Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

środa, 28 lipca 2010

KOŃ TROJAŃSKI ROSJI

„Z Polską, gdzie prezydentem jest pan Komorowski, a rządem kieruje pan (Donald) Tusk, będzie się nam udawać, jak sądzę, znajdować punkty styczne i porozumienie znacznie bardziej konsekwentnie i konstruktywnie niż działo się to dotychczas w warunkach stałego współzawodnictwa prezydenta i rządu.
Dla Rosji, dla perspektyw naszego współdziałania z Polską i ze zjednoczoną Europą z udziałem Polski wynik wyborów można ocenić na plus” – podsumował wybory prezydenckie w Polsce szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Konstantin Kosaczow.
Ocena polityka nikogo nie może zaskakiwać, bo Bronisław K. od chwili zgłoszenia jego kandydatury prezydenckiej był niemal naturalnym faworytem rosyjskich mediów i decydentów.  Podobnie jak sama Platforma podczas wyborów roku 2007.
Dziś już chyba niewielu pamięta, że nadzieję na „poprawę stosunków” z Polską władze Rosji wyrażały natychmiast po zwycięstwie wyborczym Platformy Obywatelskiej. W 2007 roku korespondentka „Izwiestii” Ksenia Fokin donosiła z tryumfem o porażce braci Kaczyńskich tytułując swój artykuł: "Blizniec-krig nie udałsja", co miało stanowić przeróbkę wojskowego terminu "blitz-krieg" w neologizm "blizniec-krieg" czyli wojnę prowadzoną przez bliźniaków. "Porażka PiS ucieszyła nie tylko znaczną część Polaków" –pisała z satysfakcją „Izwiestia” - "ale i kierownictwo Unii Europejskiej. Przez 15 miesięcy swoich rządów bliźniaki zrazili do siebie elektorat, tworząc w kraju atmosferę podejrzliwości, politycznych prześladowań oraz skandali”.
Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Rady Federacji Rosyjskiej senator Michaił Margielow 23.10. 2007 roku oświadczył, że „są nadzieje na normalizacje stosunków między Moskwą a Warszawą”. Margiełow wypowiadał się, jak sam przyznał będąc pod wrażeniem wywiadu udzielonego w przeddzień przez Donalda Tuska dla "Rossijskiej Gaziety", gdzie lider PO zadeklarował: "jedno z najważniejszych zadań polskiej polityki zagranicznej w najbliższym czasie to poprawa relacji pomiędzy Moskwą a Warszawą". I dodał: "Gotów jestem zrobić wiele, aby nasze stosunki stały się znacznie lepsze niż są dzisiaj. Wiedząc, iż po obu stronach przeważają emocje, wierzę, że sygnały o woli poprawy stosunków, które Platforma Obywatelska wysyła naszym sąsiadom, zostaną prawidłowo zrozumiane".
Senator Margiełow skomentował wówczas tę wypowiedź: "Tusk zaznaczył, że będzie to trudne. Rzeczywiście, problemów w stosunkach rosyjsko-polskich przy Jarosławie Kaczyńskim nagromadziło się wiele, a ich likwidacja będzie wymagać czasu”.
Likwidacja problemów wymagała rzeczywiście sporo czasu i trwała aż do 10 kwietnia 2010 roku.
Przypominam o tych deklaracjach głownie dlatego, by podważyć propagandową tezę, jakoby Platforma Obywatelska powołana przy współudziale ludzi pereelowskich służb, miała być środowiskiem nowoczesnym i liberalnym, działającym na wzór partii zachodnich, skoncentrowanym na sprawach gospodarki i poszerzaniu obszaru wolności obywatelskich.
 Absurdalność takiej tezy wydaje się szczególnie uderzająca w konfrontacji z postawą polityków putinowskiej Rosji, upatrujących w PO najważniejszego partnera i naturalnego sojusznika. Trzeba byłoby posłużyć się narzędziami kazuistyki, by uzasadnić fakt, że reżim pułkownika KGB odpowiedzialny za ludobójstwo, mordy polityczne, liczne akty cenzury i  prześladowań, bazujący na oligarchii i ręcznym sterowaniu gospodarką, dostrzega właśnie w partii „liberałów i demokratów” stosownego partnera.  Sformułowaną już w starożytności zasadę prawa przyrody zgodnie z którą, podobne dąży do podobnego, należy również stosować w polityce, o czym wielu obserwatorów życia publicznego zdaje się zapominać.
Próba odpowiedzi na pytanie – dlaczego tak się dzieje, dlaczego partia Tuska jest nosicielem rosyjskich nadziei na „współdziałanie”, a z perspektywy tragedii smoleńskiej można ją nazywać „partią rosyjską” -  musiałaby dotykać życiorysów niektórych „ojców” Platformy i jej czołowych działaczy oraz istoty samego układu, tworzącego środowisko III RP. Przed dwoma laty w tekstach z cyklu  „III RP CZY TRZECIA FAZA” próbowałem odkryć kulisy tych relacji. Zachowanie Platformy po 10 kwietnia przyniosło jedynie potwierdzenie dla  ówczesnych ocen.
Dziś natomiast można już próbować dostrzec, gdzie w relacjach Rosja – III RP należy szukać „punktów stycznych i porozumienia”  ,ale też zrozumieć - do czego płk Putin chce wykorzystać „współdziałania z Polską”?
Powiedział o tym wyraźnie cytowany już Konstantin Kosaczow, gdy stwierdził, że 4 lipca:
Polacy dokonali wyboru między orientacją na unijne struktury integracyjne a kierunkiem na maksymalnie ścisły sojusz z USA". I dodał: „Poprzedni prezydent, zmarły Lech Kaczyński, był zwolennikiem drugiego modelu, gdy Komorowski jest zdecydowanym stronnikiem integracji europejskiej i poszukiwania kompromisów z partnerami, a nie konfrontacji Polski z tymi partnerami”.
Choć rozgrywanie polskich relacji z UE i USA należy do stałych punktów strategii rosyjskiej i przynosi płk Putinowi doskonałe rezultaty, to troska o integrację europejską i „poszukiwanie kompromisu z partnerami” powinna zaskakiwać w ustach moskiewskiego polityka. Oznacza bowiem, że w procesie zbliżenia Polski i UE Rosja nie dostrzega zagrożeń dla swoich interesów, a przeciwnie – reżim Putina jest zainteresowany jak najściślejszym współdziałaniem Warszawy i Brukseli. Myślę, że jest to ważna wskazówka- w jakim kierunku Rosja pragnie wykorzystać swoje wpływy na „partię rosyjską” w Polsce.  Jeśli do tego obrazu dodamy doskonałe notowania partii Tuska w Niemczech i coraz ściślejsze relacje Moskwy i Berlina, można pokusić się o twierdzenie, że rola Platformy ma polegać na reprezentowaniu interesów rosyjskich w strukturach unijnych, przy współdziałaniu z drugim rzecznikiem – Niemcami.
W takiej perspektywie nowego znaczenia nabiera „euroentuzjazm” Bronisława K. i jego pragnienie, by w Unii Europejskiej „zakopać Polskę aż po sam czubek głowy, zakopać razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”. Skoro „zakopanie” nie zagraża przyjaźni polsko-rosyjskiej, a nawet może okazać się czynnikiem cementującym tę przyjaźń, głoszenie poglądów prointegracyjnych należy do obowiązków członków „partii rosyjskiej”.
Tuż po 4 lipca dziennik "Izwiestia" pisał, że "liberał Komorowski ma image elastycznego i pragmatycznego polityka", a prof. Irina Kobryńska z Rosyjskiej Akademii Nauk stwierdziła odważnie, że "Tusk i Komorowski to wyważeni i porządni politycy, którzy nie będą kierować się jakimiś osobistymi motywami w dialogu z Niemcami czy Rosją.”
Najpełniej intencje Rosji wyraził tzw. ekspert Fiodor Łukianow, który uznał, że "jeśli nie będzie dużych błędów z rosyjskiej strony, to stosunki między Rosją i Polska będą co raz bardziej pragmatyczne. To jest wygodne dla Rosji gdyż Polska przez długi czas była główna przeszkodą dla realizacji europejskiej polityki Rosji".
Podstawowym elementem tej polityki jest oczywiście ekspansja Gazpromu na rynki europejskie. W ślad za nim podążają zawsze zastępy rosyjskich agentów i przedsiębiorców, powiązanych ze służbami specjalnymi FR. Swoiste „homagium” w postaci kontraktu gazowego, uzależniającego nas na 27 lat od dyktatu Rosji daje Putinowi gwarancję, że znajdzie w Polsce rzecznika swoich gazowych interesów. O wpływy agenturalne premier Rosji nie musi się obawiać. Już w latach 80. zadbał o nie rezydent KGB płk Witalij Pawłow, a okres ostatniego dwudziestolecia tylko je umocnił.
Ale projekty rosyjskich strategów idą znacznie dalej, niż tylko w kierunku podbojów energetycznych.  Na początku czerwca br.  rzeczniczka prezydenta Rosji oświadczyła w kuluarach szczytu Rosja-Unia Europejska w Rostowie nad Donem, że Kreml liczy na zmianę stanowiska Polski w sprawie współpracy Federacji Rosyjskiej z UE.
- „Mamy nadzieję, że stosunki z Polską, jakie ukształtowały się w ostatnim czasie, doprowadzą do zmiany stanowiska Warszawy również w kwestii współpracy Rosji z Unią Europejską” - oznajmiła i dodała, że "strona rosyjska otrzymuje takie sygnały".
Sam Miedwiediew oświadczył wówczas, że relacje z Unią Europejską są najważniejszym elementem polityki zagranicznej jego kraju, a Federację Rosyjską i UE łączą relacje długofalowego partnerstwa strategicznego. Pierwszym krokiem na drodze do owego „partnerstwa” było podpisanie porozumienia o ochronie informacji niejawnych, co według Miedwiediewa, będzie „sprzyjać ściślejszej współpracy FR i UE w sferze bezpieczeństwa”.
Kolejnym, ma być porozumienie o wzajemnym zniesieniu wiz, które już znalazło orędownika w osobie ministra Sikorskiego. "Krok taki scementowałby strategiczne partnerstwo Rosji i Unii Europejskiej, a także ułatwił życie milionom osób po obu stronach granicy" – stwierdził Miedwiediew.
Porozumienie o wzajemnych stosunkach między Rosją, a UE miało zostać podpisane już w ubiegłym roku. Na przeszkodzie stanęło jednak twarde stanowisko Polski, głównie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Powodem sprzeciwu były wydarzenia w Gruzji, stosowany przez Rosję szantaż energetyczny oraz polityka podporządkowania państw byłego Związku Sowieckiego.  Po 10 kwietnia ta przeszkoda została usunięta.
Nie znamy szczegółów planowanego porozumienia, można jednak przypuszczać, że dotyczy ono również środków unijnych przeznaczonych na modernizację Rosji oraz otwarcia przed nią rynków europejskich. Z całą pewnością efektem porozumienia będzie umocnienie obecnego reżimu płk Putina i potwierdzenie podziału Europy, według nowej strefy wpływów.  
Grupa rządząca w Polsce ma pełnić rolę adwokata putinowskich planów i zadbać o ich realizację na forum UE. Zbliżająca się prezydencja Polski doskonale ułatwi to zadanie.
Istota tych relacji zadaje się polegać na całkowitym braku partnerstwa, ale też na niemożności zdefiniowania korzyści, jakie miałaby odnieść Polska z roli wyznaczonej jej przez Kreml.
Rezygnacja grupy rządzącej z samodzielnej polityki wobec państw bałtyckich, Ukrainy, Gruzji czy Azerbejdżanu, wyraźnie wskazuje, że przyjmuje ona dominację Rosji jako rzecz nie podlegającą dyskusji.
Trudno właściwie byłoby wskazać obszar, w którym Polska miałaby odnieść realne korzyści ze współdziałania z reżimem Putina. Chyba, że weźmiemy pod uwagę  współpracę w zakresie obronności i służb specjalnych – głównego „produktu eksportowego” Rosji,- którego przyjęcie przez państwa pozostające w sferze wpływów może prowadzić do odbudowy „Układu Warszawskiego – bis”.
Już pod koniec czerwca informowano o podpisaniu umowy o współpracy wojskowej, między szefem Sztabu Generalnego Białorusi gen. Tichonowskim, a jego polskim odpowiednikiem gen. Mieczysławem Cieniuchem –mianowanym przez Bronisława K. Przedmiotem współpracy ma być m.in. planowanie, prowadzenie i obserwacja ćwiczeń, a także szkolenie wojsk i dowództw oraz wykorzystanie poligonów.
W lipcu dowiedzieliśmy się, że tuż przed tragedią smoleńską Polska i Rosja negocjowały warunki bliższej współpracy wojskowej. Na przełomie lutego i marca do MON trafiło pismo attache wojskowego rosyjskiej ambasady ws. "wzmocnienia dwustronnej współpracy". Rosjanie proponowali współdziałanie marynarek wojennych obydwu krajów na Morzu Bałtyckim, m.in. w operacjach poszukiwawczych i ratowniczych, nawiązanie wzajemnych kontaktów dowódców i jednostek przygranicznych czy zgrupowań wojskowych oraz organizację nauczania polskich oficerów wysokiego szczebla w rosyjskich ośrodkach szkolenia. Kwestie te były omawiane na spotkaniu przedstawicieli obydwu stron w Moskwie 22-24 marca. Polskę reprezentowali przedstawiciele Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Nie powinna także dziwić informacja, że w obchodach 91. rocznicy powstania polskiej policji weźmie udział Jewgienij Połudień – wiceminister białoruskiego MSW znany szczególnie z wypowiedzi na temat „pozytywnych doświadczeń w rozganianiu demonstracji”.
Wiadomo również, że projekty ustaw w zakresie bezpieczeństwa, w tym dotyczące „walki z terroryzmem” przygotowywane przez grupę rządzącą, są w dużej mierze wzorowane na rozwiązaniach legislacyjnych płk Putina. 
Niemal bez echa przeszła niezwykle ważna informacja, że po raz pierwszy od czasu rozpadu ZSRS nakłady na wojsko zostały w Rosji zwiększone aż do 4 proc. produktu krajowego brutto. Skala środków, jakie Moskwa chce przeznaczyć na armię jest niespotykana. Rządowy program zbrojenia na lata 2011-2020 wyniesie około 20 trylionów rubli. Planuje się m.in. gruntowną wymianę uzbrojenia armii rosyjskiej. Rząd Putina może przeznaczyć na ten cel tylko 13 trylionów rubli. Nietrudno się domyśleć, że w tej sytuacji Rosja liczy na „strategiczne porozumienie” z UE, dzięki któremu będzie mogła zdobyć brakujące środki, również na rozbudowę swojego potencjału militarnego.   
„Wprowadzanie” Rosji do Unii Europejskiej wydaje się główną misją zagraniczną, zleconą polskim przyjaciołom płk Putina. Z uwagi na intencje rosyjskich decydentów towarzyszące planom integracji, można uznać, że chodzi bardziej o misję „konia trojańskiego”, niż zadanie służące polskim interesom.


Artykuł opublikowany w nr.30/2010 Gazety Polskiej.

6 komentarzy:

  1. No tak, każą pisać zadane formułki, to je piszesz. Po co czytać, nie wymagają tego. Nie tylko z czytaniem masz kłopot, pisać też musisz się nauczyć. Standardowo walisz błędy. I kto tu jest idiotą?

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno po katastrofie w Smoleńsku społeczeństwo się podzieliło, spolaryzowało.
    Według niektórych to źle bo potrzebna nam jedność, zgoda, bo zgoda buduje.
    Zastanawiając się czy chodzi tu o podział na lewicę i prawicę,
    polskę A i polskę B, polskę zaściankową i polskę postępową,
    mohery i wyksztauconych z wielkich miast, a może jest to jeszcze coś więcej.
    Jak dla mnie jest to także podział na ludzi wrażliwych i tych
    którzy śmieją się z dowcipów o zimnym Lechu, podział na tych
    którzy chcieli rzetelnego, wiarygodnego zbadania przyczyn tragedii i tych
    którym jest to zupełnie obojętne, na tych którzy ubolewają
    nad stratą 96 polaków i tych którym to zwisa bo to przecierz
    zacietrzewiony kartofel był i płaczki (rodziny katyńskie),
    na tych którzy analizują każdą możliwą przyczynę i poszukują
    dla niej uzasadnienia i tych którzy przyjmują bezkrytycznie opinie
    skorumpowanej, nepotycznej, niewiarygodnej bo będącej sędzią
    we własnej sprawie rosyjskiej instytucji od spraw lotniczych MAK,
    http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/mak--skorumpowani-wladcy-nieba,62110,1
    podział na ludzi myślacych i zwyczajnie naiwnych i głupich. Podział jest zaiste
    wyraźny i wielowymiarowy. Każdy może się zakwalifikować do
    jednej ze stron na podstawie własnych reakcji zaraz po katastrofie,
    odczuć późniejszych kiedy trwało już to żałosne 'śledztwo' i własnych poglądów
    na tę sprawę obecnie. Pojawiają się opinie, że teraz trzeba
    tę przepaść zasypywać, godzić, zszywać rozdartą Polskę. Ale czy aby na pewno słuszne?
    Głupiec nie zmądrzeje ot tak sobie, potrzeba na to wiele lat i nabrania doświadczenia i tzw. życiowej mądrości.
    Naiwny pozostanie naiwnym, aż ktoś go wykorzysta.
    Wrażliwość zyskają Ci, którzy sami doświadczą jakiegoś nieszczęścia.
    Tych podziałów pokonać się nie da, zwłaszcza, że w naszej kulturze
    lansuje się życie łatwe lekkie i przyjemne, a młodzież
    wychowuje w pogardzie dla wartości chrześcijańskich.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ do pierwszego anonimowego: -Pewien naród o długiej historii ma powiedzenie - "Nie dyskutuj z idiotą bo z boku nie widać różnicy." Bez obrazy, to nic osobistego, tylko cytat.

    OdpowiedzUsuń
  4. W latach 1980-tych, w strategii komunistycznej "pierestrojki", Polska odgrywała jedną z kluczowych ról, do tego stopnia, że "strona (a raczej sekcja) polska" realizowała ją przy ograniczonej kontroli i wpływie KGB, w przeciwieństwie do innych krajów "imperium zewnętrznego".
    Świadczy to o tym, jak bardzo zaufani dla Kremla byli ludzie którzy realizowali polski "okrągły stół" i późniejszą transformację. Przede wszystkim była to transformacja ośrodka władzy z jawnego na niejawny, plus przejęcie kontroli nad tym "co na wierzchu".
    Nie było możliwości aby, poza dwuletnimi rzadami PiS (co też jest wątpliwe ze względu na znane powiązania koalicjantów,) zmienić ten stan rzeczy. Zarówno rząd Jana Olszewskiego jak i AWS nie miały kontroli nad kluczowymi ministerstwami: MSZ i MON.
    Układ więc przetrwał i teraz wzmacnia się ponownie ogarniając znowu struktury władzy i media. "na żywo" widzimy jak to się odbywa. Napastliwe komentarze skierowane osobiście do autora tego blogu, które pojawiły się po wyborach prezydenckich (właściwe już po I turze), są tego znakomitą ilustracją.
    Proponuję je ignorować i nie odpowiadać na nie. Moim zdaniem, celem jest wciągnięcie czytelników w jałową dyskusję i stopniowe zniechęcanie ich. Wg mnie są elementem zorganizowanej akcji, która ma miejsce nie tylko tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Pomorzanin - dlatego też przytoczyłem to powiedzenie; chociaż to też forma dyskusji. W/g mnie takie komentarze mają pozytywny aspekt - świadczą o tym, iż takie analizy jak P. Aleksandra są dla pewnych ludzi (bardzo pewnych siebie) dokuczliwą zadrą. Kropla drąży ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę o nagłośnienie sprawy aresztowanego dziennikarza Rafała Gawrońskiego: http://24l.eu/8p

    OdpowiedzUsuń