrotnie wszyscy byliśmy świadkami tego, że Polacy mieli i mają fałszywe ambicje, każdy myśli, że to on powinien być przywódcą i do niego powinni wszyscy lgnąć – w takiej sytuacji wspólne działanie jest zupełnie niemożliwe!!! Dlatego też to co może nas w tym momencie uratować i dać siłę, to JEDNOŚĆ!.

    Wybierzcie najlepszego spośród Was, mającego te cechy, o których wspominamy, energicznego, katolika, głębokiego patriotę, który miałby zdolności przemawiania do dużej rzeszy ludzi, przekonywania. To trzeba zacząć NATYCHMIAST! Musi być zorganizowana jedna lista, a nie wiele rozproszonych, bo to nie będzie miało szans powodzenia, a tego chcą antypolacy!
    [...]
    Pragnę przytoczyć tutaj alfabetyczną liczbę osób, które ewentualnie mogłyby być kandydatami na przywódcę, to jest tylko projekt i pomysł, który mógłby Wam pomóc i podsunąć pewne idee. Jednak to Wy najlepiej rozumiecie sytuację i będziecie wiedzieli, kogo wybrać:


    1. Prezes Piotr Bachurski, wydawca i redaktor naczelny „Warszawskiej Gazety”;
    2. Prezes OWP Dawid Berezicki;
    3. Mec. Anna Bogucka-Skowrońska, sędzia Trybunału Stanu;
    4. Prezes Maria Byczyńska;
    5. Prezes Patriae Fidelis Jerzy Byczyński;
    6. Redaktor Marek Chrapan;
    7. Inż. Jan G. Grudniewski, Polskie Drużyny Strzeleckie;
    8. Prezes Józef Guzik,Patriotyczny Klub Dyskusyjny w Nowym Jorku;
    9. Prezes prof. inż. Zygmunt Haduch, wiceprezes USOPAŁ;
    10. Prezes Przemysław Holocher i Anna Holocher;
    11. Ojciec Rektor WSKSiM o. Zdzisław Klafka CSsR;
    12. Redaktor „Warszawskiej Gazety” Mirosław Kokoszkiewicz;
    13. Prezes Krzysztof Koczwara, Liga Polonii i Jedności Narodowej;
    14. Prezes Janusz Korwin-Mikke;
    15. Prezes Bogusław Kowalski;
    16. Prezes Robert Kownacki, LOS;
    17. Senator RP Waldemar Kraska;
    18. Twórca i redaktor Wirtualnej Polonii Włodzimierz Kuliński;
    19. Minister Antoni Macierewicz;
    20. Redaktor Stanisław Michalkiewicz;
    21. Prezes Adam Ocytko, Kurier Chicago;
    22. Mecenas Ryszard Parulski;
    23. Prezes Henryk Pawelec, Patriotyczny Ruch Polski;
    24. Prezes LOS Wojciech Podjacki;
    25. Por. Reżyser Bohdan Poręba;
    26. Prezes Piotr Radowski z Austrii;
    27. o. Dyrektor dr Tadeusz Rydzyk CSsR;
    28. dr Eugeniusz Sendecki;
    29. Ks. infułat Ireneusz Skubiś;
    30. Marszałek woj. mazowieckiego dr Adam Struzik;
    31. Prezes Kazimierz Świtoń, Ruch Obrony Krzyża w Polsce;
    32. Pan Ludwik Wasiak, Polskie Drużyny Strzeleckie;
    33. Sekretarz Generalny OWP Maciej Wydrych;
    34. Prezes Marek Wysocki, Patriotyczny Klub Dyskusyjny w Nowym Jorku;
    35. Prezes Andrzej Zabłocki z Chile, wiceprezes USOPAŁ;
    36. Redaktor „Warszawskiej Gazety” Aldona Zaorska;


    Jan Kobylański
    Prezes USOPAŁ"

    =======================================================

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  26. cd.

    "DOPRECYZOWANIE" - w interesującym wpisie pani Magdy Figurskiej na NB:

    Przytaczam obszerne fragmenty:

    "Start w jakichkolwiek wyborach, [...] jest trudny także z najbardziej prozaicznego powodu – pieniędzy. [...] czy to z subwencji partyjnej, czy od podobnie egzotycznych sponsorów, naprędce montujących ruch społeczny, bo przelew od organizacji jest lepiej widziany niż od pojedynczego biznesmana. [...] A sponsorzy najpierw płacą, później płaczą i szybko się wycofują, jak Declan Ganley, skasowany na 30 mln euro za Libertas Polska. Dziś, dawni działacze Libertasu Ryszard Bender i Artur Zawisza robią za selekcjonerów prawdziwych patriotów na spotkanie z Janem Kobylańskim w jego posiadłości na Teneryfie. Narodowcom, którzy za cel postawili sobie obalenie ekipy Okrągłego Stołu, Bender, jego uczestnik, kompletnie nie przeszkadza. Kilka miesięcy później prezes USOPAŁ-u powołuje, w Hotelu Marriott La Guardia w Nowym Jorku - Ogólnoświatową Konfederację Organizacji Polskich (O.K.O.P.), która nie jest partią polityczną ani organizacją społeczno-polityczną, jak piszą, tylko wolnym stowarzyszeniem Polaków mieszkających w kraju i za granicą, organizacji polskich, duchownych i wojskowych, którzy zjednoczyli się dla osiągnięcia konkretnego celu. Co to za cel? Koordynacja wspólnego działania patriotycznych organizacji, zrzeszeń, grup czy pojedynczych osób oraz wspieranie kandydatów do wyborów i osoby obecnie zasiadające na stanowiskach politycznych, które w sposób jednoznaczny opowiadają się oraz swoim działaniem wspierają popierane przez nich poglądy.

    [...] po ekscesach narodowców na Teneryfie, na kolejnym spotkaniu O.K.O.P., tym razem w Warszawie, zaproszony zostaje nowy garnitur patriotów: Grzegorz Braun, Leszek Żebrowski, Prof. Robert Nowak, Janusz Kołodziej, Ks. Dr. Roman Piwowarczyk, Piotr Bachurski z „Gazety Warszawskiej”, Mirosław Kokoszkiewicz, Aldona Zaorska i kilkanaście innych osób z całej Polski.

    Cóż, łaska pańska na pstrym koniu jeździ, narodowcy zostali wykolegowani, a wobec zapowiedzi kandydowania Grzegorza Brauna na urząd prezydenta, Marian Kowalski, kandydat Ruchu Narodowego mówi: „Co do Grzegorza Brauna to bardzo go cenię, ale uważam, że gra solo a nie buduje formacji” MK dodaje: „Mam pretensje do osób, które do tej pory kręciły się przy Ruchu Narodowym, a teraz pracują na jego (G.Brauna – dop. aut.) kampanię. Nie zdali egzaminu z lojalności”

    I jak tu przyznać rację profesorom (Nowakowi), że PiS powinien otwierać się na nowe, prawicowe środowiska?

    http://naszeblogi.pl/52618-strzelnica-i-okop

    _______________________________________________________________

    PS.

    "Ogólnoświatowa Konfederacja Organizacji Polskich (O.K.O.P.) zaprasza wszystkich Polaków na konferencje organizowaną w Warszawie w dniu 14 czerwca w sali przy ulicy Zielnej 37. Konferencje poprowadzi przewodniczący OKOP – Marek Wysocki wspólnie z przewodniczącym OKOP na Polskę – Przemysławem Holocherem. Sponsorem i organizatorem konferencji jest (OKOP), nasznowyjork.org i www.wicipolskie.org"

    "Na sesję naszego spotkania potwierdzili już przybycie Panowie: Grzegorz Braun, Leszek Żebrowski, Prof. Robert Nowak, Janusz Kołodziej, Ks. Dr. Roman Piwowarczyk , Piotr Bachurski z „Gazety Warszawskiej”, Mirosław Kokoszkiewicz, Aldona Zaorska i kilkanaście innych osób z całej Polski. Zaproszeni zostali także: Ks. Infułat Ireneusz Skubiś, Przedstawiciele telewizji Trwam i Radio Maryja oraz przedstawiciele USOPAL i innych organizacji polskich z zagranicy."

    http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=10440&Itemid=56


    I WYBRALI!!!

    W IMIĘ (naturalnie) "JEDNOŚCI" - "ZGODY NARODOWEJ" - I - "NIEROZPRASZANIA" (głosów).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wieczór Pani Urszulo. Pozwolę sobie, na pierwszy raz w miarę krótko, odpowiedzieć na takie a nie inne sformułowane zarzuty pani Figurskiej.

      To, "że jest jak jest", jest tylko i wyłącznie winą PiS. Sam jestem zwolennikiem tego ugrupowania od zawsze. I mówię tak, choć nigdy nie głosowałem na żadne inne ugrupowanie. Po kolei było to PC, AWS i PiS, oraz na wystawianych przez nich kandydatów na fotel prezydenta (nie licząc nieszczęsnego Bolka). Ale poznałem osobiście kilkoro ludzi pracujących dla ramienia tej partii, poznałem "ciasne korytarze" przez które ciężko się przedostać do kogokolwiek. Czyją jest winą na całkowite zamknięcie się jak w twierdzy i okopanie przez ostatnie osiem lat? Proszę wymienić członków PiS czynnie zaangażowanych w akcje dla młodzieży czy kogokolwiek innego cykliczne (bez najmniejszego sarkazmu nie licząc miesięcznic w których uczestniczę), dobroczynne, propagujące cokolwiek... Już nawet stałe rocznice są nie obchodzone, ucieczka z pola bitwy, byle tylko nie padło z telewizorni, że to nie PiS nabroił... Tylko skowyt...

      Jak można było stracić kontakt z Radiem Maryja i telewizją Trwam? Kto z zakonu partyjnego odpowiedzialny jest za kontakty z mediami? To powinna być ogólnopolska strategia! Kto jest w takim razie odpowiedzialny za obraz rozbitych prawicowych mediów, dopiero od kilku lat (a na pewno po Smoleńsku) kształtujących się? Czy taki zespół nie mógł powstać by zaradzić takiemu problemowi zawczasu? Czy PiS nie mogło zaaranżować spotkań na wysokim szczeblu mediów prawicowych? Tylko i wyłącznie w interesie PiS - patrz w interesie Polski - powinno odpowiednio wcześnie spotkać się takie grono osób jak: Rydzyk, Sakiewicz, Wildstein, Karnowscy, czy później przebudzony Lisicki.

      Prawda jest taka (to moje subiektywne zdanie) zachowują się tak jakby należał się im dożywotni głos od wszystkich kto nie jest z koalicji PO-PSL-TVN. Bez żadnego najmniejszego wysiłku. Wysiłku, o którym tak celnie mówi i o niego zabiega - a dziś wręcz o niego błaga - profesor Andrzej Nowak. Który jako jeden z nielicznych (Pana Aleksandra nie muszę wymieniać) zdaje sobie sprawę, w przeciwieństwie do zakonników z klasztoru PiS, że przy porażce to będą ostatnie wybory. Konkluduje to jasno: "...Jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie wygra tej walki w tegorocznych wyborach, rozegra się ona inaczej, już bez tej partii i może bez wyborów..."

      Wszyscy wymienieni przez Magdę Figurską - zarówno ci, którym Polska naprawdę leży na sercu, jak i ci na usługach Kremla czy innych sił - zdają sobie świetnie sprawę, że po najbliższych wyborach może na szerokim prawym brzegu Wisły wytworzyć się sporych rozmiarów nisza, albo co gorsza lej po bombie.

      Narzekania na sytuację należy odstawić w kąt. Trza dzień w dzień - na przekór wszystkim nierobom w PiSie, w "prawych" mediach, w purpurach i koloratkach - walczyć o każdą polski głos oddany na PiS. Choć paradoksalnie to brzmi, ale nie jest to paradoksem, może to być oddany głos na kolejnego nieroba.

      Serdecznie pozdrawiam.

      I przepraszam... mówiłem, że ma być krótko....

      Usuń
    2. Szanowny Panie , zadaje Pan pytania retoryczne albowiem ewidentnym jest, że cała pasywna działalność PiS-u podyktowana jest zobowiązaniami okrągłostolowymi oraz NWO=żydomasońskimi . Nie bądźmy naiwni !

      Usuń

  27. W TYM KONTEKŚCIE WARTO SOBIE PRZYPOMNIEĆ ARTYKUŁ A. ŚCIOSA Z LISTOPADA 2012:

    "O REZYGNACJI ZE WSPÓŁPRACY Z "WARSZAWSKĄ GAZETĄ":

    http://bezdekretu.blogspot.com/2012/11/o-rezygnacji-ze-wspopracy-z-warszawska.html

    ________________________________________________________________________


    Za to na stronie www.usopal.pl nadal wśród "Bratnich Stron"
    dumnie widnieje "Nowy Ekran"=> http://3obieg.pl/

    A swoje wpisy dumnie zamieszcza ex kandydat (WSI) Stanisław Tymiński:

    "NASZE TEKSTY:

    Stanisław Tymiński: Libertynizm zgubą narodu - sobota, 14 lutego 2015 21:56"


    OdpowiedzUsuń
  28. Wojciech Sumliński: 22 kwietnia.
    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/234165-wprost-przeciwnie-czyli-to-tylko-gra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tylko nadzieję, że 22 kwietnia to ostateczna data bo czasu zostaje już niewiele...

      Usuń
    2. http://www.empik.com/wataha-sumlinski-wojciech,p1105730643,ksiazka-p
      A jednak, to dobrze...

      Usuń
  29. Dzień dobry. Pan W.Sumliński ,podobnie jak pan A.Ścios -są orędownikami prawdy,za co wielki szacunek. Dla pani @UD: w tej "transformacji" NE=>neon24 zabrakło jednego elementu,w czym prawdziwa zag(w)ozd(k)a; nazywa się to "Błękitna Polska"; jestem wprawdzie zwolennikiem działania na zasadzie "z każdej strony kopa" w rządzących,ale jednocześnie jestem przeciwnikiem "życzliwych pocałunków " wystawiających pana A.Macierewicza. Jednocześnie uważam za duży błąd kontynuowanie polityki "węgierskich balików" zapowiadanych na 14-16 marca br.; uważam taką formę za swego rodzaju powielanie starych błędów i rejteradę w czasie i tak słabej kampanii wyborczej pana A.Dudy.W dodatku uzasadnianą wciskaniem kitu o "pragmatyzmie Orbana" http://www.niezalezna.pl/64335-pragmatyzm-orbana ;przy takich "pragmatycznych tekstach" to i ruskie serwery niepotrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dzień dobry. Pan W.Sumliński ,podobnie jak pan A.Ścios -są orędownikami prawdy,za co wielki szacunek. Dla pani @UD: w tej "transformacji" NE=>neon24 zabrakło jednego elementu,w czym prawdziwa zag(w)ozd(k)a; nazywa się to "Błękitna Polska"; jestem wprawdzie zwolennikiem działania na zasadzie "z każdej strony kopa" w rządzących,ale jednocześnie jestem przeciwnikiem "życzliwych pocałunków " wystawiających pana A.Macierewicza. Jednocześnie uważam za duży błąd kontynuowanie polityki "węgierskich balików" zapowiadanych na 14-16 marca br.; uważam taką formę za swego rodzaju powielanie starych błędów i rejteradę w czasie i tak słabej kampanii wyborczej pana A.Dudy.W dodatku uzasadnianą wciskaniem kitu o "pragmatyzmie Orbana" http://www.niezalezna.pl/64335-pragmatyzm-orbana ;przy takich "pragmatycznych tekstach" to i ruskie serwery niepotrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  31. Szanowny Panie Aleksndrze, tekst jest bardzo słuszny , aczkolwiek brak w nim wyraźnego stwierdzenia, że antynarodowa pasywność w nic-nie robieniu PiS-u spowodowana jest powiązaniami (p.J.K. ) okrągłostolowymi = NWO = żydomasońskimi. To są fakty Drogi Panie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak...
      A jedynym czynnikiem, który może temu przeszkodzić to Ruch Narodowy lub jakaś Nowa bądź Świeża Prawica...
      Pytanie tylko który Ruch Narodowy... Ten który popiera M. Kowalskiego czy też ten który popiera G. Brauna...
      Formacja, która jedynym swoim znakiem rozpoznawczym czyni opozycyjny stosunek do Żydów (termat ważny ale ona nie potrafi go w żaden sposób podjąć) i opowieści o banderowcach na Ukrainie jak widać nie prezentuje żadnej alternatywy dla Polski...

      Usuń