Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 15 maja 2010

SMOLEŃSKA GWARANCJA

Podobno polityka państwa winna kierować się realizmem, nakierowanym na obronę własnych interesów, a decyzje podejmowane przez rządy muszą uwzględniać fakty i racjonalne przesłanki. Tak mówi teoria. W praktyce - polityka obecnego rządu wobec Rosji przypomina bardziej postawę zbłąkanego ślepca, niż zmagania ludzi świadomych realiów, w jakich przyszło im działać. W obszarze spraw związanych z katastrofą smoleńską, można z całą pewnością powiedzieć, że państwo polskie zrezygnowało dobrowolnie z roli  suwerena i przyjęło pasywną postawę petenta.
Nie mogą zatem dziwić oceny, że zachowanie rządu Donalda Tuska jest wyrazem słabości i niebywałej indolencji, a nawet bardziej ostre opinie, mówiące o  służalczej zależności i akcie zdrady. Jakakolwiek byłaby to ocena - nie można powiedzieć, by zachowanie rządu wyrażało realizm i dbałość o polskie interesy.
U podstaw dzisiejszej polityki rządu leży ignorancja faktu, że ostatnie miesiące w stosunkach polsko –rosyjskich były okresem szczególnie agresywnej propagandy antypolskiej i wrogich, niechętnych Polakom wystąpień. Ignorancja dotyczy również aktywności służb Federacji Rosyjskiej, skierowanej przeciwko państwom byłego Bloku Sowieckiego oraz  bagatelizowania wypowiedzi rosyjskich polityków, wyraźnie wskazujących na autentyczne intencje rządu płk. Putina.
Dlatego obraz stosunków polsko – rosyjskich, jaki przedstawia nam obecny rząd nie ma nic wspólnego ze stanem faktycznym, choć może być projekcją kompleksów, interesów lub dogmatycznych lęków ludzi ze środowiska Platformy Obywatelskiej. W tym braku realizmu i rezygnacji z uprawnień państwa suwerennego, tkwi niezwykle poważna groźba.
We wrześniu 2009 roku, rosyjscy deputowani z prorządowej partii Putina w niewybredny sposób komentowali uchwałę polskiego Sejmu w sprawie agresji ZSRR na Polskę, twierdząc, iż „ ma ona antysemicką wymowę, bo ignoruje fakt, że to właśnie Armia Czerwona uratowała dziesiątki tysięcy Żydów z zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi przed holokaustem, pozwalając im później wyjechać w głąb Związku Radzieckiego”, "Gdyby nie Armia Czerwona, to Polacy byliby dziś służącymi i prostytutkami u Aryjczyków", „polska uchwała to prowokacja", „Polska poszła drogą fałszowania historii II wojny światowe”,  "ta uchwała to taniec na kościach tych Polaków, którzy razem z milionami Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Żydów i innych Europejczyków oddali życie w walce z faszyzmem”. Te głosy, pochodzące od wielu, znaczących polityków Federacji Rosyjskiej zostały całkowicie przemilczane.
W tym samym czasie, rosyjskich historyk i opozycjonista Jurij Felsztyński, w wywiadzie dla „Polska Times” ostrzegał : „Na Kremlu jest duża grupa osób, która sądzi, że okupacja Polski była dobrym politycznym posunięciem. W rządzie rosyjskim w otoczeniu prezydenta jest też grupa ludzi, która przekonuje, że kiedyś o te tereny znów będzie można się upomnieć”.
W lutym 2010 r. prezydent Miedwiediew podpisał dokument nowej rosyjskiej doktryny wojennej, w którym do głównych zewnętrznych zagrożeń wojskowych (na drugim miejscu po NATO) zaliczono „próby destabilizacji sytuacji w poszczególnych państwach i regionach oraz podważenia stabilności strategicznej”, wyraźnie wskazując, że obszaru byłego Bloku Sowieckiego jest nadal traktowany jako strefa wpływów FR. Armii rosyjskiej udzielono prawa do interwencji poza granicami Federacji, „gdy będzie tego wymagać ważny interes Rosji”. 
W zakresie realnej polityki historycznej, nadal obowiązuje treść deklaracji, jaką na początku kwietnia br. rząd Putina skierował do Trybunału w Strasburgu, w odpowiedzi na skargę rodzin oficerów zamordowanych w Katyniu.  Napisano tam, że „Nie ma dowodu na to, iż Polaków zamordowano”. Rząd Rosji odmówił również rehabilitacji ofiar, twierdząc, że „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono.” Na początku kwietnia płk Putin stwierdził zaś, że „zbrodnia katyńska była osobistą zemstą Józefa Stalina za porażkę w wojnie polsko-bolszewickiej roku 1920”.
Tuż przed tragedią 10 kwietnia prorządowa prasa rosyjska pisała „Jeśli my powinniśmy kajać się za Katyń, to Polacy mogliby przeprosić za śmierć tysięcy jeńców-czerwonoarmistów", „w ostatnich latach stosunki Moskwy i Warszawy niezmiennie się pogarszały”,sprawa katyńska do tej pory zatruwa stosunki rosyjsko-polskie". ( "Komsomolskaja Prawda"),
Przykładów świadczących o prawdziwych relacjach polsko-rosyjskich można przytaczać wiele. Zignorowano ostrzeżenia przed agresywnymi działaniami tajnych służb FR, zamilczano raport Biura Bezpieczeństwa Narodowego o groźbie rosyjskiej propagandy historycznej, pozwolono na rozgrywanie przez Rosję konfliktów na linii prezydent – premier, ukryto przed Polakami rzeczywiste skutki i treść ustaleń umowy gazowej z Rosją. Wszystkie te przykłady wskazują, że mieliśmy do czynienia z wrogim, ekspansywnym działaniem władz Rosji i przyzwoleniem na nie ( choćby poprzez brak reakcji) rządu Donalda Tuska.
W tym kontekście całkowicie niezrozumiała, a wręcz niedorzeczna staje się reakcja polskiego rządu na wieść o śmierci prezydenta i dziesiątek towarzyszących mu osób. Natychmiastowe i bezwarunkowe wyrażenie pełnego zaufania do płk. Putina, rezygnacja z własnego śledztwa i zapewnienia, że „tragedia nie wpłynie na pogorszenie wzajemnych stosunków i nie przeszkodzi pojednaniu” nie mieści się przecież w żadnej logice polskich interesów, ale też nie znajduje najmniejszego usprawiedliwienia w zachowaniach rządu rosyjskiego sprzed 10 kwietnia.  Nie sposób nawet wyobrazić sobie, by jakiekolwiek inne państwo europejskie zareagowało podobnie, w sytuacji tak dramatycznej i groźnej. Wytłumaczenia tej reakcji, nie przynosi również zachowanie władz Rosji po katastrofie, gdy natychmiast przystąpiono do szeroko zakrojonej kampanii dezinformacji i próbowano narzucić winę strony polskiej.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewał się przecież, że płk. Putin wyrazi zadowolenie ze śmierci polskich oficjeli, podobnie, jak nikt nie mógł sądzić, że Rosja przyzna się do błędów lub zaniedbań, które mogły mieć wpływ na katastrofę. Wobec faktów już dokonanych, nie mają znaczenia werbalne deklaracje o „poprawie stosunków”, a przekazanie przez Miedwiediewa zbioru „dokumentów katyńskich”, znanych polskim historykom od 1992 roku uzupełnia pasmo pustych gestów i urasta do rangi symbolu rosyjskiego fałszu. 
Czym zatem tłumaczyć to irracjonalne, a nawet sprzeczne z polskim interesem zachowanie Tuska i Komorowskiego? Nasuwają się tylko dwa uzasadnienia.
Pierwsze zostało dobitnie wyrażone w tytule, jakim rosyjska „Niezawisimaja Gazieta” opatrzyła swój artykuł o katastrofie prezydenckiego samolotu, już w dniu 13 kwietnia. Brzmiał on: "Katyńska kość niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy zostanie pochowana razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim".
Rzeczywiście - śmierć polskiego prezydenta, budującego blok niezależnych państw połączonych strategiczną wspólnotą interesów i współpracą energetyczną; człowieka, dla którego historia stanowiła ideowe przesłanie wierności Rzeczpospolitej, z na zawsze wpisaną pamięcią  katyńskiego lasu – nie mogła być niekorzystna dla interesów państwa rosyjskiego. Nie tylko w kwestiach historycznych, ale również politycznych, gospodarczych czy militarnych.
Warto zastanowić się – na ile, to gwałtowne, propagandowe zbliżenie w relacjach polsko – rosyjskich, wynika z symbolicznego, ale przecież szokująco realnego „pochowania kości niezgody” i jest wspólnym, zawartym ponad głowami Polaków interesem Tuska i Putina? Świadomość prorosyjskiej polityki tego rządu i licznych przykładów obrony spraw rosyjskich przez  marszałka Komorowskiego – czyni to pytanie mocno zasadnym.
Istnieje wreszcie i taka perspektywa, że polski rząd, a przynajmniej ludzie na najwyższych szczeblach władzy posiadają dziś wiedzę o przyczynach katastrofy, jakiej nie ma i mieć nie może polskie społeczeństwo i cała opinia światowa. Dobrowolna rezygnacja z dochodzenia prawdy o tragedii z 10 kwietnia oraz współuczestnictwo w kampanii dezinformacji, stanowiłyby logiczną konsekwencję takiego depozytu. Wówczas też -  ta wiedza byłaby gwarantem przymierza, zawiązanego nad smoleńskim kurhanem.


Artykuł opublikowany w Tygodniku „ Gazeta Warszawska” nr.19/2010

5 komentarzy:

  1. Czy mógłby Pan proszę odnieść sie w którymś z kolejnych artykułów do 15-minutowej lustracji B.K.?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstepna analiza przebiegu i przyczyn katastrofy w Smolensku.
    http://sites.google.com/site/katynii/

    OdpowiedzUsuń
  3. oby nie było tak że Pis podziękuje Komorowskiemu za zatajenie prawdziwej przyczyny katastrofy po ujawnieniu szczegółów i piątego głosu w kabinie pilotów

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutno mi się robi gdy czytam ten blog nasączony teoriami spiskowymi, a pan prezes już tak się odcina od was , a wy jeszcze my wierzycie. Ja i moi rodacy nie chcą żyć w takiej Polsce jaka tutaj jest prezentowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety... w takiej Polsce przyjdzie nam życ.Nam prostym ludziom,którym serwuje się stek kłamstw od rana do wieczora w mediach publicznych i prasie.Nie trzeba być człowiekiem wykształconym i obytym z polityką,żeby wyczuć kłamstwo...Nie chcę takiego premiera (ani prezydenta),który jest umaczany w rzekomą katastrofę i ma czelność jeszcze ubolewać nad tragedią tych ludzi.Wciska nam się ciemnotę,robi z nas idiotów co teraz widać bardzo wyraźnie.Może właśnie ta zbrodnia była potrzebna,żeby nam to uświadomić...kolejna,bolesna lekcja... bo znów zapomnielismy kim jestesmy,zatraćilismy swoje wartosći,my Polacy.Tak sobie to tłumaczę... nic nie dzieje się bez przyczyny.Teraz jesteśmy znów na kolanach ale bywaliśmy już w gorszych opałach więc wierzę,a nawet jestem pewien,że i tym razem się podniesiemy tylko jakim kosztem? JEŚLI dojdzie wogóle do wyborów to wiadomo kto w nich wygra z "namaszczenia" mediów,Putina,UE i sondaży, a wtedy Naród zechce upomnieć się o swoje głosy,które jakoś przepadły w wyborach czy wtedy rząd zwróci się o pomoc do nowych sojuszników...? bardzo się tego obawiam.Historia właśnie zatacza koło to widać wraźnie i nie przybędzie tu żadne NATO czy inni zachodni sojusznicy(pogrzeb ś.p.Prezydenta już to pokazał),znów zostaniemy sami.Ale jesteśmy silni,damy radę jak już dawniej bywało i winni tej zbrodni staną nie przed sądem,a przed plutonem egzekucujnym.Chciałbym dożyć tej chwili czego sobie i Państwu życzę.Dziękuję Panie Aleksandrze za to co Pan tu opisuje.
    pozdrawiam i życzę odwagi i konsekwencji w tym co Pan robi
    P.K.

    OdpowiedzUsuń