Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 4 lipca 2012

PUTIN,PEKIN,POLSKA czyli STRATEGICZNY SOJUSZNIK

Trwałe związanie polityków partii rządzącej z reżimem płk Putina sprawia, że dyplomacja III RP jest zaledwie narzędziem w rękach moskiewskich decydentów i w tym obszarze aktywności próżno byłoby poszukiwać decyzji samodzielnych i korzystnych dla naszych interesów. Od chwili, gdy minister spraw zagranicznych Rosji zawitał z „roboczą wizytą” na naradę polskich ambasadorów, by tuż po tragedii smoleńskiej ustalać zakres kontaktów z Polską i wytyczać granice dyplomacji  - wszelkie działania polityków grupy rządzącej  zostały podporządkowane dyktatowi Kremla.
Odtąd też podstawowe kierunki polityki zagranicznej III RP są wytyczane według aktualnych priorytetów Moskwy. Należy do nich z pewnością proces zacieśniania współpracy z Chińską Republiką Ludową -  strategicznym partnerem reżimu Putina w planach podboju świata.
Przed kilkoma laty, amerykański analityk i sowietolog Jeffrey R. Nyquist pisał o przygotowaniach wojennych Rosji, podkreślając, że mają one ścisły związek z zawiązanym w latach 90. rosyjsko - chińskim sojuszem militarnym. Od ponad 10 lat Rosjanie dostarczają Chińczykom technologię i systemy broni, traktując tę transakcję jako najważniejszy środek strategiczny. Również od połowy lat 90. Chiny i Rosja zapoczątkowały liczne, wspólne programy zbrojeniowe, służące umocnieniu sojuszu. „Przypuszczać, że Rosja i Chiny są wrogami – pisał Nyquist - to jest przestarzałe myślenie. Trzeba wreszcie przyjąć do wiadomości, że oba państwa są drugorzędnymi mocarstwami, w walce o supremację ze Stanami Zjednoczonymi. Jedyną sensowną strategią jest dla nich zjednoczenie przeciw Amerykanom. I to dokładnie robili przez ostatnich dziesięć lat.” Nyquist podkreślał również, że od kilku lat Rosjanie i Chińczycy odbywają wspólne ćwiczenia militarne. Ćwiczą również strategiczne operacje powietrzne z użyciem rosyjskich bombowców nuklearnych. Kombinacja manewrów sił lądowych z ćwiczeniami bombowców jest charakterystyczna dla sowieckiej teorii wojny jądrowej, wedle której żołnierze powinni być użyci dla poparcia ataku nuklearnego. Ostatnie wspólne manewry przeprowadzono pod koniec kwietnia br., w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy, do której oprócz Rosji i Chin należą Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan. Odbyły się one na Morzu Żółtym, a uczestniczyły w nich m.in. rosyjski krążownik rakietowy Wariag oraz okręty „Admirał Winogradow”, „Marszałek Szapasznikow” i „Admirał Tribuc”.
Ważnym czynnikiem integrującym interesy obu państw, jest sprzeciw wobec instalacji amerykańskich systemów obrony przeciwrakietowej. Ta sprawa stała się jednym z tematów rozmów przywódców Rosji i Chin, do których doszło na początku czerwca br. Ostentacyjna zmiana planów Putina i rezygnacja z wizyty w USA, na rzecz podróży do Pekinu, potwierdza jedynie priorytety  polityki rosyjskiej.
Prócz współpracy militarnej, rozwija się również wymiana handlowa. Już w czerwcu ubiegłego roku, podczas wizyty Miedwiediewa w Chinach porozumiano się m.in. w sprawie kontraktów gazowych oraz zwiększenia wymiany handlowej (do 100 miliardów rubli przed 2015 rokiem i do 200 miliardów do 2020 roku) oraz wzajemnych inwestycji. Podpisano wówczas umowy o współpracy w dziedzinie energetyki, finansów oraz „walki z terroryzmem” – co zdaniem rosyjskiej opozycji – oznacza wymianę technologii pomocnych w sprawowaniu kontroli nad społeczeństwem. 
Za akt propagandowy, służący zacieśnianiu sojuszu można uznać przyznanie Putinowi w grudniu 2011 roku tzw. „Konfucjańskiej Nagrody Pokojowej” – ustanowionej rok wcześniej jako alternatywa dla Pokojowej Nagrody Nobla. Komunikat władz CHRL wymieniał zasługi Putina w latach 2000-2008,  gdy pełnił on obowiązki prezydenta Rosji. Wspomina się o „niezwykłym wzmocnieniu potęgi militarnej i statusu politycznego Rosji” oraz chwali pułkownika KGB za  „zwalczanie antyrządowych sił w Czeczenii”.
Najnowsze oświadczenie władz chińskich, wydane z okazji niedawnej wizyty wicepremiera Rosji Władysława Surkowa mówiło zaś, iż „Strona chińska w dalszym ciągu będzie zdecydowanie popierać rząd i naród rosyjski w wyborze samodzielnej drogi rozwoju kraju, odpowiadającej specyfice narodowej”. Przed kilkoma dniami nawiązano także oficjalną współpracę miedzy następcą KPZR - putinowską „Jedną Rosją”, a Komunistyczną Partią Chin. Porozumienie w tej sprawie zostało podpisane pod koniec maja br. w Moskwie, podczas XIII zjazdu „Jednej Rosji”. Przewiduje ono, że w latach 2012-2014 dojdzie do wzajemnych wizyt pomiędzy rosyjską i chińską partią”. Mówi się tam o „rozwoju współpracy gospodarczej pomiędzy sąsiadującymi regionami obu krajów, wymianie doświadczeń związanych z organizacją partii i innymi sferami.”
Sojusz rosyjsko-chiński przypieczętowała wizyta płk Putina złożona w Państwie Środka 5 czerwca br. oraz udział licznej delegacji rządu Federacji Rosyjskiej w szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Oficjalny komunikat informował o podpisaniu 17 różnych dokumentów, w tym także „Wspólnego oświadczenia o dalszym pogłębieniu stosunków rosyjsko-chińskich, wszechstronnego, ukierunkowanego partnerstwa w duchu zaufania i współdziałania strategicznego”.
Bez trudu można dostrzec, że rozkwit kontaktów polsko-chińskich nastąpił w tym samym momencie, gdy zainicjowała je strona rosyjska i w pełni koreluje z dynamiką narzuconą przez reżim Putina. Podobnie, jak w przypadku Rosji, rozpoczęto je od współpracy wojskowej, a stolicę Państwa Środka odwiedzili już niemal wszyscy ministrowie rządu III RP. W grudniu 2009 ówczesny minister obrony Bogdan Klich podczas wizyty w Chinach podpisał umowę o współpracy w dziedzinie obronności. W styczniu 2011 r. gościł w Pekinie minister skarbu Aleksander Grad, a kilka miesięcy wcześniej przebywał tam minister rolnictwa Marek Sawicki.
W październiku 2011 roku, Wojsko Polskie, dowodzone przez protegowanych Bronisława Komorowskiego nawiązało w Pekinie kontakty z „partnerską armią”. Do Chin udał się wówczas dowódca Wojsk Lądowych generał Zbigniew Głowienka, by spotkać się chińskim ministrem obrony Liang Guanglie. Agencja Xinhua informowała wówczas, że „w trakcie rozmowy obie strony zobowiązały się do zwiększenia współpracy militarnej”. Minister Liang zapewnił zaś polskiego gościa, iż „chińskie siły zbrojne są skłonne zwiększyć pragmatyczną współpracę z Wojskiem Polskim i dążyć do wyniesienia wzajemnych stosunków na wyższy poziom”. Minister obrony Chin „zwrócił również uwagę na dobre tempo rozwoju obustronnych stosunków wojskowych, jako przykłady wymieniając częste wizyty wysokiego szczebla i udane programy wymiany.”
Towarzyszom chińskim musiały spodobać się ciepłe słowa gen. Głowienki, który pogratulował Chinom „osiągnięć na drodze rozwoju” i zapewnił, że „Wojsko Polskie jest otwarte na rozszerzenie wymiany i zacieśnienie współpracy ze stroną chińską” wyznając także, iż „doświadczenia Chin w zakresie budowania armii są wartościowe i Polska powinna z nich skorzystać”.
Dwa miesiące wcześniej, Bronisława Komorowskiego odwiedził He Guoqianga, członek Komitetu Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin który przekazał zaproszenie do złożenia oficjalnej wizyty w Pekinie. Dziennik "China Daily" nagłaśniał wówczas wypowiedź chińskiego komunisty, który „wyrażał nadzieję, że Polska odegra kluczową rolę w rozwiązywaniu obecnych problemów, m.in. w handlu między Chinami a UE „ i cytował odpowiedź lokatora Belwederu, który z kolei zapewniał chińskiego gościa, że „Polska zrobi wszystko, aby poprawić dwustronne kontakty w czasie trwania swojej prezydencji w UE.” Publikacja "China Daily" zdawała się świadczyć, że chińscy towarzysze w ogóle nie dostrzegli zmian zachodzących w ostatnich dwóch dekadach. Dziennik podkreślał bowiem, że „Chiny i Polskę przeważnie łączyły pozytywne stosunki, a Polska była jednym z pierwszych krajów, który nawiązał relacje z ChRL w 1949 roku.” i dodawał: "wzajemne relacje osiągnęły kolejne apogeum w ostatnich latach, gdy rosnąca chińska gospodarka jest ważnym rynkiem dla Polski".
Komorowski udał się z wizytą do Chin w grudniu 2011 roku. Sporządzono wówczas memorandum w sprawie sprzedaży Huty Stalowa Wola, kontrakt koncernu miedziowego KGHM oraz umowę z chińskim bankiem Industrial and Commercial Bank of China o otwarciu placówek w Polsce. Wspólnie z chińskim satrapą Hu Jintao, Komorowski podpisał deklarację  „o strategicznym partnerstwie” polsko-chińskim.
W oficjalnych relacjach mediów III RP pominięto milczeniem wypowiedzi chińskich dysydentów, którzy niezwykle krytycznie ocenili wizytę Komorowskiego. Uznali ją za „poważne rozczarowanie”, podkreślając, że komunistyczne władze cieszyły się z faktu, iż zyskano „sojusznika na podwórku NATO”. Twierdzono także, że chińscy antykomuniści nic nie wiedzą na temat rzekomego spotkania Komorowskiego z ich przedstawicielami, o którym rozpisywały się polskie media.
Po wizycie Komorowskiego w Pekinie, kontakty polsko-chińskie wkroczyły w nową fazę.
Już w kwietniu br. Polskę  odwiedził premier Chin Wen Jiabao, by podczas dwudniowego pobytu spotkać się m.in. z Donaldem Tuskiem i wziąć udział w Forum Gospodarczym Polska-Europa Środkowa-Chiny. Chińskiemu premierowi towarzyszyła kilkuset osobowa delegacja przedsiębiorców. W maju br. doszło do wizyty w Polsce ministra obrony ChRL gen. Liang Guangli. Gość odwiedzi Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych oraz 1. Warszawską Brygadę Pancerną w Wesołej. Minister obrony narodowej i polscy dowódcy wojskowi dyskutowali z chińskim generałem o „sytuacji polityczno-wojskowej w Europie Środkowo-Wschodniej i w Azji Wschodniej oraz planach rozwoju sił zbrojnych RP i Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej”, zaś eksperci obu stron „omówili perspektywy rozwoju dwustronnej współpracy wojskowej.”
Kilka dni później, do Pekinu udał się wicepremier Waldemar Pawlak. Dowiedzieliśmy się wówczas, że Chińczycy staną się naszymi partnerami przy eksploatacji polskich złóż gazu łupkowego. Zdaniem Pawlaka „polsko-chińska współpraca energetyczna pomoże Polsce w podniesieniu niezależności energetycznej i ograniczeniu emisji, zaś Chinom – w dywersyfikacji źródeł energii.”  Deklaracja wicepremiera rządu III RP nastąpiła kilka dni po tym, jak Chiny wykluczyły wszystkie zagraniczne koncerny z przetargów na złoża gazu łupkowego w swoim kraju.  Dopuszczono tylko chińskie firmy z kapitałem ponad 300 mln juanaów (47,4 mln dol.) posiadające licencje na wydobycia ropy, gazu lub innych surowców naturalnych.
Z kolei wizyta wiceministra infrastruktury Rafała Baniaka w Pekinie zaowocowała zapowiedzią sprzedaży LOT-u chińskim liniom lotniczym Air China. Poinformowano również, że Polskie Linie Lotnicze wznowiły 29 maja br. bezpośrednie połączenie na trasie Warszawa - Pekin. Chińska ekspansja nie dotyczy tylko przewozów lotniczych, bo już wkrótce po polskich torach zaczną jeździć chińskie wagony, zakupione w Państwie Środka w ramach kontraktu o wartości ponad 1,8 mln dolarów.
Pod koniec maja br. pierwszym samolotem rejsowym do Chin udała się z „przyjacielską wizytą” małżonka Bronisława Komorowskiego. Pobyt Anny Komorowskiej trwał kilka dni i jak oświadczyła po powrocie „był bardzo udany, a tutaj kończymy sukcesem. Spotkania z ludźmi i krajobrazy - tak bym powiedziała w dwóch słowach”.
„Udana” wizyta małżonki prezydenta RP w Chinach przypadła w czasie, gdy prezydenci wielu państw (w tym USA i Tajwanu) oraz przedstawiciele organizacji międzynarodowych apelowali do komunistycznego reżimu o zwolnienie z więzień uczestników manifestacji, która przed 23 laty odbyła się na pekińskim placu Tiananmen oraz o zaprzestanie prześladowań działaczy opozycji. Nocą z 3 na 4 czerwca 1989, przy użyciu czołgów i ognia z broni maszynowej, komuniści zamordowali kilka tysięcy studentów i robotników, którzy przez siedem tygodni okupowali centralny plac Pekinu, domagając się demokratycznych reform. Do dnia dzisiejszego chiński reżim przetrzymuje w obozach koncentracyjnych wielu uczestników tych zdarzeń.  W czasie „udanej” wizyty Anny Komorowskiej chińska bezpieka pobiła i zatrzymała ok. 20 studentów z prowincji Fucien za próbę uczczenia ofiar masakry na Tiananmen. Tego rodzaju tematy nie zaprzątały uwagi małżonki Bronisława Komorowskiego, zachwyconej chińskimi „ludźmi i krajobrazami”.
Apele o uwolnienie więźniów wywołały za to wściekłą reakcję chińskiej dyplomacji. Uznano je za „ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin i bezpodstawne oskarżenia pod adresem chińskiego rządu".
Warto mieć na uwadze, że zacieśnianie kontaktów politycznych, militarnych i handlowych z Państwem Środka ma miejsce w czasie, gdy następuje gwałtowne wyhamowanie chińskiej gospodarki. Od wielu miesięcy spada tempo wzrostu gospodarczego, zmniejsza się import, słabnie sprzedaż detaliczna. Chiny tracą opinię idealnego miejsca do lokowania fabryk i inwestycji. Prawie jedna czwarta spośród 557 europejskich firm ankietowanych przez unijną izbę handlową w Chinach oraz Roland Berger Strategy Consultants rozważa możliwość przeniesienia inwestycji do innych państw. Powodem są rosnące koszty działalności i pogarszające się regulacje prawne. W okresie pierwszych czterech miesięcy tego roku bezpośrednie inwestycje firm z Unii Europejskiej w Chinach zmniejszyły się o 27,9 proc. Wartość zagranicznych inwestycji maleje od sześciu miesięcy, co jest najdłuższą taką serią od czasu globalnego kryzysu finansowego.
Dążenia grupy rządzącej mogą zatem wynikać z innych przesłanek niż rzekome korzyści handlowe. Wbrew obiegowym opiniom, Chiny nie są dla nas atrakcyjnym partnerem, a proporcje dotyczące wymiany handlowej są dla nas zdecydowanie niekorzystne i wskazują na rażącą asymetrię. Polski rynek zalewa chińska tandeta (w roku 2011  import  wyniósł 10,94 mld USD) , podczas gdy Polska wyeksportowała towary o wartości zaledwie 2 mld USD.
Ważną wskazówką może być historia budowy autostrady A2, którą powierzono chińskiemu konsorcjum  COVEC. Wydaje się, że przyjęcie oferty tej firmy było podyktowane względami politycznymi i miało na celu otwarcie rynków europejskich dla firmy zarządzanej przez chińskich decydentów. Choć od początku było wiadomo, że oferta Chińczyków jest zaniżona, a za taką kwotę autostrady zbudować się nie da, urzędnicy Tuska zapewniali publicznie, że sprawdzili sytuację ekonomiczną i doświadczenie chińskiego partnera i posiadają gwarancje rządu chińskiego. Skandal związany z chińską firmą został natychmiast wyciszony, a COVEC – wspierany przez komunistycznych notabli ma obecnie szanse na wygranie kolejnego przetargu - na rozbudowę Elektrowni Kozienice.
Przyczyn „partnerstwa strategicznego” z reżimem komunistycznym trzeba zatem poszukiwać w innych obszarach, przy czym obserwacje dotyczące zacieśniania sojuszu rosyjsko-chińskiego,  wydają się dobrą wskazówką.
Polska – jako państwo natowskie i unijne ma za zadanie umożliwić Chinom ekspansję na rynki zachodnie oraz pomóc w wprowadzeniu chińskich towarzyszy na europejskie salony. Intencje takie zostały wyraźnie sformułowane w cytowanej już wypowiedzi chińskiego komunisty dla China Daily", gdy wyrażano nadzieję „że Polska odegra kluczową rolę w rozwiązywaniu obecnych problemów, m.in. w handlu między Chinami a UE”.
Cele te są zatem ściśle skorelowane ze strategiczną polityką Chin. Przypadek Państwa Środka dowodzi bowiem, jak dalece komunizm jest w stanie rozstać się ze swoją rzekomą ideologią i partyjnymi dogmatami, byle tylko zapewnić sobie przetrwanie i doprowadzić państwa „wolnego świata” do ekonomicznego uzależnienia. Ekspansja gospodarcza Chin oraz otwarcie przed państwami kapitalistycznymi ogromnego rynku inwestycji – służy również asymilacji komunizmu, ,„oswojeniu” z nim partnerów biznesowych oraz tak głębokim zaangażowaniu ich we współpracę, by zrelatywizować rzeczywiste oblicze zbrodniczego reżimu. Wytworzenie obszarów wolnego rynku, przy jednoczesnym zachowaniu twardych, totalitarnych metod terroru wobec własnego społeczeństwa, świadczy o dostosowawczym charakterze komunizmu i wskazuje na potencjalne kierunki jego przeobrażeń. Ponieważ Rosja prezentuje typ „komunizmu utajnionego”, podczas gdy Chiny kontynuują model „jawnego komunizmu”, tego rodzaju układ – przy wspólnocie celów obu mocarstw - stwarza wręcz doskonałe warunki do prowadzenia globalnych gier politycznych, symulowania konfliktów, rozgrywania potencjalnych sojuszników i neutralizacji wrogów.
W tym teatrze, potrzebne są państwa, które spełnią rolę nośników chińskich interesów i umożliwią przeprowadzenie gospodarczej ekspansji. Za nią podąży ekspansja polityczna, a wreszcie militarna. Po udanym eksperymencie wykorzystania III RP w charakterze rosyjskiego „konia trojańskiego”, przychodzi czas na kontynuację tej roli w odniesieniu do strategicznego partnera rosyjskiego reżimu.
 Jak wyraźna jest to tendencja powinien świadczyć fakt, że tuż po tragedii smoleńskiej, w  pierwszych dniach czerwca 2010 roku, z wizytą do Chin udał się szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztof Bondaryk. Komunikat głosił, że doszło wówczas do „pierwszego od czasu transformacji ustrojowej spotkania szefów polskich i chińskich służb specjalnych”, a spotkanie dotyczyło „wzajemnej prezentacji obu służb oraz wytyczenia kierunków możliwej współpracy w zakresie m.in. przeciwdziałania terroryzmowi, ochrony antyterorystycznej imprez masowych, bezpieczeństwu cybernetycznemu a także zwalczania przestępczości zorganizowanej”.




Artykuł zamieszczony w nr 27/2012 Gazety Polskiej




39 komentarzy:

  1. Rosja rozgrywa swoja partie szachow grajac "na maksimum szans": albo wejsc do EU, albo stworzyc Eurazje z Chinami. Pewno w sumie nic nie stworzy ani nigdzie nie wejdzie, bo cywilizacja turanska moze tylko zagarniac, a nie wspolpracowac. A polskie pionki maszeruja na szachownicy tak jak je popychaja wytrawni szachisci. Przytocze pare zdjec, bo Xinhua bardzo lubi zdjecia. Wyglada na to ze Bul sie nie przejezyczyl z tym wychodzeniem z NATO, ale oczywiscie ze wzgledu na dorazne korzysci, oficerowie prowadzacy z GRU mowia: "Jeszcze nie dzisiaj towarzysze. Jestescie nam jeszcze tam potrzebni.".

    http://english.people.com.cn/90883/7857392.html
    http://www.china.org.cn/world/2012-04/26/content_25241370.htm
    http://news.xinhuanet.com/english/china/2012-05/17/c_131593488.htm

    Jasiu z Hameryki

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasiu Z Hameryki,

    Współpraca Rosji z Chinami przetrwała już niejedną próbę, a wspólny cel łączy te państwa od dziesięcioleci. Towarzyszące tej współpracy formy organizacyjne są w zasadzie bez znaczenia i nie one określają prawdziwe fundamenty rosyjsko-chińskiego sojuszu.
    Bardzo dziękuję za linki do zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Szanownym Panie Aleksandrze,

    bardzo dziekuję za ten kolejny, otwierający oczy tekst - tym razem analizujący polski (poręczany i dedykowany z Kremla) "kierunek na Chiny".
    Nieodparcie czytając Pańskie słowa przychodzi na myśl pytanie o zepsucie polskich mediów i ludzi zwących się dziennikarzami.
    Będę małostkowy przytaczając pisaninę jednego z tych ludzi pod tak doskonałą analizą. Ale, po pierwsze, mam silne wrażenie, że refleksje tej osoby są pisane na polsko-rządowe zamówienie (nie pierwszy raz zresztą); po drugie, to szczególne doznanie przeczytać tuż po Pańskiej analizie wynurzenia o "dobrym klimacie", "przyjęciu ze zrozumieniem", "innowacyjnych projektach" i "powodach, by cieszyć się z chińskich inwestycji". Na końcu ów dziennikarz "z troską", czytaj: obłudnie, każe nam "budzić Amerykę". O Rosji wspomina tylko raz - w mało istotnym kontekście...

    http://www.rp.pl/artykul/895445.html?print=tak&p=0

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. No to jest dopiero mocna rzecz, Panie Aleksandrze!!!

    Rozumiem, że twardym krokiem zmierzamy wprost do Azji???
    Z towarzyszami radzieckimi i chińskimi, z Polską Zjednoczoną Platformą Obywatelską i miłościwie panującym tow. Putinem na czele świat będziemy podbijać i na komunizm nawracać?

    RANY BOSKIE!!!

    Takie mamy przebudzenie po EURO-2012 ???

    A przecież całemu światu i sąsiednim galaktykom dopiero co pokazaliśmy jakim "fajnym" europejskim jesteśmy narodem, bezpruderyjnym i bez kompleksów (przymiotnik "fajny" zdaje się jest obowiązkowy - od komentatorów sportowych po premiera rządu warszawskiego i rezydenta rządu właściwego). I jak pięknie machamy chorągiewkami i podskakujemy (w eurozonach) niczym tresowane małpy! Tak, że podziwiała nas cała Europa! A nawet w Nju Jork Tajmsie (dzięki tym chorągiewkom i biało-czerwonym czapkom błazeńskim) o nas napisano: "Poland’s Beautiful Victory".
    http://www.nytimes.com/2012/07/03/opinion/polands-beautiful-victory.html?_r=1

    Więc może nie czepiajmy się tego, że napisał to niejaki Philip Boyes, syn Rogera Boyesa, co to z niejednego pieca chleb jadł, m.in w stanie wojennym w Polsce. Synalek - który - nie uwierzy Pan, ale spisuję spod artykułu: "is a speechwriter and policy adviser for a leading Polish politician."
    (Swoją drogą ciekawe - któremu te mowy pisze i doradza? I po jakiemu?)

    Przepraszam za może nie przystający do powagi sytuacji komentarz, ale proszę mi wierzyć: jest to humor wisielczy.

    Teraz tylko patrzeć jak nam się Kościół z Cerkwią pojedna - i nic nas nie powstrzyma w ekspansji...na stepy.

    ===

    Tylko, zapytuję, dlaczego zamiast deliberować (tu miało być znacznie mocniejsze słowo) o duperelach, słowem o tym się nie zająkną krajowe tuby propagandowe? Że reżymowe milczą: rozumiem. ALE NASZE??!! Płaczą redaktory, płaczą blogery nad skaleczonym palcem ;-) - podczas gdy nam niezadługo amputacja kończyn może zagrażać.

    I gdzież są ci światli analitycy z think-tanków, Instytutów i Ośrodków Myśli? Gdzie przezorni politycy opozycji?
    Co to bez przerwy jakieś konferencje mądre organizują. O źdźbłach w oku. Belki pomijając!!! Bo najważniejsze żeby kołczowi (patriotycznemu) zwrócono za kawę. Tego właśnie - na tym poziomie - zamierzają nauczać lokalsów owi kołczowie.

    Totalna reorientacja polityki, sojusz militarny i gospodarczy Rosja-Chiny-Polska umyka ich uwadze.

    Ruski kułak, i chińska tandeta wraz z ich poszanowaniem człowieka - oto co nas czeka. To nasza Zielona Wyspa, na którą zawiedli nas oszuści z PO sterowani przez grono zaufanych przyjaciół. Moskwy, rzecz jasna !!!

    Pozdrawiam i dziękuję, choć przyznam, że mocno to mną wstrząsnęło.

    =

    OdpowiedzUsuń
  5. Przed chwilą mi napisało:

    Twoja przeglądarka nie jest już obsługiwana przez Bloggera. Niektóre elementy Bloggera nie będą działać i mogą występować problemy.
    Jeśli już masz z czymś problem, wypróbuj przeglądarkę Google Chrome. | Zamknij

    Panie Aleksandrze! Przecież większość ludzi posługuje się FF. To co teraz będzie?

    Nie cierpię tego Bloggera!

    =

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowny Panie Kazefie,

    Dziękuję za link do artykułu, bo jego lektura jest wielce pouczająca. Brnąć przez klasyczny bełkot, z którego słynie pan Janke znalazłem w tekście tezę, która doskonale wyjaśnia nam przyczyny strategicznego sojuszu z chińskimi bandytami.
    To wina Ameryki - wydaje się podpowiadać propagandysta "Rzepy" i kończy tekst jakże odważnym i pryncypialnym wezwaniem: "Ameryka musi się obudzić, a my musimy ją do tego zachęcać."
    Gdyby jednak Ameryka się nie obudziła - Janke nie pozostawia miejsca na rozterki i wyraźnie sugeruje, że nie musimy lękać się współpracy z Chińczykami. Zdaniem właściciela Salonu 24, sojusz z USA bądź z CHRL ma dla Polski podobne znaczenie, a "siła i stabilność Ameryki jest nam potrzebna równie mocno jak chińskie inwestycje".
    Przyznam, że tak nowatorskiej demagogii nie spodziewałem się znaleźć w tekście nudnego żurnalisty.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat chiński zapowiedział Pan dość dawno temu i myślałem, że Pan zapomniał. Cieszę się z realizacji i jednocześnie dziękuję za pomoc w pozbyciu się "przestarzałego myślenia".

    Sytuacja rzeczywiście przedstawia się złowrogo i jednym z sensownych rozwiązań byłoby obudzenie świadomości obywatelskiej u poddanych wschodnich totalitaryzmów. Nic dziwnego, że blisko współpracują one (także z rządem Polski) w "zwalczaniu terroryzmu".

    Przy okazji, jak Pan ocenia w tym kontekście zbliżenie chińsko-węgierskie? Czy to tylko rozwiązanie sytuacji bez wyjścia, w jakiej stawiają Węgry MFW i UE, czy też coś więcej?

    Z poważaniem

    Paweł Chojecki

    OdpowiedzUsuń
  8. Pani Urszulo,

    Aż trudno uwierzyć, że ten tekst mógł Panią zaskoczyć lub wywołać wstrząs :)
    Od wielu lat grupa rządząca podąża za dyrektywami Kremla, a ponieważ jest zaledwie naśladowcą i wykonawcą poleceń, można je z łatwością przewidzieć i analizować.
    Jeśli zatem obserwujemy zacieśnianie sojuszu rosyjsko-chińskiego - już powinniśmy wiedzieć, że identyczny proces będzie miał miejsce w III RP, a rzesze propagandystów przedstawią nam korzyści wynikające z takiej współpracy.
    Od ponad dwóch lat stosuję prostą, acz skuteczną miarę do oceny pomysłów pojawiających się w grupie rządzącej. Gdy szykuje się nowa ustawa, pojawia propozycja lub decyzja polityczna, sprawdzam wpierw czy znajdę jej odpowiednik w kraju naszych "przyjaciół" i w pomysłach powstających na Kremlu.
    Zapewniam, że rzadko czuję się zawiedziony w poszukiwaniach.

    Jakkolwiek "strategiczny sojusz" z Chinami jest nam potrzebny jak dżuma i cholera razem wzięte, wystarczy, że uzasadnia go interes Putina i konieczność implementacji tej zarazy na państwa Europy.
    Dla państwa będącego rosyjskim dominium to dość, byśmy odtąd słuchali bredni o "innowacyjnych projektach" i deliberowali nad korzyściami płynącymi z napływu chińskiej tandety.

    Pozdrawiam serdecznie

    PS. Pani problemy z blogspotem muszą raczej wynikać z ustawień przeglądarki, bo ja takich nie zauważyłem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnia szansa dla Bloggera zanim pozbędzie się Pan komentatorki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Bloggera nic nie poradzę, ale może spróbuje Pani zmienić przeglądarkę? To zapewne łatwiejsze niż rezygnacja z komentowania :)

      Usuń
  10. Paweł Chojecki,

    Ten artykuł powstał przed trzema tygodniami, ale musiał zaczekać z powodu bardziej aktualnych tematów.
    Celowo użyłem w nim cytatu z Jeffreya Nyquista, by podkreślić jak błędny jest pogląd, jakoby między Rosją a Chinami istniał zasadniczy konflikt. Owszem - rozgrywanie i umacnianie takich ocen stanowi część strategii dezinformacji, o czym wielokrotnie przypominał nam Golicyn.
    W istocie, oba te państwa mają wspólny cel i oba doskonale poradziły sobie z kolejnym procesem transformacji komunizmu - nie tracąc przy tym potencjału koniecznego do podboju świata.
    Przykro mi, ale niewiele potrafię powiedzieć o procesie zbliżenia chińsko-węgierskiego. Nie sądzę jednak, by miał on analogie do spraw polskich. Głównie dlatego, że Węgry nie znajdują się w bezpośredniej sferze oddziaływania Kremla i mogą samodzielnie kształtować swoją politykę zagraniczną.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  11. Wygląda na to, że raz jeszcze się powiodło.
    Po drodze jednak zdemolowałam pół komputera!!!

    ====

    Panie Aleksandrze!


    Pyta Pan, dlaczego mnie to dziwi - a nie powinno.

    Otóż odruch bezwarunkowy: jak coś złego patrz na wschód mam wprawdzie zapisany w genach, ale polityka międzynarodowa na poziomie globalnym nie jest bynajmniej mym "primary interest", powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie! Nie śledzę tego tak intensywnie, nie analizuję. Dlatego mam chyba prawo spodziewać się pomocy od fachowców, czyż nie?

    I - z ręką na sercu: gdyby nie Pan, byłabym w tej sprawie ciemna jak tabaka w rogu.
    Dlatego, raz jeszcze dziękuje Opatrzności, że od początku skierowała mnie na Pański blog.

    Pozdrawiam, Mistrzu :))

    =

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani Urszulo,

    Myślę, że ta "polityka międzynarodowa na poziomie globalnym" wcale nie rządzi się nazbyt skomplikowanymi prawami, a jej analiza nie wymaga tajnej i szczególnej wiedzy. Pani "odruch bezwarunkowy" jest nadal darem niedostępnym dla większości ludzi, którzy w mechanizmach rządzących światem zdają się nie dostrzegać podstawowego źródła problemów, zaś osoby posiadające ów dar obdarzają wdzięcznym mianem rusofobów.
    Proszę zatem nie nadużywać nieszczęsnej "tabaki w rogu", a tym bardziej nie przypisywać mi cech mistrzowskich :) Wystarczy cieszyć się, że oboje należymy do zacnego grona rusofobów, a nawet bardzo chwalimy sobie tę przynależność.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam, panie Aleksandrze!
    Czytam Pana od dawna, lecz nie mając nic do dodania, nie komentowałem :)
    Moim zdaniem Rosja i Chiny, prędzej czy później, wejdą ze sobą w otwarty konflikt. Przyczyny są dwie:
    1. Różnica potencjału demograficznego, a co za tym idzie, ekspansja Chińczyków na Syberię (oficjalnie około 10 milionów, nieoficjalnie - kto wie, czy 2 czy 3 razy więcej).
    2. Różnice w sposobie prowadzenia polityki zagranicznej. Chinom jest w zasadzie wszystko jedno, w jaki sposób rządzą się ich partnerzy - mogą mieć równe dobre kontakty (przykładowo) zarówno z Ronaldem Reaganem, jak i z Enverem Hodżą - pod warunkiem wzajemności (czyli niezwracania uwagi przez przywódców zagranicznych na politykę wewnętrzną Chin). Rosja zaś do władz państw, z którymi zamierza utrzymywać "dobre stosunki", na cham wręcz pcha swoich agentów bądź poputczików

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowny Panie Aleksandrze,

    Jak zwykle trudno cokolwiek zarzucić Pańskiemu rozumowaniu.

    Zastanawiałem się , czy na zasadzie analogii nie można tu dopatrywać się podobieństw z podobnym "siostrzanym " sojuszem narodowo-socjalistycznych Niemiec z ZSRR.
    Też było sporo zbieżnych celów, były też dwa różne oblicza tego samego totalitaryzmu i ekspansjonizmu a skończyło się konfliktem wywołanym w imię "przestrzeni życiowej".
    Sporo o tym pisano wcześniej, na tym blogu.
    Zdaję sobie sprawę z całej masy różnic pomiędzy tymi dwoma sytuacjami, nie potrafię jednak oprzeć się wrażeniu, że wywołany we wcześniejszym komentarzu temat różnic potencjału demograficznego, surowcowego (choć nie znam żadnych analogicznych z wypowiedziami Hitlera wypowiedzi władz chińskich mówiących o takiej potrzebie) przypomina w swojej istocie nieco niemiecki "Drang nach Osten".
    Czy nie istnieje ryzyko pojawienia się na tym tle prawdziwego konfliktu?
    USA z pewnością są zainteresowane budowaniem takiej opcji!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepraszam za wcinanie się, ale postaram się odpowiedzieć PP. Kocisławowi i Zaśniankowi. Między ZSRS/neosowiecką Rosją a ChRL, potencjału konfliktu nie ma, a sprawy sporne (drugorzędne) są rozdmuchiwane do dużych rozmiarów w celach dezinformacyjnych.

    1. Mandżuria, Daleki Wschód i Syberia to i dla Chin, i Rosji/Sowietów/Neosowietów strefy buforowe, których nie da się masowo skolonizować, z racji niekorzystnego klimatu i ukształtowania geograficznego. 10 metrów śniegu zimą, tyle samo błota latem, rzeki o układzie południkowym.

    2. Demograficznym środkiem ciężkości jest południowy wschód Chin, stąd ekspansja raczej na historyczną sinosferę (Wietnam, Birma, Malaje, Syjam, oczywiście Tajwan) i basen Pacyfiku Zachodniego. A także, już od dłuższego czasu - Afrykę. W krajach takich jak Angola, Etiopia czy Zimbabwe operuje już naście milionów Chińczyków, w tym różnego rodzaju politruków.

    3. Pekin i Moskwa ma interes nie tylko w przepędzeniu z Eurazji USA, ale zmagają się z separatystycznymi mniejszościami, a także z tendencjami (w przyszłości się być może nasilą, Inszallach!) panturańskimi.

    4. Totalna wojna pomiędzy ChRL a krajem czekistów byłaby czymś w rodzaju użycia granatu ręcznego podczas walki wręcz w zamkniętym pomieszczeniu, na tle rabunkowym. I w Moskwie, i w Pekinie zdają sobie z tego sprawę.

    5. Sojusz jest zatem motywowany wspólnotą zarówno lokalnych, jak i globalnych interesów obu neokomunistycznych reżymów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad. 1. Mandżuria jest chińska (sam Pan niżej napisał, gdzie mieszkają etniczni Chińczycy). A Syberia i Daleki Wschód to przede wszystkim gaz ziemny i ropa naftowa (juz płynące do Azji Wschodniej), złoto, platyna i diamenty (Jakucja - prawdopodobnie najbogatsze złoża na świecie) i diabli wiedzą jakie jeszcze rzadkie minerały. Warunki ich ekspoloatacji nie są wcale trudniejsze niż na Wyżynie Tybetańskiej, już rozorywanej przez liczne chińskie kopalnie. Klimat zaś w tej częśći świata ociepla się - już chyba w 2000 r. Przejście Północno-Wschodnie stało się wolne od lodu.
      Ad. 2. Demograficzny środek ciężkości Chin to Nizina Chińska. Mandżuria (nie mylić z Mongolią Wewnętrzną!) jest równie gęsto zaludniona, co Chiny południowe.
      Ad. 3. Pełna zgoda, trzeba jednak uważnie śledzić podobieństwa i różnice polityk obu reżimów w stosunku do państw, w których dominującą religią jest islam.
      Ad. 4. Historia zna takie przypadki, poza tym - ostatnie zdanie p. Zaścianka!!!
      Ad. 5. Na obecną chwilę tak, kto wie jednak, które z pojawiających się dopiero interesów staną się za 5-10 lat ważne, a które z obecnie dominujących zanikną...
      P.S. W obliczu apelu p. Ewy Stankiewicz polemika, którą wywołałem jest już nieważna

      Usuń
  16. P.S.

    Polecam Autorowi i Jego Gościom, lekturę w tym kontekście obowiązkową: referat Nevina Gussacka o fałszu konfliktu i uwarunkowaniach sojuszu sino-sowieckiego. Po angielsku, długi, ale z porządną bazą źródłową. JEdyny minus - autor mało pisze o SCO i geopolitycznych/geostrategicznych uwarunkowaniach sojuszu:

    http://www.jrnyquist.com/Sino-Soviet_Split.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Drogi Jaszczurze,

    zgadzam się z Tobą, chciałabym nawet w całej rozciągłości, ale musiałbyś mi najpierw wytłumaczyć o co dokładnie chodzi w punkcie 4. :))
    Nieuchronne konflikty rosyjsko/rusko/sowiecko - chińskie są przepowiadane od lat 100 niemalże. Z taką samą trafnością, jaką osiągnął ostatnio jasnowidz Jackowski, obstawiając wynik finałowego meczu Włochy - Hiszpania. (Typował zwycięstwo Włochów, zdaje się 2:0). Wniosek: czas te uspokajające brednie (że się na pewno i tak powyrzynają) - między bajki włożyć. Zanim (o ile?) do tego dojdzie, zdążą wyrżnąć pół świata. Resztę terroryzując.

    Pozdrawiam serdecznie

    =

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wybuchła wojna sowiecko-chińska, to ze względu na potencjały militarne i geopolitykę doszłoby do zniszczenia obu krajów i do "bałkanizacji" na skalę całej Eurazji: jeden wykorzystałby przeciw drugiemu separatyzmy, np. Rosja Sowiecka Ujgurów, Tybetańczyków (wbrew pozorom w mordę dać potrafią, a buddyzm to znowuż nie żaden pacyfizm i weganizm!) przeciw ChRL (w sumie etniczni Chińczycy zamieszkują "tylko" Pekin z przyległościami i Mandżurię), te z kolei - rozliczne mniejszości zamieszkujące Rosję przeciw Kremlowi. Nie mówiąc już o włączeniu państw ościennych w wojnę.

      A poza tym Chiny mają jeszcze do skolonizowania cały środek i zachód kraju, oraz Tybet.

      Usuń
  18. EWA STANKIEWICZ - Otwieram dyskusję: Co robić?

    Gorąco polecam tekst-manifest Ewy Stankiewicz, pięknej i dzielnej kobiety.
    Tytuł bardzo pasuje do naszych ostatnich blogowych rozważań.
    My zastanawialiśmy się pytając: CO DALEJ???

    PANI EWA OTWIERA DYSKUSJĘ PYTANIEM: CO ROBIĆ???

    * * *


    Co robić, kiedy zdrowy rozsądek podpowiada rozwiązania, które nie mieszczą się w głowie? Garść faktów. Premier Polski Donald Tusk oddał śledztwo w sprawie śmierci polskiego prezydenta w dyspozycję władzom Rosji, jednocześnie osobiście zabronił swojemu ministrowi Bogdanowi Klichowi odwołania się w tej sprawie do NATO (o czym mówił wprost gen. Petelicki). Bronisław Komorowski, następca prezydenta Kaczyńskiego, wypowiada się językiem rosyjskiej dyplomacji. Coraz częściej w niewyjaśnionych okolicznościach giną osoby niewygodne dla władzy. Media, prokuratura i sądy ubezpieczają przemoc i bezprawie. Organy, które stanowią system immunologiczny demokracji, okazują się jej nowotworem. Jednocześnie „pacjent” w ogóle się nie leczy, bo nie wie o chorobie. Pozory instytucji państwa, nowoczesna socjotechnika zarządzania nastrojami, niczym pavulon unieszkodliwiają wszelkie próby reakcji społeczeństwa na zagrożenie.

    No właśnie... Jeśli...

    Jeśli w Smoleńsku miał miejsce zamach, to aktualną władzę w Polsce sprawują ludzie rosyjskich służb albo osoby przez te służby szantażowane. Obie sytuacje zagrażają bezpośrednio naszej państwowości i osobistemu bezpieczeństwu. Jeśli w Smoleńsku był zamach, to Polska pozbawiona własnych służb i dowództwa armii jest w stanie niewypowiedzianego konfliktu po akcie agresji na najwyższe organy państwa. Co to oznaczałoby dla zdrowego rozsądku? Jak ma się zachować człowiek, który nie chce w to wierzyć, ale na podstawie wszelkich przesłanek rozum podpowiada mu, że to najbardziej prawdopodobna wersja wydarzeń?
    Zadaję więc Państwu to pytanie: co robić?

    Zdiagnozować chorobę

    Może w sposób „kulturalnooświatowy” pozwać wszystkich do sądu. Ci, którzy od lat ustawiają wyroki, z frazesem demokracji na ustach wzywają do przestrzegania prawa. Jakiego prawa? Tego, które skazuje poetę za słowa, a osłania ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie lotu śmierci, w którego wyniku ginie głowa państwa? To prawo osłania partaczy albo cynicznych morderców. Może „tylko” wystraszonych, szantażowanych agentów? „Prawo” osłania i mówi, że brak tu znamion szkodliwości dla interesu państwa polskiego... Zginął prezydent i elita, ale to nie szkodzi krajowi. Co na to Państwa rozum? Zwracam się tutaj nie do lemingów, którzy jak wiadomo z rozumem mają niewiele wspólnego, całkowicie zaspokajając swoje potrzeby powtarzaniem emocjonalnych epitetów. Do Państwa się zwracam. Jak Państwo to sobie tłumaczą? Jedno jest pewne, trzeba dobrze zdiagnozować sytuację. I w zależności od tego odpowiednio reagować. I nie upierać się, że na sepsę najlepsza jest maść przeciwko grzybicy, bo takimi życzeniami niczego się nie zmieni.

    Musimy się bronić

    Problem w tym, że według mnie z jednej strony mamy gangsterów, którzy nowoczesnymi metodami zarządzają kartelem udającym państwo, a z drugiej opozycję, która uważa, że to społeczeństwo nie jest przygotowane na prawdę. Jesteśmy społeczeństwem postkolonialnym. Idziemy na dno i mamy tonąć w milczeniu. A raczej w atmosferze zabawy, przy dźwiękach orkiestry popularnych muzycznych show i rechocie nieustannie reklamującego władzę Jakuba W. A tu trzeba reagować. Adekwatnie do zagrożenia. Ile jeszcze osób musi popełnić samobójstwo, jak bardzo musi ośmieszyć nas Komorowski swoją złotą dorodną rosyjską myślą lub na jakie żądanie Putina musi przystać Tusk, żebyśmy zaczęli się samoorganizować i bronić? Ktoś powiedział, że trzeba zacząć budować struktury suwerennego państwa, także w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i mediów w tzw. drugim obiegu. Nie mam recepty. Może niech to będzie otwarcie dyskusji. Co robić?

    =

    OdpowiedzUsuń
  19. Powtórzę zdanie, które wydaje mi się niezwykle trafne:

    Z JEDNEJ STRONY MAMY GANGSTERÓW, KTÓRZY (...) ZARZĄDZAJĄ KARTELEM UDAJĄCYM PAŃSTWO, A Z DRUGIEJ OPOZYCJĘ, KTÓRA UWAŻA, ŻE TO SPOŁECZEŃSTWO NIE JEST PRZYGOTOWANE NA PRAWDĘ.


    Co Pan o tym myśli, Panie Aleksandrze?

    Pozdrawiam

    =

    OdpowiedzUsuń
  20. Jerema Wiśniowieckiego nam trzeba!

    I mam nadzieję, że zdrajców Ojczyzny i tych wszystkich agentów spotka los "Krzeczowskiego, który nie starostw i województw, nie dostojeństw i
    godności, ale pala się w buntowniczych szeregach dorobił" Lub też "Chmielnickiego chcącego błagać chana, aby do bitwy powrócił - lecz chan
    ryknął na jego widok z gniewu, wreszcie kazał go Tatarom
    uchwycić, przywiązać do konia i porwał ze sobą. Teraz pozostał
    tylko tabor kozacki."

    P.S.
    Bardzo podoba mi sie okładka Pana ostaniej ksiazki. Świetna! Układ scalony :)Ksiazkę zakupię, gdy okrzepne.

    OdpowiedzUsuń
  21. Aha... prosze Państwa nie w temacie ale mnie ciekawi sprawa. Ostanimi czasy weszłam na salun24 bo pomyślłam, że odeszłam a konta nie zlikwidowałam, to z zamiarem likwidacji weszłam. I nagle patrze.. i czytam... co to z tym FYM'em się nawyprawiało?
    Pomyśłłam zaraz o Panu, Panie Aleksandrze. W samą pore Pan uszedł(a my tu za Panem) z tego gniada szerszeni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Everything is possible.

      1. FYM został w taki czy inny sposób podmieniony,
      2. Postradał rozum (niewykluczone, że na skutek przeciążenia i przemęczenia),
      3. Od początku prowadził agenturalną robotę (jak pisał choćby Nurni czy M. Dąbrowski), by w odpowiednim momencie odpalić taką "bombę". Jeśli FYM i dr Przywara (socjo-cybernetyko-informatyk zajmujący się badaniem społeczności internetowych) to ta sama osoba, wcale ta hipoteza nie byłaby dla mnie zdziwieniem.

      Usuń
  22. Pani Urszulo,

    właśnie przeczytałem na niezależna.pl dramatyczne wołanie Ewy Stankiewicz: "Co robić?" z podkreślonym przez Panią zdaniem: "Jeśli w Smoleńsku miał miejsce zamach, to aktualną władzę w Polsce sprawują ludzie rosyjskich służb albo osoby przez te służby szantażowane. Obie sytuacje zagrażają bezpośrednio naszej państwowości i osobistemu bezpieczeństwu."

    Dobrze, że Pani już ten tekst wkleiła. Ewa Stankiewicz za swoją działalność, za odwagę, gdy jako jedyna, wypowiedziała publicznie słowa oskarżenia pod adresem Komorowskiego i Tuska w czasie II rocznicy katastrofy smoleńskiej, zasługuje na nasz najwyższy szacunek. Pytanie "co robić" zadajemy sobie wszyscy, zwłaszcza czytając analizy autorstwa Aleksandra Ściosa. Nasz gospodarz pytanie dziś stawiane przez szefową Solidarnych2010 zadał niedawno w komentarzu pod jedną z notek.

    Myślę, że wołanie Pani Ewy nie pozostanie bez odzewu.

    Pozdrawiam serdecznie

    ps. Autorską wersję omawianego tekstu (wydrukowanego w zmodyfikowanej wersji w "Gazecie Polskiej Codziennie") można przeczytać na stronie Solidarnych2010:

    http://solidarni2010.pl/n,3627,8,ewa-stankiewicz-otwieram-dyskusje-co-robic-wersja-autorska-amp-audio.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocislaw,

    Nie sądzę, by takie przesłanki decydowały o kryzysie wzajemnych stosunków. Pan Jaszczur trafnie wskazał, że Syberia jest rodzajem strefy buforowej i jej zasiedlanie odbywa się za zgodą i przy akceptacji Moskwy. Proszę pamiętać, że z tym procesem mamy do czynienia co najmniej od 1992 roku i gdyby dla Rosji stanowił problem, dawno zostałby zablokowany.
    Nie dostrzegam różnic w politycy zagranicznej, o których Pan wspomina. Takie pozory mogą wynikać z faktu, że Chiny nadal pozostają państwem komunistycznym, podczas gdy Rosja praktykuje zmodyfikowany rodzaj komunizmu i pozuje na demokrację. Ponieważ nie wiemy, jaką rolę w tych relacjach spełniają służby FR oraz czy i na ile działają na rzecz sojusznika - wnioskowanie na podstawie zaangażowania agentury może być błędne, a z pewnością nie uzasadnia tezy o nieuniknionym konflikcie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Panie Jaszczurze,

    Bardzo dziękuję za to cenne uzupełnienie
    Podoba mi się stwierdzenie, że "totalna wojna pomiędzy ChRL a krajem czekistów byłaby czymś w rodzaju użycia granatu ręcznego podczas walki wręcz w zamkniętym pomieszczeniu, na tle rabunkowym."
    Oba te państwa - tak ze względu na wspólnego i "odwiecznego" wroga oraz świadomość własnego potencjału militarnego - nigdy nie zaryzykują konfliktu.
    Chyba, że będzie to spór o końcowy podział łupów rozgrywający się nad zgliszczami współczesnej cywilizacji.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  25. Zaścianek,

    Myślę, że takie analogie byłyby błędne, bo Rosję i Chiny łączy sojusz, którego globalnym celem jest ekspansja militarna i panowanie nad światem. Oparty jest więc na więzach militarnych i politycznych.
    Sojusz Rosji z Niemcami ma zaś przede wszystkim podłoże ekonomiczne, a cele dotyczą głównie spraw europejskich. Wcześniejsze uśmiercenie faszyzmu (siostrzanego dla systemu komunistycznego) pozbawiło ten układ potencjału "ideowego" i skazało na poszukiwanie innych podstaw.
    Nie ulega natomiast wątpliwości, że dla nas większym zagrożeniem jest pakt Moskwy i Berlina, który zawsze zmierzał do faktycznej likwidacji Polski.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  26. Pani Urszulo,


    Bardzo się cieszę z tekstu pani Stankiewicz, bo dowodzi, że dziennikarze zaczynają postrzegać rzeczy, o których piszemy tu od co najmniej dwóch lat.
    Jednocześnie obawiam się, że głos pani Ewy będzie nadal odosobniony i żaden z publicystów oraz polityków opozycji nie podniesie pytania - co dalej?
    Właśnie dlatego, że istnieje przekonanie iż polskie społeczeństwo nie tylko nie jest przygotowane, ale wręcz nie zasługuje na prawdę. Wiele osób sądzi, że lepiej utrzymywać elektorat w stanie "gotowości" i karmić prostackimi obietnicami. Nazwanie rzeczy po imieniu i powiedzenie ludziom, jak długa czeka ich droga - nie wchodzi w rachubę.
    Jestem przekonany, że odpowiedź na to pytanie przekracza potencjał intelektualny większości ludzi opozycji i wywołuje w nich paniczny lęk.



    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  27. Halka,

    Dziękuję Pani za zwrócenie uwagi na okładkę książki. Mam nadzieję, że zawartość dorównuje symbolice tego rysunku :)
    Tekstami człowieka o pseudonimie FYM nie zaprzątam sobie głowy i to samo radzę wszystkim czytelnikom.
    Prezentowany przez tego osobnika poziom podłości i głupoty wyklucza go z kręgu ludzi godnych uwagi.
    Mogę jedynie żałować, że kiedykolwiek traktowałem go w sposób poważny.
    Dywagacje nt FYM-a zostawmy dziś agenturze i idiotom.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  28. Szanowny Panie Kazefie,

    W tym przypadku - odzewu na tekst pani Stankiewicz - chciałbym, aby to Pan miał rację.
    Życzę tego Państwu i sobie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Właściwie dopiero komentarze Panów: Kazefa i Jaszczura sprawiły, że inaczej spojrzałam na sojusz „Putin-Pekin”. Nie posiadam tak dużej wiedzy jak ww. Panowie w tej sprawie, ale to, co wiem, wystarczy żeby się z Panami zgodzić. To znaczy fakty i cała logika ludzka każe właśnie tak myśleć jak napisali Panowie w sprawie „Putina i Pekina”.
    Kilka lat temu zakupiłam książkę Pt: „Przygotujcie się na Wielki Ucisk i na Erę Pokoju” – John’a Leary.
    Wiem jak Pan, Panie Aleksandrze traktuje komentarze Pana o Nicku PAWEŁEKK usiłującego tłumaczyć fakty mające miejsce na świecie w oparciu o „Tajemnicę Fatimską”. Strachliwa to nie jestem :P.
    Są to sprawy, które wymuszają pytania, które z kolei zmuszają do szukania odpowiedzi, odpowiedzi które musze szukać, jako katoliczka. Zamiary, zakusy, jakie mają Putin z „Pekinem” to jedno. Nie mogę, a i Pan – Drogi autorze - jednak „udawać”, że Bóg się przynajmniej temu, co wyprawiają - ci dwaj totalitarni ludobójcy - nie przygląda. I gdy się Mu spodoba tak im pomiesza w mózgach, że zapomną nawet, po co hodują długie paznokcia przy najmniejszych palcach prawych dłoni, a wówczas może wsadzą je sobie nawet w… oko.

    John Leary pisze tak począwszy od strony 5. „W nawiązaniu do orędzia Maryi w Fatimie s. Łucja w liście do Ojca Świętego z dnia 1982r. napisała, że jeśli nie będzie pokuty i modlitwy to Rosja rozszerzy swoje błędne nauki wywołując wojny i prześladowania Kościoła (…). Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”. Powszechnie uważa się, że JP II dokonując poświecenia Rosji 25 marca 1984r spełnia dokładnie to życzenie. „Cyrylo podobni” nie wpuścili nigdy JP II do Rosji. Czy to nie są przypadkiem konsekwencje, które opisuje Pan w swojej notce Panie Aleksandrze dot. Pojednania cerkwi i kościoła polskiego?
    Nie ma nawrócenia Rosji – będzie katastrofa nie do pomyślenia. Pojednanie to najmniejszy problem wobec innych „wypadkowych”.
    I jeszcze ten fragment już dotyczy Rosji i Chin w oparciu o słowa Tajemnic Fatimskich. „Dlatego tylko częściowo Rosjanie nawracają się, ale nie nawrócili się komuniści rosyjscy i chińscy (błędy z Rosji). Komuniści Rosyjscy czekają na sposobną chwilę, aby znowu zapanować nad znaczna częścią świata. To dzisiejsze uspokojenie, zamroczenie, że komunizm rosyjski upadł i nic nam nie grozi, jest ogromnie łudzące”. Te słowa s kolei idealnie wpisują się i potwierdzają kolejną pana notkę utraconej broni w postaci antykomunizmu.
    Dalej już tylko autor dowodzi, że Pana notki o pojednaniu polskich hierarchów z „Cyrylami” oznacza, że: „Dla Kościoła przyjdzie okres najcięższych prób Kardynałowie wystąpią przeciwko kardynałom, biskupi przeciw biskupom. Szatan wstąpi w ich szeregi (…)”. Jeśli dojdzie do pojednania to znacząc będzie, że szatan wstąpił w ich szeregi. „Duszpasterze kościoła będą poważnie zaniedbywać swoje obowiązki wynikające z ich stanu. Z ich winy wiele dusz poświęconych oraz wierni popadną w liczne błędy zgubne i szeroko rozpowszechnione” – Po 10 kwietnia 2010r. można to już zacząć obserwować WYRAŹNIEJ. W sprawie usunięcia krzyża, biernej postawie czy bardziej dosadnie przemilczanie, wyciszanie „Zamachy smoleńskiego” i „cykanie”, co niektórych hierarchów z władzami III RP. Teraz to „pojednanie”.
    Autor pisze już bez ściemy, że: „Szatan przeniknie do najwyższych stanowisk w Kościele, zaślepi umysły” – To już wiemy i widzimy.

    P.S. Objawieniania w La Salette, Akita, Medzugorie innym razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam
      Jako, że poczułem się wywołany Pani wpisem oraz tym, że artykuł dotyczy Rosji, chciałem dodać,
      "że są bardzo podzielone zdania, co do konsekracji (poświęcenia) Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Jedni uważają, że poświęcenie dokonało się, natomiast inni, że nie zostały spełnione warunki określone przez Matkę Bożą w Fatimie. W 1939 r. zapytano Wizjonerkę, dlaczego Rosja nie może się nawrócić bez poświęcenia dokonanego przez Ojca Świętego. Odpowiedziała: “Poświęcenie to pierwszy triumf Niepokalanego Serca Maryi”, więcej: “otwiera ono drogę do późniejszego rozszerzenia kultu Niepokalanego Serca i umieszczenia Go obok nabożeństwa do Serca Jezusa”. Na koniec dodała: “Ojciec Święty. Módlcie się wiele za Ojca Świętego. On to uczyni, ale będzie za późno. Mimo to Niepokalane Serce Maryi ocali Rosję. Została Mu ona zawierzona”. Podejmowano próby dwukrotnie w roku 1942, potem w 1952, następnie w 1982 – ale akty te nie spełniały wszystkich warunków podanych przez niebo. Kolejne było dokonane przez Bł. Jana Pawła II, Fatima, 13 maja 1982; Watykan, 16 października 1983; Watykan, 25 marca 1984. Jan Paweł II odmówił akt zawierzenia po raz pierwszy w Fatimie, później w czasie Synodu Biskupów w Watykanie i w uroczystość Zwiastowania Pańskiego podczas Mszy świętej dla rodzin.
      Odnośnie Fatimy należy też dobrze zrozumieć słowo “Tryumf”, gdyż ma ono inne znaczenie niż “zwycięstwo”. Zwycięstwem określamy wygraną po jednej lub kilku bitwach, natomiast Matka Boża w Fatimie użyła słowa Tryumf na określenie pełniejszego zwycięstwa na wielu płaszczyznach. Tryumf Jej Niepokalanego Serca dokonuje się w ludzkich sercach, narodach, jest zwycięstwem nad grzechem, pokonaniem szatana. Zatem ma ono postać wielowymiarową i wielopostaciową. Poświęcenie Rosji a Jej nawrócenie to dwie różne rzeczy. Pozostaje ciągle pytanie, na które odpowiedziała Maryja w jednym z jej współczesnych orędzi, że jeśli Rosja miałaby się nawrócić to na prawosławie, czy na katolicyzm, a jeśli przyjęlibyśmy fakt nawrócenia, to dlaczego Kościół Katolicki jest tak prześladowany w Rosji?"
      http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2012/06/30/wiosna-kosciola-apostolowie-czasow-ostatecznych-wedlug-ludwika-gringnon-de-montfort-i-anty-apostolowie-naszych-czasow-cz-i/
      Polecam artykuł:
      http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/311
      Polecam również 2 fantastyczne książki Ivana Novotnego (ks. Adama Skwarczyńskiego)- "Idę do domu Ojca" oraz "Z Aniołem do Nowego Świata" oraz portal http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com. Audycje ks. Adama można było również posłuchać ostatnio w NiepoprawnymRadio.
      I jeszcze na koniec jednym słowem - Pan Bóg pisze historię i w kilka sekund może wszystko odmienić. To od nas zależy czy chcemy tego czy nie. Mamy możliwości realnego wpływu na losy naszego kraju. Nie tylko gadanie... Pisałem już o tym i pod tym artykułem i w poprzednich. To, że autor nie komentuje moim wypowiedzi traktuję jako specyficzną oznakę zaufania odnośnie treści przeze mnie wypisywanych. Zaś odwoływanie się na pierwszym miejscu do Pana Boga uważam za największy obowiązek.
      Pozdrawiam wszystkich walczących różańcem. ;-)

      Usuń
  30. Byla tu niedawno dyskusja w kanadyjskim radio CBC na temat, czy wiek 21-y bedzie stuleciem Chin czy USA. Niektorzy dyskutanci, sadzac po akcencie - skosnoocy, wychwalali pod niebianskie chinskie niebo swoj kraj, jego perspektywy i osiagniecia, twierdzac oczywiscie, ze wiek 21-y juz prawie nalezy do Chin, jako jedynie slusznej i przodujacej sily na swiecie. Jednym z uczestnikow tego panelu byl Henry Kissinger, co nadawalo range tej audycji radiowej, stojacy ze swoimi opiniami po przeciwnej stronie spektrum dyskutantow.
    Utkwila mi w pamieci cytowana przez kogos jedna dana statystyczna na temat "sukcesow" chinskich: gdyby odjac sume inwestycji firm zachodnich w ciagu ostatnich 20-u lat, to wzrost gospodarczy Chin, wyniosilby nie 8-11%, ale tylko 2% rocznie, co nie jest zadnym osiagnieciem ekonomicznym.
    Moral jest taki, ze to Zachod sam wykreowal chinki "cud" gospodarczy, inwestujac tam niesamowite pieniadze i tym samym eksportujac nasze miejsca pracy. Ten trend rozpoczal sie juz za rzadow geniusza ekonomicznego Reagana, ktory nieslusznie ma opinie pokojowego pogromcy komunizmu, odpowiedzialny jest bowiem za bezprecedensowe wzmocnienie jednego z najwiekszych wrogow USA, jakim sa komunistyczne Chiny.
    Przypominaja mi sie tu prorocze slowa zmarlego na kile klasyka komunizmu Wlodzimierza Iljicza: "Kapitalisci sa tak chciwi, ze sprzedadza nam sznur, na ktorym ich powiesimy".
    Dzekuje Panu za jeszcze jeden budzacy groze artykul na temat naszego nieszczesliwego kraju. Az ciarki przechodza na mysl, ilez to polskie "sluzby" moga sie nauczyc od swoich chinskich odpowiednikow w dziedzinie inwigilacji i kontroli spoleczenstwa.

    OdpowiedzUsuń
  31. Byla tu niedawno dyskusja w kanadyjskim radio CBC na temat, czy wiek 21-y bedzie stuleciem Chin czy USA. Niektorzy dyskutanci, sadzac po akcencie - skosnoocy, wychwalali pod niebianskie chinskie niebo swoj kraj, jego perspektywy i osiagniecia, twierdzac oczywiscie, ze wiek 21-y juz prawie nalezy do Chin, jako jedynie slusznej i przodujacej sily na swiecie. Jednym z uczestnikow tego panelu byl Henry Kissinger, co nadawalo range tej audycji radiowej, stojacy ze swoimi opiniami po przeciwnej stronie spektrum dyskutantow.
    Utkwila mi w pamieci cytowana przez kogos jedna dana statystyczna na temat "sukcesow" chinskich: gdyby odjac sume inwestycji firm zachodnich w ciagu ostatnich 20-u lat, to wzrost gospodarczy Chin, wyniosilby nie 8-11%, ale tylko 2% rocznie, co nie jest zadnym osiagnieciem ekonomicznym.
    Moral jest taki, ze to Zachod sam wykreowal chinki "cud" gospodarczy, inwestujac tam niesamowite pieniadze i tym samym eksportujac nasze miejsca pracy. Ten trend rozpoczal sie juz za rzadow geniusza ekonomicznego Reagana, ktory nieslusznie ma opinie pokojowego pogromcy komunizmu, odpowiedzialny jest bowiem za bezprecedensowe wzmocnienie jednego z najwiekszych wrogow USA, jakim sa komunistyczne Chiny.
    Przypominaja mi sie tu prorocze slowa zmarlego na kile klasyka komunizmu Wlodzimierza Iljicza: "Kapitalisci sa tak chciwi, ze sprzedadza nam sznur, na ktorym ich powiesimy".
    Dzekuje Panu za jeszcze jeden budzacy groze artykul na temat naszego nieszczesliwego kraju. Az ciarki przechodza na mysl, ilez to polskie "sluzby" moga sie nauczyc od swoich chinskich odpowiednikow w dziedzinie inwigilacji i kontroli spoleczenstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Pyzol

      Kasiu, to co przytaczasz potwierdza jedynie przestrogi m.in. Anatolija Golicyna o "podziale pracy" szerzenia komunizmu pomiędzy Sowietami a ChRL. Gdzie (lub/i kiedy) sowiety nie mogą z jakichś przyczyn działać, tam wkraczają czerwone Chiny (i vice versa).

      Zgadzam się zatem z Twoją oceną Reagana w tym kontekście, co swoją drogą dla wielu naszych, zwłaszcza publicystycznych i internetowych prawicowców, jest ostrą herezją.

      Swoją drogą, Ronnie jeszcze bodaj przed ucieczką Golicyna do ambasady amerykańskiej w Helsinkach (ale nie daję głowy, w każdym razie było to zanim mógł uzyskać security clearance niezbędne do dostępu do wyników prac zespołu Angletona), pisał to samo co on...

      Usuń
    2. Przepraszam najmocniej za pomyłkę! Zaadresowałem odpowiedź do "Kaśki Pyzol" przez proste, a błędne skojarzenie przez to, że oboje Państwo jesteście z Kanady.

      Usuń
  32. Szanowny Autorze,

    Problem położenia międzynarodowego Polski wymaga szerszego spojrzenia, niż tradycyjny podział na wrogów i przyjaciół. Podobnie poruszone tutaj znaczenie Chin we współczesnym świecie wykracza daleko poza kontekst stosunków Pekin-Moskwa, które stanowią zaledwie odcinek powstającego porządku międzynarodowego. Zgodzę się, że niejako "naturalna" konfliktogenność relacji rosyjsko-chińskich została przez poprzednie dziesięciolecia wyolbrzymiona, ale taka błędna interpretacja wpisana była w taktykę stosunków Zachodu (głównie USA) ze światem komunistycznym w okresie zimnej wojny. Wobec tego pogląd jakoby nieświadome zachodnie mocarstwa zostały wprowadzone w błąd przez chińskich i radzieckich komunistów nie wyczerpuje problemu. Zbieżność ostatnich polskich inicjatyw dyplomatycznych wobec Chin z działaniami rosyjskiej dyplomacji nie musi też oznaczać podporządkowania dyplomacji Warszawy dyrektywom Kremla (aczkolwiek takiej zależności na innych odcinkach nie można wykluczyć). Wszak niedawne wystąpienie ministra R. Sikorskiego na spotkaniu "Przyjaciół Syrii" potępiającym politykę Damaszku wbrew jednoznacznemu stanowisku Moskwy i Pekinu było gestem solidarności Polski z deklaracją H.Clinton grożącą Rosji i Chinom nieokreślonymi konsekwencjami na skutek ich poparcia dla rządu Assada. Natomiast stosunki z Chinami absorbują obecnie dyplomację większości liczących się państw świata na czele ze Stanami Zjednoczonymi. To właśnie dynamiczna i zmienna kondycja chińskiej i światowej gospodarki sprawiła, że prezydent B. Obama w listopadzie 2011 r. zapowiedział zwiększenie zaangażowania USA w sprawy Azji wschodniej i Pacyfiku kosztem Europy. Motywacje Waszyngtonu stanowią oczywiście osobny problem, ale stosunek świata do Chin jest odzwierciedleniem obecnego wymiaru globalizacji, w której niemal wszystkie państwa, w tym rosnące i słabnące mocarstwa, wzajemnie się od siebie uzależniają, przekazując własną suwerenność na rzecz faktycznie suwerennych ponadnarodowych podmiotów gospodarczych i politycznych. W takiej konstelacji rozpatrywanie położenia Polski względem Rosji i Chin wyłącznie na gruncie stosunków państwowych w myśl nieistniejącego już podziału Wschód-Zachód wydaje się anachronizmem. Trudno na przykład wyobrazić sobie, jaki interes mogłyby mieć Chiny w traktowaniu Polski w charakterze "drzwi" do Europy, skoro stosunki Pekinu z Niemcami czy Francją są dużo bardziej obiecujące. Podobnie Europa zachodnia i Stany Zjednoczone nie potrzebują teraz Polski do kontaktów ze Wschodem. Dowiodła tego niedawno Francja proponując włączenie Rosji w ramy Trójkąta Weimarskiego, podobnie prorosyjskie Niemcy, UE czy NATO rozważające formalne stowarzyszenie z Moskwą. W świecie zglobalizowanym, polonocentryczna optyka na sprawy międzynarodowe nie przybliża nam rozwiązania niewątpliwie trudnej sytuacji Polski. Nie pomoże nam w tym także "tradycyjny" kierunek proamerykański kiedy światowa pozycja USA ulega poważnej erozji i jest redefiniowana. Żadne wybory czy nowe administracje w Waszyngtonie tego trendu nie odwrócą, ponieważ polityka narodowa w warunkach współzależności jest ograniczana przez czynniki zewnętrzne. Wiedzą o tym także rzekomo wszechwładni przywódcy w Rosji oraz w Chinach de facto uzależnieni od eksportu surowców, tekstyliów itd. oraz napływu inwestycji zagranicznych. Z tego względu ani Rosja ani USA nie osiągną kolejny raz pozycji, którą cieszyły się kilkadziesiąt lat po 1945 r. Jednak obecny kryzys gospodarczy zmienia dotychczasową formę globalizacji, która teoretycznie może doprowadzić do autonomizacji tych obszarów świata, które zdołają wywalczyć dla siebie względną samowystarczalność. To czy Polska będzie należała do czynnych uczestników tych zmian, czy też do grupy zwasalizowanej, nie zależy od naszych skompromitowanych elit politycznych, tylko od tego czy Polacy jako społeczeństwo zdołają osiągnąć podmiotowość jako odpowiedzialni za swój los obywatele. Ale to zadanie przekraczające możliwości współczesnego pokolenia naszych rodaków.

    Pozdrawiam,
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń