Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

wtorek, 10 czerwca 2008

INFORMACJE RĘCZNIE STEROWANE

Dociekliwość dziennikarzy „Gazety Wyborczej” ma tę szczególną cechę, że dotyczy tropienia rzekomych nieprawidłowości wśród ludzi, będących w opozycji do obecnego rządu. Ta jak najbardziej „poprawna” właściwość ujawniła się niedawno w szeregu publikacji, których celem są ludzie związani z osobą Antoniego Macierewicza. Sprawa nie byłaby warta nawet komentarza, gdyż „GazWyb” podaje publiczności ciężkostrawną zbitkę kłamstw i pomówień, gdyby nie fakt, że stanowi część realizowanej od kilku tygodni kombinacji operacyjnej, wymierzonej w osoby zaangażowane w likwidację prywatnego folwarku tzw. oficerów LWP, znanego jako WSI. Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni „Gazeta Wyborcza” dostała „zlecenie na Macierewicza”.

W ostatniej publikacji mowa jest o spółce Post Media Serwis, nazwanej „przechowalną ludzi Macierewicza”. Co oburza „Gazetę Wyborczą”?

- Spółka nazywa się PMS i należy do Poczty Polskiej. Zajmuje się przede wszystkim wydawaniem gazetki zakładowej "Poczta Polska" (na zdjęciu). Za 18,4 tys. egzemplarzy tygodnika Poczta płaci PMS-owi ponad 4 mln zł rocznie. PMS zatrudnia ponad 20 osób. Do niedawna pracowników kontrolował czteroosobowy zarząd oraz dziewięcioosobowa rada nadzorcza. – informują dziennikarze, mieszcząc zgrabnie w trzech zdaniach, dwa całkiem dosadne kłamstwa.

Wystarczy, bowiem wejść na stronę internetową POST MEDIA SERWIS, by dowiedzieć się, że spółka prowadzi szeroką działalność leasingową, marketingową i wydawniczą, a wydawanie gazety „Poczta Polska” jest jedynie częścią tej działalności.

Władze spółki to 3 osobowy zarząd w składzie: Grażyna Kamińska – prezes, Beata Olbrycht – wiceprezes i Anna Putkiewicz - wiceprezes Zarządu. Rada Nadzorcza liczy 5 osób, w składzie: Konrad Komornicki - przewodniczący ,Wiesław Urbański-wiceprzewodniczący, Beata Biały – sekretarz, Magdalena Dulińska – członek, Adam Dryja.

Wbrew informacjom dziennikarzy twierdzących, że PSM działa od 2001r., spółka istnieje od roku 1999.

Jak na spółkę skarbu państwa, która szczyci się, że w ramach jej działalności „średnioroczna wartość przedmiotów leasingu osiąga aktualnie poziom kilkudziesięciu milionów złotych”, trzyosobowy skład zarządu, nie odbiega od ogólnie przyjętej normy.

Z artykułu „GazWyb” , spreparowanego według klasycznych zasad publikacji inspirowanej, w której równo wymieszano prawdę i kłamstwo, trudno wywnioskować co tak naprawdę zarzucają „ludziom Antoniego Macierewicza” nieskazitelni „dziennikarze”. Cała siła dezinformacji tego tworu, polega na posłużeniu się nieuprawnionymi insynuacjami (pocztowa kasa PIS) i wytworzeniu u odbiorcy irracjonalnego przekonania, że ma do czynienia z niebywałą aferą.

To, że konstrukcja władz spółki nie odbiega od standardów jest oczywiste. Ilość środków, jakimi dysponuje spółka również nie wydaje się wygórowana, jeśli spojrzy się na zakres jej działalności. Udział w Radzie Nadzorczej Piotra Woyciechowskiego, który od wielu lat działa w biznesie, też nie jest niczym szczególnym. Może więc fakt, że publicysta i dziennikarz Piotr Bączek był sekretarzem redakcji „Poczty Polskiej” wydaje się podejrzany „Gazecie Wyborczej”?

Całość denuncjacji opiera się na liście niejakiego Piotra Sułka, do niedawna redaktora naczelnego "Poczty Polskiej", wysłanym przed kilkoma tygodniami do wiceministra infrastruktury Macieja Jankowskiego, w którym tenże Sułek pisze, że „wydawanie tygodnika w rzeczywistości kosztuje jedynie 1,9 mln zł rocznie”, podczas gdy spółka dostaje od Poczty Polskiej kwotę 4 mln zł. Co się dzieje z pozostałymi pieniędzmi? – pyta dramatycznie „Gaz Wyb” , w ślad za zatroskanym byłym naczelnym. Dowiadujemy się, że ów Sułek przebywa na zwolnieniu lekarskim, na które uciekł „bo zarządowi PMS nie spodobał się jego pomysł na "oszczędności". I - jak mówi - chcieli go wywalić. Sprytny pan Sułek, w ramach tychże proponowanych oszczędności, postanowił korzystać nadal z pensji naczelnego, dekując się na zwolnieniu lekarskim. Choroba nie może być zbyt dolegliwa, skoro były naczelny trudni się wypisywaniem donosów na swojego pracodawcę.

Tajemniczy informatorzy zacnych dziennikarzy, podpowiadają im, że pieniądze (2,2 mln) idą w spółce „na fundusz reprezentacyjny, służbowe samochody oraz kilkunastotysięczne pensje dla zarządu.” Zgroza!!! Co prawda, rzecznik Poczty coś tam prostuje i oponuje, twierdząc, że jest zupełnie inaczej, ale dzielni pracownicy „na odcinku medialnym” przebijają wszystkie argumenty informacją, że kwota 4 mln wynika z faktur. Całość okraszona jest głosem tzw. „niezależnego eksperta”, w którego rolę wciela się Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Opinia tego „eksperta”, iż „takie spółki sa tylko po to, aby zabezpieczyć pieniądze dla polityków. Państwo po prostu nie potrafi nadzorować swojego majątku.” jest tyleż adekwatna do sytuacji spółki PMS, jak do każdego bytu gospodarczego, tworzonego przez państwo, a sam „niezależny ekspert” należy do ludzi programowo tłukących we wszystko, co kojarzy się z PIS-em.

Próżno spodziewać się po tego typu publikacji, jakichkolwiek konkretów czy dowodów. Gdyby nawet Woyciechowski czy Bączek chcieli skierować sprawę do sądu, pokażcie mi adwokata, który spreparuje z tego tekstu zarzuty karne. Pomówienia, insynuacje, negatywne skojarzenia - są jedynym narzędziem warsztatu „dziennikarzy” „GazWyb”. Konstrukcja prosta jak cep i skuteczna jak uderzenie cepem w głowę, przypomina klasyczne dla dialektyki marksistowskiej publikacje niejakiego REMA, z okresu lat 80- tych, za którym to pseudonimem ukrywał się „inteligentny inaczej” Jerzy Urban.

W żargonie służb specjalnych istnieje określenie „przeciek kontrolowany”. Uważni czytelnicy „GazWyb” czy „Dziennika” wiedzą, o czym mówię. Jest to najprostsza z możliwych kombinacja operacyjna. Polega na tym, że jakaś służba chce wywołać pożądany efekt medialny, nagłaśniając spreparowane informacje. Metodami operacyjnymi “zapodaje się” je zaprzyjaźnionym żurnalistom. Wybrani do takiej kombinacji operacyjnej dziennikarze nie zawsze muszą wiedzieć, że stali się figurantami w grze (i bardzo często nie mają o tym zielonego pojęcia). Po takim zabiegu możemy przeczytać, usłyszeć lub zobaczyć kolejną porcję sensacyjnych doniesień o „ludziach Macierewicza” i „kasie PIS-u”. W czasie, gdy podniecony „lud” zachłystuje się z oburzenia nad pazernością „likwidatorów WSI” i innych wrażych pisowców, w medialnej ciszy i spokoju odbywa się niezwykle owocny, kolejny udany „dil”.

Tym razem, na publikacji „GazWyb” pieką się dwie pieczenie. Pierwsza – polityczna, pozwala raz jeszcze bezkarnie opluwać i kompromitować ludzi, kojarzonych z Antonim Macierewiczem, docelowo zaś podważać wiarygodność prac Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Druga – gospodarcza, polega na domyślnym wskazaniu czytelnikowi, chłonącemu rewelacje „GazWyb” jak słowo objawione, „winnych „ kryzysowej sytuacji „Poczty Polskiej”.

Nie jest, bowiem przypadkiem, że publikacje te powstają w czasie, gdy trwa strajk pocztowców i wysuwane są pod adresem rządu postulaty płacowe. Dla wielu czytelników rządowych mediów, doniesienia „GazWyb” skojarzą się natychmiast z roszczeniami pocztowców. Powstaje pożądana zbitka myślowa : „ludzie Macierewicza” trwoniący majątek „Poczty Polskiej” - listonosze domagający się większych płac. Kto winny? To już chyba jasne.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję polityków PO, bo tuż po ukazaniu się artykułu poseł Mężydło oświadczył, że „Platforma Obywatelska domaga się likwidacji należącej do Poczty Polskiej, spółki Post Media Serwis”, a tokując z oburzenia dalej wyznał, że „ Poczta Polska "obrasta" spółkami, które są wykorzystywane przez polityków "dla znajomych do posiadania synekur, różnych posad". "To nie pierwszy przypadek, kiedy politycy PiS wykorzystują sytuację (...) i lokują tam swoich przyjaciół". Recepta na kryzys wydaje się oczywista.

Nie potrafiąc poradzić sobie z żadnymi problemami gospodarczymi i nie mogąc zrealizować jakichkolwiek wyborczych obietnic, politycy PO chętnie sięgają po metody operacyjne służb specjalnych, by wybrnąć z kłopotliwych sytuacji. To zamiłowanie do państwa policyjnego, w którym służby pełnią rolę „strażnika” świadomości, a media wykonują powierzone im gry operacyjne, może wkrótce okazać się zgubnym nałogiem. Zdają się zapominać politycy PO, że służby specjalne zawsze czynią wszystko, by mieć realny wpływ na "elity trzymające władzę", choć same po tę władzę nie sięgają. Powrót do gry dzielnych zuchów z WSI, wywołanych „zza grobu” przez rządzącą koalicję oznacza, że decyzje polityczne i gospodarcze będą podejmowane pod dyktando tych zuchów. Wobec ich wieloletniego doświadczenia w zakulisowym kreowaniu polskiej rzeczywistości, ludzie PO są jak raczkujące brzdące, skazane na „pomocną dłoń”.

Dłoń będzie wyciągnięta. Do czasu, gdy zwinie się w pięść.

Źródła:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5295688,Pocztowa_kasa_PiS.html

http://www.postmedia.pl/ofirmie.php

http://pdi.cors.gov.pl/KRSSED/Podmiot.aspx?nrkrs=0000017658

http://www.wprost.pl/ar/131506/Mezydlo-Post-Media-Serwis-to-przechowalnia-ludzi-Macierewicza/

FUNDACJA OBRONY REPRESJONOWANYCH

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz