Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 5 grudnia 2018

ANEKS – LOGIKA „DOBREJ ZMIANY”

Najważniejszym kryterium stosunku Andrzeja Dudy do kwestii bezpieczeństwa narodowego oraz probierzem intencji grupy rządzącej, jest sprawa Aneksu z Weryfikacji WSI.
      Słowa prof. Andrzeja Zybertowicza, doradcy lokatora Pałacu, z kwietnia 2018 roku - „Prezydent spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim i podjęli decyzję, że nie ma potrzeby publikacji Aneksu”- jednoznacznie wskazują, że tzw.”dobra zmiana” nie chce ujawnienia tajnego dokumentu.
Fakt, że Andrzej Duda – jedyny decydent w sprawie Aneksu, nie zdobył się na odwagę udzielenia osobistej odpowiedzi i scedował rzecz na swojego urzędnika, zaś samą wiadomość o ukryciu dokumentu „wytłumaczono” odbiorcom wspólnym stanowiskiem z prezesem PiS (który nie posiada najmniejszych uprawnień decyzyjnych w tej kwestii), byłby pewnie fascynujący dla każdej opozycji i wywołał lawinę komentarzy wolnych mediów. Gdyby w III RP takowe zjawiska istniały.
Podobnie, jak interesujący byłby fakt, iż prezydent tego państwa, w sposób jawny, a wręcz ostentacyjny łamie ustawę sejmową z 9 czerwca 2006 r. „Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego”, odmawiając publikacji Aneksu.
Znajdujący się w ustawie przepis nie zawiera bowiem trybu warunkowego, lecz nakłada na prezydenta obowiązek publikacji dokumentu w Monitorze Polskim.
W roku 2017 przypomniał o tym Antoni Macierewicz, podkreślając w radiowej „Trójce”: „ustawa mówi, że prezydent publikuje raport. Oczywiście można zwracać uwagę na kwestie, które powinny być inaczej ujęte, ale ustawa nie przewiduje możliwości nieopublikowania raportu przez prezydenta”.
Warto też przypomnieć, że zgodnie z przepisami w/w ustawy, jedynym dysponentem materiałów komisji weryfikacyjnej WSI oraz dokumentacji związanej z pracami komisji, jest szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. To kolejny obszar, w którym lokator Pałacu nie stosuje się do zapisów ustawy i – mimo wezwań ze strony szefa SKW, nie zwrócił dokumentów właścicielowi. O tym obowiązku, przypominał w październiku 2017 roku minister Macierewicz: „Andrzej Duda powinien zwrócić Służbie Kontrwywiadu Wojskowego aneks do raportu z weryfikacji WSI”.
Uważam, że decyzja Andrzeja Dudy o ukryciu Aneksu ma kolosalne znaczenie, nie tylko dla naszego bezpieczeństwa wewnętrznego i relacji z innymi państwami, ale jest jedynym rozstrzygnięciem, które prawdziwie i w pełni definiuje intencje grupy rządzącej.
Wprawdzie większość wyborców PiS nie jest zainteresowana tego rodzaju tematyką lub – posiłkując się łaską niewiedzy, nie chce zrozumieć znaczenia utajnienia Aneksu, to takiej aberracji nie można uważać za stan naturalny. Tego typupatrioci”, nie chcą nawet pamiętać, że w latach 2010-2015 przedstawiciele PiS oraz ówczesne „wolne media” wielokrotnie potępiały B. Komorowskiego – dokładnie za te same zachowania w sprawie Aneksu, z których dziś rozgrzeszają A. Dudę. Ten partyjny dualizm - w stosunku do spraw kluczowych dla Polski, jest jednym z najbardziej kompromitujących aspektów „dobrej zmiany”.
Dlaczego Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI ma takie znaczenie?

1. Dokument opisuje działania środowiska służb wojskowych, które w latach okupacji sowieckiej stanowiłozbrojne ramię Moskwy” (S. Cenckiewicz), zaś w czasach sukcesji komunistycznej – III RP, spełniało rolę „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa” (A.Zybertowicz), było „naturalną bazą werbowniczą dla rosyjskich służb” (St. Żaryn) i od początku tej państwowości posiadało ogromne wpływy na wszystkie obszary życia publicznego.
Taka pozycja b.WSI musiała prowadzić do powstania szeregu patologicznych więzów. Ich przecięcie – a jest to możliwe tylko poprzez ujawnienie i napiętnowanie – musi być zatem rzeczą najistotniejszą, z punktu widzenia interesów państwa.
Dotyczy to obszaru działalności służb specjalnych, spraw armii, polityki czy gospodarki, w których, bez wiedzy na temat mechanizmów wpływu środowiska b.WSI, nie można dokonać żadnej sanacji.
Z szeregu wypowiedzi Antoniego Macierewicza na temat zawartości Aneksu, wyłania się również obraz dokumentu niezwykle ważnego dla bezpieczeństwa narodowego. Głównie w obszarze gospodarczym, który - zgodnie z deklaracjami PiS, jest dziś priorytetem dla polityków tego ugrupowania.

2. Po wygranych przez Platformę tzw. przyspieszonych wyborach z roku 2007, reżim PO-PSL natychmiast zablokował dalsze działania Komisji Weryfikacyjnej i doprowadził do zakończenia procesu likwidacji WSI. Przez kolejne osiem lat, reżim ten, nie tylko dążył do reaktywacji wpływów „wojskówki”, ale na tym środowisku opierała się władza głównego gwaranta sukcesji III RP – ośrodka prezydenckiego.
W latach 2007-2008 przeprowadzono brutalną i bezprawną kombinację operacyjną, wymierzoną w ustawowy organ państwa – Komisję Weryfikacyjną, podczas której dopuszczono się szeregu poważnych przestępstw. Kombinacja ta, nazwana przeze mnie aferą marszałkową, jest „matką” wszystkich afer reżimu PO-PSL. Powstały wówczas układ, oparty na patologicznych relacjach służby-politycy-media, stworzył fundament dla kolejnych szalbierstw i gier operacyjnych i do dnia dzisiejszego, w dużej mierze, decyduje o kondycji tego państwa i logice wielu procesów publicznych.
Kulisy afery marszałkowejktórej celem było dotarcie do Aneksu, nigdy nie zostały wyjaśnione, a zdecydowana większość Polaków nie posiada żadnej wiedzy o jej przebiegu. Ta wiedza oraz wiedza zawarta w samym Aneksie, byłaby zaledwie skromną i dalece niedostateczną rekompensatą za ośmioletni okres hańby i upokorzeń, jakich doświadczaliśmy w czasach rządów PO-PSL. Polacy mają bowiem prawo wiedzieć – kto jest kim w pokomunistycznym krajobrazie tego państwa oraz mają prawo poznać kulisy wydarzeń, które wykreowały menażerię rozmaitych „autorytetów”, „biznesmenów” i „polityków”.

3. Po przeprowadzeniu kombinacji zwanej aferą marszałkową, doszło do znaczącego umocnienia pozycji politycznej B. Komorowskiego oraz do wzrostu aktywności środowiska b.WSI. Kulminacja tych procesów nastąpiła niemal jednocześnie, w okresie poprzedzającym zamach smoleński (styczeń-luty 2010) doprowadzając wówczas do powołania jawnej reprezentacji interesów środowiska b.WSI (Stowarzyszenie”Sowa”) oraz do wysunięcia kandydatury Komorowskiego na prezydenta Polski.

4. Mozna przyjąć za wielce prawdopodobne, że lektura Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, mogła być pierwszą czynnością, jakiej oddał się B. Komorowski, po zajęciu Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwietniu 2010 roku, zaś oświadczenie Komorowskiego, złożone podczas zeznań sądowych w sprawie afery marszałkowej – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy tego człowieka i znajduje potwierdzenie w treści dokumentu.
Wszystko, co wiemy na temat tej ponurej postaci oraz niezwykle dramatycznych okoliczności towarzyszące aferze marszałkowej, powinno prowadzić do konkluzji, że sam zainteresowany, jak i bliskie mu środowisko b. WSI, uważało publikację Aneksu za rzecz wyjątkowo niepożądaną i groźną dla swoich interesów.
W tzw. stanowisku stowarzyszenia „Sowa” do projektu nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego z 28 listopada 2012 roku, można znaleźć opinię ludzi b. WSI na temat „rozwiązania problemu Aneksu”. „Sowa” doradzała dwa scenariusze, prowadzące do ukrycia lub zniszczenia dokumentu :
Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku.
Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”.

5. Obawy środowiska b.WSI, w odniesieniu do publikacji Aneksu przez Lecha Kaczyńskiego oraz osobiste urazy i lęki B. Komorowskiego, mogły decydować o niezwykle negatywnym stosunku tego środowiska do prezydenta. Takich relacji nigdy nie ukrywał sam Komorowski – wielokrotnie atakując Lecha Kaczyńskiego.
W kontekście tragicznych wydarzeń z roku 2010, należałoby zatem postawić pytanie: czy afera marszałkowa i zawiązany wówczas sojusz „zbrojnego ramienia Moskwy” ze służbami III RP, którego celem było dotarcie do tajnego dokumentu i zablokowanie procesu likwidacji WSI, mógł lub nie mógł mieć wpływu na podjęcie działań zmierzających do zastawienia pułapki smoleńskiej i doprowadzenia do śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
Logika takiego pytania musi być oczywista dla każdego, kto dostrzega rolę „czynnika rosyjskiego” w tragedii z 10 kwietnia i ma świadomość, że „Polskie służby wojskowe były szczególnie mocno podporządkowane Związkowi Sowieckiemu, czyli rosyjskim służbom specjalnym wojskowym GRU.(z wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z r.2008).

Mając na uwadze tylko te okoliczności, uważam za oczywiste, że publikacja Aneksu wywarłaby ogromny wpływ na realia III RP: przecięła agenturalne więzi, zneutralizowała powiązania z okresu okupacji sowieckiej, ujawniła mechanizmy wielu procesów gospodarczych i politycznych, obnażyła kulisy funkcjonowania tego państwa i ukazała prawdę o ważnych postaciach życia publicznego.
W sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Polska – bezpośredniego zagrożenia ze strony Rosji, aktywności rozmaitej agentury i agresji wrogów wewnętrznych, ujawnienie tajnego dokumentu mogłoby znacząco wpłynąć na nasze bezpieczeństwo.
Nie przypadkiem przedstawiłem fakty związane z B.Komorowskim i środowiskiem b. WSI.
Należy bowiem zakładać, że życzenie Komorowskiego – „muszę zobaczyć aneks przed publikacją”, zostało spełnione. Wbrew woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i na przekór intencjom, z jakimi został sporządzony Aneks. Zaangażowanie Komorowskiego w trakcie afery marszałkowej, udział ludzi b.WSI oraz ludzi służb cywilnych III RP i agentury medialnej, stanowią mocną przesłankę, by ocenić i docenić wagę Aneksu. Nie zadawano by sobie tyle trudu, gdyby był to dokument bez znaczenia.
Uważam za wielce prawdopodobne, że były lokator Belwederu oraz ludzie z bliskiego mu środowiska b.WSI. mogą posiadać informacje na temat zawartości tajnego dokumentu. Nie sposób wykluczyć, że niektórzy z nich wiedzą również - co naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku lub znają kulisy wydarzeń prowadzących do zastawienia pułapki smoleńskiej.
Tej wiedzy nie mają Polacy, a dzięki postawie Andrzeja Dudy i ludzi z grupy rządzącej, nie mają też szansy poznania treści Aneksu, a zatem zrozumienia – czego tak bardzo bał się Komorowski i jego przyjaciele?
Tworzy to niezwykle groźną dysproporcję, w której tylko jedna strona dysponuje przydatną wiedzą- jako materiałem dla prowadzenia dowolnych gier i kombinacji operacyjnych. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej oraz aktywności agentury, nie mamy żadnej pewności, czy właśnie ta wiedza nie buduje uprzywilejowanej pozycji naszych wewnętrznych wrogów i nie decyduje o stosunku do III RP niektórych państw i rządów.
Utrzymywanie stanu tak poważnej dysproporcji – a tego, w istocie chce lokator Pałacu, odmawiając publikacji Aneksu, będzie korzystne tylko dla tych, którzy więcej wiedzą i więcej mogą. Dlatego na ukrywaniu Aneksu i milczeniu wokół afery marszałkowej, zawsze wygrają wrogowie Polski.
Z punktu widzenia polskich interesów i polskiej racji stanu - nie ma żadnego argumentu ani wytłumaczenia dla takiej postawy. Jeśli ktoś przedstawi taki rzeczowy argument – chętnie podejmę rozmowę. Kwestie z pogranicza kompleksów i tzw.”pragmatyki partyjnej” (nieotwieranie frontów, zachowanie „haków” itp.,brednie), nie zasługują na poważne traktowanie i nie powinny zajmować uwagi Polaków. Bo w naszym interesie – a tylko on się liczy – mamy prawo wiedzieć.
Po tym, co spotkało nas w roku 1989, po latach bezprawia III RP i doświadczeń ośmiu lat rządów PO-PSL – mamy wręcz obowiązek wiedzieć. A tym bardziej wiedzieć, jeśli politycy broniący nam dostępu do ważnej wiedzy o funkcjonowaniu tego państwa, sugerują podstępnie, że mogłaby ona wprowadzić zło, niepokój lub wojnę. W istocie - robią to po to, by zło było chronione, a niepokój i wojna nadal należały do arsenału środków, jakimi dysponują Obcy.
Czytający moje teksty głupcy oraz ludzie złej woli, zapewne również w tym tekście odnajdą „oskarżenia” pod adresem Dudy czy Kaczyńskiego. Być może, znajdą tu nawet zarzut „agenturalności” – bo i takie idiotyzmy wyczytywano z moich wpisów na temat postępków grupy rządzącej. Niewiele dbam o podobne „zarzuty”, bo kieruję słowa do czytelników rozumnych, a poruszona tu sprawa ma ogromne znaczenie dla naszej przyszłości.
      Ukrycie Aneksu przed Polakami oznacza bowiem, że nadal chronione interesy środowiska najbardziej wrogiego polskości i nadal ma ono możliwości wpływania na bieg naszych spraw oraz dyktowania nam warunków bezpieczeństwa. Ta decyzja wpisuje się w całość politycznej strategii „dobrej zmiany”, której wspólnym mianownikiem jest całkowite przemilczanie, pomijanie i ignorowanie wszelkich tematów związanych ze środowiskiem b.WSI.
W kontekście werbalnych deklaracji członków grupy rządzącej, którzy zapewniają o dbałości o nasze dobro – taka decyzje ma zatem znaczenie priorytetowe dla prawidłowej diagnozy.
Dlatego nie nazwę jej nielogiczną ani błędną. A skoro jest świadoma i racjonalna, musi wynikać z kalkulacji nieprzyjaznych, wrogich Polakom, bo tylko takie mogą leżeć u podstaw postanowienia o pozbawieniu nas wiedzy arcyważnej dla bezpieczeństwa.
Uważam, że dopiero w świetle takiej konkluzji, warto dokonywać rewizji-oceny poszczególnych wydarzeń z ostatnich lat: od „zwycięskich” wyborów z roku 2015 poczynając, po rezygnację z wyjaśnienia sprawy smoleńskiej i kolejne akty kapitulacji wobec dyktatu Obcych.
Ukrycie Aneksu oraz – co niemniej ważne, zaniechanie dokończenia procesu weryfikacji WSI, to decyzje kluczowe dla zrozumienia logiki procesu nazywanego „dobrą zmianą”.

18 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Aleksandrze,

    „Po tym, co spotkało nas w roku 1989, po latach bezprawia III RP i doświadczeń ośmiu lat rządów PO-PSL – mamy wręcz obowiązek wiedzieć”.

    Możemy jedynie mieć nadzieję, że wielu Maszerujących i jakaś część Czytelników Bezdekretu czuje się w obowiązku wiedzieć i dlatego odwiedza To Miejsce. Uważam jednak, że w tym kontekście trzeba postawić sprawę „obowiązku wiedzy” nieco szerzej.
    Jeżeli jesteśmy okładani „wyższością demokracji” niczym cepem, to musimy stawiać sprawę „wiedzy obywatelskiej” na równi z ową mityczną „wyższością”, a może nawet wyżej, bo to my teoretycznie decydujemy o wszystkim(!) co się później dzieje.
    Literalnie rzecz ujmując w demokarcji wszyscy posiadający prawo wyboru są zobowiązani posiąść wiedzę niezbędną do rozumienia swoich praw i wypełniania obowiązków. W przeciwnym razie godzimy się, że jesteśmy nic nieznaczącym elementem gry kilku procent średniointeligentnych cwaniaków robiących co chcą, a my ich tylko legitymizujemy w ich rozpasaniu jakże często skierowanemu przeciwko nam potrzebnym wyłącznie do celebrowania "świąt demokracji". Oni piją! My stawiamy!
    Chcę podkreślić, mówię tu o świecie, a nie tylko o IIIRP. Ot, choćby Pana tt o zboczeniu komunistycznym amerykańskiej młodzieży.
    https://twitter.com/SciosBezdekretu/status/1069988628632428545
    Wyborcy wynoszeni do miana suwerena muszą zatem uznać „obowiązek wiedzy” za warunek kwalifikujący ich do dokonywania wyboru i kontroli(!) swoich wybrańców. O ile jeszcze niemal połowa społeczeństwa jest w stanie klepnąć każdą "kreację" aktem heroizmu kartkowego, o tyle o jakiejkolwiek kontroli mowy nie ma, bo wiedzę zastępuje wiara.
    Ci biedni ludzie nie rozumieją, że chcąc zachować się rozumnie muszą nie tylko kontrolować swoich wybrańców, ale też posiadać prawo ich odwoływania jako suweren, właśnie. Wywalenia z roboty na zbity pysk jako ich pracodawca!
    Ów „mityczny suweren” nie tylko nie posiada wiedzy, ale i nie jest świadom obowiązku jej posiadania i to go dyskwalifikuje po raz pierwszy.

    Po raz drugi dyskwalifikuje go marginalizacja do roli wybierającego jedynie pośród partyjnych propozycji. Sam suweren nie potrafi, nie formułuje swoich oczekiwań i nie typuje i nie wybiera najlepszych ludzi do ich realizacji bo jest za głupi, niezorganizowany i nie mający żadnego przygotowania merytorycznego do takiej roli. Pełni zatem funkcję kwiatka do kożucha #DemoKreacja.
    Sądzę zatem, że "obowiązek wiedzy" jest oczywistym zadaniem dla Maszerujących i kluczowym elementem nobilitującym do roli przyszłych elit dla Niepodległej.

    Pozdrawiam Pana serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle celnie dobiera Pan argumenty , które pokazują jak w soczewce prawdziwą twarz PiS. W mojej ocenie, oraz w ocenie ludzi, z którymi miałem przyjemność rozmawiać sprawa publikacji aneksu jest w tych reliach jest "nieopłacalna". Nie jest żadną tajemnicą, że Bronisław K. oraz jego wataha doskonale znają treść tego dokumentu. Media przychylne WSI zmarginalizowałyby ten dokument, podważając wiarygodność A.Macierewicza. Stąd pomysł na książki pana Piątka. Media rządowe przemilczałyby temat tłumacząc się interesem państwa i bezdusznością sądów PO.I tak wykonalibyśmy wesołego oberka. Ten chory system III RP zneutralizuje każde zagrożenie podziału łupu magdalenkowego (35,65). Nie można wymagać od cyników i obłudników stanięcia w prawdzie. Pomimo złości na to co sie dzieje dookoła,trzeba domagać się publikacji tego dokumentu. Skuteczność petycji i wszelkich apeli jest zerowa. Nikt nie traktuje suwerena powaznie. Wręcz można powiedzieć, że suweren jest wrogiem bo coś wymaga. Szkoda, że nasz głos i tak nie będzie wysłuchany. I szkoda, że winni zamordowania 96 osób zostaną osądzeni na sądzie Bożym. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Gwoli przypomnienia 'bitnym' Polakom jak wyglada rewolucja pare zdjec z Francji, SPOZA Paryza:
    https://www.liberation.fr/photographie/2018/12/03/gilets-jaunes-recit-en-images-d-une-flambee-de-violence-progressive-en-region_1695586

    Tak wyglada narodowa mobilizacja, jakiej w Polsce nigdy nie widzialem.

    Wydaje sie to wszystko dosc proste, o ile pamietamy ze rewolucji nie dokonuje sie jedynie w stolicy. W stolicach dokonuje sie raczej przewrotow i zamachow.
    Zastanawiam sie jak szeroko jest znany fakt, ze na Marsz Niepodleglsoci przybywaja nie tylko uczestnicy z calego kraju, ale i policjanci z garnizonow z calego kraju. Obiektywnie i na zimno rzecz biorac, 11 listopada w Warszawie naprzeciw manifestantow z calego kraju stoi policja z calego kraju. Skadinad jest to sytuacja IDEALNA dla tlumienia manifestacji i buntu, a takze prowokacji, bo wszystko jest skanalizowane. Ukrywa tez fakt, ze samej policji nie jest az tak wiele, skoro trzeba az zwozic ja do Warszawy....
    Dlaczego ma byc jeden Marsz Niepodleglosci w Warszawie, a nie Marsz Niepodleglosci w kazdym miescie? Jakos nikt sie o to nie pyta.... a powinien.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem prawnikiem ale czy nic nie można zrobić Prezydentowi, który w sposób jawny i ostentacyjny łamie ustawę? Nie ma żadnych procedur? Naprawdę, człowiekowi uczciwemu odechciewa się żyć w takim Państwie z dykty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prezydent jeśli nie podejmuje decyzji o publikacji aneksu powinien przekazać go do SKW. Tam prawdopodobnie nastąpiłoby jego uzupełnienie. Bynajmniej o tym wspominał były szef SKW Piotr Bączek w 2017 roku. Niestety WSI z belwederu milczy w tej sprawie.

      Usuń
  5. Witam.Cała historia 3rp,to próba budowania domu na nieosuszonym szambie.Ujawnienie Aneksu,byłoby eksplozją granatu w tej kloace kłamstwa i obłudy.Swoją drogą,ciekawy byłby widok tych wszystkich "mężów stanika"i autorytetów moralnych 3rp,po takim wybuchu.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. KOREA

    Cały naród z zapartym tchem oczekuje tysiąc-siedemset-dziewięćdziesiątego-piątego "niezwykle ważnego" przemówienia Umiłowanego Przywódcy!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. PS. Sir, komentarz do "ANEKSU" - dla mnie jednego z trzech najważniejszych conditiones sine quibus non - jutro/pojutrze. Pozdrawiam serdecznie Autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Urszulo,

      Będę niecierpliwie oczekiwał na komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Szanowny Panie Aleksandrze, szanowni Państwo,

    tym "polskim patriotom" z PiS opadają czasami maski, ich stosunek do Polaków, którzy próbują wymagać jest jasny - to 'imbecyle z biało-czerwonymi i bogoojczyżnianymi awatarami' - według 'ministra' Brudzińskiego.
    Czegóż więcej spodziewać się od tych ludzi, z pełną gębą frazesów - wystarczy troszkę wyprowadzić z 'równowagi patriotycznej' i pokazują swoje prawdziwe oblicze...
    Nie spodziewam się już niczego dobrego po tych ludziach, a już na pewno nie spodziewam się postawy propolskiej.

    http://telewizjarepublika.pl/brudzinski-pietnuje-obrzydliwe-ataki-na-pis-idiota-czy-ruski-troll-skad-sie-biora-te-imbecyle,73328.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Rodakvision,
    Szanowny Panie Mirosławie,

    Wiedza jest obowiązkiem. Nie tylko tych, którym więcej dano i potrafią zrozumieć otaczającą ich rzeczywistość, ale obowiązkiem ludzi, którzy więcej chcą.
    Chcieć więcej – do czego onegdaj zachęcało nas hasło partii Kaczyńskiego, oznacza więcej wiedzieć -o świecie, o nas samych.
    Pozyskiwanie takiej wiedzy – w miarę swoich możliwości, jest dlatego obowiązkiem, że wynika z definicji człowieka, jako istotny wolnej rozumnej.
    Nie ma wolności bez wiedzy, ani rozumności bez poznania.
    Słusznie Pan napisał:
    „Literalnie rzecz ujmując w demokracji wszyscy posiadający prawo wyboru są zobowiązani posiąść wiedzę niezbędną do rozumienia swoich praw i wypełniania obowiązków. W przeciwnym razie godzimy się, że jesteśmy nic nieznaczącym elementem gry kilku procent średnio inteligentnych cwaniaków robiących co chcą, a my ich tylko legitymizujemy”.
    Gdybyśmy mieli poważnie potraktować system demokratyczny, to jego zasadniczą cechą jest właśnie dostęp do wiedzy. Odróżnia ona demokrację od systemów opartych na przemocy i fałszu, w których obywatel-mieszkaniec kraju, jest traktowany przedmiotowo. W demokracji natomiast, ma sprawować funkcję suwerena i brać odpowiedzialność za system polityczny.
    Po to, by mógł ją sprawować, a w ramach tej powinności dokonywać wolnych i świadomych wyborów, musi posiadać wiedzę o realiach państwa, w którym żyje, o postaciach, które wybiera, o ich celach, intencjach i planach. Bez tej elementarnej wiedzy, nie tylko nie może dokonać prawidłowego, a zatem nieobciążonego błędem wyboru, ale nie jest w stanie wykonywać funkcji suwerena. Bez tej wiedzy – demokracja będzie tylko mitem dla hordy oszustów i łajdaków.
    Tu właśnie III RP ujawnia swoją komunistyczną naturę i objawia się jako sukcesja systemu przemocy i fałszu.
    Nasz wiedza o rzeczywistości jest bowiem ograniczona przez cały szereg czynników - świadomie i celowo ustanowionych przez prawodawcę. Od pragmatyki pracy służb specjalnych poczynając (tu dostęp do informacji kształtują zasady rodem z PRL-u), po mitologię demokracji i brak wolnych mediów. Każdy z tych czynników sprawia, że o realiach III RP wiemy (a przynajmniej mamy wiedzieć) tyle, ile życzą sobie ludzie zarządzający tą sukcesją. To oni decydują, jakie informacje przedostaną się do przekazu medialnego, co należy ukryć, ile powiedzieć i co przemilczeć. Narzędziem regulacji są prywatne przekaźniki partyjne oraz tzw. media publiczne, wykonujące pracę na rzecz każdej grupy rządzącej. Istnienie wolnych mediów – wzorem PRL-u – jest niemożliwe w sukcesji komunistycznej. Dlatego nie ma tu środowisk medialnych, które mogłyby realizować prawa podmiotowe obywateli i zabiegały o ich interesy.
    Sytuacja związana z Aneksem, w pełni obrazuje to zjawisko. Choć decyzję o utajnieniu podjęło być może inne gremium i mogła ona być jednym z warunków „wygranej” PiS z roku 2015, nas poinformowano publicznie, że dwóch panów – Kaczyński i Duda zdecydowało, iż ta wiedza jest dla nas zbędna lub zbyt niebezpieczna.
    Tak arbitralną decyzję podjęto wbrew zapisom ustawy, a w jej podjęciu uczestniczył polityk, który nie posiada ku temu żadnych uprawnień. Jakby tego mało, tenże polityk – co opisałem obszernie w tekście „ W INTERESIE WSI” przyznał w roku 2018, że zna treść Aneksu, zaś w roku 2015 twierdził, że dokument jest mu nieznany. Dla niezorientowanych dodam, że pan Kaczyński nie ma najmniejszego prawa znać treści tajnego dokumentu.
    W tym kontekście warto odnotować zadziwiającą postawę Obcych, czyli tzw.”opozycji”. Krzykacze, którzy wynajdują niestworzone brednie, byle „dokopać” Kaczyńskiemu i oskarżają go o rozmaite zbrodnie, w tym – jakże jaskrawym przypadku – w ogóle nie zainteresowali się tematem.
    Oznacza to tyle, że dla obu środowisk – rządzących i „opozycji”, decyzja o nieujawnianiu Aneksu jest korzystna. Oznacza również tyle, że w kwestii b.WSI istnieje faktyczna „wspólnota brudu”, a rzekome „spory” i „walki polityczne” , są spektaklem ku uciesze gawiedzi.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Aleksandrze,

      Pisze Pan: "Nasza wiedza o rzeczywistości jest bowiem ograniczona przez cały szereg czynników - świadomie i celowo ustanowionych przez prawodawcę. Od pragmatyki pracy służb specjalnych poczynając (tu dostęp do informacji kształtują zasady rodem z PRL-u), po mitologię demokracji i brak wolnych mediów".
      Panie Aleksandrze, Czytelnicy odwiedzający To Miejsce,
      od długiego czasu zapytuję tych - jasna cholera - naszych(!) wybrańców i ich nominowańców na decydentów co z nękaniem/ściganiem Aleksandra Ściosa.
      Ostatnio tutaj:
      https://twitter.com/RODAKvision1/status/1071728151644917760
      Milczą psie juchy. Zamilczają zgodnie z zapisem na to nazwisko w mediach i wydawnictwach. Poza PROHIBITA!
      Pan Aleksander to jest właśnie źródło naszej wiedzy, którą te łotry ze wszystkich sił próbują ograniczyć. Próbują pozbawić nas możliwości oceny ich postępowania i podejmowania w oparciu o tę wiedzę decyzji niekorzytnych dla jednej, jedynie liczącej się tak naprawdę strony układu "demokratycznego" - wybranców.
      Pan Aleksander robi wszystko, żeby zmniejszyć skuteczność ich działań i za to ślę mu wyrazy najwyższego uznania, bo to jest Lider Myśli na miarę czasu, a i Książę uników wobec siły tego państwa. Dlatego zachęcam Państwa do wspierania Jego wysiłków nie tylko na rzecz Niepodległej, ale i na naszą przecież rzecz.

      Przekaż darowiznę, aby skuteczniej unikał "kamińszczaków" i obdarzał nas wiedzą niezbędną dla "ludzi rozumnych", bo tylko wśród takich może się znaleźć "niewielka garść ludzi", którzy odzyskają Niepodległą.

      Pozdrawiam Państwa i Gospodarza

      Usuń
  10. Unknown,

    W odniesieniu do wiedzy, określenie „nieopłacalna”, mogą używać tylko oszuści lub ludzie złej woli.
    Nie ma wiedzy „nieopłacalnej”, bo o wartości poszczególnych informacji decyduje tylko ten, kto informację posiadł. Jeśli ktokolwiek chce decydować za innych, że wiedza o rzeczywistości jakiegoś państwa jest „nieopłacalna”, stawia się w pozycji dyktatora – demiurga i zaprzecza wolności innych ludzi.

    Nigdy też nie zgodzę się na determinowanie naszych możliwości kategorią „szkoda”. Tak można powiedzieć o rozdartych spodniach, ale nie o sprawach, od których zależy nasza przyszłość.
    „Szkoda” jest więc dla mnie zwrotem z leksykonu niewolników, bo niesie kapitulację i rezygnację z walki.
    Nie roję sobie oczywiście, że moi rodacy będą protestować na ulicach z powodu ukrycia Aneksu czy niedokończenia weryfikacji WSI. Jako społeczeństwo jesteśmy niezdolni do jakichkolwiek protestów i tylko symboliczne „zabranie michy” mogłoby wywołać reakcję.
    Mam natomiast nadzieję, że ludzie rozumni -w sensie, pojmujący znaczenie tej decyzji, potrafią wyciągnąć wnioski z takiego traktowania przez rządzących i nigdy już nie popełnią błędu obdarzenia ich zaufaniem. Jeśli to zrozumieją, a nadto dostrzegą pułapkę „fałszywej alternatywy” w każdej farsie wyborczej i uwolnią się od dyktatu ciemniaków – mitologów demokracji, będzie to wielkim zwycięstwem. Od tego rozpoczyna się droga długiego marszu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nemo,

    Bynajmniej, nie obiecywałbym sobie takiego efektu po publikacji Aneksu. Większość osób publicznych III RP jest dziś dostatecznie „obryzgana” fekaliami najcięższych draństw,kłamstw i podłości – co w najmniejszy stopniu nie przeszkadza im nadal uchodzić za „polityków”,”dziennikarzy”,”ekspertów” itd.
    Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że chcąc poczuć ten „fetor” i chcąc wyrzucić „obryzganych” poza nawias wspólnoty, trzeba mieć odpowiednie receptory.
    W przestrzeni publicznej, w obszarze społecznym, takimi receptorami jest dychotomia My-Oni, wybór tak-nie, świadomość dobra i zła.
    Gdy społeczeństwo jest pozbawione tych wartości, nie będzie w stanie dokonywać prawidłowej oceny rzeczywistości: nie dostrzeże Obcych, nie zrobi korzystnego wyborów, nie rozróżni dobra od zła. Nie poczuje też żadnego „fetoru” - choćby „obryzgani” śmierdzieli na kilometry.

    Pisałem już, że nie uważam publikacji Aneksu za „remedium” na polskie problemy i nie przypisuję temu dokumentowi mocy pokonania układu mafijnego. Do tego trzeba znacznie więcej.
    Przypomnę, że już publikacja Raportu z Weryfikacji WSI dowiodła, że sprawność aparatu propagandy przewyższa dążenie do prawdy i niweluje potrzebę wiedzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. Następnego dnia, po opublikowaniu 374 stronicowego Raportu, opatrzonego obszernymi aneksami, podano opinii publicznej wyniki tzw. „sondażu”, z którego miało wynikać, że 44,9 proc. Polaków ocenia dokument jako niewiarygodny, 31,2 proc. - za wiarygodny, zaś 18,7 proc.-nie ma zdania na temat dokumentu.
    Była to manipulacja w stylu komunistycznym – tak ordynarna i fałszywa, że łatwo przyjęta na gruncie III RP.
    Jeśli Bronisław Komorowski, którego nazwisko pojawia się blisko 60 razy na kartach Raportu, nadal był uważany za rzetelnego polityka, a nawet został wybrany prezydentem III RP, jest w tym dowód skrajnej głupoty Polaków, ale też prymatu propagandy nad faktami.
    Dlatego nie mozna wykluczyć, że również publikacja Aneksu nie wywołałaby większego zainteresowania, niż jednodniowe „newsy’ i „sensacje”, jakimi karmi się Polaków w rządowych mediach. Jego ujawnienie, mogłoby spowodować chwilowe „wzmożenie” elektoratu i podwyższenie emocji społecznych, ale nie wiązałbym z tym wydarzeniem szczególnych nadziei.
    Prawidłowy odbiór tego dokumentu zależy bowiem od podstawowego czynnika – woli politycznej.
    Jeśli intencją rządzących byłaby walka z patologiami III RP – a wpływy środowiska b.WSI należą do najpoważniejszej patologii – Aneks zostałby wykorzystany dla dobra Polaków. Poprzez zaangażowanie odpowiednich instytucji – służb, prokuratury i narodowego trybunału do osądzenia zbrodni komunistycznych (nie mam na myśli tzw.”sądów”) oraz celem szerokiego i dogłębnego poinformowania nas o zdradzieckiej sieci oplatającej to państwo.
    Nie sposób sobie dziś wyobrazić takich zachowań. Ani rządzący chcą walczyć z patologiami III RP, ani ich partyjne media mogą i potrafią przekazywać rzetelne informacje.
    Zapyta ktoś przytomnie – to po co nam wiedza z Aneksu, skoro nie będzie z niej pożytku?
    Odpowiem: po to, że mamy prawo wiedzieć i mamy prawo sami ocenić przydatność tej wiedzy. Nikt inny – żaden polityk ani fałszywy „mąż stanu”, nie może uzurpować sobie tego uprawnienia.
    Fakt,że rządzący ukrywają Aneks, obciąża ich podwójnie: raz za decyzję podjętą za nas i wbrew naszym interesom, dwa, za brak woli do walki z sukcesją komunistyczną.
    A dodałbym jeszcze trzecią winę – ohydnej, godnej najwyższej pogardy obłudy i tchórzostwa, które nakazywały tym miernotom gardłować o Aneksie w czasach Komorowskiego i stulić pyski w czasie kadencji Dudy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam.Oczywiście ma Pan rację co do znaczenia opublikowania Aneksu w obecnym układzie politycznym.Raczej bardziej chodziło mi o metaforę wizualną efektu wybuchu granatu w szambie 3rp.To,że od lat żyjemy w para państwie z rzeczywistością podstawioną,jest niestety dla większości Polaków faktem nieznanym.Muszę jednak przyznać,że wymiana Komorowskiego na Dudę to był prawdziwy majstersztyk.Do dzisiaj świecę oczami przed znajomymi,których namówiłem do głosowania na pana D.Niestety po tym fakcie,moje zdolności polityczne znajomi oceniają z dużą ostrożnością:))).Dziękuję za Pana celny i rzeczowy komentarz po moim wpisie.Moje uszanowanie.

      Usuń
  12. "Czytający moje teksty głupcy oraz ludzie złej woli, zapewne również w tym tekście odnajdą „oskarżenia” pod adresem Dudy czy Kaczyńskiego"

    Proszę pana. Jeśli tych wymienionych z nazwiska ludzi z menory, tj. chciałem powiedzieć - ze świecznika nie wolno o nic "oskarżać", to co nam, mnie, wolno?
    Odpowiada w/ g Pana ktoś za ten Kraj czy może naszym przeznaczeniem płynąć jak te śnięte ryby z prądem ku zatraceniu??

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawy koment @jksmwwms do tego tekstu ukazał się (pewnie przez pomyłkę) pod poprzednim tekstem:

    jksmwwms 6 grudnia 2018 22:01


    (prez. Jaruzelski)
    O tym dokonaniu Busha dowiedziałem się nie tak dawno, chyba na (zaśmieconym swoją drogą) tłiterku. Może mi to wcześniej umknęło a może nikt specjalnie nie ogłaszał kulisów i akuszerów tej hańby jaką jest tytuł prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej dla Jaruzelskiego.

    (Może ukrywanie Aneksu WSI jest w interesie naszych sojuszników).
    Tak w skrócie, to i tak nie jest to polski interes by USA (czy ktokolwiek) dogadywało się ponad naszymi głowami z ZSRR, Rosją, Niemcami czy kim tam jeszcze, przejmowało agentów, instytucje, biznesy i ukrywało informacje. I nie, nie "Tak ma być."

    USA trzeba (zaledwie) tolerować jako światowego hegemona i tylko tyle. Oni by pewnie i Jaruzelskiego zaprosili gdyby żył na pogrzeb Busha. To jest obca mi kultura i mentalność (tak samo zresztą jak żydowska bajdełej...) że business as usual albo It's the economy, stupid.
    Na koniec ci głupcy i tak kończą w grobie i wtedy te motta podsumowują ich życie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałbym doczekać czasu kiedy Oni beda wsadzani do pierdla za afery i zdrady stanu bądź wydalani z Najjaśniejszej Rzeczpospolitej głęboko na wschód... Na te mrzonki już straciłem nadzieje . Pozostaje NADZIEJA W DŁUGIM MARSZU i przekazaniu informacji następnej sztafecie pokoleń....pozdrawiam Autora który pokrzepił moje serce ...

    OdpowiedzUsuń