Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noc Listopadowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noc Listopadowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 listopada 2019

LISTOPAD TO DLA POLSKI NIEBEZPIECZNA PORA…


Zbyt trudna, by ją odrzucić i zgasić lichtarze pamięci. I nadto znacząca – gdy niepokoi tchórzy echem wydarzeń - tego, co musi być szalone, by nazwane najświętszym w naszej historii.
To pora niebezpieczna. Gdy budzi Wysockich, Sowińskich, Piłsudskich.
Gdy z mroków zapomnienia powołuje Guślarzy i chóry nocnych ptaków.
Pora, jakże sprawiedliwa - równie sycąca Poetów, jak prostych grabarzy.
To pora, gdy idą między żywych duchy - i razem się bratają.
Ci z Cytadeli i Pragi, z tymi spod Zadwórza. Tłumy z Lasu Katyńskiego, z garstką spod Smoleńska.
A tak zbratani, jak tylko ręka kata może złączyć ofiary.
Oni się modlić przychodzą na groby w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby…

         Miał rację książę Konstanty bojąc się listopada. To w naszych dziejach miesiąc niezwykły, w którym liberum conspiro kończy się śpiewem Pierwszej Brygady i wybucha radością Niepodległej.
Mieli rację jego sukcesorzy, gdy z lękiem wypatrywali naszych codziennych spisków i kroków mściwych synów.
Dziś powinni się bać.
Pamięci o Tych, którzy odeszli – choć mogli z nami pozostać.
I gniewu tych, którzy zostali – na przekór zmorom, ze słowa - gesta – cienia.
Czekam na Polski Listopad.
Porę niebezpieczną dla głupców i kuglarzy.
Dla Obcych - rechoczących z odmowyzemsty i odwetu” i tych, którym roi się wspólnota upiorów z żyjącymi.
Groźną dla ludzi bez pamięci, świadków „pierwszej perspektywy” i bywalców salonu.
Czekam na porę tak niebezpieczną, bo naznaczoną nadzieją.
Nie tę lichą, marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera - ale listopadową, zwyczajną, która czerpie odwagę z rzeczy wyklętych.
Czy ludzie, którzy po nią sięgają – wiedzą co im grozi?
Czy znają karę za uleganie satyra obietnicom? Za zniweczenie, może ostatnich marzeń.
Jeśli jeszcze wierzą, że Bóg cara zrobił carem - lepiej im było się nie urodzić.
A nam – nie doczekać tej Nocy.


***

Ten listopadowy tekst jest zapowiedzią pożegnania.
Z nadzieją dla Przyjaciół, którzy przez 12 lat budowali tu wspólnotę myśli i próżną radością wrogów, w których wolna myśl wywołuje nienawiść.
Dziękuję za wszelkie dobro, bo tylko ono warte jest zapamiętania. Dziękuję za wspólne chwile, radości i smutki.
Za świętym Jerzym, moim wielkim Patronem, chciałbym dziś powtórzyć:
Prośmy Boga o nadzieję, bo tylko ludzie silni nadzieją są zdolni przetrwać wszelkie trudności. 
Prośmy o wewnętrzną radość, bo jest ona najgroźniejszą bronią przeciwko szatanowi, który smutny jest z urodzenia”.
Napisałem o zapowiedzi, bo moja walka jeszcze się nie skończyła.
Choć oblężenie trwa, trwa również walka.
Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa, powtórka świata elementarna podróż rozmowa z żywiołami, pytanie bez odpowiedzi, pakt wymuszony po walce...
Dopóki jest nadzieja.



 ****

A dzisiaj czemu wśród ludzi
tyle łez, jęków, katuszy?
Bo nie ma miejsca dla Ciebie
w niejednej człowieczej duszy.


Wszystkim, którzy odwiedzają mój blog – życzę błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia, radości z przeżywania Tajemnicy betlejemskiej, pokoju w sercu.
Życzę, byśmy - na przekór czasom hańby, wytrwali w nadziei płynącej z Bożego samouniżenia.
Nikt lepiej nie powinien rozumieć słów świętego Jana Pawła II - „Żłóbek Jezusa leży zawsze w cieniu krzyża” - jak ci, którzy w dziejach narodu doświadczają tej samej tajemnicy odkupieńczej miłości.

Z serca dziękuję za moc dobrych słów, za troskę i życzenia zdrowia.
Życzę Państwu szczęśliwych chwil w rodzinnym gronie, we wspólnocie bliskich, kochających osób.

sobota, 11 listopada 2017

LISTOPAD TO DLA POLSKI NIEBEZPIECZNA PORA…

Zbyt trudna, by ją odrzucić i zgasić lichtarze pamięci. I nadto znacząca, gdy niepokoi tchórzy echem wydarzeń  - tego, co szalone, by nazwane najświętszym w naszej historii.  
To pora niebezpieczna. Gdy budzi Wysockich, Sowińskich, Piłsudskich. Gdy z mroków zapomnienia powołuje Guślarzy i chóry nocnych ptaków.
Pora jakże sprawiedliwa - równie sycąca Poetów, jak prostych grabarzy.
To pora, gdy idą między żywych duchy - i razem się bratają. Ci z Cytadeli i Pragi, z tymi spod Zadwórza. Tłumy z Lasu Katyńskiego, z garstką spod Smoleńska.
A tak zbratani, jak tylko ręka kata może połączyć ofiary.
Oni się modlić przychodzą na groby w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby…

Miał rację książę Konstanty bojąc się listopada. To miesiąc niezwykły, w którym liberum conspiro kończy się śpiewem Pierwszej Brygady i wybucha Niepodległą.
Mieli rację jego sukcesorzy, gdy z lękiem wypatrywali naszych codziennych spisków i kroków mściwych synów.
Dziś powinni się bać. Pamięci o tych, którzy odeszli – choć mogli z nami pozostać.
I gniewu tych, którzy zostali – na przekór zmorom ze słowa - gesta – cienia.
Czekam na Polski Listopad. Porę niebezpieczną dla głupców i kanalii. Dla Onych - rechoczących ze słów o braku „zemsty i odwetu” i tych, którym się roi wspólnota upiorów z żyjącymi. 
Groźną dla ludzi bez pamięci, świadków „zgody budującej” i bywalców salonu.
Czekam na porę tak niebezpieczną, bo naznaczoną nadzieją.  Nie tę lichą, marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera  - ale listopadową, zwyczajną, która czerpie odwagę z rzeczy wyklętych.
Czy ludzie, którzy po nią sięgnęli – wiedzą co im grozi?
Czy znają karę za uleganie satyra obietnicom?
Za zniweczenie - może ostatnich marzeń.
Jeśli jeszcze wierzą, że Bóg cara zrobił carem - lepiej im było się nie urodzić.
A nam – nie doczekać tej Nocy.




Tekst zamieszczony na blogu 2 listopada 2015 roku.

wtorek, 3 listopada 2015

LISTOPAD TO DLA POLSKI NIEBEZPIECZNA PORA…

Zbyt trudna, by ją odrzucić i zgasić lichtarze pamięci. I nadto znacząca – gdy niepokoi tchórzy echem wydarzeń  - tego, co musi być szalone, by nazwane najświętszym w naszej historii.  
To pora niebezpieczna. Gdy budzi Wysockich, Sowińskich, Piłsudskich. Gdy z mroków zapomnienia powołuje Guślarzy i chóry nocnych ptaków. Pora jakże sprawiedliwa - równie sycąca Poetów, jak prostych grabarzy.
To pora, gdy idą między żywych duchy - i razem się bratają. Ci z Cytadeli i Pragi, z tymi spod Zadwórza. Tłumy z Lasu Katyńskiego, z garstką spod Smoleńska.
A tak zbratani, jak tylko ręka kata może połączyć ofiary.
Oni się modlić przychodzą na groby w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby…

Miał rację Konstanty bojąc się listopada. To w naszych dziejach miesiąc niezwykły, w którym liberum conspiro kończy się śpiewem Pierwszej Brygady i wybucha Niepodległą. Mieli rację jego sukcesorzy, gdy z lękiem wypatrywali naszych codziennych spisków i kroków mściwych synów.
Dziś powinni się bać. Pamięci o Tych, którzy odeszli – choć mogli z nami pozostać.
I gniewu tych, którzy zostali – na przekór zmorom ze słowa - gesta – cienia.
Czekam na Polski Listopad. Porę niebezpieczną dla głupców i kuglarzy. Dla Onych - rechoczących ze słów o braku „zemsty i odwetu” i tych, którym roi się wspólnota upiorów z żyjącymi. Groźną dla ludzi bez pamięci, świadków „pierwszej perspektywy” i bywalców salonu.
Czekam na porę tak niebezpieczną, bo naznaczoną nadzieją.  Nie tę lichą, marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera  - ale listopadową, zwyczajną, która czerpie odwagę z rzeczy wyklętych.
Czy ludzie, którzy po nią sięgają – wiedzą co im grozi? Czy znają karę za uleganie satyra obietnicom? Za zniweczenie - może ostatnich marzeń.
Jeśli jeszcze wierzą, że Bóg cara zrobił carem - lepiej im było się nie urodzić. A nam – nie doczekać tej Nocy.