Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 9 października 2008

MILCZENIE

Dawno temu Leszek Kołakowski napisał znamienne słowa – „ Ci, co liche swoje przywileje okupują tylko milczeniem w obliczu świństwa, na które mogą reagować, będą musieli za te same przywileje płacić rychło aktywnym udziałem w świństwie”.

Nie wiem czy nadszedł już czas, czy może dopiero nadejdzie, gdy za milczenie w sprawie Bronisława Komorowskiego zapłacimy wszyscy. Szczególnie zaś ci, którzy zwodzeni przez medialnych propagandystów, rzucają się codziennie na podtykane im pod nos informacyjne newsy i dostrzegają rzeczywistość, tylko na odległość dzielącą ich od ekranu telewizyjnego. Jeśli nawet dziś nie widzą wysokości „rachunku”, jaki przyjdzie nam zapłacić, wkrótce odczują go dotkliwie na własnej skórze.

Trzeba przyjąć, jako znak polskiej patologii, że o najważniejszej od kilkunastu lat aferze politycznej milczą ludzie, mieniący się być dziennikarzami. Podła musi być kondycja naszych mediów, skoro nawet tragiczne doświadczenia, które dotknęły Wojciecha Sumlińskiego, nie obudziły w jego kolegach odruchu zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Może kiedyś sami rozstrzygną tę kwestię we własnym sumieniu i odpowiedzą sobie na pytanie - czy tchórzliwym milczeniem nie wykluczyli się ze społeczności ludzi wolnych? Jeśli tego pytania sobie nie postawią – nigdy wolnymi nie byli. Skoro zaś chcą chronić swoje „liche przywileje”, płacąc służalczością wobec kanalii i drani – ich sprawa.

Nam milczeć nie wolno. Bo sprawa, w którą jest uwikłany poseł Komorowski może kosztować więcej, niż marne, dziennikarskie apanaże.

Nie chodzi, bowiem o to, że marszałek sejmu zachowuje się niczym prosty cham, nie licząc się z opinią kilku milionów swoich rodaków. Nie chodzi o to, że jest pospolitym kłamcą i oszczercą, nieznającym pojęć honoru i odpowiedzialności. Nie chodzi nawet o to, że popełnił przestępstwo i zakpił z obowiązującego w Polsce prawa.

Niebezpieczeństwo, które dotyczy każdego z nas tkwi w fakcie, że człowiek, pełniący urząd drugiej osoby w Rzeczpospolitej, wykorzystał ten urząd oraz struktury państwa, by zrealizować własne, partykularne cele i chronić się przed odpowiedzialnością polityczną lub karną. Marszałek polskiego Sejmu potraktował własne państwo i powierzony mu przez przedstawicieli społeczeństwa urząd, jak funkcjonalne narzędzie, za pomocą, którego zdołał odwrócić grożące mu niebezpieczeństwo. Ktoś, kto w taki sposób widzi własne państwo, objawia wobec tego państwa i jego obywateli niesłychaną wręcz pogardę i arogancję, a traktując je przedmiotowo, ustanawia sam siebie ponad prawem i zasadami demokracji. Niebezpieczeństwo tkwiące w takich działaniach dotyczy nas wszystkich, ponieważ to państwo jest reprezentantem każdego z nas. Można być wobec niego krytycznym lub nawet uznawać je za chorą, patologiczną strukturę. W niczym jednak taki osąd nie zmienia faktu, że jest to państwo suwerenne i niepodległe.

Co zrobił Bronisław Komorowski?

Oto do marszałka polskiego Sejmu przychodzi człowiek, który w latach 80. był dwukrotnie szkolony przez KGB, współodpowiedzialny za niszczenie akt byłej WSW i działania na szkodę państwa polskiego. Człowiek, znany w środowiskach biznesowo-politycznych, między innymi tych, w których poszukuje się winnego zamordowania generała Papały. Człowieka tego i jego sprawę, anonsuje marszałkowi jeden z generałów Wojska Polskiego, którego III RP uhonorowała najwyższymi odznaczeniami. Pan Komorowski doskonale wie, z kim ma do czynienia, oraz w jakiej sprawie ma spotkać się z tym człowiekiem. Podczas spotkania człowiek ten wyraźnie i jednoznacznie „sugerował możliwość dotarcia albo do tekstu, albo do treści całości lub fragmentu dotyczącego mojej osoby-aneksu do raportu WSI” – stwierdza sam Komorowski. Ta propozycja, to nic innego jak oferta przestępcy – sprawcy, który poszukuje pasera, gotowego zapłacić żądaną cenę i ułatwić wykonanie roboty.

Marszałek Sejmu wyraża zainteresowanie przestępczą ofertą wykradzenia aneksu do Raportu – dokumentu, objętego najściślejszą tajemnicą państwową. Jest zainteresowany przestępstwem - „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją.” Przez kolejne ponad dwa tygodnie Komorowski odbywa różne spotkania z innymi oficerami WSW i WSI.

Jak twierdzi Antoni Macierewicz, poza Lichockim i Tobiaszem , marszałek spotykał się jeszcze z dwiema innymi osobami, związanymi z WSI. Nie powiadamia o tych spotkaniach nikogo, nie ujawnia organom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo państwa faktu otrzymania przestępczej propozycji. Dopiero po upływie 17 dni od daty spotkania z Lichockim, Komorowski odbył rozmowę na ten temat ze swoim partyjnym kolegą Pawłem Grasiem – który nie posiadał żadnych ustawowych uprawnień, w zakresie zarządzania służbami specjalnymi.

Gdy okazuje się, że ludzie „zatrudnieni” przez Komorowskiego nie mogą wykonać zlecenia dotarcia do aneksu, marszałek Sejmu tworzy układ, którego celem jest skompromitowanie i zniszczenie legalnie działającej instytucji państwowej.

Posługując się funkcyjnymi pracownikami mediów, funkcjonariuszami służb specjalnych oraz ludźmi komunistycznych służb, Komorowski doprowadza do medialnej nagonki na członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i sfabrykowania przeciwko nim rzekomych dowodów winy. W działania te zostaje włączona prokuratura, ABW i inne służby państwowe. Cel jest precyzyjny – nie dopuścić do publikacji aneksu oraz zastraszyć i skompromitować jego twórców.

Na skutek działań, inspirowanych przez Komorowskiego, legalna instytucja państwowa, jaką była, powołana na podstawie ustawy sejmowej Komisja Weryfikacyjna WSI, została sparaliżowana i zmuszona do działania w ekstremalnie trudnych warunkach. Dokonano wielu aktów zastraszania i inwigilowania członków Komisji, pomawiano ich publicznie o popełnianie przestępstw, zastosowano restrykcje karne wobec Bączka, Pietrzaka i Sumlińskiego, doprowadzając tego ostatniego do załamania nerwowego i próby samobójczej.

Zniszczono lub ukryto efekty wielomiesięcznej pracy instytucji, która miała za zadanie ujawnienie przestępczych tajemnic struktury WSI – służby nieudolnej i skompromitowanej, zarządzanej przez ludzi wiernych sowieckim mocodawcom. Rozpętano gigantyczną kampanię dezinformacji, oszukując społeczeństwo i manipulując jego nastrojami.

Jestem przekonany, że wszystkie te działania zostały podjęte, by uchronić od odpowiedzialności politycznej lub karnej marszałka Sejmu III RP. Wiemy z całą pewnością, że aneks do Raportu zawiera istotne informacje dotyczące osoby Komorowskiego, a wzmianka o jego wezwaniu przed Komisję była prawdopodobną przyczyną rozpętania afery „marszałkowej”. Oczywiście, na kompromitacji Komisji i aneksu korzystają wszyscy prawdziwi beneficjenci III RP, czyli środowisko Triumwiratu: PRL – owskiej agentury – biznesu i polityków, działających w mafijnym układzie obejmującym struktury państwa.. Jak wiemy, najważniejszy wątek aneksu, dotyczył wskazania mechanizmów wpływu służb sowieckich na służby PRL, czego również wiele osób i środowisk mogło się obawiać.

To, czego dopuścił się poseł Komorowski, paktując potajemnie z przestępcami i tworząc groźny układ do walki z legalną instytucją państwową, wydaje się działaniem bez precedensu. Jeden człowiek, potraktował państwo polskie i jego najważniejsze organy niczym swoją własność. W obronie swojego prywatnego wizerunku, nie cofnął się przed pogwałceniem prawa i kontaktami z ludźmi komunistycznych, wrogich Polsce służb, nie zawahał się fałszywie oskarżać i pomawiać, nie wstrzymał przed rozpętaniem szkodliwej dla Polski i naszego bezpieczeństwa kampanii medialnej.

Pan Komorowski potraktował Polskę i Polaków niczym komunistyczny aparatczyk, korzystając z przywileju władzy i poczucia bezkarności. To zachowanie, nawiązujące do najgroźniejszych wzorców rodem z PRL-u , łącznie z wykorzystywaniem „aparatu represji” i dyspozycyjnych mediów.

Jeśli przemilczymy to dziś, idąc za przykładem tchórzliwych publicystów i koniunkturalnych polityków – wkrótce pojawią się całe zastępy „Komorowskich”, traktujących Polskę jak swój folwark, a Polaków jak stado idiotów.

Słabość państwa, a w jeszcze większym stopniu bierność jego obywateli, jest stanem szczególnie pożądanym przez obce agentury, układy mafijne, czy pospolitych, kryminalnych przestępców. Ośmiela ich i zwalnia nawet z poczucia ostrożności.

Nie warto oglądać się na zachowania polityków opozycji, przedkładających doraźne interesy nad sprawy zasadnicze, nie warto tym bardziej czekać na reakcje publicystów i dziennikarzy.

Każdy z nas, w miarę posiadanych możliwości i predyspozycji, może przecież o sprawie Komorowskiego mówić, pisać, informować znajomych i własne środowiska. Takie działania, i będzie to uprawnioną paralelą - przynosiły skutki w czasach komunistycznego zniewolenia, pozwalały rozpowszechniać informacje wbrew zakazom cenzury i milczeniu oficjalnych mediów. Pozostają również formy wyrażania swojej opinii poprzez żądania, kierowane do posłów, instytucji pozarządowych, mediów.

Zachowaniem najgorszym z możliwych jest milczenie – ze strachu, z wygodnictwa, z wyrachowania….

Bronisław Komorowski – marszałek Sejmu III RP, już jest człowiekiem przegranym. Jeśli ma odrobinę wyobraźni, by przypomnieć sobie relacje z czasów PRL-u, aroganckie i bezkarne zachowania ówczesnych kacyków, powinien zrozumieć, że żadna władza nie jest dość potężna i wszechmocna, by uniknąć gniewu oszukanego i pogardzanego społeczeństwa.




Protokół z posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka /nr 71/ z dn. 23-09-2008r

http://orka.sejm.gov.pl/SQL.nsf/Main6?OpenForm&SPC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz