Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 11 stycznia 2009

III RP CZY„TRZECIA FAZA”? część 3 - TAKTYCZNA DEFENSYWA

„W wyniku tegoż właśnie epizodu, jeśli już do tego określenia wrócę, nastąpiło bardzo poważne ożywienie działalności przeciwnika. Można powiedzieć, że najbardziej skrajne, opozycyjne siły, o jawnie kontrrewolucyjnym charakterze, prą do swego rodzaju konfrontacji. [...]

I drugie – to są rachuby na reanimację „Solidarności” czy też pod jakimś innym szyldem, bardziej dzisiaj ugodowym, pojednawczym w formie, ale faktycznie chodzi o to, aby mówiąc obrazowo, wjechać okrakiem na trumnie w działalność de facto legalną czy półlegalną. Również dla Kościoła to kolejna wielka okazja do wzmocnienia jego pozycji, i tak przecież w Polsce mocnej. To swego rodzaju lokomotywa samonapędzająca, pomnażająca jego możliwości. Eksploatacja śmierci Popiełuszki to temat na dziesięciolecia, a na pewno i więcej. Oczywiście skala i ostrość tej eksploatacji może być bardzo różna, może być bardzo gorąca, a może być bardzo zminimalizowana, i o to w tej chwili dzisiaj przede wszystkim chodzi. Ale nie ulega wątpliwości, że jest to osłabienie naszych pozycji w stosunku do Kościoła w danym momencie. Że jest to przesunięcie części tego wielkiego środka naszego społeczeństwa, które nie było jeszcze z nami, ale nie było i nie jest z opozycją. Przesunięcie jego części bliżej Kościoła i bliżej przeciwnika. Na niektórych odcinkach faktycznie zostaliśmy odrzuceni do tyłu i zepchnięci do defensywy. Z tym że chcę zaznaczyć, że jest to taktyczny wymiar defensywy, o czym jeszcze potem będę mówił właśnie, ażeby nie odebrać tego w sposób katastroficzny, bo takich powodów również nie ma”. (podkr.moje)

Powyższy cytat pochodzi z wystąpienia Wojciecha Jaruzelskiego, wygłoszonego na posiedzeniu Rady Ministrów na początku listopada 1984 roku. „Epizodem”, który spowodował ożywienie działalności przeciwnika, nazywa Jaruzelski zabójstwo księdza Jerzego. Słowa generała ludowego wojska, skierowane do partyjnych towarzyszy, świadczą o doskonałym rozeznaniu nastrojów społecznych i trafnej diagnozie rozwoju sytuacji powstałej po zabójstwie Kapelana Solidarności. Jednocześnie, „przesunięcie” społeczeństwa bliżej Kościoła i bliżej przeciwnika nazywa Jaruzelski „taktycznym wymiarem defensywy”. Czy to sformułowanie było retorycznym wybiegiem, mającym na celu uspokojenie towarzyszy, czy też Jaruzelski pozwolił sobie na szczere wyznanie, podkreślając dobitnie, że sytuacja znajduje się pod kontrolą?

Proponując „nową metodologię” analizowania zdarzeń w świecie komunizmu, o której pisał Golicyn, zwróciłem uwagę, że każde z wydarzeń wskazujących na zmiany w reżimie komunistycznym tworzyło część serii zazębiających się, strategicznych operacji dezinformacyjnych, zaplanowanych na potrzeby wdrażania długoterminowej polityki Bloku i jego strategii. Choć Golicyn, zdawał się przeceniać potencjał wszechwładnych wpływów służb sowieckich i nie brał pod uwagę działań niezależnych od woli Kremla, nie sposób sądzić, by do katalogu działań inspirowanych mogło nie należeć zabójstwo księdza Popiełuszki.

Z całą pewnością, było ono precyzyjnie zaplanowaną i równie perfekcyjnie wykonaną kombinacją operacyjną policji politycznej PRL, której efekty władza komunistyczna była w stanie przewidzieć i nimi sterować. O „taktycznym wymiarze defensywy” niech świadczy dalszy ciąg wystąpienia Jaruzelskiego z listopada 1984 roku, gdy mówi o porozumieniu z Kościołem:

„Jednocześnie powinniśmy ten tok rozumowania, nie oczywiście w takiej formie, jak ja to dzisiaj ujmuję, ale dobitnie doprowadzać do świadomości Kościoła, że dla nas porozumienie to nie jest jakiś koniunkturalny chwyt, jakiś taktyczny zabieg. Nie pamiętam, czy kiedyś towarzyszom to mówiłem, czy nie, ale w jednej z rozmów z prymasem [on] się wyraził w ten sposób: „no to tak, panie generale, dzisiaj to wszystko jest, tak jakoś się układa, no bo ta władza, pan wybaczy, nie jest taka jeszcze silna, ale jak się wzmocni, to starym zwyczajem, a patrząc jeszcze szerzej na w ogóle sytuację w[e] wspólnocie socjalistycznej pod tym kątem, no to nas złapie za gardło”. Dlatego ja myślę, że jest to w jakiejś mierze rozumowanie, [z] którym trzeba znaleźć określony i dla nas właściwy kontakt. W ten sposób, że my traktujemy to poważnie i że konstruktywne współistnienie na gruncie realiów socjalistycznych Polski i dobra naszego narodu jest naszym autentycznym i poważnym założeniem. I że widzimy w tym stosowną rolę Kościoła w sprawach,

w których zbieżność celów, humanistycznych celów, patriotycznych celów, pokojowych celów jest oczywista i na niej trzeba budować”.

Jaruzelski zakreślił wówczas bardzo konkretny plan działań, których celem było włączenie Kościoła w zamysł budowania podstaw „historycznego kompromisu”. Taktyka polegała na stopniowym angażowaniu Kościoła w rzekome problemy władzy i absorbowaniu jego uwagi:

„Nie trzeba się bać wychodzenia z naszą platformą, z naszymi oczekiwaniami i z naszymi postulatami w stosunku do kleru. Tu chodzi o nadrzędny interes. I na szczeblu centralnym, i na szczeblu wojewódzkim, miejskim, gminnym itd. Informować o sytuacji gospodarczej, o patologii, o przestępczości, pokazywać, ilu w tym jest wierzących, praktykujących aktywistów Kościoła, o programach demograficznych i potrzebach stąd wynikających. Co może Kościół tutaj pomóc, a nawet może publikować. Wojewoda czy ktoś inny zwrócił się do biskupa z prośbą, żeby to [pomóc] w takich i to w takich sprawach. Oni będą w bardzo nieprostej sytuacji. Bo [jak] odrzucić publicznie tego typu ofertę, tego typu chęć współdziałania?”

Gdyby okazało się to niewystarczające, należało przypomnieć Kościołowi, jak bardzo ważna może okazać się rola organów bezpieczeństwa:

„[...] że tolerowanie przez Kościół, a tym bardziej jeszcze jakieś podniecanie przez niektórych duchownych atmosfery przeciwko przedstawicielom tych organów, jest bardzo niebezpieczną zabawą. Poza wszystkim innym ona może się zemścić i na interesach Kościoła, bo po prostu te organy przestaną strzec i wielkich dóbr zgromadzonych w obiektach sakralnych, i na plebaniach.”

Nie zapomniano przy tym o zadaniach dla wiernych sojuszników:

„Trzeba zadbać o to, żeby te bliskie środowiska katolików świeckich, PAX, ChSS, Caritas i nie tylko świeckich, bo Caritas to przecież duchowni. Żeby oni nie poszli w rozsypkę, żeby tam się nie zaczęły jakieś wahania. Musimy ich tutaj podtrzymywać. Jeszcze bardziej może dobitnie dokumentować, że są naszymi bliskimi sojusznikami, że mają wszystkie możliwości uczestniczenia w życiu publicznym.”

Jaruzelski doskonale zdawał sobie sprawę z nastrojów panujących wśród części Episkopatu, z głosów hierarchów, w których nie brakowało dezaprobaty dla księży „zaangażowanych politycznie”. Tendencje te należało pogłębić:

„ [...] Ale wiecie, że każde przedobrzenie ma swoje i w konsekwencji dla tych przedobrzonych i ujemne skutki. Rodzi pewność siebie, puchnie bogactwem, tworzy różnego rodzaju zagrożenia dla tego, co jest zasadniczą platformą Kościoła, platformą religijną. Polityka włączana zbyt nachalnie do działalności kościelnej Kościół obiektywnie kompromituje. Takie kazanie, jakie wczoraj przeczytaliśmy, przytoczone zostały, one stanowią bardzo bolesne ukłucie. I Kościół to też czuje, czy mądrzy ludzie w Kościele, i tego się też obawia. Co mądrzejsi czują, że stereotyp nieskazitelnego Popiełuszki niełatwo będzie utrzymać. On jest męczennikiem nie za wiarę, ale za politykę, za sianie nienawiści”[...]

Nas ten przypadek wiele nauczył pod tym względem. Oby Kościół też się z tego nauczył nie mniej niż my. I chodzi o to tylko, proszę towarzyszy, żeby te działania, o których tutaj mówię, nie zabrzmiały jako jakaś z naszej strony kampania antykościelna, czy jeszcze gorzej antyreligijna. Bo byłoby to nieszczęście. Na odwrót – to musi być budowane i propagandowo osłonione w ten sposób, że my to robimy w obronie stosunków, w obronie dobrych, pozytywnych stosunków, którym szkodzi ekstrema”.

Cytuję obszerne fragmenty wystąpienia I sekretarza PZPR, by ukazać sposób, w jaki władza komunistyczna zamierzała wykorzystać zabójstwo księdza Jerzego, w celu zdobycia poparcia Kościoła. Od zachowania i postawy hierarchów zależało przecież powodzenie lub klęska „fazy trzeciej”. Nie trzeba chyba przypominać, że oficjalna, nagłaśniana przez media interpretacja mordu na księdzu Jerzym starała się narzucić pogląd, że zdarzenie to było prowokacją, wymierzoną w rząd Jaruzelskiego i Kiszczaka, efektem wewnątrzpartyjnych rozgrywek „betonu” z „liberałami”. To obowiązujące do dziś propagandowe kłamstwo, musiało zostać utrwalone w świadomości społeczeństwa, głosami tych, którym Polacy wierzyli i którym ufali.

Warto zauważyć, jak wyglądały niektóre z ówczesnych wypowiedzi władz komunistycznych, Kościoła i przywódców opozycji, by dostrzec ich wzajemną korelację.

Kuria Warszawska w komunikacie z 22 października 1984r. do proboszczów i rektorów Archidiecezji Warszawskiej - „poleca modłom całego ludu Bożego sprawę księdza Popiełuszki, żywiąc przy tym nadzieję, że odpowiednie władze dołożą wszelkich starań aby znaleźć zaginionego i wyjaśnić ten oburzający całe społeczeństwo i niegodziwy napad na niewinnych ludzi”.

W najgorętszym okresie, tuż po porwaniu księdza Jerzego, 22 października Prymas Glemp wyjeżdża z 3 dniową wizytą do NRD. Dopiero 26.10 wydaje odezwę – „ Nie mając znaku o życiu księdza Popiełuszki obawiamy się, że mogło i w Polsce dokonać się zabójstwo, jak tego przykłady mieliśmy w krajach dotkniętych plagą terroryzmu. [...] Będziemy domagać się, aby wyjaśniono wszystko, co w ludzkiej mocy o przyczynach, uwarunkowaniach i sprawcach tego haniebnego czynu”.

„Porwanie księdza Jerzego Popiełuszki – znanego kapłana w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie” – głosi oświadczenie Episkopatu Polski z dn.22 października 1984 roku – „budzi głęboki niepokój. Z jednej strony istnieje obawa o jego życie, z drugiej strony istnieje obawa, że porywanie pewnych osób może się stać w naszym kraju metodą rozgrywek politycznych. Posiadane dotychczas wiadomości o okolicznościach porwania, wskazują na to, że sprawcy działali z motywów politycznych. Każde porwanie człowieka spotyka się z potępieniem. Tym bardziej wymaga napiętnowania porwanie kapłana, który pełni służbę społeczeństwu”.

23 października Lech Wałęsa w kościele św.Brygidy w Gdańsku mówi:

- „Ktoś zrobił nam wszystkim wielkie świństwo. Na pewno planował sobie reakcję góry i społeczeństwa, w którym z wami wszystkimi jestem. My nie chcieliśmy przejmować władzy. I dlatego nie będziemy się mieszać do rozgrywek o władzę. Nas powinno interesować to, jak w to wszystko chciano nas wmanipulować. Inspiratorzy tej prowokacji, porywając księdza Popiełuszkę, chcieli zobaczyć jak się zachowamy, czy się przestraszymy. Na pewno chcieli byśmy bez opamiętania ruszyli, jak to mięso armatnie. Idźmy tym tokiem myślenia i nie dajmy się wmanipulować. [...] Musimy pamiętać, by nasze poczynania nie dawały nikomu foteli ani nie powodowały gabinetowych przesunięć. Dlatego ktoś postawił na rewolucję, licząc że my pójdziemy jak stado baranów i zrobimy mu (inspiratorowi) rewolucję...[...] Dlatego my pójdziemy drogą ewolucji – bezpiecznej, pokojowej ewolucji. My się nie pchamy do władzy i władzy urządzać nie będziemy.[...] Musimy znaleźć bezpieczne, chrześcijańskie rozwiązanie, które nie będą nas nic kosztowały. Nie dajmy się wciągnąć w czyjeś manipulacje”.

26 października 1984 na plebanię kościoła św. Stanisława Kostki przybywa Prymas Glemp. Po mszy koncelebrowanej z księżmi z rocznika ks.Jerzego wypowiada opinię, że pracujący na parterze plebani zespół informacyjny, złożony z przyjaciół ks.Jerzego, winien niezwłocznie opuścić plebanię. Życzenie to powtórzy w dniu następnym, w imieniu prymasa biskup Kazimierz Romaniuk. W sobotę 27.10 o godz.19 zespół opuścił plebanię. W wystąpieniach Prymas podkreślał wówczas, że „należy cierpieć w milczeniu, samemu, krzyczenie o tragedii jest niepotrzebne”.

W dniu 27 października ukazuje się felieton PAP, zatytułowany „Przeciw prowokacji”:

– „Jeszcze nie zostało wyjaśnione kto i z jakich motywów porwał a może również zabił księdza Popiełuszkę, ale już wiadomo kto ten dramat politycznie dyskontuje i do czego zmierza. Chodzi o zburzenie spokoju w Polsce. Chodzi o przerwanie początków procesów normalizacji stosunków z Zachodem. Chodzi o skłócenie za wszelką cenę państwa i Kościoła, o wymuszenie konfliktu.

Pod pozorem troski o ks.Popiełuszkę w Warszawie na Żoliborzu organizuje się strukturę i okupuje część pomieszczeń plebani i kościoła, wbrew stanowisku właściwych władz kościelnych. Zlecieli się tam licznie weterani konfrontacyjnych działań, specjaliści od wzniecania awantur, majstrowie prowokacji....[...] Porwanie księdza Popiełuszki było prowokacją polityczną. Obecnie montowana jest kolejna prowokacja, cała seria prowokacji. Zmierza się do ulicznych niepokojów. Wysłużeni przeciwnicy stabilizacji i porozumienia za wszelką cenę starają się doprowadzić do starcia.”

Tego samego dnia, 27 października wydane zostaje oświadczenie KC PZPR. Czytamy tam m.in.:

– „Polska socjalistyczna może być tylko Polską praworządną. Dywersja, prowokacja i terror były zawsze i są z gruntu obce leninowskiej ideologii, moralności naszej partii [...] KC oświadcza z całą mocą, że nie będzie pobłażania dla anarchii i terroryzmu w żadnej postaci. [...] KC zwraca się do wszystkich członków partii, do całego społeczeństwa, do władz państwowych o zdecydowane przeciwstawianie się podejmowanym przez wrogów Polski Ludowej próbom żerowania na prowokacyjnym przestępstwie, na ludzkich emocjach i uczuciach, w celu naruszania spokoju i stabilizacji wewnętrznej kraju”.

W dwa dni później swoje stanowisko przedstawia Rada Krajowa PRON:

– „Porwanie księdza Popiełuszki jest oczywistą próbą wbicia noża w niezabliźnioną do końca ranę.[...] Cios zadany zwolennikowi określonej postawy politycznej miał stworzyć wrażenie, że zamiast proponowanego dialogu, władze dążą do brutalnej likwidacji swoich przeciwników. Mimo oczywistości, że temu właśnie miał służyć zamach, rzeczą smutną jest fakt, że są ludzie, którzy nie czekając na ostateczny wynik śledztwa, z góry przesądzili sprawę i zgodnie z celami prowokacji wzywają do wystąpień, do aktów nienawiści, do działań szkodzących krajowi, ukrywając swe intencje pozornym przyłączaniem się do modlitwy Kościoła i jego troski o porwanego”.

W nr.107„Tygodnika Mazowsze” z 22 listopada 1984 roku pojawia się obszerny artykuł Jacka Kuronia, zatytułowany „Zbrodnia i polityka”, w którym, autor wyjaśnia, że za zbrodnią na księdzu nie mógł stać Jaruzelski. Pisząc o generale, Kuroń dowodzi „ Jedno jest pewne - głupcem nie jest. Można mu stawiać różne zarzuty, ale pewną sprawność rządzenia w tych trudnych warunkach zachowuje. A skoro nie jest głupcem, musiałoby się przyjąć, że jest niebezpiecznym szaleńcem. Z tym, że takie założenie zwalnia całkowicie od myślenia. Wszystko zaczyna się odbywać w sytuacji nieobliczalnej, nic w ogóle nie jesteśmy w stanie przewidzieć, bo szaleniec pojutrze może abdykować, albo przyłączyć Polskę do Australii. Takich założeń w myśleniu politycznym przyjmować nie można.

Nic nie wskazuje na to, że stał za tym sam Jaruzelski. Nie on, a więc kto?”

Następnie autor dochodzi do wniosku, że za zabójstwem musiał stać aparat policyjny, „ale podporządkowany jakimś ośrodkom politycznym”.

- „Znaczy to, że mamy do czynienia przynajmniej z dwiema grupami, z których jedna jest lojalna wobec Jaruzelskiego, a druga prowadzi wobec niego swoją własną politykę. [...] Po co grupa konkurencyjna czy też policja miałaby to robić? Nie sądzę żeby chodziło tu o usunięcie Jaruzelskiego. [...] Raczej chodziło o to, by zmusić Jaruzelskiego do prowadzenia określonej polityki. Jakiej? To dość oczywiste – oczywiście niesłychanie represyjnej. Policji jest potrzebna represyjna polityka, bo zwiększa jej znaczenie. Tym samym wyjaśnia się pierwszy wariant, to znaczy ten, że zrobił to sam aparat policyjny.” [...]

Tytuł następnego rozdziału nie pozostawia wątpliwości, kogo Kuroń upatruje jako „ofiarę” prowokacji. – Generał Jaruzelski kontra aparat policyjny”

-„ Jaruzelski jest teraz w niesłychanie trudnej sytuacji. Ma dwa wyjścia: albo cofnąć się i próbować dogadać ze swoimi przeciwnikami w aparacie władzy – co jest właściwie niemożliwe i na co jest już za późno, albo próbować się porozumieć ze społeczeństwem, co dla niego, autora 13 grudnia jest niesłychanie trudne, wręcz niewykonalne.”

Dalej Kuroń pyta – „Czekać czy działać?” „W obliczu tej sytuacji środowiska opiniotwórcze, rozliczne elity społeczeństwa polskiego podzieliły się. Da się wyodrębnić dwa stanowiska taktyczne. Pierwsze: skoro Jaruzelski to załatwia, nie trzeba mu przeszkadzać – im większe będzie miał trudności ze społeczeństwem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie mógł zrobić to, co zaczął, tym większe, że powie nie. I druga propozycja: skoro Jaruzelski musi się teraz liczyć ze społeczeństwem jak nigdy po 13 grudnia i w tym sensie jakby częściowo cofnął 13 grudnia – trzeba na niego naciskać, żeby dał jak najwięcej. A więc gen. Jaruzelski rozpoczął walkę ze swoim aparatem. Żeby mógł ją skończyć i umocnić się, musi mieć spokój społeczny. Jeśli damy mu ten spokój nie żądając nic w zamian, to oczywiście nie będzie musiał nam nic dać. Dlatego trzeba naciskać na władzę, ale w taki sposób, aby nie stało się dla niej konieczne zastosowanie terroru.”

W klasycznym dziele Sun Tzu „Sztuka wojny” znajdziemy słowa, których trafność ma związek z ówczesną grą, prowadzoną przez władze komunistyczne. Nakazują one w zabójstwie Kapelana Solidarności upatrywać odbicia sowieckiej strategii podstępu i dezinformacji, stosowanej z powodzeniem od 40 lat.

„Każda wojna oparta jest na podstępie. Dlatego, gdy jesteśmy gotowi do ataku, powinniśmy wywoływać wrażenie, że nie jesteśmy; gdy używamy naszych sił, musimy robić wrażenie nieaktywnych; gdy jesteśmy blisko, musimy sprawić, aby wróg sądził, że jesteśmy daleko; kiedy jesteśmy daleko, musimy spowodować, aby wierzył, że jesteśmy blisko. Należy zarzucić przynęty, aby zwabić wroga. Udawać nieporządek i zmiażdżyć go.”

W numerze 6 pisma „Praworządność”, z roku 1985, poświęconym zbrodni na księdzu Popiełuszce, na str. 16 autor artykułu dzieli się z czytelnikami niezwykle ważnym i trafnym spostrzeżeniem:

„Wystąpienie telewizyjne Kiszczaka stanowi wyraźną cezurę: po równym tygodniu – od soboty, do soboty – kończy się akt pierwszy tragedii rozpoczętej w piątkową noc, 19 października na szosie w pobliżu Torunia.

Jest rzeczą uderzającą i zdumiewającą zarazem, jak dalece w następnych dniach zmieni się zachowanie władzy, przy czym mamy tu na myśli jej wszelkie człony i ekspozytury: partię, rząd, organa ścigania, środki masowego przekazu. Przez cały uprzedni tydzień, system robił wrażenie, że stara się nie oddychać, że rozpłaszczony na ścianie czeka z przerażeniem na potężne uderzenie fali społecznego gniewu. W tym okresie – poza wspomnianymi wyżej notuje się jedno tylko nowe aresztowanie, nie słychać o rewizjach i przesłuchaniach, nie ma wieści o biciu w komisariatach.[...] To wszystko zmienia się jak za dotknięciem różdżki w sobotę 27 października. Rozdaniem kart jest cytowany wyżej komentarz PAP z porannej prasy, otwarciem licytacji – telewizyjne wystąpienie ministra spraw wewnętrznych, jakby – paradoksalnie – system poczuł ulgę w chwili, gdy zmuszony był przyznać publicznie, że zbrodnia urodziła się w jego własnych trybach, jakby wreszcie uznał, że ma rozwiązane ręce i że nadeszła chwila kontrataku”.

Choć autor „Praworządności” z roku 1985, nie posiadał naszej dzisiejszej wiedzy o okolicznościach zabójstwa i nie mógł właściwie ocenić zachowań poszczególnych uczestników tych zdarzeń, dostrzegł przecież, że zmiana taktyki władz jest oznaka gry prowadzonej ze społeczeństwem i poprzedza „chwilę kontrataku”. Najbliższe lata przyniosły potwierdzenie tezy, że zabójstwo Kapelana „Solidarności” - ów mord założycielski III RP - otworzył drogę do „okrągłego stołu”.

CDN...

Źródła:

Anatolij Golicyn – „Nowe kłamstwa w miejsce starych” – Biblioteka Służby Kontrwywiadu Wojskowego Warszawa 2007

http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=3935 - przemówienie Jaruzelskiego w tekście „Dwa nowotwory” Grzegorza Majchrzaka, Jana Żaryna. Biuletyn IPN 10/2004

„Tygodnik Mazowsze”, rok 1984, nr 104, str. 3

http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=008385006012

http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=008385006016

http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=SG_Kalendarium

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz