Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 28 kwietnia 2009

SUKCESORZY - OD BERMANA DO MICHNIKA

„Kocham moją władzę.
A za co ją właściwie kochasz?
Za wszystko.
Za to, że cię nie ruszała i nie wsadzała do więzienia?
Za to szczególnie. Za wszystko gotów jestem kochać moją władzę.
A co ci się najbardziej podoba w twojej władzy: jej słowa, jej usta, jej chód i czyny?
Wszystko w niej kocham. To wy, kurwa mać, możecie sobie rozprawiać o mojej władzy Wy możecie strugać wariata, ja bardzo kocham swoją władzę, i nikt tak nie kocha swojej władzy, żadna gadzina nie kocha tak mojej władzy”. -
Wieniedikt Jerofiejew

Jakub Berman – jeden z największych zbrodniarzy – agentów sowieckich, instalujących w Polsce reżim komunistyczny, nie bez racji wierzył, że „suma konsekwentnie i umiejętnie prowadzonych działań stworzy nową świadomość”. Jak wiemy, w tworzeniu „nowej świadomości” komuniści sięgali po wszystkie „socjotechniczne” środki, próbując zmienić mentalność Polaków za pomocą terroru i ogłupiającej propagandy. Pod tym terminem – pozornie tylko odnoszącym się do kwestii światopoglądowych - kryje się przecież narzucenie społeczeństwu rządów okupacyjnych i trwała instalacja obcej władzy. Budowanie w Polsce „przodującego ustroju” to droga ciągłej indoktrynacji , walki o rząd dusz, w której zmiana środków i zastąpienie słowem kuli karabinu wyznaczało poziom „ucywilizowania” sowieckiej doktryny. Od początku tego procesu tzw. polscy komuniści – agenci wyszkoleni przez sowieckie służby, biegle posługiwali się grą operacyjną, prowokacją i dezinformacją, by narzucić społeczeństwu własny sposób widzenia rzeczywistości. Jednym z kluczowych pojęć, przy pomocy których dokonywano podporządkowania Polaków ideologii komunistycznej był termin „polski nacjonalizm”.

W opublikowanym w Rzeczpospolitej, doskonałym artykule „Moskwa wybiera Bermana”, historyk IPN-u Bogdan Musiał przedstawia kulisy rozgrywek o władzę, jakie toczyli komuniści w latach 40-tych i 50-tych. W oparciu o dokumenty z archiwów sowieckich wyraźnie wskazuje, iż od początku instalowania w Polsce reżimu komunistycznego, wśród sowieckich agentów nazwanych polskimi komunistami, obecne były wewnątrz kierownictwa PPR dwie orientacje. Ich charakterystykę, Musiał zaczerpnął ze sprawozdania, jakie w marcu 1948 roku sporządził ówczesny ambasador sowiecki w Warszawie Wiktor Lebiediew, dla Wiaczesława Mołotowa. Czytamy tam m.in.:

„Grupa skupiona wokół Gomułki była „zarażona polskim szowinizmem”, druga natomiast „jawnie promoskiewska” i składała się – według sowieckiego ambasadora – „głównie z Żydów, co w warunkach polskich nie może nie osłabiać ich pozycji” ze względu na mocne antysemickie nastroje w Polsce, także w szeregach PPR”.

Bogdan Musiał precyzyjnie dowodzi, że w rozgrywce o władzę z Władysławem Gomułką, jego przeciwnicy (w tym Jakub Berman) skutecznie posługiwali się wobec swoich sowieckich protektorów straszakiem zagrożenia w postaci „polskiego nacjonalizmu” i konkluduje, że antysemickie czystki w roku 1968 zostały zainicjowane przez tych komunistów, którzy po 1948 byli przegranymi w kampanii przeciw „odchyleniom nacjonalistycznym”, a mianowicie przez Władysława Gomułkę, Zenona Kliszkę, Mieczysława Moczara, Grzegorza Korczyńskiego. Do nich dołączyli ochoczo młodzi działacze wychowani i ukształtowani już w czasach komunizmu, tacy jak np. Wojciech Jaruzelski czy Stanisław Ciosek”.

Ta doskonale udokumentowana (nie tylko w cytowanej publikacji) teza, wskazuje, jak ważną bronią w walce o „nową świadomość” było używanie przeciwko polskiemu społeczeństwu ideologicznych „straszaków”, rozgrywanie fałszywych podziałów i tworzenie symulowanych pojęć. Warto zauważyć, że gdyby tego rodzaju walki „frakcyjne”, dotyczyły wyłącznie zamkniętego kręgu komunistycznych agentów – można byłoby tę konstatację potraktować jako historyczną ciekawostkę i wyrazić żal, iż nie doprowadziły do fizycznej samolikwidacji członków tzw.PPR-u. Wiemy jednak, że ówczesne „spory ideologiczne” w łonie partii komunistycznej miały ten skutek, że dotyczyły całego polskiego społeczeństwa, bowiem wywoływały fale represji i terroru. Pisze o tym również Musiał, przypominając:

Berman z towarzyszami zainicjowali nagonkę, która zataczała coraz szersze kręgi i nabierała rozmachu. W następnych miesiącach i latach przekształciła się w narastającą falę terroru obejmującą wszystkie dziedziny życia publicznego. Liczba ofiar represji poszła w dziesiątki tysięcy, a ogromna większość z nich nie miała nic wspólnego z wewnętrzną walką o władzę w komunistycznym aparacie”.

Z tej głównie przyczyny, ów sowiecki system sprawowania władzy, poprzez mnożenie podziałów i wykorzystywanie ideologicznych haseł dla budowania „nowej świadomości” zasługuje na pogłębioną refleksję. Tym bardziej, że okazał się skuteczny.

Znalazł bowiem tak wiernych i zdolnych kontynuatorów, że przetrwał wszystkie „polskie rocznice” i zakręty naszej historii, by objawić się najpełniej w państwie nazwanym IIIRP – jako emanacja „sumy konsekwentnie i umiejętnie prowadzonych działań”.

Dzieło ich życia – a tak przecież można nazwać państwo, którym od 20 lat zostaliśmy obdarzeni – zostało zbudowane na identycznej, spójnej z logiką dialektyki marksistowskiej zasadzie i stanowi, jak dotychczas najbardziej optymalne urzeczywistnienie marzeń Jakuba Bermana.

Budowa tego dzieła mogła zakończyć się sukcesem, gdyż dokonano arcymistrzowskiej operacji, opartej na wieloletniej, wielowymiarowej grze, podczas której przekonano całe niemal polskie społeczeństwo, iż ludzie, którzy byli zaledwie schizmatykami wiary komunistycznej, sami siebie nazywając dysydentami, stali się „demokratyczną opozycją” i wspólnie z robotnikami obalili ustrój komunistyczny. To gigantyczne, historyczne kłamstwo legło u podstaw poglądu, jakoby III RP powstała na gruzach komunizmu, podczas gdy w rzeczywistości, to komunizm, w zmodyfikowanej, przepoczwarzonej postaci obrócił w gruzy polskie dążenia do niepodległości.

W dziewiątej, ostatniej części cyklu IIIRP CZY TRZECIA FAZA - FAŁSZYWA OPOZYCJA II postawiłem pytanie - Jak mogło dojść do tego, że mianem „demokratycznej opozycji” obdarzono w Polsce ludzi, którzy głosili sekciarskie poglądy, w ramach ogólnoświatowej pseudoreligii komunistycznej? Jak i dlaczego szlachetne oppositio zostało obłudnie powiązane z trywialnym revisio, a powstały z tego mezaliansu twór nazwano „demokratyczną opozycją”?

Na podstawie wielu źródeł i publikacji próbowałem wykazać, że poglądy ludzi takich jak Jan Józef Lipski, Jacek Kuroń czy Adam Michnik – z którymi zresztą nigdy specjalnie się nie kryli – sytuują ich w gronie wyznawców ideologii komunistycznej, są odmianą trockistowskiej wizji komunizmu, opartej na deklaracjach ideowych Czwartej Międzynarodówki.

Materializm dialektyczny nie zna dualizmu środka i celu. Cel w sposób naturalny wynika z samego historycznego ruchu. Środki są w sposób organiczny podporządkowane celowi. Najbliższy cel staje się środkiem dla celu bardziej odległego” – nauczał Trocki, a ludzie wyrośli z tradycji lewicowej doskonale potrafili zastosować jego nauki w praktyce.

Oni sami też, nigdy nie twierdzili, że walczą z komunizmem. Ich bitwy i działania dotyczyły tylko tych obszarów komunizmu, które nie przystawały do wizji dysydenckich, które były sprzeczne z ich sposobem widzenia doktryny. Nieznajomość „dualizmu środka i celu” pozwalała im z równym skupieniem traktować Kościół, jak robotników czy naród, w równym stopniu podziwiać Wojtyłłę jak Kiszczaka, na równi stawiać niepodległość jak „socjalizm z ludzką twarzą”. Wykorzystując imperatyw walki o wolność i nasze marzenia o „drodze ku Niepodległej”, łatwo przyszło im przyoblec się w szaty obrońców sprawiedliwości i usankcjonować nasze złudzenia pod szyldem awangardowej „demokratycznej opozycji”.

Jak trafnie zauważył Jacek Bartyzel w eseju – „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej apologetyki” - „Ażeby zrozumieć naturę i sens tej opozycji należałoby prześledzić całą (w tym „sekretną”) historię marksizmu i międzynarodowego ruchu komunistycznego, zwłaszcza pod kątem jego głównego wewnętrznego, od końca lat 20., pęknięcia na nurt stalinowski i trockistowski oraz ze szczególnym uwzględnieniem frakcyjnych kłótni i dintojr w obrębie jej „polskiego” (terytorialnie) sektora, od SDKPiL, poprzez KPRP i KPP (nie zapominając o KPZU i KPZB), dalej Centralne Biuro Komunistów Polskich i PPR, aż po PZPR”.

Rzecz znamienna, że ludzie ci potrafili swoje „schizmatyczne rozdarcie” przedstawiać jako oznakę cnoty i szlachetności, co pozwalało Michnikowi napisać w apologii Jacka Kuronia:

„Był spadkobiercą najlepszych polskich tradycji: Rzeczypospolitej Wielu Narodów i państwa bez stosów; Polski zatroskanej o skrzywdzonych i poniżonych; Polski wolnej od komunistycznego kłamstwa, ale otwartej na ludzi z PRL-u, którzy chcieli być wierni demokracji; Polski bezwzględnej wobec korupcji; Polski, która nie boi się prawdy o sobie, choćby ta prawda bywała gorzka; Polski ufundowanej na tradycji chrześcijańskiej i niepodległościowej, ale też na tradycji racjonalizmu oświecenia i pozytywistów, na tradycji lewicowego ruchu robotniczego, Waryńskiego i Perlą, Daszyńskiego i Pużaka. Jacek umiał -- jakże to imponujące i nieczęste -oddać hołd ludziom wartości, choćby wywodzili się z całkiem odmiennych tradycji: Róży Luksemburg i kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu”.

Nierozstrzygnięte jednak pozostaje pytanie – jak mogło dojść do tego fałszu, w jaki sposób – poza oczywistym partycypowaniem policji politycznej PRL w procesie „historycznego kompromisu” – przekonano polskie społeczeństwo, że dążenia tych ludzi urzeczywistniają nasze pragnienie życia w wolnym kraju?

Myślę, że odpowiedzi na to pytanie, a przynajmniej ważnych jej składników należy poszukiwać właśnie w metodzie działań, którymi Sowieci rozgrywali sprawy Polski już od czasu zakończenia II Wojny światowej. Istnieje mocno zauważalna, metodyczna ciągłość pomiędzy praktyką, jaką posługiwano się w latach 40-tych i 50-tych, prowadząc sterowane przez Moskwę „walki frakcyjne” w łonie partii komunistycznej, ze sposobem działania głównych ideologów IIIRP. Podobieństwa jakie można dostrzec, przy całym zróżnicowaniu ówczesnej i obecnej sytuacji historycznej, są na tyle istotne, że nie pozostawiają wątpliwości, iż zachowano w tej metodzie jej zasadniczy zrąb.

Przede wszystkim – tak wtedy, jak obecnie, przedmiotem tych działań jest całe społeczeństwo. Ponieważ ich rzeczywista przyczyna, jak i cel, do którego zmierzają, są przed społeczeństwem skrywane, można uznać, że przedmiot działań staje się nieświadomą ofiarą.

Przed 50 laty rozgrywki pomiędzy „polskimi szowinistami”, a „frakcją promoskiewską” doprowadziły do rozpętania fali masowego terroru i spowodowały śmierć lub cierpienia milionów Polaków. W roku 1989, udoskonalona, systemowa gra, której kulminacją były obrady „okrągłego stołu” nie wywołała już tak dramatycznych skutków, a liczbę ofiar ograniczono do kilkuset, nie licząc dziesiątków tysięcy przymusowych emigrantów. O przedmiotowym traktowaniu polskiego społeczeństwa, może najmocniej świadczy epizod z czasów zakończenia obrad, cytowany przez Andrzeja Gwiazdę, gdy Tadeusz Mazowiecki zadał gen.Kiszczakowi pytanie: „A kto będzie podmiotem porozumień?”. I otrzymał jasną odpowiedź: „Podmiotem porozumień będą sygnatariusze”.

Każdy chyba, kto był świadomym uczestnikiem życia publicznego w pionierskich czasach „transformacji ustrojowej” lat 1989-92 miał świadomość, że był to proces, w którym tylko niektórzy, starannie dobrani biznesmeni, politycy, prawnicy czy dziennikarze odnosili sukcesy na miarę niedostępną dla innych, a wielkie fortuny i kariery osiągało się poprzez uczestnictwo w środowisku, szyderczo i trafnie nazwanym „salonem”. W tym zakresie, w pejzażu IIIRP nie nastąpiły żadne zmiany.

Szokującym, nawet z perspektywy naszej dzisiejszej wiedzy jest świadectwo ludzi, którzy byli bezpośrednimi obserwatorami obrad „okrągłego stołu” i już wówczas dostrzegli wyrazisty podział na „podmiotowych sygnatariuszy” i traktowaną z pogardą „resztę”. Krzysztof Czabański wydał w roku 2005 książkę, „Pierwsze podejście. Zapiski naocznego świadka” .której ostatnia część jest dziennikiem prowadzonym w trakcie obrad OS, od 6 lutego – do 6 kwietnia 1989 roku. Na stronie 225 Czabański zanotował:

Tu nie chodzi o żadną czystość w rozumieniu romantycznym czy coś w tym rodzaju. O nie. Tu chodzi, po prostu, o wartości. Rozbrat z nimi, obserwujemy to na własne oczy, jest przeżyciem ciężkim i właściwie niewytłumaczalnym. Czyż tego wszystkiego, co się dzieje nie można by robić uczciwiej, rzetelniej?! Myślę, że tak. I wcale nie potrzeba by było do tego więcej wysiłku, wystarczyłoby zaufanie do innych, szanowanie innych, mniej klikowe rozgrywanie spraw. Zapewne się powtarzam, ale mam nieodparte wrażenie, że salon dominował nie tylko inicjatywy „S” i Wałęsę, ale w ogóle całą opozycję. Salon najprostszą drogą do degrengolady. A z drugiej strony potworny łeb populizmu! W tej sytuacji należałoby opowiedzieć się za salonem. Jednak obie opcje są mi obmierzłe. Właśnie dlatego, że zmusza do takich wyborów, polityka jest dla mnie obrzydliwa. Wolę odrzucić obie opcje – salon i populizm, i tkwić w domu. W luksusie nieponoszenia odpowiedzialności i niepodejmowania decyzji”.

Kilkanaście stron wcześniej znajdziemy zapis, który swoim profetycznym realizmem powinien nawet wiernych wyznawców idei :historycznego porozumienia” skłonić do poważnej refleksji:

„Zadaniem K. W. wszystko to jest mistyfikacją. Według L. za „okrągłym stołem”, a właściwie za zawartym wcześniej układem, stoją duże pieniądze (kilka miliardów dolarów) i to skłania władzę do porozumienia. Według K. jest to plan sowiecki, realizowany bezwzględnie przez Jaruzelskiego i Wałęsę, który zwietrzył możliwość utworzenia przez elitę opozycji establishmentu wespół z elitą władzy. Jakby jednak nie było, wydaje się, że efekt końcowy może być podobny. Otóż, nastąpi legitymizacja władzy, Jaruzelski zostanie prezydentem wybranym przez sejm, który z kolei będzie wybrany przez naród. Wałęsa zaś będzie następnym prezydentem, a na razie np. przewodniczącym Frontu Porozumienia Narodowego. Jadzia uważa, jak donieśli mi wspólni znajomi, że „beton” zaciera ręce i śmieje się ze stołu. Bardziej z „S” zresztą. Dwa centra zawierają układ, a wszystko się i tak wywróci, z tym, że „S” zostanie po drodze skompromitowana. U końca drogi zaś, prorokuje K. W., skorumpowane elity będą blokować społeczeństwo, zaś rządzić będzie prezydent – choćby i Wałęsa – i tajna policja”.

W roku 1990 Alain Besancon, znany francuski historyk i sowietolog - , udzielił Adamowi Michnikowi odpowiedzi na szeroko rozkolportowany przez lewicową prasę na Zachodzie list otwarty Michnika, zamieszczony w „Gazecie Wyborczej” , pod wymownym tytułem "Przegrałeś Alain". Besancon m.in. napisał:

Kompromis historyczny, przypieczętowany przy okrągłym stole w 1989 roku, doprowadził do powstania "podwójnej monopartii" i podwójnej nomenklatury, trudniejszej do obalenia niż monopartyjna władza Gierka czy Kani. Tandem Jaruzelski-Wałęsa może doprowadzić do dyktatury jednego lub drugiego z nich. Walka polityczna, której "Solidarność" nie chce prowadzić z komunizmem, kieruje się przeciw prawdziwej opozycji, rozproszonej i bezsilnej, która dopiero próbuje się zorganizować. W polityce zewnętrznej utworzyła się oś Moskwa-Warszawa. W "Litieraturnoj Gazietie" Michnik dał wyraz swemu zadowoleniu z tego, że wojska sowieckie raczą pozostać w Polsce. Zarzucono mi, że wspomniałem o Targowicy. A przecież ta grupa zdrajców nigdy nie zaaprobowała przedłużenia okupacji trwającej 45 lat”.

Autor kończył swoją odpowiedź następującą konkluzją:

To, co dzieje się w Polsce, to właśnie to, czego chciał dokonać Gorbaczow u wszystkich swych satelitów. Niemal wszędzie manewr ten zakończył się niepowodzeniem. Powiódł się w Polsce i to jest największym sukcesem Gorbaczowa. Ma w tym swój udział Michnik”.

Ten cytat niech stanowi ważne uzasadnienie dla tezy, że drugą, istotną analogią, spajającą działania komunistów w latach 40 z dziełem budowania III RP, jest podmiot, na rzecz którego te działania są prowadzone – ich rzeczywisty beneficjant. Poza wąską grupą osób – czyli establishmentem, wyselekcjonowanym w procesie przejmowania władzy, tak wówczas - na początku komunistycznego zniewolenia, jak obecnie – głównym, historycznym i politycznym odbiorcą tych przemian była Moskwa i jej interes wydaje się priorytetowy wobec pozostałych racji. Dość łatwo to twierdzenie poprzeć licznymi faktami z lat 1989-91, gdy na terytorium niepodległej IIIRP nadal stacjonowały wojska Armii Czerwonej, a bezpieczeństwo polskiej armii przez kilkanaście lat „chronił” kontrwywiad wojskowy, złożony z oficerów wyszkolonych przez KGB. Nigdy też, w polityce wolnej Polski nie pojawił się nawet projekt, by długoletni okupant poniósł ekonomiczne lub choćby polityczne konsekwencje swoich poczynań.

Wiemy natomiast – z szyfrogramów placówki peerelowskiej bezpieki w Moskwie, czyli Grupy Operacyjnej „Wisła”, że kilkakrotnie, w roku 1989 Adam Michnik odbywał spotkania z przedstawicielami władz sowieckich. O czym wówczas rozmawiał z Sowietami, jakie poczynił ustalenia i kto upoważnił go do tych rozmów, jako reprezentanta opozycji – nie dowiedzieliśmy się nigdy, przez 20 lat obowiązywania wolności w wydaniu IIIRP. A przecież to w tym samym czasie, w lutym 1989 roku, z treści notatki dyrektora Departamentu III MSW gen. Krzysztofa Majchrowskiego, skierowanej do gen. Jaruzelskiego możemy się dowiedzieć, że głównymi architektami polityki podczas obrad „okrągłego stołu” są Adam Michnik i Bronisław Geremek. W kontekście wiedzy o moskiewskich rozmowach Michnika, całkiem zasadnym wydaje się pytanie: kogo - w czyim interesie i przed kim, ludzie ci reprezentowali w roku 1989?

Warto zauważyć, że nie jest dziełem przypadku, iż decyzje polityczne i ekonomiczne podejmowane przez polskie rządy po roku 89 r, posiadają immanentną, wspólną cechą. Jest nią fakt, że żadna z nich nie spowodowała naruszenia kontroli naszego rejonu przez Moskwę i nie przyczyniła się do radykalnego, definitywnego oderwania Polski od sfery wpływów rosyjskich. Gdy w roku 2006 podjęto wreszcie taką decyzję i zlikwidowano Wojskowe Służby Informacyjne – reakcja układu powstałego przed 20 laty, była i jest nadal, aż nadto zauważalnym dowodem wskazującym na faktyczny podmiot „historycznego kompromisu”.

CDN...

Źródła:

http://www.rp.pl/artykul/292965.html

http://cogito.salon24.pl/77781,iii-rp-czy-trzecia-faza-cz-9-falszywa-opozycja-ii

http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=1318

Krzysztof Czabański – „Pierwsze podejście. Zapiski naocznego świadka” - Warszawa 2005r.

http://www.abcnet.com.pl/4-alain-besancon-adamowi-michnikowi-w-odpowiedzi-tekst-otrzymany-od-autora

http://www.kuron.pl/wspomnienia_cz2k.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz