Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 4 lipca 2008

PRAWO PIĘŚCI

- Dawno nie słyszałem tylu nieprawdziwych informacji. Mało mnie szlag nie trafił! – powtórzyłbym chętnie za ministrem Klichem, słysząc od trzech dni stek bredni i kłamstw, jakie on i podlegli mu figuranci opowiadają na temat Komisji Weryfikacyjnej.
W rankingu oszczerstw i cynicznych idiotyzmów wysuwa się wypowiedź premiera Tuska:
- Ja wiem, że są w Polsce politycy, którzy mają autentycznego hopla na punkcie archiwów i nie mogą się przyzwyczaić do tej myśli, że nie są już premierami, czy szefami komisji. I całe życie spędziliby w tych archiwach, zatruwając nam przestrzeń publiczną swoimi interpretacjami tego, co znaleźli. Dlatego ja nie zgadzam się fundamentalnie z tym poglądem i od strony prawnej, i od strony politycznej.
Takiego ładunku chamstwa i prymitywnej agresji wobec premiera Olszewskiego, próżno szukać w jakimkolwiek politycznym „języku”. Strach, przed członkami Komisji, którzy uzyskali wiedzę na temat przyjaciół pana Tuska i jego „politycznego zaplecza”, w połączeniu z nienawiścią do osób, zagrażających agenturalnym interesom tego „zaplecza” wyraźnie przebija nawet z tak bełkotliwej wypowiedzi.
Tuż za ulubieńcem mas, uplasował się „przyjaciel tych, co potrzeba” - Schetyna Grzegorz, gdy z rozbrajającą szczerością oświadczył:
- Musimy zamknąć ten stan wojenny wokół teczek. To trumna i powinno być nad nią ciszej –Tym razem protest premiera Jana Olszewskiego, został uznany przez wrocławskiego dobroczyńcę jako „słowa rozkapryszonego bobasa, któremu odebrano ukochane teczki" .
Nawet nie śmiem spytać, jak gwiazdy dziennikarstwa potraktowałyby taką wypowiedź, gdyby jej autorem był, co nie daj Boże, poseł Kurski.
Stara zasada bandycka mówi, by uciekając złodziej krzyczał „łapaj złodzieja!”
Wierny tej zasadzie Bogdan Klich, po podstępnym wykradzeniu akt Komisji Weryfikacyjnej, natychmiast powiadomił media, jakoby brakowało w nich 50 teczek z 200 dokumentami. Nikt z braci dziennikarskiej nie zastanowił się, w jakiż to nadprzyrodzony sposób, po upływie 4 godzin SKW zorientowała się w zawartości stu kilkumetrowych skrzyń i wykoncypowała, że brakuje w nich właśnie 200 dokumentów? W taką sprawność polskich służb trudno doprawdy uwierzyć. Tym bardziej, że Klichowe służby nie zadbały nawet o rzecz zupełnie elementarną w takich przypadkach – sporządzenie protokołów przejęcia dokumentacji, co tyleż świadczy o ich profesjonalizmie, jak o bandyckim charakterze operacji przejęcia akt.
Za kilka dni rządowe media obiegnie straszliwa wieść, że brakuje znacznie więcej tajnych dokumentów; krzyk podniesie nieoceniony przyjaciel służb wszelakich - tow.Zemke, a prokuratura natychmiast rozpocznie działania. Wkrótce potem do domów członków Komisji Weryfikacyjnej zapukają o 6 rano rozczochrane panienki z ABW…
Nieopatrznie plany towarzyszy zdradził Paweł Graś sugerując, że dokumenty mogą się znajdować w domach członków komisji:
– Nie wiem, czy tak rzeczywiście jest, ale patrząc na sposób podejścia poprzedniej ekipy do tej problematyki, jest to wielce prawdopodobne – wyznał skromnie w „Rzeczpospolitej”.
Korzyść z tej kombinacji potrójna – zastraszenie członków Komisji i kolejna okazja do skradzenia im dokumentów np. o zabójstwie ks.Popiełuszki; piękny i pouczający pospólstwo efekt propagandowy oraz wdzięczność zuchów z WSI, dyszących od miesięcy żądzą zemsty i odwetu.
Dobrze się stało, że głos w tej sprawie zabrał prezydent Kaczyński, zajmując stanowisko zgodne z prawem i dobrymi obyczajami. W ocenie Lecha Kaczyńskiego, wywiezienie akt pokazuje, że "są osoby, które chcą wiedzieć, co się zdarzyło, które chcą wiedzieć, kto co wie". "Myślę, że są niezwykle zniecierpliwione" - ocenił prezydent. Jednocześnie zaznaczył, że zgodnie z prawem to przewodniczący komisji weryfikacyjnej rozsyła dokumenty tam, gdzie powinien, czyli do SKW, do wywiadu wojskowego, do prokuratury czy do IPN.
W tle tej medialnej szopki dzieją się niestety rzeczy poważne i groźne.
Komisja Weryfikacyjna WSI nadal jest ustawowym organem państwowym i nie istnieje żaden akt prawny, na mocy, którego miałaby zakończyć pracę. Skandaliczny, a co najważniejsze sprzeczny z prawem sposób, w jaki próbuje się skończyć prace Komisji i zmusić ją do posłuszeństwa, nie spotka się niestety z reakcją „autorytetów prawniczych”.
Nie ma, co liczyć, że ktokolwiek z tego towarzystwa, stanie w obronie prawa i osoby Jana Olszewskiego, obrażanego przez stado miernot i politycznych chamów.
Nadal też, o czym - „miłośnicy prawa” pamiętać nie chcą obowiązuje ustawa z dnia 9 czerwca 2006 r. Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego oraz ustawę o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego (Dz. U. z dnia 23 czerwca 2006 r.), a w niej Art. 70. 1., który stanowi, iż:
Komisja Weryfikacyjna składa Marszałkowi Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, za pośrednictwem Sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych, w terminie określonym na podstawie art. 63 ust. 8, sprawozdanie ze swojej działalności. 2. Komisja Weryfikacyjna po zakończeniu swoich prac podaje do publicznej wiadomości komunikat o wynikach prac. 3. Rada Ministrów określi, w drodze rozporządzenia, zakres informacji podlegających podaniu do publicznej wiadomości, uwzględniając konieczność zapewnienia bezpieczeństwa państwa i ochrony informacji niejawnych.
Wśród skradzionych z BBN – u dokumentów było 70 zawiadomień o przestępstwach, dokonanych przez politycznych przyjaciół Platformy, które już zapewne nigdy nie ujrzą prokuratorskiego biurka. Zabierając całą dokumentację – w tym pochodzącą z IPN-u, SWW, ABW i policji, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, do której zdążyło już wrócić wielu zuchów z WSI, ma okazję zapoznać się z informacjami, do których nie posiada żadnych uprawnień i zniszczyć dowolny dokument, gdy może on stanowić zagrożenie dla interesów agenturalnego zaplecza Platformy. Nikt mi nie udowodni, że z takiej „okazji” nie skorzysta.
Pozbawiając Komisję wszystkich dokumentów, uniemożliwia się jej wypełnienie ustawowego nakazu, przedłożenia sprawozdania z działalności. Co prawda, zapobiegliwy premier Tusk, zdążył już wydać rozporządzenie, zakazujące ujawniania jakichkolwiek szczegółowych ( poza statystyką) danych, jednak i w takim zakresie Komisja nie jest w stanie przedstawić efektów swoich prac.
Pogarda dla prawa, dla dobrych obyczajów, a nade wszystko – pogarda dla własnego społeczeństwa, nie od dziś cechuje ludzi tego rządu. Pośpiech i tryb, w jakim skradziono akta Komisji Weryfikacyjnej świadczy, jak bardzo „towarzystwo przyjaciół WSI” śpieszy się z wykonaniem dyrektyw swoich mocodawców i jak groźna dla nich jest wiedza, zdobyta przez członków Komisji.
Przed kilkoma dniami, pisząc o stowarzyszeniu PRO MILITIO – założonym przez janczarów Ludowego Wojska Polskiego i zuchów z WSI, napisałem o nadchodzącym czasie zemsty i odwetu. Każdy dzień przynosi niestety potwierdzenie dla tej tezy.
Patrzcie na ręce ludzi, którzy tak bardzo boją się prawdy, że nie cofną się przed niczym, by ją zadusić. Patrzcie im na ręce, nim będzie za późno.


http://www.tvn24.pl/0,1555940,wiadomosc.html
http://www.tvn24.pl/12690,1555768,wiadomosc.html
http://www.tvn24.pl/12690,1555708,wiadomosc.html
http://www.rp.pl/artykul/157604.html
http://www.rp.pl/artykul/158059.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz