Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

niedziela, 6 lipca 2008

MOSKIEWSKA ERYSTYKA – TUSKOWE GADANIE

Z przeglądu wszelkiego rodzaju publikacji, na temat instalacji „tarczy antyrakietowej, wynika, że wiedza ich autorów na temat, o którym rozprawiają jest żenująco niska. Można nawet zauważyć pewną prawidłowość, – im mniej wiedzy, tym głośniejszy krzyk przeciwko „tarczy”. Przeciwnicy instalacji bez najmniejszej refleksji przyjmują wszystkie kłamstwa i fałszerstwa rozpowszechniane przez rosyjską propagandę, przy czym – im większa bzdura wyszła od wschodniego sąsiada – tym chętniej jest powielana w polskich mediach. Niemałą rolę w tych „merytorycznych” dyskusjach mają środowiska mentalnie, służbowo lub finansowo zależne od Rosji
Ponieważ dyskusja z ludźmi twierdzącymi, że „tarcza” stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, przypomina próby przekonywania chorego, że gorzkie lekarstwo uratuje mu życie, nie ma najmniejszego sensu jej prowokować.

Warto natomiast poprzewracać kilka sowieckich totemów, jakie przy chętnym udziale użytecznych „powtarzaczy”, spece od dezinformacji postawili w naszych mediach.
Od strony technicznej trzeba przypomnieć, że „cały ten zgiełk” dotyczy instalacji składającej się z dziesięciu silosów, umieszczonych w dwóch rzędach i zajmuje w sumie powierzchnię boiska piłkarskiego. W Polsce planuje się budowę stanowiska rakiet przechwytujących (GBI), które miałoby służyć do obrony przed rakietami balistycznymi dalekiego i średniego zasięgu. System zapewni skuteczną ochronę nie tylko Stanom Zjednoczonym, ale również większość europejskich członków NATO, w tym Polsce. Pociski, wystrzeliwane z tych stanowisk korzystają z energii kinetycznej i nie zawierają ładunków wybuchowych. Zestrzelenie wrogiej rakiety następuje w przestrzeni kosmicznej i nie stanowi zagrożenia dla terytorium kraju, nad którym następuje zestrzelenie. Nawet dla każdego średnio zaawansowanego „powtarzacza” powinno być oczywiste, że taki pocisk jest za mały, by można nim było przenosić głowice nuklearne, a rosyjskie rzekome obawy w tym zakresie, można włożyć między bajki.

Całość instalacji ma charakter defensywny i nie stanowi zagrożenia dla nikogo, kto nie jest agresorem. Jeśli Rosja upatruje w nim zagrożenie, sama przyznaje, w jakiej roli chce występować wobec USA i państw NATO.

Jak wiemy, Amerykanie złożyli Rosji propozycję współpracy w rozwoju systemu obrony przeciwrakietowej, obejmującą wymianę technologii i informacji o zagrożeniach rakietowych oraz zaproponowali budowę kompatybilnych systemów obrony. Czy ktoś z krzykaczy, rozwodzących się nad zagrożeniem amerykańskim militaryzmem, potrafi odpowiedzieć, dlaczego Rosja nie przystała na te propozycje?

Niewielu też zwraca uwagę, że od chwili, gdy pojawił się pomysł budowy w Polsce instalacji antyrakietowej, niemiecka kanclerz rozpoczęła kampanię, by Polska budowała tarczę w ramach NATO. Już w marcu ubiegłego roku Angela Merkel zapowiadała - „W sprawie tarczy antyrakietowej preferujemy - i powiem to w Polsce - rozwiązanie w ramach Paktu Północnoatlantyckiego oraz otwartą dyskusję z Rosją. Będę zabiegała o to, by obrona przeciwrakietowa była zadaniem dla Sojuszu. Szanse na to wcale nie są małe”.
Dziś również słyszymy argumenty, że „tarcza” tak, ale tylko w NATO.
Przemilcza się przy tym fakt, że stopień rozwoju obu systemów jest bardzo różny. W NATO dopiero trwają prace koncepcyjne dotyczące przyszłej architektury systemu i nic nie wskazuje, by szybko weszły w fazę realizacji. Poza tym, nie ma żadnej sprzeczności między rozwojem amerykańskiego systemu MD (tarcza) a budową systemu obrony przeciwrakietowej NATO. Jak twierdzą Amerykanie, oba systemy mogą w przyszłości z sobą doskonale współpracować. Niemieckie starania, by Polska „zaczekała” na NATO, dziwnie korelują z głosem rosyjskich generałów, straszących nas od miesięcy atakami nuklearnymi. Nie słychać natomiast, by podobnym zagrożeniem dla Rosji była „tarcza” planowana przez NATO.

Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę, że instalacja w Polsce nie stanowi dla nich żadnego, militarnego zagrożenia. Pośrednio przyznają to sami, gdy tak jak dowódca rosyjskiego lotnictwa strategicznego gen.Igor Chworow, chełpliwie tłumaczą, że „elementy tarczy są obiektami "o słabej obronie" i dlatego "wszystkie typy samolotów rosyjskiego lotnictwa strategicznego mogą wykonywać zadania związane z ich elektronicznym zwalczaniem lub fizycznym niszczeniem". Sugerował przy tym, że to nietrudne zadanie, do którego Rosjanie nie muszą się nawet zbytnio przygotowywać. W czym zatem problem? Jeśli zechcą, zniszczą.

Jak rozumiem, przeciwnicy „tarczy” niebezpieczeństwo dla Polski upatrują w rosyjskim „niet”, bojąc się, że możemy stać się celem agresji sąsiada. Argument zaiste groźny, bo sprowadzający problem rosyjskiego sprzeciwu, niemal do rangi polskiej racji stanu. I idiotyczny, gdyż postuluje rezygnację z obrony, w nadziej, że agresor widząc bezbronnego, obejdzie go bokiem. Równie zasadną byłaby wiara, że w polityce międzynarodowej należy zajmować wyłącznie rolę ofiarnych baranków, przez co przyczyni się skutecznie do zmniejszenia pogłowia wilków.

Przez wiele miesięcy „polskiej dyskusji nad tarczą”, przyzwyczailiśmy się niemal do funkcjonowania tylu „niepodważalnych” prawd na temat rzekomych zagrożeń i przeszkód, że ich burzenie zajęłoby zbyt wiele miejsca, jak na jeden skromny objętościowo tekst. Istnieją w świadomości Polaków jako argumenty, podczas gdy ich wartość merytoryczna i konfrontacja z prawdą, ujawnia wyłącznie demagogię autorów i marność ich wywodów.

Tzw. „gwarancje bezpieczeństwa”, o które rzekomo zabiegają zatroskani losem rodaków politycy tego rządu, można bez wdawania się w szczegółowe rozważania obalić jednym, oczywistym argumentem. Jeśli bowiem „tarcza” jest tak groźna dla Rosji, jak tłumaczą nam ci sami politycy, to najwyraźniej stanowi silną „gwarancję” polskiego bezpieczeństwa i każde żądanie, by uzupełnić ją dodatkowymi „Patriotami” brzmi jak prośba idioty, który poza karabinem maszynowych chce jeszcze dla obrony otwieracza do konserw. Poza tym, obecność 200 amerykańskich żołnierzy (obsługa instalacji) daje nam większą gwarancję bezpieczeństwa, niż wszystkie razem wzięte „strategie” generałów po sowieckich uczelniach.

Choć zabrzmi to jak bezczelna herezja twierdzę, że powinniśmy być gotowi „dopłacić” Amerykanom do tej instalacji, byle tylko znalazła się na naszym terytorium. Rzekome „gwarancje”, o które zabiega ten rząd są tyleż przejawem głupoty, co politycznej dywersji i trzeba usilnie „mijać się” z rozumem i faktami, by je uzasadniać.

Dla każdego, kto zna polską historię i ma nawet mgliste pojęcie o geopolityce, wydaje się oczywiste, że tylko militarny sojusz z USA daje nam ochronę polskich interesów, a wszystko, co „groźne” i „złe” z punktu widzenia Rosji, jest dla Polski jak najlepszym rozwiązaniem. Kto z sensem potrafi wykazać coś przeciwnego, zasługuje na „historycznego” Nobla.

Dywagacje, jakie w tej materii prowadzą różnego rodzaju „mędrkowie” stawia ich wywody poza nawiasem elementarnych prawd politycznych i historycznych i sprawia, że należy im odmówić jakiejkolwiek wartości konceptualnej.

Od strony faktów politycznych dla oceny obecnego, polskiego stanowiska w kwestii instalacji, ma natomiast znaczenie fakt, że usztywnienie tej postawy nastąpiło po wizytach delegacji rządowych w Niemczech i w Rosji. Spragnionych dowodów, zachęcam do zapoznania się z wypowiedziami platformianych polityków na ten temat, zebranymi choćby w „Raporcie” na temat „tarczy antyrakietowej”, znajdującym się na stronach „GazWyb”.

„Ewolucja” polskiego stanowiska jest doskonale widoczna. Radzę porównać zwłaszcza informacje o przebiegu wizyty w Moskwie z doniesieniem z 22 lutego br., zatytułowanym znamiennie „Tusk wstrzymuje tarczę”. Kto wierzy w polityczne „przypadki” niech czyta „Misia” i nie zawraca sobie i innym głowy.

Wszelkiej maści „powtarzaczom”, czyli przeciwnikom „tarczy” proponuję wysiłek intelektualny i rozwiązanie zagadki - jaki wpływ na stanowisko tego rządu, miała „moskiewska przygoda” pana Tuska? Po uzyskaniu rozwiązania, radzę już ciszej krzyczeć. Bo wstyd.



Źródła:

http://wyborcza.pl/1,79204,3984599.html

http://wyborcza.pl/1,79204,3964876.html

http://wyborcza.pl/1,79204,4952523.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4910022.html

1 komentarz:

  1. Analiza polityczna 10 out of 10, ale technicznie proszę się dokształcić. Rakiety są "za male" na głowice jadrowe? Ładunek jądrowy W48 (do półtorej kilotony) wchodził do pocisku artyleryjskiego 155mm wazącego 58 kg. Natomiast 40 kilotonowy ładunek W33 do haubicy 20mm wchodził do pocisku mającego 94 cm długości i 109kg wagi. Ile waży głowica kinetyczna Exoatmospheric Kill Interceptor?

    Współczesna głowica termojądrowa do pocisku Tomahawk (cruise missile), ma moc 150 kiloton, 11.8 cala średnicy, 31.4 cala długości, waży 132kg.


    http://en.wikipedia.org/wiki/Image:W80_nuclear_warhead.jpg

    OdpowiedzUsuń