Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 30 sierpnia 2008

ZAUFANIE

Jednym z najważniejszych zadań, jeśli wrócimy ponownie do słowa zaufanie, jest odbudowa zaufania obywateli do władzy. Dlaczego to zaufanie legło w gruzach, bo chyba tak można powiedzieć, dzisiaj o tym co obywatel czuje do władzy. Może dlatego, że instytucje władzy publicznej w ostatnich latach nie potrafiły przekonać swoich obywateli, że działają na ich rzecz i, że ludzie reprezentujący władzę publiczną każdego szczebla działają bezinteresownie po to, aby służyć swoim rodakom, służyć obywatelom. Nie oszukujmy się, dzisiaj w Polsce mało kto wierzy w to, że politycy idą do władzy, do parlamentu, do samorządu po to, aby bezinteresownie służyć Polakom i Polsce. Ten stan rzeczy trzeba i można zmienić. Polacy mogą odzyskać wiarę w to, że jesteśmy tu wszyscy po to, aby im służyć.”

Czy ktoś pamięta dziś jeszcze te słowa? Wypowiedział je w swoim expose premier obecnego rządu. Zaufanie, słowo –klucz, którym miała się kierować Platforma, obejmując rządy w Polsce. Ważne słowo.

Nie jestem tak naiwny, by przykładać nadmierną wagę do słów polityków, zatem powyższy cytat dedykuję tym, spośród moich rodaków, którzy nadal pokładają w tym rządzie zaufanie, ale również tym, którzy z tego zaufania wobec państwa chcieliby zrezygnować.

Sięgnę, więc raz jeszcze do skarbnicy mądrości pana premiera, by przypomnieć inne słowa z jego expose – słowa, z którymi należy się w pełni zgodzić:„ zaufanie między ludźmi a władzą, pomiędzy ludźmi, między środowiskami, to zaufanie staje się dzisiaj polską racją stanu.”

Trzeba przyznać rację tym słowom, bo zaufanie powinno być podstawą stosunków państwo – obywatel. To jedna z podstawowych, konstytucyjnych zasad, bez których nie jest możliwe istnienie demokratycznego państwa. Zasada zaufania właśnie, odróżnia stosunki społeczne państwa totalitarnego, oparte na bezwzględnym autorytecie władzy państwowej, w których nie ma miejsca na relacje partnerskie, od państw opartych na demokracji. My – doświadczeni latami komunistycznego terroru i autokratyzmu, powinniśmy szczególnie dobrze rozumieć tę zasadniczą różnicę.

Dlatego każda władza, która chce posiadać społeczny mandat i mienić się reprezentantem woli narodu, musi dbać o zaufanie swoich obywateli. Nawet, a może przede wszystkim tych, którzy są jej politycznymi przeciwnikami. Jeśli w oparciu o zaufanie zdobyła władzę , a sprawując ją, odrzuca zasadę zaufania – nie zasługuje już na miano władzy demokratycznej. Przypomnienie tych elementarnych prawd w czasach, gdy słowa zadają się tracić swoje znaczenie jest konieczne, bo mamy do czynienia z sytuacją niezwykle groźną dla nas – obywateli.

Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami zdarzeń, które media ochrzciły mianem „afery aneksowej”. Nie będę używał tej nazwy, bo uważam ją za wytwór celowej, kompleksowej kampanii dezinformacji, jakiej poddawane jest polskie społeczeństwo. Świadomie zaproponowałem w swoich tekstach, dotyczących tego tematu nazwę AFERY „MARSZAŁKOWEJ”, jako oddającej sens i istotę wydarzeń. Uzasadnienie dla tej nazwy każdy może przeczytać.

Postacią kluczową jest osoba obecnego marszałka sejmu – Bronisława Komorowskiego. Osoba niezwykle ważna w państwie, którą konstytucja III RP sytuuje tuż za osobą Prezydenta. Stojąca na straży praw i godności Sejmu RP.

Jeżeli od wielu tygodni poświęcam uwagę tej właśnie postaci, to dzieje się tak wyłącznie z uwagi na jej rangę państwową. Choć nie jestem wyborcą partii pana Komorowskiego, mam prawo wymagać, by państwo polskie było reprezentowane godnie, a osoby sprawujące najwyższe w nim urzędy, były transparentne dla obywateli. Wbrew temu, co mogą sądzić zwolennicy tego rządu, nie interesują mnie polityczne konotacje pana Komorowskiego, ani jego osobiste przymioty. Należy o nim pisać i mówić, dlatego jedynie, że jest najwyższym reprezentantem państwa i sprawuje swoją władzę z demokratycznego, czyli naszego nadania. Gdyby funkcję tę sprawował członek partii opozycyjnej, a był równie uwikłany w działania kompromitujące - w takim samym stopniu podlegałby osądowi.

Otóż, jak obowiązkiem rządzących jest troska o zaufanie społeczne, tak przywilejem rządzonych jest zaufania tego udzielać lub go odmawiać. Sprawa jednak komplikuje się, gdy mamy do czynienia z aktem, który musi powodować brak zaufania wobec państwa, jako instytucji, a przecież marszałek sejmu jest jedynym z najwyższych przedstawicieli państwa polskiego.

Bronisław Komorowski jest, bowiem kłamcą, który świadomie i konsekwentnie wprowadzał w błąd obywateli oraz organy państwa. Człowiek, który ma stać na straży praw i godności naszych przedstawicieli, okazuje się łgarzem i krętaczem, a jego kontakty z ludźmi podejrzewanymi o poważne przestępstwa są ukrywane przed opinią publiczną.

Przypomnę, że fakt kontaktów marszałka sejmu z Aleksandrem Lichockim został ujawniony przez tygodnik „Wprost” w czerwcu br. Dopiero po tej publikacji, Komorowski przyznał, że spotkał się z oficerem wojskowej bezpieki, przy czym twierdził, jakoby doszło do jednego spotkania w jego biurze poselskim. Tylko dzięki wnioskowi dowodowemu, złożonemu przez obrońcę Wojciecha Sumlińskiego – mecenasa Giertycha zawdzięczamy, że prokuratura przesłuchała Komorowskiego na tę okoliczność. Ponieważ afera „marszałkowa” trwała już od siedmiu miesięcy i nie ujawniono wcześniej tej istotnej okoliczności, można domniemywać, że opinia publiczna nie dowiedziałby się o niej, gdyby nie publikacja medialna.

Przytoczę wypowiedzi Komorowskiego z dn.15 maja br., tuż po akcji ABW, gdy nikt nie wiedział jeszcze o jego spotkaniach z Lichockim i Tobiaszem:

- „Jeśli chodzi o sprzedaż aneksu, to pewnie pan wie lepiej, bo wśród dziennikarzy krążyły różne informacje na ten temat. Ja sprawy nie znam, ale z ułomków informacji widać, że ewentualna korupcja dotyczy też zweryfikowania pozytywnego za pieniądze”

- To jest zagrożenie dla interesów państwa. Bo za pieniądze może sobie załatwić coś zrozpaczony funkcjonariusz WSI, ale może i obcy wywiad może załatwić coś komuś, kto z frustracji związał się z obcymi wywiadami. Ale ma pan rację. Ma pan rację tyle, że przecież zostali zatrzymani były oficer – nie WSI, tylko WSW, czyli służby PRL-owskiej i jeden dziennikarz.”

- Nie znam takiego przypadku, żeby ktoś potwierdził, że znał i się przyjaźnił z tego rodzaju postaciami. ( o Lichockim i Sumlińskim)

- Śledztwo musi wykazać, czy pan Aleksander L. i ten dziennikarz mieli swoje kontakty w komisji weryfikacyjnej. Na czym te kontakty polegały? Co załatwiali, a co próbowali tylko załatwić?

- Na to nie wolno patrzeć z punktu widzenia jakiejś rozgrywki politycznej, bo to nie jest rozgrywka polityczna. Tylko trzeba na to patrzeć z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.

I cytat z drugiego wywiadu, z dn.1.08.br.:

- czy pan potwierdza, że był pan w prokuraturze i zeznawał jako świadek w tej sprawie?

B.K.: Ale nie w sprawie Sumlińskiego, w sprawie akurat pana pułkownika Lichockiego, tak...

..który jest współoskarżonym razem z panem Sumlińskim, z tego, co rozumiem przez... współpodejrzany chyba w tej chwili.

- Prokuratura była u mnie, składałem zeznania, w związku z tym, że wcześniej informowałem opinię publiczną o tym, że pan pułkownik Lichocki, jeszcze człowiek z dawnych służb peerelowskich, no, był u mnie z dosyć dziwną taką ofertą, którą trudno nazwać korupcyjną, ale niewątpliwie sugerował możliwość uzyskania przeze mnie wglądu w Aneks do raportu o likwidacji WSI, o czym powiadomiłem odpowiednie służby, no a teraz prokuratura chciała mnie na tę okoliczność przesłuchać. Akurat o panu Sumlińskim nic nie wiem, chyba nie znałem tego pana, więc moje zeznania dotyczyły byłego czy pułkownika dawnych służb komunistycznych...

- Jak pan myśli, dlaczego pułkownik Lichocki przyszedł właśnie do pana? - B.K.: Ja myślę, że prozaiczna sprawa – po pierwsze sądził, że ja jestem zainteresowany, bo jak pan Antoni Macierewicz publicznie mówił... moje nazwisko jest wymieniane w jego Aneksie tajnym, a po drugie nastąpiła zmiana władzy, ja już byłem marszałkiem Sejmu, więc mógł sądzić, że się „przeflancuję”, mówiąc takim językiem polityczno–ogrodniczym, na nową grządkę, na nowy układ sił politycznych. Wcześniej, jak odnoszę wrażenie, znakomicie funkcjonował w otoczeniu poprzedniej ekipy, PiS–owskiej ekipy władzy i próbował się „przeflancować” na drugą stronę. „

Wczoraj portal niezależna.pl ujawnił, że „Komorowski w ubiegłym roku spotykał się kilkakrotnie z byłymi oficerami WSI, ppłk Tobiaszem i płk L. Spotkania dotyczyły zdobycia aneksu do raportu o WSI. Marszałek nie zawiadomił jednak o tym prokuratury, choć chodziło o ujawnienie tajemnicy państwowej. (…)Oficjalnie Bronisław Komorowski przyznał się do jednego spotkania z płk Aleksandrem L., w listopadzie ub. roku. Tymczasem według naszych informatorów, obaj panowie spotkali się w tym czasie kilka razy, w biurze poselskim marszałka.
Bronisław Komorowski zeznał to w prokuraturze. Powiedział też, że spotykał się kilka razy z ppłk Leszkiem Tobiaszem. I że rozmowy dotyczyły pozyskania raportu. Jego zdaniem spotkania odbywały się z inicjatywy L. i Tobiasza. Marszałek przyznał też, że zna gen. Józefa B., który miał uczestniczyć w organizowaniu tych spotkań. To jest w aktach prokuratorskich”.

Informacje o spotkaniach Komorowskiego z Lichockim i Tobiaszem potwierdził dziś tygodnik „Wprost”, cytując fragment zeznań marszałka – „Powiedział mi, że ma dowody na korupcyjną działalność Komisji Weryfikacyjnej. (…) Mówił, że chodziło o pozytywną weryfikację jego osoby i syna (…). Tobiasz chciał mi okazać zdobyte dowody w postaci nagrań i na kolejne spotkanie, 3 grudnia 2007 r. – przyniósł je (…) Tobiasz pytał się co ma z tym materiałem zrobić. Odpowiedziałem mu, że powinien to zabrać, a ja wyjaśnię to z odpowiednimi organami" (…) Dopiero po tym spotkaniu Komorowski, „o ile pamięta, to następnego dnia" zawiadomił ówczesnego koordynatora ds. służb specjalnych Pawła Grasia i szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego płk. Grzegorza Reszkę.”

Napisałem wczoraj, że podobna sytuacja, gdy najwyższy przedstawiciel państwa jest uwikłany w ukrywane przed społeczeństwem kontakty z byłymi oficerami komunistycznych służb, którzy następnie prowadzą działania prowokacyjne, skierowane przeciwko legalnemu organowi państwa – wywołałaby polityczne „trzęsienie ziemi” w każdym normalnym kraju. I tak musi stać się w Polsce.

Wbrew woli politycznej rządzącego układu, wbrew zadziwiającej indolencji, jaką wykazuje w tej sprawie opozycja, wbrew antyspołecznemu, tchórzliwemu milczeniu największych mediów – trzeba dopominać się, by sprawa udziału Bronisława Komorowskiego w największej, w ostatnich latach prowokacji służb specjalnych, została rzetelnie wyjaśniona, a on sam poniósł polityczne, a jeśli trzeba – karne konsekwencje.

Tu, bowiem mamy do czynienia z rzeczą na tyle groźną, dla naszej państwowości, że nie mają wobec niej znaczenia żadne polityczne konotacje. Mamy do czynienia z groźbą kompletnej utraty zaufania obywateli wobec państwa. Takiej utraty zaufania, które może mieć miejsce tylko wobec państwa totalitarnego, obcego i wrogiego społeczeństwu.

Jeśli bowiem słychać głosy, że „ i tak nic zrobić się nie da”, „Komorowski jest zbyt silny, bo ma układy ze służbami”, „ nikt się nie odważy pytać” itp. opinie, to trzeba się zastanowić – jak postrzegamy własne państwo i czym ten stosunek wobec niego różni się od tego, który mieliśmy wobec PRL- u? Tak przecież mówią, tak widzą organy państwa ludzie, którzy uznają to państwo za obcy i wrogi twór, a prawa nim rządzące, za totalną fikcję.

Nie wolno tego stanu lekceważyć lub, co gorsze uznać go za naturalny, bo konsekwencją takiej postawy społecznej będzie wlaśnie powrót do stosunków państwa totalitarnego.

I trzeba wyraźnie to powiedzieć, że dotychczasowe działania w tej sprawie przedstawicieli rządu, służb, prokuratury czy sądu – uprawniają do formułowania takich opinii.

Uprawniają, lecz ich nie usprawiedliwiają. Nie po to, bowiem Polska jest krajem niepodległym i wolnym, by za cenę koniunkturalnych interesów ( jakichkolwiek i czyichkolwiek) pozwalać na zniszczenie jednej z najważniejszych wartości – zaufania. Na zaufanie, szczególnie zaufanie wobec państwa, stać tylko ludzi wolnych. Niewolnicy muszą słuchać państwa i postępować według jego dyrektyw. Choć III RP nie jest tworem moich marzeń i daleko jej do państwa prawa, nikomu nie wolno rezygnować i dobrowolnie skazywać się na rolę niewolnika.

Chciałbym mieć wobec mojego państwa choćby ten, elementarny przywilej, by nie tracić do końca zaufania do jego przedstawicieli i organów. Każdy z nas ma prawo do tego przywileju i nie odbierze go żaden Komorowski czy Lichocki.

Dlatego Bronisław Komorowski musi odejść z życia politycznego i dlatego afera „marszałkowa” musi zostać rzetelnie wyjaśniona.




http://www.rp.pl/artykul/71439.html

http://www.wprost.pl/ar/131755/Pulkownik-WSI-u-marszalka-Sejmu/

http://www.polskieradio.pl/trojka/salon/default.aspx?id=50326

http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=15339

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/7393

http://www.wprost.pl/ar/137482/Po-co-bohaterowie-afery-aneksowej-odwiedzali-Komorowskiego/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz