Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

sobota, 21 czerwca 2008

DRUGA MISJA

Niezależnie od ilości i wagi dokumentów czy świadectw, Lech Wałęsa będzie już zawsze twierdził, że nie ma nic wspólnego z TW „Bolek”. Konsekwentnie i do końca.

Po raz pierwszy byliśmy świadkami takiego zachowania w roku 1992, obecna postawa jest jedynie logiczną konsekwencją tamtego wyboru. I choć agenturalna przeszłość Wałęsy, opisana w książce historyków IPN-u, długo jeszcze będzie zaprzątać uwagę Polaków, w niczym już, nie zmieni to sytuacji samego bohatera książki. Ci, który wiedzą lub wierzą, że był on agentem SB, jak i ci, przeczący tej prawdzie, mogą przekonywać tylko samych siebie. Dla Wałęsy, on sam jest „ikoną Solidarności” i kryształowym mężem stanu.

Przez najbliższe miesiące powstaną teksty, których autorzy w zależności od swojej pozycji w świecie III RP, będą potępiać, protestować lub usprawiedliwiać zachowania byłego prezydenta. Głosy oskarżeń zetrą z pochwalnymi hymnami, święte oburzenie z zaciekłą obroną. Cokolwiek stanie się w najbliższej przyszłości – jednego możemy być pewni; podziały w polskim społeczeństwie pogłębią się, postawy zradykalizują.

Front „obrońców godności Lecha Wałęsy” zetrze się w śmiertelnym boju z hufcami rzeczników prawdy, strażnicy „pamięci koncesjonowanej” stoczą walkę z orędownikami prawa do historii. Ofiary padną po obu stronach. Skrzywdzonymi będziemy wszyscy.

Tej „roli życia” stoczniowca z Gdańska, nikt z esbeckich strategów nie mógł napisać. „Instrukcja o pracy operacyjnej Służby Bezpieczeństwa resortu spraw wewnętrznych” z lutego 1970 r. traktowała tajnych współpracowników jako osoby „ wykonujące zadania w zakresie zapobiegania, rozpoznania i wykrywania wrogiej działalności”. Po 38 latach jeden z zwerbowanych agentów odgrywa w polskim społeczeństwie rolę, jakiej nigdy nie zapisano oficjalnie w instrukcjach SB.

Dzielić Polaków, by tym łatwiej nimi rządzić - było zawsze priorytetem działań komunistycznych strategów. To z tego powodu każdy agent, każdy życiorys skażony agenturalną przeszłością, stanowi dla społeczeństwa śmiertelne zagrożenie. Jest niczym komórka nowotworowa, działająca z niszczącą mocą dzielenia organizmu na zdrowe i chore części.

Nie interesuje mnie przyszłość Lecha Wałęsy. W czasach „Solidarności” zapisał w historii Polski ważną, budującą kartę. W wolnej Polsce tę kartę zdewaluował tak mocno, że trudno byłoby znaleźć w III RP postać równie szkodliwą i negatywną.

Interesuje mnie przyszłość mojego kraju, w którym ludzie załganych życiorysów chcą dalej dzielić, by rządzić, traktując własny naród z pogardą.

Przed wielu laty, pewien człowiek, tak pisał o postawach ludzi ówczesnej opozycji:

„Zaangażowanie w politykę w systemie totalitarnej dyktatury jest zawsze wypadową dwóch motywacji ludzkich, zawsze oscyluje między świadectwem moralnym, a kalkulacją polityczną. Jeśli gubi się jeden z tych motywów, staje się albo nieskuteczną moralistyką, albo niemoralną manipulacją.(…)Politique d’abord! Ale dlatego właśnie sądzę, że podziemiu potrzebni są również ludzie, dla których większą wartością niż polityczna skuteczność jest moralne świadectwo i nie traktują podziemia jako wylęgarni pretendentów do przyszłej elity władzy; ludzie, którzy rozumieją, że ich polityczne zaangażowanie skończy się w „normalnych czasach”, kiedy podziemie już nie będzie potrzebne, i którzy wiedzą, że te „normalne czasy „ wymagają zwykle innych cnót, innych charakterów, innych umiejętności. (…) Nie można dążyć do życia w prawdzie poprzez kłamstwo, nie można zmierzać ku wolności poprzez stosowanie przemocy, nie można być normalnym w nienormalny sposób”– Adam Michnik - „Listy z Białołęki”

Łatwiej było napisać te słowa, niż zastosować je we własnym życiu. I Wałęsa i Michnik , jak wielu innych zaangażowanych w walkę z komunizmem, nie zdali egzaminu „normalnych czasów”, a próbując wedrzeć się w wolną Polskę z bagażem załganych życiorysów i chorych ambicji - zatruli skutecznie życie pokolenia III RP. Być może tak dalece, że jak uczy Księga Wyjścia, potrzeba będzie dziesiątków lat, by przemierzyć tę pustynię.

Pewna definicja „ironii losu” określa ją jako niezgodność zjawisk z oczekiwaniami, zaburzenie świata w strukturze skutków i przyczyny. Czy nie jest tak, że oni wszyscy – „wybrańcy narodu” - ponieśli już karę najwyższą, jaką może ponieść człowiek walczący z systemem kłamstwa i zniewolenia? Musieli przecież kłamać.

Wówczas, gdy Polacy uzyskali prawo do wyrażania własnych opinii, gdy runął mur cenzury i wolność słowa przestała być marzeniem – oni musieli kłamać. Nie doświadczyli tego daru, z którego mógł korzystać każdy pisarz, dziennikarz czy polityk. Z własnej woli, z wyboru „misji” lub pospolitej prywaty, do której nie mieli ani „charakterów” ani „umiejętności” – musieli kłamać. By tworzyć nowe mity, by zostać „kimś”, uzyskać „coś” – musieli kłamać.

Czy można wyobrazić sobie sytuację bardziej diaboliczną, niż ta, gdy „zdobywcy miasta”, muszą pozostać poza jego bramami i nie mogą korzystać z tego, co stało się udziałem całej społeczności?

Konspiracyjny „Tygodnik Mazowsze” miał pod winietą hasło: „Solidarność” nie da się podzielić ani zniszczyć.” Wszyscy wiedzieliśmy, co ono oznacza, kto i dlaczego chce nas dzielić. Mieliśmy świadomość, dlaczego podziały niosły zniszczenie. Czy wiemy to dzisiaj?

Czy potrafimy uświadomić sobie, że każdy „załgany życiorys” podzieli nas zgodnie z nienapisaną instrukcją komunistycznej bezpieki?

Wówczas, w czasach „Solidarności”, inicjatywy wrogie wobec Wałęsy powszechnie traktowano jako prowadzące do podziałów. I słusznie, bo jedyna nasza siła polegała na wspólnocie i jedności. Dziś, taka retoryka, stosowana chętnie przez obrońców „honoru Wałęsy” brzmi fałszywie. Ten, który ją dziś stosuje, zapomniał, że opisał ten mechanizm przed laty – „Nie można dążyć do życia w prawdzie poprzez kłamstwo, nie można zmierzać ku wolności poprzez stosowanie przemocy, nie można być normalnym w nienormalny sposób”.

Tajny współpracownik „Bolek” ma do wykonania drugą, może najważniejszą misję. Ma dzielić, by rządzić. W imię obrony interesów samozwańczej „elity”, władców naszej pamięci – ma nas podzielić tak skutecznie, by przez najbliższe lata nic tych podziałów nie mogło zabliźnić. I dotąd będzie rządził, póki na taki podział pozwolimy.

FUNDACJA OBRONY REPRESJONOWANYCH

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz