Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 27 listopada 2010

DEPARTAMENT KONTROLI WYJĘTEJ SPOD KONTROLI.

Wywiad skarbowy to jedna z najbardziej tajemniczych i elitarnych służb. W całym kraju zatrudnia ok. 300 funkcjonariuszy z pensją o jakiej mogą tylko pomarzyć policjanci czy agenci ABW.  Powstał w 1998 roku i podlega Generalnemu Inspektorowi Kontroli Skarbowej. Ma zdobywać dowody na najpoważniejsze przestępstwa podatkowe, pranie brudnych pieniędzy i korupcję urzędników. Nie prowadzi jednak śledztw. Zajmuje się jedynie pracą operacyjną. To zaś oznacza, że ma szerokie uprawnienia do inwigilacji: może instalować podsłuchy, śledzić podejrzanych i werbować tajnych współpracowników. O jego szczególnej pozycji decyduje jednak dostęp do tajemnicy skarbowej i możliwość korzystania z baz danych Ministerstwa Finansów.
Od momentu powstania wywiadu skarbowego kolejni szefowie tej służby wywodzą się z UOP –u  i ABW, choć w czasach rządów SLD i AWS zdarzało się, że zostawali nimi emerytowani esbecy. Potem nastała już era ABW i funkcjonariuszem tej właśnie służby był poprzedni szef wywiadu skarbowego  Wojciech Kiliński  - przed rokiem 1989 członek NZS i współzałożyciel NZS WSP w Częstochowie, od 1993 r w UOP i ABW. Obecnie wywiadem skarbowym kieruje Piotr Perkins, który wcześniej pracował w pionie przestępczości gospodarczej ABW. Do wywiadu skarbowego przeszedł, gdy poprzedni szef ABW Bogdan Święczkowski stracił do niego zaufanie, bo Perkins miał się spotykać z politykami PO.
W roku 2008 Gazeta Polska przypomniała, że Piotr Perkins, funkcjonariusz UOP-u w latach 90., brał udział w operacji dotyczącej Siergieja Gawriłowa - rosyjskiego biznesmena z paszportem Belize, prowadzącego interesy w Polsce. W 1997 r. w związku z podejrzeniami o pracę dla rosyjskiego wywiadu wojskowego (GRU) Gawriłow został z Polski wydalony. Interesy z Gawriłowem mieli robić oficerowie Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa w okresie, gdy wywiad nadzorował wiceszef UOP Gromosław Czempiński. Służba ta założyła spółkę Światowe Centrum Finansów i Handlu ze Wschodem, której udziałowcem był Gawriłow. Centrum miało być przykrywką dla działalności wywiadu gospodarczego, ale jego aktywność zakończyła się fiaskiem i stratami finansowymi. Ochroną tajnej operacji zajmował się kontrwywiad UOP. Do dziś nie ujawniono szczegółów współpracy Gawriłowa z polskimi służbami. Wiadomo, że UOP pozytywnie opiniował jego firmę Bagbud władzom Łodzi, gdzie miał być wybudowany luksusowy hotel. Według nieoficjalnych informacji, służby zwerbowały Gawriłowa do współpracy, po pewnym czasie okazało się jednak, że w rzeczywistości nadal pracuje on dla Rosjan. Piotr Perkins był jednym z funkcjonariuszy, który badał wątek prania brudnych pieniędzy przez Gawriłowa, ale nie znaleziono na to żadnych dowodów. Ostatecznie oskarżono go jedynie o nielegalne posiadanie broni. W 2005 r. major Perkins został odznaczony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego brązowym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz umacniania bezpieczeństwa wewnętrznego kraju.
W grudniu 2009 roku media ujawniły wewnętrzny dokument wywiadu skarbowego, w którym funkcjonariusz tej służby opisywał, jak na żądanie przełożonych przekazał oficerom ABW wiadomości z baz danych ministerstwa finsnów. Zrobił to na wyraźne polecenie szefostwa, choć zgłosił wątpliwości dotyczące takiego działania. W ten sposób ABW miała pozyskiwać informacje o przedsiębiorcach, którzy nie są objęci żadnym postępowaniem.
W tym samym czasie ujawniono, że z Polski do białoruskiego KGB wyciekły setki danych o transakcjach handlowych dokonywanych przez Białorusinów w naszym kraju, a białoruska bezpieka szantażuje tymi informacjami swoich obywateli i pracowników polskiego konsulatu w Grodnie, wzywając dziesiątki osób na przesłuchania. Białoruskie KGB wykorzystując dane przekazane przez polskie służby, działało przeciwko interesom i bezpieczeństwu Polski, a materiały te mogły posłużyć do typowych działań werbunkowych i wywiadowczych. Trzy miesiące później potwierdzono, że Polska przekazuje białoruskiemu KGB informacje o transakcjach handlowych na terenie kraju, przeprowadzanych przez obywateli Białorusi, w tym polskiego pochodzenia. Do zaprzestania tej działalności wezwali rząd parlamentarzyści z sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, występując do premiera z dezyderatem, by wstrzymać przekazywanie danych. Wydaje się, że na przykładzie tej, konkretnej sprawy można stwierdzić, iż istnieje ścisłe współdziałanie wywiadu skarbowego z ABW. Materiały przekazane białoruskiemu KGB musiały bowiem pochodzić z bazy danych Ministerstwa Finansów.
Jak głębokie są to związki, może również dowodzić sprawa wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza, ujawniona w listopadzie 2008 roku. 
Parafianowicz to  jeden z najbardziej wpływowych ludzi w Polsce. Jako wiceminister finansów, generalny inspektor kontroli skarbowej, generalny inspektor informacji finansowej oraz pełnomocnik rządu ds. nieprawidłowości finansowych na szkodę Polski i Unii Europejskiej nadzoruje walkę z przestępstwami finansowymi i jest bezpośrednim przełożonym szefa wywiadu skarbowego Piotra Perkinsa. Ma dostęp do wszystkich baz danych o obywatelach i podmiotach gospodarczych w kraju. Może wnioskować o prześwietlenie finansów dowolnego obywatela, ma też obowiązek zawiadomić organy ścigania o każdym budzącym wątpliwości przepływie finansowym czy zrealizowanej transakcji.
Jego kariera rozpoczęła się w 1998 r. dzięki Krzysztofowi Bondarykowi, ówczesnemu wiceministrowi spraw wewnętrznych, dziś kierującemu Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
To właśnie Bondaryk zatrudnił Parafianowicza do współpracy przy tworzeniu Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej. KCIK miał koordynować pracę wszystkich służb zwalczających przestępczość zorganizowaną. Miały do niego wpływać informacje operacyjne Urzędu Ochrony Państwa, Wojskowych Służb Informacyjnych, Straży Granicznej, policji oraz pochodzące od organów finansowych i skarbowych. Gdy Bondaryk stracił posadę wiceministra, z resortu odszedł także Parafianowicz.
Po raz kolejny ich drogi skrzyżowały się w Polskiej Telefonii Cyfrowej (operatorze Era GSM), gdzie obaj mieli kontrakty menedżerskie na kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Bondaryk był szefem pionu bezpieczeństwa, a Parafianowicz szefem kadr. Po wygranych przez PO wyborach  Bondaryk został szefem ABW. Do rządu Tuska natychmiast też trafił Parafianowicz.
Wkrótce okazało się, że już po objęciu urzędu wiceministra finansów Parafianowicz otrzymywał wynagrodzenie z Polskiej Telefonii Cyfrowej, z tytułu umowy o zakazie konkurencji. Z oświadczenia majątkowego za rok 2007  wynikało, że otrzymał od PTC kwotę 76 tys. zł. Jak twierdziła wówczas „Rzeczpospolita” według nieoficjalnych informacji Parafianowicz podczas pracy w resorcie finansów odebrał od firmy telekomunikacyjnej nie mniej niż 300 tys. zł.
W identycznej sytuacji – konflikcie interesów był Krzysztof Bondaryk, szef ABW, który pełniąc funkcję szefa największej służby otrzymywał pieniądze od tej samej firmy telekomunikacyjnej. W sumie miało to być około 500 tys. zł.
Gdy sprawę pobierania wynagrodzenia przez Bondaryka i Parafianowicza zaczęło badać Centralne Biuro Antykorupcyjne, wiceminister finansów oskarżył je, że... nęka kontrolerów skarbowych, którzy badali sprawę Fundacji Prasowej „Solidarność” Jarosława Kaczyńskiego. CBA wyjaśniało, że agenci nie mieli pojęcia, iż przesłuchiwana przez nich inspektor zajmowała się fundacją Kaczyńskiego, a  śledztwo prowadzili w zupełnie innej sprawie zleconej im przez prokuraturę okręgową. Miało ono związek z aferą korupcyjną, w którą był zamieszany m.in. były senator Henryk S. O nękanie inspektorów oskarżał też CBA Piotr Perkins, a podległy mu wywiad skarbowy wszczął wewnętrzne śledztwo.
Warszawski Urząd Kontroli Skarbowej prowadził wówczas postępowanie w sprawie nieruchomości Fundacji Prasowej oraz starego długu (700 tys. zł) Porozumienia Centrum, umorzonego w 2007 roku.  "Opisane zdarzenia mogą wskazywać na próby wywierania przez CBA nacisków na inspektorów kontroli skarbowej i UKS w Warszawie prowadzących te kontrole" – oceniał sprawę szef wywiadu skarbowego Piotr Perkins. Inspektorzy UKS sprawdzali, czy fundacja i spółki prawidłowo rozliczają się z fiskusem oraz poszukiwali związków finansowych między fundacją, jej spółkami-córkami a PiS. Choć działania te prowadzono przez dwa lata, do tej chwili nie doszukano się żadnych nieprawidłowości.
Sprawa rzekomego nękania inspektorów wygląda na próbę przykrycia niewygodnego tematu, jakim są pieniądze, które obecny szef ABW otrzymuje od Ery”– mówi wówczas „Rz” informator z kręgu służb specjalnych.
Prokuratura, do której trafiły skargi Parafianowicza i Perkinsa stanęła po stronie wywiadu skarbowego i  zażądała od prokuratur prowadzących śledztwa wobec skarbówki informacji, co się w nich dzieje. Wiceprokurator generalny Jerzy Szymański zdecydował zaś, że prokuratura w osobnym śledztwie ma wyjaśnić zarzuty Parafianowicza.
            Cechą, która w sposób szczególny wyróżnia wywiad skarbowy jest niemal całkowity brak kontroli nad działalnością tej instytucji. Formalnie bowiem departament wywiadu skarbowego jako jedyna służba nie podlega sejmowej komisji ds. służb specjalnych, a nadzorowany jest przez sejmową komisję finansów publicznych. Ponieważ posłowie z tej komisji najczęściej nie mają certyfikatu dostępu do tajemnic państwowych,  w praktyce przekreśla to możliwość uzyskania wiedzy na temat działalności służby, a nawet uniemożliwia wezwanie na posiedzenie komisji szefa wywiadu skarbowego. Brak kontroli powoduje, że nie wiadomo, ile spraw operacyjnych prowadzi wywiad, ile podsłuchów zainstalował i jakie są realne efekty jego pracy.
"Brak parlamentarnej kontroli jest ogromnym błędem, który może rodzić poważne nadużycia w tej służbie, i luką w naszej demokracji" – napisała przed miesiącem RPO Irena Lipowicz, w specjalnym liście skierowanym do przewodniczącego sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji Marka Biernackiego, dotyczącym braku nadzoru nad wywiadem skarbowym.  Komisja, której przewodzi Biernacki odpowiada za projekt ustawy o czynnościach operacyjnych służb. RPO zwróciła jednocześnie uwagę, że projekt ten nic nie wspomina o objęciu nadzorem parlamentarnym wywiadu skarbowego, choć takie regulacje zapowiadał Biernacki jeszcze w grudniu ubiegłego roku.
Tymczasem projekt ustawy wprowadzającej zmiany w kompetencjach dziewięciu służb specjalnych przewiduje dodatkowe przywileje dla wywiadu skarbowego i nic nie wspomina o objęciu tej służby nadzorem parlamentarnym. Choć w projekcie zakłada się większą kontrolę sądów nad pracą operacyjną służb oraz nakaz informowania co roku opinii publicznej o liczbie podsłuchów, to w przypadku służb skarbowych dopisany został nowy punkt do art. 36 ustawy o kontroli skarbowej, który dopuszcza wykorzystanie informacji z podsłuchów telefonicznych w „innych postępowaniach kontrolnych". W praktyce oznacza to, że jeśli podsłuchiwana osoba ujawni w trakcie rozmowy telefonicznej podejrzane interesy osoby trzeciej, wywiad skarbowy będzie mógł tę informację wykorzystać i na jej podstawie wszcząć postępowanie wobec tej osoby oraz zastosować wobec niej środki kontroli operacyjnej, w tym podsłuch. Takiego prawa nie ma dziś żadna inna służba.
Ponieważ wywiad skarbowy jest faktycznie przybudówką ABW (takiego określenia używają ponoć sami agenci skarbówki),  tego rodzaju uprawnienia mogą zostać wykorzystane przez służbę Krzysztofa Bondaryka i posłużą do zwiększenia i tak niebotycznych kompetencji ABW. Jeśli tak się stanie, niewykluczone, że dodatkowy zapis ustawy o kontroli skarbowej może prowadzić do obejścia kontrowersyjnego, zakwestionowanego przez TK przepisu ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o zwalczaniu przestępstw "godzących w podstawy ekonomiczne państwa".
15 listopada br. pięcioosobowy skład Trybunału Konstytucyjnego wydał tzw. postanowienie sygnalizacyjne w sprawie przepisów regulujących stosowanie podsłuchów przez ABW przy tego typach przestępstw. Trybunał sugeruje Sejmowi podjęcie prac nad doprecyzowaniem zapisu ustawy, który stanowi, iż do zadań ABW należy rozpoznawanie, wykrywanie i zapobieganie przestępstwom "godzącym w podstawy ekonomiczne państwa". Zdaniem TK zapis ten "narusza standardy demokratycznego państwa prawnego, wynikające z konstytucji i orzecznictwa TK" bowiem przy wystąpieniu ABW do sądu o zarządzenie tzw. kontroli operacyjnej, czyli np. podsłuchu telefonicznego lub tajnego podglądu, nie wymaga sprecyzowania rodzaju przestępstwa, a tym samym "uniemożliwia identyfikację typów przestępstw określonych przez ustawę karną".
Gdyby ABW mogło korzystać z informacji wywiadu skarbowego (a wiele wskazuje, iż tak od dawna się dzieje) nawet ustawowa definicja przestępstw „godzącym w podstawy ekonomiczne państwa” nie pozbawiłaby służby Krzysztofa Bondaryka wiedzy operacyjnej, stosowanej bez ograniczeń i kontroli.
Jeśli pamiętać, że według ujawnionych ostatnio danych raportu Fundacji Panoptykon, w zeszłym roku polskie służby ponad milion razy sięgały po billingi naszych rozmów telefonicznych i gromadziły wiedzę na temat aktywności Polaków w Internecie, to po zapowiadanej przez grupę rządzącą regulacji - ustawie o czynnościach operacyjno rozpoznawczych, - można być pewnym lawinowego wzrostu tej liczby. Ponieważ dane o podsłuchach dotyczyły tylko działań w ramach kontroli sądowej, drugie tyle może być stosowane również bez wiedzy sądu.
Wiemy, że organy kontroli skarbowej były wielokrotnie używane w bieżącej walce politycznej. Przykład sprawy Fundacji Prasowej „Solidarność” czy zarzutów stawianych Pawłowi Piskorskiemu nie pozwalają wątpić, że taka pokusa istnieje po stronie rządzących. Również ujawnione konflikty interesów, dotyczące szefa ABW czy Generalnego Inspektora Kontroli Skarbowej mogą stawiać pod znakiem zapytania bezstronności działań tych służb.
Brak skutecznej kontroli nad wywiadem skarbowym może zatem spowodować, że ta właśnie służba zostanie wykorzystana w działaniach politycznych skierowanych przeciwko opozycji, a udzielone jej nowe uprawnienia są zapowiedzią budowania kolejnego, „zbrojnego ramienia” grupy rządzącej.


Artykuł opublikowany w „Gazecie Finansowej”

1 komentarz:

  1. Coraz bardziej przekonany jestem, ze Tusk, Komorowski, Arabski i Sikorski są agentami Putina. Putin natomiast jest bandyta bozbawionym wszelkich skrupułów. Niestety zanim w Polsce zrozumie to większość wyborców, zostanie tylko wydmuszka podobnie, jak to się odbyło na Węgrzech. Zachód jest całkowicie nieudolny w rozpoznawaniu tego, co Putin robi w FR. Przekonanie Obamy, ze wyrzucenie 12 szpiegów ostrzeglo Putina jest glupkowate i naiwne.

    Natomiast fakt "zdobycia" Gerharda Schroedea przez Putina i wykorzystywanie go, jako narzędzia w rozgrywaniu Niemców spowodował, ze nie chcą się oni przyznać, ze ich były Kanclerz jest renegatem. To paraliżuje trzezwe myślenie.

    W USA ludzie zaczynaja zauważać co się dzieje. To jest jedyna nadzieja dla Polski.

    OdpowiedzUsuń