Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 24 maja 2008

ONI WRÓCILI

Jeszcze przed dwoma miesiącami hasło – WSI - REAKTYWACJA – należało opatrzyć znakiem zapytania. Dziś już wiadomo, że po rządami Platformy doszło do pełnego odtworzenia układu służb, w oparciu o ludzi byłych WSI. Wielomiesięczna kampania policji politycznej rządu Tuska, skierowana przeciwko Komisji Weryfikacyjnej, skutecznie zablokowała działalność tego organu i uniemożliwiła dokończenia weryfikacji żołnierzy WSI.

Na stronie Urzędu Rady Ministrów znajduje się rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy – Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego. 23 maja rząd Tuska przyjął tę regulację.

Przewiduje ona, że wszyscy nie zweryfikowani dotąd żołnierze WSI, będą mieli możliwość zatrudnienia w nowych służbach wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, jeśli tylko stawią się przed Komisją. Opinia komisji nie będzie już potrzebna, by funkcjonariusz WSI, niezależnie od tego, czy w przeszłości dopuścił się przestępstw, czy nie, mógł rozpocząć pracę w nowych specsłużbach. Tylko ten, kto nie podda się weryfikacji ( a właściwie nie stawi przed Komisją) nie będzie mógł kontynuować służby. Warto przypomnieć, że w identyczny sposób, przeprowadzono „weryfikację” esbeków w latach 90-tych, gdy głównym kryterium pozostania w służbie było wyrażenie zgody na stawienie się przed komisją. Nowelizację ustaw natychmiast ogłosił MON na swojej stronie internetowej.

Co oznacza w praktyce, tak przeprowadzona „weryfikacja”, nie trudno się domyśleć. Do wojskowych służb powrócą wszyscy byli żołnierze WSI i pod nowym szyldem kontynuować będą swoją „misję” dla Polski.

Tymczasem ich dowódcy, już od kilku miesięcy zabiegają o przygotowanie odpowiedniego gruntu dla przejęcia pełni władzy.

W tym samym bowiem czasie, towarzysze oficerowie tzw. LWP powołali do życia organizację pod nazwą Stowarzyszenie „PRO MILITIO” . Działająca od września ub. roku, doczekała się w marcu sądowej rejestracji. Oficjalne cele tej organizacji to: integracja środowiska byłych wojskowych wokół spraw obronnych państwa polskiego oraz tradycji walki narodu polskiego o wolność, niepodległość i suwerenność, aktywizacja środowiska byłych wojskowych do udziału w życiu publicznym, popularyzacja problematyki obronnej w społeczeństwie itd, itp. – czyli bełkot dla naiwnych.

Na czele tego tworu znajdujemy tow.gen. Tadeusza Wileckiego, absolwenta Akademii Sztabu Generalnego ZSRR., który za sam tylko czynny udział w tzw. „obiedzie drawskim” powinien zostać na zawsze pozbawiony generalskich szlifów. Członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia jest tow.gen. Marek Dukaczewski – szef byłych WSI, absolwent sowieckich kursów i szkoleń GRU. Znajdujemy tam również: tow.gen.Zenona Poznańskiego – absolwenta Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR im. Klimenta Woroszyłowa w Moskwie, jednego z fundatorów polsko-radzieckiej instytucji pod nazwą fundacji "Współpraca-Nauka-Kultura" założonej przez SdRP i ANS przy KC KPZR., wiceadmirała Marka Toczka - byłego dowódcę Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych w Warszawie. Po ujawnieniu faktu, że dopuszczał do zbierania podpisów za kandydaturą Lecha Wałęsy przed wyborach prezydenckimi, przeniesiony do rezerwy, tow.gen.Leszka Ulandowskiego – sekretarza Rady Klubu Generałów WP, tow.gen. Juliana Lewińskiego – byłego dowódcę Warszawskiego Okręgu Wojskowego, płk Jana Oczkowskiego - byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI i wielu innych tzw. oficerów LWP.

http://www.promilito.pl/wladze.htm

Dwie rzeczy łączą to towarzystwo. Wieloletnia, wierna służba sowieckiemu okupantowi, skierowana przeciwko własnemu narodowi oraz poparcie dla Lecha Wałęsy, w czasach jego prezydentury. Obie, łączą się w tradycji zdrady .

Istnieją uzasadnione obawy, że pod pretekstem legalnego stowarzyszenia, ludzie ci będą chcieli budować w wojsku tzw. struktury poziome. Stowarzyszenie składa się, bowiem z Komendy Głównej i sieć struktur terenowych, tworzonych przy garnizonach wojskowych. Na podstawie uchwały nr 1 z dnia 07 maja 2008 r, utworzono siedemnaście okręgów Stowarzyszenia. Struktura ta pokrywa się z podziałem terytorialnym kraju i obejmuje obszar całej Polski. Organizacja wprost zachęca do tworzenia placówek w garnizonach WP, co jest nawoływaniem do działań sprzecznych z prawem. http://www.promilito.pl/kalendarium.htm

W rzeczywistości, Stowarzyszenie może służyć do werbowania byłych żołnierzy WSI i różnej maści „skrzywdzonych” oficerów WP i budowaniu tajnej organizacji wewnątrz struktur wojskowych.

Odezwa zamieszczona na stronie głównej Stowarzyszenia, nie pozostawia wątpliwości, kogo komunistyczni oficerowie LWP obarczają odpowiedzialnością za stan armii i obecną sytuację:

- Żołnierze – Obywatele !

Zważcie u siebie oczywiste fakty, że walczący o władzę w Kraju niedoświadczeni politycy ( i politykierzy ) , doprowadzili do obniżenia poziomu wyszkolenia pododdziałów i oddziałów WP , nie zadbali o morale i dyscyplinę wśród żołnierzy i kadry zawodowej . Zniszczono Wywiad i Kontrwywiad wojskowy – oczy i uszy Armii. Przestępstwem i dywersją jest permanentne, bezkarne ujawnianie tajemnicy państwowej i służbowej .(…)

Armia to sztafeta żołnierskich pokoleń ! Nierozważni politycy tę sztafetę przerwali , zbagatelizowali , zniszczyli nie ponosząc żadnej odpowiedzialności za wyrządzone szkody .

To nie jest język organizacji, mającej bronić „tradycji walki narodu polskiego o wolność, niepodległość i suwerenność” – chyba, że chodzi o tradycje sowieckiego zaprzaństwa. Słowa o ponoszeniu odpowiedzialności, zawierają zaś jawną groźbę pod adresem polityków.

Cała - zawarta na 6 stronach odezwa „PRO MILITIA”, jest niezwykle groźnym aktem wojskowej niesubordynacji. Czytamy tam m.in. -

-W walce o zapewnienie cywilnej i demokratycznej kontroli nad siłami zbrojnymi sprawujący władzę politycy wieloma nierozważnymi decyzjami organizacyjnymi i kadrowymi doprowadzili do obniżenia wyszkolenia, morale i dyscypliny Wojska Polskiego.

Ewidentne kłamstwa na temat WSI oraz sposób opisania tej formacji, jak gdyby istniała nadal, nie pozostawiają wątpliwości, co do jednego z celów organizacji –

- Wojskowe Służby Informacyjne od początku lat 90-tych okazały się zbyt wrażliwe na oddziaływanie opcji politycznych. Cykliczne reorganizacje zmierzały jedynie do zapewnienia ministrowi ON (opcji politycznej) bezpośredniego wpływu na ich działanie, natomiast nie uchroniły ich przed zarzutami o nieformalne związki z niektórymi aferami gospodarczymi. Niezbędne rozwiązania powinny ostatecznie odpolitycznić działanie WSI, nie wytwarzając zakłóceń dla prac operacyjnych, zapewnić wypełnianie zadań zarówno w kraju jak i za granicą, także wynikających z polityki obronnej NATO.

W postulatach, mówi się o tym wprost –

- Przywrócić kadrze zawodowej możliwość służby i pracy oraz poczucie bezpieczeństwa w wypełnianiu obowiązków służbowych.

Na szczyt cynizmu i zakłamania zasługuje fakt, że Stowarzyszenie posługuje się hasłem – Bóg, Honor, Ojczyzna, a odezwę kończy tekstem „Polonia Mater nostra est”. Już sama „bogoojczyźniana” retoryka, zastosowana przez prosowieckich generałów, powinna budzić poważne obawy, co do rzeczywistych intencji twórców Stowarzyszenia.

Tymczasem, dowiadujemy się, że Ministerstwo Obrony Narodowej, zamierza podpisać ze Stowarzyszeniem porozumienie, którego projekt zaakceptowały władze organizacji. http://www.promilito.pl/aktualnosci.htm

Gdyby to nastąpiło, należałoby poważnie zastanowić się nad konsekwencjami takich działań rządu Tuska. W każdym normalnym państwie, działalność podobnego Stowarzyszenia postawiłaby na nogi wszystkie odpowiednie służby. Rzecz, wydaje się na tyle poważna, że mamy do czynienia z grupą bardzo wpływowych wyższych oficerów co, do których muszą istnieć uzasadnione podejrzenia o współpracę z sowiecką agenturą.

To, że ludzie ci nie ponieśli żadnych konsekwencji swojej służby i zostali potraktowani przez III RP jak użyteczni jej „oficerowie” – nie może zmieniać faktu, że PRL był przez 45 lat państwem okupowanym przez ZSRR, a służba wojskowa na rzecz dominacji okupanta, pojmowana jest zawsze jako zdrada.

Nie zmienią tej prawdy propagandowe kłamstwa, jakim posłużono się w czasie budowy III RP, obiektywizując rolę komunistów w PRL –u i próbując przedstawiać ich jako pełnoprawnych współobywateli. Tymczasem PPR (założone w Sowieckiej Rosji) i jego następczyni –PZPR, była tworem obcego państwa, powstałym w celu obalenia konstytucyjnego ustroju Polski i przejęcia w tym kraju władzy w interesie tego obcego państwa. Komuniści w Polsce wzięli władze z rak Stalina i Rosji bolszewickiej, której system niczym nie różnił się od faszyzmu, a pod względem liczby ofiar przewyższa faszyzm wielokrotnie. Polacy, którzy przystępowali do tej organizacji i podjęli się realizacji tego celu, służyli obcym - przeciw własnemu narodowi. W tym samym stopniu, aktem zdrady była dobrowolna służba w wojsku, zwanym jedynie „Polskim”, które de facto stanowiło jedną z wewnętrznych armii sowieckiego imperium.

Ponieważ prawda ta bywa w III RP ukrywana i przemilczana, warto ją przypomnieć.

W państwie prawnym, zdrajcy współpracujący z okupantem byliby osądzeni i skazani. Choć ta droga elementarnej sprawiedliwości, wydaje się w Polsce niemożliwa, nie oznacza to, że można dopuszczać do sankcjonowania jeszcze gorszej patologii, jaką byłoby ponowne przywrócenie faktycznej władzy ludziom, obarczonym wieloletnią służbą na rzecz okupanta.

Likwidacja WSI, stanowiła jeden z najważniejszych kroków, na drodze do oczyszczania Polski z sowieckiego dziedzictwa. Z tego waśnie powodu, spotkała się z tak wielkim sprzeciwem ze strony wszelkiej maści obrońców porządku III RP. Od początku swojego istnienia, rząd Tuska konsekwentnie dążył do reaktywacji WSI i przywrócenia do polskiej armii ludzi, skompromitowanych współpracą z sowieckimi służbami i zarzutami pospolitych przestępstw. Jeśli dziś mamy sytuację, w której oficerowie, wywodzący się z tego środowiska zakładają organizację groźną dla bezpieczeństwa Polski i ponownie mają umożliwiony dostęp do służby wojskowej – zawdzięczamy to świadomym działaniom tego rządu.

Trzeba uważnie przyglądać się tym działaniom, identyfikować je i nazywać po imieniu. Są na tyle groźne, że tylko krok dzieli je od nazwania aktem zdrady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz