Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 30 lipca 2010

WZÓR ZBRODNI

W wypadku Katynia mamy wszystkie elementy kryminalnego systemu ujawnione w klasycznym wzorze zbrodni. [...] A że ludzie ci są powszechnie znani i z nazwiska, i z zawodu, i sytuacji społecznej, więc należało ich zabić tajnie i tajnie zakopać. Zatrzeć wszelkie ślady przestępstwa. Właśnie w ten sposób, jak to czyni notoryczny przestępca kryminalny [...]. Najbardziej jednak charakterystyczną cechę tego rodzaju kryminalnego przestępstwa stanowi zawsze zaparcie się winy, fałszywe alibi lub zgoła zrzucenie winy na kogo innego” – pisał Józef Mackiewicz w artykule ”Sowiety – państwem doskonałej zbrodni” z roku 1958.
Wiele już powiedziano o symbolicznych i rzeczywistych analogiach mordu katyńskiego i tragedii z 10 kwietnia. Nie sposób ich nie zauważyć, ani przemilczeć.
Wiemy, że państwo rosyjskie nigdy nie uznało mordu na polskich obywatelach za zbrodnię ludobójstwa, nie ujawniło wszystkich okoliczności sprawy, nie otworzyło archiwów, a w oficjalnym stanowisku rządu rosyjskiego przekazanym przed kilkoma tygodniami do Trybunału w Stasburgu stwierdzono, że „ Nie ma dowodu na to, iż Polaków zamordowano”. Ten sam rząd Putina w kwietniu 2010 roku odmówił jakiejkolwiek rehabilitacji ofiar, twierdząc, że „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono”.
Tak czyni notoryczny przestępca” – należałoby powtórzyć za Mackiewiczem. Ta trwała cecha – zaparcia się winy – łączy w sposób aż nadto widoczny metody państwa sowieckiego z działaniami reżimu płk Putina. Byłoby zatem rzeczą absurdalną oczekiwanie, że wyniki rosyjskiego śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej przyniosą inne rozstrzygnięcie, niż „zrzucenie winy na kogo innego”. Od pierwszej chwili wiemy, że odpowiedzialnością za tragedię obarczono polskich pilotów, a pośrednio również polskiego Prezydenta i głownie ta teza jest forsowana w przekazie publicznym.
To zaś oznacza, że zdaniem Rosji winę ponosi państwo polskie, a konsekwencje tego twierdzenia będą miały istotne znaczenie prawne i historyczne.  Mogłoby się zatem wydawać, że żadna, suwerenna władza, której elita zginęła w mrocznych i niewiadomych okolicznościach na terytorium obcego państwa znanego z rozlicznych zbrodni na narodzie polskim nie przyjmie zarzutu takiej wagi, nie starając się wpierw o staranne i samodzielne zbadanie tych okoliczności.
Wiemy jednak, że obecna grupa rządząca nie ma zamiaru przeciwstawiać się tezom rosyjskiego śledztwa, nie dąży do jego przejęcia lub powołania międzynarodowej komisji. Wszystko co od 10 kwietnia robią ludzie z tej grupy dowodzi rezygnacji z prerogatyw państwa suwerennego i oddania całej inicjatywy w ręce płk Putina.
Warto dostrzec, że w tym obszarze bierności nie można dokonać analogii nawet z władzami komunistycznymi PRL współuczestniczącymi z Sowiecką Rosją w ukrywaniu prawdy o Katyniu. Wówczas przecież winnym zbrodni miał być wspólny wróg -  hitlerowskie Niemcy – nie zaś państwo i obywatele polscy.
Intencje grupy rządzącej idą jednak znacznie dalej, niż tylko w kierunku pasywnej postawy wobec rosyjskich dezinformacji na temat smoleńskiej tragedii. Dowodzą tego histeryczne i pełne nienawiści reakcje po powołaniu zespołu parlamentarnego PiS do sprawy zbadania okoliczności tragedii. Dowodzi zachowanie rządowych mediów wobec każdego wystąpienia polityków opozycji, domagających się niezależnego od Rosji śledztwa i próbujących samodzielnie dochodzić prawdy o zdarzeniu.
Dowodzi, wreszcie prowokacja związana z krzyżem upamiętniającym ofiary tragedii, ustawionym przed Pałacem Prezydenckim oraz odmowa władz Warszawy na budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego.
Te zachowania wyraźnie wskazują, że wobec tragedii smoleńskiej grupa rządząca zamierza zająć stanowisko podobne władzom komunistycznej Polski. Jest w nich widoczny sprzeciw wobec kultywowania pamięci o ofiarach katastrofy i lęk, by pamięć ta  nie przeszkodziła w procesie fałszywego, serwilistycznego „pojednania” polsko-rosyjskiego.
Konsekwencje tej postawy mogą wkrótce okazać się na tyle niebezpieczne, że zagrożą nawet namiastkom ułomnej demokracji III RP. Ich zapowiedź można wyraźnie odczytać z wywiadu, jakiego były premier Tadeusz Mazowiecki udzielił „Polityce”. Poważnym błędem byłoby lekceważenie tego wystąpienia, ponieważ postać byłego szefa Unii Wolności jest dla ludzi z grupy rządzącej największym wzorem i autorytetem, a jego wypowiedzi oddają intencje tzw. elity III RP.
W wywiadzie, Mazowiecki sformułował niezwykle istotną ocenę działań opozycji:
Jeżeli dziś podważa się wszystko, sieje się nieufność wobec instytucji takich jak rząd, prokuratura, sądy w tak dramatycznej sprawie, jaką jest dochodzenie przyczyn katastrofy smoleńskiej, jeżeli wykracza się poza granice Polski i sieje nieufność także na zewnątrz, to już nie mamy do czynienia z opozycją demokratyczną, która patrzy władzy na ręce”.  
Czym zatem, zdaniem Mazowieckiego są działania opozycji? Dowiemy się, że „takie postępowanie w I Rzeczypospolitej nazywano rokoszem. Dziś tak samo jak kiedyś w ten właśnie sposób tworzy się ośrodek antypaństwowej, najostrzejszej z dotychczasowych opozycji. - Próbuje się stworzyć wrażenie, że nasze państwo właściwie nie istnieje, nie jest do niczego zdolne [...]”
Od grupy rządzącej i nowego prezydenta Mazowiecki nie oczekuje „polityki wielkich reform, ale konsekwencji w realizacji zamysłów”. Ten zamysł, jest tylko jeden i został wyraźnie sformułowany: „Dzięki nim można pokrzyżować polityczne plany Kaczyńskiego”.
Retoryka zastosowana przez Mazowieckiego, jest aż nadto znana, by można było przejść nad nią obojętnie. Człowiek, który w 10 numerze "Więzi" z 1967 dowodził, że "polska droga zakłada wierność zasadzie sojuszu z ZSRR, który określa nasze miejsce na mapie politycznej świata. Dziś zasada sojuszu polsko-radzieckiego staje się elementem narodowego myślenia politycznego" – jest w III RP nadal wyrazicielem postawy środowiska decydentów i wyraża wprost intencje obecnej władzy. Jest w tych słowach ta sama retoryka, jaką mogliśmy usłyszeć w Gazecie Wyborczej z 10 listopada 1989 roku, gdy Adam Michnik pytał – co to znaczy dzisiaj chcieć niepodległości - i odpowiadał:
krok po kroku, przebudowywać Polskę; znaczy to pracować, by doktryna Breżniewa została pogrzebana na zawsze. Jednak nie drogą rozpalania antyrosyjskiej nienawiści ani urządzaniem antysowieckich demonstracji. Wytwarzanie obrazu Polski dyszącej potrzebą antysowieckich akcji jest sprzeczne z polskim interesem narodowym i godzi w politykę rządu Tadeusza Mazowieckiego”.
Jeśli słowa byłego premiera z wywiadu prasowego oddają rzeczywisty zamiar „elit” III RP i odpowiadają intencjom ujawnionym przez grupę rządzącą, można się spodziewać, że wszelkie działania społeczeństwa i opozycji w sprawie wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej tragedii zostaną wkrótce uznane za sprzeczne z „racją stanu” i zagrażające „interesom narodowym”.
Stąd, już tylko krok do próby ograniczenia demokracji parlamentarnej lub nawet do delegalizacji partii opozycyjnej i zastosowania represji oraz środków karnych wobec osób domagających się prawdy.
Świadomość doświadczeń  historycznych, związanych ze sprawą kłamstwa katyńskiego nakazuje traktować tę groźbę z całą powagą.  


Artykuł opublikowany w „Gazecie Warszawskiej”. 

5 komentarzy:

  1. Problemem bodaj najważniejszym jest to, że najczęściej nie sposób odróżnić zaparcia się winy od obrony niewinnego. Sprytny zbrodniarz będzie się zachowywał dokładnie tak jak niewinny albo przyjmie postawę hochsztaplera, który z zasady postępuje na tyle nielogicznie, że nikt nie wierzy, że tak można postępować. Rosja (spadkobierca Rosji Sowieckiej) jest wytrenowana w takich metodach tak dalece, że dla oskarżenia i wyroku mogą być istotne jedynie dowody materialne, i to ukazane wprost, złapanie za rękę. Tego niestety nie ma, każdy dowód obalają, bo jest pośredni, a kiedy nie da się obalić, mówią, że go nie ma (czarne nazywają białym). Oni wiedzą, że te metody działają, dlatego będą się zapierać do końca świata. Trzeba szukać innego podejścia do zagadnienia, sposobu omijającego ich metody. Myślę, że jest taka możliwość...

    OdpowiedzUsuń
  2. Off topic- ale znalazłem coś takiego:http://maczetaockhama.blogspot.com/2010/07/islandzki-acznik.html
    Być może wpływ Rosji (mafii czy ich służb) jest już teraz znacznie większy niż nawet czarnowidzom się wydaje

    OdpowiedzUsuń
  3. Off topic- ale znalazłem coś takiego:http://maczetaockhama.blogspot.com/2010/07/islandzki-acznik.html
    Być może wpływ Rosji (mafii czy ich służb) jest już teraz znacznie większy niż nawet czarnowidzom się wydaje

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobno po katastrofie w Smoleńsku społeczeństwo się podzieliło, spolaryzowało.
    Według niektórych to źle bo potrzebna nam jedność, zgoda, bo zgoda buduje.
    Zastanawiając się czy chodzi tu o podział na lewicę i prawicę,
    Polskę A i Polskę B, Polskę zaściankową i Polskę postępową,
    mohery i wyksztauconych z wielkich miast, a może jest to jeszcze coś więcej.
    Jak dla mnie jest to także podział na ludzi wrażliwych i tych
    którzy śmieją się z dowcipów o zimnym Lechu, podział na tych
    którzy chcieli rzetelnego, wiarygodnego zbadania przyczyn tragedii i tych
    którym jest to zupełnie obojętne, na tych którzy ubolewają
    nad stratą 96 polaków i tych którym to zwisa bo to przecierz
    zacietrzewiony kartofel był i płaczki (rodziny katyńskie),
    na tych którzy analizują każdą możliwą przyczynę i poszukują
    dla niej uzasadnienia i tych którzy przyjmują bezkrytycznie opinie
    skorumpowanej, nepotycznej, niewiarygodnej bo będącej sędzią
    we własnej sprawie rosyjskiej instytucji od spraw lotniczych MAK,
    http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/mak--skorumpowani-wladcy-nieba,62110,1
    podział na ludzi myślacych i zwyczajnie naiwnych i głupich. Podział jest zaiste
    wyraźny i wielowymiarowy. Każdy może się zakwalifikować do
    jednej ze stron na podstawie własnych reakcji zaraz po katastrofie,
    odczuć późniejszych kiedy trwało już to żałosne 'śledztwo' i własnych poglądów
    na tę sprawę obecnie. Pojawiają się opinie, że teraz trzeba
    tę przepaść zasypywać, godzić, zszywać rozdartą Polskę. Ale czy aby na pewno słuszne?
    Głupiec nie zmądrzeje ot tak sobie, potrzeba na to wiele lat i nabrania doświadczenia i tzw. życiowej mądrości.
    Naiwny pozostanie naiwnym, aż ktoś go wykorzysta.
    Wrażliwość zyskają Ci, którzy sami doświadczą jakiegoś nieszczęścia.
    Tych podziałów pokonać się nie da, zwłaszcza, że w naszej kulturze
    lansuje się życie łatwe lekkie i przyjemne, a młodzież
    wychowuje w pogardzie dla wartości chrześcijańskich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy 2.8.2010.
    Zgadzam sie w 100 %. Podzial musi byc aby odroznic plewy od ziaren.
    tupki

    OdpowiedzUsuń