Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania afera marszałkowa, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania afera marszałkowa, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 10 września 2008

MARSZAŁEK O AFERZE „MARSZAŁKOWEJ”

„Mamy głębokie przekonanie o tym, że była to akcja zmierzająca absolutnie nie do wyjaśnienia kwestii wadliwych powiązań między światem mediów a służbami specjalnymi, ale akcja zmierzająca do wystraszenia dziennikarzy, powstrzymania ich przed zajmowaniem się kwestiami niewygodnymi dla niektórych polityków. Problem polega na tym, że dzisiaj ci politycy zajmują bardzo ważne miejsca w hierarchii, w strukturze państwa polskiego. Stawiamy pytanie w związku z tym, o powołanie komisji nadzwyczajnej, która miałaby zbadać kwestie związane z tymi wydarzeniami. Zadajemy to pytanie w przekonaniu, że sprawa ta nie może pozostać ukryta, nie może być pod korcem, musi być wyjaśniona, jeśli chcemy uczciwie mówić o usunięciu z państwowego życia polskiego patologii. Bo patologią jest używanie przez wysokiej rangi urzędników państwowych podległych im instytucji do rozstrzygania kwestii, które ich osobiście bolą w relacjach z dziennikarzami. Zwracamy się z pytaniem, czy to nie jest najwyższa pora, aby powołać komisję nadzwyczajną i być może, aby pan premier w imię sanacji życia publicznego w Polsce podjął działania zmierzające do wyjaśnienia tej wstydliwej sprawy.

„Wynika, że został uruchomiony na nieprawdopodobną skalę aparat ścigania i kontroli, były wszelkiego rodzaju przesłuchania, notatki, i jeszcze dodatkowe wątki gdzieś badane. Kilkadziesiąt osób przesłuchanych to jest naprawdę bardzo duża skala (…) dlatego moje dodatkowe pytanie jest takie: czy (…)wystarczającym uzasadnieniem dla uruchamiania tak dużego i tak kosztownego aparatu może być plotka dziennikarska - nawet gdyby była prawdziwa - że ktoś zamierza kogoś zdyskredytować przy użyciu prasy czy w polityce, to czy jest to wystarczające uzasadnienie dla uruchomienia aparatu ścigania na taką skalę? Może się zdarzyć, że ja jutro też panią poproszę - czy ktokolwiek inny - o wszczęcie takiego samego śledztwa, bo usłyszymy od swojego kolegi albo od swojego konkurenta, że ktoś kogoś zamierza politycznie nadwerężyć poprzez prasę.

„Jeśli chodzi o sprzedaż aneksu, to pewnie pan wie lepiej, bo wśród dziennikarzy krążyły różne informacje na ten temat. Ja sprawy nie znam, ale z ułomków informacji widać, że ewentualna korupcja dotyczy też zweryfikowania pozytywnego za pieniądze. Innymi słowy, próby (niewiadomo czy udanej) załatwienia sobie pracy w wywiadzie i w kontrwywiadzie, tworzonym przez Antoniego Macierewicza, za pieniądze. To jest zagrożenie dla interesów państwa. Bo za pieniądze może sobie załatwić coś zrozpaczony funkcjonariusz WSI, ale może i obcy wywiad może załatwić coś komuś, kto z frustracji związał się z obcymi wywiadami.”

„Nie znam takiego przypadku, żeby ktoś potwierdził, że znał i się przyjaźnił z tego rodzaju postaciami. To właśnie prokuratura musi zbadać, czy był jakiś związek. Ale rozumiem, że jakieś podstawy do aresztowania tych dwóch panów są. I do przeszukania gdzie indziej. W imię interesu państwa nie powinno się krzyczeć, histeryzować wokół tej sprawy, tylko pozwolić prokuraturze dokonać wszystkich czynności śledczych i podjąć decyzję, czy występują do sądu o zatrzymanie, czy nie? Czy sprawa jest błaha, czy też śmiertelnie poważna? Na to nie wolno patrzeć z punktu widzenia jakiejś rozgrywki politycznej, bo to nie jest rozgrywka polityczna. Tylko trzeba na to patrzeć z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.”

„Znam pana płk. Aleksandra Lichockiego.”

„Śledztwo musi wykazać, czy pan Aleksander L. i ten dziennikarz mieli swoje kontakty w komisji weryfikacyjnej. Na czym te kontakty polegały? Co załatwiali, a co próbowali tylko załatwić? W związku z tym uważam, że nie wolno się śpieszyć z żadnymi wyrokami w tej kwestii.”

„Pan gen.Buczyński poinformował mnie, że jest taki pan pułkownik, który może mieć istotne dla mnie informacje, także osobiście mnie dotyczące. Wymienił nazwisko pułkownika Lichockiego. Postanowiłem przyjąć go w swoim biurze poselskim przy ul.Krakowskie Przedmieście. Było to około 19 listopada 2007r. Lichocki przyszedł sam. W rozmowie z nim nikt więcej nie uczestniczył. Pan Lichocki w rozmowie ze mną sugerował możliwość dotarcia albo do tekstu, albo do treści całości lub fragmentu dotyczącego mojej osoby-aneksu do raportu WSI. (…)

Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów. Miał się wtedy do mnie odezwać poprzez telefon mojego biura.”

„Prokuratura była u mnie, składałem zeznania, w związku z tym, że wcześniej informowałem opinię publiczną o tym, że pan pułkownik Lichocki, jeszcze człowiek z dawnych służb peerelowskich, no, był u mnie z dosyć dziwną taką ofertą, którą trudno nazwać korupcyjną, ale niewątpliwie sugerował możliwość uzyskania przeze mnie wglądu w Aneks do raportu o likwidacji WSI, o czym powiadomiłem odpowiednie służby, no a teraz prokuratura chciała mnie na tę okoliczność przesłuchać.”

„Podczas drugiej rozmowy Lichocki nie potwierdził ani nie zaprzeczył możliwości dotarcia do aneksu. Chwalił się natomiast, że on sporo wie, że ma szerokie kontakty. Odniosłem wrażenie jakby stawiał się do dyspozycji. Odpowiedziałem wymijająco, że w razie czego się odezwę. Więcej się z nim nie spotkałem.”

Jak pan myśli, dlaczego pułkownik Lichocki przyszedł właśnie do pana?

Ja myślę, że prozaiczna sprawa – po pierwsze sądził, że ja jestem zainteresowany, bo jak pan Antoni Macierewicz publicznie mówił... moje nazwisko jest wymieniane w jego Aneksie tajnym, a po drugie nastąpiła zmiana władzy, ja już byłem marszałkiem Sejmu, więc mógł sądzić, że się „przeflancuję”, mówiąc takim językiem polityczno–ogrodniczym, na nową grządkę, na nowy układ sił politycznych. Wcześniej, jak odnoszę wrażenie, znakomicie funkcjonował w otoczeniu poprzedniej ekipy, PiS–owskiej ekipy władzy i próbował się „przeflancować” na drugą stronę. Taka jest moja ocena, ale to już prokuratorzy badają.”

„Zdziwiła mnie inicjatywa pana Lichockiego co do mojej osoby – jednak w rozmowie ze mną nie wyrażał żadnych pretensji związanych z przeszłością i moją rolą w odejściu jego osoby ze służby.”

„Wie pan, ja nie chciałbym... ja składałem zeznania, prawda, w prokuraturze i niech te zeznania będą na razie własnością prokuratury, bo każde ujawnienie szczegółów tej dziwnej rozmowy z panem Lichockim może mu pomóc w uniknięciu ewentualnej odpowiedzialności. Więc póki toczy się śledztwo, póki jest perspektywa procesu, niech ta informacja, ta wiedza niech będzie własnością na razie prokuratorów.”

Po kilku dniach pani Jadwiga Zakrzewska, poseł PO, przekazała mi, że chce się ze mną spotkać pułkownik z WSI, który jest jej sąsiadem. Spotkanie odbyło się w moim biurze poselskim. Rozmówcą okazał się nieznany mi wcześniej pułkownik Leszek Tobiasz”

„Pod koniec rozmowy z Tobiaszem powiedziałem mu, że do mnie próbował docierać płk. Lichocki. Od samego początku rola Lichockiego wydawała mi się dziwna tym bardziej zachowałem dużą ostrożność i przeciągałem w czasie drugie spotkanie z nim – Lichocki bowiem odzywał się do mnie poprzez gen. Buczyńskiego. Tobiasz chciał mi okazać zdobyte dowody w postaci nagrań i na kolejne spotkanie, 3 grudnia 2007 r. – przyniósł je.”

Tobiasz pytał się co ma z tym materiałem zrobić. Odpowiedziałem mu, że powinien to zabrać, a ja wyjaśnię to z odpowiednimi organami.”

„Odpowiednie służby pan powiadomił. Jakie to były służby, panie marszałku?

No właśnie, ja myślę, że to zostawmy na razie. Wiadomo, że ich jest parę w Polsce, to są wojskowe, to są kontrwywiad...”

„Nie, nie, nie, nie, właśnie to jest niezdrowa sugestia, że jakby to jest interes służb specjalnych. Otóż służby specjalne mogą być o tyle w sprawie, że korupcja, o którą jest podejrzany pan Sumliński, gdzieś się miała... mogła się toczyć w otoczeniu służb specjalnych. No ale proszę wybaczyć, to nie jest ani w spr... nie działają służby specjalne w sprawie Sumlińskiego, a sugerowanie tego jest według mnie mocno nie w porządku, no bo na razie sprawa jest w prokuraturze i sąd ocenia propozycje prokuratury, czy jest potrzebne izolowanie takiego pana, czy też nie. Jeżeli ocenia, że tak, no to wychodzi z założenia, że wchodzi w grę ryzyko matactwa. Ja uważam, że w takie delikatne sprawy, jak przebieg postępowania prokuratorskiego, absolutnie nie powinien Sejm ingerować, no bo Sejm nie ma wiedzy o tym, jaki jest pomysł na śledztwo, jakie są uwarunkowania tego śledztwa. No, próba ingerowania w to wszystko według mnie byłaby nadużyciem.”

„Patologią jest używanie przez wysokiej rangi urzędników państwowych podległych im instytucji do rozstrzygania kwestii, które ich osobiście bolą w relacjach z dziennikarzami. „

Właśnie mówimy o autorytecie parlamentu i marszałka. Marszałek jest drugą osobą w państwie po prezydencie, więc kwestia jego wiarygodności, jego słowa jest sprawą bardzo istotną. Oczywiście, z punktu widzenia prawnego nie musi tego zrobić, bo jest jeszcze druga instancja, są procedury sejmowe, ale jeżeli mówimy o autorytecie, no to od polityków odpowiedzialnych, którzy deklarują swoje propaństwowe myślenie należy oczekiwać trochę więcej niż takie pełne tylko i wyłącznie podporządkowanie się prawu. Tu chodzi o autorytet państwa, autorytet prawa, autorytet parlamentu również.”

„Jeśli ktoś skłamał i oszukał, własne środowisko polityczne także, no to musi ponieść tego konsekwencje. I Platforma na pewno nie będzie kombinowała, jak tutaj kogoś osłonić, (…). Dla takich osób w Platformie Obywatelskiej nie ma i nie będzie miejsca.”

„Jeżeli ktoś skłamał w sposób tak drastyczny i w tak w sumie w brzydkiej sprawie, no to według mnie nie powinien w ogóle mieć odwagi stawania przed opinią publiczną. I uważam, że to jest w ogóle najłagodniejsza forma nawet nie tyle ukarania, pozbycia się pewnych ludzi z polityki właśnie.”

„Natomiast według mnie rolą marszałka jest jako właśnie drugiej osoby w państwie jednak tworzenie możliwości debaty publicznej w Parlamencie, bo inaczej jak tego nie ma, to się ona toczy na ulicach. Taka jest zawsze reguła.”

Przestępcami dzisiaj są ci, którzy korumpują w polityce, a korumpują przedstawiciele władzy, rządu. Przestępcami są ci, który dopuszczają się korupcji, oni mają tajne służby w rękach. Więc rozumiem, że przy stoliku zmienili się gracze i toczą swoją grę, a tylko próbują stworzyć wrażenie, że wspaniałemu, cudownemu, czystemu moralnie rządowi (…)zagrażają jacyś Marsjanie. Im zagraża własna nieodpowiedzialność, nieudacznictwo, także właśnie korupcja polityczna, którą uprawiają na dużą skalę. To im zagraża. Niestety, to samo grozi całej Polsce, bo Polską rządzą tacy ludzie.”

Zwracamy się z pytaniem, czy to nie jest najwyższa pora, aby powołać komisję nadzwyczajną i być może, aby pan premier w imię sanacji życia publicznego w Polsce podjął działania zmierzające do wyjaśnienia tej wstydliwej sprawy”.

Wszystkie powyższe słowa są autorstwa Bronisława Komorowskiego.

Źródła:

http://www.polskieradio.pl/trojka/salon/default.aspx?id=50326

http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=15339

http://sk2.pl/19214

http://sk2.pl/19216

PROTOKÓŁ PRZESŁUCHANIA B.KOMOROWSKIEGO

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 1

AFERA 'MARSZAŁKOWA" - 2

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 3

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 4

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 5

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 6

AFERA "MARSZAŁKOWA" 7 - KALENDARIUM

środa, 14 czerwca 2017

AFERA MARSZAŁKOWA, ANEKS – NIERÓWNA GRA

„Gdyby afera marszałkowa została rzetelnie wyjaśniona, a jej mechanizmy ujawnione społeczeństwu, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, udaremniało jego udział w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom wielu bolesnych doświadczeń i upokorzeń.
Odsłonięcie patologicznych relacji już w roku 2008 uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie – o czym jestem przeświadczony, udaremniło pułapkę smoleńską i zamach z 10 kwietnia.
Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że do dziś płacimy cenę za zignorowanie tego największego zagrożenia.”

Cytowany fragment pochodzi z jednego z moich tekstów z roku 2013. Przyznaję, że w tamtym czasie do głowy mi nie przyszło, że po wygranych wyborach parlamentarnych partia pana Kaczyńskiego nie powróci do wyjaśnienia okoliczności afery marszałkowej i nie pokaże Polakom, kim był człowiek sprawujący najwyższy urząd w III RP.
Choć osiem lat rządów reżimu PO-PSL obfitowało w setki najpoważniejszych występków, nie było w tym czasie sprawy równie ważnej, a zarazem symbolicznej niż afera marszałkowa – „matka” wszystkich afer.  Powstały wówczas układ, oparty na patologicznych relacjach służby-politycy-media stworzył fundament dla kolejnych szalbierstw i gier operacyjnych i do dnia dzisiejszego decyduje o kondycji tego państwa i logice wielu procesów publicznych.
Nie ma potrzeby wracać do szczegółowego opisu sprawy. Na moim blogu, pod hasłami „Komorowski” i „afera marszałkowa” widnieje kilkadziesiąt tekstów poświęconych tematowi.
Przypomnę jedynie, że afera marszałkowa  była wielowątkową kombinacją operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, Bronisława Komorowskiego, ABW, prokuratury i ośrodków propagandy, zmierzającą do uzyskania dostępu do tajnego uzupełnienia (Aneksu) z Raportu z Weryfikacji WSI. Gdy okazało się to niemożliwe, podjęto działania służące skompromitowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej i sparaliżowaniu prac Komisji oraz akcję odwetową wobec dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Działania te mogły mieć również na celu uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI i były rodzajem „uderzenia wyprzedzającego”. Chodziło o zdezawuowanie treści zawartych w Aneksie i wytworzenie wokół Komisji Weryfikacyjnej atmosfery podejrzeń o nielegalne działania. Priorytetem kombinacji pozostawała ochrona politycznego „patrona” wojskowych służb - Bronisława Komorowskiego.
Są w tej sprawie skandaliczne akcje prokuratury i ludzi ABW, jest wątek funkcjonariuszy ośrodków propagandy, są próby stosowania aresztów wydobywczych, rewizje, zastraszanie i nękanie świadków, są niewyjaśnione zgony.
Logikę kombinacji wytyczały słowa B. Komorowskiego ze stycznia 2008 roku – „Muszę zobaczyć aneks przed publikacją”. Padły one w reakcji na wiadomość, że prezydent Lech Kaczyński rozważa publikację Aneksu i ma wątpliwości, czy przed ujawnieniem dokumentu powinien skierować go do marszałków Sejmu i Senatu.
Komorowski, o czym w grudniu 2014 roku przypomniał Antonii Macierewicz – „robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować.”
Można przyjąć za pewnik, że wobec tak silnego imperatywu i wewnętrznego przymusu, lektura Aneksu była pierwszą czynnością, jakiej oddał się B. Komorowski po przeprowadzeniu operacji zajęcia Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś oświadczenie lokatora Belwederu, złożone podczas sądowych zeznań  w sprawie afery marszałkowej – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy Komorowskiego i znajduje potwierdzenie w treści dokumentu.
Wszystko, co wiemy na temat tej ponurej postaci oraz niezwykle dramatyczne okoliczności towarzyszące aferze marszałkowej, muszą prowadzić do konkluzji, że sam zainteresowany, jak i bliskie mu środowisko b. WSI, uważało publikację Aneksu za rzecz wyjątkowo niepożądaną i wręcz groźną dla swoich interesów. W tzw. stanowisku stowarzyszenia „Sowa” do projektu  nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, z 28 listopada 2012 roku, można znaleźć opinię ludzi b. WSI na temat „rozwiązania problemu Aneksu”. „Sowa” doradzała dwa scenariusze :
Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku. Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”.
Na podstawie wiedzy o aferze marszałkowej i wydarzeniach prowadzących do 10 kwietnia 2010 roku, warto postawić pytanie: jeśli po to, by nie doszło do ujawnienia Aneksu, w latach 2007-2008 prowadzono brutalną i bezprawną grę wymierzoną w ustawowy organ państwa – Komisję Weryfikacyjną, podczas której dopuszczono się szeregu poważnych przestępstw, jeśli B. Komorowski nie cofnął się przed atakami na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i usilnie zabiegał o dostęp do tajnego dokumentu, zaś środowisko b. WSI tak wielką wagę przywiązywało do jego zablokowania, a nawet doradzało całkowite zniszczenie, jak należy interpretować stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy wyrażone w słowach – „to nie jest najważniejsza sprawa dla Polaków, mam znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia” oraz znamienne słowa prezydenckiego ministra K. Szczerskiego z 2015 roku – „to temat, którego nie ma”?

niedziela, 24 sierpnia 2008

AFERA „MARSZAŁKOWA” – 6

W przypadku pana Sumlińskiego mamy do czynienia z zarzutem jakiegoś przestępstwa, polegającego na tym, że ktoś coś komuś obiecał, czyli pozytywną weryfikację. A jak wiadomo, ten zarzut się nie zrealizował, gdyż Leszek Tobiasz nie został pozytywnie zweryfikowany. Nie było przekazanych żadnych pieniędzy, proces opiera się na zeznaniach jednego człowieka i na mitomanii pułkownika WSW. Dlatego mam wrażenie, że mamy do czynienia w tej sprawie z grą służb - która została zainscenizowana, oszukując prokuraturę i sąd. „ – tak na początku sierpnia, oceniał sprawę swojego klienta Roman Giertych.

Jak napisałem w części 4 AFERY „MARSZAŁKOWSKIEJ”, pewnych problemów mogło nastręczać oficjalne „przykrycie” kombinacji, czyli jej legalizacja – tak, by efekty można było przełożyć na sytuacje procesowe. Być może, już w trakcie realizacji dokonano istotnej zmiany, „przekierunkowując” uczestników gry, w taki sposób, by jedne wątki ukryć, inne zaś nagłośnić. O tych działaniach wiemy chyba najmniej i są one najtrudniejsze do identyfikacji. Dlatego też, wydają się najważniejsze w poznaniu mechanizmów kombinacji. Warto prześledzić udział niektórych mediów i dziennikarzy w tym procesie.

Przyjrzyjmy się pewnej okoliczności, która w gorącej atmosferze afery „Marszałkowej” umknęła trochę uwadze komentatorów. W publikacji „Gazety Wyborczej” z dn. 16.05.2008r. zatytułowanej „Nie ma aresztowań w sprawie korupcji wokół komisji WSI”, znajdujemy następujące słowa na temat zarzutów stawianych Sumlińskienu i Lichockiemu. Autorem wypowiedzi wydaje się być prok. Robert Majewski z Prokuratury Krajowej: „Prokuratura zarzuca im, że od grudnia 2006 r. do 25 stycznia 2007 r., "działając wspólnie i w porozumieniu", oferowali oficerowi b. WSI pozytywną weryfikację w komisji za 200 tys. zł.

Wiemy też, że „Śledztwo w sprawie podejrzeń o korupcję w związku z weryfikacją WSI trwa od grudnia.(2007r)”. Osobą składającą zawiadomienie o przestępstwie miał być płk.Leszek Tobiasz. Skoro prokuratura wszczęła śledztwo 7 grudnia 2007r., to mając na uwadze ustawowe terminy, wynikające z k.p.k można założyć, że zawiadomienie o przestępstwie wpłynęło nie wcześniej jak w początkach listopada 2007r.

Również prokurator Jerzy Szymański, na konferencji prasowej w dniu 15.05.br. potwierdzał:

Przedmiotem postępowania było powoływanie się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI oraz podjęcie się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji jednego z oficerów w zamian za uzyskanie korzyści majątkowej. Samo postępowanie zostało wszczęte na podstawie zawiadomienia wspomnianego oficera, który poinformował, że otrzymał propozycję pozytywnej weryfikacji w zamian za korzyść opiewającą na 200 tysięcy zł.”

Ze słów prokuratora wynika, że obu podejrzanym stawiano zarzut związany z obietnicą pozytywnej weryfikacji jednego oficera w okresie, gdy miał się ukazać Raport z weryfikacji WSI (przypomnę, że Macierewicza przekazał Raport w dniu 12.02.2007r., a prezydent opublikował go w dn.16.02.2007r.) Podkreślę to wyraźnie – Raport, nie aneks.

Wynika stąd, że przez okres, (co najmniej) od grudnia 2006r. do grudnia 2007r. płk. Tobiasz, mając rzekomo wiedzę na temat przestępstwa, ukrywa ją przed organami ścigania. Jak miał to później tłumaczyć –czekając na zmianę rządu. Załóżmy, że tak było rzeczywiście, choć wynikałyby z tego założenia ciekawe implikacje. Napiszę o nich w innym czasie.

Jednak o „usługowej” działalności Lichockiego wie w tym czasie wiele osób. „Płk Lichocki był przez wiele lat dla dziennikarzy informatorem, z niektórymi był na tyle blisko, że mówiono o wzajemnej przyjaźni” – pisał w swoim blogu dziennikarz Sylwester Latkowski. „Patrząc z perspektywy czasu na jego kontakty z dziennikarzami, poznając kolejne nazwiska, śledząc publikacje prasowe, można odnieść wrażenie, że Lichocki był jednym z aktywniejszych ludzi dawnych służb w mediach” – podkreślał.

Nie będzie, zatem przesadą twierdzenie, że Lichockiego znało wielu dziennikarzy i wielu z nich mogło traktować go jako źródło informacji. Czy można zatem przypuszczać, by nikt z nich nie wiedział o „ofertach” Lichockiego, związanych z weryfikacją lub ze sprzedażą aneksu?

Był jednak dziennikarz, który w tym okresie ( listopad 2007) w ogóle nie znał Aleksandra Lichockiego, nie wiedział o jego istnieniu i nie miał z nim żadnego kontaktu. Tym dziennikarzem była Anna Marszałek

Po pierwsze Lichocki nie był moim informatorem. Wbrew temu, co twierdzi Macierewicz, pisząc w listopadzie o tym, że aneks do raportu o WSI jest do kupienia na czarnym rynku, miałam zupełnie inne źródła informacji. Mało tego, znam ludzi, którzy poznali ten dokument i przeczytali rozdziały na swój temat (m.in. o handlu bronią, prywatyzacji TP SA, informatyzacjach robionych przez Prokom). Nawet nie znałam wtedy Lichockiego. Ten człowiek zgłosił się do mnie po tekście o tych błyskawicznych kursach oficerskich w SKW — czyli jakoś w marcu tego roku. Co działo się dalej, opisaliśmy dwa miesiące później (…)Paradoks! Tak się bowiem składa, że Lichocki był informatorem zupełnie innych dziennikarzy, w tym takich, do których Macierewicz i PiS mają bezgraniczne zaufanie...” – napisała pani Marszałek na blogu Sylwestra Latkowskiego.

A w innym miejscu tego blogu, oświadczyła : „Nie wystarczyły nam „tylko opowieści”. Znamy nazwiska konkretnych ludzi, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu o WSI na swój temat. Informacja z listopada była prawdziwa i nie miała nic wspólnego z Lichockim, o którego działaniach wówczas nie wiedzieliśmy.”

A jednak to w dniu 19 listopada 2007r, ( czyli w czasie, gdy Tobiasz musiał już złożyć swoje zawiadomienie o przestępstwie) Marszałek ogłosiła w „Dzienniku” – „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż”, uzasadniając ten tytuł i nadtytuł artykułu (Każdy może kupić tajne dokumenty) jednym, jedynym zdaniem – „Gazeta ustaliła, że aneks Antoniego Macierewicza do raportu o WSI można kupić na czarnym rynku.”.

Jak już wskazałem w poprzednim wpisie, artykuł zawiera również zapowiedź min.Ćwiąkalskiego – „W zależności od tego, czy będzie to właściwość prokuratury wojskowej, czy cywilnej, czy obu prokuratur, to z całą pewnością postępowanie zostanie wszczęte, jeżeli te informacje chociaż w części się potwierdzą".

O jakich informacjach mówił Ćwiąkalski? Bo przecież nie o tych, do których rzekomo dotarła Anna Marszałek powołując się na znajomości z „ludźmi, którzy poznali ten dokument i przeczytali rozdziały na swój temat”? Nie one stanowiły podstawę wszczęcia śledztwa.

Jakie zatem były te „zupełnie inne źródła informacji” dziennikarki, które w tym właśnie czasie, pozwalały jej ogłosić - Aneks do raportu o WSI na sprzedaż?

Czy nie wolno przypuszczać, że pani Marszałek wiedziała jednak o wszczęciu przez prokuraturę śledztwa w sprawie Sumlińskiego i Lichockiego? Śledztwa, podkreślę – dotyczącego nieprawidłowości związanych z Raportem. Skoro bowiem dwaj podejrzani „od grudnia 2006 r. do 25 stycznia 2007 r., "działając wspólnie i w porozumieniu", oferowali oficerowi b. WSI pozytywną weryfikację w komisji” to mając na uwadze okres tych działań, dotyczyły czasu publikacji Raportu.

Jak inaczej wyjaśnić tę zadziwiającą zbieżność gołosłownej informacji, podanej w listopadzie przez „Dziennik” z faktem, że w tym czasie Tobiasz musiał złożyć zawiadomienie o przestępstwie i przedstawić rzekome dowody?

Na jakiej podstawie pojawiły się wówczas zarzuty dotyczące sprzedaży aneksu, skoro Lichocki i Sumliński mieli oferować Tobiaszowi pozytywną weryfikację w czasach, gdy aneks jeszcze nie był sporządzony?

Jeśli nawet przyjąć, że Anna Marszałek nie wiedziała wówczas nic o Lichockim – to może posiadała wiedzę o zdarzeniu, które faktycznie dawało podstawę, by napisać o sprzedaży aneksu? Byłoby dobrze, gdyby pani Marszałek zechciała podzielić się z czytelnikami tą wiedzą. Nie zrobiła tego w listopadzie ub. roku, pisząc swój artykuł. Nie zrobiła tego później, gdy dokonano przeszukań i gdy próbowano aresztować Sumlińskiego. Nie zrobiła tego nawet wówczas, gdy „było już po wszystkim” i wypowiadała się na blogu Latkowskiego.

Przypomnę, że postanowieniu prokuratury o przeszukaniu w mieszkaniach Bączka i Pietrzaka czytamy:

Andrzej Michalski – prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie, delegowany do Prokuratury Krajowej i Jolanta Mamej – prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga delegowana do wydziału X biura ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej po zapoznaniu się z materiałami śledztwa przeciwko A. L. i W.S., podejrzanym z art. 230 § 2 kk oraz w sprawie ujawnienia pracownikom spółki akcyjnej Agora informacji stanowiącej tajemnicę państwową w postaci treści aneksu do raportu o działalności Wojskowych Służb Informacyjnych, tj. o czyn z art. 265 § 1 kk.”.

Tyle tylko, że w dwa dni po wydaniu powyższego postanowienia prokurator Szymański mówi na konferencji prasowej:

Przedmiotem postępowania było powoływanie się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI oraz podjęcie się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji jednego z oficerów w zamian za uzyskanie korzyści majątkowej. Samo postępowanie zostało wszczęte na podstawie zawiadomienia wspomnianego oficera, który poinformował, że otrzymał propozycję pozytywnej weryfikacji w zamian za korzyść opiewającą na 200 tysięcy zł.”

Kilkanaście dni później 26.05.20084. podczas obrad sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka poseł Arkadiusz Mularczyk z PIS-u zapytał Prokuratora Krajowego Marka Staszaka:

„Panie prokuratorze. Jeśli w postanowieniu o przeszukaniu z żądaniem wydania rzeczy, które jest dostępne i które widzieliśmy, jest napisane, iż członkowie komisji weryfikacyjnej mieli ujawnić pewnym pośrednikom te informacje o raporcie, czy też sam raport... miało to trafić do Agory, to ja nie rozumiem za bardzo dlaczego podejmuje się czynności procesowe wobec tych, od których wyciekły informacje, a nie podejmuje się czynności procesowych wobec tych, u których miały się rzekomo znaleźć. Jest to dla mnie niezrozumiałe.”

Na co Marek Staszak udziela następującej odpowiedzi:

Panie pośle, być może dla pana jest to niezrozumiałe, dla kogoś, kto prowadzi postępowanie przygotowawcze było to jak najbardziej zrozumiałe. Jak pan wie, nie ma spersonifikowanych osób, które były odbiorcami raportu o WSI. Poza tym proszę zwrócić uwagę na to w jaki sposób znajduje się ten zapis, zresztą w postanowieniu o przeszukaniu, a nie w postanowieniu o postawieniu zarzutów w stosunku do tych dwóch osób, którym przedstawiono zarzuty: „...o rzekomym przekazywaniu Agorze tego raportu...”, czy o usiłowaniu przekazania tego raportu Agorze. Nie chciałbym tego bliżej tłumaczyć, odpowiadam, że nie było materiału dowodowego, który wskazywałby na to, że należy robić tego typu czynność procesową w spółce Agora. Chcę powiedzieć tylko tyle – nie było, mówię jeszcze raz, przesłanek do tego, aby prowadzić w spółce Agora przeszukania.”

Jeśli ktoś zapytałby w tym miejscu, co mają do rzeczy publikacje „Dziennika” na temat rzekomej sprzedaży aneksu, ze sprawą spółki Agora, powinien dobrze zastanowić się nad odpowiedzią pana Staszaka i przeczytać dalszy ciąg dialogu.

Poseł Mularczyk zadaje bowiem prokuratorowi krajowemu następujące pytanie:

Jest jeszcze jedna sprawa – pan prokurator powiedział, co mnie bardzo zaskoczyło i uderzyło jako adwokata, że podjęto decyzje procesowe o przeszukaniu w związku z pewnymi, jak to pan określił, materiałami w prasie. Ja chciałbym, aby pan powiedział, które enuncjacje prasowe były podstawą do podjęcia decyzji procesowej, bo mnie uczono na studiach i podczas aplikacji, że to materiał procesowy zebrany w sprawie jest podstawą do podjęcia decyzji procesowych, a nie enuncjacje prasowe, więc prosiłbym panie prokuratorze, które enuncjacje prasowe, których dziennikarzy stanowiły podstawę do podjęcia czynności wobec pana Bączka. Uważam, że jest to sprawa niezwykle interesująca.”

Na co Prokurator Krajowy Marek Staszak odpowiada:

(…) Otóż ja nie powiedziałem, że enuncjacje prasowe stanowiły przyczynę wszczęcia postępowania w tej sprawie. Powiedziałem tylko, że enuncjacje prasowe (chodzi o materiały z „Dziennika”, które mówiły o panu L. i o tym, jakie on czynności podejmował, chodzi o ten artykuł z „Dziennika”) przyspieszyły przeprowadzenie czynności procesowych przeszukania, zatrzymania i postawienia zarzutów. Natomiast nie powiedziałem, że one stanowiły materiał, który był przyczyną prowadzenia tego postępowania. Ale tak na marginesie – to enuncjacje prasowe panie pośle mogą być także materiałem dowodowym w sprawie”.

Choć nie napisałem jeszcze nic o słynnym artykule pani Marszałek z kwietnia br. „Tak handlowano aneksem Macierewicza” – jestem zdania, że twierdzenie pana prokuratora Staszaka, iż „enuncjacje prasowe … mogą być także materiałem dowodowym w sprawiejest głęboko prawdziwe, nie tylko w odniesieniu do tej, jednej publikacji „Dziennika”, a artykuł dziennikarki z 19 listopada 2007r. ma większe znaczenie, niż każe nam w to wierzyć pani Marszałek .

Ale to już temat na kolejny tekst.



Źródła:


http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080802&id=po52.txt

http://wyborcza.pl/1,76842,5217201,Nie_ma_aresztowan_w_sprawie_korupcji_wokol_komisji.html

http://www.dziennik.pl/polityka/article76428/Aneks_do_raportu_o_WSI_na_sprzedaz.html

http://www.latkowski.com/blog/komentarze/lista/id,1324

http://orka.sejm.gov.pl/Biuletyn.nsf/0/AD50F09C0616202AC125745F00377F3D?OpenDocument

http://sk2.pl/komisja

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 1

AFERA 'MARSZAŁKOWA" - 2

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 3

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 4

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 5

piątek, 22 sierpnia 2008

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 5

Pisząc o faktycznej AFERZE „MARSZAŁKOWEJ” nie sposób przemilczeć roli, jaką odegrały w niej media, a w szczególności kilku zasłużonych dla sprawy dziennikarzy. Nie byłoby możliwe, przeprowadzenie przez ludzi służb specjalnych tej kombinacji operacyjnej, gdyby nie zaangażowano w nią mediów i nie przydzielono im bardzo precyzyjnych zadań.

To temat niezwykle obszerny, w którym pojawia się wiele osób i wątków, nie zawsze istotnych. Ponieważ nie chciałbym nadużywać cierpliwości osób czytających te teksty, dlatego świadomie zrezygnuję z przedstawiania szczegółowego zestawienia wszystkich publikacji prasowych „Dziennika” i „Gazety Wyborczej”, które w okresie od października 2007 do maja 2008 dotyczyły rzekomej „afery aneksowej” oraz zajmowania się mniej istotnymi wątkami tych publikacji.

Piszę rzekomej, gdyż w moim głębokim przekonaniu nigdy nie było żadnych nieprawidłowości związanych z aneksem do raportu z weryfikacji WSI, które uprawniałyby to traktowania tej sprawy w kategorii afery. Ogromnym zwycięstwem fałszu nad rzeczywistością i emocji nad rozumem było zaistnienie w świadomości odbiorców określenia „afera aneksowa”. Wiele wysiłku funkcjonariuszy medialnych, dziennikarzy „kapturowo” inspirowanych i pospolitych, „użytecznych” poszło na to, by określenie to zagościło w świadomości Polaków. Jest ono jednym z elementów kampanii dezinformacji, jakiej nasze społeczeństwo jest poddawane od wielu miesięcy.

W powszechnym odczuciu, za pierwszy sygnał, związany z rzekomym handlem aneksem uznaje się artykuł Anny Marszałek z 19 listopada 2007r. pt. „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż”. Artykuł opatrzony jest nagłówkiem – „Każdy może kupić tajne dokumenty”.

Gdy jednak bliżej przyjrzeć się publikacjom „Dziennika” z tego okresu, można z łatwością zauważyć, że sygnały o rzekomych przeciekach z aneksu pojawiały się już wcześniej. I tak, 6 listopada Michał Majewski i Paweł Reszka z „Dziennika” w artykule „Prezydent ma aneks do raportu o WSI” informują m.in. – „Aneks jest obszerny. Według informatora DZIENNIKA, który widział dokument, liczy on co najmniej kilkaset stron.”

Na blogu Sylwestra Latkowskiego, Anna Marszałek potwierdza, że wiedza dziennikarzy „Dziennika” na temat aneksu pochodziła od informatorów – „ Znamy nazwiska konkretnych ludzi, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu o WSI na swój temat. Informacja z listopada była prawdziwa i nie miała nic wspólnego z Lichockim, o którego działaniach wówczas nie wiedzieliśmy.”

A jednak w artykule z 19 listopada 2007r.Anna Marszałek nie pisze „o ludziach, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu”, a stwierdza jakoby „Gazeta ustaliła, że aneks Antoniego Macierewicza do raportu o WSI można kupić na czarnym rynku.”

Choć o tej sprawie traktuje tytuł i nadtytuł artykułu Marszałek, nie znajdziemy w nim ani jednego słowa więcej, na temat rzekomego handlu aneksem. Jest tylko to jedno, jedyne zdanie.

Wiele miesięcy później pani Marszałek uchyliła nam rąbka swojego warsztatu, gdy na blogu Latkowskiego oświadczyła: „Po pierwsze dotarliśmy do niektórych z tych osób. To prawda, że żadna z nich nie pokazała nam dokumentu, ale też ryzyko dla nich byłoby zbyt duże, bo zdobyły tę wiedzę nielegalnie — dokument jest przecież ciągle tajny. Jedna z tych osób twierdziła, że przeczytała tekst w formie elektronicznej, inna, że widziała wydruk, ale tylko przerzuciła całość, a przeczytała rozdział o sobie. Odpytaliśmy ich dokładnie z treści i formy tego dokumentu (układu strony, rozdziałów itp.). Mając te informacje, skonfrontowaliśmy to z członkami komisji weryfikacyjnej, którzy potwierdzili nam prawdziwość informacji. Ponadto informacje te niezależnie od siebie sprawdzało kilku dziennikarzy, nie tylko Robert Zieliński i ja.”

Nie będę „dzielił włosa na czworo” i roztrząsał, skąd i od kogo Marszałek miała te informacje i dlaczego nie ujawniła wówczas niczego z treści aneksu? Zakładam, że ta pani nie powie nam całej prawdy, a o treści aneksu tak wówczas jak i teraz nie wie nic.

Warto byłoby natomiast zadać pani Marszałek pytanie – od jakiego czasu zna Aleksandra Lichockiego, a także czy pisząc swój artykuł nie słyszała nic o publikacji „Gazety Polskiej” z 18 października 2007r. pt. „Komorowski i WSI”, w której ujawniono kontakty płk. Lichockiego z Bronisławem Komorowskim?

Ponieważ o dziennikarskiej nierzetelności pani Marszałek pisano już wiele i wielokrotnie dowiodły jej również wyroki sądowe, uniewinniające bohaterów jej „afer”, nie będę rozwodził się nad tym przypadkiem. Dość powiedzieć, że ten przykład, gdy jednym zdaniem

( bez uzasadnienia, rozwinięcia i wskazania podstaw) buduje się mit o „handlu aneksem” dyskwalifikuje twórczość pani Marszałek. Nie jest to już dziennikarstwo. Tak buduje się dezinformacyjne donosy, w oparciu o deklaratywne, werbalne kłamstwa. Nie sposób, zatem traktować pisania pani Marszałek w kategoriach poważnego dziennikarstwa.

O wiele ważniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie – po co ten artykuł został opublikowany, jaki był cel tej denuncjacji?

Pewną wskazówkę daje nam sama Marszałek w swojej publicystyce, właśnie z dnia 19 listopada 2007r., zatytułowanej „Nocne gry i zabawy polityków Pis”. Tu już nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z człowiekiem głęboko zaangażowanym emocjonalnie w konkretnej, politycznej sprawie. Ten tekst mógł napisać tylko ktoś, kto ma bardzo jednoznaczny, jednowymiarowy stosunek do rzeczywistości. To polityczna agitka, nacechowana retoryką właściwą dla ludzi Platformy.

Ale znajdujemy w nim również akcenty niepokojące – „ Kiedy w 1992 r. po ujawnieniu przez Antoniego Macierewicza listy tajnych agentów SB odwołano rząd Jana Olszewskiego, czasu było mało, a i technika była gorsza. Nie udało się skserować tego, na czym zafascynowanym tajnymi służbami, kwitami i teczkami politykom zależało. Teraz czasu było więcej, a operację przeprowadzono prawie perfekcyjnie.” (…) „Łatwość wrzucenia "pomyj" do mediów przez rządzących, oczywiście anonimowo, rozzuchwaliła polityków PiS. W opozycji mogłoby brakować tej amunicji, więc podjęto próbę okopania się na przyczółku Pałacu Prezydenckiego. Niedawno DZIENNIK ujawnił, że kopiowano akta ABW. Teraz, że wywieziono archiwum WSI. Czy politycy PiS nie zauważyli, że społeczeństwo w wyborach odrzuciło takie zabawy i zostali na podwórku sami?”

To nie są słowa dziennikarza. Tak myślą, tak formułują zarzuty, takimi skrótami posługują się ludzie PRL-owskich służb. Zachęcam wszystkich do przeczytania tego artykułu, do jego dokładnej analizy, do rzetelnej oceny - jako niezwykłego wprost przykładu „twórczości” sprzecznej ze wszystkimi standardami dziennikarskiej etyki. Jeśli ktoś ma wątpliwości, jakim językiem napisany jest artykuł, zachęcam do odwiedzenia takich stron w Internecie jak np. Instytutu Bezpieczeństwa TARCZA, Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa, PROMILITO, czy Militarna Polska, gdzie zamieszczane są często autentyczne opinie, ludzi komunistycznych służb.

Jak wskazuje zawartość artykułu Anny Marszałek „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż” nie było żadnych podstaw, by dziennikarka mogła wówczas twierdzić, jakoby „ raport o WSI można kupić na czarnym rynku”. Przynajmniej, nie znajdziemy ich w samym artykule. Dlaczego więc tak napisano?

To twierdzenie staje się bardziej czytelne, gdy przyjmiemy, że w tym czasie Aleksander Lichocki wypełniał już swoje zadanie zdobycia aneksu lub uzyskania dostępu do ludzi Komisji Weryfikacyjnej. Jak napisałem w części 4 AFERY „MARSZAŁKOWEJ”, wbrew oficjalnej propagandzie, „na rynku” brak było przecieków, o czym Komorowski i Lichocki doskonale wiedzieli, a medialne spekulacje opierały się wyłącznie na plotkach pochodzących od przesłuchiwanych przez Komisję żołnierzy WSI. Być może już w połowie listopada 2007 roku było oczywiste, że nie da się uzyskać dostępu do aneksu, ani żadnego wpływu na jego treść. Równie bezowocne, mogły okazać się próby uzyskania informacji od ludzi z Komisji Weryfikacyjnej. Przypomnę, że ujawniony w listopadzie ub.r. pomysł wymiany 12 członków komisji na ludzi premiera Tuska, nie został zrealizowany i nigdy już do tego tematu nie powrócono. Skoro nie można było aneksu „odzyskać” trzeba było go „zniszczyć”.

W tej sytuacji należało przejść do drugiego etapu kombinacji operacyjnej i wykazać, że aneks jest dokumentem bezwartościowym i niewiarygodnym, że istnieją „przecieki” z jego treści, wskazujące na udział członków Komisji, a ich samych ukazać jako ludzi „ zafascynowanych tajnymi służbami, kwitami i teczkami”, działających na polityczne zlecenie podobnych im maniaków, choć niewolnych od korupcyjnych pokus. Skoro nie udało się Lichockiemu zdobyć aneksu (kupić?) można było spokojnie ten zamysł „spalić”, stosując metodę ujawnienia rzekomej rewelacji.

Nie wolno wykluczyć, że to zagranie było podyktowane obawą, że ktoś z dziennikarzy lub ludzi służb, lojalnych wobec ekipy PIS-u, mógł natrafić na ślady działalności płk. Lichockiego i powiązać jego ówczesne działania z marszałkiem Komorowskim. Jak wiemy, Lichocki był osobą znaną wielu dziennikarzom i być może jego szczególna aktywność mogą wzbudzić w kimś podejrzenia?

Należało, zatem „przykryć” poprzedni, nieudany etap kombinacji, informując opinię publiczną: „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż”– „Każdy może kupić tajne dokumenty”. W tym czasie nie istniały jeszcze żadne „dowody” ( gromadzone później przez Tobiasza , przy udziale Lichockiego) na handel aneksem, co w artykule Anny Marszałek jest aż nadto widoczne. Lecz to wówczas powstała koncepcja przeprowadzenia operacji, zmierzającej do paraliżu Komisji i zdezawuowania efektów jej prac. Zamieszczona w artykule relacja z wypowiedzi ministra Ćwiąkalskiego - „Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedział w Radiu ZET, że jeśli potwierdzą się informacje o "wycieku" aneksu do raportu z likwidacji WSI, to sprawą zajmie się prokuratura. W zależności od tego, czy będzie to właściwość prokuratury wojskowej, czy cywilnej, czy obu prokuratur, to z całą pewnością postępowanie zostanie wszczęte, jeżeli te informacje chociaż w części się potwierdzą" - podkreślił Ćwiąkalski” może świadczyć, że intensywnie szykowano już „dowody”, a prowokacja zmierzała wyraźnie w kierunku procesowego uporządkowania. Pozostało, zatem przygotować „dowody” dla prokuratury – czym zajęli się panowie Tobiasz i Lichocki, przy współpracy „odzyskanych” służb oraz przygotować społeczeństwo do „właściwego” odbioru rzekomej „afery aneksowej” – czym zajęli się niektórzy dziennikarze.

Objawiła się przy tym tak zadziwiająca korelacja tych grup, że poświęcę jej jeszcze kolejną część AFERY „MARSZAŁKOWEJ”.



Źródła:

http://www.dziennik.pl/polityka/article76428/Aneks_do_raportu_o_WSI_na_sprzedaz.html

http://www.dziennik.pl/polityka/article57248/Prezydent_ma_aneks_do_raportu_o_WSI.html

http://ww409w.latkowski.com/blog/komentarze/lista/id,1371

http://www.dziennik.pl/opinie/article83170/Marszalek_Nocne_gry_i_zabawy_politykow_PiS.html

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 1

AFERA 'MARSZAŁKOWA" - 2

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 3

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 4

wtorek, 26 sierpnia 2008

AFERA „MARSZAŁKOWA” – 7 – KALENDARIUM

Zmierzając do końca cyklu AFERA MARSZAŁKOWA chciałbym przedstawić jej przebieg sięgając po ówczesne  tytuły prasowe i ograniczając do minimum komentarz własny. 
Zestawienie to pokazuje jak realizowano tę kombinację operacyjną i w jaki sposób przebiegała  współpraca  „Dziennika” ze służbami (SKW, ABW) oraz politykami PO. Jak już napisałem wcześniej, afera marszałkowa byłaby niemożliwa do zrealizowania bez udziału mediów. 
Jestem przekonany, że czytelnicy samodzielnie dokonają oceny tego kalendarium.
14 października 2007r.”Wprost” podał informację, że „w 2000 r. Wojskowe Służby Informacyjne inwigilowały posłów z sejmowej komisji obrony.Z naszych informacji wynika, że o sprawie mógł wiedzieć Bronisław Komorowski, ówczesny minister obrony narodowej, a dziś jeden z liderów PO.”
18 października 2007r. „Gazeta Polska” zamieszcza artykuł Leszka Misiaka pt. „Komorowski i WSI”, nawiązujący do publikacji „Wprost”. W artykule czytamy m.in.o tajemniczym przyjacielu Bronisława Komorowskiego, który w marcu 2004r. informował Leszka Misiaka o wypadku samochodowym, jakiemu uległ syn Komorowskiego. Dziennikarz napisał: „W tamtym czasie nie wiedziałem kim jest ów informator, jego nazwisko nic mi nie mówiło. Przedstawiał się jako lobbysta, mówił, że często bywa w Sejmie, kiedyś nawet spotkałem go przed Sejmem. Prawie dwa lata później dowiedziałem się, że to pułkownik WSI,były szef Zarządu I Szefostwa WSW Aleksander L.
27 października.2007r. „Wprost” powiadomił że „Aneks do raportu komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych trafił już do prezydenta”, informując również, że „na najbliższy poniedziałek przed komisję został wezwany były minister obrony narodowej Bronisław Komorowski, obecnie jeden z liderów PO, kandydat partii Donalda Tuska na marszałka Sejmu. Jego wezwanie ma związek z nielegalnymi podsłuchami stosowanymi przez funkcjonariuszy WSI w latach 2000-2001. Komisja w poniedziałek chce też wysłuchać byłego szefa WSI gen. Tadeusza Rusaka.”
Prawdopodobnie, w tym czasie Bronisław Komorowski spotkał się z Aleksandrem Lichockim. Jeśli wierzyć słowom Komorowskiego, trzeba przyjąć, że do spotkania doszło po dniu 5 listopada, 2007r., czyli po dacie wyboru Komorowego na marszałka sejmu VI kadencji. Sam, marszałek pytany o powód wizyty pułkownika WSW, twierdził:
„Ja myślę, że prozaiczna sprawa – po pierwsze sądził, że ja jestem zainteresowany, bo jak pan Antoni Macierewicz publicznie mówił... moje nazwisko jest wymieniane w jego Aneksie tajnym, a po drugie nastąpiła zmiana władzy, ja już byłem marszałkiem Sejmu, więc mógł sądzić, że się „przeflancuję”, mówiąc takim językiem polityczno–ogrodniczym, na nową grządkę, na nowy układ sił politycznych”.
28 października 2007r. - Komorowski: „Pan Macierewicz powinien zniknąć”.
- Pan Macierewicz powinien zniknąć ze swojej instytucji - tak Bronisław Komorowski (PO) skomentował wypowiedź Antoniego Macierewicza, który stwierdził, że "nie widzi powodu, by nie łączyć funkcji posła i szefa kontrwywiadu". - Kwestia odwołania ministra Macierewicza wydaje się być kwestią oczywistą - dodał Komorowski w Radiu Zet.
6 listopada 2007 r. - „Dziennik” – „Dokument trafił już na biurko. Prezydent ma aneks do raportu o WSI”.
„ Antoni Macierewicz w poniedziałek przekazał prezydentowi aneks do raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. (…) Dokument jest obszerny. Według informatora DZIENNIKA, który widział dokument, liczy on co najmniej kilkaset stron. Politycy Platformy, z którymi rozmawialiśmy, spodziewają się, że aneks będzie wymierzony w ich partię i zostanie opublikowany przed powołaniem rządu Donalda Tuska. "Spodziewamy się, że w raporcie padną nazwiska Bronisława Komorowskiego, Grzegorza Schetyny i Radka Sikorskiego. Czy będą bomby? Gdyby mieli bomby, to zrzuciliby je na nas w kampanii wyborczej" - opowiada rozmówca DZIENNIKA z Platformy.”
7 listopada 2007r. – wywiad premiera Kaczyńskiego dla "Faktu" (rozmawia Łukasz Warzecha) Kaczyński: „Nie przewyższymy PO w knajackich atakach”
J.K. „ (…), dlaczego pan Komorowski tak strasznie obawiał się pytań przed swoim wyborem na marszałka Sejmu. To dziwna sytuacja, takie pytania zawsze zadawano.
Ł.W. Czemu miał się ich bać?
J.K. Bał się pytań dla siebie bardzo kłopotliwych, takich, które być może mogłyby nawet postawić jego wybór pod znakiem zapytania.
Ł.W. Proszę teraz zadać te pytania.
J.K.Nie będę ich teraz zadawał, ale zapewniam pana, że one zadane zostaną. Dotyczą bardzo konkretnych spraw.
Ł.W.Jakiego typu?
J.K. Chodzi o sprawy, które w większości wypadków były opisywane w prasie. Dotyczyły decyzji, podejmowanych przez Bronisława Komorowskiego w okresie, gdy był ministrem obrony, przysparzających pewnym bardzo ważnym ludziom czy ich rodzinom różnych wartości. Te decyzje w świetle prawa, a z całą pewnością w świetle dobrych obyczajów, były nieuzasadnione. Były też inne kwestie, o których nie mogę tutaj mówić. I dziwi mnie, że media się tym kompletnie nie zajęły. Nie zaczęły drążyć, pytać. „
7 listopada 2007 - „Dziennik” Kolejny aneks już w grudniu? „Macierewicz pisze jeszcze jeden raport o WSI” - „To będzie prawdziwa bomba - zapowiada "Nasz Dziennik". Antoni Macierewicz przygotowuje kolejny aneks do raportu o WSI. Tym razem będzie o inwigilowaniu dziennikarzy oraz o wielkiej operacji WSI przeciw Kościołowi w Polsce. Będą też następne aneksy - mówił w RMF minister Szczygło.
-->Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a od kilku dni wiceminister obrony w odchodzącym rządzie, zdradził gazecie, że agenci WSI próbowali przeniknąć do większości redakcji codziennych gazet. Antoni Macierewicz zapewnia, że udało się ustalić większość osób za to odpowiedzialnych. Ich nazwiska znajdą się w aneksie. "Będą kierowane zawiadomienia do prokuratury w ich sprawach" - podkreśla.
18 listopada 2007 - „Dziennik” - Premier zmienia pół komisji „Platforma dobierze się do archiwum WSI” – „Pół komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych idzie do wymiany - ogłosił Paweł Graś, minister kancelarii szefa rządu. "Donald Tusk powoła 12 nowych członków" - mówi. Czy to czystka? "Premier dobiera ludzi, którym ufa" - odpowiada Graś.
-->12 członków komisji weryfikacyjnej powołuje prezydent, 12 - premier. Donald Tusk wymieni tych, których mianował jego poprzednik, Jarosław Kaczyński."W tym tygodniu zbadamy, na jakim etapie są prace komisji i jak długo potrzebuje czasu do ich zakończenia. Niewątpliwe jest, że 12 członków zostanie zmienionych" - tłumaczy Paweł Graś, minister z kancelarii premiera.
18 listopada 2007r. - „Dziennik” zamieszcza wypowiedź nowego szef MSWiA –„Schetyna nie wierzy w tłumaczenia”: Zbadam kłamstwa o materiałach WSI „Nowy minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna nie wierzy, że dokumenty komisji weryfikacyjnej WSI zostały przeniesione z powodów organizacyjnych. "Te informacje są absurdalne i nieprawdziwe" - twierdzi Schetyna. "Będziemy tę sprawę wyjaśniać już od jutra"
19 listopada 2007 - „Dziennik” Anna Marszałek: „Nocne gry i zabawy polityków Pis” – „Takiego numeru jeszcze żadna odchodząca władza swoim następcom nie wycięła. Decyzja o skopiowaniu i wywiezieniu archiwów komisji weryfikującej żołnierzy zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych oznacza, że przez następne lata czeka nas nieustanny wysyp "hakowych" informacji”.
19 listopada 2007 „Dziennik” przynosi „sensacyjną” informację, opatrzoną nagłówkiem –Każdy może kupić tajne dokumenty, pt. „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż”.
7 grudnia 2007r. – prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie „powoływania się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI oraz podjęcie się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji jednego z oficerów w zamian za uzyskanie korzyści majątkowej.” z zawiadomienia Leszka Tobiasza.
14 grudnia 2007 - „Dziennik” – „PiS ukrył przed Tuskiem aneks Macierewicza - Premier nie mógł się z nim zapoznać”. – „Donald Tusk nie mógł przeczytać aneksu do raportu o WSI napisanego przez Antoniego Macierewicza. PiS sprzątnął ten dokument sprzed nosa politykom PO. Dwa egzemplarze wywieziono z kancelarii premiera dzień przed zaprzysiężeniem Tuska na premiera - "Nie mam wiedzy, jaki jest los tego dokumentu" - powiedział nam jego autor Antoni Macierewicz. Były weryfikator 5 listopada przesłał cztery egzemplarze aneksu do najważniejszych urzędników w państwie.(..) "Jarosław Kaczyński zapoznawał się z dokumentem od 6 do 15 listopada. Raport został zwrócony 15 listopada do Jana Olszewskiego, przewodniczącego komisji weryfikacyjnej. Donald Tusk został zaprzysiężony dzień później i nie miał możliwości zapoznania się z raportem" - odpowiedziało nam wczoraj Centrum Informacyjne Rządu.
21 stycznia 2008 - „Dziennik” - TVP szuka haków na marszałka Sejmu? – „Telewizja publiczna próbuje powiązać marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego (PO) z Ryszardem Krauzem i WSI. Realizację tego zadania powierzono "Misji specjalnej" pod redakcją Anity Gargas - dowiedziała się "Gazeta Wyborcza".
-->Według "Gazety Wyborczej", "Misja" w jednym z najbliższych wydań planuje materiał, który pokaże związki Komorowskiego z tym "oligarchą" (jak go PiS ochrzcił przed wyborami). Autorem „Misji” jest Filip Rdesiński – dziennikarz, który w maju br. został brutalnie potraktowany przez ABW, podczas czynności przeszukania u Leszka Pietrzaka.
24 stycznia 2008 - „Dziennik” - „Nie ma części tajnego aneksu - Znikające komputery Macierewicza” - „ Szef kontrwywiadu wojskowego nie może doliczyć się kilkudziesięciu komputerów, które zniknęły po odejściu ekipy Antoniego Macierewicza. Informatorzy DZIENNIKA twierdzą też, że z siedziby komisji weryfikacyjnej zginęła część tajnego aneksu do raportu o WSI. W dokumentach panuje ogromny bałagan. Wiele z nich jest przechowywanych niezgodnie z procedurami. Do tego z ustaleń DZIENNIKA wynika, że ich część została zgubiona. Źródła DZIENNIKA twierdzą, że chodzi o fragment aneksu do raportu z weryfikacji WSI. (…) "Aneks podzielony jest na 12 części. Okazało się, że jedna z nich zniknęła. Nie można znaleźć numerowanego oryginału, w komisji zostały tylko kopie. To kryzys" - twierdzi informator z kręgu weryfikatorów Macierewicza.”
4 lutego 2008r – w „Rzeczpospolitej” ukazuje się artykuł zatytułowany „Agenci pytali o marszałka”. Autor - Michał Stankiewicz informował, że „ podczas pobytu w areszcie Bucholski miał mieć wizytę dwóch agentów CBA, którzy wypytywali go o nazwiska „polityków, z którymi współpracował”. Obiecywano mu, że jeśli je wymieni „wtedy zostanę wypuszczony z aresztu, a tak posiedzę sobie parę lat i zmądrzeję – opowiadał Bucholski. Jego zdaniem agentom chodziło o obecnego marszałka Sejmu.
7 lutego 2008 - „Dziennik” - „Poseł odpowiada na atak marszałka - Macierewicz: Komorowski bronił ludzi WSI” - "Pan marszałek Komorowski przez lata chronił ludzi z WSI i zgodnie z ustawą powinien za to ponieść odpowiedzialność" - twierdzi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Antoni Maciereiwcz. To jego riposta na słowa Komorowskiego, który stwierdził, że tak, jak w końcówce rządów PiS zachowywało się kierownictwo służby kontrwywiadu, nie postępowali nawet bolszewicy.
19 lutego 2008 - „ Dziennik” - Paweł Reszka - „ Macierewicz i jego Bonzowie” – „Raport o stanie SKW dowodzi, że wojskowy kontrwywiad został sparaliżowany. Jeśli oskarżenie się potwierdzi, Antoni Macierewicz nie może uciec od odpowiedzialności.
-->Macierewicz marzył o jednym - chciał zniszczyć WSI. Udało mu się znakomicie. Nie będzie już nigdy Wojskowych Służb Informacyjnych. Weryfikacja podzieliła oficerów.
19 lutego 2008 - „Dziennik” - „Kolejne szczegóły tajnego raportu” - Egzamin na szpiega zdawali faksem – „ Ujawniony przez DZIENNIK raport o rozbiciu kontrwywiadu wojskowego wywołał polityczne trzęsienie ziemi. PO i PiS znów są na wojennej ścieżce. Premier mówi wprost: Macierewicz dokonał w służbach spustoszenia. DZIENNIK dotarł do kolejnych szczegółów tajnego raportu.
-->Raport pułkownika Grzegorza Reszki jest miażdżący dla Macierewicza. Pisze w nim o bałaganie w kadrach Służby Kontrwywiadu Wojskowego i ujawnia, że wymogi dla nowych funkcjonariuszy były więcej niż symboliczne. Oficerem można było zostać po zaledwie 17 dniach kursu. "To rekord świata" - komentował marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. "Ludzi dobierano z przypadku, na zasadzie . To gorzej niż za wczesnej komuny, gdzie mówiono: " - mówił wczoraj w TVN 24. „
21 lutego 2008 - „Dziennik” - Platforma chce jego głowy – „W archiwum Służby Kotrwywiadu Wojskowego brakuje tajnych dokumentów, z których część osobiście wypożyczył Antoni Macierewicz, kiedy jeszcze kierował tą służbą - ustalił DZIENNIK.
22 lutego 2008 - „Dziennik” – „Były szef kontrwywiadu pod lupą - Śledczy sprawdzą Macierewicza” – „ Prokuratura sprawdzi, czy Antoni Macierewicz nie złamał prawa, kierując kontrwywiadem wojskowym i likwidując WSI - zapowiada minister sprawiedliwości. To efekt ujawnionych przez DZIENNIK szczegółów z tajnego raportu o nieprawidłowościach w kontrwywiadzie w czasach rządów PiS.
-->Raport pułkownika Grzegorza Reszki, który kierował Służbą Kontrwywiadu Wojskowego przez ostatnie trzy miesiące, był dla Macierewicza miażdżący.”
4 kwietnia 2008 - „Dziennik” - „Antoni Macierewicz oskarża: "Resort obrony ujawnia mediom tajemnice państwowe" – „ Mamy dowody, że istnieje współpraca między mediami a Ministerstwem Obrony w sprawie ujawniania tajemnic komisji weryfikacyjnej WSI - ogłosił Antoni Macierewicz, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego i były likwidator Wojskowych Służb Informacyjnych. Jego zdaniem, to powrót do czasów inwigilacji prawicy.
-->Antoni Macierewicz uważa, że członkowie komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych są inwigilowani. Celem tej inwigilacji ma być walka z przeciwnikami politycznymi. (…) "Wszystko wskazuje na to, że została zidentyfikowana grupa byłych oficerów wojskowych służb wewnętrznych oraz drugiego zarządu Sztabu Generalnego, którzy podobnie jak robili to na początku lat 90-tych, tak teraz działają na rzecz rozpracowania i infiltracji, przeciwdziałania komisji weryfikacyjnej (WSI) i współdziałają w tej sprawie z niektórymi mass-mediami" - podkreślił Macierewicz. „
9 kwietnia 2008 – „Dziennik” – „Wnioski tajnego aneksu Macierewicza - Prezydent i trzech ministrów przed trybunał – „ Antoni Macierewicz odkrył układ rządzący Polską. Ciągle tajny aneks do raportu z likwidacji WSI, do którego dotarł DZIENNIK, kończy konkluzja, że przed Trybunałem Stanu należy postawić czterech polityków - prezydenta Lecha Wałęsę i trzech ministrów obrony narodowej: Janusza Onyszkiewicza, Bronisława Komorowskiego i Jerzego Szmajdzińskiego” . Pod artykułem zamieszczony jest wywiad Anny Marszałek z Komorowskim:
„A.M. „A pana za to, że tolerował pan patologię i przestępstwa w WSI...
B.K. To śmieszne. Kto jak kto, ale ja uważałem, że w wojsku i MSW potrzebne jest przyspieszenie zmian. Jestem jedynym człowiekiem, który może się pochwalić, że nadepnął tym służbom na odcisk. To ja doprowadziłem do skutecznego oskarżenia szefa tych służb. Tylko dzięki temu, że się awanturowałem, że chodziłem do premiera Mazowieckiego, przed sądem stanął za palenie akt WSW generał Edmund Buła. To wtedy przyszedł do mnie pewien generał WSI i mówił mi: "Po co to panu? Lepiej się od służb trzymać z daleka, to i one nie będą się panem interesować".
9 kwietnia 2008 , „Dziennik” - Paweł Reszka – „ Aneks o WSI to wielki ból głowy prezydenta” - » „Prezydent powinien powiedzieć jasno, kiedy ujawni aneks do raportu o WSI, albo wreszcie przyznać, że go nie ujawni nigdy, bo nie ufa Antoniemu Macierewiczowi. Wszystko jest lepsze od chowania głowy w piasek. Przecież aneks - według słów samego Antoniego Macierewicza - miał demaskować, przede wszystkim afery gospodarcze. Jeśli tak, to wszyscy chętnie przeczytamy o patologiach, jakie drążyły III RP! Z przyjemnością dowiemy się, że odpowiedzialnymi za skandale są: Lech Wałęsa i trzej ministrowie obrony: Janusz Onyszkiewicz, Jerzy Szmajdziński i Bronisław Komorowski. Proszę bardzo, niech staną przed Trybunałem Stanu. Niech zostaną potępieni, jeśli Macierewicz znalazł wystarczające do tego przesłanki. Prezydent nie może przedłużać swojego milczenia. Nie może przeciągać decyzji o odtajnieniu aneksu w nieskończoność. Pięć miesięcy to wystarczająco długo. Mamy prawo dowiedzieć się, czy Antoni Macierewicz znalazł układ, czy też spaprał robotę. Najwyższy czas. „
Proszę teraz zwrócić uwagę, jak doskonale te dwa powyższe teksty korespondują z wypowiedziami członków rządu z tego samego czasu :
9 kwietnia 2008 - „Dziennik” - Szef MON Bogdan Klich nie ma wątpliwości: "Tajny aneks Macierewicza wywoła skandal" : „Lech Wałęsa i trzej byli ministrowie obrony powinni stanąć przed Trybunałem Stanu - takim wnioskiem kończy się, według DZIENNIKA, aneks do do raportu z likwidacji WSI. "To wywoła polityczny skandal" - komentuje w Radiu ZET szef MON Bogdan Klich. Ale sam autor raprotu twierdzi, że to wszystko wymysły. "To są popłuczyny i nieprawda" - mówi Antoni Macierewicz.
-->Według Macierewicza, informacje, jakie zdobył DZIENNIK, nie wnoszą nic nowego do sprawy. Ale innego zdania jest minister obrony Bogdan Klich. "Ten dokument wywołałby skandale polityczne, ale także byłby powodem osłabienia służb specjalnych" - komentuje polityk w Radiu ZET.
"Aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych nie powinien ujrzeć światła dziennego" - nie ma wątpliwości szef MON Według raportu, do którego dotarł DZIENNIK, za patologie w Wojskowych Służbach Informacyjnych odpowiada szereg generałów i szefów WSI. Antoni Macierewicz zaleca też, by przed Trybunałem Stanu postawić byłego prezydenta Lecha Wałęsę oraz trzech byłych ministrów obrony - Janusza Onyszkiewicza, Bronisława Komorowskiego oraz Jerzego Szmajdzińskiego. Myślę, że prezydent jest w ogromnym kłopocie" - komentuje marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.”
10 kwietnia 2008 – „Dziennik” - Tusk o prezydencie: "Kaczyńscy odpowiadają za aneks o WSI" – „ Premier Donald Tusk obciążył braci Kaczyńskich odpowiedzialnością za szkody, które jego zdaniem wyrządził w służbach specjalnych Antoni Macierewicz. To komentarz do wczorajszej publikacji DZIENNIKA, który ujawnił, że aneks do raportu o WSI zawiera listę polityków z Lechem Wałęsą na czele, którzy powinni stanąć przed Trybunałem Stanu.
28 kwietnia 2008 - „Dziennik” – „Wtyki w komisji weryfikującej agentów? Tak handlowano aneksem Macierewicza”: „ Do DZIENNIKA zgłosił się emerytowany pułkownik tajnych służb wojskowych. Zaproponował, że sprzeda tajny aneks do raportu Macierewicza. Handlarzem był Aleksander Lichocki, szef wojskowego kontrwywiadu w ostatnich latach PRL. Powoływał się na znajomości w otoczeniu Antoniego Macierewicza.(…) Opowieści Lichockiego wyglądały dosyć fantastycznie. Okazało się jednak, że pułkownik był w służbach wpływową postacią. Przeszkolony w Moskwie, kierował Zarządem I WSW, czyli kontrwywiadem. Oznacza to, że miał wiedzę o wszystkich ludziach, w tym politykach inwigilowanych przez te służby. Oficjalnie skończył karierę wojskową w 1991 r. Ale już w wolnej Polsce brał udział w interesach prowadzonych przez ludzi tajnych służb PRL. „
Tu, warto zwrócić uwagę, jak opinia A.Marszałek o Lichockim, różni się znacząco od późniejszej, wygłoszonej na blogu S.Latkowskiego 30 maja 2008r.– „ Ten niby spec, to „dziadek-emeryt”, któremu się wydawało, że coś rozgrywa, a którym prawdopodobnie ktoś zagrał. To taki człowiek, który od kilkunastu lat był poza służbami, ale nie mógł się z nich wyleczyć. Chciał być stale na topie, więc ciągle gromadził jakieś informacje i ze służb (od dawnych kolegów z WSW, ale też SBeków), oraz od ludzi Kościoła, polityków i... dziennikarzy i „jako dobrze poinformowany” puszczał dalej. Jego informacje były mniej więcej w połowie prawdziwe. Reszta to były konfabulacje — np. wnioski na podstawie tego, co gdzieś usłyszał, albo plotki, których nie był w stanie zweryfikować.
On się nie spodziewał, że to wszystko tak się rozwinie (opisanie go w gazecie, przeszukanie i zatrzymanie), dlatego żadnej riposty przygotować nie zdążył.)
28 kwietnia 2008 - Komentarz DZIENNIKA – Anna Marszałek - „Kto gra aneksem Macierewicza?” - „ Po Warszawie od wielu miesięcy biega przeszkolony w Moskwie oficer służb wojskowych, który oferuje sprzedaż aneksu o weryfikacji WSI. DZIENNIKOWI udało się opisać działalność Aleksandra Lichockiego. Pułkownik jest w centrum niebezpiecznej rozgrywki, która toczy się wokół tajnego dokumentu (…)Problem nie jest fikcyjny, bo komisja już wcześniej nie była szczelna. Fragmenty z pierwszego raportu jeszcze przed publikacją przeciekły do programu „30 minut” w telewizji publicznej. Dziś wyciekają informacje o tym, co jest w tajnym aneksie.
Kłopot jest także z innego powodu. Grać można tylko tym, co jest tajne. Prezydent ma aneks od listopada. Dziś mówi wprost, że nie ma ochoty go odtajniać. Można powiedzieć, że Lech Kaczyński jest sam sobie winny. To on napisał ustawę i na własne życzenie pozbawił się wpływu na treść raportu oraz aneksu. Dziś trzyma go w pancernej szafie i pozwala, by nieczysta gra wokół tajnego kwitu toczyła się w najlepsze.
(…) Ale jeśli jest towar i kupcy, znajdą się też pośrednicy tacy, jak opisany przez nas. Ilu jest jeszcze takich Lichockich? „
13 maja 2008 - „Dziennik” – „Po wycieku tajnego aneksu do raportu WSI. Agenci przeszukują domy ludzi Macierewicza” - „Sprawę wyciekającego tajnego aneksu do raportu z likwidacji WSI, zakończoną dzisiejszymi rewizjami u ludzi Antoniego Macierewicza, omawiano na naradzie śledczych u Prokuratora Krajowego już w ubiegłym tygodniu - ustaliło Radio ZET.
14 maja 2008 - „Dziennik” – „Prokuratura: Znaleziono tajne dokumenty” : "U trzech spośród czterech osób, których mieszkania przeszukali wczoraj agenci ABW, zabezpieczono tajne dokumenty" - ujawniła rzeczniczka Prokuratury Generalnej. Śledczy chcą, by sąd aresztował dwie z nich. Zamieszanie wprowadził potem prokurator Robert Majewski, który naciskany przez dziennikarzy, ujawnił, że przeszukano nie cztery, ale aż 11 miejsc i u więcej niż czterech osób. (…) Wczoraj ABW przeszukała kilkanaście lokali w związku z domniemanymi nieprawidłowościami przy działaniach komisji weryfikacyjnej WSI.
16 maja 2008r. – w wywiadzie dla Radia Zet Bronisław Komorowski tak skomentował pytanie dziennikarza o dowody przeciwko Sumlińskiemu : „No więc szukamy dowodów, prawda, ABW szuka dowodów. Tylko dowodem może być albo przyznanie się kogoś do winy, albo inna forma potwierdzenia kontaktu, na przykład między tymi panem L., Aleksandrem L., czy panem S., a kimś z Komisji Weryfikacyjnej. To ma ABW sprawdzić.”
Na zakończenie tego zestawienia, fragment radiowego wywiadu z Komorowskim, z dn.01 sierpnia br., zawierający słowa, które mogą pomóc w zrozumieniu milczenia dziennikarzy w sprawie afery „Marszałkowej”:
„ J.K.: A pańska ocena sprawy Wojciecha Sumlińskiego, panie marszałku? Czy on został wrobiony, czy to może być zemsta służb specjalnych?
B.K.: Wie pan, zostawmy to prokuraturze i sądowi. Wie pan, niech pan pamięta, ja bym sugerował dużą wstrzemięźliwość w okazywaniu solidarności zawodowej dziennikarskiej, no bo sprawa nie dotyczy docierania czy łamania tajemnicy państwowej przez dziennikarza śledczego, co bym rozumiał, nie akceptował, ale rozumiał, ale dotyczy podejrzenia o korupcję, po prostu o korupcję, o pomoc w korupcji. I to w takim obszarze bardzo delikatnym, wrażliwym z punktu widzenia interesów państwa, jak służby specjalne. Więc sugerowałbym ogromną wstrzemięźliwość tutaj, zostawmy to, niech prokuratura to zbada w całym trudnym kontekście...”
Jak się kończy afera „Marszałkowa”? Dla mnie jeszcze się nie kończy. Zbyt wiele rzeczy nie zostało wyjaśnione i zbyt chętnie zapomniano by o sprawie. To kalendarium byłoby jednak niepełne, gdyby zabrakło następującej informacji:
18 sierpnia 2008r. – „Wprost” – „Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział, że nie opublikuje aneksu do raportu z weryfikacji WSI w wersji, w jakiej go otrzymał.”

Źródła:

wtorek, 19 sierpnia 2008

AFERA „MARSZAŁKOWA” – 3

W lipcu ubiegłego roku, Romuald Szeremietiew wspomniał na swoim blogu o słowach Bronisława Komorowskiego, wypowiedzianych w radiowej „Trójce”, że „to on złapał Farmusa”, a więc zarzut o odpowiedzialności ministra za działania podwładnych jest nietrafiony. Szeremietiew przypomniał wówczas dawną rozmowę z Komorowskim : „po zatrzymaniu Farmusa (lipiec 2001) zapytałem dlaczego coś takiego zrobił, on odparł: „przysięgam na głowy moich dzieci, że nie miałem z tym wszystkim nic wspólnego”. Gdy prasa doniosła, że samochód potracił syna Komorowskiego, który w ciężkim stanie znalazł się w szpitalu, przypomniałem sobie tamte słowa Komorowskiego.” – pisał Szeremietiew.

Wynika z tej historii, że pan Komorowski ma słabą pamięć lub skomentuje swoje znajomości podobnie, jak tę z Aleksandrem Lichockim, - Nie znam takiego przypadku, żeby ktoś potwierdził, że znał i się przyjaźnił z tego rodzaju postaciami.”.

Mam jednak nadzieję, że są ludzie, których Komorowski nie zapomina i do tych osób należy Krzysztof Bucholski. Nie wiem, od jakiego czasu datuje się znajomość obu panów, lecz jest faktem, że już w roku 2001 Bucholski był szefem kampanii parlamentarnej polityka PO i, sądząc po wyniku wyborczym Komorowskiego, dobrze wypełnił swoje zadanie. Być może zbliżyła ich pasja żeglarska, gdyż wspólnie działali w Lidze Morskiej i Rzecznej, której Komorowski jest prezesem. Sądzę, że była to bliska znajomość, skoro panowie korzystali nawet z usług tej samej agencji interaktywnej Weber Interactive Poland, zajmującej się „budową oraz sprawowaniem opieki nad wizerunkiem w Internecie”.

Faktem jest również, że w późniejszych latach Bucholski był radnym PO w warszawskiej Białołęce, a następnie objął intratne stanowisko szefa warszawskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego. I byłoby to zapewne początek dobrze zapowiadającej się kariery młodego działacza, gdyby nie przerwała jej sprawa sprzedaży gruntów Wojskowego Instytutu Medycznego. O aferze, związanej z wyprowadzeniem przez byłych ministrów MON Onyszkiewicza i Komorowskiego, atrakcyjnego gruntu z terenu Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, do firmy Lilianny Wejchert (byłej żony współwłaściciela ITI) obszernie informowała prasa, a jako pierwsza doniosła o tym „Gazeta Polska”, w artykule „Klinika pod specjalnym nadzorem”.

Znajdujemy tam następujące twierdzenia: „w wyprowadzeniu gruntu do Euro-Medicalu brał udział jego[Komorowskiego] zaufany człowiek, wieloletni pracownik Agencji Mienia Wojskowego Krzysztof B. – szef kampanii Komorowskiego do parlamentu w 2001. Według dokumentów, do których dotarła „GP”, B. przejmował w imieniu AMW działkę przy ul. Szaserów w Warszawie od Stołecznego Zarządu Infrastruktury MON. Kilkanaście dni temu B. został aresztowany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego pod zarzutem korupcji oraz działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Zarzucanych czynów miał się dopuścić właśnie podczas pracy w Agencji Mienia Wojskowego, gdzie pełnił funkcję szefa oddziału warszawskiego AMW, a potem wiceprezesa agencji.”

Na uwagę zasługuje fakt, że w sprawę przekazania gruntów byli zaangażowani wysocy urzędnicy z Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Mieli przekonywać komendanta Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej przy ul. Szaserów w Warszawie prof. płk Eugeniusza Dziuka by, nie stawiał przeszkód w wydzieleniu gruntu szpitala dla spółki Euro-Medical. Szefem BBN był w tym czasie gen. Marek Dukaczewski .

Nie będę opisywał kulisów tej sprawy, bo zainteresowani mogą bez problemu znaleźć informacje na jej temat. Jak większość tego typu „afer”, również ta nie doczekała się ustalenia, co łączyło z nią Bronisława Komorowskiego. Co prawda, w marcu 2007r. posłowie PIS-u: Jędrzej Jędrych i Tomasz Markowski wezwali ówczesnego wicemarszałka Sejmu, aby dobrowolnie udał się do Centralnego Biura Antykorupcyjnego i złożył tam wyjaśnienia w sprawie nieprawidłowości przy sprzedaży gruntów, ale nikt nie słyszał, by pan marszałek uległ takim niecnym namowom. Co ciekawe, nic też nie słychać, by Komorowski zrealizował swoją zapowiedź z 08 marca 2007r - wystąpienia z pozwem przeciwko posłowi PiS Jędrzejowi Jędrychowi. Powodem takiej reakcji, miały być formułowane przez posła PIS-u oskarżenia o "wyprowadzenie" przez Komorowskiego gruntów MON. Jędrnych miał również sugerować, że Komorowski był sterowany przez WSI.

Sam Komorowski tłumaczył, że decyzję „o przekazaniu AMW gruntu należącego do szpitala podjął minister Onyszkiewicz. Przyznał, że do niego zwrócono się z prośbą o unieważnienie decyzji Onyszkiewicza, natomiast "unieważnienie decyzji ministra obrony narodowej przez jego następcę musi mieć jakieś twarde podstawy".

Choć nazwisko Krzysztofa Bucholskiego pojawia się w sprawie nieprawidłowości przy przekazaniu gruntów AMW, nie ona stała się bezpośrednim powodem aresztowania współpracownika Komorowskiego.

Bucholski został zatrzymany przez CBA w lutym 2007r. W tej samej sprawie zatrzymano 17 osób: urzędników AMW i przedsiębiorców. Głównie pracowników firmy Sitex będącej częścią międzynarodowej grupy z branży ochroniarskiej. „Zdaniem śledczych biznesmeni korumpowali urzędników, by dostawać kontrakty na ochronę obiektów wojskowych. Urzędnicy mieli się połakomić na gotówkę – od 500 do 10 tysięcy złotych, obiady, pożyczanie samochodu, raz wyjazd do Niemiec, a także rejs do Szwecji. Wszyscy otrzymali zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a Bucholski ponadto o jej kierowanie. Nikt z pracowników AMW nie przyznał się do winy.” W areszcie Bucholski spędził pół roku.

I oto w lutym 2008r ukazał się w Rzeczpospolitej artykuł zatytułowany „Agenci pytali o marszałka”. Autor - Michał Stankiewicz informował, że podczas pobytu w areszcie Bucholski miał mieć wizytę dwóch agentów CBA, którzy wypytywali go o nazwiska „polityków, z którymi współpracował”. Obiecywano mu, że jeśli je wymieni „wtedy zostanę wypuszczony z aresztu, a tak posiedzę sobie parę lat i zmądrzeję – opowiadał Bucholski. Jego zdaniem agentom chodziło o obecnego marszałka Sejmu. – Okazało się, że z rozmowy z CBA nie powstał żaden protokół. Mój adwokat wysłał skargę do prokuratury, że nie został o tym powiadomiony, a także do rzecznika praw obywatelskich – mówił Bucholski.

Z artykułu wynika, że również innemu z zatrzymanych w tej sprawie Pawłowi J., pracownikowi warszawskiego oddziału AMW, prokurator miał proponować zwolnienie z aresztu, w zamian za informacje m.in. o Komorowskim lub Ottonie Cymermanie (obecnym szefie rady nadzorczej AMW). – Informacje miały dotyczyć tego, kto komu ile dał i za co oraz kto jest z kim powiązany – opisuje Paweł J.

Prokuratura i CBA zaprzeczały tym relacjom, a rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie stwierdził, że w protokołach przesłuchania nie ma mowy o Komorowskim. Z kolei CBA potwierdza, że jego oficerowie odwiedzili w areszcie Bucholskiego, lecz nie rozmawiano o Komorowskim.

Autor artykułu twierdzi, że dotarł do „pisma, jakie w styczniu 2007 roku ówczesny szef Kancelarii Prezydenta Aleksander Szczygło wysłał do Radosława Sikorskiego, szefa MON. Powodem korespondencji był anonim sugerujący przestępczą działalność płk. Henryka D., szefa warszawskiego oddziału AMW, który kilka tygodni później stał się jednym z podejrzanych. W piśmie pojawia się też informacja, że Henryk D. znalazł pracę – cyt. „z poręczenia pana posła Komorowskiego z PO, pan Bucholski też z PO”. Sikorski nie zdążył odpisać, bo kilka dni później jego miejsce zajął Szczygło, a dwa tygodnie później Bucholski już był aresztowany.”

Płk. Henryk D to postać znana. Przez lata był logistykiem w 3. Warszawskiej Brygadzie Rakietowej. W 2002 r., po 26 latach służby, Odszedł z wojska, oskarżony przez prokuraturę wojskową o korupcję, jaka miała miejsce w jednostce wojskowej na Bemowie. Zatrudnienie znalazł natychmiast w Agencji Mienia Wojskowego, na stanowisku zastępcy Krzysztofa Bucholskiego.

Co na rewelacje „Rzeczpospolitej” mówił wówczas Bronisław Komorowski?

Dochodziły mnie informacje, że trwa polityczne polowanie i poszukiwanie czegoś, co by dało możliwość skompromitowania mnie. – Gdyby to zostało potwierdzone, to byłby sygnał, że działania służb specjalnych były upolitycznione. Bo jeśli ktoś mógł liczyć na łaskawość czy wypuszczenie go po zeznaniu na czyjąś niekorzyść, to byłby to właśnie klasyczny areszt wydobywczy ocenił informacje zawarte w artykule.

Przypomnę jedynie dla porządku, że publikacja „Rzeczpospolitej” miała miejsce 04 lutego br.

Czy wolno kojarzyć ją z wcześniejszymi informacjami o zamiarze przesłuchania Komorowskiego przez Komisję Weryfikacyjną i późniejszą o ponad miesiąc publikacją „Dziennika” – „Kto gra aneksem Macierewicza”? Czy tego typu skojarzenia są uprawnione, jeśli pamięta się, Komorowski – zacięty wróg likwidacji WSI twierdził w lutym br., „muszę zobaczyć aneks przed publikacją” ?

Ponieważ nie wierzę, by data publikacji „Rzeczpospolitej” i jej temat był dziełem przypadku, warto może postawić sobie pytania o związek, tych z pozoru odległych spraw.

Nic nie wiemy o zachowaniu Krzysztofa Bucholskiego w areszcie, ani faktycznych przyczynach jego zwolnienia. Został aresztowany i wypuszczony w czasie, gdy rządził PIS, a Komisja Weryfikacyjna prowadziła normalną działalność. Jest bez wątpienia człowiekiem, który może posiadać dużą wiedzę o powiązaniach i działaniach Komorowskiego z okresu jego szefowania MON. Przypomnę, że to w tym czasie miała miejsce kombinacja operacyjna przeciwko Szeremietiewowi i Farmusowi, w tym czasie pozbyto się Krzysztofa Borowiaka i w tym czasie, pojawiły się zarzuty o inwigilację przez WSI członków sejmowej komisji obrony. Czy Bucholski mógł posiadać wiedzę na te tematy?

Można jedynie podejrzewać, że związki tych dwóch ludzi wykraczały poza relacje zwierzchnik – podwładny, a Komorowski był „promotorem” kariery młodego działacza PO.

Czemu mogło służyć ujawnienie w lutym 2008r. informacji o rzekomych naciskach, jakie funkcjonariusze CBA mieli wywierać na Bucholskiego? Nie sądzę, by był to element walki z samym CBA, skoro nic nie wiadomo o zarzutach wobec kierownictwa tej służby, a przecież ten rząd nie zrezygnowałby z idealnej wprost okazji, by pozbyć się Mariusza Kamińskiego. Czy był to sygnał skierowany w stronę PIS-u, informacja – ostrzeżenie, że „ my wiemy o tym, co wy wiecie” a sytuacja może się wkrótce odwrócić?

Przed ponad tygodniem, Wojciech Wybranowski tak napisał o marszałku Komorowskim w świetnym tekście „Nakarmiliśmy bestię” :

„Był w stanie również tym bardziej w obecnym układzie rzadzącym doprowadzić do czasowego zablokowania i spowolnienia prac Komisji Weryfikacyjnej WSI w momencie, gdy został wezwany na jej przesłuchanie. A tym bardziej był w stanie doprowadzić do zajęcia dokumentów Komisji Weryfikacyjnej i przeszukań w domach jej członków niedługo po tym , gdy okazało się, że przed Komisją stanął i złożył mocno obciążające owego polityka zeznania, jego dawny współpracownik.”

Co prawda Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” twierdził w październiku 2007 roku, że Komisja Weryfikacyjna dysponuje zeznaniami Krzysztofa Borowiaka i one to miały stanowić podstawę wezwania Komorowskiego, lecz - jak wykazałem to w poprzednim wpisie – AFERA „MARSZAŁKOWA” – 2 wartość tych zeznań musiałaby być niewielka, zważywszy na wyjaśnienia, jakich w nr. 11/2001 (2289) tygodnika „Polityka” udzielił sam Borowiak

Warto natomiast zwrócić uwagę, że 4 lutego 2008r.( a zatem w tym samym dniu, gdy ukazała się publikacja „Rzeczpospolitej”) tygodnik „Wprost” poinformował, że przed Komisją weryfikacyjną WSI chciałby stanąć były szef kolegium IPN, dr Andrzej Grajewski, którego nazwisko pojawiło się w Raporcie z weryfikacji. Osoba pana Grajewskiego jest o tyle istotna w kontekście spraw związanych z Komorowskim, że to właśnie na prośbę tego ostatniego, w 1992r wiceministra MON, Grajewski podjął się opracowywania na rzecz WSI analiz na temat zewnętrznych zagrożeń państwa. Jak wynika z Raportu z weryfikacji, oficerowie WSI zamierzali wykorzystać Grajewskiego także do typowania i werbunku dziennikarzy, ale jak sam mówi - choć wówczas było to legalne - nigdy takich działań nie podejmował.

Pytania są zasadne, jeśli pamięta się, że próbę aresztowania Wojciecha Sumlińskiego, nie przypadkiem nazywano „aresztem wydobywczym”, a w wywiadzie dla Radia Zet z 16 maja br. Komorowski tak skomentował pytanie dziennikarza o dowody przeciwko Sumlińskiemu :

No więc szukamy dowodów, prawda, ABW szuka dowodów. Tylko dowodem może być albo przyznanie się kogoś do winy, albo inna forma potwierdzenia kontaktu, na przykład między tymi panem L., Aleksandrem L., czy panem S., a kimś z Komisji Weryfikacyjnej. To ma ABW sprawdzić.”

Jestem przekonany, że momentem kluczowym dla oceny tzw. „afery aneksowej” będzie fakt wezwania Bronisława Komorowskiego przez Komisję Weryfikacyjną WSI. Jeśli tym, co już napisałem, zdołałem zainspirować kogoś do własnej analizy, byłby to efekt pożądany i ,przyznaję - zamierzony. Jak rzeczywiście mogła wyglądać reakcja marszałka na zagrożenie, wynikające z zamiarów Komisji i czym był informacyjny szum, towarzyszący pierwszym sygnałom o rzekomych „przeciekach” postaram się napisać w kolejnej części.

Źródła:

http://szeremietiew.blox.pl/2007/07/Szosta-rocznica-czy-to-egoizm.html

http://www.polskieradio.pl/trojka/salon/default.aspx?id=50326

http://www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=1945

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3969378.html

http://wyborcza.pl/1,76842,3971136.html

http://www.rp.pl/artykul/89193.html

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,69906,4620332.html

http://wybranowski.salon24.pl/88296,index.html

http://www.wprost.pl/ar/122985/Grajewski-chce-stanac-przed-komisja-weryfikacyjna-WSI/

http://www.radiozet.pl/Programy/ProgramSzczegoly.aspx?AudycjaId=960&PageIndex=3

AFERA "MARSZAŁKOWA"- 1

AFERA 'MARSZAŁKOWA" - 2