Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 26 września 2012

W STRONĘ WOJSKOWEJ BEZPIEKI


Sprawa inwigilacji posłów Prawa i Sprawiedliwości przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego uwidacznia nie tylko kolejny obszar patologii III RP, ale pokazuje, że służby podległe grupie rządzącej przyjęły rolę policji politycznej i działając na wzór swoich peerelowskich poprzedników, próbują kontrolować ludzi opozycji i wpływać na sprawy publiczne. Co więcej, ta rola wydaje się jedynym zadaniem, któremu kontrwywiad wojskowy jest dziś w stanie sprostać.
W przypadku SKW mamy do czynienia z procesem szczególnie groźnym i szkodliwym. Stworzoną przez Antoniego Macierewicza,  profesjonalną i nowoczesną służbę zdegradowano bowiem do roli, jaką przez lata wykonywały Wojskowe Służby Informacyjne i nadano jej charakter daleki od intencji twórców. Proces ten mogliśmy obserwować od chwili przejęcia władzy przez PO-PSL, gdy w atmosferze medialnej histerii, czystek personalnych i prześladowań zlikwidowano szereg nowych zadań i struktur SKW. Ze służby usunięto wówczas ludzi młodych, nieskażonych związkami z aparatem komunistycznym oraz wielu doskonałych fachowców pozyskanych do prac nad polskim systemem kryptograficznym przez śp. prof. Jerzego Urbanowicza. Na ich miejsce powrócili żołnierze byłych WSI, jak np. płk Artur Bednarski, który w WSI odpowiadał za handel bronią. Komisja Weryfikacyjna wystawiła Bednarskiemu negatywną ocenę, jednak obecny szef SKW uznał go za przydatnego do służby. Bardzo szybko SKW podjęła również stałą współpracę z firmą SILTEC, która - według Raportu z Weryfikacji WSI - powstała jako tzw. firma przykrycia Zarządu II Sztabu Generalnego LWP – czyli komunistycznego wywiadu wojskowego. Raport zawiera informacje o funkcjonowaniu w strukturach Wojska Polskiego przestępczego mechanizmu pozwalającego na wygrywanie przez tę firmę intratnych przetargów. Od 2009 roku SILTEC ponownie wygrywa wszystkie przetargi na sprzęt klasy Tempest organizowane przez SKW. Dostawy komputerów, laptopów, skanerów, drukarek i terminali są wyłączną domeną tej spółki.
Już w kwietniu 2008 roku w wywiadzie dla tygodnika „Głos” Antoni Macierewicz ostrzegał:
Nowoczesna struktura SKW jest likwidowana. To efekt działań nowego kierownictwa SKW, najpierw p. Reszke, potem p. Noska, delegowanych przez premiera Tuska. W SKW odbywa się czystka personalna, zdecydowana większość zespołów kierowniczych została usunięta. Prowadzi się kilkadziesiąt postępowań dyscyplinarnych, mających zastraszyć ludzi z SKW i przekształcić ich w posłusznych wykonawców nowego-starego kierownictwa. Służba Kontrwywiadu Wojskowego stanie się rodzajem policji politycznej zamiast służby chroniącej polska armię i państwowość.”
Dokonując oceny potencjału tej służby z perspektywy ostatnich lat, nie można zapomnieć o doświadczeniach płynących z tragedii smoleńskiej. Przyniosły one całkowitą kompromitację wszystkim formacjom specjalnym III RP. Nie tylko dlatego, że nie potrafiły one zapobiec tragedii i chronić życia prezydenta i najwyższych oficjeli,  ale przede wszystkim w związku z zachowaniami tych służb przed i po 10 kwietnia. Wielomiesięczny spektakl dezinformacji odegrany wspólnie z ludźmi moskiewskiego reżimu, uległość wobec dyspozycji ze strony służb Federacji Rosyjskiej, rozliczne błędy i zaniechania w zakresie zabezpieczenia wizyty prezydenta – dostatecznie obnażył słabość samozwańczych „władców tajemnic” i skompromitowały ich w oczach każdej profesjonalnej formacji.
Szczególna rola przypadła Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, która w swoich ustawowych obowiązkach ma m.in. ochronę dowódców WP oraz monitorowanie i zabezpieczenie lotów wojskowych. To SKW, już w momencie katastrofy posiadała nagrania rozmów pilotów Tu 154 z wieżą kontroli lotów, znała dane o położeniu maszyny, jej wysokości i prędkości, a kilka dni później otrzymała od służb amerykańskich zdjęcia satelitarne okolic smoleńskiego lotniska, wykonane przez satelity wywiadowcze USA. Nie trzeba przekonywać, że materiały zgromadzone przez SKW miałyby ogromne znaczenie dla rzetelnego ustalenia przebiegu tragicznego lotu i pomogły w weryfikacji fałszywych danych przekazywanych przez Rosjan. Sama SKW miała niewiele do powiedzenia na temat katastrofy, zaś wystąpienia jej przedstawicieli dotyczyły wyłącznie zapewnień, iż żaden z dowódców wojskowych, którzy zginęli w Smoleńsku nie miał przy sobie urządzeń umożliwiających gromadzenie lub przetwarzanie informacji niejawnych. Były to gwarancje pochodzące od służby, która 10 kwietnia nie zadbała o zabezpieczenie nośników danych, w tym telefonów ofiar, co – zdaniem  Bila Gertza z „Washington Times" – mogło umożliwić służbom rosyjskim m.in. uzyskanie kodów natowskich używanych w komunikacji satelitarnej.

Postępujący pod rządami PO-PSL regres i degradacja służb specjalnych sprawiły, że  inwigilacja, kontrola obiegu informacji, gry i kombinacje operacyjne wymierzone w opozycję oraz rola zbrojnego ramienia partii rządzącej – stały się jedynym wyznacznikiem potencjału tych służb, wskazując przy tym, że nadal ciąży nad nimi esbecki model funkcjonowania i związana z nim mentalność. Dodatkowym obciążeniem stały się aspiracje szefów tych służb, wykraczające zwykle poza obszar realnych predyspozycji oraz kultywowanie osobistych urazów i  kompleksów, ujawniające brak kompetencji i profesjonalizmu.
W tej sytuacji można powiedzieć, że posłowie PiS-u w pełni zasłużyli na inwigilację ze strony kontrwywiadu wojskowego, bo wykonując swoje konstytucyjne obowiązki ośmielili się wielokrotnie pytać o nieprawidłowości w funkcjonowaniu SKW, wytykać brak profesjonalizmu oraz zwracać uwagę na błędy popełniane przez szefostwo tej służby.
Posłowie Marek Opioła i Tomasz Kaczmarek są autorami kilkudziesięciu interpelacji, w których zadawali niezwykle ważne pytania dotyczące funkcjonowania SKW. W jednej z nich czytamy np. o „stworzeniu przez szefa SKW zagrożenia terrorystycznego dla Rzeczypospolitej Polskiej oraz ujawnieniu informacji mogących doprowadzić do dekonspiracji tożsamości żołnierzy SKW wykonujących czynności operacyjno-rozpoznawcze oraz ich współpracowników”. W sierpniu ubiegłego roku Marek Opioła pytał, dlaczego na stronie internetowej SKW, „znajduje się kilkadziesiąt bardzo szczegółowych informacji wskazujących bezpośrednio na czynności operacyjno-rozpoznawcze wykonywane przez żołnierzy SKW w Afganistanie (nie ma informacji o jakiejkolwiek działalności na terenie Polski). Zawierają one dokładny opis operacji prowadzonych przez SKW, ich daty, miejsca oraz imiona i nazwiska osób m.in. podejrzewanych o terroryzm, a zatrzymanych przy udziale SKW.” Zwracał przy tym uwagę, że taka „autopromocja” szefa SKW nie ma precedensu zarówno w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej.
W maju br. poseł Kaczmarek wystosował do Donalda Tuska interpelację, w której pytał o zjawisko nepotyzmu w SKW, pisząc o „niepokojących informacjach dotyczących zatrudniania w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego w latach 2008-2012 członków rodzin kierownictwa SKW oraz osób z kręgu znajomych ww. osób, co ma realny wpływ na obniżenie wartości służby i może wpłynąć na bezpieczeństwo państwa”.
Pytano także o działania SKW podejmowane w związku z zabezpieczeniem lotu do Smoleńska oraz o nadzór nad przebudową wnętrza tupolewa. W interpelacji z 29 sierpnia br. Marek Opioła zwracał uwagę, że „w dniu 6 kwietnia 2010 r. na polecenie szefa techniki lotniczej 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego nakazano zmianę konfiguracji wnętrza samolotu z 90 na 100 miejsc dla pasażerów. Zmiana ta dotyczyła trzeciego salonu”. Poseł PiS-u chciał m.in. wiedzieć – „czy i jaki zakres wiedzy posiada SKW o osobach, które wykonały przebudowę? Czy w trakcie przebudowy osoby jej dokonujące były pod stałym i nieprzerwanym nadzorem osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo samolotu/lotniska/36. SPLT? Czy i kiedy osoby wykonujące prace na pokładzie Tu-154 zostały sprawdzone przez SKW pod kątem związków ze zorganizowaną przestępczością, organizacjami terrorystycznymi i służbami specjalnymi obcych państw?”
Szereg interpelacji dotyczyło nieprawidłowości związanych z zadaniami wykonywanymi przez SKW podczas misji wojskowej w Afganistanie, w tym „możliwości wystąpienia strat w mieniu Skarbu Państwa w związku z wyjazdami służbowymi”, braków wyszkolenia żołnierzy wysyłanych do ochrony kontrwywiadowczej oraz ukrywania informacji o zamachach terrorystycznych na polskich żołnierzy. Posłowie pytali też o wyjazd szefa SKW z delegacją do Korei Południowej oraz inne wyjazdy zagraniczne gen Noska, dociekając jaki charakter miały te wizyty, ile kosztowały i jakie przyniosły efekty. Pytano o organizowanie szkoleń operacyjnych przez firmy zewnętrzne oraz o kryteria wyboru tych firm. Wielokrotnie posłowie PiS-u zwracali uwagę na organizowanie w siedzibie SKW spotkań towarzyskich i libacji, przy czym pierwsze pytanie dotyczyło zdarzenia z 10 kwietnia 2010 roku, opisanego w książce Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego pt. ˝Musieli zginąć˝. W czerwcu br. poseł Marek Opioła pytał natomiast: „Czy to prawda, że w budynku SKW w wyremontowanej części odbywało się spotkanie towarzyskie, na które zostały wprowadzone osoby, które nie są zatrudnione w SKW?. Zdarzenie to miało doprowadzić do  „rażącego łamania procedur bezpieczeństwa na terenie siedziby Służby Kontrwywiadu Wojskowego”.
Jedne z ostatnich interpelacji dotyczyły wykradzenia z siedziby Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej ściśle tajnych dokumentów z danymi tajnych współpracowników oraz wpuszczenia na teren siedziby SKW w Warszawie samochodu będącego w użytkowaniu Ambasady Federacji Rosyjskiej. W pierwszym przypadku, poseł Opioła chciał wiedzieć – „czy SKW ustaliła, komu przekazano skradzione materiały? Czy była to grupa przestępcza, organizacja terrorystyczna, czy przedstawiciele obcych służb specjalnych oraz czy wdrożyła działania w zakresie osłony kontrwywiadowczej wobec osób, których dotyczyły ściśle tajne materiały? W związku z wizytą przedstawicieli Rosji na terenie SKW, padły pytania o charakter tej wizyty oraz procedury zastosowane wobec członków delegacji. Poseł PiS pytał m.in. czy służba ochrony SKW sprawdziła, „czy samochód ambasady FR nie miał zainstalowanych urządzeń skanujących zakres fal urządzeń wykorzystywanych przez SKW (np. do komunikacji pomiędzy załogami prowadzącymi obserwację), skanujących dane z komputerów, sieci komputerowych i telefonów.”
W przypadku niemal wszystkich interpelacji, odpowiadający na nie  - szef MSW Jacek Cichocki bądź sekretarz stanu w MON Czesław Mroczek, stosowali  standardową procedurę polegającą na przedłużaniu terminu udzielenia odpowiedzi, próbach zastąpienia jej ogólnikami lub użycia formuły, iż „nie jest możliwe udzielenie szczegółowych odpowiedzi na postawione pytania ze względu na ich niejawny charakter.” Tam gdzie odpowiedź była udzielana, nigdy nie stwierdzano najmniejszych uchybień lub błędów.

Nie ma wątpliwości, że tzw. kontrola operacyjna posłów PiS-u została zastosowana w związku z wykonywaniem przez nich obowiązków poselskich, do których należy prawo do wnoszenia interpelacji i zapytań. Kontrwywiad wojskowy III RP uznał za wrogów ludzi będących przedstawicielami ogromnej części polskiego społeczeństwa. Bezprawność tych działań jest oczywista, ponieważ SKW nie tylko nie posiada żadnych uprawnień do prowadzenia czynności operacyjnych wobec takich osób, ale z mocy ustawy podlega kontroli Sejmu. W tym przypadku doszło więc do złamania i odwrócenia ustawowych regulacji, a kontrolowany samowolnie uzurpował sobie prawo do kontrolowania parlamentarzystów.
Podsłuchiwanie rozmów telefonicznych i szukanie haków na polityków PiS, było jedyną reakcją, jaką podjęto w związku ujawnieniem licznych patologii w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego.
Próżne okazały się obawy wyrażone we wrześniu 2009 roku przez gen. Marka Dukaczewskiego, który skarżył się, że służby wojskowe „nie kontynuują przedsięwzięć, które zostały zapoczątkowane przez nas i które w naszym odczuciu były istotne dla obronności naszego kraju”. Inwigilacja posłów opozycji należy z pewnością do przedsięwzięć nawiązujących do tradycji WSI. Na początku lat 90. służba ta aktywnie penetrowała środowiska polityczne, przede wszystkim polityków prawicy, organizując działania operacyjne nakierowane na Jarosława i Lecha Kaczyńskich oraz próbując dezintegrować i rozbić opozycję niepodległościową. Przed pięcioma laty tygodnik „Wprost” informował natomiast, że w roku 2000 WSI inwigilowały posłów z sejmowej komisji obrony. Zdaniem pisma, o sprawie mógł wiedzieć ówczesny minister obrony narodowej - Bronisław Komorowski,. W tym samym czasie były wiceminister ON Romuald Szeremietiew przypomniał, że w roku 2000 Komorowski zlecił WSI inwigilowanie swoich najbliższych współpracowników, co potwierdził w wywiadzie dla "Życia Warszawy" z 07.05.2004r. mówiąc:„- Zleciłem WSI objęcie działaniami Zbigniewa F. (asystenta wiceministra) i Romualda Sz."
Działania podejmowane przez służbę gen. Noska wobec posłów opozycji, byłyby zatem kontynuacją tradycji służb wojskowych, wywodzących się z komunistycznej policji politycznej. To tam, w zadaniach kontrwywiadu wojskowego zapisano obowiązek „ochrony wojska przed oddziaływaniem sił antysocjalistycznych oraz ośrodków dywersji ideologicznej”, a żołnierze tych służb zajmowali się głównie prześladowaniem opozycji.
Nieprzypadkowo celem inwigilacji stał się poseł Tomasz Kaczmarek - darzony szczególną nienawiścią przez reżimowe ośrodki propagandy. Najwyraźniej były funkcjonariusz CBA posiada dość wiedzy i kwalifikacji, by ocenić „fachowość” ludzi SKW i dostrzec nieprawidłowości istniejące w służbie gen. Noska. Natomiast poseł Marek Opioła jest od lat członkiem sejmowej komisji obrony i komisji ds. służb specjalnych oraz absolwentem podyplomowych studiów z zakresu bezpieczeństwa narodowego. Dla formacji, która zawiodła w obliczu tragedii smoleńskiej, a poza „autopromocją” i prywatą nie wykazuje cienia profesjonalizmu  - tacy ludzie muszą stanowić prawdziwe zagrożenie.
Z szeregu informacji zawartych w interpelacjach posłów Kaczmarka i Opioły wynika, że SKW nie jest w stanie zagwarantować Siłom Zbrojnym profesjonalnej ochrony kontrwywiadowczej i nie potrafi wywiązywać się ze swoich ustawowych obowiązków.
Zarzuty dotyczące inwigilacji posłów świadczą zaś, że proces niszczenia polskich służb specjalnych osiągnął etap, w którym możemy mówić o nie tylko o recydywie tradycji WSI, ale powrocie do najgorszych wzorców wojskowej bezpieki.


Artykuł opublikowany w nr 39/2012 Gazety Polskiej.

44 komentarze:

  1. Szanowny Panie Aleksandrze,

    czy istnieje jakas inna forma zgodna z prawem uzyskania odpowiedzi na zadane przez poslow opozycji pytania.
    Czy w ramach obrad Komisji sejmowej d/s sluzb specjalnych wygodna dla wladzy formula ' informaje maja charakter niejawny'rowniez obowiazuje?

    Dziekuje za ten post i jak zawsze szczerze i goraco pozdrawiam Pana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Aleksandrze,

    pozwoli Pan, że zanim przeczytam i skomentuję Pański tekst z GP, zamieszczę i tu
    WEZWANIA DO SOBOTNIEGO MARSZU WOLNOŚCI, które pracowicie wklejałam
    pod poprzednim wpisem, nie zauważywszy, że zdążył Pan wstawić nowy :-)

    Pozdrawiam serdecznie
    -

    OdpowiedzUsuń
  3. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    RYMKIEWICZ: PRZYJDŹCIE NA MARSZ "OBUDŹ SIĘ POLSKO" !!!


    Warszawiacy, Polacy!

    Przyjdźcie na marsz "Obudź się Polsko".


    Jeśli nie będziecie chodzili na te marsze, które są teraz w Polsce organizowane, i które coś w Polsce mają zmienić, to niebawem będziecie musieli wyjść na ulice z butelkami benzyny.

    Tę władzę trzeba zmienić. Jak najszybciej. Ponieważ Państwo Polskie kona. Nie możemy dopuścić, żeby skonało.

    Jeszcze raz powtarzam: jeśli nie chcecie być zmuszeni do wyjścia na barykady z butelkami benzyny, to chodźcie teraz, i próbujmy ich obalić w ten sposób.



    Wypowiedź dla portalu wPolityce.

    .

    OdpowiedzUsuń
  4. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    SOLIDARNI2010

    SAM MARSZ TO ZA MAŁO!!!

    Rozpoczynamy pikietą, która ma wymusić na dziennikarzach publicznej telewizji rzetelną relację z Marszu. Kończymy całodobowym protestem pod TVP na pl. Powstańców Warszawy upominającym się o wolność słowa i państwo polskie.

    Coraz bardziej arogancka władza niszczy podstawy demokracji.

    29 września 2012 będziemy uczestniczyć w ogólnopolskim marszu domagającym się wolności słowa w Polsce w tym natychmiastowego przyznania miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym Telewizji TRWAM.

    Plan protestu:

    11.30 – zbieramy się na pl. Powstańców Warszawy (centrum Warszawy) pod budynkiem Telewizji Polskiej z pikietą w której wezwiemy dziennikarzy do uczestnictwa w marszu i rzetelnej relacji połączonej z transmisją telewizyjną oraz poświęcenia odpowiedniej uwagi w telewizji publicznej dla wydarzenia jakim będzie marsz. (Równolegle – w odległości ok 10 min drogi pieszo – na pl. Trzech Krzyży trwa koncert)

    12.40 przechodzimy z pl. Powstańców Warszawy na pl. Trzech Krzyży

    13.00 Msza św. na pl. Trzech Krzyży.

    Po mszy ok. godz. 15 – Marsz z pl. Trzech Krzyży na Krakowskie Przedmieście – Pl. Zamkowy.

    Po marszu powrót na pl. Powstańców Warszawy – rozbicie miasta namiotowego i całodobowa pikieta transmitowana “na żywo” do Internetu. W trakcie pikiety – debaty i spotkania poświęcone diagnozie stanu państwa polskiego oraz Hyde park pod hasłem: “co robić”.

    Zapraszamy!

    Ewa Stankiewicz,

    Solidarni 2010


    http://solidarni2010.pl/10957-sam-marsz-to-za-malo.html

    http://www.youtube.com/watch?v=-tVMA72cLwo&feature=player_embedded#!

    .

    OdpowiedzUsuń
  5. tobiasz11,

    Wygląda na to, że posłowie mają bardzo ograniczone możliwości uzyskania odpowiedzi. Szczególnie, gdy mają do czynienia z reżimem nierespektującym podstawowych praw opozycji. Jest to widoczne, choćby w sejmowej komisji ds.służb, gdy po rządami PO-PSL zrezygnowano z zasady, iż przewodniczącym zostawał poseł opozycji. Dziś nadzór parlamentu nad służbami, jest kompletną fikcją.
    Sprawy, o które pytali posłowie PiS mają oczywiście swoją wagę, ale podczas tej kadencji nie należy spodziewać się odpowiedzi.

    Dziękuję Panu i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Urszulo,

    Nie muszę chyba podkreślać, że wspieram Pani akcję informacyjną i szczerze namawiam wszystkich do przybycia na sobotnią manifestację.
    Nie jestem wprawdzie przekonany, by apelowanie do propagandystów miało jakikolwiek sens, ale nie w niczym zmienia to wartości takich manifestacji.
    Powinny one ogarnąć całą Polskę i zmierzać do zorganizowania prawdziwego "marszu milionów", który zmiecie obecny reżim.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Aleksandrze
    Bardzo cenny zbiór informacji w Pana tekście. Mnie zainteresowała szczególnie kwestia zmiany konfiguracji samolotu przed wylotem do Smoleńska. Pozwolę sobie na małą "prywatę" na Pana blogu i podzielę się swoimi rozważaniami w tej kwestii, które zamieściłem na Pomnik Smoleńsk.
    http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2425
    Sprawa zmiany konfiguracji może być kluczowa, bowiem dopełnia listę osób, które miały dostęp do samolotu przez feralnym lotem, a dochodzą jeszcze elementy lokalizacji zmian konfiguracyjnych i ich weryfikacja z ustaleniami Komisji Parlamentarnej w części analizy dotyczącej możliwości użycia materiałów pirotechnicznych i skutków ich użycia. Nie wiem czego dokładnie dotyczyły zmiany konfiguracji samolotu, ale zapewne musi być istnieć jakaś dokumentacja, która opisuje charakter tych zmian, wraz z wyszczególnieniem osób, które ich dokonały. Czy były to dodatkowe fotele ? Nie wiem, ale prawdopodobnie tak. Pytanie, jakich należy dokonać czynności technicznych , aby taką zmianę konfiguracji przeprowadzić. I teraz zasadnicza kwestia - czy po tragedii "odnaleziono" elementy wszystkich foteli znajdujących się w samolocie ?

    W sprawie SKW i "wizyty" przedstawicieli FR interesuje mnie czy służba ta posiada odpowiednie zabezpieczenia przeciwko skanowaniu urządzeń elektronicznych. Kilkanaście lat temu oglądałem program dotyczący nowości technicznych konstruowanych przez naukowców WAT i już wtedy istniały specjalne obudowy sprzętu elektronicznego, uniemożliwiające skanowanie przesyłanych danych - nawet z komputera do drukarki, Myślę, że od tego czasu nastąpił znaczący postęp zarówno w tej dziedzinie, jak i w szyfrowaniu danych. Ale oczywiście nie ma systemów 100% bezpiecznych. Natomiast odpowiedź na interpelację - choćby w postaci krótkiej informacji, że SKW posiada infrastrukturę teleinformatyczną wyposażoną w odpowiedni system zabezpieczeń - nie wchodzi w zakres informacji niejawnych i powinna być niezwłocznie udzielona. Chyba, że - co nie jest wcale niemożliwe - SKW nie posiada takiego systemu, co samo w sobie może stanowić o skandalicznym zarządzaniu SKW. Oczywiście w tym drugim przypadku SKW nie będzie skłonne do odpowiedzi, zasłaniając się niejawnością. No bo jak tu się przyznać do tego, że sprzęt teleinformatyczny jest niezabezpieczony, albo, co gorsza pochodzi od dostawcy mającego powiązania z rynkiem rosyjskim. I to jest możliwa przyczyna takich a nie innych działań SKW wobec posłów PiS, podejrzewającej ich o to, że swoimi pytaniami chcą zweryfikować wiedzę, którą już posiadają. Znając przygotowanie merytoryczne T. Kaczmarka i jego dotychczasową działalność, ze strony SKW może istnieć poważna obawa wykrycia istotnych nieprawidłowości. To jest sytuacja wysoce niebezpieczna - zarówno dla SKW, jak i posłów PiS. Oczywiście "niebezpieczeństwo" w obu przypadkach ma krańcowo różny charakter...
    Napisał Pan o firmie Siltec - myślę, że to jest klucz do tej sprawy, który wyjaśnia działania SKW - a podsłuchy oznaczają, że dotknięto czułego punktu służb...

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Aleksandrze,

    Wszystko wydaje się przebiegać zgodnie ze starożytną maksymą TW Bolka "nie chcesz pan gorączki, stłucz pan termometr".

    Służba Kontrwywiadu Wojskowego, zamiast zająć się tym co do niej należy, a więc łapaniem szpiegów i ochroną dowódców i wojska III RP, inwigiluje, nęka i uniemożliwia dostęp do materiałów operacyjnych upoważnionym do tego posłom PiS: Tomaszowi Kaczmarkowi i Markowi Opiole. Na innych obszarach - nieczynna, albo wręcz dywersyjnie nieudolna, kiedy przez własną indolencję, naraża życie żołnierzy w Afganistanie!

    Słusznie więc Pan napisał, że: "...regres i degradacja służb specjalnych sprawiły, że inwigilacja, kontrola obiegu informacji, gry i kombinacje operacyjne wymierzone w opozycję oraz rola zbrojnego ramienia partii rządzącej – stały się jedynym wyznacznikiem potencjału tych służb, wskazując przy tym, że nadal ciąży nad nimi esbecki model funkcjonowania i związana z nim mentalność."

    Mentalność, która przetrwała wszelkie odnowy, magdalenki i okrągłe stoły, więcej: służby wojskowe (WSI) przeżyły własną śmierć (rozwiązanie w 2007) i doznają obecnie swoistej reinkarnacji, żeby znowu było jak za Kiszczaka i Jaruzela, a WSI = " zaciśnięty - na polskim gardle? - kułak Putina" ponownie dzielił i rządził żrącymi się ze sobą klanami gangstersko-esbeckimi!

    Działanie wojskowej bezpieki mogliśmy ze zgrozą obserwować przed - podczas - i po zamachu smoleńskim,
    co z charakterystyczną dla siebie zwięzłością i precyzją ujął Pan w kilkunastu liniach poprzednich - i dzisiejszego tekstu, zawierającego więcej treści niż sążniste opracowania epigonów, które zwykle nie wychodzą poza rozwadnianie Pańskich podsumowań.

    "Szczególna rola przypadła Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, która w swoich ustawowych obowiązkach ma m.in. ochronę dowódców WP oraz monitorowanie i zabezpieczenie lotów wojskowych. To SKW, już w momencie katastrofy posiadała nagrania rozmów pilotów Tu 154 z wieżą kontroli lotów, znała dane o położeniu maszyny, jej wysokości i prędkości, a kilka dni później otrzymała od służb amerykańskich zdjęcia satelitarne okolic smoleńskiego lotniska, wykonane przez satelity wywiadowcze USA. Nie trzeba przekonywać, że materiały zgromadzone przez SKW miałyby ogromne znaczenie dla rzetelnego ustalenia przebiegu tragicznego lotu i pomogły w weryfikacji fałszywych danych przekazywanych przez Rosjan. Sama SKW miała niewiele do powiedzenia na temat katastrofy, zaś wystąpienia jej przedstawicieli dotyczyły wyłącznie zapewnień, iż żaden z dowódców wojskowych, którzy zginęli w Smoleńsku nie miał przy sobie urządzeń umożliwiających gromadzenie lub przetwarzanie informacji niejawnych. Były to gwarancje pochodzące od służby, która 10 kwietnia nie zadbała o zabezpieczenie nośników danych, w tym telefonów ofiar, co – zdaniem Bila Gertza z „Washington Times" – mogło umożliwić służbom rosyjskim m.in. uzyskanie kodów natowskich używanych w komunikacji satelitarnej."

    Znajdujące się pod czułą opieką Belwederukomorowskie służby wojskowe, które witały zamach smoleński wystrzałami z korków od szampana, - wydają się ponownie rządzić Polakami, inwigilując ich i terroryzując, aby wszyscy pokornie podporządkowali się namiestniczej władzy, która rozkazy odbiera z Kremla. Bez dyplomacji: na telefon!!!

    Irasiady przeklęte!!!!

    Zanim wyskoczy mi nieubłagany "limit znaków" chciałabym jeszcze zapytać:

    1. Co Pan sądzi o wywiadzie Friedmana dla Rzeczypospolitej, (bo ja mam tzw. mieszane uczucia)
    http://www.rp.pl/artykul/9160,936594-George-Friedman--Polska-musi-bronic-sie-sama.html

    2. Oraz - o ile Pan to badał - jak w świetle dokonań SKW malują się analogiczne - SWW? Taka sama wydajność? Bo że podległość - to jasne!

    Pozdrawiam serdecznie
    -

    OdpowiedzUsuń
  9. ----

    I jeszcze ważna sprawa: co Pan sądzi o doniesieniach wczorajszej rp.pl, a właściwie o ich spożytkowaniu dla udowodnienia Zamachu?


    http://www.rp.pl/artykul/626085,936440-NPW--ekshumowane-ciala-byly-ze-soba-zamienione.html

    Przytaczam końcowy akapit:

    Biegli zabezpieczyli fragment nita i rękawa

    "Mecenas Hambura, który uczestniczył w obu sekcjach, w rozmowie z rp.pl przekonuje, że prokuratorzy je nadzorujący, nie angażowali się w czynności biegłych.

    - To ja wskazywałem dowody, które należy zabezpieczyć. W jednym ciał znaleziono kawałek nita, który mógł być elementem konstrukcyjnym samolotu. Poprosiłem o jego zbadanie. Kiedy poprosiłem o zabezpieczenie fragmentu rękawa wszytego w jedno z ciał, prokurator zapytał: po co? Przekonałem go, że to dowód, który mógł być na miejscu katastrofy" - relacjonuje Hambura.

    ***

    Sprawę rozwija Martynka w dzisiejszym wpisie na naszychblogach.pl "NIT W CIELE CZYLI CORPUS DELICTI 3"

    http://naszeblogi.pl/32468-nit-w-ciele-czyli-corpus-delicti-3

    --

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Czy mógłby Pan przypomnieć swoje artykuły, w których wspomina Pan firmę SILTEC ???

      Usuń
  10. fotoamator,

    Sprawa przebudowy wnętrza tupolewa, tuż przed tragicznym lotem, jest z pewnością niezwykle ważna i SKW powinna udzielić wyczerpujących wyjaśnień. Wiemy jednak, że tak się nie stanie, bo w każdym obszarze zabezpieczenia wizyty prezydenta w Katyniu, istniały zaniechania i błędy ze strony służb. Klauzula tajności nie chroni dziś tajemnic państwa polskiego, ale służy ukryciu ogromu zaniedbań i braku profesjonalizmu.
    Zachęcam do zapoznania się z treścią interpelacji posła Opioły:
    http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/agent.xsp?symbol=POSELIZL&NrKadencji=7&Nrl=274&Typ=INT

    oraz interpelacjami posła Kaczmarka:

    http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/agent.xsp?symbol=POSELIZL&NrKadencji=7&Nrl=150&Typ=INT
    Warto.

    Natomiast zabezpieczenie przeciwko skanowaniu urządzeń elektronicznych ma zapewniać sprzęt klasy Tempest. Chodzi o urządzenia informatyczne, w których przepływ danych generuje promieniowanie elektromagnetyczne o określonej częstotliwości (jak np. w komputerze). Emisja promieniowania odbywa się poprzez monitor, ale również przez kable, gniazda, porty, drukarki czy skanery. Sygnał jest także emitowany do sieci energetycznej, z której komputer jest zasilany. Każdy z tych sygnałów niesie ze sobą informację, które można przechwycić i odczytać, nawet z odległości kilkuset metrów. Zabezpieczenia przed tego rodzaju wyciekiem danych są tworzone według amerykańskiej normy Tempest i stosowane są przez służby na całym świecie.
    Monopolistą takich urządzeń na polskim rynku jest firma SILTEC. Od czerwca 2009 roku (tj. od czasu gdy Prokuratura Wojskowa umorzyła śledztwo wobec tej firmy)posiada ona certyfikat Służby Kontrwywiadu Wojskowego na „wykonywanie badań w zakresie bezpieczeństwa emisji urządzeń przetwarzających informacje niejawne, w procesach certyfikacji tych urządzeń, prowadzonych przez Jednostkę Certyfikującą BBTI SKW”. Oznacza to, że w laboratoriach SILTEC badane mogą być urządzenia służące przetwarzaniu tajnych informacji.
    W tej sprawie warto zapoznać się z jedną z interpelacji posła Opioły:

    http://orka.sejm.gov.pl/izo7.nsf/www1/i08112/$File/i08112.pdf

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duży materiał źródłowy. Muszę teraz spokojnie przeczytać. Bardzo dziękuję i również serdecznie pozdrawiam.
      PS Ciekawe, że Siltec jest monopolistą. Jestem pewny, że WAT miała podobny system w trakcie wdrożeń i spełniał on określone normy. Pamiętam doskonale ten program, bo specjaliści z WAT-u wypowiadali się o innowacyjności swoich rozwiązań i opisywali go dokładnie tak jak Pan opisał system SILTEC.

      Usuń
    2. --
      Bardzo lubię posła Kaczmarka i uważam, że to on powinien być twarzą PiS.
      A nie przeróżne fryzjerczyki, nudziarze, "koncyliacyjne" stękacze - męczydusze
      lub nudzące na śmierć, mamroczące, czy też wrzeszczące Panie.
      Albo damy podobne do nie posiadającej kontaktu z rzeczywistością Mme Staniszkis

      Chłopak dzielny, przystojny, a i nie dający sobie w kaszę dmuchać!!!
      Wezwaniem policji do Sejmu autentycznie mi zaimponował.
      Zaraz przeczytam zalinkowane przez Pana interpelacje posła Tomasza, to może
      jeszcze parę komplementów mu dopiszę :)

      -

      Usuń
    3. Pani Urszulo,

      Gdybyśmy o pośle Kaczmarku nie wiedzieli niczego więcej poza wściekłą reakcją medialnych wyrobników - ta rekomendacja powinna być wystarczająca. Oni nienawidzą tylko tych, których się boją. Pozostałymi gardzą.
      W tej sprawie dotykamy tematu służb specjalnych, a jest to obszar, po którym niewielu posłów czy publicystów potrafi się poruszać.
      W efekcie, "nasza" strona, ze szkodą dla czytelników, produkuje mnóstwo bredni na temat służb, a większość domorosłych analityków nie potrafi sklecić sensownego zdania.
      Najnowszym przykładem może być artykuł z GPC zatytułowany "Piękna wojenka", którego autor, poza zebraniem kilku plotek i informacji, niewiele potrafił powiedzieć. Domyślam się jednak, że jest czytelnikiem mojego bloga i tekstów zamieszczonych w GP, bo w pewnym momencie doszedł do odkrywczej konkluzji i zauważył, że propozycje zmian w służbach wychodzą z Pałacu Prezydenckiego, a nawet, że mogą one wyrażać dążenia środowisk WSI.

      Powracając do interpelacji posła Kaczmarka,szczególnie dobre wrażenie zrobiło na mnie pytanie "w sprawie ukrycia przez prezesa Rady Ministrów faktu i okoliczności powołania Agencji Bezpieczeństwa Państwowego".
      http://orka.sejm.gov.pl/izo7.nsf/www1/i08652/$File/i08652.pdf
      Dowodzi ono, że nawet w tak poważnej materii, ludzi inteligentnych nie opuszcza poczucie humoru.

      Usuń
    4. Panie Aleksandrze,

      Bardzo się cieszę, że zgadzamy się co do osoby posła Tomasza Kaczmarka !
      Dodając jeszcze "cienkie" (nie rechoczące, jak dziś w modzie) - poczucie humoru, znamionujące
      zawsze wysoką inteligencję oraz brak ponuractwa i histerii, panoszących się wśród dzisiejszych mężczyzn. No, no !
      PiS wyraźnie zaniedbuje karierę tego posła!

      Boże, żeby go tylko zawistnicy nie wysłali do Brukseli?
      Ale mam nadzieję, że się nie da!
      Nasz ci on jest i tyle!


      Goniący w piętkę Główny Szarańczak z żarłocznym Synem - Bąkiem, z powodu wiecznej trzęsionki, nie potrafi już najwyraźniej spamiętać nazw służb, które podobno "nadzoruje" (hi-hi).
      Jakby Abwera nie była tak uciśniona przez Sowę - w życiu by tego płemiełowi nie darowała!

      Czytałam dzisiejszą GPC. Także "Piękną wojenkę" Matyjaszkiewicza. Od razu pomyślałam sobie,
      że akurat ten dziennikarz nie powinien pisać o sł. specj., bo się na tym najzwyczajniej nie zna.
      A ileż można zżynać od Ściosa? Wstydu nie mają?

      "Piękna wojenka" (ciu-ciu!)
      Dobre sobie!



      -

      Usuń
  11. Pani Urszulo,

    Jak napisałem w tekście, degradacja służb jest szczególnie dotkliwa w przypadku SKW, bo ta formacja została powołana od podstaw i miała zapewnić nam profesjonalną i wolną od komunistycznego bagażu ochronę kontrwywiadowczą.
    Ktoś, kto z takiej służby wojskowej robi policję polityczną i używa jej do rozprawy z opozycją, ma nie tylko w głębokim poważaniu sprawy bezpieczeństwa, ale jest wręcz wrogiem własnego państwa.
    Taką rolę w PRL-u spełniało WSW i II Zarząd Sztabu Generalnego LWP, a w III RP kontynuowały WSI. Dlatego odbudowa służb wojskowych była zadaniem na miarę dekomunizacji III RP.
    Jeśli chodzi o Służbę Wywiadu Wojskowego, to jej potencjał poznaliśmy np. podczas sprawy zaginięcia szyfranta Zielonki. Szef SWW, płk Radosław Kujawa był negatywnym bohaterem publikacji z maja 2009 roku, w których zarzucano mu tuszowanie sprawy zaginięcia szyfranta. Wojskowy wywiad nie przekazywał informacji o zaginięciu ani do prokuratury wojskowej ani do żandarmerii.
    Kujawa zapewniał wprawdzie sejmową komisję ds. służb, że zrobił wszystko by wyjaśnić sprawę, ale wiele wskazuje, że wywiad wojskowy, nie tylko nie próbował niczego wyjaśniać, ale wyraźnie dążył do zatuszowania zdarzenia.
    Po Smoleńsku, obaj szefowie służb wojskowych - Nosek i Kujawa, zasłużyli na awanse generalskie. Otrzymali je od Komorowskiego, w listopadzie 2010r.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Urszula Domyślna,

    Jeśli chodzi o firmę SILTEC i wspomniane w tekście informacje zawarte w Raporcie z Weryfikacji WSI, to rzecz dotyczy dokumentu podpisanego w maju 2005 r. przez ministra ON Jerzego Szmajdzińskiego, szefa WSI gen. Dukaczewskiego oraz Szefa Generalnego Zarządu Dowodzenia i Łączności gen. Stanisława Krysińskiego zatytułowanego „Aneks do Koncepcji rozwoju systemów ochrony kryptograficznej w resorcie Obrony Narodowej”.
    Dokument ten pozwalał na ominięcie obowiązujących w tym czasie przepisów w procedurze akredytacji urządzeń kryptograficznych oferowanych przez firmę i wygranie przez nią ważnego przetargu na budowę systemu teleinformatycznego. Ze szkodą dla wojska stosowano procedurę zakupów z wolnej ręki i dzielono przetargi celem obejścia przepisów. Zazwyczaj nie publikowano ogłoszeń w „Biuletynie Zamówień Publicznych”, a ograniczano się do wysyłania zaproszeń przetargowych do kilku zaprzyjaźnionych firm.
    Na stronie 147 Raportu można przeczytać: „W tym kontekście istotna jest przekazana Komisji Weryfikacyjnej informacja, dotycząca nieformalnej grupy wewnątrz WSI, powiązanej z gen. Dukaczewskim. [...] Powstało nie podlegające żadnej kontroli „grono” osób wspierających i osłaniających swoje działania.”

    W sprawie działań związanych z przetargami oraz działaniami nielegalnego lobby, złożono kilka zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Postanowieniem Prokuratora Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie – ppłk Janusza Wójcika z dn. 4.06.2009 r, wszystkie postępowania „w sprawie przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych [...] w związku z zakupem urządzeń oraz sprzętu spółki...” zostały umorzone.

    cdn..

    OdpowiedzUsuń
  13. cd..
    Raport w Weryfikacji WSI, wśród wysokich rangą dowódców wojska zaangażowanych w działalność nielegalnego lobby na rzecz SILTEC, wymienia gen. Henryka Tacika, absolwenta Akademii Sztabu Generalnego w Moskwie – ówczesnego przedstawiciela Polski przy Komitecie Wojskowym NATO. Dziś Tacik jest wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej MAW Telecom Intl S.A – spółki, która w kwietniu 2009 roku, w konsorcjum z firmą Polit-Elektronik, reprezentującą przemysł rosyjski wygrała przetarg MON na ostatni remont samolotu TU-154M. Po wyeliminowaniu firm Metalexport-S oraz Bumar, komisja MON przyjęła jako jedyną ofertę MAW Telecom Intl. i Polit-Elektronik.

    Natomiast niektóre z osób działających dziś w SILTEC, jeszcze do niedawna można było znaleźć w firmie Halex Holding S.A. Przed kilkoma laty właściciel tej spółki, Roman Niemyjski zasłynął siedmioma wyrokami sądowymi, w tym za oszustwa i spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, a sama spółka miała niezwykle ciekawe koneksje. Śledztwo dziennikarskie, prowadzone przez „Rzeczpospolitą” wykazało zadziwiającą drogę kariery właściciela holdingu. W latach 80. Niemyjski pracował jako górnik w kopalni, doszedł tam do stanowiska nadsztygara. Po 1989 r. zajął się handlem. Jako pierwszy woził do Polski syberyjski węgiel. W połowie lat 90. kontrolował prawie cały import węgla do Polski. Zbankrutował, gdy Ministerstwo Gospodarki w 1999 r. wprowadziło ograniczenia importu węgla. Kiedy Niemyjski przeniósł interesy do Warszawy, związał się z Instytutem Problemów Strategicznych, w którym przed wyborami 2001 r. przygotowywano plan czystek w UOP. Wśród jego założycieli byli ludzie z pierwszego szeregu SLD: Zbigniew Siemiątkowski, Jerzy Jaskiernia, Andrzej Kapkowski, Zbigniew Sobótka. Niemyjski prowadził również interesy z byłym skarbnikiem lewicy Wiesławem Huszczą, a jego dobrym znajomym miał być Ludwik Michalak, pseudonim „Ludwik”, rezydent gangu pruszkowskiego na Wybrzeżu, ścigany listem gończym za zbieranie haraczy z automatów do gry.
    W 2003 r. przez holding Niemyjskiego przewinęli się m.in: płk Piotr Zaskórski (b. szef Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON), płk Janusz Zwoliński (b. szef Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych), gen. Waldemar Skrzypczak (wówczas dowódca XI Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu) czy ppłk Włodzimierz Rybak (pracownik Wojskowej Agencji Mieszkaniowej).
    Ten przykład pokazuje, w jaki sposób budowane były w III RP "spółki specjalnego znaczenia".
    Większość informacji dotyczących SILTEC można znaleźć w moim tekście z sierpnia 2010 r.zatytułowanym "PRZETARGI SPECJALNEGO ZNACZENIA".

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowny Panie Aleksandrze,

    ostatnio doprawdy nie wiem, jak mógłbym komentować Pańskie notki.
    Jest Pan o kilka długości przed dziennikarzami, komentatorami i zapewne przed większością prawicowych polityków. Zastrzegam, że pisząc o dziennikarzach nie biorę pod uwagę tabunu medialnych hien i agitatorów, tylko myślę o tych nielicznych, którym na polskich sprawach zależy.

    Czytam więc i się podciągam.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ----
      Panie Krzysztofie,

      jak to dobrze, że napisał Pan ten komentarz z taką samą jak moja opinią o Autorze,
      zarówno jako o publicyście, analityku jak i o polityku. Tylko mnie - jak się często
      dowiaduję, ponoć nie wypada tak pochlebnie oceniać twórczości pana Aleksandra, bo
      bywa to odczytywane przez pospólstwo w sposób pospólstwu właściwy - czyli prostacki.

      :)

      Pozdrawiam serdecznie

      -

      Usuń
  15. Szanowny Panie Kazefie,

    Uprzejmie dziękuję za tak życzliwe słowa. Myślę jednak, że Pańskie komentarze są nieodzowne pod każdym z moich tekstów i bardzo proszę o dzielenie się swoimi refleksjami. Są przeze mnie oczekiwane i bardzo cenione.
    Po tym względem proszę naśladować Panią Urszulę, bez której komentarzy ten blog byłby znacznie uboższy.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  16. Panie Aleksandrze jestem panu ogromnie wdzięczna za to, że cały czas Pan pokazuje, napomina i uwrażliwia, że NIE ZYJEMY W WOLNEJ POLSCE, ale w jakimś zafajdany gównianym ustroju III RP. Dziękuję, że Pan to tak TWARDO i wytrwale „mówi”. Dziś dokoła wszystko stara się stłamsić prawdę o III RP. Gdzie nie spojrzeć, gdzie by nie pójść wszędzie widzę „towarzystwo” uśpione. Wszędzie widzę „rozkładające się trupy”, w których umarł duch prawdy i miłości do Ojczyzny.
    Napiszę to. Szlag mnie trafia, że giną, umierają… mądrzy ludzie, kochający Polskę – chorzy na Polskę, a te #$%^&*()(*&^%$#$%&*(*$#$%&*&%$# końca ich życia nie widać. Bodaj na „larwim włosie” się trzymają.
    Ech nie chcesz Boże śmierci grzesznika, ale na litość boską skoro ta "zaraza" żyć musi to niechże dożywa swych dni z dala od Polski!

    Na Pańskim blogu mogę poczuć się jak w II RP. Dziękuję za czas, który nam Pan poświęca prawdopodobnie kosztem innych, prywatnych spraw.

    Halka

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze Polska nie zginęła,kiedy my żyjemy!

    Nawet jeżeli widzimy,porażającą i zniewalającą wielu,siłę zła.
    Biada tym,którzy umacniają nieprawośc i rozpowszechniają błędne systemy
    ucisku!


    Jeszcze raz dziękuję,Panie Aleksandrze,za korespondencję.

    Pozdrawiam Państwa.
    Barbara L.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pani Halko,

    Chcę Pani serdecznie podziękować za to mądre świadectwo, ale szczególnie za słowa - "Na Pańskim blogu mogę poczuć się jak w II RP".
    Bardzo chciałbym, żeby ten blog stał się miejscem, w którym moglibyśmy myśleć i zachowywać się jak ludzie wolni. Pani deklaracja ma dla mnie ogromne znaczenie, bo ten krótki czas II Rzeczpospolitej jest do dziś jedyną oazą wolności, do której możemy powracać i odwołać się na przestrzeni prawie 300 lat polskiej historii.
    Czuć się jak w II RP - znaczy być wolnym Polakiem.A to nie lada sztuka.
    Mam więc nadzieję, że dzięki obecności takich osób jak Pani i wielu innych zacnych postaci odwiedzających blog bezdekretu, uda nam się stworzyć rzecz niewielką i niesamowicie ważną - "małe okienko".
    Opowiedział nam o nim Poeta Niepokorny i - choć jest to opowieść tragiczna, daje nadzieję nawet tym, którym próbuje się ją odebrać:

    Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom.
    Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć,
    dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo
    i gwiazda. Drzewo podwędza mur korzeniami. Gwiazda nagryza
    kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko.

    Dziękuję Pani i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Barbara L. -

    Ja Pani również bardzo dziękuję, a ponieważ już wcześniej przywołałem słowa Zbigniewa Herberta, chciałbym skomentować Pani wypowiedź cytatem z wywiadu Poety z roku 1994.
    Pytany wówczas o sprawę pułkownika Kuklińskiego, Herbert powiedział słowa, o których powinniśmy pamiętać szczególnie dziś - po doświadczeniach związanych z tragedią smoleńską:
    "Być tak zwanym Polakiem to znaczy cierpieć z Polską i wstydzić się razem za tę 'tolerancję' wobec zbrodniarzy, i obojętny, co najmniej, stosunek do ofiar..."

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. RZĄD INFORMUJE O SMOLEŃSKU

    (...)
    Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
    książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie
    To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
    mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
    lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
    Tak smaku
    który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby
    za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
    głowa

    HERBERT
    .

    OdpowiedzUsuń
  21. Za wPolityce:

    Komorowski na sesji ONZ


    Przemawiam w imieniu kraju, który w ciągu ostatnich 20 lat przeszedł trudną drogę od totalitaryzmu, wewnętrznego załamania gospodarczego i masowych niepokojów społecznych opanowanych przy użyciu siły do demokratycznej stabilności

    - mówił Komorowski z czego wynika, że wprowadzony przez komunistów stan wojenny i zdławienie powstania solidarnościowego, bo chyba to miał na myśli, to dla niego "masowe niepokoje społeczne opanowane przy użyciu siły".

    ====

    Interesujące, czy myślał podobnie 13 grudnia 1981?
    Był podobno opozycjonistą, nawet internowanym.

    Gorzej, jeśli to retoryka antycypacyjna, w rodzaju: a może prezydent gdzieś poleci...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urszulo wiem, że wiesz... że byli internowani i "nowointerni®*". Ten zaś był i jest tym drugim.
      Podobnie jak w "Katyniu" byli strzelani w tył głowy i "patrzący z Willi".

      * "nowi" w wewnątrz - TW.



      „Przemawiam w imieniu kraju Białorusinów, Ukraińców i innych obywateli, którzy w ciągu ostatnich 20 lat przeszli trudną drogę (od wielkiego głodu - kanibalizm, wywózek na Syberię, ludobójstwa, które sam im zgotowałem wraz z NKWD), dlatego też 17.09.39r. "wkroczyłem" i zapanował bolszewicki raj na ziemi”.


      Urszulo, aż mnie otrzepało!
      Pozdrawiam
      Halka

      Usuń
    2. Wiem, Halko!

      Twardzi opozycjoniści (m.in Lech Kaczyński, Andrzej Gwiazda, robotnicy) byli zamykani w ciężkich więzieniach, razem z kryminalistami. Szykowanym do roli "konstruktywnych" urządzono pensjonat w Jaworzu. Wielu z nich pozostało niezłomnymi, ale, jak dzisiaj widać, większość udało się "przekonać"!!! Zapewne i wzmiankowanego cyborga.

      I ja Cię pozdrawiam. Bardzo serdecznie.
      Urszula

      PS. Kim byli "patrzący z Willi"? Nie mogę pokojarzyć :)

      Usuń
    3. Urszulo to miałam na myśli.

      Teatr TV – „Patrzyłem na Zachód w stronę Polski”.
      A poniżej z J. „CAT” Mackiewicza: „Katyń. Zbrodnia bez sądu i kary” Tom I, ROZDZIAŁ V „PIERWSZE POTWIERDZENIE PONURYCH DOMYSŁÓW”
      „Zrobiliśmy wielki błąd”. Sowieckie plany polityczne.”


      „Rozmowy początkowe, prowadzone z „wybrańcami”, były dosyć mętne. Z czasem jednak krystalizują się coraz bardziej i to w stosunku nie do wszystkich, a do „wybranych spośród wybrańców”.
      W Griazowcu rozpoczęto intensywną propagandę komunistyczną i pilnie obserwowano jej skutki i oddźwięk, jaki budziła wśród uwięzionych. Na podstawie tej obserwacji obdarzono specjalnym zaufaniem pułkowników: Berlinga, Bukojemskiego i Gorczyńskiego, łącznie z dwunastoma jeszcze oficerami. Jeżeli się zważy, że ogólna liczba trzymanych w ścisłej niewoli sięgała piętnastu tysięcy, to te piętnaście* osób stanowiło zaprawdę odsetek znikomy...
      Pogawędki polityczne, jakie prowadzono z tymi oficerami, miały początkowo charakter względnie niewinny. Szły po dawnemu w kierunku dyskryminowania dawnej Polski, poniżania jej roli w Europie, przedstawiania jej „zacofanego, antysocjalnego systemu”, przy równoczesnym podkreślaniu epokowych zdobyczy w dziedzinie dobrobytu, wolności i innych szczęśliwości ustroju bolszewickiego. Nie trudno się domyśleć, że przy stosowaniu tego rodzaju systemu porównawczego, przekonywanie, nawet najbardziej oportunistycznie usposobionych ludzi, szło nieco opornie. Niebawem jednak, coraz częściej ponawiane pogawędki polityczne, przybrać miały charakter bardziej konkretnych rozmów. Dnia 27 września 1940 r. Hitler podpisał pakt o nieagresji pomiędzy Niemcami, Włochami i Japonią”.

      * Tak Berlinga scharakteryzował Mackiewicz: „W roku 1939, gdy Armia Czerwona, idąca w sukurs wojskom niemieckim, okupowała wschodnią Polskę, zajęła również Wilno. W Wilnie, podobnie jak w innych miastach, rozlepiono afisze, wzywające wszystkich oficerów polskich, zarówno armii czynnej, jak rezerwy, do dobrowolnej rejestracji. W mieście znajdował się podówczas pułkownik wojsk polskich, Berling. Nazwisko to później stanie się głośne, acz z innych względów. Wówczas był tylko oficerem, zajmującym poślednie stanowisko w armii. Berling nigdy nie był człowiekiem wybitnym, natomiast bardzo ambitnym. Miał zaś pewne przyczyny, ażeby być rozgoryczonym na przeszłość. Wytoczono mu, na krótko przed wojną, sprawę honorową w sądzie wojskowym, wielce drażliwą. Chodziło o postępek jego względem żony, postępek nie licujący z godnością oficera, a tak głośny, że nie dał się utrzymać w tajemnicy czterech ścian prywatnego jego mieszkania. Wyrok zapadł dla płk Berlinga nieprzychylny, to też pomstował on głośno na „stosunki panujące w korpusie oficerskim”.
      CDN

      Usuń
    4. A to już z gen. Andersa: „Bez ostatniego rozdziału”
      „Tegoż dnia (kilka dni po podpisaniu Sikorsko-Majski, kiedy to zwolniono gen. Andersa po przeszło 1,5 rocznych „wakacjach” na Łubiance – przypis mój) czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka. Płk Kondratik zawiadomił mnie, że część naszych oficerów jest już na wolności w Moskwie i że dwóch z nich, mianowicie ppłk. Zygmunta Berlinga i ppłk. Dudzińskiego, mógłby jeszcze dziś do mnie przyprowadzić. Oczywiście, zgodziłem się skwapliwie. Pierwszego mało znałem osobiście, wiedziałem tylko, że na krótko przed wojną przeszedł w stan spoczynku. Drugiego znałem lepiej, gdyż służył w 20. Dywizji Piechoty pod Mławą. Później zachorował i wyjechał wraz z innymi chorymi oficerami na wschód, gdzie zostali zagarnięci przez bolszewików. Przeciwko ppłk. Dudzińskiemu występowano z wieloma zarzutami, ale muszę stwierdzić, że w latach przełomowych po Jałcie zajął stanowisko zdecydowane, w duchu rzetelnie niepodległościowym. O swoich przeżyciach opowiadali dość mętnie. Oddzielono ich od kolegów, trzymano najpierw w więzieniu, następnie w specjalnej willi pod Moskwą, a od miesiąca w liczbie kilkunastu mieszkają w Moskwie. Trzech z nich, mjr. Leona Bukojemskiego, kpt. Kazimierza Razena-Zawadzkiego i por. Wicherkiewicza, znałem osobiście z jak najgorszej strony. Potwierdzili mi wiadomości, które poprzednio miałem od kpt. Kuszla, że Polacy znaleźli się w trzech głównych obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie, przy czym w Starobielsku i w Kozielsku byli wyłącznie oficerowie. Wszystkie trzy zwinięto w r. 1940; co się stało z jeńcami, nie wiedzieli. Wiadomo tylko było, że ok. 400 oficerów z tych obozów znajdowało się przez jakiś czas w obozie Pawliszczew Bor, skąd zostali przewiezieni do Griazowca i tam połączeni z grupą przeszło 1000 polskich oficerów, przywiezionych z Litwy. Byłem z nimi bardzo ostrożny. Zauważyłem, że zbyt natarczywie podkreślają konieczność współpracy z Rosją Sowiecką i przesadnie krytykują stosunki w Polsce przed wojną, a przesadę widziałem tym łatwiej, że i sam miałem o tych stosunkach sąd ujemny. Ta przesada szczególnie uderzyła mnie u Berlinga, który był oficerem I Brygady”.
      CDN

      Usuń
    5. „W tym czasie (4-7 luty 1942r podczas korespondencji z gen. Sikorskim i pomyślnych rozmowach miedzy sobą – przypis mój) wynikła sprawa ppłk. Berlinga. Od gen. Boruty_Spiechowicza otrzymałem depeszę, wysłaną już z miejscowości Dżałał_abad, nowego miejsca postoju 5. Dywizji Piechoty. Gen. Boruta prosił o natychmiastowe zabranie z dywizji i ukaranie ppłk. Berlinga za wysoce niewłaściwe zachowanie się w stosunku do dowódcy dywizji. Sprawa była o tyle niejasna, że w swoim czasie gen. Boruta usilnie domagał się mianowania ppłk. Berlinga szefem sztabu swojej dywizji. Zgodziłem się wtedy na to niechętnie, ze względu na postawę ppłk. Berlinga wobec władz sowieckich. Wspomniałem już, że ppłk Berling jeszcze w okresie przyjaźni sowiecko_niemieckiej zgłaszał się na służbę do Armii Czerwonej. Nasze ciężkie położenie polityczne w Rosji Sowieckiej nie pozwoliło na krok najodpowiedniejszy: na natychmiastowe usunięcie. W czasie raportu ppłk Berling stwierdził, że jego nieporozumienia z gen. Borutą były natury osobistej. Ukarałem go aresztem domowym i przeniosłem na stanowisko dowódcy bazy w Krasnowodsku, skąd zresztą później, w sierpniu 1942, zdezerterował, kradnąc powierzone sobie dokumenty i papiery. Ppłk Berling wiedział o nurtującym mnie ciągle niepokoju i o moich wysiłkach, aby odnaleźć 11.000 zaginionych oficerów. Zupełnie nieoczekiwanie zaproponował mi, że zajmie się tą sprawą pod warunkiem awansowania go na stopień generała. Odrzuciłem jego propozycję. Czułem instynktownie, że jest to posunięcie uplanowane przez władze sowieckie, że oczywiście mowy nie ma o szukaniu przez Berlinga oficerów, że chodzi tylko o mianowanie Berlinga generałem właśnie przez prawowite władze polskie. Dezercja jego utwierdziła mnie w tym przekonaniu. W dwa lata później ppłk Berling został generałem Armii Czerwonej z nominacji Stalina.”


      Wówczas był PROMIL.
      W latach 80-tych – internowanie - było już w procentach, może „nast.”.
      Obecnie? A co ja tobie, Urszulo będę tłumaczyła jak jest? Już ty tam doskonale…


      Dziękuję.

      Usuń
  22. Przytoczę obszerny fragment analizy prof. Ryszarda Legutki poświęconej wciąganiu zwolenników Platformy "w system, który tych ludzi powoli prostytuuje, tzn. zmusza ich krok po kroku do zachowań coraz gorszych".
    Prof. Legutko opisuje ten mechanizm na podstawie działań Platformy i medialnego systemu kłamstw wokół wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Myślę, że podobna organizacja propagandy powodująca u tych samych ludzi coraz głebszą degrongoladę moralną, funkcjonuje również na innych płaszczyznach.
    Te same zabiegi powodują, że miłośnicy Tuska, Komorowskiego i Platformy akceptują kolejne afery, kolejne przykłady złodziejstwa, krętactw, bezczelnych kłamst i zwijania polskiego państwa.
    Przyrównując ten stan rzeczy do uwikłania Polaków we wspieranie komuny i PZPR prof. Legutko podsumowuje: "Wychodzenie ludzi z PO, przede wszystkim mentalne, i wyzwalanie się z upodlającego i ogłupiającego mechanizmu myślowego, który ta partia narzuciła Polakom, może się okazać równie długie i równie trudne".

    I tu już mamy, nie nazwany w ten sposób, ale wprost o tym mówiący, ów "długi marsz", o którym pisał wielokrotnie Pan Aleksander.

    OdpowiedzUsuń
  23. --------
    Fragment artykułu pt. "Stopniowanie podłości" prof. Ryszarda Legutki:

    Zakrzyczeć hańbę

    Mamy tu do czynienia – jak sądzę – z czymś niezwykle istotnym dla dzisiejszej Polski. Polacy kibicujący Tuskowi powoli byli wprzęgani w podły scenariusz, który – gdyby go znali na początku – odrzuciliby z gniewem, a którego teraz nie tylko bronią, lecz z furią atakują tych, którzy od tego scenariusza od początku się odcinali. Tuskowi kibice najpierw mówili, że MAK jest OK i że Rosjanie przecież wszystko wyjaśnią, bo im na tym musi zależeć. Później dowodzili, że chociaż raport jest zły, to ma fragmenty dobre. Następnie dodawali, że chociaż fragmenty dobre nie są całkiem dobre, to polski rząd zrobi erratę. I tak dalej, i tak dalej. A im większa kompromitacja następowała po kolejnym kroku, tym głośniej krzyczano, że nic się nie stało, że stoją murem przy Tusku i że Macierewicz oraz sekta smoleńska to szkodliwi wariaci.

    Gdy przyjrzymy się temu mechanizmowi, to dostrzeżemy naturę i rozmiar destrukcji, jakiej dokonała Platforma Obywatelska w polskim narodzie. PO ma tę cechę, jaką miała PZPR, czyli wciąga ludzi w system, który tych ludzi powoli prostytuuje, tzn. zmusza ich krok po kroku do zachowań coraz gorszych, na jakie oni w sytuacji wyjściowej z powodów moralnych i intelektualnych by się nie zgodzili. Wielu Polaków wstępujących do PZPR nie przewidywało przecież, że po jakimś czasie będą musieli robić rzeczy skrajnie upodlające, a gdy już je robili, to mówili sobie, że to przecież nic strasznego i że ci, którzy ich krytykują, to głupcy i awanturnicy.

    Odmowa używania rozumu

    Ten sam mechanizm wciągnął wielu członków Platformy, którzy niepostrzeżenie znalazłszy się w sytuacji przymusowej, wykonują swoją wstrętną robotę i wypowiadają wstrętne słowa, choć kilka lat wcześniej potępiliby je jako niegodne. Ten mechanizm tłumaczy również fakt, że w Polsce żyje kilka milionów ludzi, którzy odmawiają używania rozumu i zmysłu moralnego, a właściwie używają jednego i drugiego głównie po to, by powiedzieć sobie i innym, że kolejny skandal smoleński nie jest skandalem, że PO jest OK, że państwo polskie jest OK oraz że najgorsze są pisowskie hieny cmentarne.

    Oczywiście wśród tych milionów jest wielu najzwyklejszych łobuzów (jak ów wspomniany upadły dziennikarz) i durniów, którzy robią to, co robią, bo taka jest ich natura. Ale jest tam też ogromna grupa Polaków, którzy z rozmaitych powodów tej destrukcji się poddali i długo jeszcze nie będą świadomi tego, co z nimi uczyniono. Pojawia się więc pytanie o rolę polityczną owej wielkiej rzeszy, która widząc rozkład państwa, nie tylko nie protestuje, lecz mu kibicuje, przyzwyczajając się coraz bardziej do stanu chorobowego Polski. Co stanie się z krajem, w którym upadek instytucji państwowych zyskuje masowe poparcie?

    Jeśli posłużymy się analogią do PZPR, to zrozumiemy, że sytuacja jest trudniejsza, niż może się wydawać. Wychodzenie ludzi z PZPR, nie tylko formalne, lecz mentalne, trwało długo i wiązało się z zasadniczymi zmianami w kraju. W końcu okazało się ono nie do końca udane, bo nastąpiła – jak wiemy – rehabilitacja uczestnictwa w partii komunistycznej. Wychodzenie ludzi z PO, przede wszystkim mentalne, i wyzwalanie się z upodlającego i ogłupiającego mechanizmu myślowego, który ta partia narzuciła Polakom, może się okazać równie długie i równie trudne. I z pewnością będzie temu musiała towarzyszyć równie wielka zmiana w Polsce i w jej obywatelach.

    Ryszard Legutko

    http://niezalezna.pl/33300-stopniowanie-podlosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentatorze Kazef,

      Bardzo pouczający tekst.

      Mam w zwyczaju,czytając artykuły,zwracac uwagę na komentarze pod tekstami.
      Ponieważ cytujemy tutaj przemyślenia,ludzi którym sprawy DOBRA OJCZYZNY
      leżą lub leżały na sercu,pozwolę sobie zacytowac słowa Prymasa Tysiąclecia,bardzo pokrzepiające:

      Stefan Wyszyński: „Ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach, musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc. Potem znowu będzie na gwałt szkolenie w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Może być niewielka gromadka ludzi prawdy, a będą nią promieniować. Ludzie ich sami odnajdą i przyjdą z daleka, by słów prawdy słuchać"

      Pozdrawiam serdecznie!
      Barbara L.

      Usuń
    2. Dodam jeszcze źródło z którego pochodzi cytat.
      Warto zapoznac się z całością kazania:

      http://kspopieluszko.blogspot.com/2010/06/kazanie-z-27-maja-1984-roku.html

      Barbara L.

      Usuń
  24. .
    Artykuł Cezarego Gmyza w "Rzeczypospolitej":

    GROZIŁ POSŁOWI KACZMARKOWI, CHODZI NA WOLNOŚCI!

    "Policja do tej pory nie zatrzymała mężczyzny, który straszył śmiercią posła PiS Tomasza Kaczmarka. Choć zna już jego personalia

    Mimo głośnej tragedii w Łodzi, gdy Ryszard Cyba zabił działacza PiS, w najnowszej sprawie gróźb wobec posła tej partii organy ścigania działają opieszale.

    - W takich przypadkach, gdy w grę wchodzi zagrożenie życia, działania policji powinny być błyskawiczne - mówi Dariusz Loranty, były policjant, specjalista od zwalczania terroryzmu.


    Jak pisała „Rz”, groźby wpłynęły miesiąc temu na adresy e-mailowe Tomasza Kaczmarka oraz jego asystentki. Z treści wynikało, że autor grożący posłowi śmiercią ma związki z wojskiem.

    Na początku wszystko szło szybko. Powiadomiony o sprawie prokurator generalny przekazał ją do warszawskiej prokuratury okręgowej, która od razu przesłuchała posła.

    Ten wskazał śledczym prawdopodobnego autora anonimów. Ten wysłał e-maile z adresu, którego używał również w serwisach randkowych i pornograficznych (na jednym z nich zamieścił nawet zdjęcia swoich genitaliów).

    Jego biogram pasuje do profilu autora anonimów. Zygmunt D. służył jako pilot w 45. Lotniczym Pułku Szkolno-Bojowym. Na jednej ze swoich stron umieścił logo zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych.

    Na profilu w serwisie ludzie.onet.pl prezentuje się jako fanatyczny zwolennik PO nienawidzący PiS. Stronę zdobi zdjęcie kobiety mierzącej z dwóch pistoletów w stronę widzów. Podpis brzmi: „Nigdy nie maja racji PISUKLOSZARDY. Tylko Ta partia ktora BEDZIE MIEC ZAWSZE WLADZE PO!” (pisownia oryginalna).

    Na stronie autor prezentuje zdjęcie karabinu maszynowego i chwali się „Mam pepeszkę”, sugerując, że zostanie ona użyta przeciw liderom PiS i Solidarnej Polski.

    Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Dariusz Ślepokura mówi, że w sprawie nikomu na razie nie postawiono zarzutów. Jak dodaje, dalsze czynności zlecono Komendzie Stołecznej Policji. - Myślę, że rezultatów należy się spodziewać za mniej więcej miesiąc - mówi.

    W Komendzie Stołecznej nie poinformowano nas, czy policja podjęła działania.
    ALE WIADOMO, ŻE JEDYNYM PRZESŁUCHANYM W TEJ SPRAWIE JEST NA RAZIE KACZMAREK,
    A AUTOR GRÓŹB WOBEC NIEGO NIE ZOSTAŁ DOTĄD ZATRZYMANY. (!!! podkreśl. moje)


    Łódzkie zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka z 2010 r. pokazało, że osoby o podobnym profilu psychologicznym potrafią groźby wprowadzić w czyn. Cyba również wyrażał na forach nienawiść wobec PiS, był samotny i sfrustrowany. Miał także dostęp do broni i umiał się nią posłużyć."


    ======================================

    Pytanie: na co czeka prok. Ślepokura?

    I na co czekają władze PiS nie podejmując żadnych kroków prawnych?

    Dlaczego pozwalają traktować siebie (i nas) jak ofiary, nie artykułując głośno,
    dobitnie, po męsku, sprzeciwu wobec bandytów (przecież to są groźby karalne!),
    oraz prokuratorów ochraniających bandytów?

    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Panią w całej rozciągłości!

      Prokuratura w Polsce jaka jest?Wiemy.Skorumpowana,sprzyjająca systemowi.
      Bardzo szybko wydaje wyroki w sprawach takich jak Antykomor.pl,
      a nie kwapi się z rozwiązaniem realnych gróźb wobec konkretnych osób.
      Na przykładzie prowokacji w sprawie AmberGold,również mogliśmy się
      przekonac,jak dyspozycyjna jest wobec władzy.

      Nie sposób tutaj nie wspomniec o postawie prokuratora Seremeta,
      który rosyjskim szczekaczkom dał powód do takich wywodów:

      http://fakty.interia.pl/swiat/news/media-w-rosji-zdjeli-z-nas-wine-za-zamiane-cial-ofiar-spod,1847363

      I tylko Pani Marta Kaczyńska głośno wyraziła (po męsku) swoje oburzenie
      oraz zdanie:

      http://wpolityce.pl/wydarzenia/37275-marta-kaczynska-krytykuje-seremeta-jestem-wstrzasnieta-tym-co-sie-dzieje-na-miejscu-pana-seremeta-podalabym-sie-do-dymisji

      Pozdrawiam Panią
      Barbara L.

      Usuń
  25. ROSIJA UPRAWOMOCNIA ŁGARSTWA SEREMETA

    Za portalem: http://polish.ruvr.ru/


    Rosja nie jest winna pomyłki w identyfikacji ofiar katastrofy Tu-154


    Strona rosyjska nie jest winna pomyłki w ustaleniu tożsamości dwóch ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, które zostały pochowane pod obcymi nazwiskami – poinformował w polskim Sejmie prokurator generalny republiki, Andrzej Seremet.

    „Z materiałów znajdujących się w posiadaniu prokuratury, wynika, że pierwotną przyczyną błędnej identyfikacji dwóch ofiar tragedii były zeznania członków ich rodzin, którzy pomylili się podczas rozpoznawania swoich krewnych” – powiedział.

    ====================================

    To już przynajmniej wiadomo, dlaczego niezależny polski prokurator generalny kłamał w żywe oczy!
    Izwinitie druzja, eto prosto oszybka siemjej była...

    OdpowiedzUsuń
  26. Za Niezalezna.pl

    Orban do Gruzinów: Powrót do przeszłości to błąd!

    "Premier Węgier Viktor Orban, który odwiedził Gruzję z oficjalną wizytą, zaapelował w imieniu Europejskiej Partii Ludowej i Europy, aby Gruzini nie popełnili błędu w poniedziałkowych wyborach do parlamentu.

    Jak podaje portal kresy24.pl - 27 września na przedwyborczym mitingu rządzącej partii Micheila Saakaszwilego w Kutaisi Viktor Orban mówił m.in.:

    - Niezwykle cenię wysiłek, jaki włożyliście w to, aby przekształcić kraj postkomunistyczny w konkurencyjną europejską gospodarkę. Sukcesy osiągać nie jest łatwo, a błąd, podobnie jak Węgry, możecie popełnić, jeśli powrócicie do przeszłości. Jeśli jesteście pewni wybranej drogi, jeśli ufacie swoim władzom i popieracie prezydenta, macie szansę na sukces. (…) Wiara w złudzenia i powrót do przeszłości jest błędem.

    Uwierzcie mi jako waszemu przyjacielowi: nie popełniajcie błędu, nie zróbcie kroku w tył”. (…) Macie w świecie wielu przyjaciół i poparcie w Europie. Chcę was prosić: pozostańcie na drodze integracji - mówił do Gruzinów premier Węgier."

    =====================

    Histeria mainstreamu po zagadkowym sfilmowaniu scen więziennych ma zapewne skłonić Gruzinów do głosowania na "naszego człowieka w Tbilisi" - Bidzina Iwaniszwili, który "wyjechał z Gruzji do Rosji i powrócił z niej z gigantycznymi pieniędzmi niewiadomego pochodzenia. Co istotne, kiedyś, w wyborach w Rosji popierał np. gen. Lebiedzia, który jak wiadomo zrosił krwią Kaukaz. Jego pojawienie się na scenie politycznej Gruzji jest nową jakością - do tej pory próbowano Saakaszwilego obalić siłami wewnętrznej, gruzińskiej opozycji - tym razem przysłano do Gruzji osobę, która ma tego dokonać. Jest to niezwykle bogaty człowiek, który przeciwko Saakaszwilemu jest w stanie rzeczywiście postawić dużą siłę medialnej propagandy własnych mediów.
    Faktycznie po raz pierwszy mamy sytuację, w której bezpośrednio przeciwko Saakaszwilemu rzucono nie tylko czołgi, jak w 2008 r., ale też poważną siłę polityczną."


    ----------------------------------------------------------------------------------------------------

    => Cytowany fragment pochodzi z wywiadu Krzysztofa Szczerskiego dla Stefczyk.Info:
    http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/gruzja-walczy-o-przetrwanie

    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. W histerycznym "mainstreamowym" tonie piętnuje niegodziwości "Miszy" Saakaszwilego redaktor Igor Janke. On zawsze tam, gdzie "prawda etapu". Smirno!

      http://www.rp.pl/artykul/11,937296-Gruzja--czyli-gra-o-wszystko--Igor-Janke-z-Tbilisi.html

      Usuń
  27. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Sądząc po ostatnich wydarzeniach bliski jest czas, gdy opisywane służby w praktyce udowodnią swoją "przydatność".
    Zbyt mierne by prowadzić gry operacyjne z równorzędnymi przeciwnikami, świetnie sprawdzą się w walce z wrogiem wewnętrznym, czyli np. z "sekta smoleńską" albo "agenturalnym" PiS-em!

    Obawiam się, że podobnie jak niespełna trzydzieści lat temu ich protoplaści, bardzo na serio potraktują swoje "zadania".
    Ciągłość personalna zagwarantowana okrągłostołowymi ustaleniami, oraz systematycznym działaniem obecnego lokatora Belwederu, rokuje im złą i ciemną przyszłość.

    Pozdrawiam
    Zaścianek


    OdpowiedzUsuń
  28. "Trzeba używać słów adekwatnych do postępków przeciwnika i nie po to przecież, by go obrażać lub wyzwalać emocje, ale po to, by nazywać rzeczy po imieniu i odkrywać przed Polakami prawdę."

    To jest podstawa. W każdej sejmowej, opozycyjnej głowie powinno kołatać to zdanie.

    Goebbels mówił, że kłamstwo powtórzone stukrotnie, staje się prawdą. Ile razy trzeba powtórzyć prawdę, aby była prawdą? Odpowiedź jest prosta: nie trzeba liczyć tych razów, po prostu za każdym razem trzeba powiedzieć prawdę, dać świadectwo.

    Latałem dziś nad Żarem, Cobrą, pięknym szybowcem. Potem rozmawiałem długo z kolegą, wrócił z innego, zasobniejszego kraju, w którym każdy nosi broń i z radością, ale i powagą żyje i kraju broni. Kolega, podobnie do mnie, nie uprawia szybownictwa dla złotych odznak, diamentów - jest to raczej rodzaj przekraczania siebie, własnych obaw i lęków. Byliśmy zgodni, że ruski Szary zasila polską pulpę, lawę istnień, które niczego nie chcą, są plugawe. Że ta plugawość idzie od łba. Czy wewnętrznego ognia wystarczy, nie wiem. Ale trzeba zawierzyć sobie i nie kalkulować, bo estetyka i tak nie pozwala się cofnąć: to byłoby tchórzostwo, najzwyklejsze w świecie tchórzostwo. Kolega wystartował, choć pogoda była licha. I tak pięknie krążył, choć z początku duszenia prawie posadziły go na czubkach drzew. Żar, to jest to.

    A podstawowym sposobem jest nazywanie po imieniu, bez ceregieli i mazgajstwa.



    OdpowiedzUsuń