Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 30 maja 2008

CZY PUŁKOWNIK ROZKAZUJE MARSZAŁKOWI?

„Nie znam takiego przypadku, żeby ktoś potwierdził, że znał i się przyjaźnił z tego rodzaju postaciami.” – wyznał szczerze Bronisław Komorowski, pytany przed dwoma tygodniami w radiowej Trójce, czy jego zdaniem Aleksander Lichocki i Wojciech Sumliński, mieli związki z Komisją Weryfikacyjną.

- „Śledztwo musi wykazać, czy pan Aleksander L. i ten dziennikarz mieli swoje kontakty w komisji weryfikacyjnej. Na czym te kontakty polegały? Co załatwiali, a co próbowali tylko załatwić?” – perorował dalej pan marszałek.

Ja zaś chciałbym zapytać pana Komorowskiego – co łączy go z Aleksandrem Lichockim, kim dla marszałka polskiego Sejmu jest były funkcjonariusz WSW, zamieszany w inwigilację prawicy, oskarżony o płatną protekcję ?

Mając w pamięci wyznanie Komorowskiego, że nikt nie potwierdza przyjaźni z „tego rodzaju postaciami”, warto odświeżyć pamięć pana marszałka.

Być może znajomość z Lichockim datuje się od roku 2000, gdy w polskim sejmie grupa oficerów WSI stosując techniki operacyjne, podsłuchiwała rozmowy posłów przez telefony komórkowe. W ten sposób inwigilowano posłów z sejmowej Komisji Obrony, którzy decydowali wówczas o losach trzech ogromnych przetargów: na zakup samolotu wielozadaniowego, transportera opancerzonego i przeciwpancernego pocisku kierowanego. W sumie chodziło o zamówienie dla polskiej armii na kwotę ponad 25 mld zł. Informacje o planach i zamierzeniach posłów komisji obrony mogły pomóc w działaniach lobbystom, firm ubiegających się o lukratywne kontrakty. Ministrem Obrony był wówczas Bronisław Komorowski. W tamtym czasie tajne służby wojskowe podlegały bezpośrednio ministrowi obrony. Działania WSI w Sejmie musiały, więc być przez niego zaaprobowane. Jeśli tak było - dawał przyzwolenie na przestępstwo. Wojskowe tajne służby - wywiad i kontrwywiad nie miały, bowiem uprawnień dochodzeniowo-śledczych i nie mogły prowadzić takich działań w Sejmie. O posiadaniu przez Komorowskiego nagrań, pochodzących z podsłuchu WSI, mówił w wypowiedzi dla WPROST Krzysztof Borowiak, ówczesny dyrektor Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON.

A może, znajomość ta datuje się od roku 1993, gdy pan Komorowski, wspólnie z Maciejem Rayzacherem „zainwestowali” w tzw. bank płk.Palucha kwotę 260 tys DM ? Pewnie zasadne byłoby pytanie – skąd niedawny opozycjonista dysponował tak ogromną sumą pieniędzy?. Gdy okazało się, że pieniądze wraz z płk. Paluchem przepadły, ich odzyskaniem zajął się troskliwy kontrwywiad wojskowy.

Historię tę i inne, w których miał udział marszałek sejmu opisuje Raport z weryfikacji WSI, nie bez powodu tak ostro atakowany przez Komorowskiego. W Raporcie stwierdza się wyraźnie, że „WSI interesowały się źródłem pochodzenia zgromadzonego kapitału”.

W lutym br. we wpisie PYTANIA PRZED ANEKSEM zamieściłem opis szerokich kontaktów pana Komorowskiego z WSI.

Mając świadomość, że Bronislaw Komorowski posiada w III RP status „świętej krowy”, zadałem wówczas kilka pytań, związanych z historią tych kontaktów:

- Skąd pochodziły tak znaczne środki, jakie zainwestował w „bank Palucha”?

- Czy odzyskał te pieniądze, dzięki pośrednictwu oficerów WSI?

- Czego zażądano w zamian za tę przysługę?

- Co łączy pana Komorowskiego z pułkownikiem Aleksandrem L.byłym szef Zarządu I Szefostwa WSW

- Jaki jest związek płk. Aleksandra L, ze zdarzeniem z roku 2004, gdy syn marszałka Komorowskiego został potrącony przez samochód jednego najbogatszych Polaków, który jechał w obstawie dwóch lancii BOR z pokazu Ferrari w hotelu Victoria i z jakich powodów zatuszowano to zdarzenie ?

Pułkownik Aleksander Lichocki, przedstawiający się jako lobbysta, był człowiekiem znanym w sejmie III i IV kadencji.

To on właśnie, w roku 2004 poinformował dziennikarza Superexpresu Leszka Misiaka, o wypadku, jakiemu uległ syn Bronisława Komorowskiego. Lichocki twierdził, że chłopaka potrącił mercedes jednego najbogatszych Polaków, jadący w obstawie dwóch lancii BOR-u, z pokazu Ferrari w hotelu Victoria. Syn Komorowskiego został ciężko ranny. Według Lichockiego śledztwo tuszowano, a nagranie z monitoringu skrzyżowania ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, gdzie doszło do wypadku, urywa się dziwnym trafem tuż przed najechaniem auta na chłopca. Sprawa wypadku, nigdy nie znalazła finału w sądzie.

Już wówczas Leszek Misiak pytał - Jaki interes miał wysoki rangą oficer WSI, by występować jako rzecznik Bronisława Komorowskiego? Co łączy czy łączyło obu panów? Czy była to znajomość prywatna czy też miała inny charakter?

Po wydarzeniach ostatnich tygodni i postawieniu płk. Lichockiemu zarzutów prokuratorskich, te pytania, zadane marszałkowi sejmu nabierają już ogromnego znaczenia. Okazuje się jednak, że nie ma nikogo, kto chciałby je zadać. „Czwarta władza” jest papierowym tygrysem.

Jeżeli wśród polskich dziennikarzy, brakuje takich, którzy mieliby odwagę zapytać o to Komorowskiego i jeśli wśród polityków wszystkich opcji, zdaje się panować zmowa milczenia wokół kontaktów z funkcjonariuszami komunistycznych służb – kto śmie przeczyć, że III RP jest tworem o strukturach mafijnych, nie mającym nic wspólnego z państwem prawa? Ulegając presji - jakoby o niektórych rzeczach nie wolno było mówić, niektórych ludzi o pewne rzeczy pytać – sankcjonujemy tę chorą, patologiczną rzeczywistość.

Czy w jakimkolwiek normalnym kraju jest do pomyślenia sytuacja, że marszałka Sejmu łączą wieloletnie, tajemnicze związki z funkcjonariuszami wojskowych służb specjalnych? Czy można nazwać normalną sytuację, gdy wobec przewodniczącego sejmowej komisji ds. obrony narodowej, istnieją podejrzenia o udziale w nielegalnych kombinacjach operacyjnych, prowadzonych przez oficerów rozwiązanych służb specjalnych?

Tych dwoje ludzi, wspólnie z pomniejszymi klakierami konsekwentnie, od wielu miesięcy dążyło do odbudowy, zabójczego dla Polski układu, w którym środowisko wysokich oficerów i agentów WSI odgrywało rolę nadrzędną. Dopięli swego – po rządowej nowelizacji ustaw, związanych ze służbami wojskowymi, weryfikacja żołnierzy WSI stała się fikcją i następuje pełna reaktywacja wpływów tych ludzi oraz ich medialna rehabilitacja.

Wszystko odbywa się przy milczącej akceptacji polityków opozycji, z których może jedynie Antoni Macierewicz ma dość rozumu i odwagi, by zauważyć grozę tej sytuacji. Nie alarmują dziennikarze, milczy o tym większość blogerów, nazywających się prawicowymi.

Związki marszałka sejmu z Aleksandrem Lichockim to temat dla Trybunału Stanu. Tak byłoby, gdybyśmy żyli w państwie, przestrzegającym elementarnych norm prawa. Nie mam złudzeń, że Bronisława Komorowskiego, ktoś zapyta o charakter tych kontaktów lub zainteresują się nimi organy ścigania, tak aktywne wobec trzech ofiar ostatniej akcji ABW.

Mam natomiast przeświadczenie, że środowisko ludzi WSI nie popełnia dwa razy tych samych błędów. Jeśli dziś, na stronie organizacji PRO MILITIO, stworzonej przez oficerów WSI i generalicję po sowieckich uczelniach, pisze się wprost, że – „niedoświadczeni politycy ( i politykierzy ) , doprowadzili do obniżenia poziomu wyszkolenia pododdziałów i oddziałów WP , nie zadbali o morale i dyscyplinę wśród żołnierzy i kadry zawodowej . Zniszczono Wywiad i Kontrwywiad wojskowy – oczy i uszy Armii. Przestępstwem i dywersją jest permanentne, bezkarne ujawnianie tajemnicy państwowej i służbowej” – to musi brzmieć to groźnie. Ten układ - ludzi o sowieckiej mentalności i życiorysach osadzonych w czasach narodowej hańby, może stać się na tyle silny, że nie pozbędziemy się jego wpływów przez długie lata.

Źródła:

http://www.polskieradio.pl/trojka/salon/default.aspx?id=50326

http://www.gazetapolska.pl/?module=messages&message_id=260

http://www.wprost.pl/ar/115649/WSI-inwigilowaly-poslow/

http://www.raport-wsi.info/Paluch.html

http://www.promilito.pl/index1.htm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz