Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 22 września 2012

„KUŁAKIEM” W OPOZYCJĘ – O PREZYDENCKIM SYSTEMIE BEZPIECZEŃSTWA


Głęboko nieprawdziwe są opinie, jakoby dwa lata prezydentury upłynęły Bronisławowi Komorowskiemu głównie na popełnianiu gaf i kreowaniu roli „malowanego prezydenta”. Takie oceny nie tylko nie oddają prawdy o działaniach lokatora Belwederu, ale ułatwiają ukrycie rzeczywistych zamysłów środowiska skupionego wokół Komorowskiego.  Nawet te z mediów, które odważą się krytycznie oceniać polityka PO, zwracają raczej uwagę na satyryczny wymiar tej postaci niż na groźny kontekst obecnej prezydentury, w tym na pomysły powstające w otoczeniu Belwederu.
Gdy kilka tygodni po objęciu stanowiska, Komorowski ogłosił rozpoczęcie „Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego” (SPBN), już wówczas należało tę zapowiedź odebrać jako fatalną prognozę dla Polski i z uwagą obserwować poczynania osób zaproszonych do redagowania niejawnego raportu i „białej księgi bezpieczeństwa narodowego”. Przed kilkoma dniami ogłoszono zakończenie prac nad raportem końcowym komisji SPBN. Treść raportu – zdaniem jego twórców -  „powinna stanowić merytoryczną podstawę dla władz państwowych do projektowania i podejmowania działań operacyjnych i transformacyjnych w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego, szczególnie w przygotowaniu nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej oraz innych dokumentów dyrektywnych, programowych i planistycznych o znaczeniu strategicznym”.
Dziś staje się oczywiste, że dalsze ignorowanie Pałacu Prezydenckiego jako rzeczywistego decydenta w kwestiach polityki bezpieczeństwa może zakończyć się próbą narzucenia Polakom reżimu prezydenckiego, opartego na wzorcach  putinowskich.
Pomysły powstałe w ramach SPBN burzą bowiem dotychczasowe fundamenty polityki bezpieczeństwa, niosą zapowiedź rewizji sojuszy militarnych, mogą prowadzić do ograniczenia naszej suwerenności oraz trwałego wepchnięcia Polski w strefę obcej dominacji. Są nie tylko prorosyjskie i antyamerykańskie, bo te cechy Komorowskiego i jego otoczenia zdążyliśmy już poznać, ale zawierają stwierdzenia na miarę relacji wasalnych i obnażają pełną kompleksów mentalność „geopolitycznych realistów”. Można byłoby je zlekceważyć lub uznać za objaw rusofilskich obsesji, gdybyśmy od dwóch lat nie obserwowali realizacji tych pomysłów, dokonywanej w sposób metodyczny i konsekwentny.
Stosunek wobec Rosji jest osią, wokół której zbudowano nową koncepcję bezpieczeństwa narodowego. Odtąd państwo Putina ma stać się gwarantem stabilności III RP. Zgodnie z rekomendacjami ekspertów BBN-u, Rosję należy przyjąć „taką jaka ona jest i chce być. Trzeba zrezygnować z misyjności i życzeniowej polityki zmierzającej do skłonienia Rosji do pełnego przyjęcia zachodniego modelu ustrojowego i uznać, że jest możliwa promowana przez Kreml modernizacja Rosji bez demokratyzacji na wzór zachodni.
Polska musi zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa. Zacieśnianie współpracy z Rosją ułatwi pojednanie polsko-rosyjskie” – napisano w dokumencie zatytułowanym „Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski”.
Nową definicję  celów strategicznych zawarto natomiast w opracowaniu dotyczącym prognoz w dziedzinie bezpieczeństwa w perspektywie 20 lat. Za priorytet uznano wprawdzie umacnianie  „solidarności sojuszniczej, pozycji oraz roli Polski w NATO i Unii Europejskiej” ale również „aktywne włączenie się w realizację wzmocnionej Traktatem z Lizbony unijnej Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony; umacnianie relacji z partnerami europejskimi (Francją i Niemcami) oraz reaktywowanie Trójkąta Weimarskiego”. W stosunkach z USA, eksperci Komorowskiego zalecają „odejście od polityki bezwarunkowego, a wręcz bezrefleksyjnego popierania wszystkich działań tego mocarstwa.”
Priorytetem w strategii bezpieczeństwa ma stać się „rozwijanie bliskiej współpracy ze wszystkimi sąsiadami”, przy czym - „szczególne znaczenie ma kontynuowanie polityki normalizacji i rozwijanie stosunków z Rosją. Bez ułożenia stosunków z Rosją nie będzie możliwe pełne zagwarantowanie naszego bezpieczeństwa narodowego oraz zwiększenie pozycji Polski wśród sojuszników i partnerów, a także efektywne zwiększenie ról odgrywanych na arenie międzynarodowej. W stosunkach z Rosją należy zaprzestać eksponowania czynnika historycznego, dążyć do przezwyciężenia polskich lęków i fobii oraz przyjąć bardziej pragmatyczną, a przez to racjonalną politykę” – napisali prof. dr hab. Ryszard Zięba i dr hab. Justyna Zając w tekście "Prognoza interesów narodowych i celów strategicznych w dziedzinie bezpieczeństwa w perspektywie 20 lat”.
Pomysły powstałe w BBN-ie trzeba oceniać nie tylko w kontekście sympatii politycznych środowiska Belwederu, ale w perspektywie celów obecnej prezydentury, w tym - zabezpieczenia kolejnej kadencji Komorowskiego. Od początku lokator Belwederu systematycznie zabiega o pogłębienie swoich konstytucyjnych uprawnień. Temu celowi służyła nowela ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych. Na jej podstawie Komorowski uzyskał prawo wprowadzenia stanu wojennego lub stanu wyjątkowego w sytuacji „szczególnego zagrożenia dla ustroju państwa” lub w przypadku  „działań w cyberprzestrzeni” – przy czym definicje tych zagrożeń nie zostały w ustawie sprecyzowane, co pozwala na ich dowolną interpretację.
Tym samym, zgłoszona przez Komorowskiego ustawa umożliwia de facto przejęcie władzy przez ośrodek prezydencki, również w przypadku niekorzystnego werdyktu wyborczego lub innej sytuacji, groźnej dla układu rządzącego. Szerokie uprawnienia w zakresie wprowadzania i znoszenia stanów nadzwyczajnych dają mu realne możliwości wpływania na bieg wydarzeń. W takich sytuacjach, to prezydent jest organem zastępującym Sejm, zaś szczególne uprawnienia może wykonywać  poprzez wydawanie rozporządzeń z mocy ustawy.   Projekty powstałe w ramach SPBN służą również poszerzeniu władzy prezydenckiej. Staną się bowiem podstawą nowej strategii bezpieczeństwa narodowego, a wynikające z nich propozycje legislacyjne pozwolą m.in. na umocnienie zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi oraz przejęcie faktycznego nadzoru nad służbami specjalnymi.
O takich planach poinformował szef BBN-u gen. Stanisław Koziej, w ostatnim wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”. Padło tam stwierdzenie, że „koordynacja i integracja służb jest konieczna”. „Nasze propozycje – zapewnił Koziej - mieszczą się w dotychczasowym systemie konstytucyjnym. Z konstytucji wynika, że są dwa ośrodki władzy wykonawczej – rządowy i prezydencki. Bierzemy jednak pod uwagę, że w przyszłości może się pojawić wola zmiany konstytucji i na przykład przejście na system prezydencki albo gabinetowy”. To stwierdzenie można wprost odczytać jako zapowiedź ewolucji w stronę reżimu prezydenckiego. Koziej poinformował także, że „prezydent może wystąpić z propozycją konkretnych aktów prawnych. Jedna z propozycji zakłada przygotowanie specjalnej ustawy o systemie kierowania bezpieczeństwem”.
Z dokumentów SPBN można się dowiedzieć, w jakim kierunku będą zmierzały projekty Komorowskiego. Podobnie jak regulacje podejmowane przez rząd Tuska w sferze bezpieczeństwa, naśladowały rozwiązania rosyjskie i obejmowały centralizację dokonywaną według sowieckiego modelu „kułaka” – tak pomysły lokatora Belwederu na integracje służb zmierzają do „zaciśnięcia” wszystkich formacji wokół jednej struktury, kontrolującej pozostałe i kontrolowanej przez ośrodek prezydencki. Nie będzie nią już ABW, lecz nowa służba powstała z połączenia Agencji Wywiadu ze Służbą Wywiadu Wojskowego (SWW).
Gdy gen. Koziej zapewnia, że reformy służb są niezbędne, ponieważ „Brakuje systemu zintegrowanej analizy informacji dopływających ze służb. [...]  Konieczne jest więc zorganizowanie takiego ośrodka, który będzie gromadził i analizował informacje” – można w tym odnaleźć zapowiedź stworzenia struktury, która pozostaje marzeniem każdej totalitarnej władzy – służby będącej „bezpieczeństwem w bezpieczeństwie”. Wprawdzie Koziej peroruje o koordynacji i integracji, lecz zza tej „postępowej” nomenklatury wyziera znana koncepcja sowieckiego „kułaka”.
Model proponowany przez ludzi Komorowskiego zmierza zasadniczo do wyłączenia służb z ich dotychczasowego podporządkowania premierowi i przekazania uprawnień poszczególnym ministrom. Postuluje się przy tym włączenie nowej formacji  w strukturę Sił Zbrojnych RP, co sugeruje powrót do rozwiązań sprzed 2006 r., kiedy to Wojskowe Służby Informacyjne znajdowały w strukturze MON, a funkcje dowódcze mogli pełnić wyłącznie żołnierze zawodowi. Eksperci SPBN proponują zatem, by funkcjonariusze cywilni nie mogli być szefami służb wojskowych, co może prowadzić do odtworzenia układu personalnego w oparciu o środowisko WSI.
Ponieważ w kompetencjach prezydenta leży zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi, za pośrednictwem ministra obrony narodowej – Komorowski stanie się faktycznym decydentem w kwestiach bezpieczeństwa, mając zapewniony bezpośredni wpływ na działalność potężnej służby specjalnej. Jeśli nawet szefostwa tej służby nie obejmą ludzie ze skompromitowanych WSI, to z pewnością będą to osoby rekomendowane przez środowisko Belwederu. 
Ujawniony przed kilkoma miesiącami, pomysł ministra Cichockiego, na włączenie ABW w struktury Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz znaczącego ograniczenia kompetencji Agencji, jest także autorstwa ekspertów BBN. Istota proponowanych przez Cichockiego zmian zmierza do odebrania ABW dotychczasowej pozycji „kułaka” i stworzenia nowego modelu służb specjalnych. Z tej perspektywy warto oceniać niektóre wydarzenia: wcześniejszą grę na utrącenie szefa MON Klicha, masowe odejścia ze służby funkcjonariuszy ABW, ale również obecną kombinację zmierzającą do osłabienia wpływów Bondaryka z możliwością zastąpienia skompromitowanego układu Tuska „rządem fachowców” podporządkowanym ośrodkowi prezydenckiemu.
Niektóre z obecnych procesów politycznych wydają się inspirowane przez ten ośrodek i mają na celu poszerzenie realnych wpływów Komorowskiego. W odbiorze społecznych wywołuje to czasem wrażenie pozytywnych zmian, a zatem tworzy kolejną, groźną dla Polaków fikcję. Intencjami obozu prezydenckiego powinna być szczególnie zainteresowana partia opozycyjna oraz te środowiska, które otwarcie opowiadają się przeciwko fałszywemu „pojednaniu” z reżimem gen Putina. Z dokumentów SPBN dotyczących nowej strategii bezpieczeństwa wynika, że takie postawy mogą wkrótce okazać się antypaństwowe i groźne dla porządku publicznego.
Przed wieloma miesiącami przypominałem treść jednej z rekomendacji znajdującej się w sztandarowym dokumencie SPBN zatytułowanym „Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski”. W rozdziale „Rekomendacje dla priorytetów i zadań polityki bezpieczeństwa w perspektywie średnioterminowej (2010–2020)” napisano m.in.:
Aby przezwyciężyć nieufność, która utrudnia percepcję Rosji przez polskich polityków i media należałoby podjąć zorientowaną na przyszłość politykę normalizacji stosunków wzajemnych i pojednania polsko-rosyjskiego. Warunki ku temu powstały już jesienią 2009 r., po udziale premiera FR Władymira Putina w obchodach 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, a zostały wzmocnione zbliżeniem polsko-rosyjskim po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Jednak czołowa partia opozycyjna w Polsce – Prawo i Sprawiedliwość podjęła kilka miesięcy później działania na rzecz ponownego konfliktowania z Rosją, sugerując odpowiedzialność tego państwa za katastrofę. W tej sytuacji rząd Polski powinien szybko podjąć działania na rzecz ratowania szansy jaka szybko może zniknąć.”

Tekst został opublikowany w Warszawskiej Gazecie.

61 komentarzy:

  1. No tak, czas uciąć Bondaryka, choć w przeszłości był bardzo pomocny. Może nawet za bardzo.

    Staje się zrozumiała inicjatywa Gowina, staje się jasny los Tuska, a po nim Schetyny. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego w takiej sytuacji Jarosław Kaczyński nie mógłby zagrać na rozłam w PO? Dlaczego ludzie Tuska mieliby jak jeden mąż poprzeć obóz prezydencki? Inaczej mówiąc: dlaczego nie zagrać - czysto taktycznie - na Gowina, jako premiera? Nie dlatego, że to strategicznie dobra kandydatura, tylko dlatego, że taki premier opóźni ofensywę Komorowskiego. Będzie czas na przygotowanie się do wyborów i próbę przemeblowania sympatii wyborców. Rząd Gowina, z przywróconym Schetyną, którego istnienie zależy od głosów PiS - to byłaby jednak transzeja trudna do sforsowania z marszu dla prezydenta. Sam Kaczyński nie musiałby się mieszać, żeby nie tracić autorytetu, tylko czekać na konfrontację z samym Komorowskim, w prezydenckich wyborach. Bo przecież odium nieudolnego rządzenia (a takie byłoby w obliczu konfliktu z pałacem prezydenckim) spadałoby, w dalszym ciągu, na PO.

    Może to uproszczone myślenie, może z różnych względów naiwne (w końcu nie jestem politykiem, tylko przedsiębiorcą). Ale jeśli prawdą jest Pańska diagnoza, że ABW idzie w odstawkę, że służby MSW pójdą pod dyktat SWW, to jest realna szansa, że właśnie te służby, które mają zostać podporządkowane i częściowo zmarginalizowane będą czuć pokusę poparcia układu, który gwarantuje status quo. Więc poprą Gowina ze Schetyną, rząd, który będzie zakładnikiem głosów PiS. Ale jednak rząd Platformy.

    Pozostanie kwestia, niełatwa, kształtowania opinii publicznej. Gra PiSu mogłaby być klasyczną grą Cesarza (Kaczyński) i dwóch prokonsuli. Jeden byłby rządowi przychylny, drugi krytyczny. Jarosław byłby rozjemcą. Który kanał medialny byłby wystarczająco niedojrzały, politycznie niewyrobiony, aby tę grę podjąć, lansować prokonsuli? Słabo znam dziennikarskie meandry, kto z kim, etc. Ale są przecież po stronie opozycji analitycy, którzy mają świetne rozeznanie i mogą coś doradzić.

    Nie ulega dla mnie kwestii, że czas diagnoz jest zawsze, ale podjęcie działania jest pilące. Coraz trudniej żyje się w tym kraju, w którym energia tworzenia jest trwoniona, traktowana jak luksus don kiszotów, a w cenie jest układ, dorabianie się na przeszkadzaniu, poddanie się agenturalnej zależności. Może tylko ja jestem zmęczony prowadzeniem firmy, życiem w takim państwie. A może nie tylko ja. Dlatego pozwalam sobie na obszerny komentarz, komentarz z pewnym pomysłem.
    Pozdrawiam. PŁ.







    OdpowiedzUsuń
  2. przemek łośko,

    Całkowicie obce jest dla mnie myślenie w kategoriach "gry na rozłam w PO" oraz pokładanie nadziei w wygranych wyborach.
    Uważam takie koncepcje za błędne i przynoszące PiS - owi najwięcej szkody.
    W poprzednim tekście "CO DALEJ?", jedno z pytań skierowanych do polityków opozycji brzmiało: czy nadal pokładacie nadzieję w ponadpartyjnym „rządzie fachowców” i podziałach na złych i dobrych polityków grupy rządzącej?

    Myślę, że każdy, kto chciałby w środowisku PO dostrzegać lepsze i gorsze postaci, nie tylko niczego nie zrozumiał po tragedii 10 kwietnia, ale nie posiada elementarnej wiedzy o grupie rządzącej. Tych ludzi nie łączy bowiem żadna idea, program partyjny czy cele polityczne. Nie da się ich różnicować ze względu na poglądy bądź wyznawany system wartości. Nie dzielą się na mniej lub bardziej zdegenerowanych.
    Przez wiele lat pod szyldem PO zbierali się wszelkiego rodzaju renegaci, cwaniacy, frustraci oraz "skrzywdzona" rządami PiS-u agentura - co uczyniło z tego środowiska skansen agresywnych, twardogłowych typów, złączonych wspólnym interesem, nienawiścią i żądzą odwetu wobec wszystkiego, co kojarzone z braćmi Kaczyńskimi.
    Jedyną idee fix środowiska PO, prawdziwym „credo” wokół którego integrowano wyznawców jest totalna antynomia wobec PiS-u , przybierająca z czasem postać patologicznej nienawiści. Dlaczego wobec PiS-u, niech odpowie sobie każdy, kto dostrzega antypolskie działania grupy rządzącej.
    Po 10 kwietnia doszła równie mocna motywacja - chęć ukrycia win, zatuszowania aktów zaprzaństwa oraz uniknięcia odpowiedzialności za popełnione przestępstwa.
    Kto chciałby różnicować tych ludzi, niech wpierw się zastanowi, jak zachowywali się w obliczu śmierci naszych rodaków i jak głosowali w sprawach dotyczących wyjaśnienia tragedii smoleńskiej.

    Program opozycji nie może się sprowadzać do "gier na rozłam", bo takie zjawisko nie występuje w grupach połączonych więzami patologicznymi. Schetyna nie wystąpi przeciwko Tuskowi, a Gowin nie sprzeciwi się Komorowskiemu, ponieważ łączy tych ludzi wspólny strach, nienawiść i pragnienie uniknięcia odpowiedzialności. Mogą się wzajemnie zwalczać i nienawidzić, ale w stosunku do wroga będą stanowili monolit. Również próba znalezienia w tym środowisku "świadka koronnego" jest skazana na niepowodzenie, bo każdy z nich wie, co zagraża ludziom, którzy próbowali zerwać patologiczne więzy.
    Jedyne co może zrobić prawdziwa opozycja, to odrzucić w całości obecny układ i dążyć do jego całkowitej likwidacji. Próby prowadzenia "gier partyjnych", zabawy w demokrację, układy i sojusze - będą zawsze wiodły do zgubnych kompromisów i uwikłania w interesy grupy rządzącej.
    Partia opozycyjna, która nie ma żadnych narzędzi kontroli, przegrywa w sejmie wszystkie głosowania, jest marginalizowana i zewsząd atakowana, nie posiada własnych mediów ani wypracowanych form przekazu – nie może prowadzić gier politycznych. Musi odwołać się do społeczeństwa i w nim szukać sprzymierzeńca. Po to zaś, by się odwołać, musi Polakom i opinii światowej mówić prawdę i nie zaciemniać jej pseudopolitycznym bełkotem.
    Dlatego jest to program dla twardej opozycji antysystemowej, a nie dla grupy mdławych partyjniaków.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cz. 2

      Króla od księcia różni to, że książę chce i potrafi być niezłomny sam za siebie i sam dla siebie - ale król korzysta z kilku niezłomnych i wielu ułomnych dla sprawy, siebie mając wyłącznie za medium historii. Jeśli chce się tworzyć partię władzy, nie wystarczy być niezłomnym. To jest zresztą ta lekcja, której nie odrobił Makiaweli. Dlatego postawił na fałszywego konia, dlatego nic, poza lizusowską księgą ratującą skórę, nie osiągnął w polityce.
      Sam amoralizm i sama niezłomność nie prowadzą do sukcesu. A stawką nie jest tylko bezpodmiotowe, uniwersalne Dobro, ale dobro konkretne, dobro Polski, a przez to dobro jej obywateli. Trzeba powstrzymać ruską deprawację, bo nic gorszego nie może Polaków spotkać od mentalnego zruszczenia. Nie potrafię sobie wyobrazić nic bardziej obmierzłego.

      Dlatego sama diagnoza, to dziś o wiele, o wiele za mało. A sama niezłomność to ledwie estetyczna figura, jeśli pozbawiona jest sprawczej, nadrzędnej misji. Trzeba coś zrobić, nie analizować bez końca. Skoro jest tak, jak Pan pisze - a wszystko co Pan opisuje układa się w logiczną i ponurą całość - to nie można dłużej szukać recept, tylko trzeba je dziś znaleźć i dziś zastosować. Jeśli plan z Gowinem jest zły, bo nie sposób go przeprowadzić, to trzeba znaleźć inny, i wdrożyć bez zwłoki. Ale nie za miesiąc lub dwa, tylko dziś. Doprawdy, czy PiS nie potrafi utworzyć wewnętrznego zespołu analiz, nie potrafi przyjąć i realizować strategii? Jeśli nie potrafi lub gorzej, nie chce, niech się sam rozwiąże i da miejsce takiej sile politycznej, która ma dość energii i wiary, pomysłowości i determinacji, żeby o Polskę walczyć SKUTECZNIE.

      Usuń
    2. Bardzo celnie Aleksandrze,

      MM (n)

      Usuń

  3. cz.1

    Nie uważam, że Gowin jest lepszy od Tuska, czy to w sensie etycznym, czy estetycznym. Przemawia przeze mnie zwykły pragmatyzm: jeśli można zatrzymać wroga jego własnymi rękami, przygotować pole bitwy na własnych warunkach, w czasie sposobnym dla siebie, to należy to zrobić.

    Ok, jeśli różnej maści kanalie z PO jednoczą się z obawy przed rozliczeniem, to hipoteza o rozłamie jest błędna. Za mało wiem o Gowinie, o Schetynie, jakie upiory z przeszłości ukrywają. Schetyna ma zapewne kolekcję bardziej mroczną. Wydaje mi się jednak, że PO nie jest formacją odporną na koniunkturę, a jej "politycy" nie są wolni od pokusy politycznego awansu. Są politycznie korumpowalni. To, że nie posiadają programu, że są bezideowi, może tylko ułatwić dekonstrukcję. Jeszcze prościej - uważam, że spowodowanie rozłamu w PO jest możliwe.

    W żadnym razie nie namawiam do kompromisu. Przyjęcie taktyki, którą przedstawiłem, nie oznacza zmiany strategii - strategią jest pełne rozliczenie polityczne i gospodarcze nomenklaturowego układu. Także karne. Bez takiego rozliczenia nadal będziemy tkwić w jerofiejewowskim świecie Szarego: w bandyckich powiązaniach wewnętrznych i zdradzieckich powiązaniach z państwem sowieckim. Jednak pełne rozliczenie jest możliwe wtedy, kiedy ma się narzędzia władzy, które takie rozliczenie umożliwią. W tej chwili możemy układ rozliczać słowami. A to jest akurat coś, na co układ nieomal nie zwraca uwagi, chyba, że chce wykorzystać takie "podpowiedzi" do wewnętrznych rozgrywek.

    Przyjęcie taktyki, o której mówię, oddałoby w ręce PiS MSWiA - bo to powinna być cena za poparcie Gowina. Bez jakiejkolwiek koalicji. Po prostu: cena strachu. W tej chwili PiS nie kontroluje niczego, więc byłaby to jednak istotna zmiana. Zwłaszcza, że nie trzeba nic obiecywać.

    Możliwe, że niedostatecznie znam życiorysy i ograniczenia Gowina i Schetyny, możliwe, że nie odważą się przeciwstawić Komorowskiemu. Z drugiej strony, jeśli mają iloraz inteligencji wyższy niż 120 punktów, to muszą widzieć, że jeśli teraz nie rozegrają swojej szansy, zostaną zwasalizowani i wydaleni. Są miejsca jeszcze bardziej odległe od realnej władzy, niż komisja spraw zagranicznych. Miarą istotności takiej komisji jest także i to, że znalazło się w niej miejsce dla Kluzik-Rostkowskiej, karierowiczki wyjątkowo pozbawionej kręgosłupa. Trudno mi uwierzyć, że tacy ludzie jak Gowin, czy Schetyna wolą być twarzami, marionetkami, niż samodzielnie kształtować politykę. Ale nie znam profilu psychologicznego tych panów, znam ich tylko z internetu. Telewizji nie oglądam od dwunastu lat.




    OdpowiedzUsuń
  4. przemek łośko,

    Pańska odpowiedź może świadczyć, że upór w forsowaniu pewnych mrzonek jest jednak silniejszy od logiki. Bo jeśli nie uważa Pan Gowina za lepszego od Tuska i odżegnuje się od nawoływania do kompromisu, to czym wyjaśnić „taktykę” uczestnictwa opozycji w rządzie powołanym przez Gowina (czy jakąkolwiek inną postać PO) oraz dywagacje o „cenie za poparcie Gowina”?
    Do teorii dotyczących wygrania wyborów nie będę się w ogóle odnosił, bo przeczą one doświadczeniom ostatnich pięciu lat i od dawna są dla mnie rodzajem niewytłumaczalnej aberracji. Miło jest wierzyć, że nadejdzie moment gdy wrzucimy do urny kartkę wyborczą i jednym ruchem „załatwimy” układ rządzący, ale wiara w cudowną moc demokracji winna już dawno ustąpić wiedzy o mechanizmach rządzących III RP. Jeśli nie ustępuje, nie dziwmy się później kolejnym porażkom. Być może dlatego czołowi politycy PiS nie komentowali szczególnie arcyważnego raportu w sprawie rosyjskich serwerów obsługujących polskie wybory, by nie pozbawiać elektoratu tej irracjonalnej wiary i nie narażać się na kolejny objaw schizofrenii politycznej. Bo jak później wytłumaczyć ludziom, że nadal mamy czekać na wyborcze wybawienie ?
    Muszę też przyznać, że nie jestem zainteresowany rozważaniami na temat „konserwatysty Gowina” czy rzekomej frondy ze strony obozu schetynistów. Wystawianie Gowina jest zaledwie jednym z elementów prymitywnych gierek. I niczym więcej.
    Traktuję te opowieści jako kompletne brednie, rozpowszechniane przez małych demiurgów w interesie grupy rządzącej. Celują w tym ludzie „Rzepy” i „UważamRze” , a ich działania mają na celu wywołanie fałszywego wrażenia „pluralizmu politycznego” oraz utrwalanie fikcji naturalnych procesów politycznych. Nie chce mi się nawet przypominać, ileż to razy w czasie ostatnich lat – zdaniem tych „analityków” – miało dochodzić do rozłamów, walk frakcyjnych itp. straszliwych klęsk Tuska. Tylko dzięki niewiedzy Polaków i ich krótkiej pamięci, tacy publicyści mogą nas nadal zwodzić.
    W czasie, gdy rzesze blogerów i komentatorów zajmują się roztrząsaniem tych bzdur lub pokrzykują buńczucznie wieszcząc pewny upadek rządu – grupa cwaniaków załatwia kolejny geszeft, inni dokręcają następną śrubę lub – jak Komorowski – kombinują nad „nową koncepcją bezpieczeństwa narodowego”. Lament podnosi się dopiero, gdy decyzje są już podjęte i nie ma szans na kontrakcję. Niestety – tak właśnie od lat wygląda strategia opozycji.
    Nie trzeba szczególnej przenikliwości, by zrozumieć gdzie tkwi błąd.

    Dziękuję za rzeczowe komentarze, bo - jeśli nawet nie zgadzam się z Pańskimi ocenami, doceniam chęć racjonalnej argumentacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cz. A.

      Panie Aleksandrze,

      taktyka nie dotyczy uczestniczenia w rządzie, ale kontroli na własnych warunkach MSWiA. Celem nadrzędnym jest zablokowanie inicjatywy podporządkowania służb obozowi prezydenckiemu. To warunek konieczny, ale niewystarczający osiągnięcia sukcesu w kolejnych wyborach. Jednak niezablokowanie inicjatywy Komorowskiego oznacza pewną porażkę wyborczą (patrz m.in. raport Urbanowicza, ale też zaczną się fingowane procesy i zastraszanie).

      Nie ma szansy przejęcia na raz władzy, więc trzeba ją zdobywać stopniowo. I kolejne zdobycze prezentować jako sukces, z uśmiechniętą, nie martyrologiczną twarzą. Strategia, jako nadrzędna wobec wszelkiej maści taktyk, nie powinna się zmienić. Nie oznacza to, że cel uświęca środki. Oznacza to, że ryzyko utraty wizerunku jest niewielkie, a nabyty oręż - MSWiA - znakomicie taką utratę kompensuje. Podejście wszystko albo nic, kiedy ma się w garści pył i wiatr, a serce raczej zajęcze, skazuje pretendenta na Nic. Po MSWiA trzeba po prostu wyciągnąć rękę i spróbować je wziąć. Najwyżej ktoś zdzieli po ręce, całe ryzyko. Nie musi tego robić Antoni, może to być któryś z jego doradców, żeby Antoniego wykorzystać w innej chwili wojny.

      Wygrywanie przez PiS wyborów wymaga rezygnacji z dzielenia społeczeństwa wyborczymi hasłami. Dla przykładu: sam jestem osobą bezwyznaniową. Nawet ateizm uważam za religię, w szczególności w jego agresywnej formie. Długo moglibyśmy dyskutować o podstawach epistemologicznych i estetycznych takiego wyboru, jednak istotniejsze jest to, że całkiem pokaźna liczebnie grupa społeczna ma podobny pogląd na kwestie religijne. Możliwe, że dla większości brak chęci do życia religijnego nie bierze się ze zdyscyplinowanej refleksji, ani z estetycznego, granicznego przeżycia, tylko z wygody, czasem intuicji. To nie zmienia faktu, że w strategii wyborczej PiS, akurat element religijny, powinien być wytonowany. Większość wartości chrześcijańskich jest bowiem wartościami ludzkimi, można by nawet znaleźć liczne dowody, iż wartości ogólnoludzkie zostały tylko przyjęte przez chrześcijaństwo. Tym niemniej wielu potencjalnym wyborcom, zwłaszcza młodym i w dużych miastach Kościół kojarzy się z nieróbstwem, merkantylizmem, oportunizmem, seksualną hipokryzją, a ostatnio z pedofilią i narodową zdradą. Sam ze zdumieniem oglądam ataki środowisk kościelnych na np. Isakowicza-Zalewskiego, człowieka, którego bardzo cenię, mimo, iż metafizycznie jest na przeciwnym biegunie przeżywania Świata. Ale ten właśnie człowiek jest dla mnie wzorem uczciwości. Wracając jednak do młodego elektoratu: nie można się na młodych ludzi obrażać, że nie rozumieją podłych mechanizmów obecnego życia. Należy im je tłumaczyć. Objaśniać. Odmienienie światopoglądu należy pozostawić im samym - jeśli argumenty będą uczciwe i racjonalne, pozbawione elementów religijnej indoktrynacji, to jestem pewien, że te argumenty dotrą do młodzieży.

      Usuń
    2. cz. B.

      Nie mniej istotne jest zdanie sobie sprawy, że różnorodność poglądów obyczajowych i religijnych nie musi powodować wykluczenia z grona popierających sprawę. Niezmiernie mnie razi, kiedy widzę bezmyślne ataki na homoseksualistów, Żydów, ateistów, etc. Homoseksualista może być dobrym patriotą. W księdze odnalezionej wśród liści, w kodeksie Bushido samurajom zaleca się wprost posiadanie żony i kochanka-przyjaciela. To właśnie kochanek-przyjaciel ścinał samurajowi mieczem głowę, w czasie rytualnego seppuku: zabójstwa duszy, która jak wierzyli samurajowie, mieszkała w ich brzuchu. W historii narodów i świata znajdziemy także wielu odważnych i prawych mężów stanu pochodzenia żydowskiego, a i w naszej historii, nie szukając daleko, odnajdujemy postać Piłsudskiego, który był ateistą. Takie cnoty jak odwaga i honor nie są zarezerwowane dla heteroseksualnych aryjczyków, wyznania katolickiego.

      Te uproszczone i nieuprawnione komunikaty wyborcze, atakujące ludzi za odmienność obyczaju i religii, bardzo uszczupliły bazę wyborczą PiS. Trzeba to zmienić, bo nie to jest najistotniejsze, czy ktoś jest gejem, Żydem, katolikiem, czy ateistą, tylko to, jak mocno wierzą w Polskę bez układów, niezależną i silną. I ile z siebie są gotowi takiej Polsce dać, jak bardzo są zdeterminowani, żeby ją oczyścić z ruskiej i po-ruskiej, ubeckiej zgnilizny.

      Sprawa trzecia, sprawa estetyki działania. Może pamięta Pan film Ran, Kurosawy. Bazą dla tego filmu był Król Lear, studium władcy spełnionego, ale i władcy o naturze Księcia, nie Króla. W pierwszej odsłonie władca woła swoje dzieci i przekazuje im władzę. Bierze kilka strzał i pokazuje, że dopóki są razem, nie można ich złamać. A każdą strzałę z osobna łamie bez trudu. To przesłanie trafia w próżnię. Naiwnością jest sądzić, że przesłanie jest fałszywe. Ono jest prawdziwe. Odchodzący Król nie zadbał po prostu, całym swoim życiem, żeby ten pogląd zakorzenić swoim dzieciom, żeby ten pogląd był przez nie postrzegany jako największe i najistotniejsze dziedzictwo i dobro wspólne. Nie, one także miały naturę książąt, nie królów, dlatego podjęły się zbrodniczego wyścigu, który przywiódł Lear'a do szaleństwa. A raczej do szalonego otrzeźwienia, kiedy przejrzał swój błąd i jego wagę.

      Jednak dziś nastał czas Fortynbrasa. Hamletów i Learów wystawiajmy na małej scenie. Główny parkiet pozostawmy temu, który chce metodycznie i konsekwentnie zdobywać władzę. I wierzy w to bez najmniejszej wątpliwości.

      Usuń
  5. Panie Aleksandrze,
    Komorowski w społeczeństwie uchodzi za sympatycznego gafiarza, który pisze z błędami, nie umie zachować się przy stole, toteż nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że z jego strony może wyjść jakaś poważna inicjatywa, która jest groźna dla Polski. Taki gafiarz twórcą nowej strategii?? Wolne żarty!
    To jest tylko maska, pod którą kryje się zimny, wyrachowany gracz, który dobrze wie, do czego dąży, a co Pan doskonale wyłożył w swoim artykule.
    Nigdy nie zapomnę postawy tego człowieka w dniu 10 kwietnia, kiedy w wieczornym programie TVN zachowywał się tak, jakby nic się nie stało, czym był zdumiony nawet dziennikarz prowadzący. Komorowski pytany wówczas o emocje, odpowiedział, że w polityce nie ma miejsca na sentymenty. A było to zaledwie parę godzin po śmierci 96 osób, które przecież znał osobiście. Zero uczuć, zimna gra.
    Koncepcja nowego bezpieczeństwa narodowego będzie gwoździem do trumny niepodległej Polski i spowoduje trwałe uzależnienie od ludzi sowieckich.
    Dlaczego opozycja zdaje się tego nie widzieć? Dlaczego udaje, że wprawdzie są błędy i wypaczenia, ale poza tym nasza demokracja ma się świetnie?
    Nie wiem, nie potrafię tego zrozumieć. Może nie chcą pozbyć się złudzeń? Może nie mają strategii?
    Dla mnie czymś zupełnie niezrozumiałym jest fakt całkowitego przemilczenia raportu prof. Urbanowicza na temat rosyjskich serwerów, która obsługiwały w Polsce wybory.
    W jednym z komentarzy napisał Pan, ze być może PiS nie chce ludzi pozbawiać złudzeń, nie chce ludziom powiedzieć jak jest naprawdę.
    Jest to błędna strategia, gdyż każda półprawda, czy zaniechanie mści się podwójnie. Jeżeli wybory nie są w pełni uczciwe, to PiS powinien wiedzieć, że żadne kampanie, cudowne hasła, genialne strategie i fantastyczne programy nie przyniosą zwycięstwa, gdyż "nie ważne jak kto głosuje, ważne kto liczy głosy". W tym wypadku rosyjskie serwery. Na co czekają? Debaty gospodarcze, pomysły na Polskę, wszystko to ważne i pożądane, ale nic się nie uda zrobić, w sytuacji, kiedy w dniu wyborów podwładni Putina będą nadzorować maszynki do liczenia głosów.
    PiS powinien bardzo mocno nagłośnić sprawę, o której pisał prof. Urbanowicz, powinno być trzęsienie ziemi po takich informacjach. Tymczasem mamy niezrozumiała ciszę.
    Należy już teraz przygotowywać strategię na wybory, szkolić ludzi,wymusić na organach państwa, by wytłumaczyły się z rosyjskich serwerów.
    Wszystkich powinny zelektryzować też informacje dotyczące braku jakiegokolwiek nadzoru na przesyłem danych PKW na serwery:

    "W miesiącach następujących po ostatnich wyborach parlamentarnych jeden z blogerów wystosował do PKW serię pytań dotyczących fizycznej obecności ekspertów PKW lub innych służb rządowych w serwerowni przechowującej i magazynującej dane spływające z okręgowych komisji wyborczych. Jak się okazuje, nie tylko nie ma żadnych procedur zobowiązujących tę instytucję do ciągłego nadzoru nad procesem zliczania głosów, ale nie ma również żadnych uregulowań prawnych dotyczących tego, co się dzieje z danymi przesłanymi na docelowy serwer, który ma dostarczyć ostateczne wyniki wyborów. Obrazowo rzecz ujmując – polskie przepisy szczegółowo opisują, w jaki sposób do PKW należy dostarczyć cząstkowe dane z lokalnych komisji wyborczych, nie ma natomiast żadnych prawnych instrukcji dotyczących tego, w jaki sposób PKW na podstawie tych danych dostarcza opinii publicznej zbiorcze wyniki wyborów".

    http://niezalezna.pl/33108-zawodowi-hakerzy-demokracji

    Czy opozycja się tym przejmie? Nie wiem, ale jeżeli raport prof. Urbanowicza nie wymusi konkretnych i pilnych działań, to już dzisiaj wieszczę kolejną porażkę wyborczą.

    Pozdrawiam serdecznie

    Martynka



    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksander Ścios
    Kaczyński nie ma charakteru, charyzmy ani ludzi, żeby działać tak, jak Pan ma na myśli. Tu trzeba kogoś młodszego, a la Fidel, kto nie będzie wahał się stawiać spraw na jedną kartę i nie zadrży mu ręka przed użyciem siły, koniecznym dziś dla odbicia państwa. ale to nie temat na szeroką dyskusje na forum (niewątpliwie monitowane przez szakali z tzw. służb).
    pozdrawiam
    Mocny102

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocny 102

      "...kto nie będzie wahał się stawiać spraw na jedną kartę i nie zadrży mu ręka przed użyciem siły, koniecznym dziś dla odbicia państwa".

      Kilku Macierewiczów i dalibyśmy radę:)

      Pozdrawiam

      Martynka

      Usuń
    2. Martynka

      Mniejsza o jakiekolwiek nazwiska i inne detale, które moglibyśmy tutaj rzucać w ramach spekulacji, chodzi tylko o ideę.
      Ważne jet, że skoro wiele osób zaczyna w jednym czasie myśleć to samo, to znaczy, że pewna sytuacja dojrzewa. Ale to tylko ogólne rozważania.
      natomiast A. Scios robi naprawdę dobrą robotę jako publicysta. chyba pierwszy zaczął głośna mówić to, co wielu myśli. to na pewno w tej chwili trzeba kontynuować. Nie jest to wcale pozbawione praktycznego znaczenia polityczne blogerstwo, sporo ludzi to czyta.
      pozdrawiam
      Mocny102

      Usuń
    3. Mocny102

      To prawda,wiele osób wzdycha do rozwiązań z maja 1926, ale niestety teraz są inne realia, inni ludzie.
      Wszystko jest bardziej skomplikowane, przede wszystkim nie ma między nami J. Piłsudskiego, a nowego nie widać na horyzoncie.
      Pozdrawiam
      Martynka

      Usuń
    4. Martynka

      Realia historii kołem się toczą, ludzie nowi dojrzewają i rodzą się.
      Jeśli chodzi o 26, to na pewno żaden pozytywny impuls nie wyjdzie dziś od strony wojska - to ekipa niezdolna nawet samodzielnie pilnować własnych koszar (mają do tego firmy ochroniarskie). Bez horyzontów politycznych i jakiejkolwiek woli wzięcia udziału w walce o władzę. Chyba że część generalicji jako podczepka pod ,,chudoszyich wodzów". Nic więcej. Także ani Piłsudski ani Pinochet nam nie grozi. Ale to nie wyczerpuje możliwości dużego narodu.
      ps. Pomyliłem się: przed A. Ściosem jeszcze S. Michalkiewicz otwarcie głosi(ł) konieczność rozprawy mieczowej z kastą bezpieczniacką. Też b. mądry człowiek.
      pozdrawiam
      Mocny102

      Usuń
  7. ---------------------------
    ALEKSANDER ŚCIOS


    W niedawnym artykule, poświęconym Strategicznemu Przeglądowi Bezpieczeństwa Narodowego: "NADLATUJĄ DRONY...", koncentrował się Pan na planach zakupu sprzętu, przyjaznej – a więc "promoskiewskiej" - tarczy rakietowej, itp.

    Przytaczałam wówczas obszerne fragmenty wywiadów gen. Romana Polko, bardzo krytyczne wobec "Strategii od Sasa do lasa" Min. ON:
    http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/7805,strategia-od-sasa-do-lasa.html

    Konkluzję można było zawrzeć w jednym zdaniu generała: "Amerykanie są naprawdę oburzeni tym, co się u nas dzieje, wpompowali ogromne pieniądze w wojska specjalne. Przez nierozsądne roszady możemy wiele zaprzepaścić i zerwać z nimi współpracę."



    Dzisiaj widzimy, że "po przezwyciężeniu nieufności w percepcji Rosji" ( do której przyczyniła się "pamiętna" wizyta Putina w 2009r na Westerplatte), miało być z powrotem jak za Kiszczaka i Jaruzelskiego, a wojsko w Polsce miało znów pełnić funkcję „długiego ramienia Moskwy” - zgodnie z tytułem książki Sł. Cenckiewicza.

    Jednak w 2010 "wydarzył się" Smoleńsk – i stratedzy BBN muszą teraz przede wszystkim poradzić sobie z krnąbrnością PiS i "pisowskiego" elektoratu, którym jakby nie w smak powrót do Układu Warszawskiego i braterskiej przyjaźni i współpracy z armią radziecką, (po zmianie nazwy: rosyjską).



    Wytyczne SPBN są więc nieubłagane:

    "Jednak czołowa partia opozycyjna w Polsce – Prawo i Sprawiedliwość podjęła kilka miesięcy później działania na rzecz ponownego konfliktowania z Rosją, sugerując odpowiedzialność tego państwa za katastrofę.

    W tej sytuacji rząd Polski powinien szybko podjąć działania na rzecz ratowania szansy jaka szybko może zniknąć."


    =============================

    Przyznam, że ostatnie zdanie brzmi dość złowrogo. Bo jak "ratować" tę szansę?

    "Zniknąć" PiS?



    Pozdrawiam Autora


    PS.

    Dokonania LWP w braterskim sojuszu z Armią Czerwoną (i innymi bratnimi armiami) sprowadzały się,
    o ile mi wiadomo, głównie do walki z własnym narodem i odznaczyły m. in: likwidacją Wojska Polskiego
    (tzw. Żołnierzy Wyklętych) do początku lat 50-tych, krwawą pacyfikacją poznańską w 1956, najazdem na zbuntowaną Czechosłowację w 1968, mordowaniem bezbronnych ludzi w odwecie za strajki i manifestacje
    na Wybrzeżu – Gdańsk 1970, strzelaniem do robotników i manifestantów w 1981 podczas tzw. stanu wojennego, czyli wojny polsko – jaruzelskiej.

    Obecnie stało się głównie armią najemną, operującą poza granicami III RP, ale udatnie pełniącą też:
    - krajowe funkcje reprezentacyjne (wówczas zwykle przyozdobione indonezyjskimi kotylionami),
    - ceremonialne: (pogrzeby 2010) -- oraz ostatnio:
    - obrony cmentarzy przed posłami RP, dziennikarzami, oraz innymi przedstawicielami przypadkowego społeczeństwa, patrzącego na ręce (wojskowej) prokuraturze III RP.

    Ciekawe, czy powróci (w wersji poprawionej i ulepszonej) przekazana USA przez płk Kuklińskiego
    osławiona strategia marszu na Zachód, z Polską jako poligonem atomowym: w pierwszym rzucie –
    o ile pamiętam: 2 miliony ofiar!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest pytanie /aktualne od kilkuset lat/. Podległość Moskwie czy Berlinowi? Czy naprawdę nie ma innej możliwości? Dotychczasowe próby samodzielności kończyły się katastrofami. Czy tak musi być?

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Martynko,

    Od miesięcy obserwuję wyniki tzw. sondaży zaufania. Jakkolwiek trzeba je oceniać z ogromną rezerwą i widzieć w nich głównie projekcję politycznych preferencji właścicieli owych sondażowni, to nieodmiennie na czele takiego rankingu ląduje Bronisław Komorowski. To dowód nie tylko ogłupienia Polaków, ale szczelności osłony medialnej roztaczanej nad lokatorem Belwederu. Ta osłona funkcjonuje od lat, a po lekcji udzielonej Wojciechowi Sumlińskiemu, została jeszcze szczelniej zaciągnięta.
    O rzeczywistych planach środowiska Komorowskiego pisze się niewiele lub w ogóle. Jako przykład standardowej metody informowania można wskazać niedawną publikacje "Rzepy" zatytułowaną "Inicjatywa prezydenta: zapisać obronę powietrzną w ustawie".
    Publicystów tego rodzaju pism nie stać na refleksję, że owa inicjatywa legislacyjna kończy sprawę obecności amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terytorium III RP i zmierza do realizacji rosyjskich planów.
    W przypadku SPBN (choć ta zabawa trwa od dwóch lat) nie znalazłem żadnej publikacji, w której odważono by się na podsumowanie tak groźnej dla Polaków inicjatywy.

    Ma Pani oczywiście rację, że raport przygotowany pod kierunkiem śp. prof.Urbanowicza powinien wywołać polityczne trzęsienie ziemi. To dokument, którego tezy byłyby nieocenione dla każdej, autentycznej opozycji i pozwoliły eksploatować temat przez wiele tygodni. Jeśli PiS - a za nim wiele innych środowisk opozycji - nie próbuje nawet dotykać tego tematu, powinniśmy pytać przedstawicieli tej partii o przyczynę takiego zaniechania.
    Nie mam wątpliwości, że jest to kolejny, bardzo poważny błąd, który zaważy na przyszłości partii opozycyjnej.


    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze jest Pan w błedzie nasza "Tarcza" nie jest po to zeby wykluczyć tarczę amerykańską. Oydwa systemy mają trochę inny zakres działania (nasze rakiety średniego zasięgu bedą miały zasięg rzędu 100-150km i będą mogły zwalczać zarówno samoloty jak i pociski taktyczne (w mniejszym zakresie). Natomiast rakiety USA to rakiety o zasięgu rzędu wielu setek km i zaprojektowane wyłacznie do niszczenia rakiet balistycznych. Obydwa systemy mogą się wzajemie uzupełniać ale nie zastępować.

      Usuń
  10. Mocny102,

    Nie można realnie myśleć o obaleniu obecnego układu bez uwzględnienia roli PiS-u. Nie powstanie żadna nowa siła ani środowisko zdolne do działania.
    Powinniśmy raczej skupić się na próbach obudzenia partii opozycyjnej i zmuszenia jej do skutecznych akcji. Na tym również polega rola prawicowej blogosfery i publicystów. Niestety, niewiele osób zdaje się to rozumieć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksander Ścios,
      powiedzmy, że przy założeniach, które wydają się dziś oczywiste, ma Pan rację. Zmiana założeń - jeśli kiedyś nastąpi - nie uczyni mniej wartościowym działań, o których Pan mówi: wręcz przeciwnie.
      Czytam Pana publikacje od dłuższego czasu i cenię je sobie szczególnie za wiadomości odnośnie działań kliki pro-kremlowskiej. Natomiast ciekaw jestem Pańskiej opinii, jak wyglądać będzie długoterminowa reakcja stronnictwa pruskiego: wydaje mi się bowiem, że Niemcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i nawet odwołując Rudego do Brukseli (choć chyba na 1.go Komisarza im to nie wyjdzie, gdy Rudy nie mówi po francusku?...), będą chcieli zachować w Polsce realny wpływ na władzę.
      Pytanie: gdzie,kiedy i jak działania grupy Komorowskiego będą kolidowały z frakcją pruską? Jak Prusacy zareagują na wzrost wpływów, może i dominację Moskwy? Jak głębokie ustępstwa wobec Moskwy za strony Berlina zakłada strategiczne partnerstwo? A może źle stawiam pytania?
      Z największą przyjemnością zapoznałbym się, a zapewne wielu czytelników, z Pańską oceną tych kwestii.

      pozdrawiam
      Mocny102

      Usuń
  11. Pani Urszulo,

    Warto zwrócić uwagę, że gen. Polko jest członkiem zespołu doradczo-konsultacyjnego SPBN, jako były zastępca szefa BBN.
    http://www.spbn.gov.pl/portal/sbn/630/3169/Zespol_DoradczoKonsultacyjny.html
    Z pewnością nie zajmuje się opracowywaniem rzeczy, które przytaczam w tekście, ale może mieć wpływ na sprawy obronności.

    To jest mój kolejny tekst poświęcony sprawie SPBN. W jednym z nich, z lutego 2011 roku, zatytułowanym "EKSPERCI OD BEZPIECZEŃSTWA" wskazywałem na charakter postaci, które z nadania Komorowskiego zajmują się majstrowaniem przy kwestiach bezpieczeństwa narodowego:
    http://cogito.salon24.pl/277709,eksperci-od-bezpieczenstwa
    Już wówczas było jasne, jakie rekomendacje mogą powstać w tym gremium. Fakt, że podobne persony uważane są za "ekspertów od bezpieczeństwa" zakrawa na kpinę i można go oceniać tylko w kontekście skutków tragedii smoleńskiej.
    W każdym normalnym państwie, ludzie ci powinni dawno zniknąć z życia publicznego, ale też nigdy nie wypowiadać się w sprawach bezpieczeństwa.

    Do dziś nikt z partii opozycyjnej nie wyraził zainteresowania pracami SPBN i nie dostrzegł niebezpieczeństw związanych z wprowadzeniem tak "nowatorskich" pomysłów. Nie ma reakcji, choć są to rzeczy, które cofają nas o 30 lat i stawiają Polskę w roli państwa satelickiego.
    Jak już wcześniej napisałem, krzyk podniesie się wówczas, gdy lokator Belwederu zgłosi kolejne inicjatywy legislacyjne. Oczywiście - o ile znajdą się ludzie zdolni ocenić skalę zagrożenia.
    Myślę, że w przypadku narracji towarzyszącej tej prezydenturze ze strony "naszych" mediów i blogerów, trzeba mówić o kompletnym niezrozumieniu roli Komorowskiego i ludzi działających w otoczeniu Belwederu. Sprowadzenie tej narracji do żałosnego wymiaru satyrycznego lub nagłaśnianie esbeckich wrzutek o pochodzeniu, nie tylko nie przybliża nas do prawdy o tej postaci, ale bagatelizuje i trywializuje realne zagrożenie. Widać to również w stosunku partii opozycyjnej wobec Komorowskiego. Jej przedstawiciele jak ognia unikają ocen wskazujących na złowrogą rolę byłego marszałka Sejmu.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. przemek łośko,

    To, o czym Pan ponownie napisał przypomina dawną koncepcję PO-PiS-u, której nie warto poświęcać cienia uwagi. Myślę, że na tym temat trzeba zakończyć.
    Prosiłbym też o większą dyscyplinę słowa i pozostawanie w obszarze tematu artykułu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mocny102,

    Chętnie podzielę się refleksjami na ten temat, prosiłbym jednak o uściślenie i wskazanie - gdzie w koncepcji bezpieczeństwa narodowego forsowanej w ramach SPBN, znajdują się wątki dotyczące "stronnictwa pruskiego"?
    Pytam o to, bo to jest temat mojego artykułu, ale również dlatego, że rzekomy podział polskiej sceny politycznej na stronnictwa ruskie i pruskie, uważam za głęboko nietrafny.
    Jeśli mamy rozmawiać o koncepcjach bezpieczeństwa narodowego, byłoby dobrze wskazać obszar realnych zagrożeń ze strony Berlina. Realnych, czyli dotyczących ekspansji militarnej, akcji dezinformacyjnych, zagrożeń gospodarczych.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2.
      Aleksander Ścios,

      c.d.:
      II. Ewentualne zagadnienia szczegółowe/pomocnicze w stosunku do zag. głównego:

      - agentura niemiecka w Polsce: jak głęboko Niemcy infiltrowały od lat 80. PZPR i "S"? Jakie inne środowiska powstawały i pozostają pod inspiracja niemiecką ("liberałowie", MN, tzw. regionalne: RAŚ)? Czy można wskazać obszary działalności publicznej, w których oprócz jawnych beneficjentów finansowych (takich jak np. Bartoszewski, z instytucji publicznych np. Instytut Zachodni w Poznaniu) szczególnie obficie występuje ukryte finansowanie niemieckie, np. przez Fund. Adenauera (czy np. z pieniędzy tej fundacji są zasilane media lewicowe)? Jak wygląda sytuacja mediów regionalnych i ogólnopolskich pod względem własnościowym i realne możliwości Niemiec wspierania własnych protegowanych w mediach? Kto w PO, PSLu, RP lub SLD przejawia istotne konotacje z opcja niemiecką - na kogo będą stawiać tutaj Niemcy po ewentualnym ustąpieniu Tuska? Jakie są różnice/podobieństwa między agenturą niemiecką a rosyjską (czy zasadniczą różnicą jest fakt, że Rosjanie posiadają strukturę strukturalna (wokół WSI), a Niemcy raczej środowiskową? Czy też nie?).

      - obszary konfliktu interesów Polski i Niemiec i ich zagospodarowanie przez władze Polski: kwestie rozliczeń po II WŚ: materialne i historyczne; współpraca strategiczna z Rosją; wspieranie tzw. ruchów autonomistów w Polsce; wykorzystanie Polski wbrew jej interesom do wspierania niemieckich interesów w UE i strefie Euro; status mniejszości polskiej; stosunek do Amerykanów (np. NATO w Libii); polityka wyszehradzka i jej stałe dezawuowanie przez Niemcy; problem Zatoki Pomorskiej (rurociągu, północnego toru podejściowego i kotwicowiska nr 3, gazoportu); wsparcie Ukrainy i innych państw Eur. Wsch. do UE i NATO.

      - strategiczna niemiecka wizja Polski: jeśli kondominium z Rosją, to gdzie jest granica dopuszczalnych dla Niemiec wpływów rosyjskich - zwłaszcza, czy Niemcy nie będą chciały zachować silnego wpływu na polską armię, nawet kosztem Rosji? a jeśli dominacja Rosji w Polsce, to czy nie za cenę m. in. odzyskania władzy nad częścią Ziem Zachodnich? czy interesy rosyjsko-niemieckie są aż na tyle zbieżne, że dla zachowania niemieckich wpływów wystarczy Komorowski (tzn., czy po wzmocnieniu Komorowskiego i WSI Niemcy będą czuły gwarancję swoich interesów, nawet, jeśli to wzmocnienie odbędzie się kosztem proniemieckiej ekipy Rudego?).

      Zaznaczam, że kiedy mówię o proniemieckiej postawie części PO i Rudego, nie oznacza to, że nie widzę ich jednoczesnej postawy służebnej wobec Rosji. ERGO: nie stawiam rozłączności między tymi dwoma opcjami, ale uważam, że dla niektórych, jak sam Rudy, Berlin ma priorytet, może nawet rozkaz z Berlina animuje cześć promoskiewskich postaw.


      A może widzi Pan to jeszcze inaczej, niż sugerują moje pytania? Jeśli tak, to jak?


      trochę to długie, ale nie było szans krócej:)


      Pozdrawiam
      Mocny102

      Usuń
  14. 1.
    Aleksander Ścios,

    szczerze mówiąc, nie wiem nic o wątkach niemieckich w SPBN. Pytanie zadałem nie tyle w nawiązaniu do artykułu, ale wykorzystując dyskusję pod tym artykułem jako sposób bardziej ogólnego kontaktu z autorem bloga. Kwestia niemieckich wpływów w Polsce i ich relacji z ekspansją wpływów rosyjskich jest ciekawa moim zdaniem jako element całości rozważań o strategii bezpieczeństwa strategicznego Polski. Niekoniecznie w związku z oficjalnym dokumentem, jakim jest SPBN, który nie poświęca Niemcom uwagi - na tyle, na ile wiem. Polska budując swoją pozycję musi uwzględniać zagrożenia z obydwu tych kierunków (Moskwa i Berlin), choć oczywiście niebezpieczeństwo rosyjskie jest dziś o wiele bardziej wymierne. Jeśli zagadnienie to nie mieści się w ramach prezentowanych przez Pana rozważań, proszę potraktować moje pytanie jako niebyłe. Będę to rozumiał nie jako unikanie tematu, ale chęć zachowania klarowności bloga poprzez zachowanie ścisłego związku z tematem SPBN.
    Jeżeli jednak jest inaczej, to moim zdaniem warto ustosunkować się do następujących problemów:

    I. Zasadnicze zagadnienie: czy wobec konsolidacji służb wokół ośrodka pro-rosyjskiego Niemcy nie podejmą działań mających na celu zachowanie nadzoru nad częścią służb przez ludzi związanych z Berlinem (rozumiem przez to przede wszystkim Tuska)? Czy wobec próby zbudowanie koncepcji władzy prezydenckiej nie dojdzie do prób zachowania pozycji przez ośrodek proniemiecki: premiera?

    Mocny102
    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  15. Aleksander Ścios:
    przepraszam za odwrócenie kolejności mojej poprzedniej odpowiedzi
    pozdrawiam
    Mocny102

    OdpowiedzUsuń
  16. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Z wielką uwagą śledzę dyskusję pod tym i poprzednim Pańskim artykułem.
    Nie mam żadnych wątpliwości, że przewidywany przez Pana już od dawna rozwój wypadków, całkowite przejęcie przez otoczenie B.K. kontroli nad resortami "siłowymi", to kolejny etap w procesie wasalizacji Polski przez Rosję.

    Ewa Stankiewicz użyła pewnego porównania w odniesieniu do instytucji państwa, które przypomnę:
    "... Organy, które stanowią system immunologiczny demokracji, okazują się jej nowotworem. Jednocześnie „pacjent” w ogóle się nie leczy, bo nie wie o chorobie. Pozory instytucji państwa, nowoczesna socjotechnika zarządzania nastrojami, niczym pavulon unieszkodliwiają wszelkie próby reakcji społeczeństwa na zagrożenie."

    Polska umiera. Rak bezlitośnie przeobraża materię nie samych tylko służb specjalnych.
    Niebawem już, przeorientowany chorobą system odpornościowy zacznie identyfikować zagrożenia zgodnie z nowym, zmutowanym kodem.
    Niektóre części organizmu będące do tej pory jego istotnymi, ważnymi elementami zostaną zidentyfikowane jako wrogie, a dotychczasowy wróg (być może nawet zewnętrzny agresor), formalnie będzie rozpoznany jako swój i skorzysta z pełni praw do istnienia i systemowej ochrony.
    Mamy w końcu udokumentowaną historycznie wiedzę o tej chorobie będącej naszą specyficznie polską przypadłością!

    I jakby kontynuując wątek poprzedniej notki, w sposób nieunikniony powraca pytanie: co dalej?

    Jedyne co przychodzi na myśl w tym stadium, to skalpel i chemia.

    Pozostaje oczywiście jeszcze cud!


    Pozdrawiam serdecznie,

    Zaścianek


    OdpowiedzUsuń
  17. Mocny102,

    Sprawy, które Pan poruszył wymagałyby przygotowania sporego tekstu, by (choć w części) sprostać tematyce. Ponieważ nie są one bezpośrednio związane z wpisem, pozwoli Pan , że nie będę ich w tej chwili rozwijał. Zwrócę uwagę, że o zagrożeniach wynikających z sojuszu Moskwy i Berlina pisałem wielokrotnie, szczególnie w tekstach dotyczących koncepcji Prus Wschodnich, czyli otwarcia granicy z obwodem kaliningradzkim.
    Proponuję natomiast, by w miejsce teoretycznych rozważań, zwrócić uwagę na pewne wydarzenie. Było ono o tyle ważne, że stanowiło jeden z fundamentów pułapki smoleńskiej. Gdyby przez moment uprościć rzecz i założyć, że Tusk reprezentuje stronnictwo niemieckie, Komorowski zaś rosyjskie, ten fakt powinien nam uzmysłowić, na czym polega różnica między oboma stronnictwami.
    Miał on miejsce na początku 2010 roku i dotyczył rezygnacji Donalda Tuska z kandydowania w wyborach prezydenckich. Jestem przeświadczony, że rezygnacji wymuszonej – nie tylko kampanią ośrodków propagandy i nagłaśnianiem ówczesnej afery hazardowej, ale decyzjami podjętymi „na zapleczu” partii rządzącej, w środowisku służb specjalnych, które kilka lat wcześniej powołały tę formację do istnienia. Do dziś pozostaje tajemnicą – kto i w jaki sposób nakłonił Tuska do rezygnacji i wystawienia kandydatury Komorowskiego?
    Warto zauważyć, że mieliśmy wówczas do czynienia z sytuacją analogiczną do obecnej. Ośrodki propagandy – zawsze dyspozycyjne wobec faktycznych decydentów, podjęły się roli wykonawcy „wyroku” i wyraźnie dążyły do pozbawienia Tuska prezydenckich ambicji. Nastąpił niebywały (jak na realia IIIRP) wysyp publikacji krytycznych wobec premiera, w tym odkrywających kulisy afery. Pisano o walkach frakcyjnych oraz o rzekomych „rozterkach” kandydata PO. Natychmiast pojawiły się wyniki usłużnych sondażowni, z których wynikało, że w wyścigu prezydenckim Komorowski może liczyć na 46 procentowe poparcie – choć wcześniej te same sondażownie dawały mu max. 5 proc.
    W tekście „KANDYDAT KOMOROWSKI” ze stycznia 2010 r. napisałem m.in.
    „Przed miesiącem Komorowski w wywiadzie dla TVN deklarował: „Chciałbym skrócić zły okres prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Okres konfliktu i braku współpracy z rządem. Ten słynny meldunek: "Panie prezesie melduję wykonanie zadania", zaciążył nad całą prezydenturą” – dodał.
    Jeśli w efekcie medialnych manipulacji i bezpieczniackich gier operacyjnych, Bronisław Komorowski zostałby prezydentem Polski – dziś jeszcze można zapytać - komu złoży meldunek o wykonaniu zadania?
    Za kilka miesięcy, możemy już nie móc zadać tego pytania”.
    http://cogito.salon24.pl/151253,kandydat-komorowski

    cdn...

    OdpowiedzUsuń
  18. cd -

    Przypominam o tym wydarzeniu, bo - w moim odczuciu – doskonale obrazuje ono realny zakres wpływów obu obcych „stronnictw”. Wszystko co nastąpiło później i ma miejsce do dziś, jest dowodem, że „partia rosyjska” święci triumfy i w całości zdominowała życie publiczne III RP. Takim dowodem jest również hańba hierarchów z 17 sierpnia br.
    Gdybyśmy zaś chcieli ocenić zbieżność interesów Moskwy i Berlina, to w miejsce teorii, dość wskazać kolejny fakt - dwuletnie starania grupy rządzącej o otwarcie granicy z obwodem kaliningradzkim. W tej sprawie nie istniał żaden konflikt. Przeciwnie – Komorowski i Tusk robili wszystko, by „projekt Prusy Wschodnie” – jak nazwałem tę inicjatywę, był przeprowadzony szybko i sprawnie.
    Nie trzeba szczególnej wiedzy historycznej, by zrozumieć, że wszelkie koncepcje polityczne ustanawiające ścisłą współpracę na osi Moskwa-Berlin, kończą się tragicznie dla Polski. Dla obu tych państw jesteśmy tylko krajem tranzytowym i tę rolę Polski podkreślają wspólne plany i inwestycje rosyjsko-niemieckie. Nie ma w nich miejsca na silne i niezależne państwo, leżące między Odrą a Bugiem. Dlatego, im ściślejszy będzie sojusz naszych sąsiadów, tym słabsza pozycja Polski i bardziej realne zagrożenie naszej suwerenności.
    Nieprawdą jest natomiast, by istniała równowaga w oddziaływaniu obu stronnictw na życie publiczne. Kto tak sądzi, nie bierze po uwagę konsekwencji tragedii smoleńskiej i nie widzi głównego beneficjenta przemian dokonanych po 10 kwietnia. Epatowanie zagrożeniem ze strony Niemiec – tak powszechne w niektórych środowiskach prawicy – nie tylko nie uwzględnia realiów politycznych istniejących u obu naszych wrogów ( dyktatura bandytów na Kremlu – demokratyczne rządy w Berlinie) ale karmi się często stereotypami wpajanymi Polakom przez endokomunę. Zapomina się nie tylko o różnicach politycznych czy kulturowych, ale w ocenach takich nie ma miejsca nawet na skutki półwiecza sowieckiej okupacji czy uwzględnienie roli służb rosyjskiej i kremlowskiej agentury.
    Ponieważ poruszył Pan temat agentury niemieckiej, pytając: jak głęboko Niemcy infiltrowały od lat 80. PZPR i "S" – odpowiedź na takie pytania należy zawsze zaczynać od podkreślenia, że Stasi (podobnie jak SB czy WSW) były tylko jednym z elementów megasłużb sowieckich.
    (GRUPA OPERACYJNA WARSZAWA – STASI W POLSCE - http://bezdekretu.blogspot.com/2008/07/grupa-operacyjna-warszawa-stasi-w.html)
    Dlatego - to nie Berlin dysponuje dziś kompletnym archiwum tych służb i nie w interesie Niemiec były one gromadzone.
    Dlatego żaden rosyjski polityk nie ma pełnego dossier w centrali BND w Berlinie, za to wszyscy niemieccy kanclerze oraz większość polityków unijnych posiada obszerne teczki w archiwach moskiewskich.
    O tym zawsze warto pamiętać.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleksander Ścios,

      dziękuję za Pańską odpowiedź. Wynika z niej, że nie wierzy Pan w skuteczne (jeśli jakiekolwiek) działanie Niemiec w celu powstrzymania zapędów środowiska nazwijmy to "repninowskiego". Może i ma Pan rację...
      Dominacja Rosji w ostatnim czasie jest dla mnie również widoczna,choć muszę przyznać, że jeszcze parę lat temu nie spodziewałem się takiego "renesansu". Niemców nie lubię, to prawda, bo jestem z Zachodniej Polski. Ale nie jestem pod wpływem ducha tzw. "endo"-komuny - cudzysłów chyba konieczny, żeby nie obrazić Dmowskiego. Interesuje mnie rzetelna ocena zagrożeń dla Polski, a wydaje się, że intensywna ofensywa Akwarium jest dziś najgorsza. Deja-vu: 1764???

      pozdrawiam
      Mocny102

      Usuń
  19. Zaścianek,

    Szanowny Panie,

    Pozostając w zaproponowanej konwencji, powiedziałbym, że tylko skalpel i najbardziej radykalne kuracje mogą ocalić życie pacjenta.
    Choroba jest w takim stadium, że leczenie przy pomocy aspiryny demokracji, zakrawa na zarzut planowania zabójstwa.
    Bronisław Komorowski nie jest zaś nieudolnym safandułą czy żałosnym "bulem". To człowiek, którego misję określiłem kiedyś mianem necandusa, nawiązując do słów samego Komorowskiego z wywiadu dla Teresy Torańskiej.
    Necandus – jest zaś przeznaczeniem, fatum – zgotowanym człowiekowi, nawet wbrew jego woli. To ktoś skazany, przeznaczony do tragicznej misji zagłady.
    Dlatego tę postać oceniam jako najgroźniejszą w historii ostatnich 50 lat i życzyłbym sobie, byśmy nigdy nie musieli poznać prawdziwej twarzy tego człowieka.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. ---------------------------------
    ALEKSANDER ŚCIOS

    Przytoczył Pan w linku swój artykuł z lutego 2011 (sprzed półtora roku!!!), w którym można odnaleźć SKŁAD PERSONALNY "ekspertów od bezpieczeństwa", a mnie się przypomniała zgroza i niedowierzanie, kiedy po raz pierwszy czytałam wymienione nazwiska.

    Przytaczam stosowny fragment z "EKSPERTÓW OD BEZPIECZEŃSTWA":


    "Do prac nad projektem Bronisław Komorowski zaprosił m.in. członków Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego. Trudno pozbyć się wrażenia, iż głównym powodem zaproszenia był fakt, że Komorowski przez wiele lat pełni funkcję prezesa tego stowarzyszenia.

    Nominacje do komisji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego otrzymali m.in. Adam Rotfeld, Dariusz Rosati, Krzysztof Kozłowski, Janusz Onyszkiewicz, Leon Kieres, Roman Kuźniar, Aleksander Smolar, Paweł Świeboda, Janusz Reiter, Maria Wągrowska, Jerzy Nowak, Marek Goliszewski, Tadeusz Chabiera, Piotr Gulczyński, Andrzej Karkoszka
    .
    Zestaw nazwisk ludzi, którzy pod egidą Komorowskiego mają decydować o kształcie polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego - winien wzbudzić ogromne obawy. (...) Są bowiem wśród nich osoby, które z uwagi na stwierdzoną lub domniemaną współpracę z komunistyczną bezpieką, nigdy nie powinny zajmować się sprawami bezpieczeństwa narodowego. Jeśli nawet urzędujący prezydent nie widzi nic niewłaściwego w nominowaniu i nagradzaniu agentury, powoływanie takich postaci do gremium decydującego o strategii bezpieczeństwa świadczy, że zmierzamy wprost w satelicką orbitę Rosji, a obecność ludowego generała - agenta sowieckiego podczas obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego, nie była żadnym incydentem lecz kolejnym aktem "mądrości etapu".

    ======

    Dzisiaj już wiemy, że Bronisław K. osoby z przeszłością agenturalną nieprzypadkowo umieścił w "swoim" BBN, bo znamy owoc ich działań => Strategiczny Przegląd Bezpieczeństwa Narodowego, którego zacytowane przez Pana fragmenty dowodzą, że zmierzamy prostą drogą do reaktywacji Układu Warszawskiego, a strategiczny sojusz z Federacją Rosyjską jest już faktem dokonanym!



    Dlaczego nie widzą tego MEDIA??? - poza Panem NIKT nie zająknął się na ten temat ani słowem! - wiem dobrze.

    Cienka czerwona linia tzw. niezależnego dziennikarstwa przebiega przed Pałacem Namiestnikowskim!
    To temat, którego nigdy nie poruszą ZE STRACHU!


    DOBRZE PAMIĘTAJĄ LOS SWEGO KOLEGI – DZIENNIKARZA, WOJCIECHA SUMLIŃSKIEGO PODCZAS AFERY Z ANEKSEM DO RAPORTU w/s WSI – sterowanej przez Komorowskiego, podówczas (2008r) - marszałka Sejmu III RP. Pamiętają też niedawną śmieć w tańcu płk Tobiasza – którego zeznania tak bardzo odbiegały od zeznań Komorowskiego, że czekała ich obu konfrontacja w sądzie. Tobiasz nie doczekał...

    Żarciki z „dobrodusznego safanduły” (tylko przysparzające życzliwości wśród gawiedzi)
    – ooo! to jak najbardziej! [ A i wymówka na zarzuty o tematy tabu – jak znalazł!]
    Natomiast rzeczowa analiza rzeczywistych zagrożeń ze strony tej osoby dla niepodległości Polski,
    nikomu z państwa dziennikarstwa i z państwa poselstwa do głowy przyjść nie śmie!

    Co, uwzględniając patriotyzm, którym "nasze" media i "nasi" posłowie szermują bez opamiętania
    – budzi najpierw przerażenie, potem – politowanie z powodu ich obłudy.

    Czyżby „konstruktywny kompromis” pt. SYSTEM (Komorowski) TAK!
    WYPACZENIA (Tusk) NIE! – został już zawarty???


    Pisałam niedawno w komentarzu, że nawet podczas demonstracji "zwalczamy" Putina i Tuska
    – o Komorowskim (przezornie?) nie wspominając. Znów przypadek???



    Doskonale pamiętam kalendarium i zakres dokonań p/o prezydenta od pierwszych minut po zamachu smoleńskim. Ta wiedza mi wystarczy. Ona aż krzyczy!

    OdpowiedzUsuń
  21. -----------------------------

    Dodam jeszcze z "EKSPERTÓW OD BEZPIECZEŃSTWA" zwięzłą charakterystykę jednego z nich: Janusza Reitera.

    Głównie z powodu ironicznego zadziwienia wobec osób (także występujących na tym blogu), które uporczywie doszukują się w III RP równoważnych stronnictw "ruskich" i "pruskich", snując fantasmagoryczne teorie, jakby w realu nie było: gdzie się nie obrócisz - ten sam Gazprom-KGB!

    A teraz już charakterystyka

    Janusza Reitera,
    "byłego dziennikarza „Gazety Wyborczej”, a następnie ambasadora w Niemczech działacze opozycji z lat 70. pamiętają zapewne jako młodego publicystę, który na łamach "Życia Warszawy" wychwalał politykę zagraniczną PRL, a zwłaszcza sojusz ze Związkiem Sowieckim. W 1977 roku ówczesny redaktor Reiter pisał, że większość Polaków opowiada się za sojuszem z ZSRR, a w 1980 roku jako korespondent w Iraku wychwalał Saddama Husseina i jego iracki eksperyment demokratyczny. Znany z proniemieckiej postawy i odporności na polski punkt widzenia Reiter, jest również szefem sponsorowanego przez Fundację Boscha Centrum Stosunków Międzynarodowych (CSM), zajmującego się m.in. polityką bezpieczeństwa i relacjami Polski z Rosją oraz członkiem Rady Programowej Fundacji im. R. Schumana. Sławomir Sieradzki w artykule „Zawodowi propagandyści” zamieszczonym w tygodniku „Wprost” (nr. 37/2003) opisuje tego rodzaju instytuty, jako „fundacje wpływów”. CSM ( w którego Radzie Programowej zasiadają m.in. Ronald Asmus, Henryka Bochniarz, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Wojciech Sadurski czy Hanna Suchocka) stale współpracuje z fundacjami Adenauera, Eberta oraz z Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik (Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz Polityki Zagranicznej). Sponsorami CSM są m.in. fundacje Adenauera, Boscha, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Bank Przemysłowo-Handlowy PBK SA (z kapitałem niemieckim). Sieradzki zwracał uwagę, że tylko pozornie działające w Polsce fundacje i organizacje lobbingu politycznego nie są bezpośrednio finansowane z budżetu Niemiec, bowiem środki z budżetu najpierw trafiają do fundacji w RFN, te zaś przekazują je niemieckim uniwersytetom, a stamtąd pieniądze - w postaci grantów - płyną do organizacji działających w Polsce. Na początku lipca 2008 roku Janusz Reiter został mianowany przez ministra Sikorskiego na mocno zagadkową funkcję Ambasadora Klimatu przy polskim rządzie. "

    http://cogito.salon24.pl/277709,eksperci-od-bezpieczenstwa
    .

    OdpowiedzUsuń
  22. --------------------

    A TO - MILI RODACY! - ICH ELYTA ADOROWANA PRZEZ BEZPRIZORNĄ LUMPENELYTĘ.

    Przytaczam za Niezależną:

    Profanacja kościoła, czyli ślub Kwaśniewskiej

    "Wrzaski, przepychanki, głośne przekleństwa, stawanie na górnych oparciach klęczników i na siedzeniu konfesjonału – do tego wszystkiego dochodziło w warszawskiej Katedrze Polowej podczas mszy św.
    i udzielania przez księży ślubu Aleksandrze Kwaśniewskiej i Kubie Badachowi.


    Do tego burzę komentarzy wywołał w internecie europoseł Marek Siwiec, który spróbował przebić swoje zachowanie sprzed 12 lat, gdy wychodząc z helikoptera delegacji prezydenta Kwaśniewskiego całował ziemię kaliską. W trakcie mszy św. nie zachowywał się jak w świątyni. Bawił się telefonem przekazując do internetu na bieżąco, co dzieje się w kościele.

    Gdy pojazdy vipów tłum i ochrona sparaliżowały teren przed Katedrą, a para młoda pozostawała za jej drzwiami tłum niecierpliwił się i napierał na funkcjonariuszy BOR, policji i innych porządkowych.

    Po jakimś czasie z kościoła wyszedł jeden z oficerów, który został zarzucony przez publikę pytaniami, kiedy młoda para i jej rodzice i goście wyjdą z kościoła. – Teraz mówią Wierzę w Boga – głośno rzucił oficer.

    W kościele tłum nie przebierał w środkach, aby zobaczyć co dzieje się przed ołtarzem. Nie uszanowano konfesjonałów. Ludzie stawali butami na siedzenie przeznaczone dla księdza spowiednika. Wchodzili na górne oparcia klęczników, by tylko coś zobaczyć. Inni wisieli na kracie oddzielającej przedsionek od nawy głównej.

    Do kościoła nie można było wejść osobom postronnym, aż do zakończenia ślubu udzielanego młodej parze przez ks. Arkadiusza Nowaka, przyjaciela rodziny Kwaśniewskich, członka władz fundacji Porozumienie bez Barier Jolanty Kwaśniewskiej.

    Obowiązywały specjalne zaproszenia, a miejsca w ławkach były oznaczone. Gdy nasz dziennikarz próbował dostać się na mszę, w drzwiach cofnęli go młodzi ludzie wyglądający jak typerzy w lokalach nocnych. Gdy dziennikarz powiedział, że chce wejść do swojego kościoła, jak zwykle to robi, wykidajło rzucił do niego, żeby znikał. – Bóg nie znosi tłumów – dodał.

    Podczas udzielania ślubu ks. Arkadiusz Nowak zwrócił się do pary młodej. – Macie cudownych, wspaniałych rodziców. W czasach gdy młodzież szuka autorytetów i ich nie znajduje, wy nie musicie szukać. Nie szukajcie ich daleko, macie je w blisko, w swoich rodzicach. To wspaniali, cudowni ludzie. Bądźcie jak oni – mówił ks. Nowak do Kwaśniewskiej i Badacha.

    Młoda para wychodziła z katedry w szpalerze utworzonym z orkiestry dętej, ściągniętej z Nadarzyna. Na gości weselnych czekało wiele autokarów, które powiozły ich do lokalu weselnego w Serocku. Był wśród nich autokar z Urzędu Miasta Nadarzyn – za pieniądze podatników. Była też liczna obstawa BOR–u i kilka radiowozów policji wynajętych – zgadli państwo – na koszt podatników.

    Wśród gości biznesmeni Ryszard Krauze, Jan Kulczyk, jego córka Dominika Kulczyk, Jerzy Starak, Zbigniew Niemczycki. Duże uznanie okazywano Henryce Krzywonos, która przybyła z mężem. Nie zawiodło środowisko dziennikarskie – Jan Ordyński, Sławomir Zieliński. Zjawił się b. minister kultury Waldemar Dąbrowski. Wśród innych vipów byli – Kuba Wojewódzki, Natalia Kukulska, Krystyna Kofta, Irena Santor, Olga Lipińska, politycy – Ryszard Kalisz, Dariusz Rosati, Dariusz Szymczycha, Barbara Labuda, Sławomir Wiatr czy Wojciech Olejniczak.

    Zapytaliśmy wychodzących z kościoła czemu Ola Kwaśniewska brała kościelny ślub. – Ja nie mam pojęcia czemu, trzeba jej zapytać – mówił redaktor Sławomir Zieliński. – Czemu akurat w kościele? Mnie kościół nie przeraża – stwierdził z kolei Sławomir Wiatr."

    http://niezalezna.pl/33156-profanacja-kosciola-czyli-slub-kwasniewskiej

    OdpowiedzUsuń
  23. Pani Urszulo,

    Nie mam wątpliwości, że z SPBN będzie podobnie, jak z tematem "pojednania" z Cyrylem, zabezpieczeniem informatycznym wyborów czy z nowym rozdaniem w służbach. Media - w tym "nasze" zainteresują się sprawą, gdy będzie za późno na kontrakcję i powstrzymanie złych decyzji.
    Jest w tym pewna logika, bo o czym mieliby pisać niektórzy publicyści, gdyby pozbawili się możliwości opisywania skutków własnej indolencji? I czym epatować odbiorców, jeśli musieliby wcześniej dostrzegać zagrożenia?
    Strach jest oczywistą przeszkodą przed poruszaniem tematów związanych z Belwederem i bardzo trafnie napisała Pani o "cienkiej czerwonej linii tzw. niezależnego dziennikarstwa, która przebiega przed Pałacem Namiestnikowskim".
    Od pewnego czasu dostrzegam, że ta linia zaczyna się szybko przemieszczać.
    Pocieszające jest to, że gdy mainstream otrzyma już odpowiednie instrukcje, a tematy związane z SPBN (w tym dotyczące reformy służb) zaczną być poruszane, znajdzie się wielu chętnych do dzierżenia palmy pierwszeństwa. Szczególnie po "naszej" stronie. Przed kilkoma tygodniami obserwowaliśmy podobny proces.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  24. Wow, nie wiem jak to jeszcze mozliwe, bo przyzwyczail Pan czytelnikow do wystapien przelomowych, ale zrobil Pan wielkie wrazenie tekstem "Co dalej". Mocne, sprawiedliwe i napisane wedle zasady: "tak" znaczy "tak", a "nie" - "nie".

    Trzeba spojrzec prawdzie w zaropiale slepia: jestesmy de facto niewolnikami w kondominium rosyjsko-niemieckim i tylko temu mozna przypisac, ze zadne najbardziej odrazajace i korupcyjne afery namiestnikow obcych mocarstw, sprawujacych wladze w Polsce, nie sa w stanie wykoleic tego systemu.

    Oskarzam takze opozycje, za to ,ze swoja postawą legitymizuje te atrape systemu politycznego..., bo chyba nie ma wymowniejszego dowodu niz pozorowane "zabezpieczenie" procesu wyborczego... a dzis quasi aktywnosc w obliczu wyplywajacych na swiatlo dzienne dowodow manipulacji , ktore prowadza wprost do gniazda szerszeni z KGB.

    Czy zblizamy sie juz do momentu,kiedy nalezy zapytac o kondycje naszej opozycji i od kogo czerpie "koncesje" autoryzujace jej nieudolnosc...?

    Wracam takze do lektury Panskich "Szczurow".

    Pozdrawiam serdecznie,
    zoominto



    OdpowiedzUsuń
  25. Szanowni Państwo,

    Jeśli mowa o osobie zasiadającej w Pałacu Namiestnikowskim...
    Utkwiły mi w głowie słowa napisane przez Pana Aleksandra tuż przed
    pamiętnym 10 kwietnia 2010 roku:

    ' Ten „łagodny konserwatysta” opanował perfekcyjnie umiejętność eliminowania osób stojących na drodze jego kariery politycznej. Z zadziwiającą prawidłowością okazuje się zwykle, że są to osoby niewygodne również dla wojskowego lobby, zarządzającego ogromnym obszarem polskiego życia publicznego. W takich przypadkach, można się jedynie zastanawiać - czy polityczny patron WSI stanowi jedynie „narzędzie” w realizacji interesów środowiska wojskowej bezpieki, czy też stał się już reprezentantem tego układu?'


    Po 10 kwietnia wiemy więcej.Jest rzecznikiem interesów Moskwy,
    rzeczywistym reprezentantem obcego mocarstwa w Polsce.
    Do tego potrzebne były i nadal są służby.


    Przypominam znakomite teksty:
    http://cogito.salon24.pl/162290,czego-sie-boi-bronislaw-k-1
    http://cogito.salon24.pl/163522,czego-sie-boi-bronislaw-k-2
    http://cogito.salon24.pl/164849,czego-sie-boi-bronislaw-k-3
    http://cogito.salon24.pl/168450,czego-sie-boi-bronislaw-k-4


    Pozdrawiam serdecznie.
    Barbara L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję,

      Dodam jedynie,że Pańska uwaga jest bez znaczenia.
      To tylko kwestia techniki.
      Ważniejsza jest treśc przekazu.

      Pozdrawiam
      Barbara L.

      Usuń
    2. Diękuję,

      Aleksander Ścios napisał był: Bardzo Pani dziękuję za przypomnienie tych tekstów i wskazanie linków właśnie na S24, gdzie niezwykle ważną częścią lektury są komentarze czytelników.

      Moim skromnym zdaniem niezwykle ważne komentarze widoczne są wyłącznie dla tych stałych bywalców s24, którzy wiedzą o filtrze i znają technikę wyłączania filtra.
      http://wp.me/pccmq-15v

      Usuń
  26. zoominto,

    Od dawna jest czas by politykom PiS zadawać pytanie - co dalej? Kłopot polega na tym, że nie ma chętnych do stawiania takich pytań. A pytać jest o co.
    Choćby o zapowiedź przygotowania bilansu w sprawie organizacji EURO212. PiS formułował takie zapowiedzi w czerwcu br., obiecując publikację raportu tuż po zakończeniu turnieju. Na obietnicach się skończyło.
    Może należałoby pytać o słowa rzecznika PiS Adama Hofmana z marca br, gdy padła propozycja - "Gdyby koalicja się nie dogadała, bylibyśmy gotowi na konstruktywne wotum nieufności, rząd fachowców, być może rozmowy z Pawlakiem. Koalicja z rządem fachowców, byleby powstrzymać sięganie do kieszeni Polaków jest lepsza niż to co jest".
    Ta deklaracja została powtórzona w sierpniu br.gdy Jadwiga Staniszkis oświadczyła "wszystko lepsze od rządów Tuska" i stwierdziła - "Gdyby prof. Kleiber zmontował autentyczny rząd fachowców, ludzi kompetentnych i mających wizję rozwoju i gdyby miał siłę przebicia, zrealizowania tego, o czym pisał, byłoby to naprawdę bardzo pozytywne zjawisko".
    Przypomnę jedynie, że (wg. niektórych mediów)Kleiber miał być kandydatem Janusza P.
    Może należałoby zapytać Joachima Brudzińskiego, co miał na myśli, gdy w wywiadzie dla RMF z 18 września mówił o "kandydacie na szefa rządu technicznego, niezwiązanego z PiS-em" oraz dywagował, że być może "ludzie Schetyny nie dotrą na głosowanie w sprawie wotum nieufności dla Tuska", bo "systematycznie upokarzany Schetyna ma świadomość, że kiedy będzie to Tuskowi na rękę, zostanie odstrzelony. Być może w konstruktywnym wotum nieufności Schetyna upatruje swoją szansę na przetrwanie"?

    Myślę, że jest o co pytać partię opozycyjną - choćby po to, byśmy w którym momencie naszej historii nie okazali się użytecznymi idiotami.
    Chciałbym, by wspomniana przez Pana zasada: "tak" znaczy "tak", a "nie" - "nie" - była respektowana i praktykowana przez autentyczną opozycję. Wszak obiecano nam "więcej".

    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Barbara L.

    Bardzo Pani dziękuję za przypomnienie tych tekstów i wskazanie linków właśnie na S24, gdzie niezwykle ważną częścią lektury są komentarze czytelników.
    Cykl "Czego się boi Bronisław K" został przerwany tragedią smoleńską. Być może kiedyś uda się do niego powrócić.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj! Ale chyba będzie Pan musiał wtedy zmienić tytuł, Autorze Prześwietny,
      bo na mój niewieści rozum, to ten typ już się raczej niczego nie boi,
      no, chyba tego, że Putina diabl... - chciałam powiedzieć - pęknie :-)

      Jak kolubryna :)

      http://www.youtube.com/watch?v=Nd0JhVEU8AQ

      Pozdrawiam

      Usuń
  28. Ja czekam na budżet - czy znajdzie siew nim "tarcza" Komorowskiego. Mam nadzieję, że ktoś w PiSie pilnuje sprawy ( "tarczy" oraz ogólnie prezydenckich pomysłów w zakresie bezpieczeństwa).
    Pyzol

    OdpowiedzUsuń
  29. -------------------------------------
    ALBO NIEPODLEGŁA POLSKA, ALBO ŚMIERĆ

    Polecam wywiad z żołnierzem NSZ, Konstantym Kopfem
    w Polonia Christiana.

    http://www.pch24.pl/albo-niepodlegla-polska--albo-smierc,5931,i.html

    OdpowiedzUsuń
  30. Pańskie pytanie 'co dalej' okazuje się niestety głosem wołającego na puszczy - dla PiSu...
    w sytuacji jaką trafnie Pan opisuje PiS organizuje 'debaty', bredzi (przepraszam za słowo) o rządzie fachowców, w zasadzie milczy w sprawie ciał ofiar Smoleńska..
    I zapewne w sobotę przemawiając na manifestacji Jarosław Kaczyński nawet nie spróbuje zbliżyć się do odpowiedzi na zadane przez Pana pytanie 'co dalej'...
    Osobiście dziękuję za tekst 'co dalej' - już ponad dwa lata temu uważałem, że nie można udawać, jakoby była demokracja i parlamentaryzm, tylko trzeba głośno krzyczeć o tym, o czym w zasadzie tylko Pan pisze; dziękuję - bo miałem obawy, czy jednak nie jestem zbyt dużym oszołomem i czepiam się PiS (a uważałem i nadal uważam, że gdy do sali sejmowej wchodzi Donald T. i Ewa K. posłowie PiS powinni ją opuszczać)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem o podpisie - Były Bloger S24
      Pozdrawiam

      Usuń
  31. Milan Kundera będzie musiał zboleć jak troszkę zpsiam jego tytuł.
    „Znośna lekość bytu” skończy się w Polsce z chwilą wyautowania Donalda T. „Co dalej” już było. Dziękuje za ten teskt.

    „Odtąd państwo Putina ma stać się gwarantem stabilności III RP”
    Cudowne, wyborne! Zupełnie jakby napisać demon gwarantem raju na ziemi.

    To jedno zdanie. „Polska musi zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”.
    Żeby pojednanie było prawdziwe i miało sens to już wiemy jakie musi być.
    Tradycyjny przeciwnik – w ten sposób to ja sobie mogę mówi o sąsiedzie, którego suczka permanetneie obsikuje tuje w moim ogrodzie, a nie o ludobójcy czy spadkobiercy tychże.
    Istotny gwarant… w tym naszego bezpieczeństwa – WIELKIE NIEBA! Jakież to nieprzebrane szczęście móc być chronionym przez ludobójcę, który ciągle trzyma naładowanego „kałacha” wycelowanego w moją głowę. Który tylko czeka, aż ja… „bo on nie agresor”.

    OdpowiedzUsuń
  32. Witam serdecznie Panie Aleksandrze
    Po chwilowej nieobecności spowodowanej pobytem szpitalu, która nota bene, pozwoliła mi na nabranie pewnego dystansu do życia, z "paradoksalną" przyjemnością wracam do rzeczywistości.
    Bardzo podoba mi się Pana trzeźwy osąd osoby Bronisława K, choć zauważyłem, że niektórzy komentujący dość naiwnie podchodzą do jasno przez Pana wyrażonych opinii. Oczywiście każdy ma prawo do rzeczowej i kulturalnej wypowiedzi, ale logika ma to do siebie, że trzeba być konsekwentnym w rozważaniach i nie szukać drogi na skróty(myślę tu o Przemku Łośko, bo akurat na jego komentarzu zawiesiłem na dłużej wzrok)
    Wartość Pana tekstów nie polega jedynie na bardzo rzeczowej treści, ale też na tym że są one bardzo "edukacyjne" i zmuszają wiele osób do zastanowienia się nad weryfikacją pewnych "oczywistych" tez.

    A co do samej treści tekstu. Powiem bardzo krótko. Niektóre marionetki są podwieszone do wielu rąk, które kierują ich ruchami. Taka "marionetka" nie musi być inteligentna, ani urodziwa. Wystarczą mocne sznurki.
    Życiorys pana Komorowskiego aż nadto wskazuje na to, że lalkarstwo w Polsce kwitnie...I zapewne nie on jeden jest tego przykładem.

    Serdecznie Pana jeszcze raz pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotoamatorze,

      (czy mogę się tak do Pana zwracać?) z diagnozami p. Aleksandra zgadzam się w stu procentach. Z brakiem działania nie umiem się pogodzić. Droga na skróty jest drogą równoprawną, o ile wiedzie do efektu. W matematyce jest pojęcie przestrzeni metrycznej (zbiór) oraz pojęcie "odległości" (metryka). Jeśli domaga się Pan logiki, to zapewniam Pana, że do celu mogą prowadzić zarówno metryki klasyczne jak euklidesowa, taksówkowa lub metryka rzeki jak i pojęcia odległości używane w zbiorach rozmytych. Wiara w dwuwartościową logikę to podstawowy błąd filozofów i nie będę dalej tego tematu roztrząsać, bo on daleki od nurtu artykułu.

      Wracając do raportu: kim są Zięba i Zając? O ile stosunkowo łatwo znaleźć w internecie informacje o TW Zelwer, o p. Ciecierze, oraz o innych panach, których akta w archiwach IPN zaczynają się od magicznego zestawu dwóch zer (może powinno być zero do kwadratu), o tyle o wzmiankowanych autorach podłego i szkodliwego dokumentu trudno się czegoś doszukać. A może nie umiem, nie mam dość cierpliwości?

      Usuń
    2. @Przemek Łośko
      Cierpliwość to dobra diagnoza. Czasami brak działania jest działaniem. Wszystko zależy od perspektywy oglądu.
      Zaś jeśli chodzi o temat główny. W takiej, czy innej ocenie bardzo pomaga wiedza o temacie ale też intuicja, która poparta doświadczeniem w poznaniu pewnych schematów działania środowiska pozwala dość jasno temat zweryfikować. Pan Aleksander posiada taki dar, dzięki któremu bezbłędnie diagnozuje zjawiska...Więcej wiary Przemku i rzeczywiście...cierpliwości. Niektóre tematy, które poruszyłeś w swoich komentarzach chciałbym potraktować jako dyskusyjne. Myślałem już nawet o tekście, bo ja również analizuję zjawiska - a to o czym piszesz nie jest, moim zdaniem, tylko jednostkowa opinia. Tekst pewnie wkrótce się pojawi. Pozdrawiam

      Usuń
  33. Pani Urszulo,

    Myślę, że jednak się boi. Nawet tchórza dopadają myśli o końcu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Katarzyna Makowska,

    Pyzol,

    Nie musisz dłużej czekać. Komorowski skierował już do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o modernizacji i finansowaniu armii, zakładający finansowanie wyposażenia wojska w środki obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej.

    "Zapowiadając na początku września inicjatywę ustawodawczą, prezydent podkreślał, że została ona uzgodniona z rządem. Tydzień później Rada Ministrów przyjęła stanowisko w sprawie rozwoju systemu obrony powietrznej kraju. Za priorytet rząd uznał zdolność do zwalczania nowoczesnych środków ataku powietrznego - rakiet balistycznych krótkiego i średniego zasięgu, która wymaga pozyskania rakietowych zestawów obrony powietrznej."

    http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,2319,prezydencki-projekt-ustawy-o-przebudowie-i-modernizacji-sil-zbrojnych.html

    W tej sprawie Tusk nie ma nic do gadania.

    OdpowiedzUsuń
  35. Były Bloger S24,

    Takie działania partii opozycyjnej odbieram jako rozpaczliwą próbę udowodnienia, że PiS jest "merytoryczny i konstruktywny", i nie zajmuje się tylko Smoleńskiem.
    Gdybyśmy postawili pytanie: komu PiS chce to udowodnić, musielibyśmy dojść do konkluzji niewesołych dla elektoratu.
    Im dłużej trwa ucieczka od pytania - co dalej - tym mniejsze mamy szanse na wygraną. Nie zmieni tego ani sobotni marsz ani program gospodarczy, bo potencjał społeczny PiS już skutecznie roztrwonił, a założenia programu są dla większości niezrozumiałe.
    Walka takimi metodami przypomina próbę przegnania drapieżnika za pomocą papierowej pałki.


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  36. Halka,

    Zdania znajdujące się w opracowaniach "ekspertów" SPBN powinny przerażać. Jeśli nie przerażają, dowodzi to, jak bardzo staliśmy się zniewoleni i nieczuli na rażącą głupotę i bezmiar zaprzaństwa.
    Najwyraźniej wielu Polaków tęskni do "nieprzebranego szczęścia", którego sens tak trafnie Pani opisała.

    Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. fotoamator,

    Witam Pana,

    Pozwolę sobie zauważyć, że logika to jeszcze ma do siebie, że prowadzi do źródeł poznania i każe omijać rzeczy nieprzydatne na drodze do prawdy.
    Można zatem - jak czynił to pan komentator - proponować wyobrażenia w miejsce faktów, ale nie wolno ich ignorować, gdy już wiemy, że wyobrażenia są błędne.

    Dziękuję Panu za odwiedziny i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  38. jaćwing:
    Podstawowe pytanie: kto trzyma Komorowskiego za jaja (pewne jest, że BK jest z tym wygodnie)? Patrząc na ekspertow SPBN widać, że złapane zostało jeszcze przed '89 całe jego środowisko. Jak głęboko prawą stronę zjada ta gangrena najlepiej widać analizując rząd Marcinkiewicza, z Koziejem i Sikorskim w MON. Wszystkie zmiany personalne na lewo od trzonu rządu J.Kaczyńskiego nie mają więc znaczenia. Palikot, Sikorski, Schetyna, Belka - to wszystko ekipa Komorowskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jaćwing:
      Komorowskiego trzyma za jaja Dukaczewski, a Dukaczewskiego Putin. Komorowskiemu to odpowiada, bo koledzy z UW nie zapewnia mu władzuchny, a towarzysze z WSI tak. Jakakolwiek próba zerwania się (niemożliwa raczej ze względu na charakter Komorowskiego, równie dobrze gówno mogłoby próbować zgubić własny smród) zakończy się jego dekapitacją.
      pozd.
      Mocny102

      Usuń
  39. -----------------------------------------------------------------------------------

    RYMKIEWICZ: PRZYJDŹCIE NA MARSZ "OBUDŹ SIĘ POLSKO" !!!


    Warszawiacy, Polacy!

    Przyjdźcie na marsz "Obudź się Polsko".



    Jeśli nie będziecie chodzili na te marsze, które są teraz w Polsce organizowane, i które coś w Polsce mają zmienić, to niebawem będziecie musieli wyjść na ulice z butelkami benzyny.

    Tę władzę trzeba zmienić. Jak najszybciej. Ponieważ Państwo Polskie kona. Nie możemy dopuścić, żeby skonało.

    Jeszcze raz powtarzam: jeśli nie chcecie być zmuszeni do wyjścia na barykady z butelkami benzyny, to chodźcie teraz, i próbujmy ich obalić w ten sposób.



    Wypowiedź dla portalu wPolityce.pl, 26 września 2012 r.

    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Neokomunę tak czy siak może obalić tylko i wyłącznie opcja hiszpańska, indonezyjska czy chilijska...

      Tyle, że polskiego Franco, Suharto ani Pinocheta po prostu nie ma, a tłumem, czy biorącym udział w demo, czy idącym na barykady, można dowolnie w obecnych czasach wysterować. Vide - protesty przeciw ACTA...

      Usuń
  40. --------------------------------------------------------

    SOLIDARNI2010

    SAM MARSZ TO ZA MAŁO!!!

    Rozpoczynamy pikietą, która ma wymusić na dziennikarzach publicznej telewizji rzetelną relację z Marszu. Kończymy całodobowym protestem pod TVP na pl. Powstańców Warszawy upominającym się o wolność słowa i państwo polskie.

    Coraz bardziej arogancka władza niszczy podstawy demokracji.

    29 września 2012 będziemy uczestniczyć w ogólnopolskim marszu domagającym się wolności słowa w Polsce w tym natychmiastowego przyznania miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym Telewizji TRWAM.

    Plan protestu:

    11.30 – zbieramy się na pl. Powstańców Warszawy (centrum Warszawy) pod budynkiem Telewizji Polskiej z pikietą w której wezwiemy dziennikarzy do uczestnictwa w marszu i rzetelnej relacji połączonej z transmisją telewizyjną oraz poświęcenia odpowiedniej uwagi w telewizji publicznej dla wydarzenia jakim będzie marsz. (Równolegle – w odległości ok 10 min drogi pieszo – na pl. Trzech Krzyży trwa koncert)

    12.40 przechodzimy z pl. Powstańców Warszawy na pl. Trzech Krzyży

    13.00 Msza św. na pl. Trzech Krzyży.

    Po mszy ok. godz. 15 – Marsz z pl. Trzech Krzyży na Krakowskie Przedmieście – Pl. Zamkowy.

    Po marszu powrót na pl. Powstańców Warszawy – rozbicie miasta namiotowego i całodobowa pikieta transmitowana “na żywo” do Internetu. W trakcie pikiety – debaty i spotkania poświęcone diagnozie stanu państwa polskiego oraz Hyde park pod hasłem: “co robić”.

    Zapraszamy!


    Ewa Stankiewicz,

    Solidarni 2010

    http://solidarni2010.pl/10957-sam-marsz-to-za-malo.html

    http://www.youtube.com/watch?v=-tVMA72cLwo&feature=player_embedded#!

    .

    OdpowiedzUsuń