Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 11 lutego 2011

EKSPERCI OD BEZPIECZEŃSTWA

Dla ludzi decydujących o Polsce - mądrość polityczna jest zawsze, a nawet z konieczności, „mądrością etapu”. Ta norma uknuta przez wszelkiej maści konformistów i tchórzy dawno już zastąpiła anachroniczne pojęcia  patriotyzmu, niepodległości, czy racji stanu.  Praktykowana w szeregach partii komunistycznej, została wraz z dobrodziejstwem inwentarza przyjęta przez cały establishment III RP.
Sztandarową postacią  tego nurtu „etyki sytuacyjnej” jest bez wątpienia Bronisław Komorowski – ulokowany w życiu politycznym od dwóch dziesięcioleci. Gdy warto – „opozycjonista”, gdy trzeba – „zwolennik NATO”, gdy już można – „miłośnik putinowskiej Rosji”. Postępowa ewolucja Bronisława Komorowskiego – od przeciwnika okrągłego stołu, poprzez rzecznika wojskowej bezpieki, do piewcy „zbliżenia” z Kremlem – ma w sobie wymiar symbolu degrengolady całej tzw. elity III RP, rezygnującej z uniwersalnej etyki na rzecz normy wymuszonej własną słabością. Jeśli po wyborze tego człowieka na stanowisko głowy państwa odczuwamy zgorszenie, zdumienie lub nieznośne uczucie upokorzenia,  powinniśmy pamiętać, że mamy do czynienia ze szczytowym wytworem na drodze „mądrości etapu”.
Dziś, gdy jesteśmy świadkami niebywałego przyspieszenia w procesie spychania Polski w rosyjską strefę wpływów, „mądrość etapu” wymaga powrotu do sprawdzonych metod i niezawodnych kadr. Tą koniecznością można uzasadnić obecność Jaruzelskiego na posiedzeniu RBN czy zgromadzenie wokół Pałacu Prezydenckiego grona zdezelowanych „autorytetów” z Unii Wolności.   
I choć widok tych postaci oraz rozliczne gafy lokatora Belwederu zasłużenie skłaniają do drwin, powinniśmy z powagą potraktować zagrożenia związane z ewolucją Bronisława Komorowskiego. Szczególnie, gdy dotyczą obszaru bezpieczeństwa państwa i mają związek z obronnością. Tu bowiem najłatwiej dostrzec kierunek, w jakim chce nas prowadzić ulubieniec rosyjskich mediów.
Zaproszenie na obchody dwudziestolecia prezydenckiego BBN-u takich person, jak sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Raisy Bohatyriowej, czy byłego szefa FSB, a obecnie sekretarza Rady Bezpieczeństwa FR Nikołaja Patruszewa - musiało wywołać szczerą konsternację wśród tych, którzy pamiętają jeszcze, że Polska nadal jest członkiem NATO.  Rządowe media niespecjalnie chwaliły się faktem podpisania z Patruszewem tzw.„Planu współpracy między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i Aparatem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej na lata 2011-2012”, a jeszcze mniej mówiono o spotkaniu generała KGB-FSB z ministrem ON Klichem, podczas którego omawiano współpracę przygranicznych jednostek wojskowych i Marynarki Wojennej obu państw w przypadku – jak to określono „wystąpienia różnego rodzaju sytuacji kryzysowych”. Tego rodzaju współpraca, zdaje się dobrze rokować intencjom budowy Układu Warszawskiego- bis.
Kilka tygodni wcześnie Bronisław Komorowski ogłosił rozpoczęcie Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego. Zadaniem Przeglądu – jak głosi oficjalny dokument - jest „całościowa ocena stanu bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej oraz sformułowanie wniosków dotyczących strategicznych celów i sposobów działania państwa w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego, a także wniosków dotyczących przygotowania systemu bezpieczeństwa narodowego”. Z tej bełkotliwej nowomowy można wywnioskować, że chodzi o sporządzenie raportu zawierającego „analizy i rekomendacje w zakresie bezpieczeństwa narodowego RP”, którego opracowaniem zajmie się szereg  komisji, sztabów i grono tzw. ekspertów. Pomysł ten będzie kosztował podatników blisko pół miliona złotych, a jego efektem ma być opracowanie „Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego i poinformowanie społeczeństwa o proponowanych kierunkach działań w tym zakresie”.
Do prac nad projektem Bronisław Komorowski zaprosił m.in. członków Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego. Trudno pozbyć się wrażenia, iż głównym powodem zaproszenia był fakt, że Komorowski przez wiele lat pełni funkcję prezesa tego stowarzyszenia. Nominacje do komisji Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego otrzymali m.in. Adam Rotfeld, Dariusz Rosati, Krzysztof Kozłowski, Janusz Onyszkiewicz, Leon Kieres, Roman Kuźniar, Aleksander Smolar, Paweł Świeboda, Janusz Reiter, Maria Wągrowska, Jerzy Nowak, Marek Goliszewski, Tadeusz Chabiera, Piotr Gulczyński, Andrzej Karkoszka.
Zestaw nazwisk ludzi, którzy pod egidą Komorowskiego mają decydować o kształcie polskiej polityki bezpieczeństwa narodowego - winien wzbudzić ogromne obawy. Nie tylko z powodu ich zasług w konserwacji szkodliwych dla Polski układów i posiadania aż nadto przewidywalnych poglądów. Są bowiem wśród nich osoby, które z uwagi na stwierdzoną lub domniemaną współpracę z komunistyczną bezpieką, nigdy nie powinny zajmować się sprawami bezpieczeństwa narodowego.  Jeśli nawet urzędujący prezydent  nie widzi nic niewłaściwego w nominowaniu i nagradzaniu agentury, powoływanie takich postaci do gremium decydującego o strategii bezpieczeństwa świadczy, że zmierzamy wprost w satelicką orbitę Rosji, a obecność ludowego generała - agenta sowieckiego podczas obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego, nie była żadnym incydentem lecz  kolejnym aktem „mądrości etapu”.
Choć każdej z wymienionych osób można byłoby poświęcić obszerną notę, wskaże jedynie trzy postaci, mocno charakterystyczne dla towarzystwa mającego opracować polską strategię bezpieczeństwa.
Janusza Reitera, byłego dziennikarza „Gazety Wyborczej”, a następnie ambasadora w Niemczech działacze opozycji z lat 70. pamiętają zapewne jako młodego publicystę, który na łamach "Życia Warszawy" wychwalał politykę zagraniczną PRL, a zwłaszcza sojusz ze Związkiem Sowieckim. W 1977 roku ówczesny redaktor Reiter pisał, że większość Polaków opowiada się za sojuszem z ZSRR, a w 1980 roku jako korespondent w Iraku wychwalał Saddama Husseina i jego iracki eksperyment demokratyczny. Znany z proniemieckiej postawy i odporności na polski punkt widzenia Reiter, jest również szefem sponsorowanego przez Fundację Boscha Centrum Stosunków Międzynarodowych (CSM), zajmującego się m.in. polityką bezpieczeństwa i relacjami Polski z Rosją oraz członkiem Rady Programowej Fundacji im. R. Schumana. Sławomir Sieradzki w artykule „Zawodowi propagandyści” zamieszczonym w tygodniku „Wprost” (nr. 37/2003) opisuje tego rodzaju instytuty, jako „fundacje wpływów”.  CSM ( w którego Radzie Programowej zasiadają m.in. Ronald Asmus, Henryka Bochniarz, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Wojciech Sadurski czy Hanna Suchocka) stale współpracuje z fundacjami Adenauera, Eberta oraz z Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik (Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz Polityki Zagranicznej). Sponsorami CSM są m.in. fundacje Adenauera, Boscha, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Bank Przemysłowo-Handlowy PBK SA (z kapitałem niemieckim). Sieradzki zwracał uwagę, że tylko pozornie działające w Polsce fundacje i organizacje lobbingu politycznego nie są bezpośrednio finansowane z budżetu Niemiec, bowiem środki z budżetu najpierw trafiają do fundacji w RFN, te zaś przekazują je niemieckim uniwersytetom, a stamtąd pieniądze - w postaci grantów - płyną do organizacji działających w Polsce. Na początku lipca 2008 roku Janusz Reiter został mianowany przez ministra Sikorskiego na mocno zagadkową funkcję Ambasadora Klimatu przy polskim rządzie. 
Kolejną, znaną postacią jest Dariusz Rosati – wieloletni członek PZPR, członek rady nadzorczej FOZZ, były minister spraw zagranicznych. W listopadzie 2007 roku IPN poinformował, że Rosati został w roku 1968 zarejestrowany przez Departament I SB MSW (tzw. wywiad cywilny PRL) jako kandydat na tajnego współpracownika (kryptonim "Kajtek"), w roku 1976 zarejestrowano go w kategorii "zabezpieczenie", a w 1978 jako kontakt operacyjny ps. "Buyer". Z kolei w 1985 roku został zarejestrowany w Departamencie II SB MSW (tzw. cywilny kontrwywiad) w kategorii "kandydat", zaś w listopadzie 1989 w kategorii "zabezpieczenie”.  Z archiwów IPN wynikało, że bezpieka zleciła mu prowadzenie wywiadu ekonomicznego, rozpracowywanie spotkanych w USA osób ze sfer biznesu i polityki, a także tropienie współpracowników amerykańskich służb specjalnych. "Buyer” – pozyskany wg. notatek SB „na bazie patriotycznej,  nie realizował powierzonych mu zadań. Wykorzystane zostały przy tym jego niezrealizowane ambicje działania na odcinku zagranicznym” - zanotował prowadzący Rosatiego esbek.
Na koniec, warto wskazać na postać, którą można zaliczyć do kręgu dobrych znajomych Bronisława Komorowskiego. Zapewne niewiele osób już pamięta, że na początku rządów obecnego układu miały miejsce cztery spektakularne dymisje. Nastąpiły tuż po deklaracji Donalda Tuska ze stycznia 2008 roku, w której premier poinformował, że zgodnie z ustaleniami poczynionymi z koalicjantem „urzędnik rządowy który zataił problem lustracyjny, będzie musiał odejść z funkcji”. Kilka dni później „z powodów osobistych” odeszli z rządu nowo mianowani urzędnicy: Paweł Graś – odpowiedzialny za służby specjalne, Tadeusz Nalewajk (z MSWiA), Grażyna Leja (z Ministerstwa Sportu i Turystyki) oraz Maria Wągrowska – wiceminister obrony narodowej. Media spekulowały wówczas, że powodem wymuszonych dymisji stały się  dokumenty IPN nt. urzędników i podejrzenia współpracy ze służbami specjalnymi. W przypadku Grasia wymieniano współpracę z WSI. Choć oficjalnie zaprzeczano tym informacjom, 20 stycznia 2008 roku pojawiła się wypowiedź wiceszefa klubu PO Jarosława Gowina, iż  powodem dymisji wiceministrów w większości przypadków są względy lustracyjne”.
Maria Wągrowska miała odpowiadać w MON za sprawy społeczne resortu, za profesjonalizację armii oraz za promocję obronności narodowej. Twierdzono wówczas, że do odejścia zmusił ją sam Donald Tusk, w związku z materiałami, które miały się znaleźć w IPN. Jedyną znaną decyzją pani wiceminister był wydany na dzień przed uroczystościami 16-lecia Radia Maryja  zakaz uczestniczenia w koncercie z tej okazji artystycznemu zespołowi Reprezentacyjnej Orkiestry Wojska Polskiego.
Maria Wągrowska w latach 80. i 90. pracowała w „Rzeczpospolitej” m.in. jako korespondentka w Brukseli. Później została redaktor naczelną pisma "Polska Zbrojna", wcześniej znanego jako „Żołnierz Wolności”. W czasie gdy Komorowski pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego oraz Ligi Morskiej i Rzecznej, wydawnictwo "Rytm" wydało książkę „Prawą Stroną – życie, polityka, anegdota”. Był to wywiad-rzeka, który z Komorowskim przeprowadziła Maria Wągrowska. Nie wiadomo kiedy i w jaki sposób była dziennikarka uzsyskała dość wiedzy i doświadczenia, by zostać „ekspertem bezpieczeństwa międzynarodowego”. Takim mianem jest określana przez Krajowe Stowarzyszenie Ochrony Informacji Niejawnych (KSOIN) – organizację założoną przez płk  Mieczysława Koczkowskiego z Zarządu III WSI (uczestnika kursu KGB z marca 1982 r), z którą współpracują m.in. byli szefowie WSI gen. dyw. Bolesław Izydorczyk i kadm. Kazimierz Głowacki. Maria Wągrowska należy do grona „ekspertów i wykładowców” KSOIN, jest również wiceprezesem Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego oraz jedną z fundatorek założonej w sierpniu 2007 roku fundacji Promilitaria. Jej twórcami są m.in. płk Bogdan Rosa oraz płk Ryszard Choroszy – wieloletni publicyści „Żołnierza Wolności” – wojskowego dziennika reprezentującego linię komunistycznego „betonu”.
Myliłby się, kto sądziłby, że Maria Wągrowska na stałe rozstała się z rządem Donalda Tuska. Dymisja z funkcji wiceministra, w atmosferze wskazującej na zarzuty natury lustracyjnej nie przeszkodziła w kontynuacji współpracy z „ekspertem bezpieczeństwa”. Obecnie bowiem znajdziemy Wągrowską w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, na stanowisku doradcy Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. W maju ubiegłego roku z ramienia rządu wzięła udział w posiedzeniu plenarnym Komitetu NATO ds. Planowania Cywilnego w Sytuacjach Zagrożeń, które odbyło się ono w Baku, stolicy Azerbejdżanu.
Ludzie, których Bronisław Komorowski powołał do tworzenia narodowej strategii bezpieczeństwa wykazują wspólną z obecnym prezydentem cechę: są praktykami „mądrości etapu”, potrafiąc adaptować swoje poglądy do aktualnych potrzeb grupy rządzącej. Doskonale odnajdywali się w systemie komunistycznego zniewolenia, bez problemu głosili konieczność integracji z NATO, z równą łatwością przychodzi im akceptacja kremlowskich pomysłów bezpieczeństwa europejskiego i niczym nie uzasadnione „pojednanie” z reżimem Putina.
Czy znając postawę Bronisława Komorowskiego wobec Rosji i normę etyczną, dominującą wśród „ekspertów” Belwederu, można wątpić, jaki  kierunek wyznaczą polskiej racji stanu?

Artykuł zamieszczony w Warszawskiej Gazecie.

3 komentarze:

  1. Reiter był również w "Rzeczpospolitej", w 2008:

    "Ze stanowisk wiceprezesów Presspubliki strona polska odwołała: Piotra Frątczaka, Tomasza Jakubiaka i Mariusza Pawlaka. Na ich miejsce nowymi członkami zarządu zostali: Janusz Reiter (były ambasador Polski w USA i Niemczech, a w przeszłości także członek rady nadzorczej Presspubliki), Artur Sierant (wydawca "Parkietu") oraz Paweł Bień (wcześniej związany z Nokią oraz PepsiCo Trading).

    Prezesem Presspubliki pozostaje Truls Velgaard.

    Ponadto ze strony Skarbu Państwa z rady nadzorczej odwołany został jej szef Andrzej Liberadzki - zastąpił go prof.Kazimierz Lankosz, a w miejsce Krzysztofa Wąsowskiego do rady nadzorczej wszedł Jan Skórzyński (były zastępca redaktora naczelnego oraz publicysta "Rzeczpospolitej"). Trzecim przedstawicielem Skarbu Państwa w radzie nadzorczej Presspubliki pozostaje Andrzej Filipowicz."

    A pod koniec kadencji (jakby przeczuwał) zapisał się na intensywny kurs hiszpańskiego...

    Swoich przedstawicieli w radzie nadzorczej Presspubliki wymienił też większościowy udziałowiec - brytyjski fundusz inwestycyjny Mecom. Nowi członkowie rady nadzorczej Presspubliki z ramienia Mecomu to: Keith Allen, Paul Vikers, Stig Finslo i Joanna Pilcicka.

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.infoveriti.pl/firma/252774/boguslawski-i-wspolnicy/warszawa/szaserow/

    Firma oficera WSI pana O wymienionego w Raporcie Macierewicza

    OdpowiedzUsuń
  3. Marek Goliszewski, Prezes Business Centre Club jest postacią co najmniej niekompetentną w sprawach bezpieczeństwa. Zapewne jego skłonności do szczególnej przyjaźni z firmami ochroniarskimi, to jedyny watek, który możne mieć coś wspólnego z "bezpieczeństwem". Nawiasem mówiąc firmy ochroniarskie są matecznikiem byłych SB-ków i WSI-owców.

    Co w IPN można znaleźć o tym panu, byłoby na pewno ciekawym wątkiem tej sprawy.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń