Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 12 czerwca 2009

O RADOŚCI POLITYKA.

Czego potrzebuje polityk, by czuć się szczęśliwym? Zapewne - władzy. A jeśli tej władzy nie posiada, a co gorsza - został usunięty z partii, która potencjalnie, kiedyś może po władzę sięgnąć i znalazł się na pozycji bezdomnego gracza? Czym wówczas ma karmić swoją próżność, na czym budować polityczną nieodzowność? Gdzie koić ból zawiedzionej ambicji i poczucie krzywdy?

Doprawdy - bycie politykiem wyrzuconym z gry, nie jest pozycją godną pozazdroszczenia. I podobnie, jak wartość człowieka możemy poznać po tym w jaki sposób znosi porażkę, tak wielkość polityka nigdy mocniej nie staje się zauważalna, jak w chwilach, gdy przestaje być szczęśliwym i traci ów atrybut „władzy”.

Budzi wówczas szacunek lub żałosny rechot.

Ten polityk wie, w jakim państwie przyszło mu żyć, czym są w tym państwie media, po co i jak zadawane są pytania. Żadna łaska niewiedzy nie chroni jego honoru.

Przed kilkoma tygodniami zachwycił się słowami Biasa z Prieny – jednego z „siedmiu mędrców greckich”. Pouczał on, że przyjaciół należy kochać tak, jakby kiedyś mieli się stać naszymi wrogami.

Bardzo mi ta maksyma przypadła do serca i rozumu”. – napisał polityk - „Ale – zastanowiłem się – skoro jest ona prawdziwa, to prawdziwe musi być też jej lustrzane odbicie: wrogów należy nienawidzić tak, jakby kiedyś mieli się stać naszymi przyjaciółmi. A obie te maksymy trafnie opisują jedną z podstawowych dyspozycji duchowych, do jakich powinien być zdolny polityk, by zasługiwać na to dumne miano”.

A mnie, przypomniała się opowieść o innym mędrcu starożytnej Grecji – Sokratesie.

Oto przybiegł do niego znajomy i zdyszany zaczął opowiadać:

- Sokratesie, muszę ci coś powiedzieć, twój przyjaciel…

- Poczekaj – przerwał mu mędrzec. Czy to, co chcesz powiedzieć, przesiałeś przez trzy sita?

- Trzy sita? – zdziwił się sprawozdawca.

- Tak, przez trzy sita. Pierwsze to prawda. Czy jesteś pewny, że wszystko, co chcesz mi powiedzieć, jest zgodne z prawdą?

- No nie wiem. Opowiedział mi to…

- Ale – przerwał filozof – z pewnością przesiałeś to przez drugie sito, a jest nim dobro. Czy to, co chcesz mi powiedzieć, jest przynajmniej dobre i pożyteczne?

- Przeciwnie…

- To weźmy jeszcze trzecie sito i zapytamy, czy to, co chcesz mi powiedzieć, jest niezbędne?

- Niezbędne? Chyba nie…

- A zatem – uśmiechnął się Sokrates – jeżeli to, co chcesz mi powiedzieć, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani niezbędne, to nie obciążaj tym ani siebie, ani mnie.

Czy to opowieść potrzebna politykowi? Być może. Tylko wówczas, gdy sprawianie radości wrogom swoich dawnych przyjaciół – daje mu jeszcze niewielkie poczucie szczęścia. I nazbyt jest bliskie mętnym rozrywkom renegata. Później, słowa stają się zbyteczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz