Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

piątek, 11 stycznia 2008

LEWICOWY CIEMNOGRÓD

Już ucieszyłem się widząc tytuł notki prof. Wojciecha Sadurskiego, bo świat bez lewicy byłby całkiem przyjemnym i nowym doświadczeniem w moim życiu. W miarę czytania tekstu Autora, moja radość zmieniła się jednak w uczucie smutnej konstatacji, że przyjdzie mi jeszcze poczekać z realizacją marzeń. Trudno, nie wszystkie są tak szybko osiągalne. By jednak, nie zostać całkowicie pozbawionym korzyści płynących z tego pięknego tekstu, zamiast wrażeń emocjonalnych, wyniosłem z lektury Pana profesora wielką radość intelektualną.

http://wojciechsadurski.salon24.pl/55929,index.html
Czyż, bowiem, niebudującą jest myśl, że owe lewicowe ideały, jakie przywołuje Autor są w świecie realnym jednymi z największych, jeśli nie największymi zabobonami współczesności, a ludzie je głoszący, w imię tzw. postępu ( który sam z siebie jest kolejnym zabobonem), tkwią nadal w okopach Ciemnogrodu? A jeśli przywołuje je ktoś, o kim miałem przyjemność usłyszeć, iż jest „sztandarem lewicowego liberalizmu" - czy nie odkrywcza jest świadomość, że nawet umysły wybitne, niewolne są od zabobonu, jeśli skażone lewicowością.

Cztery zasady wymienia Pan profesor jako wartości lewicowe:

1. równość szans w stosunkach społecznych, a szerzej - równość wszystkich ludzi

2. tolerancja

3. bezstronność światopoglądowa państwa

4. solidarność międzynarodowa, dawniej - internacjonalizm

ad1. Ludzie są oczywiście nierówni, co powinno brzmieć jak banał, a niestety tak nie jest. Nierówność jest cechą naszej ludzkiej natury. Wygląd zewnętrzny, cechy charakteru, doświadczenia, wykształcenie, poziom życia - wszystko to czyni nas nierównymi wobec siebie. Nierówność jest naturalną rzeczą również w stosunkach międzyludzkich. Gdybyśmy byli wszyscy równi (załóżmy taką fikcję) , nie istniałaby mowa ani kultura, nie byłaby możliwa ewolucja i rozwój. Nie bylibyśmy ludźmi lecz ludzkimi klonami, bez żadnych indywidualności. Ta naturalna nierówność implikuje nierówność szans, jakie jednostka ma w społeczności, w tym kwestie wykształcenia, rodzaju pracy itd. Fikcja, iż ludzie są lub mogą być równi jest pożyteczna jako podstawa demokracji i jako zasada prawna. W rzeczywistości jest to zabobon. W wersji dogmatycznej przyjmuje postać zbrodniczego komunizmu.

ad2. Tolerancja to nic innego jak znoszenie cudzych poglądów, stylu życia, zachowań. Sama w sobie jest oczywiście pożądana jako pewna dyrektywa ustrojowa. Czynienie z tolerancji zasady nadrzędnej, regulującej stosunki międzyludzkie, jak chce tego lewica - jest jednym z bardziej szkodliwych zabobonów, gdyż prowadzi do równouprawnienia najbardziej nawet skrajnych i głupich zachowań, w tym często szkodliwych społecznie. Dogmatyczni wyznawcy tolerancji nie dostrzegają nawet, że zakłada ona nierówność, zróżnicowanie ludzkich postaw, co oczywiście przeczy znowu zasadzie równości wszystkich ludzi.

ad3. Postulat bezstronności światopoglądowej państwa( w domyśle: ateizacji państwa), wynikać może wyłącznie z nieznajomości ludzkiej natury, bowiem zakłada, iż istnieje realny podział na doświadczenie osobiste i wymiar wewnętrzny człowieka, dotyczący jego duchowości, a zachowania społeczne człowieka, realizowane zewnętrznie. Postulat ten w sposób wzorcowy był realizowany w PRL -u, gdy rządzący Polską komuniści twierdzili, iż religia jest „sprawą wewnętrzną" człowieka i nie powinna być manifestowana w relacjach społecznych. Ponieważ tak naprawdę człowiek stanowi jedność psychofizyczną, a wyznawany przez niego system wartości musi znajdować również swój wymiar społeczny, bezstronność światopoglądowa państwa ( a więc organizacji reprezentującej ogół jednostek), jego systemowy ateizm, musi prowadzić do naruszania praw, jeśli to nawet prawa ludzi wierzących. Tym samym przeczy zasadzie tolerancji. Wiara, że bezstronność państwa jest możliwa w jakiejkolwiek dziedzinie, a w szczególności w zakresie ludzkich wartości etycznych i moralnych jest oczywistym zabobonem.

ad4. Solidarność międzynarodowa, a raczej wiara, że członkowie jednej społeczności są w stanie ulżyć niedostatkom czy cierpieniom innej społeczności, opiera się na przekonaniu, że możemy dla innych chcieć więcej niż chcemy dla samych siebie. Taka „miłość między narodami" zakłada, że ludzie mogą kochać innych członków ludzkości dokładnie w taki sam sposób jak kochają członków własnej społeczności czy narodu. Jest to klasyczny zabobon, gdyż nie bierze pod uwagę naturalnych skłonności człowieka do solidarności członków jednej grupy jako formy przeciwstawiania się innym grupom i rywalizacji między nimi. Postulat ten w postaci skrajnej prowadzi do internacjonalizmu, która jest błędną i zbrodniczą ideologią, wiodącą do negacji praw narodów, ras i społeczności.

W w/w ideach tkwi głęboko zakorzeniony błąd epistemologiczny, polegający na przeświadczeniu, iż to, co być powinno, jest tym co rzeczywiście istnieje. Innymi słowy, zasady te, dlatego są błędne i zabobonne, gdyż nie respektują stanu faktycznego, rzeczywistości świata i człowieka. Wspomnę jedynie na koniec, że idee takie pojawiają się w różnych nurtach myśli ludzkiej, zatem nie są wyłącznie domeną lewicowości. Skoro jednak widzę je wśród wyznawców tej właśnie ideologii, - czemu nie skorzystać z okazji, by o tym napisać?

Mam też nadzieję, że określenie „Ciemnogród" nie zostanie odebrane jako uwłaczające lewicowym myślicielom, teoretykom i praktykom tej myśli. Ponieważ, niejako z definicji przynależy ono poglądom tradycjonalistycznym i konserwatywnym, nie chciałbym, aby zostało odebrane ich wyznawcom, do których skromnie się zaliczam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz