Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 11 listopada 2011

SŁOWO KTÓREGO NIENAWIDZĄ

Dla jednych jest pojęciem historycznym, obrosłym w mity i feeryczne skojarzenia, dla innych – wciąż niespełnionym wyzwaniem, od którego nie ma ucieczki, dla większości – słowem odartym z treści i znaczenia. Nadal najtrudniejszym do zdefiniowania i nadal tak groźnym, że wspominanym raz do roku.
Potwierdza, że mogą istnieć wspólnoty niezależne od obcych wpływów i rządy ludzi wolnych od mentalności raba. Przeczy ideologii „geopolitycznego realizmu”, którą miernoty i tchórze próbują osłonić własne zaprzaństwo. Wyznacza zakres autentycznej wolności, u której podstaw leży suwerenność państwa i jego autonomia w sprawach wewnętrznych i zewnętrznych. Wolności nieograniczonej blagierskim „róbta co chceta” – bo rozumianej jako prawo czynienia tego, co nie zagraża innym ludziom, a czyni człowieka lepszym i otwartym na prawdę.
To słowo nakazuje traktować historię, jako sumę doświadczeń równie ważnych, jak wiedza o teraźniejszości. Czerpie z jej dziedzictwa w przeświadczeniu, że mądrość minionych pokoleń stanowi sukcesję, bez której następne pokolenia nie będą mogły istnieć. Niesie świadomość, że tylko tradycja i kultura dają gwarancję trwałości narodowej wspólnoty. Przypomina - kim w przeszłości byliśmy i  jaką cenę płacą narody bez pamięci.
Dzięki temu słowu odżywają daty hańby i triumfu: nocy rozbiorów, powstań narodowych, roku 1918, zwycięstwa nad bolszewikami, klęsk II wojny światowej i lat sowieckiej okupacji. To słowo wywołuje nazwiska bohaterów i pamięć o tysiącach bezimiennych. Każe wspominać „wielkich zdradzonych” i przywoływać uczynki podstępnych kanalii. Powraca niesione na bitewnych sztandarach i wyskrobane paznokciem w więziennej celi.
To na jego dźwięk „tracimy rozsądek” bądź popadamy w najgłębszy smutek. Odmieniane dziś  - podczas „narodowego święta” - pozbawia nas złudzeń lub wskrzesza ostatnią nadzieję.

1 komentarz:

  1. Nie wiem jak nazwać tamten czas, hańby? głupoty?, gdy żyłam w Polsce, ale nie w Ojczyźnie, gdy mówiłam kocham swój kraj, kocham Polskę i wydawało się, ze to wystarczy.
    I nagle wszystko to, w co mój umysł nie chciał uwierzyć, co było po 89'roku "jedyną prawdą" z jej jedynymi namaszczonymi po prostu runęło. Zobaczyłam, że człowiek, któremu podawałam rękę i z którego lapsusów słownych się śmiałam, to esbecki pomagier; że Michnik, Geremek, Kuroń, Bartoszewski, to nie ci których mogę szanować jako Polka i człowiek. Zrozumiałam, że to co tak bezkrytycznie i naiwnie przyjmowałam jest kłamstwem, a potem, że zaplanowanym kłamstwem. Dziś świadomie żyję w mojej Niepodległej Ojczyźnie (nie mogę nie napisać-bardzo zagrożonej)i kocham Ją jak nigdy dotąd.
    Długą drogę odbyłam, by zrozumieć i mieć świadomość tego co się wokół dzieje i tu chylę głowę przed moim śp. Prezydentem Lechem Kaczyńskim, z którym podzielałam pragnienie o wymarzonej Polsce; to On pokazał jak nie schylać głowy przed wielkimi i czuć się dumnym będąc Polakiem.

    OdpowiedzUsuń