Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 11 listopada 2008

CO POZOSTANIE Z TEJ NIEPODLEGŁOŚCI ?

Łatwe porównania, proste proporcje – 1918 – 1989. I słowo niepodległość odmieniane przez wszystkie przypadki. Podniosły nastrój narodowego święta, trwałe symbole, flagi i słowa polityków – jak zawsze ceremonialne. Jeśli niepodległość jest prawem narodu, do tworzenia własnego państwa i życia w wolności – jaką jest ta nasza współczesna, tak gładko definiowalna niepodległość i co z niej wynika dla przyszłości Polaków?

Wiemy, że niepodległość roku 1918, to przede wszystkim czyn zbrojny, walka na frontach I wojny światowej, wysiłek żołnierza, wsparty mądrą pracą setek politycznych działaczy. Z tej tradycji wyrosły wielkie postaci dwudziestolecia międzywojennego – pokolenie niepodległości, zapisane w naszej historii kampanią wrześniową, Powstaniem Warszawskim, zbroją walką z sowieckim i komunistycznym okupantem. Z tej tradycji wywodzą się ludzie wielkiego ducha – Jan Paweł II, Prymas Stefan Wyszyński, ksiądz Zdzisław Peszkowski, rotmistrz Witold Pilecki i setki, tysiące heroicznych postaci wywierających wpływ na najnowsze dzieje Polski. Ich wizję ukształtowała pamięć czynu legionowego i tradycje kulturowe okresu międzywojennego.

Niepodległość roku 1989 to tradycja innej walki, organicznej i pokojowej, wyrosłej z doświadczeń „polskich miesięcy” – Października, Czerwca, Grudnia i Sierpnia. Jej fundamentem był społeczny sprzeciw wobec komunistycznego państwa, żywiołowy i naturalny, powstały w środowiskach robotników, domagających się „wolności i chleba”. Nie można zapominać, że „Solidarność” roku 1980 nie formułowała żadnych postulatów, zmierzających do odzyskania przez Polskę niepodległości. Poza nielicznymi ugrupowaniami, wyraziście odwołującymi się do tradycji niepodległościowej, opozycja lat 80 –tych, to w większości ludzie „Solidarności”, wywodzący się z dążeń i celów związku zawodowego, świadomie rezygnujący z czynu zbrojnego, na rzecz pokojowych, ewolucyjnych przemian. Można oczywiście twierdzić, że ruch „Solidarności”, czy opozycji lat 70 –tych miał swoje korzenie w tradycjach niepodległościowych, przetrwałych mimo lat komunistycznej represji i indoktrynacji, nie zmienia to jednak faktu, że geneza roku 1989 jest diametralnie inna, niż droga do niepodległości – 1918.

Ta mocno uproszczona, lecz nie pozbawiona przecież podstaw konstatacja jest konieczna, by podkreślić rzecz najistotniejszą, która zasadniczo odróżnia te dwie odsłony polskiej niepodległości i być może niesie odpowiedź, na pytanie postawione na wstępie.

Dla każdego, bowiem kto potrafi wnikliwiej, niż nakazuje to przekaz medialny spojrzeć na niepodległość III RP, stanie się oczywiste, że jej owoce, jej wartość jest innej miary, niż ta, która wyznaczała byt państwowy II Rzeczpospolitej. Przy wszelkich różnicach kulturowych i historycznych, które należy mieć na uwadze dokonując ocen, nie sposób nie zauważyć, że ma ona związek również z formatem ludzi, którzy wytyczali drogę do niepodległości. Ten wymiar jest szczególnie widoczny, gdy spojrzeć na państwo jako realny sprawdzian niepodległości.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko, w trudnych czasach stanu wojennego, gdy gromadził robotników na comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę, mówił między innymi: "Nie jesteśmy Narodem tylko na dziś. Jesteśmy Narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecie". Podobnie Jan Paweł II w czerwcu 1999 roku, podczas pielgrzymki do Polski nauczał: "Wiele na polskiej ziemi zmieniło się i zmienia. Mijają stulecia, a Polska rośnie wśród kolei losów, jak ten wielki dziejowy dąb, ze swoich korzeni. To jest wielkie dziedzictwo, z którym idziemy w przyszłość. [...] Pragnę Was jeszcze zachęcić, abyście nadal strzegli swojej tożsamości pielęgnując więzi rodzinne, pogłębiając znajomość swojego języka i starając się przekazywać swą bogatą tradycję młodemu pokoleniu" (Jan Paweł II, Sopot, 5 czerwca 1999).

Twórcy suwerennego państwa polskiego z roku 1918, zdawali się doskonale rozumieć, że nie może być ono celem samym w sobie, lecz prowadzić powinno do realizacji celu wyższego – wolności. Lecz jak pojmowanej wolności?

Mocna państwowość II RP była gwarantem, nie przeszkodą dla wolności jednostki, pozwalała na rozwój kultury narodowej i etnicznej, uwzględniała tak różne prawa i obyczaje, jak zróżnicowana była Rzeczpospolita. Nie była wolnością, wynikającą z zasady – „róbta co chceta”, lecz rozumieniem wolności jako swobody czynienia wszystkiego, co nie zagraża innym jednostkom, a czyni człowieka lepszym i bardziej szlachetnym.

Być może w rozumieniu wolności, jako celu, do którego powinna prowadzić niepodległość należy upatrywać, że żadna inna, jak polska teoria ojczyzny nie była równie konsekwentna i skończona. Zgodnie z tą teorią, przedstawioną choćby w dziele Józefa Marii Bocheńskiego – O patriotyzmie - ojczyzna jest przedmiotem ontologicznie złożonym, choć etycznie prostym. Nie jest więc ojczyzną ani sam kraj (choć etymologia zdaje się to sugerować), ani sama grupa ludzka (np. grupa Polaków współczesnych), ani, tym bardziej, samo państwo polskie, ani inne podobne przedmioty, ale to wszystko razem. Chodzi jednak o ustalenie cechy, która sprawia, że do tych wszystkich przedmiotów odnosimy się, jako do jedności zwaną patriotyzmem. Tą podstawową cechą wydaje się prymat kultury, a przyznanie się do określonej ojczyzny jest przede wszystkim przyznaniem się do pewnej kultury narodowej. Znamienne jest w tej materii stwierdzenie Jana Pawła II, - "Ojczyzna jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, a nade wszystko właśnie kultura. Ojczyzna istnieje z kultury i dla kultury".

Tak rozumiane dziedzictwo kulturowe ojczyzny ma przede wszystkim duchowy wymiar, a mówiąc bardziej precyzyjnie wiąże się z duchowym rozwojem człowieka. Bodaj najważniejszym działem tego dziedzictwa kulturowego ojczyzny jest historia, albo częściej używane pojęcie "dziejów". Stanowi ono korzenie własnego "być" w formie całokształtu wydarzeń i doświadczeń. II Rzeczpospolita traktowała przeszłość, historię jako materię z której warto czerpać, której poznanie jest równie ważne, jak tworzenie teraźniejszości. Było to dziedzictwo historii w formie określonych doświadczeń, utrwalonych i przekazywanych z pokolenia na pokolenie, umieszczone w ramach szeroko pojętego dziedzictwa ojczyzny. Za istotne działy tego dziedzictwa uznać także należy takie czynniki, jak literaturę, sztukę oraz naukę. To różne aspekty tej samej całości, którą stanowi społeczna kultura ojczyzny, aspekty ściśle ze sobą powiązane i nawzajem się przenikające. Sądzę, że tak rozumiane dziedzictwo, tak pojmowany patriotyzm był udziałem ludzi, którzy tworzyli II Rzeczpospolitą i uczynili z niej silne, nowoczesne państwo. Choć do umownej daty 11 listopada doprowadził nas czyn zbrojny i polityczne skutki I wojny światowej, nikt nie zaprzeczy, że Polacy byli gotowi na ten dzień, ponieważ przetrwała polska kultura i pamięć historyczna. Na tej podstawie, państwo budowane przez Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa czy Moraczewskiego korzystało z dorobku wszystkich pokoleń Polaków, z myśli i tradycji składającej się na cale polskie dziedzictwo.

Jeśli z tej perspektywy spojrzeć na państwo, które powstało po roku 1989 pierwszą refleksją musi być stwierdzenie, że III RP to byt eklektyczny, niespójny i chwiejny. Wieloletni proces dochodzenia do ustrojowej transformacji, czyli „historyczny kompromis”, zawarty przez część opozycji z komunistycznymi namiestnikami musiał skutkować zachowaniem więzi, między niesuwerennym bytem, jakim była Polska Ludowa, a powstającą III Rzeczpospolitą. Ta ciągłość ( nie tylko personalna i strukturalna) musiała, więc zaważyć na kształcie nowego państwa i zdeterminować obraz naszej niepodległości. Nie chodzi przy tym wyłącznie o aspekt prawny, brak dekomunizacji, lustracji czy uznania przestępczego charakteru partii komunistycznej i struktur bezpieczeństwa. Przede wszystkim zachowano ciągłość konceptualną i pewien system wartości aksjologicznych, wspólnych koncesjonowanej opozycji i funkcjonariuszom komunistycznego systemu. Niemniej istotny jest fakt, że ludzie, których można określić jako „ojców” III RP byli w większości ukształtowani przez tradycje i kulturę zupełnie różną od tej, którą nazywamy polskim dziedzictwem patriotycznym. W wielu przypadkach można stwierdzić, że była to tradycja wroga, a co najmniej niechętna narodowym i niepodległościowym nurtom polskiej myśli społecznej. Za jej cechę wspólną, można uznać akceptację dla pewnych aspektów państwowości PRL oraz traktowanie komunizmu jako procesu ewolucyjnego, a komunistów jako równoprawnych partnerów. I choć przy „okrągłym stole” spotkać można było również ludzi polskiego Kościoła, to przecież nie oni i nie chrześcijańska myśl zdominowała proces budowania III RP. Ta prawda jest szczególnie widoczna, gdy ocenić dokonania państwa w sferach, które wiążą się z zachowaniem wartości etycznych, jak ochrona życia poczętego, obyczajowość, ale też kultura polityczna, nauka, system ochrony zdrowia. Nade wszystko jednak III RP odstąpiła od polskiej teorii, modelu ojczyzny – opartej na podstawowym prymacie kultury - a w niej historii, jako dziedzictwa kulturowego. Stosunek elit III RP do historii, jako materii wrogiej i niebezpiecznej, nie wynika wcale, z rzekomo liberalnego odniesienia, lecz jest oznaka świadomego odrzucenia przeszłości w imię ochrony poskomunistycznego porządku, definiowanego jako „racja stanu”.

Zupełnie różnie „wartości początkowe” III RP musiały skierować polską państwowość na inne tory, niż stało się to z Polską międzywojenną. To państwo stało się wartością samą w sobie, celem najważniejszym, wynikającym z odzyskanej niepodległości. Chcąc zachować status quo, wypracowany przy „okrągłym stole” należało uczynić z państwa strażnika tego porządku.

System partyjny, choć pozornie zapewniający tzw. pluralizm, został pomyślany zatem jako elitarne, połączone naczynie, w którym mamy do czynienia z tymi samymi ludźmi i tymi samymi interesami, choć czasem w różnych konfiguracjach personalnych. Nie wolność jednostki – rozumiana jako cel niepodległości, lecz oparta na sterowanym systemie partyjnym demokracja, stała się podstawą państwowości. Choć sama w sobie, powinna być jedynie narzędziem do realizacji wolności obywatelskich, w III RP spełnia rolę głównego jej atrybutu, którym mami się społeczeństwo. Instrumentalne traktowanie demokracji, jako rzekomej, samoistnej wartości par excellence, przy jednoczesnym faktycznym odrzuceniu polskiej historii i tradycji, musiało doprowadzić polską niepodległość w „ślepy zaułek”.

Na straży tak rozumianej wolności stoi interes grupy lub środowiska, stoi opcja partii, korzyść koalicji. Taką wolność gwarantuje odmieniany przez wszystkie przypadki nowy bóg, który w III RP ma na imię "demokracja". To bóg nowoczesny, postępowy i tolerancyjny. Nie czyni wyrzutów sumienia, bowiem rozgrzesza wszystko wolą większości. Może być sumą prawdy lub sumą kłamstwa. Może być sumą mądrości lub głupoty. Sumą zemsty lub sprawiedliwości. Może służyć wolności i niepodległości, ale też niszczyć wolność i niepodległość. Demokracja bez wartości, zawsze przeradza się w terroryzm grupy. Bardzo szybko elity III RP zapomniały o słowach Jana Pawła II, wypowiedzianych w polskim parlamencie 11 czerwca 1999 roku: „Wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści z pominięciem dobra wspólnego całego narodu. [...] Jeśli bowiem "nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.”

Niepodległość państwa, które z woli i wysiłku narodu powstało w roku 1918, oparta była na trwałych, odwiecznych podstawach kultury, historii i tradycji – tym, co nazywamy polskim dziedzictwem narodowym i co najpełniej uwidoczniło się w postawach ludzi, broniących Ojczyzny w roku 1920, 1939, 1945. Tylko dlatego, że II RP traktowała niepodległość jako środek, służący dobru obywatela, a państwo jako wykonawcę jego woli – mogły objawić się w polskiej historii wielkie postaci ludzi, urodzonych i wychowanych w niepodległej Polsce.

Warto niekiedy zastanowić się – jakie owoce, jakie postaci wyda III Rzeczpospolita z pokoleń, wychowanych w Polsce współczesnej? Na czym oprą swój patriotyzm, czym zdefiniują polskość?

„Nie jesteśmy narodem tylko na dziś” – przypominał ksiądz Jerzy. Mamy coś po sobie zostawić. Co z tej naszej, dzisiejszej niepodległości dostaną przyszłe pokolenia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz