Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 25 stycznia 2011

ZAMACH – CZYLI SEKWENCJE WYBORCZE PUTINA

Ilekroć Putin ubiegał się o prezydenturę, tylekroć wszczynał wojnę. Wygląda na to, że będzie się ubiegał o ponowny wybór, więc czuję niepokój” – stwierdził 30 września 2010 prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili.
To trafne spostrzeżenie przywódcy państwa otwarcie sprzeciwiającego się ekspansji „putinowskiej demokracji” warte jest głębszej refleksji. Spójrzmy zatem na fakty.
W sierpniu 1999 roku płk Putin, dzięki poparciu Anatolija Czubajsa i Borysa Bieriezowskiego został powołany na stanowisko premiera Rosji. Już wówczas upatrywano  w nim potencjalnego następcę Borysa Jelcyna. Zaledwie 3 lata wcześniej zakończyła się tzw. I wojna czeczeńska, w której zginęło 10 tys bojowników czeczeńskich i ponad 5 tys rosyjskich najeźdźców.
Po objęciu przez Putina stanowiska premiera niemal natychmiast nastąpiła seria krwawych zamachów, o które oskarżono „terrorystów czeczeńskich”:
- 4 września 1999 nastąpił wybuch samochodu pułapki pod blokiem dla wojskowych i ich rodzin w Bujnaksku w Dagestanie, zginęły 64 osoby,
- 9 września 1999 wybuch zniszczył dziewięciopiętrowy blok w południowo-wschodniej części Moskwy, zabijając co najmniej 93 osoby,
- 13 września 1999  identyczna eksplozja zniszczyła dom w południowej części Moskwy. Zginęło kilkadziesiąt osób,
- 16 września 1999 wybuchła bomba podłożona po dziewięciokondygnacyjny budynek mieszkalny w Wołgodońsku na południu Rosji, zabijając 18 osób i raniąc kilkadziesiąt.
Aleksander Litwinienko w książce „ FSB blows up Russia” twierdził, że zamachy terrorystyczne na budynki mieszkalne były przygotowane i przeprowadzone przez agentów FSB w celu zrzucenia odpowiedzialności na Czeczenów i uzyskania pretekstu do wznowienia wojny z Czeczenią oraz wzmocnienia szans płk  Putina w wyborach prezydenckich 2000 roku. Te same zarzuty pojawiły się w filmie dokumentalnym Andrieja Niekrasowa z 2007 „Bunt. Sprawa Litwinienki”. Natomiast w wyemitowanym przez niezależną telewizję ORT filmie „Disbelief” znalazły się m.in. relacje świadków, którzy w piwnicy domu mieszkalnego w Riazaniu znaleźli worki z materiałem wybuchowym, podłożone przez trzech agentów FSB. Agenci zostali schwytani, a następnie wypuszczeni po tym jak ogłoszono, że worki zawierały rzekomo niegroźny materiał i były podkładane w ramach ćwiczeń.
Zamachy bombowe dały premierowi Putionowi pretekst do rozpoczęcia  we wrześniu 1999 roku zmasowanych nalotów lotnictwa rosyjskiego na Czeczenię, a 1 października oddziały armii rosyjskiej przekroczyły granicę czeczeńską, rozpoczynając bezprzykładne w najnowszych dziejach świata ludobójstwo, zakończone eksterminacją ponad 250 tysięcy Czeczenów. Obwołany „obrońcą narodu rosyjskiego” Putin został w marcu 2000 roku wybrany na stanowisko głowy państwa. Wojna w Czeczenii i ogłoszone w lutym 2000 roku wielkie „zwycięstwo Rosji” stanowiło podstawowy element kampanii wyborczej Putina.  Tuż po jego wyborze, w kwietniu 2000 r. zakończono regularne działania bojowe, a wszystkie miasta i wsie czeczeńskie zostały obsadzone przez rosyjskich okupantów.
Sekwencję „zamachów  terrorystycznych” można ponownie dostrzec przed wyborami prezydenckimi w Rosji w roku 2004.
 - 5 lipca 2003  dwie samobójczynie wysadziły się u wejścia do kas sprzedających bilety na koncert rockowy odbywający się na moskiewskim lotnisku Tuszyno. Oprócz zamachowczyń śmierć poniosło 15 osób, a 59 zostały ranne,
- 9 grudnia 2003 w centrum Moskwy wysadziła się kobieta-zamachowiec powodując śmierć sześciu osób i raniąc kilkadziesiąt,
-         6 lutego 2004 wybuch w pociągu moskiewskiego metra zabił 41 osób i ranił ponad sto. Również w tym przypadku  aktu terrorystycznego dokonał zamachowiec-samobójca.
Charakterystyczną cechą tych tragicznych zdarzeń był fakt, że stanowiły dzieła terrorystów- samobójców, po których nie pozostał żaden ślad pozwalający na ustalenie sprawców i inspiratorów. 
Podczas kampanii wyborczej z roku 2004 Putin nawiązywał do zagrożenia „terroryzmem czeczeńskim”, powołując się na w/w zamachy i zapowiadając działania służb specjalnych w celu ochrony obywateli rosyjskich. 14 marca 2004 roku już w I turze został ponownie wybrany prezydentem, osiągając poparcie ponad 71 % wyborców.
Wielokrotnie już zwracano uwagę, że dokonywany od 2000 roku rozrost ogromnych uprawnień FSB odbywa się w Rosji pod hasłami „walki z terroryzmem”. Każdy zamach stanowił dla rządzących Rosją „siłowników” doskonały pretekst, by przyznać największej służbie specjalnej kolejne przywileje. Zdarzenia te uzasadniały również centralizację służb, prowadząc do stworzenia „koncepcji kułaka” – czyli zaciśnięcia wszystkich rodzajów służb wokół jednej struktury wzorowanej na sowieckim KGB.
Już przed trzema laty rozpoczęto w Rosji tworzenie ogromnej megabazy danych, nazywając ją "jednolitym systemem informacyjno-telekomunikacyjnym" (EITKS). Celem miała być walka z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością. Program umożliwia natychmiastowy dostęp do wszelkiego rodzaju informacji o osobie (nagrania audio, video, zdjęcia, odciski palców, dane biometryczne, próbki tekstu) w dowolnym miejscu w kraju i określenie tożsamości na podstawie nawet cząstkowej informacji. Opozycja w Rosji alarmuje, że system ten, podobnie jak monitoring miejsc publicznych jest wykorzystywany do nadzoru nad społeczeństwem i walki z przeciwnikami politycznymi. Kolejnym krokiem było uzyskanie przez FSB pełnego dostępu do baz danych o klientach firm telekomunikacyjnych. Uchwalone w 2005 roku prawo zobowiązywało operatorów, aby na własny koszt zapewnili służbom specjalnym "na odległość" i przez całą dobę pełny dostęp do baz danych o klientach, bez potrzeby uzyskiwania sankcji sądowej. Pod lupą FSB znaleźli już wówczas rosyjscy dostawcy Internetu, a praktyka stosowania tej ustawy wskazuje, że służy ona do cenzurowania i nadzorowania przepływu informacji w Internecie. W ten sam zakres „walki z terroryzmem” wpisuje się jedno z najnowszych osiągnięć płk Putnia:  nowelizacja ustawy, na podstawie której FSB może dziś wezwać każdego obywatela, którego działania „stwarzają warunki lub tworzą przyczyny do popełnienia przestępstwa”. Obywatele, którzy nie podporządkują się poleceniu lub ostrzeżeniu FSB, będą podlegać karom grzywny lub aresztu do 15 dni. Zdaniem rządu FR, nowa ustawa przyczyni się do „bardziej efektywnej pracy służb podczas operacji antyterrorystycznych”. Przeciwnicy Putina uważają, że nowe uprawnienia pozwolą FSB zatrzymywać działaczy opozycji i niezależnych dziennikarzy, udaremniać demonstracje i protesty oraz przetrzymywać ludzi w areszcie bez wyroku sądu. Na podstawie uchwalonych przez Dumę przepisów, FSB może przesłuchiwać dziennikarzy i żądać od wydawców usunięcia wskazanych przez służbę tekstów. Nieposłuszeństwo będzie karane grzywną, a nawet więzieniem.
Prócz rozbudowy uprawnień FSB  „utonięcie” generała –majora Jurija Iwanowa zastępcy szefa GRU, „samobójstwa” gen. Czerwizowa - byłego szefa Federalnej Służby Ochrony, gen Nikołaja Timoszenki - szefa Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, śmierć głównego ekonomisty Gazpromu - Siergieja Kliuka, który miał zastrzelić się we własnym samochodzie czy prowokację zakończoną aresztowaniem pułkownika GRU Władimira Kwaczkowa.
Zdarzenia te potwierdzają, że putinowskie FSB zdobywa kolejne obszary władzy i umacnia wpływy, a sam pułkownik sowieckich służb chce wrócić do roli prezydenta Federacji. Ich wspólnym mianownikiem – poza stałym już konfliktem GRU-FSB-   jest również fakt, że dotyczą oficerów biorących udział w wojnach czeczeńskich i operacjach GRU, w czasie, gdy Putin był kolejno szefem FSB, premierem i prezydentem Rosji. Można jedynie przypuszczać, że niektórzy z „samobójców” posiadali rozległą wiedzę na temat tajnych operacji z okresu rządów Putina i podobnie jak Litwinienko zapłacili najwyższą cenę milczenia.
Prowokacja, zamach bombowy czy mord polityczny – nadal stanowią w „demokracji putinowskiej” uznane narzędzia sprawowania i zachowania władzy i są wykorzystywane w interesie rządzących Rosją „siłowików”. Jeśli już dziś można przypuszczać, że w roku 2012 Putin będzie chciał ponownie objąć stanowisko głowy państwa, warto zwrócić uwagę na kolejną sekwencję „zamachów terrorystycznych”:
 - 29 marca 2010 r. dwie samobójczynie wysadziły się w moskiewskim metrze, zabijając 39 i raniąc 102 osoby. Choć do zamachu przyznała się grupa czeczeńskiego przywódcy Doku Umarowa, nie ma pewności, że to on stał za zdarzeniem.
- 31 marca 2010 - w dwóch wybuchach, do których doszło w mieście Kizlar w Dagestanie na rosyjskim Kaukazie Północnym, zginęło 12 osób, a ponad 20 zostało rannych,
 - 9 września 2010 w samobójczym zamachu na największym targowisku Władykaukazu, stolicy Północnej Osetii zginęło 15 osób, prawie 150 zostało rannych,
 - 22 stycznia br. w centrum handlowym "Europa" w Ufie w południowo-zachodniej Rosji doszło do potężnej eksplozji, w wyniku której zginęły co najmniej 2 osoby, a kilkanaście zostało rannych. Niewykluczone, że przyczyną był zamach terrorystyczny.
O rosyjskiej metodzie „walki zamachami” niejedno mogą powiedzieć Gruzini. Na początku stycznia br.  wydany został przez Interpol międzynarodowy nakaz zatrzymania majora GRU  Jewgienija Borysowa, oskarżanego o przeprowadzenie kilku zamachów bombowych w Gruzji, od września do listopada 2010 roku.  Organy ścigania Gruzji oskarżają Borysowa o planowanie i przeprowadzenie ataków terrorystycznych.
           Warto podkreślić, że tłem wielu zdarzeń w dzisiejszej Rosji jest zaostrzający się konflikt na linii Miedwiediew – Putin. Wskażę jeden z aspektów tego konfliktu. Na początku 2010 roku Instytut Rozwoju Współczesnego (INSOR), rosyjski think tank uważany za zaplecze Dmitrija Miedwiediewa, stworzył w ramach raportu „Wizerunek Rosji XXI wieku. Obraz jutra, którego sobie życzymy" mapę integracji Rosji z NATO, zawierającą listę możliwych wariantów: wejście Rosji do NATO lub sojusz i oparcie współpracy na tzw. radzie koordynacyjnej. Pierwszym krokiem na drodze do zbliżenia miałoby być zreformowanie i rozbudowanie rady NATO – Rosja, która zdaniem ekspertów INSOR utknęła w martwym punkcie, a także skupienie się na konkretnych zagadnieniach, jak na przykład poszukiwanie sposobów uregulowania sytuacji w rejonie granicy afgańsko-tadżyckiej czy walka z terroryzmem.
Chociaż INSOR jest przedstawiany jako „mózg Miedwiediewa”, jego koncepcje są odbierane nie tyle jako stanowisko rosyjskiego prezydenta, ile jako próba zaprezentowania nowego spojrzenia na współpracę z Zachodem, które było nie do pomyślenia za prezydentury Władimira Putina. Raport INSOR zawierał szczegółowy plan modernizacji Rosji w najbliższych stu latach. Składały się na niego m.in. wolne wybory, rzeczywista konkurencja pomiędzy partiami, całkowity brak cenzury, modernizacja technologiczna gospodarki rosyjskiej, likwidacja MSW i FSB i budowa nowych, bardziej efektywnych służb. Nietrudno zrozumieć, że podsuwane Miedwiediewowi koncepcje, a szczególnie likwidacja FSB czy wstąpienie Rosji do NATO – nie mogły podobać się płk Putinowi i moskiewskim decydentom – „siłowikom”.
Trzeba zatem zauważyć, że zamach na moskiewskim lotnisku poprzedziło ważne politycznie zdarzenie. Podczas spotkania z przedstawicielem Federacji Rosyjskiej przy NATO Dmitrijem Rogozinem Miedwiediew zaapelował do NATO o "otwartą i jednoznaczną odpowiedź" w sprawie roli Rosji w systemie europejskiej tarczy antyrakietowej.
Prezydent Rosji postawił ultimatum: „Albo porozumiemy się z NATO na określonych zasadach i stworzymy wspólny system w celu realizacji zadań obrony przeciwrakietowej albo się nie porozumiemy i wtedy w przyszłości będziemy musieli podjąć cały szereg nieprzyjemnych decyzji dotyczących rozmieszczenia uderzeniowej grupy nuklearnych wojsk rakietowych”. Szantażowi towarzyszyło zapewnienie, że „Rosja tak czy owak albo wspólnie z NATO, albo osobno znajdzie należytą odpowiedź na istniejący obecnie problem".
Jak już zwracałem uwagę, rosyjska koncepcja „tarczy antyrakietowej” nad Europą sprowadza się do ustanowienia „sektorów odpowiedzialności” i podziału państw europejskich na strefy wpływów w taki sposób, by państwa Bloku Sowieckiego znalazły się ponownie w orbicie rosyjskiego  „parasola antyrakietowego”. Rosyjski projekt prowadzi de facto do rozbicia integralności sojuszu północnoatlantyckiego i powrotu do podziału Europy na strefy wpływów politycznych i militarnych.
Można się zastanawiać:  czy ostra retoryka Miedwiediewa nie ma za cel wymuszenie na Sojuszu Północnoatlantyckim podjęcia decyzji pozwalających na wzmocnienie pozycji prezydenta Rosji w konfrontacji z zagrożeniem, jakie miałoby wynikać z prezydentury Putina?  Tego rodzaju akcent można było odczytać już w niedawnym orędziu Miedwiediewa do Zgromadzenia Federalnego. Powiedział wówczas:
 Chcę powiedzieć wprost, że w najbliższym dziesięcioleciu czeka nas następująca alternatywa: albo osiągniemy zgodę w kwestii obrony przeciwrakietowej i uruchomimy pełnowartościowy mechanizm współpracy, albo też dojdzie do kolejnego etapu wyścigu zbrojeń”.
Ważnym skutkiem wczorajszego zamachu w Moskwie jest rezygnacja Miediwiewa z uczestnictwa w szczycie międzynarodowego forum gospodarczego w Davos, podczas którego miało dojść do spotkań z inwestorami i szefami spółek działających na rynku rosyjskim. Miediwiediew miał również omówić plany modernizacji gospodarki rosyjskiej, w tym najważniejszego projektu „Skołkowo” – „miasteczka innowacyjnego pod Moskwą”, w który wielomiliardowe inwestycje zapowiedziały już m.in. amerykańskie korporacje Cisco i Boeing, fińska Nokia, holenderska Philips, banki inwestycyjne Marill Lynch, Goldman & Sachs, czy niemiecki Deutsche Bank
Nie można zatem wykluczyć, że prócz wywołania pożądanych zachowań społecznych (gniew, lęk, brak poczucia bezpieczeństwa) w zamachu na moskiewskim lotnisku należy dostrzegać akt skierowany przeciwko Miedwiediewowi i jego polityce „modernizacji” Rosji i „współpracy” z NATO.
Nietrudno zrozumieć, że destabilizacja obecnej sytuacji doprowadzi do radykalizacji postaw społeczeństwa rosyjskiego i posłuży usprawiedliwieniu postulatów definitywnej rozprawy z „czarnymi” - „czeczeńskimi terrorystami”. To zaś wywoła potrzebę rządów silnej ręki i wykreuje „męża opatrznościowego” Putina, który już niejednokrotnie pokazał, że „w obronie bezpieczeństwa” nie cofnie się przed żadną wojną i zbrodnią. W ten scenariusz wpisują się niedawne wydarzenia w Moskwie, Petersburgu i Rostowie nad Donem, gdzie grupy nacjonalistów i pseudokibiców wszczynały zamieszki, domagając się „Rosji - dla Rosjan”, atakując przy tym „czarnych” – przybyszów z Kaukazu.
Tak spektakularny akt terroru pozwoli również na przeforsowanie dalszych działań legislacyjnych służących rozbudowie uprawnień FSB i przekona Rosjan, że każde ograniczenie (i tak skromnych) praw obywatelskich ma służyć „walce z terroryzmem”.
Niezależnie – czy miałoby dojść do kolejnej eksterminacji Czeczenów, czy też płk Putin zadowoli się tylko „dokręceniem śruby” opozycji i wszechwładzą rządów „siłowików” – zamach na lotnisku  Domodiedowo jest zdarzeniem, którego skutki mogą się okazać korzystne dla obecnego  premiera i pomogą mu w drodze do prezydentury. 

5 komentarzy:

  1. Tekst bardzo ciekawy. Pozwala spojrzeć na ten zamach z zupełnie innej, racjonalniejszej, perspektywy. Bo do nieprzypadkowości tego "ataku terrorystycznego" nie ma wątpliwości.

    Interesuję mnie wątek, Miedwiediew - Putin. Do tej pory uważałem, że jest to gra w "złego i dobrego policjanta", a główny kierunek myślenia o Rosji jest ten sam. Natomiast w tym tekście zarysowuje Pan realny konflikt tych dwóch dżentelmenów. Jakby mógł Pan skomentować, byłbym wdzięczny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Aleksandrze , dziękuję za wiadomości z drugiej strony ,gdyż pierwszej nie ufam , pozdrowienia Rafał K.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanosi się na utwardzenie władzy, państwa policyjno-wojskowego w Rosji, ale też być może na pacyfikacji Kaukazu, Zakaukazia. Gruzja ich boli. To nie jest koncepcja tylko Putina, chyba cała administracja władzy to ustaliła, wspólny front. Zapewne najpierw użyją bojówek przeciw nierosjanom w zarzutach o terroryzm, przestępczość, typowy szowinizm, rasizm nazistowski, następnie spacyfikują społeczeństwo, a bojówki poza kozłami ofiarnymi zostawią, bo są przydatne. Wojny z Polską nie będzie póki nie rządzi PiS, jeżeli wygra 2/3 mandatów... wtedy będzie eskalacja, która nie wiadomo do czego doprowadzi, ale MUSIMY zaryzykować, inaczej bylibyśmy tchórzami niegodnymi naszych przodków. Nie możemy obawiając się Rosji głosować na PO, SLD, PSL, to byłby jakiś totalny obłęd, absurd. Niemniej 100 tys armia nie chroni nas nawet przed garnizonem Królewca i Białorusi, czyli pierwszy rzut stanu pokojowego pokona nas w dobę. Zajmą Warszawę i zarządzą... wybory jak w 1946-7 roku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zjawiska, które Pan opisuje nie są zasadniczo nowe w historii Rosji. Chciałbym jednak zauważyć, że obecnie występują one w różnej formie w wielu krajach świata. Rozrost uprawnień służb specjalnych mający na celu poddanie społeczeństwa skrupulatnej kontroli odbywa się również w największej demokracji świata, jaką są Stany Zjednoczone. I również pod hasłem walki z terroryzmem lub ekstremizmem (ostatni przypadek zamachu na kongreswoman Giffords w Arizonie). Nie twierdzę, że w każdym takim przypadku mamy do czynienia z inspiracją specsłużb, ale do podobnych zdarzeń dochodzi zwykle w okresie, gdy władza czuje się zagrożona. Kilka tygodni temu we Włoszech doszło do "odkrycia" spisku terrorystycznego, który miał polegać na detonacji ładunków pod zagranicznymi placówkami dyplomatycznymi. Informacje te ujawniono w okresie narastającej presji opozycji na ustąpienie Berlusconiego oraz podczas masowych studenckich demonstracji antyrządowych. Wcześniej analogiczny scenariusz zastosowano w Grecji. W ciągu ostatnich miesięcy kilkakrotnie "pogotowie antyterrorystyczne" ogłaszała Francja, także do niedawna wstrząsana niepokojami społecznymi. O przykładach z polskiego podwórka wspominać nie będę, bo doskonale je Pan już dawniej przedstawił. Ale wracając do Rosji. Pisze Pan, że "w zamachu na moskiewskim lotnisku należy dostrzegać akt skierowany przeciwko Miedwiediewowi i jego polityce „modernizacji” Rosji i „współpracy” z NATO". A czy Pana zdaniem Rosji nie zależy na wywołaniu na Zachodnie właśnie takiego wrażenia? Gra w "gołąbki" i "jastrzębie" to znany model prowadzenia dyplomacji, dobrze przez Moskwę opanowany.

    Pozdrawiam,

    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tego co wiem, płk rez. Leszek Tobiasz jest członkiem Stowarzyszenia SOWA

    http://promex.home.pl/sowa/sprawyorganizacyjne.htm

    OdpowiedzUsuń