Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 12 sierpnia 2008

SZTUKA ODPOWIADANIA - do Małgorzaty Subotić

Szanowna Pani Redaktor!

By rozstrzygnąć Pani uroczą uwagę, na temat mojej płci, chcę na wstępie zapewnić, że niejaki Aleksander Ścios jest facetem i raczej nie ma problemu z udowodnieniem tego faktu. Oczywiście, może Pani w tej kwestii zaufać podszeptom "policji tajnej, widnej i dwu-płciowej" ale lepszym świadectwem jest słowo niżej podpisanego, o słowie jego małżonki nie wspominając.

Ponieważ zechciała Pani zauważyć mój skromy wpis na Salon24, miałem nadzieję, że zechce Pani również odnieść się do jego treści z sensem i rzeczowo.

Tymczasem jak "rasowy" figlarz dała mi Pani sójkę w bok i uciekła od rozprawienia się z moimi argumentami, oświadczając górnolotnie, że z powodu “należytego szacunku” do autora — nie zamierzam się odnosić."

A szkoda Pani Redaktor, bo może mielibyśmy okazję przeczytania Pani odpowiedzi choćby na jedno z pytań, które stawiam na swoim blogu: - na jakiej podstawie pani Małgorzata Subotić pisze w swojej publikacji „Według naszych informacji śledczy mają pokwitowanie Sumlińskiego odbioru tych pieniędzy.”?

Na kilku stronach wpisu wykazałem, że zgodnie z wiedzą samego Wojciecha Sumlińskiego i jego obrońców - mec.Rymara i mec.Giertycha - prokuratura nie dysponuje żadnymi innymi dowodami, poza zeznaniami L.Tobiasza i A.Lichockiego. Cytuję wiele wypowiedzi Sumlińskiego i obrońców, jak np. słowa Giertycha: "Nie było przekazanych żadnych pieniędzy, proces opiera się na zeznaniach jednego człowieka i na mitomanii pułkownika WSW."

Pani zaś napisała w swoim artykule - " Według naszych informacji śledczy mają pokwitowanie Sumlińskiego odbioru tych pieniędzy. Nie wiadomo, czy mają też pokwitowanie ich zwrotu. "

Jeśli napisała Pani prawdę, oznaczałoby to, że prokuratura zataiła przed obrońcami część materiału dowodowego, udostępniając go jednak dziennikarzom.

Jak inaczej tłumaczyć, tak daleko idącą rozbieżność w ocenie tego materiału? Czy należy wierzyć w tym zakresie obrońcom Sumlińskiego i jemu samemu – czy też należy opierać się na wiedzy niektórych dziennikarzy?

To pytania z mojego tekstu, od których Pani zręcznie uciekła, zasłaniając się "należytym szacunkiem" - czyli każąc mi iść do diabła.


Otóż chcę Pani powiedzieć rzecz, która dla wielu polskich dziennikarzy brzmi niczym świętokradztwo - Pani obowiązkiem jest udzielić odpowiedzi na te pytania. Nie przywilejem ani przejawem dobrej woli, a właśnie obowiązkiem.

Najkrócej można ów obowiązek uzasadnić potrzebą wiarygodności, jaką musi posiadać dziennikarz, by zasługiwać na to miano. Choć są i tacy , którym ta potrzeba jest obca.

Pani, pisząc o Wojciechu Sumlińskim tekst tendencyjny, pełen aluzji i insynuacji, powołała się na rzekomy fakt posiadania wiedzy o dokumencie, który stawia pana Sumlińskiego w mocno niekorzystnym świetle. Dokumencie - o którym nie wie sam oskarżony ani jego adwokaci.

Zatem, jako odbiorca Pani tekstu i jako obywatel mam prawo powiedzieć - sprawdzam.

Proszę wykazać gdzie jest ten dokument, czego dotyczy i skąd ma Pani wiedzę na jego temat?

Dlaczego miałaby Pani to uczynić?

Ano dlatego, by być wiarygodnym dziennikarzem. Nie po to, by odpowiadać pospólstwu i zniżać się do poziomu "przypuszczalnie kobiety, a nie mężczyzny", lecz wyłącznie dlatego, że takiej odpowiedzi wymaga Pani zawód i związane z nim zaufanie społeczne.

Sprawa Wojciecha Sumlińskiego interesuje większość Polaków.

Dla mnie osobiście jest dlatego ważna, bo dotyczy krzywdy człowieka, który miał odwagę w III RP stawiać trudne pytania.

Tę odwagę, o której wielu z Was dziennikarzy, może tylko pomarzyć.

Dla Pani może być ważna z innego powodu.

Proszę udzielić odpowiedzi na zadane pytania. Są ważne dla każdego uczciwego człowieka. Nie wolno słów, które Pani napisała, rzucać na wiatr. Proszę wziąć za nie odpowiedzialność.

Powyższy wpis, stanowi krótką odpowiedź na dzisiejszy tekst pani Subotić pt. Sztuka czytania i został umieszczony, jako komentarz na jej blogu - http://blog.rp.pl/subotic/

Rzecz dotyczy mojego wczorajszego tekstu DZIENNIKARSKIE ARTEFAKTY

Z przykrością zawiadamiam, że pani dziennikarka Małgorzata Subotić nie zamieściła na swoim blogu tego komentarza. Najwyraźniej nadal żywi wobec Aleksandra Ściosa "należyty szacunek".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz