Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 13 kwietnia 2010

FAŁSZ NA MIARĘ TRAGEDII

Od dziesięcioleci dezinformacja stanowiła potężną broń systemu sowieckiego, stosowaną masowo również przez media. Już w roku 1938 Włodzimierz Bączkowski w szkicu „Uwagi o istocie siły rosyjskiej” pisał: „Głównym rodzajem broni rosyjskiej, decydującym o dotychczasowej trwałości Rosji, jej sile i ewentualnych przyszłych zwycięstwach, nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową.”
Dezinformacja, której nie należy mylić z propagandą, okazuje się szczególnie przydatna wśród społeczeństw uzależnionych od przekazu telewizyjnego i powszechnego, bezkrytycznego przyjmowania dziennikarskich relacji. O ile - w normalnym przekazie informacja stanowi opis faktu, wydarzenia, o tyle w przypadku dezinformacji mamy zależność odwrotną – to sama informacja ma tworzyć wydarzenie w świadomości manipulowanego społeczeństwa.
Te uwagi są konieczne, jeśli chcemy zrozumieć mechanizmy gry towarzyszącej naszej największej, narodowej tragedii.  Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że natychmiast po katastrofie prezydenckiego samolotu przystąpiono do gigantycznej operacji dezinformacji, stosując w niej wszystkie klasyczne narzędzia. I choć dziś, jest za wcześniej na formułowanie wniosków, a nawet na obszerną i precyzyjną analizę, trzeba już zwrócić uwagę na kilka faktów i przesłanek wskazujących na kierunek, w jakim jest prowadzona akcja dezinformacyjna.
Wiadomo więc, że kwestią najważniejszą z punktu widzenia interesów Rosji jest wyjaśnienie przyczyn sobotniej tragedii. Z dwóch powodów: odsunięcia od strony rosyjskiej podejrzeń  o przyczynienie się do katastrofy, oraz z uwagi na groźbę pogorszenia stosunków polsko – rosyjskich, a tym samym uniemożliwienia realizacji rosyjskich planów dotyczących Polski.
W związku z pierwszym motywem, trzeba zwrócić uwagę na rzecz znamienną. Otóż, w żadnym, ogólnopolskim medium nie ukazał się jak dotychczas materiał, w którym (nawet potencjalnie) rozważano by wersję zamachu, lub udziału „osób trzecich” w spowodowaniu katastrofy.  To niezwykle ważna okoliczność, świadcząca, że główne media świadomie unikają rzetelnego i pełnego informowania o sprawie.
Jest bowiem oczywiste, że w przypadku katastrofy lotniczej, w której ginie prezydent oraz inne, najważniejsze w państwie osoby jedną z wersji śledztwa prokuratorskiego musi być badanie możliwość zamachu. Jeśli taką ewentualność zakłada się w przypadku zdarzeń znacznie mniejszej wagi, tym bardziej podlega ona rozpatrzeniu w wypadku śmierci osób najważniejszych w państwie. Taki scenariusz jest zawsze traktowany serio, jako jeden z możliwych i  wokół wątku zamachu musi toczyć się także śledztwo polskiej prokuratury.
Gdy zatem media w ogóle nie podejmują tej myśl i najwyraźniej unikają wątku – może to świadczyć, że mamy do czynienia z ograniczeniem oficjalnego przekazu do wersji już zakreślonych. Jakich i przez kogo?
Otóż – według mediów rosyjskich - w śledztwie prowadzonym przez prokuraturę FR rozpatruje się wyłącznie trzy wersje przyczyn tragicznego zdarzenia: warunki pogodowe, błąd załogi lub problemy techniczne samolotu.  To rzecz bardzo ważna, że w państwie, w którym jeszcze przed dwoma tygodniami doszło do zamachów bombowych, zagrożonym terroryzmem i działalnością „grup ekstremistycznych” – w ogóle nie bierze się pod uwagę, że przyczyną katastrofy lotniczej mógł być zamach. 
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której polskie media od chwili rozpoczęcia relacji na temat wypadku, przyjęły de facto kryteria oceny zdarzenia sformułowane przez stronę rosyjską i najwyraźniej ograniczają przekaz do rozpatrywania tylko trzech wersji.
Jest to szczególnie widoczne na tle doniesień medialnych innych państw, gdzie o możliwości zamachu lub ingerencji służb rosyjskich w przebieg śledztwa mówi się otwarcie; przypominając zamach w Gibraltarze, stanowisko Prezydenta Kaczyńskiego w sprawach Rosji i stosunek władz Federacji do osoby Prezydenta, czy wreszcie zwracając uwagę na rosnące wpływy wywiadu wojskowego GRU, w związku z zarysowującymi się konfliktami między premierem Putinem, a prezydentem Miedwiediewem. 
Próżno tego typu doniesień szukać w wiodących mediach III RP. 
W związku z drugim powodem – groźbą pogorszenia stosunków polsko – rosyjskich, da się zauważyć, że od soboty jesteśmy świadkami niebywałego wprost nagłaśniania i podkreślania reakcji strony rosyjskiej. Niewspółmiernego do dotychczasowych ocen wzajemnych stosunków i relacji, jakie istniały przed wypadkiem.
Epatowanie Polaków żałobą i współczuciem Rosjan, łzy i religijne gesty Putina, słowa  Miedwiediewa oraz ciągłe zapewnianie o wszechstronnej pomocy Rosjan  - przekraczają naturalną w obecnej sytuacji miarę. I nie chodzi tu o postulat tworzenia atmosfery wrogości lub podejrzliwości, a o właściwą dla realiów katastrofy proporcję, która w tym przypadku jest zdecydowanie przesunięta w stronę ochrony rosyjskiego wizerunku i nie ma nic wspólnego z rzetelną informacją. 
W ogóle nie wspomina się o rzeczywistych zachowaniach władz Rosji, w związku ze zbrodnią katyńską czy o wielomiesięcznej kampanii Putina, służącej rozgrywaniu polskich podziałów, w efekcie której doszło do podwójnych uroczystości katyńskich i osobnych lotów premiera i prezydenta.
Jeśli zatem dwa, wymienione powyżej motywy, mają przede wszystkim zapewnić ochronę interesów Rosji – to przekaz polskich mediów również służy temu celowi. Mamy do czynienia z niemal klasycznym przykładem zastosowania dezinformacji, gdzie w roli „tematu przewodniego” występuje zdarzenie na miarę tragedii narodowej. Temat ten jest „prowadzony” pod hasłem „bądźmy razem” - implikującym proste, solidarne i oparte na socjologicznych przesłankach zachowania. Hasło zaś, ma dotyczyć nie tylko nas – polskiego społeczeństwa, ale w równiej mierze wyznaczać obecne relacje z Rosjanami, pogrążonymi przecież w żałobie po śmierci polskiego Prezydenta. W imię tego hasła - rezygnuje się z ukazywania rzeczywistych okoliczności w jakich doszło do katastrofy, w tym rozpatrywania wszystkich, racjonalnych wersji zdarzenia oraz przesadnie eksploatuje obłudne zachowania rosyjskich władz, każąc w nich upatrywać „dobre intencje”, wskazujące na „brak winy”.
W procesie tym celowo nie nagłaśnia się licznych wątpliwości, dotyczących ustaleń rosyjskiego śledztwa i nie wspomina o faktycznych okolicznościach (w tym politycznych) w jakich doszło do tragedii. „Grupą docelową” tak prowadzonej kampanii jest całe społeczeństwo.
Rzeczywiste intencje zorganizowanej dezinformacji, pod „internacjonalistycznym” hasłem „bądźmy razem” ujawnia choćby dzisiejszy tytuł publikacji „Niezawisimaj Gaziety” -  "Katyńska kość niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy zostanie pochowana razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim".

Ponieważ ze strony rosyjskiej otrzymujemy wiele, czasem sprzecznych ze sobą sygnałów, należałoby zachować szczególną rozwagę w bezkrytycznym powielaniu informacji. Tymczasem, niemal natychmiast po katastrofie, gdy nie wolno było wykluczać żadnych hipotez, pojawiła się myśl, która dziś – coraz wyraźniej wydaje się być podstawową wersją kampanii dezinformacji. Dla jej utrwalenia stosuje się metodę mieszania prawdy i kłamstwa, przydatną wówczas, gdy opinia publiczna jest już poinformowana o tym, co zaszło, lecz nie zna dokładnie wszystkich szczegółów. Można nawet precyzyjnie wskazać, kto był pierwszym „przekaźnikiem” tej wersji.
W dwie godzin po katastrofie, na stronie internetowej rosyjskiego dziennika „Kommiersant” pojawiła się wypowiedź wiceprzewodniczącego Dumy Państwowej Rosji, Władimira Żyrinowskiego dla radia "Kommersant-FM", w której padły słowa, że „pewną rolę w katastrofie mógł odegrać upór prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Według Żirinowskiego,  Prezydent Kaczyński „nie raz określał załodze samolotu gdzie ma lądować”. Polityk rosyjski powiedział również, że według jego wiedzy "były problemy techniczne w samolocie” i sugerował, że polscy przywódcy używają przestarzałego i niebezpiecznego sprzętu. 
W tym samym czasie, na stronie internetowej „Nowej Gaziety” opublikowano wypowiedź Wacława Radziwinowicza – dziennikarza „Gazety Wyborczej”, tytułując ją „Dlaczego Tu- 154?”. Dziennikarz stwierdził, że „Prezydent padł ofiarą demokracji”, wyjaśniając, że ma na myśli zaniedbania polskiego rządu, który nawet po wypadku lotniczym Leszka Millera nie zakupił nowego sprzętu lotniczego, nie chcąc narażać się wyborcom na zarzut nadmiernych wydatków.
Padły jednak słowa znacznie ważniejsze, gdy Radziwinowicz podzielił się z rosyjską gazetą własną interpretacją informacji, jakoby kapitan prezydenckiego samolotu odmówił rosyjskim kontrolerom i nie chciał lądować na innym lotnisku.  Dziennikarz „Gazety Wyborczej” przypomniał, że do takiego samego zdarzenia miało dojść podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej, gdy  Prezydent poleciał do Tibilisi. Stwierdził: „ Gdy polski pilot odmówił lądowania na lotnisku w Tibilisi, powołując się na ekstremalnie trudne warunki, Kaczyński krzyczał na niego i straszył, a potem był wielki skandal, że pilot nie zastosował się do nakazu prezydenta. Pilot został wyrzucony ze służby i powrócił dopiero za czasów premiera Tuska. Nad Smoleńskiem mogło się zdarzyć właśnie coś takiego”.
Ten sam dziennikarz 12 kwietnia br. opublikował w „Gazecie Wyborczej” wywiad z Magomedem Tałbojewem, rosyjskim kosmonautą, pilotem oblatywaczem, w którym m.in. pada pytanie:
Jak pan sądzi, dlaczego w tak trudnych warunkach pilot zdecydował się jednak lądować?
- Myślę – odpowiada Rosjanin - , że mógł być pod presją kogoś na pokładzie. To problem wszystkich lotników, którzy wożą ważnych dygnitarzy. 14 lat temu mieliśmy w Rosji podobny przypadek, który o mało co nie skończył się podobną tragedią. Wtedy prezydent Borys Jelcyn kazał kapitanowi IłaA-96 lądować, nie bacząc na fatalną pogodę. Potem ten pilot, mój dobry znajomy, wciąż przerażony opowiadał mi, że cudem posadził 250-tonową, czterosilnikową maszynę”.
Cytuje obszernie te wypowiedzi, bo są bezpośrednim dowodem na działanie mechanizmu dezinformacji, w którym fałszywa teza, postawiona bez żadnej podstawy faktycznej zostaje, dzięki działaniom agentury wpływu i medialnym rezonatorom przedstawiona w formie rzeczywistego zdarzenia. Tu zaś mamy do czynienia z sytuacją, gdy fałszywa wersja jest propagowana z dwóch, „niezależnych” źródeł – przekaźników, by w rezultacie stać się wersją obowiązującą.  
Można jedynie dodać, że ta sama gazeta już od pierwszego dnia nagłaśniała opinię zastępcy szefa sił powietrznych FR gen. Aleksandra Aloszyna, który twierdził, jakoby „Załoga prezydenckiego samolotu kilkakrotnie nie wypełniła poleceń kontrolera lotu, nie reagowała na ostrzeżenia. Szef lotów polecił załodze ustawienie samolotu w położenie horyzontalne. Gdy załoga nie wykonała dyspozycji, kilkakrotnie wydał komendę, by samolot udał się na lotnisko zapasowe. - Załoga - niestety - nie przerwała zniżania i wszystko skończyło się tragicznie”.
Wiemy, że późniejsze doniesienia, zadały kłam tym twierdzeniom,
            Na skutek zabiegów dezinformacyjnych, dokonywanych wspólnie przez rosyjskie i polskie media wyłania się przekaz, w którym winę za katastrofę ma ponosić załoga polskiego samolotu, a pośrednio – Prezydent Kaczyński, który miałby wywierać presję co do miejsca lądowania. Dziś – dopóki trwa spektakl „żałobnej propagandy”, ta wersja  będzie sączona w umysły odbiorców klasycznymi metodami dezinformacji: poprzez „modyfikację motywu” (Prezydent mógł wywierać presję, ale działał w dobrej wierze, obawiając się prowokacji rosyjskiej), „interpretację” ( to, że wywierano presję na pilota, wynika z treści rozmów zarejestrowanych w „czarnej skrzynce”) lub „generalizację” ( zdarzenie takie miało już miejsce w Gruzji, inni przywódcy postępowali podobnie (casus Jelcyna).
W odbiorze społecznym ma powstać przeświadczenie, że tak naprawdę winę za katastrofę ponosi sam Prezydent, a o przebiegu zdarzeń zadecydowały błędne decyzje pilota, podjęte na skutek interwencji samego Prezydenta lub jego otoczenia. Temu będzie służyło podkreślanie negatywnych cech charakteru Lecha Kaczyńskiego (upór, podejrzliwość) oraz pełnego nieufności stosunku do Rosjan.
Jestem przeświadczony, że ta wersja wydarzeń z 10 kwietnia, będąca elementem wielowątkowej strategii dezinformacji zostanie wkrótce przyjęta oficjalnie, przy czynnym współudziale polskich mediów i polityków.

23 komentarze:

  1. Facynujacy blog, musze tu czesciej zagladac. Wczoraj w TOK FM dr. Grębecka z UW mowila o tworzeniu teorii spiskowych. Dzieki temu blogowi moge to zobaczyc w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy słyszę kolejnego celebrytę z UW (TOK FM i jego wiarygodność to temat co najmniej na jakąś dysertację) to tylko się uśmiecham, bo cóż mi pozostało po odejściu ostatniego tomisty, tego który jeszcze coś mógł sensownego nt. prawdy powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lemingi już chodzą po mieście lekko pijani i roznoszą wieści że to wszystko wina Kaczyńskiego bo kazał pilotom za wszelką cenę lądować. Czy to ze szczęścia tak chlają że nie grożą im siepacze PiSowscy?

    OdpowiedzUsuń
  4. @gregori - Nawet głupcy mają prawo do wiedzy, nie zabraniam więc zaglądać tu częściej.

    OdpowiedzUsuń
  5. I jeden z ostatnich klocuszków w tej potężnej układance - pochówek wśród bohaterów, czyli chusteczka na otarcie łez i zakneblowanie gęb...
    Jestem przerażony. Nie mamy żadnych szans...

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo słuszny artykuł. Panie Aleksandrze, czytam Pana wpisy już od dłuższego czasu, bodajże od chwili, gdy zajął pan się kwestią zbrodni popełnionej na ks. Jerzym. Cieszę się, że tak celnie punktuje Pan poukrywane na pierwszy rzut oka fakty. Przy okazji, czyżby - dzięki "katastrofie" - znowu przesunął się termin zakończenia IPN-owskiego śledztwa w tamtej sprawie? Nowy szef Instytutu, to dużo czasu dla ludzi pana Marszałka, aby poszperać tu i ówdzie...

    OdpowiedzUsuń
  7. W dniu tragedii, w sobote miedzy godzina 16 a 17 czasu polskiego w wikipedii byl juz gotowy w miare profesjonalny artykul w jezyku angielskim dotyczacy katastrofy Tu 154 pod Smolenskiem.
    http://en.wikipedia.org/wiki/2010_Polish_Air_Force_Tu-154_crash
    Artykul byl znacznie krotszy niz dzisiaj, niestety nie skopiowalem wtedy strony, jednakze zawieral juz zdanie, lub dwa, ktorych sens byl taki, ze w 2008 Prezydent zagrozil w czasie lotu zwolnieniem pilotowi, ktory odmowil ladawania w Tbilisi.
    Uderzyla mnie niesamowita pracowitosc i niespotykana erudycja jezykowa anglosasow ktorzy napisali ten tekst, bowiem w bibliografii zawierajacej 20 do 30 pozycji 80% bylo pisanych cyrlica.
    Zastanowila mnie rowniez inna sprawa, pierwszy raz spotkalem sie z autorami, ktorzy potrafia tak swietnie parodiowac tekturowo-drewniano-podrecznikowy angielski. Po wielu latach emigracji przyzwyczailem sie, ze na stronie czy dwoch zywego angielskiego tekstu spotykam przynajmniej jedna jezykowa konstrukcje dotychczas mi nie znana, a w tym tekscie nie, as easy as polish.

    Dzisiaj, zdanie czy dwa o Gruzji rozroslo sie do calego paragrafu:
    In August 2008, the pilot of Kaczyński's plane was pressured by the president when he refused to land in Tbilisi during the South Ossetian war between Georgia and Russia.[45][46] During that incident, the captain of the plane, Grzegorz Pietruczuk, was asked by the president's staff to change the flight plan and land in Tbilisi.[47] After consulting with the commander of his unit, the captain refused, justifying his decision by safety concerns. He was then visited in the cockpit by Kaczynski himself, who tried to convince him to change his mind. Kaczynski later told journalists that "the Polish officer should not be cowardly". Nevertheless, the pilot held his ground and the plane landed in Azerbaijan as planned. A few weeks after this incident the pilot of the plane was decorated by the defense minister for following correct procedures in this case and keeping the safety of his passengers utmost in his mind.[47] The pilot continued to fly the president's plane after the incident, even after Kaczynski expressed unhappiness with his performance during the flight to Tbilisi.[48] Grzegorz Hołdanowicz, a leading Polish defence analyst, stated his belief that in Smolensk the pilot would have been under pressure to land, despite advice from air traffic control to the contrary.

    OdpowiedzUsuń
  8. Viilo, chłopie, zdecyduj się, czy jesteś uczennicami, czy uczniem he he he he

    OdpowiedzUsuń
  9. Konstrukcja, którą Pan przedstawił jest dosyć prawdopodobna.

    Mimo to nie będzie jej tak łatwo pociągnąć z tego powodu, że potencjalnie istnieje szansa na rzetelne wyjaśnienie sprawy.

    W pierwszej kolejności z powodu istnienia owej tajemniczej trzeciej "czarnej skrzynki" rejestrującej tzw. zawyżone parametry techniczne lotu.

    Za PAP i Gazetą Prawną z 12.04:

    "Wydobyto trzecią "czarną skrzynkę" rejestrująca tzw. zawyżone parametry techniczne lotu. "Będzie to miało swoje znaczenie - oczywiście, zapewne mniejsze niż zapisy z pozostałych skrzynek dotyczących przebiegu rozmów między kabiną a wieżą, rejestrujące też rozmowy w tle oraz rozmowy z kabiny pasażerskiej" - dodał (A. Seremet). "Stale dokonuje się analizy zapisów tych informacji" - podkreślił. Zapowiedział, że niezależnie od tego, prokuratura wojskowa dokona "własnych analiz i odtworzeń zapisów"."

    Jest to o tyle interesujące, że owa skrzynka jest rejestratorem, którego standardowo nie montuje się w samolotach (typowo są dwie FDR i CVR), a prowadzi ona znacznie dokładniejszą rejestrację parametrów lotu w celach, które dość lakonicznie wyjaśniał prokurator płk. Parulski na pospiesznie zwołanej konferencji prasowej na miejscu tragedii.
    Częściowo wynikało z jego słów, że przeznaczeniem urządzenia jest zapis danych na potrzeby szkoleniowe (?) i jako urządzenie kontrolne raportujące jak zachowuje się samolot po serwisowaniu (sic!).
    Ponieważ urządzenia nie można odczytać na miejscu (cóż za pech) musi ono polecieć do Polski.

    I oto co czytam za TVP Info z 13.04:

    "Ze względu na to, że jest to polski patent, urządzenie powinno być odczytane w Polsce. Jego stan powoduje, że przy niepoprawnej jego analizie istnieje ryzyko unicestwienia dowodów. Dlatego rejestrator trafi do Polski, gdzie strona rosyjska dokona odczytu zawartych tam informacji. "

    "strona rosyjska dokona" ?
    A to niby dlaczego ?
    Z wypowiedzi wojskowego prokuratora wynikało co innego - ruskie nie dadzą rady, skrzynka wraca, my się nią zajmujemy.
    Pomijam tu oczywiście fakt tego, że zajęcie się urządzeniem przez wojskową prokuraturę i tak mogłoby nie doprowadzić do niczego sensownego bo jakby ktoś się nią tak zajął na poważnie to mogłoby wyjść, że cóś źle działało (jak to polskie wynalazki, nie ?).

    Wróćmy teraz na chwilę do wypowiedzi Seremeta.
    Skąd Prokurator Generalny wiedział, że "Będzie to miało swoje znaczenie - oczywiście, zapewne mniejsze niż zapisy z pozostałych skrzynek dotyczących przebiegu rozmów między kabiną a wieżą, rejestrujące też rozmowy w tle oraz rozmowy z kabiny pasażerskiej" ?
    Jasnowidz ?

    Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że trzecia skrzynka jest co najmniej istotnym, jeżeli nie ważniejszym, dopełnieniem zapisu dwóch podstawowych.
    Sens wypowiedzi jednak zmierza do tego co Pan zasugerował - wszyscy najwyraźniej obstawiają jeden wynik meczu Polska - Rosja - 0:1.

    Za dużo jest tych detali, szansa na bezbolesne ukręcenie sprawie łba, aż w tak różowych barwach się nie rysuje.
    Ale...
    Nie takie numery już widzieliśmy.


    A może tak coś wypchnie poza "jedynki" te techniczne pierdoły ?
    Np. głośne i żałościwe dudnienie od bicia się w nasze piersi (vide popisy Bronisława "ŚlepySnajper" Komorowskiego czy Radosława "ByłyPrezydentLechKaczyński" Sikorskiego.
    Albo nawet lepiej - awantura o Wawel, która dzisiejszej nocy już się zaczęła.
    Szybko i sprawnie.

    Adam

    ps.: Salon bulgocze jak wulkan. Przez zaciśnięte z wściekłości zęby wyrywają się już zapowiedzi gorącej kampanii wyborczej.
    Będzie ostro.

    pps.: Jego Prezydencka Dosrojność Bolek nie pofatygował się do Jarosława Kaczyńskiego aby podzielić się znakiem pokoju podczas wtorkowej mszy.
    Ostentacyjna prowokacja zapowiada perspektywę wyjątkowo podłej wiosny tego roku...

    OdpowiedzUsuń
  10. Adam napisał:
    Anonimowy pisze...

    Konstrukcja, którą Pan przedstawił jest dosyć prawdopodobna.


    Do czasu opublikowania nagrań wszelkie hipotezy pozostają hipotezami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Obczyzna - zgadza się.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  12. @ obczyzna

    Pieprz sie smieciu bez wzgledu na płeć, znamy sie nie od dzis sowiecka kanalio.

    OdpowiedzUsuń
  13. viello,

    zaiste, twoja retoryka byla az nazbyt parciana.

    prezmek.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tzw. 'przyjazn' polsko-sowiecka kwitnie w mediach.

    P.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszystko jest OK, nie mamy szans w starciu z rosjanami, ale ...
    kto mieczem wojuje, od miecza ginie, przecież to można wykorzystać w drugą stronę, wystarczy zadać proste pytanie - czy zamach na Prezydenta był niemożliwy? zadane pytanie wymaga odpowiedzi pełnych analiz i danych, temat wtedy istnieje, nie da się go zamieść.
    Druga sprawa - czemu nie wykorzystać tej miłości rosjan i zażądać wszelkich informacji, dokumentów, debaty na temat Katynia?
    Każdy kij ma dwa końce.
    Internet daje nieograniczone możliwości, ja się zgadzam, że ruscy mają dobrych hakerów, ale my mamy lepszych :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W cywilizowanych krajach, po każdej podobnej katastrofie samolotu, zbiera się każdy element wraku. Eksperci badają nawet najdrobniejsze elementy i starają się złożyć to wszystko w "całość". Bada się szczątki na obecność materiałów wybuchowych, bada się najdrobniejszą nawet śrubkę na obecność korozji lub pęknięć. Bada "czarne skrzynki" i milion różnych części z jakich składa się samolot by ustalić rzeczywistą przyczynę katastrofy. Te czynności trwają ….. miesiącami.
    A jak to to się robi w Federacji i Polsce D. Tuska? O tym właśnie pisze Aleksander Ścios i za to mu dziękuję.
    Panie Aleksandrze.
    Pierwszy raz o "winie pilota" usłyszałem w sobotę wieczorem. W niedzielę dowiedziałem się już o "naciskach z góry" i braku znajomości języka rosyjskiego wśród pilotów. Już wówczas nabrałem przekonania - to śledztwo będzie zmierzało w kierunku o którym Pan pisze.
    Mam kilka pytań na które trudno znaleźć odpowiedz. Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.
    Łże media twierdzą, że lotnisko w Smoleńsku to jakieś-takie sobie prowincjonalne lotnisko, które nie ma nowoczesnych środków naprowadzanie i inne tam bzdury. Jednak na zięciach satelitarnych możemy dostrzec stacjonujące tam czterosilnikowe samoloty potężnych rozmiarów. Skąd tam się wzięły? Jakoś musiały tam wylądować i jakoś muszą wystartować. Podobno w Smoleńsku produkują i naprawiają samoloty. Czy zatem jest to prowincjonalne lotnisko?
    Pytania.
    1. Czy któryś z pilotów Jaka-40, lądującego ok. godz 8:oo wypowiadał się publicznie, jakie warunki atmosferyczne panowały w chwili podejście oraz jak przebiegło samo lądowanie?
    2. Co wiemy na temat tajemniczego rosyjskiego transportowca któremu nie zezwolono na lądowanie.
    O której godzinie pojawił się w okolicach lotniska, oraz o której rejon lotniska opuści?
    Świadkowie twierdzą, że jakiś samolot krążył nad lotniskiem kilka razy.
    3. O której godzinie prezydencki samolot pojawił się w okolicy lotniska i podjął pierwsza próbę podejścia do pasa? (Proszę nie mylić "podejścia do pasa" z "lądowaniem").
    4. Czy lotnisko w Smoleńsku posiada oświetlenie ścieżki podejścia do pasa oraz pasa?
    Jeżeli tak, to czy oświetlenie było włączone w chwili lądowania Tu-144. Światła te włącza się również w ciągu dnia gdy warunki pogodowe utrudniają lądowanie. Oświetlenia lotniska jest bardzo ważne.
    5. Jakimi urządzeniami umożliwiającymi bezpieczne lądowanie samolotów dysponuje lotnisko w Smoleńsku. Które z nich były włączone, które wyłączone, które znajdowały się w naprawie itp..?
    6. Kim jest i jakie kwalifikacja ma osoba odpowiedzialna za bezpieczne lądowanie samolotów na smoleńskim lotnisku w dniu 2010-04-10?
    7. Czy władze FR poczyniły jakieś dodatkowe działania dla bezpiecznego przylotu i odlotu Naszego Prezydenta oraz osób znajdujących się na pokładzie Tu-144?
    Pytań mam oczywiście więcej, ale na razie tyle.
    Moja intuicja podpowiada mi jedno: Miał spaść i spadł.
    Dziekuje i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam Panie Aleksandrze

    Dziękuję za niezłomną postawę w głoszeniu prawdy. Na szczęście nie jest Pan osamotniony. W niektórych mediach pojawiają się poważne wątpliwości:
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100413&typ=tk&id=tk06.txt
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100413&typ=tk&id=tk09.txt

    Zauważyłem niebywałą dotąd cenzurę na onet.pl. Moderatorzy nie dopuszczają prawie żadnych komentarzy wskazujących matactwa Rosjan

    I jeszcze jedno - przypadkowy świadek nagrał film z miejsca tragedii. Proszę zwrócić uwagę na człowieka przed drzewem po prawej stronie pomiędzy 39 a 41 sekundą.
    On chyba żyje.
    No i te strzały...

    Tu jest film - proszę koniecznie obejrzeć!
    http://www.youtube.com/watch?v=Z9WEFQNqBMM&feature=player_embedded

    Pozdrawiam, Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  18. Do Anonimowy z 14 kwietnia 2010 13:59:

    To lotnisko podobno jest fatalne. Bardziej zasługuje na nazwę lądowisko.

    Czytałem/widziałem (nie pamiętam dokładnie) relację dziennikarza, który przyleciał tego dnia wcześniej Jakiem i w momencie katastrofy był w Katyniu.

    Lotnisko opisywał jako najgorsze jakie widział w życiu.
    Oświetlenie stanowiły żarówki poprzyczepiane do drzew.
    Nawet na zdjęciach satelitarnych widać niesłychany bałagan wokół lotniska - proponuję przy podobnej skali obejrzeć dowolne inne. Ciężko będzie znaleźć podobny obiekt.

    Pas startowy to konstrukcja płytowa z niewyobrażalnymi dylatacjami.

    Widoczne tam maszyny to IL-76 (czyli sporo większe od TU-154M).
    Jeden z nich startował kiedy Polacy schodzili z lotniska. Zaraz po starcie położył się na jedno skrzydło robiąc bardzo ciasny skręt przy wylocie. Według relacji tego dziennikarza, koniec skrzydła przeszedł bardzo nisko nad ziemią nieopodal miejsca, w którym się znajdowali.
    Jak im już szczęki powróciły do pozycji wyjściowej to zaczęli żartować, że to może jakiś lokalny obyczaj bo nikt nigdy czegoś podobnego nie widział poza Air Show ale wytłumaczenie było takie, że podobny manewr był prawdopodobnie konieczny ze względu na usytuowanie pasa.

    Co do urządzeń naprowadzających.
    ILS ani niczego nowoczesnego podobno tam nie ma.
    Na pozycji 54.823276,32.12353 (wklej do Google Maps) jest widoczna infrastruktura radiolatarni - być może jest to wszystko co tam mają.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  19. Dodatek do wcześniejszego wpisu o trzeciej skrzynce.

    Rzepa, 13.04.:
    Czy ten dzień przyniósł jakieś postępy w śledztwie?

    [...]Ciekawe jest to, że do Moskwy leci trzecia czarna skrzynka, czyli szczególny rejestrator lotów, który był wykorzystany na T-154 do kontroli lotów. On jest bardziej precyzyjny i szczegółowy. W Moskwie specjalny zespół z udziałem naszego prokuratora oceni jego stan techniczny i dokona otwarcia skrzynki.


    No cóż.
    Trzeba przyznać, że postęp jest wyraźny.

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  20. ten artykul to odpowiedz na moje wołanie o Prawde! od pierwszych minut po katastrofie dokladnie wiedzialam co się wydarzyło. telewizja 3 razy wchodziła na dobry tok myslenia, ale dziwnym zbiegiem okolicznosci za kazdym razem przerywano rozmowy. Rząd, Redaktorzy oraz eksperci i osoby inteligentne wiedzą co tak na prawde się wydarzyło, wiem tez, ze mają zakaz mowienia o Prawdzie publicznie! ludzie karmia sie tym co do tej pory uslyszeli, a ci ktorzy sterują Panstwem, wiedzą ze nic juz nie da sie zrobic, wiedzą ze NIGDY nie wygrali i nie wygrają z Oceanem którym jest Rosja. To przerazające!!! nie zyjemy w wolnym Panstwie, Rosja chciala nam o tym PRZYPOMNIEC! Domyslam się ze Tusk zna całą prawde bezposrednio od Putina! ale nic nie moze zrobic!

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja po przeczytaniu niektórych komentarzy, mam również kilka pytań, jeżeli już były to proszę mnie porządnie skarcić, bo nie miałam już siły czytać wszystkiego co tu jest( zwłaszcza, że w większości sama miałam podobne problemy, wątpliwości i wnioski.
    1.Na samym początku wszystkich inf. podawano nam wiadomość, że na przylot prezydenta miał czekać ambasador RP w Rosji i ten od obwodu smoleńskiego, powiedzcie mi proszę dlaczego do tej pory, mimo że byli na miejscu wypadku i wdzieli jak mniemam wszystko to czemu nigdy nic nie powiedzieli? i w ogóle wszelki ślad po tym, że tam byli zaginął, żadne media już tego wiecej nie powtórzyły...
    2. Dlaczego jadący na miejsce wypadku policjanci, którzy nie wiedzieli co się stalo, zostali "odgórnie" poinformowani, że bez sensu jest wzywać jakikolwiek ambulans, ze takiego wypadku nikt nie mógł przeżyć? przecież tam ponoć jeszcze nikogo nie było... więc jak to jest?
    3. Co do tych oświetleń to ostatnio pokazywali w mediach, jak ruscy dopiero owe żaróweczki do tych jakże prowizorycznych reflektorów mocowali, skoro to tylko żarówki a one mają dość mała moc, to jak to samolot mógł dojrzeć?
    4. Swiadkowie wypadku, czyli mieszkańcu pobliskiej wsi, mówili ze samolot krążył nad nimi ok 1h. to czemu tak szybko doszło do nas info, że to było jego jedno i jedyne lądowanie?
    Reszte pytań jeśli pozwolicie napiszę jak będę mieć wiecej czasu...

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja po przeczytaniu niektórych komentarzy, mam również kilka pytań, jeżeli już były to proszę mnie porządnie skarcić, bo nie miałam już siły czytać wszystkiego co tu jest( zwłaszcza, że w większości sama miałam podobne problemy, wątpliwości i wnioski.
    1.Na samym początku wszystkich inf. podawano nam wiadomość, że na przylot prezydenta miał czekać ambasador RP w Rosji i ten od obwodu smoleńskiego, powiedzcie mi proszę dlaczego do tej pory, mimo że byli na miejscu wypadku i wdzieli jak mniemam wszystko to czemu nigdy nic nie powiedzieli? i w ogóle wszelki ślad po tym, że tam byli zaginął, żadne media już tego wiecej nie powtórzyły...
    2. Dlaczego jadący na miejsce wypadku policjanci, którzy nie wiedzieli co się stalo, zostali "odgórnie" poinformowani, że bez sensu jest wzywać jakikolwiek ambulans, ze takiego wypadku nikt nie mógł przeżyć? przecież tam ponoć jeszcze nikogo nie było... więc jak to jest?
    3. Co do tych oświetleń to ostatnio pokazywali w mediach, jak ruscy dopiero owe żaróweczki do tych jakże prowizorycznych reflektorów mocowali, skoro to tylko żarówki a one mają dość mała moc, to jak to samolot mógł dojrzeć?
    4. Swiadkowie wypadku, czyli mieszkańcu pobliskiej wsi, mówili ze samolot krążył nad nimi ok 1h. to czemu tak szybko doszło do nas info, że to było jego jedno i jedyne lądowanie?

    OdpowiedzUsuń