Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 8 lipca 2010

50 PYTAŃ – CZYLI TCHÓRZOSTWO NAGRODZONE

Przebieg kampanii prezydenckiej przed I turą wyborów, jednoznacznie wskazywał na słabość, a w wielu obszarach, wręcz fikcyjność demokracji III RP. Jeśli jednym z podstawowych wymogów demokracji, jest przywilej  wyborców do posiadania pełnej i miarodajnej wiedzy na temat osób kandydujących w wyborach powszechnych – prawo to zostało zignorowane i pogwałcone przez kandydata Platformy Obywatelskiej.
Dzięki szczelnej, propagandowej osłonie ze strony głównych mediów, ustanowionej nad działaniami grupy rządzącej, większość obywateli nie ma możliwości poznania faktów z życia Bronisława Komorowskiego, ani uzyskania szczegółowej wiedzy o tej postaci. 
Nie obowiązuje bowiem zasada, zgodnie z którą obywatele mają prawo znać przeszłość osoby pretendującej do najwyższego stanowiska w państwie. Mają również prawo wiedzieć; kim jest człowiek, któremu powierzają zaszczyt reprezentowania narodu, co robił w przeszłości, jakie posiada predyspozycje, poglądy i intencje. Mają prawo poznać dokładny życiorys kandydata, sięgający wielu lat wstecz; efekty jego pracy na zajmowanych stanowiskach, zakres i konsekwencje podejmowanych decyzji. Powinni poznać ludzi z jego otoczenia, dowiedzieć się jakie wartości reprezentują, z jakich środowisk się wywodzą i do czego dążą. Każda informacja związana z osobą kandydującą na najwyższe stanowisko w państwie, może być przedmiotem zainteresowania społeczeństwa oraz podlegać rzeczowej i dogłębnej ocenie.
Jednocześnie - reguły demokracji nakładają na polityka obowiązek składania wyjaśnień - szczególnie w sprawach najbardziej kontrowersyjnych i trudnych. Wyborcom zaś udzielają mocnego przywileju zadawania pytań i oczekiwania wyczerpujących odpowiedzi.
Ta podstawowa zasada ma gwarantować bezpieczeństwo wyboru – czyli sprawić, że obywatel dokona go w warunkach pełnego dostępu do informacji, nie działając na podstawie błędnych lub fałszywych przesłanek. Bez spełnienia tych warunków – wolne i uczciwe wybory będą jedynie fikcją i erzacem demokracji.
Formułując przed kilkoma tygodniami 50 pytań do Bronisława Komorowskiego, działałem w przeświadczeniu, że ich zadanie leży w dobrze pojmowanym interesie społecznym, a obowiązek udzielenia odpowiedzi przez kandydata wynika z elementarnych reguł demokracji.
Tym bardziej, że nad wieloletnią karierą polityczną kandydata PO – od dyrektora gabinetu Aleksandra Halla w URM, poprzez wiceministra i ministra obrony narodowej, po stanowisko marszałka Sejmu i pełniącego obowiązki prezydenta RP  – zalega cień szeregu niewyjaśnionych dotąd spraw.  W stosunku do Bronisława Komorowskiego pojawiają się pytania; nie tylko o genezę i charakter jego kontaktów ze środowiskiem wojskowych służb specjalnych, ale przede wszystkim o to, czyje interesy reprezentował w czasie swojej 20 letniej kariery politycznej? Czy były to interesy państwa polskiego i jego obywateli, czy może interesy różnych grup i środowisk , sprzeczne z dobrem publicznym?
Mocną podstawą do formułowania takich pytań była wiedza, jaką już posiadamy o tej postaci. Przede wszystkim - o środowisku, z którym Komorowski jest od lat ściśle związany i które darzy odwzajemnioną sympatią. Ta wiedza, nie należy do obszaru spekulacji, lecz wynika z zawartości urzędowego dokumentu opublikowanego w roku 2007  przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Monitorze Polskim. Jak dotąd – nie istnieje żaden dokument o porównywalnym znaczeniu, który wiedzę tę mógłby kwestionować.
W Raporcie z Weryfikacji WSI, korzystającym z wagi dokumentu urzędowego zawarto szczegółowy opis dziesiątek przestępstw i nieprawidłowości, jakie miały miejsce w wojskowych służbach na przestrzeni 15 lat istnienia tej formacji, przedstawiono liczne przypadki korupcji, nadużywania władzy, przestępstw gospodarczych i skarbowych. Dokument wielokrotnie wymienia nazwisko Bronisława Komorowskiego -  wskazując na jego odpowiedzialności polityczną za liczne nieprawidłowości związane z funkcjonowaniem służb wojskowych. Jednocześnie, obraz, jaki wyłania się z treści Raportu nakazuje w szeregach dowódczych formacji WSI upatrywać środowisko skorumpowane, przestępcze, o groźnych dla bezpieczeństwa państwa związkach z obcymi służbami. Marszałek Sejmu, który wielokrotnie deklarował sympatię wobec ludzi z tego środowiska oraz podważał w niewybrednych słowach prawne znaczenie i sens likwidacji służby, naraża się na nieuniknione pytania o charakter swoich  kontaktów i powody obrony interesów ludzi WSI.
Z kolei - liczne kłamstwa – również publiczne, w sprawach dotyczących afery marszałkowej pozwalają przypuszczać, że rola Komorowskiego w kombinacji służb specjalnych w roku 2008 była znacznie poważniejsza, niż wskazuje sam zainteresowany lub podległe grupie rządzącej media. Są to sprawy, zgodnie z określeniem użytym przez samego Komorowskiego „śmiertelnie poważne”, które powinny zostać szczegółowo wyjaśnione, w interesie obywateli i państwa.
Jeśli zauważyć, że okres od października 2007 roku do chwili obecnej, to czas, w którym polityk Platformy korzystał z dobrodziejstw ochrony ze strony środowiska byłych WSI oraz osłony parasola medialnego, a jednocześnie następowało umocnienie pozycji Komorowskiego wewnątrz PO oraz poszerzanie zakresu jego autonomii wobec lidera tej partii – postać polityka nabiera szczególnego znaczenia. Warto też dostrzec, że stanowisko marszałka Sejmu okazało się być optymalnym w warunkach konfliktów politycznych rozpętanych przez grupę rządzącą, służąc jednocześnie ograniczeniu wpływów opozycji parlamentarnej; ale też stanowiskiem najważniejszym w sytuacji zaistniałej po tragedii z 10 kwietnia br., gdy Komorowski przejął prerogatywy Lecha Kaczyńskiego i zawłaszczył swoimi nominatami wszystkie wakujące stanowiska.
Trzeba zatem widzieć w  Komorowskim osobę kluczową dla zrozumienia i interpretacji wielu procesów politycznych zachodzących w ostatnich dwóch latach, a wydarzenia z udziałem tego polityka – począwszy od afery marszałkowej, poprzez „prawybory” w PO, aż po skutki katastrofy z 10 kwietnia – spinają ten okres niczym logiczna klamra i wyznaczają kierunek, w jakim obecnie zmierza III RP.
Choć treść 50 pytań zadanych Komorowskiemu została powielona w setkach miejsc Internetu, wysłana do sztabu wyborczego PO, opublikowana w prasie i doręczona osobiście kandydatowi w czasie jego pobytu w Londynie - nie doczekały się żadnej reakcji.
Jednocześnie, nie znalazł się w III RP dziennikarz, który na podstawie informacji zawartych w tych pytaniach zbadałby działania Komorowskiego jako ministra obrony narodowej, naświetlił jego rolę w przetargach milionowej wysokości, czy zainteresował się sprawami fundacji Pro Civili i Wojskowej Akademii Technicznej.
Milczenie sztabu wyborczego Komorowskiego, wpisuje się w wieloletnią taktykę stosowaną przez środowisko Platformy, sprowadzoną do przemilczenia trudnych kwestii. W III RP jest to taktyka skuteczna, ponieważ doprowadzona do perfekcji autocenzura mediów oraz pasywność obywateli pozwala decydentom na uniknięcie niewygodnych pytań i sytuacji.  Warto też przypomnieć, że dziennikarze wiodących mediów kierują się często lękiem, pomni nauki udzielonej przez polityka PO w trakcie afery marszałkowej, gdy apelował o „wstrzemięźliwość w okazywaniu solidarności zawodowej” z Wojciechem Sumlińskim. Los tego dziennikarza miał stać się dla całego środowiska dziennikarskiego sugestywną przestrogą i zapobiec nazbyt dociekliwym poszukiwaniom.
Milczenie Komorowskiego, jest także objawem tchórzostwa samego polityka, niezdolnego do stawienia czoła własnemu życiorysowi i sprawom, za które ponosi odpowiedzialność. To cecha aż nadto widoczna w działaniach marszałka, który już w roku 2007 obawiał się stawać przed Komisją Weryfikacyjną WSI, unikał złożenia wyjaśnień w sprawie afery marszałkowej przed sejmową Komisją Sprawiedliwości oraz uniemożliwiał stawianie pytań w trakcie wyboru na marszałka Sejmu. Urząd państwowy stanowi dla Komorowskiego rodzaj bezpiecznego azylu, zza którego atakuje przeciwników, oczernia ich i pomawia, skrywając się natychmiast, gdy pojawia się groźba ujawnienia niewygodnych okoliczności  lub żądanie złożenia wyjaśnień. Urząd daje również Komorowskiemu poczucie bezkarności, pozwala mu na wypowiedzi pełne pogardy dla prawa i ludzi o odmiennych poglądach. Ten rodzaj tchórzostwa jest cechą niezwykle groźną - szczególnie, gdy stanowi mieszankę arogancji, połączonej z ignorancją i ambicjami niewspółmiernymi do predyspozycji. Bułhakow napisał kiedyś, że "tchórzostwo nie jest jedną z ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą”, co w przypadku Bronisława Komorowskiego znajduje tragiczne potwierdzenie.
Fakt, że kandydat Platformy nie został zmuszony do udzielenia odpowiedzi na liczne pytania związane z jego życiorysem i działalnością, świadczy o iluzoryczności polskiej demokracji, podważa  prawa obywateli do uzyskania rzetelnej wiedzy o osobach kandydujących na najwyższy urząd  i skazuje Polaków, oddających głos na tę postać na przypadkowy, a zwykle bezrozumny wybór. Jeśli ta okoliczność zaważy na końcowym wyniku wyborów prezydenckich, droga do poznania prawdy o Komorowskim zostanie przed Polakami zamknięta.




Artykuł opublikowany przed II turą wyborów w miesięczniku „Nowe Państwo” 6/2010

7 komentarzy:

  1. Co tu komentować... To jest oczywiście przerażające.

    Pod wieloma względami III RP naprawdę JEST gorsza od późnego PRL'u, a Tusk, w odróżnieniu od Gierka, który, na swój komuszy sposób jednak kibicował Polsce, to po prostu nowa Targowica. Oczywiście jego wesoła trzódka z Komorosiem też.

    Pzdrwm

    OdpowiedzUsuń
  2. Owszem Triarius - to nowa Targowica.

    Ale w całej sprawie implikuje to dodatkowe smaczki. Rosjanie podrzucają nam jakieś śmieci w rodzaju tzw "stenogramów".

    Dowody ktore padaja trupem w góra 48 godzin. Minister Miller musi potem leciec do Moskwy i meldować ze to co daliście jest niepelne bo brakuje parunastu sekund.

    "A masz" odpowiadaja i minister wraca.

    Rosjanie doskonale wiedzą że uczynili ekipe Tuska ZAKLADNIKIEM swojej zbrodni. Nie wysilają sie. Jakieś sepy wyjadają szczątki ludzki - to problem polskiej władzy. Jacyś szabrownicy? Zwróć uwagę ze tu reakcja była ostra bo Graś zamiast wzorem Komorowskiego powiedziec ze nie jest to jakiś specjalny problem zachował sie jak spuszczony ze smyczy. Opieprzony przepraszał po rosyjsku.

    Dla Rosji sprawa jest zamknieta. Jakies problemy, jakies wątpliwości? To problem nie rosyjski ale problem tych którzy żyrowali Putina i panstwo rosyjskie.

    Sekretarze PZPR tracili swe stołki wowczas sami tracili kontrole nad krajem. Rosjanie nie potrzebują takich co to nie umieja sobie poradzić.

    Ta nauka jest oczywiste dla obecnych władców III RP.

    Zdumiewa mnie czasem bezczelnosc Rosjan ale zdumiewa tylko przez chwile. Bo to nie bezczelnosć ale trzeźwe podejscie. Kłopot mają "polskie" władze - nie my.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Aleksandrze - Pan postępując w/g określonych zasad odnosi się do grupy ludzi, która stosuje sie wyłącznie do reguł pragmatyzmu i skuteczności. Dla Pana słowo "tchórzostwo" wiąże się z pewnym kontekstem i emocjami. Dla opisywanych jest martwym wyrażeniem ze słownika. Druga sprawa - ilu osobom chciało się przeczytać dość długi artykuł? Szczyt możliwośći większości naszego społeczeństwa, to krótki news na którymś z portali; najlepiej o sensacyjnym tytule.

    OdpowiedzUsuń
  4. Można się pocieszać faktem, że przegrana Kaczyńskiego była tak niewielka po tym jak doszły głosy zdyscyplinowanego elektoratu Napieralskiego. Czymś się pocieszać trzeba. Ja osobiście nie głosuje w polskich wyborach bo uważam, że nie mam moralnego prawa, mieszkam na stale w Hameryce i od dawna posiadam tutejsze obywatelstwo. Choć posiadam polski paszport, traktuje go jako wygodę a nie certyfikat mojej "polskości". Polacy zamieszkali w Polsce wielokrotnie tłumaczyli mi że nie powinienem głosowac, bo nie będę odczuwał skutków swojej decyzji. Jest to logiczne. Choć większośc narodów zabiega i ceni głosy swojej diaspory. Przeraża mnie jednak przepaść swiatopoglądowa pomiedzy "Polockami" i Polakami. Podczas gdy my tutaj oddając głos staramy się wybierać osobę uczciwą, fachową, rzeczową i głoszącą poglądy które zgadzają się z naszymi odnośnie państwa w którym żyjemy, to odnoszę wrażenie, że w Polsce wybiera się osoby które więcej obiecują ("naleją z pustego"). Przerażające jest, że polityk który nie głosi socjalistycznego programu nie ma najmniejszych szans. Następnym kryterium, które w Polsce ma wyraźnie duże znaczenie jest "medialność". Tę "medialność" zapewniają opanowane przez agenturę media. Pomimo tego, że w Polsce istnieje spora liczba alternatywnych żródeł informacji i mediów, popularność mają typowe "gadzinówki" na modłe "Gońca Krakowskiego" wydawanego w Generalnej Guberni. Polacy są zadowoleni jak ich chwalą zagraniczni politycy i prasa, zapominając o tym, że jeśli to robią to wtedy jak mają z tego korzyść. Poraża też nieznajomość historii i geopolityki. Na stałe mieszkałem w Polsce tylko "za komuny", kiedy za posiadanie "nielegalnych publikacji" miało się istotne problemy, a jednak generalnie, moje pokolenie wiedziało więcej niż obecne "wykształciuchy", które zdobywały wykształcenie już wtedy gdy dostęp do faktów był nieskrępowany. Może to zmiana pokoleniowa. Jednak Polacy przetrwali jako naród przez wieki niewoli i to w każdym zaborze. Spłycenie intelektualne jest zastanawiające. Nawet jeszcze w 1980 Polacy byli zdolni do autentycznego zrywu (choć byl on cynicznie inspirowany gdy się okazało że stare metody zniewalania narodu już nie działają). Teraz Polacy już nie są zainteresowani swoją polskością, a jeśli już to po to, wygadywać idiotyzmy w rodzaju, że "Ruscy" (czy "Amerykanie") to "ćwioki bez pojęcia". Idolami politycznymi są ci co sobie umieją poradzić, a nie ci którym można dać klucze do domu. Takie rozumowanie przeczy podstawowym zasadom logiki, a jednak jest typową postawą "współczesnego Polaka". Przepraszam czytelników tego blogu, jak i autora, którego podziwiam. Ale niestety... Jesteście Państwo skromną mniejszościa. Ja się w sprawach ekonomicznych nie zgadzam w ogromnej części z programem PiSu, ale na miłość Boga, wolałbym zaufać uczciwemu socjaliście niż oszustowi!!!

    Jasiu z Hameryki

    OdpowiedzUsuń
  5. @Jasiu z Hameryki pisze: "Podczas gdy my tutaj oddając głos staramy się wybierać osobę uczciwą, fachową, rzeczową i głoszącą poglądy które zgadzają się z naszymi odnośnie państwa w którym żyjemy..." Jest Pan tego pewien? Za wszystkich "da Pan sobie rękę uciąć"?

    OdpowiedzUsuń
  6. Triarius, zgadzam się i dodam jeszcze, że wtedy nie byliśmy wolnym państwem. To wiązało ręce, trzeba więc oceniać tamten czas i postawy ludzi przez ten pryzmat. Aż dziw bierze, że do dzisiaj bazujemy na: drogach, wałach przeciwpowodziowych, szkołach(budynkach) z okresu Gierka. My przespaliśmy nasz czas (III RP) - mam na myśli pokolenie obecnych 40-50 latków. Wydaje mi się, że wtedy było bardziej czarno-biało, tzn. wiadomo było gdzie jest wróg, teraz wszyscy tak ściemniają, że już nic nie wiadomo.
    Niestety, nie mamy Odyseusza, który ochroniłby nasz naród przed syrenim śpiewem poprawności politycznej (michnikowszczyzny) III RP.

    Nurni, i to wszystko dzieje się w rzekomo wolnym kraju, my wszyscy chyba śnimy, nie daję sobie z tym rady, czuję się wdeptana w ziemię.

    Anonimowy, smutny komentarz, wiadomo "tchórzliwi" mają własne deficje pojęć i oni ludziom wytłumaczą, w krótkich słowach, na czym to polega a ludzie łykną. Dobrze, że P.Aleksander pisze, bo już nie wiadomo czy to świat oszalał, czy ja oszalałam.

    Jasiu, zgadzam się z Panem, jednak muszę się pocieszać, że to co Pan (bardzo trafnie) pisze o Polakach dotyczy mniej więcej połowy z nas. Muszę się pocieszać, bo jak dalej żyć a poza tym taka jest rzeczywistość dookoła mnie. Przyczyną takiego stanu rzeczy może być poziom naszej oświaty ( po równi pochyłej toczy się w dół), który "oducza" ludzi myślenia i samodzielnej oceny zjawisk. Drugą przyczyną jest to, że tak urządzamy sobie świat, żeby ciągle "gonić własny ogon" i nie mamy już czasu na refleksję nad życiem.
    Powtórzę: Niestety, nie mamy Odyseusza, który ochroniłby nasz naród przed syrenim śpiewem poprawności politycznej (michnikowszczyzny) III RP.

    Jasne, że wśród "Wszystkich" zawsze może trafić się ktoś, kto zawiedzie. Nie o to chodzi, chodzi o zasadę, prawda Panie Jasiu?

    IVA

    OdpowiedzUsuń
  7. "Dobrze, że P.Aleksander pisze, bo już nie wiadomo czy to świat oszalał, czy ja oszalałam."
    Krótki, treściwy komentarz.

    OdpowiedzUsuń