Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 28 września 2012

„KUŁAK” - CZYLI POLSKI EKSPERYMENT


Zaledwie kilka dni po zakończeniu prac tzw. Komisji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), prowadzonych pod kierunkiem belwederskich „ekspertów ds. bezpieczeństwa”, sejmowe Kolegium ds. służb specjalnych zajęło się wytycznymi SPBN dotyczącymi „propozycji zmian organizacyjnych i legislacyjnych w służbach specjalnych”. Ta natychmiastowa reakcja dowodzi, że środowisko skupione wokół Pałacu Prezydenckiego przejęło pełną inicjatywę w sprawach bezpieczeństwa, a obecnie narzuciło rządowi Tuska dyktat w zakresie reformy służb. Dlatego dywagacje o domniemanym konflikcie na linii prezydent-premier oraz dopatrywanie się nieistniejących podziałów w grupie rządzącej, powinny ustąpić miejsca ocenie twardych faktów.
7 września br. niejawny raport SPNB trafił do Bronisława Komorowskiego, a już 18 września podczas obrad Kolegium sejmowej komisji ds.specsłużb, Donald Tusk zapowiedział powołanie „zespołu roboczego do spraw zmian organizacyjnych i legislacyjnych w systemie służb specjalnych” oraz wykorzystanie rezultatów zawartych w pracach ekspertów SPBN.
Szef rządu musiał z wielką uwagą przeczytać niedawny wywiad gen. Stanisława Kozieja, udzielony kilka dni temu dziennikowi „Rzeczpospolita”, bo podczas obrad sejmowej komisji powtórzył dosłownie tezy sformułowane wcześniej przez szefa BBN. 
Zdaniem Tuska „obecnie służby nadmiernie skoncentrowały się na wykonywaniu czynności śledczych, nie kładąc wystarczającego nacisku na pracę analityczną i informacyjną. Konieczne jest wzmocnienie funkcji pozyskiwania informacji wyprzedzających, które umożliwiłyby organom państwa podejmowanie decyzji zapobiegających negatywnym zjawiskom skutkującym poważnymi szkodami dla interesów państwa i obywateli.”
Kilka dni wcześniej, gen. Koziej odpowiadając na pytanie - czy reformy służb są konieczne, stwierdził – „Brakuje systemu zintegrowanej analizy informacji dopływających ze służb. Każda służba produkuje własne informacje i dociera z nimi do decydentów. Ci zaś nie mają instrumentów pozwalających na porównawczą i syntetyzującą analizę oraz ocenę informacji specjalnych dopływających z różnych źródeł. Konieczne jest więc zorganizowanie takiego ośrodka, który będzie gromadził i analizował informacje.”
Dwa ulubione słowa z wywiadu Kozieja -  „integracja i koordynacja” znalazły natychmiast zastosowanie w pracach sejmowego zespołu roboczego, bo  - zgodnie z zapowiedzią - ma on zajmować się „analizowaniem koordynacji pracy służb” oraz  „ujednoliceniem i modernizacją pragmatyki służbowej”.
Ta klasyczna nowomowa niewiele z pewnością powie czytelnikowi niezorientowanemu w tematyce służb specjalnych i nie znającemu planów Pałacu Prezydenckiego. Od czasu powołania SPNB opisywałem je wielokrotnie, zwracając uwagę, że środowisko Komorowskiego zamierza gruntowanie przekształcić całą strukturę bezpieczeństwa narodowego, nakierować ją na cele prorosyjskie i upodobnić do wzorców kremlowskich..
Związane z tym zagrożenia, obejmują nie tylko powołanie spec-formacji zbudowanej według sowieckiego modelu „kułaka”, zarządzanej przez zawodowych żołnierzy i podległej zwierzchnikowi Sił Zbrojnych, ale przede wszystkim dotyczą nadania tej służbie roli „zbrojnego ramienia”, służącego interesom partii rządzącej.
Po doświadczeniach tragedii smoleńskiej,  akcie kapitulacji państwa i ciągłym ograniczaniu naszej suwerenności - słowa Donalda Tuska o „wzmocnieniu funkcji pozyskiwania informacji wyprzedzających, które umożliwiłyby organom państwa podejmowanie decyzji zapobiegających negatywnym zjawiskom” – trzeba odczytywać w kontekście zjawisk, które ten rząd uznaje na negatywne. Z pewnością nie są to zjawiska związane z „czynnikiem rosyjskim”, degradacją służb ochrony państwa czy zagrożeniem ze strony obcej agentury. Nie jest to także korupcja na szczytach władzy, nepotyzm, przestępczość mafijna czy cyberterroryzm. W każdy z tych obszarów – o czym Tusk i jego służby od lat nas zapewniają – III RP „zdaje egzamin”, a zatem nie jest zmuszona do poszukiwania nadzwyczajnych rozwiązań legislacyjnych.
Jak więc odczytać te słowa, oraz podobne im stwierdzenie gen. Kozieja, zatroskanego losem decydentów, którzy „nie mają instrumentów pozwalających na porównawczą i syntetyzującą analizę oraz ocenę informacji specjalnych”? Czym wytłumaczyć nagłą konieczność „koordynacji i integracji służb” oraz zapowiedź ich głębokiej reformy?
Jedno, z czym obecny reżim sobie nie radzi, to rosnące niezadowolenie społeczne i gniew setek tysięcy obywateli. Przybiera on postać różnorodną – od aktywności w sieci internetowej, po udział w manifestacjach i tworzenie niezależnych organizacji. Nie ma wątpliwości, że niezadowolenie z dokonań reżimu będzie narastało, a w kolejnych miesiącach może przybierać bardziej radykalne formy.
Dlatego ofensywę Pałacu Prezydenckiego, mocno wspieraną przez rząd Tuska można uzasadnić tylko obawą przed skutkami  tych nieuchronnych procesów. Ludzie władzy mają prawo obawiać się nie tylko ujawnienia prawdy o Smoleńsku, ale roli, jaką odegrali w zdarzeniach, które doprowadziły do śmierci naszych rodaków i zepchnęły śledztwo smoleńskie na ślepe tory. By ukryć tę prawdę i uniknąć odpowiedzialności – będą gotowi na wszystko.
Gdy szef rządu mówi o „zapobieganiu negatywnym zjawiskom” – nie warto wierzyć, że ma na myśli bezpieczeństwo państwa i obywateli. Te wartości nie interesowały grupy rządzącej, gdy śledztwo w sprawie tragedii narodowej oddała w ręce kagebistów, gdy zrezygnowała z prerogatyw suwerenności i karmiła Polaków rosyjskimi łgarstwami. Ten obszar nie interesował również Bronisława Komorowskiego – odpowiedzialnego ongiś za stan polskiej armii, gdy zamach gruziński dał mu okazję do niewybrednych ataków na Lecha Kaczyńskiego, a śmierć polskiego prezydenta otworzyła drogę do Belwederu i tajemnic zawartych w aneksie do Raportu z Weryfikacji WSI.
Jedyne, czego boi się obecna władza to gniew ludzi oszukanych i zdradzonych, nad którym nie zdoła zapanować - ani przy pomocy małych demiurgów i ośrodków propagandy ani standardowymi metodami  policyjnymi.
Wzorem kremlowskich satrapów, poszukuje zatem rozwiązań siłowych i chce tworzyć system nadzoru pozwalający na kontrolowanie i pacyfikowanie społeczeństwa. Postulat „pozyskiwania informacji wyprzedzających” wypływa z kardynalnej zasady, że kto ma informację, ten posiada władzę. W systemie komunistycznym, władza zdobywała wiedzę o obywatelach – po to, by ich nadzorować i kontrolować, zaś ewentualna wiedza obywatela na temat władzy była zawsze ograniczana i uznawana za zagrożenie. Informacja stanowiła zatem rodzaj broni skierowanej przeciwko obywatelowi i wykorzystywanej wyłącznie w interesie partii rządzącej. Tym samym, nie służyła ochronie państwa i bezpieczeństwa jego mieszkańców, lecz stawała się jednym z narzędzi sprawowania władzy i represyjności systemu. Ten model – czyniący z ludzi bezpieki samozwańczych „władców tajemnic” – jest do dziś obecny w działaniach służb III RP. Można przypuszczać, że zapowiadana „koordynacja i integracja” zmierza w istocie do pełnej odbudowy takiego systemu.
W zapowiedziach dotyczących „nowej koncepcji bezpieczeństwa” i planów związanych z reformą służb,  można odczytać pewien historyczny znak.
Niewykluczone, że mamy do czynienia z próbą rekonstrukcji procesu z początku lat 80., gdy działający na polecenie Moskwy gen. Kiszczak, dokonywał „integracji” służb wojskowych z cywilną bezpieką. To ówczesny szef  WSW i II Zarządu Sztabu Generalnego, został mianowany szefem służb cywilnych i otrzymał zadanie doprowadzenia do ich konsolidacji i zjednoczenia w walce z opozycją. W jego gabinecie zasiadali ludzie z WSW – następcy zbrodniczej Informacji Wojskowej, nadzorujący zarówno wywiad i kontrwywiad cywilny, jak wojskowy. Ten najbardziej zaufany człowiek Kremla dokonał w istocie scalenia komunistycznych służb i zaciśnięcia ich wokół nadrzędnego celu. Mimo zróżnicowania i odrębności sitwowej, od tego czasu postępował proces „integracji” policji politycznej, uzasadniony interesem komunistycznych zbrodniarzy i wolą Kremla.  Ludziom wojskówki powierzono wówczas rolę wykonawców sztandarowego projektu Moskwy – tzw. „transformacji ustrojowej”, wyłączając ich spod ideologicznej władzy partii i dając ogromne uprawnienia, m.in. w werbowaniu agentury. Proces ten zakończył się utworzeniem „konstruktywnej opozycji” i farsą obrad okrągłego stołu, dając podwaliny tworu zwanego III Rzeczpospolitą.
Jeśli z tej, nieodległej perspektywy spróbujemy oceniać czekające nas wydarzenia i reformy w służbach specjalnych, może się okazać, że stanowią one preludium przed kolejnym „polskim eksperymentem”.



Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie.

74 komentarze:

  1. Panie Aleksandrze,

    w kontekście dzisiejszego artykułu, mój wczorajszy komentarz na temat antycypacyjnego refluksu (jak go Pan kiedyś określił) naszego dobrodusznego wujka Bronka (prawie jak Uncle Joe!) - był jak najbardziej sensowny, prawda?

    Zamieszczę więc go ponownie:

    Za wPolityce:

    Komorowski na sesji ONZ


    "Przemawiam w imieniu kraju, który w ciągu ostatnich 20 lat przeszedł trudną drogę od totalitaryzmu, wewnętrznego załamania gospodarczego i masowych niepokojów społecznych opanowanych przy użyciu siły do demokratycznej stabilności

    - mówił Komorowski z czego wynika, że wprowadzony przez komunistów stan wojenny i zdławienie powstania solidarnościowego, bo chyba to miał na myśli, to dla niego "masowe niepokoje społeczne opanowane przy użyciu siły".

    ====

    Interesujące, czy myślał podobnie 13 grudnia 1981?
    Był podobno opozycjonistą, nawet internowanym.

    Gorzej, jeśli to retoryka antycypacyjna, w rodzaju: a może prezydent gdzieś poleci...

    Pozdrawiam Autora

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urszulo zajrzyj proszę do notki poprzedniej. Pomogłam twoim skojarzeniom.
      Pozdrawiam

      Usuń

    2. Zajrzałam, Halko, i bardzo Ci dziękuję!

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. ALEKSANDER ŚCIOS

    Panie Aleksandrze,

    Ponieważ wspomniał Pan dzisiaj o pierwszym (gruzińskim) zamachu na Prezydenta Polski, Lecha Kaczyńskiego, postanowiłam wkleić przedwczorajszy tekst z NDz, autorstwa zmarłego tragicznie w niejasnych okolicznościach, śp. profesora Józefa Szaniawskiego. Ku pamięci, i jak najbardziej na miejscu oraz na czasie! Mamy za 3 dni wybory w Gruzji! - a od Gruzji przecież, od zainicjowanej przez Lecha Kaczyńskiego bohaterskiej obrony Tbilisi w 2008, przed najeźdźcami Putina - WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO!

    -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


    TO ZAMACH

    Józef Szaniawski

    Istota sprawy: strzelano do prezydenta Polski, aby albo go zamordować, albo zranić, albo zastraszyć. Strzelano z broni maszynowej w trakcie wizyty oficjalnej głowy państwa Rzeczypospolitej w innym państwie, a samochód, którym jechał Lech Kaczyński, oznaczony był zgodnie z międzynarodowymi prawami biało-czerwoną chorągiewką. Do prezydenta Polski oddano strzały, kiedy przebywał w towarzystwie prezydenta Gruzji, a stało się to około 35 km od stolicy Gruzji, Tbilisi. Takie są podstawowe fakty, taka jest istota sprawy, wszystko inne jest wtórne. Przy wszystkich wątpliwościach, znakach zapytania, medialnych i politycznych manipulacjach jedno nie ulega wątpliwości - to był zamach!

    I warto w tym miejscu przypomnieć tym wszystkim, którzy właśnie manipulują wokół zamachu na prezydenta Rzeczypospolitej, że wątpliwości zawsze towarzyszyły najsłynniejszym zamachom w historii - od Juliusza Cezara po Jana Pawła II. Ponieważ faktyczni sprawcy zamachu zawsze są zainteresowani takim zmanipulowaniem sprawy, aby odsunąć od nich podejrzenia w zupełnie inną stronę. Rosyjska doktryna polityki zagranicznej - co nasze to nasze, a o waszym możemy dyskutować - od 200 lat, od kongresu wiedeńskiego, skutecznie i cynicznie jest wykorzystywana przez kolejnych władców Kremla. Niestety, teraz także przeciwko niepodległej Gruzji, na której terytorium stacjonują od kilku miesięcy okupacyjne jednostki armii Federacji Rosyjskiej, same nazywające się siłami pokojowymi. To właśnie z posterunku tych rosyjskich "sił pokojowych" padły strzały w kierunku prezydenta Kaczyńskiego.

    Zamachy i mordy polityczne od kilkuset lat stanowią element, model i metodę rosyjskiego systemu politycznego. Niegdyś była to Rosja carska, następnie sowieckie imperium zła, a obecnie mamy demokratyczną Rosję prezydentów Putina i Miedwiediewa, a mordy polityczne nie ustają. W zamachach zginęło w ciągu ostatnich lat kilkuset (!) niewygodnych dla Kremla dziennikarzy (Anna Politkowska), konkurentów (generał Aleksander Lebied) czy niewygodnych świadków (Aleksander Litwinienko). Żaden z tych mordów nie został nigdy wyjaśniony.

    Pan Siergiej Ławrow - obecny minister spraw zagranicznych Rosji, zaprzeczył natychmiast, aby to żołnierze rosyjscy strzelali do prezydentów Polski i Gruzji. Tego typu domniemania Ławrow określił mianem prowokacji politycznej. Słowo prowokacja to ulubiony epitet polityków rosyjskich, szczególnie wówczas, kiedy rzuca się im prawdę prosto w twarz. Słowo prowokacja usłyszeli Polacy, kiedy upominali się o mordowanych w Katyniu polskich oficerów. Polską prowokacją według Moskwy było też uprowadzenie w 1945 r. grupy 16 czołowych polskich ministrów i polityków niepodległościowych, chociaż już wkrótce okazało się, że więzieni są oni w podziemnych kazamatach moskiewskiej Łubianki. Prowokacją nazywają Rosjanie domniemania, że straszny zamach na Ojca Świętego zorganizował szef KGB Jurij Andropow i jego oprawcy. Warto przypomnieć również, że Kreml nie wahał się nawet zgładzić czołowych komunistów w momencie, kiedy byli oni dla Rosji niewygodni, że wspomnimy choćby Bolesława Bieruta czy generała Karola Świerczewskiego.

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na progu XXI wieku Polska jest jedynym państwem Unii Europejskiej, które otwarcie i z determinacją sprzeciwia się rekonstrukcji imperium rosyjskiego, które Polakom i innym Europejczykom zabrało na pół wieku wolność i suwerenność. Imperium zła jest też odpowiedzialne za śmierć milionów, milionów niewinnych ludzi, w tym Polaków. Czy prezydent Lech Kaczyński miał być kolejną ofiarą? Czy za to, że ostrzega konsekwentnie UE, NATO, Zachód przed rosyjskim imperializmem?

    J.Sz.

    =========


    Jaka straszna, niepowetowana szkoda, że nie żyje już profesor Szaniawski (a także - zmarły dwa dni po Nim - profesor Urbanowicz). I jaki wielki żal, że ostatni akapit tekstu J. Sz. był aktualny tylko do 10 kwietnia 2010 roku. Profesor zdawał sobie z tego sprawę.

    OTO JEGO DOBITNA WYPOWIEDŹ NA TEMAT ZAMACHU SMOLEŃSKIEGO I WIELU OSTATNICH WYDARZEŃ - za którą, jak chcą niektórzy, - Józef Szaniawski zapłacił życiem.

    KAŻDY POLAK POWINIEN TEGO WYSŁUCHAĆ!

    http://www.youtube.com/watch?v=NwIKC2reHN4&feature=player_embedded

    .

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Urszulo,

    Na słowa Komorowskiego zwróciłem uwagę, umieszczając je nawet na twitterze. Chodziło szczególnie o ten fragment:
    "Przypomnijmy, że wcześniejsze próby reform całego systemu komunistycznego podejmowane w Polsce przez siły demokratyczne opozycji antysystemowej zakończyły się zbrojnymi interwencjami i rozlewem krwi, zakończyły się dziesiątkami tysięcy uchodźców, więźniów i innego typu represjami. Tak być może mogło się skończyć również działanie na wiosnę roku '89."
    Fragment ważny, bo słuchający Komorowskiego ludzie mogli się dowiedzieć, że Polacy żyjący pod okupacją sowiecką dążyli w istocie do "reform systemu komunistycznego", co udało się dopiero, gdy zasiedli z komunistami przy jednym stole.
    To dobra lekcja historii, do której i ja nawiązuję w swoich tekście.
    W przemówieniu Komorowskiego w ONZ są inne ciekawe fragmenty. Szczególnie dla tych, którzy znają treść wczorajszego wystąpienia Ławrowa i potrafią dostrzec zadziwiające podobieństwo stanowisk lokatora Belwederu i rosyjskiego ministra w sprawie rozwiązania konfliktu w Syrii.
    To już jednak inny temat.

    Dziękuję za przypomnienie tekstu prof.Szaniawskiego. Zamach gruziński był ważnym elementem w rosyjskiej strategii. Poza korzyściami politycznymi i sprawdzeniem reakcji przedstawicieli "partii rosyjskiej", pozwolił służbom FR poznać reakcje wywiadu III RP - czyli dostrzec kompletny brak profesjonalizmu i zanik funkcji propaństwowej. Myślę, że bez pozytywnego wyniku testu gruzińskiego nie doszłoby do zastawienia pułapki smoleńskiej. Pisałem o tym obszerne w ostatniej książce.

    Warto też przypomnieć, że "polski eksperyment" roku 1989 wymagał przygotowań, w trakcie których ginęli ludzie - tylko dlatego, że ich postawa i działalność mogła stanowić przeszkodę w planach Kremla. "Oczyszczano" w ten sposób pole do zawarcia "historycznego kompromisu", wyselekcjonowania ludzi opozycji i Kościoła. Dlatego zginął ksiądz Jerzy, dziesiątki postaci autentycznej opozycji (innych skazano na banicję) oraz niepokorni księża, groźni ze względu na swoją nieugiętą postawę i wpływ na wiernych.
    Jeśli zmierzamy dziś w stronę kolejnej historycznej mistyfikacji, likwidacja ludzi niewygodnych byłaby wpisana w taki scenariusz.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. --

    Panie Aleksandrze,

    zakończył Pan swój artykuł następująco:

    "Ludziom wojskówki powierzono wówczas rolę wykonawców sztandarowego projektu Moskwy – tzw. „transformacji ustrojowej”, wyłączając ich spod ideologicznej władzy partii i dając ogromne uprawnienia, m.in. w werbowaniu agentury. Proces ten zakończył się utworzeniem „konstruktywnej opozycji” i farsą obrad okrągłego stołu, dając podwaliny tworu zwanego III Rzeczpospolitą.

    Jeśli z tej, nieodległej perspektywy spróbujemy oceniać czekające nas wydarzenia i reformy w służbach specjalnych, może się okazać, że stanowią one preludium przed kolejnym „polskim eksperymentem”."

    ======

    Mam podobne odczucia odnośnie "kolejnego polskiego eksperymentu" (OKRĄGŁEGO STOŁU BIS?), które, nie ukrywam, napawają mnie najwyższym niepokojem!

    A znacznie się - niestety - nasiliły, po wczorajszym dniu w Sejmie i żenujących wystąpieniach opozycji - czyli GRZECZNYM I UŁADZONYM domaganiu się przeprosin - od zbrodniarzy, złodziei i kanalii, które to wystąpienia nawet u nieprzesadnie dumnego człowieka wywoływały rumieniec wstydu!

    Jak można było do tego dopuścić! Jak można było nie "rzucić szyderstwem" i nie wyjść z sali, kiedy Tusk, przejąwszy całkowicie inicjatywę, rozpoczął rytualne obelgi przeciwko śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i niemal zaczął o wszystko oskarżać Jego brata - prezesa PiS!

    Jak można było pozostać na sali, kiedy obradom (wbrew protestom) przewodziła "główna rozprowadzająca"?

    Jak można było nie trzasnąć pięścią, kiedy kłamca Seremet stawał się Grasiem bis - i OSKARŻAŁ RODZINY SMOLEŃSKIE !!!

    Tego już nie sposób wytrzymać, Panie Aleksandrze! Przecież OPOZYCJA = nasi przedstawiciele w Sejmie pozwolili napluć nam wszystkim w twarz przez swołocz na usługach sowietów.

    Która teraz, w obawie, że puszczą nam wreszcie nerwy szykuje na nas NEO - ZOMO. TAKIE Z DRONAMI!!!

    I komorowskie służby specjalne jak onegdaj kiszczakowe - z satysfakcją odnotują "opanowanie masowych niepokojów społecznych przy użyciu siły - do demokratycznej stabilności"

    Czyżby nasi przedstawiciele w Sejmie już się pogodzili z rolą "konstruktywnej opozycji"
    Zapowiadają, na połowę listopada konstruktywne votum nieufności.

    Wobec tego pytam: Z KIM ZAMIERZAJĄ TWORZYĆ NOWY RZĄD???
    WZGLĘDNIE: NA KOGO ZAMIENIĆ OBECNY???

    Czy nie widzą, że taka "koncyliacja" to ich ( I NAS - POLAKÓW) koniec?
    Bo jeżeli zdarzy się druga Magdalenka, to my się spod tego ohydnego kłamstwa
    i występowania być może jutro w roli pożytecznych idiotów - już nie wydobędziemy!

    GDYBY MI KTOŚ POWIEDZIAŁ, ŻE MOŻE NAS SPOTKAĆ COŚ JESZCZE GORSZEGO OD
    SMOLEŃSKA - NIE UWIERZYŁABYM! Ale mam oczy i widzę, co się dzieje i na co się zanosi!


    Pozdrawiam serdecznie i bardzo przepraszam za wzburzenie - ale mam nadzieję, że przyzna Pan,
    iż jest ono usprawiedliwione.

    .

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy rozważa Pan na poważnie tezę, że JK wie o przygotowanych planach do "kolejnej historycznej mistyfikacji" i "likwidacji ludzi niewygodnych" i dlatego gra tak miękko (może na zwłokę do wyborów w USA)? Inne wytłumaczenie - jest już z nimi "po słowie" - ale w nie jakoś nie mogę uwierzyć. Z kolei Pańska teza, że opozycja to grupa amatorów grających doraźnie, nie pasuje mi do JK. Chyba, że JK już nie kontroluje swojego statku...

    Z poważaniem

    Paweł Chojecki

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Urszulo,

    Proszę zwrócić uwagę, że wczorajsze wystąpienie sejmowe posła Dudy spotkało się z ogromnym aplauzem wyborców PiS-u. Ja przyznaję, że nie znalazłem w nim nic, co warte byłoby miana "zdecydowanej reakcji" lub zasługiwało na szczególne uznanie.
    Tak nie reaguje się na atak chama, który drwi z Polaków i ofiar tragedii. Ile razy można powtórzyć banał - "państwo nie zdało egzaminu" lub mówić o zagrożeniu demokracji?
    Trzeba używać słów adekwatnych do postępków przeciwnika i nie po to przecież, by go obrażać lub wyzwalać emocje, ale po to, by nazywać rzeczy po imieniu i odkrywać przed Polakami prawdę.
    To jest obowiązkiem opozycji.
    Zadała Pani ważne pytania, na które nie uzyskamy odpowiedzieć.Może dlatego, że są to pytania z zakresu - co dalej, a ten obszar wiedzy jest nadal niedostępny dla ludzi wspierających PiS. Przypominałem niedawno o wypowiedziach posła Hofmana na temat koalicji z PSL lub tworzeniu "rządu fachowców". Wówczas należałoby pytać - czym, zdaniem PiS-u różni się "partia ludowa" od PO i kto miałby tworzyć taki rząd?
    Problem w tym, że opozycja nam tego nie wyjaśnia.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Aleksandrze,

      Jestem od zawsze wyborcą PiS.
      Wystąpienie posła Dudy odebrałam tak, jak to opisałam w poprzednim komentarzu.
      Nie rozumiem, w jaki sposób w kimkolwiek mogło ono wywołać aplauz???
      Chyba że ten - "medialnie nakręcany" - dla ludzi nie posługujących się własnym rozumem.

      Opozycja (poza nielicznymi wyjątkami) nie mówi nam prawdy.
      Znów pewnie zwyciężyła koncepcja uśmiechniętej twarzy PiS, przemówień do "braci Rosjan",
      i - powtarzane jak mantra: "NAJWAŻNIEJSZE TO NIE DAĆ SIĘ SPROWOKOWAĆ!"

      No i nie dali się. Sprowokować. Do obrony godności Polski i Polaków, którą,
      jak po 17 września'39, opanowuje ten sam najeźdźca.
      I jak wtedy: bez wypowiedzenia wojny.
      Choć czymże był zamach 10 kwietnia 2010 jeśli nie rozpoczęciem
      (i zakończeniem?) wojny bez jej wypowiedzenia?

      O koalicji z PSL nie będę się wypowiadać. Musiałabym przeklinać.
      Rząd "fachowców"? Z kim? Z profesorami z łapanki?
      To może Mme Staniszkis jako premier?
      I te gierki, tajemnice, poranne kongresy przed marszem,
      kiedy teraz właśnie należy nam powiedzieć
      CO TAMCI ZROBILI Z POLSKI?!

      Pozdrawiam


      Usuń
  8. Paweł Chojecki,

    Jeśli biorę pod uwagę taki scenariusz, jest to raczej dalsza perspektywa. Reforma służb może (lecz nie musi)stanowić zapowiedź eksperymentu.
    Nie sądzę, by opozycja była wtajemniczona w takie plany.
    Warto pamiętać, że Komorowski już dziś prowadzi działania wyprzedzające, na wypadek zmiany administracji amerykańskiej. Temu m.in.służy projekt budowy „polskiej tarczy antyrakietowej”. Pisałem o tym obszernie w tekście "POLSKA TARCZA – ROSYJSKI POLIGON" z 15 sierpnia. To może dowodzić, że Kreml przewiduje porażkę Obamy i próbuje zabezpieczyć swoje interesy w państwach byłego Bloku. „Integracja i koordynacja” służb może być częścią tych zabiegów.
    Jestem natomiast przekonany, że opozycja nie ma dziś żadnej długofalowej strategii. Taką tezę potrafię szczegółowo uzasadnić, choć raczej nie pod tym tekstem.
    W realnych założeniach PiS musi przewidywać przetrwanie Tuska do czasu wyborów parlamentarnych, ale wówczas najpoważniejszym wyzwaniem będzie utrzymanie własnego elektoratu.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Może jutro dowiemy się więcej?

    Myślę,że elektorat PIS-u rośnie z dnia na dzień.
    Im więcej ludzi widzi prawdziwy obraz otaczającej rzeczywistości.
    Taktyka milczenia opozycji może miec głębszy sens.
    Zobaczymy co przyniesie jutrzejszy dzień.

    Patrząc dalej,
    Wygrana Obamy byłaby na rękę Rosji,dlatego już od jakiegoś czasu
    rozpętano kampanię przeciw Romeyowi,jakoby dążącemu do konfliktu zbrojnego z Iranem...Już domyślamy się czyim sojusznikiem w tej wojnie byłaby Rosja.
    Myślę,że Komorowski nieprzypadkowo spotkał się z Obamą właśnie teraz...

    Na dobranoc:

    http://wpolityce.pl/artykuly/37065-nie-wyginiemy-jak-dinozaury-klamstwo-nie-przejdzie-prawda-jest-z-nami-ona-dzis-mieczem-i-tarcza

    Pozrawiam Państwa
    Barbara L.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzień dobry, a może dobry wieczór Panie Aleksandrze. Na wstępie chciałem Panu podziękować za prowadzenie tego bloga, a tym samym otwieranie oczu na tak wiele ważnych spraw. Niestety większość notatek nie napawa optymizmem, ale co zrobić. I właśnie chciałem zapytać Pana co my powinniśmy zrobić? Opcja wyjścia na ulicę jest w mojej ocenie jak najabrdziej zgubną. Ta władza tylko czeka na pretekst by zacząć nawet i strzelać do niezadowolonych obywateli, a w mediach przedstawić to tak samo jak relacje z 11.11.11r. Podobno traktat lizboński zawiera takie króczki, które na to pozwalają. Nie wiem jak jest, bo jak i większość jego nie czytałem.
    Czasem mam wrażenie, że pewne ruchy są robione celowo po to by wyprowadzić ludzi, a tym samym dać władzy pretekst do ograniczania wolności czy wprowadzania stany wojennego. Machiavelli już przecież pisał o takich metodach.
    Wybory? Prawdopodobnie sfałszowane.
    Budzić ludzi? Nie da rady. Nie bez zaplecza. Na nic racjonalne argumenty przeciwko aparatowi propagandy. btw: wczoraj aż mnie skręcało przy przemówieniu Tuska na TVN24. Już pal lich, że kłamał ale jak to robił. Stosując różne techniki manipulacyjne jak wolniejsza mowa. Do tego obiektywność tej stacji kiedy Olechowski jedize po Pisie zaraz wrzucają Tuska, a potem kiedy (jak zakładam) powinien wyjść ktoś z opozycji i sprosotwać te kłamstwa tvn24 daje następnego gościa bijacego w pis. Normalnie bym tego nie oglądał i się tym nie przejmował gdyby nie moja rodzina, która nadal jest wpatrzona w to medium jak w obrazek.
    Olać wszystko i stwotrzyć swój własny świat, jak to podobno robiono za PRLu, ale jak? Jak jak nie ma pracy, chleba, a jak jest to doprawiony chemicznym świństwem, a na domiar złego żywność GMO. Ciężko więc uciec od władzy i problemów.
    W moim przekonaniu niestety zostaliśmy zdradzeni także i przez USA i nic się tutaj nie zmieni dopóki USA nie będzie miało interesu wbić szpilkę między sojusz Niemcy\UE-Rosja. Też pisał o tym Machavell. Sytuacja naprawdę nie jest wesoła. Biorąc pod uwagę to co sie dzieje na świecie mam wrażenie, że jesteśmy w przededniu wybuchu III wojny światowej. Realia 1914r były podobne - wiele ognisk zapalnych czekających tylko na iskrę. Nie koniecznie musi być w europie wojna, ale na pewno zaistniała sytuacja posłuży do ściślejszego zaciśniania wiąz między państwami tj w kierunku federacji albo i super państwa + totalitaryzm, bo tylko w takim systemie można wziąć wszystkich za py... twarz i próbować konkurować z Chinami czy po prostu odnaleźć się w nowych realiach. Niestety w takim systemie nie ma miejsca na ludzi starych i chorych więc pewnie masowe szczepienia załatwią sprawę... I właśnie cała nadzieja w USA ale pamiętajmy, że zarówno po I jak i II wojnie światowej mocarstwa, w tym właśnie USA były zmęczone wojnami i już nikt nie chciał nawet myśleć o walce o Gdańsk. Prawdopodobnie teraz będzie podobnie dzięki czemu na 50 jak i nie więcej lat maożemy zapomnieć o jakiejkolwiek niepodległości. tylok co potem? Potem już chyba nie będzie czegoś takiego jak naród polski. Niestety przespaliśmy 20 lat niepowtarzalnej szansy. Choć może to i lepiej? Wiemy jak skończyła się II RP, tym razem zostaniemy\zostaliśmy podbici bez jednego wystrzału i krwawych ofiar, choć skutki są podobne... Cała nadzieja w USA i tym, że wygra Romney i mam takie nieodparte wrażenie, że jak wygra Romney to w Polsce nagle taki Pan Gowin z kolegami poprze wniosek pisu o wotum nieufności. Parafrazując co się stało - wybory przejdą przez amerykańskie serwery i będziemy mieli szansę się naprawić. To tylko moje przemyślenia domorosłego obserwatora. Nie koniecznie trafne. Tak chciałem jeszcze zwrócić uwagę, na to, że w 2009r dostaliśmy cios 17 września, "Katyń 2" w 2010r to teraz tylko czekać na rok 2013 kiedy to prawda wyjdzie na jaw tak jak w 1943r. Pytanie tylko czy w 2015 skończy się ta niewidzialna (i oby nie konwencjonalna) wojna.

    Polecam wszystkim jesczcze wykład:
    "Uwarunkowania geopolityczne strategii obrony Polski" - Fundacja Republikańska

    http://www.youtube.com/watch?v=7CK1EWOIic4

    OdpowiedzUsuń
  11. Pani Urszulo,

    Jako komentarz do Pani słów przytoczę fragment dzisiejszej wypowiedzi przewodniczącego Solidarności, Piotra Dudy. Na pytanie - pod jakimi hasłami idzie w marszu "Solidarność" - padła odpowiedź:
    "Nasze postulaty są jasne: wyrzucenie do kosza ustawy o podwyższeniu wieku emerytalnego, podwyższenie płacy minimalnej, walka z patologiami rynku pracy czyli umowami śmieciowymi czy agencjami pracy tymczasowej, które z pracowników robią sobie niewolników."

    Nie będę tego komentował. Podobnie jak słów Jana Pospieszalskiego, który uznał, że "to nie jest bunt ani kontestacja, przynajmniej nie na pierwszym planie. Ja ten marsz postrzegam raczej jako akt twórczy, jako sygnał, że ludzie chcą innego systemu. To społeczne poruszenie ma wielkie znaczenie, to niezwykle istotny kapitał społeczny."
    Z portalu niezalezna.pl dowiemy się natomiast, że "29 września na ulice Warszawy wyjdą ludzie oburzeni działaniami rządu i sprzeciwiający się wydłużeniu wieku emerytalnego, podnoszeniu podatków i polityce antyrodzinnej"

    Pisałem już dawno, że PiS, przynajmniej w jednej sprawie powinien wzorować się na opozycji antyputinowskiej. Ta bowiem ma tylko jedno, konkretne hasło - "Putin precz" i nie bawi się w polityczny bełkot, mając do czynienia z bandytą.
    Warto zapytać - jakie jest hasło jutrzejszej manifestacji? Jakie czytelne przesłanie dostaną Polacy ze strony organizatorów?
    Przyznaję, że ja tego nie wiem.

    Pozdrawiam





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tego nie wiem, Panie Aleksandrze.

      Wczoraj ONI "ofiarowali nam" łaskawie kwadrans połajanek na sali sejmowej (Orwell się kłania), jutro mamy to powtórzyć na świeżym powietrzu (?), po czym w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku (?) patriotycznie rozejść się do domów ???

      I czekać, jak rozumiem, do połowy listopada.

      O ZMIECENIU OKUPACYJNEJ, TOTALITARNEJ WŁADZY ANI SŁOWA!

      Bo "NIE JEST TO BUNT, ANI KONTESTACJA...tylko.. AKT TWÓRCZY I SYGNAŁ,
      ŻE LUDZIE CHCĄ INNEGO [JAKIEGO?!!] SYSTEMU."

      Pytam: do kogo kierujemy "sygnał" ? Do tych, którzy z nas szydzą i szykują na nas drony???

      Do "społeczeństwa", które po Smoleńsku wybrało PO i Komorowskiego?

      Do hierarchów, którzy wybrali Rosję?

      CZY NAS, 4 MILIONY POLAKÓW UWAŻA SIĘ ZA KOMPLETNYCH IDIOTÓW?

      .




      Usuń
  12. Barbara L.-

    Napisała Pani - "Taktyka milczenia opozycji może mieć głębszy sens".
    Być może to kwestia moich ograniczeń, ale w obecnej sytuacji nie widzę żadnego sensu w milczeniu opozycji.
    I nie sądzę, by "więcej ludzi widziało prawdziwy obraz otaczającej rzeczywistości".
    Proszę pamiętać, co widzieli ludzie 10 kwietnia i jak wówczas reagowali. Pół roku później wybrali Komorowskiego, a w roku następnym,Platformę.
    Dopóki opozycja nie odważy się mówić do Polaków otwartym i twardym językiem, póki nie zignoruje dyktatu medialnych terrorystów i nie zrezygnuje ze zbędnego "merdania ogonem" - niczego nie zdoła wywalczyć.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń


  13. http://300polityka.pl/300news/przedstawiajac-kandydature-anny-strezynskiej-pis-zmienilby-polityke

    Pozdrawiam serdecznie
    Wierna czytelniczka
    Lenek

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam Pana, Panie Aleksandrze. Szkoda, że nie odpisał Pan mi nic na komentarz wyżej z dnia 28 września 2012 22:40, bo naprawdę potrzebuję jakiegoś światełka w tunelu. Nie wiem, muszę się zalogować na serwisie, a tym sam,ym pokazać służbą odwiedzających tego bloga "o tu jestem, a tu jest moje IP i adres email"? Wracając do dyskusji hasło "Tusk-precz" nuie przejdzie bo za dużo ludzi go tutaj kocha. Tusk, jakokolwiek baqrdzo by chciał, to nie ten sam kaliber co Putin. Jego jedyną "zasługą" jest wystawienie prezydenta własnego kraju, nic ponadto. Jak słusznie zauważa Michalkiewicz on jest zwykłym graczem w warcamy kiedy Putin i spółka są wytrwanymi szachistami. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domaga się Pan od p. Aleksandra Ściosa "światełka w tunelu", a boi się Pan zalogować?
      Na marsz pewnie też Pan nie poszedł, bo a nuż zostałby Pan sfotografowany i zidentyfikowany?
      Człowiek powinien zwalczać w sobie małego tchórza, inaczej do końca życia pozostanie "w tunelu".
      Tyle mojej rady.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Na szczęście serwis blogspota nie pokazuje IP ani nie prosi o adres email, więc obawy są na wyrost.

      Usuń
    3. „ONI” i bez logowania znają imię i nazwisko wraz z IP użytkownika. Co więcej, prawdopodobnie w Pańskim przypadku jest tak, że „ONI” wiedzą co Pan napisze, zanim Pan napisze… też bym na Pana miejscu miała ze strachu "nogawice jak żagle".

      Usuń
  15. --------------

    "Modlitwa"
    Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,
    Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską.
    Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską,
    Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.

    Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
    Nic się nie nauczyli. Na łaski bezbrzeżne
    Liczyliśmy, tak pewni, jakby nam należne,
    Aby nas wyręczały z Jej należnych trudów.

    Za bardzośmy Ojczyznę kochali świętami.
    Za bardzośmy wierzyli, że zawsze nad Wisłą
    Cud będzie czekał na nas i gromy wytrysną
    Z niebieskiej maginockiej linii ponad nami.

    I co dzień szliśmy w pobok Niej - tak jak przechodzień
    Mija drzewo, a Boga w drzewie nie pamięta.
    A Ojczyzna codziennie przecież była święta,
    A Ona właśnie była tym cudem na co dzień.

    Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,
    Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,
    By drogo kosztowała, drogo zapłacona,
    Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.
    By już na zawsze była w każdej naszej trosce
    I już w każdej czułości, w lęku i rozpaczy,
    By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział, co to znaczy
    Być wolnym, być u siebie - Być Polakiem w Polsce

    Hemar

    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny wiersz-modlitwa,Pani Urszulo!

      Aby znaleźc się w Ojczyźnie Niebieskiej,należy dbac o Tę na Ziemi.

      Pozdrawiam Panią!
      Barbara L.

      Usuń
    2. Dziękuję, Pani Barbaro,

      Myślę, że o Ojczyznę należy troszczyć się jak o najbliższą osobę.
      Poświęcać jej czas i pracę. Bezinteresownie, ze "świętej miłości", jak pisał Krasicki.
      Wtedy cenimy ją, bo "nas drogo kosztowała". Wysiłku, pracy, poświęcenia, odwagi.
      Człowiek przecież nie żyje dla siebie, choć tak nam dzisiaj wmawiają bezideowi
      sybaryci naśladujący modne prądy, nie bacząc, że mogą u końca swej drogi zostać
      "zutylizowani" - jak obecnie w Holandii, gdzie lada moment eutanazja stanie się
      przymusowa.

      "(...) a wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
      Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby.
      To samoluby..."


      Pozdrawiam serdecznie




      Usuń
  16. Panie Aleksandrze,

    Zasadniczo-zgadzam się z Panem.
    Dzisiaj usłyszeliśmy,że Jarosław Kaczyński chce stworzyc rząd pozaparlamentarny.
    W szczegółach-nie wiem co to znaczy.
    Wracam myślami do przegranej w wyborach...i zastanawiam się nad tym,jaki byłby ich wynik,gdyby nie manipulacje kartami wyborczymi,oraz interwencja rosyjskich serwerów.Czy wtedy doszłoby do rozłamu w PIS-ie i odłączenia 'ziobrystów'?
    W zasadzie programy PIS-u oraz Solidarnej Polski są bardzo zbliżone,jeżeli
    nawet nie identyczne.
    Powodów rozłamu było pewnie więcej.Np.siła presji.Kto powinien byc przywódcą,
    dążenie do zaspokojenia osobistych ambicji politycznych(niektórych),czyli walka o wpływy,która była i jest na rękę zwycięskiej PO.
    Na pewno dzisiejszy marsz pod hasłem'Obudź się Polsko',był ważnym wydarzeniem.
    Na ile ważnym,pokaże nieodległa przyszłośc.
    Społeczeństwo widzi otaczającą rzeczywistośc,tylko boi się zmian,i ciągle jest bombardowane medialnym fałszem,który podaje się mu,jako prawdę.
    Na pewno części społeczeństwa odpowiada taki model w którym,niekoniecznie
    uczciwą pracą można dorobic się pokaźnego majątku.
    Czyz nie mówiono mu,że'pierwszy milion należy ukraśc'?
    To wynika niestety z ludzkiej złej,egoistycznej natury...
    Są też postawy nihilistyczne.Ogólna niewiara w jakiekolwiek zmiany,wynikająca z zaniku instynktu samozachowawczego i utraty poczucia wspólnoty.
    Poczucia,że Polska jest naszym wspólnym dobrem,za które poprzednie pokolenia
    oddawały życie...

    Pozdrawiam Pana i wszystkich komentujących.
    Barbara L.

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie Aleksandrze,

    podziękowania za wszystko co Pan robi dla Polski. Musi Pan swoją Ojczyznę bardzo kochać - ponad wszystko.
    Dziękuję również, że nie nazywa Pan namiestnika - prezydentem.

    Pozdrawiam serdecznie
    Julian

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy z 29 września 2012 19:40,

    Na tym blogu żadna inwigilacja Panu nie grozi, a umieszczenie podpisu pod komentarzem jest dobrym obyczajem.
    W Pańskiej wypowiedzi znajduję zbyt wiele chaosu, bym miał się do nich rzeczowo odnieść. Proponuję, by spokojnie przemyślał Pan to co chce napisać i ujął swoje myśli w bardziej czytelną formę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pani Urszulo,

    To zadziwiające - jak trafnie brzmią dziś słowa tego wiersza.
    - Nasza to wielka wina, żeśmy z Twoich cudów
    Nic się nie nauczyli.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Barbara L. -

    Ja wprawdzie nigdy nie rozpatruję historii alternatywnej, ale mam pewność, że wynik wyborczy był sumą kilku zaniedbań, z których opozycja nie wyciągnęła lekcji.
    Dzieje się tak od roku 2008 i - jak dotychczas - nic nie zapowiada zmiany.
    Wczorajszy marsz może stać się jednym z ważniejszych wydarzeń w ostatnich dwóch dekadach, jednak nie przypisywałbym mu nadmiernego znaczenia politycznego. Nie zdobywa się władzy patriotycznymi hasłami ani podtrzymywaniem nadziei. Jeśli opozycja nie zaproponuje konkretów i nie wskaże - w jaki sposób chce władzę przejąć, nawet ten potencjał może zostać zmarnowany.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  21. Julian -

    Mój prezydent zginął pod Smoleńskiem, zaś człowieka, który dziś zajmuje to miejsce, nie można obdarzać tak zaszczytnym mianem.

    Bardzo Panu dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Nawiązując do mojego wcześniejszego tekstu nt. belwederskich planów budowy "polskiej tarczy antyrakietowej" (http://bezdekretu.blogspot.com/2012/08/polska-tarcza-rosyjski-poligon.html) i obecnej dyskusji w sprawie działań opozycji, chciałbym zwrócić Państwa uwagę na bardzo smutny fakt.

    Na stronie BBN-u zamieszczono dziś informację zatytułowaną - "Ponadpartyjna zgoda w sprawie obrony przeciwrakietowej". Dowiemy się z niej, że:
    "Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Polskie Stronnictwo Ludowe, Ruch Palikota oraz Solidarna Polska popierają prezydencki projekt ustawy dotyczącej zasad stabilnego finansowania ochrony przeciwrakietowej, która powinna być realizowana w ramach obrony powietrznej. Przedstawiciele tych sił politycznych zgadzają się, że w najbliższej dekadzie jest to najważniejszy i najpilniejszy priorytet w rozwoju Sił Zbrojnych RP. Dlatego te partie gotowe są poprzeć w parlamencie projekt ustawy."

    http://www.bbn.gov.pl/portal/pl/2/4137/Ponadpartyjna_zgoda_w_sprawie_obrony_przeciwrakietowej.html

    Nie chcę tego nawet komentować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, po marszu, który przyćmił urodziny Bolka (gościem był m.in. karateka Mieczysław) - nagle taki samobój. Dlaczego? O co chodzi?

      Usuń
    2. Smutne i niezrozumiałe posunięcie PIS-u...
      Wróg zarówno wewnętrzy,jak i zewnętrzny,nie może byc gwarantem bezpieczeństwa.
      Chyba,że powstały system uda się kiedyś przejąc.
      Tylko do tego czasu może się okazac,że fundusze na cel strategiczny
      zostały przeznaczone na coś zupełnie innego.

      Poza tym nie mam nic do dodania.

      Pozdrawiam.
      Barbara L.

      Usuń
    3. ALEKSANDER ŚCIOS

      Panie Aleksandrze,

      Jeżeli sprawdziłoby się moje żartobliwe "podsumowanie" sprzed dwóch dni,
      bo - zanim zostałam "wbita w ziemię" podaną przez Pana wyżej informacją -,
      nie dopuszczałam jednak poważnie takiej ewentualności :


      SYSTEM (Komorowski) - TAK!
      WYPACZENIA (Tusk) - NIE!

      Oznaczałoby to, że nie mamy już w Polsce OPOZYCJI!
      A Marsz? DAWAŁBY PODSTAWĘ do odrzucenia... wypaczeń?!

      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Dzisiejsze ogłoszenie Piotra Glińskiego kandydatem na premiera
      z ramienia Pis-zdaje się potwierdzac Pani przypuszczenia.

      Piotr Gliński...odznaczony w 2011 roku przez Komorowskiego
      Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski...
      Może to mało znaczący fakt,ale spodziewałam się kogoś zupełnie innego.

      Pozdrawiam Panią.
      Barbara L.

      Usuń
    5. Barbara L,

      to jakiś koszmar.

      MM (n)

      Usuń
  23. Szanowny Gospodarzu, szanowni Państwo!

    Największa przeszkodą w zrozumieniu dzisiejszej sceny politycznej wydaje się być parasol medialny rozciągnięty nad posunięciami obecnego lokatora Belwederu.

    Nic tak bardzo nie myli dziś Polaków jak obraz nieco grubiańskiego, prostolinijnego (prostackiego?) polityka, nie uciekającego w obliczu kamer przed swymi słabostkami, tak bardzo podobnego do wielu z nas.

    Mąż, ojciec, jowialny kompan, katolik z coniedzielnej mszy świętej, "brat łata" szaraka polskiej ulicy!

    Uwiedzeni mniej niż zmyleni, ale zawsze oszukani tym obrazem, próbujemy znaleźć receptę na zło systemu marnującego na naszych oczach starania i marzenia całego pokolenia.

    W działaniach PiS-u można dostrzec cień strategii jedynie w kontekście przyjęcia obecnej taktyki i narracji jako swego rodzaju mistyfikacji ukrywającej głębszy sens i cel.

    Jeżeli jest jednak inaczej a taktyka myli się im ze strategią, wtedy biada nam.
    Żadna wizja Polski przy takim scenariuszu nie będzie dla nas dobra.
    Marsz do normalności wydłuży się o kolejne dekady.

    Pozdrawiam serdecznie

    Zaścianek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda.
      Jezeli ktoś z Państwa nie pamięta,przypominam takie fakty z początku roku:

      http://niezalezna.pl/21495-tajemnicze-ladowania-komorowskiego-w-rosji

      Pozdrawiam,Panie Zaścianek!

      Barbara L.

      Usuń
  24. Cały czas mam w uszach słowa Kiszczaka, który melduje, że sprawy Okrągłego Stołu są pod całkowitą kontrolą jego służb. I jeszcze ten moment, najbardziej dramatyczny i niegodziwy w życiu Wałęsy, w którym dał się przekonać Wachowskiemu, iż uda się zamieść przeszłość pod dywan. I nie przyznał się. I wczoraj te jego brednie o niedemokratycznym marszu. Przez chwilę ucieszyłem się, kiedy o. Rydzyk - odległy mi obyczajowo i światopoglądowo jak Alfa Centauri - zaapelował do wierzących i niewierzących o jedność w obliczu zagrożenia. Doceniam jako bezwyznaniowiec. A tu masz: poparcie PiSu dla przeciwrakietowego systemu-widmo, systemu-nigdy. I te małe wojenki o marginalne przyczółki prowadzone w mediach, zamiast frontalnej krytyki, potrzebnej zwłaszcza teraz, przed wyborami w Gruzji, kiedy sowieccy bandyci stoją na granicy. I to milczenie w sprawie Czeczenii, zmasakrowanej po raz wtóry w ciągu kilkudziesięciu lat.

    To ciągłe cofanie się i milczenie, obawiam się, wykształca też nawyk uległości. Kiedy już PiS chce się odgryźć powiela dotychczasowe kombinacje ciosów. Nie widać, żeby za tymi działaniami kryła się strategia, żeby to były skoordynowane, przemyślane ruchy polityczne wynikające z przyjętej wizji Polski. A przecież jest ta wizja, więc co stanowi ograniczenie?

    OdpowiedzUsuń
  25. Wąż Wystygły

    Pisze Pan: "Jeśli opozycja nie zaproponuje konkretów i nie wskaże - w jaki sposób chce władzę przejąć, nawet ten potencjał może zostać zmarnowany".

    Pełna zgoda, ale jakie właściwie są możliwości przejęcia władzy?

    Insurekcja - nie wchodzi w rachubę.
    Do wyborów - daleko, a do tego być może kontrolują je Rosjanie, a wtedy i na wybory nie ma co liczyć.
    Skrócenie kadencji Sejmu - wykluczone, jeśli "posły" nie znajdą się w sytuacji bez innego wyjścia. Na razie tak nie jest.
    Wobec tego jedyne, co pozostaje, to właśnie konstruktywne wotum nieufności, które rzecz jasna nie przejdzie w tym Sejmie - więc to chyba tylko rodzaj demonstracji.

    A poza wszystkim, czy byłoby rzeczą rozsądną ogłaszanie wszem i wobec z góry, jak ma się zamiar przejąć władzę? Przecież wtedy wróg się dobrze przygotuje. Jednym z największych błędów PiSu było już w latach 2006-2007 zapowiadanie swoich posunięć z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, jakby im specjalnie zależało na pozbyciu się możliwości zaskoczenia wroga.

    Pozdrawiam
    Wąż Wystygły

    OdpowiedzUsuń
  26. ----------

    SZOK!!!

    "GEOSTRATEG" BRZEZIŃSKI O POLSCE I ŚWIECIE --> CZYŻBY OBOWIĄZUJĄCA (?) NARRACJA POLITYCZNA???

    Zbigniew Brzeziński w TVP Info:

    "TO NAJLEPSZY CZAS DLA POLSKI"


    29.09.2012

    – POLSKA OBECNIE JEST W NAJLEPSZEJ SYTUACJI GEOPOLITYCZNEJ I GOSPODARCZEJ W CAŁEJ HISTORII PAŃSTWA. TO TRZEBA SOBIE WBIJAĆ W GŁOWĘ I WYCIĄGAĆ Z TEGO WNIOSKI.

    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    !!!!!!!!! ON TAK NAPRAWDĘ POWIEDZIAŁ!!!!!!!!!! - dop. U. D.
    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Polska ma głos który państwa europejskie muszą doceniać. Polska nie jest mocarstwem, ale dzięki sieci wzajemnych powiązań stała się istotnym graczem europejskim – mówił w programie „Kod Dostępu” Zbigniew Brzeziński – amerykański politolog polskiego pochodzenia, dawny doradca prezydenta Cartera.

    Mówiąc o sytuacji Polski, Brzeziński wspomniał również o kryzysie, który nęka zarówno Europę, jak i nas. – Zimna wojna skończyła się wielkim zwycięstwem USA i przez pewien okres czasu przewidywano, że XXI wiek, będzie okresem zdominowanym przez Amerykę. Teraz coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że to będzie wiek bardziej skomplikowany, w którym prawdopodobnie żadna potęga nie będzie dominować. Kryzys to rezultat zasadniczej przemiany w układzie międzynarodowym – uznał politolog.

    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    I JESZCZE TO!!!
    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    – Mamy do czynienia z bardzo kompleksową sytuacją międzynarodową, która nie wymaga rachunku sumienia, ale raczej rozważnego myślenia. Jak postępować, jakie powiązania należy rozwijać i jakie powinny być wspólne cele współpracy międzynarodowej – nad tym należy pomyśleć – zauważył Brzeziński. Dodał, że powinniśmy nauczyć się odróżniać problemy wewnątrz-europejskie od „podzielonej i skomplikowanej ogólnoświatowej sytuacji”.

    Kryzys europejski według politologa jest „do pewnego stopnia kryzysem niedociągnięć instytucjonalnych w procesie tworzenia Europy”. – Lizbona to był bardzo ograniczony kompromis, jednostronny w dziedzinie współzależności, ale bez tworzenia koniecznych wspólnych instytucji – nie tylko gospodarczych, ale również politycznych – mówił.

    Europie, według Brzezińskiego potrzeba zarówno silnego przywództwa, jak i ogólnego poczucia wspólnej przyszłości, cechującego na przykład społeczeństwo amerykańskie. – Amerykanie czują się Amerykanami, bo mają poczucie wspólnej przyszłości i to jest coś zupełnie odmiennego od tego, co Europa może sobie stworzyć. Europa nie może się pozbawić własnej przeszłości, ale musi świadomie działać, by stworzyć powiązania, które zdominują przeszłość i powoli wytworzą uczucie wspólnej przyszłość – tłumaczył.

    Przemiany w Rosji

    Mówiąc o Rosji, Zbigniew Brzeziński podkreślił wagę dwóch zasadniczych przemian w rosyjskim życiu politycznym. Wytłumaczył, że to, co widać jeszcze dziś w „mocarstwowych” dążeniach Kremla, to jedynie resztki spuścizny po okresie sowieckim i „myślenia ludzi, którzy są produktami pewnej instytucji, którą się identyfikuje trzema literami – KGB”. – Nie ma już strachu wobec władzy – to absolutnie rewolucyjna rzeczywistość w pojęciu środowiska rosyjskiego. Jeśli ktoś może wyjść na Plac Czerwony z transparentem w ręku, na którym narysowane są kraty więzienne, a za nimi twarz Putina, to jest to niesłychanej skali precedens, który ma wielkie znaczenie – argumentował. Przypomniał też, ze sankcje za takie wystąpienie za czasów Breżniewa skończyłyby się 10-letnią odsiadką w gułagu, a w okresie stalinowskim śmiercią demonstrującego.

    cdn




    OdpowiedzUsuń
  27. – Druga rzecz to rola humoru. Jeśli można się z władzy śmiać i ośmieszać ją publicznie w rozmowach, to też świadczy o zupełnie innym stosunku do władzy. Ludzie śmieją się z Putina i jego zachowań, kreacji jakie przybiera. To zbliża Rosję do systemów demokratycznych i to należy wykorzystywać! – podkreślił Brzeziński. Według niego tendencje rozwojowe należy zauważać nawet u tych sąsiadów, z którymi łączy nas bolesna historia.


    Spotkanie Obamy i Netanjahu

    Były doradca Jimmy’ego Cartera potwierdził, że nie doszło do spotkania Baracka Obamy z Benjaminem Netanjahu, podczas oficjalnej wizyty szefa rządu Izraela w USA. – Obamie nie było na rękę spotkać się z Netanjahu, ale nie wykluczam, że za niedługo ze sobą porozmawiają. W międzyczasie premier Izraela trochę ochłonie – mówił, mając na uwadze ostatnie wypowiedzi premiera Izraela o ewentualnym konflikcie z Iranem.

    – Jeżeli USA wkopią się w większą awanturę na Bliskim Wschodzie, to będzie skutkowało to negatywnymi konsekwencjami dla Ameryki, dla Europy będą one katastrofalne, a dla Izraela na dalszą metę staną się zagrożeniem istoty istnienia – dodał. Wytłumaczył też, że bez silnej obecności USA na Bliskim Wschodzie nie ma przyszłości dla Izraela, a wojna z Iranem taką obecność by „wykończyła”.


    http://tvp.info/informacje/polska/to-najlepszy-czas-dla-polski/8663624


    ============

    Ciekawe, kto w Polsce ma "to sobie wbijać w głowę? Czyżby PiS???

    I CZYJE INTERESY REPREZENTUJE AKTUALNIE PAN GEOSTRATEG?

    Bo chyba nie amerykańskie???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo, co do Brzezińskiego - doradcy jednego z najgorszych prezydentów USA - który przed laty przewidywał wieczną trwałość komunizmu i głosił konieczność pogodzenia się z tym, nie miał żadnych złudzeń nieodżałowany Jacek Kwieciński.

      Pozdrawiam
      Wąż Wystygły

      Usuń
    2. Wiem, drogi Panie Wężu!

      Zdumiała mnie NIEZMIENNOŚĆ POGLĄDÓW Z. B. i AROGANCJA Z JAKĄ WYGŁASZA PRZYTOCZONE BREDNIE!

      Tylko w sumie:czy "nie wyszło na jego"???

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Szanowni Państwo.
      Zbigniew Brzeziński,w swym wieloletnim zaangażowaniu politycznym
      nigdy nie był po prawej stronie.Warto o tym pamiętac.
      Jego bytnośc u boku prezydentów(bo przecież nie jednego Cartera)była kontrolowana przez Moskwę,a nawet sterowana.
      Nawet swoją pracę magisterską poświęcił ZSRR...(czy tylko z powodu fascynacji?)

      Mnie utkwiła w głowie jego wypowiedź po 7 kwietnia 2010,
      w której wychwala Putina i wyraża się o nim jako o wybitnym mężu stanu:

      http://fakty.interia.pl/raport/70-rocznica-zbrodni-katynskiej/news/brzezinski-przemowienie-putina-sluszne-i-madre,1461694,6897

      Pozdrawiam Państwa serdecznie!
      Barbara L.

      Usuń
  28. Prof. Gliński kandydatem PiS na premiera.

    http://niezalezna.pl/33396-prof-glinski-kandydatem-na-premiera

    http://vod.gazetapolska.pl/989-dlaczego-polskie-elity-zdradzily

    --------------------------------------------------------------------------------

    Fragment życiorysu za WIKI

    Studiował w Instytucie Nauk Ekonomicznych oraz w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, uzyskując w 1978 magisterium w zakresie ekonomii. Odbył następnie studia doktoranckie w Zakładzie Badań nad Stylami Życia Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. W 1984 na podstawie pracy Ekonomiczne uwarunkowania stylu życia. Rodziny miejskie w Polsce w latach siedemdziesiątych napisanej pod kierunkiem Andrzeja Sicińskiego uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych. Habilitował się również w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w 1997 na podstawie rozprawy zatytułowanej Polscy Zieloni. Ruch społeczny w okresie przemian. W 2008 otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych[1].

    Zawodowo od końca lat 70. związany z Instytutem Filozofii i Socjologii PAN, gdzie zajmował różne stanowiska do profesora zwyczajnego włącznie. Od 1997 do 2005 kierował Zakładem Społeczeństwa Obywatelskiego. Został też profesorem zwyczajnym w Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku i kierownikiem Zakładu Socjologii na tej uczelni. Wielokrotnie przebywał na stażach zagranicznych, prowadził wykłady na uczelniach europejskich. W pracy naukowej specjalizuje się w badaniu ruchów społecznych, socjologii kultury i społeczeństwa obywatelskiego, a także w kwestiach społecznych aspektów ochrony środowiska. Uczestniczył w pracach Komitetu Badań i Prognoz Polska 2000 oraz Komitetu Człowiek i Środowisko. Był konsultantem instytucji krajowych i międzynarodowych, w tym polskich ministerstw i Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju.

    W 1986 współorganizował sekcję prognozowania społecznego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. W latach 1995–1997 był skarbnikiem PTS, pełnił funkcję wiceprzewodniczącego tej organizacji, a w latach 2005–2011 zajmował stanowisko przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. W 1989 został członkiem Społecznego Instytutu Ekologicznego, którym kierował w latach 1997–2003.

    Jest także członkiem Collegium Invisibile[2]. W drugiej połowie lat 90. działał w Wyborczej Koalicji Liderów Ekologicznych, z jej ramienia kandydował bez powodzenia w wyborach parlamentarnych w 1997 z listy Unii Wolności[3].

    1 października 2012 Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało zgłoszenie kandydatury Piotra Glińskiego na premiera wraz z wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska[4].
    Odznaczenia

    W 2011 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski[5].

    ===========

    Unia Wolności? Wracamy do 1989??? ELITY, ELITY, ELITY!

    W wywiadzie: okrągła gadanina, społeczeństwo obywatelskie, święta demokracja, zdrada elit, te rzeczy,
    kiedy kraj stoi nad przepaścią i może zniknąć na wiele lat. A my będziemy budować NOWE SPOŁECZEŃSTWO i odżegnywać się od polityki - czytaj: walki o władzę.


    PS. Skład Collegium Invisible TUTAJ

    Niektóre nazwiska wywołują szok! (Np. TW Must)

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Collegium_Invisibile

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to ukłon w stronę wyborców centrowych. Człowiek bez politycznej przeszłości, bez politycznych właściwości. Trochę królik z kapelusza. Ale opatrzy się, a media w tydzień uczynią go rozpoznawalnym. PO też jest zaskoczone, zwłaszcza inicjatywą rządu pozaparlamentarnego. Oczywiście, nic z tego nie wyjdzie, poza tym, że PO pokaże, że nie chce współpracować z PiS również wtedy, kiedy osoba kandydata na premiera mieści się w centrowym światopoglądzie. I chyba tylko o to chodzi Kaczyńskiemu - żeby w tym kroku odjąć nieco wiarygodności PO. Teraz nastąpi, tak myślę, gospodarczo merytoryczny atak na PO. Możliwe, że Kaczyński ma rację zakładając, iż tłum nie uwierzy w to, że tracimy suwerenność. Że chętniej dostrzeże niewygody kryzysu i nieudolność rządu w rozwiązywaniu problemów. A na dodatek niechęć do współpracy z opozycją. Nie wiem, czy to dobry plan, ale takim planem pachnie mi zgłoszona kandydatura.

      W tym Niewidzialnym Kolegium jest więcej "nazwisk": Balcerowicz (jeden z trójki, który przeżył "tamto" spotkanie FOZZ), Gronkiewicz-Waltz. Gliński wpisuje się, poprzez przynależność do tego grona i ogólną bezbarwność,w taką właśnie obywatelską platformę.

      Usuń
    2. Panie Przemku,

      kraj się wali, giną ludzie - zgodnie z przepowiednią Janusza Kurtyki, a PiS ciągle coś "udowadnia".
      Być może ma Pan rację i tym razem chodzi o wykazanie że PO (sukcesorka UW) - NIE
      CHCE POPISU! Ale to już przerabialiśmy dziesiątki razy.

      Czy oni są aż tak oderwani od rzeczywistości, że myślą o utrzymaniu się przy pomocy gierek gabinetowych?

      I czy nie liczą się z możliwością, że po takich "zagrywkach" stracą połowę elektoratu, tego,
      któremu chodzi o wolną Polskę, a nie o posłów PiS i ich dobre samopoczucie?



      Usuń
    3. A na mnie ten człowiek swego czasu zrobił dobre wrażenie. Najpierw, gdy jako przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego zorganizował sesję poświęconą katastrofie smoleńskiej podczas Zjazdu Socjologicznego. Drugi raz, gdy przeczytałam ten wywiad (po raz pierwszy osoba o takim autorytecie w środowisku naukowym mówiła wprost o medialnej propagandzie w sprawie Smoleńska): http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120211&typ=my&id=my17.txt

      Pozdrawiam,

      Anwad

      Usuń
    4. Nie, proszę Pana/Pani!

      Nam zbędna jest jeszcze jedna gadająca głowa i jeszcze jeden socjologiczny opisywacz
      rzeczywistości. My rzeczywistość znamy, bo w niej żyjemy, a nie zajmujemy się nią
      z okazji naukowych konferencji! Niedobrze się już robi od tego słowotoku i pustosłowia!
      Polsce potrzeba rządzących do pracy, a nie do gadania. Choćby najsłuszniejszego!

      Usuń
    5. O ile diagnoza nastrojów społecznych jest słuszna, słuszna jest diagnoza genezy dzisiejszej degrengolady, o tyle wiara w nieświadomość Tuska i Boniego w sprawie ACTA jest naiwna. Jest jasne, że obaj panowie reprezentowali szersze interesy, którym na rękę jest ACTA i GMO (przecież wystarczy, że wiatr zawieje na pole sąsiada i sąsiad już będzie musiał płacić opłatę licencyjną za zmodyfikowane i chronione patentem zboże; jakie to proste, prawda?). No i wiara Glińskiego w siłę oddolnych ruchów społecznych kłóci się z jego krytyczną diagnozą stanu edukacji i świadomości społeczeństwa. Czy on sam nie zauważa tej sprzeczności?

      Usuń
    6. Chyba tym razem pozostanę w opozycji do Państwa, chociaż bardzo wysoko sobie Państwa opinie cenię. Wywiad z prof. Glińskim był pierwszym tekstem, z którym udało mi się przebić do tzw. lemingów. Jedyny, którego nie odrzucili od razu, który nawet skłonił ich do myślenia, wzbudził wątpliwości. Nie jest możliwe przeprowadzanie radykalnych zmian bez szerokiego poparcia społecznego. A żeby ludzi bezrefleksyjnych (którzy w Polsce wciąż dominują) skłonić do myślenia, oduczyć reagowania, nie można od razu kierować się do nich w tonie, który może być przez nich odbierany jako histeryczny, na który będą oni zamknięci. Nie wystarczy mieć rację, trzeba umieć do niej przekonać.

      Ponieważ mam własne obserwacje związane z tym, że prof. Gliński był osobą, którą ludzie bezrefleksyjni decydowali się wysłuchać, zaufam Jarosławowi Kaczyńskiemu. On chyba wie, co robi. Nie czuję się zdradzona, mimo że sama jestem radykalna i obce mi jest takie polityczne kalkulowanie (a z osób publicznych najbardziej odpowiada mi sposób działania i wypowiadania się Antoniego Macierewicza, Ewy Stankiewicz czy choćby Autora tego blogu).

      Anwad

      Usuń
  29. ----

    BARBARA L.

    Przepraszam, Pani Barbaro, nie zauważyłam Pani komentarza z 14.59 i wpisałam swój jako novum.

    Dla mnie najistotniejsze jest wywodzenie się profesora Glińskiego z Unii Wolności (stąd pewnie te elity, elity, elity...), partii, która w moim przekonaniu w największym stopniu przyczyniła się do destrukcji i upadku Polski. Platforma Obywatelska jest zresztą niczym innym, jak UW, po kolejnej "transformacyjnej mimikrze"!
    Zatrważające są też ścisłe związki kandydata z największymi hochsztaplerami globu: tzw. Zielonymi, Ekologami, czy jak ich zwał! Tytuł profesorskiej habilitacji: " Polscy Zieloni. Ruch społeczny w okresie przemian"

    Przypominam za WIKI:
    "W drugiej połowie lat 90. działał w Wyborczej Koalicji Liderów Ekologicznych, z jej ramienia kandydował bez powodzenia w wyborach parlamentarnych w 1997 z listy Unii Wolności."
    I jeszcze ten medal od BK (też z UW zresztą).

    Zgroza i wielkie oszustwo. Bo jeśli "rząd" przejdzie, będzie musiało głosować "za" część PO i/lub PSl - czyli mielibyśmy magdalenkę bis w stanie czystym.

    Czyli - maszerując w sobotę - wyszlibyśmy jednak na pożytecznych idiotów...

    Pozdrawiam serdecznie



    OdpowiedzUsuń
  30. Proszę zapoznać się poniższym wykładem, wygłoszonym kilka m-cy po katastrofie smoleńskiej. To najwięcej nam powie jakiego formatu człowiekiem jest profesor Piotr Gliński
    Pozdrawiam
    kazef
    ----------------------

    Przemówienie przewodniczącego PTS na sesji inaugurującej 14 Ogólnopolski Zjazd Socjologiczny w Krakowie (szkic).

    utworzone przez użytkownika Ogólnopolski Zjazd Socjologiczny Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w dniu 8 września 2010 o 07:57 ·
    .

    Piotr Gliński

    Społeczeństwo i Socjologia. 2010.

    Wasze Magnificencje, Szanowni Goście, Koleżanki i Koledzy,

    Tradycyjne już na polskich zjazdach socjologicznych wystąpienie przewodniczącego PTS poświęcone będzie tym razem dwóm, zawartym w jego tytule, tematom: społeczeństwu i socjologii. Społeczeństwu - z perspektywy tytułu naszego Zjazdu; socjologii- przede wszystkim w perspektywie jej roli w życiu publicznym we współczesnej Polsce.

    Co się dzieje ze społeczeństwem?

    Tytuł zjazdu, którego autorem jest – o czym nie wszyscy wiedzą - kolega Jerzy Szacki brzmi, jak pamiętamy „Co się dzieje ze społeczeństwem?”. Ale warto wspomnieć, że zanim Rada Programowa Zjazdu, po burzliwej dyskusji, zdecydowała się wybrać ten właśnie temat jako wiodący, dyskutowano wiele bardziej radykalnych propozycji mających skrótowo wyrażać najbardziej aktualne, dominujące cechy współczesnych społeczeństw (w tym społeczeństwa polskiego) i procesy w ich obrębie zachodzące.

    Zastanawiano się m.in. czy głównym przesłaniem i tematem zjazdu nie powinno być pytanie bardziej radykalne, pytanie o to „czy jesteśmy jeszcze społeczeństwem?”, „czy istniejemy jeszcze jako społeczeństwo?” a także: „co to znaczy współcześnie - społeczeństwo?” czy jesteśmy spójnym, jakimś „normalnym społeczeństwem”, czy też raczej tym społeczeństwem od czasu do czasu jedynie „bywamy”. A co stanowi w ogóle o normie bycia społeczeństwem?

    Oxfordzki „Słownik socjologii i nauk społecznych” określa społeczeństwo, jako „grupę osób, które mają wspólną kulturę, zajmują określony obszar terytorialny oraz mają poczucie przynależności do zjednoczonej i odrębnej całości” (Marshall 2004: 345). Przegląd wielu innych, popularnych definicji tego pojęcia w naukach społecznych przekonuje, że jego cechami podstawowymi są: wspólnotowość, zjednoczenie, zespołowość, integracja, samowystarczalność, odrębność oraz świadomość przynależności do tak zdefiniowanej odrębnej całości. „Społeczeństwo – jak pisał Norbert Elias – to dużo ludzi razem wziętych” (2008: 7), ale to przede wszystkim „obiekt istniejący ponad jednostkami i niepodatny na dalsze wyjaśnianie”, byt osobny ontologicznie (2088: 1). O tej osobności ontologicznej decyduje – według Eliasa - przede wszystkim czynnik „immanentnej współzależności ludzkich działań” (Marody: XXIII). „To właśnie nic innego jak […] sieć funkcji, które ludzie pełnią wzajemnie wobec siebie, nazywamy ” (Elias 2008: 22), stwierdza autor „Społeczeństwa jednostek”.

    Wydaje się więc, że zasadniczy warunek (kryterium) istnienia społeczeństwa odnosi się do osiągnięcia pewnego poziomu międzyludzkiej współzależności o cechach spójnościowych, więziotwórczych czy wspólnotowych. Osiągnięcia jakiejś masy krytycznej tego co łączy, zlepia ludzi w społeczną całość. I każe myśleć im o sobie w kategoriach „my”, jako o makrostrukturze społecznie i kulturowo odrębnej. Jednocześnie zaś, współzależność spójnościowa kształtująca społeczeństwo, aby móc (za)istnieć musi też uwzględniać warunek względnego ograniczenia podziałów i różnic strukturalnych: społecznych, ekonomicznych, kulturowych. Innymi słowy zbiór ludzi, aby być wciąż społeczeństwem i posiadać pewien wymiar wspólnotowy i spójnościowy nie może charakteryzować się zbyt dużymi, czy wręcz drastycznymi, różnicami społecznymi i kulturowymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cd.

      Fakt, iż w świecie współczesnym te drastyczne różnice społeczne i kulturowe narastają, a w każdym bądź razie powstają nowe jakościowo przedziały tego rodzaju, każe nam zdecydowanie stawiać pytanie o współczesną kondycję tej wspólnoty społecznej, którą określamy mianem społeczeństwa. Każe nam szukać odpowiedzi na pytanie, czy to co się dzieje w społeczeństwie to już jego rozpad, jakaś forma anihilacji, czy też jedynie proces jakiegoś rodzaju zmian i przekształceń. Na to pytanie, i na wiele podobnych, będziemy szukali odpowiedzi w trakcie naszych obrad.

      Obecne (współczesne) społeczeństwa i wspólnoty podlegają, jak wiadomo, bardzo dynamicznym zmianom i przekształceniom, które stara się opisywać współczesna socjologia. Warunki „ponowoczesnej niepewności” powodują – jak pisze Zygmunt Bauman - że „zindywidualizowane społeczeństwo” coraz częściej przestaje nadawać znaczenia życiowe i dostarczać sensów życia (2008:). Zamiast tego produkuje rozliczne formy przemocy i wykluczenia (2008: 116-119). Mamy do czynienia z powszechnym kryzysem tożsamości i więzi społecznych (2008: 110-111), jednostka staje się największym wrogiem obywatela (2008: 64), a zindywidualizowane społeczeństwo zagraża demokracji (2008: 71). Socjologowie wskazują oczywiście na zdolność zbiorowości ludzkich do wykształcania szeregu mechanizmów obronnych i przystosowawczych, pozwalających na zachowanie podstawowych funkcji społeczeństwa - na przykład w zakresie wykształcania nowego typu, adaptacyjnych więzi społecznych (Giza-Poleszczuk, Marody ) czy wspólnot (Kurczewska, Dmochowska) - to jednak niewątpliwie mamy współcześnie do czynienia z wielką jakościową zmianą znaczenia i funkcji trzech podstawowych kategorii socjologicznych: więzi, wspólnoty i społeczeństwa.

      Obserwujemy też próby i tendencje do swoistego „wypłukania” z tych kategorii ich podstawowego, dotychczasowego sensu znaczeniowego. Upraszczając nieco kwestię można na przykład powiedzieć, że funkcjonują obecnie w publicystyce czy szeroko pojętym dyskursie naukowym dwa konkurencyjne niejako modele, czy sposoby rozumienia, pojęcia wspólnoty. Tradycyjne, czy w wersji nowoczesnej – komunitariańskie – odwołujące się do więzi społecznych opartych o wspólnie podzielane wartości, duch wspólnotowy (esprit de corps) i grupowe mechanizmy integracyjne. Oraz liberalne, ponowoczesne, skłonne postrzegać badane wspólnoty (a nawet całe „społeczeństwo obywatelskie” czy „nowoczesny naród”) przede wszystkim jako twory wyabstrahowane z tradycyjnych wartości wspólnotowych czy mechanizmów tradycyjnej kontroli społecznej. Mamy więc tu do czynienia z dwoma zupełnie różnymi sposobami rozumienia zjawiska i pojęcia wspólnoty, które mogą być wyznaczane przez zupełnie pozanaukowe (np. ideologiczne) okoliczności, a jednocześnie silnie wpływać na proces badawczy i jego wyniki. Niezależnie jednak od tego, która z modelowych definicji jest nam bliższa (zresztą są one stopniowalne i w praktyce można na ich podstawie budować modele pośrednie), wydaje się oczywiste, że coś bardzo istotnego dzieje z sferze współczesnych więzi społecznych, społecznych podziałów i zróżnicowań – a co za tym idzie - coś jakościowo nowego dzieje się w sferze współczesnych makrostruktur społecznych, takich jak społeczeństwo. Sądzę, że – odnośnie do społeczeństwa polskiego[1] - skrótowo proces tych zasadniczych zmian można opisać za pomocą dwóch podstawowych tez, czy może wciąż jeszcze hipotez – które mam nadzieję będziemy weryfikowali w toku naszych obrad..

      Po pierwsze, mamy w Polsce do czynienia ze słabnięciem więzi i rozpadem struktury społecznej w skali makro. Po drugie, istotne znaczenie w tym procesie odgrywa wymiary kulturowo-aksjologiczny. Staje się on być może najważniejszym wymiarem makrostruktury społecznej i przesądza o jej rozpadzie. Przesądza o tym, że społeczeństwo przestaje istnieć (choć jest to proces), bądź powstają dwa czy kilka, może kilkanaście odrębnych społeczeństw, czy jedynie amorficznych często społeczności.

      Usuń
    2. cd.
      W tej sytuacji – w sytuacji dominującego, przemożnego znaczenia czynnika kulturowego - relatywnie, co brzmi nieco paradoksalnie, spada znaczenie zmiennych społeczno-ekonomicznych. Wydaje się, że twarde dane społeczno-ekonomiczne potwierdzają ten proces. Obserwujemy zamykanie się grup społecznych i istnienie bardzo silnych barier społeczno-ekonomicznych pomiędzy tymi grupami. Utrzymują się nierówności edukacyjne, „czego świadectwem jest brak większych zmian w sile związku między dostępem do wykształcenia a pochodzeniem społecznym” (Domański red. 2008: 10). Jednocześnie, „nie zmienia się również otwartość barier społecznych, mierzona wpływem pochodzenia na osiągnięcia zawodowe” (pozycję zawodową) [Domański red. 2008: 10). Zauważmy, że oba te zjawiska czy procesy, są przede wszystkim uwarunkowane kulturowo. Zależą od rozkładu i charakteru szeroko rozumianych kapitałów kulturowych (wyposażenia kulturowego, systemu wartości, poziomu aspiracji, charakteru etosu kulturowego itp.). To przede wszystkim w warstwie kulturowej należy więc szukać przyczyn utrzymujących się od czasów PRLu, a także powiększających się w niektórych wymiarach w okresie transformacji, przedziałów społecznych i ekonomicznych[2].

      Zjawiska społeczne, związane głównie – choć nie tylko - z przemianami ostatnich 20 lat, które spowodowały ten wzrost znaczenia czynnika kulturowego, są dość dobrze rozpoznane i należą do nich przede wszystkim: niebywała dynamika i niespotykanie szeroki zakres zmiany społeczno-polityczno-ekonomicznej, jaką przechodzimy po roku 1989; kłopoty z racjonalnym zagospodarowaniem odzyskanej wolności we wszystkich wymiarach życia społecznego; erozja – głównie pod wpływem dominujących, globalnie przemian kulturowych - tradycyjnego spoiwa społecznego (wartości patriotycznych, religijnych, wspólnotowych itp); słabość instytucji publicznych i państwa, w tym szczególnie instytucji edukacyjno-wychowawczych i instytucji egzekucji prawa; nikły, enklawowy rozwój społeczeństwa obywatelskiego[3]; brak projektu wspólnotowego u dominującej części polskich elit politycznych; wreszcie istnienie silnego zaplecza kulturowego (tradycji) o charakterze antywspólnotowym i anomijnym (np. lekceważący stosunek do instytucji państwa i reguł prawnych, kult cwaniactwa i „jazdy na gapę”, amoralny familizm, skłonność do sytuacyjnego kształtowania norm społecznych i regulowania relacji międzyludzkich, nie mówiąc już o rozpowszechnieniu zjawisk jawnie patologicznych, takich jak klientelizm, cronizm czy praktyki korupcyjne).

      Usuń
    3. cd.
      Wydaje się też, że bardzo istotną rolę w procesie zaostrzenia się przedziałów kulturowych i podniesienia ich znaczenia wśród mechanizmów rozpadu społecznego, odegrały również – uwidocznione na nowo po katastrofie smoleńskiej i kampanii prezydenckiej 2010 roku – przedziały o charakterze politycznym. W ostatnim dwudziestoleciu mieliśmy w Polsce do czynienia z czterema przynajmniej wyraźnymi podziałami o tym charakterze, z których każdy implikował (i implikuje) bardzo silne konsekwencje w sferze podziałów kulturowych. Mam na myśli: tzw. podział postkomunistyczny (Grabowska); wyostrzony w kampanii prezydenckiej 2005 roku podział na Polskę solidarną i liberalną; ujawniony z olbrzymią siłą w kampanii parlamentarnej 2007 i podtrzymywany przez jedną ze stron politycznego sporu w kampanii prezydenckiej 2010 podział na III i IV Rzeczpospolitą; oraz – zapomniany często w upośledzonej polskiej debacie publicznej - podział na elity i masy, na wygranych i przegranych w toku transformacji (wydaje się, że jest to podział nieco odmienny od dychotomii solidarność/liberalizm). Z uwagi na wiele okoliczności, z których brak tradycji demokratycznych i kultury politycznej jest tylko jedną z najważniejszych, owe wymienione wyżej podziały polityczne przybierają w warunkach Polski charakter prawdziwej wojny kultur. I choć granice tego kulturowo-politycznego starcia przebiegają niekiedy w poprzek jednorodnych dotąd środowisk, małych grup społecznych, a nawet rodzin, i nie pokrywają się często z nowopowstającymi granicami stricte kulturowymi, wyznaczanymi przez dominujące kryteria kultury globalnej, masowej konsumpcji, komercji czy hedonistycznego stylu życia, to jednak – jak się wydaje – ostre podziały polityczne silnie komplikują i wzmacniają wiele współczesnych, dających się zauważyć w społeczeństwie polskim, istotnych podziałów kulturowych.

      Natomiast podstawowy, unicestwiający społeczeństwo, podział kulturowy przebiega w Polsce pomiędzy dominującą, magmą umasowionej, skomercjalizowanej kultury konsumpcyjnej i kultury chamstwa a rozproszonymi w niej, specyficznymi enklawami adaptacyjno-obronnymi o charakterze kulturowo-aksjologicznym, pełniącymi rolę swoistych mechanizmów obronnych wobec presji dominującego otoczenia kulturowego (Gliński 2010). My, tu na tej sali też stanowimy przykład takiej adaptacyjnej enklawy próbującej przetrwać w niezbyt sprzyjającym otoczeniu kulturowym.

      Szanowne Koleżanki i Koledzy,

      Nie jest (oczywiście) moją rolą w tym wystąpieniu rozstrzygać, czy to co się obecnie dzieje w społeczeństwie, szczególnie w polskim społeczeństwie, to właśnie proces jego jakiejś anihilacji. Moje wystąpienie ma raczej charakter wprowadzenia do debat merytorycznych, jakie – mamy wszyscy nadzieję – będą miały miejsce w toku naszych obrad.

      Socjologia a życie publiczne.

      Trzy lata temu w swoim wystąpieniu na zjeździe zielonogórskim przedstawiłem podobno – jak to ujął obecny na sali Prezydent Lech Kaczyński – najbardziej pesymistyczną i samokrytyczną „ocenę własnego środowiska”, z jaką kiedykolwiek spotkał się Pan Prezydent na zjazdach naukowych (Kaczyński 2008: 37). Nie taka była wtedy moja intencja. Podkreślałem przecież także wtedy i usilnie podkreślam obecnie: wbrew różnorakim nieodpowiedzialnym sądom, polska socjologia dobrze na ogół diagnozuje polskie życie społeczne. Podstawowe (ale także szczegółowe!), uznane już chyba powszechnie tezy dotyczące charakteru trudnych polskich przemian po roku 1989 i złej jakości polskiej demokracji sformułowane zostały przecież przez polskich socjologów i udowodnione na tyle na ile nauki społeczne mogą dowodzić swych tez. Nie będę ich tu powtarzał. Ich autorzy znajdują się w znakomitej większości na tej sali.

      Usuń
    4. cd.
      Ale trzeba też sobie – z okazji tego - podsumowującego przecież dorobek jakiegoś etapu naszej pracy – spotkania, jasno powiedzieć, że większość z uwag krytycznych wobec polskiej socjologii, formułowanych przecież nie od dziś i nie tylko przez przewodniczącego PTS, jest wciąż, w różnym zakresie, aktualnych. Mamy problem z poziomem i jakością nauczania socjologii, zwłaszcza na uczelniach słabszych i na poziomie licencjackim, mamy problem z tzw. dorobkiem powielaczowym i plagiatami, mamy problem z zastępowaniem w życiu publicznym wiedzy socjologicznej przez produkty tzw. sondażystyki (pogłębiony ostatnio kompromitacją jednej ze znanych firm sondażowych w trakcie wyborów prezydenckich).

      Mamy wreszcie wciąż problem z niepodejmowaniem pewnych tematów badawczych przez polskich socjologów i nadmiernym uleganiem różnym nowinkom tematycznym pochodzącym z innego kontekstu kulturowo-społecznego. Związane z tym jest zagadnienie szczególnie bliskie memu sercu, a mianowicie zagadnienie przemilczania w badaniach socjologicznych tzw. kwestii społecznych, jak kiedyś nieco staroświecko, ale trafnie te zjawiska określano, czyli problemów społecznie - z uwagi na wiele różnorakich kryteriów, np. tzw. (dobrze rozumiane) kryterium sprawiedliwości społecznej – najważniejszych, podstawowych. Wiem, że wiele w tym zakresie się zmienia – wiele nowych ważnych kwestii i problemów społecznych jest formułowanych i podejmowanych przez polskich socjologów, także z inspiracji i doświadczeń zagranicznych – są one obecne także w programie naszego zjazdu. W jakimś sensie, w zakresie merytorycznym, choć mam nadzieję, że nie ideologicznym, zagadnienia te wychodzą naprzeciw postulatowi socjologii publicznej, o której ostatniego dnia naszego zjazdu będzie tu mówił autor tej koncepcji, przewodniczący International Sociological Association Michael Burawy.

      Ale – powtarzam – wciąż w socjologii polskiej istnieją białe plamy; i – szczególnie, choć nie tylko, młodych badaczy - namawiałbym do odwagi w ich likwidowaniu. Do większej niezależności w poszukiwaniach badawczych, do podejmowania kwestii najtrudniejszych i najważniejszych (ale nie według kryterium swoich osobistych problemów), nawet, a może szczególnie wtedy, gdy nie należą one do międzynarodowego, socjologicznego mainstreamu. Wszak wciąż aktualny jest słynny postulat Stanisława Ossowskiego mówiący o konieczności nieposłuszeństwa w myśleniu.

      Warto więc po raz który przypomnieć, że – przykładowo - stosunkowo słabo są zbadane polskie instytucje publiczne (szkoły, szpitale, samorządy, przedsiębiorstwa, administracja centralna i terenowa, funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości itp.), ale i rozmaite, charakterystyczne dla młodego kapitalizmu, instytucje prywatne, mające olbrzymi wpływ na życie społeczne i publiczne; że polska debata publiczna wciąż czeka na aktualne opracowanie socjologiczne; że zapominamy w badaniach o – niemodnych już - patologiach społecznych (a na przykład 26% polskich dzieci – najwięcej w Europie – żyje w rodzinach zagrożonych ubóstwem – czekamy wciąż na dzieło socjologiczne o tym zawstydzającym zjawisku). Z drugiej zaś strony: polski wzrost gospodarczy jest m.in. wynikiem napływu funduszy europejskich, ale i funkcjonowania rodzimej szarej strefy – chciałoby się wiedzieć, jakie te zjawiska mają reperkusje społecznie; wciąż niedostatecznie wiele jest socjologicznych opracowań na ten temat.

      Usuń
    5. cd.
      Na koniec chciałbym powrócić do sprawy, którą również silnie akcentowałem w przemówieniu na zjeździe zielonogórskim i z którą borykam się codziennie od prawie sześciu lat jako przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Mam na myśli kwestię nieobecności wiedzy socjologicznej w życiu publicznym i politycznym Polski. A szczególnie problem braku potrzeby tej wiedzy u polskich elit. Elit politycznych, medialnych,, kulturalnych… Tzw. medialny komentarz socjologiczny i – jak już wielokrotnie przy różnych okazjach (wyżej) wspominałem – produkty sondażowe zastępują wiedzę socjologiczną w mediach i przestrzeni publicznej. Socjologia nie ma swojego PRu, bo prawdziwa socjologia nie jest i nie może być propagandą. W demokracji postpolitycznej i medialnej, jaka dominuje w Polsce, nie ma dla niej miejsca. Wciąż nie istnieje też żaden ugruntowany system przepływu wiedzy socjologicznej do struktur władzy, chociażby system doradztwa socjologicznego lub przynajmniej instytucjonalnie określone miejsce na publiczną, merytoryczną debatę o najważniejszych sprawach społecznych, koniecznych politykach rozwojowych i programach strategicznych. Niestety nie spełnia tych (naszych oczekiwań) pod tym względem sposób funkcjonowania Zespołu Doradców Strategicznych Premiera RP kierowanego przez ministra Michała Boniego, ani też dotychczasowe doświadczenia z procesu przygotowywania dziewięciu docelowych strategii rozwoju Polski, jaki realizuje obecnie rząd Donalda Tuska (zresztą ciekawe jest pytanie kto na przykład z Państwa tu obecnych wie, że tego rodzaju prace o zasadniczym znaczeniu dla przeszłości polskiego społeczeństwa i Polski są obecnie, od wielu już miesięcy, w strukturach administracji centralnej prowadzone). Doceniam próby włączenia do tego ostatniego procesu – jak to wynika z pisma podsekretarz stanu w jednym z ministerstw do profesora socjologii - „przedstawicieli środowisk naukowych wielu dyscyplin”, ale niepokoi nieokreślona i incydentalna rola przypisana tym przedstawicielom w owym procesie. Nie jest to instytucja trwałej debaty i wspólnej pracy specjalistów i polityków nad dokumentami dotyczącymi rozwoju kraju. Z drugiej strony…taki stan rzeczy właściwie nie powinien dziwić. Jest to bowiem właściwie trwała cecha polskiej demokracji od początku transformacji: pamiętamy frustracje naszych kolegów doradzających pierwszym politykom i rządom postsolidarnościowym i ich smutne doświadczenia z tamtych lat: nieprzemakalność polskiej polityki na wiedzę socjologiczną. W tym kontekście dobrze, że w programie naszego zjazdu mamy sesję poświęconą przyszłości społeczeństwa, na którą został zaproszony minister Michał Boni, choć osobiście jestem sceptyczny, czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na zmianę traktowania wiedzy socjologicznej i środowiska socjologicznego przez polityków.

      Trzy lata temu na zjeździe zielonogórskim formułowałem podobne postulaty w obecności Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie wiem czy tamten apel odniósł jakiś bezpośredni skutek. Myślę jednak, że częściowo tak się jednak stało. Oczywiście polityczne kompetencje Urzędu Prezydenckiego w Polsce są znacznie ograniczone, ale Pierwszy Obywatel RP (oprócz inicjatywy ustawodawczej) ma możliwość organizowania cywilizowanej debaty publicznej i wpływania na jej poziom merytoryczny, między innymi poprzez instytucjonalizowanie w sferze publicznej głosu przedstawicieli nauk społecznych. Lech Kaczyński stopniowo przekonywał się do tej roli. I trzeba tu publicznie przypomnieć, że w trakcie swojej - tragicznie przerwanej kadencji – z czasem, coraz częściej szukał kontaktu ze środowiskiem socjologicznym. Szukał debaty, polemiki, rady…

      Usuń
    6. cd.
      Początkowo na zamkniętych spotkaniach i seminariach w Lucieniu, później w toku całej serii bardzo interesujących konferencji belwederskich, w których uczestniczyło już dość szerokie grono naszych Koleżanek i Kolegów socjologów, wreszcie w ramach prac, powołanej niestety dopiero w ostatnim roku swej kadencji, Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. Rada ta, jak to na ogół bywa, zdominowana była przez ekonomistów, ale reprezentowani w niej byli także socjologowie i politycy społeczni. A co szczególnie istotne, ciało to miało charakter pluralistyczny w sensie politycznym (brała w nim udział np. Henryka Bochniarz czy b. doradca ekonomiczny Prezydenta Kwaśniewskiego profesor Witold Orłowski, prezydenci Krakowa, Wrocławia czy Gdyni, których trudno podejrzewać o związki z zapleczem politycznym byłego Prezydenta RP; w zespole koordynującym prace NRR zasiadali b. minister finansów w rządzie UW prof. Jerzy Osiatyński, dwoje przewodniczących polskich towarzystw naukowych: ekonomicznego i socjologicznego oraz rektor najlepszej w Polsce, ekonomicznej prywatnej szkoły wyższej). Jako przedstawiciel Polskiego Towarzystwa Socjologicznego brałem udział w jej pracach i mogę zaświadczyć, że była to rzeczywiście namiastka instytucji kreującej merytoryczną, rzetelną, pluralistyczną debatę publiczną na najważniejsze tematy społeczno-ekonomiczne Polski, takie jak sytuacja demograficzna, system emerytalny czy finanse publiczne. W planach, przerwanych tragicznymi wydarzeniami w Smoleńsku, była m.in. debata na temat służby zdrowia z udziałem socjologów zdrowia, ale także dyskusje stricte socjologiczne, na przykład na temat stanu polskiej demokracji lokalnej, debaty publicznej czy społeczeństwa obywatelskiego. Niestety nie wszystkie siły polityczne doceniały znaczenie tej instytucji dla podniesienia jakości polskiej demokracji[4], a obecna ekipa prezydencka – jak dotąd - chyba nie widzi potrzeby powołania tego rodzaju pluralistycznego i niezależnego forum doradczo-konsultacyjnego kreującego poważna merytoryczną debatę publiczną.

      Dzisiaj, naprawdę żałuję, że nie mogę bezpośrednio powtórzyć tamtego apelu z Zielonej Góry, że nie mogę bezpośrednio zaapelować do obecnego Pierwszego Obywatela RP o zmianę stosunku polskich elit do środowisk obywatelskich, takich jak zebrane tutaj środowisko polskich socjologów. Nie mogę zaapelować do Pana Prezydenta o powołanie jakiegoś ciała doradczego na wzór Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie Lechu Kaczyńskim, m.in. z udziałem autorytetów socjologicznych i reprezentantów środowisk naukowych, i sugerować, aby nie czekał też z wypełnieniem tego zadania do ostatniego roku swej kadencji. Nie mogę – bo Pana Prezydenta z nami tu nie ma.

      Z wdzięcznością przyjmujemy ciepłe słowa skierowane do nas przez Pana Prezydenta, bierzemy je za dobrą monetę, ale pamiętając zwłaszcza o programowej, zawartej w orędziu inauguracyjnym, deklaracji Pana Prezydenta „otwartości na wszystkie, nowe środowiska”, oczekujemy realizacji naszych postulatów. Moim obowiązkiem jest je publicznie sformułować. Oczekujemy konkretnych, instytucjonalnych działań na rzecz polepszenia jakości polskiej demokracji i podniesienia poziomu polskiej debaty i życia publicznego, poprzez włączenie „specjalistów od społeczeństwa”, jakimi są polscy socjologowie, do tego procesu i do tych instytucji.

      Usuń
    7. cd.
      Szanowne Koleżanki i Koledzy, dla kogoś wydawać się może dziwne, że tak wiele miejsca poświęcam w tym wystąpieniu kwestiom styku socjologii i polityki. Uważam jednak, że czas jest szczególny. Środowisko polskich socjologów zawsze, a zwłaszcza w czasach PRLu zabierało odważnie głos w sprawach publicznych. Dziś odwaga staniała. Żyjemy w wolny kraju, ale uważam ze nasza odpowiedzialność za sprawy publiczne wciąż obowiązuje. Dlatego, w poczuciu tej odpowiedzialności, muszę jasno stwierdzić: obserwujemy w Polsce poważny kryzys instytucji demokratycznych na poziomie centralnym i lokalnym. Skutkuje on poważnymi zagrożeniami społecznymi i kulturowymi. Takimi jak duże (nadmierne) zróżnicowanie społeczno-ekonomiczne, blokady awansu społecznego i edukacyjnego, podkultura, patologie społeczne, pustka kultury masowej, liczne dysfunkcje instytucji publicznych i samorządów lokalnych, powszechne gwałcenie praw konsumenckich i ekologicznych, katastrofalny stan mediów prywatnych i publicznych itd.itp. Ostrzegamy przed tymi zagrożeniami. I jasno mówimy: nie rozwiążemy tych problemów w ramach tzw. demokracji postpolitycznej, medialnej czy PRowskiej, bez rozwoju autentycznej demokracji uczestniczącej, deliberatywnej i obywatelskiej, bez poszerzenia sfery polityczności o partycypację zorganizowanych i dojrzałych grup obywatelskich (takich np. jak nasze środowisko socjologiczne), a więc bez – i to jest postulat może najważniejszy – SAMOOGRANICZENIA SIĘ władzy politycznej.

      Wiedza socjologiczna wskazuje - że powołam się tu znowu na klasyka Norberta Eliasa - że u podstaw rozwoju cywilizacji leży zdolność do samoograniczania się jej twórców i uczestników (Kuzmics). Istotą nowoczesnej demokracji, która jako jedyny ustrój może sensownie rozwiązywać społeczne problemy we współczesnym świecie, jest zaś zdolność do samoograniczania się jej głównych aktorów. Zwłaszcza aktorów dominujących, bo to oni wyznaczają standardy zachowań, normy kultury politycznej i kształt oraz charakter politycznych instytucji. Uważam, że zwłaszcza w obliczu obecnego monopolu politycznego władzy w Polsce spoczywa na niej (na tej władzy) szczególna odpowiedzialność w tym zakresie, w zakresie budowania standardów samoograniczania się elit rządzących (władzy). Nie trzeba udowadniać, że jest to często zadanie ważniejsze niż realizacja jakiegoś bezpośredniego interesu danej partii politycznej. Ale przekonać do tego polityków jest oczywiście znacznie trudniej. Wydawało się przez krótka chwilę, po katastrofie smoleńskiej, że zaistniała szansa na odmianę polskiej demokracji i kultury politycznej. Tak się jednak nie stało. Nie znaczy to jednak, że – jako socjologowie – nie mamy obowiązku o ten lepszy kształt polskiej demokracji i polityki się nie upominać.

      Trzy lata temu, na XIII Ogólnopolskim Zjeździe Socjologicznym w Zielonej Górze (na naszym poprzednim zjeździe socjologicznym) w polemice z Prezydentem Lechem Kaczyńskim wspomniałem – a media to trochę opacznie podchwyciły – o zagrożeniu „demokracją ciemniaków”. Dziś, po katastrofie smoleńskiej, może nie powinniśmy używać tak mocnych słów, może więc powinniśmy raczej mówić o niesprzyjającej, ani socjologii ani – jestem o tym przekonany – polskiemu społeczeństwu – jakiejś wersji panującej w Polsce demokracji piłkarskiej. Skoro najważniejszym projektem społecznym w kraju jest projekt budowy. Orlików, najważniejszym projektem cywilizacyjnym jest Euro2012, a w moim rodzinnymmieście stołecznym Warszawie – pozbawionym obwodnic, mostów, ulic i ścieżek rowerowych – najważniejszą inwestycją jest budowa dwóch, oddalonych od siebie o półtora kilometra, stadionów piłkarskich, to chyba rzeczywiście znajdujemy się w świecie demokracji footbolowej… .

      Usuń
    8. cd.
      Dziś polscy socjologowie, tu z Krakowa, dopominają się o głos w debacie publicznej i o systemowe, instytucjonalne rozwiązania w tym zakresie. Powtórzmy raz jeszcze: marketing polityczny nie zastąpi wiedzy socjologicznej w rozwiązywaniu problemów społecznych i projektowaniu społecznego rozwoju. Jeżeli nie chcemy mieć w Polsce quasi-społeczeństwa i jakiejś quasi-demokracji, zastanówmy się wspólnie, debatujmy nad tym, jak temu przeciwdziałać. Zinstytucjonalizujmy tę debatę, aby można było w jej toku sensownie i dla dobra wspólnego wykorzystać naszą wiedzę socjologiczną.

      Bibliografia

      Bauman, Zygmunt. 2008. Zindywidualizowane społeczeństwo. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

      Dmochowska, Małgorzata. 2010. Spełnienie mitu czy ucieczka z Utopii. Kondycja wspólnot w Polsce na przełomie XX i XXI wieku. Praca doktorska napisana pod kierunkiem prof. dr hab. Piotra Glińskiego. Białystok: Uniwersytet w Białymstoku.

      Domański, Henryk. (red.). 2008. Zmiany stratyfikacji społecznej w Polsce. Warszawa. Wydawnictwo IFiS PAN.

      Domański, Henryk. 2009. Między tradycją a rozwojem. W: J. Kłosiński (oprac.). Polska i Solidarność. 20 lat przemian. Jak wykorzystaliśmy odzyskaną wolność. Gdańsk: Wydawnictwo Tyrol, s. 108-112.

      Elias, Norbert. 2008. Społeczeństwo jednostek. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

      Giza-Poleszczuk Anna i Mirosława Marody. 2006. W uwięzi więzi (społecznych). „Societas/Communitas” 1: 21 – 48.

      Gliński, Piotr. 2004. Bariery samoorganizacji obywatelskiej. W: Henryk Domański, Antonina Ostrowska i Andrzej Rychard (red.). Niepokoje polskie. Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN, s. 227-257.

      Gliński, Piotr. 2006. Style działań organizacji pozarządowych w Polsce. Grupy interesu czy pożytku publicznego? Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN.

      Gliński, Piotr. 2010. Podział kulturowy: fragmentaryzacja czy rozpad? W: Piotr Gliński, Ireneusz Sadowski i Alicja Zawistowska (red.). Kulturowe aspekty struktury społecznej. Fundamenty, konstrukcje, fasady. Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN.

      Grabowska, Mirosława. 2004. Podział postkomunistyczny. Społeczne podstawy polityki w Polsce po 1989 roku. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

      Kaczyński, Lech. 2008. Polemika z Przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, W: Janusz Mucha, Ewa Narkiewicz-Niedbalec i Maria Zielińska (red.). Co nas łączy, co nas dzieli?. Zielona Góra: Oficyna Wydawnicza Uniwersytetu Zielonogórskiego.

      Kurczewska, Joanna (red.). 2006. Oblicza lokalności. Różnorodność miejsc i czasu. Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN.

      Kuzmics, Helmut. 1988. The Civilizing Process. W: J. Keane (red.). Civil Society and the State. Londyn, New York: Verso, s. 149 – 176.

      Marody, Mirosława. 2008. Między neutralnością a zaangażowaniem. O socjologii Norberta Eliasa. Przedmowa w: N.Elias, Społeczeństwo jednostek. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN: VII – XLIII.

      Marshall, Gordon (red.). 2004. Słownik socjologii i nauk społecznych. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

      [1] Analiza tu zaprezentowana odnosi się do sytuacji współczesnego społeczeństwa polskiego, ale oczywiście jest to – z jednej strony – sytuacja w jakiejś mierze odzwierciedlająca zmiany znacznie szersze, o charakterze globalnym, z drugiej zaś – jest współkształtowana przez te szersze przemiany globalno-kulturowe.

      [2] O powiększaniu się tych różnic w okresie transformacji świadczy z kolei wzrost współczynnika Giniego z 0,28 do 0,36 (Domański 2009: 111).

      [3] Pisałem na ten temat w wielu pracach. zob. np. Gliński 2004; 2006.

      [4] Ówczesny marszałek sejmu RP, a obecnie Prezydent RP, Bronisław Komorowski, określił w owym czasie NRR jako „fasadowe ciało, które nie wiadomo po co się zbiera”.

      http://www.facebook.com/notes/og%C3%B3lnopolski-zjazd-socjologiczny-polskiego-towarzystwa-socjologicznego/przem%C3%B3wienie-przewodnicz%C4%85cego-pts-na-sesji-inauguruj%C4%85cej-14-og%C3%B3lnopolski-zjazd-s/106945316031716

      Usuń
    9. Cóż, czytając te "naukowe" wywody cieszę się, że nauki techniczne i ekonomiczne są bardziej sformalizowane, a metodologia i modele służą procesowi dowodowemu jedynie tak długo jak długo założenia nie okażą się błędne. Narew na wiosnę nie wylewa tak rozlegle i tak jałowo.

      Usuń
  31. ----

    Panie Krzysztofie,

    to czyste, wręcz destylowane oderwanie się od jakiejkolwiek rzeczywistości.
    Unia Wolności rediviva.

    Elitarne - w swoim przekonaniu, (może dlatego "niewidzialne"?) umysły, mają zajęć na dekady,
    zajmując się 'socjologią-a-sprawą-polską', a rządzić będzie po staremu: Putin z domieszką Cyryla.

    I TO NAM ROBI PiS!
    Brzydko się Państwo bawicie! Bo dla nas, waszego elektoratu to zgroza.
    I przekonanie - że zostaliśmy podwójnie - bo przez "swoich" OSZUKANI.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      Ponieważ miłościwie nam królujący Bronisław robi się na safandułę, hojnie szafując "bulem", wąsem i strzelaniem do zajęcy, skrzętnie zarazem ukrywając decandusa za kołnierzem, to być może, że Kaczyński nie mając porównywalnej do "mesje safanduły" drugiej osobowości w tym samym ciele, zdecydował się na ciało wtóre, na drugą osobowość: umiarkowanego, kulturalnego nudziarza, któremu schodzi się z drogi i korytarzy sejmowych, żeby nie zamęczył argumentacją sięgającą pierwocin państwa egipskiego.

      Łudzę się, że to taka gra a rebours - łudzę się, bo chcę się łudzić.

      Usuń
  32. Pani Urszulo,

    nie wiem, co szykuje dalej PiS i, jak Pani to formułuje, "co nam robi".

    OdpowiedzUsuń

  33. Panie Krzysztofie,

    A czy nie sądzi Pan, że jednak powinniśmy o tym wiedzieć?
    Poinformowani przez PiS, który wspieramy i na który głosujemy?
    Czy PiS uważa swych wyborców za vice/lemingi, które przełkną wszystko?

    ===

    Jak dobrze rozumiem teraz Pana Aleksandra, który w swoim komentarzu
    z 30.09; 12:03 napisał: "Nie chcę tego nawet komentować."

    Po podaniu tego linku: http://www.bbn.gov.pl/portal/pl/2/4137/Ponadpartyjna_zgoda_w_sprawie_obrony_przeciwrakietowej.html



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Urszulo,

      dopuszczam, że partia opozycyjna nie musi ujawniać swoich wszystkich planów.
      Natomiast co do "ponadpartyjnej zgody w sprawie obrony przeciwrakietowej" pod skrzydłami namiestnika: jeśli to prawda, oczekiwałbym od PiS wyjaśnień.
      Ale lepiej, gdyby to nie była prawda, bo ciężko mi sobie nawet wyobrazić jakiekolwiek tłumaczenie.
      --
      Sytuacja jest rozwojowa. Wygląda na to, że w garnku gotuje się danie wieloskładnikowe, jedni dokładają ognia, inni dosypują składników. Zobaczymy, co się z tego ugotuje i czy nie wykipi.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  34. Szanowni Państwo,

    Bardzo dziękuję za tak ożywioną dyskusję i zapraszam na jej kontynuację pod nowym tekstem "Nie zatrzymujcie tego marszu".

    OdpowiedzUsuń
  35. Pani Urszulo,Panie Kazef,

    Pan Aleksander napisał kiedyś ,że musimy samodzielnie myślec.

    Moja myśl na dzisiaj jest taka.
    Jeżeli Jarosław Kaczyński wysunął kandydaturę prof.Glińskiego,
    jako zagrywkę taktyczną,popełnił błąd.W głosowaniu nad votum nieufności dla
    rządu Tuska,może się okazac,że kandydatura ta jest na rękę PO,a zwłaszcza środowiskom skupionym wokół Komrowskiego.
    Na stanowisko premiera potrzebny jest człowiek,który zna się nie tylko na socjologii teoretycznej.Tutaj potrzeba człowieka czynu,nie oratora.
    Obawiam się,że dla niższych warstw społecznych jego mowy są niezrozumiałe,
    nawet jeżeli naukowo słuszne.
    Nie może byc premierem tylko dla elit.

    Pozdrawiam Państwa.
    Barbara L.

    OdpowiedzUsuń
  36. @Urszula Domyślna, Barbara L., Przemek Łośko

    Prosiłbym, aby pamiętać, że wklejony przeze mnie tekst to nie expose kandydata na premiera, ale przemówienie inauguracyjne kierowane do środowiska naukowego.

    OdpowiedzUsuń
  37. Jak widzę, pozbyli się opisywanego w raporcie WSI płk Jana Oczkowskiego ze Stowarzyszenia SOWA. Nie jest wiceprezesem??

    http://stowarzyszeniesowa.pl/index.php/stowarzyszenie/wladze/

    OdpowiedzUsuń
  38. Ciezko sie te teksty czyta - ze wzgledu na forme i dlugosc linijek.
    Czy myslal pan moze o innej formie formatowania?

    Prosze pomyslec o ludziach starych, ktorzy maja rozne takie problemy jak zacma, zatem musza sie bardziej meczyc sledzac slowa. Wystarczyloby zmienic rozklad linijki na powiedzmy 8 slow. Bardzo prosze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy pomyślał Pan może o przyciśnięciu paluszkiem lewej ręki przycisku Ctrl w lewym dolnym rogu klawiatury i w tym samym momencie przycisku + paluszkiem prawej rączki?

      Usuń