W przededniu wydarzenia, które wytyczyło nowy obszar naszego
zniewolenia i winno być nazywane zbrodnią przeciwko narodowi
polskiemu, publikuję fragment mojej
najnowszej książki „NUDIS VERBIS-OBALIĆ
III RP”.
Gdy obecne władze tego państwa –
strojąc się w szaty
„patriotycznej prawicy”, będą
„świętować” i „upamiętniać” pakt bandytów ze zdrajcami
- trzeba pamiętać, że ów
„okrągły stół” był
największym
nieszczęściem, jakie dotknęło nas
w latach 80. ubiegłego wieku.
W odróżnieniu od innych państw Bloku Wschodniego, w PRL istniała
bowiem tzw. ”opozycja demokratyczna”, a w jej szeregach, grupa
komunistycznych schizmatyków (zwana dawnej „komandosami”),
koncesjonowanych „katolików” oraz pospolitych kapusiów i
donosicieli. Spośród tych osób, namiestnicy sowieckiego okupanta
wyznaczyli swoistą „reprezentację narodową” i siadając z nią
do ”okrągłego stołu” podjęli wielowątkową grę, obliczoną
na stworzenie nowej formuły zniewolenia i legalizacji sukcesji
komunistycznej.
Polacy mieli uwierzyć, że koncesjonowana grupa „reprezentantów”
- wybrana przez szefa służb okupacyjnych, obaliła zbrodniczy reżim
i przy pomocy „procesów demokratycznych” wywalczyła autentyczną
niepodległość.
Operacja obcych służb zakończyła się powodzeniem, a jej finalnym
efektem stała się „III Rzeczpospolita” - nazwana w dokumentach
SB „państwem socjalistycznym nowego typu”.
Jeśli pamiętać, że II Rzeczpospolita wyłoniła się po latach
wojny światowej, wymagała tysięcy ofiar i wielkiej daniny polskiej
krwi, to ceną owej III RP (numeracja jest elementem fałszerstwa)
był alkohol przelewany w Magdalence i zakulisowe ustalenia między
esbekami i ich agenturą.
Zaiste - wartość tego państwa odpowiada zapłaconej cenie.
By dokończyć dzieła zniewolenia, zmuszono nas do utworzenia
sztucznej wspólnoty i narzucono przekonanie, jakoby była ona
państwem wolnym i niepodległym.
Ta wiara, zaszczepiana kolejnym pokoleniom, jako dogmat historyczny,
ma wymiar gigantycznego, antypolskiego kłamstwa i jest mitem
sankcjonującym sukcesję PRL.
W rzeczywistości bowiem, to komuniści i ich spadkobiercy stworzyli
groźną hybrydę niby-państwowości i obrócili w ruinę nasze
marzenia o Niepodległej.
***
Wielu historyków podkreślało, że przygotowania do inscenizacji
„okrągłego stołu” trwały co najmniej od połowy lat 80. W
zakres tych przygotowań wpisują się m.in. konkretne decyzje i
działania, by wymienić tylko niektóre po stronie „opozycji
demokratycznej”: ustalenia J.Kuronia i L.Wałesy z ludźmi SB (tu:
rozmowy Kuronia z mjr. Lesiakiem i płk Królem z roku 1985,
prowadzone w konwencji „negocjacji politycznych”), wystąpienie
luminarzy „opozycji demokratycznej” z października 1986 o
zniesienie przez USA sankcji gospodarczych wobec PRL, projekt „paktu
antykryzysowego” Geremka z grudnia 1987 i list Geremka z roku 1988,
adresowany do Gorbaczowa (pod uwagę George’a Sorosa), wizyty
Michnika w Moskwie i wiele innych.
Logikę tych działań, można sprowadzić do refleksji, jaką
A.Michnik zawarł w wydanej w roku 1985 książce "Takie
czasy"(pisanej w warunkach więziennych). Znalazła się tam
propozycja kompromisu z rządem PRL i Moskwą: "Solidarność
powinna odrzucić filozofie "wszystko albo nic". [...] Dla
komunistów może to być droga do uzyskania legitymacji, dla nas zaś
droga do godziwego życia”.
Wiedza, jaką posiadamy dziś na temat kontaktów owej „opozycji
demokratycznej” z namiestnikami Moskwy, pozwala utrzymywać, że
proces „transformacji ustrojowej” został precyzyjnie zaplanowany
i obejmował szereg wielowątkowych gier operacyjnych, rozpisanych na
poszczególne postaci i środowiska.
Wyraźnie widać to po decyzjach związanych z realizacją
długofalowej strategii komunistycznej.
Początek tego procesu wyznacza decyzja z roku 1981 - o powierzeniu
nadzoru nad ministerstwem spraw wewnętrznych Czesławowi Kiszczakowi
– oficerowi Informacji Wojskowej, szefowi WSW i II Zarządu Sztabu
Generalnego. Człowiekowi Moskwy – najwierniejszemu z wiernych.
Z pewnością, ta nominacja niosła zapowiedź siłowej rozprawy z
„Solidarnością”, ale jej głębszy sens wynikał z realizacji
planu sowieckiego.
Zadanie Kiszczaka polegało bowiem na skonsolidowaniu wszystkich –
wojskowych i cywilnych formacji policji politycznej PRL do walki ze
społeczeństwem oraz na rozbudowie sieci agenturalnej. Jeszcze jako
szef służb wojskowych, w listopadzie 1980 r. Kiszczak wydał
"Wytyczne do planowania działalności WSW na rok 1981",
w których nakazał rozbudowę agentury, zarówno w objętych
kontrolą WSW jednostkach, wśród żołnierzy i ich rodzin, ale też
w obiektach i zakładach przemysłowych.
Według koncepcji przedstawionej przez Golicyna w książce „Nowe
kłamstwa w miejsce starych, komunistyczna strategia podstępu i
dezinformacji”, ścisła integracja służb oraz rozbudowa
sieci agenturalnej, wytyczały pierwszy etap przygotowań do
„transformacji ustrojowej”. W myśl strategii sowieckiej tylko
skonsolidowane, „odnowione” służby policyjne, były zdolne
podjąć zadanie praktycznej realizacji planów związanych z
„pierestrojką” oraz „polskiego eksperymentu” - „drogi do
demokracji”.
Od roku 1981 r. wzrost liczebności tajnych współpracowników miał
charakter wręcz lawinowy i sięgał blisko 30 proc. rocznie.
Dynamika wzrostu z początku lat 80- tych, była porównywalna z
pierwszą połową lat 50 -tych ubiegłego wieku. Znamienny był
najszybszy wzrost liczby tajnych współpracowników w roku 1982 oraz
po zniesieniu stanu wojennego.
W rekordowym, 1984 r. liczba pozyskanych tajnych współpracowników
w całym kraju (18 756) była ponad trzykrotnie większa niż liczba
wyeliminowanych (5442). Gwałtowny wzrost agentury nie wynikał
wyłącznie z poczucia zagrożenia władz komunistycznych przez
konspiracyjne struktury „Solidarności”, ale z celowej polityki
kierownictwa resortu spraw wewnętrznych.
Kiszczak forsował rozwój sieci agenturalnej, jako podstawowej
metody kontroli społeczeństwa. Liczba spraw operacyjnych pod koniec
1984 r. osiągnęła poziom 24 343, tj. zbliżony do stanu z roku
1956 (24 170). W latach 1986–1988 odnotowano dalszy, choć już
słabszy wzrost ogólnej liczby TW w pionach operacyjnych SB. Według
dostępnych danych cząstkowych oraz wykonanych na ich podstawie
szacunków, najwyższy w historii PRL wzrost liczebności tajnych
współpracowników nastąpił pod koniec 1988 r., gdy ich liczba
sięgnęła niemal 100 tys.