Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 1 czerwca 2008

SFORA NA PROFESORA

„Służby specjalne w Polsce są poza kontrolą państwa. Są jak wściekły pies, który powinien odstraszać wroga, ale temu psu w 1989 roku nie tylko zdjęto obrożę, ale położono więcej mięsa.” – słowa profesora Zybertowicza sprzed ponad 3 lat, nic nie straciły na aktualności.
Wściekły pies gryzie i kąsa, a gdy nikt go nie pilnuje, potrafi rzucić się do gardła.
Autor tych słów, od wielu miesięcy sam doświadcza ataków „sfory”, dla której wygrana Platformy, była niczym odpięcie smyczy, z jednoczesną komendą – „bierz”!
Ten wieloletni wykładowca UMK, założyciel Podyplomowego Studium Socjologii Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest człowiekiem niezwykle groźnym dla układu III RP – jako ten, który go zdefiniował i potrafił nazwać po imieniu. Jego książka "W uścisku tajnych służb", której publikacji odmówiło kilka wydawnictw, była pracą pionierską i fundamentalną, opisującą precyzyjnie mechanizmy rządzące Polską „okrągłego stołu”.
Ponieważ Andrzej Zybertowicz należy do tych nielicznych uczonych, których wiedza na temat otaczającej nas rzeczywistości, przekracza wymiar przekątnej telewizyjnego ekranu, a przy tym jest człowiekiem wielkiej odwagi – jego wypowiedzi i oceny wywołują wściekłość wśród komunistycznej agentury i równie gwałtowne reakcje rzeszy „pokąsanych” ideologią sfory.
Jako jeden z trzech recenzentów, zapoznał się z głośną książką historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o byłym prezydencie Lechu Wałęsie.
- „Lech Wałęsa był współpracownikiem SB, takie wnioski z książki o nim są dobrze udokumentowane” – twierdzi profesor, a o pracy historyków wyraża jak najlepszą opinię: „Uważam, że przeanalizowali dostępne informacje zgodnie z obowiązującymi standardami badawczymi. Ja i trzech innych recenzentów swoimi nazwiskami ręczymy, że wywód autorów jest prawidłowy, a wnioski przez nich sformułowane – uzasadnione „
Już za same te słowa, prof. Zybertowicz może liczyć na dozgonną nienawiść wszelkiej maści „intelektualistów”, których sposób rozumienia wolności wypowiedzi i prawa do badań historycznych mieliśmy możliwość niedawno poznać, z okazji „listu w obronie Wałęsy”.
Dla ludzi tego środowiska, wypowiedzi Zybertowicza będą stanowiły zawsze „kamień obrazy” - głownie dlatego, że pochodzą od człowieka, z którego racjonalizmem i logiką wywodu, nie są w stanie sobie poradzić. A jeśli brakuje argumentów rzeczowych, sięga się po broń, jakże bliską, tym wszystkim „obrońcom wolności” – sądowy nakaz, groźbę grzywny, zakaz wypowiedzi.
Pluralistyczne środowisko liberalno – lewicowe, uwielbia wykorzystywać ustanowione przez PRL- owskich protoplastów regulacje prawne i prowadzić z oponentami „dyskusję naukową” przy pomocy kodeksów i paragrafów. Profesor Zybertowicz jest więc bohaterem trzech pozwów o ochronę dóbr osobistych, wytoczonych mu przez Michnika, Solorza i Suboticia.
Już w grudniu ub. roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że profesor ma przeprosić Adama Michnika za słowa „"Michnik wielokrotnie powtarzał - ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację" i choć Zybertowicz argumentował, że słowa te były "dopuszczalnym, nieobraźliwym, publicystycznym skrótem sposobu myślenia powoda" – sąd uznał taką parafrazę za niedopuszczalną, bo „Michnik nigdy nie powiedział takich słów.”
Na marginesie tego wyroku – warto zastanowić się na kogo, zapatrzył się Władysław Frasyniuk, gdy w ostatnim programie Tomasza Lisa, nie mogąc znaleźć argumentów w rozmowie z Wildsteinem, zaczął rozpaczliwie licytować się długością pobytu w więzieniu. Znać dobrą szkołę, zmagań intelektualnych „elit” III RP.
Przed dwoma dniami media poinformowały, że Sąd Apelacyjny w Gdańsku, utrzymując w mocy wyrok sądu w Toruniu, nakazał Andrzejowi Zybertowiczowi przeprosić sekretarza programowego TVN Milana Suboticia oraz wpłacić 10 tys. zł na cel społeczny. Pozew Suboticia dotyczył wywiadu z roku 2006, jaki Zybertowicz udzielił „Polityce”. Przedstawił wówczas hipotezę układu, który m.in. miał pozwalać służbom specjalnym wpływać na media. W wywodach profesora pojawia się "wirtualny Subotic", jako „możliwe ogniwo układu". Zybertowicz sugerował też, że inspirowany przez Wojskowe Służby Informacyjne Subotić, mógł wpłynąć na przygotowanie programu "Teraz my" z 2006 r., w którym ujawniono nagrania rozmów Renaty Beger z politykami PIS.
- Mimo że miał to być tylko model wirtualny, modelowa sytuacja, zakładana tylko hipotetycznie, w trybie przypuszczającym, ale wskazanie realnie istniejącej osoby z imienia i nazwiska, w kontekście takich sugestii, bez wątpienia prowadziło do naruszenia dóbr osobistych – stwierdziła sędzia, nakazując Zybertowiczowi przeprosiny Suboticia oraz wpłatę 10 tys. zł na zakład dla niewidomych dzieci.
Ponieważ na stronie domowej profesora, znajduje się pozew Suboticia, sporządzony przez znanego z procesu Kwaśniewski vesus WPROST adwokata Macieja Żbikowskiego oraz odpowiedź na pozew adwokata, reprezentującego Zybertowicza – zachęcam prawników do lektury tych pism. Dość powiedzieć, że pozew Żbikowskiego nie zawiera żadnego wskazania, na czym miałoby polegać naruszenie dóbr osobistych Suboticia i sprawia wrażenie pisma procesowego, sporządzonego przez studenta I roku prawa. Domyślam się, zatem, że sądy III RP dokonały samoistnie uzupełnienia argumentacji prawniczej powoda i dookreśliły winę Zybertowicza.
Fakt, że już w 2006r media informowały o współpracy Suboticia z WSI i powoływały się na istniejące w tej sprawie liczne dowody, nie ma dla sądu III RP najmniejszego znaczenia. O obecności tego człowieka w Raporcie z weryfikacji WSI nawet nie wspomnę, choć w sensie prawnym, stanowi on dokument urzędowy.
Ochrona prawna, na jaką powołują się agenci komunistycznych służb, kontynuujący swój proceder w wolnej Polsce, nadal stanowi najwyższy nakaz dla sądów III RP, a troska, by społeczeństwo nie mogło dowiedzieć się o haniebnej przeszłości ludzi, mieniących się jego „elitą”, jest jednym z podstawowych priorytetów orzecznictwa sądowego.
„Zainfekowane elity infekują inne grupy społeczne. Na poziomie społecznym, strukturalnym otrzymujemy infekcję chaosem, na co lekarstwem ma być demonstrowanie indywidualności. Fundamenty kultury wypłukują się.” – pisał Zybertowicz w tekście „Życie zainfekowane”.
Zastanawiam się, dlaczego ludzie tacy jak Subotic czy Solorz, informację o ich współpracy z WSI odbierają jako „naruszenie dóbr osobistych”? Czy środowiska, będące beneficjentami układu OS, uczestniczące w „transformacji ustrojowej” III RP, uważają służby wojskowe za strukturę skompromitowaną lub przestępczą, że reagują tak nerwowo na posądzenie o współpracę? Skoro pod rządami Platformy codziennie doświadczamy aktów pełnej rehabilitacji dzielnych zuchów z WSI – jaki cudem, ci sami ludzie okazują irytację, gdy ujawni się prawdę o ich kontaktach z tą zacną instytucją? Czy fakt współpracy ze służbami nie powinien stanowić dla nich powodu do dumy, środowiskowej nobilitacji - skoro od tylu miesięcy przywracają godność ofiar, skrzywdzonych Raportem Macierewicza?
Przyznam, że nawet sofistyczna dialektyka, jaką posługuje się to środowisko, uzasadniając każdą bzdurę i niegodziwość, jest ułomna, gdy idzie o wykazanie tej sprzeczności. Można ją odbierać jako przejaw paskudnej hipokryzji lub… objaw ozdrowieńczej schizofrenii. Ozdrowieńczej, bo świadczącej o resztkach sumienia.
Trzeba koniecznie przyglądać się działaniom „sfory”, próbującej wszelkimi metodami zakneblować profesora Zybertowicza. Pozwy sądowe, o których każdy „obrońca demokracji” będzie krzyczał jako o naturalnym narzędziu państwa prawa, są w tym wypadu wykorzystywane jako metoda państwowej cenzury, a ludzie, których interesy chronią prawa III RP stosują je, by ukryć przed społeczeństwem swoją agenturalną przeszłość i nadal mieć wpływ na stan świadomości Polaków.
Ten rząd nie zapnie smyczy i nie założy sforze kagańca. Ilość „mięsa” jest jeszcze większa niż w roku 1989. Pogoń za ostatnimi sprawiedliwymi będzie trwała nadal, dopóki nie zagnamy „sfory” tam, gdzie jej miejsce.
Źródła:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5262423,Sad_Apelacyjny__Zybertow

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz