Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 7 marca 2009

KRĄG PIĄTY – LUDZIE ZNIKĄD

„Kim są prawdziwi szefowie polskiej mafii, przełożeni Pershinga, Dziada czy Oczka”? – pytały przed 10 laty Ewa Ornacka i Violetta Krasnowska w tygodniku „Wprost”, w artykule „Ojcowie chrzestni”. „Pershing, Dziad czy Oczko, uważani za najważniejszych przywódców polskich zorganizowanych grup przestępczych, byli co najwyżej dowódcami "prywatnej policji", chłopcami do brudnej roboty i pilnowania cudzych interesów. Z przestępczych "inwestycji" trafiało do ich kieszeni jedynie 5-10 proc. zysków. Nie mogli kierować podziemną Polską, gdyż za mało wiedzieli, byli zbyt łatwo identyfikowani, przez lata o ich losie decydowali prowadzący ich lub inwigilujący funkcjonariusze milicji oraz służb specjalnych.” – pisały autorki artykułu.

Kto zatem rządzi tym światem – (o którego korzeniach pisałem w poprzedniej części „Kręgów”) – gdzie szukać prawdziwych szefów układu, zwanego „polską mafią”? Czy można zlokalizować środowiska, z których wywodzą się mafijni „caporegima” i „bossowie”?

W sprawie Krzysztofa Olewnika, należy przyjąć jako pewnik tezę, że za bezpośrednim przebiegiem porwania i zabójstwa oraz wieloletnią, skomplikowaną operacją utrudniania i fałszowania śledztwa na wszystkich szczeblach władzy stał układ mafijny, łączący polityków, funkcjonariuszy służb, biznesmenów i kryminalistów.

Świadczy o tym przede wszystkim zakres działań, jakie podejmowano przez ostatnie 8 lat, by skutecznie ukryć prawdę o motywach porwania oraz ludziach, stojących za zbrodnią. Świadczy klasyczna (zgodna z mafijnym „kodem Omerta”),choć czasem wymuszana „samobójstwem” „zmowa milczenia” - począwszy od sprawców uprowadzenia, poprzez policjantów i prokuratorów, po dziennikarzy i polityków. Wreszcie – dowodem są nazwiska osób, występujących w sprawie, ich wzajemne powiązania i rzeczywiste relacje.

By wejść na drogę, prowadzącą do odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie, posłużę się słowami „wysokiego funkcjonariusza służb specjalnych IIIRP”, cytowanymi przez autorki artykułu:

„Trzeba sięgnąć do początków tworzenia się zorganizowanych struktur przestępczych, czyli do przełomu lat 80. i 90. Do czasów żywiołowej gospodarki rynkowej, młodego kapitalizmu, a zarazem czasów rozpadu PZPR, czystek w milicji, SB i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Milicjanci i negatywnie zweryfikowani esbecy masowo przechodzili wówczas do biznesu. Przychodziło im to tym łatwiej, że w wielu firmach pracowali ich "podopieczni", że mieli "haki" na członków formujących się wtedy zarządów i rad nadzorczych. Trafiali przede wszystkim do przedsiębiorstw zajmujących się handlem paliwami i alkoholem. Opanowali firmy ochroniarskie, banki, spółki polonijne i przedsiębiorstwa handlu zagranicznego. Te ostatnie były w czasach PRL często przykrywką dla działań służb specjalnych.

Dopiero, gdy firmy ustabilizowały swoją pozycję na rynku, zatrudnieni w nich funkcjonariusze milicji i służb specjalnych przypomnieli sobie o prowadzonych przez siebie przez lata tajnych współpracownikach i zaczęli korzystać z ich usług. Swoich byłych podopiecznych, często ludzi, którzy stali się niemal z dnia na dzień bogatymi i szanowanymi biznesmenami, nazywali "dyzmami". Podręcznikowym typem "dyzmy", człowieka znikąd, bez życiorysu, był na przykład K., kioskarz z Radomia, który w połowie lat 90. jako parlamentarzysta trafił do ważnej instytucji doradzającej ministrowi spraw wewnętrznych, dzięki czemu zyskał dostęp do najściślejszych tajemnic państwa.[…]

Prawdziwi szefowie polskiej mafii są de facto finansistami. Nierzadko zapraszają do interesów całkiem legalnie działających przedsiębiorców Dotychczas żadnemu ministerialnemu urzędnikowi czy ważnemu politykowi nie udowodniono współpracy z przestępcami.”

Warto dostrzec, że tak przedstawione zasady funkcjonowania „polskiej mafii” są aż nadto widoczne w sprawie Krzysztofa Olewnika. Zdradza je zakres wzajemnych relacji pomiędzy głównymi bohaterami oraz ich usytuowanie w hierarchii IIIRP.

Czy pojawiający się „z ulicy” Grzegorz K, protegowany Andrzeja Piłata, nie odpowiada charakterystyce „dyzmy”, jak opisuje ludzi „znikąd” cytowany artykuł? Niewykluczone, że akurat tych bohaterów połączyła wspólna pasja sportowa, bowiem Grzegorz K był nauczycielem wychowania fizycznego w sierpeckiej podstawówce, a Andrzej Piłat działaczem sierpeckiego TKKF -u „Kubuś”, reprezentując go nawet na II Wojewódzkim Zjeździe Ognisk TKKF województwa płockiego, w roku 1981 r. Ale czy tylko pasja sportowa łączyła tych dwóch?

Ileż tajemnic nagłych i zaskakujących karier można rozwikłać, dostrzegając prawidłowość, że w III RP, a szczególnie w interesującym nas czasie i miejscu pojawiało się wielu ludzi „znikąd” powoływanych na znaczące stanowiska, wyłącznie w tym celu, by służyć interesom swoich politycznych „patronów” lub spełniać rolę „łączników”. Kto pamięta dziś Stanisława Alota, zwykłego nauczyciela z prowincji, który nie miał żadnego doświadczenia w kierowaniu wielkimi firmami, aż nagle został szefem ZUS-u? Albo Władysława Jamrożego, przeciętnego, prowincjonalnego lekarza, który najpierw został szefem PZU, a potem Totalizatora?

W kontekście sprawy Olewnika i nierozerwalnie z nią związanych interesów płockiego Orlenu, warto ponownie wspomnieć o postaci Roberta G, startującego bezskutecznie w 1997 r. do sejmu z listy Unii Wolności. W 1999 r. ten nieznany dotąd kielecki weterynarz został zastępcą głównego lekarza weterynarii kraju, a rok później - wiceministrem rolnictwa. Oba stanowiska zawdzięczał Arturowi Balazsowi z SKL, który kierował wówczas tym resortem. Gdy po wyborczym zwycięstwie SLD w roku 2001 i zmianie rządu zamiast - jak cała stara ekipa - pójść w odstawkę, wszedł do najpotężniejszej spółki paliwowej. Został w Orlenie szefem biura ds. biopaliw, choć przed tą nominacją był dyrektorem Stowarzyszenia Rzeźników RP. Przypomnę, że podobnie – Grzegorz K, w tym samym niemal czasie dostał w spółce eksponowane stanowisko prezesa Orlen Laboratorium. Robert G pełnił w Orlenie kilka ról: dyrektora biura ds. biopaliw, zastępcy dyrektora ds. rozwoju spółki, członka rady fundacji „Dar serca”. Był najbardziej zaufanym człowiekiem prezesa Wróbla, jego łącznikiem ze wszystkimi działami. Ale nawet po „upadku” ekipy Wróbla, Robert G nadal pracował w Orlenie. Obaj panowie – K i G - musieli doskonale się znać. Łączył ich również fakt, że obaj posiadali wpływowych, politycznych patronów; Grzegorz K – Andrzeja Piłata, zaś Robert G - Artura Balazsa z ówczesnego Stronnictwa Konserwatywno Liberalnego.

Co ważne - nazwisko Roberta G przewija się również w sprawie tajemniczej śmierci szefa Ośrodka Studiów Wschodnich Marka Karpa, o której wspominałem przed rokiem w tekście CZEGO SIĘ BOI POSEŁ GRAŚ?

Marek Karp, który w roku 2004 miał zostać ekspertem komisji „orlenowskiej”, przed swoją śmiercią sprawdzał rosyjskie kontakty "wpływowej osoby z branży paliwowej". Jak się później okazało szukał w Rosji powiązań Roberta G, z rosyjskimi firmami paliwowymi i związanych z tym przepływów pieniężnych. Prawdopodobnie także badał, czy istniały związki G z rosyjskimi służbami specjalnym. Karp miał trafić na ślad istnienia tajnego ośrodka, w którym dochodziło do cyklicznych spotkań polityków i biznesmenów związanych z przemysłem paliwowym, z funkcjonariuszami służb Federacji Rosyjskiej.

12 sierpnia 2004 roku w Białej Podlaskiej jego auto zmasakrował białoruski tir. Choć Karp cudem przeżył wypadek, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach miesiąc później, tuż po opuszczeniu szpitala. Kilka dni przed wypadkiem odwiedził ABW, mówił, że czuje się zagrożony. Nieoficjalnie wiadomo, że kontaktował się w Agencji głównie z gen. Maciejem Hunią, ówczesnym szefem kontrwywiadu. Na kilka dni przed wypadkiem Karp zgłosił się też do wiceprzewodniczącego komisji śledczej ds. Orlenu Zbigniewa Wassermana, twierdząc, że ma ważne informacje na temat Gmyrka. Obiecał, że szczegóły poda podczas następnego spotkania. Nie zdążył.

Wiosną 2004 roku, gdy Karp kierował jeszcze Ośrodkiem Studiów Wschodnich, zorganizował w Magdalence spotkanie z przedstawicielami Agencji Wywiadu i MSZ. Ośrodek przedstawił im szczegółowy raport o zmianach w rosyjskich firmach należących do skarbu państwa - kontrolę nad nimi przejęli właśnie ludzie prezydenta Rosji Władimira Putina. Tych ludzi nazywano "siłownikami" – pochodzili z kręgu służb specjalnych i tzw. resortów siłowych. Raport dotyczył przede wszystkim spółek zajmujących się eksportem paliw, energii i surowców.

Z Robertem G, Karp zetknął się parę lat wcześniej. We wrześniu 2000 roku był z nim w delegacji rządowej, która odwiedziła Gruzję, Armenię, Uzbekistan i Azerbejdżan. Po powrocie Karp opowiadał swojemu przyjacielowi, jak ku jego zdumieniu Robert G, wtedy wiceminister rolnictwa, początkowo prawie niewidoczny, nagle ożywił się w Azerbejdżanie. Interesował się jednak nie sprawami rolnymi, lecz handlem ropą i gazem. G - jak twierdziła prasa - miał doskonałe układy w ambasadzie rosyjskiej. Był w bardzo bliskich, przyjacielskich stosunkach z Nikołajem Zachmatowem, szarą eminencją rosyjskiej ambasady, oficjalnie przedstawicielem handlowym Federacji Rosyjskiej, również dobrym znajomym Andrzeja Piłata. Postać nieżyjącego już Nikołaja Zachmatowa - pułkownika Służby Wywiadu Zagranicznego (SVR) – nieprzypadkowo przewija się w niemal każdej części „Kręgów”. Stanowi niewidzialną klamrę, łączącą ze sobą orlenowskich „najemników” i ich interesy.

Myślę, że sprawa Marka Karpa ma głęboki związek ze sprawą uprowadzenia i zabójstwa Olewnika, ukazuje bowiem niemal identyczny mechanizm, jakim posłużono się, by wyeliminować niewygodną dla układu osobę. Również w jego sprawie lokalne układy polityczne mieszają się z globalnymi interesami „polskiej mafii”, z bezprawiem organów ścigania i udziałem służb specjalnych.

To osobom związanym z rządem Leszka Millera zależało na pozbyciu się Karpa ze sceny politycznej. Karp zginął,- jak twierdzą jego przyjaciele - bo przeszkadzał lewicy w prowadzeniu własnej polityki ze Wschodem. Problemy dyrektora OSW rozpoczęły się w 2000 r. Miał już wtedy własne gospodarstwo hodowlane w Ludwinowie, pod Białą Podlaską. Wyremontował zrujnowany dworek, a potem postanowił hodować krowy. Miał ich kilkaset sztuk. Jednocześnie cały czas pracował w Warszawie, dlatego bieżące zarządzanie gospodarstwem przekazał dwóm miejscowym biznesmenom, jak się potem okazało – związanym z lewicą. Zaczęli go oszukiwać: sprzedawali na lewo jałówki, dziwne rzeczy działy się z drewnem opałowym. Kiedy Karp się w tym zorientował, postanowił zrezygnować z ich usług. Nie było to takie proste. Ostrzegli go, że całe miejscowe władze siedzą u nich w kieszeni i że będzie miał kłopoty. I rzeczywiście je miał. Nasiliły się, gdy Karp przestał „podobać się” lewicy, czyli na początku 2002 r. Prokuratura sprokurowała przeciwko niemu fałszywy akt oskarżenia o rzekome, finansowe nadużycia, uderzając również w przyjaciela Karpa – biznesmena Mirosława Ciełuszeckiego – jednego z najbogatszych ludzi Podlasia. Nadzorujący sprawę prokurator okręgowy w Białymstoku Sławomir Luks, groził Karpowi, że cela obok Ciełuszeckiego (biznesmen był aresztowany) jest wolna. Karp miał wielokrotnie mówić, że zachowanie Luksa podczas przesłuchania przypominało próbę zastraszenia rodem z lat 80. Na marginesie - warto w tym miejscu przypomnieć, że ten sam Sławomir Luks – już jako prokurator apelacyjny w Białymstoku nadzorował sprawę Krzysztofa Olewnika, prowadzoną wówczas przez olsztyńskich śledczych.

Sugerowano również, by Karp zrezygnował ze stanowiska dyrektora OSW. Gdy poddał się politycznym naciskom, nowym dyrektorem został Jacek Cichocki (obecny sekretarz Kolegium ds.służb specjalnych przy Radzie Ministrów), lecz Karp zachował wpływy na działalność OSW i był szarą eminencją ośrodka. Nadal jednak przeszkadzał. Komu? Jego przyjaciele wskazywali te same środowiska: służby specjalne, osoby związane z rządem Leszka Millera, czy szerzej: z polską lewicą. Zwracano uwagę na aferę paliwową oraz postępowanie prowadzone przez komisję śledczą ds. PKN Orlen, a wreszcie - mafię ze Wschodu. Sam Karp twierdził, że wypadek spowodowali „nasi”. Wykluczył Rosję i inne kraje wschodnie. Był przekonany, że w całej sprawie maczały palce polskie służby specjalne.

Ważnym łącznikiem obu – z pozoru odległych spraw – są osoby „orlenowskich bossów” – Grzegorza K, w sprawie Olewnika i Roberta G, w sprawie Karpa. W obu przypadkach ludzie ci odegrali rolę „czarnych charakterów”, rolę nigdy niewyjaśnioną, w prowadzonych przez prokuraturę śledztwach. Za oboma dyrektorami PKN Orlen stali ludzie reprezentujący interesy establishmentu IIIRP: „lewicowego” – Piłat i „prawicowego” –Balazs.

W kontekście tej sprawy wolno się zastanawiać - na ile fakt, że ludzie tacy jak Konstanty Miodowicz czy Jan Maria Rokita, pełniący w tamtym czasie kluczową rolę w szeregu „Balazsowskich” fundacji (m.in. Fundacji im. Józefa Ślisza), których głównym celem działalności był transfer unijnych funduszy pomocowych do struktur związanych z SKL – może mieć związek z zakresem prac komisji Olewnika? Można się również zastanawiać – czy i na ile fakt, że sekretarzem generalnym i wiceprezesem SKL- u był Bronisław Komorowski – ma związek z nieskrywaną niechęcią obecnego marszałka sejmu wobec pomysłu powołania komisji?

Wolno też dociekać, – jaki związek ze sprawą śmierci Marka Karpa miał Zbigniew Chrzanowski b. poseł SKL i wiceminister rolnictwa – prywatnie przyjaciel Roberta G. Nagły wyjazd Chrzanowskiego do USA w roku 2004 miał charakter ucieczki. "Poseł wyjechał nagle z Polski, wraz z całą rodziną, na dzień przed śmiercią Marka Karpia. Swój spory majątek przekazał bratu w zarządzanie. Dopiero po wylądowaniu w USA zrzekł się mandatu poselskiego.” – informował w 2004 roku „Tygodnik Siedlecki”.

Te i inne pytania, w kontekście obecnych polityków PO warto wiązać z twierdzeniami Andrzeja Czyżewskiego - byłego prokuratora z Iławy, który w stanie wojennym został internowany za działalność w "Solidarności", a następnie wyjechał do Niemiec i uzyskał tamtejsze obywatelstwo. Po 1989 r. wrócił do Polski już jako przedstawiciel zachodnich firm paliwowych i dokładnie poznał mechanizmy rządzące tą branżą. Wiedza Czyżewskiego na temat funkcjonowania „polskiej mafii”, stała się przyczyną kilku zamachów na jego życie i sprawiła, że był w Polsce ścigany listami gończymi, w związku z fałszywymi, prokuratorskimi oskarżeniami.

Według Czyżewskiego, istniała w Polsce nieformalna grupa, usytuowana powyżej kierownictwa SLD, która po wyborach w 2001 r. decydowała o nominacjach w resortach sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, w Komendzie Głównej Policji i Centralnym Biurze Śledczym, a więc w instytucjach kluczowych z punktu widzenia „polskiej mafii”. Organa te – czego nie trzeba udowadniać - miały również ogromne znaczenie w fałszowaniu śledztwa i zacieraniu śladów w sprawie zabójstwa Olewnika i opisanej powyżej sprawie Marka Karpa.

Czyżewski opowiadając o mafii paliwowej na Dolnym Śląsku, podkreślał, że szefem struktur mafijnych tym regionie był Jeremiasz Barański, znany jako "Baranina", a w jego willi we Wrocławiu spotykali się mafijni "baronowie". Ale nie tylko oni. Wśród gości "Baraniny" mieli być także politycy, m.in. Jerzy Szmajdziński, Władysław Frasyniuk oraz obecni posłowie Platformy Obywatelskiej - Grzegorz Schetyna i Aleksander Grad.

Choćby z tego względu, twierdzę, że z pracami komisji śledczej w sprawie Olewnika nie należy wiązać nadmiernych oczekiwań. Ktokolwiek też sądziłby, że rzecz dotyczy wyłącznie lewicowego SLD, a lata 2001 – 2004 były czasem rządów jednej, „czerwonej mafii” – byłby w poważnym błędzie.

Istnieją bardzo mocne przesłanki, że hierarchia i relacje panujące w niższych kręgach przestępczości zorganizowanej, są wiernym odwzorowaniem stosunków istniejących w świecie polityki i biznesu – odpowiadającym wyższym kręgom „polskiej mafii”. Chcąc zatem dotrzeć do kolejnego „kręgu piekła” trzeba odtworzyć te relacje i ukazać je w powiązaniu z rozlicznymi interesami „prawicowych” i „lewicowych” polityków. Rozpoczynając od użytecznych, choć groźnych „dyzmów”, nieprzypadkowo umiejscowionych w Orlenie, który „łączył polityków i mafiosów”, znajdziemy się w kręgu większych graczy. Tu zaś pojawia się niewielka spółka, w której władzach – jak w soczewce – można dostrzec wszystkie elementy odpowiedzialne za działalność „polskiej mafii” i prowadzące do jej prawdziwych „ojców chrzestnych”.

Niech wprowadzi nas w ten krąg poseł PO Paweł Graś, swoim poselskim pytaniem, skierowanym do ministra skarbu, podczas sejmowego posiedzenia w dniu 1 lipca 2004 roku:

„Panie ministrze, w związku z doniesieniami przewijającymi się w ostatnich tygodniach przez prasę, głównie dziennik ˝Życie˝ i tygodnik ˝Wprost˝, chciałbym prosić o skomentowanie opisywanych tam faktów dotyczących ogromnego, bo miliardowego przetargu na budowę trzeciej nitki rurociągu naftowego ˝Przyjaźń˝. Czy według pana wiedzy mogło dojść, jak sugeruje prasa, do takiego wyreżyserowania przetargu, że jego głównym beneficjentem była tajemnicza spółka Megagaz, której zysk, jak donosi ˝Życie˝, w 2003 r. wyniósł całe 834 zł? Co ciekawe, przez władze tej spółki w różnych okresach jej funkcjonowania przewijało się wielu prominentnych przedstawicieli SLD-owskiego establishmentu, jak Wiesław Huszcza, skarbnik SdRP, pan Andrzej Celiński, pan Roman Kurnik, kadrowiec Służby Bezpieczeństwa, Jerzy Napiórkowski, były wiceminister finansów, Jan Piłat, syn ministra Andrzeja Piłata, a także cała plejada emerytowanych generałów wojska, policji i służb specjalnych. Czy ma pan wiedzę na temat okoliczności nominacji Stanisława Jakubowskiego na szefa Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych, zleceniodawcy kontraktu? Czy mogło być tak, że była ona, jak opisuje prasa, efektem politycznych nacisków i czy miała bezpośredni związek z powierzeniem kontraktu właśnie spółce Megagaz? Czy wobec informacji, że pan prezes Jakubowski za łapówkę w wysokości 30 tys. zł, co zostało udokumentowane nagraniem, próbował nakłonić dziennikarza do zmiany treści artykułu, zamierza pan wyciągnąć wobec prezesa jakieś wnioski personalne? I wreszcie czy według pana skarb państwa sprawował należyty nadzór nad procedurami przetargowymi, a przede wszystkim nad spółką PERN, z której, według doniesień prasowych, poprzez sieć spółek krzaków mogło dojść do wycieku milionów złotych? Dziękuję”.

CDN…

Źródła:

http://www.wprost.pl/ar/7351/Ojcowie-chrzestni/?O=7351&pg=1

http://sierpc.com.pl/pokaz_zdjecie.php?id=h754

http://cogito62.salon24.pl/69018.html

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2319039.html

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2324238.html

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2319026.html

http://www.bialorus.pl/index.php?pokaz=archiwum&&Rozdzial=archiwum&&strona=516&&wybrane=9705

http://wiadomosci.onet.pl/1438990,2677,1,kioskart.html

http://www.bezcenzury.net/print.php?id=145

http://www.mafiapress.pl/d_979_Zeznania_Czyzewskiego.html?Chapter=2

http://www.wprost.pl/ar/68329/Chrzanowski-nie-znalem-Karpia/

http://orka2.sejm.gov.pl/Debata4.nsf/3f5a7893a6296630c125745f00379385/6a89c68622e9595dc1257478004688cf?OpenDocument

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz