Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

czwartek, 31 stycznia 2008

KTO MA SIĘ BAĆ MARKA D. ?

Przyjdzie czas, by powiedzieć, co myślę - powiedział tajemniczo Marek Dochnal, po opuszczeniu aresztu. Ponieważ pan Dochnal nie jest człowiekiem naiwnym, zakładam, że wie, co mówi i obiecując dziennikarzom - przyjdzie czas na komentarz, proszę o cierpliwość - zakłada, że spędzi na wolności więcej niż najbliższe trzy tygodnie.

Tyle, bowiem ma Sąd Apelacyjny na rozpatrzenie zażalenia prokuratury na odmowę przedłużenia aresztu.

http://www.tvn24.pl/0,1537188,wiadomosc.html

Nie przywiązuję magicznej mocy do słów Dochnala, a jednak gotów jestem pójść o zakład, że biznesmen nie wróci już do aresztanckiej celi.

Zapewne niektórzy pamiętają, jak we wrześniu ub roku żona Marka Dochnala poskarżyła się dziennikarzom "Newsweeka", że jej mąż nie może opuścić aresztu, ponieważ odrzuca propozycje zostania świadkiem koronnym. Z taką ofertą, miał wystąpić w rozmowie z Aleksandrą Dochnal szef krakowskiego ośrodka TVP Witold Gadowski, działając rzekomo jako reprezentant ministra Zbiory.

http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=20069

Nie ma powodu nie wierzyć żonie biznesmena. Ale skoro dziś, Marek Dochnal opuścił areszt, a nie wierzę, by stało się tak wyłącznie na skutek opieszałości organów ścigania - można domniemywać, że jego sytuacja procesowa uległa zasadniczej zmianie.

Przyjrzyjmy się słynnej już ekspertyzie prawnej, autorstwa docenta Zbigniewa Ćwiąkalskiego z dn.22.11.2006r.,wykorzystanej przez adwokatów Dochnala. Dokument ten nie wymienia nazwisk podejrzanych, a dotyczy jedynie interpretacji art. 229 kodeksu karnego.

Wynika z niego, że Marek Dochnal, jak i jego współpracownik Krzysztof Popenda sami ujawnili prokuratorom fakt wręczania łapówek, a więc nie powinni być za to karani. Jest to opinia niezwykle cenna, zwłaszcza dla Dochnala, który sam opowiedział śledczym o korumpowaniu urzędników.

Już w grudniu 2005 roku media donosiły, że Dochnal ma składać obszerne zeznania, w zamian, za co może liczyć na zwolnienie z aresztu.

http://www.wyborczy.pl/index.php?akcja=artykul&id=3985

I składał, obciążając polityków lewicy, od Kwaśniewskiego i jego żony poczynając, poprzez Millera , Karczmarka, Piechotę, Pęczaka i wielu, wielu innych. Opowiadał szczegółowo o swoich kontaktach z politykami prawicy : Krzaklewskim, Wąsaczem, Sowińską, Steinhoffem.

Wszystko na nic, bo prokuratura za każdym upływającym terminem aresztu, składała wniosek o jego przedłużenie.

Czego zatem śledczy spodziewali się usłyszeć od Dochnala, jakich zeznań oczekiwano, by pan biznesmen mógł zaczął cieszyć się wolnością? Czy Dochnal mógł powiedzieć więcej, sięgnąć wyżej, niż do politycznej wierchuszki? Fakt, że wartość tych zeznań była dowodowo mizerna, mógł budzić niezadowolenie prokuratorów, którzy nie potrafili przełożyć jego opowieści na akt oskarżenia. Ich problem. Dochnal zrobił swoje i miał prawo oczekiwać praw świadka koronnego. Co zatem stało się obecnie, że tzw. wymiar sprawiedliwości uchylił Dochnalowi więzienną furtę?

Zawsze twierdziłem, że tow. Ćwiąkalski jest człowiekiem na swoim miejscu. Skutecznym i profesjonalnym. To, co w sprawie Dochnala nie udało się przez dwa lata ministrowi Zbiorze, Ćwiąkalski załatwił w czasie dwóch miesięcy swojego urzędowania. Co nie powinno dziwić, zważywszy, że nikt tak dobrze nie powinien rozumieć przestępcy, jak jego adwokat.

A ponieważ pan minister nie jest człowiekiem działającym prymitywnie i nie są mu potrzebne dodatkowe zarzuty opozycji o czystkach, prywatach itp. dewiacjach, nikt nigdy nie powie, łącznie z autorem, że Ćwiąkalski „załatwił" Dochnalowi wyjście na wolność.

Tak dobrze nie ma.

W życiu, w polityce - jak w biznesie, obowiązuje zasada - coś za coś.

Dochnal nie zwodzi dziennikarzy obietnicą „powiedzenia co myśli". Powie, jak na spowiedzi. Co więcej, nie jest związany żadną służbową tajemnicą, jak np. znana ofiara kaczyzmu, były minister Janusz Karczmarek.

- Muszę milczeć - twierdzi ten ostatni, po przesłuchaniu w prokuraturze, w sprawie śmierci Barbary Blidy. Wcześniej jednak zdążył poinformować, że będzie mówił o "łamaniu prawa przez Zbigniewa Ziobrę."

http://www.tvn24.pl/0,1534617,wiadomosc.html

Uchylając rąbka tajemnicy, dobrze poinformowana „Gazeta Wyborcza" doniosła również, że Karczmarek zeznał, jakoby „Jarosław Kaczyński chciał skompromitować w oczach opinii publicznej wysokich rangą działaczy lewicy."

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kaczmarek-Kaczynski-chcial-skompromitowac-dzialaczy-lewicy-1695675.html

Tylko, co ma wspólnego Karczmarek z panem Dochnalem, zapyta ktoś przytomnie?

Ani to znajomi, ani przyjaciele.

Tak się jednak składa, że zeznania Karczmarka i wszystkie jego publiczne wypowiedzi mają jeden, jasno sprecyzowany cel: wykazania, że Ziobro, Kaczyński, PIS działali poza prawem, naginając je do swoich politycznych potrzeb. To teza jak znalazł dla sejmowych komisji śledczych, mających dowieść odpowiedzialności polityków PIS-u.

Dochnal nie ma związku ze sprawą Blidy, a w czasie gdy siepacze z CBA poszukiwali politycznych przeciwników, siedział spokojnie w areszcie.

Czy w tym czasie, prokuratorzy Zbiory nie próbowali skłonić go do składania zeznań, obciążających politycznych rywali? Czy nie naciskano na niego, chcąc wymusić zeznania świadczące o związkach liderów lewicy z mafią, kryciem przestępców, działalnością służb specjalnych w tzw. aferze paliwowej? Czy szantażem i groźbą nie próbowano uczynić z Dochnala głównego świadka koronnego w procesach politycznych przeciwników?

Wierzę głęboko, że już wkrótce usłyszymy wypowiedzi pana Dochnala na ten temat. Rzucą nowe światło na mroczny okres rządów ministra Zbiory i praktyki ówczesnego wymiaru sprawiedliwości. Wpiszą się doskonale w tezę, że był to okres największych „błędów i wypaczeń".

Dziennikarze „GazWyb", „Polityki" czy TVN powinni już rezerwować miejsce na publikacje tych wywiadów.

Czyż, zatem nie jest prawdą, że tow.Ćwiąkalski to wysokiej klasy specjalista, a sam Marek Dochnal , jak pisałem to wczoraj, jest niezwykle zdolnym człowiekiem?

Lewicowo szczery Leszek Miller skomentował dziś wyjście Dochnala celnym zdaniem:

- Nie wiem, kto mógłby się bać wyjścia na wolność Marka D.

http://www.rp.pl/artykul/88525.html

Ma rację Leszek Miller. On już bać się nie musi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz