Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na zdradę o świcie i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu niezastąpionych. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawlak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pawlak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2010

WYKONAWCY DYREKTYW PUTINA

W pracy doktorskiej płk KGB Władymira Putina, złożonej na wydziale ekonomii petersburskiego Instytutu Górnictwa w 1997 roku, można znaleźć pomysły na wykorzystanie zasobów surowcowych Rosji w celu wzmocnienia jej pozycji strategicznej, głównie dzięki częściowej nacjonalizacji handlu ropą naftową i gazem. Po objęciu najwyższego urzędu w Rosji, prezydent - Putin konsekwentnie dążył do praktycznej realizacji swoich projektów i uczynienia z rosyjskiej ropy i gazu broni równie skutecznej, jaką w czasach Związku Sowieckiego były czołgi i rakiety Czerwonej Armii. Jako reprezentant środowiska „siłowników” – sprawujących na Kremlu rzeczywistą władzę, Putin miał uczynić z zasobów surowcowych środek służący utrwaleniu dotychczasowej strefy wpływów oraz odzyskaniu przez Rosję realnej mocarstwowej pozycji.

Zgodnie z tą strategią – kontrakt i inwestycja gazowa jest zawsze elementem ekspansyjnej polityki zagranicznej Rosji , a kwestie ekonomiczne zdają się spełniać rolę drugorzędną. Projekt Gazociągu Północnego, nazwany ekonomicznym paktem Ribbentrop - Mołotow w pełni potwierdza tę regułę.

Gdy zatem polski premier, we wrześniu ubiegłego roku stwierdził na wspólnej konferencji prasowej z Putinem, że „gaz w relacjach polsko-rosyjskich nie może być i nie powinien być przedmiotem polityki, a wyłącznie dobrze pojętego wspólnego interesu” – trudno o dobitniej rażący przykład politycznej ignorancji i życzeń bez pokrycia. Tym bardziej, że w tym samym dniu Putin postawił przed polskim rządem ultimatum, od którego spełnienia uzależnił podpisanie długoterminowej umowy gazowej. Padają wówczas słowa :„W swoim czasie wybudowaliśmy system gazociągów przez Polskę i w porozumieniach międzyrządowych napisane jest, że własność tego systemu musi być podzielona między polską a rosyjską firmą 50 do 50 proc., a tu nagle się okazało, że fizyczna osoba z polskiej strony ma 4 proc., chociaż praktycznie w 100 proc. Gazprom finansował cały ten projekt”.

Nikt nie ośmiela się prostować kłamstw o finansowaniu całego projektu przez Gazprom, nikt też nie zwraca uwagi, że dyrektywa pułkownika KGB jest sprzeczna z polskim prawem i prowadzi do przejęcia przez Rosję kontroli nad strategiczną spółką paliwową. Dyktat Putina jest konsekwencją nakazu wydanego rosyjskiemu Gazpromowi w roku 2005. To wówczas prezydent Rosji polecił, by nowa strategia eksportowa Gazpromu zmierzała do przejmowania przez koncern udziałów w firmach gazowniczych i elektroenergetycznych w zamian za przedłużenie kontraktów na dostawy gazu. W zgodzie z tą strategią na początku 2009 roku Gazprom wymusił od rządu Donalda Tuska renegocjację umowy rządowej Polski i Rosji z 1993 r. Warto zwrócić uwagę, że w lipcu 2009 roku rząd rosyjski postanowił, że nie podniesienie podatków od Gazpromu, które w latach 2010-12 miały przynieść budżetowi 1,5 do 2 mld dolarów rocznie. A ponieważ dodatkowe dochody już zapisano w budżecie Rosji, Gazprom zapowiedział, że zapewni je rządowi, zwiększając eksport gazu i podnosząc jego ceny dla niektórych zagranicznych odbiorców. Jest bardzo prawdopodobne, że negocjacje z Polską rosyjski koncern wykorzystał właśnie do zwiększenia dochodów obiecanych swojemu państwu.

Jak tego dokonano?

Słowa Putina z września ub.r. wyrażały wolę, by rurociąg jamalski należał odtąd do Gazpromu i PGNiG, a spółka Gas Trading (w której 36% akcji miał Gudzowaty) zniknęła z akcjonariatu EuRoPol Gazu – firmy zarządzającej polskim odcinkiem rurociągu. Do tej pory struktura własności EuRoPol Gaz wyglądała następująco: Gazprom – 48 %., PGNiG razem z Gaz Trading – 52 %, co miało dawać gwarancję, że spółka będzie reprezentować polskie interesy. Dotychczas też, jeśli zarząd EuRoPol Gazu nie podjął decyzji zwykłą większością głosów, o wyniku głosowania rozstrzygał prezes nominowany przez PGNiG. W myśl dyrektywy Putina – 50/50 - kluczowe decyzje mają odtąd zapadać na zasadzie jednomyślności, co faktycznie umożliwi Rosjanom forsowanie własnego stanowiska. Dotyczy to zwłaszcza kwestii wysokości opłat za transport gazu. Rosjanie domagają się bowiem, by opłaty były jak najniższe, i kwestionując taryfy zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, już od czterech lat nie uiszczają w pełni rachunków za usługi EuRoPol Gazu ustalanych według polskich taryf. Dług Gazpromu z tego tytułu wynosi 410 milionów dolarów, czyli ponad 1,2 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się 350 mln dolarów, których domagamy się od Rosjan z tytułu tranzytu w latach 2006 – 2009, oraz 60 mln dolarów z tytułu odszkodowania za gaz nie dostarczony w 2009 roku. Jest zatem oczywiste, że wykluczenie firmy Gas Trading z akcjonariatu EuRoPol Gazu nie powinno leżeć w interesie Polski, a przyjęcie dyrektywy Putina skazuje nas de facto na dyktat Gazpromu i pełne uzależnienie w kwestii cen za dostawy gazu. 26 października 2009 r. ulimatum Putina powtórzył wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew. Poinformował również, że dzień wcześniej odbyły się negocjacje ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z ministrem energetyki Rosji Siergiejem Szmatko, podczas których uzgodniono już, że PGNiG i Gazprom będą miały po 50 proc. akcji EuRoPol Gazu. Teraz - obie spółki otrzymały zadanie ustalenia szczegółów nowego podziału akcji – czyli pozbycia się udziałów Gudzowatego. Już wówczas stało się oczywiste, że rząd Tuska bez najmniejszych zastrzeżeń przyjął dyrektywę Putina i (wbrew interesom polskiej spółki) dąży do jej realizacji.

Wcześniej, należało jednak usunąć dwie istotne przeszkody. Pierwszą, okazał się sam Gudzowaty, zapowiadając, że nie da się wyrzucić z EuRoPol Gazu. Drugą – postawa prezesa spółki EuRoPol Gaz i kilku członków zarządu, którzy odmawiali ustępstw na rzecz Gazpromu, a przede wszystkim nie chcieli słyszeć o umorzeniu ogromnego długu rosyjskiego koncernu. W piśmie prezesa Kwiatkowskiego do ministra Grada pada nawet ostrzeżenie, że pójście na kompromis z Gazpromem oznacza złamanie polskiego prawa. Co w tej sytuacji robi rząd Donalda Tuska?

Oto jeszcze 11 grudnia wicepremier Pawlak twierdzi, że „umowa gazowa z Rosjanami jest "zbalansowana i zabezpiecza interesy obu stron”. Okazuje się jednak, że w umowie zawarto zapis o „uregulowaniu wszystkich kwestii spornych”, którego podpisanie mogłoby narazić członków rządu na zarzut potwierdzenia nieprawdy. Nadal bowiem, z powodu oporu zarządu EuRoPol Gazu nierozstrzygnięta pozostaje sprawa rosyjskiego długu. By umorzyć zadłużenie i umożliwić Rosjanom przejęcie nadzoru nad EuRoPol Gazem, trzeba dokonać zmian w zarządzie spółki. To zaś wymaga czasu. Pawlak stosuje zatem medialny manewr i informuje, jakoby do podpisania kontraktu nie doszło z winy urzędników kancelarii premiera, nazywając ich działania sabotażem. „Doszło do sabotażu, odpowiedzialne za niego osoby zostały już usunięte, teraz zajmie się nimi prokurator - grzmi Pawlak 18 grudnia 2009 roku Pawlak stwierdza, że „wynegocjowane już międzyrządowe porozumienie w sprawie dostaw gazu z Rosji do Polski nie trafi na posiedzenie rządu, zanim nie będzie wiążących uzgodnień między firmami - PGNiG i Gazpromem”. Ta mistyfikacja z uzgodnieniami na poziomie firm, ma na celu odsunięcie od rządu podejrzeń, iż wyraził zgodę na rosyjskie ultimatum. Faktycznie – każda decyzja PGNiG wyraża polityczną wolę polskiego rządu, ponieważ to Skarb Państwa jest właścicielem spółki i posiada w niej 84,75% akcji.

Jednocześnie, Waldemar Pawlak przedstawia jako własną propozycję rozwiązania kwestii rosyjskiego zadłużenia. Zakłada ona, że Gazprom obniży nam o 1 proc. cenę za przyszłe dostawy gazu, a tym samym będzie spłacał dług wobec Polski. Wypowiedź Pawlaka zostaje natychmiast podchwycona przez prasę rosyjską i już następnego dnia dziennik „RBK-daily" partner niemieckiego "Handelblatt" informuje, że Polska gotowa jest umorzyć dług Gazpromu. Cytowani przez "RBK-daily" eksperci obliczyli, że 1 proc. zniżki dla strony polskiej może kosztować Gazprom około 15 mln dolarów. Oznacza to, że całość długu rosyjskiego koncernu wobec Polski (zakładając stabilność cen i nie naliczanie odsetek) zostałby spłacona w czasie najbliższych... 27 lat.

Teraz, pozostaje jedynie dokonać formalnego przejęcia przez Rosjan spółki EuRoPol Gaz i przyjąć „biznesową” propozycję wicepremiera. W tym celu 19 stycznia 2010 r zwołano posiedzenie rady nadzorczej spółki, podczas którego, za sprawą głównych udziałowców – PGNiG i Gazpromu (czyli de facto rządów Polski i Rosji) – dokonano rewolucji kadrowej w zarządzie spółki. W czynnościach prezesa zarządu zawieszono Michała Kwiatkowskiego i dwóch jego zastępców Jurija Kałużskiego i Jerzego Tabakę – przeciwnych ustępstwom na rzecz Gazpromu, a w ich miejsce powołano do zarządu Michała Szubskiego ( szefa PGNiG) który będzie odtąd pełnił obowiązki prezesa, Aleksandra I. Miedwiediewa (szefa Gazpromu), jako wiceprezesa oraz Mirosława Dobruta, jako członka zarządu. Ten skład szefostwa EuRoPol Gaz ma gwarantować, że odtąd spółka będzie działać w „duchu porozumienia międzynarodowego” – jak głosi oficjalny komunikat. Pada również zapowiedź wszczęcia procedury sądowego pozbawienia Aleksandra Gudzowatego udziałów w Gas Trading.

Od tej chwili – nic już nie stoi na przeszkodzie, by podpisać kontrakt gazowy na warunkach wyznaczonych dyrektywą płk Putina. Oznacza to: zwiększenie dostaw rosyjskiego gazu do ilości 11 mld m3 w latach 2010 – 2037, wydłużenie okresu obowiązywania kontraktu na usługę przesyłu gazu gazociągiem jamalskim z 2019 r. do 2045 roku, zgodę na 1% upust cenowy, mający rzekomo rekompensować rosyjskie zadłużenie wobec Polski, podział akcjonariatu EuRoPol Gazu pomiędzy PGNiG i Gazprom według zasady 50/50, zarządzanie EuRoPol Gazem na zasadzie jednomyślności podejmowania uchwał, rezygnację strony polskiej z uprzywilejowanego głosu prezesa zarządu oraz przewodniczącego rady nadzorczej.

Wspólny komunikat Gazpromu, PGNiG i „odzyskanego” przez Rosjan EuRoPol Gazu z 27 stycznia br. potwierdza, że rząd Donalda Tuska skapitulował wobec wszystkich żądań Putina i przyjął w/w warunki. W komunikacie mówi się wyraźnie, że „zostały rozwiązane problemy przesyłu gazu, należącego do ОАО Gazprom, przez terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i działalności spółki EuRoPol Gaz SA Strony uważają za uregulowane rozbieżności odnośnie opłaty stawki tranzytowej za przesył gazu rosyjskiego przez terytorium Polski w latach 2006-2009.” Pozostaje – w propagandowej atmosferze „sukcesu polskich negocjatorów” podpisać umowę na poziomie międzyrządowym – co najprawdopodobniej wkrótce nastąpi.

Nadal nie posiadamy żadnych informacji o szczegółach kontraktu, zawartości ewentualnych załączników (zawsze obecnych w tego typu umowach), a przede wszystkim o kosztach, jakie polskie społeczeństwo – w związku z wykonaniem przez rząd dyrektywy Putina - będzie ponosić przez najbliższe 27 lat. Minister gospodarki Waldemar Pawlak zignorował pytania Rzecznika Praw Obywatelskich, zadane w tej sprawie w imieniu obywateli. Tchórzliwie przemilczał również moje pytania, przedstawione w kilku tekstach i zadane wicepremierowi na „Waldemar Pawlak blog” – mimo, iż złożył publiczną obietnicę, że odpowiedzi udzieli. Milczenie tego rządu - który nawet porażki próbował przerabiać na sukces, musi świadczyć, że mamy do czynienia ze sprawą, przy której tzw. afera hazardowa wydaje się niewinnym występkiem.

Tekst został opublikowany w nr. 5(862)/2010 Gazety Polskiej

sobota, 30 stycznia 2010

NIEME KINO WALDEMARA PAWLAKA

Do bólu poukładany, przywiązany do szczegółu. Planuje kolejne posunięcia z matematyczną precyzją - lecz w emocjonalnej pustce. Ma problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Brakuje mu empatii i życzliwości. Samorządowiec Wojciech Celiński wspomina, jak przed laty szukał u Pawlaka pomocy w rozkręceniu spółdzielni producentów mleka na ziemi płockiej: - W trakcie rozmowy bez słowa odwrócił się i odszedł. Dowiedziałem się, że zawsze tak reaguje, gdy nie jest zainteresowany rozmówcą” – pisał o Waldemarze Pawlaku Rafał Kalukin z „Gazety Wyborczej”.

To zachowanie, wiele tłumaczyłoby z obecnej postawy wicepremiera. Przyjmijmy zatem, że to brak zainteresowania rozmówcą sprawia, iż Pawlak nie ma zamiaru podzielić się z nami wiedzą na temat negocjacji kontraktu gazowego z Rosją i odpowiedzieć na zadane pytania. Podobnie zresztą, pan wicepremier potraktował natarczywość Rzecznika Praw Obywatelskich, który – w imieniu obywateli - ośmielił się zadać pytania na ten sam temat.

Wyjaśnienia dla tej postawy można również szukać w powiedzeniu Pawlaka - „A co mi zrobią? – którym zwykł zbywać groźby nałożenia regulaminowych kar, gdy po przegranych przez PSL wyborach 1997 roku był posłem, szczycącym się rekordem nieobecności i lekceważeniem poselskich powinności.

Jest jeszcze inne wyjaśnienie uporczywego milczenia wicepremiera, w sprawie rozmów z Moskwą. Rzecz dotyczy wszakże ogromnych pieniędzy i wieloletnich, finansowych zobowiązań – a to, temat umiarkowanie interesujący dla pana wicepremiera.

Może zachowuję się marzycielsko, ale w polityce liczy się duch, idea, pomysł, a nie tylko kasa. Nie samą kasą żyje człowiek.” – poinformował nas przed kilkoma miesiącami, gdy decyzją urzędu skarbowego zajęto konta PSL.

Być może, wyznanie to koliduje z wiedzą, jaką mamy o tej postaci, a nawet z opinią samego premiera Tuska, bowiem w ocenie współpracowników premiera - „Donald lubi Pawlaka słuchać. Uważa, że bije od niego chłopska racjonalność”. To jednak, że pan Pawlak jest racjonalnym idealistą, wydaje się do pogodzenia w tak bogatej i złożonej naturze – jaką prezentuje nam wicepremier rządu.

Do określeń, poszerzających naszą wiedzę o Pawlaku warto jeszcze dodać uwagę Aleksandra Kwaśniewskiego, który dawno temu mianem „niemego kina” określił styl rządzenia pana wicepremiera.

Trafność tego określenia jest wyjątkowo dobrze widoczna w sprawie negocjacji kontraktu gazowego, – gdzie staliśmy się obserwatorami gry aktorskiej, nic jednak nie usłyszeliśmy z kwestii wypowiadanych przez głównych bohaterów. To, co do nas dociera - teksty oficjalnych oświadczeń i komunikatów, są niczym napisy pod niemym filmem. Odpowiadają scenariuszowi , ale nie informują o faktycznym przebiegu akcji, ani o tym, co aktorzy mówią na planie. A skoro widzimy obraz, który niekoniecznie musi odpowiadać prawdzie – pojmowanej jako zgodność rzeczywistości z intelektem – chcielibyśmy przerwać spektakl „niemego kina” i usłyszeć autentyczne „taśmy dźwiękowe”.

Tym bardziej, że sprawa bezpieczeństwa energetycznego i dostępu do źródeł energii, powinna w oczywisty sposób leżeć w kręgu zainteresowań każdego, kto korzysta z takich źródeł i jest podatnikiem III RP. Chodzi przecież o nasze pieniądze – przeznaczane na realizację tego kontraktu, ale też o pieniądze i przyszłość następnego pokolenia Polaków – którym przyjdzie płacić za ustalenia obecnego rządu.

Mamy prawo obawiać się, czy to bezpieczeństwo zostało nam zapewnione i mamy prawo pytać – w jaki sposób, wynajęci przez społeczeństwo ludzie rozdysponowali nasze pieniądze.

To bowiem, co do tej pory w negocjacjach z Rosją zaprezentował obecny rząd i osobiście - wicepremier Pawlak, przypomina stan notorycznej kapitulacji i musi rodzić obawy, czy na najbliższe 27 lat należycie zabezpieczono nasze interesy. Obawa jest tym mocniej uzasadniona, że spektakl „niemego kina” pana Pawlaka, wydaje się wynikać nie z troski o bezpieczeństwo państwowych tajemnic, a w związku z zapewnieniem sobie i swojemu ugrupowaniu medialnego alibi, na wypadek ujawnienia kulisów rosyjsko – polskich negocjacji. Jest w tym zachowaniu pewna logiczna i historyczna ciągłość – jeśli pamięta się, że ten sam Waldemar Pawlak 18 lutego 1995 r., będąc (ustępującym już) premierem Polski, zawarł z premierem Rosji Czernomyrdinem (byłym prezesem Gazpromu) porozumienie w sprawie gazociągu jamalskiego. Był to akt kontynuacji pierwszego porozumienia polsko-rosyjskiego w tej sprawie, zawartego 25 sierpnia 1993 r. Dokładnie w pół roku później, 18 sierpnia 1995 r., drugie porozumienie (to podpisane przez premiera Pawlaka) zostało zatwierdzone przez kolejnego premiera Józefa Oleksego, a jego następca - Włodzimierz Cimoszewicz, zawarł z Rosjanami 25 września 1996 r. już ostateczną umowę.

Spójrzmy zatem na fakty, związane ze „strategią” wicepremiera.

W maju 2009 roku Pawlak deklaruje:

Kiedy na początku roku zaczynały się rozmowy, wiceminister Joanna Strzelec-Łobodzińska poprosiła naszych partnerów z Rosji, aby położyli na stół wszystkie sprawy do dyskusji. Bo w tych negocjacjach ciągle pojawiają się nowe tematy. [...] Zależy nam na tym, by nie być zakładnikiem takiej sytuacji, że jak już coś uzgodnimy, to pojawiają się nowe propozycje i oczekiwania na dalsze ustępstwa”.

2 września 2009 r. podczas pobytu w Polsce premier Rosji Putin mówi na konferencji prasowej: „W swoim czasie wybudowaliśmy system gazociągów przez Polskę i w porozumieniach międzyrządowych napisane jest, że własność tego systemu musi być podzielona między polską a rosyjską firmą 50 do 50 proc., a tu nagle się okazało, że fizyczna osoba z polskiej strony ma 4 proc., chociaż praktycznie w 100 proc. Gazprom finansował cały ten projekt. Nie chcę tutaj nikogo winić i myślę, że po prostu trzeba spojrzeć na korupcyjność tej decyzji”.

Co robi polski rząd i jego wicepremier wobec żądania gen. Putina, by rurociąg jamalski należał odtąd do Gazpromu i PGNiG, a Gas Trading zniknął z akcjonariatu EuRoPol Gazu?

26 października 2009 r. propozycję zmian w strukturze EuRoPol Gazu przedstawił w formie ulimatum wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew. Poinformował również, że dzień wcześniej odbyły się negocjacje ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z ministrem energetyki Rosji Siergiejem Szmatko, podczas których uzgodniono, że PGNiG i Gazprom będą miały po 50 proc. akcji EuRoPol Gazu. Obie spółki otrzymały zadanie ustalenia szczegółów nowego podziału akcji – czyli pozbycia Aleksandra Gudzowatego, który w spółce Gas-Trading ma 36 proc. akcji. Na przeszkodzie szybkiego „załatwienia” problemu staje sam Gudzowaty, nie godząc się na odsprzedanie akcji.

W tej sytuacji 4 grudnia br. wicepremier Pawlak przyznaje, że „przyczyną opóźnienia porozumienia w polsko-rosyjskich negocjacjach dotyczących kontraktu gazowego jest rozszerzenie zakresu rozmów przez stronę rosyjską; w tej sytuacji także strona polska może wprowadzić do rozmów nowe propozycje”. Nigdy nie usłyszeliśmy – jakie to nowe propozycje – korzystne dla Polski przedłożył wicepremier Rosjanom. Dowiedzieliśmy się natomiast, że „Jeżeli ze strony rosyjskiej jest propozycja rozmów na temat przeszłych rozliczeń, to z naszej strony przedstawimy propozycję dotyczącą przyszłych rozliczeń, żeby w sposób zbalansowany szukać porozumienia, które byłoby korzystne dla obu stron”.

By nikt się nie domyślał – o jakie „zbalansowanie” chodzi, pan Pawlak odpalił medialną zasłonę w postaci informacji, że to najbliższe otoczenie premiera Tuska odpowiada za fiasko kontraktu gazowego i nazwania działania urzędników premiera sabotażem. „Doszło do sabotażu, odpowiedzialne za niego osoby zostały już usunięte, teraz zajmie się nimi prokurator - grzmiał Pawlak Kolejnym wybiegiem stało się twierdzenie Pawlaka, iż „wynegocjowane już międzyrządowe porozumienie w sprawie dostaw gazu z Rosji do Polski nie trafi na posiedzenie rządu, zanim nie będzie wiążących uzgodnień między firmami - PGNiG i Gazpromem”. Mistyfikacja z rozwiązywaniem spraw spornych na poziomie obu firm polega na tym, iż głównym udziałowcem spółki PGNiG jest Skarb Państwa, który od kwietnia 2009 roku posiadał 84,75% akcji spółki. To zatem, co uzgodni zarząd PGNiG zależy wyłącznie od stanowiska polskiego rządu – co oznacza, że rzekome kwestie biznesowe są przede wszystkim sprawą politycznych decyzji podejmowanych przez rząd.

Dziś już wiemy, że rzeczywistym powodem odstąpienia od podpisania kontraktu, była kwestia należności Gazpromu za tranzyt gazu przez polski odcinek rurociągu Jamał-Europa,. Od czterech lat Gazprom kwestionował wysokość taryf EuRoPol Gazu, które zatwierdzano zgodnie z polskim prawem. Rosjanie nie płacili w całości rachunków za tranzyt rosyjskiego gazu do Niemiec , a nawet doprowadzili do unieważnienia przez sądy taryf EuRoPol Gazu z kilku lat. W efekcie dług Gazpromu wobec polskiej firmy wzrósł do 410 milionów dolarów, czyli ponad 1,2 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się 350 mln dolarów, których domagamy się od Rosjan z tytułu tranzytu w latach 2006 – 2009, oraz 60 mln dolarów z tytułu odszkodowania za gaz nie dostarczony w 2009 roku. W tej sprawie pod koniec 2008 roku zapadł w Moskwie wyrok Najwyższego Sądu Handlowego Federacji Rosyjskiej, oddalający kasację Gazpromu od wyroku sądu arbitrażowego w Moskwie. Na mocy wyroku Gazprom Eksport ma zapłacić EuRoPol Gazowi 23,3 mln dol. "podstawowego długu", 1,88 mln dol. "oprocentowania za korzystanie z cudzych pieniędzy" oraz 43,4 tys. dol. kosztów postępowania arbitrażowego.

Prezes EuRoPol Gazu Michał Kwiatkowski domagał się od Gazpromu spłaty całego długu i nie chciał słyszeć o jego umorzeniu. W piśmie, jakie w tej sprawie Kwiatkowski miał wystosować do ministra Skarbu Państwa znalazło się również ostrzeżenie, że pójście na kompromis z Gazpromem oznaczała złamanie polskiego prawa.

Drugim, faktycznym powodem przeciągania negocjacji przez Gazprom była niewykonalność (wobec sprzeciwu Gudzowatego) dyrektywy generała Putina o 50 procentowym podziale głosów w EuRoPol Gazie. Takiemu rozwiązaniu, również sprzeciwiał się Kwiatkowski.

Jak zachowuje się w tej sytuacji polski rząd?

Oto na 19 stycznia br. zwołuje się posiedzenie rady nadzorczej spółki EuRoPol Gaz, podczas którego - za sprawą głównych udziałowców – PGNiG i Gazpromu dokonuje się rewolucji kadrowej w zarządzie spółki. Na trzy miesiące zawieszono w czynnościach prezesa Michała Kwiatkowskiego i dwóch jego zastępców Jurija Kałużskiego i Jerzego Tabakę – czyli tych, którzy sprzeciwiali się umorzeniu rosyjskiego długu i przejęciu przez Gazprom rządów w EuRoPol Gazie. W miejsce odwołanych osób, rada nadzorcza oddelegowała tymczasowo do zarządu spółki: Michała Szubskiego ( szefa PGNiG ) który będzie pełnił odtąd obowiązki prezesa, Aleksandra Miedwiediewa (szefa Gazpromu), który będzie pełnił obowiązki wiceprezesa Zarządu i Mirosława Dobruta, jako członka Zarządu. Ten skład zarządu firmy gwarantuje, że będzie działać w „duchu porozumienia międzynarodowego” – czyli reprezentować w interesach rosyjski punkt widzenia.

Jednocześnie wicepremier Pawlak przedstawia własną propozycję rozwiązania sprawy zadłużenia Gazpromu. Dowiadujemy się, że w obecnej sytuacji warto się zastanowić, czy wraz z dyskusją o zaległych kwotach nie porozmawiać o przyszłych rozliczeniach. Może, odpuszczając w jednym miejscu, moglibyśmy zyskać np. obniżkę ceny za przyszłe dostawy gazu. Nawet gdyby to była obniżka tylko o 1 proc., to przedkłada się na miliony dolarów, tym samym uzyskalibyśmy wyrównanie starych zaległości z lat 2006 – 2008.”

Mowa jest zatem o „rozłożeniu na raty” rosyjskiego długu. Biorąc pod uwagę jego realną wysokość chodzi o „raty” na okres co najmniej 27 lat. Nigdy nie usłyszeliśmy – ile, zdaniem polskiego rządu wynosi dług Gazpromu, ani w jaki sposób zamierza się go wyegzekwować?

Faktem jest natomiast, że od chwili podporządkowania Rosjanom spółki EuRoPol Gaz i fascynującej propozycji polskiego wicepremiera sprawa negocjacji kontraktu rusza z miejsca i 28 stycznia otrzymaliśmy wiadomość, iż „w wyniku negocjacji podpisano porozumienie trójstronne, gwarantujące długoterminową, korzystną dla wszystkich stron współpracę w sferze gazu

Nad treścią porozumienia zaciągnięto szczelną zasłonę tajemnicy. To jednak, co mogliśmy przeczytać w „niemym kinie” musi zdumiewać i napawać obawą. Dokument porozumienia przewiduje bowiem przedłużenie kontraktu na dostawę gazu ziemnego z Federacji Rosyjskiej do Polski do 2037 r., a także możliwość zwiększenia wolumenu dostaw gazu do Polski w myśl obowiązującego kontraktu od 2010 r. zgodnie z popytem na rynku polskim, maksymalnie do poziomu 10,2 mld m sześciennych rocznie oraz przedłużenie kontraktu na przesył gazu przez terytorium Rzeczpospolitej Polskiej gazociągiem Jamalskim do krajów Europy Zachodniej do 2045 r. na dotychczasowych warunkach.

Wolno się zatem domyślać, że „dotychczasowe warunki” oznaczają, iż Gazprom będzie płacił za tranzyt gazu przez Polskę według stawek zaniżonych i sprzecznych z polskim prawem – czyli tak jak płacił dotychczas .

Dalej czytamy, iż w porozumieniu „zostały rozwiązane problemy przesyłu gazu, należącego do ОАО Gazprom, przez terytorium Rzeczpospolitej Polskiej i działalności spółki EuRoPol Gaz S.A. Strony uważają za uregulowane rozbieżności odnośnie opłaty stawki tranzytowej za przesył gazu rosyjskiego przez terytorium Polski w latach 2006-2009.”.

Co oznacza zwrot o uznaniu za „uregulowane rozbieżności odnośnie opłaty stawki tranzytowej” i w jaki sposób Gazprom ma zapłacić Polsce ogromny, wielomilionowy dług?

Kilka godzin później dowiedzieliśmy się, że Gazprom nie spłaci tych zaległości, ale w zamian PGNiG dostanie upust w cenie gazu – czyli całość długu (bez aktualnych odsetek) będzie spłacana przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Co ciekawe – dzisiejszy dziennik "Wiedomosti" - źródło zbliżone do Gazpromu zaprzeczyło, jakoby rosyjski koncern przyznał Polsce upust cenowy przy zakupie gazu w zamian za darowanie długów wobec EuRoPol Gazu za tranzyt gazowego paliwa z Rosji przez terytorium Polski. Według rozmówcy rosyjskiej gazety, przyjęto w tej sprawie „nową formułę cenową".

Natomiast gazeta „Kommiersant”, powołując się na źródło "znające sytuację" twierdzi, że Gazprom nie będzie musiał płacić długu za lata 2006-09 na kwotę 340 mln dolarów oraz podaje także, iż Gazprom przyjął żądanie strony polskiej dotyczące opłaty za tranzyt w 2010 roku - wyniesie ona 2,1 USD. Dziennik utrzymuje, że taka kwota widnieje w podpisanym w środę porozumieniu. Cytowany przez dziennik analityk Aleksandr Nazarow ocenia, że "dług Gazpromu został umorzony w zamian za równoznaczne ustępstwa wobec Polski".

Inny przytoczony przez "Kommiersanta" analityk, Awgan Mikaeljan uznał, że "dyskontowa formuła (cenowa) na dodatkowy gaz jest udanym rozwiązaniem dla Gazpromu i dobrym sposobem motywowania, gdyż koncern jest zainteresowany zwiększeniem wolumenów zużycia".

Nie ma potrzeby powtarzania wszystkich zarzutów, jakie w związku z tym kontraktem formułowała część prasy, opozycja czy Kancelaria Prezydenta RP. Mówi się o: utrwaleniu monopolu Rosjan, ograniczeniu konkurencji, nadpodaży gazu i tworzeniu sztucznego popytu, zagrożeniu dla PGNiG, które obciążone 28 letnim kontraktem za kilka lat może wpaść w ogromne kłopoty finansowe i ogłosić upadłość spółki, a wreszcie – o oddaniu Gazpromowi kontroli nad strategiczną dla bezpieczeństwa państwa spółką EuRoPol Gaz i faktycznej rezygnacji z dochodzenia od Rosjan spłaty zadłużenia.

Przebieg zdarzeń – który starałem się przedstawić - zdaje się w pełni potwierdzać zarzuty dotyczące współudziału obecnego rządu w procesie przejęcia przez Rosjan kontroli nad strategiczną spółką oraz świadczyć, że wicepremier tego rządu zrobił wszystko, by umorzyć dług Gazpromu.

Rzeczą bezsprzeczną jest również fakt, że polskie społeczeństwo - czyli ci, którzy będą ponosić koszty negocjacji pana Pawlaka, nadal jest uczestnikiem spektaklu „niemego kina” i nie wie nic o warunkach umowy z Rosją. Większość mediów - choć przedstawia sprawę umowy gazowej jako sukces, nie potrafi przekazać żadnego konkretu, ani ocenić rzeczywistych konsekwencji kontraktu. Sprzeczne sygnały w tej sprawie wzmagają jedynie poczucie chaosu i rodzą coraz poważniejsze podejrzenia.

Skąd zatem mamy uzyskać tę wiedzę? Jeszcze w listopadzie wicepremier Pawlak deklarował:

"Jeżeli coś więcej jeszcze potrzeba - poza tym co jest publicznie znane, to bardzo chętnie to panu prezydentowi i jego urzędnikom objaśnię. Nie ma żadnych tajemnic w tym zakresie, wszystkie główne parametry są znane publicznie, nie ma żadnych dodatkowych ustaleń”.

Czy również dziś gotów jest prezydentowi i jego urzędnikom objaśnić szczegóły zawartego kontraktu?

Twierdził też wówczas, że w nowej umowie z Rosją nie ma zmiany formuły cenowej na dostawy rosyjskiego gazu, a wielkość dostaw jest dostosowana do potrzeb naszego kraju. "Jeżeli chodzi o taryfę, to jest ona na takim poziomie, który zapewnia pozytywną rentowność netto, a więc nie ma tutaj żadnego ryzyka dla spółki PGNiG" - zapewniał.

Czy dziś potrafiłby potwierdzić te zapewnienia?

Sam wicepremier twierdzi o sobie, że jest człowiekiem odważnym. „Ja się niczego nie boję. Działania, które prowadzę, są transparentne” – powiedział przed kilkoma miesiącami, w odpowiedzi na zarzuty o nepotyzmie i stworzonym wokół siebie układzie towarzysko – biznesowym.

Czekamy zatem, by pan Pawlak zszedł z ekranu „niemego kina”, przestał stroić w nienależne mu immunitety i zechciał odpowiedzieć na szereg ważnych pytań, dotyczących negocjacji kontraktu i uzgodnionych w nim warunków, - a tym samym - by przyjął na siebie odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje, jakie dla nas i dla następnych pokoleń będzie miała ta umowa.

Źródła:

http://wyborcza.pl/1,75480,7404832,Nie_ma_mocnych_na_Pawlaka.html

http://www.tvn24.pl/-1,1635697,0,1,wiadomosc.html

http://wyborcza.pl/1,75478,6376772,Obrona_Pawlaka.html

http://cogito.salon24.pl/148498,gazowy-gambit-czy-gra-na-krawedzi

http://cogito.salon24.pl/151862,wicepremier-pawlak-wiezien-bez-dylematu

http://gazownictwo.wnp.pl/gazprom-porozumienie-otwiera-szanse-blizszej-wspolpracy,100369_1_0_0.html

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Kraj/W-Moskwie-zawarto-gazowy-kompromis-miedzy-Polska-a-Rosja,13586,3

http://gazownictwo.wnp.pl/doradca-prezydenta-o-umowie-gazowej,100471_1_0_0.html

http://gazownictwo.wnp.pl/rosja-prasa-o-porozumieniu-gazpromu-z-pgnig,100456_1_0_0.html

czwartek, 28 stycznia 2010

GAZOPORT. O WIERZE MINISTRA PAWLAKA

Gdy w sierpniu 2006 rosyjski Gazprom i niemieckie E-ON-Ruhrgas podpisały w Moskwie porozumienie końcowe dotyczące Gazociągu Północnego ( Nord Stream), stało się jasne, że „wielka rura” to przede wszystkim najważniejszy po II wojnie światowej projekt polityczny, służący budowie rosyjsko-niemieckiego sojuszu. Podobnie - jak w przypadku wcześniejszych, historycznych koalicji zawieranych przez te państwa – tak obecnie, największym przegranym projektu Nord Stream została Polska. Nie ma potrzeby powtarzania wszystkich krytycznych uwag, jakie sformułowano przy tej okazji, podkreślając, że budowa Gazociągu jest niekorzystna dla Polski w każdym aspekcie – zarówno politycznym, jak i związanym z bezpieczeństwem energetycznym i dywersyfikacją dostaw gazu.

Potwierdzeniem obaw jest fakt, że choć budowa jeszcze nie została rozpoczęta, już ma zasadniczy i bezpośredni wpływ na nasze sprawy i może pokrzyżować polskie plany związane z dywersyfikacją dostaw gazu.

Wiemy, że w ubiegłym tygodniu Federalny Urząd Żeglugi i Hydrografii (BSH) w Hamburgu wydał pozwolenie na położenie rur na dnie Bałtyku również tam, gdzie gazociąg będzie się krzyżował z drogą morską do portów w Szczecinie i Świnoujściu. Zgoda niemieckiego urzędu, wywołuje wiele kontrowersji i stała się przedmiotem licznych sporów i wypowiedzi. Istnieje bowiem obawa, że położenie rury na dnie morskim zablokuje wejście do portu w Świnoujściu, a tym samym uniemożliwi ruch dużych tankowców. Pod znakiem zapytania stanęłaby wówczas rozbudowa portu w Świnoujściu, tak by przyjmował on statki o zanurzeniu 15m. Przede wszystkim jednak, decyzja Niemiec zagraża planom budowy gazoportu, do którego ma być dostarczany gaz z Kataru, przewożony tankowcami wymagającymi toru wodnego o głębokości co najmniej 14,3 m. Choć stanowisko polskich władz w tej sprawie, zawierające żądanie zakopania rury w dnie morskim było podobno znane Niemcom, rzecznik Federalnego Urządu w Hamburgu Gudrun Wiebe oświadczył, że taka możliwość w ogóle nie była rozważana, gdyż „zakopanie gazociągu byłoby niebezpieczne ze względów ekologicznych”. To stwierdzenie niemieckiego urzędnika dobrze oddaje sposób, w jaki inwestorzy gazociągu traktują stronę polską. Okazuje się bowiem, że w innych miejscach, gdzie gazociąg krzyżuje się z trasami żeglugowymi, (np. w pobliżu Gotlandii) zaprojektowano odpowiednie zabezpieczenia.

BSH wydało pozwolenie na taki przebieg gazociągu pod warunkiem, że nie będzie to miało wpływu na żeglugę i środowisko. Pozwolenie to jest gwarantem, że nie są one zagrożone” – uspokaja rzecznik niemieckiego urzędu.

Natychmiast po ukazaniu się tej informacji, posłowie PiS wezwali rząd Donalda Tuska, by odwołał się od decyzji Urzędu Żeglugi i Hydrografii oraz zwrócił się do strony niemieckiej, o przedstawienie Polsce pełnej dokumentacji technicznej związanej z budową gazociągu.

Ich zdaniem inwestycja zablokuje dostęp do portów w Świnoujściu i Szczecinie dla większych statków, które nie będą w stanie przepłynąć nad rurą. To zaś zagraża dostawom do projektowanego gazoportu - argumentują.

Co więcej – PiS twierdzi, że Gazociąg Północny zablokuje również powstanie będącego w fazie planów gazociągu z Danii do Polski, bowiem konieczność budowy skrzyżowania z Nord Stream spowoduje, że inwestycja stanie się nieopłacalna.

Sądzę, że już dziś można przewidzieć reakcję rządu PO-PSL na ten apel. Świadczyć o niej mogą ostatnie wypowiedzi wicepremiera Waldemara Pawlaka, który jak sam przyznaje, nie należy do zwolenników budowy gazoportu. Przed kilkoma dniami mogliśmy też przeczytać, że zdaniem wicepremiera to poprzedni rząd „nie dopilnował renegocjacji kontraktu z Gazpromem opartego na nierealistycznych przesłankach. W latach 2007-2008 kosztowało nas to 700 mln zł. W roku 2009 - kolejne 200 mln – twierdzi Pawlak. Skąd wicepremier wziął te cyfry, nie sposób zgadnąć? Pawlak krytykuje też plany budowy gazoportu „w miejscu, w którym są problemy z Naturą 2000 i spory o wody terytorialne z Niemcami” i dochodzi do wniosku, że „wiara w gazorport kosztowała nas 700 milionów”.

Usłyszymy więc zapewne, że winę za lokalizację gazoportu w Świnoujściu ponosi rząd PiS, a na obecny stan negocjacji z Rosją ma wpływ „zadzorna polityka” uprawiana za czasów premiera Kaczyńskiego. Domaganie się zatem od obecnego rządu, by naprawiał błędy poprzedników, jest chwytem propagandowym i świadczy o cynizmie polityków opozycji.

Warto zatem przypomnieć, jak doszło do sytuacji, w której decyzja niemieckiego urzędu może przekreślić polskie plany związane z dywersyfikacją dostaw gazu.

Bez cienia wątpliwości – winę za fatalną lokalizację gazoportu ponosi rząd Kazimierza Marcinkiewicza, a konkretnie ówczesny minister gospodarki morskiej z nadania LPR Rafał Wiechecki. Formalnie decyzję w tej sprawie podjął w dniu 15.12.2006r. zarząd PGNiG, jednak wiadomo, że najgorętszym zwolennikiem lokalizacji gazoportu w Świnoujściu byli politycy LPR, a osobiście Wiechecki, który pochodził z tego miasta. Zarząd PGNiG dokonując wyboru, powoływał się na analizy przeprowadzone w ramach „Studium wykonalności i założeń techniczno-ekonomicznych importu gazu skroplonego LNG do Polski”, wykonane przez konsorcjum firm: PricewaterhouseCoopers Polska Sp. z o.o. i PricewaterhouseCoopers LLP, ILF Consulting Engineers Polska i ILF Beratende Ingenieure GmbH (Grupa ELF), Cbadboume&Parke - Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy.

Wielu ekspertów już wówczas zwracało uwagę, że gazoport w Świnoujściu będzie co najmniej dwa razy droższy niż w Gdańsku, gdzie opracowano znacznie tańszą koncepcję - pływającego terminalu w Porcie Północnym. Wariant ze Świnoujściem był dużo droższy również dlatego, że tory wodne, nabrzeża i falochrony trzeba było wybudować tam od podstaw. Próżno natomiast szukać zastrzeżeń, związanych z trasą rosyjsko- niemieckiej inwestycji, choć jej przebieg był już wówczas znany.

Co ciekawe – wiele wskazuje, że ostateczna decyzja i wybór Świnoujścia została podjęta w ostatniej chwili. Jeszcze pod koniec października 2006 roku poseł PO Krzysztof Zaremba twierdził, że ma stuprocentowe informacje, że podjęto decyzję o lokalizacji gazoportu w Gdańsku.

Można się oczywiście zastanawiać – kto naprawdę i z jakich powodów zdecydował o umieszczeniu gazoportu w Świnoujściu? Czy już wówczas nie można było przewidzieć, że budowa Nord Stream będzie kolidować z planami dostaw gazu do polskiego portu?

Faktem jest, że pozostawienie tej kwestii w rękach człowieka bez doświadczenia, członka prorosyjskiej partii, musiało skończyć się fatalnie dla polskich interesów i winę za tę lokalizację ponosi rząd PiS. Na szczególną uwagę zasługuje wniosek Wiecheckiego z 28 marca 2006 roku, zgłoszony na posiedzeniu Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, na podstawie którego postanowiono o wycofaniu postulatu wpisania II nitki gazociągu Jamal- Europa na listę projektów priorytetowych tzw. Quick Start Project List. Wycofanie tego postulatu – jak dowiemy się z dokumentów Najwyższej Izby Kontroli - było działaniem „wynikającym z przyjętej przez Ministra taktyki, która zakłada nienaglaśnianie tematu II nitki gazociągu Jamał - Europa w sytuacji, gdy ustalone priorytety działań dywersyfikacyjnych nakazują w pierwszej kolejności uzyskanie połączenia infrastrukturalnego ze złożami gazu na Morzu Północnym oraz budowę terminalu do odbioru gazu skroplonego na wybrzeżu Polski”.

Trudno natomiast odmówić partii Kaczyńskiego konsekwencji w jednolitym, negatywnym stanowisku, jakie rząd PiS- u zajmował wobec budowy Gazociągu Północnego. W oficjalnym dokumencie z kwietnia 2007 roku minister gospodarki stwierdza wprost, że „Inwestycja ta zagraża bezpieczeństwu państwa. Niekorzystnie wpływa m.in. na tranzyt i dostawy surowca gazociągiem „Jamał” i „Braterstwo” oraz stanowi zagrożenie ekologiczne”. Stanowisko ministra Woźniaka zawiera konkretne żądania pod adresem konsorcjum Nord Stream, w tym „przedstawienia trzech alternatywnych tras planowanej inwestycji, wraz ze szczegółowymi analizami planowanych tras i tzw. opcją zero czyli zaniechania inwestycji, opisu alternatywnych wariantów lokalizacyjnych planowanego gazociągu, odniesienia się do zgodności przedsięwzięcia z kierunkami polityki energetycznej i polityki w dziedzinie środowiska naturalnego Unii Europejskiej, opisu wszelkiej infrastruktury instalowanej wraz z gazociągiem”.

Warto zauważyć, że Polsce przysługiwał wówczas status tzw. strony narażenia. Otrzymywało je każde państwo-strona, które mogło zostać narażone na transgraniczne oddziaływanie planowanej inwestycji. Do tej samej grupy państw należały Litwa, Łotwa, Estonia. Dania, Szwecja, Finlandia, RFN i Rosja. Z licznych pism ministra Woźniaka (do których linki podaję) wynika, że Polska chciała aktywnie wykorzystać ten status i ostro sprzeciwiała się planom inwestycyjnym konsorcjum Nord Stream.

Wiele wskazuje, że momentem zwrotnym, decydującym o sytuacji w jakiej obecnie znajduje się strona polska była decyzja konsorcjum z końca sierpnia 2007 roku o zmianie trasy gazociągu. Miał on omijać wyspę Bornholm od strony północnej, dzięki czemu - zdaniem spółki – „zminimalizowane zostanie zagrożenie ekologiczne i uniknie się opóźnień wynikających z wątpliwości natury prawnej”.

O skutkach tej zmiany możemy się dowiedzieć z „Notatki w sprawie oceny oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym przedsięwzięcia polegającego na budowie rosyjsko - niemieckiego rurociągu północnoeuropejskiego (odcinek pełnomorski)”, sporządzonej przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Wynika z niej, że „pierwsze informacje o planowanym przez konsorcjum Nord Stream gazociągu zostały przekazane krajom nadbałtyckim w czasie spotkania w Hamburgu w kwietniu 2006 roku. Wszczęcie postępowania nastąpiło w listopadzie 2006 roku, kiedy Rzeczpospolita Polska została powiadomiona o planowanym przedsięwzięciu[...] 21-22 sierpnia 2007 r. inwestor (konsorcjum Nord Stream) poinformował, że zamierza zmienić przebieg gazociągu w trzech miejscach. Jeden z nowych odcinków obejmował zmianę z przebiegu gazociągu w obszarze położonym na południe od wyspy Bornholm na przebieg w obszarze na północ od wyspy (Zmiana trasy oznacza, że strona polska nie będzie strona pochodzenia w przedmiotowym postępowaniu bowiem lokalizacja gazociągu, która inwestor zamierza zaproponować w końcowej dokumentacji pozostaje poza obszarem polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej.).

Z dokumentu dowiemy się również, że w Polsce informacja o nowym projekcie została udostępniona do udziału społeczeństwa i na podstawie zebranych uwag przygotowano stanowisko, przekazane w dniu 18 stycznia 2008 roku stronom pochodzenia. W stanowisku tym utrzymano wymagania odnośnie zawartości końcowej dokumentacji oceny oddziaływania na środowisko określone w odpowiedzi na powiadomienie z dnia 16 lutego 2007 roku. Sformułowano również kilka dodatkowych wymagań, między innymi dotyczących

„oddziaływania na efekty społeczno - gospodarcze dla miejscowości turystycznych położonych na zachodnim wybrzeżu Polski (bezpieczeństwo, jakość wody itp.), a także na funkcjonowanie i możliwości rozwoju portu w Świnoujściu. W przypadku zagrożenia oddziaływaniem transgranicznym wymagana będzie analiza wariantów wyjścia na ląd w Niemczech na terenach położonych bardziej na zachód.”

Informacja ta została również potwierdzona w piśmie, jakie do RPO skierował w dniu 28 lutego 2008 roku minister środowiska Maciej Nowicki.

Wynika z niej, że jedynym stanowiskiem strony polskiej, przekazanym wówczas konsorcjum Nord Stream, było to, wypracowane przez rząd Jarosława Kaczyńskiego. Fakt ten znajduje również potwierdzenie w „Sprawozdaniu ministra gospodarki z wyników nadzoru nad bezpieczeństwem zaopatrzenia w gaz ziemny za okres od dnia 1 kwietnia 2007 r. do dnia 31 grudnia 2008 r.”, w którym na str.30 przedstawia się „Działania wobec projektu budowy gazociągu Nord Stream”. Otóż - jedynym działaniem, którym chwali się minister Pawlak w tym zakresie jest przyjęcie przez Parlament Europejski w lipcu 2008 roku petycji europosła PiS – u Marcina Libickiego, w której pojawiło się m.in. wezwanie do wstrzymania budowy gazociągu Nord Stream, ze względu na zagrożenia dla środowiska naturalnego.

Strona internetowa Ministerstwa Gospodarki nie zawiera żadnych informacji o działaniach wicepremiera Pawlaka podjętych w związku z budową rosyjsko-niemieckiego gazociągu, a „Stanowisko Polski” w tej kwestii dotyczy okresu, gdy ministrem gospodarki był Piotr Woźniak.

Nic nie wiemy, by rząd Tuska planował jakiekolwiek reakcję na decyzję niemieckiego Federalnego Urzędu Żeglugi i Hydrografii. Z informacji przekazanej w listopadzie ubiegłego roku przez „Nasz Dziennik” wynika, że strona polska nigdy nie wnioskowała o zmianę koncepcji budowy gazociągu. O takich żądaniach nic nie wie koncern Nord Stream. Rzecznik prasowy spółki Steffen Ebert stwierdził w rozmowie z gazetą, że w dokumentach, jakie firma otrzymała od niemieckiego biura wydawania zezwoleń, nie ma ani słowa o konieczności wkopywania rury w dno Bałtyku. O polskich żądaniach nic też nie wie ministerstwo transportu Meklemburgii-Pomorza Przedniego, choć to właśnie ten urząd jest bezpośrednio odpowiedzialny za projekt Nord Stream. Julia Hasse z biura prasowego resortu w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" stwierdziła, że żaden wniosek do tej pory na ten temat od polskiej strony nie wpłynął.

„ Po dokładnym sprawdzeniu i zebraniu dostępnych mi informacji na ten temat wiem, że do tej pory nie wpłynął od polskiej strony wniosek o wkopanie rury gazociągu w dno morza. W związku z ustaloną drogą, jaką przebiegać będzie pod wodą kładziony przez firmę Nord Stream gazociąg, Polska nigdy nie wnioskowała o zmianę tej koncepcji ze względu na potencjalne trudności na szlaku morskim” - zapewniła rzeczniczka meklemburskiego ministerstwa transportu, budownictwa i rozwoju regionalnego. Nie udało się też potwierdzić informacji, jakoby polski rząd prowadził na ten temat rozmowy bezpośrednio z władzami federalnymi.

W tej sytuacji - przerzucanie odpowiedzialności na poprzedników – do czego zdaje się ograniczać reakcja obecnego rządu, - w sytuacji, gdy przez 2 lata nie podjęto żadnych działań w sprawie zapewnienia funkcjonalności gazoportu, jest tylko propagandowym zabiegiem, mającym usprawiedliwić bezczynność ekipy PO-PSL. Pytanie – czy jest to bezczynność zamierzona, czy wynikająca z indolencji tego rządu?

Jeśli reakcji zabraknie - wszystko wskazuje, że oficjalne deklaracje o przyśpieszeniu budowy gazoportu oraz decyzje finansowe podejmowane w tej sprawie przez rząd Tuska, będą kolejną mistyfikacją, mającą stworzyć pozory aktywności, a celem faktycznym – do którego dąży ta ekipa, będzie podpisanie długoterminowej umowy gazowej z Rosją. Koszty i konsekwencje tego zaniechania trudno będzie nawet oszacować.

Jedno jest wówczas pewne - o jakiejkolwiek dywersyfikacji i bezpieczeństwie energetycznym możemy zapomnieć na długie lata.

Źródła:

http://gazownictwo.wnp.pl/nord-stream-nie-liczy-sie-z-naszymi-portami,99942_1_0_0.html

http://gazownictwo.wnp.pl/pis-trzeba-zablokowac-budowe-gazociagu-polnocnego,100131_1_0_0.html

http://www.tvn24.pl/12692,1604538,0,1,gazociag-polnocny-zablokuje-nasze-porty,wiadomosc.html

http://www.niemcy-online.pl/index.php/gospodarka/292-gazocig-morski-ma-zgod-na-budow

http://www.rp.pl/artykul/421749.html

http://finanse.wp.pl/kat,33474,title,Wiara-w-gazoport-kosztowala-700-mln,wid,11798958,wiadomosc.html

http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Walka-o-gazoport-w-Gdansku-n24656.html?strona=3&vop=std

http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Gazoport-prawie-w-Gdansku-n21002.html

http://www.mg.gov.pl/Wiadomosci/Archiwum/Rok+2007/gazociag+pln.htm

http://bip.mg.gov.pl/NR/rdonlyres/BE09C0ED-2EDA-4783-A954-2CDF56770538/29698/20070227151054866.pdf

http://www.mg.gov.pl/Gospodarka/Ropa+i+gaz/Projekty+infrastrukturalne/odpowiedz+II++list+do+nordstream.htm

http://www2.mos.gov.pl/2materialy_informacyjne/inne/rurociag/2007.11.22.shtml

http://www.mg.gov.pl/Gospodarka/Ropa+i+gaz/Sprawozdania/

http://www.mg.gov.pl/Gospodarka/Ropa+i+gaz/Projekty+infrastrukturalne/

http://www.rpo.gov.pl/pliki/12048968710.pdf

http://www.rpo.gov.pl/pliki/12048968970.pdf

http://www.mg.gov.pl/NR/rdonlyres/EAD461AF-4F23-4671-B079-636E8D5E2C0D/54561/ZalacznikdoObwieszczeniaMG.pdf

sobota, 23 stycznia 2010

WICEPREMIER PAWLAK – WIĘZIEŃ BEZ DYLEMATU

Zbalansowana i zabezpieczająca interesy obu stron - tak wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak oceniał w grudniu ub. roku umowę z Rosjanami, w sprawie dostaw gazu do Polski. Dowiedzieliśmy się również, jakoby Polska i Rosja uzgodniły już w Moskwie treść porozumienia międzyrządowego.

Kilka dni później Pawlak miał już całkowicie odmienne zdanie, co do przyszłości kontraktu i stwierdził że „wynegocjowane już międzyrządowe porozumienie w sprawie dostaw gazu z Rosji do Polski nie trafi na posiedzenie rządu, zanim nie będzie wiążących uzgodnień między firmami - PGNiG i Gazpromem”. W dwa dni po tej wypowiedzi – 20 grudnia 2009 roku – Pawlak nie miał już żadnych wątpliwości, że za fiasko kontraktu gazowego odpowiada najbliższe otoczenie premiera Tuska i nazywał działania urzędników premiera sabotażem. „Doszło do sabotażu, odpowiedzialne za niego osoby zostały już usunięte, teraz zajmie się nimi prokurator – grzmiał wicepremier. Pisałem o sprawie obszernie w tekście „GAZOWY GAMBIT CZY GRA NA KRAWĘDZI”? twierdząc, że Waldemar Pawlak poszukuje wygodnego pretekstu, dającego mu możliwość wycofania się z kompromitujących uzgodnień z Rosjanami.

Rzeczywistym powodem odstąpienia od podpisania kontraktu, była kwestia należności Gazpromu za tranzyt gazu przez polski odcinek rurociągu Jamał-Europa,. Od czterech lat Gazprom kwestionował wysokość taryf EuRoPol Gazu, które zatwierdzano zgodnie z polskim prawem. Rosjanie nie płacili w całości rachunków za tranzyt rosyjskiego gazu do Niemiec , a nawet doprowadzili do unieważnienia przez sądy taryf EuRoPol Gazu z kilku lat. W efekcie dług Gazpromu wobec polskiej firmy wzrósł do 410 milionów dolarów, czyli ponad 1,2 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się 350 mln dolarów, których domagamy się od Rosjan z tytułu tranzytu w latach 2006 – 2009, oraz 60 mln dolarów z tytułu odszkodowania za gaz nie dostarczony w 2009 roku.

Jeszcze na początku ubiegłego roku Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zamierzało złożyć w tej sprawie pozew do sądu. Pozwanym miał być jednak nie bezpośrednio Gazprom, lecz RosUkrEnergo - szwajcarska spółka związana z rosyjskim koncernem. RUE – zgodnie z umową zawartą z PGNiG – miało przesłać nam bowiem w 2009 r. ponad 18 proc. potrzebnego Polsce surowca. W efekcie kryzysu gazowego, który wybuchł w Europie, dostawy te nie zostały zrealizowane, a RUE nie wywiązało się z kontraktu. W marcu ub roku Gazprom przejął zobowiązania RUE, a PGNiG nie wystąpiło na drogę sądową, licząc, że tym razem Rosjanie prześlą nam brakujące ilości gazu. Jednak Gazprom nie wywiązał się z ustaleń dotyczących ilości gazu i nie zapłacił nam odszkodowania. Spór pozostał więc nierozstrzygnięty.

Ponieważ międzyrządowe porozumienie w sprawie kontraktu gazowego zawiera zapis o uregulowanych sporach – jego podpisanie – w sytuacji, gdy nie rozwiązano kwestii zadłużenia Gazpromu, mogłoby doprowadzić do oskarżenia ministra Pawlaka o złożenie fałszywego oświadczenia.

W tej sytuacji, wicepremier rządu posłużył się medialnym wybiegiem – zrzucając odpowiedzialność za stan sprawy na urzędników kancelarii premiera i równie propagandowym odwołaniem, do oczekiwań „wiążących uzgodnień między firmami - PGNiG i Gazpromem”. Fikcja teorii rozwiązania sprawy rosyjskiego długu na poziomie obu firm polega na tym, iż głównym udziałowcem spółki PGNiG jest Skarb Państwa, który od kwietnia 2009 roku posiadał 84,75% akcji spółki. To zatem, co uzgodni zarząd PGNiG zależy wyłącznie od stanowiska polskiego rządu – co oznacza, że rzekome kwestie biznesowe są przede wszystkim sprawą politycznej decyzji.

Jeszcze w grudniu ubiegłego roku, Pawlak pytany o rozwiązanie sporu o stawki tranzytowe deklarował :„trzeba je w sposób uczciwy i rzetelny rozliczyć, podchodząc biznesowo, a nie ideologicznie”.

Spójrzmy zatem, jaki biznes proponuje polskim podatnikom „pragmatyczny” wicepremier – minister przemysłu.

W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” z dn.19 stycznia br. Pawlak pytany o należności Gazpromu wobec EuRoPol Gazu, odpowiada:

Obecnie te negocjacje utknęły w punkcie bardziej symboliki politycznej niż biznesu. Patrząc na sprawę tylko w kategoriach politycznych, można było się porozumieć już dawno. I to nawet tak, że jeśli teraz my poczynilibyśmy ustępstwo, to może wkrótce udałoby się z drugiej strony osiągnąć coś innego”. Naciskany na udzielenie odpowiedzi, czy to oznacza, że PGNiG może odpuścić i zgodzić się, by Rosjanie nie zapłacili części zaległych kwot za tranzyt gazu – wicepremier, z właściwą sobie precyzją wypowiedzi zwraca uwagę na ...czasochłonność procesów sądowych w tej sprawie i wyznaje:

Warto pamiętać, że sąd uznał w ub.r. cześć tych kwot i to tylko za 2006 r. Jeżeli w tym tempie miałyby postępować sprawy sądowe, to w tym roku będziemy mieć wyrok dotyczący 2007 r. I tak dalej możemy czekać na kolejne, a tymczasem dodatkowego gazu z Rosji potrzebujemy już teraz. W obecnej sytuacji warto się zastanowić, czy wraz z dyskusją o zaległych kwotach nie porozmawiać o przyszłych rozliczeniach. Może, odpuszczając w jednym miejscu, moglibyśmy zyskać np. obniżkę ceny za przyszłe dostawy gazu. Nawet gdyby to była obniżka tylko o 1 proc., to przedkłada się na miliony dolarów, tym samym uzyskalibyśmy wyrównanie starych zaległości z lat 2006 – 2008.” (podk.moje)

Wypowiedź Pawlaka została natychmiast podchwycona przez prasę rosyjską i już następnego dnia dziennik „RBK-daily" partner niemieckiego "Handelblatt" poinformował, że Polska gotowa jest umorzyć dług Gazpromu. Cytowani przez "RBK-daily" eksperci obliczyli, że 1 proc. zniżki dla strony polskiej może kosztować Gazprom około 15 mln dolarów. Dziennik podał także , że "w Gazpromie odmówiono skomentowania propozycji pana Pawlaka, przekazując jedynie, że negocjacje dotyczące polityki taryfowej EuRoPol Gazu, operatora gazociągu Jamał-Europa, trwają".

Z wyliczenia podanego przez rosyjską gazetę wynika zatem, że biznesowa propozycja wicepremiera o rezygnacji z roszczeń wobec Gazpromu, w zamian za 1 procentową obniżkę ceny gazu – spowoduje, iż cały dług rosyjskiego koncernu wobec Polski (zakładając stabilność cen i nie naliczanie odsetek) zostałby spłacony w czasie najbliższych 27 lat. Nie trzeba być ekonomistą, by dostrzec absurdalność tej propozycji w stosunku do rzeczywistej skali zadłużenia Gazpromu oraz zrozumieć, że w praktyce oznacza ona umorzenie ogromnej kwoty długu rosyjskiej firmy.

Projekt Pawlaka został przekazany ministrowi skarbu – który odpowiada za negocjacje PGNiG z Gazpromem, a wicepremier nie omieszkał się pochwalić, że gdyby to wyłącznie ode mnie zależało, to dawno byśmy załatwili sporne kwestie i pewnie nawet mieli tańszy gaz. W takim biznesie jak gazowy, gdy relacje są długo- terminowe, raz jedna raz druga strona ma problem, który chce rozwiązać. Warto patrzeć w dłuższej perspektywie, a nie doraźnie – na zasadzie, kto komu jednorazowo ustąpi czy dokuczy.”

Wiele wskazuje, że nim wicepremier podzielił się z dziennikarzami swoim doskonałym pomysłem, już przystąpiono do jego realizacji.

19 stycznia odbyło się posiedzenie rady nadzorczej spółki EuRoPol Gaz, podczas którego - za sprawą głównych udziałowców – PGNiG i Gazpromu – dokonano rewolucji kadrowej w zarządzie spółki. Na trzy miesiące zawieszono w czynnościach prezesa Michała Kwiatkowskiego i dwóch jego zastępców Jurija Kałużskiego i Jerzego Tabakę. Anonimowy przedstawiciel PGNiG poinformował, że „te osoby nie były w stanie ze sobą współpracować. Na zewnątrz przedstawiali rożne stanowisko w imieniu jednej firmy, nie sposób było dłużej tego tolerować.”

Nietrudno dociec z jakich powodów pozbyto się Michała Kwiatkowskiego. To on właśnie - już w grudniu 2009 kategorycznie odmówił ministrowi skarbu państwa wyrażenia zgody na umorzenie długu Gazpromowi i w piśmie do ministra Grada domagał się, by rosyjska firma spłaciła należności wobec EuRoPol Gazu. W piśmie Kwiatkowskiego miało się również znaleźć ostrzeżenie, że pójście na kompromis z Gazpromem oznaczała złamanie polskiego prawa. Chodzić może o art. 585 kodeksu spółek handlowych, który członkom zarządu, czy rady nadzorczej spółki zabrania działań na jej niekorzyść, grożąc kara 5 lat pozbawienia wolności. Zdaniem Janusza Kowalskiego, byłego członka zespołu ds. dywersyfikacji nośników energii w MG, kwestionowanie suwerennego prawa polskiego organu administracji centralnej, czyli prezesa URE, do ustalania wysokości taryf na terytorium Polski oraz rezygnacja z choćby części z należnego długu, to nic innego jak właśnie działanie na szkodę spółki. Odwołanie Kwiatkowskiego, usuwało zatem główną przeszkodę w rezygnacji z dochodzenia roszczeń spółki i otwierało drogę do upragnionego przez Pawlaka kompromisu.

W komunikacie rady nadzorczej EuRoPol Gazu, informującym o zmianach stwierdza się, że „takie zmiany w składzie Zarządu gwarantują sprawne uporządkowanie nierozwiązanych dotychczas kwestii EuRoPol Gazu w duchu przygotowywanego porozumienia międzyrządowego”.

W miejsce odwołanych osób, rada nadzorcza oddelegowała tymczasowo do zarządu spółki: Michała Szubskiego ( szefa PGNiG) który będzie pełnił obowiązki prezesa, Aleksandra I. Miedwiediewa (szefa Gazpromu), który będzie pełnił obowiązki wiceprezesa Zarządu i Mirosława Dobruta, jako członka Zarządu. Ten skład zarządu firmy gwarantuje, że będzie odtąd działać w „duchu porozumienia międzynarodowego” – czyli reprezentować w interesach rosyjski punk widzenia. Można się zastanawiać – czy i jakie gwarancje otrzymał obecny prezes EuRoPol Gazu, jeśli mając świadomość potencjalnego oskarżenia o działania na niekorzyść spółki, podjął się wypełnienia misji?

Warto też zauważyć, że takie rozstrzygnięcie pozwala ministrowi Pawlakowi na wykonanie medialnego gestu Piłata i zrzucenie odpowiedzialności za rezygnację z roszczeń wobec Gazpromu na „biznesowe uzgodnienia na poziomie firm”. Niewykluczone, że propagandowy projekt pod nazwą „Waldemar Pawlak blog” ma na celu zapewnienie szefowi ludowców własnej osłony medialnej, na wypadek oskarżeń o działanie wbrew polskim interesom.

Okazuje się jednak, że strona rosyjska nie doceniła historycznej pragmatyki wicepremiera. Tuż po posiedzeniu rady nadzorczej EuRoPol Gazu (której przewodniczy Aleksander Miedwiediew) odbyło się spotkanie szefa Gazpromu z Waldemarem Pawlakiem i ministrem Aleksandrem Gradem. Już sama koncepcja takiego spotkania wskazuje na rzeczywisty układ sił i obnaża rolę polskich ministrów, wobec szefa rosyjskiej firmy. Wygląda bowiem na to, że to Miedwiediew udzielił audiencji Pawlakowi i Gradowi, by po przejęciu władzy w EuRoPol Gazie wysłuchać polskich propozycji. Polskim ministrom wydawało się, zapewne, że skoro rada osiągnęła porozumienie w sprawie zmian w zarządzie spółki, to dobrze rokuje rozmowom o należnościach za tranzyt. Tymczasem spotkanie z szefem Gazpromu miało charakter kurtuazyjny i ze strony rosyjskiej padła jedynie deklaracja, że rozmowy o głównym problemie będą kontynuowane. W komunikacie Gazpromu możemy przeczytać, iż "omówiono dalsze kroki dotyczące pakietowego uregulowania otwartych problemów rosyjsko-polskiej współpracy w sferze gazowej".

W języku konkretów może to oznaczać, że Gazprom chce większych ustępstw i oczekuje od strony polskiej akceptacji rosyjskiego modelu rozwiązania kwestii zadłużenia. Jestem przekonany, że nie są bezpodstawne oczekiwania.

Wicepremier Pawlak, który w przekazie medialnym kreuje się na silnego, odważnego gracza użył w jednym z komentarzy, zamieszczonych na swoim blogu odwołania do teorii gier „zaczynając od optymalnych strategii w "dylemacie więźnia". Odwołał się zatem do gry, w której każdy z graczy może zyskać oszukując przeciwnika, ale stracą obaj - jeśli obaj będą oszukiwać. „Dylemat więźnia” opiera się na pewnego rodzaju wymuszonej współpracy, zakłada jednak, że obie strony – stojąc przed trudnym wyborem – mają jednakowe prawa i startują z równorzędnych pozycji.

Tymczasem - o jakiej równorzędności możemy mówić w przypadku kontraktu gazowego z Rosją, skoro polski rząd udzielił już zgody na przejęcie władzy nad EuRoPol Gazem, zabiega o pozbycie się kontroli nad spółką Gas Trading, chce wyrzucenia Gudzowatego, a wicepremier tego rządu zaproponował „wyrównywanie” miliardowych strat w 27 – letniej perspektywie 1 procentowego upustu?

To, co do tej pory w negocjacjach z Rosją zaprezentował „pragmatyk” Pawlak przypomina bardziej stan permanentnej kapitulacji, niż jakąkolwiek „teorię gier”. Jedyną troską wicepremiera, wydaje się zapewnienie sobie i swojemu ugrupowaniu osłony medialnej - na wypadek politycznej wpadki, a cała „gra” Pawlaka dotyczy tumanienia i zwodzenia polskiego społeczeństwa.

Wobec prawdziwego „dylematu więźnia”, pan premier okazuje się więźniem bez dylematu.

Źródła:

http://cogito.salon24.pl/148498,gazowy-gambit-czy-gra-na-krawedzi

http://www.tvn24.pl/12692,1633222,0,1,pawlak-chwali-gazowe-prozumienie,wiadomosc.html

http://www.dziennik.pl/gospodarka/forsal/article522350/Rosjanie_sa_nam_winni_miliony_zlotych.html

http://forsal.pl/artykuly/385220,dlugi_rosjan_wobec_polski_siegaja_juz_410_mln_dolarow.html

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Kraj/Pawlak-o-dostawach-gazu-z-Rosji-,13022,3

http://www.rp.pl/artykul/421749.html

http://www.dziennik.pl/gospodarka/article529935/Polska_umorzy_wielki_dlug_Gazpromu.html#reqRss

http://www.rp.pl/artykul/422528_Zarzad_EuRoPol_Gazu_ukarany_za_konflikty.html

http://www.pgnig.pl/pgnig/com/8387?r%2Cnews%2CfromCtx=588&r%2Cnews%2CnewsId=14709

http://forsal.pl/artykuly/385220,dlugi_rosjan_wobec_polski_siegaja_juz_410_mln_dolarow.html

http://www.rp.pl/artykul/67299,423132.html

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Kraj/Przedstawiciele-PGNiG-i-Gazpromu-spotkali-sie-z-szefami-MG-i-MSP,13455,3

piątek, 8 stycznia 2010

GAZOWY GAMBIT CZY GRA NA KRAWĘDZI?

Gdy w marcu 2008 roku doszło w Ministerstwie Gospodarki do samo rozwiązania Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii –symbolika tego zdarzenia dobitnie wskazywała, że obecny rząd zrezygnował nawet z pozorowania działań zmierzających do dywersyfikacji dostaw gazu do Polski i postawił na utrwalenie monopolu rosyjskiego. Kierujący ministerstwem wicepremier Waldemar Pawlak, wykazał tym samym godną podziwu konsekwencję, sięgającą lat 90-tych.

To przed 15 laty, w dniu 18 lutego 1995 roku ustępujący już rząd Waldemara Pawlaka podpisał umowę gazową z Rosją. Na mocy tej umowy, na wyraźny wniosek Gazpromu i jego ówczesnego prezesa Rema Wiachiriewa, do firmy EuRoPol Gaz został włączony trzeci akcjonariusz, Gas-Trading, którego udziałowcem był Bartimpex Aleksandra Gudzowatego. Wówczas też ustalono strukturę Gas Trading, w którym 43 proc. udziałów należy do PGNiG, 36 proc. do Bartimpexu A. Gudzowatego i blisko 16 proc. do Gazprom Export.

Od tego zdarzenia minęło wiele lat, a przetasowania rządowo – mafijne w Rosji doprowadziły do powstania nowych układów i poszukiwania nowych sojuszników. Niezmienna jedynie pozostała zasada, według której decyzje polskiego rządu w sprawach związanych z dostawami gazu, są podejmowane na mocy dyrektyw rosyjskich dysponentów. Wierny tej zasadzie rząd Donalda Tuska, przyjął zatem jako rzecz całkowicie naturalną, że jedno zdanie rosyjskiego premiera ma moc wiążącą. Przypomnę, że zdanie to, wypowiedziane przez Władymira Putina w dn.2.09.2009r. podczas konferencji prasowej brzmiało:

W swoim czasie wybudowaliśmy system gazociągów przez Polskę i w porozumieniach międzyrządowych napisane jest, że własność tego systemu musi być podzielona między polską a rosyjską firmą 50 do 50 proc., a tu nagle się okazało, że fizyczna osoba z polskiej strony ma 4 proc., chociaż praktycznie w 100 proc. Gazprom finansował cały ten projekt. Nie chcę tutaj nikogo winić i myślę, że po prostu trzeba spojrzeć na korupcyjność tej decyzji”

Wolą Kremla było, by rurociąg jamalski należał odtąd do Gazpromu i PGNiG, a Gas Trading miał zniknąć z akcjonariatu EuRoPol Gazu – firmy zarządzającej polskim odcinkiem rurociągu. Od tej chwili - rząd Tuska musiał dostrzegać „korupcyjność” decyzji sprzed 15 lat, a nikt bardziej, niż ówczesny premier - „winowajca” nie był predysponowany do naprawienia błędu.

Wiemy, że od 2009 roku trwały polsko-rosyjskie negocjacje w sprawie nowej umowy gazowej. Ich rozpoczęcie wymusił Gazprom, kiedy na początku roku z kontraktu na dostawy gazu dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa przestało wywiązywać się RosUkrEnergo, szwajcarska spółka rosyjskiego koncernu. W takiej sytuacji o warunkach dodatkowych dostaw gazu PGNiG powinno rozmawiać bezpośrednio z Gazpromem, jednak rosyjski koncern w zamian za handlowe porozumienie zażądał politycznych ustępstw, czyli renegocjacji umowy rządów Polski i Rosji z 1993 r. I choć podpisanie gazowego kontraktu zapowiadano już na wrzesień 2009 r, podczas wizyty Putina w Polsce, strona rosyjska przedłużała negocjacje, stawiając wciąż nowe warunki.

Wykluczenie firmy Gas Trading z EuRoPol Gazu - do którego należy gazociąg jamalski, miało doprowadzić do zwiększenia wpływów Gazpromu na zarządzanie tą firmą. Obecnie, jeśli zarząd EuRoPol Gazu nie podejmie decyzji zwykłą większością głosów, o wyniku głosowania rozstrzyga prezes nominowany przez PGNiG. W myśl rosyjskiej dyrektywy - kluczowe decyzje mają zapadać na zasadzie jednomyślności, co ułatwi Rosjanom forsowanie własnego stanowiska. Dotyczy to zwłaszcza kwestii wysokości opłat za transport gazu. Rosjanie domagają się bowiem, by opłaty były jak najniższe, i kwestionując taryfy zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, już od czterech lat nie uiszczają w pełni rachunków za usługi EuRoPol Gazu ustalanych według taryf zatwierdzonych przez URE. Jest zatem oczywiste, że wykluczenie firmy Gas Trading nie powinno leżeć w interesie Polski, a przyjęcie dyrektywy Putina skazuje nas de facto na dyktat Gazpromu i pełne uzależnienie w kwestii cen za dostawy gazu.

Tymczasem - już 26 października 2009 r. konkretną propozycję zmian w strukturze EuRoPol Gazu przedstawił w formie ulimatum wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew. Poinformował również, że dzień wcześniej odbyły się negocjacje ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z ministrem energetyki Rosji Siergiejem Szmatko, podczas których uzgodniono, że PGNiG i Gazprom będą miały po 50 proc. akcji EuRoPol Gazu. Obie spółki otrzymały zadanie ustalenia szczegółów nowego podziału akcji – czyli pozbycia się udziałów Gudzowatego.

– Porozumieliśmy się w głównych sprawach dotyczących zarządzania spółką. Struktura akcjonariatu powinna być 50 na 50 – stwierdził Sergiej Szmatko po spotkaniu z Waldemarem Pawlakiem. Nie wiadomo, jakie inne rozstrzygnięcia zawarto w kwestii EuRoPol Gazu, bo ani strona rosyjska, ani polska nie podały szczegółów. Wcześniej Moskwa naciskała na zmianę statutu tej spółki, w której głos decydujący miał prezes mianowany przez PGNiG. Ponieważ Rosjanie od zgody na zmiany w EuRoPol Gazie uzależniali podpisanie umowy na dodatkowe dostawy gazu, uzgodnienie między Pawlakiem, a Szatko zapowiadało szybkie podpisanie kontraktu gazowego.

Okazało się jednak, że wicepremier Pawlak zbyt wcześniej „podzielił skórę na niedźwiedziu”, a spełnienie moskiewskich dyrektyw natrafiło na istotną przeszkodę. Tą przeszkodą okazał się sam Aleksander Gudzowaty zapowiadając, że nie da się wyrzucić z EuRoPol Gazu. Do zmiany decyzji nie skłoniła go nawet wspaniałomyślna propozycja Pawlaka, który zapowiedział, że w przypadku rezygnacji Gudzowatego z 36 proc. akcji Gas-Trading, rząd pozwoli na budowę gazociągu Bernau – Szczecin, – o co Bartimpex zabiegał od 10 lat. Jednocześnie, chęć wykupu udziałów Gudzowatego w EuRoPol Gazie należących do Gas Tradingu zadeklarował prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwo Michał Szubski.

Przy okazji Gudzowaty ujawnił, że według posiadanych przez niego informacji, to rząd Donalda Tuska zabiegał u Putina o pozbycie się Gas Trading i zapowiedział powiadomienie prokuratury o sprzecznych z interesem Polski działaniach urzędników państwowych.

Wcześniej, również prezes Gas Trading Krzysztof Laskowski zapowiedział, że spółka nie ma zamiaru wychodzić z EuRoPol Gazu.

Od tego momentu możemy obserwować grę, jaką wokół kontraktu gazowego rozpoczął wicepremier Waldemar Pawlak. Pytaniem otwartym pozostaje – czy jest to gra samego Pawlaka, czy jest on tylko współuczestnikiem rządowych manewrów?

Wydaje się, że gdy wicepremier zdał sobie sprawę, iż nie jest w stanie wykonać wytycznych generała Putina i doprowadzić w krótkim czasie do osłabienia polskich udziałowców w EuRoPol Gazie, rozpoczął medialną kampanię odejścia od dotychczasowych ustaleń. Warto prześledzić niektóre wypowiedzi ministra gospodarki, by zdać sobie sprawę z rzeczywistych intencji tych działań.

4 grudnia br. wicepremier Pawlak przyznaje, że przyczyną opóźnienia porozumienia w polsko-rosyjskich negocjacjach dotyczących kontraktu gazowego jest rozszerzenie zakresu rozmów przez stronę rosyjską; w tej sytuacji także strona polska może wprowadzić do rozmów nowe propozycje” I dodaje „ Jest bardzo potrzebne, żeby to porozumienie było dobre, żebyśmy znaleźli dobry kompromis. Jeżeli ze strony rosyjskiej jest propozycja rozmów na temat przeszłych rozliczeń, to z naszej strony przedstawimy propozycję dotyczącą przyszłych rozliczeń, żeby w sposób zbalansowany szukać porozumienia, które byłoby korzystne dla obu stron”.

8 grudnia - wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska zapowiada kolejną rundę polsko-rosyjskich negocjacji w Moskwie i mówi „90 proc. spraw zostało omówionych. Niemniej jeszcze zostały pewne szczegóły, zwłaszcza należące do tej dziedziny, która wymaga uzgodnień między firmami PGNiG i Gazpromem, które skłaniają nas do tego, żeby była jeszcze jedna runda rozmów. Odnosząc się do porozumienia międzyrządowego, zaznacza, że "chodzi o kwestie technicznej konstrukcji zapisów oraz pewnych prawnych kwestii odnośnie tego, czy to ma być protokół dodatkowy do porozumienia, czy do aneksu".

11 grudnia Pawlak twierdzi już, że „umowa gazowa z Rosjanami jest "zbalansowana" i zabezpiecza interesy obu stron”. Cena za gaz w umowie ma być uzależniona od ceny ropy, choć Pawlak nie wyklucza rozmowy o upuście w przyszłości. „Kiedy Rosjanie zaproponowali rozszerzanie dyskusji na porozumienia przeszłe, my zaproponowaliśmy możliwość powrotu do 10-procentowego upustu sprzed 2006 roku „ - informuje wicepremier.

Pytany o to, kiedy można spodziewać się podpisania porozumienia, Pawlak odpowiada, że musi być ono ratyfikowane przez polski rząd i podpisane przez premiera lub osobę przez niego upoważnioną. Taką ratyfikację poprzedzają procedury administracyjne.

- „Po przetłumaczeniu przez tłumaczy przysięgłych przygotowuje się umowę do procesu ratyfikacji. MSZ przedkłada dokument Radzie Ministrów i po jej akceptacji - pan premier lub osoba upoważniona, podpisuje taką umowę” - wyjaśnił.

Jednak w tydzień później – 18 grudnia 2009 roku Pawlak ma już całkowicie odmienne zdanie, co do przyszłości kontraktu. Dowiadujemy się, że „wynegocjowane już międzyrządowe porozumienie w sprawie dostaw gazu z Rosji do Polski nie trafi na posiedzenie rządu, zanim nie będzie wiążących uzgodnień między firmami - PGNiG i Gazpromem” Wicepremier podkreśla, że nie wniesie polsko-rosyjskiej umowy gazowej pod obrady Rady Ministrów i apeluje, by po stronie polskiej w negocjacjach firm zachować wspólne zdanie. –„Bardzo ważną sprawą jest uporządkowanie spraw po stronie polskiej. Nie może być tak, że poszczególne osoby, spółki, doradcy, występują w różnych orkiestrach. - Jeśli ktokolwiek dąży do tego, żeby nie było bezpośredniego porozumienia między PGNiG z Gazpromem, niech to zrobi otwarcie. Jeżeli ma pośrednika, który dostarczy do Polski 1,5 mld m sześc. gazu, to zapraszam, niech go przyprowadzi do PGNiG - mówił Pawlak na konferencji.

Dodaje również, że osoby, które podawały nieprawdziwe dane dotyczące cen i rozliczeń gazowych zostały zwolnione. W rozmowie z PAP Pawlak twierdzi, że chodzi o osoby z PGNiG. Jak mówił, w ich sprawie prowadzone jest dochodzenie i śledztwo, ponieważ było to działanie na szkodę interesu państwa i wprowadzanie opinii publicznej w błąd.

W dwa dniu później – 20 grudnia – Pawlak nie ma już żadnych wątpliwości, że to najbliższe otoczenie premiera Tuska odpowiada za fiasko kontraktu gazowego i nazywa działania urzędników premiera sabotażem. „Doszło do sabotażu, odpowiedzialne za niego osoby zostały już usunięte, teraz zajmie się nimi prokurator - grzmi Pawlak

Zdaniem dziennika "Polska" – „Pawlak ma na myśli m.in. Grzegorza Markiewicza, byłego już dyrektora departamentu pozyskiwania gazu w PGNiG, który wcześniej negocjował m.in. dostawy gazu z Kataru. W koncernie gazowym Markiewicz uchodził za osobę blisko związaną z doradcą energetycznym premiera Maciejem Woźniakiem. Niechęć między szefem PSL a doradcą Donalda Tuska jest podobno tajemnicą poliszynela. To właśnie jemu Pawlak publicznie zarzucił wczoraj rozgrywanie własnej gry przy okazji rozmów z Rosją. Rozgrywka miała polegać na tym, że Markiewicz dostarczył negocjującym w Moskwie z Gazpromem ludziom Pawlaka zawyżone rzekomo dane na temat ceny, jaką za gaz płacą Niemcy. Miało to skompromitować naszych negocjatorów, których strategia opierała się na argumencie, że Polska nie może płacić więcej niż Niemcy. Wiceszef Gazpromu Aleksander Miedwiediew zakwestionował dane i cała strategia naszej ekipy się posypała. Stąd lakoniczny komunikat o zakończeniu rozmów i zwłoka z przedstawieniem umowy do akceptacji rządowi. Według osób z otoczenia wicepremiera teraz, negocjując po raz kolejny umowę, będziemy stać na gorszej pozycji niż do tej pory. „

Nie sposób dać wiarę wyjaśnieniom wicepremiera, jakoby negocjacje z Rosjanami- prowadzone przez urzędników Ministerstwa Gospodarki – zostały zniweczone z powodu przedłożenia nieprawdziwych danych. To tłumaczenie mało logiczne i niewiarygodne, zważywszy, że dane takie podlegają weryfikacji i musiały być wielokrotnie używane w dotychczasowych negocjacjach. Jeśli rozmowy na temat kontraktu toczą się od blisko roku, trudno uwierzyć, by to właśnie teraz – między 11, a 18 grudnia sabotażyści z kancelarii premiera przedstawili fałszywe dane w kwestii tak łatwej do sprawdzenia, jak cena, jaką za rosyjski gaz płacą Niemcy. Tłumaczenie Pawlaka wygląda na typowy, medialny wykręt, mający usprawiedliwić brak porozumienia w sprawie kontraktu.

Jeśli wicepremier twierdzi, że będzie blokował ratyfikację umowy do czasu, gdy PGNiG i Gazprom nie uregulują swoich sporów, warto przypomnieć, że zgoda Pawlaka na wyeliminowanie Gudzowatego i spółki Gaz Trading miała właśnie na celu zalegalizowanie monopolu władzy Gazpromu i uzależnienie Polski od cen dyktowanych przez Rosjan. Jeśli od 4 lat Gazprom kwestionował wysokość taryf EuRoPol Gazu (zatwierdzanych zgodnie z polskim prawem), a Rosjanie nie płacili w całości rachunków za tranzyt gazu do Niemiec i nawet doprowadzili do unieważnienia przez sądy taryf EuRoPol Gazu z kilku lat – zgoda Pawlaka na rosyjską „zasadę jednomyślności” w spółce EuRoPol Gaz, nie była niczym innym jak przyzwoleniem na rosyjski dyktat cenowy. Trudno uwierzyć, że Pawlak dopiero teraz zdał sobie sprawę z konsekwencji wyrażenia zgody na dyrektywę generała Putina.

Można się oczywiście zastanawiać – jaki związek z decyzją wicepremiera miała informacja z 18 grudnia o zablokowaniu przez urząd skarbowy kont bankowych należących do PSL? Podobne rozważania mogą dotyczyć akcji ABW wobec pięciu osób - urzędników resortów rolnictwa i gospodarki oraz Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, zatrzymanych 10 grudnia br. pod zarzutami korupcyjnymi. Czy był to element nacisku na Pawlaka, czy też rzecz nie mająca związku ze sprawą?

Wolno również domniemywać, że wpływ na decyzję wicepremiera mogła mieć zapowiedź PiS- u, że jeśli rząd zaakceptuje kontrakt gazowy z Rosją, złożony zostanie wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu premiera Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka. Nawet, jeśli zapowiedź taka wydaje się dziś jedynie medialną deklaracją – może mieć w przyszłości całkiem realne podstawy, gdy dostrzeżemy faktyczne konsekwencje działań obecnego rządu. Zawarty w rządowej umowie zapis o „uregulowanych sporach” mógłbym bowiem zostać skutecznie użyty, do sformułowania oskarżenia o złożenie przez rząd fałszywego oświadczenia.

Niewykluczone również, że w kontekście sprawy kontraktu gazowego można podjąć próbę analizy zdarzenia, które równie gwałtownie zniknęło z obszaru mediów, jak gwałtowną wywołało reakcję. Myślę tu o niespodziewanej śmierci Grzegorza Michniewicza, dyrektora generalnego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a jednocześnie od czerwca 2008 roku członka rady nadzorczej PKN Orlen, zgłoszonego przez Skarb Państwa. Grzegorz Michniewicz został 13 czerwca 2008 r powołany przez radę nadzorczą PKN ORLEN do Komitetu ds.Strategii i i Rozwoju oraz do Komitetu ds.Ładu Korporacyjnego. Można pytać, – w jakim celu do największej spółki paliwowej nominowano specjalistę ds. ochrony informacji niejawnych i ochrony danych osobowych? Jaką rolę miał spełniać Grzegorz Michniewicz w czasie, gdy w płockim koncernie dokonywano wielu istotnych zmian i planowano nowe kontrakty? Część z nich ORLEN przeprowadził, tuż przed końcem ubiegłego roku. Myślę, że gwałtowna reakcja służb ochrony państwa, które natychmiast podjęły blokadę wszystkich informacji dotyczących Michniewicza – powinna skłonić, co odważniejszych publicystów do bliższego zainteresowania sprawą. Warto będzie do niej powrócić.

Obecnie - wygląda na to, że rząd Donalda Tuska, a osobiście wicepremier Waldemar Pawlak usilnie poszukuje pretekstu, dającego mu możliwość wycofania się z kompromitujących uzgodnień z Rosjanami. Jak sam stwierdził w jednym z wywiadów „Rosjanie są mistrzami gry na krawędzi”, zatem gra, którą podjął Pawlak musi być równie ryzykownym przedsięwzięciem. Czy rzeczywiście to ryzyko ponosi wyłącznie obecny minister gospodarki i czy prowadzona przezeń gra dotyczy interesów Polski? Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy raczej do czynienia z mało finezyjną próbą „obejścia” umowy gazowej, wywołaną problemami prawno – formalnymi, związanymi z pozbyciem się udziałowców Gaz Trading i Aleksandra Gudzowatego. W prasie rosyjskiej pojawiła się również sugestia, jakoby porozumienie gazowe między Polską, a Rosją było hamowane z tego powodu, iż Rosja i Unia Europejska nie porozumiały się w innej kwestii - politycznej. Nie wyjaśniono jednak, o jaką kwestię mogłoby chodzić.

Myślę, że już najbliższe dni powinny przynieść rozstrzygnięcie sprawy umowy gazowej. Warto obserwować - co i w jaki sposób zdecyduje o ostatecznym kształcie tego kontraktu? Te same przyczyny będą bowiem świadczyły – jak dalece polski rząd uległ rosyjskiej „grze na krawędzi”.

Źródła:

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4990050.html

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,6878502,Gazprom_w_Polsce_wypelni_budzet_Rosji_.html

http://www.rp.pl/artykul/67299,357283_Spolka_Gas_Trading_przeszkadza_Kremlowi.html

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7188367,Wiceprezes_Gazpromu_stawia_Polsce_ultimatum_w_sprawie.html

http://www.rp.pl/artykul/383433_Polska_i_Rosja_przelamaly_impas_w_sprawie_gazu.html

http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7267018,Gudzowaty__Nie_dam_sie_wyrzucic_z_EuRoPol_Gazu.html

http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/348636,gas_trading_nie_ma_zamiaru_wychodzic_z_europolgazu.html

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Kraj/Pawlak:-Rozszerzenie-zakresu-rozmow-przyczyna-opoznienia-negocjacji,12882,3

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Swiat/W-czwartek-polsko-rosyjskie-rozmowy-o-dostawach-gazu,12913,3

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Kraj/Pawlak:-Umowa-gazowa-z-Rosjanami-zbalansowana,12951,3

http://www.nettg.eu/Aktualnosci/Energetyka/Kraj/Pawlak-o-dostawach-gazu-z-Rosji-,13022,3

http://www.polskatimes.pl/stronaglowna/200282,pawlak-oskarza-ludzi-z-otoczenia-premiera-o-sabotaz,id,t.html

http://www.rp.pl/artykul/408252_PSL_ma_zablokowane_konta.html

http://www.tvn24.pl/12690,1634391,1,1,tusk-z-pawlakiem-przed-trybunal-stanu,wiadomosc.html

http://lublin.com.pl/artykuly/pokaz/3906/kraj,dyrektor,kancelarii,premiera,grzegorz,michniewicz,nie,zyje,popelnil,samobojstwo/