Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 3 listopada 2010

MILCZENIE ROSYJSKICH GENERAŁÓW.

Najwyraźniej źle się dzieje w państwie Putina, jeśli w ciągu kilku miesięcy ginie dwóch ważnych przedstawicieli służb Federacji Rosyjskiej. Już informacja o śmierci generała –majora Jurija Iwanowa zastępcy szefa Głównego Zarządu Wywiadu (GRU), ujawniona w sierpniu br. mogła wzbudzić zainteresowanie i sensacyjne spekulacje. Cóż dopiero, gdy dwa miesiące później dowiadujemy się, że były szef Federalnej Służby Ochrony generał Wiktor Czerwizow wyszedł na klatkę schodową w swoim domu tylko po to, by strzelić sobie w głowę z pamiątkowego makarowa.
To niezwykły sposób zakończenia życia przez człowieka wprawionego w bojach w czasie drugiej wojny czeczeńskiej i wieloletniego szefa ochrony prezydenta Rosji. Według najbliższych generała, cytowanych przez rosyjskie agencje informacyjne, 62-letni Czerwizow nie wykazywał żadnych oznak depresji, ani nie pozostawił po sobie słowa pożegnania.
Podobnie jak w sprawie tajemniczej śmierci Jurija Iwanowa, tak i w tym przypadku jesteśmy zdani bardziej na domysły, niż konstruowanie racjonalnych teorii.  O prawdziwej sytuacji w Rosji, wielowymiarowy grach służb, konfliktach GRU z FSB i walce o władzę na Kremlu możemy jedynie spekulować w oparciu o szczątkowe i niepewne informacje. 
Wiadomo zatem, że od wielu miesięcy narasta konflikt  między „liberałami” prezydenta Miedwiediewa, (technokraci, menedżerowie) a „siłowikami” Władimira Putina (ludzie służb specjalnych, wojska, milicji, prokuratury). Jest on na tyle wyraźny, że nawet  "Moskowskij Komsomoliec", przed miesiącem opisywał symptomy tego konfliktu, relacjonując posiedzenie rady prezydenckiej ds. projektów narodowych i demografii, na którym Miedwiediew bardzo ostro skrytykował ministrów, podkreślając, że rząd, na którego czele stoi Putin, nie mówi o realnych problemach, lecz proponuje mu tylko obszerne raporty o swoich przeszłych sukcesach.
Najnowszym przejawem kremlowskich waśni jest dymisja mera Moskwy Jurija Łużkowa, usuniętego z powodu „utraty zaufania prezydenta”. Łużkow, wybrany po raz pierwszy na to stanowisko w roku 1992 pełnił funkcję mera nieprzerwanie, a w 2007 roku, po udzieleniu prezydentowi prawa wyznaczania gubernatorów i burmistrzów najważniejszych miast  został mianowany ponownie przez prezydenta Putina. Zaliczany był do ścisłego grona „ludzi Putina” , choć w 1999 roku stanął do wyborów prezydenckich, w których na swojego następcę Borys Jelcyn namaścił pułkownika KGB. Już wtedy media oligarchów wspierających Putina przeprowadziły na Łużkowa szereg ataków, zarzucając mu zlecanie zabójstw, wielomilionowe łapówkarstwo, afery seksualne. Gdy Putin wygrał wybory prezydenckie, Łużkow zmienił front i przeszedł na jego stronę, tworząc z zapleczem polityczno-biznesowym Putina partię Jedna Rosja. Gdy w roku 2005 Putin szykował dymisję Łużkowa, mer zagwarantował prezydentowi pełną pacyfikację demonstracji antykremlowskich w Moskwie, a także świetny wynik wyborczy dla Jednej Rosji przed wyborami do rosyjskiego parlamentu. Od długiego czasu w Moskwie mówiło się, że Łużkow próbuje rozgrywać niepewną sytuację powodowaną kryzysem i istnieniem dwóch ośrodków władzy na Kremlu.
W zgodnej opinii większości komentatorów decyzja prezydenta jest związana ze zbliżającym się cyklem wyborczym. Moskwa to najsilniejszy ośrodek w Rosji a przy tym 6,5 proc. wyborców. Zmiana władzy dopiero w połowie 2011 r., kiedy to odbędą się wybory parlamentarne byłaby zbyt ryzykowna, bowiem Łużkow skłonny był do poparcia Putina, to zaś nie pozostałoby bez wpływu dla ewentualnych planów Miedwiediewa pozostania na obecnym stanowisku.
Innym przykładem narastania konfliktu może być decyzja Centralnego Banku Rosji o odebraniu licencji Mieżprombankowi, należącemu do rodziny Siergieja Pugaczowa, senatora z Tuwy. Uchodzi on za osobę z najbliższego kręgu premiera Putina, zatem ten gest w realiach rosyjskich można odebrać jako uderzenie w system finansowania przyszłej kampanii prezydenckiej premiera Rosji.
Istotnym tłem konfliktu na linii Putin-Miedwiediew są niewątpliwie kwestie dotyczące roli i zadań rosyjskich specsłużb. Wojny między KGB i GRU toczyły się zawsze, lecz przybrały na sile od czasu upadku Związku Sowieckiego i zdjęcia nadzoru ze strony Biura Politycznego KPZR. Ograniczenia prawne i ideologiczne przestały obowiązywać, a ludzie służb przeniknęli do wszystkich sfer życia nowo tworzącego się państwa. Wolni od jakiejkolwiek ideologii postanowili wykorzystać swoje funkcje do wzbogacenia się i zdobycia jak największych wpływów. Ten sam proces mogliśmy obserwować w III RP.
Od 2000 roku, gdy prezydentem został pułkownik KGB sukcesorzy tej formacji – przemianowani na FSB – osiągnęli status faktycznej elity decydującej o najważniejszych sprawach Federacji Rosyjskiej. To dzięki Putinowi FSB wyrosła na główną agencję bezpieczeństwa Rosji i rozszerzyła swoje uprawnienia na zadania zagraniczne i operacje specjalne. Szły za tym wyższe uposażenia, możliwość budowania prywatnych fortun i przywileje niedostępne ludziom innych służb. Jak stwierdził niedawno Wiktor Suworow „ludzie stojący na czele służb mają olbrzymie majątki ulokowane poza granicami Rosji - na Zachodzie. Są tam ich pałace, jachty, zamki, wille i to uzależnia rządzącą elitę Rosji od Zachodu. [...] Należy obawiać się powiązań rosyjskich elit ze światem przestępczym oraz przestępczej mentalności władców Rosji. Macki organizacji przestępczych powiązanych z władzami Rosji sięgają wielu krajów w świecie. Przede wszystkim dotyczy to przemysłu zbrojeniowego, który wbrew pozorom nie jest przemysłem państwowym. W istocie jest to prywatny interes władców Rosji i toczy się zażarta walka o udział w jego zyskach.” Podobnym obszarem „prywatnego biznesu” jest wydobycie ropy naftowej i gazu, nadzorowane osobiście przez Putina i jego najbliższego współpracownika - oficera KGB wicepremiera  Igora Sieczina, powiązanego z Rosnieftem. O realnej władzy tego ostatniego, nazywanego przez prasę "najbardziej przerażającą osobą na świecie" świadczy fakt, że w rankingu Forbesa na najpotężniejszych ludzi na świecie Sieczin zajął 42 miejsce, a dopiero kolejne przypadło Miedwiediewowi. Dziś trudno nawet mówić o „wpływie” służb specjalnych na władze rosyjskie. FSB czy SWR (Służba Wywiadu Zagranicznego) oraz ich byli agenci stanowią po prostu władzę w Federacji Rosyjskiej i decydują o jej wewnętrznej i zewnętrznej polityce.
Rozgrywki między FSB a GRU dotyczą zwykle walki o kolejne strefy wpływów oraz podziału łupów z handlu bronią i innych przedsięwzięć nadzorowanych przez ludzi służb. Gdy w kwietniu ubiegłego roku doszło do zmiany na stanowisku szefa GRU i miejsce gen. Walentina Korabielnikowa zajął gen. Aleksander Szliachturow, mówiono wówczas, że powodem był protest Korabielnikowa przeciwko proponowanym reformom w GRU. Zmiany zakładały przejęcie części zadań GRU przez Służbę Wywiadu Zagranicznego oraz rozformowanie niektórych jednostek, lub włączenie ich do oddziałów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Był to kolejny krok na drodze ograniczania uprawnień GRU na rzecz służb cywilnych.
Wiktor Czerwizow był do 2002 roku szefem Federalnej Służby Ochrony, odpowiednika polskiego BOR. Koniec jego kariery przypadał zatem na okres, gdy prezydentem Rosji był płk Putin. Jednocześnie był to czas, gdy w Rosji doszło do kilku spektakularnych zamachów: z sierpnia 2000 r. w centrum Moskwy (13 osób zabitych, 90 rannych), z marca 2001 – wybuchy samochodów-pułapek podczas których zginęło 28 osób a ponad 150 zostało rannych oraz atak czeczenskiego komanda na moskiewski teatr na Dubrowce, gdzie podczas akcji antyterrorystów ze Specnazu zginęło 129 zakładników i 50 napastników, w większości z powodu gazu użytego przez służby podczas szturmu.
Choć Czerwyzow pozostawał od tego czasu na emeryturze mógł (jak wielu innych) wyższych oficerów nadal mieć udziały w finansowych operacjach służb, lub – co bardziej prawdopodobne posiadać wiedzę niebezpieczną dla swojego zwierzchnika.
Warto zauważyć, że z Jurijem Iwanowem – wiceszefem GRU, który miał utopić się w Syrii łączy Czerwizowa udział w drugiej wojnie czeczeńskiej i operacjach GRU w Abchazji.  Sądzę, że wydarzeniem istotnym w walce służb rosyjskich  może być pożar, który 14 września 2009 roku wybuchł na terenie jednostki wojskowej 57604 w Tambowie, (400 km od Moskwy) gdzie mieści się dowództwo Głównej Dyrekcji Wywiadu Sztabu Generalnego. Według oficjalnych danych zginęło wówczas pięć osób, a 14 odniosło obrażenia. Jedna z hipotez głosiła, że pożar miał zostać wywołany celowo, by zniszczyć znajdujące się w Tambowie tajne archiwum GRU, w którym przechowywano materiały dotyczące działań Specnazu w Czeczeni i Abchazji, w tym dowody obciążające wysokich rangą dowódców armii rosyjskiej i oficerów GRU w związku z nadzorowanymi przez służby „aktami terrorystycznymi”.
Bez wątpienia, generał Czerwyzow musiał posiadać wiedzę na temat tajnych operacji z okresu prezydentury płk Putina, dla którego zamachy przypisywane „czeczenskim terrorystom” stanowiły podstawę do eskalacji przemocy i wymuszania kolejnych uprawnień dla specsłużb.  Wielokrotnie formułowano oskarżenia, że za częścią tych zamachów stali ludzie płk Putina.
Jeśli „samobójstwo” kolejnego wysokiego oficera GRU jest efektem „czystek” przed zbliżającym się okresem wyborczym w Rosji, można być pewnym, że wkrótce będziemy mieli do czynienia z kolejnymi tajemniczymi zgonami. Nic nie jest tak piękne jak milczenie – głosi jedno z przykazań tajnych służb. A przecież najpiękniej milczy trup.

Artykuł opublikowany w nr.10/2010 miesięcznika „Nowe Państwo”.

4 komentarze:

  1. Dywaguje w kolejnych komentarzach jak to z wladza w Rosji jest. Dzis znajduje odpowiedz. Dziekuje i pozdrawiam.

    zoom

    OdpowiedzUsuń
  2. Może to jest dla nas jakaś szansa jeśli zneutralizują się we własnym gronie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Aleksandrze,

    doskonale ujęty temat. Czytam właśnie "New Nobility" i nie mogę się nadziwić, że w tej doskonałej książce opisującej rozbudowę FSB nie wspomniano ani słowem o GRU, które wg danych CIA wysłało i utrzymywało czterokrotnie więcej agentów za granicami FR niż KGB. Z pewnością znaczna ich część jest w Polsce, co demaskowanie WSI wykazało, choć pewnie pokazało ono tylko czubek góry lodowej.

    Wspomniałem tu kiedyś o czterech siłach działających w Polsce. Taki "napinanie muskułów" między FSB i GRU oraz wyniki wyborów w USA dobrze prognozują na najbliższą przyszłość. Osobiście widzę szansę na pojawienie się "frustrata" w stylu Litwinienki. Pytanie tylko, czy uda się go żywego wywieźć z FR i utrzymać przy życiu. Może wtedy poznamy kulisy inscenizacji smoleńskiej. To byłby pewnie początek końca festiwalu służb. Oby się te oczekiwania sprawdziły. Tego Panu i nam wszystkim życzę.

    Z szacunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawiasem mówiąc słuszną bym uznał inicjatywę zbierania pieniędzy na nagrodę dla osoby, która ujawniłaby kulisy "Smoleńska". Już za milion $ byłoby wielu gotowych, aby zaryzykować.

    OdpowiedzUsuń