Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 24 września 2014

O KLUCZENIU I KUŁACZENIU


Gdyby reżim III RP ( jak twierdziła opozycja) opierał się na „systemie Tuska”, a spoistość koalicji zależała od osoby partyjnego lidera, dezercja premiera wywołałaby polityczne trzęsienie ziemi lub doprowadziła do wcześniejszych wyborów. Gdyby służby specjalne były podporządkowane Bartłomiejowi Sienkiewiczowi (o czym zapewniali nas publicyści i eksperci opozycji), zdymisjonowanie tak wszechwładnego ministra spowodowałoby nadzwyczajny wstrząs, lub, z uwagi na zakres tej władzy, okazałoby się niemożliwe.
Z każdym dniem, upływającym od powołania tzw. rządu Ewy Kopacz, publicystyczne tezy o potężnym premierze i jego wpływowych ministrach doznają kompromitacji i tylko amnezja czytelników sprawia, że ludzie głoszący te banialuki mogą nadal kreować się na analityków i zwodzić opinię publiczną. 
Z zainteresowaniem będę śledził zabiegi „niezależnych mediów”, które już rozpoczęły pogoń za nowym królikiem, a chcąc usprawiedliwić fałszywe tropy, będą zmuszone również namaścić kolejnych decydentów. W przypadku obecnego rozdania, nie będzie to rzeczą łatwą, bo nawet średnio rozgarnięty odbiorca z nieufnością przyjmie zapewnienia o władztwie pani premier i może powątpiewać w kompetencje absolwentki ATK na stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Problem będzie tym większy, że zgodny chór publicystów i polityków PiS zapewnia nas o wyjątkowej słabości i ułomności tego rządu, co wśród nazbyt dociekliwych obserwatorów, może wywołać niebezpieczną refleksję: jeśli ów rząd jest tak wątły i niekompetentny, jak słaba musi być opozycja, która nie potrafi go obalić?
Pojawia się zatem szansa, że mimo wytężonej pracy ekspertów kojarzonych z opozycją, pytanie:  kto jest rzeczywistym decydentem i rozdaje karty - zostanie jednak postawione, zaś środowiska te będą zmuszone do udzielenia sensownej odpowiedzi. Mam nadzieję, że nawet pokraczna dialektyka zaprezentowana niedawno przez W. Gadowskiego – „Komorowski to zbyt słaba osobowość i intelekt, aby na nim opierać koncepcje utrzymania władzy. Co innego tzw. ośrodek prezydencki - tak tam rodzą się koncepcje dalszej totalizacji życia społecznego w Polsce” – okaże się niewystarczająca dla wyjaśnienia fenomenu budowy reżimu prezydenckiego, bez udziału Komorowskiego.
Im częściej zaś, będzie widoczna rola Belwederu w kreowaniu polityki III RP, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się innych, intrygujących pytań: jak to możliwe, że przez tyle lat wszystkie siły medialne skupione wokół opozycji, były owładnięte pasją Don Kichota i wielkim zaangażowaniem walczyły z politycznymi wiatrakami? Dlaczego największa partia opozycyjna rezygnuje dziś z podjęcia realnej batalii o prezydenturę, skoro na firmamencie politycznym tak wyraźnie zajaśniało nowe, a zaskakujące wszystkich zjawisko – władzy prezydenckiej?
Najbliższe miesiące mogą upłynąć na próbach pokonania tych niewygodnych antynomii oraz znalezienia „złotego środka”, który pozwoli odsunąć niecne podejrzenia od Pałacu Prezydenckiego oraz zapewni modus vivendi do czasu wyborów parlamentarnych.
Największy kłopot będzie jednak dotyczył służb specjalnych i wytłumaczenia odbiorcy logiki dokonywanych tam zmian. Już niedawne przecieki z tajnego raportu NIK, na temat nadzoru nad służbami, powinny otworzyć oczy tym, którzy wierzyli w silną władzę premiera, a nawet posądzali panów Cichockiego i  Sienkiewicza o autorstwo tzw. reformy służb.
Z raportu wynikało, że premier nie tylko nie miał pełnej wiedzy na temat procedur wewnętrznych obowiązujących w poszczególnych służbach, ale nie posiadał też wiedzy na temat poprawności podejmowanych przez nie działań operacyjno-rozpoznawczych w konkretnych sprawach. Mówiąc kolokwialnie: był politycznym słupem, który swoim stanowiskiem firmował samowolę służb. Dostrzeżono także, że tzw. Kolegium ds. Służb, na którego czele stał Donald Tusk, jest tworem całkowicie nieefektywnym i nie ma realnej możliwości sprawdzenia, czy i w jakim stopniu służby wprowadziły w życie polecenia premiera.
Poważne problemy nastręcza również interpretacja noweli ustaw o ABW i AW, których autorami mieli być wszechwładni ministrowie rządu Tuska. Nadal nie wyjaśniono: dlaczego rząd miałby dążyć do ograniczenia uprawnień ABW i wzmacniania kompetencji służb wojskowych? Jaki cel miałaby reforma degradująca służbę podległą premierowi? Czemu w autorskim projekcie ministrów zawarto zapisy, dzięki którym szefowie służb zostali obdarzeni taką władzą, iż pozwolono im nawet ukrywać przed zwierzchnikami  tożsamość tajnych źródeł informacji? Dlaczego Donald Tusk miałby rezygnować z nadzoru nad ABW i powierzyć Agencję ministrowi spraw wewnętrznych? Jeśli przez ostatnie lata byliśmy świadkami procesu głębokiej bondaryzacji służb i ciągłego poszerzania uprawnienia ABW, dlaczego w okresie wzmożonych problemów rządu Donalda Tuska, doszło do nagłej dymisji polityka Platformy K. Bondaryka i przestawienia „wajchy” na rozbudowę kompetencji służb wojskowych?
Gdy przed ponad rokiem twierdziłem, że mamy do czynienia z „antytuskową” reformą służb, która zakończy się odejściem premiera i rozpisaniem nowego rozdania – nie byłem zaskoczony przemilczeniem tej tezy. Obecnie, pytania związane z ową reformą oraz dotyczące rzeczywistych decydentów w obszarze służb specjalnych, powracają nieubłaganie i nie da się ich rozstrzygnąć kilkoma frazesami.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że Ewa Kopacz będzie sprawowała nadzór nad służbami, że może nimi dysponować minister Piotrowska lub nowo namaszczony „koordynator służb specjalnych” Jacek Cichocki. Dzisiejsza nominacja nie daje Cichockiemu żadnej realnej władzy i jest raczej zapowiedzią, że stanie on na czele tzw. Komitetu Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Państwa (KRMdsBP), który wkrótce zastąpi kolegium ds. służb.
Ten kolegialny twór, w którym (według obecnego rozdania) zasiądą: Siemoniak, Schetyna, Cichocki, Piotrowska i Szczurek, ma służyć nie tylko rozmyciu odpowiedzialności za zarządzanie służbami, ale stanowi  rodzaj instytucjonalnej zasłony, zza której będzie działał faktyczny decydent. 
Z historii PRL znamy inny organ partyjno-rządowy, o nazwie  Komitet do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (KdsBP), który miał doprowadzić do reorganizacji komunistycznego aparatu bezpieczeństwa według wzorców sowieckich i posłużył m.in. włączeniu organów wojskowych pod nadzór administracji centralnej. Dzięki działalności KdsBP doszło w istocie do zalegalizowania sowieckich organów kontrwywiadu wojskowego (działających pod nazwą Głównego Zarządu Informacji) i uznaniu ich za polskie służby wojskowe.
Niecałe 30 lat później (w roku 1981), Moskwa powierzyła nadzór nad ministerstwem spraw wewnętrznych Czesławowi Kiszczakowi – oficerowi Informacji Wojskowej, szefowi WSW i II Zarządu Sztabu Generalnego. Zadanie Kiszczaka polegało na skonsolidowaniu wojskowych i cywilnych formacji policji politycznej PRL do walki z opozycją oraz rozbudowie sieci agenturalnej. Jak twierdzi Antoni Macierewicz: „Celem tego zjednoczenia służb była walka z opozycją. W gabinecie Kiszczaka byli ludzie z WSW, którzy nadzorowali zarówno wywiad cywilny, jak i wojskowy oraz kontrwywiad. Krótko mówiąc, Kiszczak dokonał scalenia wszystkich służb i od tego czasu w istocie postępował proces ich ujednolicenia, mimo pewnego zróżnicowania i mimo pewnej odrębności sitwowej.”
Zaszczepiona wówczas sowiecka „koncepcja kułaka” – zaciśnięcia służb wokół jednej formacji, miała doprowadzić do dominacji wojskowej bezpieki, a w rezultacie – do wprowadzenia stanu wojennego i długoletnich rządów junty Jaruzelskiego.
Jestem przekonany, że obecne działania w obszarze służb specjalnych zmierzają w kierunku podobnej konsolidacji i mają na celu wyłonienie takiego modelu służb, który pozwoli ugruntować władzę reżimu prezydenckiego. Na skutek likwidacji WSI oraz wzmocnienia kompetencji ABW, model ten został mocno zachwiany. W tekstach publikowanych od 2012 roku wyjaśniałem główne założenia tego projektu.
Słowo „konsolidacja” jest dziś kluczem do stworzenia uwspółcześnionej „koncepcji kułaka” i pozwala rozpoznać intencje decydentów. Przed dwoma laty, w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”, szef BBN gen. Stanisław Koziej wyznał, że zdaniem ośrodka prezydenckiego „koordynacja i integracja służb jest konieczna”. „Nasze propozycje – zapewnił Koziej – mieszczą się w dotychczasowym systemie konstytucyjnym. Z konstytucji wynika, że są dwa ośrodki władzy wykonawczej – rządowy i prezydencki. Bierzemy jednak pod uwagę, że w przyszłości może się pojawić wola zmiany konstytucji i na przykład przejście na system prezydencki albo gabinetowy”.
To stwierdzenie – nie tylko w perspektywie ostatnich wydarzeń, można odczytać jako zapowiedź ewolucji w stronę reżimu prezydenckiego, w którym „zintegrowane i koordynowane” służby wojskowe będą odgrywały  rolę strażnika interesów Belwederu.
Słaby i bezwolny rząd Kopacz, na którym skupia się cała energia marionetkowej opozycji, daje gwarancje, że „koncepcja kułaka” zostanie pomyślnie zrealizowana.

19 komentarzy:

  1. @ A. Ścios
    Ma Pan tu absolutną rację co do roli Komorowskiego itd, ale z tego nic nie wynika - samo nazwanie choroby i określenie jej ogniska jest niczym wobec braku pomysłu na jej leczenie. PiS raczej nie obejmie władzy, a nawet i jeśli to na krótko ("dzięki" Brukseli), więc nic się tu nie zmieni. Pozostaje chyba tylko to, o czym pisał Pan niedawno w Gazecie Polskiej - potrzeba społecznego i dość radykalnego buntu. Ale czy po nim byłoby cos więcej niż pseudo-zmiany, wątpię. W 1980 czy 1989-92 też był społeczny bunt i gucio z tego wyszło - nie było kadr, pomysłu, środków itd. a nade wszystko sojuszników poza granicami Polski. Sytuacja jest nadal patowa, a i tak naprawdę to i u Pana nie widzę pomysłu na rzeczywistą zmianę (choć temat Pan czuje doskonale). Pozdrawiam szczerze!

    OdpowiedzUsuń
  2. El Mojero,

    Dziękuję za podzielanie moich opinii, jednak nie bardzo potrafię zrozumieć, co ma Pan na myśli, pisząc o "braku pomysłu na leczenie" oraz formułując sugestię, jakobym miał taki pomysł przedstawić.
    O zagrożeniach związanych z wyborem Komorowskiego piszę regularnie od 2010 roku. Od trzech lat przedstawiam zaś tezę o budowie reżimu prezydenckiego. Nie bardzo wiem, co mógłbym uczynić więcej.
    Proszę pamiętać, że rolą blogera i publicysty nie jest dawanie "cudownych porad". Ci, którzy z wielką łatwością formułują takie porady, zwykle bardziej wierzą we własny geniusz niż wynika to z ich osobistych predyspozycji.
    Odsyłam natomiast do mojego poprzedniego tekstu "Nudis verbis-2 terapia", w którym pozwoliłem sobie przedstawić pogląd na kwestię tzw. georealizmu i polskiej polityki zagranicznej. To bodaj jedyny przypadek, w którym zawarłem propozycje konkretnych decyzji politycznych.
    Po to jednak, by mogły one zostać zrealizowane, potrzeba znacznie więcej niż pomysłu: trzeba akceptacji społecznej oraz siły politycznej (partii), która dokona owej "rewolucji".
    Nie inaczej jest w przypadku zagrożeń związanych z reżimem prezydenckim. Możemy sobie powiedzieć, że każda realna opozycja, widząc tego rodzaju zagrożenia, przystąpiłaby do ofensywy i już dziś rozpoczęła ogromną kampanię informacyjną, dzięki której Polacy mogliby poznać osobę lokatora Belwederu.
    Komorowski nie jest silnym przeciwnikiem (choćby z uwagi na jego poziom intelektualny) i nawet szczelna osłona medialna nie uchroniłaby go od porażki w starciu z faktami.
    Jestem przekonany, że gdyby opozycja rozpoczęła taką kampanię i przez wiele miesięcy konsekwentnie informowała wyborców o rzeczywistych dokonaniach tego pana, nawet wrzask funkcjonariuszy medialnych oraz zabiegi ich umundurowanych kolegów, nie ocaliłyby tej prezydentury.
    Dlatego uważam, że pytanie - jak pozbyć się Komorowskiego, jest całkowicie bezzasadne. Jest to możliwe, nawet przy obecnych ograniczeniach.
    Właściwe pytanie powinno brzmieć: dlaczego opozycja i związane z nią media, nie chcą tego uczynić?

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A. Ścios,
      Hm, dość smutne to co mi Pan napisał... Czyżby Pan naprawdę nie rozumiał że (cyt:) "opozycja i związane z nią media" najogólniej akceptują III RP a dążą tylko do nadania jej bardziej znośnego charakteru? To trochę jak za komuny, kiedy "opozycja demokratyczna" (co za debilne określenie!) dążyła do finlandyzacji PRL, a przeciwko systemowi -tj. komunie i jej opozycji- była właściwie tylko Solidarność Walcząca i parę kanap. Moją intencją było/jest zwrócenie uwagi na to że biblijny Dawid był sobie tylko na początku prostym pasterzem, a gdy skapował że nie ma kogoś kto powinien zmienić ówczesny system, mimo swego innego fachu wziął się za inny i dokonał zmian. Pan się tłumaczy iż jest tylko blogerem więc Jego rola to nie dawanie rad... Eeeeee tam! Może wreszcie czas na spróbowanie wyjścia poza blog, tym bardziej że w "GP" doradzał Pan np. akcje uliczne... Na antysystemowość PiS chyba nie ma co liczyć, bo nawet jeśli oni to po cichu planują (na kiedyś), to i tak nic nie zrobią (brak im np. polskiego Prawego Sektora czy batalionów ochotniczych a przede wszystkim napędu). Ktoś nieprzypadkowy, jakiś nowy Wysocki, musi podnieść sztandar i ruszyć na np. Belweder. Może ten który to już wymyślił i opisał? Co do wspomnianego przez Pana "Nudis Verbis" to w odc. nr 2 wtrąciłem swoje (krytyki) - czarno to widzę... Pozdrowienia!

      Usuń
    2. El Mojero,

      jeśli ludzie z prawicowego elektoratu szukają już ewentualnych przywódców walki z reżimem wśród publicystów (co oczywiście nie jest wykluczone samo w sobie), to wyznacza poziom zaufania do PiSu i reszty prawicowej ligi. Szczerze mówiąc, sam liczę na jakiegoś innego, nowego demiurga, ale to są zbyt poważne sprawy, żeby komukolwiek imputować imperatyw wzięcia na siebie takiej odpowiedzialności.

      Tak mi się wydaje.

      pozdrawiam Pana

      Usuń
    3. El Mojero,

      Pan wybaczy, ale na tym blogu nie praktykuję tłumaczenia "z polskiego na nasze". Udzieliłem Panu rzeczowej odpowiedzi i nie widzę potrzeby wyjaśniania spraw oczywistych.
      Uwaga, jakobym nie rozumiał że "opozycja i związane z nią media najogólniej akceptują III RP a dążą tylko do nadania jej bardziej znośnego charakteru" dowodzi raczej nieznajomości moich tekstów niż jest sensownym argumentem.
      Rozumiem, że istnieje wielka potrzeba kreowania różnych przywódców i autorytetów ( co prowadzi niekiedy do absurdalnych sytuacji), ale nie podzielam opinii, jakoby takie postulaty miały być kierowane do publicystów lub blogerów. Są wprawdzie "niepokorni" żurnaliści, którzy roszczą sobie ambicje małych demiurgów, proszę mnie jednak nie nakłaniać do takiej kompromitacji.
      To jest zadanie dla polityków, którzy nie tylko chcą uchodzić za reprezentantów naszych interesów, ale też otrzymują za to sowite wynagrodzenie. Napisałem kiedyś na tt, że byłbym uprawniony do udzielania "dobrych rad" tylko wówczas,gdybym miał taki kredyt zaufania, jakim dysponują politycy PiS, a za owe "porady"otrzymywał podobną pensję.
      Zwracam również uwagę, że tekstem "BEZ ZAMAZANIA" zakończyłem pewien rozdział w swojej publicystyce. Rozdział na tyle istotny, że dziś mogę pisać jedynie o marionetkowej opozycji.

      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Wojciech Miara,
      PiS jest jaki jest, z braku laku itd. Ja czekam na rzeczywistą siłę antysystemową, a do niej potrzeba najpierw dobrych oficerów, za którymi my szeregowi moglibyśmy pójść, a nie tylko wiecznie siedzieć i czytać instrukcje czy regulaminy.

      Usuń
    5. A. Ścios,
      Szanowny Panie, niezbyt dobrą rzeczą jest i będzie, jeśli zamiast działania ograniczymy się tylko do gadania o działaniu, bo owe gadanie, nawet i najwyborniejsze nic sensownego nie da. A jak jeszcze będziemy się za byle co obruszać i strofować, to bezsens całkowity i klapa, czyli to co mamy od "25 lat Wolności". Szczery szacunek łączę,

      Usuń
  3. Dzień dobry. Zgoda,że ocena BK i jego otoczenia,polegająca na unikaniu niedostrzegania niebezpieczeństwa ze strony tego środowiska,to kpina; przekonuje o tym m.in. Pana blog,a raczej seria faktów,które m.in.Pan opisuje,w tym cała seria "ponadnarodowych zgód" ,także ze strony PiS. Sprawdzono: do teraz żadne media po stronie opozycji (nasze?-np. niezalezna.pl/wpolityce.pl) nie zająknęły się nawet nt.wizyty BK w USA http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-zagraniczne/art,342,wolnosc-nie-byla-nam-dana-dlatego-chcemy-sie-nia-dzielic.html ,w przeciwieństwie do propagandy mediów nie naszych http://www.wiadomosci.onet.pl/usa-bronislaw-komorowski-ogladal-cwiczenia-komandosow-w-fort-bragg/ ; na tych oficjalnych zdjęciach nie dostrzegłem żadnych protestów. Więc jak to jest z tą obecną administracją amerykańską ?: nie wie,kto zacz WSI,czy udaje,że nie wie-bo nie sądzę,aby amerykański wywiad był aż tak niewiedzący-choć możliwe,że ma wpływ "dozgonna wdzięczność" wpływowych 'MOSTowiaków' .A może to wina zbyt słabego przekazu nt. BK wśród amerykańskiego społeczeństwa,a może wszystko razem? W każdym bądź razie prezydentura Obamy ma się b.kiepsko w porównaniu z prezydenturą śp.R.Reagana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wsojtek,

      Prezydentura Obamy, to rzecz najgorsza dla Ameryki i katastrofalna dla świata. Nie mam wątpliwości, że tak właśnie historycy ocenią ten okres.
      Nie chcę rozwijać tematu, który nie dotyczy obecnego tekstu, ale dodam, że dla ludzi twardo stąpających po ziemi, jest oczywiste, że bez układu USA z Rosją (Start oraz tzw. reset i kilka późniejszych geszeftów) nie byłoby Smoleńska ani obecnej wojny.
      To błędy i głupota administracji amerykańskiej ośmieliły prostackiego kagebistę.
      Putin jest więc mocny słabością Obamy i jeśli Amerykanie otrząsną się z tego szaleństwa (co, jak wierzę nastąpi ), dni moskiewskiego watażki będą policzone. Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek inny prezydent USA dopuścił do sytuacji, w której chorobliwie słabe, skorumpowane i wiszące na łasce innych państwo, mogłoby trząść polityką globalną.
      Obama wie oczywiście, kim jest lokator Belwederu. To demokratycznie wybrany prezydent, niepodległego i wolnego państwa, które jest dziś największym przyjacielem Ameryki i stanowi ostoję cnót demokracji i wolności.
      Wie o tym choćby dlatego, że o takim państwie mówi polska opozycja i piszą media. Nikt nie słyszał, by podczas niedawnej wizyty Obamy, jakieś środowiska opozycyjne próbowały protestować lub informowały administrację USA o rzeczywistym stanie III RP.
      Przeciwnie, lider opozycji zapewnia "wolny świat", że żyjemy w kraju demokratycznym i wolnym (choć nieco ułomnym), a przy wielu okazjach usilnie wspiera wysiłki rządu (Ukraina) oraz kibicuje inicjatywom Belwederu (zbrojenia, 2 proc.PKB).
      Byłoby raczej nonsensem, gdybyśmy oczekiwali, że Obama i przywódcy Zachodu będą traktowali lokatora Belwederu gorzej niż czyni to rodzima opozycja.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dobry wieczór. Po pierwsze gratulacje: http://www.polskaksiegarnianarodowa.pl/pl/Zbrodnia-zalozycielska-III-RP/520,może nawet i podwójne http://www.radiownet.pl/publikacje/sumlinski-o-lobotomii-30#/publikacje/nowa-ksiazka-w-sumlinskiego-o-smierci-ks-popieluszki .Dzięki też za tłit do opinii prof.Chodakiewicza; b.ciekawy,szczególnie te parę rad do wdrożenia (choć z jedną z nich,dotyczącą stopniowania zamrożenia reżimowych finansów mam pewne wątpliwości: wszak to daje czas na ich wytransferowania poza zasięg; do wybiórczości takich sankcji,a raczej do ich stopniowania,nie mam obiekcji).Swoją drogą to prof.Chodakiewicz chyba przewidział rozwój sytuacji z izolacją internetu w Rosji przez putinowców; rada dotycząca wzmocnienia rosyjskojęzycznego przekazu satelitarnego jest ok. Jeszcze jako uzupełnienie do innego Pana tłitu dotyczącego kaliningradzkiego przekazu budowania "diabelskiego mostu",tym razem w Warszawie: http://www.wiadomosci.onet.pl/warszawa/ukraina-za-czerwona-linia-propagandowa-wystawa-na-konferencji-obwe-w-warszawie/-też bez żadnych protestów,zainteresowania naszych zawodowych portali.,polityków; przecież są na miejscu,w Warszawie,a takiej wystawy chyba nie da się ustawić,wg. mojej subiektywnej opinii, w 5 minut. To zaś stanowi kolejny przykład "ciągłości" po liftingu : od "roku Rosji w Polsce"/Programu2020',przez "mały ruch graniczny"/"bratnią pomoc" aż do obecnego przejęcie tzw.resortów siłowych przez środowisko belwederskie. Kapitalny ten ostatni akapit: opozycji pozostanie zbieranie ochłapów ze stołu tego,którego poniekąd uznali za "arbitra eleganckiej demokracji". Pozdrowienia.

      Usuń
  4. A. Ścios,

    nadrzędna rola tzw. specłużb w zarządzaniu Polską jest już tak uderzająca, że stała się chyba widoczna i dla opozycji. Walka z kolejnymi ,,premierami" jest jednak po prostu wygodną formą trwania. Przegrana nie niesie realnego ryzyka. Można dalej trwać, byle nie było konkurencji po prawej stronie.

    Uderzenie w służby i ich przywódcę politycznego niosłoby ze sobą ryzyko rzeczywistych uderzeń odwetowych (chociaż podobnie do Pana sądzę, że wymiana taka mogłaby zostać wygrana przez dobrą opozycję, nie tylko bronisław Komorowski jest bowiem w tym środowisku ,,mocarzem umysłowym"). Proszę zwrócić uwagę na rządy piSu w sejmiku podkarpackim. Praktycznie nie słychać o realnych uderzeniach w miejscowe układy nomenklaturowo-gospodarcze, w tym te oparte o służby. Jestem pewien, że ilustruje to ogólnopolską tendencję w tej partii - do spokojnego wpsółżycia raczej, niż do ,,nuklearnej wymiany ciosów" (tak tzn. jej skutki urastają w głowach tych ludzi do wymiarów nuklearnych), która budzi niechęć i strach posłów PiSu (z wyjątkiem niewielkiej mniejszości).

    Jeśli szybko coś sie nie zmieni, a raczej się nic nie zmieni, określenie ,,marionetkowa opozycja" będzie w pełni usprawiedliwione.

    Muszę przyznać, że jak na razie Pańskie przewidywania faktycznie się z grubsza sprawdzają. Mam na myśli losy Tuska i relacje belwederu z nowym rządem. Jestem ciekaw, jak Pan widzi przyszły rok, tzn. wydarzenia po wyborach parlamentarnych, jeśli PiS nie wygra przytłaczająco (......., co delikatnie mówiąc, nie jest dziś pewnikiem).


    pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  5. Wojciech Miara,

    Już dość dawno napisałem, że ta opozycja nie może wygrać wyborów parlamentarnych. Powód? Z leżących po jej stronie: brak woli walki, pasywność, elementarne błędy strategiczne oraz dotyczące oceny sytuacji, rezygnacja z walki o prezydenturę (wybory prezydenckie są przed parlamentarnymi), zależność od opinii medialnych terrorystów.
    Myślę, że istnieją dwa, prawdopodobne scenariusze:
    - PiS przegrywa wybory niewielkim stosunkiem głosów, np. 30,2 - 30,9 na rzecz PO - co pozwala opozycji formułować zarzuty o fałszerstwie i kreować się na "niemal zwycięzców";
    - PiS wygrywa wybory stosunkiem np. 31,2 - 30,8 ( zaistniał błąd "ruskich serwerów") lecz nie jest w stanie stworzyć koalicji ani zbudować rządu. Inicjatywa przechodzi wówczas w ręce lokatora Belwederu, który powołuje premiera z PO i tworzy koalicję rządową z SLD.

    Co stanie się wtedy z PiS-em, niewiele mnie obchodzi. Ważne jest, co czeka Polaków.
    Nie wykluczałbym również scenariusza, w którym władzę w PiS przejmują "młodzi celebryci" (wielkie apetyty mają Czarnecki i Hofman) i dryfuje ona wyraźnie w kierunku opozycji koncesjonowanej.

    Pozdrawiam Pana

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Aleksandrze, proszę wybaczyć, próbuję zrozumieć artykuł. Napisał Pan, że ,,chór publicystów i polityków PiS zapewnia nas o wyjątkowej słabości i ułomności tego rządu, '' i ,,Słaby i bezwolny rząd Kopacz, na którym skupia się cała energia marionetkowej opozycji,''.
    Rozumiem, z całości artykułu, że ,,rząd'': nie jest słaby i jest słaby. Jest czymś. Brakuje mi tu określenia. Może tą marionetką w rękach osrodka trzymającego władzę, sowiecką władzę. Próbuję to jakoś nazwać, określic. Kiedyś po Smoleńsku całą nac się zastanawiałam jak nazwać ludzi, którzy mówią po polsku a działają przeciw niej. Dopiero po miesiącach dowiedziałam się ze funkcjonowało kiedys określenie POP - Pełniący Obowiązki Polaka. Wystarczą czasami trzy słowa, aby zedrzec tę zasłonę.

    Jesli chodzi o przyszłe wybory, zgadzam się z małą uwagą, że to bedzie wersja z pierwszego punktu. Obserwując wybory zafiksowałam się na opinii,ze wszystkie od 2010 były sfałszowane. Myślę, że tak bedzie i teraz. PiS przegra minimalnie. Władzy nie oddadzą. Jest to według mnie niemożliwe w sytuacji imperialnych ambicji Rosji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Beata Kuna,

    Jedyne określenie pasujące do tego rządu, to bylejakość. Jest to rząd byle jaki, przy czym cecha ta nie jest bynajmniej przypadkowa.
    Owa bylejakość, z jednej strony ma gwarantować, że rząd nie będzie przeszkadzał w realizacji projektów Belwederu, z drugiej zaś, ma przyciągać uwagę opozycji i tzw. naszych mediów. Brak jakiejkolwiek indywidualności w tym rządzie (osławiony Schetyna jest tylko pionkiem) oraz rażąca niekompetencja poszczególnych ministrów, to ważny czynnik propagandowy.
    Na tym ma skupić się cała krytyka układu rządzącego. Pozwoli to wykreować Komorowskiego na wybitnego męża stanu i gwaranta naszego bezpieczeństwa.

    Pozdrawiam Panią

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję:)
    Ma Pan rację. Wpolityce:,,Czy tak słaby rząd tak słabej premier ma szansę przetrwać do końca kadencji?'' i nikt nie próbuje analizować, dlaczego jest słaby. Jest słaby, ale silny siłą zewnętrzną.

    OdpowiedzUsuń
  9. Autor,

    "Nikt nie słyszał, by podczas niedawnej wizyty Obamy, jakieś środowiska opozycyjne próbowały protestować lub informowały administrację USA o rzeczywistym stanie III RP."

    W istocie tak było.

    Chwalebny wyjątek:

    http://solidarni2010.pl/28099-news-dnia-solidarni2010-witaja-obame-bannerem-silowa-akcja-policji---aktualizacja.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Szanowni Państwo

    do Domu Pana odszedł wspaniały Człowiek, nasz Przyjaciel, bloger Michał Stanisław de Zieleśkiewicz.
    W poniedziałek 29 września 2014 r. w święto Archaniołów: Michała, Gabriela i Rafała o godzinie 15.00, w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Koninie-Cukrowni odbędą się uroczystości pogrzebowe.
    Szerzej:
    http://blogmedia24.pl/node/69070

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Kazefie,

      To bardzo smutna wiadomość. Śp Michał Stanisław de Zieleśkiewicz był człowiekiem wielkiej wiedzy i pasji historycznej. Kochał Polskę.
      Niech Bóg da Mu nagrodę w niebie.

      Usuń
  11. Moi Drodzy,

    Jak na razie to Bóg i Archaniołowie:Michał, Gabriel i Rafał dostrzegli Jego wielkie umiłowanie Boga i miłość do Polski w Gdańsku o @Obiboka na własny koszt, który pożegnała śp. Michała Stanisława de Zieleśkiewicztak, jak należało pożegnać Polskiego Patriotę kochającego Polskę i ludzi..
    Dziś, 29.09.2014 roku przed Koronką i Mszy Świętej w gdańskim kościele Św. Brygidy dwukrotnie było wymieniane Imię Jego, wielkiego Patrioty i wiernego dekalogowi Polaka, który w każdym calu wypełnił testament swojej ciotki.

    Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
    Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.

    - Zofia Kossak-Szczucka, ciotka śp. Michał Stanisław de Zieleśkiewicz.

    Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci.
    Niech odpoczywa w wiecznym pokoju.
    I niech Bóg da Mu nagrodę w niebie.
    Amen.

    Obibok na własny koszt

    PS
    Polecam mój wpis na Blogmedia24.pl:
    http://blogmedia24.pl/node/69112
    Onwk.

    OdpowiedzUsuń