Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 17 sierpnia 2008

AFERA „MARSZAŁKOWA” – 2

By móc ocenić rolę Bronisława Komorowskiego w tzw. „aferze aneksowej” trzeba cofnąć się do lat 2000-2001. Wydaje się, że w tym właśnie czasie mogły mieć miejsce zdarzenia, których konsekwencji pan Komorowski obawiał się, od chwili wezwania przez Komisję Weryfikacyjną WSI .

Tygodnik „Wprost”, informując w październiku ubiegłego roku o wezwaniu Komorowskiego przez Komisję twierdził, że wezwanie to ma związek ze sprawą nielegalnych podsłuchów, stosowanych przez funkcjonariuszy WSI w latach 2000-2001, gdy obecny marszałek był ministrem obrony narodowej. Jak wiemy – Komorowski nie stanął przed Komisją i zeznań nie złożył. Powodem wezwania miały być nowe ustalenia Komisji i zeznania byłego współpracownika Komorowskiego, z okresu szefowania MON.

W artykule „WSI inwigilowały posłów”, dziennikarze Wprost informują o zeznaniach Krzysztofa Borowiaka, ówczesnego dyrektora Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON, który miał powiedzieć – „ Doszło do przedziwnej sytuacji. Podczas rozmowy z szefem MON Bronisławem Komorowskim puścił mi on nagranie z poczty głosowej telefonu komórkowego Głowackiego. Było to moje nagranie na jego pocztę głosową. Minister zaprezentował mi je z komentarzem, że to dowód na moją nielojalność i brak możliwości dalszej współpracy. Ciekawe, skąd Komorowski wziął to nagranie”.

Warto bliżej przyjrzeć się postaci byłego dyrektora departamentu i roli, jaką odegrał Komorowski w pozbyciu się Borowiaka z MON.

Krzysztof Borowiak, po wygraniu w maju 2000r. konkursu organizowanego przez Urząd Służby Cywilnej, został cywilnym dyrektorem Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON. Sam Borowiak tak w roku 2001 opisywał stan owego Departamentu, w momencie objęcia stanowiska – „Nie było pomieszczeń, nie było żadnego sprzętu biurowego, ani jednego komputera czy telefonu, za to byli już przyjęci przez kogoś prawie wszyscy pracownicy cywilni. Do dzisiaj nie wiem, przez kogo przyjęci, domyślam się, że przyjął ich gen. B. Smólski - radca ministra, swego czasu dyrektor departamentu w pionie zakupów sprzętu dla wojska, za nieprawidłowości usunięty ze stanowiska (była w tej sprawie kontrola NIK), "w nagrodę" mianowany przez min. Onyszkiewicza na zajmowane do dziś stanowisko i utrzymany na tym stanowisku przez min. Komorowskiego. Otóż gen. Smólski "szykował się" na moje stanowisko (już chyba pełnił nawet obowiązki dyrektora "mego" departamentu) i on chyba przyjął tych cywilów: żadna z tych osób nigdy nie miała nic wspólnego ani ze szkolnictwem, ani z nauką wojskową.

Pomimo wielu trudności ze strony min.Komorowskiego, który dążył do likwidacji tego Departamentu, udało się Borowiakowi przygotować program restrukturyzacji szkolnictwa wojskowego. Tak o tym mówi Borowiak: „Mówiąc skrótowo, uważaliśmy, że resortu nie stać na utrzymywanie więcej niż jednej wyższej uczelni wojskowej (obecnie jest ich osiem!): Uniwersytetu Obrony Narodowej. Protestowaliśmy też przeciwko "prywatyzacji" Wojskowej Akademii Technicznej i żerowaniu na jej majątku Szkoły Wyższej Warszawskiej czy innych tworów ("Naukowy Park Technologiczny na Bemowie"). Wskazywaliśmy również na nieekonomiczną i nieracjonalną lokalizację Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu, zamiast w lepiej do tego predestynowanym Poznaniu. Minister Komorowski był głuchy na nasze argumenty, nie chciał ich wysłuchiwać, jak już powiedziałem: ignorował nasz departament.”

Borowiak zaproponował połączenie WAM, WAT i AON w jeden Uniwersytet Obrony Narodowej z wydziałami: lekarskim, technicznym i strategiczno-obronnym. Z trzech Wyższych Szkół Oficerskich wojsk lądowych powinna, według tej koncepcji pozostać szkoła w Poznaniu, m.in. z uwagi na niższe o 20 proc. koszty kształcenia niż we Wrocławiu.

05 lutego 2001 Komorowski odwołał Borowiaka ze stanowiska, argumentując swoją decyzję „ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracowniczych”, twierdząc, że „swoim działaniem dyrektor Borowiak nie tylko zmierzał do podważenia autorytetu kierownictwa resortu, złamał również zasadę apolityczności wiążącą członków korpusu Służby Cywilnej”.

W opinii Borowiaka, jego zwolnienie miało związek z programem restrukturyzacji szkolnictwa wojskowego, który w istotny sposób naruszał dotychczasowe status quo. Wyżsi oficerowie WP, wykorzystujący struktury szkolnictwa do robienia własnych interesów, byli zdecydowanymi przeciwnikami reform, proponowanych przez Borowiaka.

W piśmie Borowiaka z 23.07.2001r., skierowanym do posła Bogdana Lewandowskiego, który pytał w interpelacji o przyczyny odwołania dyrektora Departamentu, znajdujemy następujące zdania: „Minister Komorowski posunął się w walce z naszym departamentem tak daleko, że dysponował nagraniem rozmowy z mego telefonu komórkowego do Przewodniczącego Sejmowej Komisji Obrony Narodowej posła Głowackiego, który wobec świadków zaprzeczył jakoby przekazywał to nagranie min. Komorowskiemu. Nagranie to z nieukrywaną satysfakcją prezentował mi min. Komorowski na przełomie roku 2000/2001 stawiając przede mną alternatywę: albo sam się zwolnię, albo zostanie wszczęte przeciwko mnie postępowanie dyscyplinarne.”

Jeśli „Wprost” powoływało się w artykule na powyższe oświadczenie Borowiaka, to niestety, nie mogłoby ono posłużyć do wykazania, że Komorowski korzystał z podsłuchów WSI.

Tak się, bowiem składa, że w artykule Marka Henzlera w nr. 11/2001 (2289) tygodnika „Polityka”, sam Borowiak tłumaczy fakt posiadania nagrania rozmowy telefonicznej przez Komorowskiego w następujący sposób:

W końcu grudnia „Rzeczpospolita” w artykule „Podchorąży nie zdąży” przytoczyła słowa ministra Komorowskiego, który posłom z komisji obrony powiedział, iż dziś czterech nauczycieli przypada na jednego słuchacza szkoły wojskowej, a nakłady na jego kształcenie w ciągu roku są sześciokrotnie wyższe niż na studenta cywilnej uczelni. Minister zapowiedział, iż z ośmiu szkół niebawem pozostanie pięć.

– Kiedy to przeczytałem, zadzwoniłem do przewodniczącego komisji posła Stanisława Głowackiego z AWS. Włączyła się poczta głosowa w jego telefonie komórkowym. Powiedziałem, że minister mija się z prawdą, bo aż tak źle nie jest i jeśli posłowie chcą znać prawdę, to na posiedzenie powinni zaprosić przedstawiciela merytorycznego departamentu! Do głowy mi nie przyszło, że poseł Głowacki poleci z tym nagraniem do ministra, a ten przegra to sobie na kasetę magnetofonową.”

Jeśli rzeczywiście, Borowiak tak wyjaśniał posiadanie nagrania przez Komorowskiego, wyklucza to wersję korzystania z podsłuchu, choć w niczym nie zmienia faktu, że przyczyny zwolnienia dyrektora były mocno naciągane. Potwierdził to zresztą Sąd Okręgowy w Warszawie, orzekając prawomocnie ( po 4 latach), że nie istniały żadne podstawy do zwolnienia Borowiaka na podstawie art.52 Kodeksu pracy.

W tym samym niemal czasie, Komorowski pozbył się z MON ministra Szeremietiewa i Zbigniewa Farmusa. Podobieństwo tych spraw polega głównie na tym, że były to decyzje personalne podjęte na korzyść ówczesnego układu, jaki stworzyli w wojsku wyżsi oficerowie i służyły obronie ich interesów. Trzeba przypomnieć, że wkrótce po usunięciu z MON Krzysztofa Borowiaka w budynkach Wojskowej Akademii Technicznej rozpoczęła działalność prywatna Szkoła Wyższa Warszawska, założona przez Fundację Rozwoju Edukacji i Techniki, która okazała się biznesem kierowanym przez oficerów WSI. O interesach WSI na majątku WAT jest mowa w Raporcie z Weryfikacji WSI w rozdziale10. „Działalność oficerów WSI w Wojskowej Akademii Technicznej”.

Ostatecznie w 2001 r. nie doszło do zaplanowanych zmian w szkolnictwie wojskowym ani do rozstrzygnięcia przetargu na samolot wielozadaniowy, którym zajmował się Szeremietiew.

W przypadku Krzysztofa Borowiaka istnieje jednak jeszcze inna okoliczność, związana z jego działalnością opozycyjną w latach 80 –tych. W roku 2003 Borowiak, mający statut pokrzywdzonego, otrzymał z IPN informacje, zawierające dane identyfikacyjne funkcjonariuszy PRL- owskich służb, zajmujących się „zbieraniem i ocenianiem danych o pokrzywdzonym”. Bezpieka interesowała się Borowiakiem, w związku z jego działalnością w poznańskim klubie krótkofalowców polskich (SPDXClub). Jak sam pisze „w 1985 roku ("za działalność na szkodę socjalistycznego krótkofalarstwa" - cytat z oficjalnego uzasadnienia) utraciłem na kilka lat licencję krótkofalowca.”

Z danych IPN wynika, że Borowiakiem interesowało się szczególnie poznańskie WSW. Wśród udostępnionych przez Instytut nazwisk, znajdujemy następujących oficerów WSW : mjr.Janusz Klemecki - szef Wydziału III Oddziału WSW w Poznaniu, Mirosław Witwicki – szef Wydziału II Oddziału IV Zarządu WSW Wojsk Lotniczych w Poznaniu, Wiesław Gajowniczek – z Wydziału III WSW w Poznaniu.

Nie jestem w stanie ocenić, czy ta okoliczność może mieć związek z późniejszą sytuacją Borowiaka, jako dyrektora Departamentu MON i grą, jaką wobec niego zastosowano, by pozbawić go stanowiska. Nie można jednak wykluczyć, że oficerowie WSW zajmujący się „sprawą Borowiaka” w latach 80-tych, nadal służyli w WSI w roku 2000, a wówczas mogli mieć wpływ na pozbycie się z MON niewygodnego człowieka. Być może, poza pomysłami reform szkolnictwa wojskowego, WSI upatrywało zagrożeń dla swoich interesów również w wiedzy, jaką mógł posiadać sam Borowiak.

W świetle wskazanych powyżej faktów, trudno jednak upatrywać w osobie Krzysztofa Borowiaka tego, którego zeznania mogły mieć związek, z wezwaniem Komorowskiego przed Komisję Weryfikacyjną. Jeśli bowiem podstawą oskarżeń, o korzystanie przez ówczesnego ministra ON z podsłuchu WSI miałyby być cytowane powyżej słowa Borowiaka, to wyjaśnienia, jakich udziela sam zainteresowany w publikacji „Polityki”, przeczą wersji o podsłuchu – przynajmniej w kwestii nagrania rozmowy z posłem Głowackim.

Należałoby, zatem przyjrzeć się innym współpracownikom Bronisława Komorowskiego, którzy mogli posiadać informacje, związane z inwigilacją posłów przez WSI lub dysponują wiedzą o zdarzeniach niekorzystnych dla obecnego marszałka sejmu.

Jedna cecha wydaje się szczególnie charakterystyczna, gdy spojrzy się na dobór współpracowników Komorowskiego. W większości są to oficerowie, WP, z przeszłością zawodową sięgającą czasów PRL-u. Wśród współpracowników znajdziemy np.: płk dr inż. Zdzisława Kurzyńskiego – dawnego pracownika Departamentu Stosunków Społecznych MON, czy majora Jerzego Smolińskiego – obecnego rzecznika prasowego Komorowskiego. W latach 80 –tych, ówczesny ppor, mgr Jerzy Smoliński był opiekunem i wykładowcą w Liceum Lotniczym w Poznaniu.

Do lutego 2001 r. major Smoliński pełnił obowiązki rzecznika prasowego komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej w Poznaniu, skąd został powołany na zastępcę dyrektora Biura Prasy i Informacji MON i stał się rzecznikiem ówczesnego ministra Komorowskiego. Po odejściu Komorowskiego z MON, Smoliński pracował na stanowisku zastępcy dyrektora ds programowych ośrodka TVP 3 w Poznaniu, by tuż po wygranych przez PO wyborach powrócić na stanowisko rzecznika prasowego marszałka Komorowskiego.

Major Smoliński udziela się też społecznie i działa np. w Stowarzyszeniu Współpracy Polska-Wschód jako przedstawiciel tzw. Klubu Absolwentów Uczelni Zagranicznych. To ciekawe stowarzyszenie, w którego władzach zasiada Longin Pastusiak, służy : „Budowaniu i rozwijaniu dobrosąsiedzkich stosunków, przyjaźni i współpracy między społeczeństwami polski i państwami za wschodnią granicą.” i zajmuje się tak cennymi inicjatywami jak organizowaniem spotkań z „ Konsulem Handlowym Ambasady Socjalistycznej Republiki Wietnamu – Nguyen Van Thiem oraz Prezesem firmy ASG-P - dr Hoang Manh Hue.” lub organizowaniem seminarium „Nowe możliwości białorusko-polskiej współpracy gospodarczej” .

Jednak w roku 2001 współpracownikami pana Komorowskiego nie byli wyłącznie dawni oficerowie LWP. Swoich współpracowników, Komorowski znajdował również wśród ludzi związanych z PO, a wcześniej ze Stronnictwem Konserwatywno-Ludowym. Jeśli do tego, byli członkami Ligi Rzecznej i Morskiej, której Komorowski jest prezesem – mogli liczyć na bliższą znajomość z obecnym marszałkiem.

Takim właśnie korzystnym „pochodzeniem” mógł się poszczycić Krzysztof Bucholski, który w roku 2001 był szefem parlamentarnej kampanii Komorowskiego. Kilka lat później, został powołany na stanowisko wiceprezesa Agencji Mienia Wojskowego, z którą rozstał się w bardzo burzliwych okolicznościach. To już jednak zupełnie inna i długa historia, do której powrócę w następnym wpisie.




Źródła:

http://www.wprost.pl/ar/115649/WSI-inwigilowaly-poslow/

http://krzysztof.borowiak.pl/replika.html

http://krzysztof.borowiak.pl/Komor.htm

http://krzysztof.borowiak.pl/artykul%20Polityka%203.html

http://www.raport-wsi.info/str.132

http://krzysztof.borowiak.pl/IPN.pdf

http://www.swpw.org/index.htm

"FLANCOWANY" MARSZAŁEK

AFERA "MARSZAŁKOWA" 1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz